jawor // odwiedzony 47431 razy // [gas_werk szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (4294967209 sztuk)
06:59 / 21.04.2026
link
komentarz (1)

3/4/2026 Poranek jest świeży i wolny od błędów | Uważność



Obudziłem się o 6:06. De facto obudziłem się już wcześniej - o 5:05, ale wstałem tylko zamknąć okno, skorzystać z toalety i zaobserwować nie najlepsze samopoczucie. Pięć dni po zmianie stref czasowych nadal ni to środek nocy, ni to ranek, ni to poranek.

Czując lekkie otępienie bałem się, że spędzę kolejny dzień z zatkanym nosem, lekkimi dolegliwościami pobocznymi i na kompulsywnym użalaniu się, że nie jestem w pełni zdrowy i nie mogę napierdalać jak taran Ale też nie jestem w pełni chory, żeby w pełni leczyć się i odpoczywać.

Zdiagnozowałem sobie restlessness (niepokój, niespokojność, roztrzęsienie, nadpobudliwość, wiercenie się). Bardzo chciałem w kolejnym dniu nie być chorym na restlessness. Lękałem się, że takie jest moje przeznaczenie i ze strachu wróciłem do łóżka spać.

Obudziłem się o 6:06. Niby godzina (i minuta) różnicy, ale czułem różnicę. Poczułem od razu po obudzeniu jakiś powiew świeżości, odrobinę lekkości i nadzieję.

Nadzieję, że po kilku dniach restlessnessu wrócę do mojego happy place. Do mojej klarowności, w której wiem co się liczy i wiem, że jak wiem, co się liczy - wszystko będzie w porządku. Bez wyjątku.

Bez kitu. Przez ostatnie kilka dni czułem się jak bardzo samoświadomy nałogowiec w aktywnym nałogu użalania się, scrollowania, oceniania się, autoagresji, niezadowolenia i ogólnie takich takich składający się na restlessness.

Czułem się jakbym był w kasynie z reklamówką z milionem złotych, przegrałem 700 tysięcy i akceptuję wyrok, że żeby samemu chcieć wyjść z kasyna muszę albo wrócić do miliona albo wyzerować. I wiem, że wydłużony proces zerowania może być bardzo niewdzięczny i bolesny.

Okrutny świat rzuca ochłapy nadziei, że tym razem się odegrasz, ale jednak nie. Albo że już się lepiej czuję i może wyjdę na spacer, ale po 10 minutach czuję się na tyle słaby, że się męczę i jednak wracam. Do domu, do użalania się, do autoagresji, do restlessnessu.

Czasami jedyna szansa, żeby sobie przestać coś robić, to się tym zmęczyć. A czasami nie, ale dzisiaj tak - tak bardzo siebie znielubiłem za scrollowanie treści w Internecie i na dysku twardym Bobera, że mam dzisiaj wręcz klarowność, że nie chcę tego robić. Nie chcę zaczynać. Bo łatwiej nie zaczynać niż wejść i wyjść. Lepiej nie iść na koktajl niż pójść na koktajl i nie wypić ani grama.

Zwyciężają ci, którzy wiedzą, kedy walczyć a kedy nie - jak powiedziała hybryda Sun Tzu i Siary. Dzisiaj wiem, że chcę zawalczyć.

Zwłaszcza że - tu powiem zgrany banał - w arsenale mam wszystkie narzędzia do tej walki. Zacznijmy od pierwszego, z którego w dużej mierze wynikają wszystkie inne.

Uważność. Chcę być uważny, zdyscyplinowany, cierpliwy i konsekwentny w dokonywaniu wyborów. Mój umysł co chwilę kompulsywnie podpowiada mi pewne wybory. Scrollnij se. Zobacz jaka prognoza pogody na dziś. Ile kroków zrobiłeś. Zobacz ile masz do zarządzenia rzeczy, nigdy tego nie zrobisz, poddaj się i ucieknij od rzeczywistości w jakąś ulgę. Zjedz coś smacznego, włącz sobie jakieś wideo z konfliktem do rozwiązania. Zaangażuj się w to.

Nie, dziękuję. Intencjonalnie wyjdę z psem na świeże powietrze, zrobię sobie kawkę i nadam tonu temu dniu w formie tekstu pisanego.

Prawdopodobnie coś w poprzednim zdaniu źle odmieniłem, coś jest niepoprawnie i kusi, żeby zrobić analizę językową i rozwiązać ten problem. Ale uważnie odmawiam i temu pragnieniu.

Moim absolutnym priorytetem jest ukończyć napisanie tekstu, który wyrazi i zasejwuje moją intuicję z 6:06. Następnie zrobić trening.

Dźwignąć coś, poczuć muskle z akceptacją, że po 3 tygodniach bez treningu, podróży i kilku dniach restlessnessu jestem pewnie znacznie słabszy.

Bez tryhardowania, za to z mocną intencją, dyscypliną a zarazem empatią wobec samego siebie i ciekawością, na co mnie dzisiaj stać. Nic mniej, nic więcej.

Zagrożeniem w ogóle nie jest jakiekolwiek ograniczenie fizyczne, a jedynie brak uważności przy rozproszeniach umysłu - co chwilę słyszę o problemach, które rzekomo miałbym teraz rozwiązywać.

Balustrada na balkonie się połamała - trzeba ją rozebrać? Naprawić? Zrobić nową? Ustalić, że zostawiamy?

Na biurku mam 7 dokumentów do posortowania - zrobić to teraz na szybko i mieć z głowy? Czy później? Kiedy później?

Kończyć montować JBC ON TOUR 40 Chiny i nie tylko? Czy rzucić to już dawno jak Pezet? A jak skończyć to jak skończyć?

A może sobie zerknę na Youtube i coś pooglądam, jest tam bardzo wiele ciekawych i wartościowych materiałów. Może z jakiegoś wezmę temat do nowego filmiku na Youtube? Ale czy na pewno tego chcę?

Takich dylematów i konfliktów do rozwiązania jest nieskończenie wiele i doskonale rozumiem ten fenomen. Tak samo jak doskonale rozumiem fenomen kompulsywnego hazardu, objadania się i nie tylko. Doskonałe zrozumienie fenomenu nie sprawia, że ten fenomen przestaje działać.

Jakkolwiek fascynujące by to nie było, tak realnie zagrażające jest to. Fakt jest to. Wystarczy chwila opóźnienia uważności i jestem w całkiem innym miejscu. W barze. W kasynie. W konflikcie.

No i teoretycznie mogę wyjść z baru - wystarczy nie pić i wyjść.
Teoretycznie mogę wyjść z kasyna. Wystarczy nie grać i wyjść.

Z zewnętrznych historii, filmów, rozproszeń i konfliktów tak samo teoretycznie mogę wyjść. Wystarczy uważnie wrócić do tego, co mam robić.

Ale po co mam to robić? Co mi da napisanie jakiegoś tekstu o tym, że wstałem o 5:05, a nie, jednak o 6:06, sorry. To bardzo ważne.

Tak, to de facto bardzo ważne i już tłumaczę po co - bo pewnie jeszcze nieraz sobie zapomnisz. Tak, mówię do Ciebie, cwelu.

Porównajmy poziom klarowności, satysfakcji, motywacji i jak to wpływa na dalsze losy twojej historii - przy każdym ewentualnym dylemacie.

Możesz jak co drugi typ siedzieć w domu i oglądać Big Brothera, Hotel Paradise albo jakieś inne rozpraszacze na tiktoku albo śmieszne czy nawet edukacyjne rolki - masz wtedy iluzję zaangażowanie. Może nawet nie iluzję. Doświadczalnie jesteś zaangażowany. Na chwilę. A za chwilę jest jeszcze większa pustka i kompulsywne pragnienie bycia ponownie zaangażowanym. To jest jednoręki bandyta na przecwelonej maszynie, cwelu.

Nie graj. Nie wchodź tam. A jak wejdziesz, to wyjdź. Jak nie potrafisz wyjść, to podnieś rękę i poproś o pomoc. Poszukaj realnej szansy - kiedy i jak można wyjść z tego kasyna.

Może kasyno jest metaforą, a może nawet nie jest.

Przy każdym ewentualnym dylemacie każde rozwiązanie ma jakąś wartość oczekiwaną.

W jakimś tam uproszczeniu, pomijając bardzo pilne emergency, wszystko, co nie jest zbieżne z rozpisanymi intencjami, ma negatywną wartość oczekiwaną.

Wszystko, co jest zbieżne z rozpisanymi intencjami, ma pozytywną wartość oczekiwaną. Dlatego właśnie kontynuuję pisanie tego pozornie bezsensownego tekstu. Czuć w tym bezsensownym tekście walkę, nieprawdaż? I czuć, że ją wygrywam.

Nagrodą za wygraną walkę jest lepsze samopoczucie. Klarowność, satysfakcja, motywacja i zdolność do łatwiejszego podejmowania kolejnych dobrych decyzji. To kultywowanie postawy, która jest źródłem spokoju i bogactwa wartości, dla ludzi, których intencjonalnie obdarzam swoją obecnością.

I mógłbym tak bez końca, jak pierdolony kosmos, ale to już czas, aby z tego pozornie wartościowego kasyna wyjść. Moja uważność się wyostrzyła przez ostatnie 2 godziny pisania. Rozwijanie wątków na tym etapie byłoby subtelnym wchodzeniem w nowe rozproszenia.

Moim absolutnym priorytetem było ukończyć napisanie tekstu, który wyrazi i zasejwuje moją intuicję z 6:06. Następnie zrobić trening. Dźwignąć coś, poczuć muskle z akceptacją, że po 3 tygodniach bez treningu, podróży i kilku dniach restlessnessu jestem pewnie znacznie słabszy.

Więc teraz angażuję swoją uważność w proces przebycia drogi z przed komputera na siłownię jbc365gym. Czasami te 50 metrów do przebycia jest tak samo trudne jak dla początkującego jogina jeden krok wejścia na matę. Stąd też nie chcę lekceważyć tego kroku.

Dźwignąć ciężar i zaakceptować swoją słabość. Później poobserwować siebie, uporządkować doznania i stworzyć nowe intencje. Wcześniej ukończyć ten bezsensowy tekst.