09:43 / 27.02.2009 link komentarz (6) | Boli głowa, nie ma lekko i to znowu w wydaniu z muleniem w żołądku i cholera wie czym jeszcze. Mój los jest nieznany, tutaj wiem wiem wiem.
Cały tydzień czuję się jakbym pracował po 12 godzin, chociaż po pracy czas ukradły mi w końcu w większości przyjemności. Ale jakoś czuję się zmęczony, lekkimi awariami w domu i w sumie sam nie wiem czy słusznie.
Ostatnio sytuacja znowu zmusiła mnie do rozmyślania o osiedleniu na końcu świata, porankach nad morzem, kawie na mieście z rozmyślaniem, spokojnej pracy, ciekawych zakupach i takim życiu prawie, że z dnia na dzień, albo nie, oszczędzaniu na jakieś podróże (choć nigdy ich zapaleńcem nie byłem).
Oglądam te "rajskie" miejsca i myślę o żywocie "artysty" z nad morza albo jeziora, ciszy. O jak wtedy w Belgooly, kiedy głównie opiekowałem się domem, grałem w FM 2006 rysowałem na hamaku i myślałem o tym i owym, a potem jechaliśmy do Nohoval Cove i z pagórków patrzyliśmy an ocean, rzucaliśmy (nie naszemu) psu butelki do wody na aport. A w nocy był jakiś hałas ktoś nie zakręcił wody chciałem sprawdzić co i jak i stanąłem twarzą w twarz z krową:)
A potem sielanka się skończyła i zaczęły się szaro-polskie kłopoty. Nie mniej tyle razy wracałem do marzeń o cichym zakątku i wracam do dziś. tylko kłopot w tym , że nie dawno zaplanowałem uspokojenie i osiedlenie w korporacji i teraz znowu czuję rozstrój, bo z jednej strony chce osiąść, ale z drugiej myśląc o kryzysie sryzysie i zapowiadanych redukacjach i pierdołach, muszę brać pod uwagę siebie i czuję, że w najgorszym wypadku nie będzie mi się chciało już przechodzić przez polskie nowo-pracostwo i syf i wybiorę opcję artystyczno-filozoficzną, ale szlag by to trafił to się wydaje tak cholernie trudne.
Napijmy się kawie na mieście, a potem porozmawiajmy nad morzem. Niezaleznie kim jesteś. |