Bo ten tydzień co się zacznie za parę godzin będzie nosić nazwę Warsaw Challenge, tzn. znowu jest dość rapowo u mnie. I fajnie - widzimy się w stolicy w ten weekend?
Siedziałem sobie w różowym fotelu i popijałem Heinekena, takiego wprost z lodówki. Po mojej lewej stronie stała wieża Sony, z której dobiegał do mnie głos Nicki Minaj. Tak miły dla mojego zmysłu słuchu, niczym jej ciało dla zmysłu wzroku. Wiem że Polakom ten typ urody jest obcy, ale nie przeszkadza mi to wcale by mieć plakat pani M. Ford nad swoją gablotką z perełkami rynku mixtape'owego. Bliższa moim rodakom z pewnością będzie figurka Wieży Eiffla, znajdująca się niedaleko telewizora w którym leci właśnie "Amelia" bez dźwięku (wynika to z lenistwa). Wczoraj nie potrzebowałem tego, aby poruszyć wyobraźnie; świetnie ogarnęły to gramy i głos wspominanej już raperki. Ze stanu błogiej rozkoszy wyrwała mnie wiadomość z pytaniem, czy mam ochotę zjeść kebaba? No pewnie, że tak! Szybko się ogarnąłem i ruszyłem do swojego BMW, lepszego niż ma (czy tam miał) Liroy. Na jednym ze skrzyżowań porozmawiałem z A., która jechała ogarniać jakąś reklamę dla Nestle. Tematem naszej konwersacji były ostatnie sukcesy Lecha Poznań, które postanowiliśmy opić w najbliższym czasie. Ustalenie terminu musieliśmy sobie darować, gdyż światło zmieniło się z czerwonego na zielone. Ruszyliśmy niczym w najlepszej reklamie telewizyjnej. Po 15-minutach byłem na umówionym miejscu, gdzie czekała na mnie U. Zamówiliśmy wielkie kebaby i zaczęliśmy rozmowy o wszystkim i o niczym...
Jedzenie sałatki o godzinie 00:30 nie jest chyba rozsądne, tak samo jak siedzenie o tej godzinie, wiedząc że trzeba wstać o jakiejś 06:45. No ale mówiąc slangiem uliczno-penerskim – jebać to. Sałatka jest zbyt pyszna, by je skonsumowanie zostawiać na rano. I wiem że brzmi to jakby było napisane przez blond niunię, co ma bzika na punkcie diety. Ja nie jestem ani blond, ani niunia, a diety to zupełnie mi obca rzecz. Wracając do sałatki – mam jej najlepsze wydanie.
Siedzę sobie na plaży i popijam drinka, którego z menu wybrała Fridie Giannini. Musze przyznać, że jest całkiem pyszny, tak jak i moja koleżanka ze świata mody. I choć ja myślę o głupotach, to ona opowiada mi o wojence w Libii, o sytuacji ekonomicznej Iranu i innych takich tam, co poważni ludzie się tym interesują. Przerywam jej wywód pytaniem o nasz kontrakt, uwzględniający współpracę z rządem japońskim. Moja miła jest nim bardzo zafascynowana, jednak nie chcę o tym teraz rozmawiać, bo jest to zbyt ekscytujące, a nie może się podniecić zbytnio. Za chwilę bowiem ma rozmawiać z Sarkozy’m o nowej płycie Dr Dre. Ja jej jeszcze nie słuchałem, ale jest tam ponoć niezły numer The Game’a z Katy Perry, co ma świetne piersi. Nawet nauczycielka mojego syna mówiła o nich jako o ósmym cudzie natury, także faktycznie muszą być niezłe. Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę, że nauczycielka mojego syna nazywa się Lisa Ann...
To nie jest link pierwszej świeżości, ale daję go ponieważ chciałbym mieć wszystkie kolory. Aha, fajny komentarz - this is a true example of american art! Też się jaram. Czy ktoś oprócz mnie lubi trampki? Trump - to dobre słowo :)
Jest tak fajna pogoda w stolicy Wielkopolski, że jedyna opcja jaką widzę to nie ta z Półwiejskiej. Biorę mixtape’y podpisane jako Cool Kids i ruszam gdzieś, gdzie słońce będzie prażyć mocniej niż popcorn. Nie wiem czy znajdę tam wędkarzy, czy też dzieciaków na rowerach. Gdziekolwiek nie dojdę powinienem być szczęśliwy, bo:
- jest piątek
- rapować mi będą typy z Cool Kids
- typy z Cool Kids będą mi na Kempie!
- rapować mi będą typy z Cool Kids
- jest piątek.
Szkoda tylko, że nie można mieć tego rapu na żywo w Poznaniu, a jedynie w słuchawkach. Kiedy tu był ostatnio jakiś koncert rapowy niepolskich artystów? Black Milk miał być w październiku, ale okazało się że jest w Warszawie. Cała nadzieja, że Szpadyzory zmienią tą sytuację i zaczną sprowadzać do Poznania jakichś graczy zza oceanu. Oby, a póki co wybitka na miasto. Cześć!
Nlog jest fenomenem „polskiego Internetu”. Od lat niezmienny, a jednak cieszący się uznaniem gromadki osób. I choć teraz piszę tutaj parę osób, to kiedyś pisało tutaj spore gremium. Spore jeżeli weźmiemy pod uwagę charakter tego miejsca, które jest zupełnie niekomercyjne. Konta zakłada się za darmo. Nic nie kosztuję też jego utrzymanie czy publikowanie postów. Jednak nie to jest jego główną siłą. Dziwnym trafem zebrała się tutaj ciekawa galeria postaci, mniej lub bardziej związanych z polskim rapem. I tak był tutaj Jimson, Mielzky czy Eskaubei. Pisał tutaj Flint i Cess (Czyste Słowa). Pisał tutaj Ematei, i chyba Muflon (albo odwrotnie). Nie ograniczając się do jednego elementu, to jest wciąż b-boy Maey, który jest chyba jedną z najlepszych definicji true school’u w Polsce.
Nlog jest fenomen, który dla wielu nigdy nie będzie poznany. Ja jednak nie mogę się od niego oderwać od dobrych 5-6 lat. Pisałem pod różnymi ksywkami. Zmieniam je, bo albo mi się nudzą, albo też zapominam hasła do starych kont. Może też po trochę wynika to z moich fanaberii. Kiedyś nawet wrzuciłem tutaj swoje zdjęcie (zdjęcia?) na którym byłem z Noviką. Były to czasy, kiedy Nloga sprawdzałem codziennie, i codziennie pisałem tutaj swoje przemyślenia. Taka rutyna, która mogła być przyczyną usuwania kolejnych kont. Kolejną przyczyną.
Jeżeli zatem nie znudzi mi się nowy nick (a wydaje mi się w pytę), i nie zapomnę hasła, to postaram się co jakiś czas popisać. Nie będę jednak robił tego z przymusu, bo to najgorsza metoda. Czysta zajawka. Już od 06’ piszę. Dzięki za uwagę.