sinuhe // odwiedzony 83726 razy // [nlog_pierwszy_vain szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (175 sztuk)
09:06 / 08.09.2012
link
komentarz (6)
***


Sławomir Różyc. Kroniki portowe. III. Bramy Delfina
III. Pigmalion. Ming



Ich stukanie dyskretne bo ciężarem głuche
Stukają w brzeg szafki niby przez tekturę
Tętnią nam wypukłe wabią ciepłem strawy
Wdzięczne choć bezdźwięczne odgłosy wydają


Lśniące są okrągłe z dynastii Gomułki
Po obwodzie większym łatwej słońce złowić
Ono przeskakuje niechciane buraczki
Szkliwem zygzakuje po kości słoniowej


Czy za sprawą glinki ? - oglądamy z księdzem
Michał nie chce wierzyć choć już wyblakł szlaczek
W co masy widelcem niegdyś w kombinatach
Dla ojca stylowe ? - ksiądz czyta pod spodem

Dźwięcznie zgłoski składa co niegdyś bezdźwięczne
Spółdzielnia Przyjaźń. Miejskie Bary Mleczne




IV. Atrament



Około dziesiątej na badaniach Jesień
W skromnej sukieneczce na chudnącym ciele
Ostrej jej w powietrzu niepodobnej zebrać
Strzępka rannych rozmów w kart choroby szelest


W zaciszu Chirurgii w jej kątach najdalszych
Czy zdoła stetoskop wydobyć atrament
Czule pędzel wznosi w noc bobrowym włosiem
Miękko za oknami spija w czerniach granat


Czy cień by zaistniał bez pasmem odbitych
Lanc świetlnych o komin z obłości księżyca
Ostrza rozczapierza w napowietrznych drutach
Jak raróg skrzydłami trwoniący swój poblask


W cztery strony pomknie atłasem Miesiączek
Cień brzozy deseniem mierzy do kołnierza
Szemrze w miejsce listków - Anno - po imieniu
Baletki dziś w bieli zasznuruj wysoko


Chwycę cie w konarach po wilgotne pachy
Mrugniesz mi tej nocy bystro mroźnym szkliwem
Z fiakra od Laurenta szczypiącym powiewam
Bo w skrach zatrzymany peniuar Ci niosę


Gdzieś o jedenastej czarny frak obciągam
Choć w kątach najdalszych już wiruje kokon
Co nawija sznurki trzeszczy sadza z motków
Cylindrem okrywam błyszczącą łysinę


On – Gotów ! - latarnia w alejce wśród klonów
Światłem przez nów sięga przecina nów łamie
Po maźnięciach srebrem herbaciane krople
Gaszą odrobinę chrzęszczące mankiety


Latarnia po trawie blask klosza przypina
A co jej po wiedzy z Księgi Liczb wiadomej
Że Czas z nowiem miesiąc w przestrzeni ustala
Czy znając proporcje przykładamy miarę ?


Czy w szpitalnym kącie muszą jęczeć zwoje
Czy latarnia tupiąc z dnia ścierpnięte stopy
Już po stawach chrupie prostując palcami
Przez chwilę zamiera na miarowy stukot


W pół do jedenastej alejką wzdłuż ławek
Które w ich drzemaniach z szpitalnego okna
Zwykle nie dostrzegasz bo flamandzką zieleń
Bardziej im z pni w brązach zniewoliła jesień


A jeszcze kobietki wciska w płaszcz obszerny
Trzeba aż latarni by pierś kształtną dobyć
Czy makler w cylindrze potrafi być bardem ?
Lekko dźwiękiem z cyny tupot pantofelków


A gdzie stawia stopę w mały czynel dzwonić
Póki łydka naga złoconym klarnetem
Niby jej przez mostek na mostka obcasie
Zanim kruchą w kostce obcisła cholewa


Na zimę w pociągłym futerale domknie
Pnie się jedenastą po schodach zgrabniutko
Kołysze się w burtach do Anioła siostra
W kącie z szmeru wirów owal kapelusza


Ona na dyżurce z magmy dratew ciemnych
Przez twarze skostniałe On swą twarz przeciska
A tyle w niej krzyku co w ich wargach skrzywień
W wyrwie z prostych kantach już Król korytarzem


Spogląda na księżyc było że dojrzewał
Szybciej lipcem gęstniał gdy okna otwarte
Dziś klamek nie ziębi bo duszę odnalazł
Gdzie embrion z kokonu powoli dziś skapnie


Drzwi tam nie pojękną przecież Henio wrócił
A żółć po tężniach nie dobędzie syku
Administratorom nagle ciąży w grdykach
Blady Pigmalion już płaszcza dotyka


Ożywiona materia wdzięczy się do swoich
Palczaste włókna - ale o tym - lepiej
Szeptów ćmy posłuchać
Jakie nam stetoskop złowił do słuchawek




V. Michał Anioł. Rozmowy o prowiancie


Ileż z tą łyżką bohaterskich czynów
Można dokonać ruszając uszami
Ileż głębin z marchwią ileż kapuśniaków
Przemierzył łyżki liść aluminiowy


Ty mnie Aniele zabierz na wyprawę
Spójrz na herosów na tych łózkach w szereg
Siła w nich tli jeszcze chociaż oko słabe
Opowiedz mi jakąś nim opuścisz Jolkos


Opowiem ci siostro w czepeczku na spinkach
W rzęsach takiej prędkiej niby sójek trzepot
Jeśli łyżkę kiedyś pod spódniczkę włożysz
Jej chłód w figlarny uśmieszek obleczesz


O ten trzepot śmiechu na dalekich morzach
Postrącamy smoki i harpie powietrzne






metafizycznie ...


>