Dla wielu ludzi chodzenie na wykłady to jak chodzenie do kościoła.
Chodzą bo muszą, ciągle patrzą na zegarki, nie słuchają, nie mogą się doczekać końca i kaszlą.
Kurwa mać, wykład jest nieobowiązkowy, jak nie chcesz to nie musisz przychodzić. Więc żeby nie przeszkadzać innym zostań w domu jak nie masz ochoty niczego się nauczyć. Nie przeszkadzaj innym swoim pierdoleniem o tym, na jakiej zajebistej imprezie byłeś, ile wypiłeś, że znów się nie nauczyłeś na koło z logiki czy o piątkowym twisterze w city hall'u. Po prostu sobie odpuść, najlepiej całe studia, nie tylko wykłady.

I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Czuję się jak z bloods a ciebie mam za członka crips gdy podchodzisz do mnie, rozmawiasz ze mną o swoich sprawach, udajesz mojego kolege, zabierasz mi czas. A najgorsze jest jak zaczynasz mnie prosić o papierosa. Kurwa, wtedy mam naprawde ochotę potraktować Cię tak jak potraktowano Biggiego albo Shakura. Czy ja wyglądam jak Phillip Morris albo John Constantine, że zawsze mam fajki ?
Mam głęboko w poważaniu Twoje historie i wiedz, że dość płytko Cię definiuję. Przepij swoje studia, przebaluj przyszłość i zostań żywym agregatem klasy desygnatów nazwy o zakresie "choroba weneryczna". Na pewno będziesz z siebie dumny gdy w wieku 24 lat spojrzysz na kolegów z magistrem i będziesz mógł im tylko pozazdrościć perspektyw i planów na życie. Ty wrócisz do stania przy barze i ściemniania panienek na parkiecie. Wrócisz do miejsca, gdzie ludzie chcą dwóch rzeczy. Jednej świadomie, czyli zabawy. A drugiej nieświadomie, czyli głupoty. Mnie już tam nie znajdziesz.



2010.11.17 18:09:37link   komentarz (1)