biggus_dickus // odwiedzony 369412 razy // [nlog_pierwszy_vain szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (1835 sztuk)
20:51 / 21.10.2014
link
komentarz (0)
"No i chuj. No i jakie teraz są procedury?"
20:53 / 19.10.2014
link
komentarz (0)
Chyba najwyższa pora na wyciągnięcie pewnych wniosków, wyznaczenie celu i obmyślenie strategii działania. Problem w tym, że ten cel nie jest wcale łatwy do wyznaczenia. Z czterech przedstawionych cech osobowości mam zaledwie jedną z niewielkimi domieszkami dwóch innych. Żeby jeszcze była nikła cząstka tej pierwszej wymienionej, to byłoby znacznie łatwiej. I to wszystko sprowadza się do prostego wniosku: pleśń można odkroić (przynajmniej w tej metaforze) albo wyrzucić. I kurwa nie wiem co zrobić...
19:18 / 17.10.2014
link
komentarz (0)
Dobrze, że wreszcie zaczyna się weekend.
21:33 / 14.10.2014
link
komentarz (0)
Ni chuja! Nie z takich rzeczy się wychodziło. Będzie dobrze albo bardzo dobrze :)
19:39 / 12.10.2014
link
komentarz (0)
Nadchodzi pora na duże i bardzo trudne zmiany. Zmiany na lepsze oczywiście.
15:37 / 11.10.2014
link
komentarz (0)
Raz na zawsze muszę zapamiętać, aby stosować się do zasady, że ryzykowne okazje należy wykorzystywać! Zgodnie z resztą ze swoimi przekonaniami, że lepiej żałować czegoś, co się zrobiło, niż tego, że czegoś się nie zrobiło. Kurwa no...
18:37 / 09.10.2014
link
komentarz (0)
Miałem pisać o tym, jak to czasami traci się chęci do czegokolwiek. Dalej o tym, jak to cały czas się uodparniam i w zasadzie bliski jestem obojętnego podejścia do sytuacji. Z tego pisania wynikło tyle, że skoro tak obojętnieję, to nie ma sensu o tym wspominać. Powstał jednak krótki wątek o tym, jaki obraz to przybiera.
19:12 / 07.10.2014
link
komentarz (0)
Chyba już wiem, z czego wynika ostatnia chęć do spędzania weekendów w odmienny niż zazwyczaj sposób. Oczywiście powodów jest kilka, ale tylko jeden tak naprawdę w odpowiedni sposób determinuje moje zachowania. Myślę, że niebezpieczeństwo zostało już zażegnane, przynajmniej na dłuższy czas. Rzecz jasna w tym temacie nigdy nie mogę mieć pewności niestety, ale na chwilę obecną uważam, że właśnie na dłuższy czas.

Dwa. Zawsze chciałem, to w pewnym stopniu mam. Ponadto bardzo cicha nadzieja na to, że ten pewien stopień z czasem urośnie do większej rangi. Muszę tylko jedno pamiętać: tutaj nie zadziałają kody, nie mam 3 żyć ani nie ma opcji "wczytaj".
17:19 / 06.10.2014
link
komentarz (0)
O rany! O rany! Alem pojebany!
13:00 / 05.10.2014
link
komentarz (0)
Potrzebuję wakacji. Bardzo długich wakacji.
21:37 / 04.10.2014
link
komentarz (0)
Chyba będzie już lepiej, choć nadal odczuwam wzmożoną aktywność neuronów. Niewykluczone, że jedna raptem sytuacja wpłynęła na mnie znacznie bardziej destrukcyjnie, niż zdawałem sobie z tego sprawę.
Jestem zmęczony.
20:02 / 02.10.2014
link
komentarz (0)
Ile warte są przemyślenia i wnioski, które w danym momencie wydają się stuprocentowo właściwe, by raptem kilka godzin później uważać je za głupie i bezsensowne zastępując zupełnie odmiennymi?
18:01 / 02.10.2014
link
komentarz (2)
Wczoraj to pisałem, jak to mi już radości nawet powrócony po latach Sikret nie sprawił. Ale jak w nocy mi się przyśniło, że ktoś go minimalnie tylko uszkodził, to mało co się zlany potem nie obudziłem ze strachu i wkurwienia. Wniosek z tego taki, że nawet jeśli w znacznej mierze się wypaliłem, to gdzieś głęboko wewnątrz mnie jeszcze jestem sobą.
18:43 / 01.10.2014
link
komentarz (0)
Dzień zaczął się od bólu głowy i niewyspania. Jazda do pracy raczej w ciszy z jakimś takim grzmoceniem wewnątrzczaszkowym. I w ogóle po prostu chciało mi się rzygać.
Prócz powyższego dość intensywnie kotłowały mi się myśli wszelakie w głowie. Tak wczoraj przed snem, jak i dziś podczas drogi do pracy. I tak w sumie od kilku dni. Z każdym dniem myśli te biegną w innym kierunku. W każdym, tylko nie w tym, w którym właściwie powinny. Oczywiście w jednej kwestii zdania nie zmienię, raczej nie mam jakichś autodestrukcyjnych ciągot. Niemniej jednak martwi mnie trochę fakt wynikający z mojego nastawienia i braku jakichkolwiek odczuć w niejasno wspomnianym temacie.

A tak nawiązując jeszcze do moich ostatnich wywodów o zatraceniu umiejętności czerpania radości z różnych rzeczy... po wielu latach wreszcie powrócił "Secret Service". I co? Kiedyś nieopisana byłaby moja radość, dziś przeczytałem kilkanaście stron i odłożyłem. Trochę tłumaczę to racjonalnością. Skoro periodyk jest dwumiesięcznikiem, to szkoda przeczytać go w dzień czy dwa, jak niegdyś. Niemniej jednak jakoś tak nawet bez trudu odłożyłem pismo na półkę.

Na koniec jeszcze jedno przemyślenie. "Konfliktem nuklearnym w 2017 roku rozpocznie się apokalipsa." - jak już takie napisy pojawiają się na murach, to koniec jest bliski. Może nie w 2017 a rok, trzy czy pięć wcześniej bądź później, ale coś jest na rzeczy.
20:48 / 29.09.2014
link
komentarz (0)
Co to się porobiło? Kiedyś przecież codziennie coś, czasem po kilka razy. Dzisiaj ile? Średnio półtora razy do roku. I nawet moja własna niepisana zasada odnośnie pisania na nlogu raczej bez polskich znaków, no chyba że cytaty albo coś, w tym wpisie odchodzi w niepamięć. A zajrzałem przed chwilą na innego nloga. Czwarty wpis od góry i powiało sentymentem. Chwilę wcześniej jakiś wątek na głównym o tym, co to będzie, jak nlog przemieni się w "404". Faktycznie kawał życia tutaj jest spisany. Mnie też nostalgia ogarnia właśnie, choć w lekko innej tonacji. Wszak gdyby nie ona, to bym pewnie go nawet nie odpalił.

Do rzeczy jednak. Kiedyś był czas, były chęci, dzisiaj tego brakuje. Człowiek żyje problemami jakby zbyt poważnymi, aby o nich szczegółowo się rozpisywać w sieci. Tak na prawdę to co to za poważne problemy? Głównie i przewlekle dotyczą one pracy. Ale przecież nie będę tu pisał, że to źle czy tamto źle. Moim zdaniem i tak zbyt mocny wpływ to na mnie wywiera, czego najsmutniejszym przykładem jest poruszanie tematu pracy podczas spotkań z przyjaciółmi. Co zrobić? Kiedyś problemy dotyczyły poziomu trudności w grze czy braku 25 zł na nową książkę z ulubionego uniwersum. Mimo to byliśmy wszyscy na swój sposób szczęśliwi. Dzisiaj czytam, że w ostatnich dniach miała miejsce (polska) premiera książki właśnie z ulubionego uniwersum. I co? I nawet nie chce mi się jej wyszukać na aukcjach. Kosztuje pewnie tyle, że nawet bym tego nie odczuł. Nie ma po prostu radości z tego wszystkiego, co kiedyś tyle frajdy sprawiało. Chyba za bardzo mieszam sens wypowiedzi, więc urywam wątek.

To, co chodzi mi po głowie to pewne przemyślenia na swój własny temat. Poza oczywiście nostalgią do tego, co między "kiedyś" a "dziś" gdzieś z "dobrego" stało się niemalże "bezwartościowym", to zaczyna mnie martwić moje własne ja. Sam obserwuję zmiany mentalne w sobie. Sytuacje, które kiedyś przyprawiłyby mnie o palpitacje serca i miesiąc bezsennych nocy dziś niemalże po mnie spływają. Jakbym stawał się maszyną. Zatrważa mnie to bardzo, choć powodem trwogi powinno być zupełnie coś innego. Po prostu czuję, jak obojętnieję. Przeistaczam się w człowieka, który rano wstaje dlatego, że musi (o tym było już nie raz), w pracy myśli tylko o tym, co zrobić aby najszybciej z niej wyjść po to, by w domu zrobić jak najmniej i położyć się do łóżka najlepiej jeszcze przed 20. Dzień za dniem tak mija i jedyne w czym staję się bogatszy przy takiej egzystencji to moje finanse raz w miesiącu, bo wreszcie kurwa jestem w stanie coś odłożyć. A może odkładam dlatego właśnie, że na każdą premierę nie klikam w "kup teraz"? Chodzi mi o to, że jak godzinę temu (19.30) szedłem się kąpać i stanąłem przed lustrem, to zadałem sobie pytanie, czy to już? To wszystko na dzisiaj? Nikt już dzisiaj nie zadzwoni, nie przyjdzie (o kurwa jak ja tego nie lubię, jak mi telefon dzwoni albo ktoś przyłazi nieproszony!)? Czy nic już dzisiaj mi się nie przytrafi; nie przydarzy nic dobrego? Czy już tylko umrzeć pozostaje? Tak, doskonale wiem, że bardzo mocny w tej wypowiedzi wzorzec Miauczyńskiego. No ale po co mam sam wymyślać, jeśli dokładnie tak się czuję?

Wrzesień dobiega końca, choć trafiają nam się jeszcze słoneczne i ciepłe dni. Być może już dopada mnie jesienna niechęć do czegokolwiek. Być może nadchodząca jesień wzburza we mnie pragnienie wolności, które ucichnie wraz z nadejściem wiosny za kilka długich miesięcy. Wiem tylko, że odczuwam jakiś brak, pustkę jakąś mentalną. Problem w tym, że o ile lubi ona co jakiś czas się we mnie uaktywniać, o tyle nigdy nie mogę znaleźć sposobu na jej wypełnienie. Oto moje przemyślenia z ostatnich dni.
16:53 / 22.02.2014
link
komentarz (1)
Czlowiek cale zycie uczy sie na bledach... ale chyba juz o tym kiedys wspominalem. I chyba nie raz.
20:31 / 15.01.2014
link
komentarz (1)
Przegladajac opinie o dyskach twardych oczywiscie natknalem sie na wypowiedzi za i przeciw konkretnemu modelowi. Rozbroila mnie natomiast ponizsza wypowiedz:
"Zgodnie z prawem Murphy'ego każdy dysk twardy padnie w momencie, gdy mamy bardzo pilną pracę. Ja w jednostce centralnej mam podpięte 3 dyski (Samsung, Western Digital oraz Seagate). Na każdym z nich jest zainstalowany Windows 7 i bliźniacze oprogramowanie. Jak padnie jeden dysk, to przełączam się na drugi. Jak padną dwa, to przełączam się na trzeci. Jak padnie płyta główna, to wyciągam dysk z kieszeni, władam do stacji Welland ME-752SE i podłączam do laptopa. A jak na jednostkę centralną spadnie meteoryt ? Na tę sytuację nie jestem zupełnie przygotowany."
15:35 / 01.06.2013
link
komentarz (0)
Jasny gwint... przejrzalem wlasnie ostatnie wpisy. Wiele lat temu mialem problem z jednym smokiem w Faerunie a jego pokonanie powstrzymywalo mnie przed ukonczeniem gry. Jak sie okazuje smoka zabilem blisko poltora roku temu a mimo to od tego czasu gra dalej lezala odlogiem. Byla chyba sesja, jakies inne utrudnienia, wreszcie chyba najpotezniejsze - Diabolo 3. Niemniej jednak po roku tluczenia w "Diablo III" i pokonczeniu innych tytulow, w ktore kiedys zaczalem grac przysiadlem pare dni temu do "Tronu Bhaala". Znow potrzebowalem chwili na przypomnienie sobie zawartosci kaplanskich zwojow, ksieg czarow maga i ekwipunkow. Dokonczylem z dawna porzucone zadania, podjalem sie glownego watku. Okazalo sie, ze jestem juz na koncu gry. Kilka potyczek musialem odlozyc o dzien lub dwa, aby na spokojnie wymyslic strategie na kolejnych niepokonanych wrogow. Wreszcie dzis po sam nie wiem ilu latach dokonczylem sage o potomku boga mordu. Na sam glos Piotra Fronczewskiego czytajacego tekst opowiesci az sie lezka w oku kreci. Mmm az zal, ze ten znamienity aktor nie jest lektorem we wszystkich crpgach :)
23:00 / 14.01.2012
link
komentarz (0)
Delikatnie do przodu. Przynajmniej w jednej sprawie. Jeszcze troche. Jeszcze pol roku.

Z innej beczki. Czasem warto poczytac cudze wypowiedzi na tematy rozmaite. Oto przytocze jedna ponizej:
"dlaczego ludzie nieudaczni, nieatrakcyjni, brzydcy i głupi nie przyjmą do wiadomości tego, że są tacy dlatego żeby właśnie nie przyciągać płci przeciwnej, nie rozmnażać się i nie przekazywać dalej swoich cech bo mają geny spaprane. jak mają mało warty materiał to właśnie widać to po wyglądzie i po tym jacy są. dla nich nierozmnażanie się to powinna być misja, sami powinni wiedzieć żeby przypadkiem nic nie wydać na świat. w świecie zwierząt takie osobniki/osobniczki kończą w żołądku innego drapieżnika. na tym polega ewolucja. a nie zaśmiecają mi tu neta jakimiś idiotyzmami, że są smutni strasznie bo samotni/e. macie nie robić głupich dzieci, pracować, płacić podatki, wydawać i wyzdychać przed emeryturą bo trzeba będzie jeszcze na was płacić."
Jakis sens, trzeba przyznac, to ma. Przynajmniej odwolanie do swiata zwierzat. Moim zdaniem.
21:21 / 28.12.2011
link
komentarz (3)
Nie bylo mnie tu dobre 2/3 roku, albo i wiecej. Coz... porzucilem pisanie z braku czasu, niekiedy ochoty, glownie rutyny w zyciu. Bynajmniej jak to ze wszystkim u mnie: co by sie nie dzialo, to byle do przodu... i tak oto pare godzin temu naszlo mnie na przywrocenie instalacji \"Wrót Baldura II: Tronu Bhaala\", godzinne siedzenie i przypominanie sobie wszystkiego, co mialem dostepne (glownie czarow i zaklec wlacznie z nauka od nowa przynajmniej polowy z nich) i wreszcie poszlo. Smok, ktory powstrzymal mnie od ukonczenia gry kilka lat temu lezy we krwi, a ja co prawda gry nie ukonczylem, ale pokonalem bardzo duza bariere :) Przede mna teraz kolejni przeciwnicy: kilku doktorow i profesorow z wiedza na poziomie od eksperckiego po arcymistrzowski wlacznie, niektorzy sa nawet wieloklasowcami. Najwazniejsze, ze po przejsciu etapu, jakim jest sesja, bede mogl powrocic do starego dobrego Baldura, do ktorego wzdycham od lat (jakos te nowe crpgi tak nie przyciagaja i nie zapadaja w pamieci, jak stare, dwuwymiarowe, poczciwe Baldury, Tormenty i Icewindy).
Wydawac by sie moglo, ze nie mam problemow i zmartwien, skoro jaram sie zabiciem wirtualnego smoka po latach zaniechan i prob na przemian. Mam problemow i to bardzo duzo. Wszystko sypie sie od czerwca, ale wierze, ze w nowym roku bedzie lepiej i ze wszystkim sobie poradze. Moze to potrwac, ba! Nawet na pewno potrwa, ale poradze sobie. Ja sobie nie dam rady? Tym optymistycznym akcentem zycze wszystkim sprzymierzonym i przede wszystkim sobie (a co, jestem egoista) wszystkiego dobrego!