kecaj_kecaj // odwiedzony 35923 razy // [nlog/eye nlog/by/zbirkos] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (4294967295 sztuk)
09:04 / 22.01.2009
link
komentarz (7)
Ok, pierwsze prawie dwa tygodnie w nowym miejscu pracy, to odpoczynek psychiczny, bo....czekam na komputery dostępy, numery, pierdoły i ogólnie robię nie wiele. Takie życie, ale inny klimat, inni ludzie, ogarnął mnie od razu ostrożny optymizm, bo takiego czystego nie ostrożnego zbyt prędko znowu nie zastosuję. Wiele więcej nie ma co pisać bo mało się dzieje.

A wczoraj był dzień masakra. Zamiast Dnia Babci Babcia w szpitalu, na szczęście najgorsze się nie potwierdziło i prognozy nie są złe, ale chwila szoku była. Kot strzaskał lustro, komputer się popsuł, a o 23 zorientowałem się że nie ma pieczywa i śniadanie zjem w (nowej) pracy. Makabra.

Aha i dodam jeszcze, bo nie zapisywałem na bieżąco. Dopada mnie ogólne zwątpienie i wnerwienie, kiedy każdy z kolegów od bitów wskazuje mi pozycję w szeregu, mówiąc, "chętnie coś zrobię, ale teraz robię ten projekt i tamten projekt" Jakoś dziwne , że na raz wszyscy robią projekty, płyty, albumy a nic nie widać i nie słychać...Nadzieja w starym poczciwym Dino. Ale jak się miarka przebierze, mam dwa rozwiązania: Podpieprzę jakieś najlepsze instrumentale, albo uruchomię FL i zrobię gówniane minimalistyczne bity na odpieprz bylebym sam mógł tego słuchać. A jak nie, to fuck off , nara, nie nagrywam i tyle. Łaski bez, "jak im się nasza kuchnia nie podoba, niech se sami gotują".

Tyle