desperatka // odwiedzony 52888 razy // [xtc_warp szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (162 sztuk)
22:29 / 26.09.2004
link
komentarz (10)
A w mojej głowie wojna... myśli niespokojnych...

Desperatka długo wpatrywała się w monitor... totalnie tępym wzrokiem, który nie przyjmował niczego.
Przed oczami wirowały jej klatka po klatce wspomnienia. Najróżniejsze... Kilka chwil z dzieciństwa... przerażenie pięciolatki samej w szpitalu, na dodatek w pokoju ze "starszymi" dziewczynami...ogromna ważka nad basenem strażackim której panicznie się bała, ale nie wypadało się przyznawać przed kolegami, z którymi się tu zakradła w pewien gorący letni dzień...wysokie osty i dziurę w płocie na której pokaleczyła sobie nogi jak uciekała przed strażnikiem z wielkim gróźnym psem... pierwszy dzień w podstawówce, jak przewróciła się i połamała na przerwie wskaźnik, uciekając przed chłopcami, którzy wołali na nią Hipka... nauka pływania z bratem. Wyciągnął ją na głeboką wodę i zostawił... musiała dać sobie radę... nigdy nie nauczyła się pływac... trudną rozmowę z mamą... już jako nastolatka dowiedziała się, że miało jej nie być... że aborcja się nie udała... coś, co przeczy zasadom medycyny, ale była z ciązy bliźniaczej - została tylko ona... opiekę nad obłożnie chorą babcią, dla której zawsze była niczym... ale musiała zrezygnować z towarzystwa, znajomych w ogólniaku i zmieniać jej pampersy... pierwszy dzień w akademiku...przerażenie... ale pewność, że musi sobie dać radę... wspaniałych ludzi, których tam poznała... uśmiechnęła się do tych wspomnień... bół rozłąki i samotność, która towarzyszy jej odkąd wróciła do domu....
Desperatka zamyśliła się... szukając w swych wspomnieniach chwili, kiedy była naprawdę szczęśliwa... Kiedy niczego się nie bała... nie czuła samotna... Przewraca karty swojego życia...szuka...
A może jej największy problem polega na tym, że zawsze kogoś obarcza winą za swoje problemy...
Czuje się pusta w środku... wypalona... nawet nie wie dlaczego dziś dopadlą ją taka nostalgia.
Ostatnie dni obfitowały w zmiany. Począwszy od remontu, przez kilka nowych znajomości... W którymś momencie zaczęła w końcu wierzyć w siebie. W to, że może decydować o swoim życiu, że jest kobietą, że zna swoją wartość... Dlaczego to prysło jak bańka mydlana...? Czy potrzebuję każdego dnia potwierdzenia, usłyszenia że jestem coś warta...?
Zawsze zdana na samą siebie... Od dzieciństwa podejmowała decyzje jak dorosły. Pozująca na twardą, silną kobietę. Nawet teraz... wymśliła remont i praktycznie cały musiała zrobic sama. Począwszy od wyrywania łomem jakiś 50 letnich listtew podłogowych, przygotowaniu zaprawy tynkowej, gipsowaniu dziur, malowaniu, po wybranie kolorów mebli, rodzaju karnisza... Jest zmęczona, samotna, słaba... Chciałaby, żeby w końcu któś się nią zaopiekował... pomógł przeżyć każdy dzień... przytulił, zdjął kilka obowiązków... Żeby w końcu nie musiała sobie ciągle dawać radę... żeby mogła się rozpłakać i powiedzieć : nie mam siły... pomóż mi...