zapiski_z_ostatniego_wagonu // odwiedzony 11509 razy // [trez|by|vain nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (38 sztuk)
13:01 / 16.01.2010
link
komentarz (0)
* 2010-01-15 | (15:09) Kraków Główny - Warszawa Centralna (17:59) | TLK *

W piątkowe popołudnia jest zawsze wzmożony ruch. Do pociągów wsiada więcej ludzi niż zwykle. Łikend sprawia, że chcemy spotkać się z najbliższymi, że chcemy pojechać do Domu, do Rodziny. Przedział jest pełny, tylko jeden mężczyzna, który powinien siedzieć po mojej prawej, stoi na korytarzu. Jest mu tu za ciepło. Wydaje mi się, że teraz już trochę lepiej, wcześniej, faktycznie nie było zbyt komfortowo. Wyparowało już z nas ciepło ludzi spieszących się na pociąg. Mężczyzna, którego nie ma jest strażakiem. Ma strażacką czapkę, strażacką marynarkę, koszulę i spodnie, a także strażacki krawat. Można go wziąć za konduktora. Jedna pani nawet się pomyliła. Prócz niego w przedziale jest ze mną czterech mężczyzn w różnym wieku oraz dwie kobiety. Jedna z nich, młodsza, rozmawiała przez telefon w którymś z języków wschodnich, prawdopodobnie rosyjskim. Robiła to płynnie, dobrze akcentując(a co ja mogę o tym wiedzieć?), modulując głos w odpowiednim momencie. Zdecydowane \"haraszo\", gdy uważnie słuchała, i krótkie, szybkie \"haraszo, haraszo\", mówione z entuzjazmem, gdy chciała coś wtrącić. Słyszałem też jeszcze jedną rozmowę, innej dziewczyny, w obcym języku. Nie wsłuchiwałem się, ale brzmiało na nie do końca francuski. Może hiszpański? Chyba jest nieco podobny. Na przeciwko mnie siedzi mężczyzna w wieku około sześćdziesięciu lat. Śpi, oczywiście z otwartą buzią. Po jego prawej chłopak, dałbym mu góra 30 lat. Myślę, że jest architektem, może jakimś innym rodzajem artysty(malarzem? rysownikiem? grafikiem?). Przeglądał listy wydrukowane na ładnym papierze, ozdobionym wycinkiem jakiegoś obrazu. Na odwrocie któregoś z kolei zauważyłem szkic, nie wiem czego. Pomyślałem, że stara się o jakiś projekt, może wystawę. Co jakiś czas patrzy mi prosto w oczy. Ma kilkudniowy zarost, przystrzyżony, elegancki. Może moja wyobraźnia mnie poniosła, ale życzę mu sukcesów. Po jego prawej jest już tylko okno. Za oknem...krajobraz się nie zmienia tak jak wiosną, czy latem. Nie ma tylu kolorów co jesienią. Śnieg, śnieg, śnieg, słup, śnieg, śnieg, śnieg, słup, śnieg, śnieg, śnieg, o!, słup!, śnieg, śnieg... A może nie potrafię patrzeć? Śnieg wyżej, śnieg niżej. Śnieg ciężki i puszysty. Drzewa otulone jego lekkością i takie przygniatane jego ciężarem. Białe dachy budynków, z wyraźniej niż zwykle zarysowanym kominem. Co jakiś czas szara, nie do końca odśnieżona droga. Połacie bieli. Świat schowany pod prześcieradłem i wykrochmalone lasy. Na przeciwko, a po mojej lewej kolejny mężczyzna. Jego zarost nie jest już tak zadbany. A może tak rośnie? Pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Właśnie pije Cisowiankę, z małej butelki, gazowaną, lub lekko gazowaną. Nie wiem dokładnie. Słucha muzyki z laptopa marki DELL. Ma biało-czarny sweter i spodnie w moro. Cały czas patrzy za okno. Tylko czasami odwróci głowę do wewnątrz. Po jego prawej jestem ja. Później strażak, którego nie ma. Wciąż czuwa na zewnątrz, w przejściu, na wypadek pożaru. Dobrze, że dużo śniegu wkoło nas. Następny jest ostatni już w tym towarzystwie mężczyzna, lat, około 55. To tylko dane szacunkowe. Wygląda na młodszego, ale mniej zadbanego niż pan z rozdziawioną buzią. Mężczyzna w słuchawkach przez chwilę patrzył w naszą stronę. Może zaglądał co tu piszę? Dziś piszę w laptopie. Wracając do pana numer 55. Ma niebieski, ciemnoniebieski, ale chyba jeszcze nie granatowy sweter. Cały czas czyta, a to gazetę codzienną, a to jakieś inne czasopismo. Ma okulary na czubku nosa. To ten typ człowieka, który nosi je na sznurku. On też ma zarost, dwu, może trzydniowy. Jego oczy są radosne, brązowe. Na jego dziwnie uczesanej głowie, gdzieniegdzie widać siwe włosy. Mężczyzna lat 60 już nie śpi. Spadła mu gazeta więc się obudził. Chyba do końca nie był pewien co się dzieje. Później są już tylko drzwi i wyjście z przedziału. Drzwi są cały czas otwarte. Wracając na przeciwną stronę widzimy dwie kobiety. Starszą, lat około 50 i młodszą, wspominaną już dziewczynę-Rosjankę. Rosjanka próbuje teraz spać. Nie wiem ile ma w sobie rosyjskości. Może zero? I tak już pozostanie dla mnie kobietą we wschodu. Starsza kobieta ma czerwony nos. Nie widzę by miała katar. Myślę, że posiekał go mróz, ten wredny dziad, atakujący słabo ukrwione miejsca. Byłem tego świadkiem na dworcu. W drodze na peron, mijając panie sprzedające krakowskie obwarzanki, jedna z nich próbowała się dogrzać światłem z żarówki oświetlającej precle. Często zastanawiałem się, jak mogą sprzedawać zimą, niemalże przymarzając do ziemi. Dziś do mnie dotarło - nie mogą. Nie są w stanie. Już od dawna nie uzyskałem odpowiedzi w tak brutalny sposób. Wyobraź sobie, że musisz ogrzewać palce o monitor, bo nie jesteś w stanie googlować. Wyobraź sobie, że dziś było minus jeden, może dwa, góra pięć, że dziś mieli ten cieplejszy z zimowych dni. Porozwodzę się nad tym w innym miejscu. Tutaj jedziemy. Chłopak-architekt wyciągnął złożoną na cztery kartkę. Coś na niej pisze, nie, rysuję. Śledzę ruchy jego dłoni. Obserwuję to z jednej, to odbite w lustrze, z drugiej. Nie jestem w stanie dostrzec szkicu. Coś musiało go natchnąć. Coś lub ktoś. Zanotował pomysł i złożył jak największy skarb. Obrócił kartkę. Szkicuje coś dalej. Na lewej ręce ma zegarek, zwykły, prosty, takie jak lubię, czarny pasek i tylko dwie wskazówki. Jest... na cyferblacie do góry nogami, to trudniejsze niż myślałem... 16:40. Dla pewności sprawdzam na pasku systemowym. 16:39. Schował do kieszeni na piersi. Jak skarb. Jak zdjęcie dziewczyny w czasie wojny. Jak zdjęcie dziewczyny w ogóle. Przerwa. Idę obciąć paznokcie. SMS. Konduktor. Wszystko wtedy kiedy trzeba. Przerwa. Jest 16:45.

Jest 17:18. Gdy szedłem obciąć paznokcie konduktor mówił, że jedziemy zgodnie z rozkładem. Za oknem już ciemno. Nie mogę doczekać się wiosny, później lata. Wystarczyłoby mi, gdybym mieszkał na równiku. Tam dnia i nocy mają po równo. I cieplej. Brak dzisiaj w przedziale jakiejś rozgadanej osoby. Nawet z korytarza nie dobiegają mnie żadne rozmowy. Co jakiś czas ktoś tylko pokasłuje, a to chłopak-strażak, którego nie ma, a to pan od otwartej buzi. Tylko co jakiś czas komuś zadzwoni telefon, a to Rosjance, a to mężczyźnie po mojej lewej. Każdy zajęty jest sobą w ciszy i spokoju. Zmęczeni po całym tygodniu pracy, a może przygnieceni wizją zapracowanego łikednu, pogrążeni we własnych myślach, zaczytani w gazecie lub książce, zasłuchani w muzyce, zapisani, jedziemy. Ja osobiście nie mogę się doczekać momentu rozprostowania kości, położenia się na czymś twardym. Mam takie ulubione miejsce, w domu, w kuchni, na podłodze. Zmęczony bezczynnością lubię się tam położyć, oziębić ciało chłodem płytek(kafelków, flizów... co kto woli). Co jakiś czas ktoś przemknie korytarzem. Prócz strażaka siedzi tam jeszcze jeden mężczyzna. Gdy opiera się o ścianę, przez szybę widzę jego twarz. Teraz nie widzę. Łyk Cisowianki, mężczyzny po lewej. Znów nie dostrzegłem jaka. Jeśli dobrze rozpoznaję kolory, to gazowana, z niebieską, może błękitną, etykietą. Architektowi musi być niewygodnie. Ma ręce ułożone w dziwny sposób, ale co dziwniejsze - nie wierci się. Może jednak nie jest mu źle? Może na siłę szukam niezadowolenia. Ma nieprzygnębioną twarz. Nie mogę nazwać jej radosną, szczęśliwą, w każdym razie tego nie okazuje. Myślę, że jest szczęśliwy gdzieś tam w środku, pod spodem. Starsza kobieta jedzie do Wschodniej. Dowiedziałem się przy kontroli biletów. Nie mam pojęcia gdzie teraz jesteśmy. Tylko ten wewnętrzny, lekko przemądrzały głos krzyczy mi do ucha: \"W pociągu ty idioto!\". W pociągu dokąd pytam? On zamilcza się filozoficznie. Pociągiem dokąd jest twoje życie? Jedziesz osobowym czy InterCity? Pseudo-dylematy. Przerost formy nad treścią. Jedźmy. Przed siebie. Pociąg jest przeglądem dzwonków telefonów komórkowych. Mężczyznę z otwartą buzią chyba zapytano, gdzie jest. \"A ja tam wiem gdzie? Przed Warszawą gdzieś, chyba. Światła jakieś. Jak będę na Zachodniej to będę wiedział. Tak? A razem jesteście? Jak będę na Zachodniej do dam znać.\" Minęliśmy Grodzisk. Mężczyźnie potwierdził to Architekt. Ma delikatny głos. Cały wygląda na delikatnego, chociaż wysokiego, nie najgorzej zbudowanego. Taki ot, chłopak który się uczy, dąży do jakiegoś celu. Nie lansuje się, bo wie, że to bez sensu, bo boi się, że nie umie. Wygląda na inteligentnego, ale z tych, którzy dopiero zapytani dzielą się swoją wiedzą. Ma swój świat, swoje wyobrażenie życia i ma głęboko w nosie, co sądzą o tym inni. Za oknem co nieco widać. Jakaś stacja, bloki mijane pospiesznie. W końcu TLK jest pociągiem pospiesznym. Pociągi osobowe mijałyby je osobowo, każdy z osobna, slalomem, pukając niczym kolędnicy, do każdych drzwi. Cukierek, albo psikus. Bezsensowne mieszanie tradycji. Zawsze staram sobie wyznaczać punkty charakterystyczne. W drodze do Katowic jest to jakiś stary, charakterystyczny budynek. W Krakowie jest to Business Park. W Warszawie to zakład energetyczny, a na pewno jego reklama. Zawsze staram sobie wyznaczyć punkt, dzięki któremu wiem, że to już niedługo. Że trzeba skończyć pisać i zacząć się szykować, że zaraz trzeba będzie wysiadać. Takie punkty są mniej zawodne niż zegarek. A Ty masz takie punkty, punkty, gdy pociąg zwalnia, gdy czujesz, wiesz, że droga dobiega końca? Naucz się je rozpoznawać. Naucz się je rozpoznawać przed stacją na Ś. I nigdy nie wyskakuj z pociągu zwanym życiem. Minęliśmy mój punkt. Pa.