2017.12.04 23:31:23
link
komentarz (4)

Od ostatniego wpisu przytyłem 20 kilogramów. Paweł "szafa typu Komandor" Nashyński.


2015.06.19 00:50:19
link
komentarz (7)

Trzydziestka strzeliła mi w tył głowy. Czuję się wydymany na tych kilka lat, chociaż wszystko co chciałem - wyciągnąłem, jak pisklę z gniazda. Teraz pragnę być tylko odrobinę lepszym człowiekiem.


2014.08.29 00:29:50
link
komentarz (5)

Za dużo seksu, dobrego jedzenia i leków na szaleństwo w głowie. Trzyma mnie to przy glebie, jak glebogryzarkę. Wszystko, co wydarzyło się w ostatnich pięciu latach - a wydarzyło się wszystko - powinno wyrobić we mnie małe mistrzostwo. Mam wrażenie, że moje ciało i umysł, zostało skonstruowane tak, by wytrzymać trzydzieści lat. Po tym czasie pomachać i odwiesić crocsy na kołku.


Peace!


2014.06.18 01:30:37
link
komentarz (6)

Przerywam milczenie. Kurwa, life is good :>


Peace!


2013.11.13 23:46:02
link
komentarz (2)

Kurwa, synek, nie mam chyba już żadnej przyszłości. Dobrze mi z tym, bo dobry obiad, dobry blowjob, dobry trening. Bez umoralnień.


2013.10.13 22:54:34
link
komentarz (3)

Nie potrafię sobie odpowiedzieć na fundamentalne pytania #sokrates. Znów zrzucam winę na dziwny okres w życiu moim. Dziwność jest tu obiektywna, chociaż... kurwa, "dziwny okres w życiu" to ja mam od dwudziestu lat. Perspektywę łamie Cipcia, z którą regularnie latam w kosmos #gagarin.


Peace!


2013.09.13 23:15:14
link
komentarz (0)

Leżę przy Niej, kurzę amerykańskiego szluga i myślę, że egalitaryzm zawsze równał mnie w dół. Przepierdoliłem tyle pieniędzy, że chuj ten, jeden z drugim, który mówi mi; weź się do roboty - nie zarobi do paruzji Jezusa Chrystusa. Piję Ballantynę za ambicję i nie swój szmal. I ain't tha captain of tha yacht, but im on tha boat. Najbardziej uwiera w pindola fakt, że bardzo bliscy ludzie rozjebali mój byznes.


Beanie Sigel "Feel it in the air"



Peace!


2013.09.12 01:46:55
link
komentarz (1)

Ziomki moje biją szmulki swoje. Rym jak rym. Jestem ostatnim sprawiedliwym i gdybym to zobaczył - ubiłbym. Krótkie styki mam na takie atrakcje. Całe życie wychodziłem z degrengolady moralno-obyczajowej i szedłem do niej, do niej i do tamtej dziwnej też parę razy szedłem. Odreagować. Złapać równowagę. Jedni patrzą na zielone kwiatki, ja przytulam się do cycka i udaję, że przemoc fizyczna przez chwilkę nie istnieje.


Peace!


2013.09.10 22:44:27
link
komentarz (3)

El clasico. Padło wczoraj słów mocnych kilka. Nie byłem gorszy. Byłem nawet lepszy, bo w epilogu to ja zwaliłem go z nóg. Walcząc z góry kontrolowałem nadgarstki. Nie miał możliwości kontratakować. W jego oczach strach, zero satysfakcji w moich. Nazajutrz samym spojrzeniem sobie przebaczyliśmy. Kiedyś pękało mi serce. Kiedyś. Nie czuję już pewnych emocji. Rozwiązanie każdy ma niby proste, ale nikt nie jest w stanie zagwarantować, że podczas mojej nieobecności włos Jej z głowy nie spadnie. Nikt, kurwa. A to jedyna osoba, w znanej nam części wszechświata, do której czuję coś więcej, niż przywiązanie czy sentymenty.

Zrozumiałeś coś z tego? Nie? Good for U, man...



Peace!


2013.09.08 05:06:49
link
komentarz (0)

Miałem iść na studia, ale chyba jednak wybiorę walki w klatce. Jedna blizna w tą, czy w tamtą różnicy nie zrobi. A studia - wiadomo - niejednemu życie zrujnowały. Zdobyli tytuł magistra i przez to muszą ciężko pracować w kebabowniach i dyskontach spożywczych. Życie jest popierdolone i nie posiada jednolitego wzoru. Co czuje dziewczyna z tytułem magistra, której kariera w małej gastronomii zależy od tego, czy posiada cycki czy zapasowe plecy z przodu?


2013.09.04 00:47:02
link
komentarz (2)

Gdybym miał małego pindola, to osiągnąłbym w życiu dużo więcej. Tak to widzę.




Peace!


2013.08.31 22:17:35
link
komentarz (2)

Nie rozumiem fenomenu kebabów. Co przejdę - pełno. W jednym, drugim i dziesiątym też pełno. Mam wrażenie, że klienci ów, całe życie jedli cienką zupkę i teraz odbić sobie muszą niedobory aminokwasów. To nawet widać, bo klientelę stanowią głównie tzw minikarki, którzy nasłuchali się, że kebs na masę jest pro! Nie jest. Mięso i pszenne pieczywo trawi się, jak Kaczyński z Tuskiem. Anyway, brzuch mnie boli, jak po postrzale, więc chodziłem po mieście troszku wkurwiony. Zakupy przyborów szkolnych dla okolicznej biedy zrobione. Wszystkie temperówki kupiłem w kolorze dziwkarskiego różu. Coś dziwnego we mnie siedzi. Diablik jakiś, bo kurwię na opieszałość i impertynencję obsługi a na koniec biorę fakturę na organizację charytatywną. Dziwny dzień, Dziwne dni, bo od środy mam dziurę w bebechach. Hej przygodo!



Peace!


2013.08.25 23:44:06
link
komentarz (2)

Perspektywy piękne. Nic nowego. Melancholia i tak nie pozwoli cieszyć się z profitów. Dziwne odnoszę wrażenie, że już tylko potomek mógłby zmienić moje podejście do życia. "Podejście"? Kurwa, odejście od życia prędzej. Chociaż świat ten, coraz bardziej lewacko-postępowy, dobrym miejscem do wychowywania dziecka nie jest. To jeszcze realia, czy melancholia już?


Peace!


2013.08.23 00:33:37
link
komentarz (2)

Kochanka, przez kilka tygodni, dała mi więcej niż moja ex przez trzy lata. I nie chodzi tu o waginę.



Peace!


2013.08.19 16:57:30
link
komentarz (3)

Nie żywię nienawiści, czy pogardy do moich ex, ale cieszę się, że już ich nie ma. Nie żyjesz, dla mnie cię nie ma, dobranoc. To były dziewczyny. Nie kobiety prawdziwe.



Peace!


2013.08.11 02:26:43
link
komentarz (1)

Mam takie ciśnienie na pisanie, że nie mogę spać po nocach. Potrzebowałem jednak tego syfu trochę. Whisky, panny i zrobienia z siebie idioty również. Po inspirację do piekła zejść muszę zawsze. Potem wracam z wypełnionym raptularzykiem po brzegi. I udaję, że sprawę znam tylko z książek. Tide is turnin'


Peace!


2013.08.08 04:12:38
link
komentarz (0)

W łóżku jest tak dobra, że nie robiliśmy jeszcze tego w łóżku, bo szkoda łóżka. Ile razy mogę je naprawiać?




Peace!


2013.08.07 00:31:30
link
komentarz (3)

Dzień cały rozrywało mi narządy wewnętrzne. Huknąłem drinka, whisky on rocks, by ździebko się rozluźnić. Pod koniec butelki byłem napierdolony jak szpadel i czułem się dobrze. Dziwne...

Whisky z Jej sokami na moim języku i na chwilę zapomniałem, że umieram.



Peace!


2013.08.04 01:28:30
link
komentarz (0)

Mówisz, że kochasz. Następny będzie typ o aparycji bułgarskiego cyrkowca, któremu też to powiesz. Ta sansara będzie krążyć. Dziesięć nowych żyć, nowych starów. Dziesięć pierwszych miłości, prawdziwych miłości. Dziesięć miłości życia. Rozcieńczasz tego drinka tak, że już prawie wódki nie czuć.


Peace!


2013.08.02 02:41:40
link
komentarz (3)

Ciepła noc. Spoglądam przez okno. Moja ulica, spowita delikatnym blaskiem latarni. Piję żurawinę z lodem. Ona klęczy - też z lodem. To jest ten świata szczyt!



Peace!


2013.07.30 23:33:38
link
komentarz (2)

Dzień bez mocy, jakby całą noc dymał mnie wampir energetyczny.


Peace!


2013.07.16 16:42:18
link
komentarz (0)

Połączyłem w nocy wszystkie żywioły. Muszę posiadać jakiś dar, bo obudziłem się tylko lekko zdewastowany. Już się nie boję.



Peace!


2013.07.15 10:35:25
link
komentarz (0)

Scenariusz mam w głowie, ale nie chcę mi się go spisać. Kiedyś miałem kochankę, z którą nie chciało mi się uprawiać seksu. Czasem sama świadomość wystarczy. Trzymam tego królika w garści. Patrzę mu w oczy i mówię - siemasz królik! Nie puszczę go wolno, tylko po to, by za chwilę znów go złapać.

Depresja, depresjaaaa - jak Fu, na Powszednim Chlebie.




Peace!


2013.07.13 02:09:03
link
komentarz (0)

Apgrejdowanie do wersji 3.0, mimo, iż targają mną poważne wątpliwości, czy przełożenie dużo gorszego już mózgu w nowe ciało ma jakiekolwiek znaczenie.



Peace!


2013.07.05 01:02:41
link
komentarz (1)

Kobiety z mózgiem. To dzieciak lubię!



Peace!


2013.06.29 23:35:19
link
komentarz (8)

Kopnęli mnie do zarządu. Wszystko to takie śmieszne dzisiaj. Z lotu ptaka wygląda to ponoć dobrze. Ja nie wiem, bo z lotu ptaka ewentualnie widzę moje stopy i piszczele. Czasem mam ochotę pójść do tzw normalnej roboty. Ale to tylko czasem, bo wiem jak smakuje to kwaśne jabłko w gorzkiej czekoladzie. Nie wiem, kurwa, nie mam ambicji. Mam szczęście. Szczęście to taka proteza ambicji. Na to by wychodziło. Ambicja. Koleżko ma ambicję, by przekwalifikować się z niewykwalifikowanego robotnika w wykwalifikowanego robotnika. To wciąż jest ambicja? Czerwony papugens rok bity drobił dziobem w drzwiczki od klatki i wyfrunął do zamkniętego pokoju, w kawalerce. Także ten, tego.


Peace!


2013.06.25 23:10:38
link
komentarz (6)

Napisać muszę bardzo dużo rzeczy. Problem w tym, że za dobrze idzie mi karta. Nie ma bólu, śmierci i zniszczenia. Kapibar po biurku krąży powoli. Jeden wyjechał, drugi właśnie wrócił. Ktoś odpalił do św. Piotra, a kolejny na nowo żyć zaczyna właśnie. Na giełdzie bessa. W hossę wierzę, jak w dziadka mroza. Obecny system zbankrutował. Mądry o tym wie i wiedzą tą podzielił się wspaniałomyślnie ze mną. Ludzi wciąż nie szokuje mechanika kwantowa. Nie rozumieją jej czyli. Nie to, że ja zażarłem - ale styki popaliła! Z kobietami jak zwykle. Nałóg jak każdy inny. Przezwyciężyłem i ten. Pierdolę archetyp, że muszę je pierdolić i szmatami zwać.


Peace!


2013.06.13 02:43:52
link
komentarz (3)

Dziewczęta do mnie piszą ładne, i ładnie. Coś, im gorzej ze mną - tym więcej wagin. To całkiem głupie, ale tak jest. Chłody wiatr goni z wolna. Przeżyłem klub 27, choć, kuźwa, lekko nie było. I wracam powoli do ligowej szarzyzny. Nic nowego tu pod słońcem panie Mirku. Choroba i sporo leków nie przeszła przeze mnie, niczym przykra zupka. To była walka o życie, więc trochę szacunku dziwko! Obcięli mi nogi, trochę czasu musi minąć, by odrosły mi nowe, więc nie wymagaj ode mnie, ze od razu wskoczyć mam na rower. To boli. Zwłaszcza, gdy bliscy mi ludzie wykazują się wąskimi horyzontami myślowymi i nie potrafią zreasumować, że w pewnych kwestiach zachowuję się jak dzieciak, a w innych jak starzec. Ciężko to wytłumaczyć, a z resztą, kurwa, niewiele o tym mówię, więc może powinienem najpierw przypierdolić się do samego siebie? Jest lipa, z krótkimi przerwami na długotrwały orgazm. Standard, ale po prostu jak słyszę kombinację pewnych zdań, to ręka sama mi lata. A ręka ta jest ciężka-ka-ka.


Peace!



2013.05.31 01:58:52
link
komentarz (0)

Mam jeszcze tyle pracy przed sobą, że nie wiem w co fallusa włożyć. Progres cieszy mnie, jak kapibarę świeża mięta. Pomimo tony leków, przez które cardio mam na poziomie krewkiego emeryta.


Peace!


2013.05.30 02:32:55
link
komentarz (0)

Melodramatów nie lubię. Don't you take my kindness for weakness. Short fuse byłem kiedyś, kurwa rozumisz? Obrzuciło mi później klatę sekwojami i troszeczkę przystopowałem z tematem, ale czuję, że za długo byłem dobry chłopak.


Peace?


2013.05.27 13:57:45
link
komentarz (3)

Nieznośna lekkość bytu. Why so serious? Nie to, że nie przejmuję się melodramatami znajomków, ale kurwa... jeśli raz dojdziesz do ściany - i to tej, z napisem The End, to zaczynać szydzić ze wszystkiego. Nawet śmierć bierzesz w nawias. W moim przypadku nawet w podwójny nawias, bo chrześcijanie są nieśmiertelni, więc po co ta spinka?



2013.05.24 01:09:36
link
komentarz (0)

Świadomość określa byt. Świadomość, że mógłbym osiągnąć to, co w myślach sobie założyłem powoduje, że nie muszę już tego dopinać, by czuć się wygranym.

Szczęście to stan umysłu. Większość moich znajomych utożsamia je ze stanem posiadania. Tylko dlatego, że jeszcze nigdy nie doczłapali się do choćby pięciu cyfr na rachunku bankowym. A ci, którzy robią pieniądz w ilościach przemysłowych chcą się zabić albo cieszą się z rzeczy, które są darmowe.

#Oszukać przeznaczenie.

Praca nad głową dała mi więcej niż praca.


Peace!


2013.05.21 14:16:21
link
komentarz (6)

Dobre rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom.

Prywatne lekcje brazylijskiego jiu jitsu. W moim ogrodzie. Z kobietą, która pod każdym względem jest po prostu WOW!

Portal mojej kontrowersyjnej organizacji rusza niebawem.

Pśipadek? Nie sądzę.


Peace!


2013.05.16 01:47:10
link
komentarz (4)

Nie czuję nic, gdy łapie mnie za ramię.



Peace!


2013.05.14 01:59:27
link
komentarz (0)

"Ktoś powiedział, że kobiety to tylko namiastka onanizmu. Wymagają jednak więcej wyobraźni. Wracam więc do domu i śnię o nich w nocy. Nie jestem przecież z żelaza, a z resztą to one mnie sprowokowały. Czytałem doktora Tissota i wiem, że szkodzą nawet na odległość. Nie wiadomo czy sperma i duchy to jedno, lecz nie ulega wątpliwości, że te dwa fluidy mają ze sobą coś wspólnego..." Eco.

#szmulki


2013.05.13 00:18:51
link
komentarz (6)

Mądra dziewczyna, która mnie zaskoczy.


2013.04.25 02:15:00
link
komentarz (0)

Wstałem wyjątkowo wcześnie, bo w samo południe. Słoneczko świeciło and stuff like that. Tony Montana powiedziałby - like my birthday everyday! Dobry dzień, by zrobić robotę. A skończyło się na wymianie sznurówek, z niebieskich na białe, podjazd na kole do koleżkowca i kilkugodzinna wyginka na słońcu.

Jeżeli jesteś normalny, to nie zdzierżyłbyś dwóch minut w moich butach, nawet teraz, gdy wymieniłem w nich sznurówki na nowe.


Peace!


2013.04.23 00:39:38
link
komentarz (5)

Poszedłem po nawóz i wyjąłem sprzedawczynię w ogrodniczym. Tak dla sportu i bez emocji. Tylko ja i mój chory imperatyw.


Peace!


2013.04.21 16:28:00
link
komentarz (6)

Od '99 słyszę, że muszę zmienić w sobie to i tamto. Kobiety wychowują sobie mężczyznę. Mhm... Ukształtować prawie trzydziestoletniego rzezimieszka, to jak zepsuć metalową kulkę. W ogóle to jebać rankingi. Jebać wymagania. Jebać oczekiwania. Jebać stereotypy. Jebać porównywania. Pierdolę to. Dużo tracę przy bliższym spotkaniu i na dobitkę mówię o sobie jak najgorzej. I co? I nic to nie zmienia.


2013.04.12 02:14:40
link
komentarz (8)

Do mnie, na drugi dzień, dzwonią zawsze. Chwilę później są zakochane. Zawsze. Ostatni "przypadek" zniechęcił mnie do tego sportu ostatecznie. Chyba.



Peace!


2013.03.24 23:37:18
link
komentarz (5)

Bywam najgorszym człowiekiem w galaktyce. Przeszedłem załamanie nerwowe i posiadam dziwkę w każdym porcie. Napocząłem kilka projektów chociaż żadnego z nich już nie czuję. Gdybym chciał umieścić dorobek mojego życia w walizce - to musiałbym zamknąć się w niej od środka. A Ty wciąż przychodzisz do mnie...


Peace!


2013.01.04 21:30:41
link
komentarz (10)

Rzuciłem palenie. I, o dziwo! [wołacz od rzeczownika "dziwka"], obyło się bez zabijania drzwi dechami, pornosów na vhs'ach i puszkowanych zup regeneracyjnych. Okej, jeden pornos poleciał, ale female friendly, więc wiesz - kultura. Poza tym wszystko po staremu. Z lekką nutką wtórnej socjopatii. Żaden ze mnie syn, ojciec, mąż czy kumpel.



Peace!


2012.12.14 15:47:24
link
komentarz (7)

Facebook.com/MyslalamZeJestesInnyEntertainment

Zaczynamy. Lajkuj i bądź czujny ;>




Peace!


2012.12.12 02:10:03
link
komentarz (2)

Przeżywam żywot szczura. Chciałem tu coś napisać, ale po tym bałbym się siebie sam. "Trochę szacunku dziwko! Byłem w Bejrucie". Z tą różnicą, że nie musiałem tam jechać. Od tego wszystkiego porobiło mi się w głowie tak, że niczym szczur wyczuwam zbliżającą się katastrofę. Nie wychodzę po angielsku przez strach czy kultury brak. Wychodzę, bo dość mam już pewnych emocji. Nie mam ambicji, ale słyszę muzykę. I zaczynam tańczyć. Ambicja zabija spontaniczność. Opakowany w celofan jej nie usłyszę. Wewnętrzny imperatyw nakazuje być otwartym na te vibesy. Wypłukiwanie z powietrza niepowtarzalnych melodii. Jestem tym pochłonięty. Nic tu nie piszę wprost. Nie musisz mnie rozumieć. Dopiero dziś uświadomiłem sobie, że mam 27 lat - a przez kilkanaście miesięcy pewien byłem, że 29! To jest popierdolone. Zaczynam pisać scenariusz. Na wiosnę ruszą pewnie zdjęcia. Ja tylko usłyszałem muzykę i zacząłem do niej tańczyć...



Peace!


2012.11.26 02:25:36
link
komentarz (2)

Fallocentryzm. Tak zatytułuję powieść. Mam w sobie tyle pokory, że nie wymagałem nigdy nic. Od innych. Od siebie natomiast wymagam everestu. Dzień w dzień. Nie wiesz nawet jak wkurwia to czasem. I nie chodzi tu o pracę, czy inne pierdoły. Życie rzemieślnika jest proste. Zmęczysz się, potem odpoczniesz, a jak masz fart, to w tzw międzyczasie zaliczysz jeszcze na "spławik" branie. Gorzej, gdy musisz bratać się z materią, która materią wcale nie jest. Dobra, bo można tak pierdolić, a mi już głowa leci.


Peace!


2012.11.20 02:34:49
link
komentarz (11)

Wyjąłem dla sportu ekspedientkę w mlecznym barze. Ta gra już mnie nie cieszy. Nie ma takiej rzeczy, której od kobiety nie dostałem/wziąłem. Mówią, że depresja. A ja - ile można?


Peace!


2012.11.13 01:29:59
link
komentarz (10)

Pierwsza, od dawien dawna, objazdówka po lokalach. Pijana lanca z cyckami na wierzchu, składająca niemoralne propozycje - tradycyjnie się trafiła. Nawet z koleżanką. Niebo gwieździste nade mną, prawo moralne we mnie. Pluję, palę, zalewam trzewia colą. Czwarty rok abstynencji zbliża się wielkimi i nieprzyzwoicie trzeźwymi krokami. Właściwie jebać to. Barmanka była śliczna. Mam fetysz na germanistkę. Podduszanie, regulacja ciśnienia wewnątrz czaszkowego, ogólna próba wytrzymałości materiału. Za te noce nieprzespane. I wbijanie bzdur do głowy. Za cały ten jebany dryl. Zapisałem maczkiem stron dobry tysiąc. Co z tego, skoro przed wydaniem powstrzymuje mnie miej-więcej to samo, co przed zamaszystym machaniem fallusem na przystanku pks. Obawiam się, że zdemoralizowałem wiewióra. Zaczął pić kawę, jeść ciasteczka i spieczone brzegi pizzy. Nie grasuje już pod osłoną nocy. Zawija się w mój t-shirt niczym tortilla dopiero, gdy zgaszę lampkę nad łóżkiem. I wstaje razem ze mną, po południu. Jest dla mnie niczym synek naśladujący ojca, bo ten przecież najmądrzejszy jest na świecie. Problem w tym, że nie jest. Mały, południowoamerykański futrzak, z krwi i kości latynos, stawia sobie za role model chłopaczka z pomorza, pędzącego jak światło do autodestrukcji. Nie nadaję się na ojca. Dla mnie też, niezbyt łaskawy był dzień - jak Rogucki na Czerwonym Albumie.



Peace!


Coma "Los cebula i krokodyle łzy"


2012.11.05 00:52:48
link
komentarz (4)

Nie zasługiwałaś na te frustracje, a ja nie chciałem, żebyś kiedyś znalazła mnie z dziurą w czaszce. Mocne. Mocno.

Peace!

Zeus "Hipotermia"


2012.10.30 13:21:19
link
komentarz (2)

Spółka w Sopocie, inwestycje w Republice Czeskiej, a ja siedzę na starym Akademickim i palę w kominku.

"Tu mam swoje emocję. Pierdolić Kapadocję..."



Peace!


2012.10.13 00:51:15
link
komentarz (15)

Krzyż anch, ten od rozwiązłości seksualnej oględnie mówiąc - noszą tak brzydkie dziewczęta, że nie chce mi się z tobą gadać.

I to by było na tyle w kwestii obserwacji poczynionych przy okazji całodniowego szopingu.



Peace!


2012.10.07 00:02:46
link
komentarz (10)

To nie tak, że jestem mało wrażliwy. Co sugerowałaby przynależność do "Myślałam, że jesteś inny Enetertainment". Nie wiem, może jestem? Może, ale wiedz przynajmniej, że czytając na kosmetykach: "testowane dermatologicznie" w myślach mam obraz biednego szczura i mówię półszeptem - "biedny szczur". Tak mam i taki jestem. Zatem mówiąc jej, że na tym, konkretnym etapie mojego życia mam cały chuj do zaoferowania - w przenośni i dosłownie - mówiłem prawdę. I bynajmniej nie kontestowałem jej eterycznej urody, stylu, anturażu. Stereotypów zasieki - a byłem tylko w trampkach. Więc, "gdyby była cycatą dziwką" to forsowałbym tę półsłówek grę niczym Wał Pomorski pod koniec wojny. Pewnie tak właśnie bym zrobił... Problem jednak w tym, że kłamać przestałem wcześniej niż wódkę pić. Powiedzmy, że mowa tu o generaliach i takich tam.



Peace!


Damien Rice "9 Crime"


2012.10.03 13:30:05
link
komentarz (2)

Bisz(B.O.K) "Banicja". Numer ten powiedział o mnie więcej niż cały ten blog razem wzięty. Bez kitu.

"Wciąż chcę pokonać niemoc wobec świata, który łamie mi palce
Jego bezinteresowną przemoc, która uczyniła mnie kaleką na starcie
Nawet sobie mogę powiedzieć: "Nie znasz mnie", wciąż tkwi kij w szprychach mojego życia
Tamto dziecko dzisiaj znowu nie zaśnie, z twarzą w poduszce próbując oddychać
Ile to już lat wciąż to samo stanowi moją siłę i największą słabość
Brutalnie walcząc rozrywa tożsamość i cokolwiek zrobię to zawsze za mało..."


Peace!


2012.10.03 01:28:39
link
komentarz (0)

Najtrudniej walczyć o to, co kiedyś miało się w dowolnych ilościach i bez większej łaski ze strony wszechświata.




Peace!


2012.09.28 01:04:23
link
komentarz (6)

W październiku mijają pełne trzy lata abstynencji. To właśnie wtedy usiadł mi na ramieniu i powiedział; "wiosna twoja - zima moja..." - czy coś. Nie pamiętam dokładnie, bo zajęty byłem schodzeniem.


Peace!


2012.09.25 16:15:48
link
komentarz (3)

Otwieram rozkładówkę. Pręży się na niej wygładzona i ujędrniona kobieta, która najwidoczniej okiełznała energię antygrawitacji, bo sutki łapią pion niczym indiańskie totemy. I mimo iż podpisana jest z imienia i nazwiska - to nie istnieje. Nie ma jej. Takie trójwymiarowe powłoki w przyrodzie nie występują.

Rzucam czasem okiem błękitnym mym na seriale obyczajowe, komedie romantyczne etc, i czuję się jakbym eksplorował planetę mars, bo poznaję nowe formy życia i świat, którego przecież nie ma.

Piszę te truizmy nie dlatego, że ze schodów spadłem, doszło do zwarcia podczas golenia genitaliów, czy coś. Piszę to, bo dziś mam pewność, że cynizm mój - cynizmem wcale nie jest.


Peace!


2012.09.18 01:33:07
link
komentarz (1)

Gdybym był krówką to powiedziałbym, że się skarmelizowałem. Panny to jednak lubią i to jest chore.



Peace!


2012.09.16 13:17:51
link
komentarz (9)

"Kurwa, zostaniesz sam..."

Kurwa, zostałem sam.



Peace!


2012.09.14 01:40:50
link
komentarz (4)

"Postawisz nam drinki?..." Skanowanie twarzy, jak w drugiej części Termiantora. Znam wszystkie możliwe pytania, wszystkie możliwe odpowiedzi, konfiguracje i wachlarz emocji też znam. Cały ten jebany almanach, od deski do deski. State of mind, coś jakbym opił się eliksiru ze strepanowanej czaszki, na kirkucie o zerowej godzinie i zobaczył jasność. Długa pauza ma tu twarz Patricka Batemana. To nie jest depresja doktorze drogi. Miewałem w żyłach więcej aptecznej chemii niż proszek do prania i wciąż melancholia panie. Lubię, tak przez rok-dwa, martwego poudawać i wrócić do normalnego udawania, że wszystko znów smakuje tak, jak za pierwszym razem. Mimo iż nie smakuje.


Peace!


2012.09.09 00:07:45
link
komentarz (3)

Ta najstarsza wersja Kate Winslet... a może powinienem powiedzieć - najnowsza wersja Kate Winslet. Najświeższa Kate brzmi fair enough. Niesamowita. Tak krwiście kobieca, że młode, idealnie prostokątne, kandyzowane dziewczęta to przy niej jakaś druga liga, w której mecze kupuje się za dwa drinki i dojeżdża na kolarzówce. Biodra jej, w anturażu spódnic lat pięćdziesiątych, sprawiają, że czuję się jak żujący wędzoną wołowinę chłopak z prowincji. Małymi krokami każdy dorasta.



Peace!


2012.09.03 01:59:29
link
komentarz (2)

"Popołudnie pisarza". Egzemplarz jeszcze przez matkę w studenckich czasach kupiony. Sfatygowana aż nadto, graficznie olskulowa okładka. Obgryziona i obsikana przez południowoamerykańskiego futrzaka, który czajnikuje u mnie na kwadracie od dłuższego czasu i dumnie dzierży miano 'mojego człowieka'. I mimo iż cenię, lubię i szanuję Fitzgeralda, to pierwsza już strona powoduje gorącą dysputę, na trzy papierosy do jednej kawy, z nieżyjącym już przecież pisarzem. Lubię powieści z długimi "przystankami".


Peace!


2012.09.01 15:45:08
link
komentarz (2)

Życie ma etapów kilka. Nie za szybko wyciągnęłaś wnioski?


Peace!


2012.08.27 01:46:51
link
komentarz (2)

Kiedyś i dziś.

Trudno powiedzieć czy byliśmy "razem". Pomału zapominam tamten etap. Mnóstwo zdrowia, pieniędzy, wolnego czasu, samotności i cierpienia. Krótko po tym, jak na "oś. Orła Białego" nie miałem już czego szukać. W tzw międzyczasie, między hokerem a trotuarem, napatoczyła się ona. Coś jak Gemma Arterton, tylko ładniejsza - bo polka. Była moją kobietą, do której przychodziłem po randkach. Nie kryłem się z tym, bo i tak traktowała to jako ironiczne bla bla. Taka karma. Miała poliestrowe, skandaliczne w dotyku włosy i więcej facetów niż ja szczęśliwych dni w życiu, ale o moje kule potrafiła zadbać lepiej niż niejedna kręgielnia. Chwilę później przestałem pić. Kursowałem już tylko na linii siłka - dom. Czasem; siłka - dom - świeżo upieczona germanistka - dom. Anyway, kontakt się urwał albo wyszedłem po angielsku. Nie pamiętam i nie lubię siebie za tamten okres.

A dziś? Dzisiaj ten, na pierwszy rzut oka "uniwersalny rozmiar męski" i chodzący materac, sprzedaje swoją wiedzę (akademicką wiedzę) za papier ciężki.

To niesamowite jak można się zmienić.


Peace!


2012.08.23 01:42:53
link
komentarz (1)

Cały dzień tworzę coś nowego odtwarzając stare. Właściwie nie ma w tym nic twórczego, ale biorąc pod uwagę, że na papierze nie mam żadnego papieru - to jest to twórcze. Mimo iż ściśle oparte na odtwarzaniu schematów, których nigdy nie poznałem, bo lubiłem wódkę i dziewczęta. Tyle o pracy. O dziewczętach innym razem.


Peace!


2012.08.19 01:49:56
link
komentarz (2)

Rolniczy almanach Iggy'iego mówi jasno - "zasadź z poraneczka, roślinka stanie jak świeczka..." Od jutra fokusuję się już tylko na mojej atletycznej sylwetce i analizie rynków. Też mojej. And nothin' else matters.


Peace!


2012.08.17 01:45:22
link
komentarz (4)

Interwał wygląda następująco:

Faktury - hard workin' man - faktury - hard workin' man - faktury - hard workin' man - faktury - hard workin' man - faktury - hard workin' man - faktury - hard workin' man - faktury - hard workin' man - faktury - hard workin' man - faktury - hard workin' man - faktury i tak dalej, do dżilion silnia, czyli dż! czy ćuś.

Wystarczy wstrzelić się w nieparzyste. Żaden człowiek nie urodził się po to, by być koniem.


Peace!


2012.08.11 02:13:49
link
komentarz (3)

Uncję dobrego prochu drogi aptekarzu! Bym synapsy ciężkostrawne okiełznał. Whatchu know about thug luv? Jak mała Kim na La Bella Mafia.



Peace!


2012.08.09 01:05:46
link
komentarz (3)

Przemysł dwukółkowy produkuje rowery tak, aby przypadkiem nikt nie był w stanie naprawić ich przy użyciu tradycyjnych narzędzi.

Każda jednak teza doczeka się w końcu swojej antytezy. Którą w tym przypadku reprezentuje ja. Pół-debil, pół-geniusz. Z dłutem w prawej dłoni, kowalskim młotem w lewej i inklinacją do gry ofensywnej w żyle.

Ambicja chora zdegradowała mój rower z pozycji "quite modern" do "menelsko-hipsterskiego" jednośladu czyli.

Ósmego sierpnia nie spotkało mnie nic śmiesznego.


Peace!


2012.08.05 02:00:34
link
komentarz (2)

Szusuję wolniej niż można iść. Huxley w audiobooku i matki. Samotne matki w parku tylko. Samotne matki z dziećmi. Same matki raczej, bo "samotne" brzmi jakoś tak arbitralnie fatalistycznie i defetystycznie naraz. Same same matki z dziećmi. Z jednym dzieckiem przeważnie. Tzn nie z tym samym dzieckiem. Jedna matka względnie młoda i dziecko jedno, krajowe, w zwykłym 3D opakowaniu. Anyway, powinienem zmiażdżyć bezrefleksyjnie mokasynem miękkim pedał ten twardy. Coś jednak wciąż jest na rzeczy. Robię się ckliwy i nietwardy. Zupełnie nie jak ten pedał, którego miażdżę mokasynem mięciutkim.


Peace!


Brodka "Varsovie"

bo, all I need is my bike.


2012.08.01 01:30:10
link
komentarz (2)

Nie ma ludzi niezastąpionych - mawiali komuniści. Ale kto normalny jest komunistą?

Miss Ya...



Peace!


2012.07.31 01:20:32
link
komentarz (6)

W spisie udziałowców mogę poszczycić się najkrótszą charakterystyką z możliwych. Imię i nazwisko. I wiesz co? Jaram się tym.



Peace!


2012.07.26 01:51:10
link
komentarz (7)

Istnieją kobiety, które ciężko rozgryźć. I będąc jeszcze żaglem młodym, odnosisz wrażenie, że kryje się za tym coś intrygującego, ponadprzeciętnego, metafizycznego z lekka nawet. Popijając krajową berbeluchę w zatęchłym barze, niczym na obrazie Viktora Olivy, na mgnienia pół materializują się, z całą tą swoją tajemnicą. Osnute odcieniem alabastru, z racji desenia trunku lokalnego. Bardziej odcień używanego rzadko polderu. Do dyskusji to kwestia. W każdym razie - tak było, bo to pamiętam ja. Dziś wiem, że nie warto takowych dam "otwierać". Nie ma tam nic, o co kopie kruszyć warto. Nic poza "mental illness" i kolekcją traum, tak liczną, że można zrobić z nich casting. I gdzie tu jest coś intrygującego, ponadprzeciętnego, metafizycznego?

Z drugiej zaś mańki - konszachty z dziewczętami o bardzo krótkiej "specyfikacji technicznej", powodują, że libido spada mi razem z tatuażami.


Peace!


2012.07.22 01:08:16
link
komentarz (9)

Nie róbcie tego na dachu, bo smoła bardzo trudno schodzi. Nie wierzę, że to napisałem.



Peace!


2012.07.19 23:48:38
link
komentarz (6)

Gość w dom, Bóg w dom.


Dopóki maszynką moją nie ogolisz sobie nóg i waginy... Nie wiem, kurwa, może jest na świecie miejsce, w którym maszynki jednorazowe... są jednorazowe. Nie jest nim na pewno Polska. Choć może to tylko stan umysłu? Niedawno przez Wielkie Jabłko przelał się protest komunistów młodych, pragnących kapitalizm złowrogi zniszczyć. A według ichniejszego paradygmatu - tylko 1% populacji używa maszynek jednorazowych raz tylko jeden jedyny! Choć nie wydaje mi się, by chodziło tu tylko o społeczny status. Mówimy o 2-3 złotych nowych. W skali miesiąca, lekko licząc daje to jakieś 90 - w porywach stówkę. Moje psie powonienie wyczuwa tu raczej staruszka Orwell'a. Dziś to wszystko przyjemnie brzmi, dress code na przykład. A to wciąż ten sam, dobrze historii znany śmierdzący trup. Może to już moja mania? Gdybym miał codziennie odprawiać ten pseudo mistyczny rytuał, którego nijak antropologicznie nie idzie wyjaśnić, a do tego jeszcze musiał dymać do sklepu po nową sztukę - to defenestrowałbym się na magnolię przed domem. Bez dwóch zdań. Jestem leniwym, intelektualnym menelem. I to, że moja jednorazowa maszynka wygląda jak żywcem wyjęta z dopiero co ukończonego procesu golenia, nie oznacza, że można użyć jej do tzw pielęgnacji intymnej. Jakkolwiek kurwa zasady jakieś muszą być.


Peace!


2012.07.18 00:44:53
link
komentarz (4)

Myślałem, że tylko szeroko rozumiany i kontrowersyjnie pojmowany patriotyzm mnie tu trzyma. A to raptem pięć procent może. Reszta to dziewki. Polskie dziewki. Miałem nie szpącić już. Kurwa. Miałem być magistrem też...


Peace!


2012.07.17 01:46:07
link
komentarz (2)

Progres.


Peace!


2012.07.15 23:31:10
link
komentarz (5)

I pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach...

A one? Zrób to. Zrób tamto. Dlaczego jesteś taki, a nie inny?

Na wenus mieszka szatan? Nie chce mi się kolejny raz zgłębiać tego empirycznie.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwia moją duszę.

Psalm 23 daje mi więcej spokoju, niż wszystkie one razem wzięte.



Peace!


2012.07.13 02:02:39
link
komentarz (2)

Lubię rozmazany czarrrny tusz do rzęs i kolor błękitny. Błękitny i zimny, jak mój ostatni rilejszynszip. U psychiatry powiedziałbym, że uwielbiam pomarańczowy, jak słoneczko pod koniec sierpnia. Życie to przejażdżka. Nie warto być sobą, bo jeszcze można niepotrzebny wpierdol wyłapać.



Peace!


2012.07.10 01:18:57
link
komentarz (5)

Gdyby taka pogoda utrzymywałaby się rok okrągły, to nic tylko wystawić kanapę przed dom i obserwować pęd owczy. Całą tę miejską inżynierię robotniczo-chłopską (żeby nie powiedzieć "ludzką") arteriami miasta płynącą, jak zakrzepy rozrywające pruską strukturę jego, w-pół-do-śmiesznym determinizmem pędzoną.

Lubię to.


Peace!


2012.07.06 03:55:09
link
komentarz (2)

Miejsce w lodówce eksponowane. Mam krótką datę przydatności do spożycia i ekstremalnie dużo tracę przy bliższym poznaniu. A w Poznaniu akurat coś na ten temat wiedzą. Nie jestem zły, bo kiedyś bywałem dużo gorszy. Dziś jestem więc lepszy. Choć zły wciąż. Kwestia punktu odniesienia. Anyway, dążąc do...czegoś, przyznajemy, tzw mimochodem, że tego nie mamy. Jeśli więc apgrejduję obecnie kręgosłup moralny do nanotechnologii, to w zastanej rzeczywistości musi być on jakimś pałąkiem węgorzokształtnym, podsuszonym lekko. Niebo gwiaździste nade mną, i jakaś prowokacja a nie prawo moralne we mnie. Dobrze, że jestem sam. Ta genetyczna sansara musiała się kiedyś zatrzymać. Złe drzewo nie wydaje dobrych owoców, i na odwrót. Tak mówi Pismo. Trudno z tym polemizować. Usmażyłem mózg w ogrodzie. Mądrzejszy nie będę. Mogę być już tylko lepszy.



Peace!


2012.07.04 00:21:18
link
komentarz (4)

Inne były priorytety. Profitem okazała się bezbłędna na ciele wątroby lokalizacja. I fakt, że w porywach pięć może kobiet ciepło o mnie myśli. Dziś widzę same możliwości. I płacę haracz za to, że byłem debilem. Kiedyś. Bo kiedyś nie zdawałem sobie sprawy jak długoterminowa jest to pożyczka.



Peace!


2012.07.01 00:42:13
link
komentarz (3)

Bycie tzw wiecznym dzieckiem jest przecież społecznie pożyteczne. Dzieci nigdy nie godzą się na zło. I nie tracą nadziei też. Cynizm to domena starych durni, przeciągniętych po krawężniku nie raz i nie dwa razy.



Peace!


2012.06.30 02:04:21
link
komentarz (3)

Po całodziennej wygince na leżaku, pomyślałem; "ciekawe co teraz robią normalni ludzie?..."



Peace!


2012.06.20 02:52:00
link
komentarz (6)

Ogłaszam w serduszka głębi wstrzemięźliwość przygodnych kontaktów seksualnych. Efekt motyla. Dziewczęta automatycznie wszystkie zapalniczek zapominają. Strach na kole po parku tzw kultury i tzw wypoczynku się przebujać się. Wiedźmy wiedzą. Inaczej nie byłyby wiedźmami. Tylko niewiedźmami.


Peace!


2012.06.15 01:13:54
link
komentarz (2)

Pierwsza w życiu firma podekscytowała mnie bardziej niż pierwszy w życiu seks. Hej przygodo!



Peace!




2012.06.01 00:15:54
link
komentarz (4)

Świat się kończy. Har magedon. Wzruszyłem się na ostatnim American Pie i kupiłem pierwszą w życiu odżywkę do włosów.


Peace!


2012.05.26 02:04:15
link
komentarz (3)

To wszystko niedługo pierdolnie. System ten w sensie. A wtedy bestsellerem będzie książka pt; "1000 dań z ziemniaka".

Wracam do lasu. Pierdolę, nie będę się szarpał.



Eddie Vedder "Society"


Peace!


2012.05.21 01:40:56
link
komentarz (3)

Kolejny dzień udawałem w pełnym słońcu martwego. Skutkiem popalone w mózgu nerwów styki i jedna, ciężkostrawna myśl. Miała rację. Przyznaję to. Co prawda dopiero po kilkudziesięciu miesiącach - ale zawsze! Nie zasłużyła na obojętność.



Peace!


2012.05.16 01:31:10
link
komentarz (1)

Autopsja.

Niewiara w określoną rzeczywistość nie sprawi, że przestanie ona istnieć.


Peace!


2012.05.08 00:46:40
link
komentarz (3)

Między otomaną a ogrodem wszystko po staremu. A mateczka Polska - jak to mateczka Polska - co sezon wypuszcza piękne kobiety. Żyć tu i umrzeć, nigdzie indziej.



Peace!


2012.04.27 00:34:49
link
komentarz (5)

Akademickie jest dla mnie tym, czym Święte Miasto dla Muńka. Jedna miłość. Eklektyzm stylów architektonicznych. Pruskie wille mieszają się z nowobogackim sznytem. Wyskakuję z tej, której fronton wysadzany jest symboliką masońską. Po drugiej stronie nadziewam się na były dom zakonnych ponoć sióstr, w czerwonocelganym i do bólu surowym pruskim stylu. Obok pustej, pistacjowej willi, bo poprzedni właściciel przeszedł już na drugą stronę morskiej tafli kanału usteckiego, z poważnym, żelaznym obciążeniem. Dość. Kocham akademickie, słońce świeci, jest pięknie. Zderzam się z koleżkowcem, który nie omieszkał zgęścić mi ciężkiego dymu i pożogi, jaka ostała się z życia jego. Nie wiem czy radę da. Trzaskamy niedźwiedzia i rozchodzimy się w minorowych nastrojach. W podrzędnej tancbudzie odpalili właśnie pianistę, skończył się gejowski wodewil i klimat całkiem siadł. Życie jest złe i "wracam do lasu" state of mind. Kurwa, deus ex machina w postaci jędrnych w leginsach pośladków nagle się pojawia. Made my day. Apetyczny, odpowiednio przez szpilki podniesiony, popielatymi leginsami opięty, krajowy, żeński tyłek. Na biegu konstatuję, kurwa, bez tego moje życie warte jest tyle, co Michael Jackson bez Quincy Jonesa. Do teraz mnie trzęsie ;)



Peace!


2012.04.17 20:52:36
link
komentarz (13)

Z nową myszką, jest jak z waginą nowej dziewczyny. I póki co, jestem na etapie rozpracowywania jej wrażliwości.

Odgruzowałem wehikuł i poszusowałem, jak zły, w miejsce, które pół życia i 3/4 mocy przerobowej wątroby mi zabrało. I... okazało się, iż transcendentne niegdyś dla mnie miejsce - praktycznie nie istnieje. Fortuna była jednak tego dnia ze mną. Przy gości w niebieskiej katanie ochronnej - już niekoniecznie. W połowie tzw "konsultacji społecznych", wyszedłem z siebie i stojąc obok nie mogłem uwierzyć w to, co robię. Kurwa, anyway, zamiast na czterdziestu ośmiu, skończyło się na trzydziestu dziewięciu. Stopni gorączki to szusowanie - jak zły - się skończyło.



Peace!


2012.04.12 02:33:58
link
komentarz (2)

Poszukiwania własnym sumptem stabilizacji - nazwijmy to - moralnej. Z drugiej jednak strony to pełen eskapizm w kwestii zobowiązań wszelakich. Zimna fuzja paradoksu. Oderwanie się od głównego nurtu fal gnojówki. Dziki człowiek. Matnia samotni. Miód pszczeli, z lekką zmianą szarańczy na pomarańcze. Mój paranoiczny świat należy do mnie. To moje niepalne archiwum, mój byt równoległy. Intymny, nieskrępowanie wolny. Moja tajemnica. Zastanawiałem się kiedyś nad jej smakiem. I najbliżej jej do spirytusu. Do jego TOTALNEGO smaku. Smak totalny spirytusu jest anty egzegezą myśli pewnego uczonego, który głosił, iż to, co przesadzone - nie ma znaczenia. Smak spirytusu jest przesadzony, i ma znaczenie. Jest totalny. Anyway, mój paranoiczny świat, gdzie kanapka spadnie zawsze masłem do sufitu, a gdy złamiesz penisa tamtejszy fundusz zdrowia zawsze powie, że w tym roku refundują tylko waginy. Nieznośny jest to świat, ale próba, mechaniczna bądź psychologiczna, odebrania mi do niego kluczy - równałaby się z gwałtem.


Peace!


2012.04.11 00:56:14
link
komentarz (5)

Byłem tak wcięty, że prawie oświadczyłem się zdegenerowanej prawie francuzce z prawie paryża. Tak było, bo to widziałem ja, w pierwszej osobie, o drugiej nad ranem.


Peace!


2012.04.08 23:19:01
link
komentarz (2)

Święta kościelne to czas nadzwyczajnej wręcz aktywności osób flirtujących z ateizmem. So predictable. Mówią mi, że nie mieszczą się w ramach doktryny KK, bo ten zabrania np poligamii, haremu dziwek, cudzołóstwa etc. Sorry, ale rozglądam się i widzę co się dzieje. Ta "poligamia", "harem dziwek" i "cudzołóstwo" w ichniejszym wykonaniu sprowadza się do klasycznego kręcenia śmigłem. Więc w ich wypadku kościół mógłby równie dobrze zakazać lotów w kosmos, podróżowania w czasie i drażnienia tyranozaurusa rexa...



Cristo ha resucitado!


Peace!


2012.04.06 00:07:04
link
komentarz (2)

Kres mego ego. Oddaj mi skurwysynu siedem lat życia, walizkę pieniędzy i moją słodką gyal!



Peace!


2012.03.27 22:23:59
link
komentarz (10)

Trzynasta. Chwała poranka, sahara w trzewiach. Kawa, rulon, przed umywalkę idę tańczyć. Pomarańcze trzy, łyżki miodu cztery w blenderze lądują. Mistrzów śniadanie i mistrzowskie żołądka otwarcie. Pierwszy na Akademickim pod rękę leżak łapię. Zrzucam kierpce, z trawą in touch. Pierwsze wiosenne promienie na nos zbieram. Mewę słyszę. Zbłąkane ptaszysko przyfrunęło razem z bałtycką bryzą. Jej sprawa. Przedzieram się przez Daviesa Normana "Europa walczy". Niech walczy. Mi się dziś nie chcę. Twój grzech zawsze cię odnajdzie. 32:23 Księga Liczb głosi. Nie dziś. Dziś jestem tylko pierwszym człowiekiem na leżaku w tej części wybrzeża.


Peace!


2012.03.23 02:02:49
link
komentarz (5)

Błękit źrenic jest błękitem tylko z nazwy. Teraz to bardziej rtęć po atr... Nanokoloid - czy jak tam ta kurwa się nazywa(?). Skojarzenie takie. Z szarością roztworu rtęci. Białka stały się follow up'em do skóry czylijczyka, który południowego słońca nie unikał. Popełniłem sto dwadzieścia stron, po czym zrobiłem z nich śnieżną kulę i przepuściłem przez komin. Do atmosfery wprost. Kiedyś coś mi się zdawało. Że pisać potrafiłem?



Peace!


2012.03.20 01:43:20
link
komentarz (0)

Budzę się codzienne o 11.50, bądź 11.55. Codziennie. Przerażająca powtarzalność liczb tych samych. Eksterytorialna część mózgu, który ponoć w całości należy tylko do mnie, macza w tym palce. Pewnie ten sam jego fragment kojarzy twarze kochanek z ikonami srebrnego ekranu. Robiłem wczoraj przedwojenną megierę z kabaretu. Uszkodziłem chyba mózg, bądź fragment jego znaczy, bo nigdy nie przydawałem spirytusowi smaku dobrego i nie określałem rzeczywistości wokół w taki meta sposób.



Peace!


2012.03.16 01:11:50
link
komentarz (3)

Nie imponują mi pieniądze, więc mam ich coraz więcej. Los jest przewrotny. Zawsze to wiedziałem.



Peace!


2012.03.12 02:49:51
link
komentarz (3)

Dobre kobiety wywołują u mnie lęk. Lęk przed byciem katalizatorem nieszczęść w jej życiu wszelakich. Dlatego obracam się w kręgu dziewcząt, hmmm, z dzieciństwem trudnym powiedzmy. Anyway... Kobieta uroczyście i z powagą godną pogrzebu króla Artura deklaruje, że jest suką bez duszy i serca. Z przyjemnością zatem wypoleruję panienką kuchenny blat, ogrzeję i zwilżę drewnianą podłogę. Nie poczuję się lepszy. Nie poczuję się gorszy. Właściwie, poza chwilowym strzałem serotoniny - nie poczuję nic. I wyjdę po angielsku, by z miodem jeść szarańczę i rozgrzebywać wątki rozgrzebane. To jest uczciwe. A nieuczciwa, karygodna i zasługująca na potępienie jest sytuacja, kiedy suka manifestująca brak duszy i serca - odnajduje jedno bądź drugie. I rozpoczyna się melodramat pod tytułem; "Jak zranić coś, czego nie ma for dummies", lub co gorsza - opowieść o dziewczynie, która postanawia zmienić swoje życie pt; "Powstań [z kolan] wyklęty ludu ziemi". Wzruszające, ale wciąż nieuczciwe. Zasady są ważne, bo tylko one odróżniają nas od zwierząt. I w tym chyba cały sens.



Peace!


2012.03.05 15:45:43
link
komentarz (2)

Poniosło mnie wczoraj. Małpa bonobo robiła za role model, i tylko nadwrażliwe szkliwo przypominało mi, że wciąż jeszcze żyję.



Peace!


2012.03.04 20:56:19
link
komentarz (0)

Odkąd zdjęłaś spodnie już nic nie słyszę...



Peace!


2012.03.02 02:11:47
link
komentarz (4)

Przyśniła się mi - jakby to powiedział nasz wybitny kabareciarz - taka murzynka czarna. Kolaż Marion Cotillard i Lolo Jones. Piękna. Bardziej Lolo, choć zarys twarzy ostrzejszy ździebko. Płynąłem jakąś furmanką, zupełnie bez kontaktu z trakcją, między ludzi rzędem. Zza szyby, tylko na niej sfokusowany, usłyszałem z nieruchomych ust - pomóż mi. Wrażenie, nawet po przebudzeniu, jak zroszenie transformatora uryną. Kurwa, gdy miesza się ze sobą prochy, "substancje pomocnicze", paranoję, hipochondrię, kulturoznawstwo, religioznawstwo etc, w jednym, nawet nieprzeciętnie umięśnionym i nieprawdopodobnie proporcjonalnym ciałku, to nawet faza r.e.m potrafi zrodzić ciężkiego kalibru strzygę.



Peace!


2012.02.25 21:12:35
link
komentarz (20)

Szukam żony, bo jestem stary i zwariowałem.


Peace!


2012.02.22 00:55:00
link
komentarz (8)

Problem z toksycznymi relacjami nie polega na toksyczności relacji. Problem polega na mojej relacji z toksycznymi relacjami. Relacja przestaje być toksyczna wówczas gdy wychodzę z niej po angielsku. Krokiem dyskotekowym. I wychodzę.







Od trzech lat...



Peace!


2012.02.19 23:08:48
link
komentarz (7)

Boliwia plus Szwecja, w wersji lekko substytucjonalnej(?). Z ładnej... 3d powłoki zszedłem w-pół-do-trzeciej, zrobiłem sobie jeszcze kanapkę z kabaniną, fetą, marynowanymi oliwkami i na odpiętych wrotkach pomknąłem przez pruski, piękny nocą Słupsk, do domu. Z dymiącą rolką w jednej i z sandłiczowym bonusem w drugiej. Lana Del Rey do brzasku swój recital grała. Ze ściany 2d Montana Tony rzuciłby zapewne - like my birthday everyday!. Mój shrink podświadomie drży jakąż to konkluzję odnośnie tego otóż numeru mam. Kurwa, czasem myślę, że naprawdę ain't no such things as halfway crooks... jak Mobb Deep na singlu.


Peace!


Lana Del Rey "Mermaid Motel"


2012.02.16 02:20:19
link
komentarz (11)

Pragnienie absolutu. Tego waniliowego, destylowanego w Szwecji - również. LoFFFcIaM, bUzIaCzKi :*


Peace!




2012.02.15 01:30:34
link
komentarz (4)

Brzydcy ludzie przeważnie miewają i brzydką ideologię.


Peace!


2012.02.07 02:59:50
link
komentarz (8)

Daleki wschód proponuje życie bez cierpienia. Z ekonomii jednak wiemy, że nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad. Ceną jest więc wyrzeczenie się miłości. Proponuje zdystansowanie się od łez padołu, wycofanie, odejście straight to mother nature. Ostatecznie tracąc przy tym osobową świadomość. Coś w deseń Freud'owskiego "sentymentu oceanicznego", którego użył, by opisać stan świadomości który jest poniżej świadomości osobowej. Kurwa. W każdym razie karkołomna konstrukcja ta, ma uwolnić nas - według Freuda - od cierpienia. Inna droga to ta, którą zaproponował Chrystus. Droga polegająca w skrócie na tym, że odważamy się iść przez życie. Życie, którego celem jest miłość. Nawet za cenę cierpienia. I osobiście kupuję to w całości. Bezapelacyjnie i do samego końca. Mojego lub jej. Choć trwanie tej drugiej to aksjomat. Anyway, sam nie wiem co chciałem napisać. Po prostu usiadłem i trzasnąłem opuszkami palców setek razy kilka w od Mariri klawiat pożyczony.

Los wlepił mi taki wyrok. I wszystkie te, wyzwolone, korzystające bez skrupułów z życia, hustlera żeńskie wersje płaczą akurat mi. W dodatku zawsze dość podobnie; "wszyscy mnie pieprzą a nikt mnie nie kocha". Dlaczego akurat mi to mówią? Dlaczego przy mnie znika ich swada, nieznośna lekkość bytu? Gdzie jest ta wolność i niezależność?

Kac fizyczny mija. Kac moralny trzyma, niczym diabeł kutocha, latami całymi. Rozrywa trzewia. Odtwarza przed oczami wciąż te samie scenki. Nie widzę tu wolności, a raczej powolne wspinanie się na stryczek. Rozmienianie się na drobne. I jak wspomniałem na początku - ucieczka nie jest dla mnie. Muszę otrzepać się i śmigać dalej. Miłość jest celem mojego życia.



Peace!


2012.01.23 01:56:01
link
komentarz (13)

Kochanka mi powiedziała, że widzę w niej kochankę, nie człowieka. Paradygmat runął. Ostatni z wielkich myślicieli wyhuśtał się właśnie na gałęzi.

Paradoks polega na tym, że dostrzeżenie w kobiecie człowieka - to ostateczna jej degradacja. Wówczas księżniczka staje się tylko trupio bladą i eteryczną obywatelką księżniczką. Staje się człowiekiem. Fakt ten jest ostatecznym upadkiem.


Buziaczki.



Peace!


2012.01.18 02:38:22
link
komentarz (6)

Po farmaceutykach kaca dzień trzeci. Opierdoliłem wszystkich. Spotkałem niesamowitą pannę. Czekałem, aż "She tells me she's not alive...". I nie doczekałem się ;)



Peace!


Blink 182 "Natives"


2012.01.14 23:05:10
link
komentarz (5)

Żyj z poczuciem spokojnej wyższości nad życiem - wycedził przez zęby Słożenicyn, podczas przymusowej "wycieczki" na wschód wschodów. Kurwa, TAKA sentencja, w TAKIEJ chwili...



Peace!


2012.01.09 02:24:14
link
komentarz (6)

Ta, z fasady idealna, lewicowo-liberalna, nienadgryziona zębem czasu, oświecona młodzież miejska, poprawnie inteligentna. Szara pracowniczka owego intelektu kolektywnego - jak napisałby Mrożek.

Ona. Wszystkie części składowe jej osobowości były dokładnie tym, co działa na mnie jak łyk zmrożonej terpentyny. Zatruwając trzewia, profanując duszę i powodując hekatombę neuronów w mózgu.

Kolekcjonerka wykolejeńców. Powodujących mikropęknięcia w strukturze idealnej. Przerywających marazm zarabiania i wydawania ciężkiego szmalu. Przerywających coś w deseń trzymania całą dobę palca na łechtaczce.

Domy, czy apartamenty wyższej sfery mają jeden wspólny mianownik - mianowicie spójność. Tu wszystko do siebie pasuje. Doskonała i skończona forma. Mniej zamożni stawiają na eklektyzm. Tylko tam góralska ciupaga nie koliduje z pop-artowym posterem i meblościanką ze sklejki o skandynawskiej nazwie.

Tamtej nocy nie miałem żadnych wątpliwości co do prawdziwości sporządzonego naprędce portretu psychologicznego. Koniak, choć w żenująco niskim stężeniu, źle mi na serce zrobił. Nie zgadzało się literalnie wszystko. A mimo to - spędziłem zajebistą noc. Ekstrakcja melancholii i najefektywniejszy od miesięcy wychwyt serotoniny. Tylko kobiety są w stanie, choć na chwilę, odroczyć autodestruktywny imperatyw i pozwalają uwierzyć mi w better days jak Ayo na singlu.



Peace!


2012.01.04 23:48:21
link
komentarz (3)

"Ktoś powiedział, że kobiety to tylko namiastka onanizmu. Wymagają jednak więcej wyobraźni. Wracam więc do domu i śnię o nich w nocy. Nie jestem przecież z żelaza, a z resztą to one mnie sprowokowały. Czytałem doktora Tissota i wiem, że szkodzą nawet na odległość. Nie wiadomo czy sperma i duchy to jedno, lecz nie ulega wątpliwości, że te dwa fluidy mają ze sobą coś wspólnego..."

Umberto Eco, absolutny mistrz jak FC Barca! ;>



Peace!


2012.01.03 00:26:44
link
komentarz (10)

Dwa dwanaście. Ego przekroczyło rubikon. Does your man look like me? - Nope! Nic, tylko wrzucić na usta pełne retorykę niczym Żeromski Stefan i zatrudnić się, nie wiem, w szpitalu? Nie czuć, z racji wyższości, pogardy tylko płynący z niej obowiązek. Ewentualnie, wraz z nowym rokiem - PRZESTANĘ SIĘ ODURZAĆ.



Peace!


2011.12.31 20:51:51
link
komentarz (3)

Tylko Nashynsky wzrok miał mętny, zaczął coś o pracach ręcznych... ;> Najlepszego w nowym roku! ;)


Peace!


2011.12.29 01:29:11
link
komentarz (14)

Ex-pipy zarzucały mi chroniczny ambicji jakiejkolwiek brak. Zacząłem się więc zastanawiać, aż sprawa urosła do rangi problemu i stała się przyczynkiem do poważnej dysputy z wewnętrznym interlokutorem. Na szczęście w sukurs przyszedł mi niedawno Arnold J Toynbee. Na marginesie dodam, że nieżyjący już niestety, więc uznać muszę to za jego ostatnią, pośmiertną - zza grobową rzec by nawet można - przysługę. Mianowicie Toynbee głosił, że to kobiety są katalizatorem historii. Wpływają pośrednio, acz dość znacząco, na jej bieg, gdyż inspirują i wzniecają żar u mężczyzn swoich. Nie robią tego bezinteresownie. Bynajmniej. Kieruje nimi biologia, szereg atawizmów i partykularny interes w tym, by ojciec ich potomka/potomkini był kimś. Kimś przez duże K. Umówmy się, gość wykładający terakotę, 50zł metr bieżący (czy jakie stawki w tej szalenie nobilitującej branży i profesji obowiązują), nie odpowiada algorytmom jakimi przesiąknięty jest jej zdominowany przez instynkty mózg. Konkludując, to nie we mnie leżał problem. Byłem po prostu i zwyczajnie za mało oczytany, by mierzyć się z tak skomplikowaną maszynerią genetyczną. Cóż, człowiek uczy się całe życie, że jednak jest zajebisty.


Peace!




2011.12.22 00:42:44
link
komentarz (10)

Franklinem, Marksem i biblią wytłumaczyć można wszystko. Tracę zajawkę na dysputy egzystencjalnej treści. Coraz większy dzikus i człowiek z lasu robię się.

Słucham nowej epki Jimsona, na Michała bitach, i kurwa, szkoda tamtych Mefli Fam wigilii. Szkoda.



Peace!


Jimson "Muhammad Ali"


2011.12.17 23:43:24
link
komentarz (7)

To, że nie chciałem się zaangażować w związek z A. - wspominam od lat, niczym przestrzelony karny na mistrzostwach w dziewięć cztery. Wspominam z turbo antypatią do samego siebie. ‎Nie wiem, może się naćpałem i pierdolę coś nie-na-temat, ale ostatnio to czysta fizjologia i trochę chemicznych reakcji. I tyle. Czym się tu więc podniecać? Choć każda z nich była wartością zdecydowanie dodaną do życia mojego. Anyway, meksykańskie przysłowie głosi, że lepiej żyć pięć lat jak król niż czterdzieści pięć jak osioł. Coś w tym jest. Wypadałoby w końcu poznać co to transcendentna miłość. Choćby miała trwać krócej niż expose premiera.



Peace!


2011.12.15 02:37:29
link
komentarz (3)

Spalone mosty to najlepszy w życiu start. Śpiewał z budki sufler. Aksjomat fundamentalny.



Peace!


2011.12.12 01:44:45
link
komentarz (2)

Jaki jest sens chodzenia do pięknego skądinąd kościoła, skoro nie ma w nim boga? Właściwie powinienem napisać "wchodzenia", bo mowa oczywiście o kobietach.

Niegdyś, pod alkoholu wpływem będąc, porą dżdżystą do wykopu kilkumetrowego wpadłem. I tylko nieprawdopodobnym splotem wydarzeń, po licznych podejściach udało się wydostać. Pokonałem ze śliskiej i grząskiej gliny ścianę. Patologia? Nie. Paralela do Syzyfa. Jesień, kurwa.

Wierność, problemy z prostatą i dystans do pewnych spraw przychodzi z wiekiem (czasem tym do trumny).



Peace!


2011.12.05 01:28:08
link
komentarz (2)

Spoglądając na anturaż za oknem jesienny straszny i czytając hetmana wielkiego koronnego Stanisława Żółkiewskiego ostatni do małżonki list, udzieliła się ów retoryka w pełni. "(...) zalecam waszmości najukochańszej małżonce miłość do dziatek, pamięć na me zwłoki, bo je styrałem ku usłudze Rzeczpospolitej..." Bez puenty. Będzie słońce - będzie puenta!


Peace!


2011.12.01 01:34:29
link
komentarz (6)

"Za mną czytelniku! Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości?..."

Jakieś 784 osoby. W tym wszystkie moje ex. Jedna striptizerka i kilka prostytutek. Człowiek żywa torpeda i lokalny moczymorda o ksywce "Zegarynka".

Nie mam w zwyczaju uczyć się na własnych błędach, a duma nie pozwala mi wyciągać wniosków z cudzych. Wciąż zatem wierzę. Tak dla zgrywy, chociażby.



Peace!


2011.11.29 02:04:44
link
komentarz (8)

Rzeczywistość własną kontrolować możemy tylko w ograniczonym zakresie. Reszta, niestety, to konwencja a'la Józef K., z permanentnym nad głową dymkiem, o treści prostej; "What the fuck?!" Całe szczęście, że dumnie reprezentuję birbanterię, bo bym tego nie zniósł. Szillout ;)



Peace!


2011.11.27 16:18:03
link
komentarz (6)

Powiedz mi, jak tu nie kochać życia? ;)



Peace!


2011.11.26 02:15:44
link
komentarz (12)

Lubię ostry seks i truskawkowy szampon do włosów. Palę jak szaleniec, ale nigdy w domu, gdyż wiewiórkowaty futrzak mój myśli w-ów-czas, że pali się dżungla i długo trzeba go potem głaskać aby zrozumiał, że jest inaczej. Atrapa alarmu na moim domu wcale nie jest atrapą, a wyjaśnili mi to "kominiarze" z agencji ochroniarskiej. Choć do teraz hipotetyczna próba włamania się do własnego domu - i to od środka - wydaje się koncertową wręcz abstrakcją. Poza tym wszystko doskonale. Jak w dobrze naoliwionej maszynie. Właściwie brakuje tylko zderzyć się z miękkimi ustami ukochanej pod jemiołą... Zdaję sobie sprawę, że biografii mojej nie uwieńczy pokaźny odcinek emerytury, ale to ciekawsze niż bycie wirtuozem excela.


Peace!


2011.11.21 00:23:34
link
komentarz (7)

To, co jest przesadzone nie ma znaczenia. Jak pisał pewien francuz, lat temu dwieście. Chyba dwieście. I chyba francuz. Anyway, jest bardzo młoda, bardzo idealna i bardzo chce. A ja bardzo chcę jej wytłumaczyć, że bardziej nadaję się do przesuwania żółtego paska w tvn24 niż poważnego związku. Nie jest przesadzona, przerysowana, więc powinna mieć znaczenie. Ma znaczenie. Jestem samokrytyczny, mam kryzys twórczy, więc nawet nie jestem w stanie tego ubrać w odpowiednie słowa. Opisać tego, co czuję. Pierwszy raz...


Peace!


2011.11.16 22:15:53
link
komentarz (3)

‎"Sunday morning, praise the Lord
You the girl that Jesus had been saving me for..." ;)


Peace!



Kanye West Jay-Z "Murder to excellence"


2011.11.12 14:07:34
link
komentarz (4)

Ego moje, samym swym jestestwem, wywołuje huragany na drugiej półkuli, rąbie piterki na Patryjarszych Prudach, a alpinistów z grani strąca niczym popiół z cygaretki. Zatem, mr Prime Minister, jak żyć?


Peace!


2011.11.09 23:11:05
link
komentarz (16)

Zakochałbym się. I tylko ja, ona i moje ego ;)


Peace!


2011.11.06 22:38:50
link
komentarz (15)

Miało nie być skutków ubocznych odstawienia tego leku, a jednak miota mną, jak portową dziwką w sztorm. Wolności - również tej od uzależnień - się nie dostaje. Trzeba ją sobie wziąć. Takie proste niby.


Peace!


2011.11.06 01:26:23
link
komentarz (9)

Po rozstaniu z Magdą miałem ochotę z miejsca odpalić się do św Piotra. Rzygowiny, które zostawiłem w opuszczonych koszarach, barwniejsze były od łba mandryla. Dziwnym trafem świat się jednak nie przestał obracać. A słońce na drugi dzień przypiekało jak zwykle. Wyprztykałem się wtedy z tzw miłości. Później miewałem już tylko przyjaciółki. To dobre określenie i dobra rzecz, ale nie na tyle dobra by się angażować. I szkoda tylko, że dopiero gdy jest się starym durniem, dochodzi się do wniosku, że czasem w życiu mamy tylko jeden strzał...



Peace!


2011.10.31 16:44:19
link
komentarz (11)

Nie jestem już młodzieniaszkiem. To fakt. Pamiętam mroczne czasy modemów 56 kbit/s , a trzydniowy zarost mam po jednym dniu. Choć tego ostatniego akurat sam nie rozumiem. A tu przychodzi "pan Józef" listonosz i rzuca bezceremonialnie od frontu; że ma polecony dla mojej żony. Serce boli mnie do teraz. Tak staro nie poczułem się nigdy.


Peace!


2011.10.23 20:18:26
link
komentarz (2)

Dobre życie.



Peace!


2011.10.18 04:32:18
link
komentarz (3)

Oczy łaskaw byłem otworzyć przed szesnastą. Rzucić kilka wulgaryzmów w niesprecyzowanym kierunku - w dodatku dźwięcznych jak kaszel anemika. Po czym przemazać się delikatnie do domowego "Klubu książki i wielkiego palenia", gdzie czekała już zerkająca zza ramienia Pola Negri. Przełamawszy poranny naturalizm, ciężkostrawne myśli odnośnie prozy życia, rozpoczął się karkołomny proces wyizolowywania kwarków z protonów i neutronów otaczających jądro atomu egzystencjalnych problemów. Podjąłem to wyzwanie, mimo, iż wyjebali mnie (mnie!) z trzech koledżów (choć akurat w moim przypadku winą obarczyłbym dobre alkohole, złe kobiety i zdrowy leczniczy sen). I...doszedłem do tego samego wniosku co Dali, że "Od wariata różni mnie tylko to, że ja nim nie jestem”.


Peace!


2011.10.17 02:29:44
link
komentarz (0)

Ktoś, niegdyś mi bliski, otrzymał najwyraźniej drugą od losu szansę. Zaryzykuję z tej okazji śmiałą tezę, że nawet mnie to wzruszyło. Gdyż droga tejże - niegdyś bliskiej mi osoby - wyjątkowo oderwana była od szablonu i elementarnego szczęścia pozbawiona czasem. Chyba.



Peace!



2011.10.14 06:19:59
link
komentarz (3)

Chciałbym, tak przy okazji Dnia Nauczyciela, huknąć połówkę Teachers'a, popić to w dostatecznym stopniu zroszoną puszeczką coli, i... obyć się bez pomocy lekarskiej. Przydałby się pod choinkę nowy organizm. Lecz tym razem, zamiast ptaka po kolano - zamawiam mocniejsze serce. Amen.



Peace!


2011.10.11 03:03:58
link
komentarz (2)

Ciągle widzę te oczy. W deseń nieczynnego basenu przeciwpożarowego, a jednak, zamoczyłbym (się), po samą rękojeść.


Peace!


2011.10.07 20:49:19
link
komentarz (9)

Niech mnie pani nie kokietuje, bo ja teraz na baby nie mam czasu.



Peace!


2011.10.03 23:21:49
link
komentarz (7)

"I pissed away all my money. Believe it or not. I chased off anyone who has ever loved me. And lately, I can't even stand the face I see in the mirror..." I wiesz co? To była dobra decyzja. A właściwie cały ich szereg. Mówi się, że trzydziestka to czas zbierania owoców dotychczasowego życia. Mój dorobek to kilka dobrych marynarek i trochę przeczytanych książek. Całkiem plastyczny dziś ze mnie gość czyli. ""It's only after you've lost everything that you're free to do anything" albo tak mi się wydaje ;)



Peace!


2011.09.27 14:02:37
link
komentarz (12)

Raw loft. Szmaragdowy pikowany fotel. Na wpół żenujący, prowizoryczny stolik pod kawę i popiołkę. Za malutkim i postindustrialnym oknem, górująca nad okolicą, szpiczasta wieża koszarów Blüchera. Lekka luminacja przecina półmrok i wskrzesza historii dawnych świadka. Kurzę szluga i słyszę Lynyrd Skynyrd;

"Oh, take your time. Don't live too fast,
Troubles will come and they will pass
You'll find a woman, you'll find love,
And don't forget son,
There is someone up above..."

i, jakoś tak, niewiele mi już trzeba.


Peace!


Lynyrd Skynyrd "Simple man"


2011.09.19 03:15:41
link
komentarz (5)

Personifikacja czarnej dziury, przyodzianej w horyzont zdarzeń i czarny stanik. Taaak. Czarna dziura ma w zwyczaju łykać wszystko, niczym młody pelikan, a dodatkowo reemisję bądź upust wszystkich złych emocji przeważnie blokuje wspomniany wyżej horyzont zdarzeń... Stalin mawiał, że garbatego wyprostuje tylko grób. I mi również ciężko jest uwierzyć w zasadnicze zmiany w świadomości i charakterze ukształtowanego już osobnika. Mogą być ewentualnie kosmetyczne - więc stosunkowo mało znaczące. Gdyż trudno liczyć, że od "wyżymania szmaty" na siedząco, mój organizm nagle zacznie wytwarzać dodatkowy estrogen. Dusza raz przeciągnięta po krawężniku, już zawsze będzie duszą przeciągniętą po krawężniku. By nie zacytować Orwell'owskiego; "Once a whore, always a whore..." Po latach fascynacji i z nimi walki - najzwyczajniej w świecie znudziły mi się ladacznice. Więc zamiast pisać te pierdoły w kontekście wyjaśnień, po prostu nie oddzwonię, albo przyaktorzę martwego. Cokolwiek. Well, I guess this is growin' up...



Peace!


2011.09.15 03:12:52
link
komentarz (2)

Ta, znana nam część wszechświata zbudowana jest harmonijnie. Taki stan rzeczy zawdzięczamy boskiemu dziełu stworzenia (wersja dla kreacjonistów), tudzież zdarzeniu losowemu - ot, z molekularnej zupy wyłonił się nagle porządek (wersja dla ewolucjonistów). Jakkolwiek, zagadnienie to, z hipotezą Poincarégo porównywać trudno. Niemniej jednak, nie przeszkadzało to moim tzw ex-dupom kwestionować na kroku każdym niekwestionowalną "harmonię wszechświata". W harmonii ów, mężczyzna jest drapieżnikiem. Więc stosunkowo prosto konkludować dalej, iż normą jest circa dwudziestogodzinny odpoczynek. Doba w dobę. Trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Gdyby było inaczej, to doszłoby do poważnego tąpnięcia w ekosystemie. Wyobraź sobie misia grizzly'iego, lwa czy geparda polującego od zmierzchu do świtu, plus nocki. Wyobraź sobie przelane hektolitry krwi maluczkich futrzaków. Wyobraź sobie całe gatunki, które w ciągu jednego sezonu wypisałby się z rejestru i zasiliły anielskie chórki bezpowrotnie. I właśnie dlatego miś grizzly, lew czy mężczyzna - wyginają się, na czymś miękkim, przez większość swojego życia. Matki natury, pachamamy, harmonii ekosystemu, cokolwiek, nie oszukasz i nie przeskoczysz.


Przykro mi, nie mogę ci pomóc, jestem drapieżnikiem ;>



Peace!


2011.09.12 20:00:45
link
komentarz (7)





Któraż, z przygodnie poznanych humanistek, dodała taki bonus do mojej marynarki za tysiąc pięćset papiera? ;>



Peace!


2011.09.09 00:34:23
link
komentarz (11)

Pachamama miesza w tym kotle i miesza, a dla polandu zawsze wypada jesień. Panu Pawłowi szable z nocha lecą, a w tropikach, kurwa, jajka na kamieniu smażą. Pendejo! Percepcja w pełni sfokusowana(?) na zmianie szaty graficznej za oknem. Czekam na jesień, niczym awangarda cynizmu na zabójczy meteoryt. Wyrok zapadł, przypierdoli, już leci, a-a-a-a jebnie! Spędza mi to sen z powiek i nie pozwala skoncentrować myśli na pipach i futbolu.



Physis z kolei wraca na dobre tory. Oznaką tegoż jest fakt, że podczas poważniejszych, fizycznych występów nie prześladuje mnie już myśl o krwiomoczu i migotaniu przedsionków. I znów swobodnie roztrząsać mogę kwestię Keiry K. Którą, mimo zapasowych pleców z przodu, uważam za kwintesencję kobiecości i najlepsze z tego, co albion wniósł do zachodniej cywilizacji. Zaraz po Ryśku Lwia Pompka oczywiście.


Po treningu otwieram jednak oczy, i zamiast lazuru... góruje nade mną spękana, wilgotna stal...



Peace!


2011.08.27 21:51:10
link
komentarz (5)

Uwielbiam być partycypantem biznesu w którym de facto fizycznie nie partycypuję. Nie główkuję wprawdzie jak Professor X, ale w przeciwieństwie do niego, podczas najlepszego w mieście electro boogie; "to co ja wyrabiam z nogą - ortopedzi naukowo wytłumaczyć mi nie mogą", mam fryzurę a'la wczesny Torres i... w ogóle istnieję.


Czasem trzeba być kutasem. Ciachnąć kindżałem płócienną fasadę i przyznać, że miłość uleciała gdzieś w tzw międzyczasie i zastąpiona została oszczędnością na prostytutkach. Weredyzm nie jest z pewnością symptomem doskonałego nad wyraz zdrowia psychicznego, ale inaczej ostatnio nie potrafię.


Peace!



2011.08.20 10:49:35
link
komentarz (4)

- What do You want, mr Nashynsky?

- You...



Peace!


2011.08.17 07:49:16
link
komentarz (5)

Podczas tej przydługiej przejażdżki, szumnie nazywanej życiem, nauczyłem się, że tylko jedno jest pewne. Mianowicie to, że gdy onanizujesz się stopą - to jednocześnie i podymasz i potańczysz.


Cynik Paweł, truly yours...



Peace!


2011.08.09 02:26:55
link
komentarz (4)

"Kurwa , to ja po ciebie jeżdżę, daję się wykąpać, robię kanapki, a ty mnie nawet nie przytulisz?!..."

Do trzydziestki się ogarnę, obiecuję. Ewentualnie na nagrobku wykują epitafium - "Młody, pojebany i samotny. Zmarł próbując żywot swój ogarnąć"


Peace!


2011.08.07 19:53:46
link
komentarz (4)

Podążam za marzeniami, bo nie staje mi na myśl o etacie. Dziwny ze mnie kurwa gość.


Peace!



Lynyrd Skynyrd "Simple man"


2011.08.03 01:24:41
link
komentarz (12)

Miałem nie pisać więcej o kobietach... '93 to rocznik wyborny. Śliczny, nieobarczony cellulitem i nieskażony komunizmem. Niewinnie naiwny i słodko złośliwy. Niepotrafiący jednak zrozumieć, że lubię wyjść po angielsku, by wyginać się na plecach i z miodem jeść szarańczę. I wrócić, po piętnastu miesiącach... Starowinki pod trzydziestkę - do pewnego stopnia - to rozumiały. Choć ciężko było wyczuć, czy grymas ten na ich twarzach wyrażał klasycznego focha czy bóle menstruacyjne. Anyway, w całej tej zabawie, w którą gra się w parach, to ja mam problem. I sporo tej wyginki z szarańczą w miodzie musiałem sobie zaserwować aby to w pełni zrozumieć. I chuj dupa cipa.



Peace!


2011.07.28 00:12:00
link
komentarz (2)

Moment otwierania drzwi, za którymi stoi akurat batalion interwencyjny(?) policji - ma coś z mistyki śmierci klinicznej. Kolaż niemych szlagierów w nanosekundzie pali mózgu styki.


Po seksie lubię słuchać power metalu. Hmmm



Peace!


Sabaton "Metal Crue"


2011.07.24 12:42:34
link
komentarz (6)

Co gryzie Gilberta Nashynskiego...


Peace!


2011.07.19 11:59:33
link
komentarz (1)

Przy ultra wygodnym leżaku turbo wierny labrador. Słońce praży, robiąc z mózgu jogurt truskawkowo-waniliowy. Zapach trawy na mojej ziemi robi mi najlepiej. Pięknie wygląda ta panorama. Amen.


Peace!


2011.07.15 08:56:36
link
komentarz (0)

The sun don't shine on the same dogs ass everyday... Idę spać. Obudź mnie o wpół do.



Peace!


2011.07.13 02:30:57
link
komentarz (0)

I choćbym na fajfusie stanął, zwoje mózgowe moje nie wyplują nic, co nie będzie choćby najbardziej karkołomną konstrukcją i kombinacją wrażeń prostych. Jak pisał J. Locke. Z tym że on nie używał słowa "fajfus"... Anyway, pukam coraz częściej w okalającą mnie ze wszech stron tekturę, z miną i uporem lepszej sprawy Trumana Burbanka. To jest trywialne, ale wszystko zaczyna się i kończy pod kopułą. Cały ten psychosomatyczny szlam, sukcesywnie zatruwający trzewia, to w gruncie rzeczy moje autorskie dzieło stworzenia. Sobie sam w tę tabulę rasę nabruździłem nieprzyjemnie.


Peace!


2011.07.02 04:03:33
link
komentarz (8)

Niczym Mark Hoppus na singlu - obudziłem się at the end of a long, dark, lonely year. W jednym z tych niepotrzebnych dni. Niechybnie w jakiś wtorek czyli. Dopiłem płynne, dopaliłem wziewne, pokruszyłem kruche. Ostatki wtarłem w szlafroka kratę szkocką. I wbrew obowiązującej tendencji... dobre życie nie walnęło mnie w głowę, z tradycyjną szybkością ciepłej wódki, zza parkanu pobieranej. Nic nie pchało mnie w czeluści lustra drugiej strony. Zamiast tego, jak grom z jasnego nieba, huknęła konkluzja iż dziś i ja partycypantem tej psychologiczno-ewolucyjnej paranoi jestem. Nihilizm poniósł sromotną klęskę w zderzeniu z instynktem stadnym(?). Omiotłem zatem źrenicą błękitną pomiętoloną hitlist'ę. Każdy skurwiel takową posiada - a przynajmniej powinien. Na topie trzy, wydawać by się mogło pewne strzały. 9+/10, 9/10 i 8+/10. Najpiękniejsze, najseksowniejsze, najinteligentniejsze (etc) kobiety jakie w tym krótkim acz burzliwym życiu dane było mi poznać. I to (że pozwolę to sobie tak ująć) dogłębnie. Unfortunately, zatraciłem w tzw międzyczasie wszelakie imperatywy, każące permanentnie kontrolować kalendarze i sikorów cyferblaty. Stąd moja karkołomna konstrukcja myślowa typu; "kurwa, jakoś niedawno rozmawialiśmy" - to w bycie równoległym, zwanym też rzeczywistością, brzmi; "kurwa, ostatni raz rozmawialiśmy dwadzieścia siedem miesięcy temu". Odrobinę więc tylko zbił mnie z pantałyku fakt, iż trzy niewiasty, bezgranicznie dla mnie idealne, to dawno młode mamy już. Musieliśmy się gdzieś minąć, gdy leżąc pod lodem i z miodem szarańczą się co wieczór racząc, zgłębiałem efekt iluminacji wnętrza duszy, czy leżałem na plecach po prostu, czy coś.

Więcej dobrych - naprawdę dobrych - kobiet nie znam. Moja hitlist zawiera numery już tylko tych, nadających na innych falach i nadających się tylko do jednego.

Życie.


Peace!


2011.06.28 20:37:33
link
komentarz (4)

Ból to cena, którą płacę za siłę. Kiedyś przestanie napierdalać.

Peace!


2011.06.26 18:53:26
link
komentarz (6)

Ja tam, z niewiastami "skażonymi komunizmem" zadawać się nie będę. Przerzucam się na "trampkarki" - rocznik '90+


Peace!


2011.06.24 04:16:33
link
komentarz (8)

Dwa-sześć stuknęło, a mentalnie wciąż jestem na etapie habilitacji w zawodówce i zrzutki w oprychówkę na rdzawą naftę. Od dziewięćdziesiątego dziewiątego płynę, w miękkich mokasynach z frędzlami i...tylko rosnę.


Peace!


2011.06.21 01:42:07
link
komentarz (2)

Rzeczywistość tu jak dobre kino klasy C. Naprawdę, nie chce mi się, kurwa, z młodymi ninja w szranki o Najpiękniejszą i złote runo czy korporacyjny garniak stawać. Młodzi ninja - z natury rzeczy - są młodsi, mają dłuższe miecze i cięższe mieszki. Ja potrafię ewentualnie gwiazdką ninja prosto w serce huknąć i zaserwować tym samym tragedię przepiękną. Bo tragedia, a zwłaszcza ta przepiękna, jest zawsze wartością dodaną.

Peace!


2011.06.10 21:18:34
link
komentarz (9)

Gdy w piątkowy wieczór, zamiast kalifornizacji, jędrnych pośladków i drogich marynarek, przerzucasz żelastwo i robisz sto pompek spidermana - to wiedz, że coś się dzieje.


Peace!

Zabili Mi Żółwia "Jak to się mogło stać" ;)


2011.06.07 21:49:27
link
komentarz (1)

Gdy widzę Ją niemal sauté, to wiesz... I never been in love before, jak Talib Kweli na singlu ;)


Peace!


Obywatel G.C. "Paryż Moskwa 17.15"



2011.06.06 09:21:26
link
komentarz (3)

Obudził mnie mały latynos, z gatunku tych wiewiórkowatych. Przegryzł wiązkę kabli łączących mnie ze światem. Wskoczył do łóżka, by uskutecznić urynoterapię na nieprzeciętnie umięśnionym przedramieniu mym, po czym odgryzł kawałek naskórka, przeżuł, zjadł i wbił we mnie swe czarne ślepia, zdające się mówić - futrzanego bożka nie ma. Jest tylko Lucky nashinsone, wychowujący mnie bezstresowo.

Po ciepłej, letniej nocy przez okno wdarła się niesamowicie przyjemna bryza. I pomyślałem - a chuj pierdolę. Nie ma się co szarpać. Kawa, papierosy, pierwszy winyl Perfectu, błogość.


Peace!


2011.06.05 10:51:32
link
komentarz (2)

Padrone mój, wjeżdżając bezceremonialnie świtem bladym, przypomniał mi - i przy okazji całemu kwartałowi - cóż to za święto mieliśmy wczoraj. Poskładał wszystkie szepty w jeden brawurowy krzyk, że mogą odebrać mu życie, ale nigdy nie odbiorą mu wolności. Po czym spadła mu czapeczka "Solidarności" razem z głową.


Peace!


2011.05.29 22:14:54
link
komentarz (0)

Szarpanka z transcendencją. Branie się za klapy z metafizyką. Wypłukiwanie słów z powietrza. Ciężkie przebudzenia. Stylowe fotele. Płynno-wziewna dieta. Po siedemdziesięciu godzinach mam dość. Jak usłyszę jeszcze raz sekundnik, to krew się poleje. Introdukcja do rozdziału pt; "Człowiek zdominowany przez instynkty nie różni się w swym zachowaniu od zwierząt". Zdejmuję bagaż wtórnej socjopatii, zakładam marynarkę za tysiąc pięćset papiera. Atawistyczny pierwiastek, głęboko schowany gdzieś pod skórą, obiera za mnie azymut. Przez myśl przechodzą kurtyzany ze wschodnich rubieży II RP, w szarym, postkomunistycznym czworoboku zaklęte. Obskurne kluby, gdzie niepijący z mety stygmatyzowany jest na inwalidę drugiej grupy. Łapię za telefon i po pięciu-sześciu latach znów jestem u niej. Zamiast na seks, ochotę mam włożyć kilka stów pod wazon i slalomem pomiędzy dziecięcymi zabawkami po angielsku wrotki spalić. Oddycham miastem przez lekko uchylone w rikszy okno. Przypomina mi się pewien artykuł dotyczący pornobiznesu. I gorzkie żale gwiazdki branży tejże, gdyż aby apanaże jej pięcioosobowej rodziny łapały się na pułap klasy średniej - musi zagrać w kilkudziesięciu filmach rocznie i trzy razy w tygodniu na rurce dorobić. I w związku z powyższym, nieustannie nurtuje mnie pytanie; czy tenże mąż/ojciec/rodziny głowa - w tejże głowie właśnie - ma aż tak poukładane czy aż tak popierdolone, by przejść nad "tym wszystkim" do porządku dziennego? Ochota, na niczym nieskrępowane pisanie, potęguje się z każdą konkluzją nad kondycją rodzaju ludzkiego i samokrytyczną reasumpcją, że żywot mój przez ostatnie dwa lata to kurwy, spanie i pisanie. Przedzielane tylko sporadycznie przez naturalizmy pod postacią wysiłku fizycznego, by zrównoważyć ten "intelektualny" i oczyścić duszę, spaskudzoną retrospekcjami i złymi emocjami - których akurat z powietrza wypłukiwać nie muszę.


Peace!


2011.05.23 04:28:41
link
komentarz (4)

"Marzenia" o tzw "wolnym zawodzie" zaczynają się "spełniać". "Życie jak w Madrycie" miesza się tu z permanentnym "rozmienianiem dychy na trzy piątki". Ora et labora i nie zakochać się już nigdy w dziwce. Amen.


Peace!



2011.05.20 20:19:51
link
komentarz (4)

Ten kraj jest jak Mustang z '67 w deseniu krwistym. Z tapicerką bielszą niż kolumbijski śnieg i duszą charczącą epoką minioną. Sporo więc trzeba się napracować i ręce smarem upierdolić, by na odpiętych wrotkach tu pośmigać. I poczuć się jak olskulowiec w olskulowym kraju - czyli na właściwym miejscu. Amen.



Peace!



2011.05.20 07:34:47
link
komentarz (0)

- To blizna po cesarce?

- Nie, po nieudanej liposukcji. Po cesarce mam niżej.

- ... (ja pierdolę.)


2011.05.18 03:08:43
link
komentarz (4)

Musiałem przeprosić się z indyjską kinematografią. Wbrew obiegowej opinii, główny bohater ani razu nie pofrunął na dywanie. Żaden bocian pionowo nie wystartował i o dziwo nikt fallusem wody nie pił. Należy się ewentualnie mały prztyczek za wodewilowe wrzutki, potrzebne jak świni siodło.


Żyjąc w pustych pokojach.


Peace!








2011.05.15 03:45:03
link
komentarz (0)

W miejscu, gdzie diabeł zaprasza do poloneza zamiast życzyć dobrej nocy. Wczasowicze, świeżo od dogniatania wałów korbowych oderwani, zdają się - niczym Charlie Sheen - nieustannie wygrywać. Pewien dżentelmen rzuca pustymi butelkami w drugiego, idącego akurat "bokiem" Golfem swym "nieprawdopodobnie" stunigowanym. Tworząc w ten sposób ilustrację idealną ludowego porzekadła; "Idioci i puste butelki robią najwięcej hałasu...". Anyway, w bycie równoległym, zwanym również rzeczywistością trzyma mnie już tylko bryza. Pół flakonu i druga strona lustra wita. W najlepszym wypadku puszczą mi zawory, a w szpitalu sztucznie przerzedzą mi żołądka treść. Zwyczajowe "Memento Mori" przerywa dopiero widok idealnie umięśnionych i przepięknie wyrzeźbionych kobiecych ud. Na nic tu wzroku unoszenie gdyż na właścicielkę tychże - parol zaginałem nie-od-dziś. Siada obok mnie. Subtelnie kładzie dłoń, tym razem na moich, poprzecznie prążkowanych, dwugłowych ud i delikatnie drapiąc przywraca w nich czucie. Transcendentna energia pojawia się nagle. Czuję jak zadbane, o prawie przeźroczystej strukturze paznokcie wykuwają opus magnum. Coś, co do końca już będzie oddzielać metafizykę od emocji sztucznie i często niepotrzebnie wywoływanych. Transcendencję od atawizmów. Uczuciowe prawidło, które w niedalekiej przyszłości determinować będzie rozstania bez powrotu. Wychodzenie po angielsku, na skurwiela, egoistę etc. I...przez szereg długich lat determinowało. Wyjątkowo niewdzięczny był to temat do tłumaczeń. Zdecydowanie łatwiej było powiedzieć że mam dziwkę w każdym porcie. Z "wiarą" w "niewytłumaczalne" się rodzisz - bądź nie. I na tym zakończymy.




Peace!



2011.05.11 02:52:47
link
komentarz (7)

Miejsce u boku Najwredniejszej zajął gość o aparycji i wartości bojowej bułgarskiego cyrkowca. I nie świadczy to chyba o mnie najlepiej. Cóż, "życie nie statyw, ma etapy" - jak nawinął kiedyś Daniel.


Peace!


2011.05.09 05:41:13
link
komentarz (5)

Dziś w nocy zakończyła się pewna epoka. Phil Jackson, człowiek żywy most, ostatnie spoiwo łączące erę spiżowych bohaterów z przaśną teraźniejszością - zasiadł po raz ostatni na ławce trenerskiej LA Lakers. Jakiż marny to epilog. W dodatku (a)finezyjnie - rękami niemiaszka i kilku drwali przebranych za zawodowych koszykarzy - zgotowany. Do teksańczyków stosunek mam cokolwiek obojętny - w porywach lekka nutka sympatii - ale kurwa... w moim perfekcyjnym świecie - Zen Master karierę kończy z mistrzowskim pierścionkiem. A tu taki psikus, alias "Don't mess with Texas"... Jestem załamany. Wieść ta, gruchnęła na mnie nagle, niczym chuj na Mariolę i do teraz nie mogę się otrząsnąć...



Peace!


2011.05.07 23:02:47
link
komentarz (5)

I gdy tak, w samo południe, naprzeciwko opalającej się topless under 30 sąsiadki, reperowałem w ogrodzie płot, pomyślałem że życie jednak może mieć jakiś głębszy sens. Z naciskiem na "głębszy".

Zanim podążę, krokiem chwiejnym, w kierunku hadesu - własnoręcznie popsuję tę metalową kulkę. Ogarnę moje życie czyli. Przysięgam.


Peace!


2011.04.27 10:25:30
link
komentarz (2)

Co sprawia że Najpiękniejsza jest najpiękniejszą, pomimo setek piękniejszych? To coś w deseń garnituru od Ralpha. Z pozoru idealnym i turboniepraktycznym. Ale po przespanej nocy, w pełnym, wielkopańskim opakowaniu, budzisz się wypoczęty, bez jakiegokolwiek dyskomfortu, z poczuciem rozsądnej i udanej "inwestycji".


Peace!


2011.04.22 01:51:35
link
komentarz (4)

Miewasz tak czasem, że po ultra-transcendentnie-krzywej nocy, budzisz się ze złamanym kręgosłupem moralnym, debetem szarych komórek i materiału genetycznego, i jedyne o czym myślisz, to szybka wrzutka spodów na umięśnione uda (nawet a'la Mc Hammer), pochwycenie miękkiego mokasyna (x2) pod pachę i zostawiając za sobą tylko z papierosa dym; uderzyć wprost do domu? By po milisekundzie uświadomić sobie - kurwa przecież to właśnie jest mój dom...


Peace!


Ayo "Better days"


2011.04.18 06:12:13
link
komentarz (2)

Sam naprzeciw tafli, z masy perłowej lustra, w mosiężną ramę zakutą... Nazbyt pretensjonalny ten wstęp. Nawet jak na niespełnionego eseistę. W każdym razie; "I'm just the pieces of the man I used to be..." - pomyślałem, stojąc toples w anturażu przyjemnej bez klamek niszy, o aż nadto spokojnej strukturze. Z nasuwającym się nachalnie klasykiem polskiej kopanej i nieśmiertelnym; "Tu nie ma co trenować! Tu trzeba dzwonić..." Kompleks Adonisa, nie był nigdy tak silnie zakorzeniony w konstrukcji myślowej o egzystencjonalnym zabarwieniu niż teraz. Nawet w czasach zmierzchu dekadencji, bezkrólewia parkietu i późnego proletariatu. W sidłach femme fatale, o cienkiej jak pergamin skórze, dobrym serduszku i wielu, wielu innych, wykluczających się wzajemnie cechach. Dzięki czemu zajmuje ów niewiasta, w panteonie osobliwości, eksponowane miejsce - tuż obok dwukasetowego odkurzacza do spawania mebli... Anyway, klasyczne, jesienne mood swings tej wiosny. Wszystko popierdolone. Piwo o smaku wódki. Wpadam w wir nieruchawej retoryki, pretensjonalnego wielosłowia i paradoksalnie czuję, że od zawsze mam tu swoją własną matrycę. A poprzez wymowny brak syndromu wegetarianina w rzeźni - doprowadzam retorykę tę nieruchawą do skrajności. Nic jednak nie wypierdala układu nerwowego na stronę lewą tak, jak bezlitośnie prosty, bezczelnie i dosłownie podany fakt, iż czas posunął mnie beznamiętnie. I oprócz bolącego dupska, zostawił mnie z przekonaniem graniczącym z pewnością, iż porzekadło; "Nie jest dobrze bo kwiaty tanieją" jest prawdą z gatunku tych ostatecznych. Przebyłeś dłuuugą drogę synu. Dochlałeś się mordy. W lidze wątpliwych dżentelmenów własne zęby zjadłeś. Na końcu tej drogi, między ultra stylowym fotelem i politurą sosnowej podłogi, kurząc amerykańskiego papierosa, siedząc wygodnie w okolicach trzydziestki, uświadamiasz sobie, że nie wbije się już na parnas ten, kto bez prochów nawet nie jest w stanie usnąć. A to dopiero początek drogi, ku partycypowaniu w redystrybucji produktu krajowego brutto. Jeśli oczywiście splot nieprawdopodobnych zdarzeń sprawi że dożyję.


Peace!


2011.04.17 04:39:32
link
komentarz (1)

Błyszczyk powiększający usta, zalewanie mojej kawy wrzątkiem, agresywne perfumy. A trzy minusy to... wiadomo co. Taryfikator jest święty.


Peace!


2011.04.14 21:26:18
link
komentarz (5)

Taaadaaam, prosto w usta twe, madame... ;> Mania pisania, moja metresa i chlebodawczyni, się ze mną przeprosiła. Samopoczucie +10


Peace!


2011.04.11 04:16:57
link
komentarz (6)

Gdyby nie wiara w wyższą wyższość, tudzież inszą inszość - nie różniłbym się niczym od marksistów.

Wiosna to dobry czas, by wytransferować się z partii pamięci do partii nadziei. Mimo iż szarpanie się z własnym genotypem to walka gołej dupy z batem.


Amen!


2011.04.08 02:50:38
link
komentarz (5)

Z niechlujnie umodelowanymi włosami, przenikliwymi błękitnymi oczyma o delikatnie ironicznym spojrzeniu i pełnymi ustami, które permanentnie wykrzywiał lekko cyniczny uśmiech. Z kaduceuszem po kolano, spoglądał z góry na służebnicę modlącą się na klęczkach do przydługiego, bezmózgiego i ociemniałego bożka...


Peace!


2011.03.26 04:10:42
link
komentarz (5)

Góry Skaliste charakteryzują się głównie tym, że za imperatora, drugiego po Bogu, tudzież el comendante - robi tam miś grizzly. Zabiera bogatym, ale biednym już nie daje, etc. Codzienną rutynę futrzanego hegemona przerywają czasem gościnne występy śmiałków maści wszelakiej. Nie inaczej rzecz się ma i w tej "dykteryjce". Mianowicie; koleżkowie dwaj, gdzieś pomiędzy papierosami, pogaduchami i fasolką z puszki - nieopatrznie rozbijają tutaj obóz. Sympatyczny inaczej zwierz tylko czeka, by wjechać w ich ciepłe gniazdko niczym dzik w kartofle. W namiocie już wiedzą. Wyrok zapadł. Puszka fasolki skończyła się razem z żartami. Miś grizzly przypuszcza szarżę, by powyciągać ich jak pisklę z gniazda. Pierwszy z kompanów trzyma jednak lejce do końca. Wygrzebuje z plecaka obuwie sportowe znanej marki, wkłada i pewną ręką sznuruje. "Ochujałeś?! Co ty kurwa robisz?! Przed niedźwiedziem i tak nie uciekniesz!" - pada z ust drugiego. Riposta pierwszego jest błyskawiczna i cięta jak Twoja kobieta z pms'em - "Nie chcę być szybszy od niedźwiedzia. Chcę być szybszy od ciebie..." Koniec.


Opowiastka ta, to esencja treści wykładu na pewnym, prestiżowym uniwersytecie. Na którym to - za dwadzieścia kawałków twardej waluty rocznie - zdradzą Ci formułę jak wykiwać wszystkich i zostać milionerem...

Czuję jak z dnia na dzień coraz mniej pasuję do tego typu społecznej konfiguracji. Spokojna jest tylko ta, rozwibrowana struktura prostopadłościanu w którego środku właśnie siedzę. Wciśnięty niechlujnie w delikatną czeluść ultrastylowego fotela i z każdym papierosem, każdą niepoprawnie polityczną i antysystemową, źle gramatycznie skonstruowaną myślą - odstaję coraz bardziej.


Peace!



2011.03.23 02:19:21
link
komentarz (5)

Życie średnio się układa. Pogoda ducha piękna, niczym stewardessa w pekaesie. Chętnie bym huknął ze starbucksa małą czarną. W drodze powrotnej świtem bladym, po uprzednim huknięciu większej czarnej. A propos Czarnych... Cam'ron się połamał i medalu nie będzie. Awesome as fuck. Anyway, zdrowie moje jedyne fallus beznamiętnie trafił.


Peace!


2011.03.19 23:13:40
link
komentarz (2)

لا nashynsky الأفضل


2011.03.15 22:52:56
link
komentarz (3)

Z ghostwriterką singla Natalii Kills - tysiąc i jedną noc wymieniałem płyny ustrojowe, albo tak mi się wydaje. Tudzież zatrutą wódkę mi sprzedali.


Peace!


2011.03.08 12:44:31
link
komentarz (6)

Ósmy marca '10. Do auto audytu na temat "one love" asumpt. Pewne stadium socjopatii, pani przed trzydziestką psycholog, według feng shui sypialnia urządzona. "Właściwie to za co ja płacę?" Pomocy znikąd. Pewne stadium socjopatii. Miłość to metafizyka, transcendencja, lumbago i krwiomocz. To pierwsze pierdolnięcie i nashynsky nie żyje. Choć to raczej walory użytkowe literatury niż autopsja. Nie było mi nigdy dane, tak do końca. Chyba że cały rwetes o ciasną waginę i kolektywną posiłków konsumpcję... Od zawsze chciałem przerzedzić tej gry nomenklaturę. Odhaczyć, wykreślić zauroczenie i fascynację, by dorwać się do sedna materii niczym małpa do yellow sugar banana. W epilogu okazywało się jednak, że tryptyk ten, nie domyka się i w dodatku inkrustowany jest cyrkonią. Brakowało trzeciego elementu, stacji tej końcowej. Nie wiem, kurwa, raz tylko poczułem że staliśmy się jednym ciałem. Eteryczną konstrukcją emocjonalną. Gdy stylowych drzwi pierdolnięcie przecięło japiszońską afirmację "życia", w formie monologu o roszczeniowym zabarwieniu wygłaszaną. I mimo alkoholu, prochów, z czterech ścian enklawy - spokoju próżno w powietrzu było szukać. Nie zrywając się z fotela podążyłem za drobnych stóp stukotem. Przez miasto niskich chmur drapaczy i wysokich wskaźników przestępczości, krok w krok, z wypierdolonym na lewą stronę układem nerwowym. Pierwszy raz poczułem, że mógłbym odciąć tlen każdemu, kto skrzywdziłby moją japiszonkę.

Pewne stadium socjopatii drugi raz już jednak nie zaspało.


Człowiek żywa torpeda. Optymista walczący.


Peace!


2011.03.06 13:35:07
link
komentarz (3)

Need some sunglasses, cause the future's lookin' bright! Abstrahując oczywiście od kopniętej ósemki - nieodzownej przecież w kontekście eschatologii, tudzież samsary. A ta, zawsze lekko mnie przerażała. Wszystkiemu oczywiście winień robotniczo-chłopski pierwiastek mocno w trzewiach tkwiący. Reagujący przerażeniem na wszystko to, czego nie da się wydoić i do garnka włożyć. Trudno, co robić? Zwłaszcza gdy system wierzeń ateistów jest jeszcze bardziej niewiarygodny... Anyway, grunt że wychodzi najlepiej - czyli na moje.


Peace!


2011.03.03 15:14:20
link
komentarz (3)

Tieper ja mogu skazat prawdu; Nashynsky, jesteś zajebisty.



Peace!


2011.03.01 00:24:28
link
komentarz (8)

Wykreślić musiałem z felietonu słowo "anturaż", ponieważ słowo to, 'nie istnieje w języku polskim. A nawet jeśli istnieje - to nikt go nie używa'. o!


Peace!


2011.02.28 06:56:08
link
komentarz (3)

"Człowiek rozsądny dostosowuje się do świata. Człowiek nierozsądny usiłuje dostosować świat do siebie. Dlatego wielki postęp dokonuje się dzięki ludziom nierozsądnym..."

Jurek Bernard Shaw już sto lat temu opisał modus operandi ekskluzywnego menela. Amen.




Peace!


2011.02.26 04:42:34
link
komentarz (3)

Dość mam iluzjonistek. Widoku ich twarzy, skąpanych w promieniach porannego słońca. Uderzających rzeczywistości surowością. Plączących myśli kłącza dywagacji - czy to, trupioblade, nieznane dotąd mi oblicze zwiastuje śmiertelną chorobę - czy najzwyczajniej w świecie objawia jej naturalną urodę? Burząc w jednej chwili, misternie budowany monochromatyczny obraz permanentnej atrakcyjności doskonałej.

Zdarzają się w tym, iluzjonistycznym fachu prawdziwe artystki. Wieczorem odnosisz wrażenie, że niewiasta ów, wpierdoliła się w regał z farbami, bądź pomalowała właśnie mieszanie we wszystkie kolory tęczy. Rano z kolei miewasz wyrzuty sumienia, że przespałeś się z kobietą stojącą nad grobem. Stereochromia.

Szczerze, bardziej niż ów iluzja, podnieca mnie np to, że największym świętem narodowym w Rosji jest fakt odbicia Kremla z polskich rąk. Kremla(!), którego zająć nie zdołali chociażby Napoleon z Adolfem. Anyway, mocny makijaż i klinicznie doskonała cera jest świetna, ale nieprawdziwa. I z pewnością nie jest asumptem do gościnnych występów w modernistycznych sypialniach.

Sam fakt wysmarowania pyska kredkami nie zrobi ze mnie automatycznie mandryla. Pomimo że obaj jesteśmy naczelnymi i mamy wysmarowane kredkami pyski.

To Twoja osobowość jest pociągająca i nieśmiertelna. Zawsze dla mnie taka była.


Peace!


2011.02.24 03:29:26
link
komentarz (14)

Najpiękniejsza!




2011.02.23 03:30:10
link
komentarz (2)

Problem - reaction - solution czyli krótka przypowieść o ekskluzywnym menelu.

Taksuję przenikliwym wzrokiem okolicę i myślę sobie - kurwa Irkuck?! Bit rozlewa się z słuchawek leniwie. Tytoniowy dym, wstrząśnięty i zmieszany ze świeżym, mroźnym tlenem - nie smakuje jak powinien. Kurwa! Mam duszę i kartę praw podstawowych, a nago jestem follow up'em do Franka Zane'a! Chłód niesie zdecydowanie większy ładunek upokorzenia niż głód. Mamy więc problem. Reakcją jest zdiagnozowanie i lokalizacja "Departamentu musu". Rozwiązaniem - jego całkowity bojkot.


I’m swimmin' in the ocean
I sink slow motion...

The Streets "The Escapist"


Peace!


2011.02.22 02:27:02
link
komentarz (2)

Oczy tradycyjnie łaskaw byłem otworzyć o 14stej i niemniej tradycyjnie pomyślałem że to koniec - kapliczka czyli. Chwiejnym krokiem obrałem jednak kurs na kuchnie. By po chwili stać z kubkiem kawy i refleksją - what the fuck?! "kto pozmywał mi naczynia i wypalił wszystkie gwizdki?" Na domiar złego, za oknami rozciągał się nieprzejednany post atomowy, technopolistyczny, śnieżnobiałością perfekcyjnie upierdolony krajobraz.

Kompromis między mną a zimą polega na tym, że o żadnym kompromisie nie może być mowy. Z zimą nie powinno się dyskutować. Do zimy powinno się strzelać.

Muszę zapalić. Łapię paczkę papierosów. Potrząsając, żaden rulon nie zagrzechotał - kurwa...Wkładam ujebany t-shirt, dres (100% bawełna - o czym wiesz doskonale bejbe) i eskapadę do sklepu na rogu czas zacząć. Poruszam się lekko, po ustawowo nierównym chodniku. Zaliczam slalom między ludźmi, których anturaż zdaje się mówić że gdzieś w pobliżu czesi film kręcą. Być może idą po prostu do pracy (no kto to sprawdzi?). Anyway, pokonuję następnie schodki dwa i zajmuję miejsce w kolejce. Miejsce pomiędzy wciąż tymi samymi, mocno posuniętymi wiekowo niewiastami. Permanentnie psującymi obraz idealnego wejścia w kolejny dzień. Resztki optymizmu uciekają gdzieś, pomiędzy wymianą polskich nowych złotych na serek topiony ordynarny i podwawelską krzywą. Poezja zderza się z prozą. Umysłowa impotencja i melancholia zaczynają działać synergicznie by odebrać resztki sił do kopania się z koniem. Deja vu. Wychodzę. I zderzam się z jednym wiosny mgnieniem...

I choć to tylko mgnienie. Uśmiechów i słów kilka. To materiał poglądowy - zwłaszcza dla pół debila i pół geniusza w profilerskim fachu - okazuje się całkiem spory.

Dzianina wierzchnia, jej jakość i dobór dodatków pozwala przypuszczać iż dziewczę ów, wywodzi się z zamożnej kasty. Kasty, którą cechuje perfekcja formy właśnie (treści już niekoniecznie). Na próżno szukać tam przypadku, skrywanych niedociągnięć i środków zastępczych. Bez względu na to, czy mówimy o garderobie, architekturze czy garażu. Przyznać trzeba że figurant(ka) potrafi korzystać z przepastnej zapewne szafy. Powodującej zarysowania i drobne pęknięcia na karcie kredytowej ojca. Choć nie można wykluczyć niezależności finansowej bądź obu tych czynników na raz. Gdyż tembr głosu, sposób artykułowania i akcentowania wykazuje symptomy pewności siebie. Geneza delikatnego błysku w oku leży gdzieś pomiędzy pretensjonalnym, młodzieńczym buntem a zmywaniem krwi własnej matki ze ściany. Aspekt trudny do ugryzienia. Delikatny makijaż, w pewnych kręgach śmiało uchodzący za jego kompletny brak, to przekaz jasny, jak w bijący w oczy neon, iż relatywnie młode i naturalnie piękne jest to dziewczę. Patrząc jej w oczy, czułem ciepło jej krwi i domu z fortepianem. Który, być może, skrywał bliżej nieokreślony, szkarłatny sekret, lecz nie zaburzył znacząco pryzmatu postrzegania podstawowych wartości. Gdyż nie da się "wyhodować" zimnokrwistego osobnika w ciepłym domu. Reasumując, na mój, profilerskiego pół debila pół geniusza nos - powinienem niezwłocznie poprosić ją o rękę. Być jej wierny, bezapelacyjnie i do samego końca.

A co jeśli się mylę? Serduszka i wątróbki nie wygrałem przecież na loterii. Kolejny melodramat może poważnie zaingerować w żywotne interesy organizmu mego, i to bez prawa do renty.

Cinszko.


Peace!


2011.02.20 17:29:32
link
komentarz (32)

W czasach ostatecznej flauty. Spuszczania z tonu, częściej niż z czegokolwiek innego. W czasach emocji, jak na grzybach. W czasach zmierzchu królów życia i parkietu. Paradoksalnie, wbrew wszystkiemu, z podniesionym kołnierzem, sam przeciw wszystkim - wzruszyłem się! Ostatnie kadry The Way Back zbiły mi serce jak termos. Ułaaa.


Peace!


2011.02.19 22:41:53
link
komentarz (0)

Siedzę, jak Michael Douglas w ostatniej scenie "Solitary man", z nienagannie niechlujnymi, zaczesanymi do tyłu włosami, urwanym scenariuszem i z chuj-wie-co-dalej? retorycznie pytaniem postawionym.




Peace!


2011.02.17 23:58:35
link
komentarz (2)

Najwyższym stopniem stabilności jest...niestabilność absolutna. Stabilność to schematy - a schematy to pięta Achillesowa każdego systemu. Więc gdy wykiełkuje ci w głowie myśl, by wydymać dany system, czy wszystkie córy Jagiellonów (e?), tak dla zgrywy - bądź będzie to jedyna opcja jaka pozostała - to na ścianie obskurnego, wynajętego mieszkania, rozrysujesz właśnie najsłabsze, najczulsze punkty. Oparte ściśle na obserwacji rutynowych zachowań, przewidywalności, powtarzalności związków przyczynowo-skutkowych etc. Niestabilność jest zatem prawdziwym gwarantem stabilności w obecnych, dynamicznych czasach. Szeroko pojęta niestabilność daje bezpieczeństwo i pewność, że poradzisz sobie w każdej, nieszablonowej i nieschematycznej sytuacji. W przeciwieństwie do tych pozornie stabilnych jednostek.

Warto uzmysłowić sobie, że odejście od stołu wcale nie musi oznaczać automatycznego zasilenia jadłospisu. Ego moje, co prawda broni jeszcze nie złożyło. Poszło w partyzantkę i z umysłu chaszczy wieszczy kontrrewolucję. Jednak oczu raz otwartych na alternatywne w życiu drogi już mi nie przesłoni.

Szczęście.


Peace!


2011.02.17 05:19:15
link
komentarz (8)

Trójkąty, modus operandi które podkomendnym Phila J., od Chicago po Miasto Aniołów, obrodziło w przepastne platery mistrzowskich pierścieni - w moim życiu kompletnie się nie sprawdziły. "Triangle offense" w wersji pidżamowo-tapczanowej okazało się domknięciem wieka. Jednocześnie pozwoliło ujrzeć z bliska pierwsze z końcowych stacji liberalizmu i pokwitować ciężkiej wagi argumentów odbiór. Argumentów na to, jak istotny jest konserwatyzmu rdzeń. That’s where I am. W połowie drogi. Naprzeciw skandynawskiej blond piękności, pochłoniętej lekturą anglojęzycznego Newsweeka. Znów. Myśląc jak blisko jest granica równowagi między konserwatyzmem a liberalizmem. Jak bardzo naruszyć mogę jej strukturę. Dziś jest dobry dzień. Na lazurowym wybrzeżu błękitu moich oczu nie widzę już po wczorajszej zarazie zwłok w nieładzie taszczonych. Dziś wszyscy są przyjemnie naćpani. W tęczówki błękicie skąpani, na wpół rzeczywiści.


Peace!


2011.02.15 05:26:44
link
komentarz (4)

Pamiętam wąsy Leszka Pisza z ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Podświadomość wciąż skrywa nieporuszony obraz Rodmana, ciskającego o klepki Prudential Center na protestu znak z dziewięćdziesiątym pierwszym numerem trykot krwisty. Pamiętam na banknotach niekoronowanych głów poczet i drożdżówki za dwa tysiące osiemset w drodze do szkoły prywatyzowane. Wniosek stąd, że definicja andropauzy przestała w uszach mych nienagannie do czaszki przylegających wybrzmiewać jak wichrzycielski ton szaleńca spod społem. Gdyż kamień na kamieniu z tegoż reliktu przebrzmiałej epoki się nie ostał. Szaleniec ów jest już lat ładnych kilka świętej pamięci - a i ja nie-naj-lepiej się ostatnio czuję. W każdym razie, wraz z latami na karku czuję coraz wyraźniej wagę słów. Ich etymologię i semantykę. W odpowiedzi na języka ojczystego kaleczenie jad wydziela się u mnie w ilości do tego stopnia śladowej, iż niemożnością jest wykorzystanie go w medycynie. Zupełnie nie w tym rzecz. Słowa, które już samym swym jestestwem, jak szpikulec do lodu kark mi roztrzaskują to zwyczajowo; depresja, ból, miłość. Nawet nie wiesz jak mocno w rozszarpanym karku tkwi ostrze jego, gdy przejmująco mówisz o depresji, podczas gdy ulgę w "cierpieniu" przynoszą ci niereglamentowane, nieewidencjonowane, do wolnego obrotu dopuszczone, ogólnodostępne w każdym na rogu kiosku środki... Miłość do Niej, to był z łatwością w kwiecistą mowę ubierany, niekończący się panegiryk. Zatem nigdy nie było mi dane kochać. Semantyka jest okrutna i nie ogląda się na zwyczajowe święta.

Depresja, ból i miłość nie mają odzwierciedlenia w słownikach, tylko w oczach.


Peace!


2011.02.14 02:40:40
link
komentarz (10)

Sam już nie wiem, skąd czerpię siłę by wciąż wierzyć. Najbliższe otoczenie, niczym ponętna metresa, rozkładając gorące uda, za marynarkę tysiąc pięćset papiera wartą - ciągnie mnie w dół. Trafnie, punktując w samą czeluść problemu, ujął to kiedyś Twain. Więc ja od siebie mogę tylko dodać; You said it best Marek!


Peace!


The Streets "Blinded by the lights"

Britain, britain, britain... ;>


2011.02.13 02:33:24
link
komentarz (8)

Antyteza feng shui, wielkopańskiego, eklektycznego stylu. Z wnętrzem surowym, jak świeżo wypatroszone dzikiego zwierza trzewia, tudzież jak w pruskiej armii dyscyplina. Mozolna materializacja marzeń o własnym lofcie. Lofcie przez duże L. Zanim jednak wprowadzi się tam mój pierworodny, labrador, wiewiór i na końcu matka pierworodnego. W takiej kolejności właśnie...Choć może nie-do-końca w takiej. Ultra sprytny, południowo amerykański gryzoń pójdzie jednak przed labradorem. Ponieważ jest mały i beze mnie nie poradziłby sobie w życiu. Anyway, przed ustaleniem ostatecznej hierarchii, wykończeniem rąk własnych pracą tegoż turbo stylowego projektu - zawiśnie tam bokserski worek. Celem fizycznego podregulowania i pozorowania pracy jakiejkolwiek. Lewy-lewy-prawy zaśniedziały skrzypi. Plecy nieprzeciętnie umięśnione powoli stają się przeciętnie nieumięśnione, co fizyczny niemal sprawia ból. Nie lubimy tego. Ja i mój wyimaginowany playmate Vince. Pozwól mi, spróbować jeszcze raz...



Peace!


2011.02.11 16:45:54
link
komentarz (0)

Wartości, z którymi nie po drodze establishmentowi i wtórującej mu 'oświeconej młodzieży miejskiej'. Wartości, o fundamentalnym znaczeniu których pisał nawet, w dobrze skrojonym mundurze i drucianych lenonkach - turbo zbrodniarz wieku dwudziestego. Wartości, dzięki którym moja cywilizacja - literalnie niemal - pół świata wyruchała. Dziś wartości te, kamień węgielny wczorajszej prosperity - spychane są na śmietnik historii i bezceremonialnie deprecjonowane na każdym kroku. W zamian serwują mi humanizm w czerwonkawym wydaniu. Co naturalnie w każdej, szanującej się cywilizacji postrzegane jest jako słabość i powolny rozkład.

Skądinąd łatwo być oświeconym dziś. Przecież żadna matka nas już nie wyskrobie...


Peace!


2011.02.09 06:10:43
link
komentarz (3)

W anturażu typowego na środkowym wschodzie popołudnia. Pod nisko zawieszonym, stalowym niebem. Wśród lekkich mżawki kropel, między linią krawężnika a post wiktoriańskim z czerwonej cegły szeregowcem. W jednym wiosny mgnieniu. Przerysowany, niskobudżetowy, pretensjonalny. W bez dna szufladzie, z graczami pokroju Rhetta Butlera skoszarowany. Wrzucony niezgrabnie między wiersze kiepskiego melodramatu. Postawiony przed równo pokrywającą wilgotny trotuar mandalą. Usypaną z ferii kolorów całej mej garderoby. Usypaną rękami Olejku Bergamotowego, z mojego ówczesnego, życiowego Earl Grey'a. Podniósłszy burzące symetrię wyścielającej trotuar mozaiki, w barwach Lakersów Huarache'y, te same, w których Kobe zdobył 81 punktów, podszedłem do spłowiało zielonych drzwi. By w epilogu, nie mówiąc nic, po najlepszym od tygodni seksie - z szeroko zatrzaśniętymi ślepiami, wciągać leniwie płynący dym... I wiesz, czasem tęsknię. W stanie lekkiej nieważkości, spiżowych łydek, nogi trzymanej po drugiej stronie lustra i korpusie obracającym się wokół własnej osi. Tęsknię o pastelowej stronie księżyca. Przerysowanych konturach bytu równoległego. O karmiącym zmysły romansidle. Przesycie transcendentną energią i perwersyjną, egocentryczną obsesją, materializującą się każdego wieczora. Nad porannym kubkiem z kawą nieodłącznej rozterki, czy bytu tego bardziej nienawidzę - czy w niego nie wierzę. Brak mi tej wszechogarniającej paranoi, w imię wyższego dobra hipokryzji, terenowej gry w półsłówka... Szereg, porytych jak lód pod koniec hokejowego meczu, historii, to handicap od losu. W manii pisania wartość zdecydowanie dodana. I chyba jednak nic ponad.

Thug Luv! jak mała Kimberly z wielkiego jabłka.



Peace!




2011.02.07 07:41:30
link
komentarz (0)

Modus operandi w walce z bezsennością nie przypomina strukturą ciągu Fibonacciego, ale jak wieść gminna niesie - victory loves preparation, chica! Choć co prawda nie tak brawurowe i karkołomne jak przedstawił to chociażby Ewan McGregor w "Trainspotting". Anyway, nie wiem który to już raz odliczam czterdzieści osiem do godziny zero. Do północy. Na cyferblacie zera cztery - optymalnie alias. By budzić się wraz z machiną społeczną. Czterdzieści osiem godzin bez snu, szeroko rozumianego orgazmu, sytych posiłków. Za to z pełną gamą metodycznie wprowadzanych w ustrój stymulantów, tak by skutecznie bronić się przed efektem spadającej głowy, w najbardziej zdradzieckim czasie - w międzyczasie. Nieśmiało podszeptem propozycje drzemki przez własną podświadomość podsuwane to kolumna piąta. Nic ponad. A zniweczyć może wszystko. Tak trudno w pewnym wieku nie być, chociaż przez chwilę, pretensjonalnie dorosłym i wykrzyczeć skondensowanemu wokół światu; Pić, pierdolić, się nie golić! No...


Peace!


Kazik "Mój los"

"Przy niedzieli i przy stole, ha, o ja pierdolę, dlaczego oddaliśmy się tym świniom w niewolę..."


2011.02.06 01:28:25
link
komentarz (3)

Pogoda za oknem zdaje się mówić, że zimna wojna z hipotermią chyli się ku końcowi. Ciepłolubny, andaluzyjski pies - lubi to!. W przeciwieństwie do czarnych skarpetek, lewicowych poglądów i palenia w rękawiczkach.


Brat został prawnikiem, pełnomocnikiem(?) jednego z moich ulubionych artystów. Pomiędzy słuchawką, szczerym uśmiechem a podłogą, dopadła mnie smutna refleksja. Mianowicie - kilkuletnia emigracja odbija mi się czkawką. W kwestii - najoględniej mówiąc - samorealizacji jestem dobre pięć lat w nieprzeciętnie umięśnione i umęczone plecy moje...


Nieistotne zatem, czy wypłatę zmieścisz po kieszeniach spodni z ceraty - czy w louis vi walizę pękatą. Istotna jest fuzja i synergia miłości z pasją i pożądaniem. Lat temu kilka, formuła ta, była niczym hipoteza Poincarego. Na szczęście, jeszcze przed trzydziestką, problemami z prostatą i przepaloną żarówką na głowie - zdałem sobie sprawę że nie postępując ściśle według wzoru tego, nie wykrzeszę z siebie, na drodze samorealizacji, tych niezbędnych stu dwudziestu procent. A wynik ten, możliwy jest do osiągnięcia, tylko gdy każdy krok nacechowany będzie miłością, pasją i pożądaniem. Na beznamiętny chód, pozwolić sobie można tylko w drodze do gazowni, z pomiętym rachunkiem w garści. Zyskasz w ten sposób stan ducha, warty więcej niż "perły, złoto i twój dom..." - albo tak mi się wydaje.


Peace!


T.Love "Gnijący świat"


2011.02.03 13:42:58
link
komentarz (0)

W tryptyku, poza off the books black ops hitmanem, ultra utalentowanym i zarobionym snobem, którego uryna więcej potencjału nosi niż niejednego jegomościa sperma, chcę umieścić prostytutkę. Czy może tylko 'kurtyzana state of mind'? Zgrabnie pasowałaby to wszechogarniającej degrengolady moralno-obyczajowej i rutyny prostującej mózgowe zwoje. Na dzień dzisiejszy to zadanie jednak mnie przerasta. Mimo iż wśród w oczy piekących oparów taniej wódki i turbo mocnych, tytoniowych rolek - zdarzało się, na niejedną, idealnie do tematu pasującą, "z góry" - dosłownie i w przenośni - patrzeć. To dalej wielu rzeczy pojąć nie jestem w stanie. Trudno też odpowiedniego nabrać mi dystansu. Gdyż ostatecznie, za karę po tapczanach się z nimi nie przeciągałem... I tak na nos najwięcej zbierze...ja. Strona po stronie.



Peace!


2011.02.01 20:52:49
link
komentarz (4)

- Który z alergenów powoduje u pana największe trudności z oddychaniem?

- Ego.




Peace!


2011.01.28 00:33:43
link
komentarz (7)

Przysypały ją mury Jerycha. Między na pięć palców pianą, kokainy śródpalcza u stopy iniekcją, a kieliszkiem czerwonego wina - zabiła ją do włosów suszarka. Terminuje w przybytku, gdzie fraza; "klamek w drzwiach!" - nomen omen - otwiera każdą listę życzeń. Przemierzając autostradę 66, w kontraście chłodu błękitnego spojrzenia z rozgrzaną palącym słońcem karoserią wiśniowej Impali - umarła, z nudów. Szorując platerów strukturę nieregularną, wraz z wilgotnym, ciepłym powietrzem chłonie, za tatuażami śniadego poławiacza gąbek historie skryte. Trebusz w oka mgnieniu zdmuchnął figurę idealną w lśniącą blachę i złote epolety opakowaną - a miecz jej po dziś dzień w komisie wisi.

Bezgłośny wprost z trzewi ryk, "gdzie jest moja druga połówka?!", jakbym podkomendnego samym tylko spojrzeniem po kolejną flaszkę wysyłał.



Peace!


2011.01.24 11:32:36
link
komentarz (11)

"Brauniarze", w zgodzie z literą prawa, własnym sumieniem i nauką protoplastów. Nie rozumiem. Nigdy nie rozumiałem. Będzie długo i do sensu daleko...

Bezskutecznie doszukuję się, przytłaczającego swą wagą, argumentu na chroniczny imperatyw podtrzymywania gatunku. I jedyny jaki znajduję to atawizm, naturalizm, instynkt. Niemniej jednak, zbyt uboga to mieszanka, by posiadała jakąkolwiek moc sprawczą. Dorzucam więc szczyptę motywacji, pragmatyzmu, ambicji. Pierwsza więc kasta, w skład której wejdą bogaci przemysłowcy, bankierzy i wszelakiej maści artyści, kierować się będzie - mniej lub bardziej - chęcią/ambicją przekazania aktywów bądź niewymiernej mieszanki genetycznej, czy talentu mówiąc prościej. Trzeba oddać bohemie i elicie finansjery że ma to całkiem solidne fundamenty logiki zdroworozsądkowej. Następna jednak kasta - zapożyczając z socjalistycznej nomenklatury - ta robotniczo-chłopska, pozbawiona jest wyżej wymienionych przymiotów. Cóż ich więc pcha ku reprodukcji? W moim skromnym mniemaniu, pcha ich - egoistyczna w gruncie rzeczy - potrzeba wypełnienia życia czymś wynioślejszym i nadania jemu sensu. Wielu przecież słyszało, słyszy bądź słyszeć będzie z ust rodzicieli, że ci poświęcili dla latorośli swych wszystko. A mogli przecież w tym czasie jeździć po świecie, kręcić się na chuju w Rio czy kupić jej jakąś kolię w Galway. Dla ciebie żyję - przez ciebie pracuję i piję. Taaaak. Paliwem tej gry od zarania dziejów jest potrzeba celu i motywacji. Chociażby tej negatywnej. Bądź dobry, bo w przeciwnym razie pójdziesz na krzesło, zastrzyk, konwejer, dołek - czy wprost do piekła, gdzie Niosący Światło, kartkując w deseń burgundu szponami asortyment twych fobii i lęków - wywoływać będzie spazmatyczne doznania. A lejtmotywem, w całej tej maskaradzie będzie przewrócona ósemka. W każdym razie, abstrahując od mechanicznej potrzeby inhalacji bądź tłoczenia w krwioobieg pierwotnych instynktów zupełnie jak brązowego pudru - pozostałe aspekty są dla mnie obce jak ósmy pasażer. W moim odczuciu, rodzaj ludzki mógłby spokojnie podzielić los dinozaurów. Dom mój zająć mogłaby frakcja pomorskich wiewiórek, żądających wolnego przepływu bezpruderyjnych metres i dorodnych orzechów. Bez znaczenia. Oczywiście z mojego, męskiego - co nie jest tu bez znaczenia - punktu widzenia. Z kobiecą psychiką, w tym jak i każdym innym względzie, jest jak z językiem polskim dla obcokrajowców. Nie sposób jest się jej nauczyć, choćbyś poświęcił szereg długich lat na "dogłębne" badania tego tematu. Zawsze coś cię zdradzi, zdemaskuje braki w wyszkoleniu. Gdyż jest to naturalne, w klimacie świata w którym jeden czasownik potrafi posiadać kilkadziesiąt odmian. Kilometry chaszczy z drutu kolczastego, forfiter w fosie to tylko przedmurze z różowego kamienia twierdzy (powodzenia szaleńcu). Aj, urwał mi się wątek - a mógł chłop pisać... Anyway, przerwy w dostawach świeżego naturalizmu w moich żyłach to może tylko efekt uboczny specyfików - hobbystycznie bądź z obowiązku przyjmowanych? Nie wiem. Wiem natomiast że znajdę kobietę życia. Dokładnie tak, jak zrobił to Carlito w latach dziewięćdziesiątych. Spotkam Ją dziś wieczorem. Za dwadzieścia lat. Nigdy. I wówczas będzie mi dane w coś w pełni uwierzyć i coś w pełni zrozumieć. W pełni. W nieśmiertelnej śmiertelnej kontrze do wszystkiego co półśrodkiem, i co wynika tylko z atawistycznej potrzeby obcowania z kimś, kimkolwiek. Ja pierdolę, kurwa.


Peace!




2011.01.21 21:39:47
link
komentarz (9)

W Polsce, studia skończył każdy.



2011.01.20 13:19:25
link
komentarz (0)

Sny ostatnimi czasy dość zdecydowanie zgłosiły akces do wpływania na wszelaki proces twórczy. Dopowiadają do dnia wczorajszego i determinują przyszłość. Jedynym aksjomatem, nie zawsze dostatecznie skutecznym, w separacji dwóch bytów równoległych - jest postać sir Isaaca. Anglik z bujną czupryną i dumnym spojrzeniem stoi jak totem na rozwidleniu i robi za drogowskaz. Prawą ręką wskazuje krainę prawdziwą jak trzystu złotowy bilet NBP, gdzie szaleje rewizjonizm podstawowych praw fizyki, premierem Grecji jest Sofokles, a kanapka spada zawsze masłem do sufitu. I mimo tak - wydawałoby się - oczywistych różnic, ultra niekompatybilności, nieprzenikalności tych dwóch sfer, nigdy do końca nie mam pewności czy wczorajszy dialog skończył się jeszcze w okolicach ostatniej szklanki - czy już w fazie r.e.m. Jak przyrząd śniadego, niewysokiego gościa dumnie reprezentującego piąty kontynent, powraca zatem poranne pytanie - "kurwa, ja to powiedziałem?!", tudzież nie zawsze uzasadniona i mająca potwierdzenie w faktach konkluzja - "to dałem kurwa w piec! aż się wysypało" Dramat domyka rozterka czy wystosować ewentualne sprostowanie do zainteresowanych i jak zostanie to odebrane...

Plusy zacierania się niezacieralnych granic to niewątpliwie samoistne i bardzo pomocne upiększanie, kolorowanie i dorzucanie szczypty psychodelii do kolejnych rozdziałów, wątków czy postaci.

Constans czyli.


Peace!


2011.01.17 05:11:58
link
komentarz (6)

Atawizm. Długo którego odchorowywać musiałem. Siedząc w półmroku i żywiąc się wyłącznie szarańczami maczanymi w nieskrystalizowanym miodzie. Straciłem na wartości złotych monet pękaty worek i dwanaście kilogramów idealnej gęstości mięśni.

Atawizm, przez pryzmat którego odbierałem zafałszowany obraz rzeczywistości. Obraz ostry, jak wzrok po nadmiernym spożyciu alkoholu metylowego. Obraz nadkobiety, swoistej (ci)persefony rzec by można.

Atawizm - w gruncie rzeczy - ścierał się z atawizmem. Atawizmem pod postacią starosłowiańskiej strzygi. Zawoalowanej białym jak śnieg pudrem.

Atawistyczne strzygi żyć - rzecz jasna - mają prawo. Co do tego pełna zgoda. Fellatio z modliszką ma w końcu tę lekką nutkę czegoś, o czym wielu czytało tylko w książkach niegdyś obligatoryjnie piętnowanych. Już przed wiekami popyt na skondensowaną i kandyzowaną niemoralność zrodził podaż. Temat zatem rok młodszy od czarnego złota. Volenti non fit iniuria i cześć.

Atawizmów synergizmu nie mogę sobie wybaczyć. Do dziś osacza, drażni nozdrza woń drogich perfum, skrapiających spersonifikowanej strzygi legendę doskonałą. Opuszki palców wciąż ubrudzone czystością śnieżnobiałego pudru, jakbym dosłownie przed sekundą gładził ją po policzku. Pamięć przenikliwa tak, że porwać mógłbym się na "liczenie kart" w black jacku. Z fusów wywróżyć mogę więc tezę, że bez natłoku tych ciężkostrawnych i transcendentnych emocji - byłbym lepszym człowiekiem. A do niczego w życiu tak nie dążyłem jak do bycia dobrym człowiekiem. Po prostu.


Peace!


2011.01.13 04:52:08
link
komentarz (0)

Czterysta dni mnie wlokły, po suburbiach życia, poniemieckich krawężnikach, drugich stronach lustra. Dały poznać, centymetr po centymetrze, pastelową stronę księżyca. I porzuciły. Z poszarpanymi od szponów czworobocznymi grzbietu, w pół drogi do walhalli.

Zrozumiałem aż nadto, że śmierć rzeczywiście nosi czarny stanik i


2011.01.11 09:45:15
link
komentarz (0)

Spoglądam cynicznie zza szyby. Postindustrialna panorama spowita świtem bladym. Obserwuję kooperację termita z maluczkim robaczkiem moszczącym się bezczelnie w jego trzewiach. Oboje skazani na siebie jak na shawshank. Termit, choćby z najbardziej wybujałymi, wielkopańskimi manierami - nie znaczy nic, bez maluczkiego robaczka trawiącego drewno za niego. Maluczki robaczek również - na własną rękę - w ekosystemie nie reprezentuje sobą zbyt wiele... Widzę jak piasku ziarnko trze o ziarnko piasku. I jak karmią się tym wzajemnie. Coś w deseń konstruktywnego antagonizmu. Ze śmiertelną powagą. Jakby iskra ta, tarciem wywołana, zdolna była podpalić świat... Mikrobiologia w skali makro.


Peace!


Perfect "Obracam w palcach złoty pieniądz"


2011.01.09 03:45:04
link
komentarz (6)

Mam w sobie geny człowieka, który spłodził szesnaścioro dzieci, przepił po oberżach cały szlachecki majątek i stracił oko w walce na noże. A w łapskach miał imadło takie, że do dziś w paliczkach strzyka. Niemożnością zatem było wyjść na tzw ludzi. Geny dały asumpt, stały się podwaliną do bycia jednym z tych, krótko acz burzliwie żyjących, intelektualnych meneli. Trudno? Trudno... Nie wiń mnie za to kochanie. Ja naprawdę stałem się innym człowiekiem... Z tym że on też jest intelektualnym menelem.

Stylowa jadłodajnia. Lunch. Plamię poranną prasę aromatyczną kawą. Dookoła gwar, kwadratowe szczęki, kwadratowe zdania. Gdzieniegdzie, rozrzucone po przestronnej sali, spore ilości wapna i plastiku. Jest i "biznesmen" w garniturze za czterysta złotych. No nic. Zawieszam mętny - ale coraz bardziej obecny - wzrok na literkach, kurwa, environment rani moje uszy, obraża uczucia religijne i wysysa dopaminę... Wszystko to, robi jednocześnie, jakby synergicznie...

Następnego dnia zapraszam więc tzw towarzystwo. Towarzystwo w liczbie pojedynczej i rodzaju żeńskiego. Śliczna buźka, ciekawy życiorys, lekka nadwaga. Posiadanie waginy, wbrew pozorom, nie jest tu warunkiem koniecznym. Raz do roku to i outsider potrzebuje kogoś do szklanki czy konwersacji - nawet na trotuarowym poziomie. Anyway, znajomi którzy nóg golić nie zwykli - przeważnie pracują bądź leczą kaca. Ewentualnie pracują bądź leczą kaca tysiąc pięćset kilometrów stąd. Niemniej jednak, zapraszanie mężczyzn na lunch, czy do kina to hmmm, powiedzmy...lekka brawura. Stąd naturalnie wybór pada na płeć piękną. Tyle w kwestii tutorialu.

Podnoszę się z łóżka tradycyjnie ciężko i bez większych chęci do życia. Na cyferblacie jest już po trzeciej, więc we wspomnianym lunchu rozsmakowujemy się wczesnym wieczorem. Siedzimy schludnie ubrani, niechlujnie oparci, lekko rozentuzjazmowani. Mówimy o jednym - myślimy o dwóch zupełnie innych rzeczach. Klasyka gatunku. Przechodzi mi przez głowę myśl o śniadaniu u niej... Szybko gdzieś jednak ulatuje, bo czuję w nawet trzewiach że dziś pisać będę do bladego świtu. Nawet nie mam gumek. W kieszonce na kondomy wyciera się klucz i tabletki na pompkę... - z tym że tą ulokowaną w klatce piersiowej... Uśmiecham się. Po chwili szofer, przyodziany w skórzaną kamizelkę (a la błękitna ostryga na ostro) i staropolski wąs, zalicza dwa adresy. W epilogu dopamina wraca na optymalny poziom. No big deal.

Pozornie.

Dni kilka później otrzymuję wiadomość od pewnej niewiasty. Zawierającą na powyższą wieczerzę spostrzeżeń kilka. A właściwie jedno. Jak, proszę ja ciebie, można zaprosić kobietę na konsumpcję w porze wieczornej i nie skonsumować jej, zupełnie jak ten kawał mięsa na przepastnym talerzu? Kobieta ów, poczuła się nie-do-wartościowana w swym nie-wy-korzystaniu. Ciekawa uwaga, naprawdę, wniosła wiele wartościowych treści...

Gdyby więc miało miejsce (a miało nie raz) alternatywne zakończenie tej opowiastki, i zrobiłbym jej 'forsowanie Odry Wałem Pomorskim', to zapewne usłyszałbym (i usłyszałem nie raz) o melodramatycznych skutkach wykorzystania tegoż.

Można pisać, pisać, pisać...

Lubię słuchać ciszę.



Peace!




2011.01.07 03:31:51
link
komentarz (3)


"Mama powiedziała mi, że każdy ma swojego anioła i będzie go miał..." Żar parzy w palce, używki nie spełniają pokładanych w nich nadziei, pora więc spać.


Peace!


Dżem "Niewinni i ja"


2011.01.03 01:36:28
link
komentarz (10)

Nie wiem. Zaparz mi kawy.


Peace!


2011.01.01 01:29:59
link
komentarz (2)

Życzę sobie, by w nowym roku ukończyć to, co niedokończone. Wydawca chrząka już wymownie, a ja zmieniam ten atawistyczny prolog jak stany świadomości, leżąc jednocześnie na plecach i gubiąc piątki w doskoku. Życzę sobie również by jedna taka mnie kochała. Ewentualnie życzę sobie by jedna taka zniknęła. Bez słów. Po angielsku. W moim stylu. Może przynajmniej tego się od wuja chuja naszyńskiego nauczyła.


Peace!


2010.12.30 15:05:19
link
komentarz (5)

"Idę przez ulicę, i wiesz, to jest autentyk
niejedna chciałaby mi umyć plecy, dmuchnąć w wentyl
może być w chuj sexy, mimo tego, wierz mi
tylko z żoną płynę gondolą po Wenecji..."


Taaa


Peace!


2010.12.29 01:28:22
link
komentarz (6)

"(...) jeżeli ciebie będą zabijać, nie skowycz i nie płacz. Tego ci nie wybaczą. Uśmiechaj się, gdy będą cię zabijać. (...) Tym się unieśmiertelnisz. Tak czy owak każdy z nas prędzej czy później zdechnie. Zdychaj jak człowiek. Zdychaj z godnością..."

Suworow to dla mnie cynik roku. Mego czytelniczego roku.


Najlepszy prezent świąteczny zrobiłem sobie sam. Dobiłem do trzystu czarnych płyt i nabyłem drugi gramofon (do teraz nie wiem po co). Anyway, kwadrat zapierdolony mam płytami, książkami i dobrymi papierochami. A Ty..., mogłaś w nim ze mną przebiedować, zamiast życzyć mi - na pocztówce nie wiadomo skąd - wiadomo co...


Peace!

Lady Pank "Kryzysowa narzeczona"


2010.12.23 19:30:39
link
komentarz (7)




Zbliża się wielkimi krokami Christmas episode of Psycho Dad. "He's a durn good pal, but he hate the law. Choppin' reno to eat it raw. Psycho daaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaad!..." ;> Taaa... Wszechogarniającego, transcendentnego chilloutu życzę ;)


Zaskoczył mnie LP Stasiaka. Bardzo pozytywna płytka. Miła odmiana od storytellingów pełnych przestrzelania wielokrotnie przestrzelonych, delikatnej gangsterki i zza kabinowej napinki. Polecam.


Peace!


Stasiak "Księżniczki"


2010.12.22 17:07:20
link
komentarz (6)




Wjazd, z Bananowym Songiem na dzień dobry, wywala z pepegów i urywa wąsy jednocześnie. Coś niesamowitego. Czarny szlak, tylko dla zawodowców, bo uderzenie złotych lat osiemdziesiątych jest tak potężne, że można sobie, na ścieżkach tych dźwięków, nogi połamać. Mocna rzecz. Tylko dla koneserów, amatorów płynu do spryskiwaczy i fanów odmiennych stanów świadomości. Dziewięć na dziesięć. W mojej - w sposób oczywisty - spaczonej skali, nie mniej spaczonego, krótkim acz burzliwym życie, gustu muzycznego.


Btw. Kobiety nie wytrzymałyby tygodnia bez nowego wafla. Fakt niezaprzeczalny. Słab(sz)a zatem jest to płeć, bądź ominęło mnie coś, co nie ugięło się przed ewolucją i stale determinuje nagromadzanie się zasobów naturalizmu w każdym z nas. Tertium non datur.


Peace!


2010.12.21 18:58:34
link
komentarz (11)

Stare dwudziestofuntówki wyleciały z obiegu, się dowiedziałem (kurwa! jak to to tak?!). Z tej okazji nie miałem funduszy na lunch, w jadłodajni gdzie strawę serwuje śliczna kelnereczka. Innych problemów nie odnotowałem w raptularzyku mym z tyłu głowy.


Peace!


Numer na dziś?

http://www.youtube.com/watch?v=lQlIhraqL7o

Usta Dżesiki sprawiają że ledwo mieszczę się w slipy.




2010.12.19 20:46:43
link
komentarz (8)

Gram w pokera w necie. Słuchając przy tym Prousta w audiobooku i waląc tytoń na przemian z earl grey'em. Bywało ze mną lepiej czyli. Nie wiem czego w tej chwili tak na prawdę potrzebuję. Rzucić się na kojo, rozerwać marynarkę na podrzędnej zabawie, czy kupić jej jakąś kolię w Galway?


Peace!


2010.12.18 21:31:43
link
komentarz (0)

Osobisty doktor house - "Pański tryb życia to na dłuższą metę pewna śmierć."

Nashynsky - "Każda śmierć jest pewna..."

...



Między mega wygodnym fotelem a ultra stylową drewnianą podłogą - wszystko po staremu. ;>



Peace!





2010.12.17 13:23:58
link
komentarz (2)




Taaaa... Do czarnych płyt, które widać na załączonym obrazku, dodaj melancholię, Dallmayr'a i dobre papierosy, a uzyskasz chillout ostateczny i wrotki odpięte tak, że przed użyciem schodów skontaktuj się z lekarzem ostatniego kontaktu, gdyż niewłaściwe stosowanie odpiętych wrotek poważnie ingeruje w żywotne interesy twojego organizmu. Rzeczywistość za oknem stała się dla mnie dość odległym bytem równoległym i robię ją w trąbkę, zupełnie jak ten gość z lewego dolnego rogu załączonego obrazka.



Peace!


2010.12.16 03:10:44
link
komentarz (5)

Podkusiło mnie, coś trudnego do sprecyzowania, by obejrzeć sagę o bladym gościu, gustującym we flanelowych, niemodnych i na wpół żenujących koszulach. Zakochującym się w pewnej niepozornej - choć niewątpliwie mającej coś w sobie - gyal. Lejtmotywem wbrew pozorom był jest seks, tylko czerwonkawa ciecz pospołu z łamaniem podstawowych praw fizyki. Anyway, czuję się po tym jak po kiepskim drylowaniu małży, gdy siedzę na skraju łóżka, zaciągam się leniwie płynącym dymem i prześladuje mnie refleksja - po co to wszystko było?


Btw, pierwszy winyl Perfectu po prostu mistrz. Mistrz! vinyLove.


Peace!


2010.12.14 00:27:09
link
komentarz (38)

Cienkie szło, kruchy lód i kurwa mać...jest śliczna.


Peace!


2010.12.12 07:09:43
link
komentarz (5)

(...) Ocenzurowano w interesie młodego Nashynskiego, syna starego Nashynskiego.



Peace!


2010.12.11 07:07:35
link
komentarz (3)




Sky's the limit, right? ;)



Peace!


Czesław Niemen "Wspomnienie"

Rozczula mnie ten numer niesamowicie... ;>


2010.12.08 07:36:49
link
komentarz (19)

Ułożyłem niestarannie włosy, ogoliłem się (i to tak jak lubisz), skropiłem perfumami o zapachu whisky i skórzanej tapicerki dumy amerykańskiej aeronautyki. Z garderoby wyjąłem nienagannie zmięty, wpadający w deseń lazurowego wybrzeża garnitur (podkreślający kolor oczu - wiesz o tym bejbe). Dobrałem białą jak kolumbijski śnieg i ultra czystą koszulę. Zestaw ten doprawiłem srebrnymi dodatkami, w skład których wchodziły świecidełka takie jak; spinki do mankietów, kajdan czasomierza, klamra paska i kajdan z krucyfiksem. Całość domknęły buty typu oxford - choć bez przesadnego entuzjazmu. Niemniej jednak przygotowania do akcji pod arsenałem dobrnęły do szczęśliwego finału i pół godziny później stałem już pod drzwiami z numerem 69, by niczym andaluzyjski pies zbierać nosem vibes'y - których słowami opisać nie sposób. Z pietyzmem przyciętymi paznokciami zastukałem lekko w politurę - dość stylowych muszę przyznać - drzwi. Zgrzyt ruchomych części zamka zwiastował natężenie vibes'ów, intensywnego w swojej lekkości zapachu i kojąco cichych kroków - stóp zdecydowanie poniżej rozmiaru czterdziestego. Niewiasta ów, lekko uchyliła drzwi, jakby bała się że ta niczym nie skrępowana feria kolorów jej niebanalnie urządzonego apartamentu gdzieś uleci. Po przekroczeniu progu i czołowym zderzeniu z transcendentną energią - będącą swoistą fuzją zapachów, hormonów i barw - krótką chwilę próbowałem poskładać z cząsteczek molekularnych zastany tam obraz. Czerń Victoria's Secret, alabastrowa skóra, pełne i lekko rozchylone usta, biel idealnie równych zębów porównywalna tylko z tą na Himalayan Peaks w Nepalu...Nie padły zbędne słowa. Tylko metafizyka, wypełniająca przestrzeń między nami, miała prawo głosu. Wtapiając się w niesamowicie miękki, w kolorze kwitnącej magnolii dywan. Podszedłem, centymetr po centymetrze, prowadzony jej hipnotycznym wzrokiem. Po czym delikatnie uniosłem kształtny i jędrny biust, spowity czernią i koronkami które otwierały coraz to nowsze połączenia neuronów w moim mózgu - prosto i metodycznie, niczym kolejne bramki w metrze. W pełni naturalne piersi opadły na moje spracowane - acz dostatecznie zadbane - dłonie, powodując, z pomocą podstawowych praw fizyki, przyjemne uczucie "posiadania" ich na wyłączność. Uczucia jakże odmiennego od doświadczanych na sylikonowym biuście. Biuście który nie poddaje się tak łatwo grawitacji, nie układa idealnie w dłoni, a wręcz przeciwnie - stoi twardo, jak nasza husaria w siedemnastym wieku...Gdy dygresja ta, ucichła już na dobre, zmysł dotyku osiągnął pełną skalę, a klimatyzacja nie nadążała z filtrowaniem skumulowanej pod sufitem najczystszej, transcendentnej energii - odwróciłem się na pięcie, odpaliłem papierosa i obrałem trajektorię na drzwi wyjściowe.


Historia ta, jest kurwa niczym innym jak tylko alegorią "łaskawości" i "wspaniałomyślności" doktora House'a mego nt dozwolonej dawki alkoholu, która oscyluje wokół jednego drinka... Kurwa, mówiłem ci już jak nienawidzę półśrodków? Jeden drink i do domu...heh


Peace!



2010.12.07 00:50:02
link
komentarz (7)




vinyLove. Klasycznie dziś.




Peace!


2010.12.06 02:46:52
link
komentarz (4)




Lato! albo ktoś dostanie w lampe!

Nie mam zamiaru smarować się łojem, upokarzać kalesonami, czapką-uszatką i rękawiczkami na sznurku. Ujebanych t-shirtów, dresów 100%bawełna, wyrobów tytoniowych, earl grey'a, muzyki, filmów i książek zapas mam do wiosny. Z zimą grać zamiar mam na tzw zwłokę - udawać martwego czyli (ewentualnie oczami będę ruszał). The die has been cast! A Ty, mogłaś przebujać się ze mną, przez tę nieludzką porę, między łóżkiem a stylowym fotelem. Zamiast na pocztówce nie wiadomo skąd...





Peace!


2010.12.03 06:42:54
link
komentarz (6)

Dziś, gdy patrzę na to z ultra dystansu, dochodzę do wniosku że najbardziej zmierziło mnie...że oddała mi nie moją szczoteczkę do zębów. Kwestia ta, wciąż zbija mnie z pantałyku, choć emocje wygasły wannę wódki i pół tira papierosów temu.


Peace!


2010.12.02 06:53:57
link
komentarz (5)

Moje nazwisko Nashynsky. Trochę niedomagam psychicznie, chciałbym się zapisać... ;>


2010.12.01 03:27:34
link
komentarz (12)

Spekulacje walutowe rządzą się prawami podobnymi do tych u buka. Rano tzw prasówka, czyli do pierwszej kawy przeglądasz pięćdziesiąt stron. Łamiesz sobie zęby na globalno-polityczno-ekonomicznej angielszczyźnie. W konsekwencji i tak nie wyłapujesz, nie przewidujesz i nie ogarniasz wszystkiego. Podobnie jak w futbolu. Nigdy nie wiesz czy piłkarzyk akurat w przededniu zawodów poważniej nie popił. Nie przewidzisz również, że w trakcie meczu nadleci wielki ptak i porwie piłkę, etc. Czasem myślisz - gdzieś tak w połowie papierosa - że jesteś kurwa kretyn...Ponoć, jak osioł myli się dwa razy to idzie na salami. Mocna rzecz, ale jak to się zwykło mawiać - najłatwiej to pójść na kasę do dyskontu spożywczego.

Obiektywnie rzecz ujmując - dość krótko szlifuję ziemski padół. Nie byłem w Nowym Jorku, więc według ich standardów po prostu nie żyję. Nie czytam bestsellerów, bo zazwyczaj opisują świat którego nie ma - mimo iż fantastyką nie są. Nie wiem jak smakuje pizza w Neapolu, seks w oceanie i mojito w Miami. Wiem natomiast jedno; każdy patyk zarobiony siedząc w stylowym fotelu, przyodziany w szlafrok w szkocką kratę i z dobrym rulonem na wargach - liczy się potrójnie. Amen.


Peace!


2010.11.30 06:17:00
link
komentarz (11)

Ciężko wyławia się ciekawe - fascynujące wręcz - wątki z książek wydanych przed '89. Pisarze - tudzież ich pryncypały z partyjnego rozdania - nie byliby sobą, gdyby co kilka stron nie powiesili jakiegoś mocno nieświeżego psa na sanacyjnym rządzie - which was my favorite government btw. Anyway, opis procesu Forstera, elementy jego biografii, masa dokumentów, dowodów sądowych, relacji świadków etc. przytłoczyła, mocno wkurwiła i zdegustowała zarazem realizmem. Niemniej jednak jest to książka z happy endem, bo w finale wyhuśtaliśmy głównego bohatera na szubienicy. Fair enough.


Wczoraj nad ranem, gdy kurzyłem ostatniego szluga, radiowa Trójka podała że Leslie Nielsen się zawinął - nieśmiertelny Frank Drebin nie żyje czyli...Impuls ten był asumptem do wprowadzenia, w moim wewnątrz mózgowym parlamencie, konstytucji nihil novi - co w wolnym tłumaczeniu brzmiało; ni chuj nic nowego. Postanowiłem więc, po uprzednim nakarmieniu wiewiórki, przespać cały poniedziałek i wstać na krótko przed Gran Derbi Europa. Proste plany są najlepsze, czyli dokładnie takie jak gra Dumy Katalonii.


Peace!





2010.11.28 23:41:16
link
komentarz (7)

Czarni grali tak pięknie, że sam nashinson prawie płakał ze szczęścia ;>


Peace!

John Murphy "Sunshine" (Adagio In D Minor)


2010.11.27 06:26:05
link
komentarz (2)

Wyobraź sobie myśliwych, mających pod swoją kuratelą wielkie połacie lasów. Myśliwi ci, kontrolują każdy aspekt życia na tym obszarze. Kontrolują prokreację, przyrost naturalny, harmonię międzygatunkową, rozprzestrzenianie się chorób, żywność, źródła wody pitnej etc. Robią to, bo czują się ponad intelektem każdego jednego czworonożnego sierściucha. Przychodzi im to lekko ponieważ przekonani są że wykonują kawał dobrej roboty. Czują się namaszczeni. Nawet jeśli wiąże się to bezpośrednio z regularną eliminacją pewnej części populacji - są w stanie wytłumaczyć to lakonicznym tekstem pełnym myśliwskiej nomenklatury. Taki mały leśny matrix.


Tak się właśnie czuję. Jakbym znajdował się w samym środku tego lasu, w małym drewnianym domku na drzewie. Otoczony "namaszczonymi" i "ultra inteligentnymi" uzurpatorami.


Peace!


2010.11.25 06:51:51
link
komentarz (5)

Życie średnio się układa. Szlugi drożeją, przelewy spóźniają. Tylko bezsenność wciąż suka ta sama.


Peace!


Dżem "Modlitwa III pozwól mi"


2010.11.24 05:53:42
link
komentarz (4)

Tego typu doświadczenia - które zdają się być powiedzmy aaaa...połączeniem twórczości Aronofsky'ego z obrazami Witkacego - porównywać zwykłem z płatkami śniegu. Nie sposób dostrzec choćby dwóch identycznych ale mają jedną cechę wspólną - przenikliwy chłód. Coś jakby ciekły azot sukcesywnie wypełniający trzewia. Zapewniający niezapomniane wrażenia dopóki oddychasz. "Co cię nie zabiję to cię wzmocni"? Taaa... Od momentu gdy zdałem sobie sprawę, że z matką nie stanowimy już jednego organizmu - czyli mniej więcej wtedy gdy przestałem chodzić z drabinką na truskawki i otrzymałem świadomość z pełnym jej wyposażeniem - wiedziałem że to nieprawda. To powiedzenie tak nie działa - by nie powiedzieć - w ogóle nie działa. Przynajmniej w doświadczeniach z tej półki. Niemniej jednak musi być w tym jakiś głębszy sens. - Fair enough - pomyślałem.


Peace!


2010.11.23 02:18:35
link
komentarz (5)

Nierówną walkę na argumenty słowne kończyć zwykłem fikcją literacką podlaną (nie)stosownym wulgaryzmem. Dziś padło na; "Trochę szacunku! Byłem w Bejrucie dziwko!..." Tym oto sposobem kontrargument - niezależnie od stopnia bliskości relacji - nie padnie wystarczająco długo. Za dużo czasu zajmie adwersarzowi komunikacja między lewą a prawą półkulą mózgową, w poszukiwaniu związku przyczynowo skutkowego. Cóż, jestem głupi ale nie jestem idiotą ;>


Peace!


2010.11.21 01:06:14
link
komentarz (9)

Gdybym był megalomanem, napisałbym że nashynsky znów miał ten nieobecny wzrok...Ale nie jestem megalomanem - więc nie napiszę.


Peace!


2010.11.19 05:23:22
link
komentarz (14)

Nadrobiłem zaległości kinowe. Cytując zatem klasyka tegoż rodzaju sztuki; "Bida i rozczarowanie. Beznadzieja i starość pariasa...". Godnym polecenia wydaje się być tylko "Repo men". Ciekawa - w swoim anturażu science fiction - alegoria do rzeczywistego kryzysu na rynku nieruchomości (albo tak mi się wydaje) i zaskakujące zakończenie. Anyway, czerstwe coś te świeżynki...Gdzież im do klasyki? Klasyki jak "A bridge too far" ? Uwielbiam. Uwielbiam gdy Gene Hackman, przyodziany w MONowski beret, i w polski wąs, mówi; "Śnur! śnur!..." Uwielbiam jego attitude w tym filmie. Taki typowo polski mistrz ciętej riposty, w dodatku mądrzejszy od telewizora. Uwielbiam. Plus dziesięć do dumy narodowej i solidna piątka do entertainmentu. A epilog "Carlito's way"? Soundtrack w "Scarface"? Garnitury De Niro w "Casino"? Dialogi w "Pulp fiction"? Filozof i poeta w "Rejsie" ? Kuuurwa...



Peace!


2010.11.17 21:09:02
link
komentarz (5)

Łaskaw byłem otworzyć oczy przed szesnastą. Rzucić kilka wulgaryzmów w niesprecyzowanym kierunku - w dodatku dźwięcznych jak kaszel anemika. Po czym przemazać się delikatnie do domowego "Klubu książki i wielkiego palenia", gdzie czekała już zerkająca zza ramienia Pola Negri. Przełamawszy poranny naturalizm, ciężkostrawne myśli odnośnie prozy życia, rozpoczął się karkołomny proces wyizolowywania kwarków z protonów i neutronów otaczających jądro atomu egzystencjalnych problemów. Podjąłem to wyzwanie, mimo iż wyjebali mnie (mnie!) z trzech koledżów (choć akurat w moim przypadku winą obarczałbym dobre alkohole, złe kobiety i zdrowy leczniczy sen). Anyway, oficjalna nauka głosi, że za 5 miliardów lat słoneczko zużyje zapasy wodoru. Rozpocznie to operację o kryptonimie "Czerwony olbrzym". Mocny kryptonim - bo i konsekwencje nieliche. Mianowicie, ziemia nasza kochana spali się na popiół...Św Jan pisał coś w ten deseń już jakieś dwa tysiące lat temu...Inni głoszą podobną treść, opierając się z kolei na surrealistycznych, tudzież konspiracyjnych przesłankach....Reasumując - Czemu jedni są popierdoleni a drudzy światli i wykształceni skoro wieszczą z grubsza to samo? Hmmm



Peace!


2010.11.17 01:54:07
link
komentarz (12)

Po przespaniu nieznacznej części nocy i znacznej części poranka, dochodzi w łóżku mym - stylowym skądinąd - do stałego punktu programu, tudzież symbolicznego rytuału (i nie chodzi tu bynajmniej o kręcenie śmigłem - co pragnę z tego miejsca gorąco podkreślić i zaznaczyć). Rytuał ten, polega na podświadomym sięganiu po rewolwer spoczywający lekko pod poduszką. Gładząc następnie opuszkami palców jego grawerowaną przygłupimi insygniami rękojeść, wkładam jedną kulę z wymowną inskrypcją; "Wstanę dziś przed południem i zrobię coś konstruktywnego". Zamaszystym ruchem kręcę bębenkiem i przykładam srebrną lufę do skroni. Pociągam za cyngiel i...od kilkuset dni zawsze wypada na pustą komorę - więc śpię dalej. Męczy mnie już ten swoisty 'tryumf anarchii nad tyranią'. Być może tą wczesnoporanną paranoją uosabiam powiedzenie że "Rewolucja zjada własne dzieci". Rewolucja, która może nie wpierdoliła mnie jeszcze z butami - ale nadgryźć dość poważnie już zdążyła. Co nie znaczy oczywiście że flanelowe koszule zasilą mą garderobę, a staropolski wąs uszlachetni zafrasowane lico. Ten rodzaj brawury akurat jest mi obcy. Coś jednak permanentnie uwiera w boku...


Wybacz mi ten impertynencki ton. Po prostu od dziesięciu miesięcy nie siadam do gry. Nie piję znaczy się - tudzież nie otwieram drzwi papierosem. Wizja definitywnego odłożenia łyżki zajrzała w moje błękitne oczęta. No excuses. W przeciwnym razie dalej..."Elvis, Sedaka, Speedy Gonzales albo Diana. Pod paltem wino a w ręku kwiaty, wieczór, Bambino i Ty..." ;> Anyway, jednak nie ma takich kredytów których nie trzeba spłacać. Wszystko wraca, jak przyrząd tego śniadego gościa z Australii. Trudno? Trudno...Nastanie któregoś pięknego dnia nowe rozdanie i w tej materii.A wtedy...klękajcie narody ;>



Peace!


2010.11.15 04:14:19
link
komentarz (10)

Today was a good day. Za samopoczuciem tym niesamowitym stoi splot nieprawdopodobnych wydarzeń i połowa tablicy Mendelejewa - co rzecz jasna resztki przyzwoitości każą mi zawoalować. Niemniej jednak fakt ten wart jest odnotowania w raptularzu, gdyż mam skłonności do zapominania tego rodzaju alchemii. Ulga...


Btw, poniedziałkowy rozkład jazdy rentiera takiego jak ja, określa pewne słowo, zaczerpnięte wprost z pięknej kastylijskiej mowy, mianowicie - NADA ;)


Peace!


Boston "More than a feeling"


2010.11.12 16:54:42
link
komentarz (4)

Koniec tygodnia w konwencji - Panie, kurwa, moja marynarka panie. Totalne wyluzowanie i śniadania o siedemnastej. Życie jest proste. Buziaczki.


Peace!


Fokus "Lament"

Bardzo dobry tekst. Bardzo!


2010.11.11 03:36:44
link
komentarz (12)

Piszę, bo ponoć muszę zarobić na swój zus. Hmmm, w sumie ani przez chwilę nie pomyślałem że gra toczy się o emeryturę. Słodki Boże mój..., daj mi chociaż pięćdziesiątki na odpiętych wrotkach dożyć...Anyway, życie ubogiego rentiera to klawe życie. Wyginką ostateczną zdaje się być jednak wymazanie epitetu "ubogi" i pozostawienie w użyciu samego słówka "rentier". Zczekałtuję to osobiście. Obiecuję. Wróćmy jednak do meritum. W tzw majątku rodzinnym znajduje się kancelaria prawna w stolicy, która połapie co trzeba od strony formalnej etc, - więc luz. Pomysł również łaskaw był się wreszcie wykrystalizować. Niemniej jednak...piszę, skreślam, piszę od nowa, odchodzę od koncepcji, wracam do koncepcji, piszę, skreślam, więc znów piszę od nowa. I nie mogę skończyć! - a dla mężczyzny to przecież dramat ;> Coś w deseń seksu po seksie, gdy musisz uprawiać seks po seksie - tak aby nie wydało się że jest to seks po seksie. Strasznie zagmatwane bywa czasem życie. Strasznie ;>


11 listopadowy akapit bonusowy;

Dziękuję przodkom mym, z jajami jak kokosy, za to że pisać mogę w ojczystym, świszczącym języku. Zanurzony w stylowym fotelu, z dobrym papierochem na wargach i w wolnym kraju.


Peace!


2010.11.06 06:14:30
link
komentarz (3)

Oceniając ją, byłem może niesprawiedliwy...Może, ale nie mam togi, kajdana z orłem i nie biorę za to pieniędzy. Palec wskazujący w górę i "We are not the same, I am a martian..." jak The Game na klipie. Nie porywam się zbyt często na obiektywizm bo to moje karty są na stole. Nikt za mnie krwią pluć nie będzie.



Peace!


Deobson "W tym mieście"

"W sumie to forsy poszło tyle, zdrowia poszło więcej, był ostry sztylet w ręce i notorycznie zimne serce..."


2010.11.05 02:30:05
link
komentarz (4)

Kiedyś już pisałem że Poznań poza dobrymi dupami dysponuje również dobrym futbolem o!


Kurwa, czek niespodziewanie wyskoczył z daty jak diabeł z pudełka. Wkurwiam się jak Małolat na singlu. Choć z drugiej strony, embargo - na to co serwuje pewna destylarnia w Kentucky - pewnie i tak potrwa do nowego roku, więc w gruncie rzeczy wkurwienie połowiczne. Anyway, przepierdolić zdążyłem już - w mniej lub bardziej głupi sposób - kwadrat, gablotę i psa. Tym samym dochodzę do konkluzji; po co właściwie jest mi potrzebna tzw żona. Właśnie po to. Chodzący organizer, pokryty delikatną i miłą w dotyku skórą. Organizer który podreguluje sferę mojego życia którą śmiało nazwać można prozą życia i jeszcze kanapki jakieś zrobi przy okazji. Właśnie tak. Właśnie tak. Spanie po piętnaście godzin na dobę to jednak kosztowny sport. Bez kitu.


Peace!