Pod koniec lutego jakiś durny złodziej myślał, że mam w samochodzie schowane radio i wyrąbał mi klamkę z zamkiem. Radia nie mam, bo słucham w samochodzie radia z telefonu komórkowego.
12 marca na ten sam samochód upadło drzewo. W bezwietrzny dzień, koło południa, na podwórzu sobie stało i zostało przygniecione. Niedawno odebrałem zrobione z warsztatu, jeszcze mi z OC gminy nie przelali pieniędzy.
Dziś stałem sobie spokojnie przed skrzyżowaniem na zielonym świetle, czekając aż ci, którzy mają skręcić w lewo, skręcą w lewo. I jakaś pani postanowiła skasować cały przód swojego TICO o mój tylny zderzak.
Gdybym wierzył w opatrzność, to bym pomyślał, że chce mi powiedzieć, żebym nie jeździł samochodem. Faktycznie od marca trochę schudłem podróżując tylko tramwajami i na piechotę.