mariposa // odwiedzony 137092 razy // [xtc_warp szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (610 sztuk)
01:50 / 08.05.2010
link
komentarz (3)
Teście u nas byli na taką oto okoliczność, żeśmy się z mężem wybrali na mały wuajaż. Cztery piękne i beztroskie dni w Lizbonie, których jedynym upierdliwym akcentem było to, że bez przerwy zarzucałam tekstami zaczynającymi się od słów "ciekawe, czy Matylda...(tu wpisać dowolnie: jadła, spała, kupę zrobiła, itd, itp.). Wspaniale jednak było się wyspać. Później se pomyślałam, że po kiego grzyba było tyle hajsu ładować w Lizbonę, mogliśmy się u mojej cioci na Bielanach przekimać parę dni i efekt byłby podobny. Oh well.
W każdym razie, teście byli i się zmyli właśnie wczoraj, co było dla nas wszystkim bolesnym powrotem do rzeczywistości. Bo tak przez te kilka dni miałam ugotowane, posprzątane, uprane, a i nawet uprasowane. A prasowaniem to ja się brzydzę w ogóle. Było pięknie, choć spaliśmy z Kesem w tak zwanym he he, ofisie, czyli naszej kanciapie na kompy o metrażu 2X2 i duszno nam było.
Toteż, rozpieszczeni przez mamę Kesa, uderzamy w lipcu do mojej. Do Kanady się znaczy. Chętnie przyjmę dobre rady dotyczące pacyfikacji półtorarocznego messerschmitda przez osiem godzin lotu. Alkohol i przemoc odpadają ;)