lirykp
komentarze
Wpis który komentujesz:

Exam-- 3rd defeat in my academic history. Re-take is to take place on the 11th of March 2006. Better not fail this time PETE.
Na uczelni zmulaste zajęcia, nic nowego. Napisałem stosowne pisma do pani prodziekan i zobaczymy co z tego wyniknie... Wish me good luck!

Koncert Abraddaba był bardzo grubyyy.!!Jak zwykle dali z siebie wszystko.. Joka, Gutek , Dj Feeel X, Dj Bart! Abradaab zagrał dużo numerów ze swojej nowej płyty. Zagrał koncertowy klasyk "Miasto jest nasze","Rap to nie zabawa już", a także numery z drugiej oraz trzeciej płyty Kalibra, czym mile zaskoczyli. Chciałem to uwiecznić na swoim dyktafonie, niestety padła bateria po 3 minutach nagrywania. Cóż zrobić!? Po występie członkowie Kalibra 44 udali się natychmiast do Karpacza.Koncert trwał około godzinki i miałem uczucie dobrze zainwestowanych 15 zł. Nie zawiodli publiki.Było dużo osób, które świetniesię bawiły podczas koncertu jak i po koncercie.
Imprezę poprowadził mój kumpel DJ OSA, do którego wprost na imprezę przyjechała niunia. Zapodawał niezłe sety a ja w pewnym momencie wypadłem na scenę i zacząłem rozkręcać towarzycho,(Czym zyskałem sobie nowych przyjaciół),aż mnie gość z ochrony przegonił kulturalnie...Potem baunsowałem wraz z Kwachem i trochę potem popiliśmy piwek i wódki, ale na szczęście nie maiłem przygniatającej fazy tylko fajny humorek i wszystko ogarniałem. Po koncercie standardowo zapodaliśmy sobie zapiekanki w pobliskim STS i potem poszliśmy na dworzec obczaić połączenia do Katowic. Oczywiście pogadaliśmy o bieżących sprawach, laskach, itp.
Jeszcze jedną pozytywną rzeczą na tym koncerice było to, że miałem lożę numer 23 i fajnie było tak usiąść i w spokoju popić piwka. Spotkałem na koncercie koleżankę ze studiów Marzenę i miłosobie pogadaliśmy.. Machnąłem cześć Dunusowi, a Skubigo jakoś dojrzeć nie mogłem. Może był w Krakowie na zjeździe.
Byli też ludzie, którzy mnie nie lubią, choć do tej pory nie wiem o co chodzi.. Kotwica im w plecy...
Reasumjąc był to mój chyba 16 wypad na koncert w akademii. Być może nawet więcej razy byłem.??
Kiedyś to dokładnie policzę.




A oto relacja z netu-

Kiedy na scenę wszedł Dab w towarzystwie Joki i Gutka, DJ Bart wprawiając w ruch płytę sprawił, że z głośników popłynął dobrze znany dźwięk będący wprowadzeniem do "Emisji spalin", po czym słychać było pierwszy wers "ten rap to zbiór prawd o życiu, lecz nie aż tak, żebym był spryciuch", którym Dab rozpoczął swoje show, przy przerażającym aplauzie publiczności. Kilka sekund później wszyscy wspólnie wykonali pierwszy tego wieczoru refren. I zanim krzyk widowni po pierwszym numerze ucichł na rozgrzewkę Joki dowiedzieliśmy się, że "Rap to nie zabawa już" z dynamiczną zwrotką i refrenem tego rapera. Szybki przeskok na "Czerwony Album" i "przedziwny swąd nagle miastem zawładnął...".

Po zdobyciu kontaktu z publicznością przyszedł czas na przebudzenie stojącego nieco na uboczu Gutka, który ożywił się wykonując refren do kawałka "Kumam". Jak jest Rzeszów? pytał Abradab - "AAAAAAA!" z domieszką damskiego pisku, odpowiadał tłum - "Jak?" - pytał ponownie MC i "normalnie o tej porze" posypały się numery z wcześniejszych płyt Kalibra, potem "Rapowe Ziarno", "Lubię dobre", "Nieśmiertelność", znowu powrót na "Czerwony Album" i solowe kawałki Gutka dobrze znane nie tylko fanom Indios Bravos. Nie mogło się również obyć bez "grubego czarnego kota", bo 17 luty to w końcu światowy dzień tego zwierzaka.

Trzeba przyznać, że repertuar na tę trasę przygotowany jest bardzo profesjonalnie, a połączenie solowych płyt Abradaba, legendarnych już dokonań Kalibra 44 i Gutka dają całkiem pokaźny zbiór utworów jakie można wykonywać w różnych kombinacjach. Piosenek wystarczyło nawet na kilka bisów jakie rzeszowska publiczność "wymusiła" na śląskich raperach. Śpieszyli się na koncert do Karpacza, jaki mieli zagrać następnego dnia, ale w stolicy Podkarpacia chwilowo zapomniano co znaczy wyrozumiałość i nikt nawet nie dopuszczał do siebie myśli o tym, że to mógłby być już koniec.

Na bis pojawiło się "jeszcze więcej MC" i "Wena", a publiczność, która początkowo przybijała Joce "piątki" porwała go pod scenę, gdzie wśród szalejących fanów kończył ostatnią zwrotkę tego wieczoru. Widzowie jeszcze przez kilka minut skandowali "K-44" i "Zostańcie z nami, Kaliber zostańcie z nami" jednak bez rezultatu. Czując, że to koniec koncertu DJ Osa rozkręcił after party, na którym do samego rana bawiła się większość przybyłych do Akademii fanów czarnej muzyki.


Pozdro hip hopowa Polsko!






Inni coś od siebie:


Nie można komentować
To stwierdzili inni:
(pomarańczowym kolorem
oznaczeni są użytkownicy nlog.org)