16:57 / 29.10.2008 link komentarz (30) | No i stało się. Wczoraj zadzwonił mój telefon z pięknym "I wish Youuuuuu blue bells...." i po numerze już wiedziałem,
że dzwoni owa agencja pośrednictwa pracy i "czy mogę Panu zająć chwilę?" No to opuściłem biuro, wylazłem na korytarz i słucham.
Ale propozycja jak dla mnie w obecnej sytuacji była nie do przyjęcia. Powiedziałem więc, że awans , podwyżka i że już nie.
Z resztą prawda jest taka, że na ich warunkach to nawet bez awansu i podwyżki mogło być NIE. Ale zostawmy to już. Decyzję podjąłem
już jakiś czas temu i nie ma co teraz się zastanawiać po raz "nty". NIestety myśl jest taka, że chcąc nie chcąc szkoda i żal, że tak to się
ułożyło, że ktoś był nie uczciwy i ja teraz muszę skrócić swoje spokojne życie i rozpocząć bardziej nerwowe. Pisałem już jednak że grand dont come for free.
Jednak na domiar złego nagle łupnęło wszystkim, tu zawaliłem ja, tutaj jest coś nie tak, tutaj problem i tam też. Oczywiście niesie mnie fala odpowiedzialności
i nowej roli, ale co będzie jak fala opdanie? Będę znowu tym przygnębiasem, który kupił dwie płyty i poszedł na kawę do starbucksa we Frankfurcie, siedział nad kubkiem
i ciastkiem, sam , całkiem sam i był z tego zadowolony, ale z tego życia nie bardzo. Cóż teraz myślę, że mogłem wtedy przejść się nad Men, ale po fakcie nic nie zrobię już.
Poszedłem więc na S-bahn i wróciłem do hotelu, aby czytać książkę, co się rzadko zdarza. Poczytałem, dumałem i potem się zgadaliśmy an jedzenie do Tajskiego baru, gdzie nie smakowało
mi aż tak, ale wcześniej kupiłem dobre cappucino albo latte i siedziałem na krześle na ulicy w Offenbach. Było mi spokojnie. Zaraz może tego mi brakuje?
Usiąść, poza domem, dobra kawa, może ciastko, może ? Ni mniej ni więcej, zaczął się poważniejszy stres, dotarło to do mnie, tak samo jak to, że mogę mieć problem
żeby się z tego wyrwać. Ja nie chcę tak. Mam 25 lat?! Ale może dajcie mi chwilę, może zajmę głowę czymś innym, w końcu
na początku miesiąca może zadzwonić do mnie kolega z Niemiec i może ruszyć maszyna? Przecież SEBAKKK jest już w kontakcie i może on zrobi jakieś dobre
dźwięki? Przecież kupiliśmy ostatnio w Lidlu Sztalugę i może zrobię z niej użytek w końcu? A może wrócę do mega ascezy, w sensie, kościół, zero bluzgów,
zero czarnego syfiatego napoju z czerwoną etykietą, a może giga asceza, bez mięsa w piątek? Kurcze możliwości jest sporo. Dajcie mi tylko przetrwać ten
kolejny dzień , dajcie więcej energii, dajcie dobrą akcję w łóżku ( :) !) i dajcie mi dobre słowo, a nie zawiodę. Może pora podnieść głowę i popatrzyć
na to wszystko z nadzieją? z wiarą? z auto-wartością?
Przecież wymyśliłem ostatnio, że chcę nagrać utwór "Ja chcę tylko dobrze..." to może pora na wiarę w siebie?
TO nie łatwe, ale pomyślę.
|