2lazy2die // odwiedzony 520933 razy // [xtc_warp szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (1313 sztuk)
02:53 / 15.08.2002
link
komentarz (1)
To szczera prawda, ze dzwonila Lorena Mendez z City Mexico, dalekiego miasta, miasta Meksyk. Dzwonila i mowila: - Wpadnij Jose, wlasnie wrocilam do Mexico, wlasnie wrocilam z Kadyksu. Nie bylo Cie na bulwarze, nie bylo Cie. Przyjedz.
Jose Rodriguez Montoya z trudem sobie przypomial wspomnienie po Lorenie Mendez. Z trudem, bo to bylo tak niedawno, ze jak kazdy nowy dzien scieral sie z pamieci. Z trudem, bo to bylo tak szybko, ze trudno bylo zapamietac Lorene Mendez.
Jose przy telefonie, stojac przy telefonie podrapal sie po brzuchu, podrapal sie delikatnie wjezdzajac paznokciami pod pasek porannie rozpietych jeszcze spodni. Przeciez pamietal ja doskonale. Jose Rodriguez Montoya szczerze wyszczerzyl i wyszeptal: - Lorena, moja ty Meksykanska Kaktusowa Ulomnosci, Lorena, nie moge. Przyjechac nie moge.
Chwila ciszy. Dodal.
- Przeciez sie zaczal sezon na sliwki.
Rzeczywiscie, w Kadyksie pierwsze sliwki. Wlasciwie dwie pierwsze sliwki byly robaczywe, ale na nastepne Jose patrzyl z nadzieja.


.