Wpis który komentujesz: | Mam niechcianego adoratora - taksówkarz - codziennie z własnej inicjatywy wozi mnie do pracy. Do dzisiaj myślałam, że mnie po prostu lubi, a tu się zaczęło: Masz może czas po pracy? Może byśmy gdzieś wyskoczyli? Znowu rozczarowanie... :( Zgasiłam go tekstem o obowiązkach wobec męża i gromadki dzieci. Chyba poskutkowało. Od jutra jeżdżę autobusem... :( |
| Inni coś od siebie: |
Nie można komentować |
|
To stwierdzili inni:
(pomarańczowym kolorem oznaczeni są użytkownicy nlog.org) |