07:52 / 09.01.2008 link komentarz (0) | ....
A co robimy jak po płycie jest tylko nie wielki odzew? Robimy drugą! I to w ekspresowym tempie.
Początek bardzo szarych i ponurych wakacji, które poza jednym wyjazdem na kompletnie przegrane mistrzostwa Polski juniorów, spędziłem w mieście, na osiedlu. Jeszcze na samym początku Bełi zgłosił się na ochotnika do wojska, wiedząc, że prędzej czy później to i tak go zgarną, więc było i tak nie wiele czasu, a mieliśmy tylko zarejestrowane wcześniej kawałki "Świat jest nasz" i "Urwane chwile", które nagraliśmy z Bełim jak Majkel był we Francji. Cóż jak się spędza całe wakacje w mieście to kawałki powstają błyskawicznie. Jakoś pod koniec sierpnia mamy już większość i po powrocie do szkoły zaczynamy finalizować temat. Po poszukiwaniach różnych rozwiązań, w końcu znalazłem Silverton z Piekar śl. , który robi kasety z nadrukiem w minimalnej ilości 200 sztuk! Sukces. Potem dzwoniłem do nich kilkanaście razy żeby ustalić na jakim nośniku ma być materiał, bo wtedy była bida z nagrywarkami (!). Suma sumarum i tak była to kaseta (ha ha). Okładki też fartownie dzięki Monice udało się wydrukować w kolorze nie drogo i sensacja (!) Jedziemy białym maluchem do Piekar i odbieramy 200 zafoliowanych kaset "Urwane Chwile" Koligacja Gie Ka! Sukces! Znowu ruszamy ze sprzedażą i znowu po dyszce za sztukę a jakość rośnie...
Wysyłamy kasety już w 3-4 miejsca więcej, czekamy na jakiś odzew i recenzję w Klanie. Bełi wieczornym pociągiem odjeżdża do wojska i tu bez zbędnych komentarzy i roztrząsania starych spraw trzeba napisać, że kończy się trzy-osobowy skład Koligacji, chociaż jeszcze sobie nie zdajemy z tego sprawy.
W dzień, którego to Majkel miał ponoć szczególnego pecha, popołudniu on sam do mnie dzwoni:
- Siema - Siema -
- Usiądź -
- Zadzwonili? Kto? -
- Blend -
- żartujesz?!!!-
- Nie serio zadzwonił gość, mówi, że jest Marek coś tam z Blendu i że chce nawiązać współpracę, wydać nas -
- AAAAA -
Wszystko miało się zmienić, po 2 latach działania ktoś chce wydać Koligację Gie Ka legalnie, położyć na półce w sklepie.
miałem 17 lat, uwierzysz?... |