10:45 / 16.08.2005 link | wczoraj wszystko bylo...na opak?:D
cale to moje budyniowanie...
jeszcze jakos po poludniu przyszedł maracin i wypilismy po nalewce (zalocha.) wisniowo, domowej 18. byl tez drugi marcin, ktory nie pil, z nim byly inne przygody. skutkiem przygod z marcinem (A) byla: krew z nosa (mojego niestety, nie uwaga ot co. niedelikatnosc kolegi?) oraz oblewanie sie woda (jak 2 gupole z piaskownicy). ja bylam cala morka, on polnapol:D
next, relax. poszlismy spac?!
wstalismy, przyszlo do nas o.7 z czarna pozeczka. wypilimy to w o3 osoboy. bylo dobrze. po niemiecku bylo tOll (na opak, bo po niemiecku pilismy ta woddke,tak jakos)
next. jakos sie wyciagnelismy z domu, zrobilismy ustawke, potoczylismy sie na rynek, ktory byl tak pusty, ze to az żal. puste knaypy, puste ulice, pusto.
z zalochy sytuacji calej, poszlismy do sklepu po o.5 zaprzyjaznione z sokiem i kubeczkami, ktore zaprowadzily nas na heliosmiejscowke:] starsznie dziwne opcje sie tam zdarzaja, o dziwnych rzeczach sie gada, zawsze.
zakonczeniem imprezy byl gyros, just like ever..:]
bylo na opak, ale z gyrosem:) calkiem nice
to czesc. |
|