| |

|
|
Nawigacja:
wszystkie
notki
ostatnie 20
ostatni
miesiąc
|
2009.06.30 22:12:04
link
|
Znowu pracowity tydzień, dziś była wizyta u dostawcy w Łodzi, jutro Polkowice, pojutrze podróż już dość blisko bo tylko do Częstochowy. Droga do Łodzi to jakiś koszmar, krajowa jedynka jest w fatalnym stanie, cholerne koleiny, duży ruch, sporo ograniczeń prędkości no i korki w Częstochowie. Po drodze spotkałem dwa auta z videoradarem, na szczęście niebieskich straganików z suszarką nie było. Do Łodzi wyruszyłem prosto z domu przed 6:00, a wróciłem o 19:00, więc nie ma to jak 13-ście godzin w pracy. Jutro wyjazd przed 7:00, planuje zakończyć podróż w domu około 18:00.
Jadąc do Łodzi zastanawiałem się gdzie ludzie się tak spieszą. Na jedynce obowiązuje ograniczenie prędkości do 100 km/h, jechałem około 120 km/h ale zastanawiało mnie gdzie spieszą się Ci wszyscy co jechali 140 i więcej. Na ograniczeniach do siedemdziesiątki mało kto zwalnia, pewnie osoby które znają tą drogę wiedzą gdzie suszą albo gdzie stoją fotoradary, no ale z drugiej strony po coś te ograniczenia prędkości ktoś postawił. Druga sprawa jaka przeraża mnie na drodze to ilość martwych/potrąconych zwierząt. Jeździłem w Niemczech przez 3 miesiące i tylko raz widziałem przejechanego królika. Nie wiem czy to kwestia zabezpieczenia drogi, braku zwierzątek żyjących w pobliżu ruchliwych dróg czy może szybkie usuwanie martwych zwierząt z drogi?
Gdy jadę przez wsie staram się zwolnić i poobserwować trochę świat, stare chałupy, krowa pasąca się na łące, rolnik z koniem w polu, kura dzióbiąca w ziemi. Gdy wychowywałem się w Wiśle takie obrazki były codziennością, ciekawe czy dla moich dzieci będzie to coś zupełnie normalnego czy może będzie to swoistego rodzaju sensacja? Z Wisły pamiętam jeszcze specyficzny dźwięk dobiegający z okolicznego tartaku, oraz zapach drzewa i trocin. Znajomi kupili ostatnio sobie meble, nie ze sklejki, z prawdziwego drzewa, jedyny feler to taki, że drzewo nie pachnie, znaczy pachnie nijak, na pewno nie jak drzewo, ciekawe…
Plany na najbliższy weekend to festiwal kultury żydowskiej w Krakowie.

|
2009.06.19 23:28:44
link
|
Po długim minionym weekendzie to był pracowity tydzień w pracy. W pracy u dostawców spędziłem łącznie prawie 22 godziny, a łącznie samochodem zrobiłem prawie 900 km. Następny tydzień spędzam w domu ale przełom czerwca/lipca to znowu praktycznie cały tydzień w rozjazdach. Dziś gdy wróciłem do biura poczułem się jak w saunie więc chyba lepiej podróżować i pracować u dostawców niżeli kisić się w biurze. Niestety w lecie w biurze bez klimatyzacji jest koszmarnie, nie da się zrobić przeciągu, a chodzący wentylator praktycznie niczego zmienia.
Plan na weekend są, nawet bardzo poważne i ambitne, niestety coś mi się wydaje, że owe plany pokrzyżuje skutecznie paskudna pogoda…

|
2009.06.15 23:47:01
link
|
Długi weekend był, no właśnie był bo się skończył i jak to zawsze bywa nie był taki długi jakby mógł być ;) ciągłe narzekanie, tak tak… ale spoko jeszcze mam w zanadrzu jakieś 33 dni urlopu do wykorzystania w tym roku. Wracając jednak do długiego weekendu, to sporo się działo. Środowa noc spędzona z żonką i ze znajomkami w kinie na „Aniołach i demonach”. Film fajny, dość ciekawy, wart zobaczenia na dużym ekranie. W sumie to zastanawiałem się przez dłuższą chwilę na co można się wybrać do kina no i raczej nie było zbyt dużego wyboru. Czwartek świąteczno-działkowo-pomocnie, znajomki się przeprowadzają więc znowu trzeba było pomóc przy skręcaniu mebli. Piątunio remontowo w domku, po długich namowach, prośbach, groźbach, szantażach żony, w końcu wziąłem się za malowanie kuchni i łazienki. Łazienka wymalowana, nowa lampa zainstalowana, kuchnia w zasadzie już też wymalowana, jutro jeszcze jakieś drobne poprawki pewnie wyjdą. Piątkowy wieczór ikeowo zakupowy, prócz IKEI odwiedziłem też Fashion House bo miały być jakieś mega wyprzedaże, no i mega to było ludzi, jakiś super hiper promocji nie doświadczyłem.
Sobota remontowo grillowo, niedziela remontowo-działkowo-grillowa, no a dziś pojebałek w pracy. Kurcze nie wiem czemu ale bardzo mi się spać dziś w pracy chciało. Jakiś horror, nie pamiętam kiedy ostatni raz w pracy byłem tak bardzo senny, nawet kawa ani też czekolada nie pomagała, ale obserwując otoczenie to nie tylko ja cierpiałem dziś z powodu senności. Ale dość narzekania, był też pozytywny aspekt dzisiejszego dnia. Kolega z Czech przywiózł wyśmienite piwka, a odnośnie tej tematyki to w najbliższą sobotę wybieram się na imprezę do Żywca, mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze. Przynajmniej oglądając właśnie „Dzień po dniu” w TVN24 pokazywali w prognozie, że ma być pogodnie i bez deszczu, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Chyba tyle na dziś, sporo się dzieje, czas spać ;)

|
2009.06.01 22:35:16
link
|
Pierwszy czerwca czyli dzień dziecka, w tym roku to dość dziwny dzień. Po przyjściu do pracy rozpoczęło się komentowanie sytuacji GM Europe oraz Opla. W piątkowy wieczór zapadły decyzję o przyszłości Opla, co się dokładnie stanie tego na razie nie wiadomo. Potrzeba jakieś dwa miesiące na wyjaśnienia, uformowanie się nowego tworu, itp. Dziś popołudniu natomiast Generał Motor podjął decyzję o tym, że powinien odejść i zrezygnować z rangi Generała, w taki oto sposób ponad stuletni generał, kojarzony z potęgą USA, zakończył swój burzliwy żywot. Wraz ze śmiercią Generała Motora w USA, przy życiu zostają w dalszym ciągu współtowarzysze generała, mieszkający w Europie, Azji, Ameryce Południowej, Afryce, Australii. Co się stanie z resztą generałów nie wiadomo, info jest tylko takie że generał w Europie zostanie pozbawiony władzy przez nadszyszkowników związanych z wodzem Władkiem Putinem.
Prócz informacji z USA o Generale Motorze dziś jeszcze dołka załapała żona, co za tym idzie jeśli w pracy padaka, w domu padaka to postanawiam na wzór naszego guru Lecha K, ogłosić tygodniową żałobę zbirkosową.

|
2009.05.21 23:36:10
link
|
Druga połowa maja, jeszcze niedawno był długi weekend majowy, a tutaj już praktycznie tydzień do końca miesiąca. Maj to miesiąc podróżowania, głównie to Bielsko-Biała, ale zapuściłem się w minionym tygodniu trochę dalej, a mianowicie Krosno oraz Mielec.
W pracy zmiany, jest nowy szef, są nowe pomysły, nowe wymagania, pewnie będą i nowe obowiązki, niestety nie będzie żadnych plusów lub czegoś w zamian… można powiedzieć normalna sytuacja.
Zostało trochę więcej niż tydzień do momentu wyjaśnienia się sytuacji związanej w przyszłością Generała Motora oraz Opla. Zobaczymy co się wydarzy ale jakoś nie chce mi się wierzyć aby możliwe było przejęcie niemieckiej marki Opel, przez włoskiego Fiata.
Jakiś zagubiony jestem, koledzy z pracy pytają mnie czy coś się stało. Odpowiadam, że nie, po prostu ostatnio jakiś wypluty jestem, nie mam energii do działania, wracam z pracy i muszę się zdrzemnąć, bo nie mam siły. Może to przez tą pogodę za oknem, może dlatego, że zbyt duszno i za ciepło w biurze, może dlatego że jakoś nie mam obecnie żadnego celu przed sobą… Wydaje mi się, że podążam jakąś ślepą uliczką i najgorsze jest to, że nie bardzo umiem zawrócić. Dojdę do końca i zderzę się ze ścianą, której nie będę w stanie przeskoczyć. Ogrania mnie jakaś bezsilność, czuje się jakby był ofiarą jakiegoś dziwnego eksperymentu – próby zrobienia ze mnie idioty. Czuje, że otaczająca mnie rzeczywistość coraz bardziej mnie przytłacza, nie daje sobie z tym w ogóle rady…
Obecna sytuacja, w której się znalazłem jest dla mnie na pewno nowym doświadczeniem, niestety jak na razie nie widzę rozwiązania.

|
2009.05.11 23:38:46
link
|
Hmmm nawet nie zauważyłem kiedy minęło prawie półtora miesiąca od zeszłego wpisu. Sporo się oczywiście wydarzyło, wiosna za oknem pełną parą, były święta, był też długi weekend majowy. W tym roku spędzony tak bardziej w dualu z żonką. Wziąłem parę dni dodatkowego urlopu, zdobyliśmy z żonką szczyt, niby niezbyt wysoki bo to tylko Barania Góra, ale i tak było fajnie. Krótki rękaw, słońce, śnieg, żonka, las i góry... chyba będzie trzeba powtórzyć podobny wypad za rok.
Z góry przywiozłem sobie sadzonki iglaków, z których zamierzam uformować drzewo bonsai, na razie wszystkie sadzonki się przyjęły, zobaczymy co będzie dalej… ostatni bonsai kupiony w IKEI nie pożył zbyt długo.
W pracy kwiecień minął pod znakiem podróży służbowych, w kwietni po Polsce zrobiłem prawie 4000 km, w maju też mnie czeka trochę wyjazdów, znowu kawałek Polski zwiedzę. Ostatnio tak się zastanawiałem, że gdybym zaplanował sobie wizyty u niektórych dostawców, jedna po drugiej to wyszedłby istny tour de Pologne, bo można by na przykład tak Gliwice > Jelcz-Laskowice > Krzeszów (okolice Kamiennej Góry) > Ostrów Wlkp. > Gorzów Wlkp. > Gdańsk > Białystok > Krosno > Jeleśnia. Myślę, że jeśli dotrwam do końca roku w generalnych motorach, albo gdy generalne motory dotrwają do końca roku to w tym roku 20000 km podróży służbowych nie będzie żadnym problemem.
Zastanawiam się ostatnio co zrobić by mieć więcej cierpliwości, uważam że byłbym bardziej szczęśliwy będąc bardziej opanowanym i spokojnym. Cierpliwi ludzie mają chyba łatwiej w życiu, zresztą zawsze podziwiam tych co ze stoickim spokojem potrafią rozwiązywać najtrudniejsze problemy, a z życiowych zakrętów wychodzić bez szwanku.

|
2009.04.02 23:38:49
link
|
Jakiś totalnie pokręcony czas jeśli chodzi o pracę. Kryzys, pełno informacji o kryzysie, a tak naprawdę to w pracy taki sajgon, że szkoda gadać. I co najważniejsze ten sajgon napewno nie jest spowodowany kryzysem. Siedzę w pracy do pózna, w weekendy odwiedzam dostawców nie pamiętam by taka sytuacja miała miejsce kiedykolwiek wcześniej.
Wiosna w końcu przyszła, dziś było naprawdę ciepło, znalazłem nawet czas na spacer z psem :) Jesli będzie tak samo w weekend to zapowiada się naprawdę miło.
Jest mi przykro z powodu bezsilności która mnie ogarnęła. To przykre gdy mimo chęci nie można pomóc ;(

|
2009.03.19 22:25:03
link
|
Tematem numer jeden w obecnym tygodniu są dostawcy, którzy mają wzrost zamówień i nie są w stanie ich wypełnić na czas. Niektórzy dostawcy zredukowali ilość załogi, to samo zrobili poddostawcy więc teraz jak jest pewnego rodzaju odbicie i wzrost produkcji samochodów to dostawcy mają problem z wywiązaniem się z zamówień. Przez co oczywiście są problemy, cancelowanie lub przesuwanie pick-up'ów i inne tego typu akcje. Jak więc pomyślę przez chwilę, że mamy niby kryzys to poprostu głupieje...
Jutro piątek, czyli początek weekendu, który pewnie i tak szybko minie.

|
2009.03.15 20:09:13
link
|
Kolejny tydzień znowu szybko minął. Miała być wiosna ale coś chyba w tym roku zaliczy lekkie opóźnienie, chociaż muszę przyznać, że wczoraj pogoda była nawet całkiem fajna, a słonko fajnie przygrzewało.
Tydzień minął pod znakiem imprezy urodzinowej taty Madzi, 50-te urodziny to już coś, więc impreza były poważna :)
Praca ciągle na pierwszym planie, ostatnio tyle się dzieje, że po pracy jestem wykończony i marzę tylko i wyłącznie o popołudniowej drzemce. Poza tym z racji tego, że sytuacja w firmie jest lekko mówiąc średnia, to zastanawiam się nad jakimś alternatywnym źródłem dochodu. Mamy z żonką jakieś fundusze, które moglibyśmy wykorzystać na rozkręcenie jakiejś swojej małej firmy, ale żona dość sceptycznie do tego podchodzi, a ja z racji tego że nie lubię ryzyka to pewnie zbyt szybko decyzji nie podejmę.
Najbliższy tydzień w pracy zapowiada się równie zwariowany jak ten poprzedni. Na szczęście nie planuję żadnych wyjazdów, ale najprawdopodobniej za to w kwietniu będą czekały mnie nieco dłuższe podróże. Mam nadzieję, że wtedy będzie już wiosennie, to przynajmniej na drodze będzie bezpiecznie.

|
2009.03.10 22:56:54
link
|
W pracy młyn totalny, nie wiem w co ręce włożyć. Ciągle jakieś telekonferencje, dyskusje, itd. Uhhhh, dobrze że przynajmniej ekipa w pracy ciekawa, przez co czasami jest zabawnie i cała sytuacja w około mnie pozwala mi nie zwariować. Czasami są takie klimaty, że trudno mi się powstrzymać ze śmiechu, mam nawet pewnego schiza, że kiedyś szef wstanie zza biurka, walnie pięścią w stół i krzyknie „spokój”. Dziś akcja jakich mało, mój kolega zirytował się bo net kijowo działał i były tam jakieś zwisy aplikacji, więc ów mój kolega postanowił spuścić baty laptopowi. Więc ów niewinny niczemu laptopik zebrał silne ciosy, za to że Internet i serwer powiedzieli dziś razem „pierdole nie robię” :) No i powiedzcie mi szczerze drodzy czytelnicy, czy Wy też macie takie klimaty w pracy. Myślę, że jak już GM się skończy albo gdy moja walka z GMem i brzydkimi dostawcami się skończy i gdy znajdę sobie inną pracę, to właśnie najbardziej będę tęsknił za tymi dziwnymi klimatami.
Generalnie czekam znowu na weekend, dobrze że jutro już środa. Muszę odpocząć, praca chyba mnie wykończy w tym tygodniu…

|
2009.03.03 23:51:32
link
|
Chyba wiosna idzie, może na zewnątrz nie jest aż tak bardzo widoczna ale ja ją już czuję w powietrzu. W końcu marzec, a jak wiadomo marzec to początek wiosny.
W miniony weekend zobaczyłem dwa filmy. Pierwszy to był lekki, łatwy i przyjemny „Slumdog – milioner z ulicy”. Film ciekawy, taki w sam raz na sobotni wieczór, chociaż w gruncie rzeczy po głębszym zastanowieniu film jest przeciętny. Plusem jest dość niecodzienne otoczenie plus nieznani aktorzy, co moim zdaniem tworzy dość nietypową otoczkę tego filmu.
Kolejny film, który zobaczyłem w weekend to „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”. Ta produkcja wydaje mi się o wiele bardziej ciekawsza i interesująca niżeli wspomniany kilka zdań wyżej Slumdog. Film dość długi bo aż ponad dwie i pół godziny, ale film ciągle ciekawi i nie nudzi się w miarę oglądania, co prawda pod koniec filmu akcja dość szybko przyspiesza ale mimo to zakończenie jest interesujące. To chyba jeden z tych filmów, po których zakończeniu przeleciało mi przez głowę kilkanaście myśli. Jak ktoś spodziewa się czegoś ciekawego, dającego do myślenia to polecam ten film. Gatunek filmu to melodramat, w sumie dobrze że nie wiedziałem o tym przed zobaczeniem filmu, bo pewnie informacja o gatunku tego filmu trochę by mnie pewnie zniechęciła, ale zobaczyłem, nie żałuje, zobaczyłbym kolejny raz.
Ostatnio dziwnie się czuję, dziś temat nawet poruszyłem w pracy. Otóż będąc w liceum, na studiach w zasadzie codziennie zastanawiałem się i próbowałem odgadnąć swoją przyszłość. Od rozmyślania na temat rzeczy kompletnie błahych jak średnia ocen na koniec semestru czy możliwe pytania na kolokwium błądziłem myślami aż po swoją przyszłość zawodową. Teraz od pewnego czasu nie wiem czemu ani dlaczego ale jakość bardziej bliżej mi wspomnień i rozważań o przeszłości niż do spekulacji odnoszących się do przyszłości. Nie mam najmniejszego pojęcia czemu się tak dzieje, uważam że to trochę dziwne i nie podobne do mnie, trochę mi to przeszkadza. We snach biegam, spaceruję po górach, pływam w rzece, siedzę przy ognisku, słucham szumu lasu, w zasadzie we śnie robię wszystkie te rzeczy, których nie robię w rzeczywistości. Chociaż w gruncie rzeczy wolę taki sny niżeli liczenie części i przepychanki z dostawcami ;)
Dziś w pracy dość zwariowany dzień. Już mnie nie dziwi spektrum tematyki rozmów w pracy. Dziś na przykład rozmowa dotyczyła zapowiadanego końca świata, który nastąpić ma według przepowiedni w 2012 roku. I tak, mój kolega, który zawsze podchodzi do tematów z odpowiednim inżynierskim podejściem tłumaczył fizyczne konsekwencje odwrócenia się biegunów kuli ziemskiej. Z kolei mój drugi kolega oczywiście zawsze podszedł jajcarsko do tematyki. Ja jak to ja, uważany przez grono współpracowników za internetowego geek’a od razu zacząłem guglać w googlach w poszukiwaniu informacji o przepowiedniach na 2012 rok. Otwarła mi się ta strona.
i mówię koledze siędzącemu obok, że są jakieś tam przepowiednie Oriona. Na to kumpel zobaczył na wyżej podanej stronie grafikę tego kosmity i skwitował ironicznie, że przepowiednie tego Oriona (jako Oriona kolega miał na myśli owego kosmitę) na pewno się spełnią. Pewnie Orion widzi przyszłość tymi swoimi wielkimi ślepiami :D
Potem kontynuowaliśmy tematykę, że zapewne na przepowiedniach 2012 ktoś robi kasę, tak jak 9 lat temu na głośnej akcji Y2K jako zbliżającym się kataklizmie związanym z wyświetlaniem daty 01/01/2000 na komputerach.
Znalazłem więc stronke i oczywiście zakomunikowałem ekipie, że już ktoś zwęszył możliwość zbicia kasy na naiwnych pesymistach. Kolega siedzący obok i tutaj podpowiedział możliwość zrobienia interesu. Cały myk polega na tym, że w przypadku odwrócenia biegunów, Ziemia zostanie zalana falą tsunami. Są więc firmy które oferują jakieś tam pseudo arki, łodzie, itp. Kolega Sebastian wymyślił więc by produkować samopompujące się majty, które w przypadku znalezienia się właściciela pod wodą samoczynnie by się napompowały co spowodowałoby uniesienie ciała właściciela owych gaci na powierzchnie. Kolega Sebastian przeprowadzając krótki D/PFMEA (dla niewtajemniczonych Design/Process Failure Mode Effects Analysis) stwierdził, iż istnieje ryzyko że samopompujące się majty wyrzucą delikwenta dupą do góry, a głowa ciągle będzie pod wodą. Jako corrective actions kolega zasugerował aby zainteresowanym zakupem cudownych samopompujących się majt, przeprowadzić bypass, tak aby przyszły konsument mógł oddychać oczkiem w tylniej części ciała.
Tak więc minął dzisiejszy dzień pracy, niby gadka o pierdołach ale zawsze ze słusznym inżynierskim podejściem.
Aaaa na koniec było też podejścia czysto ekonomiczne. Mamy 3 koleżanki w ekipie, patrząc na kalendarz wiadomo co to oznacza. Podjęliśmy co prawda mediację i wyciągnęliśmy solidny argument, że w tym roku 8 marca wypada w dzień wolny od pracy. Koleżanka stwierdziła, że jest przecież poniedziałek 9-tego marca i w ten dzień można być obdarowanym „zaległym prezentem”. Powstał więc pomysł, żeby z racji zbliżającego się 8-ego marca złożyć życzenia naszym koleżankom aby 8-ego marca spędziły niezapomniane chwile ze swoimi lepszymi połówkami i to tak, by dzień 8-ego marca był spędzany tak intensywnie co skutkowałoby koniecznością wzięcia dnia wolnego w poniedziałek 9-tego. Niestety nasze argumenty nie spotkały się ze zrozumieniem, ale w sumie spodziewaliśmy się tego. Poratował nas kolega, że przecież za niedługo koleżanki i tak będą się musiały „odwdzięczyć”. W sumie nie tylko ja ale i moi koledzy nie wiedzieli co kolega Krzysztof ma na myśli ale szybko zostało nam to wyjaśnione – święto 14 marca – tutaj szczegóły
Jak uznało towarzystwo, w sumie jest to święto dość ciekawe no i osoby „składające życzenia” nie powinny mieć większych problemów z pomysłem na prezent ;)

|
2009.02.23 23:04:37
link
|
Kryzys w Polsce. Myślałem, że jakoś powoli mija, przynajmniej to co obserwuję wokół siebie wszystko na to wskazywało, no ale rynek i gospodarka pokazują co innego. Kurs złotego ostro zachwiany, o indeksach giełdowych lepiej nie wspominać, tak czy inaczej u dostawców obserwuję proces, który nazwałbym odbiciem od dna, więc moim zdaniem jest powoli powolutku coraz to lepiej.
Zeszły tydzień zakończył się dość gorącym news'em dotyczącym restrukturyzacji SAABa. W sumie wiadomość mnie ucieszyła, zobaczymy co z tej restrukturyzacji będzie.
W firmie czuć niepewność, to wszystko dlatego, że nasi koledzy z Germanii coraz głośniej mówią o odłączeniu Opla od GM i o znacjonalizowaniu tej branży. Cóż wiadomo, że większość zakładów Opla zlokalizowania jest w Niemczech, ale co z pozostałymi zakładami Opla/Vauxhalla: Gliwice (PL), Luton (UK), Ellesmere Port (UK), Zaragoza (ES), Antwerpia (BE)? O przyszłości tych zakładów narazie nikt głośno nie mówi...
Patrząc na oferty pracy w internecie to jedyne słowo które przychodzi mi na myśl to lipa. Generalnie ofert w ogóle nie ma, a jak już są to tylko Warszawa.
Bardziej o moją pracę martwi się chyba moja małżonka niżeli ja sam, chociaż tak patrząc w przyszłość to jakoś na mojej twarzy zbytni optymizm się nie rysuje...
Jutro ostatki, jakoś tak szybko ten karnawał minął, że nawet nie zdążyłem wybrać się gdzieś na imprezę... ale co tam, za rok będzie znowu karnawał :) Jak zwykle czas tak szybko leci, że znowu wydaje mi się, że od sylwestra minęła zaledwie chwila, a to już przecież blisko dwa miesiące.

|
2009.02.07 21:51:11
link
|
Idzie luty podkuj buty. Ale po co mi podkute buty jak za oknem 16'C. Tyle dziś pokazał termoetr w Foce około 19:00 pod IKEĄ w KTW.
Luty chyba będzie sponsorowany przez literkę "B". "B" jak brzydka dostawca. Zaczął się mały młyn, w zeszłym tygodniu szef zdecydował bym pojechał supportować ludzi z FSO w Wawie. Odwiedziłem pewną firmę i się przeraziłem, tym co zobaczyłem. Ekipa w Wawie która martwi się dostawcami, którzy kooperują z FSO jest niedoświadczona i nie ma zbyt rozległej wiedzy. Więc ja pojechałem krzewić wiedzę, powstał action plan, zobaczymy co z tego wszystkiego będzie. Mam nadzieję, że nie będę musiał odwiedzać Wawy w najbliższym czasie.
Poza tym w pracy coraz bardziej mnie irtuje to co przychodzi z góry. Management zamiast rozpocząć jakieś akcję, które sprawią, że pracownicy pomimo poważne kryzysu będą czuli więź z firmą, to przychodzą jakieś dziwne polecenia, które irytują wszystkich w około i sprawiają, że coraz więcej osób ma z każdym dniem bardziej dość tej całej roboty.
Dziś odwiedziłem z żoną 3 salony. Odwiedziliśmy dealera Forda, Toyoty by na koniec pojechać do dealera Opla na dni otwarte Opla Insigni. Najbardziej rozczarował mnie Ford Mondeo. Z zewnątrz to auto mi się bardzo podoba, ale w środku lekko mnie rozczarowało. Czułem pewien niedosyt, projektanci z Forda nie zrobili ze środkiem Mondeo nic co by mnie powaliło na kolana. Nowa Toyota Avensis nie podoba mi się wizualnie. Bryła samochodu jest OK, ale grill, reflektory, lampy tylnie, zderzaki jakość mi nie pasują do tego auta. W środku wykonanie lepsze niżeli w Fordzie pod względem jakości użytych materiałów, ale też dizajnowo w środku jakość tak bez zachwytu. Na koniec pojechaliśmy zobaczyć Opla Insignię. Trzy miesiące spędziłem w Ruesslesheim pracując nad tym projektem więc auto jest mi znane, ale nie miałem okazji się nim przejchać. Do testu drogowego wybrałem Opla Insignię 2.0 CDTI 160 KM automat z opcją flexride. Silnik jak na diesela pracował cicho, auto prowadziło się bardzo dobrze, skrzynia biegów automatyczna ale zmiany biegów bardzo płynne bez szarpania znanaego z innych modeli Opla. Po włączeniu opcji sport auto poprostu odfrunęło i w mgnieniu oka na blacie pojawiło się 180 km/h. Skórzane regulowane elektrycznie fotele, klima dwustrefowa, zaawansowany system AFL biksenonowych refelktorów. Wszystko piękne tylko czemu to auto kosztuje tyle, albo inaczej czemu jako pracownik koncernu GM mam taką małą zniżkę? :)
"Ekstremalnie zajebistym laskom" mówię stanowcze nie....

|
2009.01.19 23:14:03
link
|
Co ja to miałem napisać. Aha, wnerwiony jestem, komp mi się psuje, a ja jestem bezradny, bo za cholerę nie mogę dojść co jest przyczyną zawieszania się explorer’a. Wymieniłem kable, zamieniłem RAM, zmieniłem zasilacz i nadal nic. Nie ma wira, zrobiłem format, wgrałem system od nowa i nadal zonk. Obawiam się, że to wina płyty lub też procka.
W pracy powoli wszystko wystartowało, muszę przygotować plan wyjazdów by zrealizować cele na Q1 i Q2, z których rozliczony będę jednorazowo na początku lipca.

|
2009.01.05 11:07:07
link
|
No i mamy Nowy Rok, po urlopie pozostało już tylko wspomnienia. W sumie już mi się trochę nudziło w domu, wypadłem z rytmu pracy i czułem się jakoś nieswojo. Przez te wolne dni oczywiście nie zrobiłem tego wszystkiego co miałem w planach ale przecież można się było tego spodziewać.
Tak sobie myślę jaki będzie ten Nowy 2009 Rok. Miniony rok był pełen nowych wrażeń, wspólne mieszkanie z żonką, drugi ślub, wesele, trzymiesięczny pobyt w Germanii, nowe obowiązki w pracy. Myślę, że jeśli chodzi o sprawy domowo-małżeńskie to ten rok będzie spokojniejszy, w pracy spodziewam się natomiast jakiejś małej rewolucji. Coś mi się wydaje, że powoli po prawie czterech latach spędzonych w Generalnych Motorach, przyszedł czas na zmianę. Lubię swoją prace, lubię to co robię, tylko tak jakoś strona socjalna mnie irytuje, no i procedury zanim być coraz prostsze, to są coraz bardziej skomplikowane i zawiłe. Zastanawiam się czy management tworzy taki popaprane rzeczy by zniechęcić jak największą grupę pracowników? Bo przecież na pewno te procedury nie są tworzone aby cokolwiek uprościć czy ułatwić.
W pracy dziś zimo, siedzę w bluzie i w szaliku i raczej ciężko wytrzymać. Kaloryfery ciepłe, ale jak nikt nie ogrzewał pomieszczeń przez ostatnie 2 tygodnie to ciężko je zagrzać ponownie do rozsądnej temperatury w przeciągu paru godzin.
Zastanawiam się nad planami na 2009 rok. Chciałbym zacząć uprawiać w końcu jakiś sport, życie dom > praca > dom > praca jakoś mi nie odpowiada. Brakuje mi sportu, ruchu, dlatego też myślę nad rozpoczęciem zabawy ASG na wiosnę.

|
2008.12.23 23:38:24
link
|
I nastały święta. Po całyrm roku pracy mam dwa tygodnie urlopu. Oczywiście nie jest to teraz czas na odpoczynek, żonka chodzi do pracy więc ja korzystając z dni wolnych zająłem się przygotowaniami do świąt. W tym roku tak jak i w poprzednim będą dwie wigilie, ale w odwrotnej konfiguracji. Prezenty kupione, mentalnie jestem przygotowany tylko po ostatniej wizycie u dentysty strasznie buzia mnie boli i jak na złość nic nie pomaga :(
Za prawie tydzień sylwester, zastanawiam się powoli jaki będzie nowy rok. Czy to będzie mój ostatni rok w generalnych motorach? Prezydent Bush postanowił co prawda wesprzeć przemysł motoryzacyjny pytanie tylko na jak długo tej kasy wystarczy. Wiem, że rok 2009 będzie na pewno cięższy niż ten obecnie mijający. Na pewno będzie więcej roboty, a łatwiej nie będzie.
Żonka mi dziś przypomniała, że minął rok odkąd razem zamieszkaliśmy. Ależ ten czas leci.
Chodząc ostatnimi dniami po sklepach obserwowałem ludzi. Jedni wzbudzali we mnie zainteresowani, inni obojętność, a jeszcze inni pogardę. Lubię obserwować ludzi, a w hipermarketach jest ku temu okazja. Najbardziej moją uwagę przyciągają ludzie starsi, bo niektórych widać, że są biedni i zmęczeni życiem. Jakoś zawsze daje mi to do myślenia…
... Wesołych Świąt czytelniku.

|
2008.12.10 23:16:45
link
|
Dwa tygodnie do świąt, jeszcze tylko kilka dni w pracy. Nie licząc wyjazdów służbowych to prawdę mówiąc pozostało mi do spędzenia w biurze tylko 4 dni. Począwszy od początku 52-ego tygodnia udaję się na zasłużony urlop i mam zamiar powrócić do pracy dopiero 5-tego stycznia co oczywiście niezmiernie mnie cieszy :)
W pracy trochę młyn, pewni dostawcy myślą że z racji świąt będę miły i co za tym idzie będę wykonywał czyjąś pracę. Takiego wała moi Państwo, zła sytuacja generalnych motorów nie jest powodem bym wykonywał osobiście rzeczy które należą do obowiązków dostawców. Mam postanowienie, że od jutra na głupie pytania dostawców w stylu „a kto za to zapłaci?” będę odpowiadał retorycznie w stylu: „a kto zapłaci za zatrzymanie linii produkcyjnej z powodu dostarczenia części nie zatwierdzonych?”. Jutro zapowiada się rozmowa z szefem na temat oceny półrocznej, ciekawe co usłyszę i jaka będzie ocena...
Dziś lekko podirytowałem się na telekonferencji podsumowywującej dokonania naszej organizacji i dowiedziałem się, że tak dobrze jak jest teraz to jeszcze nigdy nie było. Najlepsze hasło jakie pojawiło się podczas pokazu prezentacji to było „keep momentum”, a na to kolega S. od razu nawiązał do podtekstów erotycznych i przedłużania orgazmu ;) Dobrze, że przynajmniej mam częściowo fajną ekipę w pracy :)
Z dialogów z kolegą S.
Ja: dobrze, że już koniec pracy, ale wnerwia mnie, że jak przychodzę do roboty to ciemno, wracam do domu to też ciemno.
S: mnie to cieszy, jestem w końcu człowiek nietoperz.
Ja: człowiek nietoperz?
S: no tak, nietoperz bo ksywka Batman jest już wykorzystana.
Ja: ale o co kaman?
S: jestem swawolny i aktywny zwłaszcza nocą
Ostatnio sporo czasu w pracy zajmuje ekipie zaliczanie poszczególnych szczebli naszej piramidy szkoleniowej (tak tak zapewniam, że mi też piramida kojarzy się z Amway’em i innymi MLM’ami). Mamy 4 poziomy im wyższy tym pytania trudniejsze. Z racji tego, że kolega S. siedzi koło mnie to mamy ubaw po pachy. Ja wszystkie szczeble piramidy zaliczyłem już wcześniej więc mam spokój ale kolega S. walczy ostro. Ja mu podpowiadam w miarę możliwości. Mobilizuję kolegę S. do zaliczania kolejnych poziomów (każdy poziom składa się z kilku testów). Znowu dialog:
Ja: zaliczaj tutaj ten test, tam tylko 5 pytań (normalnie jest 10 pytań, trzeba mięć 70% by zaliczyć), szybko przejdziesz.
S: ok.
Po chwili okazuje się, że ja miałem całkiem inna pytania (niektóre się powtarzają)
S: co za pojebane pytania
J: no sorki S. ja miałem inne
S: to przynajmniej miałeś fuksa, mnie tu pytają o niejakiego Rolanda A. Fishera, a skąd ja mam wiedzieć kto to jest i co wymyślił. Roland A. Fisher (czyt. Rolandafiszer) kojarzy mi się z wschodzącą gwiazdą europejskiego kina porno. Roland A. Fisher dla znajomych zwany elefantem ;)
Inny dialog:
Ja: S. nie poddawaj się walcz
S: te pytania są dla idiotów niczym test: „Jak nazywał się średniowieczny wojownik? Pigmej, mintaj czy samuraj? :)
Ale dość już o pracy, muszę pomyśleć o prezentach gwiazdkowych i oczywiście jakoś nie mam na to czasu ale od 22-ego grudnia mam urlopik więc pewnie wtedy znajdę czas na zakupy. Ostatnio mam sporo różnych pomysłów ale za cholerę nie umiem znaleźć czasu na ich wykonanie, padaka źle się z tym czuje.
Z pozytywnych aspektów życiowych: dostałem gratis słuchawki Denon’a.
Z negatywnych aspektów życiowych: za mało zarabiam...

|
2008.12.02 23:16:22
link
|
Nastał grudzień, trochę dziwny przyznam w tym roku bo specjaliści od planowania tam u góry zapomnieli zamówić śnieg, więc śniegu nie ma.
W branży automotive nadal niepewność, w związku z czym humor nadal jakiś taki średnio dopisujący.
Odwiedziłem w miniony piątek Krzeszów (Dolny Śląsk). Fajna wieś, życie toczy się wokół potężnej bazyliki w centrum wsi i drugiej pod względem budowli we wsi, która to jest siedzibą firmy, którą odwiedzałem. Podróż była ciekawa, w tamtą stronę było w miarę OK., ale powrót koszmarny, za Wrocławiem na autostradzie zrobiło się naprawdę nieciekawie. Po powrocie do Gliwic od razu dołączyłem do znajomych w knajpce. Spotkanie było z racji pożegnania naszego kolegi, który z dniem 1 grudnia postanowił szukać szczęścia poza branżą automotive.
Nadal nie przywykłem jakoś do roli męża, mimo iż tą funkcję pełnie z dumą od prawie roku. Nadal jakoś do mnie nie trafia, że teraz z założenia moja osoba jest powodem wszelkich niepowodzeń porażek i problemów mojej szanownej małżonki :D Muszę więc z zasady przyjąć za pewne i bezdyskusyjne, że tak już będzie i koniec ;)
Plany sylwestrowe zrobione, w tym roku sylwestrowa imprezka będzie miała miejsce u znajomych, zapowiada się fajnie, zastanawiam się tylko czy się urżnąć czy nie, ale w sumie na decyzję jeszcze zostało sporo czasu ;)
W sobotę jak przypadło na przykładnego zięcia pomagałem teściowi w remoncie. Zadzwoniłem po toluka i rach ciach po ściankach kartonowo-gipsowych nie było w sypialni teściów śladu, ale przyozdobiły za to pięknie okoliczny śmietnik :)
Nadchodzący weekend zapowiada się dość ciekawie, Flesz (pies rodziców Magdy) będzie u nas na gościnnych występach. Mam nadzieję, że druga wizyta u nas w domu na weekend, będzie przeze mnie lepiej wspominana niż ta poprzednia ;)

|
2008.11.26 22:30:48
link
|
W sobotę zaliczona z żoną akcja ząb. Akcja w zasadzie zakończyła się wczoraj w Bielsku. Odwiedziliśmy profesjonalnego dentystę, która wyjął z Madzi zęba leczonego kanałowo parę lat temu, kawałek jakiegoś wiertła, które poprzednij dentysta zostawił tam Madzi na pamiątkę.
W pracy bez zmian, no może z tą różnicą, że jakoś wczoraj i dziś takie trochę urwanie głowy i walka z wiatrakami ;) Dobrze, że przynajmniej mi humor w pracy dopisuje to przynajmniej nie pozwala mi to zwariować albo załamać się kompletnie.
Z dialogów w pracy:
S: Będzie dobrze.
Ja: Dobrze to będą miały nasze dzieci, ale nie my.
S: Ja już nie będę miał dzieci.
Ja: ojjj Seba, raz dobrze strzelisz i będziesz miał.
S: wiesz to nie kwestia strzału, to kwestia decyzji by nie zakładać tłumika do spluwy ;)
S: Chodź na obiad.
Ja: Ehhh znowu dzisiaj nie pojem, nie mam apetytu, nie smakuje mi już tu żarcie.
S: No ale wrócisz do domu to żonka obiad Ci ugotuje.
Ja: Dziś nie gotuje, dziś mam catering u mamy.
S: Ty to masz dobrze, ale jakbyś powiedział że nie masz obiadu to bym Cię zaprosił do siebie na ciepłe flaczki.
Ja: Nie nie, weź przestań na ciepłego flaka mnie zapraszasz ;D Zaproś koleżanke
Koleżanka E (lekko pobrechtana): nie no chłopaki, Wy to macie metody na podryw, o metodzie na ciepłego flaka jeszcze nie słyszałam :)
I takim oto sposobem w pracy nie jest nudno.

|
2008.11.22 14:30:14
link
|
Pierwszy weekend ze śniegiem. Dziś rano wymieniłem opony, wieczorem czeka mnie jeszcze kurs do Norauto w celu wymiany żarówki H7 w przednim lewym reflektorze. Skubana postanowiła spalić się już drugi raz w tym roku. Chyba muszę sprawdzić napięcie ładowania aku, ale z drugiej strony czytałem forum i żarówki Philipsa mają to do siebie, że zbyt długiej żywotności to nie mają.
Wnerwia mnie już ta sytuacja z Generalnymi Motorami. Rysio wsiadł w swojego jeta i poleciał do Waszyngtonu prosić o 25 miliardów zielonych. Rysia kongresmeni przorali dość porządnie, bardziej niż czasami menejdżment ora nas, albo bardziej niż my oramy brzydkich dostawców. Tak czy inaczej Rysiu zamiast 25 miliardów dostał solidnie po głowie. Dziś Rysiu i zarząd ogłosili, że GM rozważa bankructwo, mimo iż z 2 miechy temu Rysiu mówił, że GM nie dopuszcza takiej możliwości. Opel zgłosił się natomiast po kase do rządu germańskiego i pojawiły się w końcu głosy, czy skoro Opel pobrał się z Generalnymi Motorami w 1929 to czemu teraz nie może być rozwodu? W sumie to chyba najlepiej byłoby gdyby rząd szwedzki przejął sobie tą wspaniałą markę jaką jest SAAB (sic!). Tak czy inaczej w pracy nie jest dobrze, takie status quo mnie irytuje...

|
|
 |
|