kecaj_kecaj // odwiedzony 35944 razy // [nlog/eye nlog/by/zbirkos] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (4294967295 sztuk)
12:50 / 26.10.2008
link
komentarz (9)
ból, bezsilność. To jest taki ogromny syf jak ja to nazywam, że bardzo ciężko mi to znieść, a sprawa jest w sumie chyba moja i nierozumiana przez resztę. Wstałem rano z nią, bo który pantofel by nie wstał. Posiedziałem i położyłem się i po chwilach problemów z zaśnięciem, ścięło mnie aż do 12. Czasu mało.
Wczoraj przypomniałem sobie na dobre o moim głównym problemie i on mnie zabił dobił i pochował. Trener miał rację, ja to mogę pójść do psychologa, żeby mi powiedział jak w kluczowych momentach meczu nie spalać się i grać zadowalająco. Porażka, z gnojkami boli i to bardzo, ale w momencie kiedy mecz w moim wykonaniu jest kompletnie nie udany to już samobójstwo. Biegać , starać się i właśnie przy bramkarzu zawodzić to jest psychika. A potem jeszcze głębiej to się magazynuje bo opuszczam boisko z poczuciem, że tego już nie zmienię. A do tego kolejny mecz dopiero na wiosnę i będę się męczył jeszcze te kilka miesięcy. Boli bardzo.
Wróciłem do domu , pojechałem do sklepu i byłem niewidzialny. 2 osoby na mnie wpadły a 3 prawie. Strasznie. Ale wiem wiem wiem wiem wiem, to wszystko ten pieprzony charakter, zero pewności siebie, 100 stopni celsjusza w głowie, kiedy ciąży na mnie presja. nie potrafię nie umiem tego wyeliminować. Jestem słaby. I tak dzisiaj mam już tylko ćwiartkę tych emocji w głowie. Boli mnie to i czuję się słaby czuję się byle jaki, niespełniony, bo tak było zawsze. Cos potrafię ale co z tego jeżeli brakuje zawsze cholernej kropki nad i? Po co? po co poco? I jeszcze te wieczorne nadzieję, na coś i nic i znowu śpię i znowu budzę się niepotrzebny.
Narazie, cześć .
cisza