01:26 / 05.06.2005 link komentarz (8) | Byłem u K. Wstawiłem nasze wspólne zdjęcie w ramkę, okrasiłem to pięknymi słowami, zaopatrzyłem się w czerwoną różyczkę i udałem się do Niej. Mam wrażenie, że Jej mama bardzo mnie polubiła. Tatę dopiero dziś poznałem...Wydaje się być dość surowym człowiekiem, ale chyba zaprezentowałem się z dobrej strony. Ze starszymi ludźmi chyba potrafię się bardzo dobrze porozumieć i odbierają mnie pozytywnie. K. oczywiście nie wiedziała co to za okazja, ale nie było to dla mnie jakieś bolesne...W sumie ja też uświadomiłem sobie to dopiero nad ranem - wydawało mi się, że to miało miejsce 6-ego...
Wczoraj minął rok...Dokładnie tyle czasu temu odebrałem telefon od mojego przyjaciela, który zaprosił mnie na koncert. Nie zastanawiając się długo zgodziłem się, bo impreza w dobrym gronie i obietnica poznania kilku fajnych dziewczyn, była nie do odrzucenia. Pamiętam ten dzień jak dziś...
Wszystko zaczęło się zupełnie inaczej w stosunku do sytuacji obecnej. Była E. która urzekła mnie gracją z jaką wymiotowała pod stół i która skradła mi serce na wiele miesięcy...Czy były zmarnowane? Trudno stwierdzić. Chyba tak naprawdę w głębi duszy wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Mój przyjaciel powiedział mi, że jestem typem człowieka, który lubi walczyć o coś, czego zdobyć się nie da - taki don Kichot. Nie liczy się dla mnie osiągnięcie celu, a sama walka o niego...Chyba jest w tym sporo prawdy a zarazem duża dawka ascetyzmu i sadomacho...Czyż nie?
Była też K. i Jej pierwsze pamiętne słowa wypowiedziane do mnie (poza oficjalnym zapoznaniem się): "I co tam ciekawego powiesz". Moja odpiwedź była krótka: "Proszę, tylko nie do mnie z takim tekstem dziewczyno". Nienawidzę takich pytań...Po pierwsze kojarzą mi się z M. a po drugie...nie wiem, wydają mi się takie...puste. I załapała mega minusa. Więcej rozmowy nie było.
A teraz? Jest moją najlepszą przyajciółką, najbliższą mi dziewczyną, która zachwyca mnie i zaskakuje co chwila. Mimo swojego wieku nie jest jak inne nastolatki, ma swoje zasady, które bardzo mi się podobają, jest piękna, inteligentna, pracowita, ma zapał i siłę do osiągania celów, które sobie wyznacza...Ma chyba wszystkie te cechy, które tak bardzo cenię u ludzi. I jest wyjątkiem w moim życiu. Zazwyczaj bywa tak, że jak poznaje dziewczynę i mi się podoba, to ją idealizuję i dopiero po jakimś czasie moje zmysły dopuszczają do siebie prawdę, która wcale nie jest tak piękna, jakby się wydawać mogło.
A z K. było właśnie na odwrót. Na początku ta niechęć, którą do Niej poczułem. Świetna uczennica, snobka, mająca bardzo wysokie mniemanie o sobie...I dopiero gdy zacząłem Ją bliżej poznawać, przekonałem się, że i te wyobrażenia były mylne, że wcale nie miałem racji, tak Ją osądzając. Nasza znajomość rozwijała się gdzieś tam w tle mojego zauroczenia E. Wiele razy mówiłem K. o moich uczuciach, Ona starała się mnie od tego odwieźć twierdząc, że E. nie jest dziewczyną dla mnie...I gdzieś w trakcie tego wszystkiego zauważyłem, ze K. jest naprawdę kimś wyjątkowym, kimś na kim mogę polegać, kto zawsze wprowadza mnie w dobry humor, kimś z kim uwielbiam przebywać i że zawsze dobrze czuję się w Jej towarzystwie...
Nigdy nie byłem zwolennikiem bycia z kimś kogo się nie zna. Szkoda czasu i nerwów. Po co tracić czas na kogoś , kto po miesiącu może okazać się kimś innym, niż sobie wyobrażaliśmy, dlatego zawsze wyobrażałem sobie, ze najpierw musze daną osobę trochę bliżej poznać i dopiero wtedy ocenić, czy warto się angażować czy nie...Ale z K. to było ładnych pare miesięcy nim dotarło do mnie to, że chcę, aby była Ona dla mnie kimś bliższym niż przyjaciółką. I teraz pojawia się problem. Czy warto zaryzykować i dać Jej do zrozumienia, że zależy mi na Niej nie tylko jako na powierniczce, ale również interesuje mnie jako partnerka? Boję się strasznie, że takie posunięcie, w razie jego niepowodzenia, mogłoby spowodować powstanie jakiegoś muru między nami, a tego bym nie chciał...Bardzo pragnę z Nią być, bo nigdy nie spotkałem tak wyjątkowej osoby jak Ona, ale z drugiej strony boję się utracić to, co do tej pory wspólnie zbudowaliśmy... |