2018.02.23 23:35:08
link
komentarz (2)

Lubiłem pisać. Niestety, w tzw międzyczasie - masa krytyczna została przekroczona. Zbyt wiele osób odnosiło te lirycznooniryczne wydzieliny do siebie, albo do mnie.


Zawstydził naukowców. Przestał pić. Zamiast śmigać na siłkę zaczął trenować w domu. Tym jednym prostym trickiem stracił 90% znajomych.


Lata temu, mając konszachty z pewną niemką, na której - powiedzmy - odreagowywałem lata drugiej wojny światowej, dowiedziałem się, że jestem "asocial" (wymawiane z germańskim akcentem). Dziś muszę się z tym zgodzić. Starych ziomków wrzuciłem do szufladki "smutne ziomki". Nadawali mi, jak pierwsza i druga Molesta, że jest ciężko i będzie jeszcze ciężej, podczas gdy sam prawie odkorkowałem. Do teraz nie pozbierałem się do kupki, z której można by zlepić w miarę normalnego faceta. Gdybym zwątpił choć na chwilę, to tylko dyndadełko pod żyrandolem. Wolałem przestawić się na alternatywne źródła czerpania przyjemności i biletów NBP. Poradziłem sobie, w zasadzie nie wychodząc z domu. Wkurwia mnie więc ten brak szerszych horyzontów. 3 x P, piwko, papierochy i pierdolenie, że gdyby zamiast 2k papieru, szef dał 5k, to hoho, łooo kurwa to by było życie. Zdrowi ludzie narzekają na brak perspektyw, skurwysyny nie ludzie. Smutne ziomki poszli sobie, jest kilka kobiet. Kobiety, jak wiadomo, podnoszą iq, zakupy zrobią i inne rzeczy też zrobią, o ile pewne imponderabilia nazwać można rzeczami. To tyle. Odstawiłem prochy, przerzuciłem się na indyjskie zioła, co to leczą i klepią, a leczą i klepią. Tyle.

Peace!