Wpis który komentujesz: | 2 tygodnie wylegiwalam sie na greckiej plazy, na 2 tygodnie zniknelam dla swiata [choc swiat niestety nie zniknal dla mnie], 2 tygodnie gwalcily mnie moje wlasne mysli.... z jakim skutkiem? lekki balagan w mojej glowie zmienil sie w prawdziwy burdel. nowy mezczyzna. wlasciwie chlopak. poznany kilka tygodni temu. spotkanie przed samym wyjazdem do Grecji. nigdy wczesniej nie znalam tak niezwyklego czlowieka. nigdy nie wiem co powie, co zrobi w nablizszej minucie. jest nieprzewidywalny. sa chwile w ktorych wydaje mi sie, ze znamy sie od wiekow i zaraz potem robi cos co burzy zupelnie obraz jaki wczesniej zbudowal w mojej glowie. nie w negatywnym sensie. po prostu jest tak wielowarstwowy. ciagle odkrywa przede mna nowe rozdzialy siebie. bardzo trudno do niego dotrzec, ale mi na to pozwala. jestesmy z dwoch kosmicznie roznych swiatow a jednak potrafimy porozumiewac sie prawie bez slow. tak krotko sie znamy a sytuacji, w ktorych poczulismy sie bardzo blisko siebie starczyloby na kilka lat dobrego malzenstwa. przy Nim swiat jest niebieski... nie potrafie wytlumaczyc co mam przez to na mysli. po prostu niebieski. nie wiem co czuje. nie uzywam juz slowa milosc w stosunku do plci przeciwnej..... owszem. biegalam po tej plazy na drugim koncu Europy i myslalam sobie: co ja tu robie do jasnej cholery!? tesknilam i chcialam juz poczuc Jego usta na swojej szyi. a jednak wiecej wsrod moich uczuc jest strachu i niepewnosci. Jego oczy. patrzy na mnie tak, ze wszystkie moje krwinki szalu dostaja. po prostu zawstydza mnie. oniesmiela mnie. juz wiem jakie to uczucie gdy musisz spuscic wzrok bo nie mozesz wytrzymac jego spojrzenia. znam meskie spojrzenia. te zakochane czy pragnace tez sie zdarzaly, ale to nie to. tego, co widac w Jego oczach nie da sie opisac zadnymi slowami. to cudowne uczucie. tylko chodzi o to... ze ktos juz kiedys tak na mnie patrzyl... tak samo. dlatego tak cholernie trudno jest mi zaufac. nie potrafie. pozwolilam mu podejsc do siebie tak blisko, jak juz bardzo dawno nikomu nie pozwolilam. zaryzykowalam choc wiem ze to co polamane juz nigdy sie nie zrosnie. zaryzykowalam, bo chcialam smiac sie dla siebie nie dla innych. i On mi to dawal. ale gdy zaczal mowic: kocham cie i bede.... polozylam mu palec na ustach. wie juz, ze nie chce sluchac takich slow. wie, ze jesli tylko uslysze od niego jakas obietnice czy deklaracje po prostu odwroce sie i odejde.... liczy sie tylko to co jest tu i teraz.. da sie tak? da sie zaangazowac bez marzen o przyszlosci, ktorej moze w ogole nie byc? walcze z Nim o to. walcze z Nim, zeby razem ze mna potrafil dostrzegac ta radosc, ktora mozemy sobie dawac teraz. bez zadnego pozniej. da sie tak? |
Inni coś od siebie: |
Nie można komentować |
To stwierdzili inni:
(pomarańczowym kolorem oznaczeni są użytkownicy nlog.org) |
lolla | 2002.07.25 01:20:12 ja juz nie :`( v | 2002.07.24 20:48:49 usmiecham sie. nie szyderczo. nie zlosliwie..delikatnie.szczerze. ciesze sie gdy slysze: dawac teraz bez zadnego pozniej.. takie podejscie w moim przypadku jest JEDYNE. obietnice sie nie sprawdzaja. slowa maja pusty wydzwiek. licza sie czyny.gesty..napisalas mi ze nie wrocisz :) ciesze sie ze sklamalas .... |