zapiski_z_ostatniego_wagonu // odwiedzony 11505 razy // [trez|by|vain nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (38 sztuk)
11:51 / 28.12.2009
link
komentarz (1)
* 2009-12-13 | () Warszawa Centralna - Kraków Główny () | InterRegio *

Podróż z przygodami. Ludzie wskakujący do pociągu, rzucający się na przedziały, walczący o wolne miejsce, o miejsce siedzące. Wśród nich ja. Wypuszczający osoby ze Wschodniej. Powolnym krokiem wdrapujący się do pociągu. Nawet nie szukam miejsca, tylko na chwilę, odstawiwszy torbę, zerknąłem w stronę przedziału. Widziałem wojnę. A na pewno był to stan wojenny. Też mam miejsce siedzące - na piętach, z torbą zawsze pod ręką. Jadę w pierwszym wagonie. Rzadko mi się to zdarza. W czasie postoju, przez otwarte drzwi, słychać konduktora, kierownika pociągu. Kontaktuje się z bazą. Możemy jechać? To jazda. Jesteśmy już za Zachodnią. Następny przystanek => Włoszczowa. Konduktor rozpoczyna swój rajd, wycieczkę po wszystkich przedziałach. Młode małżeństwo(?) kupuje dwa całe. Centralna - Kraków. Wypisuje i wypisuje. Skończyć nie może. Trochę mu to zajęło. Poszedł dalej. Podróżuje dziś ze mną sześć osób. Ja jestem siódmy. Cztery kobiety, dwóch mężczyzn. Wyższy z nich, ten który kupował bilety, czyta książkę. Drugi trzyma w ręce jakieś dokumenty. Wnikliwie studiuje każdą stronę. Dziewczyna obok czyta gazetę, niestety nie jestem w stanie rozpoznać jaką. Wygląda jak jakiś kolorowy dodatek do prasy codziennej. Kobieta vis a vis siedzi na plecaku, tyłem do kierunku jazdy. Kogoś mi przypomina. Niektórzy ludzie tacy są - wkurzający, bo niby znajomi, tylko nie wiesz skąd. Jest też czarnowłosa dziewczyna, młoda kobieta o niewyraźnej twarzy. Pogrążona we własnych myślach, oczekująca końca podróży. Wracamy do mężczyzny - męża. Mąż stoi obok niej. Żona poszła do przedziału obok, dla vipów, firmowego, konduktorskiego, przynajmniej teoretycznie. Za mną, po lewej, opiera się o na wpół otwarte drzwi chłopak z uśmiechem na twarzy. Czytał SMSa uśmiechając się coraz szerzej do ekranu telefonu. Czyta książkę z słuchawkami na uszach. Po jego prawej, już na siedzeniu, siedzi niesympatyczny... niesympatyczna osoba. "Pierwszeństwo mają wychodzący" - zwróciła mu na Centralnym, próbująca wydostać się dziewczyna, uwagę. "Dobra, dobra" wymamrotane pod nosem - usłyszała w odpowiedzi. Ścierpły mi obie nogi. Śmieszne uczucie. Wyprostuje trochę nogi. Korzystam z okazji, że kobieta z plecaka wyszła, zapewne do WC. Bo gdzie indziej w zapchanym pociągu można iść? Pozwiedzać? Bo co innego w zapchanym pociągu można zwiedzać? Mąż chowa książkę. Poznaję po obrączce. Nie wiem tylko czy osoba, którą mianowałem żoną też ją ma. Ale z kim innym miałby jechać? Siostrą? Na kochankę nie wyglądała, za koleżankę z pracy pewnie by nie płacił. Może jednak zbyt pochopnie ich powiązałem czymś tak mocnym jak małżeństwo?
Posilony kanapką mogę pisać dalej. Zamknięto nam drzwi do jednego z przedziałów. Nie wiem czemu. "To jest sam przód. Najgorzej ciągnie." powiedział konduktor do chłopaka z uśmiechem na twarzy. Odciął mnie od niego. Najbardziej zdziwiła się dziewczyna obok mnie, gdy ściana za nią gwałtownie zaczęła się ruszać. Zdziwiona zmierzyła wzrokiem odchodzącego już konduktora. Mąż od jakiegoś czasu pisze coś w notesie. Już dawno schował książkę. Kobieta vis a vis jakby coś planowała. Widzę listę imion na jej kartce usztywnionej od spodu żółtą teczką. Drugi z mężczyzn ubiera kurtkę. Zimno mu. On też już nic nie czyta. Jestem ostatnim, który został w samym swetrze. Dziewczyna o czarnych włosach ukryła się w konduktorskim przedziale. Nie wiem na ile jest konduktorski, ale niech nazwa zostanie. Przedział najbliżej maszynisty. Mąż powrócił do czytania książki. Ja postanowiłem ogrzać się o grzejnik.
Wskazówki wskazują 19:44, a ja jestem śpiący. Niektórzy wciąż czytają, inni wciąż piszą. Taka nasza mała, lokalna stagnacja. Tylko do mężczyzny w okularach, tego który ubierał kurtkę, zadzwonił telefon. "Wiesz, jest tłoczno". Gdzie, skoro siedzę? I inni siedzą. Najważniejsze żeby nie usiąść koło WC. Nieprzyjemne zapachy i ciągle ktoś coś chce, ktoś musi. Ha! Wiedziałem! Wysokie obcasy. Poznałem po stronie 54. To akurat jedyne co przeczytałem z sobotniej Wyborczej. Dzielili nią w pociągu. Wrócił drugi konduktor. Przedarł się przez nas. Konduktor nr jeden wygląda jak... oglądaliście M.A.S.H., ten serial? I żołnierz w sukience. Wygląda jak on, tylko nie ma sukienki. jak... może później wpadnie mi później coś yntelygentnego do głowy. Spaaaać. Spaaaać. Ciepłe łóżko i pobudka dopiero(już!) o siódmej rano. I kolejny tydzień. Show must go on. Mąż trzyma w ręce ołówek. Zdarza się, że podkreśla coś w czytanej przezeń książce. Ian Rankin. The Compalints. Na dole okładki napis "The number one of bestseller". Jak wszystko. Best seler. A który seler nie chce być the best? Zwalniamy. Stosując prawa relatywistyki i uwzględniają, że jadąc szybciej łatwiej się spóźnić. To dość duże uproszczenie. Brr! Drzwi otwarte na oścież. Gdzie był ten grzejnik? "Życzymy państwu przyjemnej podróży" - parodiowane przez kogoś z przodu, chyba samego konduktora - "No, jak poseł Gosiewski otworzy dworzec to od razu inna kultura" - kończy. Drzwi domykające się dopiero po chwili. Jedziemy dalej.
20:17. I niech mi ktoś powie, że to nie jest przygoda. W pociągu co jakiś czas zarzuca na boki to w jedną, to w przeciwną. I tak właśnie mężczyzna w okularach poległ. Nie trzymał się. Ja ledwo zacząłem czytać książkę, dziewczyna obok od jakiegoś czasu oglądała film na laptopie, pewnie hiszpański, chyba serial. W prawym górnym rogu logo rtve.es. Nie czułem, żeby jakoś szczególnie mocno zarzuciło. Siedząc zmienia się środek ciężkości. Uświadomiłem sobie zarzucenie, gdy mężczyzna niemal zmiótł komputer z jej kolan. Wszyscy cali. "O kurczę" - zaczął już lecąc - "przepraszam bardzo przepraszam" - kontynuował zbierając się z ziemi. Chwilę później chwyciłem za pióro. Panie kierowco - ostrożniej tam!
Jest 21:05. Chwilę staliśmy. Mieliśmy też jakiś nieplanowany postój wcześniej. Konduktor wykłóca się o coś z maszynistą. "Byś jechał tak jak masz w rozkładzie to... Co to daje co to daje?" - strzępy rozmowy docierające do pasażerów. Odniosłem wrażenie, że wszyscy słuchali. Śmieszne to. Może powinienem tworzyć zapiski z pierwszego wagonu?