pharcyde // odwiedzony 36436 razy // [city.mumik nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (1 sztuk) | wszystkie (4294967228 sztuk)
10:59 / 08.11.2019
link
komentarz (0)
suicide probability 2/10, will to live 0/10, suicide thoughts intensification 6/10, rational thinking 4/10, happiness 3/10, depression 7/10, mania 6/10


18:32 / 13.05.2019
link
komentarz (0)
z braku możliwości skontaktowania się z nią, postawiłem tarota. wiem, że to dość oldschoolowa forma komunikacji, ale w przypadku mojej obecności w zakładzie zamkniętym się sprawdziła. no więc wyszła karta cesarzowa, która oznacza kobietę. żeby nie było tak łatwo, sprawdziłem drugi raz i znowu wyszła cesarzowa. to ok. szczegółowy układ pokazał oblężoną wieżę, śmierć i gwiazdę. oblężona wieża oznacza nagły koniec, śmierć oznacza koniec, a gwiazda - zmianę. jak patrzyłem przedtem, zamiast śmierci wyszła sprawiedliwość, a zamiast gwiazdy - cesarzowa. czyli grób albo sztum. chyba że ma sesję albo ją odratowali, ale szczerze w to wątpię.


09:36 / 13.04.2019
link
komentarz (0)
trochę nie wyszło z tym lazurowym wybrzeżem, ale śnił mi się szczecin lub wrocław
i jechałem tramwajem.
syf jak chuj.
ludzie jak mijali teatr, zaczynali recytować jakąś znaną inscenizację (wymyśloną na potrzeby snu, ale we śnie klasykę literatury scenicznej...)
(jakiegoś wyspiańskiego albo mickiewicza.)
w tramwaju był też cezary pazura i zaczął to recytować dla beki, zanim go ktoś rozpoznał (pierwszy i jedyny go rozpoznałem, wiadomo, bo motłoch zapatrzony w siebie, a pazura miał perukę).
później wysiedli wszyscy, to wiadomo, łokciami, kto pierwszy do wyjścia, kto pierwszy na schodkach.
baba zapytała, czy to tramwaj 19., bo wysiadła gdzie indziej niż powinna, to usłyszała, że 19., ale trasą 18.,
a wtedy inna baba zapytała - nie 17? - i ta pierwsza baba już się pogubiła,
bo jeszcze ktoś ironicznie dorzucił - 23...
no i pazura patrzy przez drzwi, a ten tramwaj kogoś przejechał
i facet mówi, że i tak dobrze, bo tym razem przecięło go na pół, a poprzednio wyszły bebechy.
wszyscy byli zadowoleni, że tramwaj odjeżdża, więc nie będą patrzeć na ciało.
moim zdaniem to był szczecin, takie zasyfione kamienice i jakiś monument,
gmach urzędu morskiego,
taki czerwony
jak karp na wigilię albo paprykarz szczeciński,
no ale we śnie to był wrocław i smogu w chuj jak w krakowie.
do paprykarzu dawniej sprowadzano ryby znad zachodniej afryki, nowej zelandii, argentyny. ta argentyńska miała pasożyta, który wyglądał jak ziarnko ryżu i wtedy paprykarz, wymyślony po to, by nie marnować resztek z filetów, podupadł. za to podrobili go - paprykarz, nie pasożyta - w kolumbii, skąd do dziś przysyłają drogą morską kilogramy kokainy do biedronki, bo polska jest obecnie głównym tranzytem przerzutowym bananów na zachodnią europę. a paprykarz produkowano w stargardzie, który - w przeciwieństwie do starogardu - nie jest obecnie szczeciński. tak jak paprykarz, sam w sobie. a starogard - gdański.
the end


20:21 / 09.04.2019
link
komentarz (0)
Dzisiaj rocznica mojego skoku o tyczce. Miałem świętować, że żyję, ale mi się odechciało.


03:59 / 26.02.2019
link
komentarz (0)
śniło mi się, że zewnętrzna siła w rodzaju kosmitów lub demonów ciąga mnie po podłodze. za oknem było tak, jak w momencie, gdy zasnąłem. w pokoju świeciła się lampka. zanim się to stało, widziałem ścianę i światło, tak jak przed zaśnięciem. ściągnęło mnie z łóżka za nogi. nie było czuć dłoni, tylko przeciągnięcie. obudziłem się na łóżku, na szczęście.


18:34 / 14.01.2019
link
komentarz (0)
i nie wiem, czy ty mi się śniłaś, ale czy u ciebie byłem. mam jakby film oberwany i takie wrażenie, jakbym z tobą rozmawiał i mówiłaś, że 40 kg to dla ciebie za dużo. widziałem twoją talię i twój brzuch, miałaś ciemne albo granatowe rajstopy i podobne majtki i biustonosz, a było to w mieszkaniu albo przebieralni w sklepie, bo przez moment było widać człowieka podobnego do jana himmilsbacha, o takim parodniowym zaroście i zapytałem cię, czy naprawdę tak myślisz, czy tylko żartujesz, a ty, że naprawdę, bo po co miałabyś kłamać? wiem, że tu na skajpie mówiłaś o kroplówce. nie potrafiłem tego przyjąć i tego, że tak do mnie mówisz i cię to nie zastanawia, nie obchodzi cię też, co będę czuł, mimo że rozmawialiśmy o 48-53 kg. tylko oglądałaś się w lustrze, fajnie i szczupło wyglądałaś, i powiedziałaś, że dieta choćby kosztem śmierci i z przekonaniem się uśmiechnęłaś - mimo że bardzo mi na tobie zależało i chyba rozmawialiśmy już o terapii i zaburzeniach odżywiania przez wiele godzin. nie mogłem później przez to spać i jeść. czułem twoje emocje, jedną taką emocję, energię, która praktycznie przejęła nad tobą ster, będąc dla ciebie jak narkotyk i jedyna myśl w głowie. nie jadłem i nie spałem, mimo to przychodziłem przerzucać palety na owocach egzotycznych na kilka godzin. to jest jak jakiś sen. później byłem u ciebie pod wieczór w domu na wsi, na piętrze, praktycznie w drzwiach albo w korytarzu przy schodach i miałem wszystkie jakieś moje pretensje na kartce i był taki moment, że rezygnujesz z siebie, z przyjaciół i ze mnie w jednej chwili i zamieniasz to wszystko na kino i dietę, a to było tylko jakieś nieporozumienie i chciałem mówić "ola, nie mów tak", ale bylo za późno i w ciągu jednej sekundy cię straciłem. później pamiętam już tylko, że nie było cię do późna, a to było nad morzem w pokoju, gdzie spaliłśmy przy kuchni, tylko inaczej umeblowanym, a ty miałaś ciemniejsze włosy i chciałem tylko puścić ci sygnał, żebyś dała znać, że żyjesz i ujebałem sobie wtedy, że jesteś na innym kontynencie. bałem się, że nie oddzwonisz, a ty odpowiedziałaś, że śpisz i nie było wtedy między nami odległości, już tak mnie jebło od tego niejedzenia. i rano już byłaś obok mnie na łóżku i zaczęłaś wyć tak przykro i mówić, żebym przestał się o ciebie dopytywać i że zachowuję się jak twoi starzy, z taką pogardą wobec nich i zaciśniętymi piąstkami, że aż mnie to zabolało, że mnie tak porównujesz i pomyślałem, że już nikt nie ma nad tobą władzy i będzie decydować twoja choroba albo drażliwa psychika. z tego, co się domyślam, to właśnie minęło ok. 7 dni od pierwszego snu. przepraszam.


23:25 / 10.12.2018
link
komentarz (0)
Moje zdanie o Falloutach Bethesdy. Minęło 10 lat od premiery F3, może więc w końcu wypadałoby je wyrazić. Zdanie to zrozumieją osoby będące w temacie, pozostałe nie.

Jestem stary jak świat albo jeszcze starszy od świata. Nie byłem fanem Fallout Tactics, choć to dobra gra, ale nie Fallout. Już popkulturowe nawiązanie wizerunku Power Armora do postaci superbohaterów mnie wtedy zniechęciło. Widząc Todda Howarda na E3 reklamującego grę przy aplauzie klakierów jako shooter, ominąłem grę szerokim łukiem. Nie mogę odmówić Bethesdzie tego, że nie postarała się, by gra jak najbardziej przypominała cRPG, ale właśnie – przypominała. Dzięki zachęcie fanów nie olałem szerokim łukiem NV, natomiast 4 zostało zapowiedziane jako Simsy. I twierdzę i tak, że to najlepszy Fallout od Bethesdy, bo to gra, jaką Bethesda chciała i najlepiej potrafiła wyprodukować.

Natomiast to, co dzieje się przy okazji 76 to już absurd i pragnę pogratulować wszystkim recenzentom aprobującym F3 i F4, łącznie z arhn.eu, który wydał te 900 zł na grę, a o płóciennej torbie na rzygi nic nie wspomniał (błędnie używając tylko określenia, że Bethesda spadła z rowerka, w momencie, jak uruchomił produkt) - dla niewtajemniczonych, stajnia, która traktuje graczy jak kolesie spod New Reno niewolników, nie wywiązała się z umowy, dostarczając im betawersję prealphy, a przy próbach reklamacji komponentu edycji kolekcjonerskiej za 0, chciała dać w zamian 5 dolców w walucie gry, przy okazji wypuszczając do Sieci wszystkie poufne dane. Najważniejszym punktem gry jest strzygący uszami nietoperz, będący kopiuj-wklejką smoka ze Skyrim. Świat przedstawiony jest bajecznie kolorowy, bo akcja rozgrywki dzieje się chyba jeszcze przed wojną nuklearną. Gra się rwie i nie ma żadnego sensu. Recenzenci z ręką w nocniku zaczęli utyskiwać, że dali sobie włożyć to, czego nie powinni byli dać sobie włożyć tam, gdzie sobie to dali załadować za własne pieniądze. Gra w ciągu dwóch dni została przeceniona o 20 dolców. Co wyszło im najlepiej, to wybór piosenki przewodniej, bo tym razem jest z lat 70. (a odnoszę wrażenie, że patefonowe starocie były przez nich dobierane trochę na siłę, podobnie jak wesołe pioseneczki do radia, które nijak się odnoszą do świata Pustkowi i niby zabawnie kontrastują, a denerwują, nie umywając się w takim zakresie do genialnych kompozycji Marka Morgana).

Ktoś słusznie powiedział, że najlepsze, co wyszło Bethesdzie to sklep internetowy z gadżetami, za które paręnaście lat temu każdy fan Fallouta dałby się pochlastać. Do tego – mikropłatności w grze pudełkowej, nosz kurwa, mikropłatności w jakiejkolwiek grze, która nie jest hazardowa.

Fallout 5 jeśli będzie, to na nowym silniku i jako blend Call of Duty i Minecraft albo kompletnie nowe spojrzenie na cRPG postnuklearne. Akcja prawdopodobnie będzie się dziać w średniowieczu i będzie się to zwać Fallout INBV: Morroblidyrim. (Swoją drogą, gry z serii The Elder Scrolls, pod wodzą uśmiechniętego i pewnego siebie pana z Bety, też były krytykowane za miałką fabułę, ubogie lokalizacje, absurdalną mechanikę czy regres zamiast progresu).

F3, wydane dekadę po drugiej części, był jeszcze grą cRPG, ale TH i tak chciał, żeby stroną dominującą był shooter. Poza tym jednak to cRPG nie równało się z tamtym i poniekąd się nie przyjęło. Decyzja o produkcji NV przez Obsidian (częściowo Black Isle, twórcy Fallout 2) była jak ratunek ducha Falloutów. Uważam, że Interplay popełniło błąd, sprzedając prawa do marki. Powinni zostać przy dwóch częściach, na tyle Beteśdzie wystarczyło jeszcze dobrej karmy z Fallouta i życzliwości fanów. Później to już tylko konsekwencja łapczywości i przecenienia koniunktury.

I tak F76 jest w jakimś sensie lepszy od F3 itd., bo przynajmniej nie pozoruje RPG, gry fabularnej, cholernie nieudolnie i niezadowalająco. No ale gra wygląda na a) mod do Skyrima? b) jakąś wczesną betę c) mod do F4. Poza tym i tak najwyższy czas — jestem cholernie zawiedziony, jak dobrze przyjęte zostało F3 i F4 i jak społeczność klakierów i ciekawych innowacji recenzentów dała się w to wkręcić, do czego zdystansowani byli i tak nie wszyscy fani F1 i F2 Interplay'a (obecnie sprzedawanych zgodnie z prawem z logo późniejszego nabywcy).

F5, nawiązując do klawiaturowego skrótu „odśwież”, widzę dwojako. Albo jako porzucenie schedy i ponowne zbudowanie świata, który nie byłby taki stęchły, nawiązując do artworków znanych z F1, na kanwie kina akcji z ciętymi dialogami i dobrą strzelaniną osadzonymi w ciekawej fabule. Mogłoby to być podobne do The Walking Dead lub The Last of Us, z błyskawicznie odczuwalnymi decyzjami opierającymi się na statystykach. Porzuciłbym całkowicie wątek Krypty i wrzucił fabułę w postać niezwiązaną z Vaultami jak w NV. Drugi pomysł to gra w rzucie izometrycznym, z rozgrywką w systemie turowym, która będzie jednak grą 3D, może częściowo rysowaną jak TLoU. Myślę, że obie wersje są wykonalne jako dobra gra. Tylko nie przez Bethesdę. Która notabene podpięła się pod kanon Fallouta, który był częściowo rozbudowany praktycznie na etapie jego Biblii, a przy F2 klecony naprędce, podobnie jak system SPECIAL w pierwszej części. I nie wychodzi im na dobre zarówno korzystanie z tego kanonu, jak i jego zmienianie.

Chcę tylko jeszcze nadmienić, że Interplayowi nie było pisane wydać F3, a jeśli wydaliby Van Buren, prawdopodobnie bylibyśmy stokroć bardziej zawiedzeni niż po grze Bethesdy. Fallout 76 to tylko konsekwencja niedopilnowania przez Interplay praw Massively Multiple Online, którymi przez chwilę jeszcze dysponowali. Trochę minęli się ze wszystkim z powołaniem, trafili na czas znacznych zmian na rynku, epoka megaherców dobiegła końca. Trudno powiedzieć, czym by wtedy miało być F3, żeby być czymś starym dobrym i nowym. Też tego nie wiedzieli. A MMO mieliśmy w postaci FOnline, które prawdopodobnie przewyższyło wszystko, co mógł wymyślić Interplay, pokazując dodatkowo, ile da się wycisnąć z silnika gry sprzed 20 lat (co nieudolnie próbują dokonać również panowie z Bethesdy na własnym engine).

Mam wątpliwą nadzieję, że Fallout 76 to będzie moment zwrotny i nie wyobrażam sobie Fallout 5 w rękach Todda Howarda. On po prostu musi odejść jak Balcerowicz za wiadomych rządów, inaczej jak zwykle zaprosi grupkę klakierów, którzy będą oklaskiwali jego pomysły w zamian za breloczek Bethesdy. W końcu przyznał oficjalnie, że od początku chodziło mu nie o grę fabularną, ale o crafting i shooter (a nawiasem mówiąc, jak widać dosłownie, za strzelanie w czwórce odpowiadali panowie z id Software i znowu widać, że korzystanie z usług osób spoza tego, za przeproszeniem, kurwidołka, wychodzi Falloutom na dobre). Jest bezczelny w swojej zachłanności i w swoim podejściu (przypomnę motto jego poprzedników: dla graczy od graczy) i założę się, że zatrudnia samych koniunkturalistów, którzy przyklaskują na każde jego słowo, a którzy potrafili odpowiedzieć fanowi, że „nie zamierzają nic zrobić z reklamacją” collector's edition (droższej niż sercom producentów gra na F jak 'fuck damn it, Bethesda'). Nie wierzę, że wytrzymałaby tam jakakolwiek osoba, która miała cokolwiek wspólnego z grami sprzed 2000-2010 roku.

Widząc zaś rozmaite modyfikacje scenowe, tęskne starym Falloutom, czekam, aż zacznie się konwertować na silnik pierwszych Falloutów odpowiednio 3, NV, 4 itd. Swoją drogą fajnie, jakby twórcy gier zaczynali karierę od jakichś pokazowych produkcji na NES, Amigę 500, PSX, Pentium II. Wtedy potrafiliby wycisnąć z dzisiejszego niebotycznego (choć za następne 10 lat śmiesznego) sprzętu to, co się tylko da, nie to, co jeszcze się sprzeda.


20:10 / 09.12.2018
link
komentarz (0)
śnił mi się skoroszyt magika i to w przenosinach w czasie na tydzień przed jego śmiercią. teksty w notatniku były prawie że od razu gotowe, bez zbędnych poprawek i posiadały pewną, dość przyjazną aurę. byłem oprócz tego biedakiem, a magik się gdzieś zapodział.


00:57 / 04.12.2018
link
komentarz (0)
miałem pojebany sen: śniło mi się, że zabił mnie duch - postać z cienia; wszedłem w nieodpowiednie drzwi, bo myślałem, że to żart, a tam wyszedł duch i zabił mnie jakimś przedmiotem. ten duch prześladuje mnie od kilku lat, więc byłem zdziwiony, że zajęło to tyle czasu, a i tak mnie dopadł

później wpisałem w google "duch morderca (nie ma serca)" i wyszło to:

"Symbol mordercy odnosi się do morderczej strony Twojej osobowości. Może to wskazywać na Twoją agresję i na to, że w niektórych sytuacjach chciałbyś po prostu zabić innych ludzi. We śnie można to uznać za pozytywny znak, gdyż oznacza rezygnację z czegoś, co miało miejsce dawno temu, ale może też mieć negatywny wydźwięk i wyrażać niemożność spierania się z innymi. Według starych interpretacji morderca wieszczy też długie życie.
Na poziomie psychologicznym symbol ten jest rozumiany jako ukryta treść psychiczna, która powoduje obawy, jeśli nie zaakceptuje się jej świadomie.
Jeśli w Twoim śnie morderca wygląda jak cień i zabija, oznacza miłość, która była dla Ciebie święta, jakieś uczucia.
Morderca, który zabija, może też oznaczać wymuszone zakończenie jakiegoś okresu życia albo trudną sytuację, w której znajdziesz się Ty, członkowie Twojej rodziny albo Twoi przyjaciele."

and I find it kind of funny
I find it kind of sad
the dreams in which I'm dying are the best I've ever had
I find it hard to tell you
I find it hard to take
when people run in circles, it's a very, very
mad world...


19:17 / 29.11.2018
link
komentarz (0)
333 dzień w roku, wschód Księżyca o 22:33, przypadł na 29. listopada, wigilię św. Andrzeja, tak zwane Andrzejki. Na świętego Andrzeja dziewkom z wróżby nadzieja, mówi staropolskie przysłowie. Ale dlaczego, nie wiadomo.

Gumisiowy Tarot

„Centralna karta przedstawia sedno sytuacji, w której tkwisz. Odwrócony diabeł. Los wydaje się z tobą igrać, ale może to tylko iluzja. Karty też igrają, skoro odwróciły diabła. Jest mało kart z wielkich arkan w zestawie. Tylko diabeł i powściągliwość. Powściągliwość znajduje się na miejscu, które interpretuje jako przejście z sytuacji obecnej do przyszłej, coś, co tworzy jej konsekwencje.

Opiszmy to przejście. Giermek mieczy je otwiera. Wydaje się, że to ty walczący z przeciwnościami losu. Miecze pojawiają się jeszcze w ostatniej karcie z układu. Popatrz na zdjęcie. Jest tam dwójka mieczy na końcu. Postać z zasłoniętymi oczami. Miecze nie są skrzyżowane, jak do walki, ale ułożone na boki, jakby do oddania broni. Interpretuję to jako koniec zmagań. To chyba punkt, do którego powinieneś dojść. Powściągliwość doprowadza do zaprzestania walki, oddania miecza komuś, kto na niego zasłuży. Wcześniej jest siódemka denarów. Mówi ona zazwyczaj o wysiłku, który zaczyna owocować. O jaką sytuację, o jakie zmaganie tu w istocie chodzi, dowiemy się, patrząc na pierwszy rząd kart. Jest tam rycerz, ale w dłoni nie trzyma miecza, lecz buławę. Buławy to sytuacja obrony, nie walki. Albo walki, ale tylko w obronie własnej. Następnie król denarów, mocna karta. Oznacza to, że obrona się udała i osiągnąłeś pewien sukces. Ale potem — odwrócona czwórka buław. Sukces okazał się nie na tej płaszczyźnie, o którą walczyłeś. Są to też buławy i karta wróżyłaby powodzenie w zamierzonym celu, gdyby nie była odwrócona.

Potem pojawia się ósemka buław. Te dwie karty — czwórka i ósemka — wydają się sugerować, że wciąż istnieje potrzeba obrony.

Najważniejszy w tym układzie, paradoksalnie, nie jest ułożony centralnie diabeł. On tylko odwraca uwagę. Najważniejsza karta, gwarantująca oddanie mieczy, czyli zaprzestanie walki, to powściągliwość. Nie jest ona ponurą kartą, jak karta gwiazdy (której nie ma w układzie). Nie przelewa jak gwiazda (nie wydatkuje energii), tzn. nie przelewa bezsensownie zdobytej wiedzy, doświadczenia. Ta karta uczy, jak korzystać z tego, z czego udało się zaczerpnąć. To „coś” (czym „to” jest — nie wiem) jest ci wciąż dostępne. Popatrz, na karcie anioł brodzi w tym czymś. To wciąż go otacza. A mimo tego zaczerpnął z tego do kielicha. I teraz uczy się, jak połączyć dwa kielichy, rozdzielając ich zawartość. Oznacza to, że musisz rozdzielić pewne sprawy w swoim życiu na dwie płaszczyzny. W tym układzie jest dużo o obronie i ataku. Być może chodzi więc o to, Żeby uświadomić sobie, że nie są tym samym — elementem walki. Że raz walczysz o coś, a raz się przed czymś bronisz. Ogólnie karty zdają się wskazywać na to, że pora zrezygnować z fałszywych walk. Oddać oręż, nie wycofywać się, ale właśnie zrezygnować z tego, co kiedyś przyniosło dobry efekt, ale nie udało się tego obronić. Kiedy nauczysz się powściągać lgnięcie do tego zysku, pojawi się owoc twojej pracy. I to będzie czas, kiedy powinieneś zarzucić walkę. (Ostatnia karta). Zauważ, że postać z mieczami ma zasłonięte oczy. To ważny element. Podobnie zasłonięte oczy ma renesansowy symbol sprawiedliwości, który widzi się czasem przed sądami. Wnioskuję z tego, że oddanie mieczy tym, którzy potrzebują zawalczyć o coś, co tobie udało się już uzyskać, powinno odbyć się bez zastanowienia, intuicyjnie, na spokojnie, ale nie byle jak. Postać siedzi na tronie. I to jest właśnie twój zysk na przyszłość. Księżyc jest symbolem intuicji, ocean — wiedzy. Możesz to zyskać, jeśli oddasz miecze i zrezygnujesz z walki.”


14:50 / 27.09.2018
link
komentarz (0)
miałem sen, piękny sen, śnił mi się rodzinny dom. a tak naprawdę to nie. śnił mi się kraków znowu. tym razem relacje nie były poodcinane. tak naprawdę jedyny koleś, z którym nie ma odciętej relacji jest taki, z którym żadnej relacji nigdy nie było, bo to człowiek jednostkowy jak polskie wojsko. oprócz tego znowu śnił mi się jakiś egzamin maturalny, ale już się wkurwiłem i przestałem śnić. podczas jednego z takich egzaminów w szkole (egzamin był de facto na uczelni) mieli właśnie powódź i w jednej z szafek znalazłem w chuj leków, między innymi tabletki fenylopropylanu, znanego potocznie jako amfetamina.


15:17 / 24.09.2018
link
komentarz (2)
"moja relacja z matką wygląda tak, że albo czegoś chce, albo się czegoś czepia. czepialstwo wygląda tak, że ma dwa biegi - jeden to czepialstwo lekkie, drugi to po całości. rozkazy wyglądają tak, że albo daje dyspozycje wobec tego, o czym bym nie pomyślał, albo dyspozycje wobec czegoś, o czym właśnie myślę i widzi, że zaczynam to robić, ale i tak musi poinstruować. w obu przypadkach wystarczy przebywać z nią 10 sekund w jednym pomieszczeniu. niezależnie, czy będzie to 10 rano, 7 rano, czy nie będę widział jej miesiąc czy kilka minut, czy będzie właśnie obiad, czy właśnie otrzymam nagrodę nobla w dziedzinie literatury. w przypadku czepialstwa po całości, nie znalazłem jeszcze sposobu, żeby tego uniknąć inaczej, niż unikając matki. zwykle, jak widzę taką zjeżdżalnię, to już nie wiem, co powiedzieć, a trudno wyznaczyć granicę. najczęściej stawia mnie pod ścianą, dlatego unikanie jej nie ma żadnego sensu, bo znajdzie sposób, żeby mnie dopaść i opierdolić. posługuje się wtedy skrajnymi opiniami, których na szczęście nie sposób spamiętać, ale najczęściej pojawia się bycie nienormalnym. czasami chciałbym rozjebać jej talerz z jedzeniem na głowie, powiedzieć, żeby spierdalała albo się zastrzelić, sprowadzam to jednak do lżejszej autoagresji. nie będę się ciął jak dziewczynka, więc rozbijam sobie pięści o ściany albo twarz o pięści, bo wtedy przynajmniej nie myślę, a nadmienię, że nie potrafię się uodpornić, przez co często nie śpię, a to tylko nakręca mechanizm. zniszczyłem jedną szklankę, jedne drzwi, jedną ścianę i jeden kubeł na śmieci, drugi niechcący podpaliłem. chyba wystarczy. jedyne wyjście to zrezygnować z relacji z tą osobą - i tak oprócz reprymend lub dyspozycji spotyka mnie z jej strony tylko ignorowanie".

śniło mi się dzisiaj ufo. był to sen intensywny, a to ufo było bardzo wiarygodne. śnili mi się także kosmici, ale nie wyglądali jak szaraki czy inne jaszczury, wygląd był raczej pozytywny, choć usposobienie rozmaite. śnił mi się także kraków, oczywiście już poodcinane wszystkie możliwe relacje.

przynajmniej nie był to sen o maturze z matematyki lub nie zdaniu chemii. mimo że minęło 15 lat, odkąd zacząłem liceum, mój mózg wymyślił sen, że z powodu jakiejś ustawy - wszystkich cofają do gimnazjum czy tam liceum i trzeba zdać trzecią klasę. później nie przychodzę na lekcje i jestem nieklasyfikowany. super śnienie, kurwo.


19:20 / 05.09.2018
link
komentarz (0)
śniło mi się dzisiaj, że przyszedłem do knajpy, którą zamknęli, jak miałem 25 lat
liczyłem pieniądze, których miałem mało, parę złotych w dwudziesto i dziesięciogroszówkach
ok. 1-2 zł się myliłem i powiedziałem kumplowi, z którym nie utrzymuję kontaktu od kilku lat, że za każdym razem przychodzę do knajpy, liczę pieniądze, mylę się, aż w końcu zostawiam bilon na blacie i stamtąd wychodzę
kumpel powiedział, że jak chce się upić, pije "u piłsudskiego" (wymyślona knajpa ze snu), że poprzednio jego ojciec umarł, a ojciec naszej znajomej, agnostyk, się zabił (upił się i udławił własnymi rzygami), więc poszli się tam napić
później latałem avionetką z miejscowymi, nad łąką
to był już następny sen albo poprzedni, idk


14:16 / 30.05.2018
link
komentarz (0)
katarina żyje :') ale poszła w pizdu


03:34 / 25.05.2018
link
komentarz (0)
don't panic


17:17 / 21.05.2018
link
komentarz (0)
miałem "fajny" sen
zasnąłem na chwilę i przyśniło mi się, że leci mi krew z nos z nosa, mam odruch wymiotny i zaczynam wymiotować krwią
wybudziłem się i zobaczyłem, że wszystko ok, a po chwilowej konsternacji doszedłem do wniosku, że identyczny - nie identyczny, ale przedstawiający ten stan umysłu - sen miałem po dwóch dobach bez snu
sen przedstawiał wtedy padaczkę. ale nie była to padaczka taka, że widzę siebie z lotu ptaka albo że doznaję padaczki, tylko taki sen bez obrazu, z odrobiną kolorów, sen z perspektywy organizmu
śniło mi się wtedy to przez dwie godziny, budziłem się, było ok, tylko zimno, później sen i znowu to samo przez dwie godziny
zapamiętał mój organizm, co działo się ze mną w śpiączce
czyli krwotoki od parogenu, padaczka od kwetiapiny i intubacja
i nagle moja psychika daje o sobie znać; daje znać, co działo się z moim ciałem przez te kilka nocy, jak mnie nie było
tak jakby własny organizm sprowadził mnie na ziemię
że to jednak się wydarzyło i że jeszcze nie zapomina


07:58 / 04.04.2018
link
komentarz (0)
no więc tak. umarł papież. nie zauważyłem na ten temat żadnej wzmianki, za to wiem, że ronaldo zdobył bramkę z przewrotki i włosi bili mu brawa na stojąco. fajni ci włosi, szczególnie biorąc pod uwagę, że zdobył tę bramkę przeciwko juventusowi. a lewandowski był cienki, bo trzeba mu dojebać, jako że to polak, a najlepszy napastnik na świecie z piękną żoną, zdrową córką i czterdziestoma bramkami - i bańkami na koncie.

podziwiam pewdiepie i jego inteligentny optymizm, za który ludzie chętnie mu poniekąd płacą. tak jak wszystkim pozostałym challengerom.

słuchajcie, a znajdziecie.

papież umarł też w zeszłym roku i też wspomniałem na ten temat. nie to, żebym był fanatykiem śmierci papieża, ale nawet na nlogu wisi ostatni news sprzed kilkunastu lat na ten temat. można by więc powiedzieć, że nlog umarł wraz ze śmiercią papieża, ale nlog nie zginie, dopóki my żyjemy.

odbyłem dzisiaj stosunek seksualny - jedną z najważniejszych rozmów w moim życiu. nie mogę powiedzieć na ten temat czegoś jeszcze, ale jest to po pierwsze jedyna diagnoza, po drugie potwierdzenie mojej duszy i horoskopu, a po trzecie - materiał na pulitzera.

po drugie, kogoś odnalazłem.

po trzecie, nie tylko.

a po czwarte, nie wiem, po chuj wymieniam.

mam dwa złote i cztery euro.

Jest czwarty kwietnia, urodziny miesiąca. Dzień, w którym otwarto World Trade Center! Dzień, w którym zabito Martina Luthera Kinga. Dzień, który kompletnie nic nie znaczy i znaczy kompletnie wszystko. Ale to nie ma znaczenia. Zapraszam na poranny przegląd prasy. W prasie jest kompletne gówno. Gorzej niż w piosence Lennona. Zamykam poranny przegląd prasy. Życzę wszystkim wszystkiego dobrego.


14:59 / 16.12.2017
link
komentarz (1)
budzisz się rano z dziurą w plecach i wiesz że jest coś nie tak. ta dziura płonie i boli. czułeś się tak 5 lat temu, no więc piszesz do laski, czy wszystko ok, a ta mówi, że mam za swoje.


02:04 / 10.12.2017
link
komentarz (0)
"Przed chwilą zaburczało mi w brzuchu w sposób, który zabrzmiał jak moje imię, kiedy mama wołała mnie na obiad. Chyba zaczynam wariować. Może powinienem coś zjeść. Mówiłem jej, naucz mnie przyrządzać tę pieczeń, już nigdy nie zjem takiego barszczu, mamo. Napić się. Tak, napiję się z ojcem. Uśmiecha się do mnie jego rozświetlone przez słońce, zaschnięte w fotelu ciało, przy oknie, w kapelusiku słomianym jak mój zapał do spełniania marzeń. Nie chciałem być mechanikiem. Nie chciałem też być farmerem. Piklowanie części ciała to nie był zaś dobry pomysł. Nie chcę iść do spiżarki po wino, wtedy matka patrzy na mnie z dwóch stron jak ślimak chcący sera na pierogi. Mówiłem ci, naucz mnie przyrządzać ciasto i farsz. „Synku, przynieś ziemniaków. Ubierz kurtkę, jak będziesz wychodził”. Jak mógłbym pochować jej ciało w ziemi, która wydaje owoce? To delirium. Pójdę po wino. Słoik z jedną z półkul mózgu, siną, wymieszaną ze śliną, roztrzaskał się o beton podłogi. Zatrzymało się serce krwiste, choć przyciemnione. Wstrzymało oddech ciemnobłękitne płuco. Bzyczy obudowana, zapajęczona, pożółkła lampka na ścianie. Spomiędzy zakurzonych półek patrzą się mądre oczy koloru płonącej, wiosennej łąki. W oczach wspomnienie dziecka, które przypadkowo podpaliło pastwisko i ledwo dało ujść życiu, krowom. W krwinkach wspomnienie dziecka siekającego brata, bawiąc się z nim w snopek siana. Kiedy nikt nie słyszy dźwięku sznura gibiącego się na drzewie, tego dźwięku nie ma czy słyszą go także wrony? Pod drzewem butelka po winie, ale to już nie za mojego życia, ale tego jeszcze nie ma. Jedyne, co usłyszę to astralny chichot brzmiący jak rozwydrzony, demoniczny małpiak, który tak dziwnie przekonująco mnie wzywa."


12:15 / 15.07.2017
link
komentarz (0)
"Po wielu latach znalazłem pracę, która jest meritum mojej osobowości. Płacą mi za włożenie garnituru. Nie, nie na trupa - na siebie, choć to częściowo to samo. Mam ubrać garnitur i być gotowy na ósmą. Tyle.

Jak zwykle. Mam wszystko za nic, ale muszę doświadczać czegoś, czego nie chcę. Czy to w taki sposób zaprzedaje się diabłu, czy źle uzgodniłem cyrograf?

Po jakimś czasie przestałem nosić krawat. Nikt nie zauważył.

Po jakimś czasie zacząłem ubierać buty sportowe. - O, fajne buty - powiedział ktoś w kąciku spożywczym. Wtedy zamiast koszuli zacząłem zakładać koszulkę. - Tylko nie zamień spodni na jeansy - rzucił szef przechodzący korytarzem. To wtedy doznałem olśnienia i odkryłem sedno tego matriksu. To rewia mody.

Naprawdę byłem taki naiwny, że myślałem, że chodzi tu o co innego niż o świeżą dostawę koksu i drinków z łez współpracownic, które wzięły kredyt we frankach?

Po jakimś czasie uzgodniłem, że wolę być od 10. do 18. Po jakimś czasie doszedłem jednak do wniosku, że wtedy tylko wychodzę na kolację do pobliskiego bistro i zaczynam pić, więc umówiłem się na 3/4 etatu. Można? Można.

Szef podniósł stawkę, żebym wyszedł na swoje, bo dobry ze mnie chłopak, jestem za 20 ósma (co z tego, że wtedy podjeżdża mój autobus - na samochód się nie przesiądę, choć w automacie przypominają zabawkowe autko) i nie wychodzę co chwila do kibla napić się cytrynówki jak jego żona, a na miasto wychodzę tylko po to, żeby wyjść zarówno na i do ludzi.

Ten kapitalizm to jednak fajny wynalazek, a kiedy inni pracują na ciebie, naprawdę już ma się to w dupie i widzi się, że ci ludzie pracują za to, żeby nie zostać wypierdolonym z pracy, więc nie ma sensu im płacić. Czuję się jak illuminati, dochowując takiej jednostronnie satysfakcjonującej tajemnicy poliszynela. A ilekroć czuję litość, myślę sobie, że ja przynajmniej wiem, kto to był Poliszynel.

I nurzam się w mieście, gdzie nigdy nie spotykam nikogo ze swojego otoczenia, a jeśli już, słyszę jakieś "Nie wierzę, ty tu?", jakbym wrócił na świat po dwutysiącletniej absencji.

Po koncercie kompletnie nieświadomie przysiadłem się do dziewczyny, która po chwili wyznała, że jest nimfomanką, ale że zaczęła terapię - jednak mimo to, jakbym nie był taki zajebany to by się ze mną przylizała. Spojrzałem na nią i chyba nie ściemniała, bo wyglądała na zmęczoną emocjonalnie, chyba że jej twarz w danym momencie była tylko moim odbiciem. Przylizałem się z nią, nie zważając na jej domniemaną prominencję, bo byłem już jak parowóz i powiedziała, że się nie postarałem. - Okej, to na razie - odpowiedziałem i sobie poszedłem. Kiedy stamtąd wychodziłem, wskazała mnie palcem i powiedziała koleżance: "To on, to on mnie zostawił!". Przynajmniej ma jakiś racjonalny wątek na terapię. Przynajmniej nie dała się posuwać przełożonym i współpracownikom, żeby mieć poczucie przynależności do źródła stałego dochodu. Chyba nie dała.

Za to Nadia przyznała się, że ci wszyscy obcokrajowcy, z którymi wychodzi z knajpy, jej płacą, a nagania ich jej znajoma. Ale po rozmowie ze mną po raz pierwszy wyszła przed wszystkim, nie po wszystkim z apartamentu jednego z nich. Przyznała się też, że ma dziecko. Mówiła, że wysyłała do mnie zdjęcia, jak była w ciąży, ale się nie skapnąłem. Mówi, że nie ma czasu, bo jej facet przyjechał, ale żebym wpadł do Londynu. Powiedziałem, że nie mam pieniędzy.

Pierdolę ten Londyn. Nie znam nikogo, kto by tam wyjechał nie będąc kryminalistą albo przynajmniej częściowo związanym z patologią. Tamtejszy wymiar sprawiedliwości jest dla nich wyjątkowo łaskawy. Mówią, że lepiej jak w domu, mimo że przeczy to powiedzonku, ale kto dzisiaj jeszcze posługuje się przysłowiami?

A te zdjęcia artystyczne to tak naprawdę nie jej, bo prosiła każdego, żeby po wszystkim pstryknął jej fotografię."