hafiz // odwiedzony 35898 razy // [czuje|sie|wymiety nlog7 v01f beta] // n-log home
poka¿: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesi±ca! (0 sztuk) | wszystkie (109 sztuk)
01:06 / 03.02.2008
link
komentarz (1)
Jak to jest ze ja mysle o szklance tullamora na lodzie, muzyce jak ten wokal w refrenie i ogolnie nicnierobieniu, a lezy przede mna kodeks postepowania cywilnego i 25 drukow rozporzadzen o doreczaniu dokumentow sadowych kurwa?

Aceyalone & RJD2 - Fire
03:23 / 04.06.2006
link
komentarz (4)
Nowy Eldo to troche jak odgrzewanie obiadu sprzed tygodnia. Ale i tak warto posluchac.

Eldo/Bitnix - Swiadek z przypadku
03:20 / 01.06.2006
link
komentarz (3)
Aktualnie kocham ta, o ktorej tyle zlego tu niecale dwa lata temu napisalem. Co najsmieszniejsze, z wzajemnoscia.
W zastraszajacym tempie zycie mi sie stabilizuje. Skutek jedyny taki, ze nic mi sie nie chce. Troche fatalista sie tez stalem, bo skoro tak ma byc i tak bedzie dla mnie dobrze - to po co sie starac?
Tymczasem egzaminy trwaja, wyjazd do Walii na trzy i pol miesiaca w fazie wrecz wykonawczej.
Studia nie ucza pracowitosci, to na pewno.

Chambao - Mejor me Quedo Aquí

Rzeczywiscie wolalbym zostac tutaj i siedziec dalej na dupie trwajac w wiecznym lenistwie, ale kiedys trzeba pomyslec o przyszlosci...
Brawo, hafiz zezgredzial.
23:49 / 30.05.2006
link
komentarz (1)
Zyje!

:O
00:41 / 28.08.2005
link
komentarz (1)
Jeden jedyny raz po powrocie od niej czulem ze za nia nie tesknie, wiec uznalem ze to dobry moment. I napisalem co mi chodzilo po glowie.
Teraz juz sie nie widujemy, bo idac za tropem moich mysli - "to wszystko jest bez sensu".
Pod koniec wrzesnia jedziemy w rozne strony, a z cala pewnoscia do Rzymu nie zmierzamy.

W kazdym razie moge sie cieszyc, mam przeca jeszcze miesiac wakacji. Az miesiac.
Ja pierdole.

Sebutones - Games
00:16 / 24.08.2005
link
komentarz (3)
Juz wiem, ze te "tytytyry", ktore mi chodzilo po glowie od paru miesiecy zwie sie:

Suzanne Vega - Tom's Dinner

Zajebiscie wreszcie to uslyszec :)
I w tym miejscu wielkie podziekowania dla Artura!
00:23 / 17.08.2005
link
komentarz (1)
Moja Droga, noszac w kieszeni homeopatyczne pigulki depresji (ah jaka parafraza Marqueza), nic nie jest takie proste.

Mdle to takie i niemodne.
Do pazdziernika.
19:35 / 19.04.2005
link
komentarz (2)
Moja analiza pozegnania "do jutra":
...dzis jest poniedzialek 20:20, a widzimy sie dopiero w srode o 10:00.
Trzydziesci siedem godzin czterdziesci minut.
Dwa tysiace dwiescie szescdziesiat minut.
Sto trzydziesci piec tysiecy sekund...
...myslenia o Niej.

No to utonalem.

Buck 65 - Out of Focus
19:24 / 19.04.2005
link
komentarz (3)
Mozesz rzucic palenie, myslac ze to dla zdrowia.
Mozesz jak kiedys nalogowo grac w koszykowke, myslac ze to wskrzeszanie dawnej pasji.
Mozesz znowu zaczac chodzic do kosciola, myslac ze to za ciebie umarl papiez.
Mozesz wyciagnac te bazgroly z szuflady i dac Jej, myslac ze to dla bycia w porzadku wobec siebie.

Ale predzej czy pozniej dociera do ciebie, ze zyjesz kazdym jej usmiechem, kazdym gestem, slowem, spojrzeniem, zmruzeniem oczu; kazdym powitaniem i pozegnaniem; kazda rozmowa, nawet najbanalniejsza.

Szybowiec nad oceanem unoszony jedynie wiatrem jej oddechu.

Liczysz milisekundy czekajac na odpowiedz, zastanawiajac sie czy aby na pewno czyms jej nie uraziles. Moze po prostu nie ma nic na koncie? To nieistotne: noc najgorsza z nieprzespanych. Zupelnie jak wczorajsza. Choc to zupelnie nieistotne.

Kurwa, tone.
03:13 / 24.03.2005
link
komentarz (2)
Konczy sie taki weekend i, o dziwo, budzisz sie we wlasnym lozku, bez tego dziwnego uczucia ogolnego rozbicia, przypominasz sobie jak masz na imie, kiedy ostatnio jadles cos normalnego, ze masz rodzicow, ze studiujesz. No i ze zaczyna sie poniedzialek, wiec przynajmniej do wtorkowego wieczoru pic nie bedziesz. A to juz cos. W kazdym razie stopowac trzeba, codzienna krew z nosa to nic przyjemnego.
12:22 / 17.02.2005
link
komentarz (3)
Znam ten stres jak sie idzie zobaczyc wyniki, a tam dwa. Moglbym wyprowadzic jakis wzor na ilosc zludzen, ze sie pomylilo numery indeksu albo jest jakis blad w druku. Wynik rownania z pewnoscia bedzie staly, constans w sensie; "no kurwa przeciez wszystko napisalem".
I tak najgorzej bylo dzis rano kiedy szedlem na poprawke zajebiscie przygotowany, ale swiadomosc ze egzamin bedzie kosmiczny wcale nie sprzyja rozstrzygnieciu mojej hamletowskiej kwestii "byc nie byc", a raczej "byc czy do woja".
Dodam na koniec, jakby ktos chcial mnie pocieszyc, ze mam dwa do kwadratu, czyli komisa nie dostane. No i za tydzien pisze ekonomie.
Za to ten weekend bede sie opierdalal, nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem.

The Pharcyde - Moment in Time
13:03 / 21.01.2005
link
komentarz (3)
Wyprany, wyrzymany, tylko nikt mnie nie rozwiesil.

Buck 65 - Tired Out
04:17 / 15.01.2005
link
komentarz (4)
- Pierwszy raz cie na prawoznawstwie widze, cos jeszcze studiujesz?
- Tak, opierdalanie sie.
Krotko, aczkolwiek trzesciwie. I prawdziwie tym bardziej. Rozowo to nie jest i nie bedzie.
Ale na koniec puenta - jebac plywaki zoltobrzezki, chronmy optymizm. Aha.

OSTR - Rap po godzinach
15:09 / 10.01.2005
link
komentarz (5)
Jestem pelen szacunku dla tych rozentuzjazmowanych mlodziencow (oburzam sie slyszac okreslenie "mlodzi mordercy"), ktorych to spotkalem wracajac poznym wieczorem z samotnej barowej kontemplacji. Drodzy panstwo, na zdecydowany aplauz zasluguje cel ich dzialalnosci, w meritum przypominajacej legende robin hooda - uwalnianie naszego spoleczenstwa konsumentow od jakze mentalno destrukcyjnych gadzetow typu portfele-zegarki-telefony komorkowe.
Ze wstydem wyznam, ze przepelniony optymizmem wynikajacym ze zmniejszenia sie zawartosci krwi w alkoholu, blednie odczytalem przekaz, ktory nioslo zdanie "ty kurwa dawaj kase" i zdalo mi sie, ze ci czcigodni altruisci zapraszali mnie do krotkiej przebiezki (nieoswojony z tego typu slownictwem specjalistycznym, wyraznie poczytalem te slowa jako zachete do uprawiania sportu - w tym wypadku joggingu - gdyz, jak wiadomo, i o tym takze z pewnoscia pamietaja ci chlopcy, sport to zdrowie). Co wiecej, zachecony ich tempem biegu, postanowilem wprowadzic we wlasne kroki tempo zwane z konska cwalem, a z ludzka sprintem. Tak pochlonela mnie ta antyczna wrecz, jakze piekna idea kultywowania tezyzny fizycznej, ze ani sie obejrzalem jak znalazlem sie pod swoimi drzwiami, a owych mlodziencow nigdzie nie bylo. Zasmucony faktem, iz skazany jestem na dalsze zniewolenie przez rzeczy doczesne (ba, konsumencka zaraze!), postanowilem wyzalic sie wam tutaj, drodzy czytelnicy.


mow mi pangloss, bejbe
20:31 / 08.01.2005
link
komentarz (1)
Planowalismy isc do planetarium, ale ze byl chujowy seans to trafilismy do kina. Ogladalem "Pana od muzyki". Dobry film, w pewnym momencie nawet wzialem sobie chusteczke podajac jedna Alicji.
Pozniej trafilem do baru nieopodal domu i tam samotnie spedzilem dwie godziny, lecz widac niezbyt owocnie, bo pisze bez bledow. Tak wiec a bientot, ide sie dopic.

Mes - "A" portret

Kupilem plyte Praktika i jest fajna, mimo ze jeszcze nie dotarlem poza w/w kawalek. Zajebisty joint tak a propos.
15:17 / 07.01.2005
link
komentarz (3)
Dwie sprawy.
Pierwsza co do mojej rozmowy wczorajszej z kolega. Wiecie czym sie roznia studia od liceum? Ze jak sie pije wodke, to sie rozmawia nie o dupach, a o kwestiach "powazniejszych". Tak wiec konczac pierwsza flaszke absoluta porzeczkowego (swoja droga jest ohydny, zapach przypomina czasy tradzikowe i mycie twarzy clearasilem), zaczelismy dyskutowac o husytyzmie. Ja jako zazarty przeciwnik wszelkich ruchow religijnych (jako stricto religijnych, nie spolecznych), on zreszta tez, tyle ze wyraznie zafascynowany kultura i mentalnoscia Czechow. I tu doszlismy do kwestii ktora mnie straszliwie rozezlila. Jak mozna, do kurwy nedzy, mowic ze jeden narod jest inteligentniejszy, lepszy, madrzejszy od drugiego? I chuj mnie obchodzi, czy dyskutujemy o roznicach miedzy Kambodzanami a Chilijczykami, czy miedzy Polakami a Czechami. W kazdym razie, mimo moich pewnych wywodow o uwarunkowaniu historycznym, polozeniu geograficznym, a ostatecznie - antropologii, musielismy z dyskusji zrezygnowac, bo nasze twarze wyraznie pasowialy, a sila glosu ulegala znacznemu natezeniu. No nic.
Po drugie, poswiecilem ostatnio troche czasu (mimo obietnicy nauki zlozonej samemu sobie), aby dokonczyc drugi tom "Maga" Fowlesa.
Dosyc dziwne odnosilem wrazenie, gdy ja czytalem. Bylem na przemian oburzony, podniecony, zaintrygowny, momentami czulem odraze. W trakcie czytania, ksiazka wydawala sie... okrutna, niedorzeczna, bezsensowna, chora. Najbardziej oszukany czulem sie konczac ja, gdy nie znalazlem tam wyjasnienia spraw miedzy Nicholasem a Alison. A pozniej? Pozniej dopiero zobaczylem prawdziwe przeslanie "Maga", mowiace o zaklamaniu naszego zycia. Zobaczylem, ze przestalem dostrzegac szczerosc i zaufania. Fowles w pewnym sensie nauczyl zauwazac najprostsze (choc pozornie skomplikowanych) uczucia. Dlatego po skonczeniu lektury napisalem krotki acz tresciwy list do Marty i ciezar, ktory tak mnie meczyl przez ostatni czas, zniknal.
Poza tym John Fowles to mistrz piora, nie mam pojecia jak mozna wymyslic, a tym bardziej opisac, podobna sytuacje.

Tak wiec, drodzy czytelnicy, nie ma prawdy procz czarow.
Pozdrawiam.
17:37 / 28.12.2004
link
komentarz (12)
Czym pachna swieta? Plynem do czyszczenia mebli.
Czego zyczyc na swieta? Wesolego karpia z oberznieta glowa.
A na nowy rok postanowilem sobie, ze rozpoczne go od upicia sie do nieprzytomnosci.
Trzeba miec jakies cele w zyciu co nie.

Teraz troche powazniej. Czas swoj raczej marnotrawie, mimo ze ciagle przypomina mi sie ile musze jeszcze zrobic. Sesja w koncu.
Trace kontakt z paroma osobami, przynajmniej... werbalny? W sensie nie gadamy tyle co kiedys, tak jak kiedys. Kazdy juz chce byc dorosly, opowiadac jak to sobie uklada przyszlosc, jak dojrzal do swojej "off-owosci" i znajduje ambitniejsze rozrywki. A najsmieszniejsze jest to, ze nie wiem jak sie odezwac zeby nie zrobic z siebie glupka.

"piekno widziec w zwyklych ruchach"

Coldplay - Don't Panic
19:19 / 08.12.2004
link
komentarz (5)
(sprzed jakiegos tygodnia, moze nawet wczesniej)

Nie nawidze porankow. Nie mam ochoty wstawac z lozka. Nigdy.
Spogladam zza koca; od kiedy wieczory staly sie takie same, rzadko sciele lozko. Po prostu klade ksiazki na podlodze, obok rzucam obranie, naciagam sie kocem (swoja droga sluzacym za dnia jako poduszka); odkrecam kaloryfer, bo rano bywa zimno. Juz lezac w lozku biore lyk herbaty, zimnej zazwyczaj. Zapalam papierosa. Wszystko przygotowane na krzesle stojacym obok lozka, a sluzacym za stolik.
Pozniej wstaje jeszcze umyc zeby. Przedtem siegam pod biurko i wyciagam butelke ryzowego wina od ojca (mocne jest - jakby parukrotnie przedestylowac, byloby sake), pije moze dla rozgrzania, moze dla rytualu; moze po to, zeby sie wreszcie skonczylo.
Po jakims czasie wygladam wiec zza koca. Na dworze jest jasno, na budziku prawie poludnie. Leniwy prysznic, maszynka do golenia, skladanie koca, papieros. Ubieram sie, jem sniadanie. Papieros. Ide umyc popielniczke, bo na dywan leci. Leze chwile w sluchawkach. Czasami ide na jakies zajecia.
Popoludniami zdarza mi sie spacerowac po starym miescie. Zbieram ulotki, patrze jak dekoruja choinke przy pomniku Kopernika. Ludzie jezdza na lyzwach, bo zrobili lodowisko kolo ratusza. Raz tez probowalem jezdzic, a raczej odbijalem sie od band. Wiec juz nie probuje.
Czesto chodze po ksiegarniach, ogladam plyty w empiku. Sobie slucham jak graja uliczni grajkowie. I usmiecham sie, bo chce wygladac na szczesliwego. Tutaj wszyscy sa szczesliwi, a ja potrzebuje anonimowosci.
Bywa, ze wieczorami wychodze. Rzadko bawie sie dobrze. Wypijam pare piw, slucham nudnych rozmow, odpowiadam na nudne pytania.
Nie wiem czy lubie tanczyc. Moze wtedy jak dobrze wypije, mam dobry humor, jest dobra muzyka. To chyba tak jak ze spiewaniem - lubie to robic, ale rzadko mi wychodzi.
Tak, jestem samotnikiem. Myslalem zeby sie przeprowadzic, ale nie szuka mieszkania nikt, z kim chcialbym mieszkac.
Czasem tesknie za domem. Tesknie prawie zawsze. Tam jestem normalny.

Miles Davis - Blue in Green

Pod koniec "Mo' Better Blues" byla taka scena, jak glowny bohater, muzyk, zaproszony na scene, probowal grac na trabce, ale uszkodzona warga nie pozwalala mu dac w ustnik. Spakowal trabke do futeralu i wyszedl. A po policzku splynela mu lza.
Wiedzial, ze warga sie nigdy nie zrosnie.
Heh.

A chcialem tylko napisac, ze mam sie dobrze.
Wiec - mam sie dobrze :)
17:14 / 17.11.2004
link
komentarz (3)
Z "Black like me" Griffina (swietna ksiazka, polecam) i "Na zachodzie bez zmian" Remarque'a zasiadlem do wczorajszego wieczoru. I ani sie obejrzalem jak po dwudziestej pierwszej przyszla druga; zrobilem mocna kawe, wzialem dwie tabletki magnezu, spalilem kolejnego peta. Z trzeciej zrobila sie piata, ja bylem po trzeciej kawie, dziesiatej fajce i w polowie "na zachodzie bez zmian". O szostej przypomnialo mi sie, to swita nie czwartek, tylko sroda, wiec zamiast przespac ekonomie musialem isc na francuski. Na oiom chcieli mnie wysylac :)
Wiedzialem ze Marta na pytanie o wino odpowie "nie lubie wina", ale pytalem. Moze po to, by choc raz zdarzyc wczesniej, przy tym winie, porozmawiac, posluchac muzyki, zatanczyc. Obojetnie.

desperately in need
of a good, swift
kick in the ass


To mi sie taki cytat z "loveletters" Buck'a przypomnial. Pasuje.
I jeszcze to, wczoraj przypadkiem trafilem na plycie co Cichy zostawil, tez przypadkiem.

Jamiroquai - Morning Glory
16:34 / 10.10.2004
link
komentarz (16)
Czytam losowe blogi i zawsze powtarza sie jeden element - depresja, jesienna depresja.
Tymczasem dla mnie wyjazd na studia okazal sie tym, czego naprawde potrzebowalem. Jesien jest juz tylko polska i zlota; mniej zmian cisnienia pozwala nie pic w ogole kawy i lepiej spac. Zreszta, jak chce wstac z lozka to wstaje, chce lezec to leze; jak mi sie chce jesc to sobie gotuje, jak nie mam czystych ubran to sobie piore, jak mam ochote na browara to pije browara, jak chce zapalic to pale. Tyle ze z tej ochoty wychodzi ostatnio ponad paczka dziennie.
Torun jest swietny, niepowtarzalna atmosfera. I ani razu nie dostalem w ryj jak wracalem pijany obok pilnowanych klatek. A wracalem juz tak siedem razy, taki to mielismy maraton.
Tam mi niczego nie brakuje, moze czasami cieplego posilku (ktory to sukcesywnie zastepuje Starogardzka i innymi zmywaczami do paznokci). I czasami tych kumpli co zawsze z nimi pilem, tyle ze zawsze mozemy wypic jak wrocimy.
Czyli to tyle, pozdrawia was torunski hustla co sie musi udac prasowac ubrania, bo jutro wyjezdza do... domu. To znaczy Torunia.

Al Green - Simply Beautiful