07:50 / 28.11.2008 link komentarz (2) | Wczoraj był zjazd na bazę, czyli czułem atakujące oddziały jakiejś choroby, a w trakcie stresowo-dynamicznej pracy to nie pomaga. W domu było długi czas zimno (mi, znaczy mnie, bo ogólnie to ciepło w pokojach), a Lech przegrał z CSKA bo przez 60 minut nic nie grał tylko podawał do Ruskich. Kot się tulił i zasypiał pod szyją potem, więc było dobrze. Ale obudził mnie przed piątą, podobnie jak i ból głowy, który trzyma wciąż. A to z samego rana nie dobry prognostyk.
Niezależnie od tego jak będzie się Jacek czuł idzie dzisiaj na trening , pierwszy od zakończenia rundy, bo ostatnio byłem ale nie grałem, a żałowałem. I teraz jak pobiegnę raz czy drugi to zobaczycie. Znaczy ja zobaczę, ile energii negatywnej można wypocić.
Nie cierpię tych poranków z za mocno bijącym sercem. Nie cierpię tej gonitwy. Uwielbiam spokój, ciepłą herbatę, ciepły dom. Kocham Ciebie. Dajcie mi to tu i teraz, a odżyję. Jednak co stłamszone najmocniej już może nie wrócić. Czyli po Polsku, a nie jak magister (licencjat) blokers - ten tydzień mnie wyczerpał, przede wszystkim psychicznie, a za tym idzie fizyczne zaniemożenie. Byle trening byle sen byle weekend.
Byle co tylko nie to.
Potrzebuję więcej ciepłych chwil.
I na początek dnia Anty fraszka trenowa w stylu rymów częstochowskich napisana na poczekaniu:
Z kulą u nogi idę mój drogi
przytulą mnie moi zostanie pół drogi
wreszcie się zatrzymamy bez dróg zawikłanych
tylko czemu utopią są owe plany?
|