jawor // odwiedzony 37846 razy // [gas_werk szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (1 sztuk) | wszystkie (4294967207 sztuk)
04:22 / 06.11.2017
link
komentarz (0)
Siewka nlogu pamiętniku internetowy ty mój
21:42 / 11.06.2013
link
komentarz (0)

Marniak

Dzisiaj jestem chory, mam popsute gardło i brzuch i jestem marniakiem w związku z tym.

Na bank pamiętasz tę scenę jak w Pitbullu trzeźwy Metyl został wyjebany z domu i ta scena jest mi tak bardzo bliska, że aż przykro o tym myśleć, zwłaszcza jak myślę o komplementach przy maszynie z wodą mineralną w Stoke, przy Grand Union w Londynie, czy we Flow w Warszawie i jak pomyślę o tym, że jestem już emerytem i takich komplementów już nie będzie chyba.

Miałem napisać to wczoraj, ale piszę dziś. Wczoraj byłem smutny, że włączam Bieswi, wpisuję swoje imię z golem (niejednemu psu Burek na imię) i mi smutno, że od razu wiem, jaka jest *dzisiaj* data. Dzisiaj już bym nie wiedział z powodu wyczerpania zasobów, przez co jestem jeszcze smutniejszy, chociaż im bliżej dna, tym szybciej ma szansę się odbić od czegoś, a ponoć bez dna nie da rady, a ja nie daję? Zdefiniuj dno co.

Życie może przytłaczać, jak wychodzisz z pierdelka za skórę, próbujesz uczciwie żyć, a wiatr nie przywiewa dobrych czasów pierwszej klasy, wręcz przeciwnie - wieje w oczy, dupeczga nie akceptuje przyczyny pierdelka, a pokusa powrotu do złych rzeczy non stop widnieje na horyzoncie. Bywa ciężko, a położyć się na ziemi z tępym wzrokiem skierowanym chujwikaj, a potem wziąć telefon i szukać kogoś, z kim można pogadać , a ten ktoś jest dopiero pod koniec alfabetu, to czasami rozwiązanie Dziecka Szczęścia. Może być dużo gorzej, a wiem, bo niedawno był Dzień Dziecka.

Nie wiem czy iść jutro na kawę z MeShell podyskutować o medytacji, bo jestem marniakiem, a nie chcę być większym marniakiem jutro z powodu zdrowia. Zwłaszcza, że ona pierdoli coś o jakichś identity, tak samo jak Zbrochu o jakichś essencach, a ja SPOKO wdech, wydech i jeszcze zostaje nadwyżka. A ja na bank nie będę musiał tego wymazywać, bo nawet nie sprawdzę czy muszę. Nawet teraz Stjarnan strzeliły gola w Pucharze Ligi Islandzkiej, a ja mam na to tak ślicznie wyjebane, nawet jeśli jakaś dupeczka miałaby mnie kopnąć w mój fajny tyłek. Nawet pomimo świadomości, że jakbym teraz pojechał do Warszawy, Londynu czy Stoke, to nikt już by mnie nie skomplementował tak jak kiedyś.

Marniactwo marniactwem, wdech, wydech, jeśli dwa lata temu w tydzień pokonałem żółtaczkę, to przecież o co cho, jak coś mnie nie zabije, to już raczej nie zaboli, a nawet jak zabije, to nie zaboli yo.

17:55 / 27.05.2013
link
komentarz (0)

Wspomnienia, iks de

To było tak, osiedle Bielany, dwudziesta druga (gdzieś tak), dwutysięczny jedenasty, dwudziesty ósmy grudnia, mniej więcej tak, przyjechało paru koleżków do znajomych z ciekawym cv, których spotkali w marnej knajpie, która nie widnieje nawet na google maps, bardzo ciekawe doświadczenie, kilka nowych ciekawych znajomości i kilka nowych obserwacji. Tych samych paru koleżków kilka godzin później pojechało tam, gdzie sucz leci na biznesmena, ale na hustlerów i bokserów też, śmieszne co, tak samo jak przekonanie, że tzw. najlepsze sucze lecą na biznesmena za samo bycie biznesmenem i sos w portfelu, ale nie o tym, nie o tym, nie o tym była mowa, ale o tym, że tych samych paru koleżków z paroma nowymi znajomymi pojechali do innego lokalu, bardziej odpowiadającemu rannej już niemal godzinie i upojeniu alkoholowemu, wśród których również należałoby upatrywać przyczyn rozpalenia żądzy i namiętności między młodszym spośród koleżków oraz najmłodszej spośród nowych znajomych. Ich słodki pocałunek z pewnością mógłby być bujnie opisany przez tzw. artystów pisarzy, jako że nie jestem jednym, to określę go jedynie jako bardzo słodki pocałunek. Nawet to nie ja tak to określam, ja w ogóle staram się uciekać od dokładnego (bo się nie da) opisywania rzeczy niedoskonałym ludzkim; to ona użyła słowa 'słodki'.

Streszczając się, bo jestem z tych, co upraszczają rzeczy (there-is-a-whole-lot-less people) w przeciwieństwie do tych, którzy je komplikują (there-is-a-whole-lot-more people), ale i tak w tyle za tymi, co się z rzeczy śmieją (there-is-a-hole-in-the-bottom-of-the-sea people), kilka dni później mój kolega Adam D. poczuł się kurwa taki mały... jeden gość mu 9,9 wyrywa i dupę z gościem na jednej imprezie, a on z liceum party z gwara wyszedł sam, ale kilka dni później okazało się, że nie ma słońca, tylko cień w głowie, a to był jeden raz, 9,9 wie, młodszy z koleżków nie, dobranoc, cześć, cześć, cześć.

Cześć, świat łamie każdego, ale później kości się zrastają i jesteśmy w tych miejscach mocniejsi i choć napisał to Ernest Hemingway, dokładnie ten sam facet, który się zastrzelił, to chyba jednak rację miał. Świat poszedł do przodu, pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty, fake prinzess na konno, z której śmiałem się kilka miesięcy później, tak samo jak śmialiśmy się 18 miesięcy wcześniej z Gerganki, że jest fanką bułgarskiego (she kind of has to), pojawiły się też inne, nawet na konno, co prawda nie prinzess, ale zawsze, powiały się dziki, dzikie, modelki na siłę z poczuciem słabości (po dwóch zamienionych zdaniach już miałem dość ich), modelki, których nie miałem dość, 10/10, fit sportswomen, lewaczki, prawaczki, chodzi o to, że świat poszedł do przodu, bo cały czas idzie, panta rhei czy coś, rurze w walentynki, jager na dzień kobiet i coraz rzadziej przypominałem sobie o tym, że to był jeden raz, 9,9 wie, ja nie, dobranoc, cześć, cześć, cześć.

Cześć, ponad pół roku temu byłem z moją super koleżanką w Londynie na stand-upie Waltera Jima, na której w szalenie szowinistyczny sposób opowiedział on historię, z której wynikał morał, że nie należy porzucać swoich marzeń. Dwa miesiące później byłem na ciekawej wycieczce w Kijowie, kolejny miesiąc później przeprowadziłem się do Singapuru, po kolejnych trzech miesiącach wróciłem, parę tygodni temu spotkałem się z 9,9, piliśmy jagermajstra i byliśmy odwiedzić pana inspektora Adama. Coś dobrego, coś złego. Jest luz, słowo, a jednak się wkurwiam czasem. I jak nie będzie klawo w miłości i jak nad ranem po koksie rozpocznie się depresja i wschód słońca, to przypomnę sobie o 9,9 i o motcie: You should never give up on your dreams.
16:40 / 08.04.2013
link
komentarz (0)

Cześć Kendrick

Cześć Basia, ty będziesz tańczyć, ja stać przy barze, to znaczy jakoś 7 metrów od niego, ale luz, 85% mniej cebulactwa niż dwa i pół roku temu, a wtedy było cebulactwo połączone z brakiem wrażeń tłumionych wódką żołądkową gorzką (rudą), chociaż przez to cebulactwo było sporo ciekawych wspomnień, jak chociażby to dwa i pół roku temu, co zresztą było później wyolbrzymiane przez KCTG, tak samo jak wieczór panieński. Ale props dla KCTG za te przeżycia wspólne, za to mimo wszystko antyprops (z dzisiejszym umysłem) dla Łoltera za to, że nie umi w ryj dać nie umi. I oczywiście nie chodzi o za mnie w gwarze, tylko mi za gwarem.

Teraz już tego chamskiego cebulactwa nie ma, coś dobrego, coś złego, grunt to umieć się odnaleźć w nowych czasach, bo czasy ciągle się zmieniają, a wiedzieć rzeczy oczywiste wcale nie jest łatwo, sprawdź to, fenomen taki, prawie jak hashtag hihi. You wanted an encore but there's no encore today. The moment is now, can't get it back from the grave, ale no nie zabierajmy splendoru Kendrickowi przy tej okazji, bo zdecydowanie wygrywa weekend.

Poza tym obejrzałem Żółty Szalik już prawie tyle razy co Rounders, zdecydowanie #2 pod tym względem. I obejrzę jeszcze dziś sobie raz.
03:13 / 03.02.2011
link
komentarz (1)

Everything's cool right now. Might be some problems later but we'll cross that bridge when we come to it.

23:16 / 31.01.2010
link
komentarz (1)

Co jest cięte 2010

A teraz czas na pisanie dysertacji żeby potem mieć prawo być snem polskich osiedli, nie wiedzieć co to znaczy haczyć od starych pengi, uwalniać umysł, mieć własne marzenia, nie przeceniać na maks przeznaczenia, poobijać się przez chwilę po świecie, jeszcze raz pojechać na Maltę i na koncert Lady Gagi, posłuchać płyty winylowej BRD, przeczytać książki ze skierniewickiej listy lektur, wziąć najki i najlepsze polo pod kolor plus paszport, mieć styl pod kontrolą, wrzucić perfum na szyję, całą resztę dreipoląc, oglądać Orange Sport 16 godzin tygodniowo 30 tygodni rocznie, chodzić na Konwiktorską i Łazienkowską na MESA, słuchać Mesa i nie potrzebować wiele do szczęścia, słuchać Rena, szukać Supersztuki, šukat sztuki, żyć zdrowo, szamać bibułki z szynką, mieć szacunek w Azji, nie znać zasad futbolu amerykańskiego, krykieta ani bejzbolu, wybrać fucking big television, uczyć się italiańskiego, doskonalić Ślůnski, English, Eλληνικά, Русский i Afrikaans, mieć nos biały jak skrzydła orła bielika, mieć życie które warto żyć, lubić kiedy mówicie na mnie Pan Xav - sprytny b-boy, żeby nie musieć chodzić po robocie na frytki z rybą, przedwczoraj ściszać telewizor, widzieć szczęście najbliższych, zanim jeszcze się przekręcę jak kickflip