Wpis który komentujesz: | Byłem u K. Wstawiłem nasze wspólne zdjęcie w ramkę, okrasiłem to pięknymi słowami, zaopatrzyłem się w czerwoną różyczkę i udałem się do Niej. Mam wrażenie, że Jej mama bardzo mnie polubiła. Tatę dopiero dziś poznałem...Wydaje się być dość surowym człowiekiem, ale chyba zaprezentowałem się z dobrej strony. Ze starszymi ludźmi chyba potrafię się bardzo dobrze porozumieć i odbierają mnie pozytywnie. K. oczywiście nie wiedziała co to za okazja, ale nie było to dla mnie jakieś bolesne...W sumie ja też uświadomiłem sobie to dopiero nad ranem - wydawało mi się, że to miało miejsce 6-ego... Wczoraj minął rok...Dokładnie tyle czasu temu odebrałem telefon od mojego przyjaciela, który zaprosił mnie na koncert. Nie zastanawiając się długo zgodziłem się, bo impreza w dobrym gronie i obietnica poznania kilku fajnych dziewczyn, była nie do odrzucenia. Pamiętam ten dzień jak dziś... Wszystko zaczęło się zupełnie inaczej w stosunku do sytuacji obecnej. Była E. która urzekła mnie gracją z jaką wymiotowała pod stół i która skradła mi serce na wiele miesięcy...Czy były zmarnowane? Trudno stwierdzić. Chyba tak naprawdę w głębi duszy wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Mój przyjaciel powiedział mi, że jestem typem człowieka, który lubi walczyć o coś, czego zdobyć się nie da - taki don Kichot. Nie liczy się dla mnie osiągnięcie celu, a sama walka o niego...Chyba jest w tym sporo prawdy a zarazem duża dawka ascetyzmu i sadomacho...Czyż nie? Była też K. i Jej pierwsze pamiętne słowa wypowiedziane do mnie (poza oficjalnym zapoznaniem się): "I co tam ciekawego powiesz". Moja odpiwedź była krótka: "Proszę, tylko nie do mnie z takim tekstem dziewczyno". Nienawidzę takich pytań...Po pierwsze kojarzą mi się z M. a po drugie...nie wiem, wydają mi się takie...puste. I załapała mega minusa. Więcej rozmowy nie było. A teraz? Jest moją najlepszą przyajciółką, najbliższą mi dziewczyną, która zachwyca mnie i zaskakuje co chwila. Mimo swojego wieku nie jest jak inne nastolatki, ma swoje zasady, które bardzo mi się podobają, jest piękna, inteligentna, pracowita, ma zapał i siłę do osiągania celów, które sobie wyznacza...Ma chyba wszystkie te cechy, które tak bardzo cenię u ludzi. I jest wyjątkiem w moim życiu. Zazwyczaj bywa tak, że jak poznaje dziewczynę i mi się podoba, to ją idealizuję i dopiero po jakimś czasie moje zmysły dopuszczają do siebie prawdę, która wcale nie jest tak piękna, jakby się wydawać mogło. A z K. było właśnie na odwrót. Na początku ta niechęć, którą do Niej poczułem. Świetna uczennica, snobka, mająca bardzo wysokie mniemanie o sobie...I dopiero gdy zacząłem Ją bliżej poznawać, przekonałem się, że i te wyobrażenia były mylne, że wcale nie miałem racji, tak Ją osądzając. Nasza znajomość rozwijała się gdzieś tam w tle mojego zauroczenia E. Wiele razy mówiłem K. o moich uczuciach, Ona starała się mnie od tego odwieźć twierdząc, że E. nie jest dziewczyną dla mnie...I gdzieś w trakcie tego wszystkiego zauważyłem, ze K. jest naprawdę kimś wyjątkowym, kimś na kim mogę polegać, kto zawsze wprowadza mnie w dobry humor, kimś z kim uwielbiam przebywać i że zawsze dobrze czuję się w Jej towarzystwie... Nigdy nie byłem zwolennikiem bycia z kimś kogo się nie zna. Szkoda czasu i nerwów. Po co tracić czas na kogoś , kto po miesiącu może okazać się kimś innym, niż sobie wyobrażaliśmy, dlatego zawsze wyobrażałem sobie, ze najpierw musze daną osobę trochę bliżej poznać i dopiero wtedy ocenić, czy warto się angażować czy nie...Ale z K. to było ładnych pare miesięcy nim dotarło do mnie to, że chcę, aby była Ona dla mnie kimś bliższym niż przyjaciółką. I teraz pojawia się problem. Czy warto zaryzykować i dać Jej do zrozumienia, że zależy mi na Niej nie tylko jako na powierniczce, ale również interesuje mnie jako partnerka? Boję się strasznie, że takie posunięcie, w razie jego niepowodzenia, mogłoby spowodować powstanie jakiegoś muru między nami, a tego bym nie chciał...Bardzo pragnę z Nią być, bo nigdy nie spotkałem tak wyjątkowej osoby jak Ona, ale z drugiej strony boję się utracić to, co do tej pory wspólnie zbudowaliśmy... |
Inni coś od siebie: |
Nie można komentować |
To stwierdzili inni:
(pomarańczowym kolorem oznaczeni są użytkownicy nlog.org) |
szukajac_siebie | 2005.06.13 00:23:52 No czasem tak bywa. "Ona"z mojego loga dzis powiedziała o koleżance swojej, która wyjechała do rpacy ze swoim kumplem i po iluśtam latach znajomości nagle są parą i chcą brać ślub. A ja chcę z Nią ejchać tak samo... mlody_werter | 2005.06.07 17:15:49 taaa...hokus-pokus, zakochaj się we mnie! Wyjeżdżamy razem na wakacje-może tam coś się ruszy:] szukajac_siebie | 2005.06.07 01:33:30 Rada rozkochania o tyle dobra co bardzo ciężko wykonalna moze być. Ale też spróbuj. Z tym zepsuciem... nie wiem czy czasem co ciężkomi przyznać, bo niewykonalne to dla mnie mieć wszystko albo nic, choć majac trochę mozna zawszeliczyć na więcej. mlody_werter | 2005.06.07 00:10:41 szukajac - ciezko, ciezko...tez slyszalem o wielu przyjazniach zepsutych przez "niepotrzebne" zauroczenie ktorejs ze stron, dlatego jestem pelen obaw tralalala - haha, genialna rada:) gdyby to bylo takie latwe, a nawet wcale nie musialoby byc latwe, nie lubie latwych spraw, ale gdybym wiedzial,ze to jest mozliwe, to moglbym walczyc dlugo, dlugo, dlugo...a tak nie wiadomo, czy warto tracic czas... niebo - chyba tez tak uwazam...na razie zyjemy po staremu. czas pokaze, co dalej puste_niebo | 2005.06.06 22:45:23 nie wiem czy warto zaryzykować ..ale twierdze ze jeśli kiedyś wyczujesz ten odpowiedzni moment i chociaż troche poczujesz ze ona to uczucie odwazjemnia ..to myśle, ze trzeba sprobować ..bo taka cząstka czegoś jest nic nie warta ..ja jestem za tym zeby mieć całość albo nic tralalala | 2005.06.05 11:01:45 a moze sproobuj ja rozkochac w sobie....tak zeby ona nie wiedziala a sama sie zakochala?:P nie wiem jak to zrobic niestety hehehe kobiet lubia byc zaskakiwane:) i spontan... szukajac_siebie | 2005.06.05 02:35:30 Wiem co czujesz, i weim, ze cokolwiekzdecydujesz, to jakby sie stać nie miało, ażyczę Ci najleiej, to do momentu decyzji będziesz miał bardzo ciężki orzech do zgryzienia, i oby tylko do tego momentu. Choć prawdizwa przyjaźń, ponoć tego nie przezywa (zakładając wersję pesymistyczna) ale chyba sie z tym nie zgodzę tak do końca. marzyciel | 2005.06.05 02:35:04 moze ten jeden raz zachowaj sie jeszcze jak don Kichot? ;) |