maelen // odwiedzony 26310 razy // [nlog/last day/by/zbirkos] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (138 sztuk)
17:03 / 13.12.2017
link
komentarz (0)
Ciagle jestem. Czas plynie.
Starzy znajomi powypadali.
A ja ciagle jestem.
Tym razem w innym wymiarze.
Teraz Szkocja i jest dobrze. :)
15:58 / 13.11.2012
link
komentarz (0)
Sentymentalnie mi sie zrobiło i wracam na stare śmieci.

Moje życie zmieniło sie radykalnie odkad opuściłam Irlandię. Nie po raz pierwszy jednak i pewnie nie ostatni, ale teraz juz zupełnie inaczej patrze na wszystko.

15:21 / 11.10.2011
link
komentarz (2)
Po kolejnej, okropnie dlugiej przerwie, jestem.
Postaram się strescic.
Minelo 6 dlugich lat w Irlandii.
Przez ten okres czasu przeprowadzilam sie 10 razy. Zostalam oszukana przez innych polakow na mnostwo pieniedzy. Przewinelo sie przez moje zycie 8 roznych facetow z czego spalam z piecioma z nich. Ostatni, Mr D. calowal najlepiej na swiecie i byl moim bardzo dobrym kolega. Sadzilam, ze wyjasnilam z nim sprawe, ale faceci jakos nie potrafia przejsc do porzadku dziennego kiedy sypiaja z kims i to nie oni podejmuja decyzje, ze to byl tylko sex i naprawde nic wielkiego sie nie stalo. Potem zachowuja sie dziwnie.
Przeszlam operacje. Pochowalam meza. Wytoczylam wojne tesciowej. Zakopalam topor wojenny z matka (ja swoj zakopalam ona swoim czasem jeszcze macha, ale mnie to juz nie rusza).
Omal nie wrocilam do Marka, ale w ostatniej chwili zrobil dziecko Beatce i uwolnilam sie raz na zawsze.
2 czerwca 2007 pobrali sie. Teraz ma to czego zawsze chcial :)
Ja nareszcie jestem wolna.
Raz jeden umarlam.
Zabil mnie ten, ktorego mialam za przyjaciela...
Nie zapomne...:]
Potem trwalo kilka miesiecy powstawanie z popiolow, ale powstalam i jestem.
Inna.
Gdzie indziej.
Zostawilam Irlandie za soba.
26 czerwca 2011 zamieszkalam w SZkocji.
Nowe zycie czas zaczac.
Ile razy mozna?
Do skutku!
22:57 / 03.12.2010
link
komentarz (0)
Czasem przypominam sobie o tym kaciku. I wracam :)
To miejsce to bylo cos. Tak wiele sie wtedy zaczelo i tak wiele potem sie stalo. Dobrego i zlego.
I bede tu wracac. Jesli wlasciciele servere nie postanowia inaczej :)
Pozdrawiam, choc ze starych znajomych chyba nie ma tu juz nikogo.
20:09 / 04.11.2009
link
komentarz (3)
Saganek się znalazła, choć znów słuch o niej zaginął, bo ona jak zwykle szalona, żyje emocjami, miłością i czym tam tylko chcecie.
M. też się pakuje w kłopoty.
Pan Md. jest wszak zakontraktowany. W dodatku jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności unika mnie jak ognia. Ciekawe dlaczego?
Przecież wiem, że się z M. spotyka i raczej nie zajmują się wtedy wyszywaniem.
Boi się, że jej powiem, że on ma żonę? Powinien sie raczej bać, że powiem żonie! A cierpliwość mi się kończy i jeśli on sam nie zacznie mówić prawdy, będę musiała wkroczyć do akcji. Bo M. skrzywdzić nie dam.
No.
Latka lecą a nlog wciąż taki sam. :)
Ktoś tu wogóle żyje jeszcze?
03:34 / 21.12.2008
link
komentarz (0)
3-go grudnia zaginął Saganek. :(
Szukaja, a ona milczy uparcie. Święta tuż tuż. Tęsknię do niej, mogła by przylecieć do mnie do Irlandii zamiast się gubić. :(

Ehhhh....
16:22 / 13.12.2008
link
komentarz (0)
Jestem!

To juz 4-te swieta na Zielonej Wyspie. Co prawda w minionym roku przypadkiem udalo mi sie zaliczyc Boze Narodzenie po polsku, bo wyladowalam w szpitalu. ;]
Ale tak naprawde to sie nie liczy.
Teraz mam choinke. ;] I playstation 3 ;]
I Nintendo DS i nie wiem na co poswiece te cale dwa dni wolnego, jakie mi przypada na swieta.
Sniegu nie ma, ale to mnie juz nie dziwi. Dziwi mnie przenikliwe zimno i dlaczego mam zapowietrzony grzejnik w pokoju i dlaczego w zimie cieknie mi sufit w lazience.
Dziwi mnie tez jak Irlandczycy przetrwali tyle stuleci zyjac tak jak zyja.
To jakis fenomen. Powinno sie ich poddac wnikliwej obserwacji bo oni chyba jeszcze nie wyszli z epoki zelaza. Z kamienia lupanego i brazu raczej tak, ale dalej niz epoka zelaza nie siegaja.

Dobra, nie bede marudzic.
Powiem Ze bardzo podoba mi sie Szkocja. I chyba sie tam przeprowadze, jesli wszystko pojdzie po mojej mysli.
No i Szkoci mimo wszystko przystojniejsi ;P
11:42 / 06.08.2007
link
komentarz (2)
Lubie miec wszystko jasne. Mam.
Rozsadek przedewszystkim.
Nie mam, ale rozumiem i potrafię sobie wytłumaczyć realia.
Lubie miec wszystko jasne.
Sa rzeczy, ktore nigdy nie beda mi dane. Emocje, ktorych nigdy nie doswiadcze.
To dobrze.
Nie jestem dobrym czlowiekiem. Za to trzeba zaplacic.
Dobrze mi z soba. To wazne. :)
12:16 / 13.06.2007
link
komentarz (3)
Po cichutku wracam na nlogowe łono.
Dalej po Drugiej Stronie Lustra.
Zmieniłam pracę, stan cywilny, życie towarzyskie umarło troszeczkę.
Zostałam porzucona przez kochanka i faceta. Tak, miałam faceta i kochanka. Jeden tam drugi tu. Już nie mam. Pewnie to za karę, że nie mogłam się zdecydować.
Mam przyjaciela.
Fantastycznego.
Męski przyjaciel to naprawde skarb. Szkoda tylko, że nie potrafi mnie przytulić.
Pewnie i tak przestraszyłabym się, gdyby to zrobił.
I szkoda, że dla niego jestem tak bardzo bezpłciowa. I bardzo szkoda, że podkochuje się w mojej Siostrze.
Jest fantastyczny. I gdyby nie był moim przyjacielem i gdyby nie inne gdyby, zakochałabym się w nim.
Ale wtedy przestałby być moim przyjacielem.
Nie oddałabym tego co mam za chwilę fizycznej przyjemności.

Ja nie nadaję się na przyjaciela.
Nawet nie potrafię odwzajemnić tej przyjaźni.
Nawet nie potrafię mu pomóc być szczęśliwszym.
Chciałabym.
Chciałabym dać mu to czego pragnie.
Nie rzucę zaklęcia na własną siostrę. NIGDY!
22:10 / 13.12.2005
link
komentarz (0)
Zeby nie bylo, ze nic nie pisze. :]
Pisze. Swiateczna goraczka w Irlandii. Ludzie lataja po sklepach jak zwariowani i wydaja pieniadze na pierdoly.
U mnie trzecia zmiana mieszkania i chyba 33 zmiana ...
Nie wazne. Na razie sie jakos udaje. Dzis przylatuje moja kochana siostrzyczka Gilly. Od wczoraj straszne przymrozki. Wiadomo- wiedzma sie zbliza. :)
Zmienilam tez prace.
Moze nie bede zalowac.

Wszystkim czytaczom Wesolych Swiat!!!!

Merry Christmas!!!!!
12:46 / 04.08.2005
link
komentarz (0)
No i znów jestem na moment w Polsce. Dosłownie na moment, bo już jutro wylatuję z Warszawy. Ciągle się spieszę.
Kocham kraj w krórym teraz przyszło mi żyć.
Kiedy rano jadę do pracy, czuję, że jestem na właściwym miejscu. Potwierdza to fakt, że ludzię w autobusie pozdrawiają mnie jak starą znajomą. Albo kiedy w niedzielę idę na spacer spotykam znajomych irlandczyków i rozmawiamy tak jak gdybyśmy znali się od wielu lat.
Wrosłam w ten kraj. Wiedziałam, że tam jest mój prawdziwy dom. Jakoś zawsze to wiedziałam. Teraz to stało się faktem.
I choć czasem się wkurzam, bo oni żyją inaczej, to jednak nie mam ochoty wracać.
Wręcz przeciwnie...dość mam Polski choć jestem tu tylko kilka dni.
00:12 / 08.07.2005
link
komentarz (0)
Zakochalam sie do jasnej cholery!!! A mialam juz nigdy wiecej i wogole!!!! A moze tylko pragne do nieprzytomnosci????
I choc ma on wady, wiem. To jakos nie moge przestac.
Jest najlepszy!!!!!!
Poprostu...Mr.Perfect!!!!
18:07 / 21.03.2005
link
komentarz (0)
Opuscilam tamten kraj. Teraz jestem tu. W Irlandii. Kraj jest to niezwykly. Ludzie jeszcze bardziej. :]
Mamy lato. Kwiaty na lakach. Slonce i krotkie rekawki.
Zyc nie umierac.

Skonczyl mi sie zwiazek z Panem M. Definitywnie. Brakuje czegos. Mialam nadzieje, ze to juz na zawsze, ale on mial inna nadzieje jak widac.
Dobrze ze nie skonczylo sie stanem beznadziejnym i przy nadziei. :D
Teraz sama jestem. Nie powiem zeby mi sie to wybitnie podobalo. Ale nic to. Szukam innej pracy. Ta nie daje mi satysfakcji.
Gdyby ktos z Was cos wiedzial o interesujacym wakacie to prosze zostawic info :P Szybko sie ucze :]

Pozdrawiam.
10:52 / 09.01.2005
link
komentarz (0)
Zanim opuszczę ten kraj popełnię morderstwo. No przynajmniej komuś przypierdolę! I będzie to konkretna osoba.
KURWA !!!!! Jak ja jej nie trawię, żygam już tym jadem którym nasączała mnie od dzieciństwa. Ktoś twierdzi, że to miłość z jej strony. Pogięta ale jednak miłość. Ja dziękuję za taką miłość. I jeśli to prawda to jak musi wyglądać nienawiść?? Wolę być nieczułym egoistą niż kochać w ten sposób. To jest przemoc psychiczna a nie miłość!! To pierdolona patologia!
I jak ja mam być poukładana emocjonalnie mając takie podstawy wychowawcze?
Nic się nie zmieniło. Tyle lat i ciąglę jest jak było. Tyle, że ja mam mniej cierpliwości i przypierdolę jej przed odlotem chyba.
Potem będę żałować. To pewne jak w banku szwajcarskim.
Bo jestem inna niż ten gad podły, który mnie usiłował wychować. Pecha miała biedna, bo trafiłam na ludzi, którzy pokazali mi czym naprawdę jest życie rodzinne.
Szkoda tylko, że ja mogłam je oglądać niczym serial w telewizji. Nie było mi nigdy dane takiego życia zakosztować.
Ja też jestem patologiczna. Moję życie rozpierdoliło się pod wpływem naleciałości z przeszłości. Teraz moje dziecko nasiąka patologiczną miłością i wypaczonym obrazem rodziny.
Niedziela. 10 stycznia 2005 WKURWIENIE STAN KRYTYCZNY!
20:23 / 25.12.2004
link
komentarz (0)
Right. Jutro wybieram się do Catty.
Robbie już tam jest i pewnie imprezują na całego.
Robbie jest Irlandczykiem, gdyby kto nie wiedział i jest bardzo zakochany. W Catty oczywiście. Ona wolałaby Profesora, ale Robbie ma swój urok a ona...potrzebuje urokliwych i ciepłych facetów, choć może wydaje jej się inaczej.
Tak, my wszystkie tutaj mamy jedną skłonność. Kręcą nas faceci, którzy nas nie szanują.
Znaczy, to nie dotyczy Profesora. Profesor jest ponad wszystko i wszystkich. Tyle, że Profesor jest...jak by to ująć...tworem wyobraźni i to bynajmniej nie naszej.

A ja? No cóż. Czuję się oszukana. Nie przez Catty ani Robbiego, ani przez żadne z moich przyjaciół. Oni są idealni. Wkurwiam ich czasem, ale to przyjaciele. Powkurwiają się i im przejdzie. Kocham ich i oni mnie chyba też...I hope :P
Czuję się oszukana przez kogoś, kogo kochałam. Ale nie był to przyjaciel. Nie mogłam bowiem otwarcie z nim rozmawiać na wszystkie tematy. Skoro to nie był przyjaciel, jaki sens w zamartwianiu się, że sobie poszedł? Ano żaden, ale człowiek czuje się podle i już.

Życzę mu jak najlepiej. A najbardziej ze wszystkiego, życzę mu żeby jak najszybciej wyrzucił mnie z pamięci.
Ja bym chciała to zrobić z nim.

Klina klinem? Perhaps tak właśnie zrobię. Już mi żal tego klina no ale co tam. Raz się żyje, potem się tylko straszy.

Głupoty gadam wiem.

Tak naprawdę to chce mi się żygać tym całym życiem. Święta, które właśnie mijają to jakaś cholerna pomyłka.
Znów nie chce mi się żyć. Tak poprostu. Mam ochotę zasnąć i mieć wszystko w dupie!

Nie wiem nawet dokąd zaniesie mnie los. Jak to się wszystko skończy...Tu przynajmniej już zaczynałam mieć jakieś "perspektywy".
Jedną i najbardziej realną była ta, że skończę jako dziwka na ulicy albo jako kloszard na dworcu pkp w Katowicach. Albo, że nie wytrzymam nerwowo i ...coś wymyślę bardziej drastycznego. Ale skuteczniejszego. Ostatecznie zagłodzę się na śmierć i znajdą mnie po tygodniu na wpół zjedzoną przez psa (kundla, nie owczarka alzackiego) i cztery koty.
Biorąc perspektywy znalezienia przezemnie pracy po tylu latach bezskutecznych poszukiwań, to bardzo wyraźnie zarysowana przyszłość była.
Zachciało mi się zmian. Mam więc bilet na samolot. Torbę podróżną mojego byłego. Powinnam chyba oddać ale do czego się spakuję? Oddam. Kiedyś. Może. Prawdę mówiąc oglądanie tego typu pamiątek też przyprawia mnie o mdłości....
Dlatego muszę się wyprowadzić. Łazienka jest jego tworem (choć nie dokończonym ale zawsze) półka nad telewizorem, ta sterta płyt tuż obok komputera...nie zabrał, ciekawe dlaczego...Szczoteczkę do zębów chyba mogę już wyrzucić. Nic się nie zmieni pod tym względem. I wodę kolońską...a jego rzeczy? Jeszcze jakaś koszulka...Pocztą wyślę. A z resztą pierdolę to. Niech sobie przyjedzie i pozabiera. Kiedy ja już będę na pokładzie samolotu. Ktoś mu otworzy. Dom pusty nie stoi.
Cholernie się boję. Ale zacznę się martwić kiedy już stanę tam na płycie lotniska w Dublinie.

Najbardziej boję się moich wewnętrznych zmagań. Nikt nie może mi pomóc choć widzę, że kilka osób bardzo by chciało. Próbują wyciągnąć ze mnie powód mojego zamyślenia na przykład. Ale ja nie chcę by mi pomagano. Muszę sama. Kocham ich i nie potrafię im powiedzieć 'dajcie mi spokój, ja muszę uporać się z tym sama'. Doceniam ich dobre rady ale w chwili obecnej bardziej mnie one irytują niż pomagają.

Kochani moi przyjaciele...Jeśli będę potrzebować rady, przyjdę właśnie do Was. Wybaczcie mi więc, że teraz nie będę z Wami rozmawiać. A jeśli zaczniecie naciskać...Nie, nie przestanę Was kochać. Poprostu zacznę udawać. Że wszystko jest ok choć w środku będę gniła z wściekłości i żalu do tego wszystkiego.

Jestem już taka popierdolona i nic na to nie poradzę.
15:39 / 02.11.2004
link
komentarz (1)
Nie wiem czy dam radę reaktywować tego nloga. Ma swój urok. Czuje dziwny sentyment zaglądając tutaj. Lecz we mnie już tyle zmian sie dokonało.
Wybrałam nowy layout i dopiero po załadowaniu zobaczyłam co na nim jest napisane...Tak, ja właśnie ostatecznie umieram. Kończy się właśnie ten związek, który skłonił mnie do uzewnętrznienia siebie w ten sposób. Komu się chciało czytać to co tu pisałam ten wie. Tak. Kończy sie dopiero teraz. A ja zaczynam od nowa. Sama? Sama. W obcym kraju, w obcym mieście i w nie swoim domu.

"A droga wiedzie w przód i w przód,
Skąd się zaczęła, tuż za progiem (...)"
11:24 / 30.01.2004
link
komentarz (6)
Wooooooooooooooowwwwwwwwwwww wróciłam :D Ale byla jazda :D Dwa lata mnie nie było? Jestem pod wrażeniem :D
13:02 / 13.12.2002
link
komentarz (1)
A mam to wszystko gdzieś!! Zabieram swoją miotłę i wylatuję na weekend cały. Choć wolałabym wsiąść do pociągu byle jakiego bo za zimno na latanie. Trudno. Ogrzeję się przy sabatowym ognisku.

Do zobaczenia...


-----------------------------------------------------Well, here’s the thing. Uh ...I'm witch!
12:56 / 13.12.2002
link
komentarz (0)
Nie wiem czyje to ale mi sie podoba :

"Tylko takie usta, które już piły ze źródła zwątpień
Można przekonać, że zabroniony pocałunek nie jest grzechem".





Albo ten:

"Największym grzechem jest grzech miłości.
Jest tak wielki, że trzeba aż dwojga, aby go popełnić"


Zatem, ja jeszcze nie grzeszyłam bo moje związki uczuciowe zawsze były jednostronne...czy to w tą czy w drugą stronę.

13:02 / 11.12.2002
link
komentarz (0)
Mój pokój był jak twierdza. Tylko dla mnie.
Otaczali mnie w nim najlepsi przyjaciele..."Chłopcy z plakatów".
Był mroczny ale Ciepły.
Wieczorami rozbrzmiewał muzyką.
Lubiłam te wieczory przy zgaszonym świetle.
Mój pokój był świadkiem mojej samotności, jedynym
świadkiem moich łez i powrotów nad ranem...
Mój pokój był jak sanktuarium.
Obcy czuli obecność tajemniczych mocy i opuszczali
go czym prędzej. Przyjaciele zostawali do późna w noc.
Siadaliśmy na podłodze, gadali, śmiali się, pili piwo,
słuchali muzyki.
Byłam szczęśliwa...
Aż któregoś dnia do mojego pokoju wszedł wróg...
Pod postacią przyjaciela, wśliznął się niepostrzeżenie.
Moja twierdza runęła, została zrównana z ziemią.
Już nie przychodzą przyjaciele...
Całe moje życie stanęło na głowie, po czym runęło
z łoskotem.
Pozbyłam się nieprzyjaciela, ale nie odzyskałam mojego azylu.
Trochę żal...

/ukazane drukiem 15.11.97/