sarah // odwiedzony 136534 razy // [technics1200 szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (856 sztuk)
19:44 / 20.01.2006
link
komentarz (1)
Dla tych co nie wiedza, przenioslam sie na
futrzak.wordpress.com
21:05 / 26.12.2005
link
komentarz (2)
Te swieta

byly inne niz wszystkie. Bez pospiechu, bez wymagan, bez przygotowan,
bez zadnej rodziny. Ja i A. i jej byly maz.

W sobote kupilam 2 rodzaje ryby i jakies tam dodatki. A. ugotowala ziemniaki, marchewke i zrobila salate. Ja smazylam ryby. Wszystko szybko, bezbolesnie, tak jak nam pasuje, a jak nie wyjdzie to tez dobrze.
Duzo rozmow podlanych winem, zero koled choinki i innych takich,
za to duzo filmow i muzyki dokladnie takiej, na jaka mialysmy ochote.
Wylegiwanie sie w lozku do poludnia, czytanie ksiazki i absolutny
brak koniecznosci robienia czegokolwiek.

Tradycyjne swieta coz.... czasami bywaja mile, ale jesli maja byc okupione
mordega pogoni za prezentami, mycia, sprztania, kupowania, pogoni za choinkami - to ja dziekuje.

Spokoj zagoscil w mej duszy... jedynie as zburzyl go z lekka przysylajac zyczenia swiateczne po swietach i mowiac, ze jest myslami przy mnie.

Ja nie jestem przy nim ani myslami ani niczym innym.
20:19 / 22.12.2005
link
komentarz (4)
Wczoraj

nakupowalismy sie z T. jego ekwipunku, ze oj.
Najpierw obiad (uwielbiam sashimi i niefiltrowana sake :) a potem moja chalupa zeby mogl sobie obejrzec sprzet i porownac.

I wmieklismy. Tj. ja mialam naprawde mocne postanowienie jechac na te zakupy, ale.... rzucilo sie na mnie chlopie i dopiero po dwoch godzinach z lozka wyszlismy.
Ze juz zas wpol do jedenastej wieczorem bylo,
to zostalo przelozone na jutro i - jak stwierdzil T. - jutro to on idzie SAM bo inaczej nic z tego nie wyjdzie.

Ding...[tu prosze sobie wyobrazic mnie z mina niewinnego aniolka i przepiekna rozowiutka aureolka nad glowa. Kto mnie zna to wie, jak kretynski widok to byc moze :)))]

No i tak to.

Sienkiewicz mnie w drugim tomie zajezyl iloscia komplikacji odnosnie Kniaziowny i Skrzetuskiego. Przegina, zaprawde. Zalatuje tanim romansem ten watek i gdyby nie wyborny jezyk, kawal historii tamtego czasu oraz piekne opisy (chociaz dzikich pol to ja jego oczami jednak nie widze...) rzucilabym w kat.
Ale doczytam, zostalo mi juz tylko 200 stron.
05:40 / 21.12.2005
link
komentarz (4)
Zaraz

zaczne skakac na uszach z radosci.
Okazalo sie, ze jednak bedzie nocleg w Tahoe. Za 150 dolarow za noc
udalo mi sie wynajac... dom. Oczywiscie za posrednictwem J. ktory to
popdpytal sie swojej realtorki... a ta znalazla ow deal.
Chalupe mozna obejrzec sobie
tu

Ja w ogole nie wiedzialam, ze tak mozna. Otoz, dom ow jest juz sprzedany, zamkniecie dealu pierwszego stycznia, ale starzy wlasciciele
chca sobie pare groszy jeszcze na tym zarobic i po prostu do czasu
przejecia nieruchomosci przez nowych wlascicieli odnajmuja.

Rewelacja.

Co poza tym. Udalo mi sie wreszcie odzyskac - po 2 latach - pieniadze z SUNa, z ktorymi mi zalegali.
Swego czasu dostalam od nich pismo, ze gdzies tam sie pomylili w wyplacie na moja korzysc i ze sa mi winno tysiac dolarow. Zeby je odzyskac, musze skontaktowac sie z ... nie pozniej niz ...
Tyle, ze pismo owo dostalam juz PO tej dacie. Wydzwanianie do ich dzialu kadr zaowocowalo jedynie lakonicznym stwierdzeniem ze teraz to przepadlo, pieniadze beda odeslane do unclaimed property agency i zebym sie tam z nimi bujala.
owa agencja ma baze danych on-line i od czasu do czasu sprawdzalam, czy moje nazwisko juz tam figuruje. W koncu zapomnialam, bo na boga dwa lata???
Az tu dzis dostaje maila, ze moge sie zglosic po swoje pieniadze - musze tylko wypelnic formularz, uiscic czekiem oplate 50 dolarow i juz.

Nie powiem, calkiem fajny taki prezent na gwiazdke, niespodziewany tysiac dolarow :))) Jak raz bedzie na owa podroz a moze jeszcze i sama sobie jaki prezent kupie...
hm....

01:21 / 21.12.2005
link
komentarz (0)
Jak nie urok,

to sraczka. Zadzwonil wlasnie J. i powiedzial, ze z noclegu za darmo nici, poniewaz albowiem jego mauzonka
przyobiecala juz pokoj swoim znajomym 2 tygodnie temu.

Problem polega na tym, ze w tej chwili nic sie juz zarezerwowac nie da, chyba ze po horrendalnych cenach typu 600 dolarow za noc.
Ci ludzie tutaj w okresie swiat dostaja po prostu wsciku macicy na ulicy.

Mail do T. poslany. Sugeruje (ja) ze w takim razie moze po prostu pojechalibysmy nie na deski, ale pod prad czyli tam, gdzie ten wscik w zimie nie jezdzi - nad ocean.

Narazie sie nie odzywa, jak to on. No nic, jutro mamy sie widziec, to przedyskutujemy.

Przeczytalam sobie to
(dzieki Snufkin) i dochodze do wniosku, ze powinnam sama ze siebie byc dumna.

Bo:

- przyjechalam tutaj w zasadzie nie mowiac po amerykansku, pierwsze 5 miesiecy to byl koszmar i jakos nie zdechlam a przezylam
- zaraz po przyjezdzie rozczarowalam sie mauzonkiem, ktory, jak to w zyciu bywa, okazal sie dupkiem zapatrzonym w czubek swojego aroganckiego nosa
- robote musialam zaczynac od zera i szans na to, zeby robic to, co w Polsce, nie mam.
- nie mialam zadnych przyjaciol i znajomych, ni do kogo geby otworzyc
- mauzonek zdecydowal sie na rozwod i separacje dokladnie w momencie, kiedy ja znalazlam sie bez pracy a w silly valley byl kryzys branzy dotcomow i dziesiatki tysiecy znacznzie lepiej wykwalifikowanych niz ja znalazlo sie na bruku.

Zajelo mi duzo czasu wygrzebanie sie z tego gowna, znalezienie w miare sensownej pracy (no, sensownie platnej, dokladniej rzecz ujmujac) i na powrot odkrycie urokow zycia....

A i tak czasami mi ciezko na duszy.... dobrze, to nie trwa zbyt dlugo. Jakos sobie radze.

19:58 / 20.12.2005
link
komentarz (2)
Sprawy

maja sie calkiem dobrze.
T. zalatwil samochod - po prostu zamieni sie na
ten czas ze swoim wspollokatorem, a ze jezdzi Porche
Boxterem, to wspollokator przystapil do ugody chetnie.
Ja z kolei zalatwilam... darmowy nocleg w South Lake Tahoe.
Oplaca sie czasem pic z odpowiednimi ludzmi :)

Wczoraj ponioslo mnie do Mollys i zaprawde dobry dzien wybralam. Wszyscy starzy wyjadacze przyszli, jako ze
jeden z nich robil pozegnalny wieczor przed wyjazdem
do GB. Pokazal sie tez J. i od slowa do slowa zgadalismy
sie, ze mam problemy ze znalezieniem czegos w rozsadnej cenie w przyszlym tygodniu w Tahoe.
On sie utrzymuje z wynajmu nieruchomosci, w South Lake
ma dom a w tym domu jeden pokoj, ktory specjalnie
trzyma dla znajomych na takie okazje.

Matko, ale sie ucieszylam. Co prawda jeszcze musze zadzwonic do jego zony zeby potwierdzila, ale nie sadze zeby miala cos przeciwko.

O, i jeszcze do domu mnie taksowka odwiozl.

Wszystko jednako ma swoja cene i dlatego dzis chodze po prostu na rzesach....
21:55 / 19.12.2005
link
komentarz (5)
A jednak

snowboard sie chyba odbedzie. T. wlasnie oddzwonil,
zglosil akces na wyjazd dwudniowy.
Wiem juz kiedy, nie wiem nadal gdzie; ma podzwonic
i zobaczyc, co sie jeszcze da zarezerwowac.
Nie wiem tez, czy zmieniac se opony w samochodzie czy nie...

No, ale sprawy posuwaja sie do przodu, nie jest zle.
19:43 / 19.12.2005
link
komentarz (0)
Ponoc

swieta ida, ale ani tego nie czuje, ani sie do czego przymierzam. Skonczy sie pewnie tak, ze z A. zrobimy jakies zarcie i upijemy sie u niej - jako ze jej chlop jedzie do rodziny a ona niezaproszona, takze jest nas dwie samotne.
Moglybysmy sie co prawda wybrac na Wigilie organizowana przez lokalna polonie, ale ani mnie ciagnie w ta strone, ani ja.

Weekend uplynal leniwie i na niczym - bo deszcz ciagle leje i chodzic nigdzie, oprocz Mollys, nie chcialo mi sie. Ot taka kalifornijska zima - deszcz i temperatura ok. 15 st. C w dzien. W sumie, moglo byc gorzej.

W czytaniu Ogniem i Mieczem jestem juz w polowie drugiego tomu i przy tej okazji zdziwilo mnie niezmiernie haslo "Katarzyna Wielka" w Wikipedii. Sprawdzcie sobie. Ja moze w historii specjalnie lotna nie jestem, ale tyle tam peanow na czesc pani carowej i przedstawiona ona, jako i ostatni krol Polski, w wyjatkowo ehm... pozytywnym swietle. Ze niby protektorka naszego kraju???? Ze "car zostal zamordowany" - kiedy wiadomo w zasadzie powszechnie, ze to z jej rozkazu zostal zaciukany...

No dziwne, oj dziwne.

T. odezwal sie w temacie wycieczki snowbordowej i pomysl rzucil taki, ze mie sie odechcialo: robimy jednodniowa wycieczke.
Na chuja z taka wycieczka, co mu zaraz oswiadczylam.
Zeby sie dostac do Tahoe potrzeba co najmniej 4.5 godzin jazdy samochodem, a i to przy zalozeniu ze ruch bedzie niewielki i drogi przejezdne. Trzeba wstac o jakiejs zupelnie chorej godzinie - 4 rano czy cos w tym stylu. Dla mnie oznacza to, ze spac w ogole nie pojde; pare razy dalam sie namowic w przeszlosci na takie wycieczki i odechcialo mi sie. Po dojchaniu na miejsce walnelabym sie najchetniej do wyra, a nie wsadzala nogi w deske. Zadna z tego radosc i przyjemnosc - jeno ciezka walka z wlasnym wyplutym organizmem. A jeszcze po poludniu trzeba wsiac w samochod i przejechac te prawie 200 mil, z czego jedna trzecia przez gory.
No dziekuje bardzo.
Stanowczo powiedzialam wiec nie - na co T. ze moze w takim razie zostaniemy gdzies na noc. Swietnie, tylko rezerwacje trzeba robic JUZ zeby w ogole cokolwiek wolnego uplowoac, a jemu jakos sie nie spieszy.

Rozmowe zakonczylismy bez zadnych specjalnych ustalen, bo on gadal z samochodu a ja z przeproszeniem gowno slyszalam. Oczywiscie pozniej telefonu nie odbieral i jak narazie nie oddzwonil.

Zostaje tez kwestia samochodu. Wychodzi, ze bedziemy jechac moja kojota, co tak srednio mi sie usmiecha. Mam zjechane prawie doszczetnie opony no i to jest automat, wiec do jazdy po sniegu w gorach zainste nadaje sie przecudnie. Nawet z lancuchami na kolach tak srednio bezpiecznie jechac... ale...

as dalej milczy.

Podsumowujac: z poniedzialku doprawdy humor mam przecudny. Az sie rzygac chce.
19:26 / 16.12.2005
link
komentarz (9)
Mam dosc

tego pierdolonego kota. W zeszlym tygodniu nasrala w
kuchni na podloge, potem narzygala na kanape a nastepnie
powtorka ze srania na dywan w salunie.

Pieknie albowiem wykladzina ma koloer jasnobezowy i mozna sobie wyobrazic, jakie teraz sliczniutkie plamy na niej sa.
Miodzio.
Umowilam sie juz z A. pozyczac od niej w weekend maszyne
do prania dywanow, bo za kazdym razem kiedy wzrok moj pada na owe plamy wzbiera mnie na mdlosci.

Ale nic to, nic.. bo dzis kicia jebana kochana
ZNOW NASRALA NA DYWAN.

Wkurwilam sie i nie tknelam nawet malym palcem.
Zaloze sie, ze kiedy przyjde z pracy to gowno bedzie tam
dalej lezec.

Czas myslec o przeprowadzce chyba. Tylko, ze najpierw musze zaplacic podatek, potem znalezc sobie prace na pelen etat a dopiero pozniej - czyli w najlepszym razie za pol roku - moge pomyslec o pozyczce na mieszkanie.

Przez te pol roku ten durny pierdolony kot napewno zdazy juz zasrac wszystko dookola, wlacznie z moim lozkiem.

Zaprawde, mala rzecz, ale tak zycie obrzydza, ze...
06:27 / 16.12.2005
link
komentarz (3)
Odbilo mi juz zupelnie

albowiem oto zabralam sie za czytanie Ogniem i Mieczem - ksiazki, do ktorej swego czasu w liceum i pozniej podchodzilam dobre pare razy i nie moglam zdzierzyc dalej niz do opisu Dzikich Pol...

Tymczasem przez ostatnie 2 godziny zdazylam przeczytac juz jedna piata pierwszego tomu.

Czy to znaczy, ze starosc zagoscila w mej duszy?
21:31 / 14.12.2005
link
komentarz (2)
Ciekawe,

jak Polacy czuliby sie, gdyby np. Rosja nagle stwierdzila:
"Polacy ginacy w gulagach i obozach koncentracyjnych w czasie II wojny swiatowej to mit! Panstwo polskie trzeba zmiesc z mapy Europy albo przeniesc na Alaske!"?

No to teraz zamienmy Polske i Polakow na Izrael i Zydow, a w miejsce Rosji podstawmy iranskiego prezydenta.

Ja sie ich nerwowosci i wscieklosci wcale nie dziwie.
Tez bym sie bala.

Najgorsze jednak w tym wszystkim, ze biernosc ONZ i innych panstw daje przepiekny argument USA w temacie interwencji zbrojnej w Iranie.
Mozna miec tylko nadzieje, ze kolejny prezydent nie bedzie twardoglowym, konserwatywnym idiota przekupionym przez lobby militarne i majacym bezrposrednie prywatne interesy w przemysle naftowym...
20:15 / 14.12.2005
link
komentarz (2)
Knuje

znow, zeby jednak jakis wyjazd miedzyswiateczny sobie
obstalowac.
Usiluje przekonac T. na snowboard... ale opornie idzie.
Bo on nie wie. Bo nie ma sprzetu. Bo musi nowa deske kupic. Bo czym pojedziemy. Bo moze bedzie cos innego robil.
AAA!!!!
Ja pierdole, a mowia ze to kobiety sa wiecznie niezdecydowane????

as sie nie odzywa - zamilkl zupelnie kiedy zapytalam sie
czy juz wie jaki ma schedule tj. kiedy wraca...

Tia....
20:58 / 12.12.2005
link
komentarz (5)
Obsmialam sie

zdrowo z ponizszego tekstu, ktory kolezanka w pracy
rozeslala do ludkow. :)))
Po angielsku, ale nie czuje sie na silach akurat tego tlumaczyc...

--------------------------------------------------
Airline Humor!

After every flight, Qantas pilots fill out a form, called a "gripe
sheet," which tells mechanics about problems with the aircraft. The
mechanics correct the problems, document their repairs on the form, and
then pilots review the gripe sheets before the next flight.

Never let it be said that ground crews lack a sense of humor. Here are
some actual maintenance complaints submitted by Qantas' pilots (marked
with a P) and the solutions recorded (marked with an S) by maintenance
engineers.

By the way, Qantas is the only major airline that has never had an
accident. ...

P: Left inside main tire almost needs replacement.
S: Almost replaced left inside main tire.

P: Test flight OK, except auto-land very rough.
S: Auto-land not installed on this aircraft.

P: Something loose in cockpit.
S: Something tightened in cockpit.

P: Dead bugs on windshield.
S: Live bugs on back-order.

P: Autopilot in altitude-hold mode produces a 200 feet per minute
descent.
S: Cannot reproduce problem on ground.

P: Evidence of leak on right main landing gear.
S: Evidence removed.

P: DME volume unbelievably loud.
S: DME volume set to more believable level.

P: Friction locks cause throttle levers to stick.
S: That's what they're for.

P: IFF inoperative.
S: IFF always inoperative in OFF mode.

P: Suspected crack in windshield.
S: Suspect you're right.

P: Number 3 engine missing.
S: Engine found on right wing after brief search.

P: Aircraft handles funny. (I love this one!)
S: Aircraft warned to straighten up, fly right, and be serious.

P: Target radar hums.
S: Reprogrammed target radar with lyrics.

P: Mouse in cockpit.
S: Cat installed.

And the best one for last.................

P: Noise coming from under
instrument panel. Sounds like a midget pounding on something with a
hammer.
S: Took hammer away from midget
19:53 / 12.12.2005
link
komentarz (2)
I jeszcze

a propos mas i schodzenia na psy. Taki oto serwis
Barb znalazla:
Najpiekniejsze Polki

Patrzta i podziwiajta, rebiata...
19:25 / 12.12.2005
link
komentarz (0)
Bez komentarza

fragment autentycznej rozmowy:

- a czemu masz 'bezrootny informatyk' pod avatarem
- Bo jestem bezrobotnym informatykiem
- firma mojego starego szuka kogos kto zna php
- Nie znam php
- simplus szukal kogos od c++ i javy
- Nie znam c++ ani javy
- a linuxa znasz??
- Nie widziałem na oczy
- CO Z CIEBIE ZA INFORMATYK?!?!
- Inżynier
- to co ty potrafisz?
- Od pół roku sam sie nad tym zastanawiam. A chciałem do woja ale nieee! Starzy sie uparli aby na studia a teraz na mnie krzyczą że nie mam roboty. Ukartowali to od początku
21:34 / 10.12.2005
link
komentarz (3)
W Polsce

rośnie właśnie nowe pokolenie.
Pokolenie, ktore nie wie, kto to byl Mickiewicz, Norwid, Sienkiewicz, Staff,
Kochanowski, Zamoyski...Jagiellonowie, Piastowie, Potop Szwedzki..

Nie znają własnej historii i już-już władanie poprawna polszczyzną im zanika.
Nie wstydzą się tego i nie uważają, żeby warto czas na takie "próżne" nauki spedzać...

Zamieniamy sie w drugie USA, z nich dennym poziomem edukacji dla mas i elitarna, malutka grupką ludzi w miare świadomych jak się ten świat kręci?

Oj. Zle się dzieje w Państwie Polskim....
04:13 / 10.12.2005
link
komentarz (3)
Tekst

moj dzisiejszy do T.:

you are like an Enigma: you take the input and then spit out something
what is not uderstandable for normal people :)))

Tak poza tym to zajebisty sajt K. podrzucił:
tu
19:55 / 09.12.2005
link
komentarz (0)
Smiesznie

jest.
W pracy z instalka oracla, tomcata, jdk se poradzilam. Za to odpadlam przy gownie pod tytulem documentum content server i webdav produkcji przeslawnej firmy EMC. Zaprawde, chlopcy zgarniaja niebotyczna kase za taki kawal syfu i ja sie dziwie, kto za to placi i po jaka cholere???

Zwyklam narzekac na nasz produkt, tia... teraz wydaje mi sie doprawdy szczytem gracji elegancji i jakosci.

No.
Przyszly tydzien zapowiada sie pod haslem "dzwonimy do supportu". Luuuuz a co.

W mojej ulubionej knajpie panowie garna sie do mnie jak pszczoly do miodu.. komplementy prawia - ale co z tego, jak to wszystko nie to....

Nic to, jak mawial Maly Rycerzyk. Bawmy sie, poki zycia i energii starcza bo jutra moze nie byc.
Carpe Diem. Amen :)
05:21 / 08.12.2005
link
komentarz (0)
Czarnowidztwo

dalej we mnie siedzi. No, bo jednak rzeczy nie maja sie tak zle jak to zazwyczaj kraczę.

T. sie odezwal jeszcze tego samego dnia, wiadomosci w ogole nie odebral.. ma taki system, ze zamiast wysluchiwac poczty glosowej to oddzwania. Maila zmilczal i jak zwykle skonczylismy w lozku.
Musze przyznac ze pojetny z niego uczen; moje uwagi odnosnie tego, co moznaby poprawic w seksie, zastosowal prawie w stu procentach...

rano oczywiscie wygladal jak trachniety kon - ja zreszta tez.. ale who cares.

W pracy musialam za to wykazac sie szczytem formy umyslowej:
instalka oracla na win2003 server, ktory to serwer zainstalowany na dell PE 1750, ktora to maszyna na biurku lezy i tak koszmarnie warczy, ze po dwoch godzinach, mimo zatyczek w uszach mozg sie zachowywal jakby go zabeltali w szklance...
I potem to skonfigurowac.
Obecnie jestem na etapie jakarta-tomcat i tego, ze bydle nie chce widziec juz zainstalowanego jdk mimo, ze wpisalam jak wol wlasciwa path w environmental variable. Ktos ma jakies pomysly odnosnie tego?

Ze skryptem smisznie wyszlo, bo kulega z pracy nie byl w stanie stwierdzic, czemu mi cholera nie dziala. Poslalam do instruktora, maila zaczynajacego sie od "poddaje sie. od 3 dni usiluje to zdebugowac i koncept mi sie skonczyl. Czy moglby Pan wskazac, co robie zle? Wiem, ze za to odejmie mi Pan punkty ale juz mi wszystko jedno".

Pan odpisal zeby sprawdzila dwie rzeczy a nastepnie przedluzyl termin o tydzien. No prosze, jaki mily.
19:39 / 06.12.2005
link
komentarz (1)
Ranki

bywaja najlepsze, chociaz zimno jak jasna cholera i
trzese sie przez te kilka sekund pomiedzy wyjsciem z lozka a dopadnieciem wlochatego feece szlafroka. Potem
grzejnik w salunie, lazienka, para i goraca woda i dalej jakos juz leci.
Piekne czyste slonce, ogrzewanie w samochodzie sprawia,
ze na 15 minut zapadam sie w jakas medytacje i umysl
mi gdzies sie wloczy...
Cale szczescie, ze jakas jego czesc zwraca uwage na to, co na drodze i zwykle dojezdzam gdzie musze (czyli do pracy).

Plecy bola ciut mniej, przynajmniej moge egzystowac
w pozycji wyprostowanej jak kij od szczotki. Najchetniej lezalabym caly dzien na czyns twardym, ale nie ma tak dobrze.

Ostatni skrypt wisi i klapie na mnie morda - wczoraj
rzutem na tasme tylko polowe zrobilam, dzis pojde dupe zawracac kuledze niech mi powie reszte...

Poszlabym sie i napila, ale obowiazki najpierw.
T. dostal jadowitego maila o tresci:
"cos ci zmiana mojego postrzegania odnosnie slownosci twojej kiepsko idzie".
Ciekawe, czy cos odpowie. Jesli nie, to ch. mu w d. i zeglujemy dalej.
as sie nie odzywa i tez mu ch. w d.

To zadzwiajace, jak samopoczucie fizyczne rzutuje na dusze. Zaprawde mieli racje Rzymianie twierdzac, ze
"w zdrowym ciele zdrowy duch" ....
05:25 / 06.12.2005
link
komentarz (0)
Tia....

Wkurwia mnie takie smutne pierdolenie, jak na przyklad tutaj:

"Uczestnicy konferencji zastanawiali się też nad tym, jacy powinni być dyrektorzy kolejnej generacji. Sugerowano, że potrzebni będą ludzie o wysokiej inteligencji emocjonalnej i dużej sprawności intelektualnej, wrażliwości kulturowej oraz umiejętności komunikowania się z pracownikami wielonarodowych korporacji. Powszechnie zgodzono się co do tego, że dyrektor musi być wytrwały, mieć żelazne nerwy i głęboko zakorzenione zasady etyczne.

?Dyrektor, który uważa, że jego praca polega jedynie na zarabianiu pieniędzy i przestrzeganiu prawa, nie utrzyma się długo na swoim stanowisku? ? twierdzi Neil Janin."

No to moze mi ktos wytlumaczyc dlaczego wlasnie TACY w USA zarabiaja
kupe szmalu i swieca triumfy?
Odpowiedz jest prosta: bo sprawiaja, ze firma zarabia kupe szmalu.
Ci z duza inteligencja emocjonalna, sprawnoscia intelektualna nie maja niestety wystarczajaco zelaznej dupy, a zasady etyczne to po prostu jakis kiepski zart. Strasznie sie tymi zasadami przejmowalo kierownictwo Enronu na przyklad albo Microsoftu, co? Ze o Wal-Marcie nie wspomne....

BTW: jakby panstwo nie zauwazyli to znow mam kiepski nastroj.
Nie lubie jak mnie ktos w chuja laduje tj. obieca sie skontaktowac a potem cisza; nie lubie jak mnie cos boli tak, ze ciezko sie skupic - w tym wypadku na pracy domowej na jutro, ktora to praca i tak trudna (czytaj moze i latwa ale patrz zdanie wyzej); nie lubie jak mnie telepie z zimna we wlasnej chalupie (czytaj nie wlasna ale ta w ktorej mieszkam); nie lubie jak koncza mi sie fajki akurat wtedy kiedy ma ochote zapalic; nie lubie siedziec w domu 3 dni pod rzad (chociaz i tak nie moge sie ruszac).

I tak dalej. mam nadzieje ze najdalej pojutrze mi przejdzie, bo zwariuje.
22:42 / 04.12.2005
link
komentarz (4)
So-so

Wczoraj zaparlam sie i troche cwiczen porobilam. Efekt: zakwasy w
ramionach, bol w kregoslupie taki ze ledwie siadam.
Zaczyna to byc lekko wkurwiajace i chyba jednak udam sie do lekarza.
Ilez mozna chodzic polamanym???

Sobota spedzona na totalnym siedzeniu w domu - az dziwne, jak na mnie.
Zakupy, obiadek (wegetarianski zeby Wlascicielowspolmieszkaniec tez
mial co zrec), pranie i wreszcie czytanie ksiazki. Rany boskie, zamieniam
sie w grzyba.

Co poza tym. Doszlam do wniosku, ze faktycznie szczyt mozliwosci seksualnych kobiety przypada po trzydziestce. Wszystko jakies takie bardziej intensywne sie robi. Seks z czasow, kiedy mialam dwadziescia pare lat to doprawdy betka w porownaniu z dzisiejszym. Moge wiele razy i dlugo i ciagle mi sie chce. Najlepiej to dwa razy na dzien. Niektorzy panowie wysiadaja - z tego wzgledu najbardziej pasuja mi starsi.. umieja przynajmniej wytrwac rownie dlugo, co ja :)

Eh.
Niepredko jednak sie poseksze (moze za pare dni w najlepszym wypadku) - zostaje poranna masturbacja na otarcie lez :(
04:29 / 03.12.2005
link
komentarz (4)
Slabo mi

sie zrobilo. Rozmawiam sobie via comunikator z panem D.
Opowiada, jak to go zona zle traktuje: wykorzystuje, szasta pieniedzmi
ciezko zarobionymi, uzywa seksu do manipulowania oraz ze musi sie przedd nia ukrywac jak chce wyjsc do knajpy z przyjaciolmi na drinka.

Mowie, ze wcale nie musi na to pozwalac przeciez. Ze co mu zrobi?
W najgorszym razie awanture, bo przeciez sie nie rozwiedzie - musialaby byc ostatnia idiotka, zeby wystapic o rozwod majac ponad piecdziesiatke, nigdy nie pracujac i nie majac zadnych innych zrodel dochodow poza swoim mezem (alimenty w Kalifornii na wspolmauzonka co prawda obowiazuja, ale nikt nie zasądzi wiecej niz 30% pensji).
To co sie boisz? - mowie
- wiesz, po 30 latach malzenstwa to nie takie proste... mamy zobowiazania finansowe, wspolne zycie, przyjaciol, dzieci...
- ile lat maja te Twoje dzieci?
- najstarsze 28, najmlodsze 17...
- to sa dorosli ludzie juz!!!
- ale to jest odpowiedzialnosc, nie moge im tego robic!
- chlopie, o czym my rozmawiamy????? O rozwodzie, czy o tym zebys sie zdobyl na odwage i wyszedl z domu nie pytajac zony o zgode????

Opadlo mi wszystko.
Chcialbym a boje sie. Skad takie pierdoly sie biora???
Zeby to on jeden. Baby tez nie lepsze - klasyczny przyklad to zona alkoholika, ktora pozwala sobie morde obijac ale nie odejdzie.

Nie rozumiem, kurwa nie pojmuje takich ludzi. Niby wiem (wyczytane w mundrych ksiazkach) na czym owe syndromy polegaja.... ale zupelnie nie wyczuwam tego. To dla mnie jak swiat z Marsa.
20:18 / 02.12.2005
link
komentarz (2)
A dzis

musialam oddac samochod do mechanika. Juz przedwczoraj silnik zaczal czkac i przybierac odglosy wydawane zwykle przez czolg, jako i stracil przyspieszenie.

Balam sie, ze nie dojade do pracy. Na szczescie kulega B. z pracy tez mieszka w Mntv i zgodzil sie mnie podwiesc.

Pan mechanik stwierdzil, ze trzeba zrobic serwis standardowy plus wymienic kable do swiec zaplonowych
i powinno byc ok. Jesli wyjdzie cos dodatkowego, to
ma zadzwonic i podac mi cene. Bez zadnych dodatkow kosztowac mnie to ma cos trzysta piecdziesiat dolcow.
No coz. Ostatni serwis mialam prawie rok temu...
czas juz najwyzszy na nastepny.
Samochodzik moge odebrac dzis przed 18.00 i bardzo mie
sie to podoba. Warsztat jest pod nosem, na piechote
moge dojsc z chalupy.

Nie jest zle.
06:25 / 02.12.2005
link
komentarz (0)
Dialog

- Nie umiem sie przelaczyc z pracy na tryb normalny
- bo nosisz wszystkie problemy w sobie, we wlasnej glowie i siedza one tam nawet jak juz opuscisz prace
- dokladnie.
- a da sie po prostu przelaczyc mysli...ja moge, to Ty tez mozesz. Zacznij od robienia rzeczy przyjemnych, ktore odciagna Twoj umysl od problemow w robocie. Nie znam Cie az tak zeby wiedziec, co to bedzie w Twoim wypadku... dla mnie to na przyklad x, y, z.
- no.... wiem o jednej rzeczy ktora dziala zawsze.
- ...?...
- seks z Sarah.
- :))))) no dobra, dzieki, ale musi byc cos jeszcze!
- seks z Sarah
- no ale musi byc cos jeszcze, jak powyzsza mozliwosc z jakichs powodow jest niedostepna. Pomysl.
- seks z Sarah!
- ta..... hm.. to moze zmienimy temat :)
- masz bielizne?
- .. co masz na mysli...?
- no wiesz, seksowna bielizne.
- cos tam mam, a co?
- a mozemy pojsc razem na zakupy?
- jasne, nie ma sprawy...
- wiesz, ja tak naprawde to kupuje dla siebie :) Ty zakladasz, ale caly uzytek i radosc po mojej stronie :)
- e tam nie pierdol, myslisz ze mnie nie podnieca kiedy widze, ze Ty sie podniecasz na moj widok?
- hm....

Ot i mezczyzni.
Wnikliwi czytelnicy tego bloga beda wiedziec o kogo chodzi...
19:26 / 01.12.2005
link
komentarz (1)
A deszcz

pada i pada, chociaz troche dziwnie - bo temperatura
17 st. C i wiatrzysko, ze malo mnie nie zwialo z autostrady po drodze.

Wyciagnelam wczoraj T. z chalupy na winko. Im bardziej
go poznaje, tym blizej mi do niego, ale poniekad
to normalne.
W ksiegarni hichralismy sie na calego, czytajac ustepy z ksiazki zawierajacej horoszkopy seksualne i jakos tak
milo i przytulnie sie zrobilo, szkoda bylo wracac.

Eh.
W pracy bryndzy ciag dalszy, daruje sobie opisy bo
po co sie denerwowac...

Plecy nie chca przestac bolec, cos bede musiala z tym zrobic bo to denerwujace.
05:47 / 30.11.2005
link
komentarz (6)
Jeszcze pociągnijmy

na tę samą nute, skoro w temacie wkurwu. Tem razem bedzie o facetach.

D. wczoraj oświadczył, ze sie we mnie zakochal. Nie no spoko luz
i w ogole ale facet ma zone (chodzil z nia od czasow liceum notabene),
czworke dzieci i jak to stwierdzil rozstanie nie wchodzi w gre raczej
bo ma za duzo zobowiazan. Ale ze - tadadada - oczywiscie liczy
na romans i seks ze mna.

Dzieki wrodzonej kulturze (ha ha) i opanowaniu nie wyjechalam z mordą jeno asertywnie (tak tak lekcja continued) stwierdzilam:
"wiesz, lubie cie ale to by bylo na tyle. Poza tym nie potrzebuje mezczyzny,
ktory juz jest zaangazowany i na dodatek musi sie kryc przed swoja
zazdrosna zona, ktora to zona notabene kreci nim jak chce.
Poza tym jestes troszeczke nie w moim wieku (20 lat starszy), jesli chce miec seks bez zobowiazan to bez problemu moge go miec z facetami
stanu wolnego w moim zakresie wiekowym.

jakos to przelknal i poskamlal "no tak wlasciwie nie moge miec do ciebie pretensji i to calkowicie zrozumiale".
Zaproponowalam ze mozemy sie spotykac na stopie przyjacielskiej.

A teraz, co sobie pomyslalam:
chlopie, z czym kurwa do ludzi???? Szukasz sobie nie dosc ze niezobowiazujacej dupy do lozka, to jeszcze takiej, ktora ma energie
i pociaga cie dlatego, ze ma od ciebie silniejsza osobowosc. A wez spojrz na siebie. Stary dziad, ciamajda ostatnia, ktora daje zonie
soba pomiatac i doic sie jak krowa (zoncia oczywiscie nigdy raczek praca nie splamila bo po co), na dodatek sredniourodny - z czym do ludzi?????

Nie twierdze, ze jestem idealna. Zreszta pan as tez juz "zaangazowany", dziecko ma. ALE ma przynajmniej cos oprocz tego do
zaoferowania. Nie nudze sie z nim i jest piekielnie inteligentny (to mnie wlasnie zgubilo) poza tym bardzo kompatybilny w lozku.

Nie no kurwa no. Skad sie biora tacy???? Czy nie maja lustra i zadnego samokrytycyzmu w sobie??? Niech mi ktos pokaze przecietna kobiete, ktoraby miala TAKIE mniemanie o sobie z TAKIMI walorami.
05:29 / 30.11.2005
link
komentarz (3)
Banda idiotów

po prostu. Zaraportowałam w pracy, jeszcze przed Świętem Indyka, buga
takiego jednego. Nie byle co, bo jeden z modulow naszego produktu
(ten co filtruje caly mail traffic wchodzacy i wychodzacy z serwera, czyli kluczowy) se po prostu zwalal cora z regularnoscia innego programu -
watchdoga - co to probowal robic restart owego modulu co 4 minuty a ten sie wywalal na pysk bo juz jeden process sobie chodzil w tle.

W ten sposob radosnie juz po niecalym dniu dysk mi sie zapelnil tymi
corami. No cud urody miod malina.

I coz z tego wyniklo? Developer odpowiedzialny za ow modul po prostu
lakonicznie stwierdzil ze.... filter daemon se zwala cora bo poprzednia instance nie zostala poprawnie stopnieta. I ze czy to byl upgrade?
W oryginalnym raporcie napisalam wyraznie, ze to byla fresh install z CD.
No nic, dobra.
Coz widze dzis? bug ma zmieniona osobe odpowiedzialna (developera)
a ta nowa osoba odpowiedzialna zaczyna od tego samego.
Zdziebko juz sie wkurwilam i napisalam, ze "3 razy juz wspominalam, w comment number x, y, z ze to NIE byl upgrade. Podalam login info do mojego clustra, zostawilam nietkniety niech sie loguja i debuguja.

Nic, nic, pod koniec dnia: 3 osoba zmienila status na "duplicate" buga, ktory zostal zaraportowany na zupelnie iinaczej skonfigurowanym clustrze i POZNIEJ niz moj.

Szlag mnie trafil. Co na to moj szef? Ze tak, jego tez to denerwuje. Zrobil cos? Nic. Bo pan co napisal ow modul to jest swieta krowa, ktorej ruszyc nie mozna i ktorej pracy rowniez krytykowac nie mozna.
Bo jest idealna, a ze jego program zwala cory to nie jego wina.

Boze. AAA!!!!! Slow mi brak. Same primadonny. Za czasow pracy w Cobalcie takie rzeczy sie nie zdarzaly, bo developery po prostu uwazaly za rzecz niedopuszczalna zeby ich kod wypierdalal caly system na morde. A tu co? Klasyczne odbijanie pileczki zeby tylko nie daj boze nie musiec nic robic. Nedza syf i kila.


09:01 / 29.11.2005
link
komentarz (1)
Robie postepy

w byciu asertywna. W gruncie rzeczy to nie jest takie trudne, jesli
ktos "keeps in mind" prosta konstatacje: kiedy nie bedziesz asertywny,
to predzej czy pozniej wyjdzie ci to bokiem.

Oczywiscie sa rozne rodzaje asertywnosci; co innego ujdzie powiedziec
przyjacielowi i partnerowi, co innego rodzicom a co innego szefowi;
w tym ostatnim wypadku lepiej pewne rzeczy przemilczec - ale jedno jest
pewne - klamanie nie poplaca i predzej czy pozniej kopna nas efekty
w dupe.

Jak sie czlek juz raz przelamie, potem latwo idzie....

"Nie mozna sie bac. Strach zabija dusze"
(w oryginale to bodajze bylo fear is a little killer of the mind czy cos w tym guscie. tak czy siak polskie tlumaczenie nie jest takie zle, jesli wezmie sie pod uwage kontekst...)
02:59 / 29.11.2005
link
komentarz (2)
teoria prysznicowa

Zastanawialiscie sie kiedys, dlaczego porzadne glebokie wanny w usa
sa raczej rzadkoscia, za to wszedzie mozna spotkac prysznice, zwlaszcza
takie z kwadratowym (lub prostokątnym) korytem u dolu?

Ja sie zastanawialam.
Konkluzje stawiam nastepujaca:
Amerykanie sa nacją szalenie praktyczną, pragmatyczną, zapracowana
i zagonioną. Kąpiel w wannie to czysty hedonizm i sama przyjemność, czyli strata czasu. Jesli dodamy do tego chorobliwą skłonność do oszczedzania, to pocóż trwonić pieniądze na coś, co i tak bedzie
przez wiekszosc czasu stało nieużywane?

PS: tylko proszę, nie pytajcie sie mnie kto kupuje te wszystkie schody dla
psow do wchodzenia na lozko, magiczne maszynki przyszywajace guziki i zylion innych zupelnie zbednych rzeczy, a wszystko za 19.99 i oczywiscie oostatnia okazja...
02:45 / 29.11.2005
link
komentarz (0)
A Życie toczy się dalej...

Wczoraj po goracej kapieli ubralam sie jak balwan (rajstopy, spodnie i
ze 3 warstwy ubranek) i poszlam zawalczyc w temacie imprezy urodzinowej wlasnej.
ubior okazal sie niewystarczajacy - no ale jak sie siedzi w tzw. ogrodku na zewnatrz przy temperaturce paru stopni to nie dziwne.
Nie mozna jednak inaczej gdyz to jedyne miejsce w ktorym pozwalaja palic w knajpie...

Tak wiec siedzielismy wszyscy i sie telepali. No ale oj tam.
D. zrobil mi mila niespodzianke kupujac bukiet 15 roz, zostaly dostarczone na prog mojego domu. Dostalam tez kartke (ktora zapomnialam zabrac ze soba wychodzac z knajpy, tia...) a od A. grzane szwedzkie wino.
Wszyscy stawiali mi drinki, tak wiec swiat wydal sie piekny bardzo szybko i nie przeszkadzal mi wcale w grze w bilarda moj spierdolony kregoslup, stan wskazujacy na oraz brak okularow. Nie wiem jak, ale udalo mi sie
nawet wygrac pare razy.
Udalo mi sie tez - rowniez nie wiem jak - naciagnac sobie sciegno w prawej nodze.

Doprawdy, bo tyn kregoslup to jeszcze niewystarczajaco.

I. znowu sle tasiemcowate maile ktorych czytac mi sie nie chce, bo jak zwykle o tym samym w kolko i do usrania.
Panu as wyslalam slicznego mailika z tekstem "wszystkiego najlepszego sarah". Przyslal ecard dzis, ale ani slowa wiecej, ze o "przepraszam ze zapomnialem" nie wspomne.
Zaprawde, czy niektorym panom to gardlo ulega wypaleniu po przecisnieciu tego jednego slowa czy jak? Nie lapie.
Takiej samej tresci smsa wyslalam do T. - jak narazie odzewu zadnego.

Kobiety sa pamietliwe a ja szczegolnie.

Tak poza tym nie chce mi sie isc jutro do pracy. W ogole. Wcale. Zupelnie mi sie nie chce. Juz nawet nie musze nigdzie wyjezdzac, ot moge sie znuc jesiennie po domu, cos tam zrobic, cos zjesc i poczytac ksiazke a wieczorem pojsc sie alkoholizowac. Szalenie mi takie zycie odpowiada i jak malo stresow, no.

Wychodzi na to, ze glownym zrodlem nieszczescia w tej chwili w moim zyciu jest obecna robota.

Prosze mi tylko nie mowic "to ja zmien" bo palne w zeby.
Pracuje nad tym.

A kregoslup nadal napierdala.
21:57 / 27.11.2005
link
komentarz (4)
Kręgosłup tragedia

Dziś znacznie gorzej niż wczoraj. Spuchniete sine i wysrać się nie mogę
tak boli.

No doprawdy cóż za miła niespodzianka w dniu urodzin.
Chodzę z prędkością i wdziękiem stuletniej staruszki połamanej przez
lumbago i przygiętej do ziemi wiekiem.

Założenie spodni tudzież zawiązanie sznuruwek urosło nagle do rangi
problemu nierozwiazywalnego (prawie-ze).

No i jak ja mam pójść na swoją własną imprezę urodzinową????
10:51 / 27.11.2005
link
komentarz (0)
doprawdy

czysta rozpusta. Leze sobie w wyrku, laptop na podolku....
Herbatka opodal jako i ciasteczka. Nie mam podstawki pod laptopa - alez doprawdy nie badzmy drobiazgowi.

Z I. sie znow pozarlam. Glupia ja, zebralo mi sie na szczerosc a do niego jak zwykle nic nie dotarlo. Nie stac go na zwykłe przepraszam. Do tego wyniosle stwierdzil, ze skoro jestem impolite and rude to nie przyjdzie na moje urodziny i nie bedzie ze mna rozmawial.

Chuj ci w dupe, drogi I. Na szczescie teraz to Tobie bardziej zalezy na znajomosci ze mna niz na odwot. Bujaj sie.
Brzydko ale zaprawde juz slow mi brak.

Co poza tym. Stawilam sie na miejsce przeprowadzki Richarda o trzeciej po poludniu i okazalo sie, ze wszystko juz przeniesione. Impreza zaczela sie o jedenastej a on zapomnial poinformowac wszystkich o zmianie planow.
Nie przeszkodzilo mi to rzecz jasna w spierdoleniu sobie plecow - podnioslam pudlo z ksiazkami i... postawilam w postawie zgietej. Tylko cos chrupnelo i tyle widzieli.
Ruszac sie moge tylko z wysztywnionym kregoslupem w pionie i nic wiecej. Ale nic to - jak mawial maly rycerzyk. Niepermanentne to przejdzie, nie ma sie co przejmowac (niemniej co sie dzis nacierpie przy okazji spania, to moje...).

20:10 / 25.11.2005
link
komentarz (11)
Dzień Indyka

wczoraj był. Richard, ten z Mollys, zorganizował party na okazję.
Chłop jest niesamowity. Ponad 40 osób zaproszonych i całe góry żarcia:
- pieczony i faszerowany indyk, wielkości strusia afrykańskiego (zupełnie nie wiem, jak oni takie ptaszyska hodują);
- pieczona szynka, kawał wielkości dobrze wypasionego arbuza;
- pieć rodzajów ziemniaczków;
- sałatki szpinakowe, z kiełbaską, warzywne i sama nie wiem już
jakie jeszcze (wszystkie dobre, żeby nie powiedzieć znakomite);
- zupa ziemniaczano-dyniowa;
- 3 quische (znaczy się, 3 różne rodzaje);
- 3 średniej wielkości torciki na deser;

Dziękuję bogu że żołądek mi sie skurczył ostatnio i już po jednym opróżnionym
talerzu nie mogłam się dalej opychać.

Generalnie było jednak nudno. Ktoś (kobieta) wlała miód na moją duszę. Przekazała feedback od swojego ojca i kolegi, z ktorymi rozmawialam jakis czas temu. Że byli pod wrażeniem mojej pasji, inteligencji,
szczerości itd. Żebym nigdy nie przestała być sobą i nie przejmowała się opiniami tych, co uważają, że trzeba być oportunistycznym (tutaj zlosliwie od razu na mysl przyszedł I. z jego smutnym pierdoleniem).
Jak to miło, że są wśród Amerykanów ludzie umiejący docenić prawdziwych ludzi a nie sztuczne wydmuszki zachowujące się i ukształtowane przez wszechobecne mody, trendy, media i szablony.

Jesli grzeczność wymaga kłamania w żywe oczy, to ja pierdole taką grzeczność. Usiąde cichutko i w najlepszym razie nie powiem nic.
Wdzięczenie się i włażenie w dupę to nie dla mnie.

A dziś jest zimno, ciemno i pada deszcz. Nie wiem czemu ale ta
pogoda nastraja mnie optymistycznie. Jeszcze tylko kupie sobie wygodny fotel i stoliczek na kolana pod laptopka... i moge siedzieć
miesiącami, szcześliwa, z deszczem za oknem...

...byle nie wstawać do pracy, byle nie....
22:57 / 23.11.2005
link
komentarz (4)
Wlasnie trafila mnie kurwa zywcem na miejscu

Zeby pojechac do Emiratow Arabskich potrzebuje wizy.
Zniesli obowiazek wiz turystycznych, co prawda, dla
Amerykanow, Francuzow, Brytyjczykow etc. ale Polski
na liscie nie ma.

Wiza taka wymaga kopii calej fury dokumentow osoby, ktora
nas zaprasza; potem trzeba to wyslac do ambasady emiratow - jak dla mnie najblizsza jest w Waszyngtonie.

Zdaje sie, ze nie ma takiej jebanej mozliwosci, zebym
z tym zdazyla przed bozym narodzeniem.

To sie najechalam, ze oj.

Czy moglby mnie ktos zaprosic z wizyta do kraju, gdzie
nie wymagaja wiz od Polakow ewentualnie stalych rezydentow USA?????

Bo ja musze wyjechac. Gdziekolwiek. I bardzo, bardzo nie chce skonczyc gnijac cale swieta az do nowego roku w grobie (tj. domu) rodzinnym.

Ratunku!!!!! Kase mam, czas mam, a nie mam z kim i gdzie :((((
I jak tu sie nie denerwowac????
23:13 / 22.11.2005
link
komentarz (1)
Lepiej mi

nie ma to jak klin klinem...
uh.

Poza tym co tu duzo gadac: dobry seks to dobry seks i
no matter what zawsze mi sie po tym poprawia.

Gdyby mi sie jeszcze tak spac nie chcialo, eh.
02:51 / 22.11.2005
link
komentarz (0)
Kiedys

napisalam ten wiersz. Tak bardzo znowu jest mi bliski...

Najgorsze sa noce
gdy biel przescieradla
zimno i cisza
wgryzaja sie w kazdy nerw
zamykajac mnie
w prostokatnym pudle
z przezroczystych i szczelnych scian

Nieprzenikniona bariera samotnosci
nie pozwala zapomniec
o rzeczach ktore kiedys
wieki cale byly przyjemne
a teraz sa tylko
jatrzaca zadra
niszczaca dusze

Godziny mijaja powoli
ciekna jak krew
z rozcietych zyl
nic nie ma wokolo
powietrze jak szklo
stoi niewzruszone
kazdy oddech wymaga wysilku

Ranek zaczyna sie
otwarciem oczu
na te sama rzeczywistosc
tak bolesnie realna
i nie zostawiajaca zadnej nadziei
czas wlecze sie
bez celu i sensu

Wiecznosc dla jednych
bedaca najwiekszym darem
dla innych jest przeklenstwem
nie zostawia czasu na wytchnienie
strzepy mysli
zawsze tych samych
atakuja z niezmiennym uporem

Poruszanie sie w nich
jest tak wielkim wysilkiem...
gdy na horyzoncie
nie widac juz nic
oprocz chmur zniszczenia
rezygnacji i bezistoty
pedzacych z zawrotna predkoscia

Cel i sens
pojecia nie znane
w tunelu ktory wciaga
bezlitosnie wydusza
resztki zycia
zmazuje wole
oslabia chcenie

Juz nawet otchlan
po drugiej stronie
nie obiecuje ukojenia
bo nie ma pewnosci
co tam znajdowac sie moze
zostaje trwanie
w bezczasie bezwoli beznadziejnosci...
21:40 / 21.11.2005
link
komentarz (5)
To troche tak

jakby otrzymac cios w zoladek. Miesnie zacisniete w piesc
i wiem, ze kiedy wreszcie sie rozprostuja, bedzie
bolalo.

Wydawalo mi sie, ze jestem ponadto. Jeszcze nie do konca..
Bardzo trudno jest oswoic samotnosc.

Moze sie odwaze - pojechac w droge przed siebie donikad...
21:04 / 21.11.2005
link
komentarz (0)
odezwal sie

as. Nie wie, kiedy wraca ale ma nadzieje ze sie dowie
w ciagu nastepnych 3 tygodni. I jeszcze co u mnie
slychac, etc. itd.

Niech on juz zniknie z mojego zycia i mnie wiecej nie
meczy.
22:22 / 20.11.2005
link
komentarz (1)
Musze przyznac,

ze 3 dni pod rzad ciezkiego imprezowania to za duzo - nawet
dla mnie.
Czas odpoczac....
00:53 / 19.11.2005
link
komentarz (3)
I jeszcze

wyglada na to, ze wyjazd na Thanksgiving nie wyjdzie
bo po prostu nie ma sniegu :((((

Nie mam co ze soba zrobic przez te 4 dni, no nie mam.
Teoretycznie moglabym pojechac zwiedzic np. Grand Canyon,
albo Mojave Desert albo zylion innych miejsc - ale
samej...eh.

A dwudziestego siodmego listopada mam urodziny.

Zesz cholera.
23:15 / 18.11.2005
link
komentarz (2)
Nie no

ja pierdole, czeski film, dom wariatow i nie wiem co
jeszcze.

Dzis wlasnie dzial qa sie dowiedzial ze jeden z glownych
developerow jedzie na miesieczne wakacje.

Nie no spoko, z wyjatkiem tego ze:
- nikt nie przejmie jego obowiazkow na ten czas poniewaz
albowiem nikt nie ma zielonego pojecia o tym, nad czym on pracowal a dokumentacji niet (ja bym zwolnila jego managera ale jak znam zycie przeslizgnie sie jak glizda z tym)
- ja testuje jego kod
- pod koniec grudnia ma byc release
- wiekszosc rzeczy (a to jest poziom architektury naszego produktu) nie dziala

Lalalala.
kurwa, ewakuowac sie i to jak najpredzej!!! AA!!!
02:25 / 18.11.2005
link
komentarz (5)
Francuski rzad

doprawdy wbija sie na wyzyny durnoty, bezczelnosci
i juz sama nie wiem, czego jeszcze.
Twierdza teraz, ze niewatpliwie jedna z przyczyn
zamieszek jest poligamia w rodzinach imigranckich.

Wypowiedz owa poraza analogiczna logika, jak stwierdzenie
ze przyczyna grypy jest lezenie w lozku.
Ale czegoz to ludzie nie wymysla byle zwalic wine
z siebie na tych wstretnych darmozjadow brudasow i w ten
sposob poczuc sie usprawiedliwionym z obrzydliwego rasizmu i ostracyzmu wobec nich.

Congratulations, France. A geba pelna frazesow i pretensje pod adresem wszystkich dookola.
01:26 / 18.11.2005
link
komentarz (2)
Jak pech to pech..

Jadlam dzis lunch z takim jednym. Spotkalam go w Mollys - a jakze.
Mily facet ale:
- ma piecdziesiat trzy lata
- czworke dzieci
- chyba kryzys wieku sredniego albo co
- na dluzsza mete nudny jest
- no i fizycznie mnie w ogole nie pociaga (bynajmniej
nie z powodu wieku, o nie, bo taki Sean Connery starszy a
mnie pociaga...)

Pan ow niestety najwyrazniej dostal na moim punkcie pierdolca, nad czym boleje (ja). Mam mu powiedziec, zeby
na drzewo spadal? Nie chce, bo w gruncie rzeczy
mily jest i troche mi go szkoda...pracuje w branzy
komputerowej (no jakzeby)i mostow palic za soba nie warto, lepiej miec przyjaciol.
Tylko, kurna, jak to wymanewrowac???

Ah gdybyz tak swira na moim punkcie dostal jakis
CEO albo ktos podobnego kalibru i zalatwil mi prace.
Ah ah.

AAAAA!!!!
19:16 / 17.11.2005
link
komentarz (2)
Cos mnie napadlo

wczoraj i zrobilam pare zdjec. Nic wielkiego, ot moj
pokoj i okolica dookola chalupy.
Bardziej techniczne wprawki niz cokolwiek innego, ale
jak komus sie nudzi to moze sobie obejrzec :)
TU
00:21 / 17.11.2005
link
komentarz (9)
Nic sie nie dzialo

to sie zadzialo - w pracy.

Wczoraj kolezanka ktora byla m. in. lead na obecnym
projekcie przy ktorym pracuje (ja) zaanonsowala, ze
za 2 tygodnie zmienia prace.

Bedzie to mialo calkiem spore reperkusje.

Po pierwsze: zanim zatrudnia nowa osobe to minie co najmniej dwa miesiace. Do tego czasu jej obowiazki oczywiscie zostana podzielone na reszte teamu, ktory
i tak jest understaffed - bo nas raptem jest 4 osoby.

To wrecz smieszne.

Po drugie: nowym lead zostala Gruba. Jak mnie kurwa
nie strzeli przez nastepne dwa miesiace z nia
w takiej funkcji to zaprawde bedzie to zakrawalo na cud.

Rozmawialam wczoraj z kolezanka, ktora odchodzi. Naprawde ja lubie i szkoda, ale... najciekawsza rzecz powiedziala mi prywatnie: zaczela sie rozgladac za nowa praca bo Gruba ja wkurzala.

Ja z kolei porozmawialam z kolega B. i ten stwierdzil, ze Gruba narzekala na mnie. Zadnych konkretow oczywiscie - bo ona nie ma sie o co przyczepic, ot rzeczy typu "Ja mowie jedno, a Sarah upiera sie, ze to tak nie dziala".
No kurwa, co mam mowic, jak faktycznie tak nie dziala????
To niby ma byc problem w komunikacji ale ja pierdole - mam zamknac morde jak ewidentnie wprowadza mnie w blad????
Zwykle zakladam ze ok, moge sie mylic i lece zaraz w te pedy pytac sie madrzejszych instancji (developera ktory implementowal dana feature) poczem po upewnieniu sie ide do niej i wyjasniam, ze nie miala racji.

Nasz manager niestety ma podejscie typu "ja sie takimi rzeczami nie zajmuje". Palcow wyciagac nie bedzie.

Do tego jeszcze B. stwierdzil, ze on nas obie zmusi do wspolpracy.

Niech zmusza. Ja tez odejde - juz bym odeszla gdybym
miala inna robote.

Ktos moze chce zatrudnic qa? bo szukam pracy....
23:57 / 15.11.2005
link
komentarz (6)
O rany wzielo mnie

i to powaznie.
Wczoraj 3 godziny spedzilam na wymyslaniu algorytmu
i funkcji do walidacji formularza via onSubmit (wiem proste ale zeby wypelnic wymagania nauczyciela to wcale nie bylo proste).

Kiedy skonczylam kod wydawal sie piekny. Wykonuje -
kupa, nie dziala.
Boze, co sie odenerwowalam. Nic nic i nic.
Doszlam wreszcie do tego co zle i doszlam sama ale...

Po pierwsze: javascript console w Firefoxie 1.0 nie
pokazala mi zadnych bledow. To kurwa nie wiem o co chodzi.
Cos mnie tknelo i wypierdolilam ta wersje z dysku, zainstalowalam 1.0.7. Konsola wywalila jeden blad: moj formularz nie ma properties. Spradzam. Jak to nie ma, jak ma???? Dyc widze.
Nastepnej godziny mi trzeba bylo, zeby zauwazyc ze wsadzilam dodatkowa spacje w name, ktorej to spacji absolutnie tam byc nie powinno. Rzecz jasna zasrana konsola zamiast mnie opluc bledem skladni stwierdzila, ze property in form nie istnieje, no.

Jedno jest pewne: do konca zycia bede pamietac.
Teraz przede mna wymyslanie regular expressions na
validacje formatu adresu emailowego.
Regexy umiem juz parsowac bez papieru jakby sie kto pytal. No moze nie te najbardziej skomplikowane na 3 linijki, fakt.
Niemniej, latwiej validacje formatu email zrobic funkcja a nie regex, ale skoro sie osiol nauczyciel uparl...

BTW: jesli ktos ma gotowy regex w javascrypcie do tego celu to ja z checia sobie go obejrze ;)
21:07 / 14.11.2005
link
komentarz (3)
Cos pozytywnego

a zeby nie bylo, ze tylko pesymizmem ode mnie zieje:
wczoraj odkrylam calkiem niezly chinski supermarket
w odleglosci, ktora mozna pokonac na piechotke.

Maja oczywiscie cale zatrzesienie najrozniejszych
swiezych ryb, zywe kraby i homary, rozne rodzaje
krewetek i w ogole co tylko chciec. Wiekszosci z tych rzeczy nie umiem nawet rozpoznac, ale nic to.

Wczoraj na probe zakupilam pare roznych cusiow.
Cus numer jeden: wedzone ostrygi w oliwie - z puszki.
Wyrob importowany z Japonii okazal sie po prostu znakomity! Mala puszeczka za dwa dolce ale warte swojej ceny.
Co poza tym. Salatka z mlodych osmiorniczek z marynowanymi warzywkami na modle japonska. Mniam :)
Seaweed salad, rozne zupki, ciasteczka ryzowe...

Tak wiec diete narazie szlag trafil...
20:07 / 14.11.2005
link
komentarz (2)
I jeszcze

zapomnialam dodac: w sobote otrzymalam mandacik za....
nieprzylepienie nalepki na tablice rejestracyjna z
obecnym znaczkiem rejestracji.

Zeby nie bylo: za rejestracje zaplacilam i samochod
JEST zarejestrowany, ale papiur z ta nalepka cieplam
do schowka w samochodzie i zapomnialam na smierc.

No i na publicznym parkingu policja najwyrazniej
zrobila wizytacje, obgladla moje auto i wsadzila mandat za wycieraczke.
Wysokosc opiewa na 25 dolarow przy czym jesli sie
pozyska na pismie weryfikacje od policjanta (trzeba
takiego gdzies zlapac i dac mu ten swistek do podpisania)
to mozna isc do sadu, pokazac i wtedy oplata zredukowana
jest do 10 dolarow.

Odginam kiece i lece, doprawdy. Turlanie sie w poszukiwaniu policjanta oraz do lokalnego sadu
zdecydowanie zajmie mi wiecej czasu... tem bardziej
ze za godzine pracy placa mi wiecej niz ten caly
mandat.

PS: za takie rzeczy na szczescie nie naliczaja punktow
karnych. Tylko za traffic violation tak zwane.
19:05 / 14.11.2005
link
komentarz (6)
Dzis

mam ochote przypierdolic w nery temu gnojowi, co
mi podpierdolil maslo z lodowki.

I to jaki bezczel: nie zeby sobie troche wziac i uzyc
(pudelko bylo prawie pelne), NIE. Za dobrze by mi bylo.
Zapierdolil chuj jeden zlamany CALE pudelko. Przeszukalam
dokladnie lodowke, szafki, szuflady w kuchni - nie ma i
rozstapilo sie.

Slowo daje, odzaluje, kupie nowe i wstrzykne tam
jakiego srodka na przeczyszczenie albo czegos w tym
stylu bo juz mam serdecznie dosc.

Dodac trzeba, ze to juz PIATY raz kiedy mi ktos zajebal
cos z lodowki. Cale opakowanie.

Tak wiec dzis na lunch bede miala croissanty bez maselka.
No i chuj.

Ah i jeszcze pan nauczyciel od klasy javascryptu mnie
zajezyl. Mamy zrobic form validation jako prace
domowa. Kazal nam uzyc jako template przygotowanej
przez niego strony.
Fajnie ale strona jest napisana we Frontpage. Validator
splunal na mnie jakas koszmarna masa bledow, zaczynajac od braku deklaracji w naglowku a konczac na zlym zagniezdzeniu tagow.
Zajelo mi dobre dwie godziny oczyszczanie tego gowna
do postaci, w ktorej wlasciwie moglam sie polapac
co gdzie i do czego.

KURWAAAA!!!!! I taki balwan jest nauczycielem. Nie no
opadlo mi wszystko, opadlo...
05:11 / 14.11.2005
link
komentarz (2)
Sytuacja na froncie męskim

as nie odezwał się od czasu wyjazdu tj. od dwóch tygodni.
Zakładam, że jest zapracowany i nie ma czasu, ale....
Właśnie. Coraz bardziej przyzwyczajam się do życia samotnego bo co
mam robić....
Smutne toto.

T. ostatnio był zapracowany, ponoc w piatek miał release. Ponoć odsypiał.
Miał zadzwonić i nie zadzwonił. Kij mu w ucho. Mnie sie już do niego dzwonić nie chce.
W ogóle jakoś spotykać mi się z nim też nie chce....jest introwertykiem,
dość ponurym... co przy moim obenym stanie ducha daje dość gównianą
mieszankę, ze się tak wyrażę....

Znajomy, ten co go nie widziałam od 4 lat też jakoś nie dzwoni.
Inna sprawa, że kunwersacja via mail się nam dość szybko urwała.
Tak jakby zupełnie nie miał nic do powiedzenia....

Żałość, żałość panie dziejku...

I tylko na stałą brygadę z Mollys mogę zawsze liczyć. obojętnie kiedy bym tam nie poszła, zawsze ktoś będzie.
Przynajmniej paru z nich mnie lubi i całkowicie mi to wystarcza.

Spokoj ogarnal ma dusze, jakas mam taka buddystyczna faze albo co.
W srodku cos powoli dojrzewa, kluje sie... nie wiem jeszcze dokladnie
jak to ubrac w slowa, ale juz czuje nadchodzace zmiany.

02:02 / 12.11.2005
link
komentarz (5)
To sie dzis napracowalam

ze ojoj. Najpierw rozbiegowka z rana - po 4 godzinach snu
i naduzyciu alkoholu zajelo mi do poludnia doprowadzenie
mozgu do stanu funkcjonalnosci.
Potem o 13.00 straszliwie nudny meeting pt. "reviewing
testcases". Chrystepanie nic tylko se w leb strzelic
a laptopa nie wzielam.
Potem company meeting, pozniej celebracja kluczowego wdrozenia u klienta niezmiernie waznego: darmowe piwo i
wino.
W ten sposob jest juz godzina siedemnasta, ja jestem
srednio trzezwa i w zasadzie gotowa kontynuowac tak mile
zaczety wieczor.
No.

Kij tam ze malo spalam. Na to zawsze bede miala czas
- zwlaszcza jutro do poludnia i po poludniu.

Jakos sie rozrywkowa zrobilam ostatnio.
Nieposiadanie zadnego pana na stale zwykle bardzo
dodatnio wplywa na zycie towarzyskie...

tia...
19:39 / 11.11.2005
link
komentarz (2)
Doprawdy,

Mollys przypomina nieco czarna dziure. Gdzies na jednym koncu zasysa ludzi i wypluwa do srodka.
No shit :)
Wczoraj na przyklad wyplula kolege S, ktorego to ostatni
raz widzialam 4 lata temu na konferencji linuxowej w Ottawie. Byl mlodszy co najmniej o 20 kg. :)
Zawsze mial do mnie slabosc, ale teraz to juz zupelnie
zwariowal jak sie dowiedzial ze juz mezatka nie jestem.

Juz zaraz teraz chcial wychodzic a w ogole to ah-oh i
matko nie wiem co jeszcze.

Coz za ironia losu. Calkiem niedawno jeszcze nie moglam
znalezc sobie faceta, towarzystwa, nikogo, sama bylam
jak palec. Teraz - prosze bardzo. Wala drzwiami i oknami,
malo se nog nie polamia i nie pozabijaja w drzwiach. Szkoda tylko, ze zaden nawet
w przyblizeniu nie moglby zastapic as....
00:00 / 10.11.2005
link
komentarz (2)
Tak poza tym

to nuda i nic sie nie dzieje specjalnego.

w klasie programowania jestem aktualnie na regular
expressions i form validation. Jak dojde do etapu, w ktorym bede mogla CZYTAC te wszystkie znaczki a w glowie
widziec string, ktory temu odpowiada, to uznam ze
jestem wielka.
Narazie trzymam se kartke z wydrukiem przed nosem i mozolnie pozycja po pozycji sprawdzam.

W pracy proboje przekonac kulege zeby mi dal dostep do
koryta czyli serwerow w labie. Niby nic, ale jak sie
cos pierdolnie a jego nie ma to o matko sodoma i gomora.
Nie sadze, zebym miala az tak wielkie problemy z poradzeniem sobie administrowaniem naszym DNSem czy LDAPem ewentualnie bramka do wiekszej sieci.
Czeba kurna sie rozwijac.

Co tam jeszcze. Szwarcus przegral sromotnie referendum - ale tez po jaka cholere draznil zwiazki zawodowe???
Wiadomo, ze to ostoja demokratow i zniszczyc sie nie dadza. W sumie nawet dobrze, bo tutaj jednak edukacja i opieka zdrowotna to tylko dla bogatych jest, a to co on proponowal bynajmniej problemow by nie rozwiazalo, jeno wylalo dziecko z cala kapiela.
Kazdemu sie marzy tak raz-ciach-sru-pierdut i voila - mamy nowy wspanialy swiat. Niestety, ni da sie.

A tak poza wszystkim to za 2.5 godziny ide sie alkoholizowac i finito :)


01:21 / 09.11.2005
link
komentarz (5)
Papiery

podpisane. Ex malo w gacie nie narobil, tak sie bal
ze bede sie stawiac.

Ch. mu w d.

Samoposzczucie poszlo w gore - tym bardziej, ze w pracy
male zwyciestwo: 3 instalki RH 4 ES & AS na supermicro
boxes..
Jedna sie znarowila i odmowila wspolpracy w temacie
automount. 2 godziny zajelo mi wymozdzenie, czemuz to
sie pierdoli i nadpisuje resolv.conf przy bootowaniu,
ale w koncu doszlam do tego i naprawilam.

Czuje sie dumna tym bardziej, ze tutejszy admin co normalnie robi instalki RH i naszego produktu nie
umial sobie z tym poradzic.

HA!
Moze jeszcze wyjde na ludzi...
07:49 / 08.11.2005
link
komentarz (4)
Ta....

po winie zawsze przechodzi. I nie ma znaczenia tutaj fakt, ze wino
jest za mlode i nieco ze tak powiem gorzkawe. Ma znaczenie natomiast, ze caly karton (30 butelek) wychodzi po 2 dolary za butelke.
Co przy moim spozyciu ostatnio liczy sie.

No nie?

Proby pocieszania: nie ma to jak dobra przyjaciolka. I. natomiast
zdobyl sie jedynie na to, ze ja moge do niego wpasc, jak chce.
Ale na 2 godziny tylko, bo potem musi isc spac. On do mnie nie przyjedzie, bo to az 20 minut jazdy samochodem. Taka sama droga.
Ah oh. No przynajmniej wiem ile w stanie jest dla mnie zrobic.

Dobrze, ze w sumie zamienilo sie to we wkurw i nie mam juz syndromu umierajacej ofiary.
Jak stwierdzila A:
- czekaj, jeszcze sie mu nozka w zyciu powinie. Zla karma zawsze wraca....oby jego baba zalatwila tak, jak on Ciebie.

Tralala. To jutro se wygarne.
06:43 / 08.11.2005
link
komentarz (0)
UUUUUhhhh...

Lepiej. Najpierw skurcz zoladka, rozwolnienie, wino i papieros.
Lepiej.

Podpisze te papiery i niech wypierdala z mojego zycia. Byle dalej.
05:52 / 08.11.2005
link
komentarz (4)
Slabo mi

i czuje sie jakby mi ktos przypierdolil prosto w splot sloneczny poczem
poprawil z kopa w nerki.

Przeczytalam wlasnie papiery rozwodowe, ktore mam jutro podpisac
i ktore maja pojsc do sadu pod koniec tego tygodnia.

Mialam nie prac brudow tutaj na tym forum ale nie moge. Prosze
mi wybaczyc.

Zobaczylam ile on ma. Duzo wiecej niz sie przyznal w momencie
kiedy zaczelismy separacje i kiedy zgodzilam sie na takie a nie inne
warunki. Owszem, chcialam dostac ta pierdolona zielona karte ale prawda jest taka, ze gdybym w tej chwili dostala to, co mi sie prawnie
nalezy czyli POLOWE wspolnego majatku - to stac by mnie bylo
oplacic 5 fikcyjnych malzenstw zeby se ta zielona karte pozyskac i jeszcze kupic za to dom.

Najbardziej boli jednak to, ze pierdolony gnoj nie dosc, ze mnie zostawil dla tej #$$%$%^%& to jeszcze klamal.
Przez dwa lata. I klamie dalej w pozwie rozwodowym na temat powodow rozpadu naszego malzenstwa.

Niech go chuj strzeli i oby nigdy wiecej w zyciu nie trafil na mnie i nie musial mnie prosic o pomoc ani w ogole o nic.
Bo ma we mnie wroga od dzis.

04:19 / 08.11.2005
link
komentarz (1)
Czytam

sobie wspominki roznych emigrantow i dochodze do wniosku, ze wiekszosc z nich w ogole nie powinna byla emigrowac.

Tesknia za rodzina, przyjaciolmi (to moge zrozumiec), telewizja publiczna, kaluza na podworku, starym obdrapanym fotelem i dziura w moscie przy przejezdzie kolejowym; tesknia za pierogami, gotowana kapusta, pol litra wodki i nocnymi rozmowami. Tesknia za wszystkim
i za kazdym. Wszystko jest inne i dlatego nie takie.

Po co wiec? Jesli nie umiesz zabrac swojego swiata ze soba albo nauczyc sie nowego, nie wyjezdzaj... bo rzeczywistosc bedzie
dotkliwie bolesna i nie do zniesienia. Wszedzie.
05:45 / 07.11.2005
link
komentarz (2)
Wiecej zdjec

z tego szalonego hallloween party jest
TU

Nie tak dobrej jakosci jak moje, ale w miare oddaja to, co sie
dzialo :)
05:23 / 07.11.2005
link
komentarz (2)
Czytam sobie

to i z trudnoscia miesci mi sie w glowie,
ze w niewielkiej odleglosci od Polski zycie moze roznic sie tak
bardzo dla kobiet. Troche, jakby byla Jugoslawia to nie Europa.

Nachodza mnie rozne mysli. Co ja tu robie? Ile zawdzieczam polskiemu
wychowaniu? Czy to, ze mam nature buntownika i potrafie przetrwac
kazde gowno, a powolnosc, marazm i bezpieczenstwo mnie rozwala to efekt wlasnie bycia Polka? Po co w takim razie zmuszam sie do tej
malej stabilizacji wiedzionej pedem wiekszej kasy?
Czy jestem juz za stara na to, zeby znow porzucic wszystko, spakowac
walizke i pojsc w sina, nieznana dal?

Bardzo mnie do tego ciagnie. Bardzo. Z drugiej strony wiem, ze nikt
mi nic nie da i jesli sama nie uzbieram paru groszy na starosc
to po prostu kojfne pod mostem gdzies jako zebrak.

Smutne.
Tak zle i tak niedobrze. Co lepsze - umierac powoli kazdego dnia
czy raz a dobrze w sposob spektakularny?
19:35 / 04.11.2005
link
komentarz (5)
Plan B

przybral nieco bardziej realne ksztalty. Moze jeszcze
nic z tego nie wyjsc, ale dobrze zyc nadzieja i snuc
sobie marzenia.

Wyjazdy zawsze mnie cieszyly. Gdyby tak jeszcze dalo sie zmienic profesje na taka, w ramach ktorej ciagle
gdzies mnie rzuca po swiecie a zarazem placa w
miare godziwe pieniadze. Ah..

Cos sobie dzis pobujam w oblokach.
A moze nie. W pracy wreszcie musze zrobic cos bardziej
interesujacego - zainstalowac RH EL 4 na hardware na
ktorym nikt tego wczesniej nie instalowal. Bedzie
zabawa, jak sie cos uwali ale wlasnie o to chodzi.

Bije sie z myslami w temacie as. Czy warto postawic
wszystko na jedna karte i probowac go przekonac? Moze
jednak nie? Tylko, ze jesli nie, to bede sobie do konca
zycia ciosac kolki na glowie w stylu "a co by bylo gdyby..."

No i tak to.

Poza tym oczywiscie leb mnie nieco napierdala po wczorajszej wizycie w knajpie mojej ukochanej i naduzyciu tym razem nie piwa ale petow.
20:05 / 02.11.2005
link
komentarz (7)
Zaczyna mi

odpierdalac, lekko rzecz ujmujac.

Planowany wyjazd snowbordowy w okolicach Bozego Narodzenia
jebnal sie. Musze cos wymyslec i to predko, bo jedno jest pewne - nie wysiedze ani tutaj sama, ani z rodzinka w Polsce te poltora tygodnia. Nie ma bata.
Zreszta, juz mi sie odechcialo ich odwiedzac.

Pojechalabym gdzies na koniec swiata na jakas szalona wloczege, w miejsce gdzie jeszcze mnie nie bylo.
Tylko - z kim?

Samej mi sie nie chce...

01:06 / 02.11.2005
link
komentarz (0)
Czy to jest powazne?

Na jednej z lokalnych polskich grup dyskusyjnych pojawilo
sie ogloszenie pt. tlumacz poszukiwany.
W te pedy odpisalam pytajac sie co to za oferta, dokladnie
o jakie tlumaczenia chodzi, jakie sa warunki, wymagania etc.

Oto co otrzymalam w odpowiedzi (to i tylko to!)
---
Dziekuje za odpowiedz. Prosze napisac tekst po angielsku
a ja wtedy przesle do osob zainteresowanych. Jest to
"unified school district" w rejonie San Jose/Cupertino.
Potrzebuja kogos chyba na miejscu do tlumaczenia
rozmow z osobami nie znajacymi angielskiego.
---

Normalnie opadlo mi wszystko. Opadlo.
Za to z wiesci pozytywnych: znalazlam towarzystwo zdaje
sie na snowboarding! Kumpel z pracy siedzi plackiem
w Thanksgiving i bardzo zapalil sie do pomyslu.
Odpowiedni samochod ma, wiec transport jest. Pozostaje
znalezc nieco wiecej ludzi, zrobic rezerwacje i modlic
sie o opady sniegu :)))
21:42 / 01.11.2005
link
komentarz (0)
Musze sobie ulzyc

bo mnie cos trafi.

W USA taka moda jest, ze sie dzieciaki ciaga za soba wszedzie.
Dobra. Moge zrozumiec wizyte w roznych urzedach, miejscach publicznych, w ostatecznosci w restauracji (chociaz tutaj uwazam ze jak bachor sie drze nalezy z nim wyjsc na zewnatrz i uspokoic).

Ale brac taka larwe (dzieki Pierwsza za boska ksywke na dziecko :) na IMPREZE????

Po co, ja sie pytam????
Wiadomo, ze beda sami dorosli ludzie i wiadomo, ze beda
PIC. Generalnie to wiecie na imprezy przychodzi sie
w celach towarzysko-zabawowo-uzywkowych.

No i. Przychodzi taka rodzinka - na przyklad beztroski tatus i mamusia z dwojka pociech wiek od roku do 3 lat.
Dzieciaki jak to dzieciaki, wiadomo - laza wszedzie, dra morde, sciagaja na siebie rozne przedmioty za pomoca obrusow etc. Generalnie robia burdel, zamieszanie i syf.
Rodzice specjalnie uwagi az takiej nie zwracaja, no bo przeciez wokol tyle doroslych nie? Kij, ze juz podpici i tez nie zwracaja uwagi.
Zwykle konczy sie toto ekscesem typu bahor se zrobi kuku, wszystkim robi sie przykro, rodzice wychodza obrazeni.

Zaprawde. Gdzie ci ludzie maja rozum?????

Nie lapie tym bardziej, ze ludzie, ktorzy tak czynia do jakichs biednych meksykanow nie naleza; zalatwienie
nianki do dziecka na kilka godzin na wieczor to nie kwestia majatku a najwyzej kilkudziesieciu dolarow. Po chuja ciagac te bogu ducha winne dzieciaki wszedzie za soba??? Gdzie tu rozum, gdzie logika????
02:58 / 01.11.2005
link
komentarz (6)
Male tesknoty, smutne tesknoty

Niby-halloween party w pracy. Niby bo nikt nie przyszedl
i dopiero mail-zew od CFO firmy ruszyl ludziom dupy.
Poltorej godziny i po party. Zalapalam sie na 4 piwa
- darmowe a jakze.

Teraz znow siedze i chwala bogu, ze jestem w stanie
po 4 piwach zrobic to co mam do zrobienia.
W miedzyczasie czekajac na 3 instalki przeczytalam
artykul w Duzym Formacie Wyborczej o mlodych preznych
Chinach.

Dziekuje za takie zycie, dobranoc panstwu.
Zacieraja sie granice jednostki a czlowiek zaczyna
byc nakrecona przez koniecznosc zarabiania kasy maszyna.

Tam jest wiekszy kapitalizm - WILCZY - w porownaniu z USA.
Roznica jeno taka, ze kontrolowany w inny sposob i pod
plaszczykiem innej ideologii.
Ale co sie wlasciwie liczy, jesli nie praktyka?
Ona taka sama.

Pod koniec dnia i tak kazdy z nas zostaje z wlasnymi myslami i samym soba. Oby dalo sie z tym przespac a rano spojrzec w lustro. Amen.
04:13 / 31.10.2005
link
komentarz (8)
Zdjecia

Sa tu
01:58 / 31.10.2005
link
komentarz (0)
Tyle sie wydarzylo

Czwartkowa powazna rozmowa z as po ktorej jestem wyjatkowo
spokojna.

Rozmowy i wyznania.

Wreszcie impreza halloweenowa z ktorej beda zaraz zdjecia...
09:00 / 27.10.2005
link
komentarz (16)
Swiat zrobil fikolka.

Obejrzalam sobie "Czarny kot, bialy kot" Kusturicy.

Jaaaaaaj.
Lepiej.

Czuje dusze tych ludzi - w przeciwienstwie do Amerykanow, ktorzy
w wiekszosci duszy nie maja.

Oj. no.

Nic to.

Jutro bedzie znowu zjazd w dol.
Szkoda, ze mam tylko wersje polska tego filmu. Jak nie dostane na
amazonie z angielskimi subtitles to sama przetlumacze.

Wole byc tlumaczem a nie programista :)))))
05:43 / 27.10.2005
link
komentarz (2)
Tak wiec

znowu wpakowalam sie w gowno.
Nie umiem zyc tylko kariera, skoncentrowac sie na sobie i zapomniec
o calym bozym swiecie. Emocje nie pozwola.

I nie moge z tym NIC zrobic. Probowalam, wiele razy. Sa pewne czesci
osobowosci ktorych bez prania mozgu zmienic sie nie da.
A po ten srodek nie siegne.
04:43 / 27.10.2005
link
komentarz (1)
Po knajpie, z rana (tj. w srodku nocy) jak zwykle depresyjny zjad kacowo-pijacki.
Wielu ludzi tak ma.
Moze to juz sie zaczal alkoholizm. Wcale mnie nie pociesza, oj nie...

W pracy mialam ochote wziac kalacha i wygarnac slepo w tlum.
Jakas furia i agresja sie rodzi. Po trawie nie.

Jutro bede wiedziec, czy as wylatuje do Germanii w sobote.
Jak poleci to nie bedzie go miesiac i nie pojedziemy na snowboard, i nie bedzie go na moich urodzinach :(
Powiedzial, ze mu przykro i bedzie tesknil ale co kurwa z tego.

Koncepcja kobiety w jego zyciu zupelnie mu nie pasuje. Za duzo
musialby zmienic, a tak naprawde to zdaje sie, ze to po prostu strach przed otworzeniem puszki Pandory i mozliwoscia, ze sobie nie poradzi
z wlasnymi emocjami, ze bedzie musial cos robic.

Gdyby tylko jeszcze ta jebana pierdolona nadzieje udalo mi sie ze lba
wyrzucic.... to pewnie i emocjonalne zjazdy by ustaly.

Czemu, czemu ja mam pecha zakochiwac sie w facetach, ktorzy sa
niedosiegalni???? Albo jak juz spotkam kogos, z kim jestem szczesliwa, to "sily wyzsze" staja na drodze???

KURWA!!!!!!!

Jedno wszakze pewnym pozostaje: wole umrzec z przekonaniem, ze cos spierdolilam niz zalowac, ze czegos nie sprobowalam....
19:20 / 26.10.2005
link
komentarz (0)
Chwilowo

lepiej. Wizyta w knajpie pomogla.. jako i obegranie
dwoch panow 4 do zera w bilard...

... i tylko to wstawanie rano gowniane jest.
06:32 / 25.10.2005
link
komentarz (4)
Znowu dol

dzien pierwszy, nie odpuszcza.
Kolejny quiz zawalony: 70% prawidlowych odpowiedzi.
Zero pomyslu na ostatni skrypt na jutrzejsza prace domowa.
Totalna pustka w glowie, zniechecenie, niechciejstwo i skurczona
pigula w zoladku.
Praca jeszcze sie jakos ciagnie: dzieku rutynie i nudzie jestem
w stanie wykonywac swoje obowiazki, nie angazuja one umyslu.
Niestety klasa wymaga myslenia tworczego i tutaj dupa zbita.

Skad to sie do cholery bierze? Ile mozna zyc w stanie przeczekiwania?
Ponoc ludzie nie moga zyc samotnie i pozostac przy zdrowych
zmyslach. Musza gdzies przynalezec. Ja nie przynaleze, nigdzie i do nikogo. Nie mam gdzie wracac.

Ponoc sa i dobbre strony tego, ale jakos ich w ogole nie widze.
21:25 / 24.10.2005
link
komentarz (0)
To sobie

rodacy wybrali.
Jak to dobrze, ze juz mnie to nie obchodzi...

Moze kiedys wroce do Polski... teraz nie. Nie ma do czego i po co.
05:11 / 24.10.2005
link
komentarz (4)
Zmeczona jestem,

po prostu. W piatek po pracy odebralam as spod jego apartamenta i
wio do hotelu. Tym razem porzadny, nawet z jaccuzi w lazience w pokoju.

Coz z tego.... skoro przystapilismy do prob uruchomienia juz po
odurzeniu sie ziolem.. i spelzlo na niczym. Dwa pokretla, jeden przycisk - wszystkie mozliwe kombinacje i nic, nie dziala.
as pierwszy zaczal psioczyc.... ale rano, coz sie okazalo rano?
Otoz ootwieram jedno oko i widze na scianie NAD LOZKIEM timer
od jaccuzi, ktore to jaccuzi przeciez w lazience jest.

Nie no miodzio. Nie wiem kto wpadl na taki gienialny pomysl, doprawdy.
Inna sprawa ze na trzezwo to pewnie jakos bysmy to znalezli. No nic.
Bylo bosko, jak zwykle. Ciekawe po ilu dniach z rzedu znudziloby mi sie palenie, wylegiwanie sie w wannie tudziez w lozku z as?
Pewnie nigdy nie bede miala okazji tego sprawdzic...

Takie zycie.

W sobote wyprawa do San Francisco z T. Uparlam sie, ze bede prowadzic. Jak widac zyje, wiec nie bylo zle, ale....
Dopiero wycieczka po restauracjach, klubach i barach w "the city" (jak tu popularnie SF zwane jest) uswiadomila mi zalosnosc i dziurowatosc Doliny Krzemowej.
TAM jest zycie, tutaj sie zdycha i zapracowuje na smierc.
Warto bylo jechac te 45 mil w jedna strone, oj warto.

Kiedy zblizalam sie do parkingu (godzina 2 nad ranem), coby wracac, zadzwonil as. Pijany w trzy dupki... wracal wlasnie z Mollys. Powiedzialam, ze oddzwonie jak
dojade do Mntv no i tak to sie skonczylo: odstawilam T. pod jego prace i spowrotem do as...

Jestem beznadziejna, bo on przeciez juz za 3 miesiace zniknie :(
T. nadal wyraza chec ponownego spotkania, mimo nad wyraz szczerej rozmowy.. w ktorej powiedzialam mu wprost: na sypianie ze mna nie ma co liczyc, bo nie robie na dwa fronty... czyli przynajmniej przez nastepne 3 miesiace nici.
Jak narazie ma chlop zaparcie... widac zalazlam mu za skore (albo jeszcze gdzie indziej..;).

Anyway.
Dzis za to niespodziewanie nawiedzil mnie I. Okazalo sie, ze wracal z randki, a ze mu caly czas wisialam kase to wpadl przy okazji.
Posiedzielismy sobie w ogrodku, napili sie piwka, winka... SAM ZE SIEBIE, z wlasnej nieprzymuszonej woli zrobil mi masaz stop. Pojechal ze mna po fajki. Byl mily nad wyraz i sie przytulal. No ciekawe, nie?

I tak to sobie zycie plynie. Gdyby mi jeszcze nastepny skrypt dzialal, nie byloby zle ale niestety nie chce dzialac a ja nie mam pojecia zielonego dlaczego.

PS: jazda po SF jest gorsza niz jazda po Wawie. Traffic taki sam, jak nie wiekszy, a na dodatek sa tu KOSZMARNE wzgorza. Robi mi sie slabo, jak widze ulice o spadzie 40 stopni.
23:57 / 20.10.2005
link
komentarz (5)
A na co mi to programowanie?

Wezmy sobie taka przecietna oferte na Test development engineer, w firmie ktora zajmuje sie produkowaniem pewnych network appliances.

Oto wymagania:

- 5+ years of industry experience in development or QA.
- 5+ years of experience in automation using Perl/C/C++
- Good working knowledge of various operating systems such as
Unix/Windows/Solaris.
- Good networking knowledge.
- Storage experience a plus.
- Expert in writing test plans and test cases.
- In-depth expertise in Perl and structured programming.
- Background in QA development including test planning, process and QA
methodology.

Biorac pod uwage ceny rynkowe za taka prace dostalabym gdzies miedzy $20 000 a $30 000 rocznie wiecej niz dostaje teraz.
Ktos ma jeszcze jakies pytania, na co mi to programowanie...?
06:56 / 20.10.2005
link
komentarz (14)
Studia zaoczne

tak sie zastanawiam: ile mozna nauczyc sie na zaocznych
studiach z informatyki? i dochodze do wniosku, ze nic
albo prawie nic.

Wezmy moj przyklad. Jedna klasa z programowania w javascrypcie,
ktory to zreszta jest jednym z prostrzych jezykow, prawda?
Programista nie jestem, programowac nie umiem - ale tez
ci co ida na informe tez raczej nie sa zawodowymi
programistami.

No i tak. Z pracy zwykle przychodze do domu ok. 19.00, czasami wczesniej.
Zanim cos zjem i sie ogarne, srednio jest juz 20.00.
Zakladajac, ze nic wiecej nie robie, mam 4 godziny do
czasu pojscia spac.

Kazdego tygodnia mam do przeczytania od chuja materialu, zajmuje to co najmniej ze dwa dni - bo czyta sie toto nie jak kryminal albo romans, ale niestety
trzeba przeanalizowac przyklad i kod ktory jest omawiany.
Praca domowa - co tydzien mam jeden quiz srednio 15 pytan, przy czym pytania sa postaci "mamy taka a taka funkcje, taka array i jaki bedzie rezultat jak sie zmieni tu-i-tu". Slowem, nie jest to odbebnienie czystej glupiej teorii, ale trzeba sie wykazac zrozumieniem.

Oprocz quizu sa do napisania 4 skrypty - z tygodnia na tydzien coraz trudniejsze. Ja wiem, ze dla zawodowcow to, co mnie zajmuje 4 godziny debugowania jest kwestia
15 minut - ale jak mowie, jesli ktos programowac umie
to nie bierze sobie klasy w programowaniu....

Podsumowujac: klasa owa zabiera mi praktycznie rzec z biorac prawie caly wolny czas poza praca przez 6 dni w tygodniu - i to tylko zeby sie wyrobic z praca domowa, ja juz nie mowie o jakichs dodatkowych zajeciach/skryptach/programach.

Do najglupszych ludzi nie naleze, w komputerach tez juz sie troche czasu grzebie, slowem nie zaczynam od kompletnego zera.

Przypominam - to tylko jedna klasa: 2 godziny wykladu,
2 labu i 4 godziny tzw. czasu przy terminalu.
Teraz wezmy pod uwage, ze jak ktos lata na te studia
zaoczne to ma przynajmniej ze 3 albo 4 przedmioty w tygodniu. I co mozna sie w takim tempie nauczyc, jak to zaliczyc? No chyba, ze zalicza sie na zasadzie obecnosci plus jeden projekt na koniec (ktory to projekt naczesciej jest pisany przez innych z braku czasu...) ew. jakis tam egzamin....

Hm.
Hm.
Nie... nie wierze, zeby ktos po zaocznej informie w Polsce umial programowac w jakimkolwiek jezyku albo umial se na przyklad kernel skompilowac, driver zainstalowac albo jakas baze danych...
Nie... takich rzeczy dopiero trzeba sie nauczyc w praktyce.
Wniosek: co daja takie studia? Nic, oprocz papieru, ktory sam w sobie niewiele jest warty....

Tia...

21:45 / 19.10.2005
link
komentarz (2)
Nie ma to jak pozytywna motywacja

prawda?
Dostalam wczoraj list od matki, a w nim tzw. "rozwazania" nad przyszloscia "mojego dziecka".

W skrocie: dziecko wracaj do Polski. Bo co ty tam w USA bedziesz sie meczyc? Malzenstwo se spieprzylas, prace masz byle jaka w ktorej cie moga w kazdej chwili zwolnic;
nie masz wlasnego domu i mieszkasz na cudzej lasce. Z twoimi kwalifikacjami w Polsce to bys daleko zaszla!".

Jasssssne. Jasssssssssssne.
Oj zapomnialam - oczywiscie jeszcze na dorzutke - kiedy bede wreszcie miala dziecko a ona wnusia kochanego???

Slowo daje, juz odginam kiece i LECE.
21:57 / 18.10.2005
link
komentarz (2)
Panie Hamerykanki

I. ostro umawia sie z panienkami wygrzebanymi z serwisow
randkowych. Trafil ostatnia na taka, co to wpisala sobie
ze ma dochod dwiescie tysiecy dolcow rocznie.

No.No.
Spotkali sie. Panienka byla mila.... do momentu w ktorym nie dowiedziala sie, ile I. zarabia.
Potem powiedziala "dobranoc" i slad po niej zaginal.

Ja do I, komentujac sytuacje:
- no witamy w Ameryce, czego sie spodziewales?
- no taaaaak....

Dobre, dobre.

PS: z as sie juz pogodzilam.... spotykamy sie znow w weekend, tym razem na moich warunkach.
05:09 / 18.10.2005
link
komentarz (3)
Pozera

mnie samotnosc.
Chce w thanksgiving na snowboard a nie mam z kim.
:(

Pozarlam sie z as.

i tylko jeden pozytyw sie zdarzyl: skrypt, ktory napisalam zadzialal
od pierwszego razu...

Jakie to zycie do dupy....
00:29 / 15.10.2005
link
komentarz (8)
Juz

doczekac sie nie moge i przebieram nozkami. Za trzy
godziny odbieram pana as spod jego apartamenta, hotel
zarezerwowany (z basenem czynnym caly rok - nie zeby
to jakas rewelacja byla, ale ja w tym roku w ogole
sie nie moczylam w wodzie!) i idziemy sie napalic.
Strzasnac z siebie syf tygodnia, pracy, stresu
no i moich nieudanych osiagniec w javascryptach.

Tj. wreszcie moj bidny skrypt zaczal dzialac, ale
dopiero po interwencji kolegi z pracy - ktory to
kolega, jak udzielny ksiaze, palec wyciagnal i palcem
pokazal co gdzie zle, co poprawic i dlaczego
moja wersja nie miala szans.

No tak.
Szkoda, ze pan nauczyciel od tej klasy nie skupia sie
bardziej na praktyce zamiast na teorii.
Co tydzien zarzuca nas jakas dzika masa materialow
do przeczytania - a na chuja mie to???
Jak dla mnie to zamiast bebnic ta teorie wiecej bym sie
nauczyla bebniac konkretne przyklady i je debugujac.

Funkcje, statementy, operatory logiczne sa latwe.
Tylo te cholerne zasrane obiekty i ich metody -
ciagle mi sie to pierdoli.
20:33 / 13.10.2005
link
komentarz (0)
Wiiiind of change?

Ja tu o pierdolach, a tak naprawde to.... cos sie
we mnie zmienia - a raczej ja sama sie zmieniam.

Nastawienie do zycia, rzeczywistosci, samej siebie...
Coraz mniej mnie obchodzi co sie dzieje w wielkim
swiecie. Coraz mniej mnie to szarpie.
Patrze z dystansu, troche z poblazliwoscia, jak pasterz
na swoje owieczki, chociaz I swear nie mam zapedow
na boga :)

Robie sie bardziej samodzielna - psychicznie.
Finansowo niby jestem, ale to taka samodzielnosc
palcem na wodzie pisana. Strace prace i dupa.
Dlatego cel jest jasny - poprawic kwalifikacje wlasne
i wywindowac na sie na poziom zarobkow w okolicach
six figures tak zwanych (czyli okolo stu tysiecy dolcow
rocznie brutto).
Pieniadze szczescia nie daja, ale z pieniedzmi o szczescie znacznie latwiej...

Przyzwyczajam sie do zycia samotnego - jak dla mnie novum, bo od czasu od kiedy skonczylam 17 lat ciagle
z jakims chlopem bylam/zylam, przerwy od zwiazkow
bywaly dosc krotkie.
Teraz niby jestem "oficjalnie" z panem as, ale tak naprawde
to zyjemy jak dwoje doroslych samodzielnych ludzi,
z ktorych kazdy ma wlasna wizje....ot, kochankowie.

Takie zycie nie jest zle. Latwiej znosic porazki i
latwiej sie cieszyc - kiedy nie jest sie zaleznym od
nikogo.
Jak na ironie teraz wlasnie, gdy mi wiekszosc panow
zwisa (lagodnie mowiac) wala tabunami niemalze.
Czyzby czuli pismo nosem? Ze oto kobita, nie taka najbrzydsza, majaca poukladane we lbie, samodzielna,
dojrzala, dosc inteligentna - no i tak kobita nie dosc,
ze nie chce dzieciaka, rodziny to nawet faceta na stale.
W sam raz, nie?

Hehehe.
05:23 / 12.10.2005
link
komentarz (5)
Po staremu

czytajac bloga Pierwszej i innych matek dochodze do wniosku, ze w
Polsce przez te 15 lat niewiele sie zmienilo.

Nadal kobietom z wozkami ciezko wszedzie; nadal inwalidom na wozkach jeszcze gorzej - nie mowie juz o takim trywialnym przypadku jak zalatwienie potrzeby naturalnej;
nadal lekarze dra ryja na pacjentow i zachowuja sie jak udzielni ksiazeta rozdajac informacje o chorobach jakby to byly worki zlota;
nadal chamstwo na ulicach i bandytyzm za plotem.

I tytlko osiedla chronione, odizolowane od plebsu, rosna sobie radosnie...
06:16 / 11.10.2005
link
komentarz (1)
Z frontu osobistego

As nie moze sie doczekac weekendu, zeby znowu popalic sobie
w moim towarzystwie. Nie powiem, ja tez doczekac nie moge.

W zyciu piekne sa tylko chwile, jak mawial sp. Lucek Rydel i nie da
sie temu zaprzeczyc.

Stan szczescia ulotnym jest... a nie ma nic lepszego niz snucie
intelektualnych mysli, snow o potedze i czego tam jeszcze
pod wplywem Ziola z osoba, ktora jest bardzo podobna do nas i na
bardzo podobnym poziomie rozumienia rzeczywistosci.

Tego mi brakowalo.
Tyle, ze nic trwac wiecznie nie bedzie i na trzezwo oczywiscie
o tym pamietam, a w stanie wskazujacym (niezaleznie od zastosowanych srodkow) zapominam.
04:48 / 11.10.2005
link
komentarz (0)
Tak poza tym

to w Dolinie Krzemowej tez juz jesien. Czyste, pelne slonce, gorac wrecz:
bo powyzej 25 st C w dzien...

... a wnocy pizdziawica na calego, jak to w klimacie polpustynnym, nie?

.. i o siodmej juz ciemno. Buuuuuu.
04:42 / 11.10.2005
link
komentarz (0)
To straszne

ten kraj wysysa z ludzi poczucie humoru - bo pardon, ale humor tzw.
amerykanski w zasadzie nie istnieje, a jesli juz, to ma wdziek i polot
siekiery na Pradze oraz subtelnosc sprzedawcy samochodow.

Ale nic to. I. dal numer popisowy: zawsze do rzygu politycznie
poprawny, pilnujacy sie i nie mowiacy wprost, zasunal takim tekstem.
(tlo)
Gadamy o jego przyjaciolce, ktora zycie zlamane ma przez ciagla
depresje, niepijacy alkoholizm i daleko posuniete uzywanie ziola
oraz - last but not least - spora nadwage.
Ostatnio rozglosila wszem i wobec, ze odchudza sie w/g diety
slim fastow.
Tedy, z uprzejmosci, pytam sie:
- no i jak C. schudla cos na owej diecie?
- tak, schudla, duzo az 35 funtow
- woow, to faktycznie sporo.
- nawet juz zaczela sie z jakimis facetami umawiac... ale wiesz, jak to C. - dzis schudnie a jutro znowu utyje z nawiazka, zeby sobie glodzenie wynagrodzic....

Malo sie nie posikalam ze smiechu, to po prostu trzeba bylo od niego uslyszec.. ;))
00:44 / 10.10.2005
link
komentarz (0)
Zapomnialam,

ze moje zycie znow przenosi sie w nieodgadnione czelusci
przestrzeni wirtualnych.

tyle, ze ta raza nie sa to newsy ani irce a po prostu zwykle czaty i email.

PS: siedzenie na kiblu jest swietna okazja do wysylania SMSow...
00:36 / 10.10.2005
link
komentarz (2)
Lepiej mi

To nie koniec swiata. Siedze na podlodze, z laptopem na kolanach
popilam winko i zajadam buttermilk herbatniczki belgijskie.

As mial sie jednak czas ze mna spotkac - ba, malo tego - w piatek
nastukalismy sie jak szpaki trawka. On mial problemy z zamowieniem
pizzy przez telefon, a ja mialam problemy z rozmowa z I. przez
telefon.

Co sie dowiedzialam, to moje. Raz tylko mi sie slabbo zrobilo, kiedy
powiedzial, ile jest wart jego kontrakt.
Ja pierdole.
Powiem tylko tyle: teraz juz rozumiem, dlaczego praca jest na pierwszym
miejscu i czemu on taki nerwowy jak cos nie idzie po jego mysli.

tia...

T. sie odezwal a raczej ja dalam glos i ciekawie sie znow robi.
Chce sie dalej spotykac a ja chce go wyciagnac na thanksgiving gdzies
na snowboard.

Oczywiscie, uczyc mi sie nie chce i zamiast zmozdzac sie nad praca domowa z javascryptu zaraz wybywam znow spotkac sie z as.

Daleko zajade z tym podejsciem, nie powiem....
19:59 / 06.10.2005
link
komentarz (5)
Zastanawialam sie

kiedys jak to mozliwe zeby zaistnial "smutek tropikow".
Jak mozna byc smutnym w miejscu, gdzie blekitny ocean,
palmy, slonce i obrzydliwie cieplo?

A jednak, mozna byc smutnym. Czlowiek czuje sie jak
pod dachem swiata, ma wszystko na wyciagniecie dloni,
a jednak nie ma nic. Rozlegle przestrzenie sparzone
sloncem i cisza... cisza przeradzajaca sie w przerazliwa
samotnosc a potem smutek wlasnie.

Kiedys czerpalam radosc z kontaktow z innymi. Teraz
one sie urwaly a ja nie nauczylam sie czerpac z siebie.
Za kazdym razem gdy siegam w glab zastaje smutek, depresje, pustke i zniechecenie.
Nie umiem sie cieszyc tym, co mam, wiec uwazam, ze nic
nie mam.
Czegos mi brakuje.

I nie, nie jest to druga osoba. Brakuje mi czegos w sobie.
Niestety.
02:50 / 05.10.2005
link
komentarz (8)
Podsumowujac

mam ochote walic glowa w mur, bo wlasnie do niego
dotarlam i aby patrzec jak sie odbije z hukiem.

Widokow na nowa prace nie ma; widokow na zatrudnienie
na etat w starej nie ma; nauka programowania zajmie
przynajmniej pare miesiecy (mowie tu o javascrypcie
plus shell, zadne tam javy czy inne obiektowe zmory) -
podczas ktorych to miesiecy chyba mnie kurwa strzeli
z nudow.

As zajety i pozostanie zajety dlugo, a jak juz
bedzie mial luzniej to kontrakt mu sie skonczy i
tyle go widzieli;
widokow na nowego chlopa nie ma, zreszta nawet nie mam
teraz czasu szukac.

Nie ide do przodu, nic sie nie dzieje, nic mi sie
nie chce i mam wszystkiego dosc.

Syf kila i korniki i rzygac sie chce.
Ktos ma cos jeszcze do dodania?
21:38 / 04.10.2005
link
komentarz (0)
Z przykroscia stwierdzam

ze nadeszla zima.

Wczoraj udalam sie bylam do I., ktory siedzial w domu
z powodu przeziebienia. Poszlismy na obiad, wdzieczyl sie
i przytulal i wesoly byl jak swinka. Z uprzejmosci odbebnilam przymusowe ogladanie video o naprawie rur
i innych tego typu wielce ciekawych rzeczach.

A w nocy koszmary - lawa zalewajaca ludzi
przy okazji wybuchu wulkanu, sceny makabryczne typu mieso
odpada od kosci i takie tam. Spocilam sie jak mysz
pod miotla, wiec sciagnelam koszulke.... po to tylko,
zeby obudzic sie pare godzin pozniej szczekajac zebami
z zimna.

Przespalam budzik, wstalam o 9.30 (rychlo w czas, ta...)
i pedem do pracy.

Wygladam, jakby wal drogowy po mnie przejechal piec razy pod rzad.
Na dodatek szanse na dostanie pelnego etatu tu, gdzie pracuje, sa bliskie zera.
Firma balansuje pod kreska (a wlasciwie nie przynosi zysku), ilosc etatow zalezy od wyniku finansowego, a ten zmienia sie z quarter na quarter i pare dzialow
sie ciagle bije o przydzial.
Zajebioza....
05:15 / 03.10.2005
link
komentarz (0)
Ah zapomnialam

W piatek bylam w mojej ulubionej knajpie i pojawil sie I.
Osoby ciekawe naszych gąb mogą je sobie obejrzeć
tutaj
01:29 / 03.10.2005
link
komentarz (0)
Wlasciwie

to tak jakby nie chce mi sie chwilowo pisac. Zycie mnie konsumuje.
Chociaz pewnie jak znam siebie to jutro w pracy znowu bede miala
sie okazje nudzic i cos splodze...

PS: chwilowo wyczerpaly mi sie pomysly na kariere...jesli ktos dysponuje jakims to z checia wyslucham....
01:06 / 01.10.2005
link
komentarz (9)
DUPA

dostalam odpowiedz od ebaya.
Negatywna.
03:25 / 30.09.2005
link
komentarz (5)
O cenach

tutejszych a konkretnie nieruchomosci.

Zebralo mi sie na ogladanie tego, na co ewentualnie byloby mnie stac.

Po pierwsze: wynajem czegokolwiek typu studio (czyli odpowiednik naszej kawalerki) w okolicach Mountain View, Cupertino, Sunnyvale nie schodzi ponizej tysiaca dolcow
za miesiac. Mozna taniej ale tylko w opcji wynajmujemy
wspolnie z kims. Klasyka.

Apartament z jedna sypialnia, w syfiastej okolicy
San Jose - cena zakupu nie schodzi ponizej $300 000.
MAKABRA. O ile chce sie cos porzadnego w porzadnej okolicy wtedy trzeba dorzucic nastepne piecdziesiat do stu tysiecy dolcow.
Domy wolnostojace tak zwane w w/w okolicy nie schodza ponizej pol miliona dolarow.
Voila.

Teraz tak. Zalozmy, ze sie szarpne na kredyt hipoteczny na to marne mieszkanko z jednym pokojem. Luz. Niestety, trzeba miec downpayment i to najlepiej w wysokosci 20%. W przeciwnym wypadku przy moich zarobkach w ogole nie zakwalifikuje sie na pozyczke, a jesli juz to w ramach tzw. programu "first home buyer". Polega on na tym, ze miasto zyruje mniejsze pozyczki na ten downpayment.
Minusem owego kredytu jest to, ze przez pierwsze 6-7 lat placi sie tylko ODSETKI od owego kredytu i nic wiecej; mozna je odliczac od podatku, ale w razie utraty pracy i niemoznosci comiesiecznego placenia bank zabiera nieruchomosc a my zostajemy Z NICZYM, jako ze splacalo sie nie kredyt, ale odsetki....

Fajnie. Nie wspomne juz o tym, ze te odsetki w skali sumy kredytu to stanowia 100% in total. ZAJEBIOZA.

Co pozostaje? Mobile home. Taki dom, co to go robia w fabryce potem przywoza na miejsce, instaluja i juz.
Modele z ostatnich lat nie sa takie zle - maja duzy metraz i wyposazenie oraz wykonczenie naprawde na poziomie. TANIE SA. Bo chalupe z 4 pokojami i 2 lazienkami, paroletnia, da sie zakupic za mniej niz sto tysiecy dolcow. Ale....

.. ale taka chalupe trzeba miec gdzie postawic, mniah mniah. Pozostaje opcja zakupu wlasnego gruntu (ktory jest kurewsko drogi) albo postawienie takiego cuda w tzw. mobile home park. Tylko, ze za owo postawienie placi sie miesiecznie.... w Mntv $800-$900.
Czyli, splacamy kredycik a do tego osiemset dolcow co miesiac na home owners association.
LUZ.

Dziekuje, nie mam wiecej pytan. Jak mi ktos powie, ze
zycie w silly valley jest boskie i tanie to mu jebne z glowki. SERIO.

I zeby nie bylo - moje zarobki sa duzo powyzej sredniej krajowej w USA.
Niemniej, w celu zakupu wiekszego apartamenta na kredyt musze zarabiac cos w okolicach stu tysiecy dolcow rocznie.

Gut Najt.
19:36 / 29.09.2005
link
komentarz (0)
Kacyk poranny

poniewaz albowiem nie moglam juz wytrzymac wczoraj
i polazlam do ulubionej knajpy. Ilez mozna kolkiem
siedziec najpierw przed jednym komputerem a potem drugim?

Sezon jakis sie zaczal na mlodych chlopcow. Wczoraj
osiagnelam szczyt: chlopocus jak talirzyk - naprawde
nie dosc, ze ladny, proporcjonalnie umiesniony, inteligentny i nie Amerykanin (Rumun) - to jeszcze
komplementa prawil i wpatrywal sie tzw. wzrokiem.

Dwudziestoszesciolatek.

Wzdech.

Ni ma lekko. Ale pobawic sie mozna, zwlaszcza ze pan
as znow zajety i aby patrzec jak ponownie wyprysnie do
Europy (ta raza na miesiac ha ha), a pan T tez zajety
i to do tego stopnia, ze telefonow nie odbiera, maila
zapomnial juz drugi tydzien wyslac no i w ogole.

PS: nie mam telewizji, nie ogladam, to trzeba sobie
samemu mydlane opery produkowac, nie? Rozrywka
jakas byc musi, bo od ciaglego czytania o obiektach, metodach, eventach i handlerach mdli mnie i dostaje tiku nerwowego w oku :)
08:32 / 28.09.2005
link
komentarz (2)
Co bym chciala od zycia

Pare rzeczy, uwazam, ze nieduzo, ale as sadzi ze marzenia moje
sa dosc wybujale, ze wzgledu na stosunek czasu spedzanego na pracy
do czasu spedzanego na hobby.

Ale, do rzeczy. Chcialabym:
- byc rentierem i zyc z procentow, w ten sposob moglabym:
- podrozowac sobie po swiecie tam gdzie akurat mi przyjdzie ochota
- zajac sie tlumaczeniem dla funu tego co akurat wybiore i robieniem
grafiki akurat takiej, na jaka mam ochote; od czasu do czasu cos napisac;
- posiadac jakis maly domek gdzies - zebym miala gdzie wracac.
No, taka jama wlasna.

A facet, jesliby sie znalazl po drodze, taki co chcialby ze mna zycie
powyzsze dzielic (i wystapiloby to zjawisko z wzajemnoscia) - fajnie.
Jesli nie, to tez byloby fajnie.

Napad na bank raczej nie wchodzi w gre. Smutne jest to, ze do realizacji wiekszosci marzen potrzebne jednak sa pieniadze.
Zmora-cholera.

Tzw. urban legend glosi, ze wystarczy robic to, co sie kocha, a slawa
i pieniadze w koncu przyjda.

Uaha. Bajka dla naiwnych. Niestety, zycie wlasne kontrolujemy tylko w niklym stopniu. Mozemy jedynie wykorzystac okazje, jesli sie taka nadarzy. Jesli sie nie nadarzy, to voila - prosze misia pocalowac w dupe.
04:30 / 28.09.2005
link
komentarz (6)
No dobra,

a tak w ogole to co poza tym?
- Nic.

Nuda i nic sie nie dzieje. W ogole wiekszosc zycia wiekszosci ludzi
uplywa wlasnie na nudzie. Niby dzieje sie wiele, niemniej kazda czynnosc
powtorzona zbyt wiele razy staje sie rutyna a potem nuda.
Czynnosci tzw. fizjologiczne jako i sprzatajaco-myjaco-gotujace
mozna spokojnie wrzucic do tej kategorii, jednakze podczas ich wykonywania da sie zajac mozg czyms innym (chwala bogu).

Ale praca... praca moi kochani. Iluz z was moze z reka na sercu powiedziec, ze ma ciekawa prace i z checia tam gna dnia kazdego?

W Polsce to jeszcze-jeszcze : przynajmniej udawanie nie zachodzi
na taka skale i nie jest az tak wymagane. W USA - umarl w butach.
Najlepiej zeby kazdy pracownik skakal na uszach z entuzjazmu i
uwazal sie za najszczesliwszego na ziemii. Wlacznie ze smieciarzami,
kelnerami i rozdawaczami ulotek.

No.

Tak poza tym to javascrypt nie jest az tak trudny, jeno nudny jak flaki z olejem.
20:11 / 27.09.2005
link
komentarz (0)
Pora na Telesfora

to jest, chcialam powiedziec, komentarz powyborczy.

Po cholere nam ta demokracja? I tak konczy sie populizmem
i manipulacja. Masy nie rozumieja podstawowych mechanizmow ekonomicznych, ci z kolei ktorzy rozumieja
nie ruszaja dupy albo jest ich za malo. No i tak to.
To juz moze lepsza bylaby monarchia oswiecona - podkreslam, _oswiecona_?
Byle jakos zapewnic sensowne mechanizmy wyboru (bez
wodzenia sie za lby) no i sensowne osoby....
Niestety, raz rozpierdolonej monarchii w zasadzie nie da sie restaurowac.

Co zostaje? PiS. Pisssss....
Samoobrona. Samowrooooooona...
Platforma tez nie swieta, zeby nie bylo, ale jakos
jeszcze w miare najsensowniejsze maja podejscie do
gospodarki. Co z tego...

Ah.
W chwilach jak ta nie zaluje, ze wyemigrowalam. Jeno moze niespecjalnie do tego kraju co trzeba....
.... ale to moze da sie jeszcze nadrobic :)
07:01 / 27.09.2005
link
komentarz (2)
Dlaczego

wszystko prędzej czy później się rozpierdala? Co sprawia, że ludzie
kochający się ranią się nawzajem i nie potrafią dłużej ze sobą być?
Czy naprawde nie ma nic pośredniego między ślepym, furiackim zakochaniem z jednej a poczuciem obowiązku z drugiej strony?
Plus ewentualnie przyjaźń: na spokojnie, na dystans, bo każdy ma własne życie - jak gniazdo, które trwała obecnosć drugiej osoby może tylko skalać...

Dziwne to wszystko. Koniec końców nie zostaje nic poza samotnością i to taka, o ktorej pisał Łysiak: taka, co wyżera tkankę z mózgu i odkłada się słojami zgorzknienia.

Nie byłabym z as szczęśliwa, nawet gdyby nie posiadał rodziny, nie
pochodził skąd pochodzi i żyłby pod bokiem.
Bo w nim zdusili emocje. Nie umie kochać i nie chce. Zimny intelekt.

Idź już, bo się ściemnia....
.. bez emocji nie urodzi się nigdy żadna sztuka. Bez niej świat byłby nudny a my nie bylibyśmy ludźmi.
Idź.
18:59 / 26.09.2005
link
komentarz (0)
Poniedzialek

jak zwykle nic mi sie nie chce. Ohyda.

Test poszedl tak sobie... uzerac sie musialam z wordem,
w ktorym za kazdym razem przy tlumaczeniu stringow
trzeba bylo od nowa ustawiac keyboard input, font i
font color. A stringow ok. 80. Zmarnowalam kupe czasu
i nie przetlumaczylam wszystkiego.
Odnosnie jakosci to nie bylo tak zle... ale rzecz jasna
moje tlumaczenie jest inne niz ich. Uwazam, ze lepsze -
bo imho polskie strony ebaya sa przetlumaczone na chama
- prawie ze kalki jezykowe z amerykanskiego i koszmarnie
sie to czyta. No ale nic to.
Teraz wszystko zalezy od tego, kto mnie bedzie ocenial.

Przejde to dobrze, nie to trudno, poszukam sobie innej
roboty.

Poza tym to bola mnie wszystkie miesnie - pojechalismy
wczoraj z as na motocyklu do Santa Cruz.

I nic mi sie nie chce... NIC.
To ja wtorek juz poprosze.
08:51 / 22.09.2005
link
komentarz (0)
Ulżę sobie jeszcze..

Pare kwiatków z tego glossary, a co:

Return to top = powrót do początku
rotate = obrót [to kurwa jest czasownik w angielskim, nie??)
rules and safety = zasady bezpieczeństwa
seller ID = nazwa sprzedającego
escrow = escrow
account status = stan konta

SŁABO MI.

07:45 / 22.09.2005
link
komentarz (2)
Ufff!

Problemy kompatybilnosci przewalczone, dzieki wydatnej pomocy dwoch bliskich znajomych (juz oni wiedza, o kogo chodzi :) - dzieki serdeczne.

Co sie czlek nadenerwuje, to sie nadenerwuje... zwlaszcza, ze robienie prywaty z pracy, na laptopie stojacym na biurku, kiedy tabuny wala korytarzem i gapia sie w ekran, to proszenie sie o klopoty.

No ale oj tam.
Teraz walcze z glossary dostarczonym przez pracownika rzeczonej
firmy.
Okolo tysiaca slow i terminow, z czego jakies 30% ma sens i jest
przetlumaczone wedle zasad polskiej gramatyki i slowotworstwa, a
reszta to szajs nieziemski.
Na przyklad: slyszal ktos o takim slowie jak "licytant"???? Powinno byc
licytujacy, prawda? A nie jest.
No i ja mam kierowac sie takim glossary. Boje sie, ze z powodu malej
ilosci czasu polece "z glowy" tj. bede tlumaczyc tak jak wydaje mi sie
za sluszne, a nie szukac ich durnych koslawych terminow... i sie wyloze.
Bo jednym z punktow, wedle ktorych beda mnie oceniac to wlasnie zdolnosc podazania za ich stylem i slownictwem.
Matko.

Niech ktos powystrzela durnych tlumaczy ktorzy nie wiedza, co czynia.
Jesli mi starczy czasu to rzecz jasna bede rabac w nawiasach uwagi typu "podazam za terminami z glossary, ale w/g mnie lepszym tlumaczeniem byloby x.." itd.

O budowie zdan nie wspomne.. spuscmy zaslone milczenia.

Tak, wiem, to co tutaj prezentuje na blogu tez nie do konca jest poprawne, ale na boga - to nie jest oficjalne tlumaczenie ani tekst.
Zreszta, dawno juz zauwazylam ze pisanie notek z pracy powoduje
powstawanie jakichs koszmarnych gniotow i urywkow mysli odjalowionych...

Z tematow osobistych: w sobote sie wybieram gdzies z T. - jak raz ma wolny czas, a as oswiadczyl ze bedzie wtedy zajety, wiec....

Musze tylko jeszcze jakas bajeczke wymyslec na piatek do pracy zeby
usprawiedliwic nieobecnosc przez pol dnia.

No i tak to.
19:46 / 20.09.2005
link
komentarz (7)
Dzis

mi zdecydowanie lepiej, mimo kurwiastej trzesionki
wczoraj.
Odciagalam i odciagalam slanie tych dokumentow do ebaya
(proba sprawdzenia kompatybilnosci z nimi) - w koncu jak
sie zabralam to juz dobrze po jedenastej wieczorem.
No bo co tam wklepac polskie znaczki do dwoch dokumentow
html i jednego worda, nie?

Ah. Gdybyz zycie bylo takie proste dla fanow makowek
....

HTMLa problem zostal rozwiazany predka za pomoca takiego
malego smisznego edytorka dla programistow i pracy
symultanicznej. Przynajmniej nie musialam sciagac czcionek do tego - bo Go Live szanowny oczywiscie znarowil sie bez czcionek polskich, a nie wiedzialam skad to gowno wytrzasnac (swoja droga po chuja czcionki specjalnie w edytorze do htmla???)

No ale nic. Jazda zaczela sie dopiero z szanownym Wordem.
Najpierw czcionki - bez tego oczywiscie ani rusz.
Dobra. Na laptopku mam ponad 700 MB ramu, ale to dla worda kurwa za malo! Jedno odswierzenie ekranu dobre pol minuty. Boze.
No to na stacjonarna makowke sie przerzucilam, gdzie mam 1 GB ramu. Lepiej - ale, kiedy juz-juz myslalam, ze sie udalo....
TADAAAM! Przy probie otworzenia dokumentow, ktore edytowalam, word wywala sie na morde dokumentnie.

Ah. C'est la vie, nie? Po dwoch godzinach doszlam wreszcie do tego, ze szmaciarz proboje zachowac dokument jako html z opcja... automatycznego sprawdzania i updatowania linkow i zdjec na starcie. Boze.

Co za kretyn to wymyslil i ustawil jako default?? Po usunieciu oczywiscie git malina.
W ogole to nie wiem, po jaka cholere ludzie w _wordzie_ produkuja dokumenty htmlowe, ale coz... sila ignorancji wielka jest.


21:27 / 19.09.2005
link
komentarz (3)
No to jeszcze troche pomarudze

Na filmie bylismy - Brothers Grimm. Gniot.
Dziwne, bo Terry Gilliam jednak dobrym rezyserem jest... niemniej w tym wypadku dal dupy na calej linii.
Moze ja za wymagajaca jestem, ale nawet basniowa historia
musi w sobie miec jakis sens i chociaz troche sie trzymac kupy.
W porownaniu z tym Harry Potter dobrawdy wyszedl calkiem niezle....

Mam klucz do apartamenta as - co z tego - w przyszlym tygodniu bedzie mial wspollokatora. Dupa.

Po sobotniej imprezie niedziela przerypana rowno.
Ladnie, pieknie za oknem, slonce swieci ale.... ZA GORACO!!!
Zwlaszcza, jak czlek ubrany w jeansy a na zewnatrz 26 stopni C.
Po lunchu, zrobieniu zakupow i dowleczeniu sie do chalupy mialam juz tylko chote pasc na morde - tem bardziej ze pasta z lunchu zaszkodzila mi i srednio
co 10 minut musialam biegac do kibla.
Wyczerpujace.

Potem proba obejrzenia "Red" Kieslowskiego. NUUUUUDDAAAAA.
Czy to ja sie odzwyczailam od tego typu filmow, czy to rzeczywiscie nudne? Sama juz nie wiem.

Potem polegiwanie na lozku, czytanie do 2 w nocy (kazdy swoja ksiazeczke a jakze) i dyskusja do 4 rano.

Nie ma sily, zebym sie wyspala.
Czy tydzien nie moze zaczynac sie tak jakos od srodka, albo moze od konca?

Tak poza tym chudne. Spodnie, w ktore nie miescilam
sie 2 miesiace temu spadaja mi z tylka. I dobrze.
Jeszcze z miesiac i bede miala talie osy. Ah oh i w ogole niewiadomo co.

20:24 / 19.09.2005
link
komentarz (0)
Skad to sie bierze?

takie podle samopoczucie? Niewyspanie? Poniedzialek?
Nuda w pracy?
Mam nadzieje, ze mi przejdzie bo jak narazie do niczego sie zupelnie nie nadaje.

Weekend spedzony z as na obijaniu kijem gruch tj.
jakies tam kina i obiadki w piatek, potem imprezka w sobote - na ktorej notabene robilam za nianke
jednej takiej kobiecie (z Peru jest, jakby kto pytal).
Fajna kobitka, niestety naprula sie, a ze na ta sama
impreze przyszedl jej ex maz z nowa kochanka...
Latwo sobie wyobrazic. Inna sprawa, ze ja nigdy
bym z siebie takiego widowiska nie zrobila, jak ona.
Sa pewne granice i do nich jak mysle nalezy nie wydzieranie sie na ex oraz przygodnych ludziow, tudziez
obwinianie wszystkich dookola o swoje niepowodzenia.
Jesli dodac do tego temperament corek goracokrwistych indian, to wychodzi pikny komplecik.
Dobrze, ze w koncu usnela na kanapie (po uprzednim zmuszeniu do wymiotow i przeczyszczenia zoladka) - poszlam do domu zdziebko zdegustowana.

Jakos tak. Jak z nim jestem, to czas przeplywa przez
palce, nie zauwazam kiedy gdzie i po co.
Bez niego mysle sobie, ze to bez sensu.
Dalej zyje z dnia na dzien, a piekne sa tylko chwile.

Tia....
Nie umiem myslec binarnie.
00:07 / 17.09.2005
link
komentarz (5)
La La!

zycie znow piekne jest. Z panem as sie wyjatkowo predko dogadalismy.... ja nie umiem sie ani z nim klocic, ani
na niego obrazac ani nie odzywac...

Przeszlam do nastepnej tury rozmow z ebayem po dzisiejszej rozmowie telefonicznej z szefowa
lingwistow.
Przede mna czterogodzinny test z tlumaczenia i edytowania.
Nie wiem, ile mi tego dowala, ale juz sie boje, ze
nie zdaze wyprodukowac przyzwoitej jakosci tlumaczenia
w tej ilosci i tym czasie, tym bardziej ze babencja
podkreslila, ze liczy sie timing.. ehm....

Matko. NIECH SIE UDA!!!!
Chcem! Chcem! Po pieciu latach wreszcie robilabym
znowu to, co lubie i w czym kiedys bylam dobra.
20:39 / 15.09.2005
link
komentarz (7)
A dzis znowu zjazd w dol

Racje miales T, kiedy wczoraj powiedziales, ze as musial
miec dzien slabosci. No mial, kurwa, mial.
Wczoraj juz standard - zero odpowiedzi na maila, telefon
wylaczony i zero obecnosci na komunikatorze.

Nieco sie spanikowalam - moze pierdola w szpitalu wyladowala czy co?
W ramach biegania wieczornego zmienilam trase i przebieglam pod oknami.
No skad. Wszystko na swoim miejscu - motocykl, swiatla
sie pala, normalna aktywnosc.

I tutaj, przyznaje sie szczerze, kurwica mnie szczelila od razu.

Dzis mam do wyboru 3 opcje:
- wyjechac z morda
- olac i w ogole sie przestac odzywac, zaplanowac sobie
najblizszy tydzien bez niego
- udac, ze nic sie nie stalo.

Oczywiscie nie musze chyba dodawac, ze najwieksza
ochote mam na opcje numer jeden.
03:04 / 15.09.2005
link
komentarz (7)
Blisko, coraz blizej...

w piatek mam miec rozmowe kwalifikacyjna przez telefon
z przyszla (byc moze) szefowa z ebaya....

Psze trzymac kciuki.
20:18 / 14.09.2005
link
komentarz (0)
Ciekawa mysl

Wczoraj udalam sie bylam z Wlascicielowspolmieszkancem
na obiad. Oczywiscie temat dyzurny - huragan Katrina.

Ja wysunelam mysl: kompletne fiasko w kwestii organizacji. Tak na szczeblu stanowym, jak i federalnym.
Jasne, to wie kazdy. Ale czemu?

Patrzac na podejscie do werbowania wolontariuszy
przez wladze miasta widac bylo wyraznie: brak planu,
brak zastanowienia i kompletne nieprzygotowanie. Nie wiedzieli co z tymi ludzmi zrobic.

Czemu? nie da sie wszystkiego zwalic na polityke, jak to
niektorzy probowali.
Niestety w USA daje sie zauwazyc obrzydliwy schematyzm
dzialania. W wielkich organizacjach ludzie nie sa
naklaniani ani tym bardziej nie wymaga sie od nich
samodzielnosci myslenia. Dostaja gotowe schematy,
w/g ktorych maja postepowac. No i jesli cos w schemacie
sie nie miesci (vide jakakolwiek sytuacja kryzysowa),
nastepuje daleko idacy chaos.

To widac na kazdym kroku... nie trzeba daleko siegac.
Sprzedawcy za kasa w sklepie, kelnerzy... wszystko
jak automatony.

Czemu?
Wlascicielowspolmieszkaniec stwierdzil, ze odpowiedz jest prosta. Ludzie za duzo myslacy zbyt wiele klopotow powoduja a i potem sa trudno zastepowalni.

Dzialanie zas w/g schematow powoduje oglupienie i
posluszne wykonywanie polecen... poza tym latwo
potem takie przyuczone automatony zastapic.

Spisek, czy normalna ewolucja swiata korporacji
goniacego za zyskiem?

No i jeszcze to wszechobecne przekonanie, gdzie kazdy
czlowiek powinien sobie radzic sam ze wszystkim.
To po co w ogole organizacja panstwowa????
19:21 / 14.09.2005
link
komentarz (0)
Czuje sie w obowiazku

cos napisac, hehe.

Niestety, nic specjalnego nie dzieje sie, ot takie
tam flakowate dzienne sprawy.

Formularz do pani z Ebaya zwrocilam, powiedziala ze pewnie jej szefowa bedzie chciala ze mna telefonicznie
sobie pokonwersowac. Kumpel stwierdzil, ze "e... to jeszcze co najmniej z miesiac potrwa, to Ebay.. tam
proces rekrutacyjny i 3 miesiace zajac moze".

No dobra, mnie sie chwilowo woda na leb nie leje ani
nie przymieram glodem, se poczekam....

Co tam jeszcze.
as odezwal sie wczoraj niespodziewanie dzwoniac do mnie (czego nigdy nie czyni) - choroba go zmogla.
Wizytacji odmowil. Jak prawdziwy mezczyzna - w ciszy wylizywac rany bedzie, hehehe.
W sumie to moze i lepiej. Nie ma jak chlop np. z przeziebieniem, to gorzej niz baba przed slubem.
Chodzi toto, siaka nosem, uwaza ze caly swiat sie wali.
Zycie okropne jest i wszyscy skakac wokol ksiecia musza :))))

Ah. Zapomnialabym: panu I. przygotowywalam zdjecia do
serwisu randowego, jam jam.
Stwierdzil ze chce tak jak ja: miec sobie z kims wyjsc i sie poseksic.
Ugryzlam sie w jezyk w pore, ta raza :)
22:13 / 12.09.2005
link
komentarz (7)
Chyba juz nie umiem

ladnie pisac. Ten kraj wyssal ze mnie polot, delikatnosc
i poezje, co w duszy gra.
Zostaly tylko nedzne ochlapy - bo czymze nazwac
glupio toczace sie po policzku lzy - lzy z okazji
"Godzin" Cunninghama? Zawsze, kiedy ogladam ten film,
to placze.
I tylko ta raza bylo inaczej, bo as nie wiedzial,
co sie dzieje i nieco sie wystraszyl...

Juz wybralam. Bede z nim, poki nie wroci do siebie...
20:34 / 12.09.2005
link
komentarz (0)
Znow

czuje sie jakbym pod tramwaj wpadla, a przeciez nic
poza piciem, paleniem i kotlowaniem sie w lozku z as
przez ten weekend nie robilam.

Tragedia.

pani od ebaya sie odezwala. Slub brala i dlatego bardziej
jej nie bylo, niz byla.
Obiecala sie dzis skontaktowac z managerem dzialu
- jak sie owemu managerowi moje cv spodoba, to zaprosza
mnie na rozmowe.

Zobaczymy...

co poza tym.
E.. to moze pozniej, jak juz sie pozbieram do kupki.

Nie ma to jednak jak spanie we wlasnym wyrze.
11:10 / 10.09.2005
link
komentarz (3)
Powiedzialam

i nie uciekl.
Stwierdzil, ze z tym co wie to teraz jego problem.
I ze jak bede miala wolny czas zebym zadzwonila...

Zglupialam.

Stanal na wysokosci zadania.

Pan T.
22:17 / 09.09.2005
link
komentarz (1)
Urwanie glowy

dzis mam.
Najpierw, wczoraj wieczor jeszcze wkurwilam sie na
ex mauzonka. Pol roku temu wypelnilam wszystkie
pierdolone papiery do rozwodu - mial zlozyc - nic.

Teraz ... znowu mam wypelniac jeszcze raz!
Powiedzialam mu, ze wala. Zrobie kopie tych dokumentow,
ktore sie zmienily (stan konta, rachunki kard kredytowych etc.) i niech se sam wypelnia jeszcze raz.
W koncu to nie mnie na formalnym rozwodzie zalezy, ale
jemu.
W separacji bowiem zyjemy juz od ponad poltora roku.
Mnie do powtornego zamazpojscia niespieszno, wiec wisi
mi to jak kilo kitu u sufitu...

Z pracy wczesniej dzis wyjsc musze i pojechac do I.
odebrac zapasy ziola, a tutaj sie okazuje ze pozar w
burdelu.
Wlasnie zaraportowalam dwa krytyczne bugi i developery
lataja jak koty z pecherzem starajac sie to naprawic.

No, ale przynajmniej sie cos dzieje...
19:50 / 08.09.2005
link
komentarz (1)
Gadal wol z prosieciem

W pracy rozgorzala dyskusja (mamy taka specjalna wewnetrzna mailingliste pt. bad attitude) na temat
listu otwartego Michaela Moore'a do Busha.

Jeden kumpel zaskoczyl mnie swoim podejsciem: wzial
w obrone jasnie urzedujacego prezydenta.

Najbardziej zabawna byla forma: bicie piany.
Fakty sa jakie sa i rozmowy tego typu zawsze przypominaja
mi gadke racjonalisty z wierzacym.
Zero porozumienia i nawet aparat pojeciowy rozny...

probka stylu:

New Orleans has a Democrat Mayor, a Democrat City Council, and a Democrat Chief of Police. Louisiana has a Democrat Governor, a Democrat Lt. Governor, a Democrat Attorney General; 24 of 39
Louisiana State Senators are Democrat, 67 of 105 Louisiana State House Representatives are Democrat, there's a Democrat Representative in the House from New Orleans, and one of two Senators in the Senate is a Democrat.

SO YOU CAN SEE WHY IT"S ALL BUSH"S FAULT

Nobody expects the Spanish Inquisition…


Chyba juz szkoda mi czasu na to. W ideologii i religii
nikogo do niczego sie nie _przekona_.
a juz napewno nie dyskusja...a juz napewno nie taka...

PS: as kupil sobie nowy motocykl, zamowil specjalnie dwa
siodelka... zeby moc mnie wozic :)
Obiecal tez nauczyc mnie jezdzic na tej jego maszynie.
Przynajmniej ma wiecej wiary we mnie, niz I....ktory
przez poltora roku znajomosci nie zdobyl sie nawet na pozwolenie mi poprowadzenia jego samochodu - dodajmy, samochod manual honda prelude z 1989 roku - wiec nie zadna nowka niewiadomo-co...
22:58 / 07.09.2005
link
komentarz (2)
Wyslalam

maila przypominajacego do pani z ebaya.
Czekam.
Skreca mnie...
08:00 / 07.09.2005
link
komentarz (13)
Heh...

a jednak mnie meczy...
Lepiej sie dogaduje z as.. lepiej mi z nim w ogole i w lozku tez.
T. jest mily i inteligentny ale... zupelnie nie ta liga no i chce miec rodzine a ja posiadania potomstwa nie biore pod uwage. Korci mnie zeby mu powiedziec....

powiem....

Ze tez to wszystko sie musi skonczyc i to tak predko.

Z panem zas I. kontynuuje rozmowy na YM... tyle, ze nie bardzo mamy o czym rozmawiac poza wymiana informacji na temat co sie ostatnio
zdarzylo... smutne.
Zakochany czlek to jak kon - klapy ma na oczach, wiodace tylko
w jednym kierunku...
20:09 / 06.09.2005
link
komentarz (0)
Zmeczona ale zadowolona..

Niedziela wieczor zaczela sie od wkurwu - dzwonie do as
zgodnie z umowa... i natykam sie na wylaczony telefon. No pieknie.
Po 45 minutach czekania w koncu zadzwonilam
do A. Tez byla w bojowym nastroju, z powodow w ktore
nie bede tutaj wnikac... niemniej, urzadzilysmy sobie
mala bitching session. W trakcie nagle nastepny
telefon, przelaczam sie i kto - pan as.

Okazalo sie, ze sierota boza zostawila telefon w Anglii..
Piekne i niewyjete.
Troche mu sie dostalo z mojej zlosci - zauwazyl od razu,
rzecz jasna, ze cos nie tak.
Wyjasnilismy sobie pare rzeczy...wiem juz dokladnie, na
czym z nim stoje. W skrocie - na tym, o czym pisalam....
co oczywiscie nie przeszkodzilo mu sie za mna stesknic
i w ogole sie jakis czuly zrobil...

Dzien nastepny czyli poniedzialek stanal pod znakiem
wycieczek motocyklowych. Jeden z boys wynajal na weekend
Harleya...no i we trojke - on, ja i as wybralismy sie na
objazd okolicznych gor i oceanu.

Juz wiem, dlaczego ludzie maja takiego pierdolca na punkcie tych motocykli. Sa po prostu boskie... stworzone do crusing, chociaz jak dla mnie zdziebko halasliwe.

W miedzyczasie as zepsul sie motocykl... naprawial w drodze, wywalalo mu uparcie jakas faze. Jako ze J. musial oddac Harleya, spowrotem wracalam z as jako pasazer na jego Kawasaki.

Matko. Te motocykle zdecydowanie nie byly skonstruowane dla dwoch osob. Siodelko z tylu dla
pasazera jest malutkie, znacznie wyzej od lokalizacji tylka kierowcy,
dzieki czemu siedzi sie w pozycji mocno pochylonej wiszac na plecach prowadzacemu.
Przyspiesza toto i hamuje z zawrotna predkoscia i zeby
nie wybic sobie zebow tudziez nie zwalic sie as na plecy jak zdechla ryba musialam kompensowac albo nogami, albo rekami (zapierajac sie o bak). Efekt
tego taki, ze dzis napierdalaja mnie jak dzikie wszystkie miesnie.

Ale nic to. Spodobalo mi sie. Gdyby nie wrodzone niemoctwo i kalectwo rozwazylabym sama zakup
motocykla... ale boje sie, ze bym sie zabila.
Hm...
09:46 / 04.09.2005
link
komentarz (0)
Jacy ci mezczyzni slabi..

Rozumiem jeszcze pana as, ktory jakby nie bylo ode mnie
o prawie 10 lat starszy.
Ale T...? mlodszy o 3 lata. No.

Po wczorajszym - slowo daje, nie wypilam za duzo ani
ja, ani on. No i po wczorajszym, i po seksie wczorajszym,
i nocy spedzonej w hotelu (jako ze ja nikogo nie sprowadzam
do Wlascicielowspolmieszkanca chalupy a i u niego dwoch
wspolmieszkancow na na 2 sypialnie) znow wygladal, jakby
wpadl pod tramwaj.

Po poludniu, 4 godzinach spania, ledwo co go wyciagnelam
na obiad.
Bajke na temat tego czemu mam zajeta niedziele i
poniedzialek przelknal lekko.
Coraz bardziej mnie wciaga.

Jutro bede sie na pana as przestawiac. Tez pewnie bedzie niezywy po przelocie z Europy....

Najlepiej byloby, gdybym dostala ta prace w Ebay...
wtedy jednemu bym powiedziala, ze pracuje i zajeta jestem i drugiemu to samo ....
w stosownych momentach oczywiscie.

A tak bede miala zagwozdke logistyczna na przyszly tydzien.. jedyna nadzieja w as, ze bedzie zajety.. hm...

Barometr lekko wychyla mi sie w strone pana T. na niekozysc as z prostej przyczyny - nawet gdyby as sie zdecydowal, ze chce ze mna byc, nigdy nie wyszlabym poza
status kochanki. Rozwodu bowiem z zona nie wiezmie,
obowiazki wobec rodu ma... do rodziny nie moglabym oficjalnie byc wprowadzona...zycie na boku.
Dupa, nie zycie.

Rozsadek zaczyna brac gore. Chwala bogu....
22:31 / 02.09.2005
link
komentarz (1)
Cos dla zwolennikow Busha

"Z najnowszych danych Biura Spisu Ludności wynika, że w zeszłym roku nieznacznie powiększył się odsetek Amerykanów żyjących poniżej umownego progu nędzy. Biednych przybywa od początku rządów prezydenta George'a Busha.
Według kryteriów rządu USA, bieda zaczyna się poniżej dochodu 18.850 dolarów rocznie na czteroosobową rodzinę. W 2004 r. w takiej sytuacji było 12,7 proc. mieszkańców USA - o 0,2 proc. (1,1 miliona osób) więcej niż w roku poprzednim.

Na początku rządów republikańskiej administracji Busha margines biedy wynosił 11,3 proc. i od tego czasu systematycznie wzrastał."

20:10 / 02.09.2005
link
komentarz (3)
A jednak napisali

w onecie. No i ponoc w CNN tez o tym bylo.
Nie wiem, bo kablowki nie mam i telewizorni nie ogladam.

Ale dobrze, ze ktos wreszcie zaczal o tym trabic.
Swiat ma okazje sie dowiedziec ze w najbogatszym
mocarstwie swiata sa cale obszary nedzy, gdzie ludzie
zyja ponizej wszelakich standardow i godnosci...

Dla wielu to ciagle szok. Chiny, Indie, Rosja - jasne,
tam sie kazdy spodziewa. Ale USA?

Nawet w takiej Kalifornii, ktora najbogatszym stanem
jest, az 28% mieszkancow nie stac na ubezpieczenie
zdrowotne...
22:17 / 01.09.2005
link
komentarz (13)
Nowy Orlean

Czy ginie? Hm....
W polskiej prasie nie przeczyta sie raczej, ze sytuacja
byla poniekad do przewidzenia.

po pierwsze: Nowy Orlean to miasto raczej biedne, zamieszkale w wiekszosci przez ludnosc murzynska i kolorowa.
Podobnie jak caly stan Luizjana. Poza atrakcjami dla
turystow, wielka klinika i jeszcze paroma obiektami nic
tam specjalnego nie bylo.
Gangi za to byly od zawsze.
Rzad federalny rzecz jasna obcial koszty na poprawe umocnien, bo dziura budzetowa rosnie i rosnie a koszta
wojny w Iraku tez.
Bylo tylko kwestia czasu, kiedy nad tym obszarem przejdzie
wystarczajaco duzy huragan. Cala zatoka meksykanska i poludnie USA to jeden wielki kociol z przewalajacymi sie
huraganami i tornadami.

W miescie po przyspieszonej ewakuacji, przed uderzeniem kataklizmu, zostali najbiedniejsi ktorzy nie mieli jak sie wydostac z miasta.
Po zalaniu, kiedy gangi uswiadomily sobie totalna bezkarnosc, zaczely rabowac...

Ot co.
Teraz jest lament i jeki, zwlaszcza, ze osiem rafinerii nie nadaje sie do uzytku a ceny ropy skoczyly jak szalone.

Jak widac, nie tylko Polak madr po szkodzie...
Ubezpieczenia tez pojda w gore, bo firmy beda musialy zaplacic za krocie... nawet jesli dostana jakies rezerwy z budzetu to i tak podniosa skladki DLA WSZYSTKICH zeby sobie odbic.
Teraz do pary brakuje tylko trzesienia ziemii na linii uskoku San Andreas, tak co najmniej 8 w skali Richtera.
To juz chyba USA by sie nie podniosly... zwlaszcza, ze Kalifornia to najbogatszy stan - a siodma ekonomia swiata, jesli liczyc oddzielnie.
19:23 / 01.09.2005
link
komentarz (2)
Zdaje sie

ze albo mi zezarlo wczorajsza notke, albo ja sama
cudem jakims nie zauwazajac skasowalam.
Szlag by to.
04:55 / 31.08.2005
link
komentarz (2)
Porady babci Sarah

Skoro juz zeszlo na takie rzewno-romansowe tematy to
pociagnijmy.

Co zrobic, zeby w razie rozwalenia sie zwiazku w miare
predko wrocic do siebie? No w tym mam niejaka praktyke,
n'est se pa?

Po pierwsze i najwazniejsze: kiedy zwiazek jeszcze trwa
nie nalezy pod zadnym pozorem oddawac sie calej chlopu.
Zdrowo myslaca baba powinna miec cos swojego. najlepiej
prace. Jesli nie moze miec dobrze platnej - nie szkodzi.
Niech cos robi. Szkoli sie. Mysli o wlasnej przyszlosci.
Niech ma wlasnych znajomych i przyjaciol - podkreslam
wlasnych - a nie wspolnych. Takich, z ktorymi w razie
klapy mozna pogadac i liczyc na wsparcie. Takich, ktorzy
w razie nieuniknionego podzialu nie wykreca sie dupa i nie
powiedza, ze chca zostac "neutralni" i "nie beda sie w
to wszystko mieszac".

Po drugie: kiedy juz nastapi klapa czy rozstanie,
nie wolno za zadna cene wysiadywac samej w domu!
Niewazne, ze rzygac sie chce na cala rzeczywistosc
i wszystkich dookola razem wzietych. Trzeba sie zmusic.
Wychodzic. Do ludzi. obok ludzi. Do knajpy, kina,
na koncert czy co tam komu pasuje. Robic, robic i robic.
Jak juz na nic nie starcza zwojow mozgowych, bo totalnie
zatrute i oglupione przez galopujace emocje i wylewajace
sie hormony - wziac sie za prosta prace fizyczna.
Skopac ogrodek, posprzatac chalupe, umyc samochod -
COKOLWIEK. I tak dopoki pierwsza fala nie minie.

Sad but true - klin klinem. Dziala, na bardzo wiele
osob.
Wiem co mowie, bo sama zawalilam w powyzszych frontach
nie jeden raz.... a wtedy, kiedy zaczelam sie stosowac
do powyzszych rad efekta nastapily dosc szybko.

Tak, wiem, to sa rady ktore mozna uslyszec od byle kogo.
Madry Polak po szkodzie. Tylko, ze u wiekszosci osob
WYKONANIE szwankuje. Szukaja sobie pretekstu, zeby
NIE robic, bo tak latwiej.
Z tym nie robieniem zas jest tak... ze im dluzej sie
o tym mysli, tym gorzej zaczac. Najlepiej NIE myslec
w tym jednym momencie i po prostu zaczac. Jak juz
sie zacznie dalej samo pojdzie....

A teraz, drogie dzieci, mozecie misia kopnac w dupe ;)
(na otrzezwienie, ma sie rozumiec).
20:38 / 30.08.2005
link
komentarz (0)
Ciesze sie jak swinia w deszcz

Pani ktorej wyslalam wczoraj resume odezwala sie w te
slowy:
- mamy bardzo duze problemy z obsadzeniem pozycji
ze wzgledu na status imigracyjny wszystkich zglaszajacych sie. Jaki jest pani status?

Mam zielona karte, nie? W tym momencie kasuje cala konkurencje, bo skoro oni nie maja zamiaru sponsorowac
wiz pracujacych... to moze wezma mnie ze wzgledu na
status stalego rezydenta :)
No, ale nie zapeszac. Bede sie finalnie cieszyc
jak podpisze umowe. Moge przeciez polec na rozmowie
kwalifikacyjnej...

Wczoraj odezwal sie I. Ha, ha. Dokladnie tak jak przewidzialam.
Najwyrazniej poczul sie urazony (to oczywiscie moja interpretacja) ze jak to, zamilklam i w ogole w tak
krotkim czasie moje uczucia don zupelnie zanikly.
Odpalilam mu, ze czego sie spodziewal? Zerwal ze mna,
dal wyraznie do zrozumienia ze koniec, obdarzyl mnie
na pozegnanie wielce milutkim mailem sugerujacym
jakobym powinna szukac lekarza bo jestem emocjonalnie niezrownowazona...
Dorzucilam jeszcze: ja moich przyjaciol nie kocham, a jesli juz to napewno nie taka miloscia, jak mezczyzne
z ktorym planuje byc. Zeby ruszyc do przodu i obdarzyc kogos innego uczuciem najpierw sie musze pozbyc starego, a poza tym to mnie wkurzyl.
No i ze mozemy byc nadal przyjaciolmi ale tylko jesli
zaakceptuje mnie taka jaka jestem i jesli bedzie
do mnie zywil szacunek, na jaki zasluguje.

Poszlo mu zdrowo w piety. Do tego stopnia, ze odpowiedzial iz musi sobie to wszystko przemyslec i zastanowic sie.

Glos A. jak zwykle stanowil reprezentacje zdrowego
rozsadku:
- no daj spokoj, teraz to on sie moze w dupe pocalowac. Myslal, ze bedziesz umierac i odchorowywac
zwiazek z nim, biegac i w ogole nadal byc milutka
i mu zligac jak wrzodowi na dupie??? Niech spierdala.
Nie mogl sie zdecydowac przez poltora roku, szarpaliscie sie jak nie wiem co, a teraz nagle poczul przyplyw emocji do ciebie - jak juz sobie kogos innego
znalazlas i sie na niego wypielas. Pf.... niech se znajdzie inna naiwna.

Jo.

Odezwal sie as. Jak zwykle olal dwa moje maile z konkretnymi pytaniami - odpowiedzial jedynie na podeslany dowcip, jakze krotko i tresciwie - "niezle".
I podeslal swoj.
Chyba nadal mu sie wydaje ze wszystko bedzie tak jak do tej pory.
Spotykamy sie kiedy jemu wygodnie, zero planow, zobowiazan a potem zwija manatki i go nie ma. Jasne.
Tylko, ze teraz nie bede juz na kazde jego zawolanie, nie bede z utesknieniem czekac :)

Rany, ale sie bojowa zrobilam, no no.
Ale dobrze. Trzeba mi bedzie bojowosci i bezczelnosci jako i motywacji zeby przerzucic sie na nowa prace (o ile okaze sie to mozliwe) i generalnie pchnac do przodu swoje zycie. Dosc juz siedzenia na dupie, marudzenia i czarnowidztwa.

Prawie zapomnialabym. Pan T. sie tez odezwal. Pierdola saska przespala cala niedziele, a do konca tego tygodnia pracuje ciezko (no, ja tez, ja tez, w koncu nastepna release ma byc w czwartek ten, tia...), niemniej jednak wyrazil chec widzenia sie ze mna w weekend...

Jum jum.

Zastanawiam sie tylko - cos za dobrze wszystko idzie - z ktorej strony pierdolnie ta raza?

19:57 / 29.08.2005
link
komentarz (5)
Tak poza tym

to pan as sie nie odezwal od czwartku. Standard.
Slusznie powiedzial - chociaz w odniesieniu do swojego dziecka - ze brak kontaktu powoduje szybkie oddalanie sie od siebie.
Ciekawe, czy wpadnie na to w odniesieniu do mnie.

Korci mnie zeby jakis wyjazd na ten dlugi weekend zorganizowac i nie czekac na niego. Nic mnie tak
nie rozwala jak czekanie, zwlaszcza, ze pogoda za oknem
wrecz rewelacyjna a jak od tak dawna nie wysciubialam
nosa na zewnatrz...

CV lezy i kwiczy. Wczoraj zdolalam jedynie wymozdzyc
krotki list motywacyjny, teraz musze pod niego resume przerobic.
Troche skumplikowanie bedzie, bo oferta pracy to "polish langugage specialist". Moje doswiadczenie w tym zakresie pochodzi jeszcze z czasow, kiedy pracowalam w Polsce, a to ladnych pare lat temu...
Bede musiala zmienic schemat z "czasowego" na "funkcjonalny" czyli podzielic na sekcje editor experience i eng experience.. i jakos magicznie rozdmuchac to pierwsze a zmniejszyc to drugie.

Normalnie nienawidze robic takich rzeczy.... ale coz.
nie da sie inaczej. Trzymajta za mnie kciuki ludziska :)
06:33 / 29.08.2005
link
komentarz (6)
Nocne postekiwania

A. jest po prostu niewyjeta. Po skrotowym opisie calej sytuacji i
wyjasnieniach, gdzie i dlaczego mam watpliwosci walnela mi niezla
lekcje:

- czys ty zwariowala???? I po jaka cholere bedziesz jednemu czy drugiemu mowila o jego rywalu??? Skonczysz tak, ze sie obaj dupa
wykreca i kazdy pojdzie w swoja strone. Czujesz sie winna wobec
as a to niby czemu? Slub macie ze soba brac? Zyjecie razem? Cos
ci obiecal? Nie wiesz nawet, na ile i czy mu na tobie zalezy, tak?
Spotykacie sie jako kochankowie, on wyjedzie i sie skonczy i nie
psuj se tego przynajmniej narazie poki nie wiesz na czym stoisz.
- ale... ale ciezko bedzie sie wymanewrowac tak, zeby jeden na drugiego przez przypadek nie wlazl...
- no to nie laz ciagle do tych samych barow, wylacz se telefon jak idziesz do jednego i drugiego. O wielki mi problem. Jeden w sobote, drugi w niedziele, albo na odwrot. As i tak sie ciebie nie pyta co robisz i gdzie indziesz a T. bedziesz musiala jakis kit wcisnac.
- ale czuje sie winna wobec T.... co prawda ja mu w zeszlym tygodniu powiedzialam, zeby se wybil z glowy cokolwiek, bo ja z kims jestem, ale chyba uznal, ze robie sobie zarty,,,
- ty to masz kurna pomysly. I co, powiesz mu teraz to ucieknie w podskokach, tego chcesz? Zrreszta, faceta w zasadzie prawie nie znasz, poczekaj, pospotykaj sie z nim, zobacz najpierw czy on i odpowiada a ty jemu. Co sie tak sraczkujesz? As wyjezdza na caly pazdziernik i bedzie problem z banki. Na co ci facet, co go wiecej nie ma niz jest?

Coz, nie mozna jej odmowic logiki. Przekonala mnie, przynajmniej narazie....
21:54 / 28.08.2005
link
komentarz (3)
Az sie boje pisac

Na horyzoncie pojawila sie mozliwosc nowej pracy i....
nowy facet.

Z tym pierwszym wiem co zrobic... z tym drugim nie wiem.
Jestem na rostaju drog i czuje sie coskolwiek nie w porzadku...
05:30 / 25.08.2005
link
komentarz (9)
Poza tym

tak sobie mysle a przemawiaja przeze mnie wzgledy praktyczne:
skad wzial sie dogmat latania matki z wozkiem i dzieckiem w srodku?

Przeciez takiemu gnojowi parotygodniowemu to wszystko jedno,
czy sie go wiezie po jakiej sciezce w srodku miasta, gdzie stezenie
olowiu siega zenitu, czy tez buja noga w wozku na balkonie...

W tym drugim wypadku zreszta jest bardzej ekonomicznie, bo
matka se moze ksiazke poczytac na ten przyklad....
05:22 / 25.08.2005
link
komentarz (0)
Nie no bosko jest

a tydzien rozwija sie znakomicie. Dzis oto wrocilam do domu o 20.15.
Wstalam o 7.30, jakby sie kto pytal.

Z nadchodzacych atrakcji to bede sie musiala nauczyc w trybie expressowym javascriptu, bo zwalaja na mnie testowanie calego GUJa od produktu.
Jedna taka pipa - Gruba - zawalila na calej linii, nie daje sobie z tym rady to teraz ja bede musiala.

Oh well. Jakos se dam. Wole juz glupie javascrypty niz babranie sie
w mySQL - ktory to jest tak potwornie nudny, ze az zal dupe sciska.

as sie odezwal. Oczywiscie w sposob czysto abstrakcyjny, nie wiem o co mu chodzi.
Inna sprawa ze ja tez wyjatkowo abstrakcyjnego maila napisalam, to
trudno sie dziwic.
A. podsumowala to tak:
- sluchaj, ja cie znam jak lysy szelag a nie wiem o co ci chodzi, to myslisz, ze on bedzie wiedzial????

I dobrze, niech sie domysla. A to wszystko przez te Wyspy Bezludne, tia...
kto wie, moze jakiejs inspiracji naglej dostane i cus stworze.
Praca jednak z czlowieka wszelaka wene wysysa, zostaje jeno proznia...

W piatek lokalna brygada polonii umyslila sobie spotkac sie w Mollys.
Niech sie spotykaja, jeno o godzinie 22.30 to tam bedzie tlum dziki und zbity i fige dostana, a nie stolik.
Uprzedzilam lojalnie (ja tam se miejsce znajde, w koncu staly bywalec jestem heheh) - ciekawe, co z tego wyniknie...
Chociaz, biorac pod uwage fakt, ze w sobote i tak bede musiala popierdalac do roboty, to kto wie czy w ogole bedzie mi sie chcialo dupe ruszyc.

No i takie to mam urozmaicone zycie ostatnio....
09:30 / 23.08.2005
link
komentarz (5)
Dalej

pije tak samo jak i pilam - jeno zamienilam rodzima wodke i piwo na
wino czerwone wytrawne;
dalej tak samo pociaga mnie Lysiak i jego Wyspy Bezludne....

..a juz, juz myslalam, ze mi przeszlo a ksiazka sie przezyla.

Nie.
Nie dla mnie....
05:01 / 23.08.2005
link
komentarz (0)
Getta

pamietam kiedys znajomi z UPRu gardlowali, ze w takich USA
i innych krajach sa getta.

W Warszawie tez juz sa i buduja sie z zadziwiajaca predkoscia. Getta
dla bogatych. Ze swoimi sklepami, ulicami, przedszkolami, szkolami
a to wszystko za brama i niedostepne dla Polakow-Szarakow.

Chca miec swoje odgrodzone od swiata enklawy niech maja... ale niech
przy okazji nie rozpiedalaja zagospodarowania przestrzennego
miasta.

Ciekawe, ze w Polsce najgorsze tendencje z zachodu maja zwyczaj sie
przyjmowac...
20:54 / 22.08.2005
link
komentarz (0)
Znowu

cos mnie kluje w tylek. Cos bym zrobila, juz mnie
kreci. Trzy dni z dzisiejszym - oto ile moge wytrzymac.

Wczoraj praca zdalna. W srode pierwsza release. Porzadna
ma byc, hehehe. Juz to widze, kurwamacia.
Chyba zejde a nie doczekam tej srody. Pozniej tez wcale
nie lepiej ma byc - nastepna release (bo se panowie wymyslili dwie z roznych produktow prawie w tym samym
czasie, ino team ten sam do obu buahaha) pierwszego
wrzesnia i znow praca w weekend - tym razem oficjalnie
caly qa team ma sie zwalic na 8 godzin w sobote.
Firma funduje lunch.. dobre i to, mogli powiedziec
a pocalujta sie w dupe...

Pracowac i tak mi sie nie chce, jakby sie kto pytal.
Wczoraj po pol godziny szarpania sie z wlasnym
sumieniem zamiast siegnac po ksiazeczke o programowaniu
siegnelam po Chmielewska - ktora prawie skonczylam o
2 w nocy.
Wyspalam sie jak cholera, nie?

Wlascicielowspolmieszkaniec wreszcie zauwazyl, ze znowu pale.
Dnia ktoregos wyszlam se przed domek, siadlam na krzeselku,
zapalilam peta i postawilam szklaneczke wina obok.
Wzdech. Odlecialam.
Wchodze spowrotem do mieszkania i slysze:
- co to jest??? Papieros, winko???
- YEP - odwarklam spode lba.
Sploszyl sie i juz nie pyta. Warczec to ja potrafie, jakby co. I dobrze. Co to kazdy
musi byc zdrowy do rzygu wegetarianin??? Zreszta, o czym
my mowimy. Taki on zdrowy jak ja baletnica. Z tego
niejedzenia (bo jak gra to zapomina jesc) dostal anemii i teraz jakies piguly zrec musi.

To ja juz wole palic, pic, jesc, anemii nie miec.

W sobote oczywiscie poszlam do Mollys, a co. Mialam nie isc a przyjkladnie wypoczywac, ale najpierw musialam jechac do naglego przypadku A. - wyszla jakas dzika awantura z jej chlopem, no i trzeba bylo kobiete pocieszyc i dac sie wygadac.
Z tego pocieszania pekla butelka wina i 3 piwka.
Dobrze, ze droge znam na pamiec i kawka sie znalazla, bo musialam kojota wracac. Jak juz wrocilam to
trzeba bylo kontynuowac tak dobrze zaczety wieczor, nie?

No to kontynuowalam. Zrazu nudno bylo, potem sie A. (poznalam go na tej samej imprezie co as, jest anglikiem ale rowny chlop) przyczepil. Zaparl sie
ze na obiad ze mna chce.
- jasne, ale pamietaj ze ja z kims jestem i randki
se wybij z glowy
- no wiem wiem, zadzwonie...
Zobaczymy, czy zadzwoni.

Potem sie przyczepil inny pan, w podobnym wieku (po czterdziestce). Potem kolega kolegi z bylej pracy...
byl z innym kolega samochodem dwudrzwiowym sportowym a wracalismy we trojke.
Nie no kino za darmo.
Stanelo, ze mam do niego dzwonic jak bede nastepnym
razem szla do Mollys.

Nie... ja tego tygodnia to nie przezyje.
A jeszcze sie musze do szkolki na powrot zapisac.
Za duzo tego, za duzo.

Dobrze, ze chociaz drzewko bananowe co dostalam od
kolezanki z pracy w prezencie wyglada na w miare
happy i moze sie rozmnozy jak juz korzunki wypusci...
05:05 / 22.08.2005
link
komentarz (3)
Czas na podsumowania..

Gdzie jestem co robie i gdzie chce byc..?

6 lat malzenstwa to w sumie czas w wiekszosci stracony. Jedyne korzysci
jakie wynioslam:
- zielona karte
- troche podrozy po swiecie
- przystosowanie sie do zycia w USA (w miare....)
- snowboard
Poza tym niestety chwil szczesliwych bylo zbyt malo, zeby pozwolily
zapomniec o tych mniej szczesliwych...Ex zniszczyl moja selfconfidence i do dzis odzywaja sie tego niemile echa.

Poltora roku z I:

- czas w zasadzie stracony. Bylo chwilami fajnie... ale tylko chwilami.
Od strony zawodowej nie posunelam sie ani na krok nigdzie.

Pf....
chce byc niezalezna finansowo, miec wlasne zycie. Oczywiscie fajnie
byloby je z kims dzielic... ale juz powoli trace nadzieje na to, ze sie ktos
taki znajdzie.
Troche mnie ciagnie do stabilizacji ale wiem, ze jak tylko osiagne ten
stan zaraz przyjdzie nuda.
Nie umiem tak. Musi sie cos dziac, cos zmieniac... musze sie rozwijac
i gnac do przodu, stagnacja mnie zabija. Niepotrzebna mi zreszta...
dziecka miec nie chce, wiec na cholere to.
Tak wiem, swiat jest wielki, sa nieograniczone mozliwosci i wszystko
zalezy ode mnie.

Ha. ha.
Wcale tak niestety nie jest...

ah i chcialabym jeszcze, jak juz sie romans z as skonczy, byc nadal jego przyjacielem. Ciekawe, czy sie da...
19:07 / 19.08.2005
link
komentarz (0)
Zapomnialam dodac,

ze ta piata rano to stad, ze as mial samolot o 7.40 i musial jakos na niego zdazyc, we zwiazku z czym ja tez
musialam podniesc dupe z wyra.
18:23 / 19.08.2005
link
komentarz (1)
Dzis

znowu chodze na rzesach.

A wszystko zaczelo sie zgola niewinnie. Nie moglam wytrzymac bez fajek... no to trampki na nogi, polarek
(tez sie cholera jakas zima tutaj zrobila) i dawaj
zapychac na piechotke do downtown do jedynego sklepu
gdzie maja moje ulubione clove papierosy.

Jak juz doszlam, to zadzwonila A.
Siedzialam pod tym sklepem i gadalam z nia, ludzie sie dziwnie patrzyli, ale nic to. Dobra.
Zdazylam sie rozlaczyc a tu kto...? V. (jeden koles co go znam z Mollys, ma do mnie slabosc i to jaka...).

Zaciagnal mnie do knajpy.
Mocne postanowienie - jedno piwo, dwa papierosy i
ide do domu.
Juz-juz zbieralam sie do wyjscia, odwracam sie a tam...
as we wlasnej osobie ze swoimi boys*, jak to ich nazywa.

I wmieklam, wmieklam strasznie. Oni sie skuli - od poczatku mieli inklinacje w tym kierunku, o czym zostalam lojalnie uprzedzona. Zabawa w sumie przednia.. a ja, jako ze w miare trzezwa bylam, strzyglam uszami na lewo i prawo. Co sie dowiedzialam, to moje :)))

Wyszlismy jak juz zamykali, czyli kolo jakiejs 2 nad ranem. as wymagal prowadzenia pod reke z obu stron, zeby utrzymac pion. Poczulam sie w obowiazku i doholowalam go az do samego wyra.
Juz-juz zabieralam sie do wyjscia....ale mnie wciagnal pod koldre i nie dal sie ruszyc.

Szlag trafil wszystkie mocne postanowienia.

W ten oto sposob wstalam o 5.30 rano i zawitalam do pracy o 7.30 i zaraz bede UMIERAC.

Dobrze, ze to juz piatek...

* - sa to ludzie, ktorych zatrudnia w swojej firmie i robia z nim przy tym samym kontrakcie. Znaja sie jak lyse konie od jakichs osmiu lat. Bardzo sympatyczni faceci zreszta, chociaz musialam zadzierac glowe - bo obaj maja ponad 2 metry wzrostu...i sa Nowozelandczykami.
05:05 / 19.08.2005
link
komentarz (4)
Zgroza

mie ogarnela - przed chwila bowiem weszlam na bloga Barbarelli.
Podsmiewaja sie tam z jednej takiej, co to kocha, nie kocha, rzuca,
wraca - slowem drama queen.

Cos mnie jednak tknelo. Przeczytalam wlasne notki z tego miesiaca.

Jezus maria!!!
Tez sie monotematyczna zrobilam.

Az mi wstyd. Ciekawe, czy to objaw mozgu zamieniajacego sie w zelke
harribo, galarete z nozek cielecych czy tez moze takie zwykle
amerykanskie gello... (ktore, nawiasem mowiac, ma wyjatkowo syfiasty
smak i zawsze mnie dziwilo, kto to kupuje...)
21:35 / 18.08.2005
link
komentarz (3)
No i znowu

bede umierac usychac itd. bo pan as jedzie tym razem
do Europy na 2 tygodnie....

...eh....
04:26 / 17.08.2005
link
komentarz (3)
Wohooooo!!!!

Matko jezu kurwa nie wiem co jeszcze.
Ide chlaaaaaccc!!!!!!

Bo, bo bo dostalam wreszcie ta jebana pierdolona zasrana zielona karte aaaa!!!!!!

PS: dla tych co nie sledza i nie wiedza, ile mnie to nerwow i zachodu
kosztowalo, powiem tylko: DUZO.

Stad ta euforia!!!! AAAAAAA!!!!!!!
08:07 / 16.08.2005
link
komentarz (3)
Szczele

sobie niedlugo w leb bo juz sama nie wiem co lepsze -
chlop, ktory jest niedosiegalny, czy brak chlopa w ogole?
A moze brak wszystkiego jak leci, w tym zycia wlasnego...?
Czy ktos w ogole, kurwa mac, by mnie zalowal, oprocz matki -
ktora wiadomo, jak kazda matka, defaultowo????
07:25 / 16.08.2005
link
komentarz (1)
I co poza tym

Nic.
Bo nic z tego nie bedzie. Dobrze jest poki jestesmy kochankami,
bez zadnych zobowiazan. Spotykamy sie zeby miec tzw. "good time"
kiedy obojgu nam to wygodne.
Mam nie narzekac, nie psuc atmosfery i nie wymagac.

Za pare dni jedzie do Irlandii na 10 dni. W pazdzierniku na caly miesiac
spowrotem do Europy.

Ja tak nie moge. Nie nadaje sie na Penenlope, oj nie.
Trzeba mi chlopa tu i teraz. Takiego, ktory bedzie chcial ze mna byc.

Tylko, gdzie ja takiego znajde???
Okolicznym, co wykazuja jakies checi, wystarczy rzucic tekstem
"ja chce rodziny" a uciekaja w podskokach. Nie to ze ja naprawde chce, bo nie.
Nie mam parcia na dzieci ani nawet na malzenstwo (juz jedno nieudane
mi calkowicie starczylo) - ale kontrolnie za rada A. od czasu
do czasu testuje ow tekst. Az milo patrzec, jak wszyscy niechciani
absztyfikanci od razu rejteruja.
Przynajmniej od tej strony toto wygodne jest...

PS: a samotnosc dalej gryzie po kostkach. Juz sie nie dziwie tak bardzo
Wlascicielowspolmieszkancowi, ze gra w warcraft po nocach. Tez pewnie
bym grala, gdybym gry lubila... co innego ma robic?
22:49 / 14.08.2005
link
komentarz (0)
Jakby ktos sie pytal,

to mnie nie ma bo uskuteczniam powtorki z tego odlotowego
seksu, nie?

W poniedzialek bedzie mnie tu wiecej, bo z pracy...
07:17 / 13.08.2005
link
komentarz (0)
No tak

bardzo mam urozmaicone zycie. Jak zaczne opowiadac, to
jeszcze mnie zamkna, nie?


Bo. Dzis po pracy na obiadek w celu odebrania
tzw. ziola. W ogole fajnie bylo i te rzeczy, nie widzialam
B. od prawie dwoch lat - od czasu rozstania sie mojego
z mezem a jego z zona.

Nastepna kobieta, w ktora jest zapatrzony jak obrazek,
jest paskudnym roztylym karampukiem. No, ale to w koncu
nie mnie sie ma podobac to co sie czepiam, nie?

B. zachwycony i w skowronkach to co ja sie bede odzywac.

Jo.

Co potem? Nic.
Wracalam, wracalam, mialam sie przerzucic z jednej autostrady na druga, oczywiscie bylam nie na tym pasie co trzeba.. w ostatniej chwili na chama przyspieszylam, wjebalam sie na front (modlac sie coby ten bidny czleczyna za mna przyhamowal - no ja bym zahamowala, nie??? ), przejechalam przez biala linie ciagla....
I MAM W DUPIE BO ZDAZYLAM. No.
Nastepny zjazd z autostrady - bagatela - 35 mil.
Ho Hum.

As malo zawalu nie dostal, jak zdawalam relacje - ale na litosc boska, badzmy szczerzy. On o malo co sie nie zabil w wieku lat 26 na motorze (do dzis kolana ma niefunkcjonalne a ja sie dziwie ze w ogole przezyl), potem mial 4 wypadki na torze (jezdzil jako race driver) i chyba z dziesiec na regularnych ulicach.

O.
Chociaz, jezdzi ode mnie lepiej o calej niebo a moze i hades. Tyle ze... ja mialam zlamany tylko nos i tylko dwa razy a on nie ma takiej kosci w ciele, co by sie kiedys gdzies tam nie polamala.

I tak go lubie. Za bardzo. Ale sie bede martwic pozniej, jak juz wyjedzie i nawet kurz nie zostanie po nim...
21:39 / 12.08.2005
link
komentarz (0)
Mhmmmm...

Jedna rozmowa i.. wczorajszy seks to byl po prostu
czysty odlot :))))
Inna sprawa, ze na wspomaganiu, ale nie pamietam, kiedy ostatni raz tak dobrze mi w lozku z kims bylo.

Sa szanse na powtorki, przynajmniej co 2-3 dni przez
nastepne dwa tygodnie.
Nie jest zle!

Zaprawde, seks lagodzi obyczaje i gdyby tylko kazdy
mogl ile chce i jak chce... to napewno mniej by bylo
na swiecie agresji, chamstwa a i wojen moze...

Co poza tym. as usilnie mnie przekonuje do nauczenia sie
programowania. Ja niby sama zdecydowalam juz dawno,
niby chce - ale jakos to wykonanie mi kulalo i nie szlo.
On proboje wplynac wlasnie na wykonanie.

Hm.... moze i tym razem cos z tego wyjdzie?
Who knows....
19:49 / 10.08.2005
link
komentarz (3)
Dzis morda mi sie smieje

bo wieczor i noc spedzona u as na paleniu ziola, rechotach
(nie mam pojecia przez jakie h help!), ogladaniu
filmow i seksie i swiat od razu wrocil na swoje miejsce.

prawda, ze niewiele mi do szczescia potrzeba?
03:13 / 10.08.2005
link
komentarz (3)
No to

sobie wyjasnilismy kwestie jego nieodzywania sie.
czekal az ja zadzwonie a moich message co sie nagralam
nie dostal.

brzmi nieco grubymi nicmi szyte... ale ja tez kiedys mialam serwis cingular i wiem, ze takie rzeczy nagminnie
sie zdarzaly. Np. ktos mi sie nagral na komorke a ja ta
wiadmosc dostawalam po tygodniu.

07:11 / 09.08.2005
link
komentarz (9)
Tia...

dwie godziny gadania na ym o roznych rzeczach. Seksie.
Wyczuciu ludzi. O tym jak zrobic kariere i jak podejsc
tych co sie podchodzic nie daja. O mnie i moim wnetrzu,
o nim.

Ani slowa na temat nieodzywania sie, tak jakby wyjazd
jego w ogole nie mial miejsca.

Tyle rzeczy niewypowiedzianych ale wiem, ze takie sa
zasady gry. Jesli pretensje to zignoruje.
Jasna sprawa. Gramy na jego zasadach. On wie, ze ja wiem, ze on wie.
Jest gora bo godze sie na jego zasady. Wkurwia mnie to.

Wie tez, ze gdybym ja mogla byc gora, gdyby on we wszystkim postepowal zgodnie z moimi zyczeniami
to... predko by mi sie znudzil. No challenge, no fun.
Taka karma...

D: masz racje, ja normalnych odrzucam zaraz na wstepie.
Bo sa za normalni, bo nie ma niespodzianki nie ma wyzwania.


00:02 / 09.08.2005
link
komentarz (2)
Tia....

as sie zmaterializowal dzis na ym.
Coz sie okazalo? Otoz wrocil w sobote, niedziele odsypial
i rzecz jasna nie zajaknal sie nawet o tym wczoraj.

Po co nie?
Grabi sobie, graaaaabi...
19:25 / 08.08.2005
link
komentarz (2)
Wczoraj

po czesci z nudow popadlam w szal sprzatania. Najpierw
wytaszczylam graty jakies straszliwe z laundry room
do szopy w logrodecku. Potem zmiana poscieli - czego
absolutnie lamane przez koszmarnie nienawidze.
(oczywiscie uwielbiam za to spac w czystej poscieli,
tia...).
Scieranie kurzow, zabijanie pajakow, ktore wyszly obrazone za to, ze im pajeczyny rozpieprzylam.

Usuwanie ton papiorow Wlascicielowspomieszkanca z salunu
(ten to ma talent, tydzien a juz zwaly sie przewalaja
wszedzie...), pranie, odkurzanie, mycie podlog, w miedzyczasie
tak zwanym zakupy, zrobienie obiadu, mycie okien (tylko
u mnie) - zanim sie obejrzalam juz byla osma.

Potem zadzwonila A. wyzalic sie.
Potem... doszlam do wniosku ze cos jednak trzeba konstruktywnego zrobic
i z mocnym postanowieniem nastukania sie (niedziela
wieczor, ha ha coz za przezornosc i pomyslunek) poszlam do Mollys.

Juz w polowie drogi pozalowalam tych pieknych sandalkow
co je sobie kupilam 2 dni temu. Znaczy, powinnam napisac ze nog pozalowalam. Dwa wielkie pryszcze
i zdarta skora z duzego palca.
Jakos doszlam, nie?

Nastukalam sie.

A wracanie, wracanie w tych sandalkach to normalnie
kurwa POEZJA prosze panstwa byla.

W efekcie strat dzis jestem ubrana polowo: t-shirt, trampingowe spodenki krotkie, ohydne skarpetki i trampingowe sandalki, rownie ohydne.
Ale - przynajmniej moge chodzic, nie?

Nie da sie, no nie da sie ladnie wygladac i rownoczesnie
pokonywac dluzsze dystanse na piechote. Nie da sie i juz.
A pomyslec, ze kiedys sie dziwilam jak zobaczylam w NYC kobity zapierdzielajace do pracy w garsonkach
a na nogach adidaski.... (szpilki oczywiscie w torbie
i wsadzane przed wejsciem do biura).
21:44 / 07.08.2005
link
komentarz (6)
Odezwal sie...

po tym jak wyslalam maila typu:
" ja rozumiem ze mozna byc zajetym, nie miec czasu ani dostepu
do Internetu ale ciezko mi pojac ze przez 3 dni nie mogles znalezc
2 minut zeby zadzwonic i powiedziec o co chodzi. Jesli masz
ochote mnie olewac to powiedz to wprost".

Odpowiedz przyszla po paru godzinach.... jednozdaniowa:
"nie badz glupiutka, oczywiscie ze cie nie olewam".

No i tak. Jak mowi Pierwsza, faceci to penisy i zaprawde trafne to okreslenie. Wiekszosc by chciala miec kobiete na zawolanie wtedy, kiedy im wyodnie i kiedy maja na to ochote. Kobieta ma byc swierza,
radosna i wypoczeta. Jak hurysa, no.
Gotowa na skinienie.

I. mial podobne podejscie. Jak mamy zly humor, problemy i cos nie tak
to wtedy najlepiej sie nie spotykac.

Panie boze, spusc mi wreszcie NORMALNEGO chlopa, bo z tym co do tej pory to nic, tylko se palnac w leb.
21:52 / 06.08.2005
link
komentarz (0)
Pan as

zaczyna mnie wkurwiac.
Dalej cisza na linii. Zero maila, zero telefonu (oh dzwonilam dwa razy wczoraj, powitala mnie poczta glosowa a jakze).

Wiem, dlaczego zadnej baby nie ma. Ktoraby to wytrzymala???

Nie wiem, obrazic sie, olac, zrobic awantrue - jak juz sie w koncu
kiedys tam odezwie?

A tak pieknie moglo byc.
20:13 / 05.08.2005
link
komentarz (0)
A jednak

udalo mi sie, mimo zwolnionego metabolizmu, schudnac
nedzne 3 funty w 2 tygodnie.
Osiagnelam to - a jakze - poprzez ciezkie glodzenie.
Byle z tej radosci znowu mi nie przybylo 4 na dokladke...

as od czwartku nie dal znaku zycia. Nie wiem, czy dalej
siedzi w tym Bostonie, czy moze juz wrocil a nie mial
czasu mnie poinformowac czy co.

Nie wiem, czy spotka sie ze mna jutro jak to planowal
2 tygodnie temu.

Cholery z tymi chlopami mozna dostac :(((
21:43 / 04.08.2005
link
komentarz (0)
Chce

moc skupic sie na karierze, pracowac calymi dniami,
mieszkac sama i miec w dupie caly swiat. Jak rowniez
jakiekolwiek problemy emocjonalne.

Niestety, z kobiecym mozgiem sie nie da :(
20:16 / 04.08.2005
link
komentarz (2)
Koniec

przyjazni z I. Wczoraj nieco podenerwowana bylam, fakt,
i zamiast normalnego rytualnego pierdu-pierdu z I.
probowalam cos z niego wyciagnac.
Ze dlaczego wlasciwie nie rozmawiamy jak przyjaciele,
o rzeczach waznych i istotnych tylkoo pierdolach?
Ze nie rozumiem po co on chce byc moim przyjacielem -
do small-talku nie trzeba przyjaciela.
Ze niespecjalnie go chyba interesuje etc.

No i furii dostal. Najpierw jeden mail, dzis drugi.
W tym drugim mi napisal zebym nie tracila jego czasu
jesli mam wygadywac takie pierdoly i jesli nie umiem
byc uprzejma to lepiej zebym sie nie odzywala.
Oraz - last but not least - ze jestem emocjonalnie insecure, powinnam pojsc znalezc sobie counseling
i pojsc sie leczyc, brac antydepresanty bo teraz to sie
do zycia nie nadaje i on sobie nie zyczy zebym
sie w ogole odzywala do niego.

Coz. Nastapilam najwyrazniej na odcisk panu wielkiemu
Inzynierowi.

Wiecej sie do niego nie odezwe.
Poprosilam juz A. zeby pojechala oddac mu klucz i zabrala reszte moich rzeczy.

Nie dorosl, nie dorosl do przyjazni i nie wart jest
zaprawde mojego czasu.
Zaluje ze zmarnowalam z nim te poltora roku.

08:06 / 04.08.2005
link
komentarz (3)
a w ogole

to ja pisze tutaj o pierdolach a o tym co bym chciala to tak nie bardzo.

Syndrom bloga, nie?
21:46 / 03.08.2005
link
komentarz (0)
as

dal glos. Siedzi nadal ciagle i nieustannie w Bostonie,
samolot przebukowywany juz 4 razy i dalej nie wie,
kiedy wroci. Jak nie zdazy na weekend to mnie chyba
cos trafi.

Im wiecej go nie ma tym bardziej zastanawiam sie nad
sensem tego wszytkiego.
Co z tego, ze jest mi z nim dobrze, jak za pare miesiecy
go nie bedzie?
Moze powinnam go olac i sobie szukac kogos, kogo interesuje
staly zwiazek?

Z drugiej strony nie moge. Wiem dobrze, ze jak tylko
zobacze jego rozesmiana morde zapomne zaraz o wszystkich
watpliwosciach.
Co za ironia losu - jak sie juz sie trafi swietny
facet, to zajety. Jak nie zajety i chcialby ze mna - to
sie okazuje, ze posrany.... i tak w kolko.

PS: wlosy wyszly zajebiscie. kolezanka A. stanela na wysokosci zadania, zrobila mi pasemka takie, ze mucha nie siada i jeszcze poprawila podciecie wlosow po chinczyku. Do tego nowy jasnozielony makijaz i nic
tylko isc na podryw... tak mi przynajmniej kumpel w pracy dzis powiedzial.
Odchudzanie sie niestety bedzie mozliwe dopiero od
kiedy zaczne brac hormony. Bez tego glodze sie, z glodu mam bol glowy i zawroty a ta jebana waga ANI DRGNIE.
05:36 / 03.08.2005
link
komentarz (4)
Narzekalam ze nic sie nie dzieje

to sie zadzialo. Dostalam wyniki badania krwi no i mam niedoczynnosc
tarczycy. Nie dziwne, skoro mam jej tylko jedna trzecia.

Teraz przynajmniej wiem, dlaczego mimo glodzenia sie nie moglam
schudnac i czemu mi bylo slabo i zimno przez wiekszosc czasu...

tia...
No to sie obiegam po lekarzach teraz i pokluja mnie. I bede znowu
zrec piguly z hormonami.
22:07 / 02.08.2005
link
komentarz (0)
Zab

przestal bolec w zwiazku z czym moglam spac, chociaz
i tak dalej jestem niewyspana bo w ciagu jednej 7-godzinnej nocy
takich zaleglosci sie nie odrobi.

as wczoraj sie odezwal przepraszajac, ze byl zajety
i nie mial dostepu do sieci i dlatego zapadla glucha cisza.
O telefonie najwyrazniej zapomnial. Mial wracac dzis,
ale jak narazie ni widu ni slychu wiec nie wiem.
Denerwujace to jak cholera, ale nie jestem w pozycji do
wymagania czegokolwiek. Z drugiej strony uprzedzil mnie
zawczasu, ze bedzie zajety az do szostego to co ja
mam sie czepiac.

Po pracy ide sobie odrosty farbowac... moze mi wlosy nie
wypadna. Mam juz jednak tak dosc patrzenia sie na te
moje bure klaki ze sklonnam zaryzykowac.

Tak poza tym to nic sie nie dzieje, w pracy umieram z nudow - tak to jest, albo wszyscy lataja jak koty z pecherzem bo termin release albo nikt nic nie robi
bo wlasnie byla release.

Nuda i sennosc oczywiscie mi przechodzi jak
przyjade do domu. Normalka.
21:52 / 01.08.2005
link
komentarz (4)
Dzis

dla odmiany samotnosc juz oczu tak nie gryzie,
ale tylko i wylacznie dlatego,ze czaszke przewierca
seksowny bol ZEBA.

Wrocilam od dentysty, 4 dziury zalatal (3 bez znieczulenia) a teraz sie zaczela jazda :(
Proszki przeciwbolowe oczywiscie nie pomagaja.

Wczoraj szukajac ukojenia, pogadalam sobie z kolega
z pracy.. obejrzalam po raz kolejny (na laptopie)
9 i pol tygodnia poczem sie pobeczalam.

Bycie kobieta silna nie jest latwe, czasem tez bym
chciala zeby mnie ktos przytulil i poglaskal po glowce -
a tu jak na zlosc albo nie ma nikogo w poblizu albo
jest - nieodpowiedni.

06:18 / 01.08.2005
link
komentarz (0)
......

samotnosc wygryza mi oczy.
05:28 / 01.08.2005
link
komentarz (4)
Poza tym

rozmawialam wczoraj z matka. Zapytala to odpowiedzialam -
ze Wlascicielowspolmieszkaniec jest rasy chinskiej
a oprocz tego homoseksualista.

Najpierw ja zatkalo, potem cos sie zaczela krztusic
az w koncu rzekla "moje dziecko bede sie za ciebie modlic".

Mozna sie oslabic, prawda?
Z drugiej strony juz po 15 minutach, jak ochlonela, stwierdzila
ze moze to nie jest taki zly czlowiek, skoro pozwala mi
u siebie mieszkac bez placenia czynszu.

I to by bylo tyle w temacie przesadow, co chcialam
powiedziec na dzis.

PS: oczywiscie nie bez znaczenia jest fakt, ze moja rodzicielka
jest zawziunta katoliczka....
Matka A, tez zawzinta katoliczka, skomentowala nasgtepujaco:
to ja sie bede za niego modlic, zeby sie nawrocil na
wlasciwa orientacje.

lalalala.
Co ja moge wiecej powiedziec?
05:18 / 01.08.2005
link
komentarz (0)
Slonce

zachodzi krwawo, w blasku wina ktore pije.

cisza na linii i cisza w realu.

on sie nie odzywa, wiem ze nie moze ale nie zmienia
to denerwujacego oczekiwania i jakiejs takiej
dennej pustki.
Cos by sie chcialo zrobic - ba - jest cala kolejka
rzeczy czekajaca na uwage, brawa i wykonanie - ale
jednak sie nie chce...

tez chcialabym miec tak jak mezczyzni - najpierw jest
ich pasja, praca czy co tam a jak juz to sie znudzi
i wyczerpie to wtedy przychodzi czas myslec o calej
reszcie....
05:32 / 30.07.2005
link
komentarz (0)
No, ciezko bylo

wrocic do rzeczywistosci, oj ciezko.
Lekka raczka do godziny 2pm czulam jeszcze alkohol w moich
zylach.

W ogole to oj matko. No pieknie.
Najpierw sie z A. (zanim wyszla) zbratalysmy z jednym
kolesiem, co go poznalam na tej samej imprezie co as.
Zajobny chlop ale na szczescie nie w moim typie :))

Potem robilam za poduszke do zwierzen innemu panu (gospodarz owej slawetnej imprezy), on mnie robil masaz plecow (w knajpie a jakze) i generalnie doszlismy do wielkopomnych wnioskow, przebudowy swiata i w ogole.
Kiedy oczki mu sie zamknely zaproponowalam, ze go do domu odprowadze - honorem sie uniosl i sam poszedl. I dobrze.

Potem....
potem dosiadlo sie towarzystwo, ktore tez w Mollys wczesniej poznalam... no i jeden pan rosjanin sie zaczal do mnie przystawiac. Fajne sympatyczne chlopie,
ale takie kurna mlode naiwne i nie zepsute ze az mi go bylo szkoda.

Potem....
inny pan (narodowosci meksykanskiej, ale bialy z pochodzenia hiszpan, hehehe) zaczal sie do mnie rpzystawiac.
Juz sie wczesniej przystawial, dawno temu, ale nic to.

Potem... knajpe zamkneli i pan meksykanin mial mnie odwiezc do domu. Jakos tak kurna wyszlo ze zamiast do mojego, odwiozl mnie do swojego. Ja poszlam do kibelka na siku, wychodze a ten goly jak turecki swiety i dalej sie na mnie rzucac.

Z denia byla wstawiony, wydarlam morde i zagrozilam ze mu zrobie krzywde jak natychmiast sie nie ubierze i nie otworzy drzwi.
Widac musialam byc bardzo przekonujaca, bo ubral sie i jeszcze powiedzial ze sama nigdzie po nocy chodzic nie bede i w koncu mnie odzwiozl...

Wyjscie z samochodu zabralo nieco czasu, bo rzecz jasna znow mu amory w glowie byly...

... ale...

Do chalupy dotarlam w stanie mocno wskazujacym o godzinie 3 rano.

Nie dziwne, ze gowno nie praca dzis byla, prawda?

Juz jednak jestem spowrotem w formie. Winko mam znacznie lepsze niz to wczorajsze knajpiane... klepie w laptoka siedzac na zawnatrz i sluchajac romantycznego
szumu samochodow, pociagow (linia kolejowa jest tuz, jak towarowiec przejezdza to cala chalupa sie trzesie, ale juz sie przyzwyczailam) i dracych sie bahorow.

Ah. Life, o life.

I oczywiscie tesknie jak skurwysyn za panem as.
Aj aj waj.

Moze mi ktos strzelic w leb na otrzezwienie?
19:59 / 29.07.2005
link
komentarz (0)
Synu,

powiedzial ojciec - ty sie ciesz, ze nie szczekasz -
taka impreza wczoraj byla.

Ciesze sie, ze nie szczekam.

Lokalizacja jak zwykle - moja ulubiona knajpa w Mntv.
Do pracy na autopilocie jechalam, do rzeczywistosci zaczne
powracac pewnie za jakas godzine albo dwie.

Dzieki bogu juz piatek :)
19:56 / 28.07.2005
link
komentarz (2)
Pierwsza pokusa odparta

Z rana samego w pracy (jako penalty of DOA build)
cale pudlo darmowych paczkow.
Z bolem serca ale sie wstrzymalam. Bo taki jeden
paczek to ma 300 kalorii...

Dol powoli przechodzi, uf.....
08:47 / 28.07.2005
link
komentarz (0)
Chwalipieta w leb kopnieta

dobra, to jest pan as
w calej okazalosci. Autorowi zdjecia trafilo sie zaiste jak slepej
kurze ziarno - porownujac z reszta...

Ale to naprawde dobre zdjecie. Jak uda mi sie wyszarpnac oryginal
(ktos spierdolil zamiane z koloru na czarnobiel, to tak przy okazji)
to sobie wydrukuje. A co!
07:15 / 28.07.2005
link
komentarz (3)
A czy ja moge,

czy ja moge chociaz troszeczke sie jeszcze nad soba
pouzalac???

- alez drogie dziecko, prosze bardzo.
- ta.....

Bo dzis znajomy podeslal reszte zdjec z tego party
3 lipca, na ktorym poznalam pana as.

I zobaczylam siebie, jak w krzywym zwierciadle.
Jestem gruba, zapasiona, jak zle wyrosniete ciasto z zakalcem
albo co gorsza niedorobiony warchlaczek.

Podjelam mocne postanowienie odchudzania. Wobec czego
do wkurwu natury generalnej (opisanego ponizej) dolaczyl
jeszcze wkurw spowodowany glodowaniem.
I tak bedzie przez nastepny co najmniej miesiac - o ile
chwalebnie w swym postanowieniu wytrwam.

zawsze sie lamie niestetyy po dwoch tygodniach najdalej.

Ale nic to. Zgralam sobie te zdjecia na dysk i bede
sie wgapiac za kazdym razem, jak najdzie mnie ochota
na ziemniaczki smazone z cebulka, lody, pizze, chlebek z dzemikiem albo sushi (sashimi jest ok, bo surowa ryba bez ryzu). No i zero piwa.
Z torbami pojde, jak nic - juz sobie wyobrazam ile mnie wyniesie podmianka w knajpie piwa na wino dajace
sie pic.
Oj.

A. obejrzala zdjecia i stwierdzila filozoficznie:
oj narzekasz, widac ze dobra impreza byla :)

Pewnie.
Jej to tak nie przeszkadza otylosc, bo przynajmniej sie
rowno rozklada, nie to co u mnie. Nozki chudziutkie,
jak u pajaczka, ramiona tez za to w srodku kadlub jakby
mi ktos opone od stara zalozyl. Druga rzecz jasna pood szyje.

Ah.
Juz mnie macie dosyc? :)
19:29 / 27.07.2005
link
komentarz (0)
Zapomnialam dodac,

ze nie bez znaczenia zapewne w calej tej sytuacji
jest fakt popierdalania w pracy jak maly samochodzik.
Przychodze o 9.30 (wczesniej sie nie da, zebym sie
zesrala i nastawila budzik na szosta, po prostu
zawsze jakos tak wychodzi ta 9.30) wychodze po siodmej.
W tzw. miedzyczasie jem lunch siedzac za komputerem i kontynuujac prace.

Jak juz do chalupy dotre to jestem zuzyty flak i nic
mi sie nie chce.

W piatek jest deadline na GA release i boze spraw, zeby
ten deadline nie zostal przekroczony, bo zaprawde -
jeszcze tydzien takiej pracy i zaczne chodzic po scianach.
19:21 / 27.07.2005
link
komentarz (0)
Od gowna codziennego wybaw nas panie

Od wczorajszego popoludnia zjad totalny w dol. Oczywiscie,
bez zadnych racjonalnych powodow bo PO CO? Za latwo i
prosto by bylo.

Wscieklosc i nadmiar energii mnie rozpierajacy znalazly
ujscie najpierw w godzinnym joggingu (ze tez nie padlam
po drodze - cud prawdziwy), potem w zapychaniu z ciezarkami i robieniu brzuszkow.

O dziwo dzis nie mam zakwasow. W nocy koszmary, jakas
wojna, strzelanina i inne syfy. Budzik zadzwonil w
momencie kiedy juz-juz mial mnie rozjechac czolg.

as wraca dopiero w poniedzialek a moze i pozniej -
cholera go wie.

Jak znam siebie, to czegos w zyciu mi brakuje. Pasji.
Obojetnie na jakim polu. Zmiany.

No nic, jakos trzeba przeczekac.
Nienawidze takich bezsensownych zmian nastrojow...
00:05 / 27.07.2005
link
komentarz (0)
Jeszcze o kwestii muzulmanskiej

Warto przeczytac artykul w najnowszych Wysokich Obcasach na temat sytuacji kobiet tureckich
w Niemczech.

Problem niby nie nowy, ale dopiero teraz zaczyna sie
glosna publiczna debata na ten temat.

Ja osobiscie sadze ze muzulmanie, ktorzy mieszkaja w Niemczech czy innym kraju europejskim i sa jego obywatelami maja dokladnie te same prawa i obowiazki co reszta.
Z tego wynika, ze prawo panstwowe i obowiazujacy kodeks karny
nie powinien stanowic dla nich wyjatku.
Honor rodzinny, w imie ktorego zabijaja swoje siostry,
zony czy matki absolutnie nie moze byc nadrzedny a juz
napewno nie moze stanowic wymowki czy argumentu na rzecz
"wielokulturowosci".

Nie podoba im sie w tym czy innym kraju to niech stad
spierdalaja - koniec kropka.

Religia religia, ale nie mozna w jej imie zabijac innych ludzi, "bo to tylko kobieta byla".


20:42 / 26.07.2005
link
komentarz (1)
Wakacje

ludzie maja, jak w to w Europie - tez bym chciala :(
Niestety, jak dla mnie tydzien wakacji rowna sie
dobrze ponad tysiac dolcow w plecy - wszak
mi nie placa....
Jeszcze na te wakacje poczekam, oj poczekam.

Tak poza tym to zauwazam na niektorych blogach
tendencje do straszliwego bicia piany. Po co?
Skoro mozna opisac w paru, dobrze spuentowanych zdaniach?
To pewnie objaw starosci - tyle rzeczy do zrobienia,
czasu coraz mniej...szkoda go tracic na jakies duperele.

A moze po prostu attitude pana as mi sie zaczal udzielac?
On to sie dopiero streszcza. Z drugiej strony trudno sie dziwic, skoro na maile odpisuje z palmtopa.
21:22 / 25.07.2005
link
komentarz (4)
Kto jest celem atakow muzulmanskich fundamentalistow?

"Jesteśmy wszyscy namierzeni, ponieważ żyjemy w społeczeństwie opartym na wolności – wolności słowa, myślenia, wolności seksualnej. Radykalni fundamentaliści muzułmańscy nienawidzą właśnie tych wartości

Niestety, niestety....
02:45 / 24.07.2005
link
komentarz (2)
Upal

czyni cuda. 4 piwa+40 st C a ja juz jestem pijana - siedzac opczywiscie w ogrodzie i klepiac w powerbooczka.
Zaraz sie baterie wyczerpia a ja bede musiala za dwie godziny jechac w sina dal :)

Jakos sie pozbieram, no.

Zawsze sie zbieram. Taki ciezki do zarzniecia przypadek.

Powiedzialabym cos jeszcze ale zmilcze, bo zaczne
bluzgba. Tak ogolnie i w szczegolnosci.

AAA!!!!
01:22 / 24.07.2005
link
komentarz (0)
Zycie jest piekne!

Albowiem siedze sobie na tylach domu Wlascicielowspolmieszkanca,
nozki na stoliczku, dupcia na podusi, obok mnie pod reka
dobre piwko, na kolankach laptopik.... z podlaczeniem do sieci!

Tadaaaaa!!!

Wlascicielowspolmieszkaniec ma wireless i chwala bogu, ze dystans
za chalupe siega.

Matko.
Chyba zaraz jajo zniose z tej radosci ;) - tym bardziej, ze temperatura na zewnatrz jest jakas szalencza i w domu nie da sie wysiedziec.

23:38 / 22.07.2005
link
komentarz (2)
Chodze na rzesach

dzis i mam zakwasy albowiem pracowity dzien mialam wczoraj.

Najpierw company picnic - oczywiscie nudy na pudy,
ludzie z dzieciakami i rodzinami to sie z tych nudow
nawalilam z denia. Potem brygada pod wezwaniem
zaczela grac w siatkowke i mnie wciagneli tez.

Gram absolutnie beznadziejnie, ale i tak lubie ;)
Na zakonczenie gry wykonalam popisowy szpagat, zdzierajac
sobie przy okazji skore z kolana.
Ludziska juz biegly mnie z trawki podnosic i szczeki
im opadly jak sama wstalam, otrzepalam sie i wzruszylam ramionami. Wielkie mi co, o.

Oczywiscie szpagatu juz wieki nie robilam, ale upojenie alkoholowe powoduje rozluznienie miesni i dzieki temu
nie zerwalam sobie zadnego sciegna :)

Pozniejsza droga do domu to po prostu cala odrebna historia. Jakos dotarlam - z polgodzinnym opoznieniem...
A. juz czekala i polazlysmy do naszej ulubionej knajpy.. ona sie zmyla predko do domu a ja zostalam do 2.30 am dajac sie podrywac pewnemu afroamerykanowi (ha ha!).

Jak na murzyna to dziwny byl, bo:
- gadal normalnie bez ichniejszego akcentu
- ubrany bardzo elegancko (zadne obwisle portki czy obwieszenie zlotymi lancuchami tudziez denka od nocnikow na glowie)
- palil cygaro
- nienachalny
- wlasciciel BMW, ktorym to samochodem odwiozl mnie do
domu

Z as niestety zobacze sie dopiero 6 sierpnia czyli
po dwoch tygodniach :(((
Do dupy z taka robota, bo seksic JUZ mi sie chce.
Znowu.

No i tak to....
W sobote kroi sie nastepna impreza - w takim
tempie to watroba niedlugo mi wypadnie....
21:50 / 20.07.2005
link
komentarz (2)
...

as przewidywalny. Na zajawke "jestes tam?" via komunikator
odparl ze po szyje zapracowany i odezwie sie pozniej.
- ok
- dzieki.

Jestem kobieta rozumiejaca zapracowanie mezczyzny -
pod jednym wszakze warunkiem: kiedy ze mna jest, to
poswieca mi 100% czasu a nie buja w oblokach nierozwiazanych
problemow z pracy.

Dalej nie wiem co dzis bedziemy robic, ale w zasadzie
nie ma to znaczenia...

Zazdroszcze mezczyznom ich zdolnosci koncentracji na
pojedynczym problemie dopoki go nie rozwiaza.
Ja tak nie umiem. Po gora 20 minutach w glowie zaczynaja mi sie klebic setki innych mysli i zebym sie
zesrala, to nie umiem ich wylaczyc.
Ponoc zwiazane jest to z taka a nie inna budowa mozgu
kobiety. Potwierdzone nawet eksperymentalnie - ale
co z tego, zadne pocieszenie...
Zwlaszcza w kulturze, gdzie promuje sie ludzi wysoce
wyspecjalizowanych w jednej dzialce.
Ja mam na odwrot: jak juz lizne czegos w stopniu wystarczajacym, to mie sie zaraz nudzi i zajelabym sie/nauczyla czegos nowego.
Niestety, za to nie placa :(

06:36 / 20.07.2005
link
komentarz (0)
I nuda.. i nic sie nie dzieje

Tak chcialam dzis gdzies pojsc i cos zrobic, a tu klops.
Jak zwykle, kiedy nie mam ochoty to huk imprez
i niewiadomo czego wali sie na glowe;
Jak chce, to nic.

I. sie rozhasal jak konik polny. Poprosil w mailu o telefon do pracy poczem zadzwonil i stwierdzil ze ot tak,
chcial zapytac, jak leci.
Cuda panie, cuda. Kiedy jeszcze ze soba bylismy to
do pracy nie dzwonil.
Istnieje koncepcja, ze on tak moze z zadrosci.
Coz, teraz to juz za pozno...

as sie przez caly dzien nie odezwal. Pewnie jutro bedzie
przepraszal za zajetosc.

Wlosy sobie obcielam i mi z tym dobrze. Czniam na to, jak wygladam.

Ostatnio nawet na polityke czniam - co jak na mnie niesamowite jest. Nudna praca jednak dobija.
Mozg sie prostuje, nogi kula i tylko tik nerwowy z rana
gdzies tam sciaga zyle.

trace wene.
na dokladke jeszcze okres mam. Coz za przykry obowiazek...
19:19 / 19.07.2005
link
komentarz (0)
Takie tam

Jedna noga wykazuje oznaki powrotu do stanu normalnosci
- moge ja zginac. Czas najwyzszy.

as zaproponowal spotkanie w srode wieczor - jak zwykle mam wymyslec gdzie i co, przedstawic pare propozycji
a on zadecyduje finalnie.
Szybko, sprawnie i bez wiekszych dyskusji, nie to co
z I. - ktory nigdy nie wiedzial, co bedzie robic
danego dnia i nigdy nie mogl sensownie zaplanowac czegokolwiek.

Wczoraj nastapila rewolucja - rozwalilam sie na kanapie z laptopem, przyszedl
Wlascicielowspolmieszkaniec i oswiadczyl "no przeciez
mamy wireless internet. Naprawde myslalas, ze nie???"
- poczem wklepal mi haslo dostepu i sru.
Zajebioza.
Ciekawe, czy sygnal bedzie na tyle mocny, zebym
mogla sie rozwalic na tylach domu na krzeselku z
winkiem pod reka. Oby, oby.
W srodku chalupy jest za goraco na jakakolwiek prace
podczas dnia i polowy nocy.

Dzis musze jakos znalezc czas na odebranie pigul z apteki (czynne tylko do 19.00 niestety), pojscie do fryzjera (baran na glowie przybral takie rozmiary ze juz ledwo to kurestwo rozczesuje po myciu), pomalowanie pazurow, posprzatanie chalupy...
I jeszcze pojscie do labu na analize siuskow i krwi - tylko kiedy???
Od tygodnia staram sie wstac wczesniej i jakos nijak mi nie wychodzi :(
Eh.

Zapomnialam. Mialam nie marudzic....

08:18 / 19.07.2005
link
komentarz (8)
Zdjecia

z wyprawy weekendowej mozna obejrzec
TU

Na pierwszy trzech to rzecz jasna nie as... za to na dwoch kolejnych juz on.

Stawal na glowie, zeby uniknac bycia sfotografowanym, ale
wykorzystalam podstepnie chwile nieuwagi :)
05:29 / 19.07.2005
link
komentarz (2)
Cierpie

w milczeniu. Skora na nogach jest sciagnieta, naprezona
i przy kazdym dotknieciu a nawet bez dotykania sprawia
wrazenie jakby sie miala rozpeknac.

as, jak na prawdziwego mezczyzne przystalo, odmowil zastosowania sunscreen
i teraz ma podobna radoche - tyle, ze na twarzy, szyi, karku, ramionach no i w ogole wszedzie.

dobrze, ze nie na dupie.

I. wyslal maila przepraszajacego. Pewnie, jak wydrzec
morde na chlopa to zaraz idzie po rozum do glowy
i zauwaza, ze przegial.

Tak poza tym tesknie za as.
Dopiero poniedzialek, matko jedyna. W czwartek wyjezdza
w sprawach biznesowych na wschodnie wybrzezze i nie bedzie
go przez tydzien. Uchlam sie pewnie....

No i mialam sie programowania uczyc. Jasne, ale dlaczego to taaaaaaakie nuuuuuuudne?
20:05 / 18.07.2005
link
komentarz (2)
Tak poza tym

to z I. poklocilam sie koncertowo w zeszlym tygodniu.
Nie omieszkalam wspomniec, ze mimo iz zastosuje sie do
jego prosby i nie bede go wystawiac na kontakt z as to jednak uwazam
taki wymog za troche egoistyczny.

Tutaj go cos trafilo. Poslal malomily mail... ja mu
na to ze ok, nie popelnie owego "nietaktu" ale tez
teraz kiedy wreszcie moge mowic co mysle nie zamierzam
udawac ani klamac, ze to dla mnie jest normalne i ok.

Powiedzialam to w protych zolnierskich slowach, bez bicia
wymaganej przez I. zwykle w takich sytacjach piany (czytaj: dyplomacji kurwamacia) - ale tez uczciwie i bez
zadnych obrazliwych slow.

Sie zaczelo - jak zwykle. Grzebannie w detalach, udowadnianie, jaki to ze mnie nietaktowny cham i jak to ja nie rozumiem tutejszej kultury etc. itd. srututu tutu klebek drutu co go slyszalam juz sto razy wczesniej.
Epistola zostala zakonczona stwierdzeniem, ze nie bedzie ode mnie czytal zadnych maili przez nastepne pare dni jako ze zachowuje sie chamsko i niedojrzale i skoro nie jestesmy juz razem on nie musi tego tolerowac...

Coz, tu juz trafila mnie kurwica i odpowiedzialam
w stylu "ta.... ja jestem chamska i niedojrzala a ty zachowujesz sie elegancko i bez zarzutu. I jeszcze chcesz byc moim przyjacielem. Wiesz co? Pierdol sie".

Uhhhhuuu.... i zapadla cisza.
Niech mnie pocaluje w dupe.

05:14 / 18.07.2005
link
komentarz (3)
Bylo swietnie

Oczywiscie spalilam sobie nogi, a jakze.

Dostalam tez potwierdzenie, ze jak skonczy kontrakt to
wraca do siebie...
Swojego trybu zycia ani nawykow nie zmieni dla mnie.

O zadnym zwiazku mowy nie ma. jestesmy po prostu kochankami.
22:16 / 15.07.2005
link
komentarz (2)
Jade

z as na caly weekend do Monterey. Wyjezdzamy dzis, jak
dobrze pojdzie.

Z nim wszystko tak latwo idzie...

W hotelu jest wireless internet, to napewno sie podlacze
i cos skrobne w przerwie miedzy dryniem
z parasoleczka a duszonymi krabami i spacerami nad
brzegiem oceanu.

Matko, brzmi to jak jakis tani romans klasy
Rodziewiczownej...
No do czego to doszlo!

Ale, furda. Mnie z nim wszedzie dobrze. Jemu ze mna tez.
20:10 / 13.07.2005
link
komentarz (7)
Bajka o tym jak malowalam pazury

Skoro juz urosly i nie polamaly sie i aktualnie znow
mam faceta - to mysle sobie czas sie przyozdobic.

Wyciaglam bylam pudelko z lakierami z lodowki. Tak z
pietnascie, dobra nasza. Wybralam.

Cos kurwa za kleisty. Dolalam zmywacza. Dobra.

Maluje, maluje ale jakos nie bardzo. Dalej za gesty.
No ale skonczylam. Potem sie zaczely robic babelki
i nie chcialo wyschnac. Po poltorej godzinie juz sie
nie lepily plytki paznokciowe to mysle sobie ok - ide myc
nauczynia. Zalozylam rekawiczki.
Umylam.
Zdjelam.

Lakier szlag trafil.

Pudelko do kosza, zmyc.

Nauka na przyszlosc: po paru miesiacach by default
nalezy wypierdolic do smieci _jakikolwiek_ lakier
do paznokci w celu poprawienia sobie higieny
psychicznej oraz zaoszczedzenia poltorej godziny czasu.
05:06 / 13.07.2005
link
komentarz (6)
Odwoluje...

co powiedzialam na temat I.
Okazalo sie, ze nie chcial i nie chce sie ze mna widziec
bo... mialby problemy ze zniesieniem na spokojnie
widoku mnie o boku innego faceta.

Mialam juz na koncu jezyka zlosliwostke typu klasyk:
- to po cholere sie chciales rozstac??? - ale sobie
dalam siana.

W gruncie rzeczy to mu wspolczuje.

PS: zaplacili mi dzis w pracy. Nie za 4 ale za 3 tygodnie
- ale to zawsze cos.
Pojde w nagrode kupie sobie Tigera i iWorks. O.
07:38 / 12.07.2005
link
komentarz (6)
Zdan kilka o codziennosci

Bo dlaczego nie? W koncu przesuwa sie boczkiem, chylkiem,
chce byc niezauwazona - a moze ja nie chce jej zauwazac?
A moze juz stracila znaczenie?

... - nie... za dobrze by bylo. Bo:

- nie zaplacono mi w pracy pensyi za ostatnie 4 tygodnie
(teoria glosi, ze powinni placic mi co tydzien)
- kiedy dobiegnie konca obecny projekt nie mam gwarancji
na przedluzzenie kontraktu.

Z drugiej strony czy ja naprawde tam chce sie uziemic?
Kasa fajna rzecz ale...

fajnie by bylo sobie pojechac do Irlandii, o. Zawsze chcialam,
ale jakos nie wychodzilo.

Przejesc pieniadze, ktore oszczedzam na kredyt na dom
i na emeryture?
Przezyc pare boskich chwil a potem na starosc
tulac sie po ulicach?

Ale, furda takie watpliwosci. I. odezwal sie - on to
dopiero ma WATPLIWOSCI. W sobote wieczor bawil sie
w knajpie OBOK tej, w ktorej ja sie bawilam.
Chcial ponoc nawet zajrzec i powiedziec czesc, ale
na wstepie zazadali pieciu dolarow (normalka, w weekendy
zawsZe tak robia) i mu ochota przeszla.
Pfff.

Pono jestem wazna dla niego jako przyjaciel, ale widac
nie warta piecu dolcow buahahahaa.

W takich momentach niewatpliwie wylazi z ludzi ich wredna natura.

ja rozrzutna nie jestem - wrecz przeciwnie. Nie lubie
wydawac kupy szmalu na markowe ciuchy, jesli moge
kupic w zasadzie takie same za 1/3 ceny;
nie lubie wydawac gory pieniedzy na pinkne samochody,
gadzety, jedzenie w drogich restauracjach. Nie jestem snobem.
ALE.
Na przyjemnosciach to sobie oszczedzac nie bede.
Nie wroce sie np. po 2 godzinach jazdy tylko dlatego,
ze zaplacic 20 dolarow za parking jest za drogo.
Nie wroce sie spod drzwi knajpy dlatego, ze chca na
wejsciu pare dolcow i to za drogo.

I tak dalej.

Hint: as jak narazie na wszelkie moje proby placenia za siebie reagowal alergicznie; I. kiedys mnie "testowal"
a potem z radoscia przyjmowal wszelkie pieniadze.

Wiem, odzywaja sie niezdrowe instynkta porownywania.
Ale jak tu nie porownywac.

06:47 / 12.07.2005
link
komentarz (4)
Obrazki

A skoro juz sie zabralam za znalezienie/przeformatowanie
moich lobrazeckow (coby je oczywiscie wyslac panu as
zeby sie pochwalic, prawda?) to moge je podlinkowac...

powstaly jako prace domowe na zajecia z wprowadzenia
do grafiki komputerowej. Ciekawa jestem waszej opinii..

TU
nalezy kliknac a potem wybrac album pt. works.
00:44 / 12.07.2005
link
komentarz (2)
Byl i nie ma

Nie mam weny do pisania, bo mi dobrze. Przynajmniej
chwilowo.

Tak poza tym stracilam glos. W sobote sie nie oszczedzalam,
w niedziele juz tylko chrypialam z cicha ale co tam.
JA nie bede gadac???

No i dzis juz nic nie mowie poza szeptami.
Ciekawe, czy mi mowa wroci czy bede tak juz do konca
zycia jak Jasiu Himilsbach seksownym glosikiem
sprowadzac ludzi na ziemie :)))
04:09 / 11.07.2005
link
komentarz (0)
Jest zajebiscie!

minely trzy dni, a czuje sie jakby to byly co najmniej 3 lata.
Trzy dni spedzone z AS.

Lubie sie z nim kochac i lubie przebywac w jego towarzystwie. Zawsze ma cos ciekawego do powiedzenia. Przy nim czuje, ze zyje, a nie ze
wegetuje.

Do tej pory uwazalam, ze mam gowniany samochod - a okazalo sie,
ze nie....
AS pokazal mi co innego.

To prawda, ze jest kierowca rajdowym... ale nie przypuszczalam, ze
moja wysluzona kojota moze zasuwac miedzy 50 a 60 mil na godzine na kretej waskiej gorskiej drodze - gdzie ograniczenie jest do 30 mph.

Wycisnal z niej wszystko.... i nie wpadlismy w poslizg :)
i wcale tez nie byla to niebezpieczna jazda.

Rewelacja :)

U siebie w domu jezdzi jaguarem jxs, ktory bude ma seryjna a podwozie podrasowane do wyscigow.
Tutaj jezdzi motocyklem suzuki.

A. podsumowala go tak: trzymaj sie faceta bo dobry czlowiek jest.

Szkoda tylko, ze bedzie tutaj jeszcze tylko przez pare miesiecy.
Nie ma rozy bez kolcow, niestety.


02:07 / 08.07.2005
link
komentarz (0)
Zadziwiajaca rozbieznosc

w komentarzu "amerykanskiego eksperta" i "izraelskiego
eksperta" na temat zamachu w Londynie na pierwszej stronie Wyborczej.

Wypowiedz pierwszego to typowe macenie wody majace na celu
"uspokojenie" publiki. Polityka.

Wypowiedz drugiego to dosc logicznie wygladajace
wnioski. Niestety, nienajweselsze. No i wiadomosc, ktora
politykom brytyjskim pewnie zajdzie za skore: ze sluzby
specjalne daly "cynk" premierowi Izraela dzien wczesniej...

Czy mi sie zdaje, ze zadnego takiego publicznego ogloszenia, skierowanego do mieszkancow Londynu nie bylo dzien wczesniej...?
19:38 / 07.07.2005
link
komentarz (6)
Galopem przez prerie

Po sredniomilym mailu oraz I. odpowiedzi na ten mail
(jak zwykle tasiemiec) zadzwonil wczoraj i zostawil
wiadomosc, ha ha.
Ze jak mam ochote porozmawiac to moge oddzwonic.
Taaaa...

Wczorajsze spotkanie z panem AS przebieglo pod znakiem
gubienia sie. Najpierw poszlismy na obiad do jednej
z moich ulubionych meksykanskich restauracji - gdzie
trzy margarity z podwojna dawka tequili zdzialaly cuda na moje zaniemowione gardlo (serio, dzis juz moge ze siebie
jakies dzwieki wydobywac).
Potem kino (buahaaa brzmi jak klasyczna randka, nie?).

Tutaj maly wtret: jesli ktos sie wybiera na Wojne Swiatow, to serdecznie odradzam. Z dobrego opowiadania zrobiono klasyczna bombastyczna hollywoodzka drame z Tomem Cruise w roli glownej. Biedny looser ojciec, ktoremu
byla zona nie ufa, dzieci traktuja jak ostatnia lapete wyrasta nam tu prosze na bohatyra. Na samym koncu wszyscy sie jednocza i tralalaa pieknie bylo.
Boze. Co za szmira.
definitywnie nie lubie durnych filmow...

No, ale wracajac do tematu. Wyszlismy z kina. Kino
jest na obrzezach Mntv. Odruchowo skrecilam w zla strone i....
zabladzilismy, jak slowo daje.
Jak ostatnie pacany. Oczywiscie moja wina, bo ja jestem local tutaj, a nie AS.
No ale nic to. W koncu po poltorej godzinie marszu doszlismy do....zjazdu na autostrade 101.
4 mile od punktu wyjscia i lazenia przez jakas prerie dookola lokalnego parku.

AS przyjal sytuacje meznie, nie narzekal - smial sie tylko i nazwal mnie szerpa.

Facet jednak mnie zadziwia. Widzielismy sie juz 3
razy i nie probowal sie do mnie dobierac.
Niesamowite.

Zaczynam miec niezdrowe podejrzenia i zastanawiac sie,
o co mu chodzi....
w gre wchodza nastepujace mozliwosci:
- seksualnie go nie pociagam (chociaz z drugiej strony juz mi zdazyl powiedziec, ze jestem attractive)
- jest impotentem
- szuka sobie przyjaciolki tylko
- czegos sie obawia.

No nie wiem.
Jak narazie swietnie sie bawie w jego towarzystwie i dopoki
bedzie nadal chcial sie spotykac, to czemu nie.
21:37 / 06.07.2005
link
komentarz (3)
wrr!

I. mnie zajerzyl. Mielismy byc przyjaciolmi - ne se pa?

Dobra, to traktuje go jak przyjaciela. Dzwonie, kiedy
chce pogadac, prosze, zeby przyszedl pomogl
powiesic te jebane polki.

Telefonow nie odbiera, w tym tygodniu nie mial czasu
i w ogole taki zapracowany ze oh-ah.

Tylko, ze jakos mial czas zeby pojsc na impreze do jednego kolesia (ktorego i ja notabene mialam okazje poznac), do brata psiapsiolki, telefony od innych jakos
odbiera a ode mnie nie...

Nie lubie takich gowniarskich zagran.
Niech spierdala na bambus banany prostowac.
19:12 / 06.07.2005
link
komentarz (0)
Chorobsko

sie do mnie przyplatalo. Jak narazie gardlo napierdziela
jak dzikie, z nosa sie nie leje.
Kupilam sobie takie jakies "zdrowe" cukiereczki, z zelazem i innym siuwaksem. Ponoc ma pomoc.
Narazie pomoglo o tyle, ze nie kaszle non-stop.

No nic to. Nie moge sobie pozwolic na zadna chorobe
w tym tygodniu.

Z frontu osobistego: wczoraj nie wytrzymalam i zadzwonilam do pana AS.
Ucieszyl sie. Chcial mnie gdzies wyciagnac, ale stwierdzilam
ze ide sie kurowac i spac. Umowilismy sie na dzis,
mam wymyslec co, gdzie kiedy i w ogole.

Sprawa troche skomplikowana, bo on w sumie nietutejszy,
okolicy nie zna, no i porusza sie motocyklem.
Jesli chcemy gdzies dalej, to ja bede musiala prowadzic, a to oznacza zero picia alkoholu. Tia....

Swoja droga to setka podgrzanego krupniczku (wodki, a nie zupy :) pewnie by mi na to cholerne gardlo
pomogla....
22:15 / 05.07.2005
link
komentarz (0)
Pan

Nowopoznany (nazwijmy go na uzytek tego bloga inicjalami AS)
przypomnial mi - a raczej zauwazyl po paru godzinach
znajmosci - ze nie jestem szczesliwa osoba bo zapomnialam, ja cieszyc sie zyciem i co najgorsze - zdaje sobie z tego sprawe.

Ma racje.
Musze wymyslec, jak znowu pobyc happy pig, przynajmniej
na troche...
21:42 / 05.07.2005
link
komentarz (0)
Glebopad

jestem potwornie, straszliwie i beznadziejnie
zmeczona, ba - wrecz wypomowana.
Trzy dni imprez pod rzad, zakrapianych alkoholem robi swoje.
Generalnie jednak fajnie bylo i dobrze jest :)

Spotkalam pana pewnego, z ktorym po dwoch dniach rozumiem sie lepiej niz z I. po dwoch miesiacach.

Nic powaznego raczej nie wchodzi w gre, bo prowadzi on dalece nomadyczny tryb zycia: pracuje przez rok-dwa na
wysoce platnych kontraktach a potem przez nastepny rok
jezdzi po swiecie i uzywa zycia - poki sie pieniadze nie skoncza.
Potem znow powtorka.
Pan z pochodzenia jest irlandczykiem, moze dlatego tak
dobrze sie dogadujemy...

Sa juz pierwsze zdjecia z imprezy sobotniej - widac mnie tam gdzieniegdzie, jak rowniez jego.
Jak bedzie komplet dostepny via www, to moze wrzuce
tutaj url....
22:51 / 03.07.2005
link
komentarz (3)
Rozrywki, rozrywki

wczoraj znowu samotny wypad do mollys - nie na dlugo samotny.
Az 3 panow sie do mnie przyczepilo, jeden nawet odprowadzil do
domu.
Oczywiscie chcial wejsc i w ogole lepil sie do mnie niemilosiernie
ale wybilam mu z glowy takie pomysly.

jak juz poszedl to zauwazylam ze zapomnialam kluczy. Wlascicielowspomieszkaniec o dziwo spal (2 w nocy raptem byla), ja nie chcialam go budzic.... i dalejze wlazic przez okno od pralni.

Dzis oczywiscie mam seksowna czarna prege na obu udach, slad po ramie okiennej, tia....

Ide tez na barbeque zaraz - to pan numer dwa z wczoraj mnie zaprosil.
Mial przy sobie palmtopa, wzial moj adres emailowy i wyslal mi zaproszenie z adresem.
I dobrze! im wiecej ludzi poznam, tym lepiej.

Jutro barbeque u kolegi z pracy, idzie nawet wlascicielowspolmieszkaniec i bedzie duzo ludzi z bylego Cobalta.

W ten oto sposob nie mam czasu dokonczyc prac ogrodowych....
a tak sie martwilam, ze przesiedze te 3 dni w chalupie sama, hehe.
01:33 / 03.07.2005
link
komentarz (2)
Dopiero

pierwszy weekend tak naprawde siedze w domu, a juz tryb zycia
wlascicielowspolmieszkanca mnie przeraza.

Niedawno jeszcze wydawalo mi sie, ze on tak ma tylko od czasu do czasu....
ale nie.
Ciagle.

Rano lezy w wyrze ze swoim laptopem tak gdzies do 3-4 po poludniu.
Potem bierze prysznic i.... przenosi sie do pokoju komputerowego
grac w swoja gre.
Siedzi non-stop poki nie zglodnieje, jak zglodnieje najczesciej zamawia
pizze na telefon.
Potem znowu wraca do gry.... idzie spac kolo 3-4 nad ranem.

Dnia nastepnego powtorka.
I tak ciagle, dzien w dzien. Repertuar zmienia sie tylko w dni powszednie, kiedy zamiast lezec w lozku z
laptopem po prostu jedzie do pracy. Reszta mniej-wiecej taka
sama.

Boze. Jak mozna tak zyc?
20:44 / 02.07.2005
link
komentarz (2)
Nowy fach?

To moze ja sie przekwalifikuje. Bede sobie interior decorator.
Tu wazna uwaga: zawod ten wymaga nie tylko pokazywania palcami
i wybierania ladnych przedmiotow; w ramach obowiazkow
pracy jest tez projektowanie roznych rzeczy - np. wymierzenie
i zmajstrowanie drewnianej szaf wbudowanej, alkowy, wneki
czy innych.

Z tym pierwszym nie jest u mnie zle, z tym drugim jak narazie fatalnie.
Wczoraj pojechalam do Ikei oraz home depot i wpadlam w szal kupowania.

Pozniej byl szal instalowania. Ze szklanymi polkami w lazience dalam
sobie siana, bo trzeba przymocowac przynajmniej jedna srube do
belki nosnej, a ja nie mam urzadzenia do szukania tych belek wiec
nici.
Ale reszta - czemu nie. Dwa metalowe koszyczki, wieszaczek i chromowana mydelniczka do przykrecenia do sciany.

Mydelniczka - coz, kurwica mnie trafila. Pol godziny stania w sklepie i deliberowania czy kupowac czy nie - bo sliczna, ale niestety droga (nawet po finalnej przecenie 50%) - i co? No co sie okazalo? Nie dosc, ze nie dam rady przykrecic, bo jedyna wewnetrzna srubka tak mala ze nie dysponuje niczym co by sie tam zmiescilo, to jeszcze okazalo sie, ze metalowy uchwyt krzywy.

ARGH!!!

Z wieszaczkiem byl problem, bo wymyslilam sobie ze bedzie dosuniety do sciany, a nowy medicine cabinet zaslania i zaden srubokret sie nie miescil.
Po dwch godzinach wkrecania PALCAMI, za ochrone majac jedynie skorzane ogrodowe rekawice, sruba byla na miejscu.

Spocilam sie jak mysz.
Koszyczek jeden poszedl normalnie, drugi - jedna srubka w zlym miejscu. Nie odkrece i nie wwierce w inne miejsce bo po pierwsze zostanie obrzydliwa dziura, a po drugie zbyt blisko musialabym wiercc i rozwalilabym tylko ta dykte juz do szczetu.
Boze, co ja sie nienakombinowalam zeby to kurestwo rowno przypasowac do sciany!!! Godzina mi zeszla, a co.

Mam jednak nauke, zeby nie wymierzac i nie wkrecac srub, ale wkrecic tylko jedna a potem juz obrysowac sobie kontur i zaznaczyc miejsce i tyle.

Coz, czlowiek uczy sie na bledach wlasnych.
Dzisiaj bede uskuteczniac malowanie nieobrobionego drewna.
Psze trzymac za mnie kciuki.
07:13 / 02.07.2005
link
komentarz (0)
A nawet wiecej postepow...

Wczoraj wypad do Molly, jak zwykle. Wpadlam na kolege z pracy,
z jego dziewczyna i znajoma para.

Mili, ale niestety jak typowi Amerykanie - nudni.

Niektorym ludziom powinno sie obowiazkowo przeprowadzac sterylizacje.
Albowiem: dziewczyna kolegi pracuje w centrum pomocy dzieciom
z biednych rodzin. Dzieciaki, ktore tam przychodza, a maja po 2-3 lata nie umieja... zuc, zalatwiac sie do nocnika a nie pod siebie, ze juz o
czynnosciach tak skomplikowanych jak jedzenie lyzka nie wspomne.
Prawie tez nie mowia.
Efekt "troskliwego" wychowania przez mamusie, ktora ma juz czworke albo piatke, nie pracuje bo rzecz jasna musi zajmowac sie ta banda
a cala rodzinka zyje z pracy tatusia, ktory srednio zarabia $70-80 tygodniowo. I to ma wystraczyc na cala rodzine!

Tak, prosze panstwa, to Kalifornia a opisane dzieciaki pochodza z rodzin meksykanskich. Ichniejsze kobiety nie wiedza co to antykoncepcja, zreszta maja w tej dzialce podobnie jak afrykanki: im ktora wiecej dzieci urodzi, tym ma wiekszy powod do dumy i tym "lepsza" jest kobieta. Rece opadaja po prostu.

02:34 / 01.07.2005
link
komentarz (3)
Robie postepy towarzyskie

Party na koniec quarter (trzymiesieczny okres rozliczeniowy obowiazujacy w sales i marketing) w duzej kuchni w firmie bylo.
Zstapilam tam przez przypadek i dobrze. Znakomite wino, autentyczny szampan i port. Jezu. I sery francuskie!

Ale najlepsza byla rozmowa z jednym takim z marketingu. Juz z nim wczesniej rozmawialam, mieszkal w Belgii pare lat i dlatego latwiej mi sie z nim dogadac, ma szersze horyzonty. Mlodszy ode mnie ale nic to.
Zgadalismy sie ta raza na temat nieruchawosci i malorozrywkowosci przecietnych Amerykanow. Wypslo mu sie, ze od czasu do czasu jezdzi imprezowac w wiekszej grupie do San Francisco.

A co mi tam, walnelam z grubej rury: jesli nie masz nic przeciwko to czy moglabym sie do was dolaczyc nastepnym razem?
- jasne, nie ma problemu.

Ma mi dac znac, kiedy beda sie wybierac.
Przy okazji miedzy wierszami dowiedzialam sie, ze nie ma kobiety.

Uh-ah. Nie zebym sie na goscia zaraz rzucala, nie. Ale jesli chociaz raz uda mi sie z jego towarzystwem wyjsc gdzies to jest szansa, ze wyjde i raz nastepny, poznam nowych ludzi i generalnie poszerze horyzonta w zakresie towarzyskim.

Na moje narzekania odnosnie geekow-eng co to sie nie umieja zyciem cieszyc zaprosil mnie do czestrzego odwiedzania dzialu marketingu i brania udzialu w ich imprezach.

Wniosek: z Amerykanami trzeba prosto jak z krowa na miedzy. Chcesz cos - ZAPYTAJ SIE. Nie rob podchodow, zadnych cudow wiankow - po prostu wyartykuluj.

To dla nas takie obce. Te wszystkie watpliwosci - a moze sie narzucam, a moze to za bezposrednie, a moze jestem grubianska...

Rany. Ze tez wczesniej nie zdobylam sie na takie walenie miedzy oczy bezposrednie...

To sie nazywa ASERTYWNOSC.
Wielu ludzi dostaje gesiej skorki na samo haslo - ale coz, taka tutaj kultura... wlazles czlowieku miedzy wrony to kracz jak one.

Bede, poki nie dostane tego czego chce.
Taka sie cyniczna zrobilam. O!
09:10 / 30.06.2005
link
komentarz (2)
Nie chce mi sie spac

Poszlabym na jakies technoparty. Sluchanie Paul van Dyke tak wlasnie nastraja.

Plus rozmowa z project managerem z pracy. Pojawil sie byl
na yahoo messenger to co mam sie szczypac.
Oczywiscie nie jest zainteresowany, nie ten typ, ale co tam.
Od nadmiaru przyjaznie nastawionych ludzi glowa nie boli.

Jeszcze tylko jutro, a potem 4 dni wolnego od pracy.

Cos sie robie monotonna ostatnio... pelna koncentracja
na sobie, horyzonty zanikaja, zero zainteresowania
polityka biezaca..

Bo mi chlopa trzeba, o. :)

Eureka :)
07:18 / 30.06.2005
link
komentarz (0)
....

Nie mam talentu do tytulow, oj nie.

Oczywiscie (i oczy zawisly) nastroj mi sie poprawil,
ale to wiadomo, jak czlek dobre wino pije i slucha
milej muzyki w zaciszu domowym .... - wlasnie, nic nie poradze, ze mnie
Enigma wzrusza.

Musze sobie chyba iPoda kupic - zeby miec przenosny kram. Bo tak to mam w samochodzie (dziekujemy ci I. za fajny prezent), na komputerze, z telewizora... i
to by bylo na tyle, no. Przy czym wersja z komputera to na
max 2-3 godziny, bo potem mnie uszy bola od sluchawek.

Co tam jeszcze. Zapomnialam do I. zadzwonic - i prosze, sam dzwoni, mily i w ogole co slychac i te rzeczy.

Zostawic chlopa samopas i olac to zaraz go rusza.
Tak, tak wiem - nie jestesmy juz razem. Ale przyjazn do czegos tez zobowiazuje.

Poza tym o malo co sie nie pozarlam na noze z Z.
Ona troche tak jak moja matka, ktora twierdzi, ze istnieje jedynie sluszna wersja dziejow i wszyscy maja
postepowac wedle niej.

I tak w kolko, z dziesiec razy pod rzad, pomimo
roznych komentarzy moich. Zdarza sie, w najlepszych rodzinach z fortepianem jak mawiala moja kolezanka.



01:53 / 30.06.2005
link
komentarz (7)
Oslabilam sie

w ramach poprawiania nastroju kupilam sobie mojego ulubionego junkfooda: hot wings. To jedyny junkfood ktory jadam.
Porcja teraz jest zwiekszona do 8 kawalkow.
Plus salatka coleslaw.

Poszlam na strone kfc i wyliczylam sobie zawartosc kaloryczna tego posilku.

Nic nie powinnam jesc dzis do konca dnia (a juz glodna jestem!) ani jutro. Licznik pokazal: 3700 kcal....

AAAAA!!!!!!!!

Ostatni, niezjedzony kawalek wyladowal w koszu na smiecie...
19:22 / 29.06.2005
link
komentarz (1)
Byl i sie wybyl

- dobry nastroj.

Jakos tak. Moge wziac na przeczekanie chyba tylko. Pewnie
jakies fluktuacje i zaklocenia w ilosci neuroprzekaznikow
w mozgu...

tak czy siak, czarnowidztwo atakuje i fakt, ze nikt
sie od wczoraj nie odezwal nie poprawia wcale sytuacji.

Dalej nie wiem, co bede robic w dlugi weekend.
Nie mam zadnej koncepcji ani planow.

Doprawdy, w tym kraju po skonczeniu collegu zaczyna sie
zycie indywidualistyczne: albo masz partnera i wszystko
robisz z nim, albo nie masz i wszystko robisz samemu -
nie wylaczajac wyjazdow wakacyjnych.
Chujowo.
06:40 / 29.06.2005
link
komentarz (5)
W swietle wynikow nowej matury

- ktora notabene zaczyna bardziej przypominac testy
typu SAT - nie da sie juz powiedziec, jaki to jest
oszalamiajacy poziom oswiaty w Polsce.

Wielu Polakow, starszych zwlaszcza, zwykle podsmiewalo
sie z Amerykanow i ich zenujacego poziomu szkol publicznych.

Jo.
Tera bedziem miec taki sam - w kazdym razie wszystko idzie w ta strone...

najgorzej wypada rzecz jasna matematyka. Czemu mnie to
nie dziwi? Ja sama pamietam w podstawowce mialam
wieczne "zastepstwa" na lekcjach matematyki z pania
od rysunkow albo od zajec praktyczno-technicznych.

Efekt byl taki: wezwana do tablicy dnia ktoregos klocilam sie z nia, ze zero pomnozone przez osiem rowna sie zero, a nie osiem - jak ona chciala.

Oczywiscie dostalam pale, a jakze. Bo nauczyciel ma zawsze racje, nawet jesli jej nie ma.

Uraz zostal mi do dzis. Ave.
Nie pomoglo zwyzywanie nauczycielki od tlumokow przez moja matke. Njah!
02:16 / 29.06.2005
link
komentarz (0)
Wylewania betonku nie bedzie

Tani chinscy contractorzy zycza sobie 7 dolarow za square feet. Niby nieduzo, ale przy powierzchni 10/10 square feet daje to 700 dolarow.

Chyba sie powstrzymam...

Moglabym co prawda pojsc do home depot kupic cement
i wszystkie potrzebne narzedzia a nastepnie zwerbowac
stojacych tam Meksykanow i zaplacic im od godziny roboty -
tylko co ja potem zrobie z tym calym majdanem jak sie bede wyprowadzac do malutkiego apartamenta???

Cos musze innego wymyslec...
20:19 / 28.06.2005
link
komentarz (0)
Fajnie jest

bol miesni nieco przeszedl i juz mi sie tak spac nie chce -
chociaz jako zywo nie rozumiem nic z tego. Wczoraj przeciez spalam cale 9 godzin a malo nie zmarlam w pracy.

Na stacji benzynowej pelny zanik pamieci - automat sie
mnie pyta po odczytaniu karty kredytowej o kod (takie
ehm security feature, tia..)
a ja nic - ciemnosc widze.

Stoje, mysle, mysle... w koncu eureka! Mam przeciez
kod na swoim prawie jazdy, nie? Dobra, zajrzalam, juz
wiem, wklepuje... i chuj, znowu zle.
Maszyna sugeruje - prosze sie zglosic do kasjera. Tia.
Ostatnia proba - tym razem juz na chama pisanie - co jedna
cyferke zerkam na prawko.
Poszlo, zatankowalam.

Potem jeszcze o malo co maly zawalik - zagladam wieczorem do plecaka i co widze? Puste miejsce po
portfelu. Na szczescie przypomnialam sobie, ze rzucilam na siedzenie w samochodzie no i tam byl.

Matko.
I jak ja mam sie uczyc nowych rzeczy z taka pamiecia????

Co tam jeszcze. Przeurocza rozmowa z Wlascicielowspolmieszkancem na temat tego, jaki by
najpierw zrobil home improvement.
- frontyard landscaping!
- a co z tym opadajacym dachem???
- to on opada? Nie zauwazylem. Ma dopiero 10 lat, calkiem chyba jeszcze dobry jest, nie?

Na pytanie o wymiane okien (bo na kilkanascie w calej chalupie otwieraja sie juz tylko dwa) nic nie odpowiedzial. Malowanie i zdarcie oblazacych tapet to w ogole chyba nie wchodzi w gre - przeciez sie nic nie wali, to jest ok, nie?

Matko.
Ja juz chce miec swoj kat i nie martwic sie, ze
przy nastepnym trzesieniu ziemi dach mi sie na glowe
zawali....
19:13 / 27.06.2005
link
komentarz (2)
Poza tym

najwyrazniej ciezki okres mi przeszedl. Wczorajsze
widzenie z I. nie spowodowalo bicia serca ani szalu
macicy na ulicy, hehehe.

Juz sie nie miotam, czasem tylko niektore przedmioty
i miejsca przypominaja o tym, jak dobrze
moglo byc i prawdopodobnie nigdy nie bedzie. Coz.

Tak jak mowilam wczesniej, praktyka czyni mistrza. Im wiecej razy sie czlek rozstaje, tym wiekszej wprawy nabiera w dochodzeniu do siebie...

I tylko tak smutno samemu.
18:59 / 27.06.2005
link
komentarz (5)
Pracowitego weekendu ciag dalszy

Niedziele zaczelam od ciecia znow - tym razem pod noz poszlo nastepne drzewo. Gaszcz niesamowity - 3 godziny pozniej wielka kupa galezi, pocietych w male kawalki.
Nawet ladnie sie tam zrobilo, bedzie mozna stoliczek i krzesla postawic jak skoncze... co prawda na golej ziemi, ale coz.
Ah, gdybymz jeszcze umiala zrobic asfaltowe/betonowe sciezki..

Dzis oczywiscie ruszac sie nie moge. Dobrze, moze wreszcie schudne.

I. stanal na wysokosci zadania i przyjechal pomoc.
Jeszcze ze dwie, trzy polki a juz sama bede w stanie takie rzeczy robic. Wiertarka nie taka straszna jak ja maluja, a i dziury w scianach z pomoca centymetra i poziomicy daje sie wywiercic w odpowiednim miejscu ;)

Rozmawialam tez z Wlascicielowspolmieszkancem na temat jego ogrodu. W zasadzie dal mi wolna reke, moge robic, co chce. Oczywiscie najfajnie byloby, gdybym zrobila sciezki... i jakis podescik pod grilla, ale to zadanie narazie przekracza moje sily. Uschnieta trawe wiem jak wywalic, ale jak wyrownac teren i wylac beton to nie wiem...
20:34 / 26.06.2005
link
komentarz (3)
Dzienne nudy

wczoraj dzien pracowity chociaz nudny. Kupilam w home
depot medicine cabinet z lustrem do lazienki; nowe
zaluzje (stare sa tak zolte ze juz patrzec na nie
nie moglam) i pile do drewna.

Trzy godziny pilowania i ciecia w ogrodzie i glupi
krzak grochu pnacego dalej sie pleni.
Rozroslo sie toto tak, ze zaslonilo przejscie na tyl,
drzwi od lazienki, drzwi tylne i sasiadowi przelazlo
przez plot. Wlascicielowspolmieszkaniec oczywiscie
ma to w dupie - gdyby mu na glowie wyroslo, to moze
wtedy ...

Z instalacja medicine cabinet i zaluzji niestety musze poczekac na pomoc
fachowa czyli I.
Ma dzis dzwonic i powiedziec, czy przyjdzie, czy nie.

Coz, sama tego nie zrobie (bo trzeba znalezc belki nosne w scianie i do tego przykrecic), a skoro
mamy byc przyjaciolmi, to niech sie na cos przyda.

Dalej nie wiem, co bede robic w dlugi weekend...
Z. mowi, zebym sie wybrala z lokalna polonia na kamping. Maja ponoc zarezerwowane miejsca na polu namiotowym. Tylko, ze ja z tymi ludzmi nie mam o czym rozmawiac. Wiekszosc jest podobna do panny opisanej w poprzedniej notce. Po uprzejmej wymianie zdan na temat pogody, co kupili, co zjedli i gdzie byli zapada krepujaca cisza.
21:53 / 25.06.2005
link
komentarz (7)
Wczoraj w knajpie

btw - sama poszlam, jakby sie kto pytal.

Ale nie o tym. O Polsce bedzie. Kiedy juz knajpe zamykano, dwoch pijanych w sztok Irlandczykow zagadnelo do mnie, skad jestem.
- Z Polski - mowie
- a my znamy Pooooolke! Andzeliiiiiika, chodz tu, tu polska dziewczyna jest!

Andzelika podeszla, popatrzyla, odezwalam sie do niej w te slowa:

- jako zywo, mowie po polsku - a ty?

Patrzy sie, patrzy... wreszcie odpowiada:

- przepraszam, ale nie rozumiem. To nie jest jezyk polski!
- jak to nie? Pewnie, ze tak - smieje sie.
- nie ma takich slow w polskim! Ja ciebie nie rozumiem!

Zaczelam wyjasniac niesmialo, ze zwrot "jako zywo", tudziez "zawzdy" i pare innych to owszem, sa polskie idiomy, jeno pochodzace ze staropolszczyzny.
Nie dala sie przekonac.
Zdazylam jeszcze sie zapytac, ile czasu tu jest - bo zauwazylam interesujacy "angielski" akcent w jej polszczyznie (az mi zgrzytalo w uszach, serio).
Okazalo sie... ze 3 lata.

Aj Waj!
Byla dla mnie rownie obca, jak Tralfamadorczycy...
23:36 / 23.06.2005
link
komentarz (3)
Dzis jest zly dzien

Kolejna build i znowu krytyczne bugi. Ogromny kontrakt wisi na wlosku, wszystkie terminy przekroczone i
atmosfera taka, ze siekiere by zawiesil.

Rozmawialam z szefem i sa trudnosci w zatrudnieniu mnie na stale.
Kontrakt mam do konca projektu a co potem nie wiem.

Pieknie kurwa, pieknie.

Jeszcze mi tego brakuje, zeby znow szukac roboty - tak jakbym malo miala problemow na glowie.
07:23 / 23.06.2005
link
komentarz (3)
Plusy fusy i minusy

Plus: dostalam w pracy dwa flat panele, ktore zastapily stare CRT monitory. Caly dzial qa mi zazdrosci.
Kiedy te stare piszczaly i oblewaly sie zielenia, to jakos nikt mi nie zazdroscil.

Minus: po przyjsciu do domu okazalo sie, ze kot narzygal mi na krzeslo przy ktorym siedze za pudlem. Wlascicielowspolmieszkaniec zareagowal "hahaha no prosze
nazarla sie za duzo siersci".
Sprzatac oczywiscie musialam ja.

Minus: na wczorajszej jamprezie firmowej z grupy 30 mezczyzn odlowilam 4 sensownych, z ktorymi dalo sie pogadac i byli mili. Niestety, wszyscy juz zajeci.

Plus: zadzwonilam wieczorem do I. podtrzymac go na duchu w zwiazku z nadchodzacym projektem. Ucieszyl sie i byl wdzieczny.

Plus: jutro umowilam sie na telefon/spotkanie z kolega A.

Minus: kolega mimo ze mily to jest zdecydowanie za niesmialy, za mlody no i za maly. Ale gra w bilarda niezle i pije piwo, wiec rozrywka jakas bedzie.

Minus: po jezdzie na rowerze mauzonka (zapomnial zabrac to co ja sie bede przypominac) czuje sie, jak po zamianie Kojoty na mercedesa SLK. Niestety, siodelko bede jutro czuc pod dupa i chodzic okrakiem, takie twarde jest.

No i tak to sie kreci.
22:27 / 21.06.2005
link
komentarz (5)
Dlugi weekend

czyli independence day zbliza sie wielkimi krokami.
Piatek i poniedzialek wolny, w sumie 4 dni i to juz nastepny tydzien.

A ja nie wiem co ze soba zrobic. Z checia bym gdzies pojechala - kase nawet mam.
Niestety - nie mam z kim i nie wiem gdzie. Sama w podroz po kraju napewno sie nie wybiore, o nie. Nie lubie sama jezdzic...nie umiem i nie chce, poza tym sie boje ze ktos mi da w tube, zaciuka, okradnie etc.

A. niestety jest uziemiona brakiem kasy, poza tym pewnie
bedzie ten czas spedzac ze swoim facetem...

Kurde, chyba zwariuje. Codziennie jeszcze jakos ciagne,
bo praca i przynajmniej na ten czas moge zapomniec.

Nie wiem, co zrobie przez te cztery dni.

Czy czyta mojego bloga ktos kto mieszka w USA? Moglibysmy wtedy sie spotkac na przyklad :)

hm... mam tydzien na wymyslenie czegos, bo jedno pewne - od siedzenia samej w domu zaczne walic glowa w sciane.
08:39 / 21.06.2005
link
komentarz (5)
Wesolo jest

Chuj wielki i babelki i tralala z butelka wina i sluchaniem Paul van Dyke.

Az chce mi sie krzyknac "smierc frajerom" (coby tradycje podtrzymac, prawda????).

Ale, pojde grzecznie spac, wszak jutro dopiero wtorek
i jak sobie pofolguje to mnie w pracy szczysci zywcem dnia nastepnego.

Od nudy, popierdolenia i glupoty uchowaj nas PANIE.

Ladnie brzmi, prawda? Taka modlitwa nawet mi sie podoba.
06:46 / 21.06.2005
link
komentarz (2)
Masochisci

Nidy ich nie zrozumiem, zwlaszcza tych, ktorzy w tylko taki
sposob osiagaja spelnienie seksualne.
Probowalam wiele razy sobie to wyobrazic, wczuc sie jakos
i nie moge - po prostu nie jestem w stanie.

Jest mi to rownie obce, jak emocje i zycie psychiczne
tralfamadorczykow.
Hokus-pokus.

Oczywiscie via rozum wiem, skad sie to bierze, jaki jest mechanizm i tak dalej.

Wiem, ale nie zmniejsza to obcosci.

Sztuczna inteligencja, jesli kiedys sie zrodzi - bedzie potworna. Wlasnie przez brak emocji....

I tak juz mamy potworow w ludzkim wydaniu, zbyt wielu.
Jeszcze tylko marixa brakuje.

Ave.

PS: jesli odlece zbytnio od rzeczywistosci, to prosze mnie kopnac w dupe.

PS2: w ramach samosprowadzania sie na ziemie oraz sprawdzania stanu wlasnego wykonalam test tzw. podstawowy: search na yahoo personals.
Wynik: negative. Kazdemu wyszukanemu panu mam ochote powiedziec, zeby sie pierdolil.

Tia...
03:42 / 20.06.2005
link
komentarz (7)
...

A jednak ciezko mi. Nadal kocham i boli, kiedy nie ma go w poblizu, kiedy nie moge sie przytulic, porozmawiac, pocalowac, ze o reszcie juz nie wspomne.

boli. To jest najgorsze w kazdym rozstaniu.
20:23 / 19.06.2005
link
komentarz (0)
Przynajmniej

rozstalismy sie pokojowo, jak normalni ludzie.
Zostajemy na stopie przyjacielskiej - i nie sa to czcze przechwalki. Mnie na to stac i jego tez.

Oczywiscie, na poczatku bedzie bolec, jak zawsze. Takie jest zycie i trrzeba po prostu move on, inaczej sie zginie...

Pewnie minie duzo czasu, zanim znajde mojego ukochanego ksiecia z bajki.

Oczywiscie zartuje. Duzo czasu minie zanim znowu komus zaufam.

I. dojrzal chociaz do tego, zeby przyznac, ze ze mna nie bylo nic nie tak. Ze to on ma powazne problemy emocjonalne, ze nie wie jak sie zaangazowac i jak dzielic
zycie z druga osoba. Cos, o czym nie chcial nawet slyszec jeszcze nie dalej jak pare miesiecy temu.

Musi dojrzec...

Nc wiecej nie chce mi sie dodawac teraz.
08:53 / 19.06.2005
link
komentarz (5)
No i juz

Koniec. Rozstalismy sie z I.
19:13 / 16.06.2005
link
komentarz (0)
The Empire Strikes Back: Extra Special Edition

Kumpel w pracy rozeslal. Malo sie nie poplakalam ze smiechu :)))

INT: BESPIN GANTRY - MOMENTS LATER:

A furious lightsaber duel is underway. DARTH VADER is backing LUKE SKYWALKER towards the end of the gantry.

A quick move by Vader chops off Luke's hand! It goes spinning off into the ventilation shaft.

Luke backs away. He looks around, but realizes there's nowhere to go but straight down.

Darth Vader: Obi Wan never told you what happened to your father.

Luke: He told me enough! He told me you killed him!

Darth Vader: No... I am your father!

Luke: No! It's not true! It's impossible!

Darth Vader: Search your feelings... you know it to be true...

Luke: NO!

Darth Vader: Yes, it is true... and you know what else? You know that brass droid of yours?

Luke: Threepio?

Darth Vader: Yes... Threepio... I built him... when I was 7 years old...

Luke: No...

Darth Vader: Seven years old! And what have you done? Look at yourself, no hand, no job, and couldn't even levitate your own ship out of the swamp...

Luke: I destroyed your precious Death Star!

Darth Vader: When you were 20! When I was 10, I single-handedly destroyed a Trade Federation Droid Control ship!

Luke: Well, it's not my fault...

Darth Vader: Oh, here we go... "Poor me! My father never gave me what I wanted for my birthday! Boo hoo, my daddy's the Dark Lord of the Sith! Waahhh wahhh!"

Luke: Shut up...

Darth Vader: You're a slacker! By the time I was your age, I had exterminated the Jedi knights!

Luke: I used to race my T-16 through Beggar's Canyon...

Darth Vader: Oh, for the love of the Emperor... 10 years old, winner of the Boonta Eve Open... Only human to ever fly a Pod Racer... right here, baby!

Luke looks down the shaft. Takes a step towards it.

Darth Vader: I was wrong. You're not my kid. I don't know whose you are, but you sure ain't mine.

Luke takes a step off the platform, hesitates, then plunges down the shaft.

Darth Vader looks after him.

Darth Vader: Get a haircut!
02:56 / 15.06.2005
link
komentarz (0)
To wszystko kwestia marketingu

Wlasnie. Ludzie w USA nie biora lapowek, o nie.
Oni "make strategic decisions based on good networking".

Jak to dzis podrzucilam kumplowi z salesow to dostal
ataku smiechu-glupawki i powiedzial, ze pusci dalej
w obieg.

No. Fach copywritera mam juz opanowany, prawda?
03:17 / 14.06.2005
link
komentarz (3)
Jazda

A jak fajnie do tego CISu jechalam, no fajnie...

Poniewaz I. dalej nie ma Internetu podpietego (zdaje sie ze inne urzedole zawalily, tu na szczescie panuje konkurencja wiec uda sie do innego uslugodawcy ale mniejsza z tym), to musialam posluzyc sie klasyczna mapa.

Bodaj ich wzdelo i pokrecilo z takimi mapami.
Nie dosc, ze:

- kierunki autostrad sa podawane zgodnie z _ogolnym_ kierunkiem geograficznym - czyli autostrada sie moze nazywac 280 polnoc-poludnie a przez polowe biec wlasciwie na linii wschod-zachod dzieki czemu kompas sobie mozna w dupe wsadzic no i przy wjezdzie czlowiek glupieje;

- nie dosc, ze nie ma zadnych landmarkow ani topografii na tych ichniejszych samochodowych mapach;

- nie dosc, ze sa malo dokladne (no ale to wszystkie mapy cywilne tak maja wiec nie powinnam sie czepiac);

- nie dosc, ze nie ma dokladnie zaznaczonych wjazdow/zjazdow z autostrad (bo to ze sie dwie krzyzuja na mapie nie znaczy wcale jeszcze, ze moge sie z jednej na druga dostac w pozadanym kierunku o nie);

- to jeszcze popierdolili nazwy ulic!!!

Nie pasowalo mi, bo nazwa ulicy odsylala w inne miejsce na mapie, a kod w inne. I badz tu madry. Skonczylo sie na upojnym przejechaniu 6 mil i wypatrywaniu rzeczonego budynku - jak sie okazalo najlepsza metoda.

Jadac w/g mapy wyjechalam za rogatki miasta w lyse pole i o. Patrz tu czlowieku na numery i na nazwe ulicy, buahahaha. Dobrze, ze przezornie zostawilam sobie pol godziny w zapasie.

Musze sobie kupic wojskowe mapy. Tyle, ze drogie sa jak cholera.

PS: tak wiem, ludzie w Polsce nie maja tego problemu, bo autostrad w zasadzie nie ma - tutaj za to az ich za duzo i na dodatek wiele ma zupelnie posrane wjazdy/wyjazdy, zle oznakowane (czytaj zza krzoka wylania sie znak juz po minieciu zjazdu buahahaaa) a czasami nieoznakowane w ogole. Slowem - albo wiesz gdzie jechac, a jak nie to spierdalac.
No!

Jak ktos nie wierzy to prosze sobie zerknac via Inet na mape South Bay i San Francisco Bay.
20:32 / 13.06.2005
link
komentarz (6)
Pierdolony INS

ah, teraz to juz CIS (citizenship and immigration services).

Wlasnie wrocilam z upojnej wizyty. Status stalego rezydenta przyznano mi w pazdzierniku ubieglego roku,
ale zielonej karty jak nie bylo tak nie ma. Poniewaz
za 3 miesiace ekspiruje mi pozwolenie na prace, to udalam
sie do Siedziby Zla w celu dostania pieczatki w paszporcie.

I coz sie okazalo. Ah.
Pani urzedniczka zdziwila sie wielce ze jak to nie dostalam karty? Adres zamieszkania zmienialam? Nie.

Okazalo sie, ze ta banda kretynow miala moje dane w
komputerowym systemie lokalnym, ale juz nie w centralnym.
Zielone Karty drukuja w jedynym miejscu (z tego co wiem),
i jak danych nie ma w systemie centralnym to nie wydrukuja.

Pieczatke wazna na rok w paszporcie mam, w polaczeniu z papierem stwierdzajacym ze mi status przyznali moge
wreszcie opuscic USA i wrocic spowrotem.

Zupdatowanie moich files - jak powiedziala pani urzedniczka - moze zajac i do roku.

Myslalam, ze bede tam strzelac. Skurwysyny jedne glupie durne. Oczywiscie zadnego przepraszam
czy czegos w tym guscie.
Zadnego pisma, zawiadomienia, nic. Glupie bydlaki.

#@%%$^$^%

O i tyle.
19:49 / 09.06.2005
link
komentarz (4)
Kobietom ciagle jeszcze wiatr w oczy

Wiedzialam, ze baby w Indiach maja przerabane, ale nie
zdawalam sobie sprawy, ze
AZ TAK.

Slabo mi sie zrobilo, jak to przeczytalam. Racje mial ktos kto twierdzil, ze zrodlo dyskryminacji i kultury patriarchalnej wyplywa raczej z tradycji a nie religii.
Religia - z drugiej strony - znakomicie sie nadaje
do podtrzymywania i uswiecania tradycji...jakakolwiek
by ona nie byla....

21:01 / 08.06.2005
link
komentarz (3)
Co mi sie nie podoba w "naszej" kulturze

Oczywiscie, bedzie uogolnienie i to duze. Mam na mysli
kulture masowa, wyrastajaca korzonkami z USA i rozpelzajaca
sie po calym "zachodnim" swiecie - wynalazek ostatnich
raptem kilkudziesieciu lat, mnozacy sie jak zaraza dzieki
mass mediom i globalizacji.

Po pierwsze:
- kult mlodosci. Moda i cala reszta kreowana jest glownie dla nastolatkow i to jest na topie. Rowniez na topie sa kobiety w tymze wieku, z malymi biodrami, zadna talia i ew. duzym biustem. Kobieta dojrzala i dorosla to juz nie jest obiekt seksualny, znika z ekranow i billboardow. Media o takich zapominaja, zwlaszcza, jesli nigdy nie byly specjalnie piekne.

- pogarda dla starosci. Kiedys ludzie starsi byli otaczani szacunkiem i nie bylo powodow do tego, zeby sie wstydzic takich zmarszczek na przyklad. Mieli swoje miejsce w spoleczenstwie i to wcale nie na marginesie. Teraz sa jak piate kolo u wozu traktowani, jak stetryczale i zdurniale staruszki, co nadaja sie do zsypu tylko.

- hyz na punkcie dzieci. Prawa dziecka, obrona dziecka, dziecko rzadzi cala rodzina. Wokol niego sie organizuje zycie i skacze. IMHO przesada, o ile dzieci to wazna rzecz, jednak powinny miejsce swoje znac. Nie oni kreca rodzicami i wywracaja porzadek swiata, ale dorosli - rodzice wlasnie. To oni powinni nadawac ton i nie pozwalac sie wodzic za nos. Wielu niestety sie daje - zwlaszcza mamuski, ktore poza kupka, pieluszka, kaszka i "co dzieciaczek zrobil" przestaja widziec reszte swiata i kompletnie traca dystans i zdrowy rozsadek.

- wyrugowanie smierci z zycia - podczas gdy JEST to czesc zycia. Kiedys bylo inaczej. Teraz ludzie umieraja w szpitalu a bliscy ogladaja tylko zamknieta trumne. Nie mowie, ze zmuszanie na sile do calowania nieboszczyka to swietny pomysl. Z drugiej strony jednak nie moze byc tak, ze smierc kogos starego czy nawet mlodszego staje sie zyciowa tragedia zywych, z ktorej przez nastepne pare lat sie pozbierac nie moga.
Nie moze byc tak, ze rozmow o zmarlych i smierci w ogole sie unika i robi z tego temat tabu - ktory zostaje zepchniety na margines i potem wykwita w niezliczonych filmach grozy i horrorach.

Pare punktow jeszcze by sie znalazlo. Wyzucie z duchowosci na przyklad... ale musze wracac do pracy ;)
05:34 / 08.06.2005
link
komentarz (3)
Quirky alone

Ha. od jakiegos czasu tutaj wokolo (i nie tylko tutaj) moda jest na gloszenie wspanialosci bytu singla.

Nigdy mi to nie pasowalo, bo ludzie to wszak nie niedzwiedzie ani szczury - preferujace zycie samotnicze.
Jakos tak juz jest, ze zycie uklada sie parami a nawet
rodzinami.

No i ciekawy
artykul
znalazlam.

Oczywiscie, zawsze byl i dalej bedzie odsetek ludzi, ktorzy
wola zycie samotne, bo do stadnego sie po prostu zupelnie nie nadaja - ale to bardzo nikly odsetek jest.
Tymczasem single rosna jak grzyby po deszczu, podobnie jak anorektyczki owymi czasy...
04:52 / 08.06.2005
link
komentarz (0)
Mam nauczke

Pobliskie deli zmienilo wlasciciela, zrobili remont, zmienili manu.

Poszlam tam dzis.

Kupilam sobie na lunch zupe z brokulow i cesar salad z kawalkami kurczaka. Ah, gdybymz tegoz nie kupowala.

Juz po 15 minutach od konsumpcji zupy (ktora notabene byla bez smaku i plywaly w niej piguly z maki) sralam dalej niz widzialam. Myslalam, ze zoladek wysram z rozpedu. Dwie tury w kiblu, po pol godziny kazda.

matko jedyna.

Po przyjezdzie do domu grzecznie ugotowalam sobie zupke grzybowa z ziemniaczkami i porem....pyszna i przyjela sie nadzwyczaj dobrze :)

Bede sie nia zywic przez nastepne pare dni - plus chlebek z maslem roslinnym szczypiorkiem i zodkiewka.

Koniec szalenstw.

PS: wczoraj w ramach rozrywek grupowych Firma zafundowala pracownikom kregle. Nigdy wczesniej w kregle nie gralam, ale zabawa byla przednia - zwlaszcza, jak juz udalo mi sie zwalic wszystkie kregle od pierwszego razu. Tylko dzis mnie prawe ramie rwie jak cholera...
20:00 / 06.06.2005
link
komentarz (0)
Czas czas czekania na....

Wlasnie, na co?
Na objawienie?

Grill niedzielny udal sie - mimo tego, ze wlasciwie
nudno bylo a Fajny Facecik nie pokazal sie.

Tak mi jednak bylo trzeba spokoju, slonca i rozwalenia
sie z piwkiem na lezaczku totalnie nie robiac nic i
nie myslac nic - ze rozplynelam sie w blogosci.

Codziennosc dala znac o sobie przypalonymi ramionami.
Coz, Kalifornia - godzina lezenia w sloncu popoludniowym
i oto efekt.

Rzmowy nudne, jak w wiekszosci, ale nie przeszkadzalo mi to :)

I. ma tez patio - malutkie, ale na grilla i party w zaufajnym gronie starczy :)
Wczoraj w ogole podczas mojej nieobecnosci odgruzowal
caly salun, przeniosl akwaria na wlasciwe miejsce i nagle zrobilo sie tam calkiem milo - nawet pomimo tych ochydnych zniszczonych szafek w kuchni i syfiatej podlogi.
Dzis narzeka, ze pracowac mu sie nie chce i chcialby juz wrocic do domu i kontynuowac improvementy.
Tez bym chciala...

20:00 / 03.06.2005
link
komentarz (5)
Ple ple weekendowe

Jeszcze caly dzien za pudlem, jakos musze wytrzymac.
Pogoda za oknem pieeeeekna. Slonce, 28 stopni ciepla...
po prostu WAKACJE, a ja oczywiscie bede miala fige a nie wakacje czy dni wolne.

Nauczylam sie juz jezdzic nowa trasa z pracy do I. i spowrotem. Mam do pokonania dwie autostrady - czteropasmowki (w porywach szesc pasm) z ruchem jak cholera.
Jazda autostrada dziala na mnie niemalze jak hipnoza - niestety, musze uwazac na idiotow, ktorzy pchaja sie przede mnie zajezdzac droge i oczywiscie nie uzywaja kierunkowskazow BO PO CO? Kierunkowskazy sa kurwa dla mieczakow, co nie? Podobnie jak czerwone swiatla.
Ah. Nic tylko strzelac takich.

Automatycznie przypomina mi to kumpla. Zapalony motocyklista no i jechal sobie raz waska gorska droga, przed nim nowiutki wielgachny SUV. Niestety, SUV prowadzony przez jakas niewydarzona panne, ktora mu z piec razy zajechala droge. Cud, ze sie nie wypierdzielil i nie walnal w skale albo spadl w przepasc. No nic. Zawzial sie. Podazal za nia do najblizszych swiatel. Na czerwonym zsiadl z motoru... wyjal z torby metalowy pret (nie mam pojecia po cholere go nosil) i SRUUUU - ujebal jej oba boczne lusterka. Panna opuscila szybke z zamiarem chyba zabicia go... ale spasowala widzac jego mine. Powiedzial:
- ty i tak nie potrzebujesz tych lusterek. Zanim wstawisz nowe, naucz sie ich uzywac. A, i pamietaj o kierunkowskazach. W razie czego naprawa bedzie znacznie drozsza...

Pannie opadla szczenka a on odjechal.

Tia...

Niestety, I. w nowym apartamencie nie ma jeszcze podlaczonego telefonu ani tym bardziej sieci. Takze, zglosze sie dopiero w poniedzialek :)

Wczoraj siedzielismy z pol godziny wpatrujac sie w sciane i rozwazajac kwestie: to rozwalac ta sciane czy nie? Przeniesc pralke i suszarke z kuchni do lazienki, czy nie?

Coz, nie moja chalupa wiec konczy sie na sugestiach, I. zrobi co chce. Inna sprawa, ze mu sie juz odechcialo cokolwiek robic i pudla oraz syf po przeprowadzce jak staly, tak stoja. Piknie.

21:48 / 02.06.2005
link
komentarz (9)
Slabo mi sie zrobilo

jak przeczytalam ostatnia notke w blogu Shent.
Przejechala z rozmyslem (po ulicach Wawy) z predkoscia
120 km/h (ograniczenie do 50) na CZERWONYM swietle.

Podkreslam, z ROZMYSLEM. Bo pozno bo zmeczenie etc.

IMHO NIC nie usprawiedliwia takiego ehm... "rozmyslu".

Przez takich debilnych kierowcow gina potem normalni niczemu nie winni ludzie.

Przejedzie taki na czerwonym raz drugi i trzeci a za czwartym czy dziesiatym wyskoczy z boku na jezdnie przechodzien. Albo w nocy nieoswietlony rower.
Albo ktos po prostu nie spojrzy w bok bo przeciez ma zielone swiatlo.

Cymus miod malina.
Nie ma to jak amputowana wyobraznia.
20:04 / 02.06.2005
link
komentarz (0)
Zagrania biznesowe

Nachalnosc niektorych zwala z nog. Jest sobie u nas taki
intern - w dziale marketingu zreszta. Mlody chlopaczek,
z jakiegos porzadnego uniwerka, azjata zreszta, o akcencie
momentami trudnym do zrozumienia.

No i ow chlopaczek postanowil wcielic w zycie nauki
ze szkoly - zaczac uprawiac tzw. "networking" (po naszemu - wyrabiac sobie znajomosci).

Wpycha sie wszedzie, zagaduje na sile, zaprasza na lunch
a ostatnio wpadl na pomysl zebym mu pokazala lab
testerow i wyjasnila jak to wszystko testujemy.

Odginam kiece i lece bo zaiste nie mam nic lepszego do roboty jak poswiecic mu pare godzin pracy.

Tia...
Zniesmaczylam sie.
Podobnie kobiety z tech pubs, ktore tez namolnie proboje wyciagnac na lunch.

Matko.
Jak dla mnie zero wyczucia i taktu - ale dla niektorych to bardz smart, proaktywnie i agresywnie i takich lubimy.

Rynce opadaja.
00:32 / 01.06.2005
link
komentarz (2)
Tak poza tym

to niemalze jak metafizyczne przejscia w "Kucharz, Zlodziej, jego zona i jej kochanek" Greenawaya.

Blub - wplywam do swiata bez komputera, gdzie praca fizyczna, piwko, pizza i bolace miesnie.

Blub - wplywam spowrotem do swiata komputerow, siedzenia
za biurkiem i nudy.

Blub - tylko moj mozg jakos rozchwiany miedzy jednym
a drugim przejsciem fazowym...
00:17 / 01.06.2005
link
komentarz (0)
To moze by tak z humorem

o tej przeprowadzce? Trzeba sie wprawiac w optymistycznym
widzeniu swiata, prawda?

Sobota: wstalam pozno, ale nic to bo I. juz od rana
biegal i pakowal. Zadanie owo okazalo sie nietrywialne,
poniewaz ilosc pak, paczek workow i innych przekraczala
swoja objetoscia powierzchnie calego apartamenta. Trzeba
bylo podjac radykalne srodki: rozmontowac lozko i dwa biurka i postawic je na sztorc pod sciana. Pomoglo.

Ciezarowka zostala wynajeta o 16.00, o 17.00 dwoch panow
Meksykanow (wielkich jak szafy trzydrzwiowe) zaczelo
NOSIC. Na poczatku bylo fajnie: niech nosza, za to
dostana pieniadze, co sie bedziemy przemeczac. Ale wraz
z uplywem czasu stalo sie jasne, ze oni sami to padna
a do niedzieli nie skoncza. Takze, zaczelismy my
(I. jego kolega i ja) nosic tez.

Problem: nie chca sie wszystkie rzeczy zmiescic w ciezarowce. No trudno, zostana na jutro.

Ciezarowka pelna, 3 osobowe samochody pelne (w tym dwa
akwaria ze spuszczona woda i rybkami), jedziemy.

Rozladowywanie rozpoczelismy o 20.00 i tak se trwalo do 23.00. Myslalam, ze ducha wyzione a jeszcze z I.
pojechac oddac ciezarowke do U-haula. Matko.

Dzien drugi niedziela: ledwo co moglam sie ruszac, ale nic to. Jadziem do starego apartamenta, jako ze przyjaciolka I. z pickupem przyjechala.
3 godizny pozniej: pickup wyladowany po brzegi, znowu nosimy.

Dobrze, ze byl dlugi weekend i w poniedzialek mozna bylo rozpoczac rozpakowywanie i czyszczenie kuchni.

Wlasnie. Wyobrazcie sobie 20 lat nieczyszczona kuchnie, w ktorej to kuchni wietnamce dzien w dzien
smazyly w woku (taka gleboooka patelnia w ktorej plywa tluszcz i w ktorej robia kazdy posilek) obiadki.
Przy probie otworzenia szafki palce mi sie przykleily
.

No.
Mialam pomysl, zeby tam bombe podlozyc, ale nie przeszlo cholera. Zamiast tego caly poniedzialek
na czyszczeniu kuchni. Dalej sie szafki lepia, ale juz
mniej no i samoprzylepny sliski papier dziabnelismy
do wnetrza, coby w ogole tam mozna bylo jakies produkta i naczynia wstawic bez pawiowania...

Zaprawde nie wiem, jak mozna tak kuchnie zapusic????
I. oczywiscie to bedzie remontowal, rozwalal sciane, wymienial podloge, wymienial szafki - ale
najpierw musi rozwalic lazienke na gorze, zeby zmiescic tam pralke i suszarke z kuchni wiec....

Roboty na najblizszy rok, lekka reka.

Przynajmniej nie bedzie po babach latal, ale juz sama
nie wiem czy to lepiej czy gorzej.

Narazie kanapa stoi, biurko stoi i lozko. Sa nawet obrazki na scianie, ale ta kuchnia.... o, lazienka
tez brudna. Doszlam do wniosku, ze jak odkreci i odmontuje te ochydne szklane drzwi nad prysznicowanna,
to moze da sie odskrobac ten dwucentymetrowy poklad
syfu, co sie uzbieral dookola i ktory funkcjonowal lepiej niz jakiekolwiek kleje i poliuretany przez ostatnie 20 lat...

PS: dalej mi sie w pale nie miesci jak ludzie mogli
mieszkac w takim syfie i im to nie przeszkadzalo???

I pomyslec, ze my tam weszlismy juz po ogolnym czyszczeniu, do ktorego to czyszczenia ekipa 4 meksykanow na 5 zostala wynajeta.
I. powiedzial, ze ja nie chcialabym widziec tego miejsca ZANIM oni weszli i posprzatali.

Tak poza tym to townhouse oczywiscie ladny jest, no.
960 square feet, na dole salun otwarty na jadalnie, patio, na gorze lazienka i dwie sypialnie. To wszystko
za niebotyczna sume 380 tysiecy dolcow i tylko dlatego udalo sie I. kupic, ze reszta nabywcow uciekla przestraszona.

Jajks. To ja se moze kupie mobile home. W moich mozliwosciach finansowych jest, JUZ. ha ha.
19:49 / 31.05.2005
link
komentarz (4)
Przeprowadzka byla

Ledwo zyje, ale wcale mi zakwasy nie przeszkadzaja.
I tylko ten zal, ze chalupa nie moja...

I. caly szczesliwy i ma planow na nastepne dwa lata - dotyczacych modernizacji i ulepszania zakupionej chalupy...

Ja przez chwile poczulam sie jak w domu i z rodzina, no
ale dzis juz w pracy poczucie owo zniklo wraz z zabraniem
moich klamotow i powrotem w utarte koleiny dnia
codziennego.
06:21 / 28.05.2005
link
komentarz (4)
Tak jeszcze mi sie przypomnialo

Czytajac bloga Rosemary: w Polsce mozna ( no a przynamniej niektorzy
moga) pojsc sobie na zwolnienie z powodu zlamanej nogi albo skreconej kostki.

Tutaj gdzie mieszkam zapierdala sie do pracy juz drugiego dnia z gipsem bo.... nikt nie placi za zwolnienie a jak sie zawali robote, to
zatrudnia kogos innnego.

MNIAM.
MNIAM kapitalizm, nie?

PS: jak tylko bede miala okazje wypierdalam stad (ale legalnie, legalnie!!!) do Nowej Zelandii albo Australii. Mam cel w zyciu, o.
06:10 / 28.05.2005
link
komentarz (0)
kobieta atrakcyjna powinna wygladac tak:

(idac od czubka glowy w dol):

- duzo wlosow najlepiej blyszczace i dlugie
- duze oczy, najlepiej niebieskie ale zielone tez sa ok. a nawet czarne
- male ramiona
- duze cycki
- mala talia
- duze biodra (ale nie tluste!!!!)
- smukle uda jako i peciny
- male stopy

To co, ktos sie powazy na opracowanie stosownego wzoru matematycznego
do obliczania akuratnosci proporcji kobiety???

PS: ja sie w tych proporcjach nie mieszcze i mam to w dupie. Przy czym im bardziej mam w dupie, tym wieksze zainteresowanie zdaje sie wzbudzac u pci przeciwnej. Go figure.

Czego to kurwa takie skomplikowane????

- zwlaszcza po butelce wina na pusty zolad, nie?

PS: pierdole, po poltorej.
05:23 / 28.05.2005
link
komentarz (2)
Oj joj

Brakuje mi STRASZNIE takiego odlotowego kontaktu fizycznego i
spelnienia. Celowo nie mowie seksu - bo seks jest jak.. hm...
no dobry byc moze, ale jesli nie ma w sobie tej domieszki metafizyki,
niedopowiedzenia, niezwyklosci jest w gruncie rzeczy niemalze
cwiczeniem fizjologicznym.

Tak.
Najbardziej seksualnym organem u kobiety jest mozg. Nie da sie ukryc.
Cialo tez oczywiscie, ale jesli operujemy na samym ciele to tak
jakby slepy mial odczuwac kolory poprzez opis.

No nie wiem, moze przesadzam. Nie wiem.
Ale ten brak "seksu z domieszka" zaczyna mi sie dawac we znaki.

W ogole to siedze u I. ale tylko dlatego, ze nie mam nic lepszego do roboty.
Kulega odnosnie zapytania o maila nie odpowiedzial, wiec coz.

Moze to jest jakas mysl? Poderwac sobie mlodszego faceta - z nadzieja, ze nie bedzie przez caly tydzien zmeczony i nie nadajacy sie do niczego???

To wredne jest zagranie natury. Kobieta po trzydziestce (tak, nie bojmy sie tego slowa) seksualnie kwitnie, ma ogromny apetyt i mozliwosci. Faceci .. coz, im starsi, tym wiecej maja problemow.
I nie chodzi mi juz tutaj o erekcje .. ale generalnie - dobijajace jest to, ze caly czas chodzi toto zmeczone, niewyspane ( a zeby jeszcze faktycznie mialo powody) i na nic nie ma ochoty.

Ja przepraszam, ale porownanie takie: po imprezie, gdzie sie napilam (tej sprzed dwoch dni) spalam 4 godziny raptem; potem zapierdalac do pracy na 12 godzin. Po przyjsciu do domu godzina joggingu, jakies zarcie i nastepne dwie godziny pracy zdalnej przez siec. Poszlam spac o 2 w nocy, jakos sie rano dopudzilam, kawa jedna i druga i wio. Zaczyna sie dzien.

A I. co?
Spal tyle samo, a juz kurwa umiera i to tak umiera ze wali sie w wyro jak bloto i nic, NIC absolutnie nie jest w stanie zrobic.

No.

I zeby on jeszcze jeden taki, wyjatek, ale nie. Im chlop starszy tym mniej sie do czegokolwiek nadaje. Lelije, jak slowwo daje. Ale, szukaja sobie mlodek. Moze dlatego, ze mlodki... nie maja porownania i nie maja wymagan, poza kasa...?

Wrednosc ze mnie wychodzi, ale jak ma nie wychodzic.

No zesz kurwa no.

Nie ma to jak parlamentarne wyrazanie sie, nie?
:)))))
22:24 / 26.05.2005
link
komentarz (6)
Party wczoraj bylo

u kolegi z pracy, tego ktory mnie wciagnal do obecnej roboty
i z ktorym pracowalam przez 4 lata w Cobalcie. Jako ze
mieszka w Pacifica (drobne 40 mil stad), to zabralam sie prosto z roboty z nim, zostawilam swoj samochod pod
biurem na parkingu z zamyslem przenocowania u niego.

Towarzystwo skladalo sie wylacznie z bylych cobaltowcow,
czterech z nich zreszta przenioslo sie do Google pracowac.

Z jednym wyjatkiem - ow wyjatek okazal sie calkiem
milym, inteligentnym i na poziomie facetem. Przegadalam
z nim dobre 3 godziny, zaglebiajac sie w tematy
filozoficzne i o dziwo dotrzymywal kroku na tym polu, jak rowniez na polu polityki.

Do dzis jestem w szoku.
Niestety, wrodzona trabowatosc i niechec do narzucania sie sprawila, ze na odchodne nie wzielam od niego
numeru telefonu ani nie dalam mu wlasnego.

Tia....

Gosc ma tez dwie powazne wady:
- ma lat 27
- mieszka w SFO

Nie wiadomo mi nic na temat innych wad, jak narazie, ale moze juz sie nigdy nie dowiem.. chyba, ze nowu spotkamy sie gdzies na jednej imprezie.

Albo.... jak wydobede jego maila od kolegow. Albo jak on wydobedzie mojego. Mamy wspolnych znajomych i to nie problem - ale ktores musi chciec no i nie da sie tego zrobic bez rozglaszania wszem i wobec.

Bue.
19:48 / 25.05.2005
link
komentarz (0)
Praca..

zatrudniono wlasnie nastepnego testera - tez contractora, jak ja.

nie mialabym nic przeciwko gdyby nie to, ze:

- siedzi w kubiku obok mnie
- jest hinduska

no nic nie poradze, ze mnie hinduski akcent denerwuje
na maxa. Pokrecony chinski jeszcze jakos zniose, hinduskiego nie moge.

co chwila wpada i sie o cos pyta i mam niejakie wrazenie, ze zbyt blyskotliwa tudziez myslaca to ona nie jest...
zwlaszcza, jesli wezme pod uwage, ze pracowala do tej
pory jako programista....

co to za programista, po computer science, co se sam nie
umie systemu skonfigurowac, zeby widzial reszte ethernetu?
06:32 / 25.05.2005
link
komentarz (0)
Politycznie

Mozna sie bylo domyslec, ze predzej czy pozniej szanowni
kuledzy z partii przyczepia sie do dupy Zycie Gilowskiej.

Za dobra jest, za madra i zbyt ciety ma jezyk no i najwyrazniej nie
wlazla w dupe tym, co trzeba.

Ciekawe, co teraz zrobi: wycofa sie z polityki, czy
przejdzie do innego klubu?

Szkoda byloby jakby sie wycofala. Jedna z niewielu politykow z jajami i glowa.

Panie, cud, cud!
03:19 / 25.05.2005
link
komentarz (0)
Money Money ah ah

Mam na koncie w banku kupe szmalu - dorzucilam dzis
pinionchy od mojego mauzonka (wkrotce ex).

Ale, kurwica mnie trafia albowiem poniewaz po zaplaceniu
podatku za obecny rok z kupy zrobi sie nedzna kupka.

Nie bede jednak lachmytom placic co miesiac, o nie.
Niech sobie mamona polezy na koncie do konca roku, przynajmniej jakis tam procent sobie urosnie - czysty
zysk.

Oczywiscie, najlepiej to byc rentierem...

.. chyba musze zaczac grac w tutejsza wersje toto-lotka...
05:00 / 23.05.2005
link
komentarz (2)
Nie mam talentu do tytulow

No nie mam i juz.

Niewazne. Cwicze ostro - wczoraj pojechalismy z I. na Mnt Hamilton a potem polazic (btw: wlasnie obrabiam zdjecia i jak tylko beda gotowe wstawie tu linka); dzis rowerki i w ogole.

W miedzyczasie zepsulam sobie oko, tj. samo sie zepsulo.
Wczoraj po zdjeciu kontaktow, jakies 3 godziny pozniej
zauwazylam, ze mnie cos drapie i meczy w prawe oko.
Buch do lustra i co widze???? Jakies takies, jak folia, w kaciku oka.
Szkla zdjelam, ale ze wygladalo zupelnie jak przesuniete szklo kontaktowe to doszlam do wniosku, ze moze sie urwalo albo co i kawalek zostal?

Najpierw plukanie - nic. Slip czerwony, boli i swedzi.
Potem sie zawzielam i paluchami czepilam tej blonki... ciagne, ciagne... odlazlo troche i jak mnie nie zacznie napierdalac!!!

Rany julek koniec swiata - mysle sobie - skoro tak boli to ani chybi kawalek mojej wlasnej tkanki, nie???
ALe czemu ona taka sflaczala i czemu sie uklada w faldy w kaciku oka - nie wiem.

I. sie dosc przelakl, powiedzial ze jak mnie boli to jedziemy na pogotowie i juz.
Ja dzielnie (wlasciwie to bardziej z lenistwa...) stwierdzilam, ze chyba jednak oczko mi dzis nie wyplynie, a nawet jak jesli to mam drugie (byla 2 nad ranem wiec jakby niewychodna pora...) i poczekamy do jutra.

Jutro, tj. dzis nie zmienilo wiele. Blona jak se zwisala w kaciku dalej zwisala, oko czerwone i mrugac ciezko. Dobra, to jedziemy do przychodni (nie wiem jaki odpowiednik po polsku tego bylby - cos posredniego miedzy pogotowiem a szpitalem, takie nagle wypadki ale nie zagrazajace zyciu). W srodku tak ze 20 osob, dzieciaki rycza, kolejka i w ogole. Mysle sobie fajnie - jak nic 3 godziny czekania matko droga.

Uzbroilam sie w cierpliwosc, wypelnilam papiery (od ostatniego razu wizyty lekarskiej zmienil sie ubezpieczyciel oraz adres i telefon moj) - notabene pani po skserowaniu mojej karty ubezpieczeniowej juz sie o nic nie czepiala - formalnosci zajely 5 minut.

No. Jakze sie zdziwilam, jak mnie przyjeto po godzinie.

Oczko jest ok, tyle ze nie moge kontaktow nosic przez nastepne 2 tygodnie i mam jakies tam krople sobie wpuszczac. Blona, ktora laczy galke oczna z reszta ustrojstwa w kacikach dostala zapalenia no i sie zrobila spuchnieta, obwisla i czerwona i stad te objawy.
Pan lekarz byl bardzo uprzejmy i fajny, uspokoil mnie ze to nic strasznego, powiedzial zebym kropelki zapuszczala i ze bedzie dobrze i w ogole milego dnia.

Po wizycie nastapila orgia niezdrowego zarcia - cwiczenia plus dieta maja na mnie (i na I.) efekt taki, ze cialo wrecz wariuje zeby dostac porcje cukru.

To nie sa zarty - od siebie dodam, ze juz raz udalo mi sie zemdlec z powodu zbyt niskiego stezenia glukozy we krwi. Ahoj low carb diet - czyz to nie piekne???

Chuj. Dzis na obiadek beda m. in. ziemniaczki tluczone z mlekiem i kropelka oleju, nie szalejemy :))) zadne tam kraszenie skwarami :)))

I. w szale pakowania - we wtorek dostaje klucze i jazda zwiazana z przeprowadzka sie zacznie. Wlasciwie juz sie zaczela: stosy pudel rosna w zastraszajacym tempie a i ja przy okazji zauwazylam, ze moje rzeczy zgromadzone u I. urosly bardzo - ledwo pomiescilam wszystko w swoim samochodzie...

07:32 / 21.05.2005
link
komentarz (2)
Uplyw czasu

zaczyna sie zauwazac nie wtedy, kiedy widac pierwsza
zmarszczke czy nawet ich siec, nie.

Uplyw czasu bolesnie sie odczuwa kiedy czlowiek dzwoni
po znajomych i przyjaciolach z nadzieja spedzenia
z kims sobotniego wieczoru a wszyscy odpowiadaja, ze
juz maja plany.

Z rodzina, z dziewczyna, z chlopakiem, mezem, zona,
dzieckiem, psem kotem czy rybka.

No i wtedy wlasnie nachodza smutne refleksje.

Zwlaszcza, kiedy nasz wlasny facet woli spedzic wieczor siedzac za pudlem i grajac w jakas durna gre zamiast dotrzymac nam towarzystwa.

Tak wiem, powinnam sobie znalezc kogos innego - ale jak i gdzie???

Dolina Krzemowa to miejsce ludzi albo rodzinnych, albo samotnych.

PS: przestal grac ale jakos wcale mnie to nie pocciesza.
07:23 / 21.05.2005
link
komentarz (2)
Glupie pytanie

ale czy ktos z czytajacych mojego bloga mieszka moze w polnocnej Kalifornii???
01:13 / 21.05.2005
link
komentarz (0)
Administracja Busha dostala prztyka w nos

i swietnie. Pod wplywem politycznej konserwy zabronili
klonowania terapeutycznego - to ich wyprzedzili Koreanczycy i bardzo dobrze!

Raptem twardoglowi idioci nabrali ochoty do zmiany zdania - jak tylko zobaczyli, ze za najwazniejsze patenty w tej dziedzinie byc moze beda musieli placic ciezkie miliony dolarow.

He. he.

Inna sprawa, ze przy wydajnosci metody Koreanczykow klonowanie reprodukcyjne bedzie znacznie latwiejsze i
niewykluczone ze juz za pare lat gdzies na swiecie
urodzi sie sklonowany czlowiek.

Jakos jednak perspektywa owa mnie nie przeraza...

Niech sie teraz chlopcy zabiora za konstruowanie sztucznej macicy. Zaloze sie ze gdyby takowa wynaleziono to przyrost naturalny w rozwinietych krajach od razu by skoczyl w gore...

Czas juz najwyzszy pozbyc sie prymitywnego i nieefektywnego sposobu rozmnazania...ktory organizm kobiety nadwereza straszliwie.
08:25 / 19.05.2005
link
komentarz (2)
Action!

wlasnie, goraczkowo obmyslamy z A. akcje pod tytulem
jak znalezc mi towarzystwo jakies na sobotni wieczor.

Normalnie musze, musze gdzies pojsc i sie poszlajac bo mnie kurwica serca trafi.

Z wielu wzgledow musze.
Na przyklad, zeby wymienic kilka:
- pokazac, ze ja mam wlasne zycie tez
- nie gnic w chalupie za plecami Wlascicielowspolmieszkanca grajacego w swoja gre
- pojsc gdzies sie rozerwac (ale nie granatem) i nie myslec o gownie dnia codziennego przynajmniej przez pare godzin
- poznac jakichs nowych ludziow, a noz widelec sie trafi ktos ciekawy

Byc moze nie ciagneloby mnie az tak gdybym mieszkala na wlasnych smieciach i mogla sobie obejrzec jakis film i poczytac ksiazke.. ale jak wiadomo nie mieszkam w wlasnych smieciach wiec rozwazania w tem temacie mozna se wsadzic w d. :)
07:46 / 19.05.2005
link
komentarz (0)
Tak w ogole

to zastanawiamy sie z A. nad zmontowaniem jakiegos towarzystwa, takiej grupy pod wezwaniem jak to za
dawnych dobrych czasow bywalo: do wypitki, wybitki
i nocnych polakow rozmow.
Slowem, normalnych ludzi.

W Dolinie Krzemowej zyje w koncu kilkanascie milionow ludzi (jak nie wiecej) i _napewno_ sa tacy... tylko, jak ich znalezc???

Ktos ma jakies pomysly? Tylko nie yahoo personals ani yahoo groups. W wypadku tego pierwszego 99% facetow szuka
sobie baby do zerzniecia albo sa po prostu jebnieci w glowke;
w tym drugim wypadku mamy do czynienia z klasyka klapek na oczach, co mnie juz po szesciu latach po prostu przestalo bawic.

Moge sobie zainstalowac blogo-rozwiazanie na wlasnym websajcie, tylko jak odlowic tych ludzi co byliby bratnimi duszami????

any ideas???
06:50 / 19.05.2005
link
komentarz (2)
Plusy fusy i minusy

Jakos zawsze, nawet jak sie staram, wychodzi szydlo z worka tj. ze mam smiertelnie powazny stosunek do rzeczywistosci.

Inna sprawa - czy widzial ktos dowcipnego i smiejacego
sie folozofa??

Ale nie o tym chcialam. Tak wiec sprobojmy tonem lzejszym
podejsc do sprawy.

Obzarlam sie przed chwila jak dzika swinia - bebzun wielki i malo nie peknie.... ale zachowalam na tyle przytomnosci umyslu, zeby obezrec sie warzywkami.
Pomidorki, tomatille, pieczareczki, kalafiorek, salateczka, szczypioreczek.... i tylko 3 kawalki bialego sera.
Ani chybi w nocy bede bujac pod sufitem z powodu
odrzutu gazowego.

Co tam jeszcze. Jaki milusi i fajniusi mailus dostalam.
"nie wiem czy w niedziele pojde z toba na ten festiwal, chcialbym, ale nie moge obiecac bo jak dostane klucze od domu to pewnie bede zajety. w sobote chcialbym pojsc z kolegami do knajpy i tylko z nimi (to juz trzeci tydzien z rzedu, btw.). oczywiscie jutro mozesz mnie odwiedzic i/albo pojutrze ale moge byc zajety".

Psze panstwa, ja tutaj sie juz mordom oklapalam - czy moze mi ktos to przetlumaczyc na ludzki jezyk?

Dziekuje.
09:29 / 18.05.2005
link
komentarz (0)
Koszmary

zebym ja jeszcze pamietala, co mi sie snilo. Moglabym
senniki wydawac - ale nie.

Za kazdym razem jest tak, ze budze sie w nocy z piec
razy, zlana zimnym potem, boje sie znow oczy zamknac,
znowu mary, gonienie, plomienie i destrukcja a potem
rano jak juz sie doczolgam do lazienki - amnezja.

Moze i dobrze, bo gdyby nie ona jeszcze bym sobie
wyciela powieki w celu niespania - jak w jednym
takim kretynskim horrorze...
08:18 / 18.05.2005
link
komentarz (2)
A skoro juz

zebralo mi sie na pisanie, to pociagnijmy temat.

czemu sie czepiam, no czemu?

Roznica pogladow, odczuc i w ogole reakcji oraz
spojrzenia na swiat.

Bo co. Mecza mnie jakies porabane bole egzystencjalne,
wspomnienia, niewiadomo co. Niby wielkie ale tak naprawde
przeszloby mi gdybym sie przytulila, ktos poglaskal po glowce a potem solidnie sie poseksic. Rzeczy najprostrze
sa najskuteczniejsze - ne se pas? (czy jak to tam bylo, w kazdym razie jakos mi podlazlo do kontekstu).

Tymczasem co mamy na talerzu?
Mamy maila (podkreslam, maila a nie nawet rozmowe telefoniczna) w ktorym narzekania na prace, prace prace i jeszcze raz prace. Potem idzie niewyspanie, zaraz potem nawal chujozy i proby oszukania na podpisywaniu papierow na pozyczke; potem juz tlocza sie w kolejce plany przeprowadzki i znowu i jeszcze i sto innych rzeczy i... JUZ NIE MOGE TEGO SLUCHAC.

Bo ile mozna ile dni z rzedu?
tez sobie moge ponarzekac i zapewniam, powodow znajde znacznie wiecej - ale co to zmieni i co to da? Nic.

W tym nawale pracy narzekan i w ogole gownianosci zycia nie starcza miejsca na zycie wlasnie, na zycie autentyczne.

Czy ja pieprze bez sensu, czy moze po prostu zyje na wyspie ludzi, ktorzy jawia sie jak automatony?
08:08 / 18.05.2005
link
komentarz (0)
Pieniadze

szczescia nie daja i jest to swieta prawda. Tak wiem,
minimum trzeba miec zapewnione, na leb sie nie leje,
dziob nie wysycha etc. ale badzmy szczerzy - ogranicza sie to li tylko do zapewnienia podstawowych potrzeb
polegajacych na przetrwaniu.

No bo co. Jak do tej pory najbardziej bylam szczesliwa z takim jednym, co to dupa mu groszem nie smierdziala,
mieszkal w hotelu asystenckim a ja u niego jako dochodzaca (jako ze z rodzina nie szlo wytrzymac i
rzadko podowczas nawet tam nocowalam). Nie mialo
znaczenia, ze juz trzeciego dnia miesiaca cale moje
stypendium szlo sie walic (ksiazki to droga rzecz a splacanie dlugow jeszcze drozsza) a potem albo dorabialam
(na przyklad jako sprzataczka, bardzo budujace zajecie) lubo chodzilam na zebry zeby se chociaz jedna fajke zapalic i kawusi sie napic.
Dla niewtajemniczonych - kawusia i fajka chociaz niezdrowe straszliwie mialy wielka zalete - powodowaly znikniecie uczucia glodu i dodawaly drugiej predkosci kosmicznej.

No ale do rzeczy. Tak, wtedy bylo mi dobrze.
Rzecz jasna nic nie trwa wiecznie i tu tez nie trwalo.
Pan ow splodzil innej pani bahorka i tak stworzyli
rodzine w pokoju 4/4 metry z umywalka i niemowlakiem.

No ale oj tam. Potem znow bylo mi dobrze (chociaz juz nie tak dobrze). Matka wywalila mnie z domu, mieszkalam na waleta w akademiku na piata w pokoju trzyosobowym - a zaprawde nie bylo nadmetrazu w starych akademikach - ale co tam.
Byla Jaga, najdrozsza kumpela w niedoli; byl klub i prawie codzienne wloczegi po knajpach po oplotach zreszta nie mialo znaczenia gdzie.
Liczyla sie wspolnota dusz.

Ale i to sie rozpadlo, po studiach kazdy poszedl w swoja strone. Jaga wyjechala do Niemiec, na zarobek... potem przyjechala, zaciazyla sie, nie wyszlo... nie wyszlo... i tak dalej.

ja sie przeprowadzilam do wawy idac za takim jednym. tez nie wyszlo - tym razem ja dalam dyla. Potem inny, potem inna praca .. w tej ostatniej pracy bylo niezle, bo towarzystwo bab sie dobralo jak w korcu maku.
Znow znane odczucie wspolnosci dusz, przy wodce albo
i bez wodki, nie mialo znaczenia. Wazne, ze bylo z kim
porozmawiac o dwunastej w nocy, jak swiat walil sie na glowe.

Ale nic nie trwa wiecznie. Zakochalam sie w moim przyszlym mauzonku i wykurwilo mnie z Polski. Przez jakies pare miesiecy bylo dobrze, niestety marzenia nigdy nie sa takie jak rzeczywistosc a milosc slepa jak ta kura na grzedzie i oj.

Znow nie wyszlo.

Co do reszty to powtarzac sie nie bede, bo czasy owe siegaja poczatkow bloga.

Pytanie za sto punktow: czy ja juz do konca zycia tak miec bede? Dlaczego, jak tylko znajde sobie jakas przystan i sie przyzwyczaje, to zaraz idzie sie to jebac z przeproszeniem?

No. Pieknie jest.
Jutro nowy dzien, juz nawet nie na kacu, bo butelka czerwonego wina juz dawno na mnie nie dziala.

PS: nie, nie jestem alkoholikiem.


07:10 / 18.05.2005
link
komentarz (5)
Ah

zapomnialam sie zapytac: to co, jest ktos chetny panowie????
06:56 / 18.05.2005
link
komentarz (0)
Oj tam

Potrzeba mi prawdziwego FACETA.
Takiego, ktoremu nie przeszkadzaloby, ze mam wlasne zdanie jak raz odmienne od jego zdania.
Ze osmielam sie to glosno wyrazac.
Chce zeby byl bardziej INTELIGENTNY ode mnie, bo dosc
juz mam udawania slodkiej idiotki; wtedy, kiedy nie udaje, jestem posadzana o bycie agresywna co jest skadinad zabawne jesli jedyna agresja jest niezgadzanie sie w danym temacie i proby dyskusji na w/w.

Co tam jeszcze. Chce chlopa, ktory nie bedzie
beznadziejnym pracoholikiem. Dla ktorego praca nie bedzie
wazniejsza ode mnie i naszego zwiazku.
Ktory nie bedzie po dwunastu godzinach zwalal sie na wyro jak bezwladna kloda.

Na co mi kloda w lozku????
W gebie to kazdy mocny a potem, dlugo potem okazuje sie, ze albo im sie nie chce albo nie staje albo cos tam.
Albo popija, albo nie dopija, albo sa wazniejsze rzeczy a w ogole to po co sie wysilac i starac???

No nie?

Co tam jeszcze. AH, zapomnialabym - nie chce faceta z klapami na oczach. Ja rozumiem, ze sie czegos nie wie - nie ma omnibusow - ale zeby ten glod wiedzy byl. Zeby chcialo sie uczyc nowych rzeczy i wysluchac, a nie zlac rowno "bo ja sie nie znam i nie interesuje mnie to".

Koniom juz podziekujemy.

Rany, ale mam bojowy nastroj. Nic, tylko komus w ryja dac, tak porzadnie.




23:55 / 16.05.2005
link
komentarz (7)
O pierdolniku uwag kilka

ktos znajomy kiedys po powrocie z USA dziwil sie, ze
przecietny Amerykanin ma skladowisko rupieci i syfu
na podworku za chalupa.

Faktycznie, maja a jakze, tyle ze teraz to ja ich juz
doskonale rozumiem. Za wywalenie czegokolwiek, co sie
do malutkiego smietnika nie miesci trzeba zaplacic.

I tak na przyklad tu gdzie mieszkam przecietna cena za usuniecie starej wanny waha sie od 100 dolcow - pod warunkiem
ze sami wlasnymi silami i transportem zawieziemy to
na wysypisko smieci - do kilkuset wiecej, jesli musimy wynajac kogos do taszczenia oraz ciezarowke.

Nowa wanna, gleboka, z jacuzzi dla przykladu kosztuje ok. 600 dolarow.

I tak ze wszystkim. Jesli ma sie na swojej posesji na przyklad duze drzewo i grozi oblamaniem galezi na cudzy (albo wlasny) dach, to cena za wyciecie owych galezi plus ich usuniecie waha sie od 2500 do 3500.

Wszystko kurwa takie drogie. Tzn. materialow wszelakich i dobr jest pod dostatkiem i sa tanie jak w barszcz, ale robocizna.... boze, robocizna!

Obrotna "zlota raczka" moze sobie calkiem duzo dorobic, zwlaszcza jesli ma prezna siec znajomych.
Przecietny Amerykanin nie umie w domu zrobic nic; inna sprawa, ze przy byle gownie (np. montowaniu swiatel w suficie) trzeba spelniac wymogi prawa budowlanego i w razie najmniejszej pomylki (czytaj zwarcia gdzies) wlasciciel posesji w ktorej mieszkamy nie dosc, ze wywali na zbity leb to jeszcze poda do sadu o milionowe odszkodowanie i prawdopodobienstwo ze wygra bedzie bardzo duze.
I ja tutaj mowie o mieszkaniu, ktorego jestesmy wlascicielem. W wypadku wynajmowanego takich rzeczy robic w ogole nie wolno. Nawet dziury w scianach trzeba pozatykac i pomalowac, jesli sie np. zamontowalo polki na scianie..

To jest zaprawde ciezko przeregulowany kraj.
21:21 / 16.05.2005
link
komentarz (0)
Poniedzialkowo, czyli gownianie

Tak wlasnie, bo trzeba wstac i od nowa zmusic sie do
zasranego dziennego kierata.
Sama radosc, nie?

Weeeekend w sumie spedzony na sielance. Piatek impreza
u kolezanki z pracy I. taka tam impreza. Zaczela sie o
17.00, my przyszlismy o 18.30. Jakies tam zarcie na stole
z doskoku, jakies tam wino i piwo. Jak to zwykle - zero
muzyki, zero tancow. Ludzie stali skupieni grupkami,
jedni zachwycali sie dzieckiem (titit tutut aaaaaaaa! - darcie ryja i od nowa), drudzy grali w jakas francuska gre polegajaca na tym ze rzuca sie duze kule w poblize
malej i kto osiagnie najkrotszy dystans to wygrywa.

Slowem, standardowa nuda. Pan domu okazalo sie, ze zainteresowany filozofia - mial nawet jedna polke
ksiazek w w/w temacie, ale to byly jakies cienizmy,
opracowania dla tepakow (cos w stylu "komputer dla opornych") - takze proba dyskusji wypadla gownianie,
bo zupelnie nie lapal tego co mowilam, a mnie sie
z kolei nie chcialo rabac wykladu o podstawach (np. czym sie rozni teoria poznania od ontologii i dlaczego wiekszosci podrecznikow do historii filozofii czytac nie warto).

No. Powrot do domu o 21.00 i tyle.

Sobota - wybralismy sie na tzw. hike z I. Wiecej tam bylo konsumpcji lunchowych kanapek i brodzenia w zimnym gorskim potoku niz chodzenia gdziekolwiek, ale i tak bylo niezle.
Juz samo przebywanie na lonie przyrody (swoja droga kto wymyslil ten kretynski idiom???), przygladanie sie
roslinkom, ptaszkom i rzeczce mnie relaksuje.
Wieczorkiem udalam sie z I. do jego znajomych.

Tak jak przewidywalam, bylo chujowo. Ja nie wiem, co
to za rozrywka narabac sie, drzec morde w samochodzie (to kolega numer jeden) a potem odstawiac spiewy karaoke w barze dla redneckow.
Matko.

Chce jakiejs normanej imprezy!!!! Niestety, najblizsza
sie kroi dopiero w sierpniu, kiedy matka A. wroci do
Polski a ona zostanie sama na wlosciach. Obiecala
juz, ze z okazji tego wielkopomnego wydarzenia bedzie
impreza na cztery fajery. Z muzyka, tancem, urabaniem sie (jej) totalnym i w ogole.

Co tam jeszcze. Gralam w szachy z I - oczywiscie przegralam i stwierdzilam eksperymentalnie ze po 3 szklankach czerwonego wina to ja jeszcze przewiduje 3 ruchy naprzod, ale juz po zapaleniu jednego skreta
myslenie logicznie wali sie na pysk no i zeby ograniczyc bole zwiazane z tak skomplikowanymi operacjami wystawilam sie na pobicie w celu szybszego zakonczenia gry.

Trzeba bedzie sie podciagnac nieco w tym temacie. W koncu to tylko czysta logika i nic wiecej, jeno operacje trzeba wykonywac w glowie.

No i tyle. Instynktownie spodziewam sie jakiejs niemilej siurpryzy, klopotow albo nie wiem czego jeszcze - bo zdecydowanie cos za dobrze ten weekend poszedl...
04:23 / 13.05.2005
link
komentarz (8)
Zizni aj zizni

Slaba jestem psychicznie. Zamiast z hukiem i wrzaskiem sie rozstac to ja zgodzilam sie sprobowac z I. jeszcze raz.

Zobaczymy, co z tego wyjdzie i czy. Obiecanki sa wielkie a ja dalam sie po prostu przekupic.

Poza tym mocarnie sie odchudzam, zdecydowalam sie przejsc na diete low carb. Niezdrowa i w ogole ale poprzednie diety i ograniczenia w zarciu nie daly nic.

Juz mi sie ciut brzuch zmniejszyl... odzywiam sie zupami, salata (rozne rodzaje salatek), jakimis kawalkami wedlin a w pracy jako snacki wpieprzam kawalki sera zoltego.

O.
zobaczymy, czy ten rezim cos da.
Musze sie doprowadzic do stanu uzywalnosci, bo teraz to wstyd ubrac sie w kostium kapielowy.
(rowniez z powodu przerazajazej bialosci ciala).
Tylko kiedy ja mam sie opalac????
04:52 / 12.05.2005
link
komentarz (4)
I jedyne

co mnie relaksuje to sluchanie sciezki dzwiekowej z
filmu Arizona Dream.

Samego filmu nigdy nie widzialam, nie ma go w netflixie, nie ma na amazonie. Ale w muzyce sie zakochalam od pierwszego uslyszenia, jeszcze w Polsce, za starych
dobrych czasow w Software, kiedy nie znalam mojego
ex mauzonka i koty sie nie gonily na moja emigracje.

Eh.

Te wspomnienia mnie kiedys zabija.
Ale, jak mawial Heraklit, nie mozna dwa razy wejsc do tej samej rzeki... wiem, ze nie bedzie nigdy powrotu
do tych czasow...

Polska sie zmienila, znajomi juz zapomnieli albo maja swoje zycie. Moj zawod w kraju w zasadzie nie istnieje. Nie mam do czego wracac, nie mam sily ni ochoty zaczynac juz po raz ktorys z rzedu od zera.

Coz. Jak sobie kupie wlasna chalupe (a raczej klite, zwazywszy na tutejsze ceny i moje zarobki, proporcjonalnie) i dostane obywatelstwo to przynajmniej bezstresowo sobie bede mogla zapraszac ludziow w odwiedziny.

jakbym raptem sie wzbogadzila cudem jakims to moglabym nawet bilety fundowac.

No.
Marzenia jakies trzeba miec, nie?
04:36 / 12.05.2005
link
komentarz (0)
Ale o so chodzi?

Ciagle i az do rzygu o to samo. POwinnam sobie palnac w leb, zapomniec, olac, podlozyc bombe, przespac sie z kim
innym ot tak dla sportu, zeby nie zapomniec jak to jest,
upic sie, wyrzygac a na kacu wydusic
"sluchaj idz sobie i wiecej na oczy nie pokazuj sie".

A ja glupia jakos nie moge sie zmusic do w/w czynnosci.

Moim zdaniem rzecz rozchodzi sie o to, ze I. ma niewlasciwe priorytety.

Z jednej strony mowi ze mnie kocha, ale z drugiej jak
dochodzi do sytuacji, gdzie trzeba wybrac: zrobic cos dla nas versus pojsc za potrzeba spotkania sie z przyjaciolmi - wybiera przyjaciol.

Mowi potem, ze to bardzo niezdrowe jak ktokolwiek w zwiazku rezygnuje z przyjazni i przestaje sie spotykac ze znajomymi i zamyka sie w puszce dwuosobowej.

Tyle, ze to nie o to chodzi. On wychodzi sobie ze znajomymi, ja tez. Tylko, ze ja zanim wyjde informuje go z uprzedzeniem dwudniowym i pytam, czy ma jakies plany. Jak nie, to ide. Normalne, uwzgledniam go w swoim rozkladzie.

On za to informuje mnie na godzine przed wyjsciem i jesli akurat jest to czas nieodpowiedni (bo akurat sie pozarlismy i trzeba porozmawiac albo ja mam zly dzien i potrzebuje go zeby mnie przytulil), chcialabym zeby zostal - to on idzie. No bo jakze to tak - jego potrzeby maja byc mniej wazne od moich???

No i jeszcze sie obraza bo twierdzi ze sugeruje ze jest egoista a to nie prawda.

Nic, nic nie dociera.

Niech mnie ktos jebnie w leb albo da prace na drugim koncu stanow ew. nowej zelandii - mialabym przynajmniej jakies zajecie odciagajace mnie od myslenia o tym gownie i zanim bym sie skonczyla urzadzac i przystosowywac do nowej srodowiska, juz by mi przeszlo.

A tak to co. Dupa.
Rozum dyktuje sugestie jak powyzej a emocje sobie i zaprawde, zaprawde nie powiem spierdalaj dopoki nie wkurzy mnie tak, ze wybuchne jak skuns i nie bedzie odwrotu. Nasmrodze sa soba a potem uciekne i skonczy sie ta jebajka.
08:50 / 11.05.2005
link
komentarz (3)
Gnoj jeden

Pierdolony.

O.
na nic wiecej rozbudowanego nie mam sily.
Ja do wojny psychologicznej sie jakby co doskonale nadaje. Lata praktyki z rodzinka.

Niech go reka boska broni od traktowania mnie z gory.
19:40 / 10.05.2005
link
komentarz (0)
Dzis

wnetrznosci znowu szarpie mi tesknota. Do swojego
kata, do podrozy (od czasu rozstania sie z mauzonkiem
nie bylam nigdzie, z wyjatkiem jednego wyjazdu do Tahoe
dwudniowegoa to przeciez juz ponad poltora roku...), do jakiegos bardziej urozmaiconego zycia...
do bycia z kims na serio, powaznie i normalnie.
Do pracy, ktoraby mnie faktycznie interesowala i ktorej
nie traktowalabym tylko i wylacznie jako zarobku na chleb.

I tak dalej. I nic z tego nie wynika bo pinionchy
trza oszczedzac zeby zrealizowac chociazby jedna rzecz
z listy tesknoty....

tia...

W USA sie po prostu NIE DA nie byc zorientowanym na pieniadze, jesli sie chce normalnie zyc.
04:40 / 10.05.2005
link
komentarz (0)
Doprawdy

Burdel w pracy osiaga wartosc krytyczna. Od tygodnia firma przeslawna proboje sie uporac z wypuszczeniem pacza i co juz-juz wyglada, jakby byl koniec, to okazuje sie ze przeslawni programisci znowu cos zepsuli.
Jednego buga poprawia, a robia 3 nastepne i to takie, ktore wstrzymuja release.

W Cobalcie taki programista nie mial zycia. Na poczatku tez bylo zle, ale od czasu wprowadzenia specjalnej policy od razu sie polepszylo.

Policy polegala na tym, ze ten, kto zepsul build musial postawic obiad kolegom z jego dzialu.

Najwiekszym psujom i nieudacznikom raptem zaczelo wychodzic z prostej przyczyny - w ramach oszczedzania pieniedzy zamiast popelnic byle jaki code checking to sie 10 razy zastanowili, przetestowali, czy dziala, a jak nie byli pewni to biegali po kolegach i sie pytali.

Tutaj? Zapomniec moge. Na propozycje wprowadzenia podobnej policy szef programistow zareagowal smiechem. Wszyscy oficjalnie ciezko pracuja i nie maja czasu na takie rzeczy, ha ha.

Podejrzewam ze zmieni sie cos po wystapieniu spektakularnej wtopy: firma albo wybrnie i sie poprawi albo pojdzie pod wode i straci kupe forsy a moze i zbankrutuje...
23:36 / 09.05.2005
link
komentarz (1)
Nowe panstwo policyjne

No. Jak
ta ustawa przejdzie, to bedzie panstwo policyjne w usa juz nie jedna geba, ale dwoma.

Jako nieobywatel nie moge glosowac rzecz jasna, niemniej
dusza cala jestem na NIE.

Ludzie w pracy poruszeni, dyrektor IT poslal linka
do tego websajtu i tera wszyscy tam sie rzucili slac
swoje niezadowolenie.

No ciekawe, jak sie akcja zakonczy... da to cos, czy nic?
19:20 / 09.05.2005
link
komentarz (0)
Zapomnialam dodac

W sobote uzbrojona w tzw. weed whacker (nie jestem pewna pisowni) udalam sie bylam na wlosci wlasicielowspolmieszkanca
i rozpoczelam walke z trawa/chwastami i chuj wie czym
jeszcze, ktore to "chuj wie co jeszcze" roslo sobie bujnie do wysokosci pol uda.

Wycielam wszystko, za to teraz mam bezwladne bicepsy, kregoslup mnie napierdala straszliwie i na dodatek
musialam wywalic przepiekne spodenki DKNY od dresu.
Nie przewidzialam ze ta cholerna trawa bedzie bryzgac
na wszystkie strony i wczepi sie w moje gacie.

Przy pierwszej probie luskania i wyciagania tego gowna
z bawelnianych portek dalam se siana i wywalilam
do kosza. Trawa i jej czepliwe nasiona byly wszedzie:
na portkach, na bluzce, na szyi, na gebie, na okularach..

Sodoma i gomora po prostu. Czuje rzadze mordu, jako ze
przy takiej deszczowej pogodzie (efekt cieplarniany jak nic, kto to widzial zeby w Kalfornii w maju deszcz lal???) to gowno ani chybi juz za dwa tygodnie podniesie leb i odrosnie.

A czeka mnie jeszcze upojne mycie okiem w liczbie kilkunastu. Matko.

Oczywiscie to nie moj dom, jednakze nie lubie zyc w
chlewie...
07:31 / 09.05.2005
link
komentarz (3)
Gwoli informacji

Interview sie odbylo ale poszlo gownianie. juz na samym pcozatku
wiedzialam, ze wtopilam - facet chinczyk z tak ciezkim
akcentem, ze po prostu 80% z tego co mowil.. zgadywalam,
bo glupio mi sie bylo pytac i prosic za kazdym razem,
zeby powtarzal.

W efekcie nie wiem nawet, czy dobrze zrozumialam i co za tym idzie czy odpowiadalam na pytania.

Po drugie z nerwow (jak zwykle) dostalam chwilowego zacmienia pamieci i nie potrafilam udzielic odpowiedzi na
pytanie co to jest http header.

Kurwa pieknie.

Nienawidze telefonicznych interview i tyle.

Co jeszcze.
Bylam dzis wreszcie zobaczyc chalupe I. Do srodka nie moglismy wejsc, bo jeszcze sie poprzedni wlasciciel nie wyprowadzil. Z zewnatrz niewiele sie da powiedziec poza tym, ze dosc mila okolica i blisko do wzgorz.
Mozna na piechote albo rowerkiem - wjechac na gore (notabene mieszkaja tam milionerzy, po chalupach widac...) i napawac sie panorama San Jose i przyleglosci.
Widok jest zajebisty.

Ah coz.

Ja sie tez kiedys wlasnej chalupy dorobie... chocbym musiala zaczynac od jednobedrumowego apartamenta gdzies-tam.
19:00 / 06.05.2005
link
komentarz (1)
Dupa dupa dupa!

Po wyslaniu emaila, w ktorym zmylam I. glowe rowno... odpowiedzial, ze email jest obrazliwy i ostry i ze mozemy na ten temat porozmawiac.

To pojechalam do niego.
Rozmowy nie bylo, za to tak samo jak dawniej, jakby sie nic nie stalo.

Zglupialam.

Wyglada na to, ze spanikowal sie cala sytuacja, tym ze chce razem z nim mieszkac..a jak zobaczyl, ze nie mam sie zamiaru wprowadzac to wrocilo wszystko do normy.

Go figure.
Kurwa mnie chyba strzeli.

Na dodatek wczoraj interview nie odbyl sie, bo facet nie mogl sie dodzwonic na moja komorke. Ponoc bylo zajete - a ja siedzialam w samochodzie na parkingu i czekalam caly czas i nic.
Kolega pozniej mi wyjasnil, ze takie numery sie zdarzaja jak firma w ktorej sie ma wykupiony serwis nadsprzeda pasma...

No nic, dzis bede warowac przy stacjonarnym telefonie.
20:50 / 05.05.2005
link
komentarz (6)
Zrejterowal

.....
bo nie jest gotowy na to, zeby z kimkolwiek zyc i byc tak
blisko, jak normalnie dwoje ludzi jest kiedy sie kochaja.

bo nie chce zrezygnowac z tej singlowej wolnosci nieliczenia sie z druga osoba i nie chce isc na kompromisy.

coz.
ciezko mi i zle.
05:47 / 04.05.2005
link
komentarz (3)
Skowronek

Dzis dostalam maila i w czwartek mam telefoniczna rozmowe o prace.
Uh.
Ciut se CV podrasowalam, napisalam ze znam XML i javascrypt a wcale
w tymze nie programuje - chociaz testuje, a jakze.

No ciekawe czy i cos wyjdzie.

OBY.
Jak sie pierdoli na froncie osobistym to chociaz niech na pracowym cos
wyjdzie.
18:59 / 03.05.2005
link
komentarz (3)
Jednak

uzaleznienie bierze gore. Nie moge tak siedziec i nic
nie napisac.

W skrocie wiec bedzie:
w piatek przycisnelam I. do muru dosc rozpaczliwym emailem. Niech sie wreszcie zdecyduje, ja nie moge w nieskonczonosc czekac.
W sobote odbylismy rozmowe...bardzo straszna i bolesna.

Przyznal sie, ze co prawda bardzo mu na mnie zalezy
i ze mnie kocha, ale wszystko jest nie tak. Ze to z nim
jest problem, a nie ze nie jestesmy good match.

Coz. Pochodzi z naprawde popieprzonej rodziny i owa
przewspaniala rodzinka niestety wywarla na nim
paskudne pietno, ktore sie ciagnie odtad w jego zyciu.
Nie umie okazywac emocji, boi sie zaufac zeby znow
go ktos tak nie zalatwil jak jego rodzinka.

Probowalam go przekonac, ze prubojac to zmienic
nic nie traci - w najgorszym razie znajdzie sie w punkcie wyjscia. W najlepszym - poprawi sobie zycie i to znacznie.
Probowalam mu wytlumaczyc, ze problem sam sie nie rozwiaze. Ze z takim podejsciem co ma to z zadna kobieta, nawet nalepszym match nie zbuduje zwiazku...
bo zadna tego nie wytrzyma...

Niby zrozumial, ale jakos nie bardzo. Stanelo na tym, ze przemysli sobie wszystko... i podejmie jakas decyzje.
Nie wiem, ile czasu mu zajmie... jak narazie 4 dni zero kontaktu.

Boje sie, ze zrejteruje i zaproponuje przyjazn (tia..)

Czekam i spalam sie.
20:57 / 01.05.2005
link
komentarz (5)
....

O rzeczach waznych nie moge teraz pisac. Za duzo sie dzieje, za duzo
mnie to kosztuje i za bardzo boli.

Moze pozniej, jak sie wyjasni w ktoras strone... i jak odzyskam znowu
rownowage...
22:10 / 29.04.2005
link
komentarz (0)
Jeszcze troche agitki...

cytat:

Myślę, że religia katolicka daje przyzwolenie na tę nierówność, nie piętnując takich nadużyć i nie skupiając na nich ludzkiej wyobraźni i działań. Często kobieta, która żali się księdzu, że jest bita i gwałcona, słyszy radę, że powinna być lepszą żoną. Kiedyś słyszałem na własne uszy lubelskiego prałata, który w kościele wypełnionym tłumem poniewieranych matek i żon alkoholików powiedział: "Uderzcie się w piersi, czy przypadkiem wasi synowie i mężowie nie piją przez was, bo niedostatecznie ich kochacie i niewystarczająco im służycie"... Tak powiedział ksiądz do swoich wiernych!

Nie widzę niestety woli przeciwdziałania patologiom w polskich rodzinach na przykład w postaci dyrektyw dla spowiedników czy kaznodziejów. Niemal nikt nie głosi, że zło uczynione własnej rodzinie może być równie ciężkim grzechem jak wykroczenie przeciwko Kościołowi, a może nawet przeciwko Bogu, który w osobie Syna mówił: "Cokolwiek im uczyniliście, mnie uczyniliście". Dziwię się temu, bo wciąż z kręgów kościelnych słyszę, że rodzina jest świętością. Przypuszczam jednak, że w tradycji Kościoła katolickiego rodzina jest świętością w bardzo wąskim sensie, to znaczy traktuje się ją jako nierozerwalną - niezależnie od tego, co w niej się dzieje. Bardzo mnie to niepokoi, bo uważam, że kobieta bita, gwałcona i maltretowana powinna mieć nie tylko prawo, ale i moralny obowiązek zerwać małżeństwo, w którym więzy zamieniły się w kajdany. Państwo natomiast powinno mieć prawny obowiązek usunięcia stosującego przemoc męża z domu - do więzienia, a jeszcze lepiej do ośrodka oduczania przemocy, tak by ofiara nie musiała szukać dla siebie i dzieci miejsca w schronisku. "

Brzmi co najmniej jak Magdalena Sroda, prawda? A nie, to napisal Wiktor Osiatynski w miesieczniku Znak.

Bardzo dobrze ze napisal, chwala mu za to - ale boli i zawstydza, ze jesli mowi o tym kobieta z lewicujacego rzadu to sie na nia urzadza nagonke - a jak mowi facet w prawicowej gazecie to jest ok.
20:21 / 28.04.2005
link
komentarz (2)
Czesciowe wyjasnienie

Dobra, przyznaje - to nie rzecz meska varsus kobieca a
po prostu mentalnosc Amerykanow.
Oto wrazenia Tatiany Tolstoj, ktora wykladala pod koniec
lat osiemdziesiatych literature w Princeton (bardzo slawna i powazana uczelnia):

"Amerykański system oświatowy zakłada, że student może przeczytać 25 stron tygodniowo i ani akapitu więcej. Że nie musi umieć na pamięć tabliczki mnożenia, znajomość zasad gramatyki uchodzi za dziwactwo i w ogóle nie powinien przemęczać mózgownicy. Z żalem patrzyłam na różowe buzie odkarmionych amerykańskich dzieci, kompletnych głąbów. Chodziłam w gości do wykształconych ludzi, którzy w domach nie mieli książek. Tylko u dwóch profesorów zobaczyłam przyzwoite biblioteki. Reszta w razie potrzeby wypożyczała książki z uczelni i zostawiała je w pracy. Książki były częścią profesji, nie ich życia. No i nie wytrzymałam..."

Jako zywo.. jako zywo....
06:15 / 28.04.2005
link
komentarz (1)
O tym co rozni kobiety od mezczyzn

Duzo rzeczy rozni, wiem wiem, ale jeden taki malutki przykladzik.

Przyciagnelam dzis ze soba film - The Hours oparte na powiesci M. Cunninghama. I. nie wiedzial co to. Od slowa
do slowa wyszlo, ze nie ma pojecia, kto to byla Virginia
Woolf. Szczeka mi opadla po prostu, bo wydawalo mi sie,
ze jednak to kanon literatury angielskiej - kanon
wystarczajacy, zeby chociaz o nim _wspomniano_ na
lekcjach angielskiego w szkole sredniej czy collegu.

Coz, nie wspomniano. I co? Ja osobiscie bedac na jego
miejscu bym sie zawstydzila po prostu. A co I. na to?
Odparl ze "bralem te klasy w collegu, ktore mi mialy
dac prace w zawodzie".

Jeszcze sie zdenerwowal, ze sie czepiam.

No. Wniosek: przecietna kobieta w naszym kregu kulturowym jest wychowana w poczuciu winy i zanizeniu
wlasnej wartosci.

PS: wiem, robie sie coraz bardziej feministyczna, ale jak sie nie robic, jesli zyje sie w spoleczenstwie
gdzie nie ma nic na oslode? W Polsce owszem, stereotypy
matki Polki i te rzeczy, ale przynajmniej i szarmancja
sie gdzies ostala, dzieki czemu nieco lzej znosic.
Tutaj nic - w zwiazku z czym rzeczywistosc sprowadza na
ziemie i zmusza do zastanawiania sie nad roznicami
ciagle i nieustajaco, ciagle i na codzien....
22:57 / 27.04.2005
link
komentarz (0)
Wymieklam...

Kulega Tech-Srech administruje siecia naszego labu.
Dzis spieprzyl sie DNS. Niby naprawil, ale nie do
konca, bo wywala bledy przy probie synchronizacji z
glownym korporacyjnym DNSem. Poszedl naprawiac dalej
w efekcie czego spieprzyl kabelki na switchu.

Inny kolega poszedl poprawiac podczas gdy Tech-Srech
siedzial sobie w pokoju i konwersowal z inna kulezanka.

Ojaciepierdole z takim adminem.
22:08 / 27.04.2005
link
komentarz (3)
Uwagi na mankietach

Rodzice, ktorzy nie sa w stanie zaakceptowac homoseksualizmu wlasnego dziecka
nie zasluguja na miano rodzicow.

Mocne slowa, ale zastanowcie sie chwile.

Homoseksualizm to nie jest kwestia wyboru ani jakiegos
fochu, to nie jest (jakby kosciol chcial to widziec)
kwestia grzechu etc.

Ludzie po prostu tacy sie rodza (badz staja w trakcie rozwoju plodowego - to zdaje sie kwestia jeszcze nie
do konca rozstrzygnieta) i obarczac ich WINA za ow
stan, odrzucac z tego powodu to ostatni sadyzm.

To tak jakby nieakceptowac dziecka, ktore jest uposledzone.
Tutaj nikt nie ma watpliwosci...
Rodzicow oddajacych dzieci do przytulku bo sa niepelnosprawne opatrujemy etykietka wyrodnych.

Rodzicow wyrzekajacych sie homoseksualnych pociech
nie opatruje sie zadna etykietka.. co najwyzej
powie ktos "to ich wybor" "sa konserwatywni" "tak ich wychowano" etc.

Zabobon zwiazany z homoseksualizmem przypomina nieco
inny zabobon sprzed wielu lat - jakoby panna z dzieckiem to byla kurwa i puszczalska.
Ilez czasu zajelo wykorzenienie tego przekonania. Ba, jeszcze ciagle sie gdzieniegdzie w Polsce trzyma...
20:22 / 25.04.2005
link
komentarz (0)
Poniedzialek, poniedzialek...

Znowu. Nienawidze poniedzialkow. Zwlaszcza, jesli tak
jak dzis jestem po zle przespanej nocy (okres sie zaczal
oczywiscie o 5 nad ranem bo jakzeby!).
Zanim zabiore sie do jakiejs roboty wieki mijaja.

W ogole z cala praca mam tak: raz na tydzien szalenczy
zrwy i przyplyw jakichs nadziemskich mocy - i wtedy
robie w ciagu jednego dnia to, czego nie moglam zrobic
przez ostatni tydzien.
Dzis mam napisac testkejsy do modulu, o ktorym nic nie wiem.
Zapal i podejscie mam porownywalne do tego, ktore towarzyszy wiekszosci
ludzi w trakcie zabierania sie za rozliczanie PITow.

No.
Wczoraj za to zapal mialam wielki uzupelniajac i formatujac swoje CV.
I. obiecal pomoc, ale koncepcje mial taka (rzecz rozgrywala sie w Wordzie): wziac jakis inny dokument i na zasadzie copy-and-paste powstawiac tam ta tresc co chce. Opadlo mi wszystko. W miedzyczasie zmienilam
koncepcje formatowania i mowie, ze prosciej bedzie
wziac lysy tekst i go od poczatku sformatowac.
Dobra, jadziem. I. stwierdzil ze po calym dniu pracy zmeczony i moze mi pomoc ale to ja mam usiasc i zaczac
sie w tym grzebac. Dobra.
Na pierwszy ogien: select blok tekstu i chce go dorownac do prawej. Dorownalo, ale CALY tekst, a nie ten, co go zaznaczylam. Matko. Kurwica mnie trafila.
Kombinuje, tak i siak i gowno. Co bym nie zaznaczyla, to albo rowna wszystko do prawej albo wszystko do lewej i koniec kropka. I. wczesniej chwaliwszy sie,
ze zna worda bardzo dobrze stwierdzil, ze przez 7 lat
jak uzywa tego gowna (gowno to komentarz moj rzecz jasna) to czegos takiego nie widzial.

Faaajnie. Jest godzina 21.00 niedziela a ja musze
to wyslac. Po deliberowaniu dziesiaciominutowym i coraz
wiekszym wkurwie zdecydowalam: pierdole, formatuje
w htmlu/css i mam to w dupie. Pikne nie bedzie, ale
czytelne skalowalne, wszedzie bedzie wygladac tak samo no i co najwazniejsze - mam dokument POD KONTROLA.
Troche sie znow powkurwialam bo "box" tekstu nie chcial znow sie poprawnie wyswietlic przy prawym marginesie... ale dzieki ci o panie za publicznie dostepna specyfikacje i dziesiatki dokumentow o css dostepnych w Internecie. 10 minut i po krzyku.

Niech szlag i kurwa nagla trafi glupiego Worda.
Nie wiem, zaprawde nie wiem, jak ludzie moga tego
uzywac na codzien????
02:16 / 25.04.2005
link
komentarz (4)
.

Znow dopadly mnie watpliwosci. Niewiele trzeba, wystarczy
krotkie refleksyjne opowiadanie z Fantastyki, caly dzien siedzenia w domu...

... i nagle owa rzeczywistosc za oknem przestaje miec sens.
Sznury majestatycznie sunacych SUV, lexusow, hond...
elegancko przystrzyzone trawniki, automatyczne rozpylacze
wody do trawy.. to wszystko okupione praca od rana do wieczora a czesto i w weekendy. Chcialoby sie rzec: i wakacje Na Hawajach, ale ci ludzie nie maja czxasu na wakacje.
Warto? Ja uwazam, ze nie. Lepiej miec mniej i musiec mniej, niz na odwrot.

I. siedzi juz drugi dzien i pracuje. Dzis nawet wstal o siodmej rano, siedzi juz ponad 9 godzin. Po co?
Firma ma wazny projekt do oddania jutro czy pojutrze.
Boi sie, ciagle sie boi, ze z jego winy nie zdaza - ale tak wlasciwie to co by sie stalo? Swiat sie od tego nie zawali. Nawet pewnie z pracy by nie wylecial - bo wszyscy wiedza, ze robi robote za dwoch tylko ciagle nie maja jakos czasu zatrudnic nikogo nowego, zeby go odciazyc.

Sam musi dojsc do tego, ze z takiej harowy gowno wynika. Jeszcze sie nie rozczarowal, jeszcze ma zludzenia. Jeszcze za malo mu bylo, kiedy w tym roku po performance review okazalo sie, ze ani go nie awansuja ani nie beda placic wiecej. Bo pracowal w takim zapomnianym przez Boga i Firme biurze, nikt nie wiedzial co robil, nie mial ukladow, nie domagal sie glosno o swoje. Polityki nie uprawial. Chyba jeszcze sie ludzi..

No coz. A ja? Ja tez nie lepsza. Niby wiem, co zroobic, zeby tzw. "kariere" popchnac do przodu. Siedziec po nocach, douczac sie, pracowac po 60 godzin tygodniowo. Zeby pokazac - o rozwijam sie, o zobaczcie, jakiego bedziecie mieli fajnego wola roboczego.

Nie chce mi sie po prostu.

Kiedys ludzie mieli zycie prostrze, bardziej niebezpieczne, marli jak muchy... ale z drugiej strony sprawy zajmujace ich kazdego dnia mialy wiekszy sens. Walka o przezycie, o dzieci, ich wychowanie. Kontakt z przyroda, rodzicami i dziadkami. Kazdy byl swiadkiem odwiecznego cyklu narodzin i smierci, mial to dookola na codzien, w postaci takiej, jak sie zdarzalo.. bez sztucznych sterylnych barier szpitali, hospicjow domow starcow czy super-hiper nowoczesnych serwisow pogrzebowych gdzie nie trzeba sie nawet dootknac do niezywego juz ciala.

Teraz problemy codziennosci dotycza tak glebokich i wielkich rzeczy jako to co bedzie w kolejnym odcinku jakiegos-tam serialu, co powiedzial jakis pustak w wieczornym dzienniku... jaki byl wynik meczu, czy kupic ta boska bluzke czy nie, komu sie podlizac zeby dstac awans itd. itp.

Calkowity mialki belkot.
Ciezko w tym zyc, ale jeszcze ciezej sie wyrwac.
02:54 / 23.04.2005
link
komentarz (0)
.

No i kupil. Za 30 dni dostanie klucze...
19:26 / 22.04.2005
link
komentarz (6)
Wind of change

Sobie powial. I. juz prawie na 99% kupil chalupe.
Nie dokladnie taka jakby chcial, trzeba bedzie tam
duzo zrobic, ale nic to.
Ja jej nie widzialam.

Poza tym wczoraj poszlam na spotkanie dawnych znajomych
z Cobalta - jeden z nich dostal prace w Google i swietowal z tego powodu w knajpie.
Byl tam tez inny znajomy - ten, ktory byl zachwycony moja praca u niego na projekcie. Okazalo sie,
ze w jego obecnej firmie maja otwarcia na qa. Oprowadzil nas (mnie i A.) po firmie i w ogole wcielil sie w role sprzedawcy, do czego zreszta ma talent.
Mam mu wyslac resume - obiecal przekazac odpowiedniej osobie.

Firma oczywiscie oficjalnie nie zatrudnia i nie maja
zadnych ogloszen na ichniejsze stronie www.

Ha ha. Zawsze tak jest. Przez kontakty wszystko.
No nic, zobaczymy jak to bedzie.
20:21 / 21.04.2005
link
komentarz (0)
Zabawy w pracy ciag dalszy...

Szanowny kulega tech-srech-lead znowu dal glos.
Tym razem wymyslil sobie, ze skoro jestem odpowiedzialna
za sekcje appliance-gui to powinnam wobec tego napisac
testkejsy i przetestowac w ramach black-box (czyli testow funkcjonalnych a nie tylko interfejsu!) _wszystkie_ features na appliance.
W skrocie i ludzkim jezykiem o co chodzi:
chce na mnie zwalic cala brudna robote, ktora do tej pory
nalezala do jego obowiazkow. Na dodatek robi to w sposob
wyjatkowo wredny i glizdowaty, bo nie nazwie rzeczy
po imieniu ale owija gowno w bawelne i proboje to jakos
"racjonalnie" uzasadniac.

Coz. Napisalam, ze jak dla mnie to jest nie do zaakceptowania,
bo podazajac za jego logika to ja bede testowac wszystko
na appliance a on bedzie sie tylko zajmowal labem i tzw.
infrastruktura.
Nie wspomne juz o tym, ze na szczegolowe testowanie
ficzersow takich jak relay w sendmailu, poprawne funkcjonowanie mailertable etc. po prostu nie ma ani
czasu ani warunkow.

Watpliwosci moje ubralam oczywiscie w politycznie poprawna forme i wyslalam mailem - zeby miec kopie...

Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Bede musiala w tym tygodniu usiasc nad swoim resume znowu i zaczac go gdzies podsylac... eh.

20:20 / 20.04.2005
link
komentarz (2)
Zapomnialam dodac...

Plan gry mam narazie nastepujacy: poczekac na dostanie
kawalka plastiku a potem podjac zdecydowane ruchy
w celu wynajecia wlasnego apartamenta.

Jak I. do tego czasu sobie kupi chalupe to dobrze,
jak nie to pierdziele. Trzeba cos zrobic zeby nie
zwariowac.

Z drugiej strony juz oczyma duszy widze sytuacje typu
- no dobra, to ja dzis zostaje u siebie. Jak chcesz to
przyjedz. Mnie sie do Ciebie jechac nie chce...

Taka jakas zlosliwosc sie we mnie budzi, ale z drugiej
strony niech poczuje jak to jest zyc w przelocie
miedzy dwoma chalupami i wiecznie ze soba nosic
ciuchy na zmiane, kosmetyki, laptopa i tysiac
innych pierdol i ciagle sie czuc nie u siebie i uzerac
sie w malutkiej lazience, gdzie zeby rano wziac prysznic
trzeba wczesniej o pol godziny wstac i gdzie cisnienie
wody kapie jak umarlemu krew z dupy...

Eh.
Nie bylabym soba gdybym se nie ponarzekala, nie?
20:12 / 20.04.2005
link
komentarz (0)
To chyba ta pogoda...

Zimnawo jeszcze, ale swieci piekne slonce i w ogole
fajnie jest.

Niesamowite, jak na mnie.
Wczoraj sprzatanie chalupy wlascicielowspolmieszkanca:
jedno odkurzanko i caly pojemnik nabity. Matko, ale
tam byl syf...3/4 tego pojemnika to oczywiscie kocie klaki. Rozkichalam sie potwornie.

Zrezygnowalam w koncu z tej klasy z niekompetentnym nauczycielem-idiota. Dobil mnie finalnie tym, ze
za kazdym razem jak updatuje swoj websajt to cos psuje
i nie mozna sie dostac do pracy domowej. Pierdziele.
Mam nadzieje, ze jeszcze pare osob zrezygnuje i po
prostu skanceluja ta jego klase.
W ten sposob mam quarter wolny od szkoly.

W pracy: szef wrocil i nie jest juz tak fajnie, no ale
coz.

I. nadal usiluje kupic condo. Tygodniowo sklada co najmniej dwie oferty i dupa.
IMHO za wybredny jest no ale coz. Za rok, moze dwa...
bedzie chalupa jak sie da....

Ja juz na jego obecny apartament patrzec nie moge.
Za male toto. No ale nigdzie sie nie wyprowadzi,
dopoki nie kupi chalupy. Ja z kolei uwiazana do
czasu dostania tego durnego kawalku plastiku.
Takie sytuacje patowe doprowadzaja mnie do szalu
po prostu.
19:58 / 19.04.2005
link
komentarz (4)
Jeszcze o samochodach i parkowaniu

Wlasnie. Na niektorych to nic tylko czolgiem
zajechac i patrzec, jak gnie blache.

Ostatnie przypadki z parkingu przy apartamencie I:
- jakas kurwa otworzyla drzwi i jebla w moje odbijajac lakier i robiac wgniecenie. Kurwa uciekla;
- wczoraj inna menda wjechala mi w tylny blotnik. Obtarla
tylko, ale uciekla. Inny sasiad (zaprzyjazniony) spisal numery;
- przedwczoraj wjezdzamy w waskie przejscie miedzy budynkiem... a tam inna zapasiona latynoska kurwa zaparkowala swojego SUVa, doslownie NA SRODKU PRZEJAZDU. I jeszcze zamiast go przestawic to glupawo sie usmiechnela i POSZLA DO DOMU.

Nic, tylko strzelac albo kupic czolg... jak to kumpela stwierdzila:
- no co sie dziwisz? Od pluga oderwane, wolem dopiero
co powozilo to teraz ciezko sie na pojazd zmechanizowany przerzucic...

Jako zywo.
18:57 / 19.04.2005
link
komentarz (0)
Wczoraj

spocilam sie jak mysz jadac odebrac I. z pracy (popsul sobie srubki probojac zrobic hamulce i trzeba bylo samochod odstawic do warsztatu - jego tym razem).
Po drodze musialam zaliczyc 3 autostrady w godzinach szczytu - makabra.
Trzeba miec oczy dookola glowy i refleks niesamowity, zeby z pasa jadacego z predkoscia 20mph wjechac na sasiedni jadacy z predkoscia 60mph - gdy jedyne co
widac to niekonczacy sie sznur samochodow i zadnej przerwy.
Na dodatek jeszcze zrobic to wystarczajaco szybko, zeby
sie na wlasciwy exit zalapac i nie przegapic zjadu.

Matko, nienawidze takiej jazdy! Nikt nie chcial mnie
wpuscic i w koncu wepchalam sie na chama liczac na to, ze ten z tylu mnie przyhamuje chcac oszczedzic sobie
naprawy samochodu....

Przyhamowal, ale co sie odenerwowalam to moje, zaiste.
Pierdolic taka jazde.
Przyjechalam cala mokra na miejsce.
19:39 / 15.04.2005
link
komentarz (6)
Patriarchat

Po Firmie przechadzaja sie Japonczycy. Przyjechali z
kraju kwitnacej wisni na szkolenie (Firma otworzyla
filie w Dzaponii). Programowo olewaja wszystkie baby.
Szefowej supportu, czyli ich wlasnej przelozonej olac nie moga - i widac ten wielki wyraz bolesci na twarzy.
Krzywia sie pozorujac usmiech a potem odwracaja i twarz
zamienia sie w zastygla maske.

Normalnie kocham ta kulture z ich przepieknym podejsciem
do kobiet.

Tia.
19:32 / 15.04.2005
link
komentarz (0)
Sezon jamprez sie zaczyna

Dzis uroczyscie w towarzystwie A. z jej nowym chlopem oraz I. udajemy sie grac w bilard.
Najpierw rzucilam pomysl pojscia do baru z hookah - ale nie wyszlo.
Hookah to inaczej nargile czyli takie pieeeeeeekne i
wieeeeeeelkie bliskowschodnie faje wodne do palenia
flavoured tytoniu. Wrazenie jest niesamowite (palilam
juz) i niebo w gebie - w porownaniu do normalnych petow.
Tyle, ze to czynnosc wyjatkowo towarzyska tj. siedzi sie,
pali, gada, popija, gada...
Jak dla mnie rewelka, niestety I. stwierdzil, ze w piatek
to napewno bedzie zmeczony, bez ochoty do gadania a w
ogole to chlopa A. nie zna i nie wie, czy bedzie
w ogole mial o czym z nim gadac.

Matko. Niech zyje indywidualizm i prawo do wlasnego
szczescia, prawda?

Dobra, juz sie nie czepiam.

W sobote w programie zas juz czeka milusinska
jampreza u kolezanki z pracy - ktorej to kolezanki w zasadzie nie znam. Wyslala jednakze maila z zaproszeniem do wszystkich, wiec zadeklarowalam sie, ze przyjde z gosciem sztuk jedna.
Oficjalnie ide tam w celu wyrabiania sobie kontaktow, a co.

Nieoficjalnie sprawa wyglada tak:
- kulezanka jest pre-sales manager i nie slyszalam,
by o czyms innym niz praca rozmawiala tudziez sie pasjonowala
- jest Amerykanka azjatyckiego pochodzenia i dlatego ma takie male oczka i wielkie walki tluszczu nad nimi. Nie wiem jak mam sie czuc, kiedy na nia patrze. W ogole w oczy spojrzec trudno jej :)
- nikogo z listy gosci nie znam - oprocz nastepnej kulezanki z pracy bedacej managerem supportu. Tzn. znam ja z widzenia.

Ciekawe, czy znowu wszyscy beda rozmawiac o pracy ewentualnie aktualnych serialach lecacych w telewizorni?
18:59 / 14.04.2005
link
komentarz (2)
Takie tam

W tym tygodniu nie ma mojego szefa i z tego powodu
pracuje mi sie bosko. Zero stresu, zero napiecia.
Doprawdy, metoda zarzadzania pt. patrzymy ci na rece jest zupelnie durna i do dupy. Usytowanie mojego kubika naprzeciwko biura szefa doprawdy wykancza mnie na codzien.

W ramach odchudzania sie proboje przestawic moj organizm
na jedzenie mniej a czesciej - zeby sie nie napychac jak idiota. Trudne to, oj trudne.... i jeszcze rezygnacja
z tluszczu, ze slodkich rzeczy...
Cholera, ile da sie na salacie i kapuscie pociagnac???
20:49 / 13.04.2005
link
komentarz (4)
Tuczarnia

Stanelam dzis na wage i oby mie pokrecilo i wzdelo.
Odkad zaczelam pracowac - czyli niecale 6 miesiecy - przytylam 15 funtow.

Nic, tylko sobie palnac w leb. Zre niby to samo i mniej- wiecej tyle samo... ale przestalam sie ruszac.

Dzien moj wyglada tak:
- wstaje rano, biore prysznic, siadam w samochod i jade
do roboty
- okolo poludnia wychodze na lunch, najczesciej kupuje
cos w locie i zjadam siedzac za pudlem
- wychodze z roboty kolo osiemnastej, wsiadam w samochod
- miedzy 18.30 a 19.30 (zalezy od dnia) jestem w domu.

Zwykle wystarczajaco zmeczona i zdechla, zeby zrobic
jakies zarcie (pamiec o lunchu dawno zaginela), siasc za
pudlem w domu.... poczytac cos i w bety - w miedzyczasie
myjac naczynia i sprzatajac co wiekszy syf.

No i tyle. Ah, w poniedzialek moj dzien konczy sie
szkola - mam zajecia od 18.00 do 22.00.
Wtedy to juz w ogole umarl w butach.

W weekend zwykle sie wysypiam, robie zakupy, jakies
pranie, naprawy samochodu i tym podobne duperele. Od czasu do czasu gdzies wyjde do baru czy na jampreze jakas albo pojechac na rowerku, hiking etc.
Niestety, pare godzin w ciagu weekendu roznicy nie robi.

Czy ktos ma jakies sugestie na temat zmian?
Cwiczenia fizyczne przed praca rano absolutnie nie
wchodza w gre - i tak ciagle chodze chronicznie niedospana a budzik dzwoniacy o 7.30 najchetniej
wypierdolilabym z hukiem przez okno...
22:38 / 12.04.2005
link
komentarz (0)
Zdolne dziecko jestem

Poszlam do TK Noodle na lunch i chcialam przyprawic zupe
ostrym sosem chili.

Przyprawilam.... ale wlasny rekaw, na dodatek do srodka.

Smierdzi teraz.

PS (po godzinie): rekaw wysechl, ale CALA smierdze rowno
sosem chili SRIRACHA (serio, tak sie nazywa).
Matko.
20:52 / 11.04.2005
link
komentarz (2)
W ktora strone wieje wiatr pieniedzy

Taki bardzo ciekawy artykul ukazal sie w dzisiejszym Mercury News. Wielkie korporacje
odnotowaly bardzo duzy dochod w ciagu ostatnich paru lat ale... nic z tego nie wynika dla lokalnej gospodarki, bo nie inwestuja pieniedzy ino wsadzaja spowrotem do banku... Przytaczam wiekszy kawalek, bo warto przeczytac... przynajmniej tym, ktorzy w branzy komputerowej i pokrewnej robia.

======================================================
LITTLE TRICKLE-DOWN EFFECT FROM GUN-SHY TECH COMPANIES

By Chris O'Brien

Mercury News

In 2004, Silicon Valley's 150 largest companies made more money than
ever --
profits were up 169 percent from the year before.

So why didn't it feel like a boom year?

Because for the most part, companies aren't hiring locally. They're
simply
banking the cash.

During the dot-com bust, companies learned to sell more with fewer
people.
At the same time, demand for tech products has picked up, along with
revenue. The result: The 10 Silicon Valley companies with the most cash
on
hand increased their stashes from a total of billion in 1997 to
billion in 2005.

Many of these companies are building giant nest eggs as insurance
against an
uncertain future. When they open their checkbooks, it's often to buy
back
stock or acquire other companies. And if they do hire, it's usually
outside
Silicon Valley.

Consider Oracle of Redwood Shores. Revenue rose 11 percent last year,
and
profit 12 percent. The company finished the year by paying .6
billion in
cash for rival PeopleSoft. Then it started this year by cutting 5,000
jobs
from the combined companies.

Profits up 169%

Companies in the Silicon Valley 150 posted 6.3 billion in revenue
last
year, up 14 percent from 2003. Profits over that year went up 169
percent to
.4 billion.

However, hiring was mixed. This year's top companies increased their
payrolls by 3.6 percent or 29,175 jobs. But that's still 3,040 fewer
jobs
than last year's top companies had. And much of the hiring simply isn't
happening here.

Perhaps no company better epitomizes the priorities of this new era
than
Cisco Systems.

During the boom, the San Jose company hired trucks to drive around
towns
with its Web site on billboards, begging: ``Talk to us at Cisco.''

But with the bust, Cisco fired thousands of employees. Chief Executive
John
Chambers vowed not to hire until revenue per employee reached 0,000
again, a target Cisco missed by a hair last year.

As Cisco cut costs, the cash rolled in. The cash on its balance sheet
jumped
from .2 billion in 1997 to .3 billion in 2003. The company spent
.9
billion buying back its stock between 2001 and 2004. And it spent more
than
.2 billion acquiring 12 companies in three years.

Yet its workforce in Silicon Valley has remained flat the past two
years at
13,000, according to a Cisco spokeswoman. And Cisco's once-ambitious
plans
to build a campus in Coyote Valley and hire tens of thousands of new
employees remain on ice.

Edy Unthank, 55, of San Jose, is one of the employees laid off from
Cisco in
2002. Unthank, who worked in marketing, has been getting by on savings
and
contract work.

``For the first couple years, I figured it was slow and it'll turn
around,''
Unthank said. ``But I still see companies laying people off.''

But Cisco's investors are smiling.

``We really love what Cisco is doing,'' said Brad Slingerlend, head of
technology research for Janus, a mutual fund company.

Companies say they are obliged to do their best for shareholders and
use
their cash accordingly. And economists say the valley needs high
productivity to compete with low-cost places like India and China.

``In the long term, that's the only way we can remain competitive,''
said
Doug Henton, president of Collaborative Economics in Mountain View.

It's a different story for workers. Santa Clara County posted its third
straight year of job losses in 2004.

``They don't need more people to do the work,'' said John Challenger,
CEO of
job placement firm Challenger, Gray & Christmas. ``Companies have found
that
they can fill their order flow with the people they have.''

Explosion of cash

Higher revenue and lower expenses have created an explosion of cash on
the
SV 150's balance sheets. From 1997 to 2005, cash at Hewlett-Packard
alone
jumped from .7 billion to .6 billion. Cash at Oracle jumped from
.2
billion to .4 billion.

``Companies have nowhere to put the money,'' said Howard Silverblatt, a
market equity analyst with Standard & Poor's.

In some cases, analysts believe companies won't spend because they
remain
shell-shocked from the downturn.

``A lot of them are taking that money and holding it as a rainy-day
fund,''
said Mark Kajita, vice president for investment management at Baker
Boyer
National Bank in Walla Walla, Wash. ``We have some of the most
efficient
corporations right now in the history of America.''

Investors have begun urging companies to figure out a way to use their
cash.

One favorite strategy is buying back stock. In 2004, 59 valley firms
announced buybacks, up from 32 in 2003.

While dividends remain rare in tech, they, too, are increasing. Nine
tech
companies in the S&P 500 have announced dividends.

``Investors are telling them if you don't have something to do with
that
money, then give it back to us,'' analyst Silverblatt said.

That sentiment took its most extreme form in recent years at a small
Santa
Clara semiconductor company called Celeritek.

Celeritek's cash on hand grew from million in 2002 to .9 million
in
2003.

That year, a group of shareholders seized control of the board through
a
proxy fight. The new board then issued two cash dividends in 2004
totaling
.50 a share.

Unfortunately, Silicon Valley workers barely feel the impact of
dividends or
buybacks.

``Neither one of those really help the local economy,'' said Steve
Cochrane
of Economy.com.

Mergers on rise

Companies are also using cash to buy other companies. Among the
valley's top
24 companies, the number of mergers and acquisitions rose from 38 worth
.7
billion in 2002 to 57 worth .4 billion in 2004, according to The 451
Group, a high-technology research firm. The number of those deals paid
for
in cash jumped from 64 percent to 81 percent.

Oracle is one company on a shopping spree.

Besides its recent acquisition of PeopleSoft, the company also won a
bidding
war for Retek by paying 9 million in cash.

But most of Oracle's expansion is overseas, where tech spending is
growing
faster than in the United States. From May 2003 to May 2004, Oracle
added
1,008 jobs in all, according to a securities filing. But it cut 1,309
jobs
in the United States and added 2,317 jobs overseas.

``The big companies are increasingly spreading their workforce around
the
country and around the world,'' Cochrane said. ``They may be growing,
but
the true impact may be felt in Portland or overseas.''
======================================================


06:21 / 08.04.2005
link
komentarz (2)
Zdjecia zdjecia...

Wlasnie zapisalam sie do serwisu onephoto.pl i umiescilam jedno
swoje zdjecie. Ciezko mi byc obiektywna i nie mam pojecia, czy to zdjecie jest dobre czy nie. Po prostu podoba mi sie.
Zobaczymy, co inni powiedza - o ile w ogole cos.
Jak ktos chce, to jest ono
TU
05:03 / 08.04.2005
link
komentarz (4)
Uwaga na boku

Zawsze zadziwialy mnie komentarze Tych Co Wiedza Najlepiej w
stosunku do ludzi majacych odmienne zdanie na jakis temat:
- alez ty nic nie rozumiesz!

- Tak jakby rozumienie rownalo sie osiagnieciu jedynej i oczywistej prawdy absolutnej (czyli takiej, ktora obowiazuje zawsze i wszedzie i dla kazdego w sposob niezmienny i wieczny).

Na swoj uzytek nazywam to Syndromem Zakutej Paly. Tak
jakby jakas magiczna zbroja trzymala mozg w zamknieciu
i nie pozwalala mu mysla siegac na zewnatrz, ba - produkowac w
ogole jakies mysli....
04:36 / 08.04.2005
link
komentarz (4)
networking w wydaniu amerykanskim

Dzis na liscie sun alumniow taki oto post sie pojawil. Nie moglam sie
oprzec przytoczeniu*:

Subject: Jak inzynier** ma zbudowac siec kontaktow towarzyskich?

Prawie szesc lat spedzilem w SUNie. Zawarlem pare przyjazni, dostalem pare gorzkich lekcji. Jako ze zaczynam nowa prace, chcialbym dokonac paru poprawek w moich zdolnosciach socjalno-towarzyskich.

Czy moglibyscie udzielic mi rad w temacie:
- jak zbudowac siec znajomosci w nowym srodowisku
- jak utrzymac znajomosci ze starej pracy
- jakie znacie dobre ksiazki na ten temat
- jakich negatywnych zachowan powinienem unikac

Jako inzynier chcialbym sie skoncentrowac na dzialce, ktora sie zajmuje
ale oczywiscie nie chcialbym popasc w izolacje. Jak osiagnac rownowage tutaj? Wiem, ze to szeroki temat i docenie jakiekolwiek uwagi.


* Tlumaczenie wolne autorstwa mojego
**engineer to pojecie znacznie szersze niz polski inzynier, bo odnosi sie rowniez do programistow i pracownikow szeroko rozumianego sektora IT
*** Networking to mniej wiecej odpowiednik polskiego slowa znajomosci, kontakty

PS: Opadlo mi wszystko...
23:09 / 07.04.2005
link
komentarz (0)
....

A shizy narodowej i histerii ciag dalszy. Slusznie
napisal Czerski: zmarla ikona popkultury, to dlatego
taki wsciek ludzi ogarnal. Ludzi, z ktorych - zaloze sie -
nawet 3% nie przeczytalo nic, co Wojtyla napisal, ani specjalnie nie sluchalo tego, co mowil.

20:07 / 07.04.2005
link
komentarz (2)
Konfliktow w pracy ciag dalszy

Wlasnie mialam milusinska wymiane maili z moim
pozal-sie-boze lead kolega, tym swierzo upieczonym.

Poszlo o to, ze poprosil mnie o feedback na temat
dokumentow, co je wylozyl na serwerze. Takie tam
wewnetrzne tutoriale i howto.

Ide czytac. Jakis zlepek polecen, diff file, zero
wyjasnien, nie wiadomo o co chodzi. Napisalam, co o tym
mysle tj. co tam powinno byc i co trzeba poprawic.
On mi na to, ze ow dokument to jest _draft_.
Ja mu na to, ze skoro draft to po jaka cholere daje
mi to do oceny? Szkoda czasu mojego i jego.
On mi na to, ze serwer wlasnie jest od trzymania
draftow, bo sa robione regularne backupy. Pomine fakt,
ze zupelnie zignorowal moj komentarz... niemniej odpowiedzialam, ze kazdy kto uzywa linuxa ma katalog
/u/username po NFS mount i ze jest to codziennie backupowane wiec nie ma potrzeby wywalac wszystkich
smieci jeszcze dodatkowo na wewnetrzne Wiki.

Tia....
Racje mial kolega developer ktory stwierdzil, ze B. ma problemy z przyznaniem sie do bledu i tego, ze nie ma racji.

Faktycznie, ma problemy... i jeszcze usiluje
na mnie cwiczyc micromanaging. Niech sie wypcha...
19:18 / 07.04.2005
link
komentarz (2)
Jestesmy gora?

Mamy ponoc najlepszych programistow na swiecie - tak
przynajmniej wynika z miedzynarodowych turniejow/konkursow,
gdzie Polacy zajmuja czolowe miejsca albo wygrywaja.

Niestety, nic z tego specjalnie nie wynika. Nie przeklada sie to na dzialania biznesowe, nie powstaja w Polsce firmy zajmujace sie developmentem oprogramowania na swiatowa skale.
Najczesciej tacy mlodzi-zdolni po prostu wyjezdzaja
za granice i na obcych uniwersytetach robia doktoraty i profesury albo zatrudniaja sie w jakiejs firmie.

Szkoda.
Inna sprawa, ze miedzy wiedza teoretyczna wyniesiona z uniwersytetu a codzienna praktyka i biznesem przepasc jest dosc spora i niekoniecznie wygrywa to, co z punktu widzenia technicznego jest najlepsze (ot chociazby wezmy za przyklad Windows...)
20:10 / 05.04.2005
link
komentarz (3)
Niech zyje niekompetencja!

Poszlam wczoraj na pierwsza klase z advanced topics
in web publishing.

Masakra.
Nauczyciel spoznil sie 20 minut na dziendobry.
Poza tym:
- jest azjata i ma koszmarne problemy z wymowa. Niektorych slow nie rozumiem i to nie tylko ja ale
i koledzy, ktorych ojczystym jezykiem jest angielski;
- mowi co najmniej 10 razy za wolno i powtarza to samo
3 razy;
- dzieki temu pierdzielil cale 4 godziny a ja myslalam
ze tam zejde z nudow;
- jego websajt nie dzialal z zadna przegladarka dostepna
z powermaca: IE i safari zablokowal sam a jesli
chodzi o netscape 7.2 to usprawiedliwial sie, ze "cos zmienili w implementacji DOM i dlatego nie dziala".

Zalosc wielka.
Niestety, jego klasa z advanced topics w tym semestrze jest _jedyna_ a ja musze to gowno miec zaliczone do certyfikatu.

Masakra, po prostu masakra.
Rozmawialam z A, ktora uczyla w zeszlym semestrze w Fothill. Zgodzila sie ze mna, ze maja beznadziejna
polityke, wiekszosc programow ukladaja pod siebie a maja w dupie wymagania rynkowe i to co studenci mowia.

Niestety, na lepsza szkole mnie nie stac. Moze
od przyszlego semestru przeniose sie na De Anze. Moze bedzie lepiej.. chociaz to tez sommunity college i ten sam dystrykt szkolny.... eh!
22:04 / 03.04.2005
link
komentarz (7)
Zlosliwosc?

Z jakichs powodow nie moge dodac komentarza do notek na wlasnym blogu... hm...

Anyway, bedzie wiec zbiorczo.

Tak, Watykan to bardzo bogatge panstwo i papiez jako jego glowa i glowa kosciola katolickiego mogl zrobic znacznie wiecej dla ludzi biednych, ale nie zrobil.

Nie zauwazylam,zeby Watykan przeznaczal jakies fundusze na przyklad na badania na walke z rakiem, AIDS czy chociazby taka malaria, ktora dziesiatkuje Afryke. Zamiast tego byly pielgrzymki do tych biednych krajow, gdzie kobiety afrykanskie mogly uslyszec: prezerwatywa nie, pigulki nie, ale nalezy miec nadzieje w bogu. I patrzec, jak twoje kolejne dziecko umiera z glodu bo taka jest wola boska.
Jak dla mnie owa postawa jest po prostu NIELUDZKA.

Tez mi nadzieja. Nie, slowa nie przemawiaja do mnie,
jesli te slowa sa puste i za nimi nic nie stoi.
Nadzieja sobie nikt nie wypelnil jeszcze zoladka.

Aha i zapomnialam o chwalebnej postawie KK odnosnie
kobiet i zakonnic zgwalconych w wojnie po rozpadzie
Jugoslawii. Zakonnice mialy _przykazane_ urodzic
te dzieci.
To jest po prostu hymn zycia: miec w dupie psychike
i zdrowie kobiet JUZ zyjacych, za to skupiac sie na
]zaplodnionych komorkach jajowych i pozniejszej ciazy
- w imie zycia wlasnie. Jak dla mnie hipokryzja albo w najlepszym razie klasyka w postaci mechanizmu dysonansu poznawczego czyli ignorowania niewygodnych dla nas elementow rzeczywistosci.

Nie wiem, moze papiez chcial dobrze, nie siedze w jego glowie i nie znam jego mysli. Nie wiem, czy mial jakies watpliwosci kiedykolwiek - ale ja bym miala
patrzac po prostu na to, co sie wokol dzieje.


00:26 / 02.04.2005
link
komentarz (6)
A propos modlenia sie za papieza:

Po co? Przeciez on juz jest swiety i wiadomo ze pojdzie do nieba to po co jeszcze sie na niego modlic? :)
21:37 / 01.04.2005
link
komentarz (15)
Juz czy jeszcze nie?

Zaprawde, wkurwiaja mnie polskie media. Jak te hieny
ostatnie raportuja kazde drgniecie i pierdniecie
umierajacego papieza.

A co mnie to obchodzi. Stary schorowany to wiadomo, ze juz zaraz kojfnie. Jakby to wielka niespodzianka byla
a on mial zyc nastepne sto lat.

A. podsumowala filozoficznie: no co, tez bys tyle umierala, jakbys miala taka brygade lekarzy przy sobie, nie?

Pewnie. Tutaj jakos nie ma watpliwosci co do podtrzymywania
przy zyciu, wsadzania rurek do oddychania, zywienia etc.
Watpliwosci sa za to przy sztucznych zaplodnieniach
i kiedy nalezy wybrac - zdrowie i zycie matki czy usuniecie ciazy.
Ale to dla maluczkich. Wielcy tego swiata sa ponad prawem, papiez wlaszcza - nieomylny z definicji w kwestiach wiary.

Mniah.
Z jednej strony mi szkoda katolikow a z drugiej smiac mi sie chce z ich durnej naiwnosci.

PS: do domu dojechalam wczoraj szczesliwie.
03:16 / 01.04.2005
link
komentarz (2)
Cudne

Wlasnie pracowalam nad tzw. networkingiem. Uwierzylby ktos, ze tutaj, w USA, w pracy sie PODPILAM?

Ale jaja, nie? Wszystko dlatego, ze jest dzis ostatni
dzien tzw. quarter i salesi mieli party w kuchni.
Przyciagneli ze soba cala mase alkoholu, jako to:
- wina biale
- wina wytrawne
- port 3 rodzaje
- 5 rodzajow wodki
- 2 rodzaje tequili
- belty piwne (czytaj: Budweisser)
- oliwki, limonki, pizze i takie tam.

No i staplam w ta kuchnie i wsiaklam. Od razu zaoferowano mi dwa rodzaje porta (portu? czy ktos wie jak to sie poprawnie odmienia?) do oceny ktory lepszy.
Potem jak napomknelam, ze lubie mahjonga (znow nie wiem jak to sie spelluje), wsiaklam.

Fajnie, ze oficjalny soczek winogronowy z lodowki firmowej ma dokladnie taki sam kolor jak Pinot Noir.

Ale, ale bede jakos dzis musiala dojechac do I. Dobrze, ze nie mam po drodze autostrady. Zle, ze bede sie przedzierac przez traffic na zatloczonych ulicach moim pozal sie boze samochodem bez lewego kierunkowskazu....

aha, i nie mam nadal aktualnego ubezpieczenia. Jak mnie zatrzyma policja to zabiora prawo jazdy.

Kurwa zesz. Odezwe sie z chalupy...
09:59 / 31.03.2005
link
komentarz (3)
Marzenia

Mam jeszcze jakies, a co. Wszystkie zwiazane z pieniedzmi, ale pieniadze
sa tutaj srodkiem nie celem.

Na przyklad: gdybym miala na zbyciu kilkadziesiat tysiecy dolarow
zapisalabym sie do Art Institute. Tak na full time i pelna geba. Zeby
nie musiec sie martwic praca ani innymi takimi pierdolami jeno
zajac sie nauka. Zrobic to associate w digital media albo graphical design.
Mniodzio.

Gdybym miala na zbyciu kilkaset tysiecy dolarow oddalabym sie podrozom
po swiecie i ich opisywaniu. Moglabym pozwolic sobie na komfort
nie martwienia sie o kase i pisania pod publiczke. Mniam.

Albo takie tlumaczenia dla przyjemnosci: z polskiego na angielski.
Do tego niestety musialabym sie nieziemsko podszkolic w tym sztywnym
jezyku, ale nic to. Wszystko jest do zrobienia.

Rzeczywistosc tymczasem: zapierdalam jako tester oprogramowania
i licze sie z kazdym groszem.

Chujnia prosze panstwa. Dobrze, ze chociaz pogoda zajobna w Kalafornii jest i wino tanie a dobre.

Ah. Gdzie mi tam do Malego Dietera. Nie mam tyle zaparcia, niestety.
To znaczy chcialam powiedziec zaparcia miewam, ale nie tego typu.
Z tych zaparc to gowno wychodzi, w najlepszym razie :->>>>

To sie nazywam chjumor, nie? Jak Krecik. Matko.

ide dolac wody do chlodnicy, bo jutro zapomne a samochod sie zadymi
w drodze...
22:03 / 30.03.2005
link
komentarz (2)
Wszystkie takie dzienne sprawy

Bez sensu zupelnie. Kiedy siedze w domu przychodzi mi
do glowy 100 roznych mysli na minute, wartych - no,
przynajmniej tak mi sie wydaje, ze wartych - zapisania i uwiecznienia.
Jak tylko przyjde do roboty zaraz znikaja jak rozwiana mgla.

W ogole to podejrzane. Spie niby 7 godzin, pracuje teraz nie wiecej niz 9 godzin...
a mimo to po przyjsciu do chalupy padam na ryj. Nic
mi sie nie chce, oprocz spania.

Czy to normalne?

Poza tym dluzsze przebywanie u I. wplywa na mnie
klaustrofobicznie. Maly ten jego apartment i mimo tego,
ze lubie z nim byc to to ograniczenie przestrzeni mnie dobija.
Gdybym ja tam mieszkala, inaczej umeblowalabym/zorganizowala sobie zycie na takim ogryzku mieszkaniowym.

3/4 jego mebli jest meblami biurowymi. Prawda, ze darmowe, ale niestety sprawiaja ciezkie i przygnebiajace wrazenie. Regalek pod telewizor i sprzet grajacy tez nie lepszy - jakis tragiczny, rozwalajacy sie rupiec.
O wymianie nie ma mowy - I. to jeden z tych "oszczedzajacych weteranow" ktorzy przedkladaja wzgleda praktyczne nad estetyczne i dopoki cos dziala nie ma mowy o wyrzuceniu czy zastapieniu.

Sytuacja w sypialni rownie irytujaca: lozko dusuniete jednym brzegiem do sciany, ja oczywiscie spie od sciany. Na dodatek wysokie toto jak cholera - takze wstawanie nocne wiaze sie z calkowitym wybudzeniem, bo najpierw musze sie przeczolgac przez to jebane lozko a potem jeszcze podjac wspinaczke.
Poza tym nie mam swojej nocnej lampki. I. nie ma w zwyczaju czytac do poduszki no i w ten sposob ja nie moge tez :(

Chujnia.
Oczywiscie wszystko to przywodzi mi na mysl "a co bedzie jak przyjdzie nam razem mieszkac???".

Musze sie jakos powstrzymac z tymi myslami do czasu, dopoki sobie nie kupi wreszcie tej chalupy...
03:03 / 30.03.2005
link
komentarz (2)
Politycznie znow

Skad sie tylu ludziom w Polsce bierze przekonanie, ze
zrobienie edukacji odplatnej rozwiaze wszystkie jej bolaczki? Owszem, przyklady szkol prywatnych i spolczenych, slono platnych, pokazuja, ze ich poziom
jest znacznie wyzszy od panstwowych - przynajmniej
na etapie edukacji podstawowej i sredniej.
To prawda, ze nauczycielom panstwowym sie z przeproszeniem gowno placi i podniesienie ich pensji
pozwoli zatrzymac/przyciagnac najlepszych. Tylko
czy aby napewno?

Znacznie wieksza zakala - zwlaszcza na poziomie uniwersyteckim - jest brak jasnych i przejrzystych przepisow dotyczacych weryfikacji kadry. Iluz to pseudoprofesorow i docentow sie tam kisi, ludzi ktorzy nie robia praktycznie nic - no moze od czasu do czasu napisza jakis artykulik, zeby ich nie wyrzucono...
Ale trwaja, bo maja znajomosci i sa w ukladzie.
Ci spoza ukladu - won.

Nie, to nie jest teoria spiskowa. Kazdy kto mial do czynienia z kadra naukowa na panstwowej (i nie tylko) uczelni moze to potwierdzic.

Tylko co da zrobienie platnej edukacji na skale calego kraju? W duzym stopniu efekty mozna obserwowac w USA.
Kilkanascie prestizowych, najlepszych uniwersytetow, ktorych ukonczenie z dobra lokata w zasadzie gwarantuje ciekawa prace, w wiekszosci tez dobrze platna. Absolwenci sa odlawiani przez pracodawcow zaraz po uzyskaniu dyplomu a nawet wczesniej, podczas internship.
Semestr na takiej uczelni (Stanford, Princeton, Harvard) kosztuje niebotyczne pieniadze - kilkadziesiat tysiecy dolarow. Na taki wydatek edukacyjny stac tylko dzieci z najbogatszych rodzin i to one stanowia tam 95% (jak nie wiecej) studentow.
Odsetek tych, co ciagna na stypendiach jest na tyle znikomy, ze w zasadzie pomijalny. Zreszta takie stypendium pokrywa tylko czesc kosztow, a trzeba jeszcze zaplacic reszte plus jakos sie utrzymac.
Dzieci z biednych rodzin nie maja absolutnie szans. Z trudem przychodzi im nawet zaplacenie za uniwersytet stanowy, najczesciej laduja w tz. community college, ktore to szkoly oferuja tylko stopien "associate" - cos jak dwuletnia szkola pomaturalna w Polsce. Tyle, ze przy odpowiedniej gimnastyce i spelnieniu okreslonych wymagan mozna sie potem transferowac na uniwersytet (znow, tylko na wyznaczone a nie na kazdy).

Dzieci bidakow, ktorzy utrzymuja sie z dorywczej pracy fizycznej platnej pare dolcow na godzine nie koncza zadnych szkol, bo ich na to nie stac. Zaczynaja pracowac jako nastolatki tak samo jak ich rodzice i tak wlasnie koncza.

Przepasc pomiedzy biednymi a wyzsza klasa srednia sie poglebia.
Czy warto takie rozwiazania kopiowac w Polsce?
20:17 / 29.03.2005
link
komentarz (0)
Nowa strategia?

Rzepa napisala w wiadomosciach ze swiata:
"Prezydent USA George W. Bush zatwierdził pierwszą amerykańską strategię kontrwywiadowczą. Jej celem jest zwalczanie zagrożeń terrorystycznych oraz innych niebezpieczeństw pochodzących z zagranicy, w tym szpiegostwa. Strategię opracował zespół Michelle Van Cleave, która koordynuje prace kontrwywiadu USA. Jej biuro zostało utworzone w 2002 roku, po zamachach z 11 września 2001 r. Jak podał wczorajszy dziennik ?Financial Times?, amerykańskie służby wywiadowcze przygotowują poufną listę 25 krajów, gdzie destabilizacja może doprowadzić do interwencji USA. Na liście znalazł się m.in. Nepal."

Ja sie pytam, jaka to nowa strategia? Konczy sie mozliwosc napasienia kasy na jednym konflikcie zbrojnym, to szuka sie nowych celow - wszak maszyna wojenna i zwiazany z tym bizness (z ktorego ogromne dochody czerpie klan Bushow oraz krewni i znajomi krolika) musi sie krecic - za pieniadze podatnika, rzecz jasna. Wszystko pod plaszczykiem walki z terroryzmem, a jakze. Swiatle cele, buahahaha.

To niesamowite jednak, jak ludzie daja sie nabierac. Niesamowite i smutne.
07:40 / 28.03.2005
link
komentarz (2)
Cytat

No, kto zgadnie, skad to?
"Dziś marksizujący postmoderniści, zieloni, antyglobaliści, rozbrojeniowcy i pacyfiści, antyimperialiści, antykapitaliści, ekolodzy, orędownicy pokoju i antyrasiści są także towarzyszami drogi, tyle że antyamerykanizmu, wojującego islamu i antysemityzmu. Obejmują uniwersyteckie katedry i rozdają naukowe granty. Podróżują po świecie z wykładami i odczytami. W przyjaznych im mediach ich publikacje opatrywane są komentarzem "must read".

Prosze zwrocic uwage na kunszt doboru slow i terminow pod katem socjotechniki.
03:53 / 28.03.2005
link
komentarz (3)
Jajks

Tak fajnie i domowo. Za oknem klebia sie chmury, pada deszcz... siedze sobie ze swoim Futrzakiem (to moj laptop PowerBookG4), wygladam za szybke... w chalupie cieplo
i milo, losos wstawiony do piekarnika, na przystawki 5 roznych salatek.
I. gra w ulubiona gre, od czasu do czasu przychodzi i sie przytula.

Czy tak wyglada szczescie w wydaniu kapci domowych?
21:58 / 27.03.2005
link
komentarz (2)
Dieter chce latac

Obejrzalam z I. film pod tym tytulem: Little Dieter Wants to Fly. Film dokumentalny, w rezyserii Vernera Herzoga.

Niesamowite, po prostu niesamowite, tj. zycie Dietera.
W wieku lat osiemnastu, po skonczonym terminowaniu jako uczen u zegarmistrza od robienia zegarow koscielnych, postanowil wyemigrowac do USA i zrealizowac swoj wielki sen: zostac pilotem. Zdecydowal sie na emigracje, bo w Niemczech wtedy nie bylo armi, lotnictwa ani zadnych kursow na pilotow. Byl za to straszliwy glod - notabene po wojnie bardzo rzadko sie o tym wspomina - i nic wiecej.

No i on, nie mowiacy slowa po angielsku, nie majacy zadnych pieniedzy, wsiadl na statek i odplynal. Zywil sie podczas podrozy resztkami zwinietymi ze stolow w restauracji, spal gdzies w kacie na podlodze. Po wyladowaniu w Nowym Jorku spedzil pare tygodni na ulicy. Zaciagnal sie wreszcie do armii z mysla, ze teraz bedzie juz z gorki. Nic z tego - spedzil jako rekrut dwa lata na wielce rozwijajacych zajeciach typu sprzatanie kibli, obieranie kartofli w kuchni etc.

Zdecydowal sie w koncu przeniesc do Kalifornii. Tam zaczal college. W nocy pracowal, mieszkal w swoim vanie na parkingu a w dzien sie uczyl. I tak przez 3 lata...

Juz samo to zasluguje na wielkie oklaski.
Zrobil podejscie do armii jeszcze raz - juz do wlasciwej sekscji. Zostal pilotem.
(btw: w miedzyczasie dorobil sie obywatelstwa i to po prostu niesamowite, jak jeszcze 40 lat temu mozna sobie bylo wjechac do USA bez zadnych wiz i jak latwo zalapac sie na obywatelstwo..)

Wyslali go do Wietnamu... jeden z pierwszych lotow i zolnieze Vietcongu zestrzelili go nad dzungla.
Potem wzieli do niewoli i zaczela sie jego gehenna. Przez pol roku torturowali go, ciagali po dzungli, glodzili... uciekl.

Udalo mu sie jakos przezyc w dzungli i mial niesamowitego fuksa - bo kiedy prawie juz umieral, znalezli go amerykanscy piloci robiacy zwiady...

Podziwiam takich ludzi. Facet nie dosc, ze przezyl, uratowal sie dokonujac nadludzkich wysilkow - to jeszcze nie zeswirowal, nie zgorzknial i w ogole nie zrezygnowal z czynnego zycia jako pilot.

Niezmiennie podziwiam takich ludzi. Podobnie jak tych, ktorzy przeszli obozy koncentracyjne, gulagi, tortury i nie wykrzywily im te doswiadczenia psychiki, nie zlamaly zycia.
To oni sa prawdziwymi bohaterami..
20:29 / 25.03.2005
link
komentarz (2)
Dobrze jest

a raczej lepiej niz myslalam. Naprawa mojego samochodu bedzie mnie kosztowac grosze. I. po dokladnych ogledzinach stwierdzil:
- e, blotnik to sam przyczepie spowrotem. Kable tez umiem naprawic. Moze trzeba bedzie nowa zarowke, ale to betka.
Zalezy ci na kosmetyce?
- a skad.
- no to kupimy farbke biala i sie pomaluje.. ten reflektor to popekany tylko, poskleja sie i tez bedzie dzialal.

No i fajnie. Na wygladzie mi nie zalezy, moze wstawie nowy jak przyjdzie mi do sprzedawania tego grata... a narazie bedzie jak jest.

Ochota na kupowanie nowego samochodu odeszla mi blyskawicznie. Musze jeszcze troche pojezdzic i nabrac wiecej doswiadczenia.

Samochod treningowy smaczny i zdrowy. Co prawda do jazdy z predkosciami wiekszymi niz te 70mph sie zupelnie nie nadaje, no ale trudno... na wycieczki nim nie jezdze tylko przewaznie do pracy...
21:13 / 24.03.2005
link
komentarz (5)
Nic sie nie dzialo to sie zadzialo..

Wlasnie.
Wczoraj skonczylo sie fuksem. Spieszylo mi sie cholernie
na spotkanie ze znajomymi... pojechalam za daleko no i dobra, trzeba zawrocic. Na swiatlach wykonalam przepiekna zawrotke, zupelnie nielegalna zreszta...ale mysle sobie co tam. Ruch maly, psow nie widze dookola, jakos pojdzie.

Poszlo, tyle ze... jak juz zaparkowalam na miejscu (pod stacja kolejowa) to zaraz za mna zaparkowal radiowoz i wlaczyl wyjce.

Pieknie, kurwa, pieknie. Pan podszedl, opuscilam szybke... pyta czy wiem dlaczego mnie zatrzymal. Mowie, ze wiem...
Popatrzyl, pokiwal glowa, zapytal czy mam juz jakis mandat na swoim koncie. Mowie, ze nie. Wzial prawo jazdy, sprawdzil:
- no widze, ze ma pani czyste konto. Spieszyla sie pani na stacje?
- tak....
- hm... nie dam pani mandatu tym razem, ale zeby to sie wiecej nie powtorzylo!

Matko. Myslalam ze zrobie pod siebie, po prostu.
Tutaj mandat za powazniejsze wykroczenie pociaga za soba dosc przykre skutki. Nie dosc, ze sie placi, nie dosc, ze odsylaja do szkolki jazdy to jeszcze leca punkty karne na record. A te punkty firmy ubezpieczeniowe sprawdzaja i podnosza cene za ubezpieczenie...a ja caly czas na ubezpieczeniu mauzonka .... wscieklby sie.

No, ale nic to. Lepszy numer dzis rano wywinelam.
Wyjezdzalam z parkingu pod chalupa I. Tam zawsze pozastawiane a disiaj musialam sie dodatkowo przecisnac miedzy zajebista furgoneta i rownie zajebistym w rozmiarze SUVem.

I sie nie wyrobilam. Zachaczylam przednim blotnikiem o tylne kolo i blotnik pana SUVa. Facet zaraz wyskoczyl z chalupy - maly, ledwo mowiacy po angielsku chinczyk.
Nie zdenerwowal sie, chwala bogu.. obejrzal, postekal i stwierdzil, ze to tak ze 300 dolcow naprawa bedzie. Zaloze sie, ze wyszloby mniej ale... udalo mi sie go ugadac, zeby zaplacic mu w gotowce w sobote i nie ciagnac sprawy poprzez ubezpieczenie. Normalnie to oprocz numeru prawa jazdy wzialby ode mnie rowniez numer ubezpieczenia, ale wykrecilam sie. Uff! Posiadanie czegos takiego w rekordzie znow podbiloby stawke ubezpieczenia i to o wiecej niz te cholerne 300 dolcow...

A moj samochod.. coz... naprawa bedzie cos z tysiac dolcow, moze ciut mniej. Blotnik, przedni lewy reflektor i kierunkowskaz do wymiany. Niby nic ale....
ile z tym klopotu!
Na poczatku nie wiedzialam, co zrobic. Jechac tym samochodem, bez lewego kierunkowskazu i z blotnikiem wiszacym na slowo honoru? Zadzwonilam do I poradzic sie.
Powiedzial, zeby jechac... w razie czego jak mnie gliny zlapia to powiedziec, ze wlasnie jade do warsztatu naprawic. Daja wtedy taki maly mandat, ktory trzeba pokazac znow policjantowi zeby poswiadczyl, ze samochod naprawiony. Nie liczy sie do rekordu ponoc.

No. To bede jechac dzis na egzamin rozgraconym samochodem. Musze jakos sie wymozdzyc nad trasa, coby ominela autostrade - bo na autostradzie jak mi ten blotnik odpadnie to bedzie tragedia. No i zmieniac pasy bez kierunkowskazu to tez tak srednio bezpiecznie, zeby nie powiedziec chujowo.

Mam kurwa nauczke, mam.
Taktyka jednak z kupowaniem samochodu okazala sie sluszna. Az nie chce myslec co by bylo, gdybym rozwalila nowy, drozszy... ile by to kosztowalo....
05:38 / 23.03.2005
link
komentarz (5)
Wkurw

W dnie takie jak dzis miotam sie, rzucilabym talerzem, rozjechala kogos, podstawila noge i podlozyla bombe - moze by mi przeszlo.

Adrenalina uderza do glowy, zolc zalewa zoladek i macica sie przewraca.

bo:

1. kolega w pracy, ktory do tej pory byl kolega i z ktorym dogadywalo mi sie calkiem niezle, zostal wyniesiony nagle do godnosci team leada.
Team sklada sie z dwoch osob - mnie i jego. Wobec czego zaczal mnie pouczac w zakresie mojej pracy: jak powinnam testowac, co i do czego pisac testkejsy. Za przyklad podal oczywiscie siebie: twierdzi, ze najbardziej skuteczna metoda pozyskania jak najwiekszej liczby "fixed bugs" dotyczacych gui jest napisanie pacza, przetestowanie go a potem podsuniecie developerowi, ktory buga ma poprawic.
Niech spierdala - krotko mowiac. To ja mam buga odnalezc, zaraportowac a nastepnie sama go poprawic - od czego jest programista????? Jakbym miala takie zdolnosci, to bylabym programista. Powiedzialam mu, ze poprawianie bugow to praca programistow a nie QA. W rewanzu _rozkazal_ mi niemalze napisanie
brakujacych testkejsow z - bagatela - polowy produktu.
Niech spierdala na drzewo banany prostowac. Sam chuj glupi ze swojej dzialki ma wiecej niz 60% brakujacych, ziejacych nullem i nicoscia testkejsow a do mnie sie przypierdala, kutafon jeden.

2. Oczywiscie tak tak, drogie dziatki, juz wiem co powiecie zaraz: zmien prace. Temu, kto tak mowi, chuj w dupe. Dlaczego? Bo znalezienie pracy w tej chwili w dziedzinie komputerowej tak zwanej to przynajmniej pare miesiecy szukania - a i to w przypadku osoby z dobrymi kwalifikacjami i dziesiecioletnim doswiadczeniem. Na rzucenie roboty ot tak lekka raczka nie moge sobie pozwolic, bo z czegos chlebek trzeba jesc - z drugiej strony nie usmiecha mi sie robota rekrutera dla jakiegos jebnietego po mozgu hindusa (znow) na czystej prowizji albo zapierdalanie jako fizol za dziesiec dolcow na godzine.
Takze niestety musze znosic tego dupka do czasu, dopoki nie znajde czegos lepszego.
Czuje sie coskolwiek podobnie jak w czasach, kiedy mieszkalam pod jednym dachem z moja matka i nie bylo mnie stac na wyprowadzke.
Codzienne awantury i ta obezwladniajaca, wszechogarniajaca beznadzieja, walenie glowa w mur gowna codziennego, szarpanie sie...

Boze, znow. Znow. Wykoncze sie.

19:11 / 22.03.2005
link
komentarz (0)
A co poza tym?

Nic szczegolnego. Trwam w zawieszeniu do konca tego tygodnia jeszcze. Wczoraj wysilkiem wielkim zrobilam
jedna prace domowa - niestety jeszcze 6 labow i nastepna
praca.

Wzielam papiury do roboty i bede kombinowac.

Wzielam tez papiury dla mauzonka - rachunek od dentysty
i statement konta, na ktorym trzymalismy razem akcje
SUNa. Przy okazji sie zdenerwowalam - bo w podsumowaniu
podatkowym wyszczegolnione dokladnie, ile kasy na co poszlo.
Wyszlo na to, ze mauzonek jak zwykle gestem szerokim
przepuszczal tysiace dolarow.

Niech to sie juz wreszcie skonczy. Chce sie definitywnie rozwiesc, zamknac wszystkie wspolne konta
i nie miec z nim juz wiecej do czynienia poza czysto
kurtuazyjna wymiana grzecznosci.

Zero finansow. Tak, rusza mnie, a jego nie - bo
zarabia trzy razy wiecej ode mnie i nigdy nie bedzie
mial klopotow ze znalezieniem pracy (chyba, ze zdarzy
mu sie przykry wypadek i straci rece albo oczy), w przeciwienstwie do mnie.
I nie rozumie, ze nie kazdy moze/potrafi byc programista.
18:53 / 22.03.2005
link
komentarz (0)
Jeszcze odnosnie ostatniej notki

Cale szczescie, ze nie ogladam telewizji a newsy
poprzez Internet mozna sobie zrobic wysoce wybiorczymi -
takze moge sie doskonale odgrodzic od wscieklych debat
na temat Terry.

Inna sprawa, ze tego typu rzeczy w Cobalcie otwarcie
ludzie dyskutowali i wyklocali sie. Tutaj absolutnie nie.
Tematy religijne i polityczne sa jakby tematami tabu
(podobnie jak w Sunie, hehe) - bo nie daj boze kogos
sie czyms urazi....

Juz sama nie wiem, co lepsze - wodzenie sie za lby i wyzywanie (jak to czasem bywa w niektorych firmach, w Polsce zwlaszcza) czy uprzejme zamilczenie na smierc pewnych kwestii?
20:08 / 21.03.2005
link
komentarz (3)
Prawie jak u nas

No i czym zyje Hameryka? No czym? Czy pozwolic umrzec niejakiej Terry Schiavo, czy nie.

Furda wazne dyskusje na temat deficytu budzetowego i reformy systemu emerytalnego - jest znakomity temat zastepczy, ktory to zreszta temat media eksoploatuja az
do ciezkiego rzygu.

Cos jak u nas - jeno tematy zastepcze mamy zdziebko inne: aborcja, faux pass feministek, straszliwe obrazliwe dziela sztuki wspolczesnej, godzace w dume katolicka etc.

Ja sie tylko dziwie rodzicom owej dziewczyny. Skoro tak
chca, zeby zyla i w ogole im jej brakuje, to kiego
trzymaja ja w szpitalu???? Nie potrzebuje zadnej skomplikowanej aparatury poza rurka z zarciem do zoladka.

Czemu ci troskliwi rodzice, tak sie przeujmujacy losem swojej corki-warzywa nie wezma jej do domu i nie zaopiekuja sie nia, zamiast trzymac w hospicjum???
07:10 / 21.03.2005
link
komentarz (5)
Nooooweeee

Dobra, z pracy gowno wyszlo bo nie jestem sie w stanie zmusic do niczego.... za to wyciagnelam I. dzis i poszlismy do lokalnego
muzeum egipskiego, zwanego
Rosicrucian

W San Jose w ogole prawie nic nie ma z gatunku rozrywek kulturalno-intelektualnych, dobrze ze chociaz to muzeum jest.
Zreszta, calkiem interesujace.

Zdjec profesjonalnych rzecz jasna robic nie mozna - zakazane
jest uzycie statywow i fleszy, takze zdjecia sa takie jakie sa....
Sprezalismy sie zdrowo, probojac wyciagnac co sie da z idiotenkamerki
I., jak rowniez potem ja zdrowo rasowalam w szopie...
Efekt mozna obejrzec se
TU

Jesli link nie dziala to prosze mi dac znac.
00:20 / 20.03.2005
link
komentarz (2)
Nuda jak zwykle

Siedze, pije piwo, slucham Groove Salad i poczytuje polskie gazety w sieci zamiast sie zabrac za robote.

Jedna zalegla praca domowa, szesc labow zaleglych, nauczyc sie na egzamin koncowy czwartkowy... oprocz tego
dokonczyc ikony.

Kurwa, tyle roboty, a ja siedze jak ta duca alpejska i nic, absolutnie nic mi sie nie chce.

Ja chce znow pracowac jako tlumacz. Przynajmniej mnie to rajcuje.
Niestety, nie ma tutaj rynku na tlumaczenia angielsko-polskie :(
05:27 / 17.03.2005
link
komentarz (852)
AAA!!!!

I. przed chwila mnie po prostu zabil swoja indolencja. Szuka domu,
juz zaraz za momencik bedzie kupowal a nie wie, ile miesiecznie
bedzie placil odsetek. Po prostu nigdy nie zadal sobie trudu policzyc.
Zna procent, ale nigdy nie zrobil kalkulacji ile to bedzie w gotowce.

Od wysokosci odsetek zalezy, ile bedzie placil podatku, bo odsetki z
mortgage mozna sobie odliczyc od dochodowego.

Ba, on nie wie nawet ile placi dochodowego.

Boze kurwa ja wysiadam.

Na takich mysle niewinnych niczego nieswiadomych owieczkach
zeruje panstwo i rznie im dupe rowno.

Jakos pod tym wzgledem Polacy wydaja sie o niebo zaradniejsi...
20:26 / 16.03.2005
link
komentarz (10)
9/11

Wreszcie obejrzalam ow slawny juz film Michaela Moore'a.

Facet jest mistrzem w propagandzie: ten jego dobor materialu, granie na ludzkich emocjach, szokujace zestawienia.

Ale dobrze, ze jest. Nawet jesli przegina, to i tak jego glos jest w zasadzie jedyny wyrazny na tle mediow zapatrzonych obecnie w Busha jak w swiete lusterko.

Owszem, wiecej niz polowa obywateli nie znosi republikanow. Owszem, jeszcze wiecej nie znosi Busha... ale ich glosy jakos nikna w natloku publicznych szczekaczek.

Moore jako pierwszy chyba odwazyl sie glosno i wyraznie walnac faktami w leb:
- sfalszowany wynik wyborow prezydenckich
- scisle powiazania finansowe rodziny Bushow z Bin Ladenami
- bezposrednie profity Haliburtona i innych firm z wojny w Iraku

Niby kazdy sie domyslal, ale on po prostu zestawil fakty, przy okazji rzecz jasna prezentujac je zlosliwie.

Raport komisji badajacej 9/11 jasno pokazuje, ze tego ataku daloby sie uniknac, gdyby nie celowe badz wynikajace z zaniedbania lekcewazenie raportow sluzb specjalnych.

No ale po co, skoro mozna bylo tyle na tym zyskac? No i Bush zyskal. Mozna bylo uchwalic ustawy jak Patriot's Act, ograniczajace wolnosci osobiste; mozna bylo otumanic ludzi tak, ze potulnie wyrazili zgode na wyasygnowanie olbrzymich sum potrzebnych na rozkrecenie machiny wojennej i upasienie prominentnych kolesi i ich koncernow - podczas gdy likwiduje sie ostatni program socjalny w postaci social security i ogranicza fundusze na edukacje (ktorej poziom wola o pomste do nieba - nic dziwnego, ze przecietny amerykanin jest taki durny...)..
07:43 / 16.03.2005
link
komentarz (0)
Czy oni sie dobrze czuja???

Doprawdy. Czytajac Wysokie Obcasy natklam sie bylam na reklame
Nowego Stylu. Z ciekawosci kliklam. Fajnie ladnie i w ogole, ale tylko
zajawki.

Dobra, kij im w ucho. Wiedziona dalsza ciekawoscia poszlam sprawdzac cene prenumeraty (notabene brawa naleza sie webdesignerowi/masterowi za wielce przemyslany i ciezko posrany plan serwisu, dzieki ktoremu spedzilam az 10 minut starajac sie znalezc sposob na wybranie prenumeraty zaranicznej, brawo oh brawo debile).

I tak:
- prenumerata krajowa 89 PLN.
- prenumerata na caly swiat list zwykly * 343 PLN.
- prenumerata Ameryka Polnocna/Afryka poczta lotnicza 535 PLN.

Szczenka mi opadla. Za wyslanie poczta lotnicza jednego egzemplarza licza sobie.... piec razy wiecej niz za wysylanie tego w kraju! Jakbym nie znala oplat pocztowych to bym sobie pomyslala, ze faktycznie tak drogo jest. A przeciez oni jako wydawnictwo moga sobie wynegocjowac wielkie upusty i wysylac nie poczta polska ale innym serwisem.

Paranoja. Komus od marketingu narwyrazniej tam mozg urwalo, albo co.

Wystarczyloby zrobic cale pismo dostepne przez siec, za niska oplata i z miesiecznym opoznieniem - powiedzmy za jakies $20 rocznie.
Jak dla nich wysilek zaden - bo przeciez i tak caly sklad maja skomputeryzowany - wystarczylo by jedynie dodac jakis zgrabny mechanizm wykladajacy toto z bazy danych na serwer www. Dorobic system platnosci via karta kredytowa przez siec i voila - juz mozna czesac kase. Dla wydawnictwa koszty niewielkie, a cala reszta to czysty zysk.

No ale kurwa po co, nie? Zeby to jeszcze wydawnictwo czysto polskie, to moglyby byc jakies usprawiedliwienia - ale to wszak Bauer. Co, nie umieja se serwisu w sieci zrobic?

Sto lat za murzynami, slowo daje.

PS: * list zwykly czyli "loteria materia raz dojdzie a raz nie, sredni czas do dwoch miesiecy a zazalenia prosze sobie w dupe wsadzic".

PS2: z jakiegos dziwnego powodu dzialy prenumeraty chyba we wszystkich polskich i dzialajacych na terenie Polski wydawnictwach dzialaja tak, jakby chcialy a nie mogly. Ze mozna - owszem, mozna - prosze popatrzec na National Geografic z imponujaca liczba ponad czterdziestu MILIONOW prenumeratorow na calym swiecie. Opoznien w zasadzie nie maja.
05:05 / 16.03.2005
link
komentarz (2)
jest dobrze (chwilowo)

Albowiem strona moja pojawila sie w sieci byla znow.
Tutaj teraz siedzi.

lynux moj tez juz stoi, x-server chodzi (a ja leze... - nie no zartuje) -
ino jeszcze musze porzadek zrobic z odzyskanym backupem.

Za udostepnione miejsce na serwerze dziekuje pewnej osobie - juz ona bedzie wiedziec, o kogo chodzi , hehe.
19:20 / 14.03.2005
link
komentarz (4)
Poniedzialek, pam param

W sobote zaszalalam kobieco: kupilam sobie szpilki do samego nieba, w kolorze zajebiscie biskupio rozowym, do tego takaz sama torebke. No odpierdolilo, nie?
Oprocz tego pomalowalam sobie pazury u nog i rak na rozowy kolor z seksownymi szkarlatnymi kropami. Podoba mi sie.
Inna sprawa, ze kosztowalo toto 2 godziny pracy, wliczajac odmaczanie nog, usuniecie odciskow etc.

W kazdym razie kobieta zadbana jestem.

W niedziele zagonilam I. i pojechalismy do mojej chalupy w celu naprawienia:
- uszkodzonego kabla
- urwanej rynny.

Kabel jak sie okazalo nie byl przegryziony przez kreta, za to uciety do polowy nieuwaznie zamknietym oknem oraz zapleciony w piekna plecionke na odcinku nurzajacym sie w kreciej dziurze.
Czy to kret zaplotl - pozostanie slodka tajemnica.

Jak juz zaczelismy skrecac kabel wylazl ze swojego wychodka (pardon, pokoju chcialam powiedziec) wlascicielowspolmieszkaniec z jakims czyms na zebach i powiedzial, ze wystarczy jak wepne moja maszyne w hub i bedzie dzialac.
Mogl powiedziec 2 tygodnie temu, kiedy zmienil konfiguracje - bardzo by mi to zycie uproscilo... no ale kurwa po co, nie? Za dobrze by bylo.

Rynna z powodu rozczarowania kablem, zostala porzucona. W koncu i tak nie bedzie juz padac przez nastepne 8 miesiecy...

Aha, i jeszcze bylismy w sobote obejrzec again ten dom, co to przy warsztacie samochodowym jest. Okazalo sie, ze w sobote warsztat zamkniety i halasu nie ma. Nie moglam odzalowac sobie "a nie mowilam??" na co I. wywalil tylko jezyk.
Niestety, dom cieszyl sie calkiem duzym zainteresowaniem ogladajacych, wobec czego watpie, zeby oferta I. wygrala...

Kurde, moglby juz wreszcie cos kupic bo ja sie chce przeprowadzic. Zmiany mi trzeba no i egzystowania w nieco wiekszym kojcu...
01:25 / 12.03.2005
link
komentarz (3)
Hm...

Przed chwila wrocilam z lazienki - zdjelam stanik.
Za ciasny.

Juz nie mam wrazenia, ze zaraz sie udusze albo zemdleje.

Spac mi sie niestety nadal chce.

Doprawdy nie pojmuje, jak kiedys kobiety w gorsetach funkcjonowaly.
01:08 / 12.03.2005
link
komentarz (0)
AAAA!!!

Dzis funkcjonuje jakby w stanie smierci klinicznej.
Ziewam non-stop (nawet po 4 espresso, chyba sie predzej
przekrece na zawal serca a nie obudze), zwoje w mozgu sie wyprostowaly i nie chca za nic wrocic spowrotem do
stanu pofaldowanego a co za tym idzie podjac czynnosci
intelektualno-myslowe.

I jeszcze nogi mi spuchly.

Cos jest kurwa niefajnie i nie tak, ale jeszcze nie wiem co.
22:28 / 10.03.2005
link
komentarz (2)
Uwagi na temat zywnosci w USA

Wlasnie poszlam na lunch z kumplem z pracy (Amerykanin) i rozmawialismy sobie na temat nawykow zywieniowych
Amerykanow i zywnosci w ogole.

W Polsce i wielu innych krajach panuje przekonanie, ze
caly bizness - zarcia nie wylaczajac - kieruje sie
zasadami rynkowymi tutaj...

Myslalby wiec ktos, ze popyt ksztaltuje produkcje a nie
na odwrot...Tymczasem wlasnie jest na odwrot.

Ktore zarcie jest najtansze? Ano to, co masowo produkowane na wielkich farmach-kombinatach. Zeby obnizyc
cene produkcji, stosuja farmerzy rozne wredne chwyty.

O tym jednak ludzie na ogol wiedza. Obniza sie cena, pogarsza sie jakosc.
To jeszcze nie byloby najgorsze. Niestety, farmy sa subsydiowane - i to nie subsydiowane per capita, ale per produkt.
Przyklad: jeszcze kilkadziesiat lat temu nikt nie widzial w sklepach syropu kukurydzianego, dodawanego obecnie do calej masy produktow (slodkie toto az do rzygu). Czemu teraz? A bo rzad zaczal subsydiowac
produkcje kukurydzy... tak wiec oplacalo sie WYKREOWAC popyt na produkty kukurydziane.

Dobra, powie ktos, ze wcale nie trzeba tego jesc, podobnie jak junkfoodow macdonaldowych czy innych
takich wynalazkow. Nie trzeba, o ile sie mieszka w
okolicy, gdzie mozna wybrac cos innego, np. pojsc
do taniej chinskiej restauracji, wietnamskiej noodle soup czy podobnych. Ja mam to szczescie i mieszkam
w takiej okolicy wlasnie. Wystarczy jednak pojechac
100 mil na wschod od Doliny Krzemowej i dupa.

Nie ma po prostu wyboru. Nawet wizyta w supermarkecie jest traumatyczna, bo wszedzie standardowy zestaw produktow, dostarczany przez wielkie zywnosciowe korporacje. Malych domowych biznesow czy gospodarstw nie ma, bo dawno juz zostaly wyrugowane z rynku przez
dumpingowe ceny wzrastajacych food chains i ichniejsze
monopolistyczne praktyki.
Zaczac zas maly nowy bizness od zera w okolicy, gdzie juz posadowil sie wielki supermarket, to wymaga wielkich nakladow.

Czy jestem przeciw supermarketom i farmom zywnosciowym? Nie. Jestem przeciwko rzeczywistosci rzadzanej tylko pieniadzem. Tam gdzie rzadzi pieniadz i gdzie jest mozliwosc wielkiego zysku na skroty, pojawiaja sie zaraz lapowki, przekupstwa i lobbysci - ci ostatni bedacy w gruncie rzeczy zawoalowana wersja tych pierwszych.

Powie ktos, ze mozna podac do sadu firme oskarzona o monopolistyczne praktyki? Niby mozna, ale nikogo normalnego (zwlaszcza malych biznesow) nie stac na oplacenie horrendalnych kosztow sprawy sadowej. Korporacje maja kupe kasy i moga przeciagac procesy w nieskonczonosc jak rowniez oplacic najlepszych prawnikow.

Co gorsza nie mam pojecia, czy jest jakies wyjscie alternatywne...
20:48 / 10.03.2005
link
komentarz (0)
Lato?

Nie wiem czy to z powodu naglego przeskoku z zimy do
lata czy z innego powodu, ale czuje sie jakbym nie spala
przez miesiac i bola mnie wszystkie miesnie.

Tragedia. Nic przeciez fizycznego nie robie a i w pracy
narazie mam wzgledny luz...

Chodze juz bez rajstopek i w letniej bluzeczce z krotkim
rekawkiem... czasem tylko marzne przy tej durnej
klimatyzacji...
21:21 / 09.03.2005
link
komentarz (4)
Zmiana pogladow

Kiedys dosc chetnie czytalam Wprost, a teraz po prostu nie moge. Dobijaja mnie swoim konserwatywnym spojrzeniem
na rzeczywistosc i ograniczonoscia.
Wezmy chociazby ostatni artykul z okazji dzien kobiet na temat "rzekomej" dyskryminacji. Przeprowadzil Pentor oto jakas ankiete pt. ile kobiet uwaza ze sa dyskryminowane plus dla ilu z nich najwazniejsza jest rodzina (okazalo sie, ze dla 70% czy cos kolo tego) - i voila! Na podstawie tego autor uznal, ze ten caly feminizm to sa bzdury a kobiety tak naprawde maja gdzies cala reszte.

Rece opadaja po prostu.
A potem sie niektorzy dziwia jak to mozliwe, ze profesor na szanowanej uczelni co drugi wyklad oswiacza, ze kobiety powinny siedziec w domu i zajmowac sie dziecmi a nie nauka....

PS: ten profesor tam dalej uczy i pogladow nie zmienil... zabawne, prawda? No ale przeciez w/g Wprost nie ma zadnej dyskryminacji a feminizm to bzdury.
05:43 / 09.03.2005
link
komentarz (4)
O kernelu dalej

Zdalam dokladna relacje mailowa ex mauzonkowi (ktory to spec jest
od linuxowego kernal, nie?) z mojego upgradu.

No i co. Szczenke tylko otworzyl i stwierdzil, ze to dziwne, ze TAKI
upgrade w ogole zadzialal. Ze za duzo sie zmienilo od czasu RH
7.4 do fedora core 3 zeby to w ogole dzialalo.

Nie no jasne. Taki np. GRUB potrzebuje od chuja miejsca na /boot
partition zeby dzialac. No to se wybralam LILO, mimo ze nie rekomenduja - ale nie chcialam znowu repartycjonowac dysku
twardego.

Wychodzi na to, ze i tak bede musiala, bo to, ze system moj w ogole
sie zainstalowal i ze chodzi (bez trybu graficznego no ale coz) to cud.

No ja pierdole.

W ogole na co mi to. Powinnam piec ciasto, malowac paznokcie (e, i tak mam pomalowane), sprzatac i zajac sie domem a nie rozwazac szczegoly instalacji/upgradow linuxa.

Nawet kolega w pracy, ktory sie uwaza za wielce technicznego, machnal reka i poradzil: kup sobie Maca (matol nie pamieta ze juz mam dwa i nie taki byl cel cwiczenia).

No. A w ogole ta notke sponsoruje butelka wina. Bo sie odzywiam zdrowo. Ale juz pic zdrowo to trzy dni z dzisiejszym, jak mawial Grzesiuk ("Boso ale w ostrogach" - kto pamieta taka ksiazke???), takze dzis akurat padllo. I prosze zwrocic uwage, ze faktycznie zdrowo: czerwone wytrawne wino, a nie jakies tam wodczane belty albo piwne rzygi. No.

Na pohybel i oby nam zmarszczki nie rosly. Zarowno na oczach jak i na dupie :)
04:32 / 09.03.2005
link
komentarz (0)
Pogoda

Wlasnie, tyle ludzi narzeka w Polsce na pogode to ja se tez ponarzekam:
- na zewnatrz swieci slonce, jest cieplutko (ponad 20st C w dzien)
- kwitna drzewka i krzewy i ptoki sie dra
- jest po prostu BOSKO!

To czemu narzekam? A bo w taka pogode to nic tylko sie wywalic do gory dnem na jakiej plazy czy gdzie tam podejdzie - a nie pracowac
w kubiku 2m/2m bez okien i z klima taka, ze trzeba siedziec w swetrze.

A propos tej klimatyzacji to wkurwia mnie niezmiernie, ze jest ustawiona na jakies 18 st. c i nie mozna tego zmienic, bo jak ktos
proboje to zaraz salesy i marketdroidy (ci chodza co dzien w gajerkach) piluja morde.
20:49 / 08.03.2005
link
komentarz (0)
Tanio?

Byli pracownicy Biedronki procesuja sie o niezaplacone nadgodziny. Wal-Mart - najwieksza siec tanich
supermarketow na swiecie - co i raz jest nakrywana na zatrudnianiu na czarno pracownikow, ktorym dzieki temu
moze placic glodowe stawki.

Ludzie tlumnie chodza do supermarketow, bo taniej.
Tylko, jakim kosztem to taniej wychodzi? Pogon za nizsza cena osiaga obledne rozmiary - cos porownywalnego
w absurdzie z pogonia za wysrubowanym wynikiem sportowym
na olimpiadzie albo mistrzostwach swiata.

Ponizej pewnego poziomu zejsc sie nie da - po prostu.
Nie wiem dlaczego tylu ludzi tak slepo chwali kapitalizm
i przyrost zysku. Jakos tak jak spojrzec w historie i
na kraje wspolczesnie dynamicznie sie rozwijajace - to wszedzie za tym zapierajacym dech rozwojem kryje sie
zerowanie na ludzkiej krzywdzie. Wezmy takie Chiny. Albo Europe sprzed II wojny. Albo USA - pasace sie na nielegalnej, gownianie platnej fizycznej robocie latynosow. System funkcjonuje sprawnie, a niewygodne kwestie zamiata sie pod dywan.


20:32 / 08.03.2005
link
komentarz (0)
No i co...

W pracy mam zweryfikowac buga, ktory polega na tym, ze sie go lokalnie nie da zreprodukowac. Fajne, nie?

I. Siedzial wczoraj nad tym raportem (kolejny raport, nie ten sam co ostatnio), oczywiscie dzis chodzi na rzesach i w ogole swiat sie konczy. Jak mu mowilam,
ze nic z takiej pracy ponadgodzinowej nie wyjdzie, to
sie obruszyl. Przypomnialam mu wczoraj - znow sie
obruszyl ale niechetnie przyznal mi racje. Ze ah oh jakby nie pil tyle kawy i w ogole to byloby dobrze, poszedlby
spac, wyspal sie i te rzeczy.

Dobra dobra, ja tam swoje wiem. Faceci do ciezkiej pracy (czytaj takiej co nie wymaga podnoszenia ciezarow ale za to funkcjonowania na pelnych obrotach 16 godzin na dobe) sie zupelnie nie nadaja. Nawet jak robia, to malo nie umra, narzekaja, a potem za pare latek zawalik i myk - tyle z tego.

Powinnam sie zadeklarowac jako feministka, ale one cos za radyklane dla mnie.. hm....

Co tam jeszcze. I. wczoraj ogladal chalupe - townhouse. Swietna lokacja, duzy, ladne patio,
duze sypialnie i cena niewygorowana. Nic tylko brac -
niestety dom ma jedna wade: zaraz obok jest ogromny warsztat samochodowy, na skale przemyslowa niemalze. No
i w czasie, kiedy ogladal chalupe strasznie halasowali. Po zamknieciu okien nic nie slychac, niemniej patio jest od strony warsztatu i jak sie
wyjdzie to jazgot slychac.

Ja bym zignorowala, ale on.... matko, nie on.

IMHO w ten sposob to on chalupy nie kupi, bo jak cos idealne to za drogie albo za duzo amatorow, co go
przebijaja w ofercie...

Ciekawe, kiedy zmieknie.
08:50 / 08.03.2005
link
komentarz (6)
No zesz kurwa!

radosc byla przedwczesna. Glupi X server sie wypierdala na ryja poczem wiesza caly system.

Zaczelo sie od tego, ze z defaultowa konfiuracja (stara) nie chce dzialac. Powinien - bo monitor i karta graficzna jest stara, niezmieniona.

Dupa. Najpierw sie nameczylam nad znalezieniem pliku konfiguracyjnego. W fedorze przeniesli toto do /etc/X11 i nazywa sie
xorg.conf

No nic. Jakakolwiek konfiguracje bym nie wybrala odnosnie karty graficznej i monitora, to sie wyjebuje w diably.

Kurwaaa!!!!
Mam nastepujacy hardware:
- plyta glowna AMD 64 z AMD sempron processor 3100+
- karta: Nvidia NV 15 Quadro2 Pro
- 19inch sun CRT monitor
- RH fedora core 3 OS.

Co do czego nie pasuje i co sie z czym gryzie - any suggestions? Bo mnie juz szlag trafil.
18:54 / 07.03.2005
link
komentarz (2)
Huraaa!!!

Przynajmniej jedna rzecz sie udala. Ea cala i zdrowa,
system zainstalowany a cale pudlo siedzi w samochodzie.

Wczoraj juz omalze co zwatplilam, bo I. mimo zadeklarowanej pomocy jakos sie nie kwapil, a po
wsadzeniu nowej plyty, CPU i RAMu oraz DVD burnera
okazalo sie ze... komputer mowi NI.

Na szczescie to byla kwestia zasilacza - stary do nowej plyty i CPU byl za slaby.

System chwala bogu dal sie zupgradowac, nie musialam robic fresh install.
Troche ten upgrade zajal, ale nie mialam nawet polowy klopotow, ktorych doswiadczyl I. po wymianie flakow w
systemie i probie bootowania windowsami.
Wlasciwie wszystko poszlo gladko.

Installer niestety jest do dupy - przy opcji tekstowej odpala sie druid (red hat fedora core 3) i nie mozna sobie wybrac juz rpm po rpm-ie co sie chce instalowac.
Nie wiem tez czy w ogole da sie zainstalowac bez x-ow - niewazne jaka wersje wybiore, samo mi te cholerne x-y instaluje...
20:24 / 06.03.2005
link
komentarz (0)
Reanimacja

I. namowil mnie na wymiane czesci do ea, zamiast kupowania nowego komputera.

Nabylam wiec plyte glowna, CPU i RAM i bede dzis wymieniac.
W zwiazku z tym zamiast upgrade bede musiala zrobic pelna instalacje.. w zwiazku z czym minie jeszcze troche
czasu zanim odzyskam swoj backup i strona domowa wroci na miejsce.

Po otworzeniu i wystartowaniu komputera okazalo sie, ze wiatraczek na czipsecie zdechl.

Prawdopodobny scenariusz tego, co sie stalo:
- rzeczony wiatraczek mial sie ku zepsuciu juz od dluzszego czasu, chodzil wolniej, czpset sie przegrzewal i stad czeste samoczynne rebooty

- kiedy otworzylam pudlo zeby zobaczyc co sie stlo, odkurzylam, obgladalam... przez ten czasu olej w wiatraczku sie zestalil, i juz wiecej nie wystartowal (opor rzeczywiscie byl duuzy.. paluchem sie pokrecic nie dalo), czipset sie usmazyl i dowidzenia.

Moglabym co prawda wymienic tylko plyte glowna, ale CPU jak sie okazalo bylo z roku 1999... starutkie wiec. RAM i tak by do nowej plyty nie pasowal...

No nic, zyczcie mi powodzenia.
18:44 / 04.03.2005
link
komentarz (4)
Zabaweczka

Gruba kupila sobie toyote prius i wczoraj mialam okazje
jechac jako pasazer.

Zaprawde, to juz nie samochod, to duzy komputer na kolkach. Po pierwsze: nie ma kluczykow ani beepera.
Nosi sie ze soba taki breloczek (z klasycznym kluczem w razie czego jak elektronika zawiedzie), ktory samochod wywesza z odpowiedniej odleglosci i otwiera drzwi.

Dopoki sie nie podejdzie i nie otworzy, zlodziej nie wie, ktory to nasz samochod...

Po drugie: nie ma stacyjki tylko duzy przycisk z napisem "start".

Po trzecie: dzwignia zmiany biegow jest przy kierownicy,
ma tylko trzy pozycje i jest malutka - mozna ja obslugiwac jednym palcem.

Po czwarte: samochod nie ma klasycznych wiswietlaczy tylko elektroniczne. Maly ekranik z przodu, gdzie
na zyczenie mozemy sobie obejrzec cala kupe danych -
np. mape, tempo zuzycia paliwa i tysiac innych rzeczy.

Po piate: samochod gada i to w kilku jezykach.
Mozna byc ostatnim kretynem w nawigacji - dzieki wbudowanemu GPSowi i mapom oraz gadce jestesmy prowadzeni jak po nitce.

Jestem zachwycona elektronika i zuzyciem paliwa (to jest hybryda z silnikiem elektryczno-klasycznym) - chyba jednak nie chcialabym tym jezdzic. Za duze i za krowiaste.
08:35 / 02.03.2005
link
komentarz (8)
Bye bye Ea :-(((((

No i tyle. Bede urzadzac pogrzeb mojego komputera. Otworzylam dzis pudlo, sprawdzilam kable, odkurzylam, generalnie sie zaopiekowalam i coz. Nic. Przelacznik pstryk i dupa. No signal on monitor.
Zebym se kabel wsadzila w dupe, to nic nie poprawie.

Umarla, umarla moja ea :-(((((((((((((

Jest mi smutno. Ten komputer byl ze mna ostatnie cztery lata. Przyzwyczailam sie.

Teraz musze wydac tysiac dolcow co najmniej na zastepstwo. A i tak bedzie to nie to samo :-((((

Niech mnie ktos pocieszy. Ludzie maja rybki, zwierzatka, pieski, kotki a ja mam komputery. I jak ktorys umiera to mi smutno jakby to byla zywa istota...

SNIF SNIF...
01:38 / 02.03.2005
link
komentarz (6)
Swiatelko w tunelu

A moze moja sytuacja finansowa nie jest tak tragiczna?
Zaczelam myslec intensywnie nad tym, jak obejsc 35% podatek dochodowy federalny, ktory bede musiala zaplacic pod koniec tego roku.
Wychodzi na to, ze jedyna sensowna metoda jest kupienie chalupy i odliczanie sobie oprocentowania pozyczki od podatku. Przy dobrych wiatrach i magicznych zakleciach
i pozyczce "interest only" (placi sie miesiecznie tylko
oprocentowanie, przez 3 lata) da sie zrobic tak, zeby
podatku dochodowego nie zaplacic w ogole, bo wszystkie koszty pojda w pozyczke....

To co prawda nadal wielka kupa szmalu, ale nie wali sie
jej w proznie tylko placi za wlasna chalupe, ktora
w najgorszym wypadku, jak sie przestanie splacac kredyt
zlicytuja i jakies tam marne pieniadze sie odzyska...

Wszystko zalezy od tzw. credit score i jesli uda mi sie osiagnac powyzej 600 punktow (na 850 mozliwych) to nawet byloby wykonalne.

No nic, zainwestuje te $50 w ocene zdolnosci kredytowych i zobaczymy, co mi wyjdzie. Jestem tutaj dopiero 6 lat, ale z drugiej strony nie mam zadnych dlugow, wiec kto wie...
Ex mauzonek mial 840 punktow i banki sie zabijaly o niego.
Ten to zawsze wyladuje na 4 lapy, jak nie na szesc...
07:15 / 01.03.2005
link
komentarz (5)
No tak

Robie sie ze mnie wstretna feministka, czyz nie? Ale czy to moja wina, ze tych kilku panow co spotkalam w swoim zyciu i co kobiety
traktowali normalnie, to byly wyjatki od reguly? Chwalebne wyjatki, ale jednak?

Cala reszta nadaje sie do zsypu. Tak wlasnie, nie boje sie tego powiedziec. Dlatego, ze sa durni, maja kretynskie uprzedzenia i podejscie do zycia typu "ja rycerz zakuta pala" - przy czym ich poczucie
wartosci wlasnej jest co najmniej takie, jakby sie urodzili Einsteinami.

Go figure.
Bo mnie sie juz znudzilo.
07:09 / 01.03.2005
link
komentarz (2)
Dialog

- Czytalam ostanio artykul na temat transseksualistow. Jak myslisz, ktorzy tworza bardziej udane zwiazki?

- to ochydne, wez nawet nie wspominaj, bueeeeeeee.

Za jakies 20 minut:

- bardziej udane zwiazki sa tych, co zmienili plec z kobiety na mezczyzne. Jak myslisz, czemu?

- ......

- Czy ty mnie w ogole sluchasz???

- Jak widzisz, jestem zajety.

No comments. Nie dziwne, ze kobieta przekabacona fizycznie na faceta i majaca seksualny pociag do kobiet bedzie miala latwiej. Fajnie to
ilustrowal film pt. "Crying Game". Co z tego, ze facet sie zakocha w kobiecie, bedzie za nia szalal, zdobywal i w ogole straci glowe?

To wszystko nie ma znaczenia w momencie, w ktorym sie dowiaduje, ze ta kobieta to jest transseks. No jakze to, JA? JA, pelny stuprocentowy samiec, tak oszukany????

Naprawde, coraz czesciej nie znosze facetow. Byc moze mam pecha i trafiam na jakies takie wybrakowane egzemplarze. Byc moze. Niestety, bez nich ciezko zyc, tak samo jak facetom bez kobiet.

Roznica zasadnicza sprowadza sie do tego jednak, ze chlopu im glupsza baba, tym w duszy graj. Trzeba mu kogos, kto by sie pieknymi oczkami wpatrywal i podziwial, zauwazal MISZCZA.

Baba madrzejsza od faceta ma przejebane juz na wstepie. Nikt takiej nie chce - boc to stale zagrozenie dla dobrego samopoczucia wlasnego ego. Nie wypasie sie toto na posiadaniu wlasnego zdania, krytyce i takich tam.

Nie. Facetowi potrzeba potwierdzenia i wpatrywania sie. I wygladania dobrze, coby kuska stawala na sam widok. Reszta sie nie liczy, a dla tych nielicznych, co sie liczy - coz - gdzie oni sa?? (wiem, wiekszosc zonata i dzieciata juz dawno. zapomnij).
19:28 / 28.02.2005
link
komentarz (2)
Pogoda, temat neutralny

W Polsce ponoc mroz siarczysty a tutaj za oknem
wiosna pelna geba cwierka. Przez weekend, jak zna zlosc lalo cale dwa dni.

Dzis - piekne slonce, ptice sie dra, 20st. C i w ogole.

Kalifornia ma klimat zajebisty. W lecie co prawda troche przygoraco, ale dzieki temu mozna chodowac kaktusy
na zewnatrz. Wiekszosc pospolstwa niestety preferuje
trawniki, w ktore trzeba wlewac hektolitry wody zeby
je utrzymac przy zyciu w lecie.. ale co tam, ktos sie przejmuje taki marnotrastwem?
01:19 / 26.02.2005
link
komentarz (2)
Galopujaca dieta

Dzis do godziny 16.15 zjadlam:
- jedna zupke chinska na sniadanie
- jedna malutka buleczke, jednego pomidora i 1/4 jogurtu
naturalnego greckiego
- jeszcze jedna buleczke z jogurtem rozsmarowanym na
powierzchni
- gruszke

No i znowu mi sie jesc chce. Juz dawno bym sie odchudzila, gdybym znalazla
jakis sposob na wyeliminowanie apetytu. Szprycowac sie
pigulami odchudzajacymi zawierajacymi amfe (bo 99% tychze to wlasnie zawiera, plus kofeine i inne syfy) nie mam
zamiaru. Czy sa jakies w miare naturalne srodki
na zahamowanie laknienia??

BTW: indianie poludniowoamerykanscy po prostu w takich
wypadkach zuli liscie koki... poki biali tego nie zabronili.
07:52 / 25.02.2005
link
komentarz (5)
Dolowania chalupowego ciag dalszy

Doprawdy, skad Ci ludzie biora kase na te wszystkie chalupy???
Rodza sie bogaci? Spadki dostaja? A moze zarabiaja na swoim geniuszu? Bo jakos w oszczedzanie metoda grosika do grosika to nie wierze...

Anyway.
Z tym kupowaniem to schiza totalna. Sprawa ma sie tak: bank najpierw ustala zdolnosc kredytowa tj. na ile moze udzielic pozyczki. Bierze sie
pod uwage rzecz jasna zarobki (jak ktos kontraktor to sie moze pocalowac w dupe
no chyba ze ma za ostatnie pare lat zarobki szesciocyfrowe), historie
kredytu etc.
Powiedzmy, ze pozwola wziac kredyt na 400tys. dolcow. Ok.
Narazie szafa gra.

Teraz co do kupowania: wspominalam juz, ze wiecej jest kupujacych
niz sprzedajacych - czyli na kazde mieszkanie przypada kilka/nascie ofert. Najczesciej wybierane sa te co oferuja najwyzsza cene, normalka.

Dobra, Jasio se wiec pomyslec moze, ze ok. Moge wziac kredyt na 400tys. nie jest zle.
Zainteresowywuje sie mieszkaniem o cenie wywolawczej np. 300tys.
z mysla, ze zlozy oferte na 380, przebije konkurencje i bedzie mial
wymarzone locum.

I co. DUPA prosze panstwa, DUPA. Zanim bowiem dokona sie zakupu, bank musi zweryfikowac oferte i wyjsc z wlasna tzw. appraisal value.
Jest to wycena za konkretny dom ustalana przez niezaleznego eksperta
tak zwanego. No i jesli nasza oferta przekracza appraisal value to bank nie udziela zgody na pozyczke!

Czujecie blusa? Przy odpowiednio duzej ilosci zainteresowanych, ktorzy sa w stanie przebic nasza oferte ponad appraisal value nigdy
nie kupimy chalupy, bo bank po prostu nie udzieli pozyczki.

Cymus miod malina KURWAMAC. Pozostaje pytanie, skad sie biora ci,
co kupuja za takie horrendalne ceny? Ano z worka z gotowka.
Tj. roznice miedzy cena koncowa a appraisal value pokrywaja ZYWA
gotowa.

Stawiam flache 3 litrowej wodki temu, kto mnie oswieci, jak obejsc
ten durny system. Tylko prosze nie skladac rad w stylu "wykombinuj ta gotowke" , bo opluje albo skopie.
08:34 / 24.02.2005
link
komentarz (2)
In vino veritas

jak mawiali starozytni rzymianie. Wlasnie.

Podietetyzowalam sie, pobiegalam (50 minut joggingu, malo nie padlam na ryja) to teraz czas na przyjemnosci, nie?

No i rzecz jasna zbiera sie na rozwazania. Kudy milosc, to zbyt filozoficzne gadki (no prosze co to sie ze mna zrobilo w tej pragmatycznej kulturze) - bedzie praktycznie az do rzygu.

I. obejrzal dzis 3 apartamenta. Takie tam male klity dwusypialniane,
ale na wiecej go nie stac (jakbysmy razem wystapili o pozyczke byloby znacznie lepiej, ale odmowil). Moze uda mu sie ktoras kupic. Zapytalam
wiec, czy nadal chce, zebym z nim zamieszkala. Stwierdzil:
- o ile nie zdarza sie problemy (vide notki z konca grudnia) takie jak
w christmas to chyba warto sprobowac.

Matko.
I co ja z tego bede miec? On tak czy siak wygrywa: ze mna ma fajnie, bo baba w domu, wiadomo, jest co zerznac, jest komu zrobic obiadek i posprzatac. I prosze mi nie mowic, ze moge tego nie robic - moge,
owszem, ale po pierwsze nie jestem w stanie zyc w chlewie, a po drugie
nie znosze zrec obiadow z mikrofalowki. I jeszcze bede mu doplacac do splacanej pozyczki.
Beze mnie - nieco wiecej uciazliwosci, mniej kasy, mniej porzadku i rozrywek, ale generalnie sytuacja sie az tak nie zmienia. Nadal ma wlasne locum i jakos se tam bedzie zyc.

Ja: bede placic czynsz i to dokladnie tak samo, jakbym placila za wynajem li tylko i wylacznie lokalu, w ktorym sama mieszkam.
Nie czynie zadnych investmentow na przyszlosc, z kasa tez nie wiem jak bedzie tj. jak bedziemy sie dzielic za codzienne funkcjonowanie.
Jak cos nie wyjdzie miedzy nami, to ja znow laduje na bruku i zaczynam od zera -
chyba, ze jakos mi sie cos uda zaoszczedzic. Tyle, ze oprocentowanie pozyczki mieszkaniowej jak i pieniadze zainwestowane w chalupe mozna sobie odliczyc od podatku, co bedzie robil on. Ja z tego nie mam nic.

Zapyta sie pewnie ktos teraz - czemuz to nie zrobie tego samego?
Zrobilabym, ale wiem, ze jak do tego dojdzie to on sie dupa wykreci tj.
powie ze dobrze kochanie idz sobie zyj w swoim locum a ja bede w swoim.

Wkurwia mnie to nieziemsko, ale taka nasza kobieca natura jest. Baba
w imie rodziny i ogniska domowego ustapi i sie poswieci - facet
raczej nie. Facet stanie okoniem, oleje. Jedna odejdzie - to zostanie
samotna, on sobie znajdzie druga. Mlodka zawsze poleci na kase
i locum. Mlodek mozna miec wiele i facetom to nie przeszkadza.

A co zostanie mnie? A. z podobnego powodu juz rozwaza powrot do Polski: bo ON nie chcial sie ruszyc i wypial dupe. ONA zas moze i oh ah
jakie to kurwa teraz szczescie i jak to skacze wokol niej.

Niestety, przecietny facet tak skonstruowany, ze latwiej mu zniesc
samotnosc niz przecietnej kobiecie.

:-((((((((

PS: oczywiscie, jak zdarzy sie, ze kaleka zostane, to bujaj sie fela sama z tym.
Msciwosc rodzi sie w mej glowie.
06:22 / 24.02.2005
link
komentarz (2)
Milosc - jest, czy jej nie ma??

Przeczytalam niedawno w jakiejs gazecie (polskojezycznej) ze przeciwienstwem milosci jest egoizm.

Jak sie glebiej zastanowic, to sporo racji w owym twierdzeniu.
Tradycyjnie nienawisc jest typowana na to stanowisko - ale czyz nie
jest nienawisc przeciwienstwem zakochania raczej?

Zakochanie i milosc to nie to samo. Jesli pod pojeciem milosci bedziemy rozumiec bezwarunkowe otwarcie sie na druga osobe i pelna akceptacje - to wtedy wlasnie widac roznice.
Tyle, ze wnioski nie bardzo wesole z tego wynikaja: taka milosc to niezwykle rzadkie
zjawisko. Najczesciej dotyczy matki i dziecka... relacja owa jednak
napedzana jest hormonami - czyli czysty instynkt...

Bylazeby milosc pelna i prawdziwa, miedzy doroslymi osobami - zjawiskiem nieistniejacym, opiewanym jeno w literaturze..?
22:07 / 23.02.2005
link
komentarz (0)
Szczytne postanowienie

Postanowilam dietetyzowac sie: na sniadaniolunch
pelnoziarniste pieczywko plus rozne warianty salaty/surowek badz jakichs warzywek.

Ciekawe, ile w tym wytrwam. Jak znam zycie i siebie to
dieta mi sie zalamie w weekend, po pojsciu do I.

Ikony mnie wczoraj rozlozyly. Mam juz nawet projekt, ale
co z tego, skoro zeby to wygladalo rozsadnie to musi
byc w Illustratorze.... i zrobienie jednej - jak dla mnie - zajmuje WIEKI. Wszystko musi byc otwarta albo zamknieta
sciazka - i te sciezki trzeba WYRYSOWAC, dodajac kawalki
gotowych elementow a reszta krzywymi beziera. Matko.

Cos tych ikon chyba nie zrobie... a jescze potem to wypelnic gradientem i wycieniowac za pomoca mesh tool.

Nie no, dupa a nie ikony beda. To juz latwiej bylo robic
animacje w Illustratorze na podstawie kolejnych klatek filmu...
19:07 / 23.02.2005
link
komentarz (10)
Lowy

Z tym kupowaniem chalupy to schiza kompletna. Tzw.
townhouse (mieszkanie dwupoziomowe, na dole jest salun i kuchnia a na gorze sypialnie i lazienka) w centrum San Jose wystawiony na sprzedarz za $350 000 (dwie malutkie sypialnie, jedna lazienka, ciasny salun i zero patio)
zostal sprzedany za.... $450 000. I to chalupa 35 letnia,
o konstrukcji na szkielecie drewnianym, bez garazu.

Nic tylko sie zastrzelic.

Na swoj wlasny dom - dom podkreslam, a nie apartament gdzies - to mnie chyba bedzie stac w wieku lat siedemdziesieciu albo jak juz umre :(
Totalne ruiny wielkosci dziupli kosztuja przynajmniej pol
miliona :( - a jak troche wieksze i porzadne (czytaj mozna sie od razu wprowadzac bez remontu) to trzeba
sie liczyc z wydatkiem rzedu $650-800 000.

PARANOJA. Zeby wziac kredyt na taka sume to musialabym
zarabiac grubo ponad sto tysiecy dolarow rocznie i
jeszcze wplacic downpayment ok. 20%.

Normalnie zyc sie odechciewa.
19:51 / 22.02.2005
link
komentarz (5)
Szybkie pytanko do kobiet (raczej)

Czy moze mi ktoras czytelniczka bloga wyjasnic lopatologicznie w jaki sposob sprokurowac zasmazke - tj.
zebym nie skonczyla ze zbitym w kupe glutem macznym na patelni? Zupelnie nie wiem jak dobrac proporcje tluszczu
do maki i co zrobic, zeby to sie dobrze rozprowadzilo.

Za swiatle rady z gory dziekuje.
19:33 / 22.02.2005
link
komentarz (0)
Znowu codziennosc

Ledwo wstalam po dlugim weekendzie. Zadnych wyjazdow,
zadnych przyjemnosci poza wyspaniem sie.

I. szuka juz na powaznie mieszkania do kupienia i pol
soboty oraz niedzieli i poniedzialku spedzilismy
jezdzac po roznych lokacjach.

Nie wyglada to rozowo, bo kupujacych wiecej niz sprzedajacych..

W pracy czuje oddech szczura na plecach. Koledzy
staloetatowi pracuja tez w weekendy i powstaje niemila
presja, ze ja tez musze.
Ale mnie za wiecej niz 50 godzin przepracowanych tygodniowo
nie zaplaca. Nie czuje sie zobowiazana i jakos mi to wisi.
06:55 / 21.02.2005
link
komentarz (3)
.

Nie zaluje ani centa wydanego na PowerBooka. Moglby mi ktos ukrasc
wszystkie moje ciuchy, kosmetyki, samochod i mialabym to daleko w
dupie. Jakby ktos mi ukradl Futrzaka (takie ma imie, tak mnie nazywano w rodzinie dawno temu...) to podlamalabym sie powaznie.

jakby mi ukradziono aparat i G4 i pewne ksiazki tez bym sie podlamala.
Reszta rzeczy nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia.

Kiedys jeden z bylych kochankow powiedzial: "tu, gdzie jestem jest
moj dom i nie przywiazuje sie do zadnych rzeczy materialnych, bo
sa one tak ulotne".

Prawie, prawie mi sie udalo....
20:41 / 18.02.2005
link
komentarz (2)
Zizni maja zizni, sztoby ty zopu miala..

Podlamalam sie wczoraj stajac na wage. Odkad
zaczelam pracowac (czytaj: na nic nie mam czasu i wszedzie poruszam sie samochodem) utylam dodatkowe 2 kilogramy :(
Niby niewiele, ale jestem tak zbudowana, ze caly tluszcz moj organizm odklada w okolicach talii i na podgardlu czyli - wygladam jak niekobiecy potwor :(((

Oczywiscie wsrod Amerykanow nadal uchodze za chuda i moj BMI jest w normie, ale....

Dzis moj szef pracuje zdalnie z domu i musze przyznac, ze wplywa to znaczaco na moja wydajnosc. Mniej sie stresuje i wszystko idzie szybciej.

Dzieki bogu juz piatek i w perspektywie dlugi weekend, ktory prawdopodobnie spedze siedzac nad dlubaniem ikon do nowej wersji produktu... poszlam pokrytykowac autora - ktory notabene jest programista a nie grafikiem - i skonczylo sie na tym, ze wreczyl mi specyfikacje i powiedzial, zebym zrobila lepsze.

Przynajmniej cos interesujacego, nie to co testowanie...
08:26 / 18.02.2005
link
komentarz (0)
Skaza genetyczna

Ogromna wiekszosc facetow jest po prostu BEZNADZIEJNA jesli chodzi
o utrzymywanie porzadku i generalnie wytrzymalosc na trudy zycia.

Wezmy takiego I. Osoba, ktora najczesciej sprzata u niego w kuchni
jestem ja, z tego prostego powodu, ze kuchnia mala a jak chce cos
ugotowac to musze zaczac od uprzatniecia syfu.

W weekend sie zreszta poczuwam, no bo w koncu ja tam urzeduje. W tygodniu jednakze juz sie nie poczuwam, bo mnie tam nie ma i nie ja brudze.

No i teraz tak: ostatni raz gary byly myte w niedziele, przeze mnie.
We wtorek kiedy tam zajrzalam pietrzylo sie niezle a i smierdziec zaczynalo.

Od srody I. ma jakis tam oficjalny trening od osmej rano do czwartej po poludniu z przerwa na lunch. Normalnie zyc nie umierac, nie?

Ale nic to, garow do dzis nie sprzatnal bo.... jak twierdzi wstaje o siodmej rano, potem przychodzi do domu, odpowiada na maile do mnie (to aluzja do wczorajszego szarpania sie) i zajmuje sie pracowymi, idzie spac o polnocy i absolutnie nie ma na nic czasu! Ah no i oczywiscie jest potwornie zmeczony.

No tak. Ciekawe, ze zaden z tych panow-przepracowanych wielce nie zainteresuje sie jak to zmeczona moze byc kobieta, ktora zajmuje sie domem, ma dzieciaka i jeszcze prace. Ktora wstaje rano, musi ogarnac siebie, ubrac i wyszykowac dzieciaka, zrobic papu, pojsc do pracy, potem wrocic, odebrac dzieciaka, zrobic papu... posprzatac, poprac, porasowac... i jeszcze ma do tego DOBRZE WYGLADAC.

Oczywiscie nieco przejaskrawiam, wszak dziecka nie mam
(jeszcze tego by mi brakowalo) - ale tez ja w porownaniu z I. robie o niebo wiecej, zostaje dluzej w pracy, sprzatam chalupe wlascicielowspolmieszkanca i jeszcze mam szkole na glowie.

Zaprawde, on by od tego chyba UMARL. Podobnie jak i wiekszosc mezczyzn, ktorym sil starcza jedynie do pracy a potem sa juz zmeczeni, umierajacy i nic tylko im piwo i kapcie podstawic pod nos i biegac wokol nich - bo oni sa ZMECZENI.
04:55 / 17.02.2005
link
komentarz (0)
Wkurw nieco minal

Pol dnia milczenia i I. zdal sobie sprawe, ze nieco przegial. Przeprosil
za napadnicie na mnie, ale dalej uwaza, ze ma racje.

Coz, dopytywal sie, to wywalilam na wierzch co mysle. Zamiast stosowac takie harcerskie metody niech sobie kupi alarm i zamontuje na drzwiach i dowidzenia po sprawie.

Tak poza tym to ten kraj jest porypany: macadamia nuts posolone i
roasted mozna dostac wszedzie i sa tanie jak w barszcz; macadamia nuts bez soli i roasting sa 3 razy drozsze i tylko w specjalistycznym sklepie. PARANOJA.
Ziarenek slonecznika wyluskanych ale nie solonych i nie roasted tez
nie mozna nigdzie dostac, chyba ze w sklepach ze zdrowa zywnoscia.
21:27 / 16.02.2005
link
komentarz (2)
SCI-FI zawita pod strzechy?

No, ciekawe plany.

Poczytajcie sobie


Ciekawi mnie, ile bedzie kosztowac implementacja tego
systemu. Ktos bedzie musial napisac software.. stworzyc siec monitorujaca i zsynchronizowac to z dzialaniami policji.

Pozostaje tez pytanie: a co jak sie takie urzadzonko
wszczepi/przyczepi osobie niewinnej? Apelacje w sadzie zajmuja lata i sa dostepne tylko dla tych, co maja
kase na prawnikow...
20:27 / 16.02.2005
link
komentarz (2)
Tia....

Zdecydowanie potrzeba mi dzis CZLOWIEKA do pogadania,
wylania zalow i moze strzelenia se po lufce.

Niestety, A. w pracy, I. na kursie (nawet zreszta jakby nie byl to mam go chwilowo do odwoloania dosc), ja po
pracy musze spierdalac do domu zabrac sie za zrobienie
projektu na jutrzejsze zajecia...

Jutro na zajecia - pare godzin nudy i tyle. Nie mam
nawet kiedy. I co to za zycie?
19:17 / 16.02.2005
link
komentarz (0)
Bez tytulu

Znowu mam zjazd w dol.
W pracy projekt na wczoraj sie skonczyl i znow sie nudze.
Albo nie mam co robic, albo musze robic po raz setny
znowu to samo.

I. udzielil mi reprymendy z tytulu tego, ze nie dosc
przejmuje sie bezpieczenstwem jego wlasnosci.
Wychodzac bowiem z jego apartamenta mam obowiazek:
- zamknac zaluzje na wszystkich oknach
- zapalic lampe
- wlaczyc radio i nastawic _koniecznie_ z poziomem
glosnosci powyzej 45
i cos tam jeszcze.

Notorycznie zapominam i juz mi obrzydlo sluchanie w kolko
jego wypominania. Tak jakby zreszta bylo co u niego krasc.
Komputer skladak wlasny, telewizor, stereo i to w zasadzie tyle.

To zreszta betka. Przyczepil sie tez do mnie - bo trzymam swoja bizuterie na wierzchu w pudelkach. Kazal kupic specjalna puszke - kupilam - a potem zaczal sie czepiac, ze nie stoi tam gdzie trzeba. Pare razy przenioslam, za kazdym razem w niewlasciwe miejsce, w koncu dalam sobie spokoj i powiedzialam, ze mam to w dupie.
Obrazil sie.

I niech sie obraza. Nie mam zamiaru go przepraszac. Meczy mnie to wszystko coraz bardziej.

Praca staje sie dla niego wazniejsza i wazniejsza - juz drugi tydzien sie pierdoli z tym raportem; teraz w trzydniowy weekend tez bedzie zajety: praca i poszukiwaniem domu do kupna - bo kredyt juz mu zatwierdzili.

Szkola tez mnie nudzi: wyklady z administracji systemem unix sa koszmarne. W zasadzie do tej pory nic sie nowego nie nauczylam, poza uzywaniem netkita czyli wirtualnego linuxa.

Ble.
Zdjec tez dawno nie robilam - jakos nie mam motywacji.
19:37 / 15.02.2005
link
komentarz (0)
Walentynki byly

Jak to dobrze, ze w Silly Valley jest duzo azjatow i
ocean blisko. Dzieki temu swierza ryba lokalnie
dostepna, a co za tym idzie sushi tanie. Wczoraj obzarlismy
sie sushi i sashimi, plus duza goraca sake (house) i zaplacilismy tylko $35. Zyc nie umierac!

Poza tym dokonczylismy ogladanie "Czlowieka z marmuru".
Tlumaczenie na angielski jest jak zwykle do dupy (tak ze
30% tekstu gdzies im zniklo), wiec objasnialam nieco.
Film sie podobal i o dziwo I. wyrazil zainteresowanie
historia najnowsza Polski jak i zaczal cwiczyc co niektore frazy np. "Polak Potrafi".

Ciekawe, jak dlugo mu sie ten interest utrzyma...
19:35 / 14.02.2005
link
komentarz (0)
Z urzedowego obowiazku

Donosze: weekend byl, ale jakby go wcale nie bylo.
Tj. w sobote spedzilam 2 godziny najpierw jadac do firmy
zeby zrobic instalke na testowych maszynach, a w niedziele pracowalam sobie zdalnie.

Jesli nie przekrocze limitu 10 nadgodzin tygodniowo, to
placa mi za nie zgodnie z prawem 150% stawki.
Tyle dobrego.

Niemniej, wole nie pracowac w weekend za to sie wyspac i odpoczac.
Jakos te kilkaset dolarow az tak mnie nie rajcuje, zeby
rezygnowac z czasu wolnego...

Co poza tym. I. sie rozchorowal - jak dla mnie to zadna choroba, chrypka jakas, ale on jak zwykle, jak wiekszosc mezczyzn - umiera.
Swoja droga to nie rozumiem. Facet urznie se pol reki i
struga bohatera jakby nic sie nie stalo; zaziebi sie i siaka nosem a zachowuje sie, jakby swiat mial sie skonczyc.

W ramach Walentynek I. zaprosil mnie na obiad. No ciekawe, czy bedzie wieczorem umieral czy tez slowa dotrzyma..
08:56 / 11.02.2005
link
komentarz (6)
Nocne mymlony

Polnoc. Powinnam isc spac.

Nie chce, czuje jakis niedosyt.

ON zlapal wiatr w zagle i pierdoli sie z tym projektem, ze az kurz leci.

Nie bede sie wypowiadac znow, bo powiedzialam co mysle.

Wino.

Wino czerwone.

Ide spac.

Rano bede niezywa.

Jak zwykle.

Pet z rana jak smietana.

mam jednego, ostatniego.

Zapalic i umrzec.

Pierdolic caly swiat.

Moze bedzie mu dobrze.
06:49 / 11.02.2005
link
komentarz (0)
......

Do tego jeszcze znow zaczelam popalac. Jeden, gora dwa dziennie - ale juz widze ze rano bez peta ani rusz.

Pieknie, nie ma co. Pety i pigulki antykoncepcyjne to wspaniala para.
06:43 / 11.02.2005
link
komentarz (0)
...

Nie, nie moge, absolutnie nie moge sie powstrzymac. Szlag mnie trafia -
powod oczywiscie luby moj.

Od rana cos wisialo w powietrzu. Small talk obowiazkowy - (jak Pierwsza okresla pitolenie i ja sie z nia zgadzam) jak mi sie spalo etc. itd.
Odpowiedzialam szczerze czyli - ze chujowo. Ze troche mi lepiej
jak sobie pobiegalam godzinke i ze brak ruchu powoduje chujowice tj. feeling depressed and complaining.

I tu - tadaa - nastapil wybuch:
- mam nadzieje, ze nie bedzie ci braklo ruchu i nie bedziesz narzekac
w mojej obecnosci, bo juz mialem tego az nadto od poczatku naszej znajomosci.

Szlag mnie trafil, ale calkiem spokojnie odpisalam:
- to co napisales brzmi dla mnie tak, jakbys chcial powiedziec, ze
fajnie jest ze mna przebywac jak jestem wesola, mila etc. ale jak zaczynaja sie schody to lepiej zebym sie sama bujala ze swoimi problemami.

Co potem. 3 maile tlumaczenia ale w zasadzie to pitolenie bo... przyszlam do chalupy (do niego). Mowie, ze mojemu samochodowi sie pogarsza. Pytam, ile moze kosztowac wheel alignment. W odpowiedzi slysze:
- to moze byc cos z ukladem sterowania
- poszukaj se na sieci co to bo nie mam ochoty sluchac narzekan
- .....

Dobra, chuj ci w dupe.

Dzwoni A. - siedze i rozmawiam w salunie (wielkosc mysiej dziury ale nazwa szumna a jakze) - on w kuchni. Wgapia sie w ekran komputera bo ma przygotowac jakis hiper super wazny raport.
- idz do sypialni bo nic nie slysze! Ja sie tu probuje skupic!

Mam juz na konccu jezyka odwark o tym, jaka to ta jego praca. Ja kurwa codzien zajmuje sie w robocie tym, o czym mam niewielkie pojecie (bo dokumentacji nie ma i nie bedzie) i musze sie douczac w locie - a on robi wielkie halo bo ma jakis zajebany raport przygotowac i sie z nim cacka juz drugi tydzien i trzeba wokol niego chodzic jak wokol niedogotowanego jajka.

Nic to, milkne.

Zolc sie wzbiera. Odklada w zylach i zoladku a juz najbardziej w mozgu.

Moglam zostac w domu - ba - w tej chwili bym pojechala gdybym miala gwarancje, ze wlascicielowspolmieszkanca nie bedzie.
Nie mam bowiem najmniejszej ochoty teraz z kimkolwiek rozmawiac.

Tak sie tej zolci jeszcze troche pozbiera, poodklada i pizdziachne to wszystko w cholere.

mam dosc.
20:24 / 10.02.2005
link
komentarz (0)
Amerykanski styl zycia

Powoli dojrzewam do zmiany samochodu. Gdybym nie jezdzila
po autostradach (czyego tutaj uniknac sie nie da, zreszta
tak jest szybciej), moze nie przeszkadzaloby mi az tak bardzo ze Kojota przy wiekszych predkosciach zachowuje sie wysoce niestabilnie. A tak.... nie moge prowadzic
jedna reka, bo po prostu sie nie da, nie mowiac juz
o odebraniu telefonu podczas jazdy.

Teoretycznie rzecz biorac moglabym wydac pieniadze na
wheel alignment i wheel balance, ale nie ma to wiekszego
sensu w wypadku samochodu, ktory kosztowal mnie $2500.

Po czesci zaczynam rozumiec Amerykanow i ich obsesje na
punkcie nowych, duzych i sprawnych samochodow.

Z powodu braku komunikacji publicznej i horrendalnych cen
nieruchomosci wiekszosc normalnie zarabiajacych ludzi
(czytaj: nie milionerow) mieszka z dala od centrow miast i swojej pracy.
Chcac nie chca skazani sa na spedzanie znaczacej czesci
swojego zycia w samochodzie.
Nie dziwota wiec, ze chca miec przyzwoite samochody, ktore zapewnia w miare znosny komfort jazdy.

Na to naklada sie jeszcze problem manifestowania
swojego statusu za pomoca samochodu. Kwestia dyskusjna, ale faktem jest ze tak cie oceniaja (wiekszosc) jak cie
widza - czyli po samochodzie i ubraniu...
W wypadku pracy reprezentacyjnej, gdzie trzeba jezdzic
po klientach, ma to ogromne znaczenie. Ogolnie przyjeta
praktyka jest taka, ze firma zwraca za eksploatacje samochodu i benzyne - do rzadkosci nalezy fundowanie
firmowych samochodow (po co, skoro kazdy i tak ma wlasny?)
19:15 / 09.02.2005
link
komentarz (8)
Low carb diet

Doprawdy nie wiem, jak ludzie moga wytrwac na tej diecie.
Ja po 3-4 dniach zupelnie nie moge sie wysrac...
05:54 / 09.02.2005
link
komentarz (3)
No i co - no i pstro..

Zostalam rzucona w pracy do takiego projektu, co to jest na wczoraj.
Developery robia wszystkie zmiany w biegu, bo juz w przyszlym tygodniu wedruje toto do klienta. A my - ja i jeszcze jedna testerka, w sumie nas dwie hyhyh mocna druzyna - robimy wszystko na raz tj. piszemy testkejsy,
wyciagamy jak psu z gardla developerom informacje
na temat tego co koduja, testujemy, logujemy do bazy danych, sprawdzamy bugi i robimy dobra mine do zlej gry.
06:11 / 08.02.2005
link
komentarz (0)
Jeszcze o career transition

Wlasnie na ten temat wywiazala sie dyskusja na liscie alumniow suna.
Czytam czytam i juz nie moge.

Zaczelo sie od tego, ze ktos zapytal jak to zrobic - jak nagle zmienic
branze w ktorej sie pracowalo od 20 lat na inna, zupelnie nie majaca
ze stara nic wspolnego?

Rady posypaly sie jak z worka. Ze ah, najpierw trzeba dokladnie sie
zastanowic co sie chce, przemyslec swoje zycie, dobre i zle strony, to
co nas cieszy i czyni szczesliwymi etc, itd. pierdoly. Najlepiej w
ogole zeby ta czescia zajal sie jakis dobry career coach.

Oczywiscie, tutaj pare maili ze slodkim polecaniem uslug znajomych
career coach.
Osoba ktora zaczela watek wytrwale jednak dopytywala sie dalej: no dobra, ja juz wiem co chce robic, mam tylko problem w tym jak?
Moje resume odpada na etapie rekruterow i HR bo nie mam stosownego doswiadczenia, a na internship nie chca mnie przyjac
bo biora tylko ludzi mlodych.

I tutaj raptem wszyscy dobrze radzacy nabrali wody w usta. Jeden tylko cos baknal na temat tego, ze warto zapisac sie na fora typu orkut.com czy podobne i poszukiwac kontaktow, bo takie zmiany sie dokonuje tylko przez kontakty.

Ma racje, bez znajomosci ani rusz. Tylko po co pierdolic te bzdury o career coach? Przeszlam przez to i zareczam, ze kazdy srednio myslacy czlowiek sam jest w stanie dojsc do tych rewolucyjnych wnioskow do ktorych oni potrzebuja przeprowadzic iles-tam testow psychologicznych i niewiadomo ile zajec. Wystarczy wiedziec czego sie chce. Owszem, sa ludzie co nie wiedza, ale oni na ogol probuja wszystkiego po kolei poki nie trafia na cos, co ich wciagnie.
To cale doradztwo zawodowe to tylko wyciaganie kasy z naiwnych.

Pisanie resume to tez pic na wode fotomontaz. Wiadomo, ze pisze sie pod rekruterow. Ludzie lza jak dzikie psy, byle tylko jakos sie przekrecic przez ten mlynek odmozdzonych robotow-marketdroidow ktorzy dbaja tylko o to, zeby uchycic odpowiednia ilosc slow-kluczy w cv a reszte maja w dupie.

Wszedzie w prasie fachowej trabi sie w kolko ze najwazniejsze sa tzw. umiejetnosci miekkie (soft skills) - bo ich w zasadzie nie mozna zmienic - za to konkretna wiedza z danej dziedziny nie jest az tak wazna - bo tego mozna sie dosc szybko douczyc.

Nie to jednak znaczenia, bo pierwsza linia pracujacych przy zatrudnianiu ma dokladnie odwrotne zdanie. Moze zreszta i nie maja odwrotnego zdania a robia co robia z czystego lenistwa i pojscia na latwizne? Umiejetnosci techniczne i wiedze latwo wszak zweryfikowac na kilkugodzinnej rozmowie robiac np. egzamin; przymiotow zas takich jak uczciwosc, solidnosc, odpowiedzialnosc etc. zweryfikowac sie w ten sposob nie da.

I dlatego zatrudnia sie po znajomosci....
Tylko po co ludziom tak wstretnie mydlic oczy i pierdolic takie glupoty?
05:22 / 08.02.2005
link
komentarz (2)
Zarcie

W zasadzie za indykiem nie przepadam, ale kombinacja jak ponizej jest dobra!:

- biale francuskie pieczylo posmarowac jakims lekkim smarowidlem (bron boze nie maslem!)
- polozyc tzw. szynke z indyka (kupiona w sklepie i paczkowana ma na ogol dodane kilo wody, ale nic to...)
- pokroic w cienkie plasterki avocado i polozyc na wierzch
- dodac plasterki slodkiego pomidora
- posypac posiekana cebulka
- na koniec ciepnac majonez i nieco cilantro.

Mniam!
21:24 / 07.02.2005
link
komentarz (8)
AAA!

Chyba sie zaraz przewroce. Jakos tak mi slabo i niewyraznie...

Z. miala racje - ta praca mnie wykancza. Radzi, zeby
zalapac sie na jakies internship w kierunku tego, co
chce robic. Tylko, ze jest jeden podstawowy problem:
kasa.
Po tak dlugim czasie bezrobocia albo gownianej roboty,
wyprowadzki i separacji musze sie odkuc finansowo.
Bo USA to niestety nie Polska i nie moge np. liczyc na to, ze bede miala ubezpieczenie za darmo albo pol darmo.

W razie choroby musze w tej chwili placic pelna stawke. Nie stac mnie na chorowanie i tyle.
Albo, jak mi sie samochod rozkraczy totalnie - musze
kupic nowy w ciagu jednego dnia, bo inaczej nie bede miala jak dojezdzac do pracy.

Itd. itp. Na I. finansowo raczej liczyc nie moge - ta sprawa zostala wyjasniona. Na dodatek jesli kupi sobie ta chalupe i bedzie chcial zebym z nim zamieszkala, to bede mu placic za czynsz...

Ah, i jeszcze musze miec kase na zaplacenie podatkow.
W tej chwili dostaje sume brutto - bo pracuje jako tzw. independant contractor (czyli odpowiednik polskiej dzialanosci gospodarczej...), zreszta niezgodnie z prawem (nie kwalifikuje sie jako independant contractor, z wielu powodow). Bekne te ponad trzydziesi procent dochodowego, bo nie mam se co odliczyc - firmy wlasnej nie posiadam ani biura, takze w koszty moge sobie wliczyc tylko czesc oplat za samochod, jako ze mam jeden.

I tu dochodzimy do smutnej konkluzji: w tym kraju zeby cokolwiek zrobic trzeba miec kase. Kasy nie zarobi sie
na fizycznej pracy (ktorej jest mnostwo wszedzie) platnej 6-10$/h. Z takiej pracy ledwo sie wegetuje.

Najlepiej to wyjsc bogato za maz...
19:19 / 07.02.2005
link
komentarz (0)
Codziennosc

Pada deszcz. Jeszcze jeden weekend taki sam jak dziesiatki przed. Nic sie nie dzieje, taka sama rutyna, taki sam gowniany niewyspany poniedzialek.

Na dodatek w oku utkwil mi klaczek z waty: za cholere nie
moge go usunac. Grzebanie w oku i plukanie nic nie dalo.
Rozjezdza mi sie wizja i drapie.
07:54 / 06.02.2005
link
komentarz (3)
Niemoctwo czy roztargnienie?

Wlozylam sobie dzis szkielka kontaktowe do oczu i cos
mi nie tak z nimi bylo. Jakos mnie lewe oko drapalo, uwieralo, obraz sie cos rozmywal i w ogole dziwnie.

Coz sie okazalo? PO 4 godzinach zdecydowanie mialam juz dosyc i poszlam szkla zdjac.

Na lewej galce ocznej miala DWA perfekcyjnie zlepione szkla. Nie przypominam sobie, zebym odpakowywala dwa
i wkladala na kupe... tak wiec w ten sposob musialy zostac zapakowane. Mniodzio.
23:48 / 04.02.2005
link
komentarz (0)
Glosy i odglosy

Moj samochod kiedy wciskam gaz do dechy ryczy jak zarzynana krowa.
Przy predkosci powyzej 75mph dostaje trzesionki i trzeba
kurczowo uczepic sie kierownicy zeby go utrzymac w linii
prostej na autostradzie.
Nie przeszkadza mi to jednak wcale jezdzic z predkoscia
85mph (do pracy) - tylko jak mnie kiedys gliny zlapia....
(limit jest 65mph w Kalafiornii)...

02:34 / 03.02.2005
link
komentarz (3)
Wkurw testera

Wlasnie, wkurwiaja mnie takie sytuacje.
Zaraportowalam buga pare dni temu - calkiem powaznego - mianowicie ze instalka servera z CD jest zrypana
w sposob taki, ze w mysql brakuje pewnych folderow, bez ktorych produkt nadaje sie do kosza.

No i co? Developery obejrzaly, stwierdzily ze to
"some database weirdness" i olaly.

Bug niestety nie byl powtarzalny kazdego jednego razu na
kazdej maszynie. I co potem.

Dzis jeden z developerow, ktory robil instalke u klienta
mial dokladnie ten sam objaw.

Aj waj, wielka rzecz, rwetes, rzucaja sie nagle wszyscy
poprawiac itd.

Jakby im sie baranom chcialo tego buga poprawic kiedy
ja go znalazlam, to nigdy problem by nie doszedl do
customerow.

No ale po co sie wysilac, latwiej zmienic status na
"cannot reproduce" i olac. A ze bug moze byc wynikiem jakichs race conditions - a chce to sie komu myslec, poki gowno nie wyplynie na instalce u klienta?

Co gorsza niestety nie ma tutaj w firmie takiego zwyczaju, ze jak cos programery spieprza, to zeby opracowac plan na przyszlosc nie pozwalajacy na spieprzenie tego samego.
Ale gdziez, nie da sie - programery tutaj to sa swiete krowy, tykac ich nie mozna, prosby o code review zbywaja smiechem. No i potem sa takie przecudne sytuacje, ze naprawia jednego buga i zepsuja trzy nastepne. I w ogole, w ogole nikt nie wyciaga w stosunku do nich zadnych konsekwencji ani sie tym nie przejmuje.
23:33 / 02.02.2005
link
komentarz (3)
Automatyzacja i digitalizacja

Pewne rzeczy w USA sa wygodne: na przyklad prosta
kompunikacja farmaceutow z lekarzami. Jak mi sie konczy
recepta na srodek antykoncepcyjny to nie musze zapierdzielac jeszcze raz do lekarza.
Farmaceuta dzwoni, dogaduje sie z lekarzem i jesli
nie jest wymagana przegladowa wizyta (standardowo raz na rok) to przedluzaja mi recepte i moge sobie
pojechac i odebrac.

Wszystko zajmuje 5 minut rozmowy telefonicznej z farmeceuta - reszte zalatwia on/ona. Recepta jest
po prostu przefaksowywana a wszystko w bazie danych.

Nie wiem jak jest teraz w Polsce, ale zanim wyemigrowalam
(1998 r.) to takie cuda nie byly mozliwe. Ba, standardowa
recepta na piguly antykoncepcyjne byla wazna tylko na 3 miesiace a po trzech miesiacach wiekszosc lekarzy
zyczyla sobie wizyty - bo wizyta wiadomo platna...

Tia...
21:21 / 02.02.2005
link
komentarz (2)
Postepy Malomiekiego w mydleniu ludziom oczu

Microsoft wypuscil niedawno z pompom wielkom i hukiem na rynek wlasna wyszukiwarke.


tutaj
mozna sobie poczytac, jak to dziala.

Jak zwykle w wypadku produktow malomiekiego praktyka jest
baaardzo rozna od teorii szeroko reklamowanej, dostepna
wersja to najwyzej alfa, a w pelni dzialajacego produktu
mozna sie spodziewac za jakies dwa lata, jak juz co
wieksze bugi zostana poprawione i ficzersy, co mialy
byc od poczatku, zaczna dzialac.
02:53 / 02.02.2005
link
komentarz (4)
Final release

Nie no pieknie jest. Mamy miec ostateczna wersje (build) produktu wypchnieta dzis za drzwi.

Ponad sto unfixed bugs. Rewelka, bo tak z polowa to
sa rzeczy calkiem powazne.

No i co. Nic. Opoznienie jest i cos wypchnac trzeba, bo
marketing obiecal i tyle.

A ja dodam, ze to jest produkt klasy enterprise, a nie jakies tam end user applications, gdzie zwykle
4 razy wiecej gowna sie wpycha niz to mozliwe do wyobrazenia.

Gdyby testerzy decydowali o tym, kiedy produkt mozna wypuscic za drzwi, to czas bylby ze dwa razy dluzszy.

Ale decyduje marketing.
Fakt obecnosci na rynku z punktu widzenia zyskow jest
znacznie bardziej znaczacy niz jakosc oferowanego produktu.
Poki usery beda mialy jakosc w dupie, to sie nie zmieni.

A usery przywykly do gownianej jakosci, oj przywykly...
Tam, gdzie jakosc lepsza (np. produkty Appla) trzeba za to wiecej placic i tyle. Rynek mniejszy.

Dupa zbita...
23:59 / 01.02.2005
link
komentarz (0)
Nuda doroslosci

Ciekawe czemu tak jest, ze wraz z uplywem czasu i tzw.
dorosleniem ludzie sie robia nudni jak flaki z olejem?

Wezmy taki przyklad z zycia codziennego:
praca w cobalcie obfitowala w rozrywki.
Srednia wieku byla baaardzo niska, zwlaszcza w dziale
software engineers. Na meetingach ludzie przerzucali
sie zartami, zawsze mieli cos ciekawego do powiedzenia
poza praca, chodzilo sie razem do okolicznych knajp
i na imprezy organizowane w chalupach co niektorych.

Mozna bylo pogadac prywatnie, bezposrednio.

Teraz porownajmy miejsce gdzie pracuje obecnie. Srednia
wieku w dziale software eng co najmniej o 15 lat wyzsza.
Wszyscy maja rodziny, dzieci, chalupy etc.

I co?
Nuda. Nuda i nic sie nie dzieje. Na meetingach grobowa
ciezka atmosfera. Po pracy i w pracy zero prywatnych
gadek, wszystko oficjalne az do rzygu. Sztywniactwo.
Ci nieliczni "dorosli" co to odstaja od reszty i tak
gina w tlumie.

Czuje, ze i ja sie zaczynam mieszac z szarym, nudnym
i bezposobowym tlumem.

Tragedia.
19:08 / 01.02.2005
link
komentarz (5)
Wiosna wiosna, wiosna ah to ty..

Wlasnie. Nastala tutaj. W dzien ponad 20 st C., slonce daje juz niezle do pieca, kfiotki kfitnom,
ptoki dra ryje a ja siedze w kubiku bez okna za
ekranem komputera i tyle mam z tego.

PS: wczoraj widzialam dwoch gosci plywajacych w basenie
znajdujacym sie pod golym niebem.
04:46 / 31.01.2005
link
komentarz (8)
A jutro poniedzialek..

Nie zrobilam zadnej roboty przez weekend - jak zwykle.

Mam za to zainstalowane nowe glosniki w samodzie, kupiona
fontanne stolowa i kwiatki. Jakos to musze jutro zawiesc i nie zniszczyc po drodze...

09:15 / 29.01.2005
link
komentarz (2)
Cisza

Zalegla. kiedys musiala, nie?
08:54 / 29.01.2005
link
komentarz (0)
Mocarz

I jeszcze marzy mi sie byc mastahem. Takim ktoremu nikt nic nie powie,
bo mastah wszystko wie. Nikt go nie uwaza za bredzacego ani za glupka czy pomylonego.

Mastah wie, jak naprawic zjebany komputer, jak polaczyc w siec
nielubiace sie maszyny, jak napisac podreczny skrypt i jak przegonic
natretnych userow.

Ot marzy mi sie.

I kurwa CO TO MA ZA ZNACZENIE ze jak przychodzi do grzebania sie w kompach i sieci to ja wiem wiecej i umniem zrobic wiecej? Co to ma za znaczenie, skoro jestem uwazana za cwierc-inteligenta babe, co to tylko kosmetyki, Cosmo i inne chujozy???? Czy ktos sie w ogole mnie pyta o zdanie????

CHUJ IM W DUPE I KAWALEK SZKLA.

oto moja nieelegancka dewiza na dzis, jutro i pewnie nastepny miesiac. Moge sie cieszyc tym co moje, a moj jest samochod (chujowy), komputery (dwa ok), jakies konta w banku i tyle.

I rachunki do placenia.

Jutro.
08:48 / 29.01.2005
link
komentarz (0)
Chujoza

Wiedzialam, ze predzej czy pozniej o cos pojdzie i poszlo.
Bo on twierdzi ze da sie polaczyc makowke i winde w sieci w ktorej zadne nie ma stalego IP - a ja twierdze ze to nie tak hop siup tj. powiedzialam na dziendobry nie dziala.

Bo kurwa TERAZ nie dziala i wymaga to niejakiej gimnastyki zeby
zaadzialalo. Nie probowalalam nigdy to nie moge gwarantowac, nie?

Dobra, chuj w dupe i dowidzenia. I kawalek szkla.

Cos mnie cierpliwosc opuszcza. Zgralam sobie Limeware i tam od metra Garbarka ale...

trzeba czekac na resources :((((

A ja tak kocham Garbarka, zwlaszcza Legend of the Seven Dreams.

WIno biale gorsze niz kabernecik.
01:56 / 29.01.2005
link
komentarz (0)
Teamwork

Ta.. klopotow z Gruba ciag dalszy. Okazuje sie, ze
wcale nie jest specjalnie kompetentna ani technicznie
mocna. Nie chce tez uczyc sie nowych rzeczy..

No ale mniejsza z tym, zacznijmy od poczatku.

Musialam prztestowac w ramach basic acceptance tests
appliance. Ona jest autorka tych testow i zawsze je
wykonywala na innej platformie. Opisy sa tylko dotyczace
tej platformy, wobec czego ja mialam problemy na appliance. No ale nic to.

Zadalam sobie od chuja trudu, przeszlam przez to wszystko, wymozdzylam sie jak to ma byc zeby dzialalo
a wszytko co zrobilam zlozylam w oddzielnym dokumencie
do kupy pokazujac niemalze paluchem ktore linie w ktorym
tescie trzeba zastapic, co dodac etc.
Slowem klasyczny feedback, tyle ze ona nie ma ochoty
tego poprawiac.

Zaproponowalam wobec tego, ze nie ma sprawy, sama moge
to poprawic, zajmie mi tak ze 4 godziny.

Nie, kurwa, nie - bo to ona jest autorka i wlascicielka tych testow i to ona musi zrobic. Poza tym, jak uslyszalam, to nie jest rozwiazanie. Bo co jak znowu bede musiala miec z nia do czynienia na innym polu?

Odparlam koledze, ktory mnie naciskal i ktory notabene
wyrasta do rangi tech lead w dziale appliance (sam sie mianowal) tak:
- jak bede musiala cos nastepnego zrobic i z nia wspolpracowac, nie ma sprawy ale musze miec jasno okreslone zadanie cel i czas. Jak czas sie liczy i mam wykonac to czy tamto - ok. Pojde bezposrednio do developera odpowiedzialnego za te czy inne feature i otrzymam 10 razy lepsze i dokladniejsze instrukcje niz od niej i bedzie to 10 razy szybciej.

Natomiast - mowie - jak twoim celem jest wymuszenie na
niej poprawienia zdolnosci pisania dokumentacji czy
dokladnosci w raportowaniu bugow - nie ma sprawy, moge z nia wspolpracowac, ale pod jednym warunkiem: ze bedzie miala ona jasno przez managera powiedziane, PO CO ta cala zabawa, co ma na celu i ze sie zgodzi.
Ja bowiem nie mam ochoty sie szarpac z kims, kto ma w dupie to co mowie i sobie to olewa cieplym moczem (oczywiscie uzylam wielce parlamentarnych slow, a nie takich dokladnie) - bo szkoda czasu po prostu i mojego i jej.

I wiecie co on na to? Ze nie mam ducha TEAMWORKU.

Zesz kurwa mac. Ugryzlam sie w jezyk w pore, ale co mysle to mysle. Ja pierdole taka prace, gdzie wazniejsze sa teamworki nad robote, co ma byc zrobiona.
Mam we zwyczaju po prostu omijac ludzi, ktorzy nie wypelniaja swoich obowiazkow albo wypelniaja je zle.
Nie czuje sie zobowiazana ani nie chce pouczac kogos, kogo szefem nie jestem, w temacie jego obowiazkow.
Kiedys tak zrobilam i dostalam w leb za wpierdalanie sie w nie swoje sprawy.

Koledze jeszcze powiedzialam tak na marginesie, ze
jak chce mnie uzyc jako narzedzie, to ja dziekuje ale nie.

Ciekawe, co z tego wyniknie. Chcialabym miec w zanadrzu jakas inna oferte pracy... eh...
19:18 / 28.01.2005
link
komentarz (0)
Quiz

wlasnie, zapomnialam dodac. Wczoraj na zajeciach, jak juz
usypialam (bo nuda taka ze o matko zlituj sie) pani
oswiadczyla niewinnym glosem:
- zapomnialam wam powiedziec, dzis bedziemy mieli quiz.

Wpadlam w poploch niejaki, bo do ksiunzki ani czegokolwiek zwiazanego z zajeciami nie tklam sie bylam
od tygodnia, no ale nic.

Quiz okazal sie z gatunku tych, co to mozna miec i zagladac
do notatek i ksiazek, ale komputery trzeba bylo wylaczyc.

Odpowiedzialam na pytania wszystkie i wyszlam przed czasem.

A potem rozpadal sie deszcz i rozpetala wichura (ta, co mi rynne upierdolila) i jechalam do domu na oslep.
Chyba bede musiala sobie zafundowac nowe wycieraczki
do samochodu - ale czy to sie oplaca na pare dni w tym roku? (jeszcze tyle sobie popada a potem pora deszczowa koniec do nastepnego roku..).

aha, no i dzieki bogu juz piatek. W weekend zamierzam sobie kupic roslinki i fontanienke mala i zatargac to wszystko do kubika w ramach tworzenia niestresowego
srodowiska pracy.

O.
18:58 / 28.01.2005
link
komentarz (0)
Atmosferycznie

Pogoda dzis fenomenalna: czarne chmury na horyzoncie,
zlewa i pioruny - co jak na ta czesc Kalifornii jest
absolutnie niezwykle.

Niestety, wczoraj w nocy urwala sie znow ta cholerna rynna - a raczej wiatr ja zdmuchnal po prostu no i
musialam wylezc z lozka. Z braku narzedzi i wodoodpornych ubran skonczylo sie li tylko na wyrzuceniu rynny w trawe
(kaktusa mi cholera zgniotla) i polozeniu chodniczka
- coby woda tak w cement nie tlukla. Niestety calkowicie
halasu to nie wyeliminowalo, ale przynajmniej dalo sie usnac.

Wlascicielowspolmieszkaniec oczywiscie ma rynne w dupie (tj. jej naprawe chcialam powiedziec), a ja nie mam czasu
ani ochoty wydawac srodkow na nowa rynne.

Moze zreszta juz calkiem niedlugo tam pomieszkam? who knows...
19:12 / 27.01.2005
link
komentarz (3)
No i znow

Albo cos sie zmieni, albo padne po prostu.
Wczoraj olalam cieplym moczem robienie zaleglej pracy domowej na zajecia - po prostu zbyt zmeczona bylam
i mozg moj buntowal sie przeciwko jakiemukolwiek
wysilkowi. Dodam, ze do domu dotarlam o 20.00.

Ciagle siedzenie za pudlem i wozenie dupy odbija sie zle
na samopoczuciu - mimo zmeczenia musialam wczoraj wyjsc pobiegac sobie, przynajmniej z pol godziny.

Co z tego jednak, skoro z powodu niedospania budze
sie rano ledwo ciepla i oczywiscie glodna jak cholera
(zbyt mala ilosc snu zaburza laknienie, jak to ostatnio naukawce potwierdzili) - i cykl siedzenia i wpierdzielania zaczyna sie od nowa. W ten sposob nigdy nie schudne i nigdy nic nie osiagne, bo praca zabija
wszystko: sily witalne, chec do zycia, ochote do robienia
rzeczy nowych. DNO. Totalne DNO.
I zeby to jeszcze dokads prowadzilo, ale nie. Perspektyw
nie widze specjalnie zadnych a pracuje zeby jakos sie
na powierzchni utrzymac.
07:05 / 27.01.2005
link
komentarz (3)
....

Blogoslawieni Ci, ktorzy nie maja nic do powiedzenia, a mimo to milcza...
02:08 / 27.01.2005
link
komentarz (4)
A w ogole

to nie rozumiem zupelnie, co ludzie widza w Jennifer
Arniston? Ma gebe jak odwrocona gruszka, reszta to
dzielo ciezkiej pracy treningowej i chirurgow.

Czym tu sie zachwycac?

W ogole uroda amerykanskich kobiet mnienie pociaga. Kudy
im tam do takiej Isabelle Adjani albo Huppert albo
chociazby takiej Tyszkiewicz z lat mlodosci?

PS: tak tak, to wszystko dlatego ze cierpie na syndrom
wieku sredniego.
01:58 / 27.01.2005
link
komentarz (0)
Za oknem deszcz dzwoni..

...deszcz dzwoni ale nie jesienny tylko zimowy.

Wczorajsza kolacja sie udala. Dawno juz nie jadlam sushi...
W opinii I. od ostatniego zejscia niemalze smiertelnego,
(naszego zwiazku rzecz jasna bo o tym tu mowie) poprawilo sie bardzo.

O. A dzis rano dostalam od niego prezent:
oprawione w ramke nasze wspolne zdjecie.

Matko. Nie wiem czy juz mam sie rozczulac czy troche pozniej? Jakos cynizm ze mnie wylazi wszelkimi porami skory, nie wiedziec czemu.
Moze to jak z nadmiarem zjedzonego czosnku: dopoki czlek nie wypoci ze siebie to smierdzi...?

04:43 / 26.01.2005
link
komentarz (4)
O biciu dzieci

Przeczytalam wlasnie artykul w Polityce na ten temat i to wprost
nie do uwierzenia ilu rodakow uwaza tluczenie dzieciakow za wlasciwa
metode wychowawcza. Bo sami dostawali w dupe i wyrosli na
prawych obywateli, heheh.

Co jeszcze bardziej nie do uwierzenia to fakt, ze ja sama mialam
podobne zdanie, bedac pod wplywem UPRu zasie dawno temu jak
mieszkalam z takim jednym panem, co to fanem byl.

Odmienilo mi sie jeszcze przed przyjazdem do USA, pod wplywem
lektury roznych badan socjologicznych i psychologicznych.
Bo z bitego dzieciaka moze wyrosnac przyzwoity obywatel, ale kazdy
(prawie kazdy?) violent kryminalista byl kiedys tluczony.

Sporo tez jest kobiet masochistek, ktorym jak sie nie sprawi bolu to nie
sa w stanie odczuc orgazmu. Odruch wyuczony i jakze smutny jak sie
o tym pomysli glebiej...

Oczywiscie walic bahora to najlatwiejsza metoda wychowawcza.
Z drugiej strony warto by sie pokusic o eksperyment wychowawczy:
podchodowwac grupe spoleczna w ktorej nie ma absolutnie zadnej
przemocy wobec dzieci i sprawdzic po latach, co z tych dzieci wyroslo.
Cos mi sie niejasno mani, ze w historii roznnych cywilizacji zdarzaly
sie przypadki zupelnie nieagresywnych spoleczenstw - niestety
w zetknieciu z naszom bardzo zaawansowanom kulturom przegraly.

Co wazniejsze - postep techniczny i nauka, czy po prostu szczesliwe
a prymitywne zycie? Czy w ogole jest cos pomiedzy w dzisiejszym swiecie?

Ide walnac sobie nastepna szklaneczke wina. Deszcz leje i napewno nie
ja bede prowadzic, to co se mam zalowac...

...oczywiscie wstanie jutro do pracy bedzie bolesne, ale chuj z tym,
to jutro....
04:20 / 26.01.2005
link
komentarz (2)
Takie sobie ple ple

Mam ochote cos napisac, ale nie wiem co i w ogole jakos tak
miotam sie beznadziejnie.

Magia objawia sie na codzien tym, ze jak tylko wyjde z pracy, wsiade do samochodu i zajade pod chalupe (obojetnie moja czy I.) to sennosc
ze mnie opada. Furdy tam te wszystkie kawy, espresso, herbatki
i kij wie co jeszcze.
Najwyrazniej pracowy ekran komputera i te ohydne swietlowki tak
na mnie dzialaja jak rowniez to, ze siedze w kubiku przy skrzyzowaniu
pokoju mojego szefa i szefa dzialu programistow.
Zawsze przewalaja sie tam tlumy, japia, cos chca, a oni oczywiscie
drzwi nie zamykaja bo po co.

Idealne wprost warunki do tego, zeby sie skupic i byc produktywnym, nie? No i rzecz jasna kazdy, kto przechodzi korytarzem, lampi sie w moj ekran.
Powinnam sie jednak cieszyc, bo siedze twarza zwrocona do korytarza,
a nie plecami jak wiekszosc.

W firmie panuje porzadek dziobania i nie ma znaczenia ze co namniej
15 pokoi z okenm stoi pustych. Takie kontraktorskie kmioty jak ja
nie przynaleza do ekskluzywnych warunkow pracy.

Anyway. Siedze, klepie za posrednictwem laptoka (ktory nazywa sie
zreszta futrzak - stacjonarna zas makowka ma na imie Kocilla), pije
winko (biale, Savignon Blanc - Kabernecik sie skonczyl niestety) i czekam
na I.

Co tam jeszcze. W pracy w tym tygodniu nie dostalam mamony, bo pani
ksiegowa stwierdzila, ze nie dostala mojego time sheet. Ide do szefa,
mowie, a on na to ze jej zostawil i _napewno_ nie ma na biurku u siebie.
Sporzadzilam nowy i ciekawa jestem, kto tez go zgubil - ksiegowa
czy jednak moj szef. Znajac szefa smiem watpic, czy to on.

Im w zasadzie wisi, ale mnie nie wisi, bo tygodniowe opoznienie w
mamonie moze miec srednie skutki. Z glodu rzecz jasna nie umre,
ale robic se debet na koncie to srednia przyjemnosc, jak sie do tego
doda fakt, ze przyszedl mi wlasnie rachunek z karty kredytowej, ktora
to karta zaplacilam za laptoka.

Generalnie to chce wiecej slonca. Zimno tutaj nie jest, kilkanascie stopni w dzien - ale ten brak slonca mnie dobija.


19:04 / 25.01.2005
link
komentarz (0)
Zmiany?

Cos sie kluje.
Dzis pierwsza rocznica pierwszego spotkania z I.
Pamietal i z wlasnej inicjatywy zaproponowal uczczenie wypadem do restauracji na obiad.

Poczynil zdecydowane kroki w celu zakupu domu/apartamentu
- dzis idzie na spotkanie w celu wstepnej oceny jego
zdolnosci kredytowych. Wydaje sie, ze w planach
przeprowadzki i mieszkania w nowym miejscu uwzglednia
mnie.

Co prawda jako wspolmieszkanca, ktory mu bedzie czynsz
placil, ale zawsze....

hm...

jakos nie chce mi sie o tym wszystkim myslec.
04:34 / 24.01.2005
link
komentarz (2)
Lykend.

Uplynal jak zwykle na nierobieniu niczego. Tj. przez pol soboty
pomagalam I. zrobic pranie (w pralni publicznej na monetki) za ostatnie
trzy miesiace. Matko. Zajelismy 9 pralek rozmiaru industrialnego a potem
12 suszarek. 4 godziny i spokoj na nastepne 3 miesiace....

Mowi ktos, ze kobiety maja duzo ciuchow, tak? No to ja mam co
najmniej 4 razy mniej niz I. On ma tyle zeby nie musiec prac co
dwa tygodnie...

Co potem.
Obiad. Schabowe, buraczki, kartofelki, safatka i 3 goodziny z glowy
(wlacznie z myciem naczyn - I. nie ma u siebie zmywarki wiec trzeba
zapierdalac recznie.
Potem film i po sobocie.

Niedziela rownie atrakcyjna: wstac, pojsc na sniadaniolunch do Denny's
(taka siec z cholernie niezdrowym i dzankfudowym zarciem), zawiesc
stary akumulator do sklepu spowrotem (placa 8 dolcow za oddanie
starego a to dlatego, ze toksyczne toto jak cholera i wywalenie
do normalnych smieci mogloby spowodowac komplikacje) i umyc samochod, wymienic dywaniki...
Spowrotem do dom i potem ogladac chalupy, bo I. zdeterminowany, zeby jakas nabyc.
18.00 - powrot do chalupy, zabranie sie za obiad. Obiad skkonczony o
19.30 a tu trzeba sie zabrac za robote...

Matko. A kiedy ja mam sie wyspac, zrobic zalegla prace domowa na zajecia, poczytac ksiazke na zajecia???

No chyba sie zastrzele, slowo daje.

Domy ktore ogladalismy to ruiny kompletne, z upierdolonymi fundamentami i naruszona konstrukcja glowna, w gownianej dzielnicy (latynosi i czarni, gdzies w srodku San Jose) - a mimo to kosztuja 400 000 dolcow. Zajebioza, no nie? Nic tylko se kupowac dom w silly valley, prawda?
18:56 / 21.01.2005
link
komentarz (0)
Cud mniemany

No dojechalam. Przed wyjsciem szczelilam sobie podwojne
espresso oraz wysepilam fajke i od razu mi sie oczki
otworzyly.

W drodze powrotnej, o 21.30 juz nie bylo tak wesolo, ale
na szczescie o tej porze ruch jest zaden wiec nawet
przejazd przez znaku stopu (co bylam uczynilam i bije sie
serdecznie w piersi za to) nie grozi wypadkiem...

Dzis ranek zaczal sie jak zwykle: problemem ciezkim z
dobudzeniem.

Zaprawde powiadam wam: niebo to miejsce, gdzie daja
sie czlowiekowi codziennie wyspac, pomoknac w wannie i
poczytac ksiazke.

Pierdolic ambrozje...
00:54 / 21.01.2005
link
komentarz (2)
AAA!

Jestem tak potwornie niewyspana, ze przysypiam na siedzaco wpatrujac sie w ekran komputera z otwartymi oczami.
Widze i slysze postaci ze snu, ktore sie nakladaja na
rzeczywistosc.

Matko. Czy to juz halucynacje? Ciekawe, jak ja dojade
zapchana autostrada do szkolki bez wpierdzielenia sie na cos po drodze...

05:13 / 20.01.2005
link
komentarz (2)
Wkurw

chyba mnie zaraz trafi. Przyjezdzam z pracy pozno, 19.30, wchodze..

w mieszkaniu burdel, naprawde burdel a I. rozmawia przez telefon
z przyjaciolka ze wschodniego wybrzeza.

Po portugalsku.

Rozmawiaja tak juz 45 minut.

A on mial mi pomoc w zrobieniu pracy domowej (biegly ponoc jest z excela, ja nie; inna sprawa ze pierdolic takie prace domowe na zajecia z unix systyem adminisration, no ale to zupelnie inna bajka).

A jutro musze wstac rano przed siodma i zapierdalac na spotkanie z dentysta przed praca.
tia....

Co ja tu robie? Co przygnalo mnie tu?
20:54 / 19.01.2005
link
komentarz (6)
Wspanialy dzial IT

Pan Glowny Administrator zmienial dwa dni temu wpisy
do DNSu i servera DHCP dotyczace naszych testowych appliances.

Wszystko ladnie fajnie pieknie gdyby nie to, ze zamienil
dwie maszyny, tj. nadal niewlasciwy IP i hostname
dwom MAC adresom.

Oczywiscie to moje testowe maszyny, hyhyhy. Kontroli
nad DNSem i DHCP korporacyjnym nie mam, wiec prawda wyszla na jaw dzis dopiero, jak zrobilam swierza instalke i zglosila mi sie nie ta maszyna co trzeba.

Jesli chodzi o poprawianie, sa dwie mozliwosci:
- poprawic wpisy w DNS i DHCP - co zajmie tak z pare dni,
bo trzeba "submit the ticket" do helpdesku etc.
- zmienic oznaczenia i przelaczyc kable na switchu KVM - co ma z kolei ta wade, ze na konsoli sie wszystko popierdoli znow.

KURWA!!!!!!!

Podsumowujac: moge sobie wsadzic w dupe dwa dni testow i wszystkie bugi jakie zaraportowalam, musze to powtorzyc teraz.

Normalnie zastrzelilabym faceta. I to ma byc "admin"????

Boze.

Ide se cos na uspokojenie wezme, bo mnie szlag trafi.
03:46 / 19.01.2005
link
komentarz (7)
Codziennosc

zabija mnie. Za oknem zaczela sie wiosna... prawie
20 st C w dzien, slonce....paczki na drzewach kwitna.

Ja tego nie widze, nie mam szans sie nacieszyc: kiedy wychodze, juz jest ciemno.
Caly dzien za komputerem, bola mnie oczy, rece i w glowie
cos strzyka.

Zebym nie wiem jakim optymizmem naladowala sie rano,
wieczorem jestem zniechecona, zmeczona i jeszcze
to wredne uczucie braku czasu, braku na zrobienie
tego i tamtego, w pracy, w szkole, w zyciu prywatnym.

Przecieka miedzy palcami i kwasem wzera sie w mozg.

Chyba zaczynam powoli wariowac.
07:36 / 18.01.2005
link
komentarz (7)
O amerykanskich gazetach

Siedzimy z wlascicielowspolmieszkancem i zastanawiamy sie, dlaczego
mainstreamowa prasa amerykanska jest taka nudna. Nic tylko w kolko
o kasie, kasie, korporacjach, biznesie, kasie, ukladach, kasie kasie
and again. Polityka - jednostronna. Tyle tam odmian i partii - matko,
az dwie. Sa oczywiscie roznice wsrod odlamow republikanow i demokratow, ale wiekszosci sfer zadni z nich nie rusza.
Bo wiadomo, biznes i kasa i korporacje. Temat swiety i podkopac
nie mozna bo wyschnie zrodelko kasy.

Anyway. O swiecie tez niewiele pisza, tyle o ile dotyczy to samych USA.
Troche tak jak starozytny Rzym - poza imprerium niewiele sie liczylo.

I juz nie dziwi to, ze przecietny Amerykanin o swiecie wie niewiele.
Skad ma wiedziec? W szkole (publicznej) nauka na poziomie dna, prywatne szkoly drogie.

Gazety - jak ktos ma na tyle zaparcia zeby czytac NYT albo Washington
Post czy tym podobne - to co powyzej. Nuda i jednostronny obraz
rzeczywistosci widziany z perspektywy mamony, biznesu i czubka
wlasnego nosa.

Z kolei pisma branzowo-rozrywkowe ida w taka specjalizacje, ze kudy tam komus, kto zebow na tym nie zjadl i nie osiwial studiujac tematu.

Oczywiscie przesadzam i to pewnie grubo...
pewnie kazdy moze tu znalezc co dla siebie - tylko ile czasu
spedzi przedtem na szukaniu? Jak mozna miec hobby i spotykac
sie z obcymi ludzmi, jak przez dziesiec albo i wiecej godzin dziennie
robota, po robocie trzeba sie douczac zeby pozostac na topie...
weekend rodzina czy przyjaciele i tak sie toczy.

Ani czlek sie obejrzy i juz emerytura i nawet nie bylo czasu odpoczac.

22:15 / 17.01.2005
link
komentarz (1)
Tymczasem co robia Chinczycy?

i inni azjaci? Ano posylaja dzieci do jak najlepszych szkol i pilnuja, zeby mialy jak najlepsze wyniki.

Rosnie pokolenie Amerykanow pochodzenia azjatyckiego, ktorzy
maja bardzo dobre wyksztalcenie, pracuja jako lekarze,
prawnicy, programisci etc.; placa podatki, glosuja i
maja coraz wiecej do powiedzenia...

..nie narzekaja jakos specjalnie na dyskryminacje..
za to sie bogaca.

No i ktora grupa etniczna osiagnie wiekszy sukces?
Wiadomo.

Latynosi w USA jedyne co robia efektywnie, to rozmnazanie.
Jak ktoras kobieta nie ma przynajmniej trojki-czworki dzieci to jest uwazana za wybrakowane dziwadlo...
21:10 / 17.01.2005
link
komentarz (0)
Problemy szkolne

Wczoraj goscilismy znajomego I.
Pracuje on jako nauczyciel w szkole podstawowej w Oakland.

Problem maja nastepujacy: 70% uczniow jest hiszpanskojezycznych i 90% z nich jest uczonych w
jezyku hiszpanskim... tyle, ze test koncowy (ktoregoz
to testu wynik liczy sie do klasyfikacji ogolnej na podstawie ktorej przyjmuja do liceuow) jest w jezyku
angielskim - zgodnie z federalnym wymogiem.

Szansa na to, ze ow przepis federalny zostanie zmieniony
jest niewielka, wobec czego jednym sensownym wyjsciem
majacym na celu podniesienie wynikow ogolnych jest
rozpoczecie nauczania hiszpanskojezycznych (ktorzy i tak
mowia po angielsku) po angielsku.

I tutaj siurpryza: rodzice tychze uczniow nie zgadzaja sie
na takie rozwiazanie. Motywuja to tym, ze Kalifornia najpierw nalezala do Meksyku, cala jej populacja byla hiszpanskojezyczna, oni tutaj byli pierwsi wobec czego
nie beda sie uczyc w jezyku "najezdzcow". Krzycza,
ze sa dyskryminowani i dalej trwaja przy swoim.

IMHO paranoja zupelna, bo sami wlasnym dzieciom robia kuku. Prawa do pelnej dwujezycznosci (albo raczej jednojezycznosci hiszpanskiej) w USA moze kiedys beda
obowiazywaly, a moze nie - tymczasem zyja w takiej rzeczywistosci w jakiej zyja. Odmawiajac nauki dzieci w jezyku angielskim podcinaja im skrzydla juz na samym starcie - boc przeciez wladanie tymze jezykiem to absolutna podstawa do dostania sie do szkoly sredniej jak i zalapania w miare sensownej pracy.

Nie ma to jak miec inteligentnych rodzicow...
18:52 / 17.01.2005
link
komentarz (3)
Masakra

Dzis oficjalna czesc spoleczenstwa ma swieto tj. dzien Martina Luthera Kinga. Banki na przyklad sa zamkniete
i inne instytucje.
I. nie musi isc do pracy, ja musze...

Po drodze jadac i widzac puste ulice marzylam sobie po
cichu, ze moze cos mi sie popierdzielilo, ze moze zajade
na parking a tu pustka, ze jednak mam dzien wolny..

ale nie, nie ma tak dobrze. Do pracy rodacy :(

Zeby jeszcze ktos mi powieki na zapalkach podtrzymal
i odwolal okres...
02:59 / 15.01.2005
link
komentarz (5)
Kola kola rzygu rzyg

Pojecia nie mam jak ludzie moga pic cole litrami....
Ja wlasnie przed chwila strzelilam sobie sklonecke [s z kreseczka] i chyba sie zaraz przekrece.

Nie dosc, ze mnie wzdelo (co normalne w wypadku napoju gazowanego), bekam - to jeszcze z przeproszeniem
sraczka pogonila w tempie ekspress.

Hm.... a moze to dobry sposob na odchudzanie? Po posilku
walnac sobie cole albo pepsi, od razu przeczysci zoladek...
00:14 / 14.01.2005
link
komentarz (2)
Ksiezniczka na ziarnku grochu

I. dzis w depresji, niewyspany i grumpy a to dlatego,
ze.... za goraco mu bylo w nocy.
Za goraco, bo sie usilowalam do niego przytulic.
Usilowalam, bo mi bylo zimno. Na dodatek bezczelnie go
ponoc zepchnelam na krawedz lozka wobec czego poczul sie
niekomfortowo stlamszony.

AAA!!!!!!!

Ja oczywiscie tez jestem niewyspana, no ale on, oh on...
[tu prosze zwizualizowac sobie ksiezniczke przykladajaca
biala raczke do mdlejacego czola i mowiaca "moj boze,
jakaz dzis mam migrene i wapory!"]

Gdyby kobiety tak sie nad swoimi slabosciami fizycznymi
rozczulaly i robily ze siebie takie chore kaleki
jak faceci to zaprawde nasz gatunek by wymarl - bo ktozby
opiekowal sie dzieciakami (i przede wszystkim je rodzil??), pilnowal zeby nie chodzily podesrane, obsmarkane i glodne????

18:38 / 13.01.2005
link
komentarz (4)
Akumulator wymieniony

To jedna z najprostrzych rzeczy w samochodzie do wymiany.
Zdjac tylko klemy, odkrecic dwie srubki i tyle. Trzeba
jeno uwazac, zeby sie kwasem nie utytlac (ja robilam to
w rekawiczkach lateksowych). Najwiecej czasu i zawracania
tylka zeszlo sie na poszukiwaniach samego akumulatora -
w Costco (taka siec sprzedazy hurtowej gdzie tanio jest
jak diabli) nie mieli akurat mojego typu..

Jeszcze tylko w weekend dokupie nowe kable i klemy
(obecne podlane obficie kwasem skorodowaly prawie zupelnie), wymienie i bedzie gut cymus malina.

Oby samochodzik jeszcze tak ze dwa lata pojezdzil bez
wiekszych niespodzianek...

Po dwoch latach mam nadzieje bedzie mnie stac na nowszy
i lepszy...
22:23 / 12.01.2005
link
komentarz (2)
O tym jak do pracy jechalam dzis

Naszykowalam sobie wszystko, zapakowalam, umoscilam sie w samochodzie przekrecilam kluczyc i toink - nic.

Otworzylam silnik, pomiachalam kablami od akumulatora,
przekrecilam kluczyk - prundu starczylo na zapalenie kontrolki, ale juz nie na uruchomienie samochodu.

Tia....
Dobrze, ze mam czlonkostwo w AAA (American Automobile Association). W ramach tegoz i oplaty rocznej w wysokosci kilkudziesieciu dolcow moge do nich zadzwonic i w ramach
road assistance usluga jak holowanie na przyklad
jest za darmo.

Facet przyjechal po polgodzinie, wyjasnilam ze akumulator mi zdechl. Zapytal sie oczywiscie skad wiem, to opisalam
objawy... podlaczyl kable i oczywiscie silnik zaskoczyl.
Cholerny akumulator. Gosc oczywiscie wywalil galy na wierzch jak mu powiedzialam, ze klemy se sama wymienilam
a i akumulator tez se wymienie. Nie wygladalam wiarygodnie
wcale a wcale - odpicowana paniusia w bucikach na obcasie (akurat mnie dzis tak zebralo na kiecke i wyglad), okularkach i z torebeczka... tutaj takie
to palcyma wskazujacymi naprawiaja samochody (wskazujac
na samochod) i nie wiedza nawet, jak silnik wyglada.

Anyway. Sie szykuje dzis wyprawa po nowy akumulator - tylko kurwa kiedy mam go wymienic, jak zanim wyjde z pracy bedzie juz ciemno a nie mam garazu????
05:55 / 12.01.2005
link
komentarz (5)
Smutna konkluzja

W tym kraju przecietny Joe nigdy nie bedzie chudy i zgrabny, poki
porcja salaty z polewka (tzw. dressing) bedzie kosztowac wiecej niz
zakichany hamburger.
19:19 / 11.01.2005
link
komentarz (1)
Samochodowe dziwo

Jestem w szoku. Wlasnie przeczytalam w Wybiorczej, ze Francuzi zamierzaja w przyszlym roku produkowac samochod
z silnikiem pneumatycznym. Glowny konstruktor ponoc wpadl
na ten pomysl przegladajac projekty jakiegos polskiego
inzyniera od tramwajow sprzed gora stu laty.

No no. Jak narazie osiagi tego dziwa sa kiepawe - moze
jechac pono tylko 110km/h max. Do europejskich miast
jak znalazl, ale w USA toto w ogole by sie nie sprzedalo.
Tutaj kazdy samochod musi byc w stanie wyjechac na autostrade
z predkoscia przynajmniej 80mph - bez tego ciezko przezyc,
bo autostrady (nie to co w Polsce) sa wszedzie i nie mozna
sie na nich wlec 60mph.

Tymczasem moja Koyota dostala znow dychawicy silnikowej
i cos trzeba z tym zrobic. Mam nadzieje, ze siuwaks dolewany do paliwa przed tankowaniem pomoze - bo jak
nie to czeka mnie rozbiorka calego silnika i czyszczenie -
a ta przyjemnosc do tanich bynajmniej nie nalezy.
05:52 / 11.01.2005
link
komentarz (5)
Akcja pod tytulem Naprawa Zlamanej Rynny

Urwala sie rynna zaraz ciut za moim oknem - wichura, deszcz leje tak
jak w filmach do kamery i woda tlucze o beton, spac nie moge.

Zabralam sie tedy za naprawe rynny. Otworzylam drzwi od pralni - woda wlala sie do srodka. No pieknie, ale nic to. Chycilam mende,
szarpie sie szarpie, woda leje mi sie do rekawa, na leb leca jakies zgnite zaby, wiatrzysko zawialo i.... srut! Zatrzasnelo mi drzwi.

Samozatrzaskowe, no nie?

Predko przez trawe do drzwi frontowych - oczywiscie w samych klapeczkach, oj jaka radosc.

Dupa, drzwi frontowe przezornie zamknelam od srodka, zeby nikt
nie wlazl - nie ma to jak wlasna przebieglosc, czyz nie?

No dobra. Ostatnia deska ratunku - maluskie okienko w pralni, to przez ktore juz w lecie
sie wlamywalam. Matko.

Dalo sie otworzyc.
Jak juz wlazlam do chalupy to musialam zmienic wszystko, wlacznie z
majtkami (calusienkie mokre) i od razu zlapac sie za szmate i wiaderko,
zeby powodzi nie bylo.

Ah, nie ma to jak deszczyk... tralalala....

Byle tylko dach nie zaczal przemakac....uhm...
20:58 / 10.01.2005
link
komentarz (0)
Unix System Administration

Wspomniana klasa nie zapowiada sie specjalnie rewelacyjnie - niemniej mam nadzieje nauczyc sie paru rzeczy.
Juz samo to, ze wymaga (kobita) przeczytania calej ksiegi
"Essential System Administration" - to duzo. Sama ze
siebie nigdy bym tego nie zrobila, za leniwa po prostu
jestem.

Oprocz mnie w klasie sa jeszcze dwie kobiety, na dwadziescia pare osob.
Przekroj od dziadkow po piecdziesiatce do swierzo upieczonych studentow zaraz po high school.

Jeden wlasnie z tych mlodzikow mnie rozbawil. Siedzial obok i juz pod koniec zajec patrze, co tez on robi na konsoli linuxa:
klepie zawziecie "polecenia" typu "init 0" albo "runlevel 9" etc. Patrze, patrze w koncu pytam:
- ale co wlasciwie chcesz zrobic?
- no, shutdownowac maszyne.
- oh... to wklep "shutdown -h now"...

Jak juz stamtad wyszlam to obsmialam sie niezle...
No nic, moze wesolo bedzie...
06:31 / 09.01.2005
link
komentarz (5)
O tym, jak zostalam niewychowanym chamem

Jakis miesiac temu poszlam razem z I. na proszony obiad do jego znajomych. Kolega ze szkoly jeszcze, z zona bedaca w zaawansowanej ciazy.

Wszystko ladnie pieknie, ta tada da. Pokazuja chalupe, ktora sobie wlasnie kupili. Tour tak zwany. Kuchnia, drinki i w ogole kulturka w nozke kopana.

Fajnie jest, ale jakos tak cicho, tedy odezwalam sie w te slowa:
- a moze posluchalibysmy jakiejs muzyki? - odpowiada ona:
- lubimy sie delektowac cisza.

Hm.... mysle se no dobra dla gosci moga zrobic wyjatek, nie? No to mowie, ze moze jednak... jak maja kablowke to i jakies kanaly muzyczne etc. Wlaczyli. Miuzak leci i fajnie jest.

Wieczor jakos uplynal, standard. Dobra.

Po miesiacu dowiaduje sie, ze mam szorstka osobowosc i jestem niewychowana. Ah, czemuz to? a bo:
- po pierwsze zapytalam sie "could we play some music" zamiast
"may I sugest something? It would be really nice if we might listen to some music" (czy cos w tym stylu, rownie rozdmuchanego i wyszukanego).
- po drugie: pani domu odpowiedziala jak odpowiedziala i ja ABSOLUTNIE nie powinnam sie upierac przy czymkolwiek dalej, powinnam podwinac ogon pod siiebie i nie powiedziec nic.

Bo tutaj tak jest i juz! Kurwa dyplomacja!
Nikt nic nie powie wprost, bo po co, nie? Za prosto by bylo. Trzeba bic piane, trzepac konia po katach, zeby potem moc pierdolic od rzeczy.

Oczywiscie nie wzieto pod uwage, ze ja nie jestem amerykanka i ze w innej kulturze reguly goscinnosci moga byc inne. Nie.
NO BO MY JESTESMY U SIEBIE I MY TUTAJ RZADZIMY.

Wiecej moja noga tam nie postanie. Tym bardziej, ze obmowiono mnie za plecami, jaki toto ze mnie nie wychowany cham i prostak.

A oni, oni prosze panstwa to wersal normalnie, nie?
21:40 / 07.01.2005
link
komentarz (3)
No i tak

moj zwiazek z I. sie sypie. Dyskusje, dyskusje i dyskusje...
Dobrze, ze stac nas jeszcze na to, zeby na spokojnie porozmawiac i przyznac, ze jesli nie znajdziemy sposobu
na rozwiazanie naszych problemow to moze po prostu
czas sie rozstac - jak przyjaciele i bez urazy.

Nic mi sie nie chce, a juz najmniej pracowac w tej chwili. Trzymam sie kurczowo przerwy na lunch... byle jeszcze nie myslec o pracy.

Pada deszcz i wszystko jest do dupy.

Na wieczor zaplanowane nocne Polakow rozmowy z A. ktora tez ma niewaskie problemy ze swoim chlopem.
Jak zwykle pewnie skonczy sie na rewolucyjnej konstatacji,
ze wszystkie chlopy sa przewrazliwione, maja huzia na punkcie wlasnej osoby, zachowuja sie jak dzieci, sa przekonani o wlasnej racji a w ogole to szkoda ze nie jestesmy lesbijkami...

W magiczny jednak sposob rozmowy takie pomagaja.

... na jakis czas...
19:06 / 06.01.2005
link
komentarz (4)
Dzis

pierwsza klasa z unix system administration na ktora
musze sie stawic osobiscie (nie jest oferowana w trybie on-line).

Ciekawe, ile tam bedzie kobiet, czy naucze sie czegos nowego i jak prowadzacy wyobraza sobie robienie projektow na zaliczenie. Hm.
21:36 / 05.01.2005
link
komentarz (3)
Wot tiochnika:

mail w firmie obslugiwany jest przez dwa serwery:
imap posadzony na linuxie z sendemailem oraz exchange.

Oba serwery maja w real time synchronizowac ze soba
wszystkie emaile. No i synchronizuja, ale w teorii.

Emaile wysylane przy uzyciu imapa trafiaja na exchange bez problemu.

Emaile wysylane przez Exchange przy uzyciu outlooka do imapa nie trafiaja.

Pytanie za sto punktow: czy to dzial IT jest uposledzony i nie umie tego prawidlowo skonfigurowac (problem jest znany od dawna), czy tez Exchange nie daje sie nijak namowic na normalna wspolprace z reszta nie-exchangowych MTAs?
06:20 / 05.01.2005
link
komentarz (5)
Im dluzej

siedze w tym kraju tym bardziej opuszcza mnie poczucie humoru.
Czyzby toksyczny wplyw tutejszej kultury?

Zycie ogranicza sie do pracy a po pracy trzeba sie doszkalac w ramach
pracy...
20:30 / 04.01.2005
link
komentarz (0)
Zero

refleksji tudziez glebszych mysli.

Jeden dzien - jeden - ponownie w pracy, a ja zastanawiam
sie juz nad sensem zycia.

Codzienna rutyna staje sie nie do zniesienia. Najlepsze
czesci dnia to poranna jazda do pracy samochodem: moge sie uwazac za szczesliwca, bo akurat jade against the traffic i
autostrade mam zawsze pusta. Potem lunch: oficjalnie,
dopoki nie skonsumuje tego co akurat mam, moge sie poobijac, posurfowac po sieci i generalnie odwalac prywate.
Wieczor: wyjscie z biura a potem walniecie sie do wyra z ksiazka. To ostatnie niestety coraz rzadsze, bo z powodu niedospania co tylko zerkne w literki, to powieki mi
opadaja.

Ranne budzenie sie, przerazliwe zimno, ciemnosc, zaparowana lazienka, siedzenie przy ochydnych swietlowkach 10 godzin i wpatrywanie sie w monitor, rutyna, rutyna, ciagle to samo, ciemnosc, zimno i rzygajacy kot.

Praca, ktora mimo tego, ze dobrze platna, jest ponizej moich mozliwosci i nudna. Nie pojmuje, po co byl taki opis stanowiska z wygorowanymi wymaganiami? Przeciez gdyby nawet znalezli kogos doskonale wypelniajacego te wymagania i ten ktos zgodzilby sie pracowac, to pewnie niedlugo by zrezygnowal z powodu ciezkiej frustracji i nudy. Po co wymagaja programowania i znajomosci exchange'a, lotusa - skoro i tak bedzie sie TYLKO testowac (a nie programowac, bo od tego sa inne osoby), a do exchange'a nie zblizy bardziej niz na 10 kilometrow przez szybke? Po jaka to kurwe? Rownie celowe, jak wymaganie od sprzataczki posiadania wyzszego wyksztalcenia. Ktos, kto umie programowac
i jest w tym w miare dobry nie bedzie mial ochoty
pracowac jako tester, tylko jako programista. Zmuszanie
programistow do regularnego testowania konczy sie zwykle szukaniem innej pracy. Czy to tak trudno zrozumiec???

Eh.... i jeszcze przez to siedzenie w domu ostatniego tygodnia przytylam 3 funty. A w pracy dzis cale zwaly ciastek, ciasteczek, czekoladek i bog wie czego jeszcze.
04:47 / 04.01.2005
link
komentarz (2)
Zaczynaja

mnie wkurwiac powoli te wszystkie akcje zbiorki pieniedzy
i pomocy ofiarom tsunami.

Wcale nie dlatego, ze nie wspolczuje tym ludziom tylko dlatego, ze media sa tak stronnicze.

W Darfurze np. dokonuje sie regularnej rzezi ludzi juz
od dawna i co - zainteresowal sie pies z kulawa noga,
zeby im pomoc? Tu i owdzie ktos tam w mediach przebaknie
na ten temat i na tym koniec.

Czemu dla nich nie urzadza sie zbiorek pieniedzy? Nie
buduje obozow uchodzcow? Ba - czemuz to zadna z wielkich
demokratycznych (w nozke jebanych) armii nie ruszy
dupy bronic praw czlowieka itd.?

PS: wiem czemu - nikt nie ma w tym zadnego interesu.
01:01 / 04.01.2005
link
komentarz (0)
O


takich ludziach
i takich akcjach gazety powinny pisac
wiecej i bardziej eksponowac. Moze inni tez zaczna
z nich brac przyklad?

Swoja droga szkoda, ze takich proboszczow w Polsce niewielu ciagle jest..
21:32 / 03.01.2005
link
komentarz (5)
Jeszcze

jeden pozytyw: kolega w pracy zauwazyl moja nowa fryzure
i stwierdzil, ze wygladam "cute".

I tak wlasnie powinno byc! A teraz ide na lunch bo sie
zaburcze. Rano jak zwykle nie mialam czasu naszykowac
sobie niczego - mimo, ze cale zwaly zarcia zostale
z trzech ostatnich obiadow przewalaly sie w lodowce.

Po prostu nie bylo kiedy naszykowac pudelek i poprzekladac. Cymus.

21:28 / 03.01.2005
link
komentarz (0)
Pieknie

dzis, tj. trzeciego stycznia, jest tzw. company floater holiday.
Wiekszosc ludzi nie przyszla. Siedze sama (oprocz mnie jeszcze tylko 3 osoby w dziale software eng sa obecne), cisza, spokoj....
Cos pieknego po prostu. Gdyby tak kazdy dzien wygladal...
06:09 / 03.01.2005
link
komentarz (2)
Perspektywa

wstania jutro o 7.30 i zapierdzielania do roboty wydaje mi sie
wizja czystej fantazji z ksiezyca wzieta.

Przez ten tydzien nie zrobilam zupelnie NIC. Spanie do poludnia,
zwlekanie tylka z opoznieniem, sniadaniolunch, obijanie sie, obijanie,
potem siad za pudlem, obejrzenie jakiegos filmu, gotowanie i konsumpcja obiadku...

Nic, nic totalne nic.

Pogoda pod psem: od 3 dni non-stop pada.

Zastanawiam sie nad kupnem dodatkowej przestrzeni dyskowej na
serwerze .Mac - 1 GB rocznie kosztuje $50. Sama nie wiem, czy warto.

Z drugiej strony moj linux sie wali, lacze na ktorym wisze tez kiepsciutkie w sumie... Mozliwe, ze niedlugo sie bede przeprowadzac
i wtedy znow stane przed problemem przeniesienia mojego websajtu gdzies.
Hm...
00:39 / 03.01.2005
link
komentarz (2)
Noworocznie

wymyslilam nowego drinka:
wypelnic szklanke w 7/8 mlekiem, dolac 2-3 lyzki (zalezy jak kto
toleruje slodkosc) syropu truskawkowego marki Torani; reszte wypelnic
wodka. Pomieszac.

Pic przez slomke. Mniam!
02:32 / 01.01.2005
link
komentarz (2)
No

to zdecydowane: nie idziemy nigdzie. Nawet mi to tak strasznie
nie przeszkadza. Nie chce mi sie - bo na samam mysl, ze mam znowu
widziec te same mordy znajomych I., nudnych bardzo, albo wyladowac
w lamerskim klubie klasy pracujacej - robi mi sie niedobrze i
perspektywa siedzenia w domu wydaje sie lepsza.

Przynajmniej mamy butelke szampana.

Poza tym obcielam wlosy. Mialam juz dosc odrosnietych, odstajacych,
nierownych wiechci przypominajacych miotle gospodarska.
Zafundowalam sobie tez nowe oprawki do okularow, hiper super duper
nowoczesne Kevina Kleina plus plastikowe szkla.
10:45 / 31.12.2004
link
komentarz (5)
A moze by tak...

podsumowanko? Noc jeszcze mloda (1.40 am), pol butelki wina, kto
wie, do rana sie moze skisnac, o.

Zacznijmy od fanfar, tadaaaaa czyli co udalo mi sie osiagnac w roku
tym:

- wyprowadzilam sie od mauzonka po tym, jak oswiadczyl ze zakochal
sie w innej babie;
- zrobilam prawo jazdy, kupilam samochod i jak do tej pory w nic
sie nie wpierdolilam (az dziwne) i nikt nie wpierdolil sie we mnie
(cale szczescie);
- przetrwalam jakos depresje tak zwana rozwodowa (kto kurwa ten
termin wymyslil????)
- znalazlam se chlopa (ale co to za chlop?);
- pracowalam w roznych ciekawych miejscach (vide firmy pod szyldem
kuzwa w nozke kopanych Hindusow);
- zaczelam szkole;
- znalazlam robote jako tester znow, ktora to robota jest w miare
przyzwoicie platna (daje sie wyzyc).

A teraz co spierdolilam:

- przesiedzialam bezproduktywnie czas zdecydowanie za dlugi (od
kiedy zwolnili mnie z SUNa) wpatrujac sie martwo w sciane albo
w ekran komputera;
- jakbym tyle nie przejebala, to mialabym juz prawie Associate of
Science zrobione;
- jakbym byla madrzejsza, to bym sprzedala akcje SUNa kiedy jeszcze
cos byly warte i wsadzila je na wlasne prywatne konto nie dzielone
z mauzonkiem;
- znowu pracuje jako SQA, ktora to praca mimo ze przyzwoicie platna
doprowadza mnie do ciezkiego znudzenia i prawie codziennego
zastanawiania sie nad sensem zycia;
- chlop ktorego znalazlam okazal sie nie taki, jak mi sie wydawalo (no
ale to poniekad standard, nie?).

I tak dalej. Rzeczy, ktorych mi sie nie udalo osiagnac jest zdaje sie znacznie wiecej niz tych zakonczonych sukcesem. Czy juz mam sie isc
wieszac?

Tak strasznie dawno nie dyskutowalam z nikim na tematy filozoficzne. Teskno mi.

Inzyniery, na ksiezyc!!!!
10:19 / 31.12.2004
link
komentarz (0)
Szlag

mnie trafi. Zjadlo notke. Bylo o porownaniu cen za okulary, kontakty
i o wizycie w matrixie (jakby Pierwsza powiedziala).

Nie chce mi sie drugiej notki na ten temat, beda wiec doniesienia
wieczorne.

Siedzimy i ogladamy film dokumentalny pt. Wszechswiat Stephena
Hawkinga. Pierwsze trzy odcinki - jak dla mnie nuda totalna, bo wiem
wszystko o czym gadaja.

No nic. Zauwazam, ze rezyseria do dupy i cos malo pieniazkow mieli.
I. najpierw sie burzy a potem po wylozeniu przykladow niechetnie
przyznaje racje.

Dziwi sie, skad wiem o teorii inflacji, superstrun i calej reszcie.
Wyjasniam, ze to poprzez zwiazki z fantastyka naukowa (zapraszalismy do klubu na prelekcje fizykow) a potem przez filozofie,
gdzie na przedmiocie historia nauki (czytaj: fizyki i matmy) oraz filozofia
przyrody walkowalismy te kwestie dosc szczegolowo (aczkolwiek
nie kazano nam rozwiazywac rownan i chwala bogu).

I. dziwi sie jeszcze bardziej a potem znudzony idzie spac.

Dodam, ze to on wypozyczyl to DVD i to on mnie zawziecie przekonywal do ogladania.

No ale oj tam.

Jutro ostatni dzien w roku, nie? Kwestia czysto arbitralna...
Nie wiem, co bede robic jutro. Dzien jak codzien, potem bedzie
sobota a potem niedziela - normalny weekend - a potem znow
do roboty.

Juz mi sie nie chce.
22:44 / 30.12.2004
link
komentarz (2)
Amerykanie

swoim daleko posunietym pragmatyzmem zabijaja male radosci zycia.

Wezmy ich kuchnie: o ile w ogole cos takiego jak amerykanska rdzenna
kuchnia istnieje, to sklada sie glownie z:
- miesa
- miesa
- miesa
- ziemniakow
- jajek
i okazjonalnie jakichs salatek/surowek - ale to wynalazek ostatnich czasow i mody na zdrowe jedzenie.

Mieso to przede wszystkim wolowina. Nie, zadne skomplikowane
dania, bynajmniej. Stek taki, stek smaki, mieso z grilla i tak dalej.
Nic, co wymagaloby dlugich skomplikowanych przygotowan - za
to wymaga calej gory bardzo dobrego jakosciowo miesa. Megalomania
a zarazem prymitywizm w swej najczystrzej postaci i wyjatkowo malo urozmaicenia.

Amerykanie nigdy nie wpadliby na pomysl robienia pierogow (przypominam, to nie tylko wynalazek slowianski ale tez chinski i tajski, jeno w innej formie, no i indyjski) - po prostu za duzo z tym zachodu. Albo takie buraczki - totalnie niepopularne (najlatwiej buraki dostac w supersamie indyjskim), bo ilez to trzeba sie z tym nameczyc??? Najpierw ugotowac, pootem trzec na tartce, jakies zasmazki, to tamto - przy tym czlowiek sie upierdoli na czerwono i cala kuchnie. A na co im to? Albo taka kapusta.
O innych wynalazkach typowych np. dla kuchni chinskiej (chinczycy potrafia przerobic na zjadliwa forme wszystko, co sie w ogole do jedzenia nadaje a trujace nie jest) czy hinduskiej to juz nawet wspominac nie bede - przez litosc.

Cale szczescie, ze mieszkam w Silly Valley, gdzie etnicznych kuchni, supermarketow, restauracji jest od groma. Gdyby nie to, pewnie
juz dawno zmarlabym na chroniczne zaparcie.
07:31 / 30.12.2004
link
komentarz (6)
Zanosi sie

na nastepny upojny wieczor, spedzony przeze mnie za pudlem
w odroznieniu od I. - ktory biega w radosnym szale montowania nowych glosnikow.

Na wszeki wypadek napalilam sie trawy na zapas, jakies rozrywki w
koncu miec musze.
05:30 / 30.12.2004
link
komentarz (4)
Czas

przecieka miedzy palcami. Juz sroda a ja poza zalatwieniem spraw w
banku nic nie zrobilam.

Wstawanie w poludnie, jakies sniadanie, jazdy a to po mechanikach
(samochod I. niedomaga), a to po roznych sklepach...

I. sie plata po domu, zmienia, ulepsza i poprawia. Ja sprzatam,
gotuje i siedze z laptokiem. Czas plynie.

Zero wyjazdu, zero czegookolwiek. Pada deszcz. Siedze w domu.

Boze.
Wszystko wyglada na to, ze w takim tempie wejde w nowy rok.
Nawet sobie maszyny nie zupgraduje...

Straszne.
07:28 / 29.12.2004
link
komentarz (4)
Trzeciego

stycznia zaczyna mi sie szkola.Tym razem wzielam sobie tylko jedna klase (2 godziny wykladu i dwie laborki) - administracja systemem unix. Ciekawa jestem czy dowiem sie czegos, czego jeszcze nie wiem i czy w ogole to bedzie sensowna klasa.

Bardziej z obowiazku i tego, ze mi sie moze w obecnej pracy przydac, niz z zamilowania.

W ogole to wyglada na to, ze obecna firma wali mie w chuja tj. zatrudniaja mnie jako niezaleznego kontraktora, podczas gdy wcale takim nie jestem. Cos jak polskie firmy ktore mowia ludziom, ze zatrudnia ich na umowe zlecenie, gdy prawdziwy stosunek pracy jest etatowy.

W zasadzie az tak by mnie to nie obchodzilo gdyby nie fakt tysiaca papierow i tego, ze nie mam pojecia jak placic podatek bedac firma. No i sama sie bede musiala ubezpieczyc (znacznie drozsze niz ubezpieczenie oferowane przez korporacje) i inne pierduty tez sama placic.
Nie mialabym nic przeciwko, pod warunkiem ze placiliby stawke jak prawdziwym niezaleznym contractorom i nie wpierdalali sie w robote. Ale to zdecydowanie nie to.

I teraz pytanie za sto punktow: mieszac i przypierdalac sie, ze lamia prawo, czy nie? Prawdopodobienstwo, ze mi nie przedluza umowy z takiego powodu jest wielkie. Co mie z tego przyjdzie?
06:07 / 29.12.2004
link
komentarz (0)
Lepiej, nie?

wszystko idzie po mysli, ale jakos mnie nie lepiej.

Oj tam. Z tymi podatkami bede miala usranie ze hoho.
08:54 / 28.12.2004
link
komentarz (4)
Na sieci

tez mi sie nie chce siedziec. Przestalam moderowac Grupe, nie zagladam
na newsy... zero czatow, irca i tym podobnych wynalazkow. Juz nawet
mysle o tym, ze po co mi strona na www.

Bez tego tez mozna zyc.
08:29 / 28.12.2004
link
komentarz (2)
Juz nawet

nie potrafie skladnie i sensownie opisac tego, co sie w mojej
glowie dzieje.

Nic, nic mi sie nie chce. Tyle sie dzis nagadalam i czy w ogole
cos z tego do niego trafilo? Czy przeczyta ksiazke, o ktora bardzo go
prosze, zeby przeczytal? Czy w ogole zechce _sprobowac_ nauczyc sie nieutozsamiac z rzeczami i pogladami?

A moze pierdolnac to wszystko w cholere? No bo po co?
Najpierw prosi, placze itd. a jak juz wyprostuje sie nieco sprawy, panika minie, ze go zostawie,to zasiada spowrotem za pudlem i gra.

08:26 / 28.12.2004
link
komentarz (2)
Ponurosc

mnie jakas zdjela i nic mi sie nie chce. To wszystko nie bez powodu, rzecz jasna.

Kolejny kryzys zwiazku z I. Zbieralo mu sie, zbieralo az sie ulalo, ze tak powiem. Poszlo dokladnie o to samo co zawsze.

Ja mu tolkuje do lba, ze to niedobrze jak sie ludzie utozsamiaja z roznymi przedmiotami, opiniami i pogladami. Bo potem sie powie cos krytykanckiego na temat np. samochodu (np. hond w ogolnosci), pogladu politycznego czy czego tam - i zaraz problem gotowy. Bo to obrazliwe, ktos sie czuje urazony etc.

No i ja ponoc ciagle takie rzeczy mowie i go tym ranie i obrazam. Ze mowie, to sie zgadzam - mam wlasna opinie na temat wszystkiego i zykle sie z tym nie kryje. Tylko, ze nie sadze, zeby bylo w tym cos niewlasciwego.

On sie upiera, ze w tej kulturze (tj. w USA) ludzie nie sa tacy szorstcy, prostolinijni i ja w zwiazku z tym powinnam sie dopasowac.

A ja nie mam ochoty sie dopasowac. Nie sadze, zeby to byla wlasciwa postawa. Dzis postawilam wszystko na ostrzu noza i to I. mnie prosil, zeby nie rozpieprzac tego wszystkiego i ze on chce dalej ze mna byc.

Jezu, nic mi sie nie chce.

Ze tez takie gowna to sie zdarzac musza w okresie swiat. Ze tez nie moga kiedy indziej.
08:20 / 28.12.2004
link
komentarz (2)
Do AB:

dostalam, wsadzilam i sie oblizalam jeno, bo to wersja tylko na windowsy. Ma tylko pliki .exe

Coz. I. se zainstaluje...
23:46 / 26.12.2004
link
komentarz (3)
Piatek -

tradycyjna (mniej-wiecej) wigilia u A. Oczywiscie skromnie, zadne tam 12 potraw i spiewanie koled, ale poczulam sie troche jak w Polsce.

Sobota -

wizyta w innym swiecie. Najpierw pojechalismy do Oakland, odwiedzic znajomego I. Dzielnica taka, ze noze lataja po prostu. Zaparkowalismy - jakis murzyn kopie w drzwi sasiedniego domu i ryja piluje na cala ulice.

- oh yeah, now I know we are here, where he lives - powiedzial I.

Podchodzimy do domku - male toto, okien prawie wcale nie widac, nora kompletna. Otwiera drzwi jego dziewczyna. A srodku jescze gorsza nora, burdel na kolkach i cala rodzina, jakies dzieci sie placza. Na stole resztki zarcia. Czestuja mnie winem (matko, mieli caberneta), przedstawiamy sie nawzajem sobie... panuje samoobsluga. Kazdy bierze talerz (zastawa plastikowa jednorazowa), naklada sobie co chce poczem pakuje do mikrofalowki...
Jestesmy jedynymi bialymi goscmi.

Idziemy do pokoju P. Klita jakich malo, telewizor wlaczony a on oglada mecz futbolu amerykanskiego. Z uprzejmosci udajemy, ze tez ogladamy. Cale szczescie, ze musimy zaraz sie zbierac.

Wyhodze stamtad w zupelnym szoku. Po prostu inny swiat. Inna kultura.. inne podejscie do wszystkiego.

Po polgodzinie jazdy wpadamy do domu rodzicow C. Jej chalupa znacznie wieksza i normalniejsza, w zwyklej dzielnicy i wsyzstko byloby ok gdyby nie ten straszliwy burdel w srodku. Matka C. zdaje sie tego zupelnie nie zauwazac, dla niej chyba to normalka...
Godzina mija, przysysamy sie do telewizora w oczekiwaniu.

Nastepny dom - dziadkow C. - na szczescie normalny. Trwa przygotowywanie zarcia, ludzie sie snuja z drinkami dookola.. normalka i standard. Natomiast sposob serwowania obiadu zwala mnie z nog. Po pierwsze plastikowa, jednorazowa zastawa. Moze sie kurwa czepiam, ale na litosc boska - czy ktos widzial w polskim domu na swieta obiad wigilijny albo bozonarodzeniowy serwowany na plastikowych talerzach??? Dziwne tym bardziej, ze dziadkowie do biednych bynajmniej nie naleza; maja chyba z 5 razy wiecej szmalu niz A. i jej matka,a jednak to u nich byla normalna zastawa, ze sztuccami, talerzykami i wszystkim co trzeba.

No ale nic. W manu mamy filet mignon - ogromny kawal, zeby starczylo dla wszystkich; potatoes ou gratin i salatka ze szpinaku. I juz.
Na deser - lody z pudelka i jakies tam ciasto, tez ze sklepu.

Bueeeee.

Coz wiecej moge powiedziec. Jak mi sie uda namowic w przyszlym roku A. to moze zrobimy we dwie zwykla wigilie... ona do gotowania sie srednio nadaje, ja to moge zrobic... ja z kolei nie mam warunkow tj. tych wszystkich garow, garkow, zastaw, talerzy etc.
W tym roku gotujaca byla jej matka, ale w lecie wyjezdza do Polski na emeryture.

Aha, prezenty: dostalam 512 MB ramu do mojego laptopa (juz wsadzony i dziala :))) oraz sluchawki z mikrofonem do komorki - takze moge telefon wsadzic za pasek i gadac, majac wolne rece.

Uh! Pierwsza wersja prezentu dla mnie to bylo jakies oprogramowanie antywirusowe i cos tam jeszcze.. cale szczescie, ze I. zapytal sie admina w pracy i ten mu odradzil. No bo po jak cholere mnie oprogramowanie antywirusowe na makowke czy linuxa???? Moze jakbym miala windowsy.. ale nie mam i miec nie planuje ani w blizszej ani w dalszej przyszlosci.

I to tyle w temacie swiat.
02:18 / 25.12.2004
link
komentarz (0)
A jednak

ja tez musialam sie oddac goraczce swiatecznych zakupow. Niestety.

GPSa, ktorego chcialam kupic nie mieli we Fry's i nie mieli w najblizszym Best Buy. Wobec tego musialam pofatygowac sie do ogromnego centrum handlowego dzis.

Makabra. Parkowanie o malo nie przyprawilo mnie o mdlosci. Potem cwal do sklepu... dwa ktrotkie pytania do obslugi, spirnt miedzy polkami i tlumami, jestem na miejscu, pokazanie palcem czego chce... dwie minuty pozniej zastanawialam sie, jak wyjechac z tego pieprzonego mlynu.

I. tez pojechal kupowac mi prezent... ciekawe, co mi kupi. Mnie jego prezencik kosztowal 200 dolcow i fajnie by bylo, gdybym w zamian nie dostala czegos, co moznaby tylko wsadzic do szafy i nie wyjmowac.

Za godzine idziemy na wigilie do A. Bedzie tylko ona, jej matka, ja i I.
Ale, ze jej matka religijna, to nalezy spodziewac sie tradycji tak zwanej. Byle tylko koled nie spiewac... bierzemy wodke, winko i juz.

Jutro z kolei pol dnia wizytacja w domu rodzicow C. Niestety, I. traktuje ich jak swoich przybranych rodzicow..
Niestety, bo to rodzice C. i na dodatek dysfunctional, jak to mawiaja Amerykanie.

No ale oj tam. Pije piwo, klepie w laptopka i dobrze jest. Przynajmniej nie grozi mi przejedzenie.

02:20 / 24.12.2004
link
komentarz (0)
A jednak

gdzies pojedziemy, tylko jak zwykle I. nie wie gdzie.
01:09 / 24.12.2004
link
komentarz (2)
Moj boze.

Na zewnatrz jest tak pieknie! Slonce chyli sie ku zachodowi... rozowo-niebieskie niebo, ani wiatrzyka. Przejrzyste powietrze, cieplo (ok. 15 stC.)

Okolica tez nie najgorsza, widac wszystkie gory dookola...

A ja musze siedziec w tym pieprzonym biurze, za komputerem i kiedy wyjde, to juz bedzie noc.
Syf kila i korniki.
19:39 / 23.12.2004
link
komentarz (0)
Kuzwa,

dlaczego to tak jest, ze wlasnie na swieta zaczyna sie wszysto pierdolic? I. przed chwila wyslal mi maila:

- wciaz nie ma odpowiedzi od C. a w ogole to jakby jechal
to ewentualnie tylko sroda albo czwartek wchodzi w gre,
bo nie ma ochoty na mieszanie sie z tlumami;
- obwiescil wprost, ze chce byc sam w swoim apartamencie
co najmniej dwa dni w celu dokonczenia jakiegos-tam
projektu z pracy oraz napisania jakiegos-tam listu
do kogos
- nie wie co bedzie robil w sylwestra.

Czyli, podsumowujac - te moje piec dni urlopu moge
sobie wsadzic w dupe.

19:07 / 23.12.2004
link
komentarz (1)
Aha,

czy ktos moglby mi zaoferowac miejsce na serwerze na moja strone www? Zanim maszyne naprawie i spowrotem wepne do sieci to troche sie czasu zejdzie.. poza tym mirror dobra sprawa, bo jak mi sie totalnie dysk wykrzaczy to.... hm...

moj public_html zajmuje ok. 600MB... takze troche miejsca trzeba...
18:46 / 23.12.2004
link
komentarz (2)
22 grudnia 22.47

moj linux osiagnal szczyty. Wlasnie sie wypierdolil na ryja 5 razy - za
kazdym razem wtedy, jak juz odpalilam x-y, mozille i probowalam sie dostac
na jakies strony www. /var/log/messages wyglada podejrzanie i cos jest nie
tak, niestety nie jestem specjalista od kernela i nie mam pojecia co to
znaczy.

tak wiec notka owa powstaje w vi, odpalonym z konsoli. Przynajmniej w ten
sposob sie nie wypierdala i cos moge zrobic. Coz, bede sie musiala zabrac w
koncu za jakis upgrade, tyle ze trzebaby zaczac od backupu, a jak zrobic
backup predko i sensownie, kiedy nagrywarka CD zepsuta????

Eh.
O tyle dobrze, ze polepszylo mi sie. Niewiele trzeba bylo zreszta... ot
wsadzic czapke na leb, wziac rekawiczki i polarek i popierdzielic na
piechotke na poczte. Glupia rzecz - spacer - a ile zmienia. Nad glowa
ksiezyc prawie w pelni, zimno jak cholera, gwiazdy i okoliczne domy
wystrojone w lampki zamiast choinek. Zero wiatru.
Prawie, prawie jak w zimie w Polsce, jeno temperatura nieujemna.

No nic. Ide spac. Cos bede musiala w koncu zrobic z tym pieprzonym
komputerem, bo mnie szlag trafi.
01:56 / 23.12.2004
link
komentarz (0)
Jeszcze

tylko jutro a potem pojawiam sie w pracy po Nowym Roku. Szkoda tylko, ze nikt mi za ten wolny czas nie zaplaci :(

Mielismy jechac z I. oraz C. do Tahoe snowbordowac sie. C. ma cwierc udzialow w chalupie niedaleko Squaw Valley (miejsce zimowych igrzysk olimpijskich w latach szescdziesiatych). Dziala to w ten sposob, ze musi sobie zarezerwowac lodging iles tam dni naprzod.

Poniewaz prognozy z zeszlego tygodnia nie przewidywaly sniegu, wydawalo sie, ze plan upadl. Teraz jednak zanosi sie na caly tydzien sniegu... w zwiazku z czym wystosowalam maila do I.

A on na to: poczekajmy do przyszlego tygodnia i zobaczymy. Tylko, ze jak poczekamy, to bedzie za pozno na rezerwacje i wszystko wezmie w leb.

GRRRR!!!!

Jakos nerwowa ostatnio jestem. Zamiast sie cieszyc swietami, atmosfera, prezentami i chuj wie czym jeszcze to sie wpieniam przez wiekszosc czasu. Nic sie nie klei, nie uklada - a wrecz przeciwnie. Zreszta....

PS: z ostatniej chwili: I. obiecal porozmawiac z C.

PS2: nadal chce mi sie wyc, a nie wiem dlaczego. W pracy cisza, prawie wszyscy poszli juz w cholere do domu, kwitne tylko ja i jeszcze pare osob...
W sumie to wole tak - nikt nie przeszkadza i mozna sie skupic, dzieki czemu efektywnosc roboty jest piec razy wieksza niz normalnie.
Slowo daje ten co wymyslil system pracy kubikowy to mial cos nie tak z mozgiem. Owszem, mozna ludziom zagladac przez ramie i kontrolowac, co maja na ekranie komputera, ale w ten sposob wcale sie wydajnosc pracy nie zwieksza.
18:47 / 22.12.2004
link
komentarz (0)
Napieta

atmosfera od wczoraj trwa. Dzis rano tylko standardowe dwa slowa, niezbedne, i zaraz potem standardowy buziaczek.

Nie chce mi sie wyjasniac, nie chce mi sie na ten temat gadac.

07:21 / 22.12.2004
link
komentarz (3)
Polaczyl sie.

Poszedl po rozum do glowy, znalazl stosowna informacje na www i po prostu otworzyl wlasciwe porty dla UDP na tym swoim firewallu.

Nie przeprosil, bo i po co, nie?

Powinnam sie chyba zaczac umawiac z kims, kto nie gra w zadne cholerne gry.

PS: zapytany dlaczego nie przeprosil powiedzial, ze nie twierdzil z cala pewnoscia, ze to moja wina.

kurwamac!
07:16 / 22.12.2004
link
komentarz (0)
Ta.....

zaszedl konflikt: I. nie moze sie polaczyc z serwerem i oczywiscie twierdzi, ze to moja wina: bo od wczoraj nic wiecej sie nie zmienilo, tylko tyle, ze ja sie podlaczylam.

Ah kurwa uwielbiam takie stwierdzenia.

Wchodzi zza firewalla.

AH.
06:15 / 22.12.2004
link
komentarz (0)
Dryfuje

w dobrze znanym kierunku: ja siedze za swoja zabaweczka (jeszcze nie ma imienia nawet), a I. siedzi za wlasnym pudlem i gra.

Ksiazek nie czyta. Dzis sie o malo nie obrazil bo sluchal jakiegos beznadziejnego wywiadu z malolotnym dziennikarzem przebywajacym w Iraku. Skrytykowalam wywiad, wzial to do siebie - no prawie - i jak zwykle. Bo zawsze musze dodawac, ze to nie jest objective statement, ale moja opinia. Bo jak moja, to nie ma dyskusji - z wrazeniami subiektywnymi sie wszak nie dyskutuje.. a mnie wlasnie o dyskusje chodzilo. No ale mniejsza z tym.

Stanelo na stwierdzeniu, ze mam szorstka osobowosc. Ja na to:
- taka juz jestem.

Czuje jakby robil mi z tego zarzut, a mnie to wali. Nie chce mi sie bawic w dyplmacje, zreszta jakos ludzie mnie lubia i bez tego.

Czniac to wszystko. Poszukam se moze klienta ircowego na makowke...
03:51 / 22.12.2004
link
komentarz (0)
A tak poza tym

to mialo dzis miejsce firmowe party christmasowe - wydanie mniejsze.

Mniejsze dlatego, ze trwalo tylko dwie godziny i w godzinach pracy. Zarcie bylo dobre, wino tez (matko, WINO bylo na party w godzinach pracy, koniec swiata) i odbyla sie wymiana prezentow zwana "white elephant". Polega to n a tym, ze kazdy przynosi jakis gadzet - najlepiej taki, co zalega w chalupie i z ktorym nie ma co zrobic. Prezenty sie pakuje na wspolny stol, kazdy kto przynosi prezent dostaje numerek. Osoby z numerkami bawia sie w wymiane. Pierwsza osoba wybiera sobie prezent ze stolu (wszystkie sa zapakowane), otwiera i pokazuje wszystkim. Nastepna moze wybrac nowy i otworzyc, albo zadeklarowac, ze chce ktorys z juz otwartych. I tak dopoki nie skoncza sie prezenty. Ma to sens rzecz jasna o tyle, o ile prezenty nie sa zupelnie do dupy. Czasami wymienia sie wieeele razy.
Najwiekszym wzieciem cieszyl sie wielki plastikowo-metalowy model dodge vipera, zaraz potem mata do jogi. Kiedy przyszla moja kolej zadeklarowalam, ze chce juz otwarty prezent: woda toaletowa CK, balsam do ciala, krem do rak, pomadka i szczotka do wlosow. Niestety, nastepna osoba zabrala mi to, ja z kolei zabralam komus poduszke z napisem "tonight" na jednej stronie i "not tonight" na drugiej :).

Miano najbardziej paskudnego prezentu zyskala ramka slubna, taka cala z porcelanki, z niesamowicie kiczowata para, rozyczkami etc. - no wiecie, takie prawie jak matka boska z odpustu.

Zdarzaly sie tez prezenty gowniane. Np. ktos wpadl na pomysl slicznego zapakowania spalonego tosta. Smiechu bylo co niemiara, ale ten co to dostal... eh...Albo puszka zupy czy puszka z szynka zwana "spam".
bueeee.

Uwazam, ze w taka wymiana prezentow to jeszcze jeden przejaw pragmatyzmu Amerykanow. W Polsce to zwyczaj zupelnie nieznany...

Ja przynioslam jako prezent pluszowego pieska tzw. Wishbone (to taki serial telewizyjny byl czy co tam, bardzo znany) - ktorego to pieska dostalam od ex mauzonka i nie bardzo wiedzialam, co z nim zrobic...
Osoba, ktora go wybrala bardzo sie ucieszyla i swietnie. Przynajmniej kogos bedzie cieszyl...
02:46 / 22.12.2004
link
komentarz (0)
W miare tego

im wiecej wiem o C. - serdecznej przyjaciolce I. - tym wieksza zywie do niej niechec.

Znaja sie od ogolniaka. Znajomosc zaczela sie wielka miloscia, ale jakos im w koncu nie po drodze bylo. Ona nigdy nie skonczyla collegu, pracuje jako property manager i twierdzi, ze to jedyna praca ktora umie robic.Nigdy nie probowala sie przekwalifikowac na cos mimo tego, ze tej roboty nie znosi. Calkiem niedawno miala problemy z alkoholem i to na tyle powazne, ze zaczela uczeszczac do klubu AA. Jakies cztery lata temu mieszkali razem, w maciupkiej chalupce i wiem, ze ona wtedy miala nawrot na niego, ze sie tak wyraze. Skonczylo sie tym, ze on sie wyprowadzil.

Twierdzi, ze jest za gruba i go nie pociaga fizycznie - niemniej ma na niego wielki wplyw. Liczy sie z jej zdaniem i opiniami, rowniez na temat naszego zwiazku. Za kazdym razem kiedy mowi, ze C. powiedziala to albo tamto to mnie niemal skreca.

Jakos nie umiem z nia znalezc wspolnego jezyka...
21:29 / 20.12.2004
link
komentarz (3)
Tak poza tym

to szalenstwo zakupow swiatecznych sie zaczelo na dobre. Ten weekend byl ostatni przed bozym narodzeniem. Pojechalismy do zajobnej wielkosci malla (tak tutaj nazywaja sie centra handlowe w stylu warszawskiej galerii mlotow), bo tam znajdowal sie najblizszy Apple Store.

Boze. Dzikie tlumy, cale rodziny, bahory wrzeszczace na wozkach, na rekach, dziki obled w oczach, kolejki do kas - no makarbra po prostu.

I, ktory ma srednio zaawansowana klaustrofobie malo tam nie zeszedl. Streszczalam sie jak moglam, facet obslugujacy kase pomylil sie dwa razy...

Wychodzilismy juz prawie biegiem, I. z panika w oczach i mina jakby zaraz mial sie udusic. Ja jestem bardziej odporna na tlumy, ale ta mieszanka krismasowego miuzaka, wrzeszczacych bahorow, wrzeszczacych rodzicow, grajacych zabawek, komunikatow przez megafony i halasu wszelakiego podzialala jak mlot pneumatyczny o 4 nad ranem.

W domu okazalo sie, ze I. nie ma kabla ethernetowego. Dal mi crossover, ja mu mowie, ze to nie to, alemusialam podlaczyc i pokazac, ze nie dziala, zeby uwierzyl. W lokalnym office depot mieli i kable i ladne damskie torby na laptopy. Cudo! Moglabym nawet taka torbe nosic zamiast mojego plecaka... tyle, ze ciezka jak cholera z tym laptopem w srodku...

Sama maszynka jest boska. Nie moglam sie od niej odkleic. Zakupilam sobie
ten
model. Jeszcze tylko dokupic wiecej pamieci i bedzie git :)
21:18 / 20.12.2004
link
komentarz (3)
W sobote

poszlismy z I. na krismasowe party do jego znajomego. Zaczelo sie nudnie jak cholera - byla jego siostra (w osmym miesiacu ciazy) z mezem, jakies znajome. Dretwa rozmowa, mjuzak krismasowy (nic tylko sie pozrzygac) i zarcie calkiem ok - niestety, przybylismy juz po obiedzie, nauczeni doswiadczeniem z poprzednich imprez u S. u ktorego nigdy zarcia nie mozna bylo uswiadczyc.

Po jakims czasie zaproponowalam I. zeby kopsnac sie do samochodu i przyniesc jego kompakty. Najpierw zaoponowal - bo to nie jego party, bo nie bedziemy sie szarogesic..

Po jakims czasie jednak zmiekl i.. zaczela sie zabawa! Ludzie predziutko odsuneli stol, zrobili miejsce i zaczeli tanczyc. Niesamowite, jak na S. party - gdzie nikt przedtem nie tanczyl. Z drugiej strony jak mozna bylo sie bawic do muzyki z lat osiemdziesiatych, takiego zajobnego disco? S. tylko takiej slucha i nikt nie smial jakos tego zmieniac.

Ja osobiscie mialam przyjemnosc wytanczyc sie z ... murzynem :)
Matko, ostatni raz tak smigalam w szkole sredniej, kiedy jeszcze przynalezalam do klubu tanca. Facet byl po prostu niesamowity. Obracal mna na wszystkie strony, podrzucal, przekrecal - zaliczylismy chyba wszelakie ewolucje. Jego towarzyszka, z ktora przyszedl, obrazila sie na niego - bo caly czas tanczyl ze mna. Hihih :)

Dobrze, ze I. bardziej tolerancyjny. Powiedzial, ze jakby byl murzynem to tez by tak tanczyl...
07:43 / 20.12.2004
link
komentarz (0)
Aha

w cenie prawie $2000 jakie zaplacilam za powerbooka az $150 to podatek ... stanowy (sales tax).

Oplaca sie pojechac do sasiedniego Oregonu, gdzie nie ma podatku stanowego i kupic tam, o ile oczywiscie ktos ma tyle czasu...
03:27 / 20.12.2004
link
komentarz (0)
Notke

taze klepie wlasnie z mojego nowiuskiego, slicznuskiego i ukochanego powerbooczka :)

Znizke dostalam jednak - ale na innej zasadzie. Otoz, jak sie jest studentem, to Apple daje znizki. W moim wypadku bylo to $200 - calkiem niezle.. zalogowalam sie ze sklepu do mojego konta na Foothill i to wystarczylo. Nijah!

Teraz to napewno bedzie wiecej notek... :)
02:09 / 19.12.2004
link
komentarz (6)
No i tak

siedze sobie w domu u I. sama i mam pracowac zdalnie, nie? Taki mialam zapal dzis, ze wzielam prysznic, zrobilam wystawne sniadanie, potem pojechalam na zakupy.. zanim przyjechalam to juz byla czwarta, zanim zabralam sie za obiad i pomalowalam pazury juz piata. Za jakas godzine wroci I. ze swojej roboty i dupa. A potem idziemy na impreze christmasowa do znajomego I. a jutro umowilam sie z S. no i tyle pewnie bedzie z mojej pracy.

Ah, mam jeszcze mocne postanowienie kupic sobie jutro PowerBooka. Kupno ze znizka niestety sie nie udalo, a na drugi kontakt nie mam juz sily czekac. Pierdole, przeplace, ale chce JUZ. Teraz to normalnie bitwy o komputer u I. odchodza.
Tyle, ze jakbym sobie jeden tutaj stacjonarny przeniosla, to nie potrzebowalabym laptopa... na stacjonarny jednak I. sie nie zgadza bo twierdzi, ze nie ma miejsca.
06:05 / 17.12.2004
link
komentarz (1)
Ah,

zapomnialam dodac. Zadzwonila dzis S. - to ta hinduska, z ktora pracowalam i z ktora szef mial rekoczyny w firmie przecudnej rekruterskiej trzyosobowej.

Otoz, S. wychodzi za maz. Zna tego chlopa dwa miesiace, slub planowany w lutym, oczywiscie w Indiach.

Powiedzialby ktos, ze predko? A wcale nie - jak na norme hinduska... Bo co. Tam celem ogromnej wiekszosci facetow jest posiadanie dzieci. Wiadomo wiec, ze ktos te dzieci urodzic musi. Malzenstwo to w ogole biznes jest. Ukladane oficjalnie, zeni sie cala rodzina (klan) z klanem, a nie tam ze pan mlody z panna mloda. Kobiety to specjalnie duzo nie maja do gadania - kobieta bez meza i bez dziecka to nic nie znaczy u nich w spoleczestwie.
Ponoc sie to zmienia, ale daleko jeszcze do poziomu chociazby USA, oj daleko.

Anyway. S. w ogole to powinna sie cieszyc (mowie to ze zlosliwa ironia) bo jakiez to ona ma miec wziecie??? Jak miala 18 lat wyszla za maz, po roku sie rozwiodla i od tamtej pory zyla sama, na wlasnym utrzymaniu, zrobila w miedzyczasie doktorat i MBA... NO TAKA TO NIE MA PRAWA WYBRZYDZAC. Nie?
Kolega hindus niedawno podsumowal:
- wiesz, na swiecie jest tylko miliard hindusow, a i tak sie wszyscy znaja...

Przerazajace, ale to tak jest. Hindusow w silly valley jest od kutafona, ale FAKTYCZNIE sie wszyscy znaja. A nawet jak nie, to i tak wiedza od razu z jakiej kto kasty jest i jak z nizszej, to nie gadaja w ogole do niego.

Jeszcze zeby tacy na kase nie byli pazerni i tak kobiet nie mieli zupelnie w dupie...
05:10 / 17.12.2004
link
komentarz (2)
Dzis

mam refleks niesamowity, ale to pewnie dlatego, ze wstalam o tej 6.30...

W pracy:
Konfiguruje se appliance, przeszlam przez setup, odpalam sesje browsera zeby sie do GUJa zasranego dostac. Wklepuje hostname i dupa - connection refused. Matko, my tu chcemy ship product (ze sie tak wyraze) a tu co?? Lece do labu, sru, sprawdzam wszystko, czy port dostepny, czy admserv odpalony, resetuje iptables.. i dalej kurwa nic.

No i co, co? Dobrze, ze zanim zrobilam mlyn zaswitala mi w glowce mysl jedna: przeciez dobijam sie do hostname, a adresu IP nie zmienilam na wlasciwy, to nie dziwne, ze sie nie moge dobic...

Juz w domu: ogladam se zdjecia znajomej znad Baltyku. Piekna polska plaza w zimie, zajebiscie i w ogole.. rozmarzylam sie, ah, jaka szkoda, ja tez chce mieszkac nad morzem!!!

Zaraz kurwa, zaraz, przeciez ja mieszkam nad oceanem!!!

Inna sprawa, ze do tego oceanu zeby dostac sie na publicznie dostepna plaze to trzeba jechac tak przynjmniej z pol godziny. Na piechote sie nie da, czyli nie to samo i chujowo.

Ale i tak mocne, ze ZAPOMNIALAM.

Kurna. Praca w duzej upadajacej korporacji typu SUN miala jedna wielka zalete: wszyscy wszystko mieli w dupie wobec czego mozna sie bylo opierdalac rowno i nie przejmowac niczym. I wychodzic z roboty po osmiu godzinach.
22:25 / 16.12.2004
link
komentarz (0)
Zizni maja zizni,'

sztoby ty zopu miala...

uwielbiam to powiedzonko. Z I. z kryzysu wyszlismy. Umowa jest nastepujaca: jak se kupi locum, to bedziemy razem mieszkac, bede mu placic i zyc na rownych prawach oraz przeniose swoje bambetle.
Chociaz, wczoraj jakos tak sztywno i nieco gowniascie bylo. Dzis rano patrzyl sie dziwnie - ale to pewnie dlatego, ze sie sama ze siebie obudzilam o 6.30, wzielam prysznic, zjadlam sniadanie i w ogole bylam rzeska i gotowa do zycia. Zupelnie jak nie ja.

Kurwa, nie wiem. Potem sie bede zastanawiac.

Tymczasem w pracy z Gruba przebojow ciag dalszy. Jest maintainerka tzw. smoke test (podstawowe testy, ktore sie wykonuje zeby sprawdzic, ze dana wersja produktu/software nie jest zupelnie spieprzona i do dupy) no i te testy maja byc portowalne i wykonywalne zarowno na instalacji softwarowej jak i na appliance. Na tych ostatnich sie niestety nie wykonuja i teraz dylemat: kto ma poprawiac i co? Ja wysunelam propozycje, ze moge napisac i utrzymywac oddzielna wersje testkejsow smoke na appliance... a kolega na to, ze nie. Ze mam z Gruba sie dogadac, ze to do jej obowiazkow nalezy zeby to updatowac i zeby na obu platformach dzialalo. A Gruba robi mi wielka laske i generalnie ma wszystko w dupie i nie ma zamiaru nic poprawiac.

Normalnie kurwica mnie strzela. Gdy natrafiam na taka przeszkode to po prostu robie to, co mi potrzebne, sama. A tutaj kurwa nie. Musze ja do tego zmusic. Szlag mnie chyba trafi. Jak narazie produkuje szczegolowe maile z opisem i prosbami i trzymam pieczolowicie kopie. Nigdy nie wiadomo, na co sie przydadza.

Prawnika nadal nie moge znalezc. Nastepna polecona przez znajoma niestety wykrecila sie dupa i stwierdzila ze ona owszem, to moze sie zajac, ale CALA moja sprawa, a za zaczecie to zyczy sobie $3000. Niech spierdala na bambus.
07:05 / 15.12.2004
link
komentarz (10)
Wycofal sie.

Chylkiem tylcem jak rak. Spasowal.

I dobrze, bo NIE-dobrze jest miec mnie jako wkurwionego przeciwnika, to pewne.

Ale i tak tymczasowo i bez swoich rzeczy nigdzie sie nie bede wyprowadzac. W ogole to mi sie odechcialo chyba.

Narazie.

A moze i na dluzej.
05:32 / 15.12.2004
link
komentarz (0)
No

to sie zrobilo ciekawie. Bo kurwa za nudno bylo, nie?

Otoz zaczelam dyskusje z I. na temat wspolnego mieszkania. Moim skromnym zdaniem to juz najwyzsza pora. W styczniu bedzie rok jak sie widujemy.

Jego zdaniem i zdaniem C. (jego najblizsza przyjaciolka ze szkoly sredniej, z ktora kiedys zdarzylo mu sie przespac, a ktora teraz byc moze jest o mnie zazdrosna) to, ze ja oswiadczylam po pol roku, ze mozemy se razem zamieszkac - ze to bylo szokujace. Ah.

Anyway. I. propozycje zlozyl mi nastepujaca: ze jak sobie kupi wlasne mieszkanie (a zaczal sie juz rozgladac), to chcialby zebym ewentualnie tam zamieszkala na probe, ale swoje rzeczy nadal miala u wlascicielowspolmieszkanca.

Bo kurwa co - jak cos nie wypali, to powie "spadaj mala" a ja spakuje swoje skromne manatki i w godzine juz mnie nie bedzie.

Pierdole taki interes. Znowu byc na czyjejs lasce. Niech mnie pocaluje w dupe, z przeproszeniem.
Wygarnelam co mysle i zobaczymy.

Jak sie zniecheci to chuj mu w dupe i kawalek szkla. Tego kwiatu jest pol swiatu a ja za stara jestem, zeby se pozwolic coby mna jakis facet tak pomiatal.

Starczy, ze jeszcze sie z mauzonkiem nie rozwiodlam i mam przejscia. Jeszcze mi kurwa tego tutaj potrzeba.

Pierdole.

PS: a dobra butelka wina mi w tym pomaga, tzn. w szczerosci. Taka butelka przynajmniej nie ma zadnych wymagan i sie nie boi i nie czai jak czajkowski do fortepianu. No.
19:32 / 14.12.2004
link
komentarz (2)
Z pozytywow:

odkrylam wczoraj Deli prowadzone przez dwie Wietnamki. Maja wietnamskie kanapki - rewelacja.

Kanapka taka sklada sie z sredniej bulki francuskiej przekrojonej na pol. W srodku jest rozny rodzaj miesa albo ryby (do wyboru kilkanascie rodzajow), pikantne marynowane warzywka, jakas zieleninka, cebulka. Zero masla i majonezu. Jakims cudem taka kanapka wcale nie zapycha geby i nie jest sucha - i kosztuje tylko dwa i pol dolara!

Amerykanskie standardowe kanapki nawet sie do tego nie umywaja.
19:26 / 14.12.2004
link
komentarz (0)
Pracowac

mi sie nie chce. Tez nowina.

Gruba wczoraj niemalze sie obrazila, ze smialam zwrocic uwage na fakt, iz jej testkejsy sa nieportowalne na appliance.
Teraz bede sie bujac z nimi sama.

Rano dzis wstalam i bylo ciemno. Dobrze, ze nie padalo i w miare cieplo jest, jak na zime (jakies 15 st C) - ale i tak do dupy.
06:01 / 14.12.2004
link
komentarz (1)
No

wreszcie mam chwile, zeby po pracy przysiasc sobie w domu przy komputerze.

Cos tam sie dzialo w miedzyczasie tak zwanym. W sobote byla oficjalna impreza bozonarodzeniowa w firmie I. Wobec powyzszego, ze to oficjalne etc. musialam dokonac zakupu kiecki.

Cuda takie oczywiscie sa drogie jak skurwysyn a mnie wcale nie ciagnie do wydawania ponad stu dolcow na kiecke (jak nie wiecej) ale co tam - Polka potrafi!
Jest sobie mianowicie taka siec sklepow tutaj, co nazywa sie Ross. Oferuja nawet markowe ciuchy za polowe albo i jedna trzecia ceny - po sezonie. Po prostu dziala to tak, ze dostaja wszystko z "eleganckich" domow towarowych, co sie nie sprzeda. Ciuchy sa nowe, ale to siec sklepow uwazana przez wyzsza klase srednia za miejsce, gdzie biedota sie obkupuje. No bo nie ma ladnie urzadzonych wnetrz, zyrandoli krzysztalowych, skaczacych wokol klientow panienek z dekoltem, jednego ciuszka na jednym wieszaczku etc.

Nic to. Kupilam sobie dwie kiecki, bardzo ladne i eleganckie, za jedyne czterdziesci dolcow. Do tego taka malusia-torebusia - wiadomo, nie bede taszczyc mojego plecaka skorzanego w ramach torebki do kiecki wieczorowej.. i jeszcze stosowna bizuterie.

Stroj zrobil nalezyte wrazenie (mam nawet zdjecie, wrzuce tu linka) - szef I. rzucil sie na powitanie ehm.. no tego, w objecia: a to calowac w policzek, a to w ramie (gole), a to w szyje... teges. Sie zrobilo tak jakos nieszczegolnie, zwlaszcza jak zona (na oko starsza z dziesiec lat i grubsza ze 30 kg ode mnie) lypnela a to raz a to drugi i I. sie zaczal krzywic.

No ale nic. Impreza miala miejsce w muzeum sztuki wspolczesnej. Porcje jak zwykle, miniaturowe, za to na wielce zdobnych talerzach. Poszlismy pozwiedzac wystawe w tymze muzem potem - nic szczegolnego. Jakies dziwaczne kiecki, dwa samochody (najlepsza czesc tej wystawy imho), zdjecia i makiety dziwacznych domow... jakies swiatelka w ksztalcie glusiow migajace.

Kurwa, nie lapie tej wspolczsnej sztuki. Nie ma to jak klasyka grecka czy chociazby renesansowa. Modelki w Starozytnej Grecji przynajmniej mialy normalne ksztalty, a nie jakichs szkieletorow...

A potem przerzutka na impreze urodzinowa kolegi z pracy. Fajnie bylo, ziolo palone, alkoholu w brod i generalnie same znajome mordy. Niestety, zgubilam gdzies ta srusia-torebusia, w srodku byla pomadka i konturowka. Dobrze, ze nie karty kredytowe i portfel...

Anyway. Musialam gdzies po drodze przesadzic z alkoholem (whiskey z trawa i winem sie tak srednio miesza) i zoladek odmowil mi posluszenstwa. Spac poszlam normalnie, ale jaka jazda sie zaczela w niedziele rano, matko. Myslalam, ze sobie koniec odbytu geba wyrzygam. I. juz chcial do szpitala mnie wiezc, na szczescie w poznych godzinach popoludniowych doszlam do siebie i juz nawet moglam herbate wypic, o.

O pracy chwilowo pisac nie bede, bo znow mnie Gruba wkurwila. Moze potem.
22:15 / 10.12.2004
link
komentarz (2)
To nie przypadek,

ze rezimy komunistyczne siedza na bagnetach i rozprzestrzeniaja sie glownie tam, gdzie trzon spoleczenstwa stanowi niewyedukowane chlopstwo.

Rewolucja komunistyczna to prawie jak czarna smierc. W skrajnych przypadkach - jak np. w Kambodzy - w przeciagu zaledwie paru lat potrafi obrocic w perzyne spokojny i w miare dostatni kraj, a w przeciagu nastepnych kilkunastu wymordowac miliony ludzi.

Ja rozumiem, ze ktos moze sie tego obawiac i miec awaresje - ja tez mam.

Ale w imie takich obaw i generalnie antykomunistycznej fobii twierdzic, ze szkolnictwo powinno byc prywatne od a do z? Przesada.

IHMO w dzisiejszym swiecie sie to nie sprawdza.
20:26 / 10.12.2004
link
komentarz (2)
W ogromnej

wiekszosci firm nie oplaca sie pracowac naprawde solidnie i szybko - chyba, ze pensja zalezy od bezposredniej prowizji. Jak nie zalezy, to lepiej dostosowac sie do tempa tlumu. Wychylanie sie na plus przynosi same niekorzysci:
- inni w grupie zaczynaja sie bac, ze szef bedzie od nich wymagal takiego tempa, jakie trzymamy my
- w zwiazku z tym koledzy patrza na nas podejrzliwie i przestaja nas lubic
- skonczenie swojej roboty przed czasem i oznajmienie tego glosno szefowi powoduje, ze zaraz dostajemy na dorzutke cudza robote.
- drugi, trzeci raz - i juz jestesmy w kieraciku robiac dwa razy tyle co inni, w tym samym czasie i na dodatek wszyscy traktuja to jako normalne. Jakiekolwiek obsuwy beda juz postrzegane jako niewywiazanie sie z naszych obowiazkow.

No i po co? Skonczy sie to smutno - nadmiernym przepracowaniem i stresem i rzyganiem praca dookola. W firmie wiekszej niz 10 osob, ktore znaja sie nawzajem jak lyse konie, promocje i tak zaleza od ukladow i dupolistwa i tego, jak sie czlek sprzedaje na zewnatrz a nie tego, ile naprawde i jak robi.

Smutny wniosek.
19:19 / 10.12.2004
link
komentarz (0)
Jakie

to polskie i jakie piekne, no.

Pani Sroda odwarzyla sie beknac w ramach tematu tabu i co mamy? Oczywiscie swiete oburzenie, protesty, wyzywania i co tam jeszcze. Bo Kosciola Matki Swietej naszej NIE WOLNO krytykowac.

To prawda, ze Jan Pawel II napisal, co napisal; to prawda, ze "oficjalna" polityka Kosciola wobec przemocy wobec kobiet jest jaka jest. Ale co z tego, skoro setki proboszczow na mszach w polskich wsiach i miasteczkach mowi z ambony zupelnie co innego i zacheca do zupelnie czego innego?

Jakos nie przemawiaja do mnie tlumaczenia typu "nie mozemy kontrolowac wszystkich, przeciez ksieza to ludzie".
Bzdura. KK jest organizacja totalitarna i wierchuszka ma prawo (i z tego prawa korzysta) wydawac rozkazy co do postepowania zwiazanego z wiara i odprawianymi obrzadkami przez ksiezy.

Tyle, ze tutaj wierchuszka koscielna NIE CHCE naciskac w tej sprawie. A mogliby to zmienic. Mogliby zmienic nastawienie przecietnych szarych ludzi i przesunac akcent z rodziny na prawa czlowieka. Powiedziec, ze zona bita przez meza nie musi i nie powinna znosic dzielnie przemocy w imie utrzymania rodziny i wychowania dzieci. Ze przemoc fizyczna wobec kogokolwiek jest zla.

Ale nie, nie powiedza tak. Latwiej zrobic mlyn wokol paru zdan dotykajacych problemu i zamknac w ten sposob geby wszystkim na nastepne pare miesiecy. I udawac swiete krowy.

Kobieta w Polsce to nadal ma byc matka dzieciom, matka polka i strazniczka rodziny. To, ze czlowiek - to dopiero stoi na drugim albo trzecim miejscu.
19:04 / 09.12.2004
link
komentarz (5)
Wczoraj

spotkanie z prawnikiem. Dokumentu nie podpisal, bo powiedzial, ze zbyt niesprawiedliwy i co prawda ja mam pelne prawo sie zrzec dowolnej czesci majatku mi sie nalezacej, ale on tego nie podpisze.

Ta.... moge sie sama reprezentowac, ale z kolei takiego dokumentu to najprawdopodobniej sad nie zaakceptuje. Bo tuta prosze panstwa sie kurwa nie zdarza, zeby zona przy rozwodzie rezygnowala z naleznej jej polowy majatku.
Ten prawnik co to odmowil parafy praktykuje 25 lat i powiedzial, ze takiego dziwa to jeszcze nie widzial.
Patrzyl sie na mnie, jakbym sie z choinki urwala albo zmienila kolor na zielony.

Ah, boja sie prawniki jeszcze pozniejszego posadzenia o malpractice. Ze niby ja potem takiego prawnika moge podac do sadu i oskarzyc o to, ze spartaczyl robote, nie wyjasnil mi moich praw etc.

No kurwa paranoja do kwadratu.
20:06 / 07.12.2004
link
komentarz (4)
W pracy

Sodomy i Gomory cig dalszy. Kupa bugow i maszyny nie chca sie upgradowac. Wszyscy biegaja jak poparzeni.

Siec sie ustabilizowala, za to komputer na ktorym jest baza danych z testkejsami lezy do gory dnem i nikt nie wie, kiedy sie podniesie.

Nowa "build" utknela na jakims etapie w zwiazku z czym proces nieskonczony w zwiazku z czym dupa zbita i zero sprawdzania bugow, bo nowej wersji softwaru niet.

Pieknie jest.

Slonce wyjrzalo, grzeje jak szalone, po deszczu wszystko paruje...
Zapomnialam wczoraj, ze sie umowilam z mauzonkiem na odbieranie papierow i obiecalam I., ze bede u niego. Powiedzialam mauzonkowi, zeby wpadl z papierami do mie do pracy. Wyjde po niego na parking jak zadzwoni, hyhyh.

Zdalam wczoraj koncowy egzamin z HTMLa. Czas byl dwie godziny (zegar tykal), mozliwa ilosc punktow 80. Nie wiedziec czemu ubzduralo mi sie, ze bedzie 80 pytan. Zaczelam, lece, lece do przodu, byle szybciej, bo bo 80 pytan! Doszlam do 27 - koniec testu. Se mysle, ki cholera? Pewnie jest druga czesc. No to siup, submit i... to byl faktycznie koniec testu. Uzyskalam 76 punktow - pomylilam sie w jednym pytaniu. Czas - 18 minut, w miedzyczasie jeszcze odebralam telefon of I.

Mysle, ze calkiem niezle...

Swoja droga to juz sobie wyborazam, jak polscy studenci naduzywaliby ten system. Egzamin sie zdaje poprzez Internet, zdalnie. Czas jesli liczony, ale nauczyciel nie ma mozliwosci zweryfikowania czy osoba siedzaca za komputerem w domu to rzeczywiscie ta, o ktora chodzi. Latwo wiec byloby zatrudnic kogos, kto odwalalby wszystkie projekty oraz potem zdal dwa egzaminy i siup - quater zaliczony. Nawet nie trzebaby sie specjalnie wysilac.

Tutaj o dziwo ludzie tego nie naduzywaja. Inna sprawa, ze w pracy, przy zatrudnianiu, licza sie umiejetnosci przede wszystkim. Jak ktos czegos nie umie, to zaden papier nie pomoze, z pracy wyleci.

W Polsce w wiekszosci to pic na wode fotomontaz: papier jest, zatrudniamy, a co dalej to niewazne.
No w kazdym badz razie w wieeeeelu firmach tak wlasnie jest. Sztuczne wymagania.

No chyba, ze sie myle...
02:57 / 07.12.2004
link
komentarz (1)
Z jednej strony

to chcialabym mieszkac razem z I.

Z drugiej....

waham sie. On chyba jeszcze nie dojrzal do tego, zeby zyc z kobieta. Nigdy zreszta do tej pory nie zyl - nie liczac posiadania wspollokatorki i kilku tygodni mieszkania pod jednym dachem z dziewczyna, z ktora podowczas chodzil.

Nawyki ma wyjatkowo kawalerskie... jego mieszkanie, jego podworko. To mnie najbardziej odstrecza.
Bo jak sobie wreszcie kupi to mieszkanie za miesiac czy dwa, to bedzie niewatpliwie jego. Ja sie tam tylko wprowadze i bede mieszkac - z grozba w kazdej chwili wyniesienia sie, jesli cos pojdzie nie tak.

Teskno mi do czegos wlasnego. To smieszne, ale nigdy w zyciu nie mialam wlasnego kata. A to mieszkalam z rodzicami, a to w akademiku, a to w wynajmowanym, a to wspollokatory, a to to a to siamto.
Nigdy nie mialam okazji pomalowac sobie scian w takim kolorze w jakim chce, pierdolnac polki albo wykopac dziure czy tym podobne rzeczy.

Rozpaczliwie zaczynam tesknic za taka jaskinia - gdzie jak mnie caly swiat wkurwi, to moge sie uwalic z ksiazka albo bez, upic sie, porzygac czy zrobic burdel albo trzymac porzadek i nikt, NIKT mi nic nie powie, bo nikogo tam nie bedzie.

Tak.
Piekne to. Niestety nierealne ze wzgledow finansowych :(((

Jak sie wprowadze gdzies razem z I to napewno bedzie chcial ode mnie finansowego udzialu, a na placenie rownoczesnie za to plus dodatkowo jeszcze moj wlasny kat to mnie nie stac narazie i zbyt predko tez nie bedzie mnie stac.

02:12 / 07.12.2004
link
komentarz (4)
Nie no

pieknie jest. Za oknem ciemno i zbiera sie na deszcz caly dzien, w zwiazku z czym cisnienie niskie, w zwiazku z czym zaziewuje sie na smierc. Jak sie do tego doda fakt, ze notorycznie jestem niewyspana od miesiaca to sama sie sobie dziwie, ze jeszcze chodze i nie przewracam sie po katach.

W pracy siec ma czkawke. A to DNS sie uwali, a to NFS mount a to costam. Panowie z IT w srodku dnia biznesowego, na tydzien przed release produktu po prostu robia upgrade-w-locie calego WANa. Nie no luzik i fantazja.

Wiekszosc ludzi poszla se w cholere do domu i ja zapewne tez tak zrobie. Co bede kwitla.
22:06 / 06.12.2004
link
komentarz (3)
PowerBook
w drodze.

Sweeeeet sweet deal. Wyglada na to, ze dzieki znajomemu znajomego (z ktorym pracuje) zakupie PowerBooka po cenie promocyjnej dla pracownikow Appla, ktora to cena bedzie nizsza o czterysta do pieciuset dolarow.

Njah! Odbior przez ulice - jak raz gosc pracuje w budynku, ktory znajduje sie o 200 metrow od mojej firmy.

Juz sie ciesze i nie moge doczekac nowej zabawki.

Odtwarzacz CD w samochodzie tez juz zamontowany. Od razu sie jakosc jazdy polepszyla i nie przeszkadza mi az tak fakt, ze jezdze rozklekotana Toyot Corolla a nie super-hiper-duper bolidem.
20:59 / 06.12.2004
link
komentarz (0)
Jeszcze

tylko polowa tego tygodnia i jakos moze dociagne do konca.

W sobote projekt oddany - zobaczymy jaka ocene dostane. Poczulam sie skomplementowana, bo nauczycielka powiedziala mi, ze milo bylo miec mnie w klasie i bylaby zachwycona, gdybym kontynuowala jej nastepna klase bo widzi we mnie "potential".

No coz. Tez bym chciala sie pobawic w malowanie akwarelkami albo poglebic swoja wiedze z programow wektorowych - ale coz. Nie miesci sie to w programie potrzebnym mi do pozyskania tego cholernego degree a czas nie guma, w nieskonczonosc rozszerzac sie nie bedzie.

Niby moglam sobie pospac w niedziele, ale poklady niewyspania z calego tygodnia nie znikaja tak nagle.
Dalej mam zmarchy i since pod oczami (tak, naleze do tych, co maja since zamiast worow -cholera wie, co lepsze..) i wygladam jak upior w operze.

Co tam jeszcze. I. oczywiscie moich pretensji piatkowych nie zrozumial. Jest jak zwykle full-wypas racjonalny i tyle. Ah, dorzucil tez, ze ma wlasne potrzeby emocjonalne i jedna z tych potrzeb jest wychodzenie z przyjaciolmi od czasu do czasu. Niby logiczne i w ogole ale i tak mnie to nieco irytuje. Ze tez nie moge sobie pobyc ksiezniczka - chociaz kurwamacia na jeden, slownie JEDEN wieczor. POmarudzic, posmecic i byc przytulona.

Coz, nie to nie. W tym tygodniu zdecydowanie wyciagam A. i idziemy w czwartek albo piatek szlajac sie do jakiejs knajpy i otoczyc wianuszkiem adoratorow i w ogole.
Se nie bede zalowac. Ba, najlepiej by bylo gdybym w przyszla sobote olala obiecane wyjscie na firmowe balety z I. i zamiast tego poszla na impreze do znajomego z pracy. No ale nie wiem jak to z tym jescze bedzie.

W srode spotkanie z prawnikiem, dzis poniedzialek, a ja nie mam papierow od mauzonka jeszcze. Muaaahahaaa.


08:57 / 04.12.2004
link
komentarz (0)
Zawsze,

kiedy sobie zapale, mysli moje wydaja mi sie zupelnie genialne. Mam niesamowite, odkrywcze pomysly. Ba, drugim Szekspirem jestem, Einsteinem i Porsche'em.

I tylko potem za trzy godziny, kiedy czytam to, co napisalam, wydaje mi sie jakies takie zalosne.

Wlasnie mysl owa powstrzymala mnie przed slinotokiem.
Ale teraz to sie fachowo nazywa monodrama albo blogowanie, hyhyhyh.

Dzieci-smieci. Nadchodzi era Koreanczykow, dla ktorych komunikacja emailem jest przestarzala i za wolna.

Strach sie bac. Ide spac.
07:07 / 04.12.2004
link
komentarz (0)
A
tam pierdole, zapale se trawy. Ciekawe, co z tego wyjdzie. Na mnie zawsze trawa dziala tak, ze wzmacnia nastroj w jakim jestem obecnie.

Poczytalabym sobie jakas dobra ksiazke, taka, w ktorej sie mozna zanurzyc po same uszy - w gre wchodzi wiec tylko ksiazka po polsku.

Niestety nie mam zadnej przy sobie.

Nie chce mi sie smiac.
06:39 / 04.12.2004
link
komentarz (0)
No i tak:
jest piatek wieczor, siedze sama w apartamencie u I. bo on sie wybral w miasto znow.

Fakt, ze zapowiedzialam, ze bede musiala sie po pracy udac do kolezanki z zajec (zgodzila sie uzyczyc mi swojego Illustratora CS) i dokonczyc ten projekt - byle jak, ale dokonczyc.

Fakt, ze zapowiedzial wczesniej, ze wyjdzie gdzies.

Ale jednak pozostaje smutek - bo akurat dzis chcialam, zeby mnie przytulil, pocieszyl - po prostu zostal ze mna. Co z tego, ze wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazywaly ze. Nie jestem robotem i miewam emocje, ktore nijak jak widac (czasami) nie ida w parze z wyliczeniami i spodziewaniami.

Tak, spodziewalam sie, ze zrezygnuje z wyjscia z kolegami i zostanie ze mna. Podszedl do tego w sposob zimno-matematyczny: pol zeszlego tygodnia bylismy razem ze soba, tylko my; ten weekend spedzimy razem wiec nie mam sie praktycznie o co czepiac. Bo on chce zachowac balans i mysli, ze to zdrowe.

Matko. Pierdolony wykalkulowany inzynier. Juz zdaje sie na to narzekalam wczesniej, nie?
Sama nie wiem co lepsze. Idealow nie ma, niestety. Ksieciow z bajki tez nie. Ani bialych koni, zbroi i takich tam. Jest za to cynizm albo egzaltacja albo niezrownowazenie psychiczne i cala masa innego gowna.

I zimno na zewnatrz, i zimno w srodku.
06:34 / 03.12.2004
link
komentarz (3)
No,

to zalatwilam sie pieknie bez mydla i na cacy.

Ostatnia klase z wprowadzenia do grafiki komputerowej mam w ta sobote, o 9 rano. Do skonczenia projekt w Illustratorze majacy byc podstawa animacji - mam wszystkie sciezki i szkice, 7 ramek, teraz musze to wypelnic kolorami i gradientami. Wszystko pieknie fajnie... zasiadlam wlasnie do roboty i... siurpryza.

Moj Illustrator (wersja 10) nie chce za chiny ludowe otworzyc pliku z animacja, ktory to plik edytowalam w labie klasowym Illustratorem CS.

KURWA MAC! Na dodatek wyglada na to, ze wersja dziesiata nie ma polowy bibliotek - np. z gradientami - akurat tych, co mi sa potrzebne.
Dodam, ze wersje mam legalna calkowicie i z licencja.
Nie wiem, czy robi roznice fakt iz moja makowka nie jest wpieta do Internetu teraz, bo wlascicielowspolmieszkancowi sie wyjebal firewall i DHCP serwer (sprzetowo) i niespieszno mu naprawiac.

Moge niby udac sie do szkolnego labu, ale jutro i tak rano musze byc w pracy i nie wyjde wczesniej jak o osmej wieczorem, a o tej godzinie lab juz zamkniety.

Poslalam wlasnie rozpaczliwego maila do nauczycielki...
Zobaczymy. Jak mnie uwali (to projekt zaliczeniowy, mamy oddac go w ta sobote) to sie chyba zastrzele.
dwa i pol miesiaca ciezkiej pracy i wstawania w sobote rano pojdzie sie jebac :((((

Kurde, moglaby mi to na jakies B czy C zaliczyc, byle zaliczyc...

No kurwa mac, coz wiecej moge powiedziec????
21:34 / 02.12.2004
link
komentarz (0)
Wczoraj

odetchnelam. Zaczne chyba gdakac, no bo tak:
- po drodze z pracy do I. apartamenta zrobilam zakupy zarciowe z mysla o obiedzie
- po przybyciu zrobilam obiad
- przykladnie jak dobra rodzina usiedlismy do stolu, zajeli rozmowa przy kieliszku wina i sake i pelnych talerzach

Potem w programie bylo ogladanie filmu, smichy-chichy i takie tam. Normalnie sielanka. Co gorsza, LUBIE takie sielanki. A co.

Jedyny problem zaistnial rano, kiedy trzeba bylo wstac. Ah, po drodze I. mnie skopal w nocy, bo snilo mu sie, ze go atakowal maly slodki tygrys i jak stwierdzil "no musialem skurwiela skopac". Oczywiscie w roli tygrysa w rzeczywistosci wystapilam ja. Moglo byc gorzej. Mogl go ktos atakowac i w ramach samoobrony zaczalby ta osobe dusic. Albo walnac w leb, no nie?

Matko, jakie to wszystko slodkie. Czlowiek skupia sie na codziennej rzeczywistosci i ma - bo moze miec - w dupie polityke, korporacje, globalizacje i inne tego typu syfy. Ciekawe, na jak dlugo.

Odpowiedz: dopooki rzeczywistosc ktoregos dnia pieknego znowu nie ugryzie mnie w dupe i nie przypomni o swoim ponurym istnieniu...
02:21 / 02.12.2004
link
komentarz (0)
Dupe

a nie projekt dzis robic bede. Godzina ledwo piata a ja juz zasypiam przed komputerem w pracy.

Tia...czlowiek sie starzeje i nie te latka juz. Pare godzin snu na dobe nie starcza, po kilku dniach czuje sie jak zuzyty i rozjechany walem drogowym slon.
Powieki kleja sie do szkiel kontaktowych a szkla do oczu.

Poza tym zauwazylam, ze sie starzeje. Zmarszczek w zasadzie mam bardzo malo, ale za to policzki zaczynaja mi obwisac.
Niedlugo bede pewnie wygladac jak maly mopsik, no chyba ze sobie zrobie operacje plastyczna.
Tia...

Ide po robocie do I. i ciekawa jestem, czy sie pozremy czy nie. Przynajmniej kwestie prawnicze wyjasnilismy sobie przez email i przynajmniej u niego bedzie cieplo a moze i cos dobrego do jedzenia.
I rybki se obejrze, o. Dziala niezwykle relaksujaco...

Tak tak! Staram sie czepiac rzeczy malych a przyejmnych, skoro duzych niet. Taka sie ze mnie ehm buddystka ze tak powiem zrobila.
Chociaz nie - buddysci unikaja cierpien, ja nie - za to szukam se sama rzeczy przyjemnych.

Jakbym miala wiecej czasu to napisalabym ksiazke pt.
"Jak poczuc sie szczesliwym - idiot's guide" :)))
08:06 / 01.12.2004
link
komentarz (4)
Chce

mi sie umierac. Wczoraj siedzialam do wpol do pierwszej rano robiac finalny projekt na zajecia z HTMLa. Dzisiaj rano obudzilam sie we wlasnym lozku i para leciala mi z geby.

Zimno w nocy bylo, nie? W pracy opierdalalam sie na calego bo mi mozg odmowil posluszenstwa i zamiast myslec to mi sie cos kotlowalo w glowie i strzykalo.

Dzis od 19.30 do 23.00 odwalilam dwa nastepne projekty. Zeby ich kurwa szlag nagly trafil razem z nauczycielka kretynka, ktora na zajecia z HTMLa - podkreslam, HTMLa, wymanila sobie, ze bedzie oceniac TRESC strony a strona ma byc raportem z tego, ktora technologia jest najbardziej "hot" i dlaczego.

Boze. Niech ktos ta babe zastrzeli.

Zadzwonil mauzonek przypierdalajac sie czemu nie skontaktowalam sie z prawnikiem. Odbylismy wielce pouczajaca rozmowe w temacie dzielenia pieniedzy. On: no to masz swoje konto w etrade (moje wlasne kurwa udzialy co to mi wpadly z tytulu pracowania w Cobalcie) i smith-barney. Ja biore reszte.
Powiedzialam, zeby sie wypchal i ze chce gotowke za to, ze rezygnuje z wlasnej nieprzymuszonej woli z polowy majatku, co to mi sie prawnie nalezy.
Zapytal sie juz tylko o to, ile chce. Powiedzialam. Zgodzil sie i w nastepnej minucie juz mysle, ze tanio sie sprzedalam.

Ah. Zyc nie umierac. Dzwonie do I. i wyjasniam szczegoly ugody (bo wczesniej mowil, ze zanim sie na cokolwiek zgodze to zebym mu dala znac) a on na to, ze nie chce wnikac w detale mojej sytuacji finansowej. Wczesniej jakos mu sie chcialo, no ale chuj z tym, nie? Mowi, ze musi juz isc. Nigdzie nie musi, chyba ze w pizdu.

Dobra. Chuj wam wszystkim w dupe i kawalek szkla.
Zabilabym chetnie kogos, a przynajmniej przywalila albo rzucila kotem o sciane - bo sie glizda zasrana placze pod nogami.

A jutro bede musiala dzwonic do prawnikow i odpierdalac kolejny projekt.

CHCE KALACHA ALBO POLECIEC NA KSIEZYC.
AAAAAA!!!
20:57 / 29.11.2004
link
komentarz (7)
Aha,

zapomnialam dodac: na urodziny dostalam od I. kieszonkowy slownik polsko-angielski angielsko-polski, drugi wiekszy oraz - tada - odtwarzacz kompaktowy do samochodu. Na pudelku stalo napisane "custom installation included" :)))

Tak wiec bede miala wreszcie mozliwosc sluchania swoich kompaktow podczas jazdy.

HA!
20:51 / 29.11.2004
link
komentarz (2)
Facet

zgadza sie od reki zamontowac nowy alternator.
Cholerny kosmiczny fuks!
Jedziemy go szukac - to nastepne malutkie miasteczko. Zostawiamy samochod, idziemy na jakies zarcie (pierwsza po poludniu wybila). W calej okolicy tylko jeden bar - otwarty. W srodku ciemno jak u murzyna w dupie, przy piwie siedza white trashes i gadaja o strzelbach i polowaniu. Patrza na nas spode lba. Barman mowi, ze zarcie serwuja dopiero za godzine...

Idziemy do drugiego otwartego przybytku - sklep typu mydlo i powidlo. Serwuja na lunch jakies kanapki - dokonujemy zakupu i siadamy na lawce na zewnatrz w celu konsumpcji.

Czuje sie dziwnie: jakas pipidowa, gdzie psy dupami szczekaja i smiecie przewalaja sie po ulicy. Slonce swieci, wiatrzysko wieje.. a ja siedze i jem kanapke jakby nigdy nic. Tak zupelnie, z boku zycia i na marginesie. Zastanawiamy sie z I. z czego zyja ci ludzie tutaj i jak w ogole mozna w takim miejscu zyc???

Mechanik zadziwia nas jeszcze bardziej: mowi, ze przeprowadzil sie tutaj pare lat temu z Bay Area. Matko. W tym swoim garazu-szopie ma lazienke z prysznicem (totalna ruina i syf, bylam umyc rece) i pokoj z lozkiem. I. zgadza sie ze mna, ze gosc musi zyc samotnie, bo jaka baba zgodzilaby sie egzystowac w takich warunkach?

No nic. Wazne, ze w miare szybko i fachowo naprawia nam samochod i jest calkiem mily. Zostawiamy mu spory napiwek i w droge. Kiedy opuszczamy Placerville jest druga po poludniu. Jeszcze tylko trzy i pol godziny jazdy i jestesmy w domu.

Uff....

Tak jest. Tesknisz za przygoda? To wybierz sie dziesiecioletnim samochodem w gory, kiedy zanosi sie na potezna sniezyce. Niezapomniane przezycia gwarantowane :)))
20:08 / 29.11.2004
link
komentarz (0)
Sam

wyjazd z miasta na rogatki zajmuje dobra godzine: samochody wleka sie 10mph albo i to nie; korek jak sto piecdziesiat. Po drodze tankujemy benzyne - nastepne 40 min. stania i czekania.

Dojazd do Meyers (15 mil) to juz 2 godziny. Kontrola lancuchow - cieszymy sie, ze teraz pojdzie juz predzej. Wjezdzamy na Eco Summit, snieg przestaje powoli padac, przejasnia sie... zjezdzamy na dol.

I co. Ano wlasnie w tym momencie, przy zjezdzie w dol kreta gorska szosa, cala w sniegu i oblodzona, psuje sie nam alternator.

Kurwa pieknie no pieknie.
Cale szczescie, ze kawalkada samochodow porusza sie mniej wiecej z predkoscia zolwia, tak wiec toczymy sie sila rozpedu, z wylaczonym silnikiem, swiatlami i na recznym hamulcu - wszystko w celu oszczedzania energii z akumulatora.

Dotaczamy sie w ten sposob do punktu, gdzie ludzie zaczynaja sciagac lancuchy. Podchodzi do nas jakis Hindus i prosi o pomoc w zdjeciu lancuchow. I. do niego - nie ma sprawy, pod warunkiem, ze pozwolisz nam zaladowac akumulator. Hindus sie zgadza i w ten sposob mamy podladowana baterie. Udaje nam sie dojechac do najblizszej "miejscowosci" - Kyburz - juz po zachodzie slonca.
Zadupie jakich malo, ale jest bar gdzie mozna cos zjesc i zadzwonic. Barman informuje nas, ze sklep z czesciami w Placerville (35 mil stad) zamkniety a na samym akumulatorze nie dojedziemy.
Cale szczescie w najblizszym motelu sa wolne pokoje - chcac nie chcac zostajemy na noc.

I. czuje niedosyt cwiczen fizycznych i wyciaga mnie w srodku nocy polazic. Robimy pare koleczek wokol motelu, ktory okazuje sie byc polozony nad sporawa rzeka. Pelnia, wpatrujemy sie w kotlujaca wode i ryby i tak jakos romantycznie sie niby robi, he.

Anyway.
Dnia nastepnego rano piekna pogoda - tylko mroz i wiatr jak cholera. Dzwonimy do AAA (American Automobile Association, oboje jestesmy czlonkami) zeby przyslali ciezarowke-holownik. I. ma premium card wykupione, takze operacja ta nie bedzie nas kosztowac nic.
Po godzinie czekania przyjezdza: duza, cieplutka i milutka ciezarowa. Zagadujemy kierowce. Okazuje sie, ze wczoraj na autostradzie, ktora jechalismy, bylo 9 wypadkow - w tym piec z ofiarami smiertelnymi.
Fajnie jak cholera.

W niedziele na szczescie Kragen (taka duza siec sklepow z czesciami samochodowymi) otwarty, facet odholowuje nas na parking. Maja alternatory do hondy prelude, uff. Od kierowcy ciezarowki dostalismy tez numer telefonu do mechanika - jedynego, ktory ma otwarty zaklad w niedziele po swiecie dziekczynienia.
19:19 / 29.11.2004
link
komentarz (0)
Dnia

nastepnego piekne slonce i pogoda mniodzio. Dobilismy do Kirkwood okolo trzynastej, jak juz caly snieg z dnia poprzedniego byl rozjezdzony. No nic. Idziemy do wypozyczalni (I. nie ma swojej deski) i siurpryza - wszystkie deski wypozyczone.

Mniahhh. I. zawiedziony stwierdzil, ze pojezdzi sobie po okolicy, porobi zdjecia a ja zebym poszla na deske i spotkamy sie za 2 godziny.

Po dwoch godzinach I. znudzony czeka na mnie, ale dzielnie nie narzekal. Dupa w samochod i spowrotem do S. Lake Tahoe.

Przy rogatkach - zajebisty korek. Chyba z pol Kalifornii zdecydowalo sie w sobote przybyc do tego miasta. Przejechanie dwoch mil zajelo nam 45 minut. Rewelka.

W sobote rano budzimy sie niespiesznie, wygladamy na zewnatrz i... co widac? Nic nie widac.
Sniezyca jak cholera, caly samochod przykryty czapa sniegu - na oko tak z 30 cm. napadalo w nocy. Piknie.

Jedziemy na sniadanie a po sniadaniu na parkingu zakladamy lancuchy i z wielka determinacja wytaczamy sie na autostrade numer 50 zdecydowani dojechac dzis jeszcze do domu.

Uaahhaa. Naiwne rosliny :)
18:58 / 29.11.2004
link
komentarz (0)
W

czwartek dojechalismy z opoznieniem jakos tak poltoragodzinnym. Korki w okolicach Tracy a potem, juz w gorach, zaczelo padac.
Pojechalismy prosto do Kirkwood i na parkingu trzeba bylo sie przebrac. Mnie poszlo szybko, wlacznie z butami od snowbordu jakies 8 minut. I. niestety musial sie ubierac od zera... i zeszlo mu sie 45 minut.
Malo mnie nie skrecilo - snieg wali na calego, sciemnia sie juz, godzina do zamkniecia wyciagow - a on sie gramoli jak panna mloda do slubu.

No nic. 14.45 - jestesmy na zboczu. I. przerazony, zapomnial zupelnie wszystko. Zjechanie na dol, po zjezdzie dla poczatkujacych zajelo mu prawie pol godziny. Potem odlaczylam sie od niego i poszlam naprawde pojezdzic - na szczescie sie nie obrazil. Udalo mi sie nawet zalapac na ostatnie krzeselko w gore.

Dobra. Spowrotem na parking i do South Lake Tahoe. Snieg rozpadal sie na dobre, mroz, na szosie slizgawica i sniezyca, widocznosc gowno. Zjezdzamy na pobocze i zakladamy lancuchy. I. pierwszy raz takie lancuchy zaklada, wiec zaczal od czytania instrukcji. No nic, po 20 minutach lancuchy zalozone, jedziemy.

Pojechalismy tak z mile i dupa - korek. Oczywiscie jakis kretyn bez lancuchow wpadl w poslizg i zablokowal cala szose. Mniodzio.

Szkoda kretyna, ale za to reszta kretynow sie przerazila i dawaj wszyscy rzucac sie zakladac lancuchy. Jedyny pozytyw.

Mielismy kanapki na szczescie, herbate i pelen bak benzyny, dalo sie wiec przetrwac. Po 3 godzinach i 35 milach przejechanych doczolgalismy sie do S. Lake Tahoe i zaladowali do hotelu. Mniah.
Potem jeszcze obiad w kasynie, picie, palenie, uwalenie sie na wyrze i juz. Koniec dnia.
18:47 / 29.11.2004
link
komentarz (0)
No

to wrocilam. Bylo bosko, jak zwykle jestem niewyspana ale i tak najbardziej ciesze sie, ze zyje.

Zaczne moze od poczatku.
20:45 / 24.11.2004
link
komentarz (7)
Zbliza sie godzina zero.

Wszystko juz mam zapakowane w samochodzie, lacznie z deska, ktora lezy na tylnym siedzeniu (matko, na szczescie sie zmiescila).

I. z wlasnej inicjatywy zaproponowal, ze podczas mojego siedzenia w pracy dzis przyjedzie, zabierze samochod do mechanika (musze wymienic rozrusznik), zrobi z tym porzadek i odwiezie na miejsce. Rewelka, nie?
No, ale wzial sobie 3 dni wolne, to niech w koncu poczyni cos pozytecznego :))

Strasznie mnie ciekawi, jaki prezent mi sprawi na urodziny.. ja jemu skromnie zakupilam, bo wtedy jeszcze nie pracowalam i nie mialam w ogole kasy, ale i tak sie ucieszyl.

Pogoda niestety zapowiada sie znakomita tzn. gowniana do snowbordu. Ma byc slonecznie i zero opadow :(
Bedziemy jezdzic po sztucznym sniegu, fuj... no ale nic.
W najgorszym razie pojdziemy do kasyna (przez South Lake Tahoe przebiega granica stanu miedzy Kalifornia i Nevada i cala kupa kasyn sie tam usadowila) albo do jakiegos baru albo walniemy sobie spacerek wokol jeziora. Tyz dobrze :)

W najgorszym razie sie pozremy i szlag trafi cala radosc z wyjazdu.
Tia. Nie ma to jak optymizm, no nie?

18:47 / 22.11.2004
link
komentarz (6)
Kretynizmu

ciag dalszy. W piatek opuscilam robote i moj kolega-idiota mial zrobic od zera upgrade clustera. Niah. Zrobil. Przychodze dzis do pracy i co widze? No zapomnial o clusterze i przygotowal tylko jedna maszyne.

Pierdole matola, teraz sama se upgraduje wszystko bo i co mam zrobic. A mial przyspieszyc sprawe, tia...

Tak poza tym z niedzieli mam kupe zdjec z wyprawy "w teren" - I. mial bojowe zadanie odnalezc 3 punkty pomiaru wody, jakies dwie godziny jazdy na poludnie od San Jose. W sumie fajnie bylo, tyle ze otarlam sie chyba o poison oak i mam teraz pol szyi poparzone - wyglada to jakby mnie kitos pokrzywa wychlostal. Dobrze, ze nie swedzi. Przynajmniej tyle mojego...
02:37 / 20.11.2004
link
komentarz (3)
Uwielbiam

idiotow. W robocie wlasnie wysilkiem calego teamu mamy przetestowac w tempie ekspresowym ostatnia release. Moja dzialka to bylo wykonanie basic acceptance tests na solarisie, ktory to solaris (wlasciwie cluster z dodatkowym solkiem) inny osobnik mial przygotowac tj. zrobic potrzebne upgrady etc.

No i co. Przekazal mi maszyne, zabralam sie za robote, przeszlam przez polowe testow i... przypomnial sobie biedaczek, ze zapomnial o jednej rzeczy w zwiazku z czym moja instalka nadaje sie do kosza i musze zaczac wszystko od nowa.

Nie no kurwa niech zyje debilizm i marnowanie czasu.
Sama zrobilabym to predzej od zera, ale nie, musial on.
arggghhh!
22:21 / 19.11.2004
link
komentarz (0)
W pracy

przedluzono mi kontrakt o nastepne piec tygodni. Lepiej niz nic.

Rano jadac do pracy bylam tak nieprzytomna, ze przegapila m skret w moja uliczke wobec czego jakimis oplotami naokolo musialam kombinowac. Pieknie kurna, pieknie. Jak nastepnym razem przegapie jakis samochod co to mi sie przed maske pakuje to rozwale swoje pudlo i jeszcze bedzie moja wina.

Tia... pasjami nie znosze, jak mi sie jakis baran z sasiedniego pasa pakuje przed nos - bez kierunkowskazu i na dodatek jeszcze stajac na _hamulce_ . Nic, tylko takich strzelac.

Niestety, w Kalifornii tak na oko sadzac okolo 60% kierowcow nie ma we zwyczaju uzywac kierunkowskazow - czy to przy zmianie pasow, czy to przy skrecie... KURWA CO ZA BEZMYSLNE DEBILE.

Ups... I. tez nie zawsze uzywa. Dobrze, ze chociaz przy zmianie pasow pamieta ...
21:08 / 18.11.2004
link
komentarz (2)
Znowu

zrobilo mi sie slabo. Tym razem z powodu... kolegi, z ktorym pracowalam przez prawie 4 lata najpierw w cobalcie a potem w sunie.

Otoz, dzis przyszedl na interview. Ma byc zatrudniony jako on-hands qa manager. On-hands czyli taki, co to wlasciwa robote tez robi, a nie tylko pracuje palcami wskazujac na tych, co maja cos zrobic.
Ja nie przeprowadzalam z nim interview, ale wzielam sobie jego resume od kolegi.

No i oslabilam sie. Ostatnie cztery lata to w 70% klamstwa albo przypisanie sobie cudzych osiagniec.

Ah. Dodac musze, ze osobnik ow wcale nie byl dobrym managerem i bynajmniej nie tylko to moja opinia.
No ale coz.

Klamstwo jak widac poplaca i to cholernie.

Moze byc tak naklamac we wlasnym resume i zalapac sie na jakas lepsza robote?
Generalnie zasady wygladaja tak: im wyzsza pozycja (czytaj managerska) tym trudniej zweryfikowac kwalifikacje, bo sa one "miekkie" a nie techniczne; w tym ostatnim wypadku albo sie cos wie albo nie i po prostu zadaje konkretne merytoryczne pytania.

W wypadku managera kryteria wcale nie sa takie jasne i prawie niemozliwym jest wybadac je na interview. Jak sie do tego doda stek klamstw w resume oraz bezczelnosc i arogancje kandydata to wychodzi na to, ze ci z wiekszymi jezykami i zdolnosciami do uprawiania wlasciwej polityki (czytaj wlazenia komu trzeba w dupe) wygrywaja.

No i potem jest roznica zdan miedzy mna a I. w temacie tego jak to wspinac sie po szczebelkach kariery i co trzeba robic...
05:11 / 18.11.2004
link
komentarz (7)
Praca

jakos wysysa ze mnie wiekszosc sil witalnych. Zwlaszcza, ze po powrocie do domu juz ciemno, a moj kubik nad wyraz obrzydliwy - te swietlowki nad lbem, swietlowki ktorych wylaczyc nie moge dobijaja mnie zupelnie i powoduja, ze po godzinie juz jestem senna i szkla kontaktowe sie odklejaja.

Takze, pisac mi sie nie chce, ale odnotowac trzeba:
miala miejsce wielkopomna rozmowa (poprzez maila) z I. na temat naszej przyszlosci tak zwanej. Zarzucilam wedke: moge z nim wspolnie wziac kredyt na chalupe. Nie, ze zaraz bede brac czy w ogole mam do tego warunki (bo nie mam), ale tak kontrolnie zarzucilam coby wybadac teren.

I coz sie okazalo. Jak zwykle na wszystko za wczesnie i trudno powiedziec, ale widze wielki postep. Jako, ze pracy nowej o ktora sie staral nie dostanie (wstrzymali zatrudnienie), zostaje w firmie w ktorej jest. Prawdopodobnie dostanie jakas podwyzke i moze awans pod koniec roku. Wobec powyzszego od stycznia bedzie szukal se lokum do kupienia - jakies dwubedrumowe condo, bo na wiecej go nie bedzie stac - i jak juz kupi, to sie tam ZE MNA przeprowadzi.

Postep, nie? Oczywiscie to wspolne mieszkanie razem to w ramach eksperymentu. Posnul tez plany na dalsza przyszlosc, co zakrawa niemalze na cud. Jako, ze poruszylam temat pozyczki i wspolnego kupowania czegos to stwierdzil, ze w takie cos nie bedzie sie angazowal, poki nie sproboje jak to sie ze mna mna mieszka i czy w ogole bedzie nam ze soba dobrze etc. i musi tez poczekac na to, az sie moja sytuacja z praca ustatkuje, uzyskam stale zatrudnienie, lepsze kwalifikacje etc.
Rozsadne o tyle, ze w wypadku zaciagnietej pozyczki i bezrobocia to sie chujowo robi, kiedy nie ma z czego splacac kredytu.

Wlasciwie to rozsadne podejscie a ja przeciez nie chcialam nic wiecej jak wlasnie to. Niemniej, smiac mi sie nieco chce. Bo wyglada na to, ze klasyczne taktyki negocjacji sprawdzaja sie i w takiej materii.
Zaczelam od wiekszego pulapu, nie liczac nawet na jakiekolwiek pozytywny sukces w tem wzgledzie a zyskalam to, na co dokladnie liczylam.
Pewnie jakbym zaczela od wspolnego mieszkania jedynie, to zaraz bylaby cala armata argumentow przeciw wytoczona.

he.
smisznie.
Tylko jakos na sama mysl o przeprowadzce niedobrze mi sie robi. Matko. Tyle juz sie razy w zyciu przeprowadzalam, ze mie na raz kolejny mdli.
Ale nic, bede sie ewentualnie martwic w styczniu. Do stycznia jeszcze sie moze duzo wydarzyc.
18:51 / 17.11.2004
link
komentarz (0)
Nastroj

poprawil sie juz wczoraj, kiedy po moich stekach w sluchawke I. stwierdzil, ze moze bym przyjechala do niego... rybki plywaja, muzyczka gra, cieplutko no i on czeka na mnie (u mnie w chalupie ciemno, zimno i sama siedzialam, na dodatek po przekopywaniu sie przez papiery z mauzonkiem zemdlilo mnie).
No to przyjechalam. Napilam sie dobrego winka, obejrzelismy film dokumentalny o zyciu ptoszkow, potarmosili sie w wyrze i swiat wrocil magicznie do rownowagi.
Taaa jest. Takie male rzeczy czynia zycie znosnym a nawet fajnym.

A dzis rano mgla zalegla. Stalam z rozdziawiona geba i obserwowalam, jak slonce nie moze sie przebic przez klebiace zwaly szarej waty.

Tutaj to zjawisko nader rzadkie, i trzeba korzystac, poki mozna...
05:35 / 17.11.2004
link
komentarz (4)
Slabo

mi sie zrobilo, bo wlasnie dowiedzialam sie, ile moj mauzonek ma udzialow rhata.
Slowo daje, slabo.

Tak w ogole to zgubilam gdzies papier z ostatnim statementem z mojego konta bankowego. Jak znam zycie to sie znajdzie wtedy, jak juz nie bede go potrzebowac.

Zalozenie konta on-line niestety wymaga interwencji telefonicznej ;(
Jak ja kurwa tego nienawidze.

Tak tak, nastroj dzis mam nienajlepszy.
00:02 / 17.11.2004
link
komentarz (1)
Life is brutal.

Miesiac zapierdzielania w pracy i szkole - czytaj siedzenia za komputerem na dupie przez 13-14 godzin dziennie i waga mi podskoczyla o 6 funtow.

Fu!
Co najgorsze nie mam w ogole czasu na zadne cwiczenia a jak przychodze do domu po robocie to padam na twarz.

Chwilowo podjelam heroiczny wysilek zapierdzielania po schodach na 3 pietro (dzieki bogu budynek pietrowy i ma klatke schodowa) kilka razy na dzien takoz i robienia przynajmniej dwoch rundek biegusiem dookola budynku gdzie pracuje.
Marne toto, ale lepsze niz nic.

No i jeszcze trzebaby powstrzymac sie od zarcia roznych niezdrowych pasci...eh..
22:22 / 15.11.2004
link
komentarz (2)
Oho, koltunstwo

w Polsce znowu podnioslo glowy przy okazji marszu Rownosci i Tolerancji w Poznaniu. Ci wszyscy wsciekli prawicowi radni, koscielni i inni tej masci co protestuja przeciwko marszowi najchetniej temat w ogole by zamilczeli na smierc.
Ze homoseksualisci sa i ze to raczej nie zboczenie, to musza pod naciskiem przyznac... ale zeby o tym mowic???
Toz to skandal!
Najlepiej zamiesc tych ludzi pod dywan, niech siedza cicho i ciesza sie, ze moga zyc!

Ohyda.
Ciekawe ilu z nich wie, ze homoseksualizm zdarza sie u prawie wszystkich ssakow...
21:11 / 15.11.2004
link
komentarz (0)
Dialogi na cztery nogi:

wczoraj pojechalismy z I. do Costco (lokalna hurtownia w stylu media markt czy czegos takiego) - on ma karte - na zakupy zarciowe. Juz od dosc dawna z nim sie wybieram bo po prostu taniej wychodzi.

Zaproponowalam umowe:
- wiesz, to moze zamiast ci zwrocic gotowke za dorzutke do zarcia kupie ci nowe zelazko i lampe...?
- .....?
- no bo wiesz, zelazko peklo i woda wycieka... a lampa przy kanapie i tak juz dawno miala byc, a widzialam niedawno w sklepie taka, co akurat by pasowala..
- ...?
- no wiesz, peklo, niedawno.. o zobacz, tu: [pokazuje pekniety plastik i lejaca sie wode, notabene to ja upuscilam to zelazko jakis czas temu...]
- no doooobra, kupuj.

:-)))))
19:46 / 15.11.2004
link
komentarz (0)
Nie lubie

ogladac horrorow. Moga byc nie wiem jak glupie, wcale mnie nie straszyc, potwory/duchy wcale nie przekonujace - nie ma znaczenia. Moj mozg gdzies to sobie rejestruje i w momencie kiedy ide spac zaczyna produkowac wlasne horrory wokol tego. Tym razem juz cholernie realne i bardzo straszne. Czasami boje sie nawet ponownie zasnac...
06:21 / 15.11.2004
link
komentarz (3)
A I. przychodzi
lasi sie, przytula, caluje i klei i tylko nic nie powie.
06:11 / 15.11.2004
link
komentarz (0)
Mauzonek sie uaktywnil.

Chce papiery. Zadzwonil z godzine temu i z morda na mnie: ze juz 3 dni temu mialy byc gotowe etc. itd.

Wkurwilam sie i... ja wyjechalam na niego z morda. Przypomnialam mu pare rzeczy, ktore obiecal i jakos nigdy nie wypelnil i pare, ktore mu zajely pare miesiecy. W sluchawce zalegla cisza. Powiedzialam, ze wypelnie te papiery i dzis moze je zabrac.

Za godzine dzwonie, ze juz. Zaczal od przepraszania, ze sie na mnie wydarl.

Taki sie pokorny zrobil. Bynajmniej nie dlatego, ze poczul sie winny... nie. Po prostu wie, ze teraz to ja go moge udupic w drodze calkowicie legalnej, to i spokornial.

Oto, co znaczy wladza nad kims. Ktos czuje, ze jest na dole i automatycznie kladzie ogon po sobie. A trzeba przyznac, ze w wypadku mojego eks mauzonka to nie lada wyczyn, bo on przywykl do tego, ze caly swiat sie wokol niego kreci...

Nie zeby mi to sprawialo przyjemnosc, nie. Po prostu z zaloscia znow obserwuje po raz nie wiem ktory, ze jezyk wladzy, przewagi i zaleznosci to jedyny jezyk, ktory do wiekszosci ludzi przemawia. Smutne jak cholera. Smutne.
00:21 / 13.11.2004
link
komentarz (3)
No i znowu
przysypiam. Przyszly tydzien zapowiada sie ciekawie: oficjalnie dano nam do zrozumienia, ze bedziemy zostawac po godzinach ze wzgledu na galopujace terminy. Juz sie ciesze.
Dobrze, ze przynajmniej za nadgodziny mi placa, chociaz przyznac musze, ze te dodatkowe trzysta czy czterysta dolcow tygodniowo wcale mnie nie ciesza, jak sobie pomysle o permanentnym zmeczeniu i niewyspaniu.
22:13 / 12.11.2004
link
komentarz (0)
W USA

zeby odzywiac sie zdrowo to trzeba miec duzo zaparcia i duzo pieniedzy.

Wezmy dzisiejszy przyklad: super zdrowy lunch: kanapka z indykiem, galaretka zurawinowa i jakimis warzywkami oraz salatka ze szpinaku do tego i goraca herbata: $12.50

Skandal.
Dla porownania lunch w MCD czy Burdel kingu: kupa frytow, cola i bula z wiadomo czym: ponizej pieciu dolcow. Na dodatek junkfoody sa wszedzie, doslownie na kazdym rogu.

No i odzywiaj sie czlowieku racjonalnie i zdrowo :(
19:00 / 12.11.2004
link
komentarz (1)
Zapomnialam

napisac: wczoraj w pracy przysnelo mi sie za komputerem. Dobrze, ze tylko na pare minut i ze nikt nie widzial.
Kilka dni z rzedu mozna niedosypiac, ale jak to sie zaczyna nawarstwiac dniami i tygodniami, to zle rzeczy sie dzieja z czlowiekiem...

Nie naleze niesetty do ludzi, ktorym 5 godzin snu na dobe wystarcza.

Aby do swiat, potem jeszcze tydzien tylko i juz koniec szkoly...
04:27 / 12.11.2004
link
komentarz (2)
Prosze panstwa,

ABY DO SWIAT. Juz calkiem nieduzo zostalo, jeszcze tylko poltora tygodnia. Chodzi oczywiscie o swieta Dziekczynienia, dzieki ktorym bede miala CZTERY, SLOWNIE CZTERY dni wolne.

W Boze Narodzenie nawet tyle nie wychodzi, a co. Bo te swieta tutaj to sa tzw. ruchome i wypadaja ponoc zawsze w ostani czwartek miesiaca czy przdostatni tydzien czy jakos tak.. dosc, ze zawsze czwartek wobec czego czwartek, piatek sobota i niedziela.
HURAAA!

Wyspie sie. Nareszcie. I pojade z I. w gory sie snowbordowac, aaa!!!!

Boze kochany, tyle mi czasu zajelo przekonanie go do tej idei. Bo za duzo ludzi bedzie. Bo ja nie lubie tlumow. Bo moze byc sniezyca i utkniemy.. bo to tamto sramto i siamto.
Lojezu.
Niech tylko kupi te lancuchy na wszystkie cztery kola i niech sie nie rozmysli.

Zyje juz tylko tymi swietami...

PS: dzis w pracy usnelam za komputerem. Matko, dobrze, ze tylko na pare minut i nikt nie widzial...
22:32 / 11.11.2004
link
komentarz (0)
Paranoja

pelna geba. Po kojfnieciu Arafata caly swiat wyraza gleboki zal, kondolencje etc. - i wszyscy, z wyjatkiem zydow, zapomnieli, ze przeciez czcigodny Arafat stal na czele organizacji stricte terrorystycznych i mial na swoich rekach krew wielu niewinnych ludzi.

No, ale o zmarlych pomoc zle nie mozna mowic, tia... o NIEKTORYCH zmarlych.

PS: taniec-palestaniec juz sie zaczal. Ciekawe, kto kogo wybije. Armia izraelska znacznie lepiej uzbrojona, jakby nie bylo.
20:22 / 10.11.2004
link
komentarz (0)
No tak

I. jak wiekszosc Amerykanow wierzy w to, ze ciezka praca mozna osiagnac wszystko. Wlasnie mu tlumaczylam, ze contractorzy (odpowiednik polskiej pracy na zlecenie jako samodzielna firma) sa od tego wlasnie, ze zatrudniaja ich do jakiegos projektu i jak projekt sie konczy (albo kasa) to oni sa "zwalniani" w pierwszej kolejnosci. Normalne i bardziej zalezy od stanu/ilosci pracy i kasy niz od tego, jaki jest performance. Oczywiscie, jesli contractor pracuje zle i nie wypelnia tego, czego sie od niego oczekuje, to kontrakt moze byc zerwany w kazdej chwili i tak sie dzieje.

I. zas sie upiera, ze jak bede ciezko pracowac to prawdopodobienstwo tego, ze zwolnia wlasnie mnie bedzie mniejsze. Owszem, jakbym byla na etacie, to moze. Ale nie jestem i na dodatek jest nas dwojka contractorow w dziale sqa. Jak sie kasa skonczy albo projekt to wiadomo ze nie przedluza nam kontraktu i to jak ciezko pracuje i ile biore nadgodzin nie ma zbyt wielkiego znaczenia.
Takie sa po prostu zasady gry i urok pracy na zlecenie.

02:09 / 10.11.2004
link
komentarz (0)
A skoro juz stekam, to se postekam.

Wczorajsza praca domowa: od 8 wieczor (z przerwa na rozmowe tylefoniczna z I.) do 00.30 nad ranem. Czemu? A potemu ze babus od HTMLa se wymyslil prace domowa: 30 tabelek, zapierdalac recyma, tabelki zagniezdzone, z foncikami kolorowymi, takimi, srakimi, lobrazkami i czym tam mozna.

Myslalam,z e mnie kurwia strzeli na mniejscu - bo to co prawda niby proste, ale zmudne jak skurwysyn i pomylic sie mozna w tysiacu roznych miejsc. Pol biedy, jakby ona sie czepiala tylko o skladnie - od tego mam validatory i to nie problem; ale nie, WSZYSTKO musi byc tak, jak w opisie - wlacznie z danymi w tych tabelkach, z dokladnoscia do jednej literki.
Tak wiec najpierw wysmazylam to wszystko, popoprawialam a pozniej linijka po linijce i literka po literce sprawdzalam wszytkie dane.

AAAA!!!!
Pytam sie, po jaka cholere????
W realnym swiecie i tak nie ma to znaczenia, bo za content jest odpowiedzialny kto inny i kto inny go dostarcza. Co ja mam sie martwic o literowki albo o inne pierduly tego typu??
02:00 / 10.11.2004
link
komentarz (0)
Ta...

te wszystkie opisy i wymagania w ogloszeniach o pracy ta sa bujdy na resorach - nie bojmy sie tego slowa - w co najmniej 70%.

Wezmy moj przyklad. W wymaganiach stalo: lead, kontakty z klientami, znajomosc exchange, lotusa, MySQL, organizowanie pracy innych pierdu pierdu.

I co. Juz miesiac tu pracuje i okazuje sie, ze:
- zadnych kontaktow z klientami
- nie zarzadzam zadnym projektem i prawdopodobnie nie bede bo do tego szukaja kogos nowego
- nie tknelam sie palcem do exchange'a, sqla ani lotusa.

Za to przydaje mi sie wiedza z zakresu administracji unixem/linuxem, programowanie w perlu i shellu oraz szeroka znajomosc sendmaila.

I teraz co. Gdybym wyslala swoje ogloszenie "z tlumu" albo przez rekrutera, to gowno by z tego wyszlo - bo przeciez nie spelniam 70% wymagan!
A czy ktos sie w ogole przejmuje, ze te wymagania/umiejetnosci w rzeczywistej pracy nie beda w ogole potrzebne?
Skad.

Wkurwia mnie taka paranoja straszliwie.
05:01 / 09.11.2004
link
komentarz (2)
A tak w ogole

to moj linux zaczal sie systematycznie wypierdalac na ryja. Robi kernel crash a potem sam sie rebootuje. Ja mu sie w sumie nie dziwie, bo palcem malym od nogi sie go nie tklam przez dobre dwa lata i czas najwyzszy na upgrade i w ogole...

tylko kiedy, kurwa kiedy????
04:46 / 09.11.2004
link
komentarz (0)
Na

grupie alumniow SUNa wywiazala sie wielce interesujaca dyskusja. Ktos stwierdzil, ze poszedl na interview do jakiejs-tam niewielkiej fimy (czytaj ponizej paru tysiecy pracownikow) i go uwalili motywujac to krotkim i tresciwym "too corporate".

No i zaczela sie jazda. Najpierw pozytywy o SUNie, pracownikach i wylewanie pomyj na startupy. Ze za malo placa, ze wymagaja czynnosci ponizej godnosci, ze nie szukaja ludzi wyspecjalizowanych i naprawde dobrych w tym co robia.

Czytalam, czytalam i po jakichs piecdziesieciu postach szlag mnie trafil i wywalilam, co mialam na watrobie: opisalam przyklad z Cobalta paru osob, co to zostaly zatrudnione a przedtem w SUNie pracowaly. Otoz programisci Ci Wielcy nie umieli sobie nawet zainstalowac systemu operacyjnego na wlasnej maszynie ani tez doinstalowac srodowiska programistycznego... o umiejetnosci wspolpracy z innymi juz nie wspominajac.
Bo w SUNie takie rzeczy to dzial IT robil i oni raczek se kalac nie beda. Jedna taka mocna miala napisac drivera do czegos tam, w sumie prosta sprawa. Nie mogla urodzic tego drivera przez miesiac caly. Moj (podowczas jeszcze) mauzonek sie wkurwil bo akurat od tego zalezala jego robota i oswiadczyl szefowi developerow ze on ten driver napisze w ciagu dwoch dni, ale pod jednym warunkiem: ze jak juz skonczy i bedzie toto dzialac bez zarzutu, to ja zwolnia.
Wobec daleko posunietego aplauzu reszty programistow szef sie zgodzil no i zaklad przegral a panna wyleciala z roboty.

Tego oczywiscie juz na grupie nie napisalam, wszystko zreszta w slowach oglednych i kulturalnych. I co.
Pare osob sie odezwalo na priv z komentarzem, ze bardzo dobrze okreslilam problem!

Buahahahaha.
ktos jeszcze dorzucil, ze duzo by sie zmienilo jakby Scotta McNeally wywalic :)))
20:28 / 08.11.2004
link
komentarz (0)
Ta....

i wez tu sie czlowieku nie spoznij do pracy, jak z samego rana zbiera sie na kupe i.. jak zaczelam, tak nie moglam skonczyc. Totalny spust surowki, w pewnym momencie myslalam, ze wysrywam z przeproszeniem cale wnetrznosci. Ale gowniany ranek ;)

Do tego cos mie wlazlo w kregoslup i napierdala tak, ze przekrecic sie na lewa strone nie moge, ale nic to.

Nastroj jakos podejrzanie dobry sie utrzymuje.
06:44 / 08.11.2004
link
komentarz (2)
W piatek

I. pojechal do kumpla se imprezowac a ja zostalam na miejscu i zaprosilam A. Gadalaysmy, jak to baby, o chlopach. Dlugie nocne kobiet rozmowy, przy towarzyszacej butelce, a nawet trzech, Cabernet Sauvignon (A. takie lubi). Wniosek krotki a tresciwy - chlopa trzeba trzymac krotko.
Howgh!

Dnia nastepnego bladym switem do szkolki. Jak zwykle wkurwialam sie niemozebnie na to, ze przed 9 rano w sobote po drodze nic, ale to NIC nie bylo otwartego normalnego w temacie zarcia. Tylko McD i cztery inne junkfudy. No i wez tu czlowieku sie nie stu(o)cz. Cos zrec trzeba, tak wiec skonczylam na kanapce z kurczakiem i majonezem. Odbijala mi sie potem przez nastepne 6 godzin, do konca klasy...

Wlasnie. Nauczylam sie rysowac za pomoca krzywych beziera w illustratorze. Matko. Na poczatku myslalam, ze sie zastrzele po prostu, ale po tym jak zwizualizowalam sobie sprawe i zauwazylam, ze antena od smooth point zachowuje sie w gruncie rzeczy jak magnes - poszlo z gorki. Teraz juz sobie obrysowuje twarze ludzkie z pomoca minimalnej ilosci anchor points i bosko jest. Nastepny krok - robienie animacji. Strasznie podoba mi sie to, ze w Illustratorze (i innych programach wektorowych jak podejrzewam) wszystko sobie mozna zmienic: polozenie punktow, wychylenie krzywej, wypelnienie - o co tylko mozna, nie to co z grafika bitmapowa...

Sobota przewalkoniona na spaniu, zarciu i ogladaniu filmow. Ha! Osiagniecie nastepne: oswoilam sie z krewetkami. Umiem juz surowe oprawic tj. usunac skorupe, nogi i zyle na grzbiecie (to sie nazywa digestive tract a ja pojecia nie mam, jak to bedzie po polsku..) a nastepnie je usmazyc z pietruszka i czosnkiem. I. twierdzi, ze wyszly znakomite. No! Mam teraz pole do popisu - wymyslanie sposobow przyrzadzania krewetek. Szkoda tylko, ze usuwanie tych skorup takie upierdliwe i czasochlonne.

Niedziela - przeglad samochodu i roboty domowe - to I. - a ja zasuwanie w Illustratorze i inne douczanie sie. Juz mi troche na wymioty wzbiera, oj wzbiera.

Podsumowanie: dzien jak codzien, ino I. coraz bardziej teskni i czuly sie robi.

PS: czy ktos z Was kiedys konfigurowal snmptrapd na linuxie?? Bo mnie w pracy wlasnie trzeba. W pliku konfiguracyjnym sobie wpisalam, zeby mi na trap event slal maila, a nie sle i nie wiem czemu. D: to pytanie zwlaszcza do Ciebie :)))
05:06 / 05.11.2004
link
komentarz (3)
Juz za chwileczke, juz za momencik

pan szanowny Arafat kojfnie. I zacznie sie taniec-kotlowaniec, oj zacznie. Tzw. swiatowa opinia publiczna zmieni kierunek szczekania i bedzie znowu podgryzac nogawki a moze i az kolana, zydom.

No chyba, ze zdarzy sie cud...
04:47 / 05.11.2004
link
komentarz (0)
Jak to dobrze, ze razem z I. stosunek do przedluzania gatunku mamy taki sam :)
04:44 / 05.11.2004
link
komentarz (0)
Dawno

nie mialam tak koszmarnego koszmaru sennego. Wszystkie palenia zywcem, zjadajace mnie pajaki, karaluchy, krzyzowanie etc. sie chowaja.

Najpierw zaszlam w niechciana ciaze i nie moglam znalezc za zadne skarby swiata lekarza, ktoryby ta ciaze usunal (wnioskujac po tym to najpewniej bylam w Polsce bo gdziezby). Jak juz sie jeden zgodzil to bylam o tydzien od rozwiazania i tak sie zdenerwowalam, ze zaczelam rodzic. Brzuch mi sie robil wiekszy i wiekszy jak balon, darlam sie w nieboglosy i nic az wreszcie... wszystko peklo - doprawdy, nie wiem jak ja to przezylam, ale w snach wszystko mozliwe....

No peklo i wylazl ze mnie obcy.

To najdobitniej pokazuje moj stosunek do przedluzania gatunku, zaprawde.
21:23 / 03.11.2004
link
komentarz (0)
No

jakie to wzruszajace. Bush dziekuje milosci swojego zycia Laurze (tak wlasnie powiedzial) i obiecuje sluzyc _wszystkim_ Amerykanom. Ciekawe tylko jak to osiagnie z takim kosmicznym deficytem budzetowym...
21:15 / 03.11.2004
link
komentarz (0)
Grupa

pod wezwaniem oglada wlasnie na zywo w TV transmisje ze zwycieskiego przemowienia Busha. Gruba i jeszcze jedna osoba dumne jak pawie, reszta sobie robi jaja z Busha.
Telewizor oczywiscie jest prywatny, stoi w pokoju zastepcy chief scientist. Notabene tenze facet w zasadzie zyje w firmie. Oprocz telewizora ma w pokoju lodowke, DVD i cala mase podrecznych milych gadzetow i pozwala innym z tego korzystac. MILE.

Moj kubik jest zaraz obok, takze chwilowo dupa z pracowania.. nie da sie skupic, nijak.
19:25 / 03.11.2004
link
komentarz (0)
No

i Bush wygral, podobnie jak w 2000 roku minimalna iloscia glosow. Zeby to szlag jasny trafil!

Swoja droga to interesujace, jak wraz ze zwiekszeniem odleglosci od USA zwieksza sie stopien uogolniania... ludzie nie lubia Busha, denerwuje ich wojna w Iraku i pare innych rzeczy i co? Ano przenosza swoja zlosc i negatywne osady na CALY kraj. Tak jakby tutaj nie bylo prawie polowy (liczac pojedyncze glosy to moze byc nawet wiecej, wszak wybory prezydenckie nie sa bezposrednie tutaj, licza sie glosy elektorskie kiazdego stanu...) populacji, ktora ma takie samo zdanie!

Eh...
Coraz bardziej i intensywniej mysle o Nowej Zelandii...albo Australii. Tia. Poczekam tylko na dostanie obywatelstwa tutaj. Z dwoma paszportami latwiej.
05:45 / 03.11.2004
link
komentarz (0)
Zupelnie,

zupelnie rozne podejscie. Ludzie tutaj leca do urn jak cmy do swiatla. Kolejki duze, zwlaszcza wieczorem, lokale male, wczesniej sie trzeba bylo rejestrowac i w ogole cala kupa zawracania dupy z tym - a jednak kazdy, kogos znam, polecial glosowac i dopilnowal.

Niesamowite, zwlaszcza jak sie porowna z totalna abnegacja wyborcza w Polsce. A przeciez Polacy moga w sposob bezposredni glosowac na prezydenta!
00:36 / 03.11.2004
link
komentarz (2)
Pozycje

jaka ktos zajmuje w firmie poznac mozna po samochodzie, ktorym jezdzi. Im wyzej w hierarchii, tym drozsza gablota. CTO (chief technical officer, swoja droga durna nazwa ze hoho) i chief scientist maja tendencje do rozbijania sie sportowymi autkami takimi jak Porche na przyklad. CEO (chief executive officer, odpowiednik naszego dyr. generalnego chyba) preferuja Beemwice i Merce. Srednioszczeblowi programisci zwykle preferuja sportowe japonskie samochody sredniej klasy cenowej, takie jak Mazda Miata, Toyota Cellica, Mitsubishi etc.

.. a na koncu sa takie neptki jak ja, co jezdza Toyotami Corollami :)))

Tia... samochod to oznaka statusu tutaj. Tylko, ze jak dla mnie to marnotrawstwo pieniedzy, wydawac taka gore szmalu na nowy samochod... jakbym tyle miala to wolalabym sobie zafundowac polroczne wakacje w polaczeniu z podroza dookola swiata na przyklad. Albo zasponsorowac sobie szkole taka jak Stanford...
19:06 / 02.11.2004
link
komentarz (5)
Dzis

wybory. Prawie caly budynek, gdzie pracuje, bedzie glosowac na Kerrego. Jak ja bym mogla tez na niego bym glosowala.

Gruba bedzie glosowac na Busha, jest zaparta republikanka-konserwatystka. Ona i jeszcze jedna osoba w calej firmie prawie stuosobowej.

Matko, zeby Kerry wygral. Nie przepadam za nim specjalnie, to typowa sytuacja wyboru mniejszego zla.. ale lepszy on niz Bush.

Jak ktos ma zdanie przeciwne to prosze bardzo, zapraszam do dyskusji :)
05:52 / 02.11.2004
link
komentarz (0)
E.. nie ma sie co rozwodzic nad impreza. Trzy czwarte uczestnikow to Brazylijczycy byli, bo przyjecie u siostry dziewczyny T, ktora to jest Brazylijka. O tyle dobrze, ze potanczyc bylo mozna.

Wlasnie, wszystkie inne nacje zawsze maja party tanczone, tylko nie Hamerykanie. Taka kurde niezabawowa kultura....

Ale ja wlasciwie nie o tym chcialam. Chcialam o szkole bo jakos tak na porownania mi sie zebralo.

USA slyna z dennych szkol i niedouczonych dzieciakow i jest to prawda w stosunku do szkolnictwa nizszego tj. junior, junior high i high school. Potem juz tak wcale rozowo nie jest. Oczywiscie wszystko zalezy od szkoly i od nauczyciela - co przeklada sie bezposrednio na to, czy szkola prywatna, czy finansowana z budzetu hrabstwa i gdzie wlasciwie sie znajduje. Im gorsza lokalizacja, im biedniejsza dzielnica tym biedniejsza i bardziej gowniana szkola bo ludzie biedni i nie placa za duzo podatkow.
Anyway.

Ten college do ktorego chodze to jest taki sobie dwuletni college. Nie oferuja BS degree, daja tylko career certificate i associate degree, ktorego zrobienie zajmuje srednio dwa lata. Potem mozna sie transferowac na normalny uniwerek.

Roznice w dydaktyce nauczania w porownaniu z polskimi uniwersytetami sa jednak ogromne. Po pierwsze nauczycielom zalezy, bo sa na kontraktach najczesciej i podlegaja co semestr ewaluacji. Jak ktory zle wypadnie, to kontraktu nie przedluza. Normalnym jest, ze po kazdych zajeciach w postaci wykladu i cwiczen sa dwie prace domowe i jak klasa raz w tygodniu, to te prace domowe raz w tygodniu tez. Na poczatku zaraz, w sylabusie zajec na nastepny semestr, sa jasno okreslone zasady gry: ile punktow i za co mozna zdobyc a ile beda odejmowac i za co. Nie moze byc tak, ze nauczyciel se cos po uwazaniu robi. Generanie wymagana jest ciagla praca - nie ma tak, ze mozna sie opierdalac pol semestru albo caly a potem wydziobac sie na egzamin i zdac. W ogole teorii raczej malo, znacnzie wiekszy nacisk na praktyke. Projekty i cwiczenia sa tak pomyslane, ze fizycznie wymuszaja dupogodziny - inaczej sie po prostu nie da. I albo sie nauczy rzeczy pratycznych albo sie nie zaliczy. Sciaganie i podkladanie nie swoich prac jest traktowane jako naruszenie regulaminu i oni bardzo tego przestrzegaja - w skrajnym wypadku wylatuje sie z uczelni i dowidzenia. Przylapanie na sciaganiu na egzaminie powoduje uwalenie calego semestru. Sciaganie sie po prostu nie oplaca.

Jak ktos chce, to sie moze naprawde duzo nauczyc... wiekszosci jednak sie nie chce.

Dobra, ide robic prace domowa....
21:34 / 01.11.2004
link
komentarz (0)
Znowu
bedzie ekspresem, bo z pracy przy okazji lunchu. Egzamin jakos poszedl, chociaz z czesci pierwszej odpadly mi dwa punkty a w drugiej jakos tez sie specjalnie nie wysillam. No ale zobaczymy.
Po sobotnich zajeciach na jednej nodze kupic kostium na Haloween, ktory to zreszta kostium okazal sie do dupy, takze zostaly mi jeno rogi i czerwony leb, reszta kombinowana z materialow wlasnych. Impreza w sumie nie byla zla, ale z powodu totalnego pomieszania drinkow cierpialam w niedziele na katusze kacowe.

Reszte napisze z domu...
19:23 / 29.10.2004
link
komentarz (6)
Kurwa mac

dobrze ze wczoraj zajrzalam do rozpiski zajec. Naiwnie myslalam, ze ten midterm to bedzie po prostu jakis test, ktory odwale w polowe czasu i z banki. A nie. Test to tylko jedna czesc egzaminu, druga to tzw. zajecia praktyczne w postaci skonstruowania strony scisle w/g podanych wskazowek i umieszczenia jej na szkolnym serwerze. Niby nic, ale trzeba sie ftepowac secure ftp, normalnego nie przyjmuja. I. nie ma takiego wynalazku na swoim dysku, nie bede wiec eksperymentowac w ostatniej chwili z instalacja i debugowaniem (ewentualnym). Poza tym mam wszystkie swoje notatki, templejty i cala strukture katalogow gotowa u siebie na dysku na linuxie.
Takze po robocie bede musiala jechac 12 mil do domu, odwalic ten jebany egzamin a potem spowrotem 12 mil do I.

Znowu sie ojezdze jak idiota. Ostatnio tak mi sie spieszy, ze nagminnie przekraczam predkosc.. niech mnie jeszcze teraz gliny zwina to juz w ogole bedzie komplecik.

A jutro zamiast balowac z okazji Haloween to o 7.30 rano pobudka i zapierdzielac na nastepne zajecia. Jak juz wyjde to bedzie popoludnie. Matko.
Albo przywykne jakos albo padne, nie ma sily.
05:43 / 29.10.2004
link
komentarz (1)
A w ogole to

zamieniam sie w amerykanke pelna geba: znaczaca czesc dnia spedzam w samochodzie.

Poza tym mam dziwny gust: zobaczylam wczoraj swojego mencizne w slipkach i welnianych skarpetach i tak mnie te skarpety urzekly, ze o malo co sie na niego nie rzucilam. Zupelnie nie mam pojecia dlaczego...
00:23 / 29.10.2004
link
komentarz (4)
No dobra

praca tutaj ma niezaprzeczalne zalety.

Zaleta numer jeden: placa i to calkiem niezle. Za tydzien tysiac dwiescie cos tam dolcow. Co prawda jest to suma brutto, od ktorej bede musiala odprowadzic zylion podatkow, ale zawsze to lepiej niz tysiac na miesiac tudziez nic.

Zaleta numer dwa: moge sie ubierac jak chce, tj. chodzic do roboty w jeansach i wyciagnietym podkoszulku i nikt sie nie czepia, bo cala reszta programistow tez sie tak ubiera.

Zaleta numer trzy: mam dobry dojazd. Dziesiec mil autostrada w kierunku przeciwnym do wszystkich korkow.

Zaleta numer cztery: moj szef nie stosuje mikrozarzadzania.Kazdy ma pilnowac swoich spraw sam. Na dodatek facet jest wyjatkowo spokojny i kulturalny, nie wydziera sie, nie wywiera presji.

Zeby jeszcze ta robota byla ciekawsza i zeby Grubej nie bylo...i zeby zatrudnili mnie na stale... mniahhhh
20:06 / 28.10.2004
link
komentarz (0)
Gruba

wrocila. Dwa dni byla chora i te dwa dni bez niej to calkiem mile byly.
19:43 / 28.10.2004
link
komentarz (0)
Wczoraj:

ciemno, cicho, zimno i tylko ksiezyc w pelni podczas zacmienia. Poczulam sie jak w grobie i o dziesiatej wieczorem przybylam do I.

U niego: cieplo, swiatlo, muzyka i tylko I. siedzi nastroszony bo... nie moze dobrac sie do plikow ze starego dysku.
Proba pomocy numer jeden: jestem odgoniona.
Proba pomocy numer dwa: jestem wyslana do wszystkich diablow.
Proba pomocy numer trzy: zaczynam od pytan tzw. oczywistych. Na jaw wychodzi prawda oczywista: I. nie wiedzial, ze na win XP normalny user z uprawnieniami admina nie ma takich samych uprawnien, jak administrator systemu i ze to sa rozne konta z roznymi haslami. Nie znam sie na XP kompletnie, ale uruchamiam pomoc z klawisza F1 i zaczynam szukac na slepo. I. sie denerwuje, no bo "co ty tam szukasz??? wiesz, co chcesz znalezc?"
- nie wiem.
- to po co szukasz?
- bo zwykle wtedy nasuwaja mi sie na mysl rozne pomysly albo po prostu znajduje informacje jak zrobic to, co chce.
I. denerwuje sie jeszcze bardziej, ale przekonuje go do wykonania polecenia z manuala. Dziala. Zakladka "security" pojawia sie, dalej juz idzie w/g przepisu.
I. cieszy sie jak dziecko. Dostaje podziekowania.

Dzis: wstaje rano i nic na oczy nie widze. A mialam wczoraj dokonczyc projekt na zaliczenie na sobotnie zajecia.... muaaaaa.
05:03 / 27.10.2004
link
komentarz (3)
W zwiazku z tematem to musze odnotowac, ze
tez mi sie bardzo chce wlasnego domu. Nie musi byc duzy ani jakos specjalnie wystawny.. byle byl. Tesknie do tego, zeby sobie moc sciany pomalowac na taki kolor, jaki chce, polozyc wykladzine taka jaka chce.. generalnie zaczac urzadzac, remontowac, przesuwac, dosuwac i poprawiac bez tej koszmatnej mysli, ze po co to wszystko skoro i tak sie bede musiala stad wyniesc.
Ba.
Niestety na zakup domu mnie absolutnie nie stac i nie wiem kiedy stac mnie bedzie. Nie mialabym wszakze nic przeciwko zaciagnieciu pozyczki razem z I... wtedy mialoby to rece i nogi, bo wielkosc pozyczki kalkuluje sie na podstawie polaczonych dochodow brutto. Coz z tego - on nie jest jeszcze na etapie nawet mieszkania razem w wynajetnym miejscu - a co dopiero zaciagania pozyczki pod kupno nieruchomosci.
Niewykluczone, ze z jego tempem podjecie decyzji co do zamieszkania razem to bedzie nastepny rok a po kolejnych pieciu moze, MOZE zdecyduje sie na zaciagniecie kredytu. O zwiazku formalnym tj. slubie juz nawet nie wspominam... to pewnie bylaby kwestia na nastepna dekade....

matko. no juz mi sie wszystkiego odechcialo, jeszcze zanim zaczelam... to ponurowanie dopadlo mnie juz wczoraj, jak sie I. zapytal czy nie ciesze sie z improwmentow w jego mieszkaniu. Z czego mam sie cieszyc. Nie moje mieszkanie, nie moja brocha... bywam tam, ale nie przynaleze.... jak sie w niedziele nie mogla skupic, bo on wiercil stukal i robil rozpierduche (a ja chcialam prace domowa zrobic) to zamiast uciszyc sie na jakis czas i przestac zaproponowal, ze moze pojechalabym na te pare godzin do domu odrobic lekcje.

TAAAAAAA.
W takich gowienkach wychodzi jego podejscie do tematu.
04:53 / 27.10.2004
link
komentarz (0)
Ta....
dowiedzialam sie dzis od mauzonka, ze bedzie sobie dom kupowal i wobec tego chce, zebym podpisala papier, w ktorym zrzekam sie jakichkolwiek roszczen do tego domu. Dom ten albowiem bedzie kupowany za udzialy red hata, ktorych to udzialow prawnie polowa mi sie nalezy.

Jakbym byla zlosliwa krowa to po prostu powiedzialabym mu niech spierdala na bambus i spotkamy sie w sadzie - gdzie bez ruszania palym palcem w bucie nalezy mi sie polowa wszelakiego majatku mezowskiego, jak psu kosc. W swietle ostatniego jego milego zachowania powinnam byla tak zrobic, nie? Calkiem niezle bym mu zycie mogla zatruc w sumie.

Nie jestem jednak taka swinia. Bedziemy sie dogadywac w temacie tego, ile mi zaplaci zeby se kupic moj podpis na tym dokumencie.
Ciekawe, z jaka wyjdzie propozycja....
05:19 / 26.10.2004
link
komentarz (2)
I jeszcze jedno,
bo mi sie przypomnialo. Ciezarowke do wozenia pozyczamy zawsze od C. przyjaciolki I. (znaja sie jeszcze ze szkoly sredniej).

C. pracuje jako property manager i mieszka w apartamencie jednego z kompleksow, ktorymi zarzadza. Jej mieszkanie sklada sie z salonu (calkiem duzy) z aneksem kuchennym, balkonu, calkiem sporej lazienki, sypialni i malutkiego biura. W sumie bardzo sympatyczne mieszkanko i miloby tam bylo gdyby nie kosmiczny burdel. naprawde, taki syf kile i korniki to rzadko mozna ogladac. Rzeczy leza tam, gdzie ostatnio spadly. Brudne ciuchy walaja sie na podlodze w lazience, livingroomie.. tony papierkow, smieci, kocich zabawek, porozwalany gres z kuwety... boze, czego tam nie ma?
No ale do czego zmierzam. Za kazdym razem jak tam przyjde i musze siedziec dluzej niz dziesiec minut to czuje sie chora. Po prostu nie jestem w stanie wytrzymac dlugo w takim syfie! A C. ciagle w depresji jest. Kurde, no jak ja bym w takim chlewie mieszkala, to tez bym byla w ciaglej depresji. Nie dziwi nic.

Niestety, nie idzie jej przekonac, zeby cos z tym zrobic. A przeciez otoczenie w ktorym przebywamy na codzien ma _cholernie_ wielki wplyw na nasze samopoczucie! Wiekszosc ludzi jednak tego nie zauwaza. Pamietam jeszcze, jak sie czulam po pierwszej wizycie u I: fatalnie.
Burdel co prawda panowal umiarkowany, ale.... ale jego apartament wygladal jak sklad rupieci. Od kiedy zaczal sie ze mna spotykac, miejsce maja ciagle zmiany na lepsze. teraz juz nawet nie musze go przekonywac, sam zasuwa i poprawia i upieksza...
Zeby tylko jeszcze tam miejsce dla mnie bylo....

05:07 / 26.10.2004
link
komentarz (0)
Zaprawde
powinnam dostac medal za niemoctwo. Jestem absolutnie nie do pobicia w tej konkurencji.
Dzis na ten przyklad wyjmowalam z lodowki u I. pulpeciki w sosie. Pulpeciki ktore wczesniej przyrzadzilam (dnia poprzedniego), ktore lezaly sobie spokojnie w plastikowym pudelku. I co. Zlapalam za przykrywke, ktora byla niedomknieta i fiuuuuuuuu!!!! puleciki na scianie, pulpeciki na podlodze, latajace pulpeciki, na spodniach, na butach, na wlosach.

MATKO. A tak mi sie rano do pracy spieszylo. Tak wiec musialo mi sie przestac spieszyc... dobrze, ze dnia poprzedniego zrobilam male pranie i mialam gacie na zmiane tudziez skarpetki i bluzke.
Nic, tylko sie zastrzelic.
Jedyne pocieszenie w tym to fakt, ze udalo mi sie pare pulpecikow uratowac, dzieki czemu mialam cos na lunch do jedzenia... ale ze nieduzo, to juz o 16.00 zaczela sie serenada burczenia w brzuchu.

Dobra, spierdalam do odrabiania prac domowych... ten midterm na szczescie mam w piatek, dzis "tylko" lab jeden do zaliczenia no i praca na cwiczenia z tej glupiej klasy dla mlotkow pt. Fundamentals of Internet Technology.

05:31 / 25.10.2004
link
komentarz (2)
Sodoma y Gomora.

I. w swoim zywiole czyli projekty domowe. Sobota uplynela pod znakiem transportowania czego sie da z likwidowanego biura jego firmy. Nie powiem, calkiem fajny interes - za darmo mozna miec caly zestal mebli biurowych, krzesla, sztuczne drzewka, polki, stoly, obrazy, papier, reczniki, dlugopisy i bog wie co jeszcze.
Niedziela pod znakiem skladania do kupy, czyli pilowanie, zbijanie etc. a to wszystko po to, zeby przystosowac regal pod akwarium, ktore zreszta zostalo dzis zakupione wraz z zylionem roznych gadzetow.

Oczywiscie w takich warunkach ogolnego burdla, wiercenia i walenia mlotkiem nie mam szans na zrobienie pracy domowej czy pouczenie sie, no ale trudno... juz lepiej zeby chlop mial pasje i zboczenie na punkcie robot domowych i samochodowych niz zeby cpal albo martwo wpatrywal sie w telewizor tudziez zaslanial sie ekranem komputera.
Co najlepsze czynnosci owe czynia go bardzo szczesliwym.. i niech tak zostanie.
20:22 / 22.10.2004
link
komentarz (4)
Nieco

dzis mi sie polepszylo. Gruba przyszla i powiedziala, ze te grudy przez ktore mnie wodzila przez ostatnie dwa dni to po to, zebym sie wprawila w manualnej instalacji. Uznala, ze juz sie wystarczajaco nauczylam wobec czego zapodala mi droge na skroty: jedna linijka z trzema opcjami i cala instalacja idzie sobie by default bez niczyjej pomocy.
Matko.
Tak czy siak, nadal nie palam do niej miloscia, bynajmniej...

W poniedzialek mam midterm exam i ciekawa jestem, kiedy tez sie do niego cos naucze...program na weekend totalnie przeladowany i zaiste nie mam pojecia, jak ja to zrobie. I jeszcze zalegle prace domowe na pozostale dwie klasy... tia...
07:33 / 22.10.2004
link
komentarz (0)
mauzonek

zaczyna mnie wkurwiac. Inna sprawa, ze dzis wszystko mnie wkurwia i mam watpliwosci co do wlasnej egzystencji ale mniejsza o wiekszosc.

Odpisal wlasnie na maila.
Od jakichs 3 miesiecy prosze go, zeby moj stary komputer (sparclinuxa, ktorego uzywalam w robocie w sunie i na ktorym mam archiwum calej masy przydatnych dokumentow, testplanow, testkejsow etc.) wystawil w sieci, to sie zdalnie zaloguje, skopiuje co mi potrzebne i bedzie se go potem mogl zformatowac czy wyrzucic na smiecie.

No i co. Nie ma czasu. NIE MA CZASU. Nawet godziny (bo wiecej toto nie zajmie) od trzech miesiecy. Kurwa mac! Slowo daje, nie bedzie mial jeszcze tak czasu z nastepny tydzien albo dwa i przy rozwodzie niech sie zegna z moja mila postawa i nie zadaniem tego, co mi sie wedle prawa stanu kalifornia nalezy. A naleza mi sie alimenty.

KURWA MAC! Ja mu ide na reke jak tylko moge. Zapierdalam do banku i wplacam czeki na wspolne konto, zeby sie rachunki bez pokrycia nie odbijaly. Jestem zawsze jak wyraza ochote przyjazdu po swoje maile. Nie czepiam sie, nie ciosam kolkow na glowie, nie bruzdze w zyciu, nie obrabiam mu dupy za plecami - mimo tego, ze to on mnie w tylek kopnal na rzecz mlodszej panny koreanki z krzywymi nozkami i psychika kilkunastoletniego dziecka.

I co. Nie ma czasu glupiego komputera do sieci podlaczyc, a wie skurwiel jeden, ze bardzo mi sa potrzebne pliki z niego teraz do pracy.

Niech no tylko przyjdzie mnie o cos poprosic. Powiem, ze nie mam czasu i zeby sie pocalowal w dupe.
06:01 / 22.10.2004
link
komentarz (2)
Ja sie do zycia
w tym kraju zupelnie nie nadaje. Nie umiem sobie znalezc pracy - i fakt, ze ja wreszcie dostalam po poltora roku bycia bezrobotna, trudno uznac za sukces.
Zaczelam pracowac i oto nachodza mnie watpliwosci: ze nie jestem odpowiednio wykwalifikowana (nie mam studiow z informy) i nie robie tego wystarczajaco dobrze, w zwiazku z czym powinnam przestac robic w ogole.
05:31 / 22.10.2004
link
komentarz (3)
Jak ktos ma zludzenia co do tego, czy USA sa krajem wolnosci demokracji i tak dalej, to niech sobie przeczyta ten
artykul. Najstraszniejsze w nim jest lakoniczne zupenie zdanie: "prawo stau Pensylwania nie przewiduje rekompansaty za niesluszne skazanie". Facet spedzil w celi smierci 22 lata, w tej chwili nie ma pratycznie zadnych szans na znalezienie pracy... i nie ma szans na odszkodowanie.
Prawde powiedziala Z. twerdzac, ze w USA jak sie trafi raz do pierdla, to sie jest skazanym juz do konca zycia - nawet jesli z tego pierdla sie wyjdzie.
04:23 / 22.10.2004
link
komentarz (0)
Mauzonek

objawil sie po powrocie z Japonii. Dopytuje sie o moja zielona karte i chce spotkania w sprawie rozdzialu finansow. Wesolo bedzie.
20:43 / 21.10.2004
link
komentarz (4)
Skoro

juz sie przypierdalam, to jeszcze na temat szkoly bedzie. Klasa pt. fundamentals of internet tehcnology. Praca domowa w postaci wyslania emaila do instruktora, kolegow z jakims-tam attachmentem etc. Proste, ale:
- instrukcje do tego jaki email z jakim subjectem i jakim attachmentem sa plikiem .exe AAA!!!!!
- cc i bcc nazywane jest w ksiazce courtesy copy. Matko.
- mailing list to jest lista adresow w ksiazce adresowej klienta do emaila

I dziwic sie potem, ze college opuszczaja ludzie, co sprawiaja wrazenie tlumokow a ich swiat "komputerowy" ogranicza sie do windows...

Tragedia, normalnie tragedia.
07:03 / 21.10.2004
link
komentarz (2)
A to wszystko
dlatego, ze ludzie zasadniczo dziela sie na ludzi i taborety. Ona najwyrazniej nalezy do taboretow...

Zeby dodac smaczku calej sprawie podkresle, iz na scianie swojego kubika ma wywieszona dezyderate i inne rozne takie "przykazania" typu jak to nalezy sie zachowywac w stosunku do bliznich etc.

Uhahahaa.

Obym jak namniej musiala z nia miec do czynienia.
06:58 / 21.10.2004
link
komentarz (0)
Gruba

w pracy mnie wkurwia niesamowicie. Siedzi mi nad glowa jak jakis katon i luka przez ramie. Oficjalnie po to, zeby mnie czegos nauczyc; nieoficjalnie jednak skutek jest taki, ze ona siedzi, ja sie wkurwiam, a jak sie wkurwie to mozg mi przestaje dzialac i przestaje absorbowac jakakolwiek wiedze; zapisywac nie moge, bo nie ma czasu i w ten sposob robie ta sama rzecz po raz drugi i trzeci i wolno i z bledami, bo nie pamietam a ona sie coraz bardziej denerwuje. Na dodatek dokumentacja, za ktora mam "podazac" jest niekompletna i jak cos zapomne tak jak dzis - usunac z crontaba wszelakie wpisy coby nie spamowac calej podsieci - to wszystko na mnie jest.

Matko. Czy ktos moglby STRZELAC do takich bab???
Dawno temu mialam w podstawowce taka nauczycielke. Nie musze dodawac chyba, ze mialam u niej same lufy a rodzicielka moja byla swiecie przekonana, ze jestem beznadziejnym glabem. Slodkie, prawda?

07:16 / 20.10.2004
link
komentarz (3)
No

i oczywiscie jak juz sie otworzylo te butelke wina, to trzeba ja skonczyc, nie? A butelka tania, dwa dolce, za to dobra partia sie trafila. W takiej sieci sklepow ze zdrowym zarciem mozna dostac wino paru rodzajow, popularnie zwane two buck chuck - bo butelka kosztuje dwa dolce. Trik polega na tym, ze to wino swierze, z tegorocznych zbiorow i czasami partia jest znakomita, smakuje jak winko za trzydziesci dolcow, a czasami jest dodupna. Wobec czego co bardziej przedsiebiorczy ludzie wypracowali nastepujacy system: kupuja jedna butelke, ida do samochodu na parkingu, otwieraja i proboja. Jak dobre, to biora dwie skrzynki a jak nie to czekaja na nastepna dostawe.

I pomyslec, ze do niedawna wydawalam na wino kilkanascie dolcow za butelke...

Inna sprawa, ze przyzwoita wodka tutaj kosztuje niebotyczne pieniadze jakies (wiadomo, import), z kolei ja whiskey ani tym bardziej burbonow i innych takich syfow nie pijam...

Tak. Im wiecej wypijam, tym wiecej mi sie zbiera na gadki, a ze nie mam sie komu wygadac (Z. w Polsce, A. zagoniona jak pies, I. leci przez rece) to se klepiej tutaj.

Mocne postanowienie na dzis: kanapki na jutro na lunch zrobie DZISIAJ. W ten sposob zaoszczedze pol godziny. Bede mogla sie powpatrywac w belkowany-bejcowany strop i posluchac znow deszczu. I pomarzyc, ze MOZE, kurwa MOZE dnia ktorego nie bede musiala wstawac do pracy i zarazem nie bede sie musiala martwic o mamonke.
06:56 / 20.10.2004
link
komentarz (0)
No

i w ogole probowalam zadzwonic do I, ale jak zwykle nie odbiera. Nie chce mi sie juz wiecej dzwonic. Jakos tak po prostu.

Z. za to zadzwonila z Polski i poprosila, zebym pojechala do jej ojczyma odebrac mp player i przekazac go jej chlopu. Zabawne, nie?

PS: z ostatniej chwili: I. jedna zadzwonil. Co prawda wyczerpal sie rozzmowa juz po pietnastu minutach.. ale za to wstepnie obiecal pojechac ze mna na snowboard do Tahoe w moje urodziny, ktore notabene wypadaja w tym roku dokladnie w thanksgiving. HURAAAA!!!

oby tylko mu sie nie odmienilo przez te poltora miesiaca.
06:22 / 20.10.2004
link
komentarz (1)
Kurwica mnie strzeli z tym nlogiem.

Nie moge sie namietnie polaczyc za cholere jasna, wiec notka leci na twardziela i ja potem wpisze...

tak tak, bo przemyslenia cisna.

Jesien sie tu objawila, a co. Nad ranem, kiedy to jeszcze ciemno bylo, obudzil mnie deszcz walacy w dach i przeciag na gebie (no bo taka duza szpara jest w oknie...). Poczulam sie normalnie JAK W DOMU. Lzej mi sie na duchu zrobilo od razu. Mina troche zrzedla jak musialam wyjsc na zewnatrz i pierwszy raz jechac w ulewie. Trzeba wam bowiem wiedziec, ze od kwietnia, od kiedy mam prawo jazdy i jezdze, nie spadla tutaj kropla deszczu (no moze dwie spadly i zaraz wyschly wiec sie nie liczy).

Wiatr bujal moja toyotka jak lajba, szyby zaparowaly i gowno widzialam, ale jakos przetrwalam na tej cholernej autostradzie jadac 65mph. Rece mnie tylko ciut bolaly, bo za kazdym razem jak wjezdzalam w wode to samochodzikiem zarzucalo a mnie ciarki po plecach przechodzily. No ale co tam, moglo byc gorzej i sniezyca na przyklad, nie?

W pracy sprezylam sie niesamowicie i wyszlam JUZ po osmiu godzinach. Osiemnasta trzydziesci, tadaaa. Kupa czasu do wieczora, nie? Zanim dojechalam pod chalupe to juz byla siodma. Przypomnialam sobie, ze nie mam nic do zarcia w lodowce, wiec na jednej nodze do Safewaya (taka gowniana siec supermarketow). Na obiad zapodalam sobie salatke z salaty, ogorkow, pieczarek, kalafiora i takich tam oraz cztery kanapki. Zanim skonczylam robic i otwierac wino do taktu (sie komponuje pod kanapki i salate, nie? Ze wszystkim sie komponuje) to juz osma wybila.
Zajelam sie konsumpcja jednoczesnie czytajac emaile i przegladajac blogi i juz 8.30.

Kurwa, no nie ma w ogole czasu na zycie! Ale i tak lepsze takie zycie, niz przymieranie glodem jako bezrobotny.

Z newsow innych. Wywiazala sie dyskusja na grupie alumniow suna. Ktos zapytal, jaki jest odzew na ogloszenia o pracy, jak sie wysyla ot tak z ulicy. Odpowiedz wielce pocieszajaca: ponizej jednego procenta. prace dostaje sie przez kontakty.

Poza tym przeraza mnie uplyw czasu. Ludzie ode mnie mlodsi kupuja sobie i urzadzaja mieszkania i domy... a ja co? W polu jestem. Nie wiem nawet, czy kiedykolwiek w zyciu bedzie mnie stac na wlasny kat :(

W ogole to jakos tak glupio sie czuje. Ilez czasu mozna sie z kims dejtowac (matko, no nie wiem jaki tutaj polski odpowiednik nadawalby sie) - zwlaszcza, jesli oboje to sa dorosli ludzie, niezalezni i ze tak powiem samo sie utrzymujacy? Naturalna kolej rzeczy to zamieszkanie razem.. no chyba, ze dwie osoby sa samotnikami i nie trzeba im partnera do zycia ino od czasu do czasu kochanka/ki. Tylko, ze ja jestem zwierze stadne a nie samotnicze i zyc sama nie chce. Potrzeba mi jak powietrza kogos obok mnie. Samotne zimowe deszczowe wieczory sa dobre od czasu do czasu, a nie ciagle.
00:50 / 20.10.2004
link
komentarz (0)
Caly czas

niezmiennie tyram. Wczoraj obudzilam sie z reka w nocniku, sprawdzilam strony szkolne i okazalo sie, ze przegapilam jeden test. Pieknie kurwa, bo za ten test mozna dostac bylo 20 punktow.. tia...tyle mi odejma.

A potem zasuwalam cztery zalegle prace domowe. Niby proste, bo to HTML, ale to jest tak: praca cala na jedna strone, a objasnien na stron piec i cztery razy wiecej czasu zajmuje mi przebicie sie przez te objasnienia niz potem cala robota...

Skoro juz przy robocie jestesmy. Wkurwia mnie jedna panna tutaj. Wpada od czasu do czasu rzucajac mi do zrobienia to, na co sama nie ma czasu. Jestem nowa, a jej testkejsy sa napisane tak, ze zakladaja cala mase rzeczy. Dzis np. nie moglam nijak sie wymozdzyc jak zainstalowac nowa wersje modulow na serwerze. Niby instrukcja jest i niby tam napisane jak wol: cp /sciezka/sciezka/file
No dobra, ale SKAD mam wziac te rpmy i gdzie je zainstalowac? Na dodatek to mialo byc na solku, wiec troche inaczej. Na chlopski rozum rzecz biorac, to musze te rpmy skads sciagnac. Skad? Nie wiem.
Zapytalam sie w koncu innego kolegi i wreszcie sprawa sie wyjasnila. Otoz, serwer produkcyjny jest montowany na kazdym kompiutrze po nfsie. Skad mialam to wiedziec???
Panna jednak spojrzala na mnie wzrokiem wzgardliwym. Jescze bardziej sie zgorszyla, jak zapytalam o to, jak mam se i gdzie wyczarowac usera testowego, zeby do niego wyslac emaila. "No jak to nie wiesz, ze jak jest napisane send email to x@y.z to ten user juz istnieje na naszym serwerze imapowym korporacyjnym?

Jasne kurwa, jasne. Tak jasne, ze az ze mnie jasnowidza zrobilo. I nie zebym ja jakas durna czy cwiercinteligent, nie. Instrukcje innego kolegi spokojnie wykonuje i starczy, jak mi raz objasni. Tylko z nia mam problemy.

Aha i to, ze jest powaznie otyla (moj wzrost a wazy chyba z 200 kg, prawdziwy amerykanski slon) i wiecznie ma muchy w nosie wcale nie ma nic do rzeczy...

coz, z perspektywy czasu przyznac musze, ze towarzystwo, z ktorym pracowalam w Cobalcie bylo naprawde swietne. Niesamowite wrecz, jak na amerykanow. No ale coz.... dopoki mi placa to mam cala reszte w dupie.

Byle panna sie do mnie nie przypierdalala za bardzo...
08:14 / 17.10.2004
link
komentarz (3)
Tak sobie

mysle. Opowiesci o kobietach sukcesu z Wysokich Obcasow robia dla zwyklych szarych kobiet wiecej, niz cale tabuny feministek, z prostego bardzo powodu: pokazuja, ze MOZNA. Ze kobieta to tez czlowiek, cos potrafi oprocz rodzenia dzieci i zajmowania sie domem. Ba, czesto laczy obie te funkcje w sposob, w ktory mezczyzni nie sa w stanie.

A propos kobiet: dowiedzialam sie dzis wlasnie, ze jestem MOTYWACJA. Motywacja I. do robienia wielu roznych dobrych rzeczy :))

PS: nie wiem, czy juz mam zaczac fruwac jak aniol czy se zaczac piora z dupy wyrywac? :)))
07:08 / 17.10.2004
link
komentarz (0)
I jeszcze

chcialam dorzucic, ze racze sie sake.

Sake jest tania i dobra. Butla poltoralitrowa kosztuje niewiele ponad 4 dolary. Uzysk niesamowity!
A jak sie podgrzeje sake... MNIAM!

Wszystko dzieki temu, ze w poblizu jest wieeeelki supermarket koreanski. Czego oni tam nie maja... ah. I jakie tanie.
06:48 / 17.10.2004
link
komentarz (0)
Disklaimer:
z gory przepraszam za wszelakie bledy i niezrecznosci jezykowe - moj mozg jednak na dzis ma zdecydowanie doooosc.
06:45 / 17.10.2004
link
komentarz (0)
Matko

co za tydzien. W piatek opuscilam prace po 12 godzinach. No. Potem przewalanie sie u I. do trzeciej nad ranem i o 7.30 pobudka (w sobote rano) - bo przeciez do szkoly trzeba...
Zaprawde, zaprawde nie mam pojecia jak ja tam w ogole dojechalam. Jeszcze ciekawsza byla podroz powrotna po zajeciach. Stopien mojej przytomnosci rownal sie jakims liczbom ujemnym i jak juz zajechalam i zaparkowalam to zdalam sobie sprawe, ze NIC nie pamietam. Biala plama w mozgu na temat tego jak, gdzie i w ogole. Najwyrazniej jechalam na autopilocie. Pieknie, kurwa nie ma co, pieknie...

Ale to wszystko nic, bo ja wlasnie sie obudzilam i jestem gotowa do zycia (w koncu zblizaja sie godziny wieczorne..) a I. umiera z niewyspania. Byczyl sie do jedenastej rano i dalej niewyspany...
Ja tego po prostu nie pojmuje...nie pojmuje...Jak ja bym miala taka wydajnosc jak on, to chyba nigdy bym studiow nie skonczyla (bo wszak studiowalam i pracowalam), nie mowiac juz o tym, ze robilabym to co robie tu gdize robie i jeszcze na dodatek szkolka.
On przychodzi do domu z roboty i umiera z niewyspania i zmeczenia - zewlok po prostu; ja przychodze z roboty i musze ogarnac chalupe, zrobic zarcie, zabrac sie za prace domowa na zajecia i jeszcze sie do roboty douczyc.
Jestem po prostu WIELOPROCESOROWA. Double CPU pieprzone.
Inna sprawa ze lata juz nie te i aby patrzec, jak sie przewroce i juz nie wstane ....
06:26 / 14.10.2004
link
komentarz (5)
Jestem

w pracy dopiero drugi dzien, a juz mam dosyc. Przeszlam sie dzisiaj (bo musialam) na tzw. GUI review meeting. Bo juz za 4 tygodnie ma byc produkt wypuszczony, nie? A tutaj sodoma i gomora, nikt nic nie wie, jeden wielki chaos. Nic nie ustalone, nie wiadomo jakie ficzersy maja byc, jakich ma nie byc, nie mowiac juz o wygladzie tego guja zasranego.
No i ja mam z tych nowych ficzersow, o ktorych nikt nie wie, jak maja wygladac, napisac testkejsy.

Juz-juz prawie myslalam, ze sie zastrzele, na dodatek dokumentacji niet i zmuszona bylam goglac i szukac opensource implementacji i artykulow z linux journala.

zaprawde powiadam, gdyby oprogramowanie komputerowe porownac do domow, to trzebaby stwierdzic, ze sa koslawe, co chwila sie wala a do chalupy wchodzi sie przez lazienke a lozko posiada w lodowce. O, taka tam logika, uporzadkowanie i stabilnosc panuje.

No ale coz, taka uroda startupow. Kolezanka jeszcze na pocieszenie dodala, ze teraz to calkiem normalnie, nie to co w lutym. Wtedy wypuszczali pierwsza wersje i pracowali (druzyna sqa) non-stop przez trzydziesci dni. Non-stop. zero weekendow i po 13 godzin na dobe. I nikt im za nadgodziny nie placil ani wolnego potem nie mieli.

No. Tak to wyglada kapitalistyczny wyzysk, jakby sie kto pytal. Jak sie komu nie podoba, to moze spadac na bambus czyli sie zwolnic. I pomyslec, ze jeszcze 4 lata temu pracodawcy zlote gory oferowali programistom, byle tylko w ich firmie pracowali....
08:36 / 13.10.2004
link
komentarz (2)
Umre

chyba. Za osiem dni mam napisac cala kupe testkejsow z produktu, z ktorym dzis sie pierwszy raz zapoznalam. W miedzyczasie jeszcze szkola no i wesolo jest.

Dzis zrobilam prace domowa - glupia jak cholera, ale ze mialo byc w formie raportu, to na wszelki wypadek poslalam I. do sprawdzenia, zeby mi bledy w angielskim popoprawial.
jezu. Na co mi to bylo??? Moglam zyc w nieswiadomosci blogiej, a tak mam epistole osiem razy wieksza i zajmie mi to jutro nastepne dwie godziny - samo poprawianie. Bo I. rzecz jasna daje tylko tzw. hinty, nie zeby mi tam zdanie poprawnie napisal, nie.

Chce mi sie spac a na dodatek nlog odmowil wyswietlenia komentarzy. Tak wiec niech spada na bambus, a jak jeszcze mi ta notke wetnie to chyba kurwica zywa mnie strzeli.

O. Tyle mialam do powiedzenia. Jutro musze wstac o 7.30 i juz sie ciesze.

BTW: a nie mowilam, ze zaraz se znajde nowy temat do narzekania???

07:28 / 12.10.2004
link
komentarz (0)
Wkurwil

mnie nlog znow bo wpierdolil jedna notke to bedzie teraz juz tylko skrotowo.

I. zadzwonil i dalej sklada komputer. Jest juz na etapie czwartej plyty glownej, nowego procka i zupelnie nowej pamieci. Szczesc mu boze. Powiedzialam, ze jak na moj gust to jeszcze ze dwa tygodnie potrwa, zanim sie zdecyduje na wersje finalna. Nie wiem, jak to przetrwam, pewnie w przyplywie szalenstwa se kupie uzywanego laptopa bo co mam robic.

Oprocz tego I. dostal od znajomej z pracy (ktorej to rodzina ma farme gdzies-tam) warzywa, w tym dynie. Na pytanie, co zrobi z dynia, odpowiedzial: wydraze (wydronze) ja swoim czlonkiem.
- Naprawde??? To ja chce to zobaaaaczyc. Polizac potem tez moge, a co ;)

Co jeszcze. Co zabiore sie za czytanie tej cholernej dokumentacji do serwera, ktory to serwer mam testowac ( a jutro zaczynam prace, bez jaj), to od razu usypiam. Dziesiec minutek i z banki. Nic nie pomaga. Odejde od segregatora - magicznie wracam do zycia. No nigdy tego kurestwa nie skoncze!

A, i dzwonil hindus, ten co mnie chcial zatrudnic jako rekruterke. Pytal sie, czy nie znam czasem kogos, kto by sie nadawal. Powiedzialam, ze nie, ale ze popytam. Pomyslalam, ze gdzie ty kutafonie byles jak ja szukalam pracy przez ostatni rok? Teraz to sie wypchaj trocinami lisie zapowietrzony.

No to tyle, ide czytac dokumentacje - czyli spac. Moze powinnam to opatentowac jako nowy srodek nasenny.
23:55 / 11.10.2004
link
komentarz (0)
Straszne

poczytalam sobie znow bloga dziewczyny ktora znikla z sieci a potem sie pojawila - jako mama.

O niczym innym z wyjatkiem dziecka nie pisze. Kupki zupki srupki pieluszki sruszki zabki nocniczki wozeczki itd. w kolko ciagle i ciagle.
I nic wiecej. Zupelnie jak nie ta sama osoba, jakby przeszla pranie mozgu.

panie, chron mnie od takich przyjemnosci. Jak to mawiala moja znajoma (majaca dorosla juz corke, ktora notabene sama wychowala) - no kaska kiedys byla mala i srala pod siebie i mnostwo z nia zachodu bylo - ale co to kogo obchodzi? Dziecko jak dziecko, nad jego kupa nie ma sie co rozwodzic.

Cale szczescie, ze nie tylko ona ma takie podejscie. W przeciwnym wypadku wszystkie mlode matki trzebaby z normalnego zycia wykluczyc, bo porozmawiac normalnie z nimi trudno. To prawie jak komputerowe geeki - tyle, ze zamiast komputera maja dzieciaczka zabawke.
23:07 / 11.10.2004
link
komentarz (0)
Pozwolicie, ze cos zacytuje:
-------------------------
"Starsza siostra Imama odzywa się niechętnie. W ogóle się nie odzywa. Mówi jej córka, lat dwadzieścia, mężatka, gospodyni domowa, z zakrytą fryzurą, ale odkrytą dobrotliwą buzią. Mówi pewnie, szybko, z podniesioną głową: - Idea dżihadu jest wielka, Allah się z nią zgadza. I dlatego mój wujek Abdul, Imam Samudra, jest bohaterem. On walczy z Ameryką, z syjonistami. Wszyscy będziemy żyli jak on, walczyli jak on i umrzemy jak on, jeśli taka będzie wola Allaha. Jego śmierć będzie dla nas inspiracją do walki, bo naszą rolą jest walka z wrogami Allaha. To, co wydarzyło się na Bali, było tylko aktem sprawiedliwości, bo to było miejsce pełne grzechu.

- A gdzie pracuje twój mąż?

- Jest inżynierem, przy komputerach. My, muzułmanie, musimy być od was mądrzejsi i sprytniejsi. Musimy znać wasze pokrętne myślenie, wasze skomplikowane technologie. Żeby was skutecznie zabijać.

- Mnie również? - pytam naiwnie.

- Ciebie również.

- Ale ja szanuję islam - mówię. - Szanuję muzułmanów.

- Nie szanujesz. Nie możesz szanować islamu, jeśli Allah nie jest twoim bogiem. Wszyscy powinni zostać nawróceni. Istnieje tylko jedna prawowita religia, która pochodzi od Boga przez proroka Jego Mahometa.

- Wszyscy nawróceni na islam? Przecież to niemożliwe.

- Wiem. Grzech nigdy ze świata nie zniknie. Dlatego dżihad nie ma końca.

- Tam zginęła moja koleżanka - mówię w Serang o tym po raz pierwszy.

Rini nie traci pewności siebie ani na sekundę, nie drgnie jej oko, nie ma w niej cienia wątpliwości, żadnego wahania. Ona wie: - Allah oczekiwał jej śmierci."
-----------------cytat za GazWyb TU

No i teraz pytanie: co z takimi robic? Walczyc z nimi ich bronia? bez sensu, bo rzezni nie bedzie konca. Pomagac, finansowac, wyciagac z biedy? To sie zaraz podniosa glosy ze wrogom???

Najlepiej, zeby jakos sami magicznie znikneli z tego swiata.
Fanatycy to juz nie sa ludzie. To ideologicznie zmodyfikowane, zaprogramowane na zabijanie potwory bez serca, bez litosci i bez rozumu. Zaslepieni i zidioceni do konca. Czy mozna takich "nawrocic" znowu na bycie normalnym czlowiekiem, inaczej jak bez prania mozgu?

Sama juz nie wiem.
21:54 / 11.10.2004
link
komentarz (1)
A tak poza tym

to zimno mi jest. Zimno w chalupie oczywiscie, a nie na zewnatrz, ale co z tego. Jesien juz zawitala i mimo slonca temperatura w nocy spada bardzo a ta chalupa tutaj ma opor termiczny zero w wyniku czego w nocy zimno jak w psiarni a w srodku dnia robi sie upalnie jak w kurniku. Ocipiec mozna.

I w ogole, ale to w ogole nic mi sie nie chce, najbardziej zas nie chce mi sie czytac tej pierdolonej dokumentacji co ma 400 stron :(((

21:30 / 11.10.2004
link
komentarz (0)
Po

glebszej analizie doszlam do wniosku iz piatkowe rzyganie nie bylo spowodowane przepiciem, ale pomieszaniem wina z trawa. No bo kazde z oddzielna w dawce swej nie przekraczalo wcale a wcale moich mozliwosci - za to polaczenie okazalo sie piorunujace. Jakos to tak na blednik podzialalo, ze czulam sie w normalnym, stabilnym i przytulnym pokoju jak w kajucie statku na pelnym morzu i sztormem "dziesiec w skali Beauforta". No to co... kazdy by sie porzygal, nie? A ze ten sztorm to produkt mojego lba tylko li wylacznie - ah, coz ta chemia z ludzi nie robi....

Anyway. Szczytne plany nadgonienia zaleglosci z pracach domowych do szkolki legly w gruzach a to z powodu pedu I. do wyciszania komputera. Najpierw zakupil specjalny zasilacz z wiatrakiem (sobota). Wlaczyl, dziala i o niebo ciszej. Hura! No to hajda po nowy zasilacz do procka. Wszystko ladnie pieknie ino w trakcie przykrecania (srubokretem automatycznym a jakze bo co tam recznie...) wiertlo sie omsklo i wwiercilo w plyte glowna. To byl jej bohaterski koniec.

No to po nowa plyte glowna. Przy okazji wymienic procesor bo czemu nie. Powrot do domu i siurpryza: nie dziala. No nie dziala i tyle. Cisnely mi sie juz zlosliwe komentarze na usta, ale nic to. Darowalam sobie glownie z powodu milej niespodzianki sobotniego ranka w postaci sniadanka podanego na stol i budzenia za pomoca kawy. Matko, niesamowite!

Komputera nie dalo sie uruchomic cala sobote... w niedziele wypad znowu do Fry's (lokalna siec supermarketow z elektronika) i nowa plyta i nowy procek. Pod koniec dnia - zwyciestwo! Dziala!
Coz z tego, skoro dyski tez byly nowe a I. stwierdzil, ze przeinstaluje caly system na ta okazje. No i rzecz jasna wyszedl z tego lysy system, wszystkie dodatkowe programy i aplikacje trzeba recznie od nowa instalowac i konfigurowac... tedy dalam se spokoj.

Obejrzalam tylko komentarz pani upierdliwej od HTMLa, ktora moja prace domowa ocenila 15 pkt. na 15 mozliwych. Podnioslo mie to na duchu i oddalilam sie w celu ogladania takiego jednego filmu o ptakach...

Kurde, brak mi straszliwie laptopa... ale na to musze troche kasy sobie zarobic, przynajmniej ze dwa tysiace dolcow... bo chce makowkowego laptopa.
01:51 / 10.10.2004
link
komentarz (4)
Pieknie

jak cholera. Wczoraj tak skulam morde, ze przez pol nocy rzygalam i nie bylo mozliwosci, zebym na 7.30 rano do szkoly wstala. Tedy nie wstalam...ciekawe, co z tego wyniknie...
22:23 / 08.10.2004
link
komentarz (0)
Doprawdy,

jak to zycie interesujaco sie toczy. Jak zwykle: jak nie dzieje sie nic, to nic zupelnie, pustka i wgapianie w sciane i wyc. Jak juz sie zaczyna dziac - to od razu na raz, na wszystkich frontach i to tak ze czlowiek zapomina, jak sie nazywa.

No ale fajnie jest.
Poszlam wczoraj do lokalnej knajpy irlandzkiej. Spotykam sie tam prawie w kazdy czwartkowy wieczor z A. Schodza sie ci sami ludzie i cala kupa nowych. Ciagle ta sama muzyka, az do wyrzygania, ale jakos nikt sie nie przejmuje. Tzw. "ogrodek" (czesc otwarta na zewnatrz ale pod dachem) jak zwykle zatloczony i zadymiony - bo jako ze to niby "na zewnatrz" to mozna palic.

Nic to. Poszlam do baru i kogo widze - znajomego z Cobalta a potem SUNa. Siedzi i pije piwo. Podchodze, namawiam, zeby dosiadl sie do nas - gdzie juz caly wianuszek dookola stolu, wesolo i ktos ciagle zamawia pitchery piwa i dolewa. Dosiadl sie i gadamy. Nadal w SUNie pracuje, czeka, az go zredukuja, bo witedy dostaje sie cztero i pol miesieczna odprawe. Szuka sobie dzewczyny, ale ma juz dosc amerykanek z ich materialistycznym podejsciem i wymaganiami ksiezniczki. Wdajemy sie w dluga dyskusje. Przy nas obok stolu para rosjan niemalze uprawia seks. On wyglada tak, ze jakbym go zobaczyla na ulicy to spierdalalabym byle dalej - po prostu koscista, przysuszona geba trzydziestoletniego amanta z gadzetami mafiosa i wladczym wzrokiem. Nic, tylko zaraz guna wyciagnie. Ale co sie okazuje - facet jest bardzo mily i uwaga - pracuje jako technik weterynarii. Mowi, ze kocha zwierzatka i nie wiem czy se jaja robi czy tak serio. Matko.
Panna typowa blondynka (Lenoczka ma na imie), farbowana, makijaz se poprawia przy stole i pyszni sie tym nieco. Ja ciut zdegustowana, facetow to bierze (nie mam pojecia czemu).
Rozowa bluzeczka, obcisla, cycki zakute w wonderbra wobec czego pod nosem samym no i oczywiscie obcisle biale spodenki. Ma cholera ladna figure, ma, ale.... ale zachowuje sie jak kurwa. Tylkiem kreci, oczy wywraca, dupa zarzuca. I znow przy rozmowie okazuje sie, ze calkiem mila jest chociaz glupiutka straszliwie. Oczywiscie facetom to nie przeszkadza. Niezbadane sa wyroki - mafioso odrywa sie od niej i przykleja do mnie proponujac zmiane lokalu na bardziej prywatny. Nie ciagnie mnie i zostaje, on idzie sie kleic do innych panien.

Pol meksykanin pol amerykanin co mi zlozyl propozycje malzenska w zeszlym tygodniu zajmuje miejsce ruskiego. Gadamy troche, narzekam, cos tam burcze pod nosem i idzie sobie. Wracam do dyskusji ze znajomym z pracy i oboje z uniesieniem brwi obserwujemy azjatke, co to pojawila sie przy stole. Jest co obserwowac. Panna na gebie w sumie niebrzydka ale ubrana tak ze oj matko. Na dupie obcisla halka, ktora pewnie kosztowala z $500 i uchodzila w sklepie za spodnice; gora wylewa sie walek tluszczu, miedzy ta halka a obcislym koronkowym topem. Ponizej z halki wylania sie WIELKI ZAD z tlukowatymi nogami, krzywymi zreszta jak cholera i obutymi w dwa kowadla. Chrystepanie, czy te dziewczyny to nie maja w domu lustra????

Muzyczka nadal ta sama, coraz wiecej pijanych.. A. zbiera sie do domu, ja zostaje. Dyskusja z kolega z pracy robi sie coraz ciekawsza. Naciaga mnie na zwierzenia na temat mojego bylego rozpadlego malzenstwa a potem filozujemy o zyciu, kobietach piwie i czym sie da. Rewelka.

1.30 rano i zaczynaja zamykac knajpe przeganiajac ludzi. Kolega odwodzi mnie do domu, przy okazji dowiaduje sie, ze mieszka o 10 min. drogi ode mnie. Jaki ten swiat maly... a wszyscy predzej czy pozniej trafiaja do Molly's...

Tia.... fajnie jest w Molly's...
07:46 / 07.10.2004
link
komentarz (3)
Wiesci

z ostatniej chwili: wlasnie dostalam list milosnny z Urzedu Imigracyjnego: powiadaja, ze status rezydenta zostal mi przyznany czwartego pazdziernika tegoz roku, niemniej na zielona karte se musze poczekac jeszcze: nawet do paru miesiecy.
Nie wiem zupelnie czemu, wszak maja moje zdjecie i odciski palcow, starczy tylko wcisnac odpowiednie guziczki na maszynie zeby wyplula ze siebie ten kawalek plastiku.

No ale chuj im dupe. Tyle sie wyczekalam, ze juz nawet nie mam sily sie cieszyc, doprawdy...
04:52 / 07.10.2004
link
komentarz (2)
Nie

no dzisiejszy dzien byl boski, po prostu boski. Zaczelo sie od prysznica (noc spedzilam u I.) - najpierw zaczal cieknac a potem se po prostu odpadl i woda sikala ze sciany na wszystkie strony. Zlapalam i proboje przykrecic - ni chuja. No dobra, se mysle. Kij ci w oko. Jakos sie oplukalam ta woda sikajaca ze sciany, wytarlam... dobra nasza. Zrobilam se sniadanie. Mysle sobie, ze mam kupe czasu, to odpalilam komputer, przegladarke w celu znalezienia nowego adresu gdzie sie mam do pracy stawic. Trala lala... kanapka z serkiem, pomidorkiem i majonezem SRU na moje spodnie. Spodni na zmiane nie mam, wiec predko zaprac plame, spisac directions, dokonczyc w locie ta nieszczesna kanapke... jeszcze zrobic makijaz i rozczesac wlosy i nagle juz po dziesiatej.

Kurwa!!! Jade. Dobra, jade. Jak na zlosc zaliczam wszystkie czerwone swiatla. Znalazlam ulice - dobra nasza, mam jeszcze piec minut, zdaze. No ale jade jade.. numery w obrebie 20000 a ja mam 10201. Kuzwa, cos dluga ta ulica. Nagle - masz babo placek! Ulica zamknieta i objazd przez jakies parkingi niewiadomo gdzie. Mysle sobie pierdole, zanim objade i zaparkuje juz sie spoznie.

Parkuje na poboczu miedzy dwoma samochodami wykonujac po raz pierwszy w zyciu paralell parking. Matko. Cudem w nic nie przywalam, wyskakuje, biegne. Oczywiscie budynku o takim-i-takim-numerze nie ma. Nic to, lece dalej. JEST!!

Dobra nasza. Wejscie oczywiscie po drugiej stronie a budynek dlugi. Nic to. Po wejsciu okazuje sie, ze nie ma tam zywego ducha oprocz robotnikow noszacych jakies paczki i wiercacych dziury. No kurwa pieknie, nie ma co. Telefonu oczywiscie do swojego szefa nie mam. Lapie jakiegos faceta, na szczescie okazuje sie byc zatrudniony w Firmie. Prosze zeby zadzwonil do szefa.

I coz sie okazalo? Otoz szefowi sie popierdolilo i skierowal mnie do nowego budynku, do ktorego Firma sie przeprowadza, ale w piatek a nie dzis. Tadaa.

Koniec. No moze powinnam jeszcze dodac, ze na dziendobry zostalam obdarzona 400 stronnicowym manualem do przerobienia, zaliczylam dwa PRD oraz trzygodzinny wyklad polaczony z demonstracja tego jak dziala produkt. Wszystko mi sie posralo i wymieszalo a dzis jeszcze musze zrobic prace domowa.

Nie ma to jak dzien wypelniony po brzegi atrakcjami. Tia.
08:17 / 05.10.2004
link
komentarz (2)
Tak

w ogole poza tym to skonczylam prace domowa robic (do Pani Upierdliwej od HTMLa, a niech ja szlag trafi), jesc mi sie chce ale jestem tak zmeczona ze nie mam sily jechac do sklepu. Isc tym bardziej mi sie nie chce (jakies 15 min w jedna strone) a w brzuchu burczy. Co gorsza jutro na sniadanie tez nic nie bedzie i chyba sie zaburcze na smierc, spuchnie mi zoladek z glodu i gowno wyjdzie z odchudzania.... eh!
08:12 / 05.10.2004
link
komentarz (3)
No

to mam juz informacje na temat zatrudnienia. Trzydziesci piec dolcow za godzine, kontrakt na piec tygodni a po tym okresie, jak dobrze wszystko pojdzie (czytaj: uznaja mnie za wartosciowego pracownika) - zatrudnia mnie na stale. Na jakich warunkach narazie nie wiem, ale jakos sie nie martwie.

Jak juz podpisze papier, to pojde opijac. A co!
04:04 / 05.10.2004
link
komentarz (0)
Denerwuja

mnie takie artykuly jak ostatni z Polityki na temat niedozywionych dzieci w Polsce, ktorych jest ponoc 1,8 mln. Duzo, ale.... skad pochodza te niedozywione dzieci? Autorka sama przyznaje, ze problem biedy i glodu zaczyna sie w rodzinach wielodzietnych, powyzej czworki dzieci i dotyka najczesciej tych w malych wsiach i miasteczkach. Klasyka.

Owszem, dzieci glodne nalezy dokarmiac, ale wkurwia mnie takie podejscie, ktore skupia sie glownie na dzialaniach doraznych a ma w dupie profilaktyke. Tymczasem profilaktyka nazywa sie ANTYKONCEPCJA czyli planowanie potomstwa.

Nikt mi nie wmowi ze bidna kobicina ze wsi, ktorej ledwo starcza grosza na chleb i ziemniaki dla czworki dzieci zafunduje sobie (za co??) komplet pigul antykoncepcyjnych na przyklad czy tez moze kupi mezowi (za co??) komplet prezerwatyw. Pomine tutaj juz taka oczywista kwestie ze wiekszosc panow (przy czym im bardziej zacofani i niewyedukowani tym procent wiekszy) uwaza za cos wielce uwlaczajacego uzywanie prezerwatyw.

Teorie na temat powstrzymywania sie od seksu i w ten sposob planowania liczby potomstwa mozna sobie miedzy bajki wlozyc. Jedyna przyjemnosc z zycia, jaka maja ci ludzie, to jest wlasnie seks. Czasami zreszta nie jest to przyjemnosc a koniecznosc - zwlaszcza dla kobiety.

Ilez taniej by kosztowalo finansowanie antykoncepcji dla najbiedniejszych kobiet zamiast potem dozywianie glodnych dzieci, oplacanie opieki spolecznej, zasilkow i ubezpieczen. No ilez.
Tyle ze do tego to trzeba miec jaja, zeby sie przyznac do prawdziwego problemu i cos z tym zrobic.
20:45 / 04.10.2004
link
komentarz (0)
Z frontu

pracowego: o dziwo hindus sie odezwal i zaprosil na nastepna rozmowe o pracy - uwaga - przy KAWIE. Grzecznie odmowilam. Wolalabym chyba pracowac jako sprzedawczyni, no joke. Przychodzi czlowiek na swoja godzine, wychodzi o swojej godzinie i ma cala reszte w dupie. Nie musi odbierac w weekend albo w srodku nocy telefonow i szukac na gwalt kandydatow do pracy i nie musi znosic umizgow starego, zonatego hinduskiego faceta, ktory na dodatek placi kiepsko a wymagania ma kosmiczne.

Przyszla tez odpowiedz z firmy gdzie mam byc jako SQA. Chca mnie zatrudnic na zlecenie od osiemnastego tego miesiaca; informacja z placa zostala laskawie pominieta, ja sie dopominam... mam nadzieje ze nie zniecheci ich moja upierdliwosc - zreszta wymuszona przez I. Ja to tam chcialam od razu sie zgadzac w ciemno, on mnie przekonywal z godzinie, zeby odpisac to co odpisalam i nie zgadzac sie od razu na wszystko.

No nic, zobaczymy.
20:39 / 04.10.2004
link
komentarz (0)
Cos

dlugo nie pisalam. W czwartek bylam w knajpie i poczulam sie jak za starych dobrch czasow w Polsce. Przewaga mezczyzn nad kobietami, na dodatek towarzystwo kolorowo-mieszane wobec czego adoratorow mialam huk (jakos tak wszyscy kolorowi do mnie ciagna) i nawet jedna oferte malzenska. Po zamknieciu knajpy (tutaj o 2 nad ranem zamykaja wszystkie) udalam sie bylam z adoratorem numer jeden do mieszkania jego znajomych, zreszta ukraincow. Adorator numer dwa sie obrazil prawie, ale dzielnie podazyl do rzeczonego mieszkania poczem legl na podlodze i zaczal chrapac.
Do domu zostalam odwieziona o 4.30 nad ranem i wumuszono na mnie obietnice, ze w najblizszy czwartek pojawie sie w knajpie. No zobaczymy...

Sobota uplynela pod znakiem szkoly i totalnego niewyspania (trudno zeby nie jak sie idzie do wyra o 5 rano a potem wstaje o 7.30). Doszlo do tego, ze przy gosciach usnelam...no ale mam alibi nie do pobicia, a co. Pracowita jestem, do szkolki chodze w sobote rano, o.

Co tam jeszcze. Namowilam I. na przemeblowanie. Mial takie ochydne - co ja mowie - koszmarne i syfiaste i prawie rozpadajace sie biurko na srodku salunu a na nim komputer. No cud urody lokacja, slowo daje. Udalo mi sie przekonac go do wywalenia tego biurka do sypialni (o wywaleniu do smieci w ogole slyszec nie chcial, ale to zadanie na nastepne pare miesiecy jak mysle), przeniesieniu biurka z sypialni (nowe i fajne) do kuchni i umieszczenia tam komputera, a stolu z jadalni do salunu. Od razu zrobilo sie fajnie i przestronnie. I jeszcze mi dziekowal! Niesamowite.
00:18 / 01.10.2004
link
komentarz (4)
A

tak poza tym to ja bym sie moze i odchudzila gdyby nie to, ze ciagle mi sie jesc chce..
00:14 / 01.10.2004
link
komentarz (1)
Rosyjski

rzad mentalnie jest w minionej epoce - boc to przeciez szczyt bezczelnosci zarzucac prezydentowi ze polskie media "zle pisaly" albo sie "nie solidaryzowaly" z ofiarami terroryzmu w postaci ludnosci z Bieslanu. Tak jakby wszystkie media byly wlasnoscia rzadu i panowala cenzura jak za starych doibrych czasow.

najgorsze jest jednak to, ze w gazetach w Usiech w ogole nikt sie szczegolami nie interesowal i o nich nie pisal; przyjeto defaultowo wersje rzadowa i dobrze jest.

jak zaczelam tlumaczyc kawalki z polskich komentarzy na temat Bieslanu Wlascicielowspolmieszkancowi, to mu sie oczy jak spodki zrobily. A on jest i inteligentny i zaangazowany politycznie i wie, co sie na swiecie dzieje. Niestety, nie zna zadnego innego obcego jezyka poza angielskim i w zwiazku z tym czytuje tylko anlojezyczna prase.

Wlasnie. Nie wydaje mi sie, zeby to byl przypoadek, iz nie zrobiono ostatnio w Hollywood zadnego wysokobudzetowego filmu klasy A w ktorym akcja krecilaby sie wokol wojny czeczenskiej...
Wiadomo, lepiej nie draznic niedzwiedzia.
21:36 / 30.09.2004
link
komentarz (1)
Ta....

nie ma to jak przygotowac sie do interview w sposob wlasciwy. Nalezy zaczac jeszcze poprzedniego dnia od wypicia zbyt duzej ilosci wina oraz zrezygnowania z obiadu (no bo sie odchudzamy, nie?) na rzecz salaty. Potem obserwowac sraczke zielonego koloru i pojsc spac z samolotami w glowie. Budzic sie pare razy z powodu przesuszenia organizmu... wstac o 7.30 z bolem glowy i totalnym zaspaniem.
Obserwowac znow zielona sraczke, wyjsc w ostatniej chwili, skrecic w zla strone w wyniku czego traci sie cenne dziesiec minut na wyglowkowanie jak i gdzie zawrocic zeby dojechac;

wreszcie dotrzec na miejsce lecac z wywieszonym jezorem i spoznic sie dwie minuty.

Na szczescie to wszystko nie przeszkodzilo mi w tym, zeby (moim zdaniem) wypasc calkiem przyzwoicie. Chyba mnie zatrudnia, skoro hiring manager powiedzial na pozegnanie, ze bedzie ze mna w kontakcie i odezwie sie jak przygotuje mi oferte.

Hm. Ale oczywiscie nie zamierzam swietowac i celebrowac dopoki nie podpisze papieru. Przeciez moga sie jeszcze rozmyslec...

Matko. Leb mnie dalej napierdala, ide cos zjesc bo zaraz zejde.
19:44 / 28.09.2004
link
komentarz (3)
Menago

z tej firmy, co to mnie chca zatrudniac na testera wlasnie zadzwonil w celu przygotowania mnie na nastepny interview. Powiedzial, ze mieli pewne concerns i powinnam sie skupic na positive attitude, teamwork, be more optimistic and occurant.
Oczywiscie sie ciesze, bo to znaczy ze facetowi na mnie zalezy - na tyle, zeby taki telefon wykonac i za to mu jestem wdzieczna...

.. z drugiej strony na sam dzwiek tych hasel wbiera mnie na rzygi. Bo trzeba byc usmiechnietym, milusim, fajniusim, z pokora lizac dupe i nie daj boze pokazac, ze sie cos nie podoba. W takich chwilach trzacha mnie na tutejsza kulture, z jej pierdolonym pedem do sukcesu i wymuszonym entuzjazmem i hipokryzja na maxa.

No ale nic to. trzeba bedzie zamknac dziob i udawac, ze jest sie pieknym, mlodym, madrym, doswiadczonym, z entuzjazmem i innymi cudami na kiju. Ci, co sa bezczelni i dobrzy aktorzy - wygrywaja.
Tylko czemus niestety dostaje przykurczow miesni od zbyt dlugiego trenowania milusiego usmiechu...
02:37 / 28.09.2004
link
komentarz (0)
Chyba

jednak sie czepiam. Wszelakie wieksze scysje z I. (ktore zdarzaja sie srednio z raz na miesiac) to wlasciwie ja wywoluje. Jakby mi cos za skore zalazlo i musze, no MUSZE morde otworzyc w najmniej stosownym momencie i co gorsza, zamiast sobie odpuscic juz po przekonaniu sie, ze nie mam racji - pre dalej. Zapieram sie jak glupi osiol. Po co? Pojecia nie mam.

Gdyby nie moje rozdrazenie i ten osli upor to chyba nie rosloby to do az takich rozmiarow.

Bo potem, jak juz mi przejdzie, i spojrze lagodnym bezemocjonalnym okiem, to sama sie sobie dziwie o co mi do cholery chodzi.

Fajnie jest byc kobieta, ale jakby ktos te emocjonalne hustawki zlikwidowal, byloby jeszcze fajniej. A juz napewno prosciej...
22:55 / 27.09.2004
link
komentarz (0)
Poniedzialek

No to juz po interview. Jakos nie podoba mi sie ta firma. Sami hindusi i nie, zebym byla uprzedzona, nie. Ale oni jacys tacy sa pazerni na kase jak cholera. Oprocz rekrutowania musialabym sie tez bujac w kierunku tzw. sales czyli:
- powiedzmy, ze mamy ilus tam ludzi zatrudnionych, nie ma chwilowo dla nich zajecia i musialabys sie kontaktowac z innymi firmami rekruterskimi i klientami zeby znalezc dla nich robote.

Ah kurwa juz sie ciesze na to. Pensja w postaci jakiejs tam stalej kwoty rocznej plus bonus co trzy miesiace oparty o moje performance plus procent piec od kazdego obsadzonego stanowiska plus praca na telefon bo wiadomo konkurencja duza i moze trzeba bedzie w sobote albo w niedziele w pare godzin znalezc kogos do pracy. Nic tylko zyc a nie umierac...

Ciekawe, ze jak gadalam z innymi ludkami z branzy IT to ich doswiadczenia z pracy z hindusami tez niespecjalnie rewelacyjne byly...
To jednak inna kultura inne zwyczaje i w ogole. Ot chociazby taki drobiazg: zaden amerykanin na interview nie zapyta sie, jaka jest moja sytuacja rodzinna - bo to sa po prostu pytania osobiste i nielegalne, za to mozna (jak sie da udowodnic) podac do sadu i w zasadzie mam pelne prawo odmowic odpowiedzi. Tutaj - no problem. Jedno z pierwszych pytan, jakie padlo, to wlasnie to. Co ich to kurwa obchodzi??? Rozumiem, ze pytanie o wize i status - normalka, nie kazdy sponsoruje wizy B1H. Ale o sytuacje rodzinna?

S. twierdzi, ze hindusi leca na biale kobiety. Jak to okreslila: "przecietny hindus jak tylko widzi biala kobiete, europejke zwlaszcza, ktora jest stanu wolnego, to zaraz by majtki przez glowe sciagal, tak mu pilno". Bueeee.

Poniewaz szanowny CEO (ho ho, ale szumna nazwa) nie bardzo mi przypadl do gustu i w zasadzie juz po pierwszych pieciu minutach wiedzialam, ze nie chce tam pracowac (chociaz jak nic innego nie wyjdzie, to trudno, wezme i to jak mnie beda chcieli, chociaz modle sie, zeby nie chcieli) - to se pozwolilam na komfort szczerosci.

I tak na pytanie, jaka jest moja wizja kariery odparlam, ze nie wiem. Ze chce znalezc prace, ktora bede lubic i za ktora beda znosnie placic. Facetowi malo oczy z orbit nie wylazly, taktownie jednak podziekowal mi za szczerosc i stwierdzil, ze docenia (buahaha).
- A dlaczego zdecydowalas sie pracowac jako rekruter?
- coz, jeszcze w SUNie bedac zatrudnialismy nowych ludzi, korzystajac ze wspolpracy roznych firm rekruterskich. kandydaci, ktorzy byli rekomendowani, byli zupelnie z innej bajki i mieli kiepskie kwalifikacje. No to pomyslalalam sobie, ze ja moge znalezc lepszych i przy pierwszej okazji jaka sie nadarzyla, chcialam sprobowac swoich sil.

Znow szczekopad totalny.
- A dlaczego zrezygnowalas z bycia testerem?
- A bo zeby byc dobrym testerem trzeba byc tez programista a ja nie lubie programowac.

Piekne, po prostu PIEKNE.

Anyway. Praca domowa z wprowadzenia do grafiki komputerowej mnie zastrzelila po prostu. Pani chce, zeby zrobic swoj MANIFEST ARTYSTYCZNY. Boze jedyny. Co to ja artysta jestem? Cos chce manifestowac? Matko. Nic nie wiem. Jak na teraz pomysl urodzil mi sie nastepujacy: pierdolnac w wersji angielskiej taki tekst: "mysle wiec jestem; jestem wiec tworze; tworze i niszcze, kocham i nienawidze. Jestem czlowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce".
Do tego do kazdej frazy jakas pikna ilustracja, ehm ehm.

Pocieszajace, ze projekt ow jest tzw. "no fail project". Czyli, nie mozna go uwalic, byle sie cos zrobilo.

Z kolei baba od HTMLa jest tak detaliczna i liczy tagi jak zydzi grosze na targu. Ocipiec mozna, bo prace domowe wymagaja zero kreatywnosci, za to trzeba podazac za jej wskazowkami co do literki.
Tia...
19:03 / 27.09.2004
link
komentarz (0)
Poniedzialek

W koncu nigdzie nie poszedl ani on, ani ja. Po powrocie ze szkolki padlam na ryja coby sie przespac z godzine - I. juz lezal w wyrze. Wstal, zezarl cos, poczte poczytal i z powrotem. Po calym niedospanym tygodniu nie mial na nic sily, takze weekend uplynal pod upojnym znakiem zakupow, sprzatania i tem podobnych atrakcyjnych wielce czynnosci domowych.

Przez ostatnie miesiace nic sie nie dzialo - teraz jak na zlosc natlok ofert. Wczoraj zadzwonila S., przeforwardowala mi maila od goscia, co chce ze mna interview przeprowadzac na rekrutera.
Odpisalam, ze sie moge w poniedzialek (czyli dzis) stawic o 11.00 rano, ale jak narazie cisza.

Z tych dwoch ofert pracy rzecz jasna wole byc testerem, a nie rekruterem. To ostatnie to jest jednak ciezki kawalek chleba...wcale mi spowrotem do tego niespieszno.
21:35 / 24.09.2004
link
komentarz (4)
Piatek

w sobote czeka mnie wstanie o 7.30 rano, zeby zdazyc na pierwsza klase pt. introduction to computer graphics. Od chalupy I. na glowny kampus troche jest - tak ze dwadziescia minut drogi, a jak dolicze do tego czas potrzebny na znalezienie wlasciwego pokoju, to bedzie ponad pol godziny. Mam miec trzy w jednym - dwa wyklady i lab za koleja, czyli cala sobota od dziewiatej rano do trzeciej po poludniou wylaczona z zyciorysu.
Potem dojda do tego jeszcze pracki domowe w postaci roznych projektow co tydzien. Jak do tego dodam pozostale dwie klasy z podobna czestotliwoscia projektow i labow, to ciesze sie, ze zrezygnowalam z tej czwartej klasy.

Wczoraj dostalam list z department of homeland security i przez chwile serce mi zamarlo: no tak, zawiadamiaja mnie, ze za dwa tygodnie dostane zielona karte czyli skladamy papiery rozwodowe a ja laduje gola dupa na bruku - wszak pracy jeszcze ciagle nie mam, za to doszly nowe wydatki w postaci szkoly a mauzonek ciagle nie splacil dlugow za zeby wobec czego wspolne konto wyczyszczone az milo ciagle i niezmiennie. Na szczescie okazalo sie, ze chca ode mnie tylko odciski palcow. Nie wiem co prawda PO CO, bo pobierali je juz dwa razy - wszystkie dziesiec - i NAPEWNO maja je w swojej bazie.. no ale co tam. Prosciej bedzie jak pojde i pobiora jeszcze raz, zamiast sie z nimi wyklocac i wyjasniac.

Co tam jeszcze. I. zaczyna kombinowac. Dzis oswiadczyl, ze planuje isc "w miasto" (znow) z T. i tymi samymi ludzmi, co ostatnio i czy nie mam ochoty isc. Powiedzialam, ze mam. Stwierdzil, ze co prawda wolalby sam, bo ostatnim razem w koncu z S. nie mial okazji sie widziec, ale doszedl do wniosku, ze pewnie bym sie wkurzyla, jakby dwa razy z rzedu sam sobie poszedl. Odpisalam grzecznie, ze tak, nie byloby to zbyt mile... a co sobie mysle...

.. to inna sprawa. Kiedy rozmawialismy o tym, to podal pomysl ow w bardzo zalukrowanej formie. Ze brakuje mu nieco wolnosci, ktora mial jak byl sam. Ze z pewnymi znajomymi chcialby sie sam spotkac beze mnie, bo to starzy przyjaciele, bo gadaja tylko po portugalsku (on wlada tym jezykiem) i tak dalej. Ze raz na jakis czas i nie ma w tym nic zlego. No pewnie - se mysle - sama tak mam wszak. Teraz jednakowoz wychodzi na to, ze bedzie to czesciej niz raz na jakis czas a ja jestem zabierana tylko dlatego (najwyrazniej), zeby juz calkiem mnie nie wkurzyc i nie zaogniac stosunkow. Ladnie.
Na szczescie coraz mniej mnie to obchodzi...

Fakt faktem, ze nie mam tutaj zbyt wielu przyjaciol, a juz zwlaszcza takich, z ktorymi moznaby sie wloczyc po knajpach cala grupa w sobotni wieczor. Powiedzmy sobie szczerze - nie mam takich znajomych. Przez ostatnie dwa lata malzenstwa bardzo sie wyalienowalam z jakiegokolwiek towarzystwa, a przez ostatni rok co nie pracowalam wiekszosc bylych znajomych z pracy sama sie dupa wykrecila. On sie tutaj urodzil, skonczyl szkoly i ma przyjaciol co sie znaja jak lyse konie na peczki. Dobra, chuj z tym.

Cale szczescie zaczyna sie szkola i mam nadzieje praca. Poznam jakichs nowych ludkow, bede miala mniej czasu i bardzo dobrze. Mniej mnie to cisnac bedzie.

A zreszta moze ja jestem przewrazliwiona i zbyt wiele sie spodziewam. Sama juz nie wiem....
Im dluzej o tym mysle, tym wieksza chujowizne mam w glowie.
03:41 / 24.09.2004
link
komentarz (5)
Hura!!!!

dostalam zaproszenie na drugie interview. Boss powiedzial, ze bedziemy rozwazac zatrudnienie mnie na etat versus zlecenie.

O matko, az tak czepliwa nie jestem. Pewnie, ze wole etat, ale pierdole, na zlecenie tez moge. Niewazne, byle placili jakies znosne pieniadze...
01:16 / 24.09.2004
link
komentarz (0)
Blogoexpress:

* W sobote sprzatalam z I. jedena taka rzeczke w San Jose. On tak w ogole to jest inzynier od stosunkow wodnych no i w ramach swojej pracy zaprojektowal most (taki maly, kladka dla pieszych i rowerow) i ogolnie doglada prac przy poszerzaniu tegoz odcinka. Przyszlo pare osob z jego firmy i zapierdzielalismy z workami odlawiajac wszelakie smiecie. Potem przyjechala smieciarka i trzeba to bylo zaladowac - a czegoz tam nie bylo! Materace, wozki sklepowe, utopiony rower, jakies zabawki i diabli wiedza co jeszcze. Ale, nie o tym chcialam. Jak juz wrzucilismy to wszystko, to ktos zauwazyl, ze po sciance smieciary lazi CZARNA WDOWA. Faktycznie, czarna, calusienka. I malutka byla - jakies 2 cm. razem z nogami. Ponoc maly egzemplarz - ale starczylo, zeby we mnie siodme poty uderzyly. No bo taki maluski pajaczek jak czlowieka ujebie, to umrzec od tego mozna - o ile nie trafi sie w trybie natychmiastowym do szpitala. Pieknie kurwa, pieknie, nie? I. stwierdzil, zebym sie dobrze napatrzyla i uwazala w tej szopie w ogrodzie, gdzie trzymam rower - bo moze se taka pod siodelkiem gniazdko zrobic... albo gdzies przy scianie czy w okolicach podlogi.
Fenkju gud baj.

* Dzis po raz pierwszy zatrzymal mnie policjant. Wyjechalam ze swojej uliczki, on zaraz za mna.. jedzie, jedzie, nagle wlaczyl sygnal no to zjechalam na pobocze. Okazalo sie, ze nie mam aktualnej nalepki od rejestracji samochodu (tutaj sie to robi co roku, bez tego nie mozna legalnie jezdzic). Powiedzialam, ze zapomnialam nalepic ale samochod zarejestrowany. Wzial prawo jazdy, poszedl sprawdzic (z kazdego policyjnego pojazdu maja polaczenie komputerowe z glowna baza danych i sa w stanie zweryffikowac wszelkie informacje). Faktycznie. Oddal prawko, grzecznie podziekowal a ja odjechalam spowrotem do chalupy nalepiac to swinstwo. Uh.

* pojechalam dzis do ksiegarni collegu kupic se ksiazki na zajecia: zaplacilam $120 za dwie. No. Za cala rejestracje, oplate za parking i za klasy - $320. Ksiazki uzywane niestety nie wchodzily w gre, bo nowe wydanie, ktore musze miec, ukazalo sie w czerwcu... tia...
19:22 / 23.09.2004
link
komentarz (2)
Czwartek

interview poszedl chyba dobrze. Udalo mi sie dogadac z managerem - nawet mnie o nic specjalnie nie pytal, tylko opisywal firme, styl pracy, zachwalal i tak dalej. Wszystko przedluzylo sie o godzine z powodu milych pogawedek - spedzilam tam 4 godziny i bylam przesluchiwana przez 8 osob - z czego co najmniej trzy to wlasciwie ja przesluchiwalam.

Jak im sie spodobalam, to zaprosza mnie na nastepne interview - tym razem z programistami. Boze. I. sie dziwil, dlaczego tak dlugo i tak duzo ludzi. A ja mu na to, ze to w sektorze IT standard.. i faktycznie, standard. Mam szczescie, ze nie trafilam na firme, ktora robi cos a-la maly pisemny sprawdzianik.

Wszystko teraz zalezy od tego, jaka mam jeszcze konkurencje... jak znajda kogos lepszego to rzecz jasna mnie oleja :(

W ogole to te wymagania w opisie stanowiska - tak jak myslalam - sa z ksiezyca wziete. Wcale nie potrzebuja kogos, kto by sie znal na MS Exchange ani Lotusie, niemniej ofcjalnie na papierze stoi i w razie czego jak beda chcieli uwalic, to bez problemu.
Pociesza mnie jedynie to, ze rekrutacje prowadza tylko wewnetrzna (znajomi znajomych) - nigdzie na forum publicum sie nie oglaszali, nie maja wiec napewno ponad setki resume.

Wlasnie. Rzeczywistosc tutaj jest nastepujaca: tylko 30% stanowisk i ofert jest oglaszana publicznie. Cala reszta to jest wewnetrzna rekrutacja i trzeba miec znajomych w odpowiednich firmach. Brzmi bandycko, ale z drugiej strony znacznie uczciwiej niz w Polsce, bo procedura wyglada tak, ze nasza wtyka daje resume zatrudniajacemu managerowi i potem decyzja nalezy juz do niego. Oczywiscie wszelakie rekomendacje i przekonywania sa dozwolone, ale interview i tak jest z calym zespolem i rzadko zdarza sie tak (chyba, ze w SUNie...), zeby manager zatrudnil kogos wobec sprzeciwu swoich podwladnych. Takze, trzeba jednak sie wykazac wiedza i wiadomosciami - zwlaszcza w malych firmach czy startupach, gdzie nie ma zbyt wielu plecow zeby sie za nimi ukryc i opierdalac.

Co tam jeszcze. Bylam wczoraj na pierwszym spotkaniu w szkole. Oczywiscie burdel nieziemski i klasy pozamieniane, ale jakos trafilam (pokonawszy pietnastominutowy korek przy wjezdzie na parking, brr!). Fajne w Foothill jest to, ze w computer division wiekszosc klas maja dostepne on-line poprzez Internet. W ogole wszystko mozna zrobic poprzez Internet. Zarejestrowac sie, wybrac se klasy, zaplacic, zrezygnowac (jak sie ktos rozmysli). Ilosc papierow ograniczona praktycznie do zera. Przy zapisywaniu sie sciagnelam odpowiedni formularz z ich www, wypelnilam, podpisalam i wyslalam faksem. Na drugi dzien juz bylam na liscie zarejestrowanych. Jako rezydent Kalafiornii place 10 razy mniej i tak sie zadeklarowalam. Nikt ode mnie nie chcial zadnych papierow potwierdzajacych, nikt sie o nic nie czepial. Zaznaczylam w formularzu tylko, ze jestem rezydent i ze mam zielona karte i tyle. Rewelka, nie?

Fajnie, ze maja takie community colleges... szkoda, ze nie maja community uniwersytetow, w ktorych placiloby sie za przecietny semestr kilkaset dolarow. Jakby byly, to oczywiscie poszlabym na taki uniwerek i se zrobila bachelora (ktory tutaj zajmuje 4 lata).
20:03 / 21.09.2004
link
komentarz (3)
Wtorek

kula strachu w brzuchu narasta. Wlasnie dostalam od kolegi, co to moje resume przeforwardowal, job description. oczywiscie nie bardzo pasuje kwalifikacjami tj. maja znacznie wieksze wymagania niz jestem w stanie spelnic.
Jak dostane jakies techniczne pytania typu czym sie rozni sendmail na linuxie od sendmaila na solarisie to leze i kwicze. Niech jeszcze mi dowala prosbe o skonstruowanie jakiegos query w MySQL i dowidzenia praco.

No zesz kurwa mac!!!
21:43 / 20.09.2004
link
komentarz (2)
Disklaimer:

uprzedzam lojalnie: jak mi kto napisze, zem gruba i otluszczona, to dostanie w ryja.

No.
21:28 / 20.09.2004
link
komentarz (6)
Poniedzialek

Stelepalo mnie dzis, a wszystko przez ta szalona pogode. Wczoraj bowiem SPADL DESZCZ. Tak, ja wiem, ze to w Polsce nic nadzwyczajnego, ale tutaj, o tej porze roku to zakrawa na cud. Teoretycznie rzecz biorac nie powinno padac do konca pazdziernika, a po 6 miesiacach bez deszczu czlowiek sie cieszy jak swinka z kotlujacych chumur, wilgoci i deszczu. No ja w kazdym razie sie cieszylam....

W zwiazku z tym rowniez sie ochlodzilo a ja wychodzac w piatek z chalupy nie pomyslalam (no bo kto by sie spodziewal!), zeby zamknac okno. Tak wiec dzis rano po powrocie obejrzalam termometr wewnatrz: 16 st C. REWELKA!

Matko. No ale nic to. Welniane skarpety, polarek, goraca herbatka i czuje sie jak w Polsce na jesieni, slowo daje...

Anyway. Wreszcie wsadzilam na www
zdjecia z ostatniego wypadu na house-boat, zdjecia z ktorymi I. nie mogl sobie poradzic przez zeszle dwa tygodnie. Kto mnie zna, to gebe moja rozpozna.. a kto nie to ew. prosze w komentarzu podac swojego maila to pospiesze z wyjasnieniami ;)

Dziwnie tam bylo, prawda?
05:24 / 19.09.2004
link
komentarz (5)
Sobota

No i siedze u I. samotnie (on sobie pojechal w miasto z chlopami na popijawe) i proboje sie przygotowac do tego interview.... tym razem juz znacznie bardziej na serio: ksiazki o testowaniu i ksiazki o linuxie. Zdrowo mnie przemagluja, skoro w srode mam byc tam od 13.00 do 18.00 (tura rozmow z testerami) a potem jeszcze jeden dzien taka sama powtorka tyle ze z developerami.

Matko. Zeby tak nic nie spieprzyc.
W ogole od poniedzialku bede miala zalosnie malo czasu. Zaczyna sie szkola, wzielam sobie 4 klasy i jeszcze jak ta robote dostane to nie bede miala sie kiedy po dupie podrapac. Bo tak w ogole ta firma to startup czyli wiadomo co - wysiadywanie po godzinach, nocach a czasami w weekendy. Notabene za takie wysiadywanie nadgodzin bynajmniej nikt nie placi i to jest jak najbardziej legalne - takie prawo uchwalono w Kalafiornii. Fajne, nie?
00:55 / 18.09.2004
link
komentarz (3)
Piatek

poszloooo! Jestem zaproszona na rozmowe osobista w srode. jak sie spodobam to potem jeszcze jedna rozmowa i mnie przyjma.

Boze, zeby tylko wszystko sie udalo...zeby nic po drodze nie spieprzyc...

Tak bardzo potrzebuje tej pracy! na dodatek i firma i robota wyglada bardzo obiecujaco. Az mi sie wierzyc nie chce. Po poltora roku, aaa!!!!!

Z I. odbywam powazne rozmowy na temat naszego zwiazku. Oboje widzimy problemy i to dokladnie te same. Przyznal, ze jest niechetny zeby sie mocniej zaangazowac. Napisal dlaczego... a mnie juz to tak nie cisnie. Dobra, zdecydujesz sie, to fajnie. Nie, to tez bedzie fanie. Se poradze i jakos to bedzie. Nie bede napierac ani szarpac.

najblizsze miesiace pokaza... nie wiem jeszcze jaki czas on wyznaczy, ale ja juz sobie w duchu powiedzialam, ze postaram sie jeszcze trzy miesiace, zobacze, jak sie nic nie zmieni (tzn. on sie bardziej nie zaangazuje i problemy nie znikna albo przynajmniej nie zostana zredukowane do rozsadnego poziomu) to powiem grzecznie dziekuje i poszukam se kogo innego. grzecznie kulturalnie i bez scen.
19:00 / 17.09.2004
link
komentarz (2)
Piatek

No i co. Zamiast sie przygotowywac do tego interview to zbijam baki.

Od wczoraj sen z powiek mi spedza mysl co odpowiedziec na pytanie o moje najwieksze slabosci. Tak tak, teorie to ja znam znakomicie. Ze na przyklad jestem zbytnia pedantka z zamilowaniem do szczegolow. Tylko ze karwas wszyscy to trzepia na interview i stalo sie tak oklepane, ze juz nikt w to nie wierzy.

Korci mnie zeby tak se po prostu byc szczerym i powiedziec, ze kiepski ze mnie dyplomata i wale co mysle, zwlaszcza jesli koledzy z druzyny sie opierdalaja i nie robia swojej roboty, ktora to potem robota spada na moj leb.

No ale jak tak powiem to juz widze, jak ta robote dostane.
Uhuhuh. Cos musze wymyslec i to szybko, bo interview juz za 3 godziny.
01:23 / 17.09.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

dostalam dzis emaila z zawiadomieniem, ze jutro bede miala telefoniczna rozmowe kwalifikacyjna. To dzieki temu, ze kolega z bylej pracy przeslal moje CV do zatrudniajacego managera.
Jak sie uda, to znowu bede pracowac jako sqa...

.. chociaz jak znam zycie to dostali wiecej niz setke doskonalych resume ze znacznie lepszymi kwalifikacjami niz moje...
01:57 / 16.09.2004
link
komentarz (5)
Pewien

rodzaj BAB powinno sie strzelac. Taka elastyczna guma prosto w czolko, a jak to nie pomaga - to w slip. Niech odpadnie.

Pojechalam sobie dzis odebrac szkla kontaktowe. Zajezdzam na parking - caly w sloncu (a na sloncu wiecej niz 40 st C) i tylko jedno miejsce w cieniu, obok bialej furgonetki. Do furgonetki zbliza sie BABA. Otwiera drzwi, wlazi do srodka. Parkuje obok jej lewej strony, wiec czekam grzecznie, az zasiadzie, wyprostuje faldki tluzczu i spodnicy, zajrzy w lusterko, zapnie pasy.... ZAMKNIE DRZWI.

Nic. Pizda zapiela pasy, uruchomila silnik, DRZWI OTWARTE i drze do mnie ryja "a nie moze pani zaparkowac GDZIEINDZIEJ??".

No zesz ty stara kurwo. Dobra, zaparkuje gdzie indziej, ty pizdo niemyta. Zaparkowalam. BABA jak tylko wylaczylam silnik zamknela drzwi i odjechala. AAAAA!!!!!!

Wyjechalam z parkingu, dojezdzam do skrzyzowania, czerwone to staje. Za jakas BABA. Swiatlo zmienia sie na zielone, BABA STOI. Bo ona kurwa mac musi TERAZ, no TERAZ wlasnie kredeczka sobie oczki malowac. Na srodku skrzyzowania, na zielonym swietle.

ARGGGGHH!!! Kurwa glupia przestala tak dwie zmiany swiatel, w koncu sie wpienilam, zakrecilam w prawo i pojechalam.

Okazalo sie, ze to nie koniec BAB na dzisiaj. Juz-juz prawie przy chalupie jestem, a tu BABA mi sie pakuje z drogi PODPORZADKOWANEJ prosto przed maske. Pizda jedna nawet nie spojrzala, czy cos jedzie. Dobrze, ze hamulce jeszcze mam w jako-takim stanie i zdazylam zahamowac. TY GLUPIA STARA SLEPA KURWO.

Jak slowo daje, jakbym miala wiecej kasy i samochod nieco bardziej sfatygowany to z pelna premedytacja bym w nia pierdolnela, tak zeby jej wgiac caly bok - to moze wtedy durna menda nauczylaby sie PATRZEC W OBIE STRONY jak wjezdza z ulicy podporzadkowanej na glowna.

KURWAKURWAKURWA!!!!!

Ide sie cos napic, bo nie moge. No NIE MOGE.

I prosze niech nikt mi nie tlumaczy, ze baby ta sa dobrzy kierowcy. Moze niektore sa, wiekszosc jednak nie powinna nawet wsiadac na rower, debilki jedne.
01:14 / 16.09.2004
link
komentarz (0)
Na dodatek

jestem cala mokra, bo upaly jednak wrocily i w pokoju komputerowym (najzimniejszy w calej chalupie) jest 38 stopni.

Niech mnie ktos zabije, bo ja nie mam sily.
01:05 / 16.09.2004
link
komentarz (0)
Sroda

wyslalam swoje CV do jednego znajomego, co pracuje w PayPal. Szukaja sqa eng i maja chyba z 10 wolnych miejsc. Nic.
Wyslalam do innego znajomego, pracujacego w firmie zajmujacej sie dystrybucja linuxa. Nic.

ja sie chyba juz zupelnie do niczego nie nadaje.

I. napisal przed chwila elaborat dlugi i ciagnacy sie jak flaki z olejem na temat mojego "talk out of my ass". Bo wczoraj stwierdzil, ze mozna w przegladarce powiekszyc sobie tekst i obrazki. Nigdy czegos takiego nie widzialam, odruchowo wiec zareagowalam sprzeciwem. Zdenerwowal sie i to powinno mi od razu dac do myslenia, ze cos jest nie tak. Naciskal na mnie, naciskal, NAPIERAL wrecz zamiast po prostu mi pokazac (o co go prosilam). Pokazal wreszcie - faktycznie mozna, w operze, o czym nie wiedzialam.

No i dzis ten elaborat.

Boze kochany. Przez cale moje zycie nikt nigdy nie zwracal mi na to uwagi, nikt sie nie przejmowal tym, w jaki sposob wyraza sie swoje zdanie przeciwne do zdania adwersarza; ba, na moim wydziale gdzie studiowalam to byla wrecz przyjeta regula - ze sie adwersarza odsadzalo od czci i wiary (" no co ty, zwariowales?" albo "no wez nie pierdol" czy "ale cuda opowiadasz na kiju"). Ba, to bylo normalne zaproszenie do rozmowy. Nikt sie nie obrazal ani boczyl.

Nawet w USA juz bedac jakos nikt mi na to uwagi nie zwracal - az tu nagle sru. Wielka Sprawa, sprawa mojej wiarygodnosci, tego ze zniechecam innych, ze ich obrazam takim jawnym zaprzeczaniem, ze podwazam ich uczciwosc i nie wiem co jeszcze.

Jakos nie trafia mi wcale to do przekonania. Co wiecej, zaczyna wkurwiac. Nie chce mi sie juz tlumaczyc.

Poczulam sie prawie jak smiec i nie chce mi sie odpisywac. Po co?

PS: dostalam dzis list z SUNa z ktorego wynika, ze sa mi winni tysiac dolcow. Zeby je odzyskac musze sie z nimi skontaktowac... przed 10 sierpnia. Dzis mamy czternasty, fenkju gud baj. Pieniadze owe powinni mi wyplacic w sierpniu 2002 roku. przez ten czas oczywiscie nikt nic nie wiedzial, list wyslali dopiero w zeszlym miesiacu i na adres nieistniejacy, w zwiazku z czym odbil sie trzy razy zanim jakims cudem w ogole do mnie doszedl. Wyslalam zaraz emaila a pani odpowiedziala, ze termin minal w zeszly piatek i ze sie teraz moge pocalowac w dupe.

ZE TEZ KURWA NA TAKICH ZLAMANYCH KUTASOW NIE MA JAKIES SPRAWIEDLIWOSCI!!!!
19:49 / 15.09.2004
link
komentarz (2)
Sroda

zerowa ilosc komentarzy dziala wielce zachecajaco.

wczoraj odezwala sie do mnie znajoma z bylej pracy proponujac robote: tester, piecdziesiat dolcow za godzine, kontrakt siedmiotygodniowy i zaczyna sie od tego piatku. Wyslalam jej CV i nic.
Sprawdzilam slowo-klucz ktore padlo: kintana. Okazalo sie, ze to jakis glupi software do zarzadzania niewiadomo-czym.

Ta.... juz dostalam te robote.

S. milczy jak zakleta - ergo tez dostalam te robote, a jakze.

Pieknie kurwa jest, pieknie jest w dolinie...
20:13 / 14.09.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

Chyba znowu nadciaga stan zdolowania.

Powietrze pachnie juz jesienia, upaly przeszly a slonce chyli sie ku zachodowi o 19.00. Tylko ze jakie to ma znaczenie...

Spacerujac po okolicy i widzac te wszystkie domki, dzieci, samochody, zapachy obiadu i radosne popoludniowe wygrzewanie sie na sloncu az mnie cos sciska. Bo ja nie mam nic, nie mam swojego miejsca i nie wiem, czy kiedykolwiek bede miala.

Ciagle z miejsca na miejsce, ciagle tymczasowo, ciagle niepewnie. Przyzwyczailam sie do rytmu zamiennego: codzien jestem sama, w weekend u I. ale nawet co do tego nie jestem pewna, ile potrwa.
Skad moge wiedziec, czy mu sie nie odmieni? Czy np. jutro nie spotka jakiejs ryczacej dwudziestki, na ktorej punkcie zupelnie oszaleje i zapomni o mnie?

Nigdy wczesniej nie mialam takich mysli. Jak juz z kims bylam, to bylam i ufalam tej osobie, przynajmniej na tyle, zeby sobie nie psuc dnia takimi dociekaniami. Najwyrazniej jednak to co zrobil moj maz zniszczylo cos we mnie i juz tak nie potrafie.

Czy czulabym sie bardziej pewnie, gdybym znow miala na palcu obraczke, wspolne mieszkanie i sto wspolnych dziennych spraw? Chyba raczej nie...to wszystko przeciez mozna odrecic w takim epkspresowym tempie. Wszystko mozna spierdolic, az nie zostanie nic.

PS: S. od piatku nie dala znaku zycia. Pewnie z tej pracy gowno wyjdzie..
21:33 / 13.09.2004
link
komentarz (0)
Z zycia towarzysko-kulturalnego lokalnej polonii, fragment programu na nastepne 2 miesiace:

- WYSTAWA ZDJEC i GRAFIKI Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
- SALA TRADYCJI POLONII W BAY AREA
- SPECJALNE ZEBRANIE SW. STANISLAWA
- "KARIERA NIKODEMA DYZMY" - Film video
- MIESIECZNE ZEBRANIE TOWARZYSTWA POLAKOW W KALIFORII
- SWIATECZNE PACZKI DO POLSKI
- THE 2004 POLISH HARVEST FESTIVAL
- THE FOURTH ANNUAL ESSAY CONTEST - FAMOUS POLISH PEOPLE OF
WORLD WAR II
- POLISH LANGUAGE lesson for Adults
- Piorkiem Prezesa -  Dom Polski oskarzonym Czesc trzecia:
Jak Pan Zerucha i Spolka wybierali delegtow Sw. Stanislawa do Rady
Dyrektorow Domu Polskiego.

Atrakcyje, ze hohoh. Nic tylko puscic pawia. I dziwia sie potem rozni, ze mlodziez polska blyskawicznie sie amerykanizuje....
21:25 / 13.09.2004
link
komentarz (1)
Poniedzialek

od ponad roku siedze sobie na liscie alumniow SUNa. Srednio 4 razy w ciagu dnia pojawiaja sie ogloszenia o pracy dla roznego rodzaju inzynierow, programistow, accountantow i czego tam jeszcze.
W kazdym wymagaja przynajmniej 4 lata doswiadczenia i nie widzialam jeszcze ANI RAZU PRZEZ TEN ROK oferty pracy typu "entry level".

Ahoj przygodo, przekwalifikowujmy sie i zmieniajmy zawod, a bedziemy czekac nastepne pare lat na zalapanie sie do pracy...

PS: moze ktos posiada bogatego i ustosunkowanego wujka z kontaktami i moglby go pozyczyc na tydzien?
21:01 / 13.09.2004
link
komentarz (0)
Poniedzialek

No i co. Lykend jak lykend.. z I. Standard.
Przy nim przeksztalcam sie w kure domowa wlasciwie i co dziwniejsze wcale mi to nie przeszkadza. Razem pranie, zakupy, porzadki i robienie obiadkow. On jest zwierze udomowione.

W sobote nagotowalam zarcia i zaprosilismy na obiad znajomych. O dziwo smakowala im kapusta duszona z pieczarkami cebula i wolowina oraz pikantna zupa pomidorowa (na modle indyjska) z jajami przepiorczymi i takimi kielkami, co to ich nazwy za cholere spamietac nie moge ale zawsze bez pudla wywesze na polce w supermarkecie.
I. z kolei zachwycal sie moimi tluczonymi ziemniaczkami z czosnkiem.

Byla jeszcze wodeczka Belvedere pita pod sledzika marynowanego w occie i winie. Wlasnie ta wodeczka upierdzielilismy sie jak nie wiem co - no przynajmniej ja i I.
Ja potem jeszcze poprawialam sobie kabernecikiem, a on na drugi dzien zupelnie zapomnial co pozniej wyrabialismy i co u licha robily jego slipki na zyrandolu.

Oczywiscie, czesc ostatnia wieczoru nastapila juz po wyjsciu gosci.

PS: CV wyslane i jak narazie zero odzewu, ale pocieszam sie tym, ze to poniedzialek...

PS: panowie z gminy MV przyjechali ciezarowa i wycieli zajebiscie wielka galaz z drzewa - ta, co sie odgrazali, ze wytna w zeszlym tygodniu. W zwiazku z tym mam robotke na nastepne dwie godziny - sprzatanie tego chlewika.
01:30 / 11.09.2004
link
komentarz (2)
Piatek

Popiedolilo mi sie z denia. Szef od lapnia za chabety nie podal S. jeszcze do sadu - narazie ja straszy przysylajac wielce interesujace listy w ktorych wypisuje ilez toto ona jemu jest winna, co powinna oddac i co bedzie, jak nie odda.

Milusi, nie?

Do pracy jako rekruterka musze sobie podrasowac resume tj. wyssac z palca doswiadczenie, ktorego nie mam. Zaprawde, nie znosze klamac... ale jesli jest to jedyna droga do zalapania sie do jakiejs roboty, to pierdole rowno. S. twierdzi, ze nikt tego sprawdzac nie bedzie, a jak sie zapytaja o referencje, to mam podac jej nazwisko i numer telefonu.

Do rozmowy kwalifikacyjnej (o ile do niej dojdzie, bo jeszcze CV nie zaakceptowane) musze sie niezle przygotowac tj, wymyslec wielce przekonujaca historie pokrywajaca okres doswiadczenia, ktorego nie mam.

Na szczescie dla mnie w tej branzy nie ma takich "twardych" umiejetnosci jak np. w wypadku software engineers, wiec mam nadzieje, ze jakos sobie poradze.

I. poprosilam o sprawdzenie i skorygowanie mojego urobionego resume... i sie na mnie wydarl. Zrobilam dwa bledy.
Mamy miedzy soba taka umowe, ze on bedzie poprawial moj angielski (wtedy kiedy cos mowie i pisze). Z pisaniem to pol biedy... ale z mowieniem znacznie gorzej. No i on sie strasznie denerwuje, kiedy iles-tam razy z rzedu robie ten sam blad. Prawda jest taka, ze jak sie czlowiek raz zle z bledami nauczy, to pote to wyplenic jest cholernie trudno.
20:26 / 09.09.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

No to troche wyjasnien.

Ten college co do niego sie zapisalam, to jest tzw. community college. Oferuje wyksztalcenie dwuletnie ze stopniami Associate of Arts albo Associate of Science. To jeszcze nizej niz bachelor - pierwszy tytul jaki mozna uzyskac po ukonczeniu szkoly sredniej.

Zaleta owego collegu jest to, ze dla rezydentow stanu Kalafiornia jest tani jak w barszcz. Za jedna klase per semestr (semestry sa trzymiesieczne, na rok wychodzi cztery) zaplace cos kolo stukilkudzesieciu dolarow.
No i przy pewnym wysilku mozna sie po tym transferowac na normalny uniwerek, gdzie przy robieniu bachelora zaliczaja wiekszosc przedmiotow stad, nie trzeba wiec zaczynac od zera.

Ja narazie bede robic certyfikat w Internet Technologies specjalizacja web publishing. Potrzebne mi bedzie do tego jakies 5o unitow... potem jeszcze 40 do zrobienia associate, ale moze mi sie uda pozyskac transkrypty z moich studiow i czesc mi uznaja..no nie wiem.

W kazdym razie pare przedmiotow moglabym z palcem w dupie sobie darowac - bo przez te 8 lat pracowania z komputerami doprawdy nie trzeba mi wprowadzenia do systemu unix albo wprowadzenia do Internetu czy podstaw HTMLa... ale co tam. te cholerne przedmioty sa wymagane do certyfikatu i do associate, to nie mam wyjscia.

W ogole idea tutejszych szkol jest posrana. Zeby miec jakis tytul to trzeba TYYYYYYLEEEE lat zapierdalac. No bo tak: associate dwa lata (normalnym trybem); bachelor zwykle cztery lata. Potem oddzielny program na master - dwa lata. Phd zwykle 3 lata. PO CO????
Znajomy kiedys mial taka koncepcje: to wszystko po to, zeby mlodych ludzi trzymac z dala od rynku pracy jak najdluzej. Cos w tym jest...

Anyway. Aha, mialam jeszcze wyjasnic jak wygada tutaj zima. Zasadniczo to zalezy od tego, czy jest rok el nino czy nie. Jak tak, to znaczy, ze bedzie padac BARDZO DUZO. Czyli, beda powodzie, osuwy gruntu i inne takie atrakcje. Temperaturka w miesiacach zimowych waha sie od dwudziestu C w ciagu dnia (jak jest slonce akurat) do 7-10 st C. Czasami w nocy zdarzaja sie przymrozki i wtedy to jest kleska zywiolowa, bo okolicznym farmerom wymraza winorosle, drzewka cytrusowe i tak dalej. Na szczescie to bardzo rzadkie zdarzenie. W zeszlym roku tylko dwa dni temeperatura spadla ponizej zera.

W lecie najgoretrze miesiace to wrzesien i czesto pazdziernik. Po prostu taki klimat...
Mam nadzieje jednak ze dzis i jutro bedzie troche chlodniej, bo ducha wyzione po prostu.
20:05 / 09.09.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Fortuna kolem sie toczy. Wczoraj z wieczorka zadzwonila do mnie S. z ktora pracowalam w Przeslawnej Firmie Rekruterskiej z Przeslawnym Szefem Ja-Cie-Zlapie-Za-Chabety. Powiedziala, ze ma dla mnie prace jako.. rekruterka.
Wcale a wcale nie chce pracowac znow jako rekruterka, ale nie moge sobie doprawdy pozwolic na komfort wybrzydzania. Ide dzisiaj do niej na obiad obgadac cala sprawe i zobaczymy, czy co z tego wyjdzie.

Przy okazji poinformowala mnie, ze Szef Ja-Cie-Zlapie-Za-Chabety podal ja do sadu. Rzekomo za to, ze ma jego wlasnosc: komputer, monitor i tem podobne rzeczy.
Oczywiscie ona wcale tego nie ma i on o tym dobrze wie.
Nie wiem, co ten facet chce osiagnac. Zachowuje sie tak, jakby probowal sie mscic i zastraszyc. Po co?

Ze tez na takich skurwysynow to nie ma sprawiedliwosci. Wiele ludzi daje sie zlapac niestety na jego gladki jezyk i wytrawne klamstwa.

PS: wczorajszy wkurw mi przeszedl i czuje sie znacznie lepiej, chwala bogu. W zwiazku z tym zmienila mi sie tez nieco perspektywa patrzenia na moj zwiazek z I.
Bo tak: teraz ja bym sie do niego nie przeprowadzila nawet jakby to proponowal. Z wielu wzgledow. I mzoe dobrze ze nic w zasadzie nie obiecuje na przyszlosc... troche to denerwujace, ale sama juz nie wiem co gorsze - ktos, kto obieca zlote gory a potem gowno z tego wyjdzie, czy ktos, kto nie obiecuje niczego, dopoki nie jest tego na sto procent pewien...

Jednego wszakze moge byc pewna: najblizsze 3 miesiace bede miala taki zapierdol, ze pewnie zapomne nawet jak sie nazywam. A w ta sobote ide na egzamin sprawdzajacy moja znajomosc angielskiego. W zaleznosci od wyniku zaklasyfikuja mnie do odpowiedniej grupy. W collegu sie zarejestrowalam (wszystko mozna zrobic przez siec, wlacznie z placeniem i wybieraniem sobie zajec) i o dziwo nikt ode mnie nie wymagal zadnych dokumentow. Fajnie...
02:35 / 09.09.2004
link
komentarz (5)
Sroda

Nic nic i nic i tylko temperatura przekroczyla 40 stC.
Chce zimy.
01:09 / 09.09.2004
link
komentarz (0)
Sroda

jestem tak wkurwiona, ze najchetniej bym cos podpalila, rozbila, wysadzila w powietrze - wszystko jedno co i gdzie, byle jakos sie wyzyc.

no nie moge.
Moze cos napisze pozniej jak juz mi przejdzie.
22:37 / 08.09.2004
link
komentarz (1)
Sroda

I spowrotem do szkoly. Tak naprawde to gowno mi to da, taki certyfikat... Pracodawcy i tak patrza na lata doswiadczenia w CV (ktorych ja w owej dziedzinie nie mam), a jak juz w ogole pojawia sie jakas entry-level position, to biora najpierw tych z renomowanych uniwerkow, takich jak Stanford, Berkeley etc.
Mnie niestety na takie uniwerki nie stac, co wiece,j bede musiala zapierdalac rownoczesnie w jakiejs robocie i do szkolki chodzic po robocie.

Chce mi sie, jak jasna cholera. No ale coz, lepsze to niz nic.

I. wydaje sie miec idealistyczne podejscie do tego wszystkiego. Ze powinnam sie skupic na robieniu tego certyfikatu, ze najszybciej jak moge, ze dzieki temu dostane robote etc. Srali muszki bedzie wiosna.
Owszem, pochodzilabym sobie do szkolki w pelnym wymiarze godzin i zrobila to associate of science jakby mnie ktos przez ten czas utrzymywal, ale nie ma komu.
Dwom osobom zawsze latwiej niz jednej, wiadomo, niemniej zadne deklaracje nie padly. I. sugerowal zebym sie zapozyczyla u meza (!!!) . Ciekawe, ze nie zaoferowal sam pomocy.

Troche zazdroszcze Z. Poznala chlopa dwa miesiace temu... przypadli sobie do gustu, na dniach planuja zamieszkanie razem. Ona jakas tam robote ma - na chleb starcza, ale on od niej nie wymaga, zeby sama sobie absolutnie ze wszystkim radzila, "budowala kariere", dostala lepiej platna prace etc.

Ja sie czuje troche chujowo od tej strony. Nie ukrywam, ze jak z kims jestem, to jestem po prostu i sobie z ta osoba zycie planuje, a jak nie to nie. Tutaj wyglada, ze niby ze soba jestesmy, ale kazdy sobie oddzielnie. Mecz sie i chetaj sama, a jak juz do czegos dojdziesz, to wtedy sobie bedziemy na rownych pozycjach. jakos tak srednio mi sie to podoba....

No nic. Zamierzam poczekac do konca tego roku i zobaczyc, co czcigodny I. zamierza robic. Plany mial kupowania jakiegos mieszkania (na dom go nie stac) i na ten cel ciula pieniadze. Jak uz uciula i kupi i sie przeprowadzi i nawet nie zaproponuje wspolnego mieszkania razem to... chyba sobie poszukam innego faceta. Ile w koncu mozna czekac. Lata plyna, ja sie mlodsza nie robie i nie interesuje mnie juz wieczne randkowanie, tak jakbym ciagle byla w szkole sredniej.

Pierdolic to wszystko. Nic mi sie nie chce, a juz najmniej zapierdalac do tej szkoly.
20:34 / 08.09.2004
link
komentarz (2)
Sroda

mam refleks szachisty co sie zowie, nono. Wczoraj zauwazylam, ze mi ubezpieczenie na samochod wyekspirowalo.... w maju.
I tak sobie jezdzilam nieubezpieczonym samochodem radosnie.

Ciekawe, czy mauzonek w laskawosci swej ubezpieczy mi go znow na wlasne nazwisko (dwa razy taniej, bo on ma 16 lat przejezdzone bez wypadku a ja ledwie 4 miesiace i zedra ze mnie jak skore z barana) czy bede musiala sama.
22:24 / 07.09.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

Jeszcze troche posmece.

Na tej house boat byly same pary. Kobiety i mezczyzni, jak latwo sie domyslec (mogly oczywiscie jeszcze byc pary gejowskie, ale to zupelnie odpada w towarzystwie konserwatywnych republikanow, gdzie nawet klac nie mozna, palic, nie mowiac juz o innych zboczeniach).

No i ja od samego poczatku mialam problemy ze swym wygladem, poniewaz albowiem mimo zakupu kostiumu jednoczesciowego I. nalegal, zebym zalozyla bikini bo w ogole boskie jest i tak dalej. Zapieralam sie wszystkimi czterema lapami, bo brzuch juz nie ten a i tluszczu za duzo... no ale przeszlo mi zupelnie, jak zobaczylam kobiety rezydujace na lodzi. Ja bylam w sumie najchudsza, ale zadna z nich nie przejmowala sie swoja tusza a dwie nawet eksponowaly wdziecznie zwaly skory poznaczonej rozstepami i walkami tluszczu.

przeszlo mi, naprawde przeszlo.

PS: dzis wyglada na to, ze bede transportowac materace od kolezanki A. ktora kupila sobie nowe lozko a mnie rzeczone materace odstapi za darmo. Z tej okazji I. oczywiscie bedzie taszczyl ze mna i zaprosil mnie na noc. Tak jakby sie stesknil po czterech dniach przebywania ze mna non-stop ;)
20:29 / 07.09.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

hm.... chyba jednak sie wynudzilam na tym wyjezdzie - liczac oczywiscie czas niespedzony w wodzie albo na motorowce.

Bo ja TAKA WYAGAJACA jestem. A moze to efekt starosci, kto wie. Kiedys, mlodom bendonc [pisownia zamierzona] nie zrazaly mie takie drobnostki jak zbytnie stloczenie materialu ludzkiego, brak wygod i inne takie. Z drugiej strony rzecz biorac nie jezdzilam nigdzie z ludzmi, ktorych kompletnie nie znalam i z ktorymi nie mialam o czym gadac i ktorzyby grali w scrabble albo "battle of sexes" (gry jak gry, moze i w wersji polskiej bylyby dla mnie zabawne, ale po angielsku to nie za bardzo. Szachow niestety nikt nie mial).

Ale wlasciwie nie o tym chcialam. Chcialam opowiedziec o wlasnej ciapowatoscio-niedoleznosci.
Albowiem zablokowalam se dzis kierownice i stacyjke w samochodzie. Urocze, nie? Pierwszy raz w zyciu i oczywiscie nie mialam pojecia jak to odblokowac. Na parkingu pod chalupa I. nikogo rzecz jasna nie bylo, zeby sie spytac o rade. Drzwi od mieszkania za soba zatrzasnelam i klucza nie mialam, a komorka rzecz jasna rozladowana, takze nie moglam ani zadzwonic ani nawet wydobyc z niej potrzebnych mi numerow.
jedyny numer, ktory pamietalam to do wlasnego mauzonka. Poszlam na stacje benzynowa do publicznego automatu (to cud, ze mialam jakies drobne na telefon!) i zadzwonilam... odebral o matko i powiedzial co zrobic. Zadzialalo uf....
A szykowalam sie juz psychicznie na bieganie po okolicy i proszenie o dostep do gniazdka, zeby se komorke naladowac....
19:33 / 07.09.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

wrocilam i zyje mimo kilkudziesieciu siniakow, straszliwych zakwasow, niedospania, zmeczenia i przesuszenia organizmu.

Pierwszy raz w zyciu bylam na tzw. "house boat". Ma toto postac duzej przyczepy kempingowej (no, czegos w tym stylu), z tym ze zamiast kolek pod spodem silnik i plywa. Oczywiscie do duzych rejsow toto sie absolutnie nie nadaje; Transport ladem tez jest niezmietnie uciazliwy - trzeba miec tira ze specjalna platforma i tona roznych innych zabezpieczen. Tak wiec zwykle taka lodz sie woduje raz na konkretnym akwenie i potem tam trzyma latami, placac za dokowanie, pozbywanie sie smieci/nieczystosci etc.

Ta na ktorej bylismy jest wlasnoscia rodziny znajomego I. Zwodowana na sztucznym jeziorze-rezerwuarze wodnym i tam parkujaca.

Wyjazd mial swoje wady i zalety, jak wszystko zreszta. Zaczne moze od tych ostatnich i zobaczymy, co przewazy ;))
No to lecim:
- mialam okazje sprobowac jazdy na nartach wodnych (niestety mimo usilnych staran, dwudziestu siniakow i zmeczenia totalnego materialu czyli miesni nie udalo mi sie wystartowac z wody)
- poplywalam sobie, w tym motorowka i na pontonie holowanym za motorowka (sztuka tutaj polega na tym, zeby nie dac sie zwalic z pontona, mimo szalonych manewrow kierujacego motorowka)
- okolica piekna, widoki, te rzeczy i gwiazdy, ktore mozna bylo obserwowac z gornego deku, gdzie spalismy
- wyszlo niezmiernie tanio, bo za dwie osoby wlasciciel chcial od nas tylko $20 za dwa dni - jako dorzucenie sie do benzyny i ogolnych kosztow (zarcie i trunki mielismy wlasne).

Wady:
- na malutkiej przstrzeni stloczone 16 osob - brzegi dookola akwenu cholernie strome i nie bylo mowy o rozbijaniu namiotu czy nawet urzadzeniu tam piknika;
- ci wszyscy ludzie byli w sumie dla mnie obcy i gdybym tam zostala nastepny dzien umarlabym z nudow i na nerwice chyba
- maciupka lazienka i kuchenka - trzeba bylo czekac w kolejce na zrobienie zarcia i wysrania sie na ten przyklad. Mycie ogolne tylko w jeziorze
- wraz ze wschodem slonca zaczynaly atakowac pszczoly - co przy spaniu na otwartym gornym deku bylo koszmarne
- zero prywatnosci
- upierdliwy dzieciak w wieku lat siedmiu
- ludzie z zupelnie innej bajki niz ja, niespecjalnie mielismy wspolne tematy do rozmowy (polityka zakazana, jako ze oni wszyscy republikanie i nawet konserwatywni, teksanczycy i od razu na wstepie mialam nakazane, zeby bron boze nie wdawac sie z nimi w takie dyskusje)

No i tyle. Miesnie mnie napieprzaja strasznie, niewyspana jestem i cos mi sie z oczami stalo.
Postaram sie wrzucic zdjecia z aparatu I. na moj websajt, to bedzie jakies pojecie o tym, jak to wygladalo...
21:56 / 03.09.2004
link
komentarz (2)
Piatek

wysylam i wysylam te swoje resume na kazde ogloszenie gdzie chociaz troche pasuje i nic. Zero odzewu, cisza jak w grobie. Zeby chociaz ktokolwiek mi odpowiedzial _dlaczego_ odrzucono moja kadydature to mialabym jakies wskazowki - w ktora strone isc, co zmienic etc.

A tak - nic. Moge sie jedynie mgliscie DOMYSLAC.
03:19 / 03.09.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

i jeszcze w temacie pieniedzy: czcigodny mauzonek doskonale wie, ze jak tylko zaczne pracowac i zarabiac, to bede placic sama za siebie i nic od niego nie brac. Niestety, nawet popytanie sie swoich znajomych w temacie pracy dla mnie to dla niego zbyt duzy wysilek.

Nie bylo jednakze zbyt duzym wysilkiem proszenie szefa, zeby utworzyl specjalnie stanowisko dla jego dupy (bo ona tez bezrobotna).

Ktos pewnie powie, ze przemawia przeze mnie zazdrosc. Coz, nie zazdrosc, tylko wkurwienie. Bo jak jemu sie z dupa nie ukladalo, w depresji byl, nie mial z kim pogadac - to ja bylam wtedy przy nim, to mnie sie wyplakiwal w rekaw i to ja go pocieszalam. Wtedy bylam przyjaciolka, wtedy mnie docenial i w ogole cacy oh-jak-to-dobrze-ze-jestes.

Jak tylko mu sie zrobilo lepiej - won.

Coz, nie zycze mu tego, ale jesli kiedys w zyciu mu sie noga powinie znow i przyjdzie do mnie po pomoc, to mu powiem zeby spierdalal i tyle.
03:00 / 03.09.2004
link
komentarz (2)
Czwartek

chyba juz gdzies to pisalam, ale ciagle tak samo mnie wkurza slepota niektorych krytykow i zajadlych wrogow Zachodu, ktorzy wieszaja psy na Amerykanach i Zydach a nie widza na przyklad jakich bestialstw dopuszczaja sie wojska rosyjskie w Czeczenii. Albo na Kaukazie. Albo jak Franzcuzi traktuja swoich arabskich obywateli (jak psow).

Nie zebym kochala arabow, bron boze. Tylko, ze chyba kazda nacja spychana na margines i traktowana po bestialsku kiedys sie w koncu bedzie chciala odegrac..
Przemoc rodzi przemoc i chec zemsty, a arabowie dodatkowo maja to wpisane w kulture.
Sami zreszta eksterminuja rowno czarna ludnosc w Sudanie, czarni z kolei wyrzynaja sie w wojnach miedzyplemiennych...

Europejczycy zdawaloby sie majacy to wszystko za soba wcale nie sa lepsi - vide niedawna wojna w bylej Jugoslawii (ze o niedawnej krwawej historii kontynentu nie wspomne).

Chyba jedyny narod (znany mi), co w odpowiedzi na brutalna eksterminacje i wynaradawianie nie wyrzyna przeciwnikow to Tybetanczycy.
Ciekawe, ile ze swojego podejscia zawdzeczaja religii...bo wyglada na to, ze raczej wiecej niz mniej.
01:36 / 02.09.2004
link
komentarz (7)
Sroda

pieknie kurwa, coraz piekniej. Mauzonek wczoraj oswiadczyl, zebym sama placila swoje rachunki. Strach na mnie blady padl, bo umowa poczatkowa byla inna, i jak zwykle zachowal sie bardzo milo i taktownie wypominajac mi, ze juz dawno powinnam pracowac.

Bo ja sie opierdalam, praca lezy na ulicy, pieniadze tez i w ogole.

I co sie okazalo. Otoz czcigodny moj mauzonek cierpi na BRAK PIENIEDZY. Tak wlasnie. Czlowiek, ktory ma pensje szesciocyfrowa, nie ma pieniedzy. Bo splaca rachunki za zeby i ma na koncie tylko tyle, zeby zaplacic za czynsz i biezace oplaty.
(do dentysty nie chodzil przez ponad osiem lat i stad teraz taka gora rachunkow, bo cala szczeke mu musieli zrobic a o tanszych uslugach dentytycznych nie chcial slyszec, oczywiscie tylko najlepsze i najdrozsze a co).

Biedny kurwa jest. Nie przyszlo mu jednakze do glowy POCZEKAC z kupnem najnowszego iPoda oraz Maca G5; nie wypierdalac kupy kasy na obiadki w eleganckich restauracjach; nie kupowac tony filmow i cedekow; nie wspolfinansowac swojej dupy, nie kupic biletu na caly sezon w Kirkwood itd. etc.
Ze juz nie wspomne o tym, iz on MUSI mieszkac w lofcie w centrum SF za jedyne prosze panstwa $2500 miesiecznie.

Ja kurwa przez ostatnie poltora miesiaca tyle nie zarobilam, ale teraz to JA mu musialam wypisac czek na $300, zeby sie inne rachuneczki nie "odbily" z konta, bo sie to wlicza do historii kredytowej i potem sie czepiaja.

Boze. Ja juz sie chce rozwiesc, dostac ta zielona karte i nie miec nic wspolego z tym czlowiekiem. Rzygac mi sie chce.
00:02 / 31.08.2004
link
komentarz (1)
Poniedzialek

od ladnych paru dni usiluje sie zmusic do przekopania ton papiurow w celu znalezienia stosownych dokumentow i z nimi zarejestrowania sie w koledzu.

I nijak, ale to NIJAK mi to nie wychodzi. Dnia kazdego jest co najmniej setka bardziej pilnych zajec, nie cierpiacych zwloki. Bo bo dzis, dla przykladu:
- rano bolala mnie glowa i smarkam
- przyjechali panowie rabac drzewo nad dachem i musialam przestawiac samochod
- sprzatanie po rabance
- zakupy
- a moze byc tak cos zjesc???
- trzeba kupic jakis prezent urodzinowy dla I.

Tak to wlasnie sobie leci. Zaczynam poderzewac jakies teorie spiskowe, ktore moja podswiadomosc szykuje i usiluje zrobic wszystko, zeby tylko nie dopuscic mnie do tej szkoly. No bo jak to inaczej wytlumaczyc? Wrodzonym szkolowstretem?
23:03 / 30.08.2004
link
komentarz (3)
Poniedzialek

Dodalam dwa nowe linki do zdjec na mojej stronie domowej.... impreza czwartolipcowa u jakiegos znajomego-znajomego w chalupie na wzgorzach w Redwood City (chalupa jak widac calkiem okazala) - zupelnie o tych zdjeciach zapomnialam....

No i piatkowa firmowa gra w softball. Sklad to pracownicy firmy I., on sam wyroznia sie na tle w tej swojej zajebiscie zolciutkiej koszulce :)

Wszyscy usilnie probowali mnie zmusic do udzialu w grze, ale dzielnie sie nie dalam. W zyciu w zadne bejsbole czy softbole nie gralam, tym kijem to predzej bym sie walnela w leb a nie w pilke... i na dodatek temperaturka na zewnatrz byla trzydziesci pare stopni - nie, dziekuje.
Wolalam robic za serwis fotograficzny a potem siedziec w cieniu z piwkiem w reku i spokojnie sie przygladac jak wariaci biegaja po boisku :)))

w sobote wizyta w Santa Cruz - jako ze upaly niesamowite zapanowaly, to uparlam sie wyciagnac I. gdzies, gdzie moze byc chlodniej. Wiadomo, nad ocean. No.

Ale ze bylo TAK chlodno, to nikt z nas nie przewidzial. W przeciagu dziesieciu minut przetransponowalismy sie z rozgrzanego sloncem piekla do.... zimnego wiatru nad oceanem i klebiacych sie chmur. Roznica temperatur prawie 20 stopni C... ja oczywiscie krociutkie spodenki i klapeczki na gole nogi. Dobrze, ze polarek chociaz wzielam bo by mnie zywcem szczyscilo tam.

Ratowalismy sie piwkiem zmieszanym z wodkom (I. byl szczerze zdzwiony, ze to tak mozna mieszac, hehe) a potem jeszcze doprawili trawkom. W efekcie obiad w pobliskiej restauracji byl nader wesoly, oj wesoly :-))))

Niestety te zmiany temperatur sprawily, ze teraz harham i smarkam. W srodku lata. Cos pieknego po prostu...
20:15 / 27.08.2004
link
komentarz (1)
Piatek

Miotam sie dalej w temacie pracy. No nic.

Czy ktos nie moglby zalatwic flasha i dreamweavera na makowke do mojego uzytku domowego? Tak wiem ze to piractwo, ale zeby sie zalapac nawet do najglupszej roboty jako webdesigner musze te programy znac a nie stac mnie po prostu na ich kupno :(
07:51 / 27.08.2004
link
komentarz (3)
Czwartek

Nie no nie odejde dzis od tego cholernego pudla! Juz-juz prawie, juz zamykam kolejne lokienecka az tu mi reklama zasrana domen wyskoczyla. I co widze? Ano przepiekne dziewczatko bez brzucha, bezz bioder i w rozmiarze chyba 2.

KURWAAAAA! Skad oni takie biora??? Chyba musza przed zrobieniem zdjecia ociosac siekiera wystajace kosci i tluszcz, albo biora chlopow i charakteryzuja na baby, bo normalna baba to ma i kawalek dupy i wciecie w talii a i cycek sie czasem zdarzy! jakos jak chodze po ulicy to takich tyczek nie widze, a jak juz jakas zobacze, to wyglada nader zalosnie z kazdym gnatem wystajacym spod skory.

Kto i gdzie sie tym zachwyca???? Normalne kobiety to powinny po prostu urzadzic bojkot i tyle - bo to jest wkurwiajace, mozna dostac szalu macicy na ulicy i krew se zagotowac w zylach, co niemalze przed chwila nastapilo w moim wypadku. Howgh.

Ide sie ochlodzic zimnym prysznicem..
07:42 / 27.08.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

ah nie jeszcze zanim wyjde musze napisac o czyms. Wlasnie przed chwileczka odezwala sie jedna znajoma rekruterka. NA GWALT szuka testerow. Niestety kwalifikacje nie pasuja. Slodka byla, ale ja teraz juz wiem co jest grane.

Rekruterzy nie pracuja dla szukajacych pracy tylko dla pracodawcow szukajacych pracownikow. Zawsze chca kogos juz teraz zaraz jak najszybciej, sto lat doswiadczenia, nogi do samej szyi i oczywiscie za stawke taka, ze pies by sie przekrecil.

Chuj wam w dupe kochani rekruterzy. Teraz juz mnie nikt w balona nie zaladuje.
07:27 / 27.08.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Tia.... panowie z serwisu lesnego miasta MV przyjechali, galaz obcieli, druga tez obcieli i zapowiedzieli ze wroca jutro po wiecej - bo to drzewo stare jest, galezie ma za dlugie i za ciezkie i aby patrzec, jak ktoras z hukiem poleci na ulice albo na druty prundowe.
Mam przestawic samochod i warowac jutro.

Pana prywatnego oczywiscie musialam odwolac. Nic to. Za to w ramach pocieszenia dorwalam wreszcie lampe, za ktora sie uganialam od miesiaca.

otoz bowiem zrobilam przemeblowanie w pokoju, wczoraj pogonilam I. zeby mi gzymsy na zaslony zainstalowal no i pojawila sie potrzeba lampy. Szukalam, szukalam i nic. Wszystko jakies takie gowniane i niedorzeczne, a jak cos fajnego to w cenie np. $150. No zesz kurwa.

No to poszlam dzis do Targetu, zupelnie zreszta po co innego i od niechcenia zajrzalam do dzialu oswietlenia. Patrze - a tam na polce stoi OSTATNI abazurek, dokladnie taki jaki chcialam i to za jedyne piec dolcow z okazji "clearance".

Zlapalam ten abazur i kombinuje, jaka tu podstawa bedzie do niego pasowac. Jakis dziwny byl i wygladal, jakby sie go zakladalo bezposrednio na zarowke. Patrze, patrze - nie no kurwa, nie moze byc, ze to tak! Czytam - faktycznie, napisane ze potrzeba jakiegos dynksa do tego. Pierwszy raz na oczy widzialam ta nazwe, nie mam pojecia o co chodzi.

Zachodze w glowe co to moze byc. W koncu po raz dziesiaty spogladam na ta polke i - o ja cipa slepa - widze wlasnie ten DYNKS tam sobie spokojnie lezy. Dobra nasza. Mam abazur, mam dynks - ale do czego to bedzie pasowac?

Nastepne dziesiec minut medytacji przed polka i doszlam wreszcie do wielkopomnych wnioskow a mianowicie jak dynks zamontowac , jak do tego doczepic abazur i na ktora noge bedzie pasowal. Uh. Na szczescie nozke tez znalazlam pieeeekna.
Pan przy kasie nie mogl wyjsc z podziwu, ze TAKA LADNA LAMPA. Jak mu wyjasnilam, ze to skladak przypadkowy to dostal niemalze kociej mordy.

No. A teraz ide do pokoju podziwiac owo dzielo sztuki...

PS: za tydzien z I. wybieram sie na LODKE. Ma tam byc ponoc 18 osob i bedziemy spac na podlodze. O matko. Na wszelki wypadek spiwor juz se kupilam - jeno przyszedl w pudelku kartonowym a bez worka. Ktos mial zaprawde zaprawde zdrowo popierdolony pomysl w kwestii pakowania...
06:45 / 26.08.2004
link
komentarz (2)
Sroda

ta.... dzien z przygodami. I. stanal na wysokosci zadania i po pracy przyjechal obejrzec galaz. Staral sie bardzo - niestety przy pomocy rozwalajacej sie drabiny oraz pilki do drewna przyczepionej na koncu szczotki (zeby bylo latwiej dosiegnac) niewiele dalo sie osiagnac.

Wlascicielowspolmieszkaniec wrocil i oczywiscie do mnie z pretensjami, ze po co dzwonilam do prywatnej firmy, ze to drzewo jest utrzymywane przez miasto i miasto powinno darmowo go przyciac i usunac oblamane galezie.
Fajnie kurwa, tylko ze jak wychodzilam to nie raczyl o tym wspomniec, rzucil tylko zebym znalazla stosowny numer na stronach "blue" (serwisy publiczne i gminy) bo on teraz nie ma czasu.

No dobra, szukam, szukam, nie widze nic, co by przypominalo jakis departament dbania o drzewa. Zadzwonilam wiec do strazy pozarnej, nie na numer emergency bynajmniej, z intencja zapytania sie gdzie wlasciwie mam sie dodzwonic. Baba co odebrala po moim opisie sytuacji wziela tylko adres i wyslala zaraz caly wielki woz strazacki.

Zajechali, stwierdzili, ze kable sa od telefonu a nie te pod napieciem, w zwiazku z tym nie ma zadnego zagrozenia i oni sie tym zajmowac nie beda. Powiedzieli, ze drzewo jest na terenie prywatnej posesji i wobec tego wlasciciel sie sam bujac musi.

No to co mialam robic? Zadzwonilam do prywatnej firmy i umowilam sie na popoludnie na ogledziny i podanie ceny. Facet przyjechal, cene podal w miare przyzwoita, no to sie z nim umowilam na jutro na usuwanie tej cholernej galezi.

No i co. Teraz mam se z geby robic cholewe i odwolywac, bo wlascicielowspolmieszkaniec twierdzi, ze to bedzie za darmo w ramach uslug miasta. Numeru oczywiscie stosownego w ksiazce telefonicznej nie bylo; znalazl go na stronach www miasta w departamencie... dbania o lasy. No kurwa pokrewne jak nie wiem.

NIENAWIDZE, chronicznie wprost nienawidze, jak ktos na moja glowe zwala zalatwianie czegos, a nie raczy mi zostawic wystarczajacych informacji. Potem zawsze wychodza takie gowna z worka.
22:00 / 25.08.2004
link
komentarz (0)
Sroda

cos zebralo mnie dzis na zwierzenia i wynurzenia i podsumowania i podesrania....

Albowiem narzekam na mezczyzn a zwlaszcza na I. tymczasem wcale nie jest tak zle. Owszem, problemy sie zdarzaja, jak chociazby ten ostatni.... ale poza tym to nam ze soba dobrze. Potrafimy sie dogadac, mamy podobne zainteresowania, lubimy spedzac czas na tych samych rzeczach... seks jest udany i to bynajmniej nie moja jednostronna opinia.

To po co psuc? Oszem, on nie jest typem mezczyzny, ktory szuka sobie kobiety w celu zalozenia rodziny z mysla, ze bedzie ja urzymywal a ona bedzie sie zajmowac domem. Ja zreszta taka kobieta nie jestem i byc nie chce. Na polu zawodowo-finansowym chce byc wreszcie niezalezna. Dzieci miec tez nie mam zamiaru...

Do wyprowadzki mi niespieszno, zreszta i tak nie bardzo moge dopoki nie dostane tej zielonej karty i nie rozwiode sie wreszcie..

Trwam wiec w stanie zawieszenia...

PS: wiadomosci z frontu: galaz drzewa, co rosnie przed chalupa wlasnie sie zlamala i to tak wrednie, ze poleciala na druty telefoniczne. To juz druga zlamana galaz, poprzednia wyladowala na dachu a wlascicielowspolmieszkaniec oczywiscie mial to w dupie. Ta galaz tez ma w dupie, spieszyl sie do pracy i zwalil wszystko na moja glowe.

Zadzwonilam do strazy pozarnej, bo nie wiedzialam gdzie. Przyjechali po 2 minutach na sygnale (chrystepanie chyba sie nudzili strasznie), obejrzeli, powiedzieli ze nie ma bezposredniego niebezpieczenstwa i kazali dzwonic do firmy co jest wlascicielem kabli oraz do firmy co usunie te polamane galezie (wisza na korze i aby patrzec, jak pierdolna do konca na ziemie). Kurwa, nie mam zielonego pojecia ile to bedzie kosztowac i czy bedzie mnie stac zaplacic :(

w chwilach takich jak ta nienawidze mojego wlascicielowspolmieszkanca, ale coz zrobic - mieszkam za darmo to ciezko narzekac...
19:57 / 25.08.2004
link
komentarz (1)
Sroda

to dla odmiany zamiast o pracy i tem podobnych nudnych rzeczach bedzie o facetach - pod wplywem narzekan Haniuty (haniuta.blogi.tpa-rodzina.pl/?notka=368) i Barbarelli (barbarella.blog.pl). One o kobietach - zreszta sie z nimi zgadzam calkowicie...

No bo jak to jest? Spotykamy faceta, dobrze sie z nim rozmawia, nawiazuje sie jakas nic sympatii, tralala, dobrze jest i w ogole. On chce, nam palma wali w dekiel i tez chcemy. Zaczyna sie tzw. zwiazek.

W fazie poczatkowej oczywiscie jestemy napiekniejsze, kochane, najlepsze, doskonale i co tam jeszcze. No ktora kobieta nie lubi komplementow.

ON wynosi wtedy smiecie, umyje gary, seksic ciagle mu sie chce i nawet ma bezproblemowa erekcje na zadanie. O, tak jest pieknie.

W fazie srodkowej nadal jest pieknie, chociaz juz nie tak pieknie. Entuzjazm nieco opada, ale dobrze jest. My sie wtedy przyzwyczajamy, rozsadek nieco usypia, horyzont z wizji pojedynczej zamienia sie na podwojna i to bynajmniej nie z powodu naduzycia alkoholu.

I nagle TRAACH! Wyskakuje taka wlasnie (jak to Haniuta z Barb trafnie opisaly) piekna, mloda, glupiutka i slabiutka istotka. Wyskakuje z nikad.

No, moze niekoniecznie z nikad - ta, co wyskoczyla mojemu mezowi, to ze mna przez 4 lata w jednej firmie pracowala, nie? Taka milutka dziecinniutka, o psychice czternastoletniej dziewczynki chociaz lat ma 28 i krzywe krotkie nozki, ale ale kto by tam zwracal na to uwage, nie??.

W tym momencie reakcje mezczyzn mozna podzielic na dwa rodzaje:

1. ach wiesz, to taka przelotna milostka... przeciez bym ciebie nie zostawil, ciebie, z ktora mi tak dobrze, ktoras mi przyjacielem matka kochanka i pierzesz brudne skarpety. Ona ci do piet nie dorasta, ty jestes taka dojrzala, silna i ah-oh. Zapomnij o tym, napewno mi wybaczysz kochanie, PRAWDA?

2. kochanie, postanowilem byc uczciwy.. widzisz, zakochalem sie w takiej jednej kobiecie... ona nie jest ciebie warta, jest mloda, niedojrzala... zycie mnie POKARALO miloscia do takiej! bede z nia mial krzyz panski! Ale nie moge cie oszukiwac, nie moge dluzej zyc w klamstwie.. bede za toba tesknil i nigdy cie nie zapomne. Mam nadzieje, ze zostaniemy przyjaciolmi, po tym wszystkim co przeszlismy razem...?

Tak to wyglada. Jest jeszcze kategoria trzecia mezczyzn: to ci, ktorzy sa wierni jak psy i w glowie im nie zaswita mysl o zakreceniu sie za dupa innej kobiety.

Mezczyzna wierny charateryzuje sie zwykle mala odpornoscia psychiczna i w ogole ma tzw. problemy. Najczesciej urojone neurozy. Trzeba mu byc matka zona kochanka psem tesciowa i podpora w kazdej chwili. Wpatruja sie w nas jak w obrazek, jestesmy dla nich calym swiatem... niestety w tej milosci wielkiej i oddaniu traca gdzies siebie i przestaja zupelnie byc samodzielni. Czesto boja sie ludzi i ogolnie nie sa specjalnie towarzyscy; kazda impreza to zagrozenie, ze inny facet bedzie sie do nas przymilal a oni nie beda potrafili nic na to poadzic.

Normalna kobieta w koncu zaczyna miec dosc takiego bluszcza.. niestety rozstania z nimi bywaja strasznie ciezkie.
Drama, placz, rwanie wlosow z glowy, miotanie kurwami na przemian z kocham cie w tym samym zdaniu. Grozby, ze jak odejdziesz, to sobie palne w leb, albo tobie palne albo zabije ci psa. Zalamania nerwowe, depresje, lekarze, oh bede umieral.

Przy czym w tej calej kwalifikacji charakterystyczne jest to, ze jak facet trafi na kobiete dojrzala, piekna, zadbana, atrakcyjna, majaca dobra prace i pozycje zawodowa, zarabiajaca duzo - to od niej po prostu UCIEKA.

Zabawne, prawda?
20:26 / 24.08.2004
link
komentarz (2)
Wtorek

Powrot do codziennej rutyny. Wstac, garnac sie, papu i do komputera. Przeglad ogloszen o pracy, slanie, slanie.

Jak zwykle, zero odpowiedzi. Moje szanse na znalezienie pracy w zawodzie testera maleja z kazdym dniem - bo nie pracowalam w tym charakterze juz poltora roku, a i programowac nie umiem.

Przewrazliwilam sie na punkcie zarobkow i tego co ludzie maja. Niektore filmy zaczynaja mnie niezmiernie denerwowac. Ot taki "Stepmother" (wiem, wiem, stary i w ogole ale nie o to chodzi bo wlasnie dopiero teraz go obejrzalam).

Jest sobie kobieta, rozwiedziona, z dwojka dzieci. Nie pracuje - przestala 11 lat wczesniej. Ma meza, ktory prawdopodobnie jest prawnikiem, wiec do biednych raczej nie nalezy ale....

Kobieta owa ma rowniez dom wielkosci stodoly we wzorcowym kolchozie, styl wiktorianski, dwa pietra, dookola grunty. Stac ja na dobra szkole dla dzieci, stac na jazdy konne i inne rozne przyjemnosci.

I ja sie pytam, skad ona na to bierze, do jasnej cholery??? Aha, dodac trzeba, ze akcja sie toczy w okolicach Nowego Jorku, a wiec to nie Kalifornia, gdzie kobieta przy rozwodzie ma szanse dostac duzo kasy (bo takie jest prawo stanowe).

Prawda jest taka, ze samotnym matkom, rozwiedzonym, wcale sie tutaj nie przelewa.
19:23 / 23.08.2004
link
komentarz (2)
Poniedzialek

No i tak - koniec dramy. Pogodzilismy sie.. nie bedzie nigdzie beze mnie jechal w najblizszym czasie. Kupil mi prezent i zrozumial, ze przegial.

Seks byl odlotowy i cala reszta tez. Znajoma zas zlosliwie skomentowala: poczekaj do nastepnego razu...
18:48 / 20.08.2004
link
komentarz (3)
Piatek

Boze, dlaczego ja sie tak denerwuje? W glowie przez caly wieczor kolataly mi sie rozne scenariusze rozmowy... dialog miedzy sama soba, wszystkie warianty i nawet dwugodzinny spacer nie pomogl.
Dzis z rana obudzilam sie o 6 i dalej to samo. Niekonczacy sie monolog.

Wykancza mnie to. Zamiast sie skupic na szukaniu roboty, to.. eh.... szkoda gadac :(
07:43 / 20.08.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

no dobra, jutro jade go odebrac na lotnisko. Ciekawe, jak bedzie...ciekawe, jak sie zachowa...
07:09 / 20.08.2004
link
komentarz (2)
Czwartek

a niech sobie jedzie. Juz mi chyba wszystko jedno. Nie mam jjuz sily zabiegac, starac sie i udawac, ze wszystko jest ok, kiedy wcale nie jest.

Bo ja mam ponoc byc self sufficient i konfortowo sie czuc bez niego tez. Bo jak za bardzo na nim polegam i mi zle jak go nie ma, to znaczy ze nasz zwiazek jest "chory" - przy czym niezdrowe jest moje podejscie ponoc.

A ja chce kogos, kto ze mna bedzie na dobre i na zle, bedzie mi zapewnial oparcie wtedy, kiedy go potrzebuje, a nie wtedy, kiedy mu jest wygodnie.
21:31 / 19.08.2004
link
komentarz (2)
Czwartek

Tia.... kurwa, mam tego dosc. Wygladalo juz prawie ok, juz sie prawie przekonalam i znow mu zaufalam.. a dzis co?

Email pierwszy. Ladnie pieknie tiutiu tiutiu ptaszki spiewaja tesknie za Toba.... ale BTW przyjaciel zaprosil mnie na dlugi weekend (3-5 wrzesnia) i chce jechac i co o tym myslisz.

Napisalam, co mysle, a raczej staralam sie NIE napisac co naprawde mysle. Musialam sie niezle kontrolowac, zeby mu nie zabluzgac od chujow zlamanych i ze go mam dosc i zeby spierdalal i ze nie pozwole, zeby jakikolwiek facet tak mnie traktowal.

Bo co, mam niby czekac, az obleci cala kolejka przjaciol, sie wyjezdzi, wyszaleje i moze wtedy laskawie ZE MNA gdzies pojedzie? Czy to jest kurwa normalne, jak sie z kims jest, zeby na pierwszym miejscu stawiac spedzanie czasu z przyjaciolmi, na wyjazdach?

Ide... musze sie jakos wyzyc, cos zrobic, bo mnie kurwica ciezka po prostu zaraz trafi.
09:48 / 18.08.2004
link
komentarz (2)
Sroda

No i troche pobiegl. Nie odezwalam sie przez jeden dzien.. i co? Przyslal emaila, ze przeprasza za to co napisal, ze x,y,z i zebym nie brala zbyt serio tego co powiedzial, ze porozmawiamy po jego powrocie.

Ha ha.

Jeszcze raz potwierdza sie znana od wiekow prawda.... olejesz chlopa, to bedzie za toba biegal; zycie mu uslesz rozami, a wzgardzi i podepcze.

Wniosek: nie nalezy facetow traktowac za dobrze, bo sie rozwydrzaja.
03:30 / 17.08.2004
link
komentarz (3)
Poniedzialek

Przeczytal, no prosze. I nawet znalazl czas na odpowiedz, hohoho.

Walnac faceta w dupe i udawac, ze ma sie go gdzies (tj. chce zerwac) a od razu leci jak pies za kielbasa. Ha Ha.

Email wczorajszy dotyczyl tego, jak ja sie czuje (chujowo, na szczescie dzis mi sie polepszylo); email dzisiejszy tj. moja odpowiedz jest w tonie "misiek, jak tobie sie wydaje, ze ja bez ciebie zyc nie moge i ze bede plakac po katach i blagac o cos, to sie gleboko mylisz".

Owszem, poradze sobie bez niego. Owszem, jakby co bedzie mnie to kosztowac iles tam wylanych lez i nastepne poklady zgorzknienia, ale jedno jest pewne - podniose sie bardzo szybko, byle cala sytuacja nie ciagnela sie jak glut z nosa.

Owszem, jest mi ciezko kiedy nie mam z kim pogadac i ulzyc sobie i wylac zalow, ale to da sie przezyc. Oczywiscie, jako efekt pozostaje znacznie mniejszy kredyt zaufania i oddalanie sie od siebie - ale ujako zywo, nie czuje sie ani troche winna.

Bo niby co? Mam sie cieszyc i skakac na uszach, jak moj luby sobie jedzie zagramanice odwiedzic przyjaciolke, wiedzac ze ja wlasnie znowu jestem bez roboty, od dawna chcialam z nim gdzies razem pojechac (7 miesiecy jestesmy ze soba), ba, liczylam na to - a on tak by default, nawet sie mnie nie pytajac o zdanie oznajmia, ze jedzie? Bo niby ja i tak nie moglabym? No prawda, ze nie moge opuscic granic tego panstwa (i wrocic legalnie narazie) - ale moze by tak chociaz ZAPYTAC?

Nie znosze, kurwa nie znosze, jak ktos za mnie decyduje. obojetne kto i w jakiej sprawie, mam na to ciezka alergie. Juz mu az powiedzialam, ale chyba nie za bardzo dolecialo.

No to teraz doleci albo sie rozleci. Jeszcze bedzie za mna biegal.
07:40 / 16.08.2004
link
komentarz (3)
Niedziela

I. wlasnie zadzwonil. Bawi sie znakomicie, wlocza sie po jakichs klubach, dyskotekach i bog wie gdzie jeszcze cala paczka brazylijskich znajomych. Rozradowany oswiadczyl ze.. rozwaza zmiane rezerwacji lotu powrotnego, z piatku na niedziele. W tym samym zdaniu powiedzial, ze za mna teskni.

Jakby grom z jasnego nieba we mnie strzelil po prostu. Juz wczesniej mialam watpliwosci i generalnie nie bardzo mi sie to podobalo, ale teraz...

Cale szczescie, ze faza wkurzenia przypadla na rozmowe z nim, a faza wycia na pozniej, inaczej to nie wiem, jakby bylo.

Najpierw sie zdziwil a potem stwierdzil, ze jest mu przykro, ze ja jestem smutna. Kurwa, on po prostu tego najwyrazniej nie pojmuje albo juz sama nie wiem co.

Jak dla mnie to jesli ktos twierdzi, ze bardzo za mna teskni, a w tym samym czasie oswiadcza, ze chce zostac DLUZEJ z dala ode mnie, to cierpi co najmniej na niemoznosc zdecydowania sie.

Byc moze ja nienormalna jestem - ale jesli za kims tesknie, to zrobie wszystko, zeby ta osobe jak najszybciej znow zobaczyc; jesli sie dobrze gdzies bawie i chce zostac dluzej - to znaczy, ze ta moja tesknota jest taka... hm... bardziej z obowiazku. Prawda?

W kazdym razie wygarnelam od razu, co mi na watrobie lezy w mailu. Moze przeczyta w miedzyczasie a moze dopiero po powrocie.
Chuj mu w dupe. Byle jakos przetrwac ten tydzien... w piatek wraca A. i moze to bedzie pierwszy pozytyw...
Pojdziemy nachlac sie i zarwac jakichs facetow.... moze mi sie polepszy...
19:51 / 15.08.2004
link
komentarz (0)
Niedziela

Co bym nie pisala, to wychodzi jakos pesymistycznie i ponuro..

Dzien drugi osamotnienia. Niedzielny ranek.. sloneczko swieci i cisza az niemozliwa. Uwielbiam takie ranki, nawet jesli samotne. Powoli sie przyzwyczajam, chociaz wekendy sa najciezsze. Kazdy spedza te uswiecone od braku pracy dwa dni z rodzina, chlopakiem/dziewczyna itd. i ciezko sie gdzies wkrecic.

Nie ma instynktu zabawowego ani stadnego. Wczoraj wpadlismy ze znajomymi na dwie godziny na tzw. "beer festival". Na tylach pubu, na parkingu, rozlozony ogromny namiot, pod nim stoly i krzesla a po bokach stoliki z rozlewanym piwem z roznych browarow. Ponoc gatunkow bylo 160. Niektore nawet calkiem dobre.
Po poludniu troche pustawo juz bylo, ludzie snuli sie tak ciut bezcelowo... grala jakas kapela, nawet sympatycznie, ale nikt sie nie rwal do zadnej zabawy..
Bez porownania do octoberfest czy chociazby swojskich chmielakow.
20:59 / 14.08.2004
link
komentarz (3)
Sobota

No to siedze w domu i w zwiazku z tym nalezy sie spodziewac tutaj wielu notek.

Notka pierwsza: opowiesc z zycia wzieta na temat funkcjonowania amerykanskiej sprawiedliwosci w wydaniu sadow rodzinnych.

Byla sobie kobieta, Polka, ozenila sie z obywatelem amerykanskim (chociaz tez polskiego pochodzenia). Maz od czasu do czasu ja bijal, bo byl abusive. Zaszla w ciaze, zdecydowala sie urodzic... maz ja pobil i wyrzucil z domu.

Rozwiodla sie. Ex maz przez osiem lat sie w ogole nie interesowal dzieckiem, nie korzystal z naleznych mu wizyt (ona miala opieke nad dzieckiem), nie dzwonil, alimentow nie placil... jej to w sumie zupelnie nie przeszkadzalo - do czasu.

Dnia pewnego wziela synka i pojechala do Polski. jej blad, ze nie zawiadomila sadu (nie wiedziala wtedy, ze na wyjazd za granice z dzieckiem potrzebuje court order). Mezowi sie nagle odmienilo...

Po powrocie do USA zaraz na granicy zgarneli ja do pierdla, a dziecko oddali ojcu - facetowi zupelnie obcemu i nieznanemu. Dzieciak sie darl, plakal, ze chce do matki - ale kogo to obchodzilo. Matka, zeby wyjsc z pierdla, musiala zaplacic kaucje w wysokosci $50 000 i zdeponowac paszport. Zostala oskarzona o porwanie - notabene wlasnego dziecka. A to sprawa karna (felony).

Szczesciem w nieszczesciu jej ojczym (dosc zasobny czlowiek) zaplacil za nia kaucje i zaplacil za prawnika. Felony zamieniono na misdemeanor. Po roku ciagania sie w sadach dostala pol na pol opieke nad dzieckiem. Tydzien ona, tydzien ex maz.

Tak to sobie bylo, to status quo, ale pewnego dnia ojczym odmowil placenia ciezkich tysiecy dolarow. Odbyla sie rozprawa, w ktorej warunkiem zachowania status quo bylo oddanie przez matke paszportu oraz zaplacenie znowu tego samego bondu (uplynely juz dwa lata). Matka nie zaplacila, bo nie miala z czego i w ten sposob stracila widzenia z dzieckiem.

Wniosla (juz sama) sprawe do sadu o zniesienie bondu. Przytoczyla opinie bieglej psycholozki, ze dziecko potrzebuje matki a ona nie ma zamiaru nigdzie go porywac, oraz ze nie ma juz pieniedzy na bond.

Niestety, nie miala tez kasy na prawnika... za to jej ex mial. Prawnik exa wystosowal pieknie brzmiace oswiadczenie do sedziego w ktorym klamal, jakoby ona posiadala $200 000.00 i nosila sie z zamiarem porwania dziecka - bo odebrala paszport (odebrala, bo musiala zalatwic jedna sprawe z INS, ale pare dni pozniej paszport zwrocila spowrotem w depozyt). Jedyny swiadek, ktory mogl zeznawac na jej korzysc, odmowil zeznan bo "nie chce sie w to wszystko mieszac". Sedzia dal wiare szanowanemu prawnikowi...

A matka nie widziala swojego dziecka juz ponad miesiac. To nic, ze to niezgodne z konstytucja. Zeby udowodnic, iz prawnik exa klamal, musi wniesc sprawe do sadu, a nie ma pieniedzy na prawnika. I w ten sposob kolko sie zamyka.

Wniosek: masz szmal, sprawiedliwosc jest po twojej stronie. Nie masz - gon sie na drzewo. Ktos ma jeszcze jakies pytania?

03:47 / 14.08.2004
link
komentarz (0)
Piatek

I. polecial.
Odwiozlam go na lotnisko przy okazji o malo co nie dostajac kurwicy serca i szalu macicy na ulicy. Organizacja ruchu i dojazd do SJS calkowicie zmieniony - bo skonczyli rozbudowywac mosty, trasy i bog wie co jeszcze. Nie ma to jak zaliczyc rundke dookola calego lotniska, bo sie przegapilo zjazd na autostrade, a trzypasmowa szosa oczywiscie jednokierunkowa...

Tak poza tym to nie mam zupelnie co ze soba zrobic. Z. slabuje a w weekend pewnie gdzies ze swoim chlopem sie wybierze. A. jeszcze w Polsce, wraca tego samego dnia co I.
Wyjazd ze znajomymi w blizej nieokreslona gorska dzicz moze nie dojsc do skutku - bo sie ciagle wahaja i sa niezdecydowani i moze po prostu nigdzie w ogole nie pojada.
Wlascicielowspolmieszkaniec nadal chory, siedzimy se za plecami w pokoju komputerowym..

Normalnie makabra! Zupelnie ale to zupelnie nie nawyklam do samotnego wloczenia sie gdziekolwiek - nawet do knajpy.
Skonczy sie pewnie na tym, ze przesiedze ten weekend w mieszkaniu I. (zostawil mi klucze) ogladajac jakies filmy i upijajac sie samotnie.
12:31 / 13.08.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Nie no, kurwa, nie moge. I. stoi przed szafa i zastanawia sie, jakie ubranka ze soba zabrac. Zastanawia sie tak juz 20 min i wlasnie mnie wygonil z pokoju. Mnie, ktora probowala mu w skrocie przekazac teorie szybkiego pakowania [jakby nie bylo - teoria stosowana przeze mnie w praktyce wiele razy z sukcesem]. Powiedzial, ze jakbym mu nie przeszkadzala, to juz ja by zastosowal.

Ta... srali muszki, bedzie wiosna, bedzie trawa lepiej rosla. Moze i uwierzylabym, gdyby nie to, ze on tak juz trzeci dzien sie pakuje... i narzeka....

Ah... az chce mi sie zawyc: a chuj ci w dupe!!!! AA!!!

Ludzie, i to chlop, CHLOP tak ma. Zeby to baba, to jeszcze bym zrozumiala, ale tak... eh...

.. szkoda gadac.
05:22 / 13.08.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

I. coraz bardziej mnie denerwuje. Wczoraj za dlugo ze mna przez telefon nie mogl pogadac, bo jak stwierdzil musi sie przygotowac do wyjazdu no i chce wszystko skonczyc dzis, zeby jutro sie ze mna zrelaksowac (mam go w piatek rano odwiesc na lotnisko).

Dobra mowie - nie ma sprawy, idz, pakuj sie, zalatwiaj czy co tam chcesz robic. Z bogiem.

Dzisiaj - znow musi sie przygotowac do wyjazdu, bo wczoraj jak sie okazalo nie skonczyl co mial skonczyc, bo gadal za dlugo PRZEZ TELEFON.
Oczywiscie, nie powiem mu wprost co o tym mysle... zaraz by sie pewnie obrazil. Jeno od czasu do czasu pozwalam sobie na zarty:
"dobrze, ze juz jutro wyjezdzasz, inaczej to przez caly nastepny tydzien bys sie przygotowywal do tego wyjazdu" itd.

Ja kurwa tego nie pojmuje. Dobra, ze baba tak ma - nie moze sie ze wszystkim pozbierac, zdecydowac ktora kiecke zabrac etc. - to moge jeszcze zrozumiec. Ale chlop???
Wybiera sie jak sojka za morze, slowo daje. Jak ja bym tak miala to chyba ngdy w zyciu nie wytknelabym nosa poza Lublin, nie mowiac juz o emigracji do USA.

Naprawde nie lapie tego. Zalatwienie rezerwacji samolotu i wynajecia samochodu to w najgorszym wypadku z godzina, moze dwie - przy czym wszystko mozna zrobic przez siec. Potem tylko zapakowac jakies szmaty w torbe, zastanowic sie, co bedzie dodatkowo nam potrzebne, zapakowac i juz - voila - jestesmy zwarci i gotowi. No ja w kazdym razie tak mam. Spakowanie sie i przygotowanie do wyjazdu na miesiac zajmuje mi nie wiecej niz godzine. Wyjazd na snowboard (gdzie przeciez trzeba pamietac o zabraniu calej masy drobnych rzeczy jak buty, deska, gogle, rekawice etc.) - z 15 minut. A ten sie wybiera juz czwarty dzien... paranoja, slowo daje, paranoja.
04:59 / 13.08.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Dwa dni temu rozmawialam z moja siostra przez telefon (mieszka z matka w Polsce, w tym samym mieszkaniu). Powiedzialam jej, ze biore piguly antykoncepcyjne:

- i na cholere to bierzesz, po co sie faszerujesz chemia? A potrzeba ci w ogole tego???

Potem zapytala sie, jak sie poznalismy z I:

- ja: no przez yahoo.personals, a co?
- czys ty zglupiala???? Juz tak nisko upadlas, zeby kogos sobie przez biura matrymonialne szukac???? A to wiadomo, na kogo sie trafi??? jakis zboczeniec albo wariat, walnie Cie w glowe, zabije albo zgwalci i co???

Slodkie, nie? Nie bez zlosliwosci dodam, ze siostra moja, piec lat ode mnie starsza, nie ma zadnego faceta i nie pamietam, kiedy ostatni raz miala (chyba jak ja bylam w ogolniaku). Mieszka z matka, na wakacje jezdzi z kolezankami i boi sie panicznie jakichkolwek zmian, nowosci i ogole poznawania nowych ludzi.

Jak to dobrze, ze juz dawno mi wisi i powiewa to, co ona i moja matka mysla o moim zyciu, facetach i podejsciu do seksu.

Aha, jak uslyszala perypetie z mojej ostatniej pracy, to stwierdzila, zebym wracala do Polski. Bo tutaj to nic z tego nie bedzie.
18:22 / 12.08.2004
link
komentarz (0)
Sroda

I. wybiera sie TYLKO do Toronto, a przygotowania i nerwowka jakby lecial co najmniej do Afryki albo Hong-Kongu. Wariactwo, slowo daje.
I jeszcze narzeka, ze napewno bedzie zmeczony, niewyspany, bo spanie na podlodze albo kanapie, w cudzym mieszkaniu... juz-juz mialam mu ochote powiedziec, ze w takim razie po jaka cholere tam jedzie, skoro same niewygodnosci i problemy widzi???
10:27 / 12.08.2004
link
komentarz (2)
Sroda

Wlascicielowspolmieszkaniec poszedl dzis do pracy i od razu mi ulzylo.
Siedzenie sobie za plecami to nie jest to, co tygrysy lubia najbardziej.

Moze nawet i cos konstruktywnego porobie, kto wie...

Tak poza tym to rozdarcia wewnetrznego ciag dalszy. Ochota wlasna podpowiada mi, zeby wziac sie za szkole, angielski, jakies jurnalismy, massive communication, albo w najgorszym razie grafika i te rzeczy.
Rozsadek krzyczy zas:

- ty glupia cipo, jak z tego wyzyjesz, jak sobie dasz rade? Za cos trzeba rachunki placic, papu kupic, a konkurencja siedzi na plecach i dyszy. Za co oplacisz szkole? Ile czasu Ci zajmie, zanim to skonczysz i dostaniesz jakas robote chociaz w przyblizeniu spokrewniona z dziedzina, w ktorej chcesz robic? Ile bedziesz musiala zasuwac jako intern za bezdurno?

- ale... ale praca, do ktorej sie zmuszam i ktora mnie w gruncie rzeczy nie interesuje i nie bawi, jest meka i predzej czy pozniej bede miala dosc wszystkiego: pracy, siebie i ludzi dookola, bede strzykac jadem i w koncu zyc mi sie odechce

- no i co z tego? Lada dzien dostaniesz w koncu ta cholerna zielona karte, bedziesz musiala sie rozwiesc i bedziesz zdana dokladnie tylko na siebie. Zadnych dostepow do konta mauzonka. I co wtedy? najesz sie swoim entuzjazmem, zaplacisz dobrymi checiami za benzyne do samochodu?

I tak to sie toczy ciagle w mojej glowie... Co ja mam zrobic???
20:01 / 11.08.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

No to jest, pierwszy wymeczony i zasrany zakaz handlu w niedziele. Jak to mawial moj kolega, radomiak: to miasto jest popierdolona dziura zabita dechami.

Schiza totalna i obluda. Dlaczego LPR w walce z nieuczciwa konkurencja supermarketow (rzekomo o to im chodzi) nie zabierze sie za usuwanie prawdziwych przyczyn tego stanu rzeczy, tylko czepia sie plastra i przykleja go na syfa, juz dawno dojrzalego i zaropialego? Dlaczego milcza, jak wielkie sieci handlowe dostaja po "promocyjnych" cenach wynajem gruntow w miastach? Dlaczego milcza, kiedy za ciezkie lapowy lokalni radni i inni wyzszych szczebli zwalniaja sieci z placenia podatkow? Wreszcie, gdzie sa oni, ci obroncy malych przedsiebiorcow, jak supermarkety tyodniami i miesiacami, niezgodnie z prawem, nie placa za dostarczony towar podwykonawcom?

I jeszcze Pieronek, ze swoja niezlomna logika: niedziela dzien swiety, handlowac nie wolno, ale male sklepy moga i to nie grzech, tak samo jak stacje benzynowe.
No powalajace, po prostu powalajace.

Brawa dla tych panow.
19:38 / 11.08.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

Jak mi to niewiele do szczescia potrzeba.... blekitne niebo, zapach lata, pare piwek z Z. i posiedzenie u niej na tarasie... a potem romantyczno-rzewne filmidlo pt. French Kiss. To nic, ze naiwne i bajka, niemniej nastraja optymistycznie.

PS: szkoda, ze to tylko na pare godzin, taki stan.
10:49 / 11.08.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

No to jestem w punkcie wyjscia. Klasyka.
Po chwilowej aktywnosci na gruncie pracowym zapadla cisza. Byly szef zapowiedzial szumnie, ze wysle czek, i jak narazie dupa.

Z. namawia mnie, zeby pojsc sie zatrudnic jako sprzedawczyni w luksusowym Stanford Center (cos jak Galeria Mlotow w Wawie, tylko 10 razy wieksze). Nie pale sie do tego pomyslu wcale a wcale, ale kto wie - nastepne pare dni siedzenia w domu na dupie z Wlascicielowspolmieszkancem ( - chory jest i do pracy nie chodzi - ) i moze sie zdecyduje.

I. wyjezdza juz w ten piatek - wobec czego mam mila perspektywe samotnego weekendu - co mnie przeraza. Wlascicielowspolmieszkaniec oczywiscie bedzie w chalupie...
11:56 / 10.08.2004
link
komentarz (6)
Poniedzialek

Pytania retoryczno-filozoficzne

Czy gdyby w moim zyciu nie bylo I. to zdecydowalabym sie tutaj zostac, zamiast wracac do kraju?

Czy juz (dopiero?) przyzwyczailam sie do zycia w USA?

Czy oduczenie sie ciaglego narzekactwa ma cos wspolnego z drastycznym spadkiem poczucia humoru?

Czy w tym kraju ciekawe zycie maja tylko ryzykanci i wariaci?

Czy kiedykolwiek bede samodzielna, samowystarczalna i samo-kariero-sie-krecaca?

Eh. Nie lubie poniedzialkow.
18:57 / 09.08.2004
link
komentarz (3)
Niedziela

Hm.. nawet stan umiarkowanej szczesliwosci i umiarkowanego upojecia alkoholowego dostarcza takiego rozmemlania psychicznego, ze nic konstruktywnego nie idzie robic. Nie wspomne juz o pisaniu.

Tedy przestaje. Narazie. Poki mnie znow czarnowidztwo nie zlapie- bede miala wtedy co klepac w klawiature...
18:49 / 09.08.2004
link
komentarz (0)
Niedziela

Zyje i to wcale niezle. Miejsce po zebie (a raczej pol szczeki, wlacznie z dolna i kawalem gardla) napierdalalo mnie jak dzikie w piatek; w sobote juz moglam umyc zeby i generalnie przezuwac normalne zarcie. Dzis jest ok, tylko troche boli no i ciagle spuchniete, ale to nic.

I. twierdzi, ze cialo moje zdrowieje wyjatkowo szybko i jest to prawda. Przecietnie ludzie po wyrwaniu zebow madrosci maja przepieprzone 3 dni z zyciorysu, jak nie wiecej. A ja wzielam tylko w piatek jedna pigule przeciwbolowa i potem juz moglam sie obejsc bez tego.
HA! Jest dokladnie tak, jak sie spodziewalam.

Przynajmniej na tym polu mam jakies sukcesy...

Tak w ogole to panuja tutaj obecnie upaly. Moze gdybym siedziala w kliamtyzowanym domu nie byloby tak zle, ale bez klimy.. hm....

Bez klimy to popijam tequile z tonikiem i czekam, az sie nieco ochlodzi. Cale szczescie noce sa zdecydowanie chlodniejsze niz w Polsce w lecie, to daje sie jeszcze jakos wytrzymac i spac. Niemniej w dzien bez ton sunscreenu, kapeluszow i butelek wody nie daje sie na zewnarz przebywac wiecej, niz kilkanascie minut. Przynajmniej dla kogos tak bialego, jak ja.
03:12 / 08.08.2004
link
komentarz (3)
Piatek

No to juz po operacji. Tak w ogole to wszyscy mnie wczoraj straszyli, a tu sie okazalo, ze ledwo co zdazylam wciagnac sobie troszke gazu rozweselajacego, ledwo co zdazylam posluchac muzyczki - szast pras i juz po zebie. Znieczulenie miejscowe w zupelnosci wystarcza - nie wiem, czemu ludzie masowo chca sie usypiac przed wyrywaniem zebow..

Wyrazilam niezmierne zdziwienie, ze to tak szybko. I dobrze.

Po tym gazie prowadzenie samochodu dostarcza takich mniej-wiecej wrazen, jak po zapaleniu trawy. Dwa razy przegapilam skret i to zaprawde cud, ze w nic nie przywalilam.

Teraz krwawie i mam ryja opuchnietego, ale to nic. Ciekawa jestem, czy jak znieczulenie miejscowe zejdzie to bede musiala sie nafaszerowac srodkami przeciwbolowymi czy tez moze dam rade przezyc bez tego.

Hm.. hm...
07:47 / 07.08.2004
link
komentarz (2)
czwartek

A tak w ogole i poza tym, to jestem szalenie ekonomiczna. Od poniedzialku na przyklad jem kasze gryczana z sosem miesnym. Sos miesny zrobilam z gravy oraz swininy upieczonej jeszcze w weekend u I. Kasza kosztowala grosze - torba pieciokilowa.

W zwiazku z tym, ze na obiadkach zaoszczedzilam tak z conajmniej $50, to zakupilam wczoraj sobie dwie spodniczki, sukienke i spodnie. Zaplacilam $50. A jutro i w weekend zaoszczedze jeszcze wiecej, bo i tak nie bede mogla jesc.

O, taka dzielna jestem... jeszcze dzis umyje sama recyma wlasnymi samochod - to bedzie nastepne $20.

PS: tak wiem, zaczyna mi odpierdalac.
07:09 / 07.08.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Jutro beda mi usuwac zeba madrosci. Cale szczescie, ze tylko jeden mi wyrosl. Wybralam opcje znieczulenia miejscowego plus gaz rozweselajacy.... lekarka twierdzi, ze po tej operacji bede w stanie prowadzic samochod i na to wlasnie licze. Zalatwienie sobie transportu w ciagu godzin pracujacych w tygodniu jest niezmiernie upierdliwe. Oby nie bylo zadnych komplikacji i obym nie zdychala przez nastepne pare dni.

Co tam jeszcze. Bylam z Wspolpracowniczka u prawnika. Pan kasuje $250/h. Wysluchal sprawy i powiedzial, ze na contingency fee (czyli prace w zamian za procent wywalczonego odszkodowania) to raczej nie ma co liczyc; sprawa jest dosc sliska, albowiem jakiekolwiek wypadki w pracy, zranienia etc. (o ile sa nieumyslne) sa pokrywane przez ubezpieczenie pracodawcy. Tyle, ze pracodawca moze sie wypiac i nic nie wyplacic. Wtedy trzeba go podac do sadu i placic prawnikowi od godziny... a ona rzecz jasna nie ma na zbyciu takiej kasy. Nawet za napisanie listu do pracodawcy, w ktorym bedzie zadac rozsadnego odszkodowania (np. pare tysiecy dolarow), musi zaplacic prawniokowi od godziny.
Jesli zas chodzi o criminal charges, to decyzja, czy wszczac sprawe nie nalezy do niej, tylko do district attorney. Jak stwierdzi, ze sie nie klasyfikuje, to zostaje jej postepowanie cywilne czyli patrz wyzej.

Sprawa o tyle gowniana, ze czcigodny pracodawca w celu pokrycia wlasnej dupy rozpuszcza klamstwa (via email i telefon) wsrod klientow i innych firm rekruterskich, jakoby Wspolpracowniczka kradla tajne informacje z firmy.

Tia.... w USA sprawiedliwosc jest po stronie tych, co maja pieniadze. Nie masz czlowieku kasy - dostaniesz w dupe az sie zakurzy. Najsmieszniejsze jest to, ze gdyby tak potraktowal ja manager zatrudniony w jakiejs wiekszej firmie, to by zaraz wylecial z roboty. A tutaj - gowno - bo on jest wlasciciel. I na dodatek wie doskonale, ze ona nie ma pieniedzy na procesowanie sie.

Co tam jeszcze. Przy okazji wyszlo na jaw, ze nagminna praktyka jest walenie w tylek ludzi pracujacych na H1B wizie. Jako ze prawo stanowi, iz nie mozna im zanizac stawek, to pracodawcy sponsorujacy wize we wniosku skladanym do Urzedu Imigracyjnego podaja inna kwote, a w umowie z pracownikiem jest inna kwota. Czasami roznica jest dosc drastyczna, do 50%.

Tralala. Ciesze sie, ze mam ten zasrany Employment Authorization, bo inaczej to uh... mialabym przerabane doglebnie.
03:56 / 06.08.2004
link
komentarz (0)
Sroda

Se z I. wyjasnilismy wszystko. Jak zwykle nieporozumienie czy jakies problemy nie trwaja dlugo... naswietlilam mu sytuacje w ten sposob, ze zapytalam jakby sie poczul, gdybym oswiadczyla, ze w nastepnym tygodniu jade do Polski na 2 tygodnie. Walnal cala tyrade, co by o tym myslal... ja mu na to: no, to teraz juz wiesz, jak ja sie czuje.

przepraszal i wyjasnial wiszac poltorej godziny na telefonie... co jest osiagnieciem zupelnie niesamowitym, bo przez telefon gadac nie lubi i dluzej jak 15 minut to juz zakrawa na cud.

No.

Na froncie pracowym sie cos ruszylo. Szef sprawia wrazenie, jakby ustapil i oswiadczyl, ze mi czek wysle poczta. Oby, oby.

Takze, zaczynamy od poczatku z szukaniem pracy.... moze mi sie uda jako SQA, a moze sie gdzies poprzez kontakty mojej kolezanki z pracy zalapie jako rekruterka. Niewazne co, byle placili... mamona mi potrzebna jest CHOLERNIE w tej chwili, jako ze mauzonek coraz mniej sklonny mnie finansowac.
21:16 / 04.08.2004
link
komentarz (4)
Wtorek

BUM! I. zakomunikowal wlasnie, ze wyjezdza na tydzien do Kanady odwiedzic przyjaciolke. Owa przyjaciolka to jego ex-dziewczyna sprzed czterech i pol roku. Oczywiscie sa tylko przyjaciolmi, zadne relacje seksualne etc. nie wchodza w gre.

Czuje sie dziwnie, glownie dlatego, ze nic wczesniej o tym nie wspomnial. Jakbym wiedziala z przynajmniej paro tygdniowym wyprzedzeniem, to jakos bym tez sobie ten czas zaplanowala... moze kogos odwiedzila, ze znajomych (tylko kogo i gdzie?)

Hm... hm.... sama nie wiem, co o tym myslec.
18:19 / 04.08.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

Fajnie jest. Sloneczko swieci, wreszcie sie wyspalam, zyc nie umierac.

Kloce sie z szefem mailowo o nalezna mi kase. Chce zebym podpisywala jakies lojalki i niewiadomo co jeszcze. Tak, juz lece i podpisuje. Z. mi wczoraj wyprorokowala, ze gowno od niego dostane. Psychicznie to ja juz od dawna jestem na to przygotowana...

O, odpisal wlasnie - zebym zadzwonila i sie dogadamy. Niedoczekanie. Po pierwsze, nie mam jak zarejestrowac rozmowy (a mail to konkretny dowod jednak), a po drugie, nie chce niczego nieprzemyslanego palnac zeby potem zalowac.

I. dopiero dzis doszedl do siebie po niedzielnym lunchu zaserwowanym nam przez Wspolpracowniczke. Ona tak w ogole to jest Sikhem (z wiary) a poza tym wegetarianka. No ale nic. Zarcie bylo dobre - ryz z fasola z bardzo pikantnym sosem (tony curry, szafranu i bog wie czego jeszcze) i jogurtem. Fakt, pierdzi sie po tym koncertowo - no ale kto by sie przejmowal? Popierdzialam sobie pol nocy, potem walnelam kupe i w poniedzialek rano jestem juz zwarta i gotowa do zycia.

I. biedny pol nocy nie przespal, biegal do kibelka - takoz i przez caly poniedzialek. Ba, nawet z pracy wyszedl wczesniej. No ale tak to jest, jak czlowiek przetrzymuje deadly farts zbyt dlugo ;)

PS: narazie czuje sie znakomicie i mam wszystko w dupie. Ciekawe, kiedy mi przejdzie...
12:56 / 03.08.2004
link
komentarz (0)
Poniedzialek

No to juz sie napracowalam lalala. A bylo to tak:

W piatek okolo godzin lunchowych szef cos sie zestresowal czy poirytowal i zaczal wyzywac na wspolpracowniczce. Dziewczyna miala juz w przeszlosci incydenty z przemoca, wiec jest nieco przeczulona. Zaczela sie trzasc, zdenerwowana, ale jeszcze zdazyla wydusic:
- nie mow tak do mnie, cala sie trzese, nie moge w ten sposob pracowac; zaraz ci wysle ten dokument, daj mi 10 minut czasu.

On na nia naciskal, naciskal... stanal jej nad glowa i dalej swoje. Ona w koncu nie wytrzymala, wziela pod pache torebke, notes i skierowala sie w strone drzwi ze slowami, ze idzie na lunch, bo nie jest w stanie w tej chwili normalnie funkcjonowac. No i sie zaczelo.

Zatarasowal jej droge i powiedzial, ze nigdzie nie wyjdzie z tym notesem, bo to jest "wlasnosc intelektualna" firmy i takie tam (pomine tutaj fakt, ze notes jej prywatny, zawieral glownie adresy i telefony przyjaciol i klientow). Ona na to, ze to jest jej wlasnosc a jak ma watpliwosci, to niech dzwoni na policje i niech oni rozwiaza ten problem. I dalej do drzwi.

I wtedy szef zlapal ja za fraki a druga reka za torbe. Wywiazala sie szamotanina, popchnal ja, upadla na podloge. Tej czesci juz nie widzialam, bo wczesniej wyszlam (szlag mnie trafil po prostu). Ona zadzwonila po policje, przyjechaly 3 radiowozy, czesciu gliniarzy, zadyma, ludzie powylazili z biur... przyjechala zona szefa, z dwojka malych dzieci na rekach, dzieciaki wrzeszcza, Wspolpracowniczka ryczy i sie trzesie, spisuja zeznania...kurwa normalnie cyrk na kolkach.

Jak juz policja sobie poszla, to wlazlam do biura - po swoja torbe. Szefuncio do mnie juz spokojnym opanowanym glosem, ze bardzo mu przykro z powodu tego zajscia, ale Wspolpracowniczka chciala ukrasc wlasnosc firmy.

Coz, przegial. Jakby mnie tam nie bylo i nie sluchalabym tego wszystkiego, to moze faktycznie pomyslalabym, ze mowil prawde. Wzielam torbe i poszlam sobie. Zawiozlam S. do domu - sama nie byla w stanie prowadzic; zostalam z nia i jej przyjaciolmi (malzenstwo, tez hindusi) do czasu ponownego przyjazdu policji; przesluchali ja jeszcze raz i spisali moje zeznania; zrobili jej zdjecia - bo miala krwawego siniaka na twarzy i w okolicach ramienia. Powiedziala, ze wnosi oskarzenie. Jesli dojdzie do rozprawy, to ja jestem jedyny swiadek.

Co tam jeszcze. Wystosowalam do szefa emaila oswiadczajac, zeby mi zaplacil to co mi winien za pozycje, ktora obsadzilam oraz ze nie czuje sie "comfortable" pracujac dluzej dla niego i ze dzis byl moj ostatni dzien. Kilkanascie minut pozniej dzwoni na moja komorke. Oczywiscie nie odebralam. Zostawil wiadomosc, powtarzajac klamstwa na temat S. i ze chce ze mna porozmawiac.

Dwie godziny pozniej - nastepny telefon. Tym razem juz tylko z prosba o oddzwonienie i rozmowe. Olalam. W sobote pojechalam pod biuro, wrzucilam do skrzynki na listy ksiazke (ktora od niego pozyczylam) i klucz. Dzis z rana email od niego: ze jest sklonny mi zaplacic, ale musze przyjsc do biura podpisac rozwiazanie umowy i zrzec sie roszczen jakichkolwiek z tego tytulu.

Zebralo mnie na smiech po prostu. Tak jakbym w ogole jakakolwiek umowe z nim podpisywala, ktoraz to umowe teraz mam rozwiazac!
Glupi skurwysyn. Wie, ze zalezy mi (no, nie tak bardzo, ale ..) na tych pieniadzach, to bydle mnie usiluje teraz szantazowac. Niech sie wypcha. Zaloze sie, ze chcialby mnie przekonac, abym w razie czego nie zeznawala w sadzie na jego niekorzysc. I zebym dalej dla niego pracowala. Ale nic z tego. Widzialam, jak rozmawial z innymi ludzmi. Trzeba mu oddac, ze jest niezlym negocjatorem, ale ja to wiem i nie dam sie wciagnac w zadne dyskusje.

Howgh. Za godzine jade do S - obiecala mi pomoc w znalezieniu pracy. Zobaczymy, jak to bedzie.
01:05 / 30.07.2004
link
komentarz (4)
Wtorek

w pracy nieco lepiej, ale tylko nieco. Dzis zwrot o 180 stopni - szukac na gwalt kandydata na inna pozycje. Mialam cholerne szczescie, ze akurat kogos znalazlam - bo robota jak raz na wschodnim wybrzezu i jak zwykle wcale nie rewelacyjnie platna. Niemniej, klimat sie od razu poprawil, chociaz mnie sie nieco pogorszylo: kolezanka, co na wylocie jest, zdradzila mi ile firma zarabia na kandydacie co to ja go znalazlam i ile ja powinnam dostac swojej dzialki od niego.
On dostal wyplate - ja nie. Powinnam, taka przynajmniej byla umowa.

tralalala...
Ciekawe, kiedy i czy dostane kase. Z jednej strony to nie chce sie za bardzo dobijac o to i stawiac wymagan, bo doswiadczenie mam wszak zadne; z drugiej strony jak juz mam zapierdalac za darmo w celu li tylko zdobycia doswiadczenia, to wole tak zapierdalac w duzej firmie co ma ustalona marke na rynku i gdzie sa jasne i przejrzyste uklady oraz umowa na pismie - a nie tak wszystko na gebe i na wariackich papierach. Wszak juz nie raz mnie w zyciu w ten sposob wyrolowano.

A w ogole to coraz mniej mi sie to podoba. W robocie siedze caly bozy dzien - 12 godzin, dzien w dzien. Jak juz przychodze do chalupy, to padam na ryj i nie mam sily na nic. Potem rano wstawac.. i tak w kolko, przez okragly tydzien. Chujowe takie zycie.
I jeszcze zebym z tego jakas kase miala! Tia.... Kolezanka, ta co na wylocie, ta co ma MBA zrobione i doktorat z marketingu na szanowanym uniwersytecie w Londynie - otoz ta kolezanka zapierdala za czterdziesci piec tysiecy dolcow rocznie. Bo jest na wizie BH1. I ma pecha byc hinduska i z akcentem. Oswiecila mnie ostatnio, czemuz to szef ma do mnie wieksza tolerancje. Otoz ponoc mezczyzni hindusi maja pierdolca na punkcie bialych kobiet. Juz sie kurwa ciesze na takie uklady. No cud mjod i malina, nie?

I jeszcze, jeszcze bede musiala sobie usunac zeba madrosci. Jeden mi wyrosl - o jeden za duzo. Bo wrosniety w dziaslo i trzeba bedzie operacje pod znieczuleniem dokonac. Chuj, nie pierwszy nie ostatni raz, ale ta przyjemnosc to bedzie mnie okolo tysiaca dolcow kosztowac. Przez ostatni miesiac zarobilam niecale dziewiecset.

Tralalala. KURWA MAC czyz zycie nie jest piekne???? I z czego ja to KURWA MAC zaplace????

Slowo daje. Jak mi ktos przyjdzie teraz i powie, ze zycie w USA jest latwe i przyjemne, to mu tak zapierdole w zeby, ze bedzie musial na wstawienie implantow wydac oszczednosci za ostatnie dziesiec lat...

No. To tyle mialam do powiedzenia na dzis.
00:41 / 29.07.2004
link
komentarz (0)
Poniedzialek

ah no i zapomnialam dodac. Cos mnie w nocy pogryzlo jak jasna cholera. Mam 25 ugryzien, ktore swedza niemilosiernie. Oczywiscie I. jest zupelnie ale to zupelnie nietkniety :(

Co tam jeszcze. Po przyjsciu do domu - sodoma i gomora. Sezon mrowkowy a kochana jebana kicia zre tak, ze wszystko wypierdala z miski na podloge no i efekt taki, ze w kuchni az czarno na podlodze od mrowek. Wsadzenie zloba do talerza wypelnionego woda nic nie daje, bo ta popieprzona sierota i tak wywala wszystko na zewnatrz.
Normalnie mam juz szczerze dosc tego kota. Takiego durnego kociego matola to ja jeszcze w zyciu nie widzialam.
Dobrze, ze jeszcze nie sra pod siebie...

PS: moja ukochana sukienka, w ktorej ponoc wygladam bosko, po praniu nie jest juz moja ukochana sukienka bo po prostu juz sie w nia nie mieszcze :(
00:33 / 29.07.2004
link
komentarz (3)
Poniedzialek

Co do reszty niedzieli, to padlismy razem pospolu z I. jak niezywi. Zupelnie nie mam pojecia czemu.

Dzis bonanzy w pracy ciag dalszy. Musze obsadzic pozycje architekta od javy, na dodatek w Tennesse. Problem w tym, ze nikt nie ma zamiaru sie na takie zadupie przenosic, tym bardziej ze robota jest na zlecenie, wcale dobrze nie platna, a wymagania, ze hoho. Jak juz sie ktos znajduje, to chce drugie tyle, co firma jest w stanie zaplacic. Przejrzalam ok. 200 cv, skontaktowalam sie z 40 ludzmi i co? Gowno, jedno wielkie gowno.

Szef twerdzi, ze "no jak to nie mozesz nikogo znalezc? Przeciez kandydatow z takimi kwalifikacjami jest od groma". A ja mam akces tylko do jednego sajta z cefalkami. Jak juz przejrze wszystkie, to sie moge pocalowac w dupe. No bo skad? Wszystkie sajty pracowe dla pracodawcow i rekruterow sa platne, i to platne niemale pieniadze. Za jedno glupie konto na yahoo hotjobs zycza sobie ni mniej ni wiecej ok. siedemdziesiat tysiecy dolcow rocznie. tralalala.

Tak w ogole to szef chcial, zebym z domu pracowala. Chyba go pogielo jak mysli, ze bede ze swojej prywatnej komorki wydzwaniac po calych stanach. No co jeszcze.

A tak w ogole to dzis oznajmil mi, ze kolezanka, ktora pracowala ze mna (jest na wizie BH1 i 3 miesiace tam byla) bedzie zwolniona. Bo, "doesn't meet her numbers". Tralalala.

Kurwa, ciekawie sie robi. Atmosfera w biurze przybiera konsystencje siekiery. Ciekawe co bedzie jutro....
08:04 / 28.07.2004
link
komentarz (1)
Niedziela

Coz, szef na szczescie poszedl po rozum do glowy i pewne rzeczy zostaly wyjasnione. Moze narazie jeszcze nie bede szukac innej pracy... chociaz nadal wszystko na gebe i bez umowy tudziez stalej pensji.

Wczoraj poszlismy z I. na jedna impreze. POzno juz bylo, kole jedenastej wieczorem. Impra w czyims domu. Dziwnie toto wygladalo.... towarzystwo juz niezle narabane, bardzo mieszane. Oprocz osobnikow bialych rowniez czarni, latynosi, jeden transwestyta i kilku geekow. Nigdy wczesniej takiej mieszanki ludzkiej nie widzialam w jednym miejscu. Doskonale zaopatrzony profesjonalny bar, podgrzewany basen, mjuzak na full, telewizornia i.... nudno w zasadzie bylo. Zmylismy sie po jakiejs godzinie. Inna sprawa, ze kobiet jakos malo bylo. Przewazali faceci, a co faceci moga robic? No narabac sie. Jak juz sie narabia, to sie staja nudni i monotematyczni...

No, ale przynajmniej moglam sie napatrzec na boskie ciala. Murzyni sa jednak absolutnie fenomenalnie obdarzeni przez nature....

I jedno mnie tylko zastanawia. Chalupa duza, luksusowa, musiala kosztowac kupe szmalu,a jej wlascicielkami sa dwie kobiety, z czego jedna pracuje jako barmanka. Zastanawiajace, chyba sie bede musiala podpytac. Jak to ludzie robia??? Z pensji barmana taka chalupa?
18:52 / 25.07.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Coz, zycie to nie jebajka.

Nowa praca niestety okazuje sie miec powazne wady. Po pierwsze, szef nie znosi sprzeciwu i dyskusji. Ma byc tak jak on chce, nawet jesli glupio sie przy czyms upiera. Stosuje tzw. micromanaging. To w sumie jeszcze moglabym jakos przebolec ale.... najgorsze, ze chce, aby pracowac 24/h dobe, 7 dni w tygodniu i najlepiej za darmo. A co.

W ten weekend na przyklad zadzwonil na moja komorke (nieopatrzznie mu dalam numer, tia...) w sobote o 22.00. Cud mjod cymus i malina.
Bo klient zadzwonil i trzeba bylo mu NA GWALT znalezc pracownika na poniedzialek rano.

Wczoraj szef zadzwonil do mnie o 21.30. Poniewaz dzwonil z biura, to mi sie wyswietlilo ID telefonu i uprzejmie olalam jego odbieranie.

Szef co prawda ma rodzine - zone i syna, ale zycia rodzinnego nie uprawia. W biurze wysiaduje non-stop, z przerwami na wypady na obiad, piwko i takie tam. Potem wydzwania do mnie i wspolpracowniczki po nocy. Bo cos pilne. Prawda, ze slodkie? Zaloze sie, ze zaraz zadzwoni, jak tylko przyjezie z wypadu na piwko. Bo to stanowisko co mialam z kolezanka obsadzic oczywiscie jest super-hiper-duper pilne i na wczoraj no i my sie po prostu opierdalamy a nie pracujemy. Dobra, ja to ja, nowa jestem w tym biznesie, od tygodnia, nie? Ale kolezanka pracuje tam 3 miesiace, ma solidne doswiadczenie i wyksztalcenie. Niejedno widziala. Twierdzi, ze ta pozycja to strata czasu, bo klient juz ma swoja liste kandydatow i teraz kazdego, co mu przysylamy, obcina na byle gownie. Trudno sie z nia nie zgodzic. No ale my MUSIMY znalezc kandydata, ktory bedzie pasowal.

Wczoraj bylo tzw. couching. trzy godziny gadania pierdol marketingowo-salesowych o tym, jak to ciezka praca, zaparciem i dedykacja mozna dokonac rzeczy niemozliwych i stac sie drugim Einsteinem. No, moze nie Einsteinem, ale przynajmniej Gatesem.
Bo kochani, to wszystko jest sprawa odpowiedniego przeprogramowania mozgu i wiary w samego siebie. No z kamienia da sie po prostu wode wycisnac, nie? Wystarczy sie odpowiednio postarac. Kazdy moze zrobic i osiagnac wszystko, no. Byle sie nie opierdalal.

Coz moge powiedziec. Ani chybi bede musiala sobie zaczac szukac nowej roboty i to chyba predzej niz pozniej.

PS: zapomnialam dodac, ze narazie pracuje za free, nie mam podpisanej zadnej umowy i wszystko jest na gebe.

PS2: Ziegh Heil! (czy jak to tam sie pisze). Nie tylko w Polsce sa popierdoleni na mozgu pracodawcy.
20:29 / 23.07.2004
link
komentarz (3)
Wtorek

ah i w ogole to zapomnialam dodac, ze wlasnie sprawdzilam stan konta w banku (tego wspolnego co mam z mezem) no i wywialo wszystko z savings.

Pieknie kurwa pieknie.

20:21 / 23.07.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

Dzis udalo mi sie opuscic biuro JUZ o godzinie dziewietnastej. Dodam, ze do pracy przyszlam o 8.30 i nie wychodzilam na lunch. Zjadlam jakas pasciowa kanapke kupiona na stacji benzynowej, po ktorej to kanapce dostalam zreszta sraczki. Teraz zre gotowane kartofle z majonezem, bo nic innego w chalupie nie ma a mnie sie nie chce jechac na zakupy.

Co tam jeszcze. Wczoraj, zebrawszy sie w sobie, przeszlam przez zylion formularzy on-line w celu zalozenia sobie oddzielnego konta bankowego. Niestety, dzis przyszedl email wyjasniajacy, ze moja aplikacja zostala odrzucona. A niech mnie pocaluja w dupe moski. Nawet nie odpisali, dlaczego - trzeba do nich dzwonic. Odginam kiece i lece. Akurat mam czas na wiszenie godzinami na darmowej linii customer supportu.. tia....
12:07 / 20.07.2004
link
komentarz (8)
Piatek

szkoda mi, ze zycie sieciowe umarlo. To normalne toczy sie niby wartko, duzo rzeczy sie dzieje - ale to wszystko takie falszywe. Zajecie praca, zagonienie, chroniczny brak czasu, wszystko w biegu. Takie jakies plaskie i bez wiekszego sensu. Pieniadze, kariera, pieniadze, odniesc sukces i tym podobne bzdety. Gdyby sie dalo na tym swiecie zyc bez pieniedzy, to bym zyla. Nie da sie.

Facet. Jest. Seksi sie. To jest najlepsza czesc. Co poza tym? Nic. Wszystko tymczasowe. Na dzis, na teraz, dobrze jest jak jest, nie trza psuc. Nie pyta za duzo, nie wnika.
Nie interesuje sie. Czy dba? Nie wiem. Moze czasami.

Boze, jakie to wszystko bez sensu.
Zupelnie, zupelnie bez sensu....

No i Wy, czytajacy tego bloga. Troche was jest, bo widze statystyki. Jednak prawie nikt nic nie mowi. Hm.

Zawsze jak sie napije to mam takie straszne parcie na to, zeby wreszcie zostac tzw. "kims". Zeby ludzie nabrali do mnie szacunku za to, kim jestem i co robie i co osiagnelam. Bo teraz tego nie mam. Dawno juz nie mialam.
10:42 / 20.07.2004
link
komentarz (0)
Piatek

znow opadlo mi wszystko. Tak jakby to jakas niesamowita nowina byla, prawda?

Coz. JA napewno sie nie czepiam. Moze powinnam zaczac prowadzic oddzielnego bloga pt. "za co on sie wkurwil"?
No bo tak. Opisalam mu sytuacje jak to malo co nie wrabalam sie na ciezarowke, zeby zdazyc do zjazdu na autostrade. On mi na to:
- moglas pojechac dalej a potem zawrocic.
- nie wiem.
I wtedy w tamtej chwili rzeczywiscie tego nie wiedzialam. Faktycznie, powinnam powiedziec zamiast I don't know I didn't know. No sie poprawilam zaraz i wytlumaczylam.

Poltorej godziny pozniej: on czemus jest wkurwiony. Pytam sie, o co chodzi. No bo wlasnie o to: ze powinnam mu wierzyc na slowo, bo wie co mowi, a jak odpowiadam, ze nie wiem, to jest to prosze panstwa ni mniej ni wiecej OBRAZLIWE.

NO ZESZ KURWA MAC!!!

Tym razem stracilam cierpliwosc i wygarnelam. Obecnie panuje cisza strategiczna. Ja siedze za jego pudlem (i wkurwiam sie zreszta na glupia winde xp, ktora udaje ze dziala) a on sie miota po domu sprzatajac i wykonujac rozne takie czynnosci.

Moze Z. miala racje, ze on nie dla mnie i ze bede sie tak szarpac, szarpac az w koncu strace cierpliwosc i dam se spokoj? Przy czym na tyle juz go znam, ze w momencie kiedy to sie stanie nie mam co liczyc, ze moze zmieni zdanie, moze mnie przeprosi/poprosi etc.
Nie ten typ.
Panna. Pierdolona panna.

Tia.....
Szkoda mi tylko napewno bedzie zainwestowanego czasu no i seksu. Bo tak sie sklada, ze wyjatkowo udany :(
09:40 / 19.07.2004
link
komentarz (2)
Czwartek

Chyba bede umierac, juz niedlugo. Chce mi sie spac i w ogole.
Bo trzeba bylo rano wstac i dojechac do INS na spotkanie slodziutkie. Przysiegam, nigdy wiecej nie bede jezdzic droga zapodana przez yahoo maps. Bardziej pokreconej to juz nie mozna bylo wymyslec. Nie wiem, kto opracowywal te algorytmy wyszukiwania, ale jakos srednio sie udaly. Dzieki temu o maly wlos tylko uniknelam rozpierdolenia przez tira, ktoremu to zajechalam droge w celu zjechania ze skrajnego lewego pasa na skrajny prawy coby zdazyc zjechac na autostrade. Tamze z kolei zamiast gapic sie przed siebie i za siebie, gapilam sie na instrukcje co do drogi i jechalam jak pijana. I tak sie w koncu zgubilam, ale chuj. W stanie skrajnego wkurwienia stwierdzilam ze pierdole i jade na kompas. No i okazalo sie, ze zamiast zyliona zakretow nie-wiadomo-gdzie i nastepnego zyliona zjazdow na rozne autostrady dalo sie dojechac prosto jak w morde strzelil. O.
Niech chuj strzeli yahoo mapy.

Potem uroczy pan na wejsciu do INSu (nazwe se teraz zmienili zreszta) zabral mi scyzoryk przypiety do peku kluczy oraz telefon komorkowy i powiedzial, ze albo se odniose do samochodu albo mi skonfiskuje i tyle bede widziala. Scyzoryk bym jeszcze jakos przebolala, ale komorke? Tak wiec zapierdalalam spowrotem, bo zaparkowalam 2 przecznice dalej. Miodzio, w pelnym sloncu i upale z jezorem na brodzie i glodna.

No ale chuj. Dostalam ten pierdolony employment authorization. Potem do biura i tu jazda juz do wieczora - wyszlam o dwudziestej. Nie zdazylam jeszcze zezrec kolacji (a wlasciwie sniadanio-luncho-obiado-kolacji tia...) a tu moj slodki szef do mnie dzwoni na komorke. Godzina dwudziesta druga a on mi mowi, ze klient dzwonil i ze KONIECZNIE na jutro rano ma miec 3 resume do obsadzenia pozycji. Powiedzialam mu, ze przyjde jutro rano bo teraz ide spac. Howgh. Tak w ogole to on dzwonil z biura.

Pieknie jest. A bedzie zapewne jeszcze lepiej. Dostalam ksiazke do przeczytania tez pt. siedem nawykow ludzi sukcesu. No juz sam tytul zwala z nog.
Nic to, pierdole to wszystko. Nie bede sie indoktrynowac. Mam jeszcze cicha nadzieje, ze da sie zarobic kase na tym biznesie bez prania mozgu i bez odbierania komorki w srodku nocy.

A!!!!!!!!!!!!!!!!!
07:50 / 17.07.2004
link
komentarz (2)
Wtorek

Snobizm w wydaniu amerykanskim: pojsc do najdrozszej restauracji w miescie i zamowic hamburgera z frytkami za jedyne dwiescie dolcow.

Czyz to nie urocze?
14:04 / 16.07.2004
link
komentarz (0)
A tak w ogole

to po niecalym tygodniu pracy na dwa etaty mam juz serdecznie dosc. Wstawanie o 7 rano, zapierdalanie do poznego wieczora... przy czym korzysc z tego prawie zadna: w pracy, gdzie jestem biurwa dostaje smieszna stawke wrecz. Moge sie zaharowac na smierc, a z tego sie nie utrzymam;

z bycia rekruterka to sie mozna utrzymac, ale musze to robic pelna para i wlozyc w to kupe pracy - a jak, jak wszystko w biegu???
Poprosilam dzis szefa (z temp agency) zeby znalezc jakies zastepstwo za mnie na prace biurwowa. Zgodzil sie, chwala bogu...

No nic, zobaczymy.
Ide spac, bo zdechne.

gdyby jeszcze to zapierdalanie tlumaczylo sie na gotowke...
07:48 / 16.07.2004
link
komentarz (0)
Poniedzialek

Ktoregos dnia to ja sie przewroce na prostej drodze i zabije, ot tak po prostu. To cud, ze w ogole jeszcze zyje, wziawszy pod uwage to, ze jezdze sama wlasnym samochodem.... anyway, ad rem.

Ta raza usilowalam raczym klusem przebiec przez szklane drzwi, ktore najnormalniej w swiecie byly zamkniete. Zwykle bywaly otwarte, i liczac na to pognalam przed siebie jak kon na prerii... i..... latwo sobie wyobrazic, jak to sie skonczylo.

Pierdolnelam nosem tak w szybe, ze az towarzystwo wybieglo patrzec, czy czasem wlasciciel domu lodki nie rozwalil o nabrzeze. O nie, skad - to tylko ja rozkwasilam swoja kichawe o szybe...

Boze jedyny. Bol taki, ze zesrac sie mozna. Dobrze, ze kosci cale - drugiego zlamania nosa to ja juz bym chyba nie przezyla, a na operacje plastyczna to mnie nie stac.

Przez dwa dni siedzialam i patrzylam, jak puchnie i sinieje; dzis 15 minut spedzonych na mejkapie, zeby to jakos wygladalo... i ciagle odpowiadanie na pytanie "a co ci sie w nos stalo"?

Ah... zycie jest piekne, czyz nie?
16:23 / 11.07.2004
link
komentarz (6)
Sroda

No do dupy z taka robota. chce byc przytulona i pieszczona i w ogole a tu co? nic. Wlasny chlop nawet nie raczy podniesc sluchawki od telefonu komorkowego. W koncu po trzeciej probie zostawilam mu wiadomosc: "muuuuuu".

I juz. I tyle. Ja to w ogole, chcialabym w zasadzie z nim razem zamieszkac - no bo co to za zycie - widywac chlopa w weekendy tylko? Ale on nie. Bo musi miec swoja prywatnosc, bo chce byc sam czasami, a tak w ogole to podejrzewam, ze sie boi, ale za chiny ludowe do tego nie przyzna.

Tak wiec [prosze zauwazyc, ze zdanie zaczyna sie od tak, a nie od wiec] perspektywy naszego zwiazku wygladaja w ten sposob, ze do konca roku to napewno razem nie zamieszkamy. Bo nie czas po temu, nie pora i w ogole. A ja nie wiem czy mi sie bedzie chcialo czekac drugie pol roku. Zreszta, wielkie mi co. Tak jakby nie mozna bylo wynajac se apartamenta dwubedrumowego (nie mylic z gumowym) i placic za niego do spolki. I kiej kurwy tak sie bac?

Coz. Cos jest w tym powiedzeniu, ze faceci sa jak kible: albo zajete albo zasrane...

I jeszcze kota mi sie rozwalila na moim krzesle i zejsc nie chce. Zostawia klaki, wali jej z geby i skrzypi jak stary sedes, zamiast miauczec. Ja sie pytam, co to do kurwy nedzy za kot??? Oszukany jakis, ani chybi....

PS: wiesci z ostatniej chwili: luby nie odbieral telefonu, bo jak w pracy wylaczyl dzwonek, tak przez cala reszte dnia nie pamietal, zeby go wlaczyc.

PS2: kotu dalej wali z mordy jak ze stajni. A taka ma ponoc fajna karme... tylko, ze zebow nie myje.
14:51 / 11.07.2004
link
komentarz (0)
Sroda

Moj boze, cale wieki nic nie pisalam, a sie dzialo troche. Dlugi weekend (4th of July) spedzony w rytmie impreza-picie-spanie do poludnia-doprowadzenie sie do ladu-impreza-picie i tak dalej.

Wczoraj szef z temp agency, przez ktora pracuje, zaprosil mnie na rozmowe i zaproponowal nowa robote - u niego w firmie. Mam byc rekruterka. Oferuje przyuczenie - na poczatek, przez miesiac na probe mam byc na prowizji tylko.. jak sie okaze, ze sie nadaje, to moze i nawet dostane jakas tam stala pensje plus prowizje.
Zeby bylo smiesznie, to przez ten caly czas mam nadal pracowac w dotychczasowej firmie - bo inaczej temp agency zerwalaby kontrakt, a to duzo kosztuje. Mam znalezc nowa osobe na zastepstwo... tia...

No nic, zobaczymy co z tego wyjdzie, moze cos a moze gowno. Rekrutacja pracownikow na wysoce wyspecjalizowane stanowiska z dziedziny IT i przeprowadzanie z nimi rozmow kwalifikacyjnych nie jest taka trywialna rzecza. Na dodatek ten rynek jest wysycony jak cholera - rekruterow jest jak psow.

Eh.. zawsze jednak to bedzie ciekawsze niz durna praca biurowa, a i moze sie czegos naucze...
No nic, zobaczymy.
10:38 / 05.07.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

no to po raz kolejny znow sie dogadalismy z I, wyjasnili wszystko i pogodzili. Zapewnil mnie, ze nadal chce ze mna byc, ze az tak mu to nie przeszkadza, ze teskni za mna mimo tego, ze ostatni raz mnie widzial 6 godzin temu.

Tylko kurwa szkoda, ze mnie to tyle nerwow kosztuje...

a pan vp po tym mailu zamilkl. coz, widocznie faktycznie se szukal jeno dupy do zerzniecia.
01:56 / 05.07.2004
link
komentarz (3)
Czwartek

ah, zapomnialam dodac. I. wczoraj w ktoryms momencie oswiadczyl, ze skoro nie mam nic przeciwko pojsciu na obiad z jakims gosciem, co sie slini na moj widok, to moze sobie w ogole powinnam wstawic spowrotem swoje ad na yahoo personals.

Slodkie. Any comments?
23:23 / 04.07.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

historii ciag dalszy. Napisalam maila panu vp o tym, ze obiad jest ok, ale ze mam chlopaka i jesli liczy na cos wiecej, to niech nie liczy.
Powiedzialam o tym I. a on na to, ze bardzo zadowolony, ze podjelam taka decyzje.
I ze jego wczorajsze zachowanie, kiedy byl taki sztywny i niereaktywny (co probowalam wyjasnic jego konfuzja i nieumiejetnoscia uzewnetrzniania emocji, z czym zreszta sie potulnie zgodzil) spowodowane bylo tym, iz po oznajmieniu calej historii zniechecil sie do mnie i chcial sie trzymac jak najdalej.

Czyli, te wszystkie slowa, ktore padly potem, moge sobie w dupe wsadzic.

Ta.. teraz to JA sie do niego zniechecilam i najchetniej poslalabym go do wszystkich diablow.

W pracy tez sie nie mam ochoty pokazywac, a musze dzis sie stawic na 14.30.

Pieknie kurwa, pieknie.
23:08 / 04.07.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Pan vice president sie nie obrazil wcale, a wrecz przeciwnie. Wczoraj biegal jak kot z pecherzem. Najpierw sie zapytal o mojego meza, co robi. Ja mu na to zgodnie z prawda, ze jest linux kernel programmer. To on zeby go zaprosic tutaj do firmy na prezentacje etc. Stwierdzilam usmiechajac sie, ze nic z tego, bo jestesmy w separacji i on nic takiego dla mnie raczej nie zrobi.

Jakies kilkanascie minut pozniej dopadl mnie na korytarzu i konfidencjonalnym szeptem zapytal, czy NAPEWNO jestem z mezem w separacji? - No jestem. Czy w takim razie moglabym mu zostawic moj numer telefonu, zanim wyjde. Zostawilam. Poprosilam tez o jego wizytowke. Przybiegl i przyniosl i zaproponowal mi obiad. Ja na to, ze dzis jestem zajeta. A co z jutrem? Nie wiem jeszcze. Dam Ci znac.
Pieknie kurwa, mysle sobie. Wpadlam facetowi w oko, pewnie se szuka kochanki... spac z nim bron boze nie mam zamiaru, ale co mi szkodzi pojsc se na obiadek, pogadac - gosc ma niesamowite kontakty i moze by mi z robota cos pomogl. A jak nie, to moze przynajmniej wyciagnelabym od niego pare uzytecznych informacji.

Coz, ja naiwna roslina. Wieczorem odwiedzilam I. i opowiedzialam mu rzecz jasna wszystko. Naskoczyl na mnie, ze to wstretne i nieetyczne, ze powinnam mu powiedziec, ze mam boyfrienda, ze w ogole nie powinnam mu zostawiac telefonu i takie tam. Wszystko tonem nad wyraz obojetnym i zimnym.
- czyzbys byl zazdrosny?
- nie, nie jestem, ale nie znosze takich gierek i kiedy kobiety sie tak zachowuja. Zrobisz co chcesz, moje zdanie znasz - dodal wynioslym tonem i poszedl wziac prysznic.

Coz. Zrobilo mi sie cholernie przykro, az sie poplakalam. Bo poczulam, jakby mi nie ufal, jakby mu niespecjalnie na mnie zalezalo - wyglosil w koncu mowe taka, jaka moznaby pieprznac do kazdej jednej nieznajomej osoby. Osad moralny. Ze nieetyczne. Tak jak ja bym byla dla niego obca osoba! Maska na twarz, zero emocji. Nie przytulil, nie pocieszyl, jeno drewnianym glosem zapytal sie, czy jest cos, o czym chce porozmawiac.

rzygac mi sie chce. Niby sie dogadalismy, niby wyjasnili ale....
05:51 / 03.07.2004
link
komentarz (3)
Wtorek

I jeszcze moj dialog dziesiejszy z panem vice president of sales & marketing. Pokazal mi albowiem zdjecie jego synka. Obejrzalam i tak mu na to:

- hm... zgaduje, ze syn bardziej do panskiej zony podobny...?
- wy Polacy wszyscy jestescie tacy sami!
- co ma Pan na mysli?
- a co za roznica!

I wez tu zrozum takiego. Mam nadzieje, ze go chociaz nie obrazilam...
05:44 / 03.07.2004
link
komentarz (1)
Wtorek

Boze, niech ten tydzien sie wreszcie skonczy, bo mam juz dosc.
Praca jest tak odmozdzajaca, ze glowa boli. I nie mialabym nic przeciwko wklepywaniu danych z wizytowek do ksiazki adresowej altluka gdyby z tej mojej pracy cos wynikalo. A tak przygniata mnie totalnie swiadomosc, ze do konca bede tlukiem od wklepywania danych i robienia raportow finansowych, platnym za godzine.

No bo gdzie ja moge awansowac w dziale salesow, jak nie chce byc salesem? Wlasnie. Albo ma sie talent do krecenia biznesow i sie skacze z pozycji na pozycje, albo sie pograza w waskiej specjalistyczno-inzynieryjnej specjalizacji, robiac za magika od czegos, czego nazwy wiekszosc smiertelnikow nawet wymowic nie potrafi.

Biznes mamona i technokracja - a w dziale tzw. szeroko pojetej kultury i humanistyki tlok taki, wszyscy skacza po glowach i puszczaja banki uszami - bo ich za duzo.

No i co tu zrobic? Byc biurwa do konca zycia? A moze przewracac hamburgery?

Powtorze raz jeszcze: robienie kariery w USA od pucybuta do milionera to sa pierdolone mity, bajki dla dzieci i tyle.
00:59 / 02.07.2004
link
komentarz (2)
Poniedzialek

No tak. Ja siedze w chalupie sama i wymiekam, nie moge sie oderwac od pudla, gadam przez telefon i ogolnie placze sie bez sensu;
I. za to siedzi za pudlem i gra - godzinami.

oboje wlasnie doszlismy do wniosku, ze w swojej obecnosci przzybywa nam sil witalnych, mniej sie dolujemy, stekamy i w ogole bardziej nam do zycia. Wobec tego wysunelam wielkopomny wniosek: musimy ze soba przebywac wiecej :)
Jak znam zycie, to gowno z tego wyjdzie. O, taki ze mnie optymizm strzyka.

Poza tym wniosek natury ogolnej: przecietna amerykanska moda kobieca jest nudna, a amerykanki jakos niespecjalnie umieja sie ubrac. Albo chodza tak samo, jak z foremki - albo jak juz sie ktora sili na oryginalnosc, to wyskoczy z czyms takim, ze ni do dupy ni do glowy.
No, ale to obserwacje z silly valley, moze w innych czesciach usiech jest z tym lepiej... napewno na ulicach LA albo NYC, ale co do reszty... hm....

Nawet to co pokazuja w gazetach - takim In Style albo Glamour - rozni sie znacznie od tego, co w polskich albo francuskich pismach kolorowych dla bab...

PS: mam cala kupe zdjec moich i I z roznistych okazji, ale tak potwornie nie chce mi sie ich wrzucac na strone, ze o boze. Przydalby mi sie jakis skrypcik do automatycznego generowania galerii, ale napewo se go sama nie napisze. ktos ma moze?
00:51 / 02.07.2004
link
komentarz (0)
Poniedzialek

No i znowu powrot w chujnie chujowej rzeczywistosci. Do roboty, salesow, raporcikow, drukowania i tym podobnych jakze zajmujacych czynnosci, za jedyne dziesiec dolcow od godziny.

Gdyby nie I. to chyba bym zwariowala i zdolowala sie doszczetnie, a potem palnela sobie w leb na koniec. W weekend jest inaczej, w weekend jest normalne zycie. To nic, ze w ciasnym syfiastym apartamencie, miedzy wrzeszczacymi meksykanskimi i murzynskimi dziecmi; to nic, ze nie stac mnie na takie zycie, jakie wiodlam jeszcze nie dalej niz pare miesiecy temu. Jak jestem z I. to wcale mi to nie przeszkadza. Roznica miedzy nami niestety taka, ze on swoja prace lubi i nie chce robic nic innego - ja swojej obecnej nie znosze, za malo zarabiam, nie mam zadnych perspektyw i w ogole do dupy jest.

A w ogole to jest bardzo significant, ze jak mi dobrze, to nic tutaj nie pisze. No bo wlasciwie o czym? Szczescie dla osob postronnych jest nudne jak cholera, za to szczesliwi sa na tyle szczesliwi, ze nie maja zadnej potrzeby trabienia o tym wokolo (no, wiekszosc przynajmniej nie ma).

Tak w ogole to I. ostatnio grzebal mi w samochodzie i zapomnial potem wsadzic spowrotem butelki z plynem do chlodzenia silnika na miejsce. Podczas jazdy wypadla, ugrzezla gdzies miedzy rozgrzanym metalem i sie stopila. Jak juz zajechalam wieczorem i zaparkowalam, to aby dym spod maski poszedl, smierdzacy straszliwie.

No. To se teraz butelke musze zamowic przez Internet, bo w sklepach saochodowych okolicznych nie maja tego.
17:29 / 27.06.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Nie no kurwa nie moge, az mnie trzesie! Ta banda zakislych kretynow z department of homeland security przyslala mi dzis zawiadomienie, ze mam otrzymac zielona karte.
CONDITIONAL. Wcale o taka nie aplikowalam. Co wiecej, data mojego case jest 7 marca 2000. Wtedy dostalam pierwsza zielona karte.

Juz mi raz takie zawiadomienie przyslali - rok temu. Okazalo sie pomylka. Ciekawe, czy teraz tez?

Az mi sie skora na dupie marszczy na sama mysl, jaki kosmiczny burdel tam musza miec, zeby wysylac dwa razy zawiadomienie, ktore dotyczy sprawy juz dawno wygaslej.

Ide pisac do prawniczki, niech sie do nich dobija i wyjasnia.
Ja nie mam juz sily do tych tlukow.
07:08 / 27.06.2004
link
komentarz (1)
Czwartek

A poza tym to tesknie za I. Ostatni raz sie widzielismy w niedziele... moj boze, pare dni, a wydaje sie, ze wieki minely :(((

Z. wczoraj mi opowiedziala o filmie, na ktorym byla. Oczywiscie zapomnialam tytul, no ale nic to. Film jest dokumentalny, o tym jak facet normalny i zdrowy przez miesiac zywil sie zarciem tylko i wylacznie z MCD (menu sniadaniowe, lunch i obiad). Przez ten czas przytyl 25 funtow a poziom cholesteforlu skoczyl mu do 160.
Koniecznie musze sie na ten film wybrac.

Kraza pogloski, ze junkfoody dodaja rozne dziwne substancje do swoich wyrobow, ktore maja za zadanie uzaleznic konsumentow. Kto wie, moze cos w tym jest - tutaj naprawde cale hordy amerykanow LUBIA zywic sie w junkfoodach. Straszne.
Rozumiem jeszcze hot wings z KFC (jedyne, co lubie), ale cala reszta jak na moj gust jest po prostu niezjadliwa i syfiasta do potegi.

np. takie chicken nuggets.... ida na nie stare, do niczego juz nie nadajace sie kury, na dodatek wrzucaja tam wszystko: wnetrznosci, lapy i tak dalej. Potem pakuja niesamowita ilosc siuwaksow, zeby to jakis smak przypominajacy kure mialo - i wio.

Ochyda. Przez grzecznosc nie bede mowic, co pakuja do hamburgerow...
06:29 / 27.06.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Ale mnie dzis leb napierdala. Niedostatek snu w ciagu kolejnych paru dni plus nieco alkoholu robi swoje...

A w pracy robie expense report dyrektora od sprzedarzy i marketingu. Rzezbienie w gownie normalnie.
Facet ma tone rachunkow, przy czym te najdrozsze zaloze sie nie maja nic wspolnego z wydatkami biznesowymi - no bo jaki biznes ma firma komputerowa proukujaca hardware i soft w kupowaniu pudelka cygar za piecset dolcow albo kijow golfowych za tysiac dolcow?

Dobrze, ze chociaz sa to prywatne pieniadze tj. na firme loza wredni kapitalisci a nie podatnicy.

Chociaz, z drugiej strony, korupcja i przewaly w firmach panstwowych w USA sa ponoc legendarne...
09:24 / 26.06.2004
link
komentarz (5)
Sroda

Czy europejczycy maja szanse zrozumiec afrykanczykow? Jakos nie wydaje mi sie. To sa dwa rozne swiaty, kierujace sie zupelnie innymi wartosciami.
Jak dotad Afryka (czarna) byla okupowana, wyzyskiwana, wywozono z niej niewolnikow i eksploatowano co tylko sie dalo. Potem, w ramach ekspiacji, probowano organizowac rozne akcje uswiadamiajaco-cywilizujace i tem podobne. Wpompowano iles-tam pieniedzy, utrzymywano przy wladzy marionetkowe rzady, cos tam sie probowalo organizowac i kluc i nic, dupa.

No ale jak mozna liczyc na powodzenie akcji pt. droga do dobrobytu poprzez ograniczenie ilosci ludnosci i chorob (aids), co chciano osiagnac promocja stosowania prezerwatyw? Wiadomo, ze taki pomysl nie wypali wsrod spolecznosci, gdzie naczelna i najwieksza wartoscia jest ilosc potomstwa. Mozna sobie przekonywac do usranej smierci - i nic z tego nie wyjdzie - bo kobieta w Afryce, ktora nie ma meza, jest wdowa albo jest bezplodna lub nie moze miec dzieci z innych powodow znajduje sie na dole drabiny spolecznej, jest pogardzana i nie zasluguje w zasadzie na prawo do zycia.

Takie baby to owszem, cos moga osiagnac (w/g naszych standardow), ale dopiero jak wyjada do Europy, wyedukuja sie i zdobeda jakis zawod. U siebie nie maja szans - podlegaja ogromnej presji i ostracyzmowi spolecznemu.

Albo z innej manki: dziwia sie niektorzy, ze ciagle wojny domowe, ze wodza sie za lby i wyzynaja? A czemu sie tu dziwic? Afryka zostala podzielona przez kolonizatorow w sposob najzupelniej sztuczny; w obrebie jednego "panstwa" znalazly sie rozne, wrogie sobie od wiekow plemiona. To troche tak, jakby na sile zmusic do wspolnej egzystencji takich anglikow i francuzow w osiemnastym wieku. No mialoby to szalone szanse powodzenia, nie? I napewno by zadna wojna z tego nie wynikla, prawda?

No a te wszystkie refleksje to mnie naszly po dzisiejszej krotkiej rozmowie z sysadminem firmy, w ktorej pracuje. Tak sie sklada, ze jest z pochodzenia nigeryjczykiem, zyje w USA od 10 lat. Zaczelo sie od tego, ze zapytalam, jaki jest jego jezyk ojczysty. Odpowiedzial pytaniem: czemu, czy slychac obcy akcent? Powiedzialam, ze nie, ale po prostu jestem ciekawa. To odpowiedzial, ze w jego kraju rozmawia sie w conajmniej kilkuset roznych dialektach.

A co my o nich wiemy?
01:14 / 26.06.2004
link
komentarz (0)
Sroda

Pierwszy wpis z pracy i nlog smiga jak cholera. No, odwazylam sie. Doszlam do wniosku, ze skoro juz siedze w firmie i zre luch na miejscu, to se moge do towarzystwa zupki pozwolic na prywatne uzycie komputera...
Mam nadzieje, ze nikt mnie nie opieprzy i nie wysledzi....
05:41 / 25.06.2004
link
komentarz (2)
Wtorek

znowu mam zjazd i dola. Zawsze tak jest, jak zabieram sie za przegladanie ogloszen o pracy i wysylanie CV :(
19:27 / 24.06.2004
link
komentarz (2)
Wtorek

O ja glupia cipa, ze tez wczesniej na to nie wpadlam! W czasie lunchu, zamiast sie obijac po jakichs knajpach albo jesc dzankfudowe pasci moge po prostu najnormalniej w swiecie wsadzic dupe w samochod i przyjechac do domu (3 mile tyle co nic) i tutaj uraczyc sie czym tylko mi sie podoba, skonsumowac w spokoju przegladajac znajome blogi i jeszcze strzelic sobie ulubione lody na deser.

Eh!
12:33 / 24.06.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

narzekalam, ze pracy nie ma, w zeszlym tygodniu, nie? No to teraz mam nawal. Wlasnie zaraz lece - dobrze, ze tym razem po sniadaniu.

Juz mi sie rzygac chce, a dopiero w sumie moze pare dni odpracowalam. Coz, tyranie w biurze jest wyjatkowo odmozdzajace.
Wczoraj np. dano mi liste firm i kazano szukac do nich kontaktow w celu zaindukowania kampanii marketingowej.

Nie wiem, moze sie nie znam i jestem glupia jak but, ale jak mam liste 30 nazwisk board members, zadnego maila ani telefonu, to doprawdy nie wiem co wybrac...

No i rezerwacje biletow samolotowych. Nie, zeby tak po prostu wybrac, zarezerwowac i zaplacic, nie. Trzeba jeszcze dzwonic do delikwentow i uzgadniac kazda pierdole, a delikwenci w miedzyczasie zmieniaja zdanie sto razy.
W efekcie uzgodnienie jednego biletu zajmuje 4 godziny, z czego polowa wiszenia na telefonie.

AAAA!!!!!!!!
Dzis bede rezerwowac hotele. Tak jakby nie mozna tego bylo zrobic wczoraj, za jednym zamachem z biletami. AAAAAA!!!!!!!

To ja juz chyba wole porzadkowac segregatory i robic kawe. Zaiste.
Albo wpisywac dane do bazy. Marudzacy ludzie/klienci doprowadzaja mnie do ciezkiego szalu.
22:07 / 23.06.2004
link
komentarz (4)
Poniedzialek

rany boskie, jestem kioskiem! A tak naprawde, to myslalam dzis, ze umre. Wstawanie rano po niezlym piciu i spaniu ledwie 4 godziny, a potem zapierdzielanie w robocie, to zaprawde juz troche za duzo jak na moje stare kosci.... ale warto bylo.
Weekend udal sie bardzo. W sobote zaliczylismy (ja, I, jego znajomy i dwie kobitki) knajpe bliskowschodnia. Ale jaka! Pierwszorzedne zarcie, oryginalna muzyka, taniec brzucha (kobieta i mezczyzna), potem palenie olbrzymich nargili i tance po stolach.

Cholera, poludniowe nacje to sie umieja bawic, umieja.... nie to co my, o amerykanach juz w ogole nie wspominajac. Ichniejsza muzyka az podrywa czlowieka, nie mozna pozostac obojetnym. I jeszcze pikantne, ziolowe wino (z cynamonem i jakimis innymi przyprawami, grzane).
Cymus, mjod i malina!

sa nawet zdjecia, ale bede musiala poczekac, az I. je wypali na plytce i mi da.
09:25 / 21.06.2004
link
komentarz (5)
Sobota

Siedze u I. sama za pudlem, bo on poszedl na wieczor kawalerski. No bywa. Wczoraj bylismy na tzw. probie generalnej przed slubem. No bo wicie, rozumicie - kazdy musi znac swoje miejsce, co gdzie jak i dlaczego, w jakim tempie chodzic, co powiedziec i takie tam.

Juz po 10 minutach wyszlam z tego kosciola i zaczelam obserwowac przyrode (a piekny wieczor byl, oj piekny...) oraz cieszyc sie, ze nie jestem druhna i nie musze brac udzialu w tej farsie.
Chcialo mi sie wyc, ale jakos sie powstrzymalam. Moj wlasny slub byl wyjatkowo wielce nieskomplikowany, z formulka i ceremonia wymyslona przez nas.

Anyway. Wiecie, jak uzdatnic rosol z kurczaka z ryzem z puszki tak, zeby sie nadawal do jedzenia? Otoz, wrzuca sie do niego dodatkowo: petajace sie po lodowce zapomniane kawalki kurczaka, jakas marchewke, szczypiorek i koperek jesli jest; dodaje sie tobasco, soku cytrynowego, bazylii i w zasadzie juz mozna jesc.

Bo tak normalnie, z puszki prosto, to sie nie da, mimo iz napisane na puszcze, ze wystarczy odgrzac i juz mozna jesc...
13:43 / 19.06.2004
link
komentarz (0)
Czwartek, cd.

Mentalnosci pewnych kobiet to ja chyba nie zrozumiem nigdy. Mowi im np. facet, ze chcialby, aby zrobily mu blow job, a te sie obrazaja.

Ki cholera? Ja tam sie ciesze, jak facet chce, zeby mu zrobic loda. W koncu to bardzo przyjemne a poza tym wcale nie takie latwe - zrobic to dobrze. No wiec jak chce raz drugi i trzeci, a w trakcie widze jaki ma potezny orgazm - to sie po prostu czuje dumna :)

Nie wiem, nie pojmuje wprost, za co tu sie obrazac???? To chyba efekt wyjatkowo chorego wychowania i wbijania do glow, ze wziecie penisa do buzi jest be.
No i final jest taki, ze tylko 20% kobiet to w ogole robi, za to chyba wszyscy mezczyzni chcieliby.
07:20 / 19.06.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Zawsze kiedys musi byc ten pierwszy raz, nie? No to wlasnie dzisiaj byl - wracalam do domu prowadzac samochod na kosmicznym kacu. Chrystepanie. Ze w nic nie pierdolnelam ani nikt we mnie, to zapewne cud mniemany, albo moze raczej moje daleko idace wycwiczenie w opanowaniu trasy do I, ktora jezdze od poltora miesiaca...

Jak juz dojechalam, to walnelam sie do wyra, bo nic innego nie bylam w stanie zrobic. Przegielismy wczoraj i to zdrowo, zarowno upijajac sie jak i przypalajac trawe.

Posredniczka sie nie odzywa - no i chuj jej w dupe. Musze znalezc sobie jakas inna robote...
12:39 / 17.06.2004
link
komentarz (1)
Wtorek, cd.

Odezwal sie i troche mi lepiej, ale oczywiscie mojej sytuacji finansowej to nie zmienia wcale.
12:32 / 17.06.2004
link
komentarz (0)
Wtorek, cd.

A I. oczywiscie sie nie odzywa, oczywiscie wtedy, kiedy go potrzebuje. Jak ja kurwa nienawidze tego zycia!!!!!
12:24 / 17.06.2004
link
komentarz (0)
Wtorek, cd.

No to sie kurwa napracowalam, ze hej. Posredniczka wlasnie do mnie zadzwonila, i powiedziala, ze nie potrzebuja mnie jutro ani pojutrze i ze sie ze mna skontaktuje w czwartek, czy mam przychodzic w piatek.

No, to by bylo na tyle bajeczki o zatrudnianiu.
Dobranoc panstwu, milych snow.
Ja sie nawet upic nie bardzo mam jak, bo wino, ktore zostawilam na zewnatrz lodowki, sie skislo.

I niech mi nikt nie mowi, jak to fajnie, kiedy na zewnatrz jest 35 stopni, a tu trzeba zapierdalac w dlugich portkach i bluzkach. Dobrze, ze mam klime w samochodzie, bo bym zeszla. Niedobrze, ze w domu nie ma....
12:09 / 17.06.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

no i znowu kolejny zjazd. brak perspektyw mnie zupelnie zabija. popracowalam sobie dzis raptem 5 godzin i pryncypal odeslal mnie do domu, bo po prostu juz nie bylo co robic.

no to wrocilam, napisalam maila do posredniczki, ze dzis pracowalam 5 godzin a ta zaraz rzucac sie do telefonu i zostawiac wiadomosci - ze kto, co gdzie i skad. paranoja. nie wiem nawet, na ktora jutro mam isc do roboty w koncu. zadnej umowy (poza ta pierwsza na dzien probny) nie podpisalam, pracuje na piekne oczy za stawke gowniana.

mauzonek czcigodny przyslal mi maila w ktorym zakomunikowal, zebym se zalozyla oddzielne konto w banku i tam wplacala zarobione pieniadze. dobrze, ze nie wyrazil checi zamkniecia dostepu do naszego wspolnego konta - boc przeciez przy tak zawrotnych zarobkach nie ma sily zebym sie kurwa byla w stanie UTRZYMAC z tego co zarobie.

ah. no pieknie jest. prawda? a tu wypadaloby zaczac czynsz placic wlascicielowspolmieszkancowi.

zaprawde, perspektywa pracy jako biurwa za dziesiec dolcow za godzine przez nastepne pol roku dodaje mi takich skrzydel, ze az je sobie upierdalam o framugi i spadam na leb...
10:05 / 16.06.2004
link
komentarz (2)
Poniedzialek, cd.

Ah. zadzwonila pani posredniczka i zaproponowala mi taka sama prace, jaka robilam w piatek, w tej samej firmie. Za taka sama stawke, niestety. Ten rzut bedzie do konca tygodnia.
Coz. Dostane zawrotna sume $320, doprawdy.

Niestety, nie za bardzo mam wyjscie. Lepsze to, niz siedzenie w domu, innej oferty nie mam na horyzoncie.

Przestroga dla tych, ktorzy nie wiedza jeszcze, na czym polega praca via temp agency: na zdzierstwie. Podpisuje sie umowe, ze w sprawie wyplaty i czegokolwiek dotyczacego pracy rozmawiac sie bedzie wylacznie z przedstawicielem temp agency. To oni podpisuja kontrakt z docelowym klientem, im klient placi bezposrednio - domyslam sie, ze przy mojej stawce zgarniaja co najmniej drugie tyle.
Warunki niemalze niewolnicze - bo oni ciagle od mojego przepracowanego czasu zgarniaja kase - a nie tylko jednorazowa oplate za fakt znalezienia komus pracownika. Nieodmiennie kojarzy mi sie taki uklad z ukladem prostytutka-sutener, no ale coz.

Jak wiecej bezrobotnych niz miejsc pracy, to wszedzie sie tak zaczyna dziac, ze najwiecej zgarniaja ci, co sie bawia w posrednikow w znajdowaniu pracy. Nie tylko w Polsce taki bandytyzm odchodzi...

Przy czym przy takim systemie ja dostaje kase na reke, zadnego ubezpieczenia, zadnego nic. W piatek moga mi powiedziec, ze znalezli kogos innego i dowidzenia gienia. Przy zalozeniu, ze pracowalabym 40 godzin tygodniowo i 4 tygodnie w miesiacu, dostalabym $1600, co jest suma nie wystarczajaca, zeby sobie oplacic jakies rozsadne locum, samochod, benzynke, zarcie i zeby jeszcze starczylo na ubezpieczenie (a i tak juz wiem, ze nie bede pracowac 40 godzin tygodniowo).

Ludziom sie wydaje, ze w USA latwo zyc... a prawda jest taka, ze latwo tym, ktorzy maja koneksje, znajomosci, wywodza sie z bogatej rodziny albo maja niesamowitego fuksa i udaje im sie awansowac z pozycji zwyklego fizola albo biurwy z pensja paru dolcow za godzine...

Tak, wiem, powtarzam sie.. ale calkiem inaczej sie to widzi, jak czlek czyta w ksiazkach albo slyszy od kogos, a inaczej, jak sie to przerabia na wlasnej dupie.
20:24 / 15.06.2004
link
komentarz (0)
Poniedzialek

w piatek odstrzelilam sie jak stroz w boze cialo, buciki na obcasie (a zeby to cholera wziela, przez bite 7 godzin..) i poszlam do pracy.

Zadania byly wielce skomplikowane, jako to:
- przygotowanie materialow reklamowych, zapakowanie ich i skolowanie pudel do wysylki;
- robienie kawy;
- porzadkowanie papierow;
- wprowadzanie danych do bazy (tzw. klepologia);
- drukowanie
I tem podobne rzeczy. Bylo nas 4 kobiety, na szczescie nie siedzialam ani minuty na recepcji. Papier podpisany, nedzne $70 maja mi przyslac czekiem poczta.

Jak narazie nie wiem, ktora z nas (czy w ogole zadna) bedzie tam zatrudniona. Firma mala, nowa, startup, co rokuje dobrze na przyszlosc, bo jesli zacznie sie rozwijac to pracownicy razem z nia.
No ale nic, zobaczymy....

I. sie polepszylo jak tylko przyjechalam do niego w piatek. O, taki mam na niego dobry wplyw...
05:23 / 12.06.2004
link
komentarz (1)
Czwartek

Okazalo sie wczoraj, ze ta firma, do ktorej poszlam na interview, jest posrednikiem. Ja i jeszcze inne 4 dziewczyny pojechalysmy na miejsce do firmy, ktora bedzie zatrudniac. Jeszcze jedna seria rozmowy kwalifikacyjnej a jutro na 10 rano mam sie stawic do pracy - na probe.

Zobaczymy, co z tego wyjdzie..

W miedzyczasie I. sie posypal psychicznie. Ma taka swoja manie i jak popadnie w depresyny nastroj, to mi wszystko opada. Nie wiem juz, jak go pocieszac i co zrobic. Jedyna nadzieja w tym, ze mu przejdzie za pare dni, a moze juz jutro ;(

Wychodzi na to, ze ja jemu robie za support psychiczny, a nie na odwrot..
19:24 / 10.06.2004
link
komentarz (2)
Sroda

Cuda panie, cuda sie dzieja... wlasnie wrocilam z jednego interview.

Rano przeczytalam emaila wyslanego na grupe sun-alumni o tym, ze ktos tam poszukuje recepcjonistki/sekretarki. Odpisalam przerazajaco uczciwie - ze to jest wlasnie rodzaj pracy, jakiej szukam; ze co prawda z mojego cv wynika, ze mam zbyt wysokie kwalifikacje, ale chce zmienic kariere i prosze o zignorowanie tego faktu. W razie odmowy prosilabym o podanie *prawdziwych* powodow odrzucenia.

Piec minut pozniej telefon od goscia, do ktorego poslalam tego maila i ktory podpisal sie jako CTO firmy. Zaprosil mnie na interview za godzine. Pojechalam.

Hindus, z paskudnym hinduskim akcentem, ale mily facet. Zadal pare kluczowych pytan typu dlaczego ubiegam sie o taka gowniana pozycje (oczywiscie wyrazal sie bardzo parlamentarnie), co mi sie podobalo w pracy sqa, co bym chciala tak naprawde w przyszlosci robic i tem podobne.
Powiedzial, ze moge sie ubiegac o ta pozycje, ale on tak w ogole postara sie poszukac czegos bardziej stosownego do moich kwalifikacji w jego firmie. Bo tak w ogole to ta firma to jest malutki startup, zajmujacy sie wszystkim i niczym jesli chodzi o technologie zwiazane z komputerami.

Ide znowu tam do nich o 4 po poludniu spotkac sie z innymi kandydatami i hiring managerem, a w piatek bede pracowac jako recepcjonistka na probe jeden dzien (platne 10 dolcow za godzine).

No..... ja tam w cuda nie wierze, ale zobaczymy. Gosciu powiedzial, ze spodobal mu sie moj email, to zdanie proszace o podanie powodow ewentualnego odrzucenia, hyhyh.
23:05 / 09.06.2004
link
komentarz (3)
Wtorek

Moj boze, tak strasznie nie chce mi sie pisac, ze az nie chce mi sie opisac wypadku, ktorego bylam dzis swiadkiem. No ale opisze...

Siedze sobie w domu za pudlem, az tu nagle slysze przerazliwy pisk hamulcow i takie gluche "BUM"! a zaraz potem dzwiek klaksonu, ktory sie zacial...
Wychodze przed dom i co widze? Samochod po czolowym zderzeniu z naroznym drzewem (po drugiej stronie ulicy na rogu), pusty i sasiad zapierdalajacy w skarpetkach po ulicy, z telefonem komorkowym w reku, dracy sie w nieboglosy "lapac tego czlowieka, LAPAC!!!".

No bo kierowca uciekl po prostu. Dwie minuty po wypadku zjawil sie pierwszy samochod policyjny. W przeciagu nastepnych pieciu podjechalo jeszcze szesc, zablokowali ulice, zaczeli wypytywac ludzi. Wrocil sasiad z pogoni - nie zlapal nieszczesnika. Jakas kobieta widziala go uciekajacego, najpierw zostala odpytana na okazje a potem policjanci powiedzieli jej, ze musi napisac i zlozyc im raport.

Mnie chwala bogu nikt o nic nie pytal. I. zglosil pretensje (bo mu w miedzyczasie wyslalam maila z opisem sytuacji), ze dlaczego nie robilam zdjec. Po prostu mi jakos nie przyszlo do glowy.
Zapewne nastepnym razem jak zobacze wypadek, to juz bede przygotowana, z aparatem i w ogole...
00:34 / 08.06.2004
link
komentarz (2)
Poniedzialek

Nic z tego nie rozumiem. Przez ostatnie dwa dni nie robilam nic, oprocz obiadu, jedzenia tegoz, lezenia na kanapie i czytania ksiazki - a wszystkie miesnie bola mnie, jakbym zaliczyla maraton. Cuda, panie, cuda...

Aha, oczywiscie seksilam sie przez ten czas tez, ale w koncu to robie w miare regularnie, i raczej nie 5 godzin non-stop, takze zupelnie nie widze powodow...
03:36 / 05.06.2004
link
komentarz (5)
Piatek, cd.

Jakie to kurwa slodkie, i jakie polskie:
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2113819.html

Badania na temat przemocy w rodzinie i uswiadomienia seksualnego, dotyczace osimnastolatkow i siedemnastolatkow. Pytania ankiety zbulwersowaly czesc nauczycieli i rodzicow. Ze ponoc "brudny jezyk", ze to "slowne molestowanie dzieci" i tem podobne brednie. Ciekawe, ze jakos sami ankietowani milcza i nie czuja sie zbulwersowani. Ciekawe, ze jakos protestujacym nie przyszlo do glowy, ze ankieta to nie podrecznik z wytycznymi do moralnego postepowania. Zreszta, o czym tu gadac. Wiecej niz 40% tych osiemnastolatkow ma juz za soba pierwsze doswiadczenia seksualne i czesto wiedza na temat seksu wiecej, niz ich wlasni rodzice.
Gdzie Rzym a gdzie Krym. Nie wspomne juz o tym, ze znacznie bardziej bulwersujace teksty mozna uslyszec na zwyklej ulicy.
23:34 / 04.06.2004
link
komentarz (0)
Piatek, cd.

No to powialo optymizmem, ze hoho. Kota wskoczyla mi radosnie na kolana, poczem zaczela czkac... w ostatniej chwili zestawilam ja na podloge, zaraz przed tym, jak puscila malowniczego pawia. Na dywan, obok mojego krzela i komputera, a jakze.
Poszlam po sciere, szczotke, wyczyscilam plame.. tia... ledwo wynioslam narzedzia, kota radosnie sruuuu puscila drugiego pawia, zaraz obok tego pierwszego.

Nie mam dzis juz wiecej kurwa nic do dodania.
20:50 / 04.06.2004
link
komentarz (0)
Piatek cd.

A tak w ogole to on jest zmeczony moim negatywnym podejsciem do rzeczywistosci. Jasne, keep smiling, tylko z czego ja mam sie kurwa cieszyc???? Skad brac ten optymizm????

Pojde opiluje sobie pazury i odkurze chalupe, to sie wypelnie optymizmem na dzis jak nic..
20:40 / 04.06.2004
link
komentarz (2)
Piatek

No, narzekalam wczoraj, ze sie nic nie dzieje, tak? No to mam. Znowu sie popstrykalismy z I. Najpierw poszlo o jego aplikacje o prace. Pisal ja juz trzeci dzien, ja zagladalam przez ramie. Patrze, patrze, a tam taaaaaki elaborat na co najmniej 10 stron:

- hm.. cos to piekelnie dlugie. Myslisz, ze komus sie bedzie chcialo czytac? Moze jednak krocej powinno byc?
- (z ironia i zdenerwowaniem w glosie odpowiada,0) - chcesz powiedziec, ze lepiej ode mnie znasz wymagania na stanowisko, na ktore aplikuje!?
- nie, ale wiesz, sama tez pisalam w zyciu kilka aplikacji o prace, poza tym przyjmowalam ludzi do pracy i czytalam ich CV, listy motywacyjne.. i na podstawie swojego doswiadczenia moge ci powiedziec, ze jak jest elaborat na wiecej niz 2 strony, to nikomu sie nie bedzie chcialo tego czytac.
- ja w swojej pracy potrzebuje writing skills i to ma za zadanie udowdnic, ze je posiadam
- writing skills w pracy inzyniera???
- (z politowaniem i zirytowaniem,0) - w swojej pracy kontaktuje sie z klientami, musze pisac emaile, dokumentacje, prezentacje
- no tak, ale to nie writing skills... normalna umiejetnosc pisania.. writing skills to sa potrzebne pisarzowi, dziennikarzowi, felietoniscie etc.

Bomba numer jeden, napiecie wzroslo. No ale nic, wrocil do pisania. Skonczyl, przysiadl sie do mnie i wzial do reki ksiazke ktora czytalam. Jak raz miala w tytule "panna" ale nie po angielsku (oryginal tez nie byl angielski,0) a ja zle przetlumaczylam panna, bo mi sie uzycie miss z mrs. popierdolilo. On mi na to, ze zle. Ja po zastanowieniu, ze byc moze zle, ale to dziwne, bo nauczycielka od angielskiego namietnie nas (dziewczyny,0) tytulowala mrs. i ja w zwiazku z tym nie wiem juz nic i jestem skolowana, formalnie jednakowoz sa 3 mozliwosci:
- ja zle zapamietalam
- nauczycielka zle uzywala tego tytulu
- I. nie ma racji,
przy czym mozliwosci numer trzy jest najmniej prawdopodobna.

I tu nastapila bomba numer dwa, poniewaz I. uznal, ze to jego obraza, ze ja "attack his credibility" i tak dalej. Dyskusja, wcale nie najmilsza, do drugiej w nocy.

On sie upiera przy swoim, ja przy swoim. On twierdzi, ze taki sposob formulowania watpliwosci to bezposredni atak na kogos, ze w tej kulturze nikt tak nie robi, ze to "rude" i powinnam to koniecznie zmienic. Ja mu na to, ze nie widze nic zlego w sugerowaniu, ze ktos moze sie mylic albo nie miec racji i powiedzeniu tego wprost. I tak w kolo macieju.

No i badz tu czlowieku madry. Ja osobiscie sadze, ze on jest mocno na tym punkcie przewrazliwiony; on sadzi, ze ja cierpie na "lack of social skills" oraz mam w dupie uczucia innych ludzi. No i kto ma racje?
Ja jestem w stanie pewnych rzeczy po prostu nie mowic, ugryzc sie w jezyk w odpowiednim momencie, ale sposobu wyrazania sie i formulowania mysli nie zmienie, bo to jest czesc mnie i mojej ekspresji po prostu, poza tym zloty jezyk dyplomacji (zwany potocznie owijaniem w bawelne,0) mie brzydzi doglebnie.
On uwaza, ze to ja powinnam sie zmienic, zeby sie dostosowac do norm panujacych w hamerykanskiej kulturze; ja uwazam, ze skoro WIE, iz w ten sposob sie wyrazam i nie jest moja intencja obrazanie go, to powinien po prostu sie przyzwyczaic i to zaakceptowac.

No i dupa, impas.
Niech to wszystko szlag trafi.
21:05 / 03.06.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

Gdybym byla Mamoniem z Rejsu napisalabym, ze "i nuda, i nic sie nie dzieje". Do rangi wydarzenia dnia urasta wycieczka do sklepu Sprinta i wykupienie sobie nowego serwisu oraz telefonu komorkowego (koniecznosc, mauzonek mnie opieprzyl za rachunek za poprzedni miesiac - $266 - dzieki zdzierczemu planowi cingulara,0) a potem zabawa z konfiguracja tegoz.
Telefon od przyjaciol, email - to sa wydarzenia dnia.
Znalezienie ogloszenia o pracy, do ktorego wydaje sie, ze pasuje, juz mnie nie podnieca wcale, bo jak dotad na zadne nie dostalam odpowiedzi to czemuz niby teraz mialby sie stac jakis cud?

Na grupie sun-alumni (na yahoo,0) rozgorzala dyskusja na temat outsourcingu. Ludziom sie to nie podoba, proponuja rozne rozwiazania - poczawszy od "make noise" w postaci pisania petycji i emaili, a skonczywszy na organizowaniu firm w miejscach w USA, gdzie jest w miare tanio (nieruchomosci, podatki stanowe, etc.,0).
Nie odzywam sie, bo i po co? Juz nawet tego mi sie nie chce. Ciekawe tylko, ze jakos jak narazie nikomu nie wpadlo do glowy, zeby lobbowac za obnizeniem podatkow. A moze komus wpadlo, nie wiem? Moze oni wiedza lepiej, ze w tej chwili obnizenie podatkow federalnych to byloby samobojstwo, przy takim deficycie budzetowym i ciagle powiekszajacych sie kosztach na wojne z Irakiem?

Kiedys, dawno temu, jak jeszcze mieszkalam w Polsce to myslalam, ze zero uregulowan prawnych i ograniczen w dziedzinie dzialania korporacji i wolnego rynku to jest dobrze; teraz widze, ze to gowno prawda, bo bizness ma dokladnie w dupie wszystko, poza osiaganiem maksymalnych zyskow. Nie ma znaczenia, czy np. zniszczy sie naturalne srodowisko gdzies, albo podtruje cala lokalna spolecznosc. Nie ma znaczenia, dopoki mozna sie z tego nachapac i nikt nie przylapie na takich praktykach. Historia rozwoju przemyslu w USA obfituje w cala mase przykladow na to.
Inny przyklad - powstawanie monopoli. Naturalna konsekwencja kapitalizmu i wolnego rynku. Bajki o konkurencji mozna sobie wsadzic w tylek, bo konkurencje albo sie niszczy albo wykupuje i tyle. Potem w dupe dostaja rowno wszyscy.

A tak w ogole najbardziej dreczy mnie jedno. Od strony zawodowej nie moge tutaj robic tego, co bym chciala i co mnie cieszy (robota edytorska i tlumaczenia,0), ze wzgledu na bariere jezykowa i nieoplacalnosc tego biznesu (rynek na tlumaczenia polsko-angielskie jest w Polsce i tak jest juz maksymalnie wysycony,0); musze wymyslec cos, co *moglabym* robic (czytaj: do czego ew. sie nadaje,0) i co zarazem dawaloby mi wystarczajace dochody zeby sie utrzymac. Sek w tym, ze nie za bardzo wiem, co to jest. Troche sie boje wpakowac czas i srodki w pojscie do szkoly i robienie projektowania graficznego albo grafiki komputerowej, bo sama nie wiem, czy mam do tego wystarczajacy talent i czy w ogole bede w zwiazku z tym w stanie sie z tego utrzymac. A co poza tym? Nie mam zadnych pomyslow :(
21:26 / 01.06.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

Koniec przyjemnosci, tj. urlopu, majtki na dupe i powrot do rzeczywistosci bezrobotnej. Fajnie bylo.
03:04 / 28.05.2004
link
komentarz (5)
Czwartek cd.

I jeszcze, jeszcze jedno. K. dzis przyszla odwiedzic I, ja bylam no i tak to sie stalam swiadkiem rozmowy miedzy wieloletnimi przyjaciolmi. Ona jest w fatalnym stanie psychicznym, depresja, mysli samobojcze... zaczelam z nia gadac i watpliwosci co do tego zycia, tamtego i sensow jakichs ma dokladnie takie same jak ja.
Nic nie ma, nic - jeno tyle, co kazdy sam sobie stworzy na wlasny uzytek, zeby egzystencje tu i teraz uczynic znosniejsza.

Jedyna roznica miedzy mna a nia polega na tym, ze ja nieco bardziej dostosowana jestem do takiego beznadziejnego zycia, z racji miejsca urodzenia i wychowania oraz studiow.. ona jest zupelnie bezbronna, jak i tysiace innych amerykanow. Ida najczesciej w koncu do lekarza a ten im przypisuje prozac i na tym sie konczy..... smutne.
03:00 / 28.05.2004
link
komentarz (1)
Czwartek, cd.

A w ogole to i tak sie czuje samotna i tak. Pewnie bedzie w ten sposob juz do konca zycia, i powinnam sie z tym pogodzic, a nie pierdolic bez sensu i miec oczekiwania bez sensu zupelnie.

No i oczywiscie po raz nie wiem ktory wkurwiam sie, ze nie jestem w stanie tak jasno, klarownie i sensownie napisac po angielsku tego, co po polsku jestem w stanie.

Ale nic to, Deep Forrest rules - jak ktos wie, o czym pisze...
02:57 / 28.05.2004
link
komentarz (0)
Czwartek

No, lepiej, przynajmniej chwilowo. Se tak zyje, tak normalnie, ze az rzyg.
I. ma urlop. Siedze i spie u niego codziennie. Zarcie, zalatwianie spraw, seks, seks, gotowanie obiadku, film, seks, spanie i tak to sobie leci. W sumie nie ma o czym nawet pisac, bo i co sie rozwodzic? Walnelam mu, ze z niego zwierze calkowicie udomowione, to sie usmiechnal i mnie przytulil.

Zapytalam, czy faktycznie jak ze mna przebywa, to sie mniej czuje zdolowany. Po 2 godzinach i wielkich zastanowieniach powiedzial, ze tak.

Tia.... badz czlowieku cierpliwy i uparty, a dostaniesz, co chcesz. Tyle, ze ja nie jestem wcale cierpliwa a upartosci starcza mi na dwa dni, z dzisiejszym. No i to wszystko jakos nie tak.... urlop, pojechaloby sie gdzies, zaszalalo..a tu zamiast tego dzien codzienny - zycie takie, jakie normalnie powinno byc szarego dnia, a nie podczas urlopu.. eh...

A on siedzi na dole i naprawia samochod i zaloze sie, ze jak przyjdzie na gore i zrobie zarcie to bedzie wniebowziety.

PS: jedyny plus tej calej sytuacji jest taki, ze odkrylam w sobie talenta kulinarne. Ha. Moze i zalapie sie do roboty jako kucharz... ale nie, gdzie tam. Przeciez trzeba miec doswiadczenie i referencje.
Ciekawa jestem, czy na stanowisko starszej babci klozetowej tez trzeba...
03:00 / 26.05.2004
link
komentarz (2)
Wtorek

No wkurwil mnie nlog. Najpierw jak chcialam dodac notke, to splunelo jakims idiotycznym komunikatem. Sprobowalam jeszcze raz, dodalo dwie takie same. Usilowalam skasowac jedna, to skasowalo obie.

Juz mi sie chyba kurwa nie chce nastepnej notki pisac...

AB: a ksiazek jak nie bylo tak nie ma.
21:12 / 18.05.2004
link
komentarz (1)
Wtorek

gdyby przyjac, w mysl popularnego powiedzenia, ze nadzieja jest matka idiotow, to trzebaby uznac przynajmniej ze 3/4 ludzkosci za totalnych idiotow.

Gdyby pociagnac to dalej - ze przeciez kazda matka kocha swoje dzieci - to wyjda nam juz miliardy ostatnich debili...

PS: wcale nie uwazam, ze przyslowia sa madroscia narodow. Wrecz przeciwnie: sa to raczej zlepki stereotypow i codziennych obserwacji podniesione do rangi kwantyfikatora ogolnego, co samo w sobie juz jest debilizmem i naduzyciem.
No ale who cares...
03:58 / 18.05.2004
link
komentarz (7)
Poniedzialek, cd.

Jak komus sie wydaje, ze w USA mozna zrobic kariere kopciuszka tj. z pucybuta stac sie milionerem, to jest w bledzie. To chyba jeden z najbardziej szkodliwych mitow.

No bo tak. Jesli sie nie ma doswiadczenia, wyksztalcenia albo pieniedzy na start, to nic z tego nie bedzie.

Roboty teoretycznie nie brak, ale jest to robota fizyczna i platna minimalnie za godzine: $7-$10. Pieniazki do reki, zadnych benefitow tj. zero ubezpieczenia, planu emerytalnego, mozna byc zwolnionym z godziny na godzine. Zeby cos zaoszczedzic, trzeba pracowac wiecej, a jak sie pracuje wiecej i po godzinach - to gdzie czas na szkole? Scenariusz typu idziemy do supermarketu za kasjera albo kelnerke do knapy nigdzie nie prowadzi, bo obecne menedzery robia wszystko, zeby uwalic konkurencje, w wyniku czego rotacja pracownikow jest kolosalna a warunki nie musza ulegac zmianie: zawsze znajdzie sie nastepny frajer albo nielegalny imigrant, co bedzie za taka stawke zasuwal...

A tu trzeba zaplacic rachunki co miesiac, ubezpieczenie za samochod, benzynke kupic.. jakiekolwiek wieksze wydatki np. w celu naprawienia czegos albo nie daj boze wizyty w szpitalu powoduja znalezienie sie na ulicy i w ten sposob kolko sie zamyka.

Tak. Wlasnie wyslalam swoje CV na ogloszenie o pracy: entry-level position, etat, platne $11/h...
Zaloze sie, ze bedzie zero odzewu. Z kazdym ogloszeniem tak jest: albo nie mam wystarczajacych kwalifikacji, albo mam za duze, albo nie mam doswiadczenia w danej dziedzinie - no bo zeby w sklepie za lada stac czy nawet byc durna sekretarka to trzeba miec lata doswiadczen w tej branzy.
22:09 / 17.05.2004
link
komentarz (3)
Poniedzialek

Normalnie dno. Zimno, cicho i nudno i aby patrzec, jak mi odpierdoli.

Wymyslilam teorie na temat dlaczego ludzie tyle zra: czuja sie pusci w srodku, musza wiec czyms ta dziure zapelnic a zarcie oprocz znakomitych wlasciwosci wypelniajacych ma jeszcze niezaprzeczalne walory smakowe i powoduje generacje tkanki tluszczowej. Sama radosc, nie?

Po raz pierwszy po weekendzie spedzonym z I. w poniedzialek czuje sie wyspana. Pewnie dlatego, ze snilo mi sie jakobym pracowala w przemysle pornograficznym w roli rezysera. Sen najwyrazniej byl na tyle zajmujacy, ze nawet sie nie obudzilam kiedy I. wstawal 6 razy i skrzypial lozkiem oraz podloga i spuszczal wode w kiblu.
03:27 / 12.05.2004
link
komentarz (5)
Wtorek cd.

Dialog z cyklu tzw. znaczacych:

- lubisz swoja prace?
- lubie.
- a co wlasciwie w niej lubisz?
- no..... nie wiem, nigdy sie nad tym nie zastanawialem.

Kurtyyyyyynaaaaaa!!!
01:29 / 12.05.2004
link
komentarz (2)
Wtorek, cd.

A teraz wkraczam w faze zastanawiania sie nad tym, co ze mna jest nie tak. Wiecie, takie rozwazania typu co by bylo gdyby ten pociag mi nie uciekl i nie musialabym teraz siedziec na peronie i rozmyslac o tym, co zrobic.

No bo tak. Od poczatku brak mi bylo zapalu i wlasciwej motywacji w zyciu. Ciagle mi cos nie pasowalo i ciagle cos sie nudzilo. Gdybym - zgodnie z marzeniami mojej matki - poszla na prawo albo medycyne (wiadomo, solidny zawod zawsze i wszedzie, tia... bo ludzie beda chorowac i beda sie wodzic za lby, niezaleznie od ustroju i zaawansowania cywilizacyjnego,0), to juz po 6-7 latach ciezkiego zakuwania moglabym liczyc na posade stazysty z minimalna placa i szerokimi mozliwosciami dupolistwa, otwierajacymi droge do szeroko pojetej kariery.

Na szczescie nigdy mnie to az tak nie pociagalo. Co potem. No moglam, jak juz uczepilam sie tych studiow filozoficznych, zostac na uniwerku. Ba, nawet w przelotach moj cud-miod-srud promotor mi to proponowal. Niestety, zbyt czesto zmienial zdanie i w koncu wkurwiona taka postawa, jako i jego uwagami w stylu "no potrzebna mi mila dziewczyna na katedrze, bo ktos kawe musi robic" - wybralam zycie z owczesnym facetem w Warszawie. Na poczatku bylo bidnie, bo ja konczylam magisterke, mieszkalismy z tesciami (jeden pokoj na stryszku w blizniaku, wspolna lazienka i kuchnia, tesciowa zaawansowana schizofrenia,0) a jemu nie chcialo sie pracowac. Potem ja znalazlam gownianie platna robote, jemu nadal sie nie chcialo pracowac i wszystko sie jeblo. Trzy lata to zajelo.

Przyszedl okres tulaczki, podczas ktorego robilam najrozniejsze dziwne rzeczy (np. dojezdzalam codziennie z Lodzi do Wawy do pracy i spowrotem..,0) i zyc mi sie odechciewalo coraz bardziej, az wreszcie przyszedl ten dzien: spotkalam mojego przyszlego mauzonka. Zapanowala sielanka, jako ze zakochalismy sie w sobie a mnie palmunia odjebala i stwierdzilam ze co tam, se wyemigruje do USA. Niewazne, ze nie gadalam po angielsku i ze nie mialam pojecia, co tam bede robic jak juz przybede. No.

Przybylam, zobaczylam, zaplakalam i tylko wsparciu moralnemu przyjaciol z Polski poprzez Internet zawdzieczam to, ze od razu nie wypierdolilam spowrotem do kraju. Pierwszy rok byl zajebiscie ciezki, naprawde.
Jakos go przezylam, znalazlam prace jako tester i znow sie zaczelo.
Zamiast myslec o wlasnej karierze, robic studia - np. MBA albo Computer Science (tutaj sa takie na topie,0), to ja sie opierdalalam i "szukalam z dupa smaku" jak to mawiala moja rodzicielka. Jak widac, nie znalazlam, malzenstwo sie rozjebalo a ja nadal w punkcie wyjscia jestem.

Wesolo kurwa jest, nie?
01:03 / 12.05.2004
link
komentarz (0)
Wtorek cd.

Zazdroszcze ludiom, ktorzy maja swoje domy, rodziny i bliskich, ktorzy ich kochaja. Zazdroszcze, bo ja nie mam.

Dni gnaja do przodu z szalencza predkoscia, a ja stoje w miejscu, pociag z przyjemnosciami tego zycia wlasnie mnie mija, gwizdzac wyniosle i blyskajac tylnymi swiatlami stopu. Zostaje tylko smrodek w nozdrzach i nie do konca rozwiana mgla.
21:16 / 11.05.2004
link
komentarz (3)
Wtorek

Moj boze, alez ja tu pierdoly wypisuje. Tak naprawde to nie ma to wszystko znaczenia, funkcjonuje na zasadzie okruchu, ktorego sie czepiam, zeby miec co obracac w palcach i na czym skupic uwage, zajac mysli.
Tak naprawde to dreczy mnie coraz bardziej narastajaca depresja; im mniej widokow na prace, tym gorzej. Tymczasem, zeby cos zaczac robic trzeba miec na to sily.. i to cala kupe i jeszcze mniejsza kupke - no bo robienie na raz szkoly i zasuwanie w jakiejs gownianie platnej robocie na godziny wymaga nie lada determinacji. A ja mam klopoty z wyjsciem z domu... moj boze.

No i jeszcze I. ze swoim typowym amerykanskim podejsciem do problemow: dam Ci recepte i rob wedlug niej. Niewazne, ze taka recepte mozna dac kazdemu bezrobotnemu, ze jest ona calkowicie bezosobowym zlepkiem komunalow. On wsparcia udzielil i to na tym polega. Bo tutaj kazdy ze swoimi problemami musi sie gryzc sam a ja niestety przegrywam, bo nie umiem.

Praca, praca, praca i jeszcze raz praca. Jesli dla kogos praca nie jest celem zycia i nie bardzo mu sie chce cos robic w kierunku kariery, to znaczy ze jest leniwy i zasluzyl sobie na niepowodzenia. To wszak jego wina.

A na czym ma polegac wsparcie? Koronny argument zaraz wylazi, ze przeciez nikt nic za mnie nie zrobi i jak ja sie moge czegos takiego domagac. Otoz, nie domagam sie. Wystarczy, zeby ktos mnie rozumial, wysluchal, byl blisko, zebym czula przyjazna i bratnia dusze i wiedziala, ze moge wszystko powiedziec i wyzalic sie - ze nie bede za to potepiona, osadzona, nie dostane wiazki glupich bezosobowych rad albo co gorsza odzywki typu "no przestan wreszcie smecic".
Od I. takiego wsparcia nie dostaje.

Byc moze Z. i A. mialy racje mowiac, ze on nie jest dla mnie.
22:07 / 10.05.2004
link
komentarz (0)
Poniedzialek

postepy robie w customizacji mojego samochodu. Kupilam sobie pokrowiec na kierownice, ze wzgledow czysto praktycznych: interior mam ciemnogranatowy i tak sie rozgrzewa na sloncu, ze az parzy w lapy i nie da sie prowadzic.Inna sprawa, ze wyglada kierownica w tym ubranku jak oponka...
Poza tym I. mi zainstalowal z przodu na desce rozdzielczej kompas - taki, jaki mozna spotkac na wyposazeniu malej lodki. Osobiscie wolalam GPSa z mapa, ale jak zobaczylam ceny to ochota mi przeszla.

Weekend tak w ogole spedzony z I.
Byl wniebowziety, stesknil sie, bylo fajnie, oh-i-ah, depresja oraz nastroj przygnebienia od razu mu przeszly i te rzeczy.
Po raz nie wiem ktory okazuje sie znow, ze nie mozna dac chlopu sie za bardzo przyzwyczaic do siebie i byc za dobrym. Po widmie wycofania sie i olania od razu docenia to co ma i jaki mily potrafi byc...

eh!

Po wizycie w myjni wreszcie zauwazylam, ze moj samochod ma faktycznie bialy kolor, a nie szaroburo-zoltawy, tak jak na oko wygladal...

20:50 / 06.05.2004
link
komentarz (6)
Czwartek

Burza zazegnana. Skasowal na moja prosbe, bez czytania, tego maila w ktorym mu nabluzgalam od dusigroszy, dupkow i tym podobnych i kazalam sie wypchac. Zamiast tego grzecznie wytlumaczylam o co mi chodzilo. No, nie do konca o to, ale przeciez nie da sie powiedziec wszystkiego....
I coz sie okazalo. Deklaracje zadne nie padly, o nie. Bo on niegotowy, musi najpierw oszczedzic kase, a w ogole to wolno strasznie sie przekonuje do kogokolwiek i takie tam duperele. Ot, w sumie dosc malostkowa natura, ze sie tak wrednie wyraze. Po moim zapewnieniu, ze nie chce od niego zadnej kasy najwyrazniej mu ulzylo i nabral do mnie szacunku - a u mnie wrecz na odwrot - jego akcje spadly.
No ale coz. Biore z calym dobytkiem inwentarza, albo odkrecam sie na piecie. Narazie sie nie odkrece, ale jakos zdecydowanie podzialalo to na mnie wszystko jak kubel zimnej wody na leb.

No bo sami powiedzcie, co mozna sobie pomyslec o facecie, z ktorym sie spotyka, seksi i w ogole a ktory oswiadcza, ze powinnam mu odpalic jakas kase za to, ze konsumuje u niego w domu jakies drinki i zarcie? Zalamac sie mozna, nie?

W ogole to wszystko nie nastraja optymistycznie. Po raz nie wiem ktory doszlam do wniosku (potwierdzonego zreszta przez A., ktora tutaj mieszka juz kilkanascie lat,0) ze Amerykanie to jednak maja tylko te dularki w oczach i przez ich pryzmat oceniaja wszystko i wszystkich. Chlopa, ktoryby nie przerazil sie baba, co to by chciala miec w nim jakies oparcie i pomoc, albo nie daj boze byc na jego utrzymaniu to ze swieca trzeba szukac. Wszyscy oczekuja kobiet wyemancypownych, samodzielnych, dobrze zarabiajacych i najlepiej jeszcze zeby byla ladna, atrakcyjna, seksowna i zadbana. No. A ja sie w takim razie pytam, na chuja w ogole takiej babie chlopina dusigrosz?

Coz, wychodzi na to, ze bede sie musiala zaczac emancypowac i "rozwijac kariere" khem khem - czytaj - zaczac wlazic w dupe przelozonym i szefom i liczyc jazdego dularka.
No ciekawe, jak mi to bedzie wychodzic...Trzeba bedzie zalozyc maske cynizmu na ryja znow.

To jest zupelnie inna mentalnosc. Mierzenie sukcesu czlowieka poprzez pryzmat tego, czy jest w stanie zarobic kase i ile. Nie licza sie idealy, marzenia, zadne takie. Nie. Wszystko musi byc sprzedawalne i najlepiej jak za najwieksza kapuche. Jak nie - to znaczy ze gowno warte.
Joj. Ciesze sie jak skurwysyn, ze wlascicielowspolmieszkaniec takiego podejscia do zycia nie ma.
21:56 / 05.05.2004
link
komentarz (4)
Sroda

Stan zawieszenia trwa. Jednak mi na nim zalezy.. wyslalam przepraszajacego maila, zostawilam wiadomosc na komorce i czekam... teraz kolej na jego krok.
Jesli wszystko sie od tego zawali i pierdolnie - coz, bedzie mi ciezko jakis czas, ale przezyje...
Bedzie mi go bardzo brak i smutno, ale przezyje...
07:21 / 05.05.2004
link
komentarz (4)
Wtorek, noc

Kto kogo zniszczy, czyje zdanie przewazy? Kto okaze sie silniejszy? Dostalam niezlego kopa ale.... potrafie sie odwinac. Tylko czy na tym to ma polegac? Chyba nie...
06:52 / 05.05.2004
link
komentarz (0)
Wtorek cdd.

No dobra, poplacze sobie z pare dni, a potem zycie potoczy sie dalej.
Na pochybel idiotom i nie dbajacym o nic dupkom :(
05:45 / 05.05.2004
link
komentarz (0)
Wtorek cdd.

Mam dosc, dosc spotykania sie z pierdolonymi dupkami, dla ktorych ponoc jestem wyjatkowa osoba, ale nie na tyle wyjatkowa, zeby w razie sytuacji typu emergency (powiedzmy, ze laduje w szpitalu i nie moge pracowac przez pare miesiecy,0) byli w stanie zrezygnowac ze swojego planu oszczednosci i marzen o kupnie domu.

LUDZIE!!!!! Niech mnie ktos pierdolnie w leb, ale ja tego nie pojmuje, kurwa nie pojmuje - jak mozna przedkladac mamone nad cudze zdrowie i zycie????
Psioczylam tyle na mojego mauzonka, ale gdyby on mial takie podejscie jak I. to ja bym kurwa zdechla na tego raka tarczycy i tyle by mnie na tym swiecie widzieli.

Tak, jestem w tej chwili malo trzezwa (i moze dobrze, bo mam odwage wypluc ze siebie wszystko,0), ale to co mowie, to nie sa jakies bajki! On nigdy od nikogo nic nie dostanie, jak bedzie wszystkie kobiety tak traktowal. Nie dziwne, ze zadna jak do tej pory nie chciala z nim zostac. Po co? Z kim? Z kims, kto bardziej sie liczy z kasa niz z osoba?

To ja juz wole przewracac hamburgery, ale miec przyjaciol, ktorym moge zaufac i o ktorych wiem, ze mi pomoga tak samo jak ja im w razie potrzeby.

PS: no i chuj, teraz sie pojebalo juz na dwoch frontach. Pracy i zycia osobistego. Niech no jeszcze wlascicielowspolmieszkaniec mi powie, zebym sie wynosila, i palne sobie w leb, a raczej zalatwie sie w prostrzy sposob, bo skad na litosc boska bym teraz wziela guna?
03:32 / 05.05.2004
link
komentarz (0)
Wtorek cd.

No to mu wygarnelam. Az sie poplakalam. Ciekawe, jaka bedzie odpowiedz. Juz tak mam, co na mysli, to i na jezyku - nie umiem tego w sobie dlugo trzymac.
02:31 / 05.05.2004
link
komentarz (0)
Wtorek

Pierdole to, nie bede sie uczyc programowac i tracic na to czasu. Im dalej w las, tym wieksze problemy mi to sprawia, tym wieksza frustracja i opor materii.
Niby z ta umiejetnoscia moglabym wiecej zarabiac - ale jakim kosztem? Juz prawie zapomnialam, jak strasznie sie wkurwialam pracujac jako tester... eh.

Szkoda tylko, ze I. ma do wszystkiego podejscie takie, jakie ma. Kiedys rozmawialam z nim na temat mojej przyjaciolki i jej podejscia do zycia. Tradycjonalistka jest i uwaza, ze chlop powinien babe utrzymywac. Wywiazala sie na ten temat dyskusja... jak najpierw twierdzil, ze moglby sie spokojnie z nia spotykac (bo atrakcyjna jest,0) tak po tym stwierdzeniu kategorycznie odmowil. Ergo: moze byc tylko z kobieta, ktora sama zarabia na swoje utrzymanie i do ktorej nie musi dokladac.
Zmrozilo mnie to nieco bo.... coz, jak kazda baba wybiegam nieco mysla w przyszlosc i tak wlasnie juz przed oczami widzialam sytuacje, w ktorej np. trace prace albo mam jakis wypadek i... bujaj sie Fela, sama.

Az mi sie plakac zachcialo. Moze ja i idealistyczna jestem.. ale coz, uwazam, ze jak dwoje ludzi ze soba jest, to troche wiecej to znaczy niz tylko spotykac sie kiedy jest fajnie, ladnie i nikt nie ma klopotow.

A moze go zle oceniam. Sama juz nie wiem. Tyle, ze ten problem stoi mi oscia w gardle... nie pozwala jakos sie zblizyc za bardzo, czuje niewidzialna bariere, ktora mnie hamuje. Tak jakby wystawial tarcze ochronne. A moze to nie tarcza, moze to egoizm?

eh.....
Ide napije sie wina a potem siadam do Illustratora. Musze sie doszkolic na tyle, zeby se wlasna wizytowke zaprojektowac i *jakos* na zwyklej drukarce wydrukowac. Jak ktos wie jak, to ja z checia poslucham rad i wskazowek.
05:57 / 04.05.2004
link
komentarz (4)
Poniedzialek cd.

No to se porozmawialam. Od tej rozmowy zrobilo mi sie najpierw niedobrze a potem przyszedl wkurw. Ja tu wylewam swoje zale egzystencjalne, zastanawiam sie nad tym co z soba zrobic, i taka oto dostaje odpowiedz: pracuj ciezko nad znalezieniem pracy, to jest teraz twoja praca.

No chce mi sie palnac lbem w sciane i zaczac wyc.
Cos mi sie robi, jak po raz kolejny slysze, ze jesli cos sie w zyciu nie udaje, to dlatego, ze za malo nad tym pracowalismy.
Niech mi jeszcze ktos palnie, ze ciezka praca mozna zostac drugim Einsteinem albo Chopinem, to mu pojde i zapierdole po prostu. I to miala byc postawa a la "jestem supportive". Prawie calkiem tak, jak moj mauzonek. Takie to supportive, jako ja baletnica w teatrze wielkim w Moskwie.

PS: jakbym nie pracowala juz prawie od 10 lat, to jeszcze bym se pomyslala, ze faktycznie ciezka praca mozna wszystko osiagnac. Niestety, zbyt wiele syfu, swinstwa, machloj i udupiania po drodze widzialam, zeby jeszcze w te bajedy wierzyc :(
05:26 / 04.05.2004
link
komentarz (1)
Poniedzialek wieczor

Ksiazki Coelho szarpia wnetrznosci i zmuszaja - przynajmniej mnie - do przemyslenia swojego zycia.

Z jednej strony nie bylo tak zle - w sumie podazalam za swoimi marzeniami. Skonczylam studia dla wlasnej li tylko przyjemnosci i dlatego, ze mnie temat interesowal (no bo z filozofii nie oszukujmy sie, wyzyc nie sposob,0); poszlam najpierw za jednym facetem, potem za drugim, rzucajac niemalze wszystko i zachowujac sie jak osoba szalona. Ba, szczytowym punktem tegoz byla emigracja do USA z powodu zakochania sie w moim (juz niedlugo bylym,0) mauzonku.

Praca testera byla z czystego wyrachowania i w wiekszosci czasu rzygac mi sie na nia chcialo prawde mowiac, chociaz wykonywalam ja bardzo dobrze z wrednego poczucia obowiazku i wrodzonej sklonnosci do perfekcji (ktora notabene szkoda, ze nie objawia sie rowniez i w innych dziedzinach...,0)

Jakos wtedy mialam sily na sprobowanie jeszcze raz i na ryzyko. Teraz raptem - czy to objaw starosci??? - boje sie po prostu. No bo co bedzie, jak sie nie uda? Z czego bede zyc? Jak bedzie wygladac moje zycie za pare lat? Kto bedzie placil rachunki i za plan emerytalny?
Myslenie o tym zabija wszelaka radosc zycia i entuzjazm, niestety :(
Swiat dookola jest pelen takich wypalonych, wydrazonych (jak to Elliot pisal,0) ludzi, przypominajacych chocholy albo puste tykwy. Uderzysz taka tykwe i jedyny dzwiek, jaki da sie uslyszec, to odbite echo innych....

Strach, strach, strach.... zabija dusze, czyz nie? Zreszta, nie mam pojecia czy cos takiego jak dusza istnieje ani co to jest; strach napewno zabija marzenia, a bez marzen to jak te tykwy... albo cymbaly brzmiace. Bue.

Takie mam kurwa watpliwosci, a BOJE SIE porozmawiac z I. - osoba mi bardzo bliska o tym, co mnie gnebi. Bo moze nie zrozumie. Pomysli, ze mi odjebalo. Albo, co gorsza wyslucha, wpadnie mu jednym uchem, a wyleci drugim. eh....
23:14 / 03.05.2004
link
komentarz (1)
Poniedzialek

O czymze tu pisac na amerykanskim bruku? Dzis chyba nie chce mi sie specjalnie o niczym pisac. Poczekam, az bede miala cos do powiedzenia, albowiem "blogoslawieni ci, co nie maja nic do powiedzenia, a mimo to milcza" :,0),0),0),0)

Ta maksyme powinno sobie wziac do serca wiekszosc rodakow...
20:28 / 30.04.2004
link
komentarz (0)
No tak.
Po rekruterce ani widu ani slychu, czyli tak zwana dupa a nie praca. Moglaby sie odezwac i cos powiedziec - tak albo nie - no ale po co.
To nie tylko w Polsce tak jest, ze jak nawal pracownikow a ofert malo, to wszyscy raptem zaczynaja miec w dupie konwenanse i dobre wychowanie.

Tak czy siak zaczynam sie frustrowac i to powaznie. Niby z glodu nie zdycham, narazie mam gdzie mieszkac, ale to wszystlo sytuacja dalece tymczasowa. Prace znalezc musze a juz mi sie wyczerpaly wszystkie pomysly. Jakos isc stac za kasa do Safeway'a nie mam najmniejszej ochoty, tudziez zasuwac jako kelnerka albo sprzataczka :(
Zreszta, wygrzebac sie potem z takiej pracy na cos lepszego to zakrawa na cud ciezki. No i co tu kurwa zrobic???? Trzeba mi rozpaczliwie znajomosci, i to znajomosci *wlasciwych*. Tych jakos nie widac na horyzoncie.

Im wieksza we mnie desperacja rosnie tym jakos mniej sie dziwie babom, ktore dla zdobycia roboty gotowe sa przespac sie z kim trzeba. Tutaj czlowiek bez pracy to jest ostatnie dno do pogardzania i trudno sie dziwic, ze w warunkach ciezkiej konkurencji kazdy sie ima wszelkich sposobow.

Zlosliwie jeszcze od siebie dodam, ze babka, ktora sie przespi z szefem a prace dostanie mniej jest spolecznie pogardzana niz ktos, kto zyje na zasilku i roboty nie ma....
18:48 / 29.04.2004
link
komentarz (3)
Tia....
Jak to babie niewiele potrzeba, zeby sie odmienilo. Wczorajszy mail o tytule "hej, chyba mamy powazny problem" o malo nie przyprawil mnie o zawal serca. Zagladam, a tam w tresci: "... nie calowalem Cie przez ostatnie pare godzin..".
Slodkie, nie? Roztopilam sie zupelnie, wsadzilam dupe w samochod i przyjechalam. Wszelkie watpliwosci i inne takie kurwy poszly daleko w kat... tia....
[tak wiem, o rzeczach slodkich, romantycznych i miziatych nie umiem *w ogole* pisac, i na sama mysl nawet jak zaczynam, to az mi sie cos robi...musze gdzies jakas kurwe albo cholere wcisnac, bo bez tego wrecz sie chora czuje :-PPP]

A tak poza tym, poza tym, to....NIECH MI KTOS DA PRACE WRESZCIE!!!! A!!!!
23:28 / 27.04.2004
link
komentarz (4)
Jednak
napisze, jak bylo w ten weekend, bo coraz bardziej mi to zalazi za skore. W sobote zaraz z rana, po owej imprezie (na ktorej brutalnie rzecz ujmujac wypilam za duzo - to jakby sie kto nie domyslil wczesniej...,0) pojechalismy do znajomego I. pomoc w przeprowadzce. Na szczescie nie mial zawrotnej ilosci gratow a i przybylismy dosc pozno, wiec zalapalismy sie wlasciwie na rozladowywanie. Niby nic.. ale o chryste, apartament na pietrze, strome krecone drewniane schody. Po kilku rundkach juz mialam dosyc, dotrwalam jednak do konca. Rozwalilismy sie na slicznym tarasiku (naprawde ladny, na dodatek upiekszony niesamowita kolekcja bonsaiow,0), popijali co kto chcial i zbijali baki, T. zas usilowal na powrot zlozyc futon. Meczyl sie meczyl ze 20 minut, ja w koncu dostalam ciezkiego ataku smiechu... podeszlam, rozwiazalam problem w przeciagu 10 sekund....
T. popatrzyl wzrokiem piorunujacym.

Wieczorem jak zwykle zrobienie obiadu, popalenie, popicie i ogladanie filmu.

Niedziela stanela pod znakiem kupowania kanapy. Niby nic, ale pierdolenia z tym wyszlo pare godzin: pozyczyc ciezarowke, obleciec Ikee, zaladowac, rozladowac, wniesc, wyniesc stara itd. a to wszystko w zajobnej temperaturce cos kolo 30 st C. (bo sie kurwa raptem lato zrobilo!,0). Efekt: padlam niemalze na ryja. Zrec, obejrzec film, do wyra.

Poniedzialek rano: I. obwiescil, ze pierdoli prace, zadzwonil i powiedzial, ze dnia owego jest "sick". Pojechalismy wobec tego do home depot robic zakupy w celu "usprawnienia apartamenta" jak to I. okreslil. Nabyl w zwiazku z tym dwa wiatraki (jeden wiszacy,0) i cala mase innych rzeczy. Po przybyciu na miejsce zaczal montaz wiatraka sufitowego w living roomie. Trzeba bylo wywiercic dziure w suficie, co poczynil.. ja siedzialam za kompem, pol minuty pozniej sie odwracam i co widze? Kupe syfu, trocin i smiecia na I, na stole, na dywanie, wszedzie - plus jeszcze latajacy syf w powietrzu. No bo takim czyms ten sufit byl uszczelniony najwyrazniej... i po wycieciu dziury sie wszystko wysypalo... potem sprzatanie, papu i film.

Dzis rano wreszcie dotarlam do domu po tych 4 dniach... I. pisze maila... i co? No i w ogole fajnie bylo, milo i mu sie podobalo.

Ja sie podlamalam.... aaa!!!!! Toz to wlasnie zwykla codzienna rutyna, juz mi sie zaczyna nudzic... a dla niego, dla niego to wlasnie jest fajne: pracowac od dziewiatej do piatej, w wolnym czasie spotkac sie z przyjaciolmi, pojsc na jakies party, obejrzec film... oszczedzic na zakup domu i paru nieruchomosci, zeby miec dodatkowe zrodlo dochodu. I juz. I tyle. Az mnie korcilo zeby palnac cos o malej mieszczanskiej stabilizacji...

Zalamalam sie. Nie wiem, czy jest w jego zyciu miejsce na mnie. Chyba nawet nie chce sie pytac... Nie wiem.

Niech cos sie wreszcie stanie, bo zwariuje. Monotonia mnie zabija...
19:39 / 27.04.2004
link
komentarz (0)
I jeszcze
ta zanikajaca ochota na seks. Nie, nie u mnie...
19:10 / 27.04.2004
link
komentarz (2)
Codzienna rutyna.
Praca, zarcie, odpoczynek (najczesciej za pudlem z butelka piwka albo innego ulubinonego alkoholu,0), spac. I znow, praca, zarcie, spac.

Jak sie od tego uchronic? W roznych ksiazkach (np. Coelho,0) i filmach bebnia do usrania, zeby byc soba, nie rezygnowac z marzen, robic to co sie chce i tak dalej.
Tralala.
Swiat jednak ustawiony tak, ze sie nie da. Wezmy np. mnie. Jak raz to, co chcialabym robic, to mozna miedzy hobby wlozyc, nie placa za to, a nawet jak placa, to takie gowniane pieniadze, ze trzeba miec druga robote, z ktorej daloby sie poplacic rachunki, nalac benzynki do samochodu etc.
Zeby do czegos dojsc - do etapu, w ktorym juz wcale nie musowo pracowac albo sie martwic o prace zarobkowa, to trzeba albo sie bogatym urodzic albo zapierdzielac z nosem przy ziemi niewiadomo ile lat (czyli, nastepna rutyna,0).
I co?

Prawda niestety jest nader smutna: jakiekolwiek badz spoleczenstwo promuje, wychowuje i na sile urabia osobnikow skrajnie konformistycznych i oportunistycznych. Praca, rodzina, maly domek, pieseczek i koteczek, siedziec cicho, nie bulgotac, nie burzyc zastanego porzadku, chodzic glosowac na naszych kandydatow, placic podatki, wreszcie umrzec. Uf.
A niech sie ktos sproboje wychylic: bedzie tepiony poczawszy od szkoly podstawowej a na sasiadach konczac.
Oryginaly nie maja lekkiego zycia.. oj nie.

Takie mnie smutne refleksje naszly po obejrzeniu wczoraj American Beauty. Ludzie, ktorzy sie buntuja, albo koncza swoje zycie w mniej lub bardziej spektakularny sposob, albo sa przeganiani z kata w kat i istnieja na obrzezach spoleczenstwa, a nieraz cywilizacji. Czy warto?
Jakos nie jestem o tym calkowicie przekonana...
04:11 / 26.04.2004
link
komentarz (3)
Nic
nie pisalam juz troche.... a impreza byla, kurwa, impreza...
Pamietam wszystko, niestety. Ten taniec ala(uhahah,0) erotyczny tez. Na stole. Na srodku lodki