nasta // odwiedzony 327307 razy // [pi_the_movie szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (1810 sztuk)
17:13 / 16.06.2013
link
komentarz (0)

Kawa kolejna. Ponownie Zermatt po moich wakacjach. Ponownie miejsce pracy to samo tylko tym razem jeszcze większy dom wariatów niż wcześniej. O ile nie zmienię pracy niedługo zamienię się w jedną z nich i zostanę oficjalnie wariatką. 4 dni dały już mi popalić psychicznie i fizycznie, że aż nie mogę się doczekać w jakim będę stanie pod koniec września.
Luby, ten wcześniejszy, który nie wiedział czego chce od świata i siebie i mnie, chyba już się określił i jest idylla. Prawie. Tymczasowo na odległość. Ja- Szwajcaria, on obecnie Tajlandia, a następnie Australia. Damy radę. Tak sobie powtarzam. Ja dam i wierzę naiwnie, że i on. Podczas wakacji cudownie. Szkoda, że wakacje nie są wieczne.
Czas skupienia się na sobie to jest właśnie ten sezon. Tak, żeby do końca nie zwariować z tęsknoty i z całego pierdolnika w pracy. Dokształcanie się, pisanie artykułów, załatwianie koncertów, ćwiczenia, dieta, niedługo rzucanie papierosów i oczywiście moja miłość - góry. Będzie dobrze dzieciak.

13:55 / 26.03.2013
link
komentarz (0)

To co ja przeżyłam i nadal przeżywam w tym sezonie to istna telenowela brazylijska (jednak monogamiczna). Jeden związek, ale czuję się jakbym przeszła przez 10. Jedna osoba, która potrafiła wydobyć ze mnie każdy rodzaj emocji. Teraz na etapie "będzie co ma być" i jakoś mi ulżyło. Jednak potrzebuję nadal dużo czasu dla siebie. Nie chcę się wcielać w kurę domową, denerwować się, że wszędzie leżą brudne skarpetki albo że po śniadaniu zostaje cały pierdolnik na blacie, który ku zaskoczeniu zainteresowanego - sam się nie sprzątnie. Było bardzo dobrze i było bardzo źle. Była chwilowa miłość, która czasami przeistaczała się w minimalną niechęć, a teraz jest obojętność z ulgą i bez strachu. Udało mi się wyprowadzić to tak, że myśli że to JEGO decyzja. Bo tak lepiej i łatwiej, bez zbędnych ekscesów. Nie to, że się bałam tak strasznie, ale jednak bycie z kimś kto już miał wyrok za przemoc domową, i jest czasami bardzo porywczy i agresywny - to nie je bajka - jak niektórzy mawiają. Plus jeśli nie wie się do końca czego się chce (ON) to na końcu ląduje się z niczym. Z obojętnością. Przykre.


Jose James - Little bird
12:23 / 06.01.2013
link
komentarz (2)
2013 a ja nadal w Zermatt. Jest dobrze.

The Chairmen of the board - Give me just a little more time.mp3
20:39 / 09.07.2012
link
komentarz (5)
Ponad rok minął. Nie zmieniło się wiele chyba. Parę przypadków po drodze. Parę nowych gorszych lub mniej doświadczeń. Ale chyba się przenoszę.
18:44 / 22.05.2011
link
komentarz (2)

Syndrom czystej kartki lub czystego Worda. Wolę czystej kartki ze względu na jej pewne poczucie prywatności. Skreślisz, nie ma, ale jest, bo dalej pod skreśleniem widoczna jest myśl pierwotna. Nieważne. Nie o tym miało być.


Wszyscy znajomi i rodzina uważają, że moją jedyną filozofią życiową jest "tumiwisizm" i rzeczywiście tak jest. Z tymże, nie zawsze po prostu okazuję to o czym myślę, nie okazuję, że mi na czymś/ kimś zależy bardziej niż na reszcie świata, typ choleryczki, która coś wykrzyczy a zaraz jej przechodzi... Chodzi o to, że czasami "tumiwisizm" jest bardzo wygodny. Niby nic, a cieszy. Radzę sobie ze wszystkimi gównami, które dzieją się w moim życiu (chociaż również zdaję sobie sprawę, że nie jestem jedyną osobą, której przytrafiają się dane sytuacje). Tylko, że niektóre rzeczy mnie przerastają i właśnie obecna mnie przerosła. Więc siedzę, piję piwo (sama!- w celu smutnego upicia się oczywiście) i myślę jaką byłam i jestem idiotką, że doprowadziłam do tego, że ktoś kogo kocham (rzadko zdarza mi się to mówić/ pisać) nabrał do mnie takiego dystansu przez moją wcześniej wspomnianą filozofię życiową, że nie ma szansy, żeby skończyło się to happy-endem...

I "tumiwisizm" poszedł się pieprzyć- sam.

16:12 / 28.02.2011
link
komentarz (0)

Czemu co jakieś parę lat wszystko się pierdoli na raz? Najpierw w wieku 5 lat, chociaż wtedy mnie to mało obchodziło, później w wieku 12, następnie przełom 15/16, potem 21, a teraz 26. Jakoś da się to obliczyć? To przynajmniej byłabym przygotowana następnym razem. Jest dużo rzeczy pozytywnych i negatywnych, ale próbując stworzyć listę + i - nasilenie emocjonalne minusów przewyższyłoby większą liczbę plusów, które niestety pod względem emocjonalnym są o wiele mnie istotne.

00:02 / 20.02.2011
link
komentarz (2)

Udawanie, że wszystko jest ok czasami jest najlepszym wyjściem. Założenie maski pomaga. wydaje Ci się, że jak udajesz to naprawdę tak jest. Działa i o to chodziło. Nikt nie chce słyszeć od swoich najbliższych, że chcą umrzeć i są o krok od popełnienia samobójstwa i w sumie po chuj nadal mają żyć. więc udawanie jest jedynym wyjściem, bo inaczej można skończyć tak jak oni. Maska pomaga.

Terri Walker- Fake

20:35 / 12.02.2011
link
komentarz (3)
Oczywiście zapomniałam. Na sobotni wieczór polecam (np. na mała domówkę) 2 tributes to J Dilla, które znajdziecie tutaj do ściągnięcia za darmo oczywiście. Taki prezent od jubilatki. A co...

19:42 / 12.02.2011
link
komentarz (5)

Mimo, że dzisiaj 26 to nadal czuję się jakbym miała 18. Chociaż z drugiej strony wydaje mi się, że w wieku lat 18. byłam mądrzejsza albo przynajmniej jako taką siebie wtedy postrzegałam. Z resztą, kogo to obchodzi?

Urodziny pod znakiem pracy, kawałek tortu ze świeczką od współpracownika, kaktus, czekolady. Halo Szwajcaria, halo Zermatt, dzisiaj bawimy się po polsku.

11:17 / 12.02.2011
link
komentarz (0)
26.
09:38 / 31.01.2011
link
komentarz (1)

Po 20 latach znowu zaczął pić. Dzisiaj podobno kroplówka, mama wraca, żeby namówić go na ośrodek albo zrobić to siłą. Bez sensu...

21:54 / 21.01.2011
link
komentarz (0)
A tak btw remixy Roux Spany od jutra do nabycia w w SideOne . Jedynie 130 sztuk, więc trzeba się spieszyć...

Dla przypomnienia lub uświadomienia: klik



17:21 / 21.01.2011
link
komentarz (0)

Straciłam najlepszego przyjaciela. Tak po prostu. Nie spodziewałam się, że moje pseudoodejście z VB zakończy przyjaźń, a chyba tak się stało. Trochę pusto.

23:23 / 29.12.2010
link
komentarz (0)

Niedługo się przenoszę. Tzn na trochę będę i tu i tam, tylko trzeba doszlifować layout i ruszam z projektem Swissperience.

11:20 / 25.12.2010
link
komentarz (2)

Po raz pierwszy święta spędzam poza domem, po raz pierwszy wczoraj nie czułam tego, że jest 24. grudnia. No może z małymi wyjątkami: tak, Święty Mikołaj znalazł mnie nawet w Szwajcarii. Niesamowite. Elfy jednak są na bieżąco z bazą danych. Podziwiam. Praca do 23, a potem piwo z koleżanką w pobliskim pubie. Wigilia pierwsza klasa.
Dzisiaj dzień zdań krótkich, niezłożonych. Nie mam siły na nic więcej.


Macy Gray- Santa baby



22:38 / 17.12.2010
link
komentarz (2)

Nogi w tyłku, ból gardła, a na szczęście jutro wolne. Jednak praca fizyczna i ciągłe stanie na nogach plus bieganie potrafią wykończyć. Dzień wolny pod znakiem LB. Natomiast wieczorem ustawiłam się już na nocne zwiedzanie Zermatt i poznawanie tubylców z dziewczyną, która też przyjechała na sezon tu właśnie.
Szefowa sprawdziła moje CV, zagadując mnie w różnych językach (tak, w tych które mam wpisane w CV) i myślała, że mnie zagnie. Nadzieja matką głupich. Zaoferowała mi już pracę na wakacje, ale w tym roku również Mazur nie opuszczę.

Coś ostatnio nie wiem co się dzieje w muzyce dobrego. Coś się dzieje oprócz tego, że wyszła płyta MJ?

20:33 / 15.12.2010
link
komentarz (2)

Poniosło mnie...do Szwajcarii. I zostanę tu do maja. Tak przynajmniej jest w umowie. Sezonówka pod Matternhornem nie była głupim pomysłem. Moje tryby w głowie z minuty lepiej pracują w systemie językowym niemieckim, przypominają sobie słówka i tak w kółko. Miałam blokadę językową, ale jak zwykle niepotrzebnie. Jestem tu raptem półtora dnia a dzisiaj już wypatrzyłam genialny koncert soulowy, na który nie pójdę bo muszę wstać o 5 rano.

14:17 / 25.10.2010
link
komentarz (0)
Za dużo się zmienia, a może tak naprawdę nic, tylko mi się wydaje. Jak zawsze łapię się za tysiąc rzeczy na raz, co by uprzyjemnić sobie egzystencję. Pisanie do portalu, prowadzenie audycji, praca w szkole językowej, dawanie korków, planowanie wyjazdu do Norwegii i odkładanie na niego pieniędzy, szukanie dodatkowych źródeł przychodu, które znaleźć się nie chcą, robienie za rodzica dla swoich rodziców i prowadzanie ich po szpitalach, lekarzach itp, jeżdżenie na rowerze i co jakiś czas bolesne upadki, które doprowadziły do wizyty u ortopedy, bo kolano odmówiło posłuszeństwa, przerwa muzyczna, czyli odeszłam z Vintage Beats, ale nadal pomagam niektórym załatwiać koncerty itede. Ile można? A nadal mam za dużo wolnego czasu.

Jamie Lidell - Enough's enough

12:23 / 18.06.2010
link
komentarz (2)

Lekarze, szpital itp. Poszłam po ataku w celu wyjaśnienia spraw kardiologicznych, wyszła przy okazji niewydolność nerek. Oh yeah. Kocham lekarzy.


Jack Johnson- You and your heart.mp3

12:26 / 08.06.2010
link
komentarz (0)


Dzisiaj audycja od 19 o Warp Records. Zapraszam do słuchania! ;)


Przeraża mnie ilość muzyki, której nigdy nie posłucham.