02:57 / 21.01.2002 link komentarz (4) | Zapowiada się kolejna nieprzespana noc. Właściwie już trwa.
Tak sobie siedzę i zastanawiam się nad swoim życiem.
Mam 26 i niczego nie dokonałam. Trzecie z kolei studia (tym razem je skończę,0), dom, małżonek, którego częściej nie ma niż jest, pies, kot, dzieci brak (myślę, że nie dojrzałam jeszcze do roli matki,0), "kochanek", który zaspokaja mnie wyłącznie emocjonalnie. Ot, cały mój inwentarz.
Smutne to trochę. Szczególnie żałuję, że nie ma dzieci. Rodzina bez dzieci to nie rodzina. Z drugiej strony - wziąwszy pod uwagę pewne zdarzenia przeszłe - nie jestem pewna, czy mogę je jeszcze mieć. Zresztą nie wydaje mi się, żeby mój L. miał ochotę na przychówek. Ostatnio między nami jest kiepsko. Zdarza się sporadycznie wspólne śniadanie, czasem przelotny pocałunek, nocami seks prawie bez słów. Rozmawiamy rzadko - nie mamy czasu.
No i jest A. Moja życiowa podpora. Jest dla mnie jak rycerz, który jest gotów osłonić mnie przed złem tego świata własną piersią. Bez niego byłoby mi czasem ciężko.
Jak już wspomniałam - uważam się za szczęśliwą kobietę. Mam prawie wszystko.
Więc dlaczego dzisiejszej nocy dopadł mnie dół? Czuję jakiś dyskomfort psychiczny, sama nie bardzo wiem, czym spowodowany. Może winna jest sesja... Może coś innego... Co?
Zapewne działam zgodnie z zasadą: nie masz problemów, to wymyśl je sobie.
Rano (o ile dziś położę się spać,0) pomyślę nad tym głębiej.
L. pochrapuje z lewej strony, pies z prawej, a kotka ulokowała mi się na kolanach - jej słodkie mruczando ma czasem działanie usypiające, więc się wsłuchuję. Może to odniesie zbawienny skutek. |