kolagenkrux
komentarze
Wpis który komentujesz:

Na świeżo po powrocie z King Konga.
Po poerwsze: nigdy więcej Multichłamu wieczorem [tylko rano jak 10 osób na sali jest]. Ja rozumiem, że czasy się zmieniają, ale litości! Dekadę temu wyjście do kina to było prawie jak do teatru, a teraz? Gdy woniące ciepłe fast żacie zostanie skonsumowane, po pierwszej godzinie, skończy się chrupanie nachos, i ciamkanie popcornem [taa, niektórym mamusia nie mówiła , żeby jeśc z zamkniętymi ustami], wydawałoby się, że najgorsze już za nami. Ale gdzie tam! Teraz to dopiero zaczyna się wiercenie, komentowanie na głos z sąsiadem bieżącej akcji, bądź wydarzeń bnieżącego dnia, rozmowy przez telefon [no tak, trzeba pobudzic synapsy mikrofalami], czy wręcz - poważnie, nie uwierzyłbym, gdybym nie ..poczuł - palenie papierosa :|

Ale nawet to wszystko, nie było w stanie przeszkodzic mi w dostrzeżeniu znakomitości ostatniego filmu Jacksona. Zdaję sobie sprawę, że większośc osób nie zachwyci się tym filmem równie mocno jak ja, ale mimo to polecam, chocby dla naprawdę szalonych, rozbudowanych scen akcji, które jedynie potwierdzają głębię wyobraźni twórcy. Nowa wersja King Konga odwołuje się do pierwowzoru, jednak sięga znacznie głębiej, koncentrując się na całym kontekście kulturowym przełomu lat 20/30. Tym samym mamy niespotykaną jak dotą okazję, odbyc podróż po NY - której mogliby pozazdrościc najwięksi kina (łącznie z Martinem "krwawa jatka na Five Point" Scorsese). No i Peter J. nie byłby sobą, gdyby nie wtrącił kilku smaczków - z tych elegantszych: "Das Boot" Wolfganga Petersena, czy "Heart of Darkness" Conrada (zauważyłem tytuł za pierwszym razem, ZANIM pojawił się w podpisach - za trzecim razem :P)

[Krux Kong]

Inni coś od siebie:


Nie można komentować
To stwierdzili inni:
(pomarańczowym kolorem
oznaczeni są użytkownicy nlog.org)