18:59 / 27.01.2008 link komentarz (2) | No cóż , no cóż, no cóż!
21 05 byłem na rynku i spotkałem się z Bodziem i Moniką oraz Jagodą. Poszliśmy w stronę ulicy Górnych Wałów, gdzie naprzeciwko V L.O znajduje się klub Quasar, jak się okazało, bardzo mały objętościowo. No to co? Jesteśmy na miejscu i wkraczamy w czwórkę do środka. Na schodach chwila oczekiwania i w tej właśnie chwili po lewej mojej stronie spotykam Bielana, który wyraźnie mamrocząc oświadcza mi, że ja dzisiaj nie gram. On dzisiaj gra, a ja gram jutro:)Kolejka posuwa się, jesteśmy w środku, ale gdzieś zniknęła pani z pieczątką i czekamy witamy się z Majkelem i w końcu mamy pieczątki i idziemy w klub. Okazuje się, że jest szatnia za złotówkę, więc moi towarzysze z pracy pozostawiają odzienia, ja na razie nie bo będę wychodził na zewnątrz. W między czasie zaglądam do jednej z wnęk gdzie zasiadają jakieś młodzieniasy i katują w szafie grającej "Drina goni kolejny drin..." i tańcują przy owej szafie. Idziemy do baru i tam też miejsca siedzące odnajdują Jagoda, Bodzio z Moniką. Tłumaczę, że Luiza przyjedzie później bo pojechała po brata. Ok Ok. Po pewnym czasie robi się ciepło bardzo bo jak się okazuje nadciągają tłumy więc idę do szatni i ja. I nagle rzuca się na mnie Puzzel, czuję zarost zapijaczonego kolegi z Lubawy, który wyprodukował nam płytę, okazuje się, że bardzo sie cieszy , że mnie widzi i mnie Kocha i jest super, a ja znowu tłumaczę, że Luiza przyjedzie chwilę później. I nagle szok , nawija do mnie gość , pyta kto jestem czy Kecaj i czy wiem kim on jest. Ja mówię nie wiem, bo twarz znajoma, ale nie wiem skąd. I gadka gadka a tu okazuje sie ze to gość , którego poznałem przez internet ładne 6 lat temu , wyprodukował nam jeden utwór na Kuriozum i to jest Urbek! We własnej osobie. A ja jako pierwszy strzał powiedziałem, że to Prox, a to URB czaisz?? No i chwila gadki, ale Puzzel sie słaniał więc wróciłem do baru. Zamówiłem za pośrednictwem Bodzia i Jagody sok bananowy i gadaliśmy. Za moment zadzwoniłem do Adama i dowiedziałem się, że już prawie są więc wyszedłem przed klub i wprowadziłem ich i Luiza już była i mogliśmy się poprzedstawiać z kolegami i koleżankami z roboty. Zrobił się mega tłok bardzo ciasno baaardzo ciasno! Druga premiera i znów ścisk! Przekręcony licznik. Niestety miało to jedną dużą wadę - w pewnym momencie na krótki czas przestali wpuszczać ludzi i akurat trafiło na kilkunastu moich znajomych, na których bardzo mi zależało, aby weszli do środka! I to duży minus był.Ale tłok był i było to miłe choć uciążliwe i gorące. Niespodziewanie okazało się, że druga tura ludzi z pracy weszła bez problemu, całkowicie na luzie i dzwonie do moich hokeistów mówię, jest miejsce, ale oni już jechali do domu.... SZKODA! No w międzyczasie spotkałem Pana Wankza and Dinal Team i robiło się ciasno jeszcze bardziej. Ale zaczęły się koncerty, Wspólny mianownik bujał salą, Bzzzzt beat boxował co niektórzy spoza światka nie kumali, potem Dinal, którego zarejestrowałem fragmenty dla brata. Płynne przejście do Lilu, którą było słychać , ale nie było widać , bo jak to bywa w wyobrażeniach budowanych na zdjęciach, ona okazała się bardzo niską osobą:)Ale oczywiście wszystko jak najbardziej pozytywnie. W pewnym momencie pomyślałem, słysząc co się dzieje, że "już czas" i powędrowałem pod dj`ke bo sceny nie było:)
Tam Majkel odbierał rewelacyjny prezent Od Wojtka, Pwała i Pawła (ksywke nie podam:) Po prostu mistrzostwo! Złota płyta w antyramie i na tyle plakat z podpisami wszystkich, którzy wystąpili owego wieczoru. Głośne sto lat i gadki jakieś w końcu przebiłem się z moją ćwiartką prezentem i na głośne "KO LI GA CJA, KO Li GA CJA.." Zapuściliśmy muzykę i coś się zaczęło. Ogień na początku i mega odżycie i jednoczesny tłok tłok i jeszcze raz tłok.Graliśmy kolejne numery , a Mejdej polewał Majkelowi, który tracił trzeźwość i wyrazistość wypowiadania zdań. Cóż graliśmy nawoływaliśmy o głośne darcie japy w różny sposób przeważnie w rytm ziomblowskiego Tajooooo, Tajojojoj! Cóż rewelacja!! Adam - szwagier w przyszłości był cały koncert jako chyba jedyny z "rodziny" Było dobrze. Partnerka i jej siostro - przyjaciółka były śmiertelnie znudzono - zmęczone, ale jakoś przełknęliśmy to i zaczęliśmy fazę wychodzenia z klubu. Po drodze zgubiła się płyta Majkela , która ja jako trzeźwy miałem się zaopiekować, ale znalazł ją mistrz świata naszej płyty i imprezy, serdeczny WOjtek. Wielkie dzięki! NO i do szatni i na zewnątrz. Na zewnątrz cześć cześć z Dinalami i kilka fotek, ale nagle Dinale mówią, ze nie złyszeli dzisiaj "Marynarzy" i żałują no to Majkel ze Skorupem do przyklaskiwań śpiewają Marynarzy. Widzę, że mi moi uciekają to szybko za nimi po pożegnaniu się oczywiście i jesteśmy w aucie. Po tournee przez Przezchlebie i Rudę Śląską Bykowinę jesteśmy w domu. Zmęczony gardło boli , ale nie zawiodłem się. Rewelacja. Tylu znajomych tylu nieznajomych i tylko szkoda, że nie dotarli Ci, których zapraszałem też, a trafili na przepełniony klub. Cóż nasze premiery przyciągają ludzi , a muzykę warto robić nawet bez oficjalnego wydawania. Uzupełniając znajomi z pracy opuścili klub jak jeszcze graliśmy więc przekazali przez Luizę "cześć" , a dzisiaj Bodzio mówił, że ogólnie było OK! Idziemy dalej zobaczymy co będzie z tą muzyką i z koncertami. Bawmy się, uzewnętrzniajmy się i cieszmy się życiem! Dzięki i wszystkim obecnym i nieobecnym choć chcącym z nami być. Piątka! |