lissan_algaib // odwiedzony 23436 razy // [nlog_dog szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (63 sztuk)
22:21 / 06.12.2002
link
komentarz (0)
Ja nie gawar’iu charaszo pa ruski. No, znaczit’, ja niemnożko panimaju, no nie wsio. Eta krasiwyj jazyk i ja padumał szto mnie nada jewo pauczit’... No własnie. Kak ja skazał – ja nie panimaju charaszo. Ucziłs’ia gawarit’ pa ruski w szkol’e.

Pech chciał, że tylko raz – no dwa razy załóżmy, ale szkoła podstawowa to nie to samo co liceum – trafiłem na prawdziwego pedagoga. Profesora Gajewskiego szczerze kochaliśmy. Chyba jako jedyna klasa, reszta się go zwyczajnie bała. My też, ale... przez ten strach zaczęliśmy się przykładać do nauki. Przy okazji byliśmy rozbrajająco szczerzy. Na początku nie mogliśmy nawet słowa wypowiedzieć. Koledzy ze starszych klas postarali się o odpowiednie wyedukowanie na temat nauczycieli. Oczywiście Gorbi (tak go nazywano ze względu na łysinę i przedmiot, którego nauczał,0) natychmiast zauważył nasze Przerażenie. My powiedzieliśmy, że się go boimy. I chyba dlatego nas polubił. Już nie pamiętam dokładnie jak to się wszystko rozkręciło. Fakt był taki, że liczył się dla nas tylko język rosyjski. I on to doceniał. Jak się człowiek nie nauczył, to był jeden wielki wstyd – czuliśmy się w takich przypadkach podle, jakbyśmy zawiedli cały świat. Nie wymagał od nas niczego nadzwyczajnego – chciał, żebyśmy się uczyli, nie żebyśmy wszystko mieli wkute na blaszkę, jak to często bywa, ale żebyśmy się uczyli. Widział i doceniał nasze zaangażowanie. Najważniejsze było dla niego to, że się staraliśmy. A błędy – po to był on, żeby nas poprawiać i uczyć. Reszta szkoły patrzyła na nas jak na wariatów – byliśmy jedyną klasą, która nie wieszała na nim psów, która go szanowała. Oczywiście strach nas nie opuszczał, ale był to inny rodzaj strachu – nie chcieliśmy go zawieść.

W rok nauczył nas... nie – w rok nauczyliśmy się rosyjskiego. W drugiej klasie dano nam inną nauczycielkę. Powiedzieliśmy jej prosto w oczy, że nie chcemy aby nas uczyła. Sprawa trafiła chyba nawet do kuratorium, ale nic to nie dało. Obiecano nam tylko, że w następnym roku, rozważą możliwość powrotu naszej klasy pod skrzydła Profesora Gajewskiego. No, a Frączakowa zaczęła się mścić. My nie pozostaliśmy dłużni. To się nazywa w świecie dorosłych „obywatelskie nieposłuszeństwo”. Efekt był taki, że osoby naprawdę uzdolnione językowo ledwo wyciągnęły się na trójczyny, a reszta pozostała na miernych. Pod koniec roku konflikt był już tak zaogniony, że nie było innego wyjścia, jak tylko oddać nam Gorbiego. Decyzja zapadła. Cieszyliśmy się chyba ze dwa dni. Profesor zmarł. Nie wiem, czy na pogrzeb pojechała cała klasa, tak czy inaczej byliśmy jedynymi uczniami. Prawie jawnie oskarżaliśmy Frączakową o spowodowanie jego śmierci, bo przy każdej okazji wypominała mu jakimi jesteśmy durniami i nieukami. Pamiętam pełne wyrzutów, czy wręcz nienawiści, spojrzenia, jakimi ją obdarzyliśmy. Unikała nas jak ognia.

Kurcze, to miał wpis humorystyczny... O tym jak dowiedziałem się, co dziewczynki z TATU śpiewają i zderzeniu tego z moim wyobrażeniem. Odebrało mi to w pewnej mierze radość z tego muzycznego żartu. Jest z tego jeden pożytek – poczułem ponownie piękno języka rosyjskiego. Powiedziałem kilka zdań... i jakoś tak ciepło mi się na sercu zrobiło. A Profesora Gajewskiego nie zapomnę nigdy. Nie zapomni go nikt z naszej klasy.