pharcyde // odwiedzony 34254 razy // [city.mumik nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (3 sztuk) | wszystkie (4294967222 sztuk)
23:25 / 10.12.2018
link
komentarz (0)
Moje zdanie o Falloutach Bethesdy. Minęło 10 lat od premiery F3, może więc w końcu wypadałoby je wyrazić. Zdanie to zrozumieją osoby będące w temacie, pozostałe nie.

Jestem stary jak świat albo jeszcze starszy od świata. Nie byłem fanem Fallout Tactics, choć to dobra gra, ale nie Fallout. Już popkulturowe nawiązanie wizerunku Power Armora do postaci superbohaterów mnie wtedy zniechęciło. Widząc Todda Howarda na E3 reklamującego grę przy aplauzie klakierów jako shooter, ominąłem grę szerokim łukiem. Nie mogę odmówić Bethesdzie tego, że nie postarała się, by gra jak najbardziej przypominała cRPG, ale właśnie – przypominała. Dzięki zachęcie fanów nie olałem szerokim łukiem NV, natomiast 4 zostało zapowiedziane jako Simsy. I twierdzę i tak, że to najlepszy Fallout od Bethesdy, bo to gra, jaką Bethesda chciała i najlepiej potrafiła wyprodukować.

Natomiast to, co dzieje się przy okazji 76 to już absurd i pragnę pogratulować wszystkim recenzentom aprobującym F3 i F4, łącznie z arhn.eu, który wydał te 900 zł na grę, a o płóciennej torbie na rzygi nic nie wspomniał (błędnie używając tylko określenia, że Bethesda spadła z rowerka, w momencie, jak uruchomił produkt) - dla niewtajemniczonych, stajnia, która traktuje graczy jak kolesie spod New Reno niewolników, nie wywiązała się z umowy, dostarczając im betawersję prealphy, a przy próbach reklamacji komponentu edycji kolekcjonerskiej za 0, chciała dać w zamian 5 dolców w walucie gry, przy okazji wypuszczając do Sieci wszystkie poufne dane. Najważniejszym punktem gry jest strzygący uszami nietoperz, będący kopiuj-wklejką smoka ze Skyrim. Świat przedstawiony jest bajecznie kolorowy, bo akcja rozgrywki dzieje się chyba jeszcze przed wojną nuklearną. Gra się rwie i nie ma żadnego sensu. Recenzenci z ręką w nocniku zaczęli utyskiwać, że dali sobie włożyć to, czego nie powinni byli dać sobie włożyć tam, gdzie sobie to dali załadować za własne pieniądze. Gra w ciągu dwóch dni została przeceniona o 20 dolców. Co wyszło im najlepiej, to wybór piosenki przewodniej, bo tym razem jest z lat 70. (a odnoszę wrażenie, że patefonowe starocie były przez nich dobierane trochę na siłę jak pozostały kontent gier).

Ktoś słusznie powiedział, że najlepsze, co wyszło Bethesdzie to sklep internetowy z gadżetami, za które paręnaście lat temu każdy fan Fallouta dałby się pochlastać. Do tego – mikropłatności w grze pudełkowej, nosz kurwa, mikropłatności w jakiejkolwiek grze, która nie jest hazardowa.

Fallout 5 jeśli będzie, to na nowym silniku i jako blend Call of Duty i Minecraft albo kompletnie nowe spojrzenie na cRPG postnuklearne. Akcja prawdopodobnie będzie się dziać w średniowieczu i będzie się to zwać Fallout INBV: Morroblidyrim. (Swoją drogą, gry z serii The Elder Scrolls, pod wodzą uśmiechniętego i pewnego siebie pana z Bety, też były krytykowane za miałką fabułę, ubogie lokalizacje, absurdalną mechanikę czy regres zamiast progresu).

F3, wydane dekadę po drugiej części, był jeszcze grą cRPG, ale TH i tak chciał, żeby stroną dominującą był shooter. Poza tym jednak to cRPG nie równało się z tamtym i poniekąd się nie przyjęło. Decyzja o produkcji NV przez Obsidian (częściowo Black Isle, twórcy Fallout 2) była jak ratunek ducha Falloutów. Uważam, że Interplay popełniło błąd, sprzedając prawa do marki. Powinni zostać przy dwóch częściach, na tyle Beteśdzie wystarczyło jeszcze dobrej karmy z Fallouta i życzliwości fanów. Później to już tylko konsekwencja łapczywości i przecenienia koniunktury.

I tak F76 jest w jakimś sensie lepszy od F3 itd., bo przynajmniej nie pozoruje RPG, gry fabularnej, cholernie nieudolnie i niezadowalająco. No ale gra wygląda na a) mod do Skyrima? b) jakąś wczesną betę c) mod do F4. Poza tym i tak najwyższy czas — jestem cholernie zawiedziony, jak dobrze przyjęte zostało F3 i F4 i jak społeczność klakierów i ciekawych innowacji recenzentów dała się w to wkręcić, do czego zdystansowani byli i tak nie wszyscy fani F1 i F2 Interplay'a (obecnie sprzedawanych zgodnie z prawem z logo późniejszego nabywcy).

F5, nawiązując do klawiaturowego skrótu „odśwież”, widzę dwojako. Albo jako porzucenie schedy i ponowne zbudowanie świata, który nie byłby taki stęchły, nawiązując do artworków znanych z F1, na kanwie kina akcji z ciętymi dialogami i dobrą strzelaniną osadzonymi w ciekawej fabule. Mogłoby to być podobne do The Walking Dead lub The Last of Us, z błyskawicznie odczuwalnymi decyzjami opierającymi się na statystykach. Porzuciłbym całkowicie wątek Krypty i wrzucił fabułę w postać niezwiązaną z Vaultami jak w NV. Drugi pomysł to gra w rzucie izometrycznym, z rozgrywką w systemie turowym, która będzie jednak grą 3D, może częściowo rysowaną jak TLoU. Myślę, że obie wersje są wykonalne jako dobra gra. Tylko nie przez Bethesdę. Która notabene podpięła się pod kanon Fallouta, który był częściowo rozbudowany praktycznie na etapie jego Biblii, a przy F2 klecony naprędce, podobnie jak system SPECIAL w pierwszej części. I nie wychodzi im na dobre zarówno korzystanie z tego kanonu, jak i jego zmienianie.

Chcę tylko jeszcze nadmienić, że Interplayowi nie było pisane wydać F3, a jeśli wydaliby Van Buren, prawdopodobnie bylibyśmy stokroć bardziej zawiedzeni niż po grze Bethesdy. Fallout 76 to tylko konsekwencja niedopilnowania przez Interplay praw Massively Multiple Online, którymi przez chwilę jeszcze dysponowali. Trochę minęli się ze wszystkim z powołaniem, trafili na czas znacznych zmian na rynku, epoka megaherców dobiegła końca. Trudno powiedzieć, czym by wtedy miało być F3, żeby być czymś starym dobrym i nowym. Też tego nie wiedzieli. A MMO mieliśmy w postaci FOnline, które prawdopodobnie przewyższyło wszystko, co mógł wymyślić Interplay, pokazując dodatkowo, ile da się wycisnąć z silnika gry sprzed 20 lat (co nieudolnie próbują dokonać również panowie z Bethesdy na własnym engine).

Mam wątpliwą nadzieję, że Fallout 76 to będzie moment zwrotny i nie wyobrażam sobie Fallout 5 w rękach Todda Howarda. On po prostu musi odejść jak Balcerowicz za wiadomych rządów, inaczej jak zwykle zaprosi grupkę klakierów, którzy będą oklaskiwali jego pomysły w zamian za breloczek Bethesdy. W końcu przyznał oficjalnie, że od początku chodziło mu nie o grę fabularną, ale o crafting i shooter (a nawiasem mówiąc, jak widać dosłownie, za strzelanie w czwórce odpowiadali panowie z id Software i znowu widać, że korzystanie z usług osób spoza tego, za przeproszeniem, kurwidołka, wychodzi Falloutom na dobre). Jest bezczelny w swojej zachłanności i w swoim podejściu (przypomnę motto jego poprzedników: dla graczy od graczy) i założę się, że zatrudnia samych koniunkturalistów, którzy przyklaskują na każde jego słowo, a którzy potrafili odpowiedzieć fanowi, że „nie zamierzają nic zrobić z reklamacją” collector's edition (droższej niż sercom producentów gra na F jak 'fuck damn it, Bethesda'). Nie wierzę, że wytrzymałaby tam jakakolwiek osoba, która miała cokolwiek wspólnego z grami sprzed 2000-2010 roku.

Widząc zaś rozmaite modyfikacje scenowe, tęskne starym Falloutom, czekam, aż zacznie się konwertować na silnik pierwszych Falloutów odpowiednio 3, NV, 4 itd. Swoją drogą fajnie, jakby twórcy gier zaczynali karierę od jakichś pokazowych produkcji na NES, Amigę 500, PSX, Pentium II. Wtedy potrafiliby wycisnąć z dzisiejszego niebotycznego (choć za następne 10 lat śmiesznego) sprzętu to, co się tylko da, nie to, co jeszcze się sprzeda.


20:10 / 09.12.2018
link
komentarz (0)
śnił mi się skoroszyt magika i to w przenosinach w czasie na tydzień przed jego śmiercią. teksty w notatniku były prawie że od razu gotowe, bez zbędnych poprawek i posiadały pewną, dość przyjazną aurę. byłem oprócz tego biedakiem, a magik się gdzieś zapodział.


00:57 / 04.12.2018
link
komentarz (0)
miałem pojebany sen: śniło mi się, że zabił mnie duch - postać z cienia; wszedłem w nieodpowiednie drzwi, bo myślałem, że to żart, a tam wyszedł duch i zabił mnie jakimś przedmiotem. ten duch prześladuje mnie od kilku lat, więc byłem zdziwiony, że zajęło to tyle czasu, a i tak mnie dopadł

później wpisałem w google "duch morderca (nie ma serca)" i wyszło to:
"Symbol mordercy odnosi się do morderczej strony Twojej osobowości. Może to wskazywać na Twoją agresję i na to, że w niektórych sytuacjach chciałbyś po prostu zabić innych ludzi. We śnie można to uznać za pozytywny znak, gdyż oznacza rezygnację z czegoś, co miało miejsce dawno temu, ale może też mieć negatywny wydźwięk i wyrażać niemożność spierania się z innymi. Według starych interpretacji morderca wieszczy też długie życie.

Na poziomie psychologicznym symbol ten jest rozumiany jako ukryta treść psychiczna, która powoduje obawy, jeśli nie zaakceptuje się jej świadomie.

Jeśli w Twoim śnie morderca wygląda jak cień i zabija, oznacza miłość, która była dla Ciebie święta, jakieś uczucia.

Morderca, który zabija, może też oznaczać wymuszone zakończenie jakiegoś okresu życia albo trudną sytuację, w której znajdziesz się Ty, członkowie Twojej rodziny albo Twoi przyjaciele."

and I find it kind of funny
I find it kind of sad
the dreams in which I'm dying are the best I've ever had
I find it hard to tell you
I find it hard to take
when people run in circles, it's a very, very
mad world...


19:17 / 29.11.2018
link
komentarz (0)
333 dzień w roku, wschód Księżyca o 22:33, przypadł na 29. listopada, wigilię św. Andrzeja, tak zwane Andrzejki. Na świętego Andrzeja dziewkom z wróżby nadzieja, mówi staropolskie przysłowie. Ale dlaczego, nie wiadomo.

Gumisiowy Tarot

„Centralna karta przedstawia sedno sytuacji, w której tkwisz. Odwrócony diabeł. Los wydaje się z tobą igrać, ale może to tylko iluzja. Karty też igrają, skoro odwróciły diabła. Jest mało kart z wielkich arkan w zestawie. Tylko diabeł i powściągliwość. Powściągliwość znajduje się na miejscu, które interpretuje jako przejście z sytuacji obecnej do przyszłej, coś, co tworzy jej konsekwencje.

Opiszmy to przejście. Giermek mieczy je otwiera. Wydaje się, że to ty walczący z przeciwnościami losu. Miecze pojawiają się jeszcze w ostatniej karcie z układu. Popatrz na zdjęcie. Jest tam dwójka mieczy na końcu. Postać z zasłoniętymi oczami. Miecze nie są skrzyżowane, jak do walki, ale ułożone na boki, jakby do oddania broni. Interpretuję to jako koniec zmagań. To chyba punkt, do którego powinieneś dojść. Powściągliwość doprowadza do zaprzestania walki, oddania miecza komuś, kto na niego zasłuży. Wcześniej jest siódemka denarów. Mówi ona zazwyczaj o wysiłku, który zaczyna owocować. O jaką sytuację, o jakie zmaganie tu w istocie chodzi, dowiemy się, patrząc na pierwszy rząd kart. Jest tam rycerz, ale w dłoni nie trzyma miecza, lecz buławę. Buławy to sytuacja obrony, nie walki. Albo walki, ale tylko w obronie własnej. Następnie król denarów, mocna karta. Oznacza to, że obrona się udała i osiągnąłeś pewien sukces. Ale potem — odwrócona czwórka buław. Sukces okazał się nie na tej płaszczyźnie, o którą walczyłeś. Są to też buławy i karta wróżyłaby powodzenie w zamierzonym celu, gdyby nie była odwrócona.

Potem pojawia się ósemka buław. Te dwie karty — czwórka i ósemka — wydają się sugerować, że wciąż istnieje potrzeba obrony.

Najważniejszy w tym układzie, paradoksalnie, nie jest ułożony centralnie diabeł. On tylko odwraca uwagę. Najważniejsza karta, gwarantująca oddanie mieczy, czyli zaprzestanie walki, to powściągliwość. Nie jest ona ponurą kartą, jak karta gwiazdy (której nie ma w układzie). Nie przelewa jak gwiazda (nie wydatkuje energii), tzn. nie przelewa bezsensownie zdobytej wiedzy, doświadczenia. Ta karta uczy, jak korzystać z tego, z czego udało się zaczerpnąć. To „coś” (czym „to” jest — nie wiem) jest ci wciąż dostępne. Popatrz, na karcie anioł brodzi w tym czymś. To wciąż go otacza. A mimo tego zaczerpnął z tego do kielicha. I teraz uczy się, jak połączyć dwa kielichy, rozdzielając ich zawartość. Oznacza to, że musisz rozdzielić pewne sprawy w swoim życiu na dwie płaszczyzny. W tym układzie jest dużo o obronie i ataku. Być może chodzi więc o to, Żeby uświadomić sobie, że nie są tym samym — elementem walki. Że raz walczysz o coś, a raz się przed czymś bronisz. Ogólnie karty zdają się wskazywać na to, że pora zrezygnować z fałszywych walk. Oddać oręż, nie wycofywać się, ale właśnie zrezygnować z tego, co kiedyś przyniosło dobry efekt, ale nie udało się tego obronić. Kiedy nauczysz się powściągać lgnięcie do tego zysku, pojawi się owoc twojej pracy. I to będzie czas, kiedy powinieneś zarzucić walkę. (Ostatnia karta). Zauważ, że postać z mieczami ma zasłonięte oczy. To ważny element. Podobnie zasłonięte oczy ma renesansowy symbol sprawiedliwości, który widzi się czasem przed sądami. Wnioskuję z tego, że oddanie mieczy tym, którzy potrzebują zawalczyć o coś, co tobie udało się już uzyskać, powinno odbyć się bez zastanowienia, intuicyjnie, na spokojnie, ale nie byle jak. Postać siedzi na tronie. I to jest właśnie twój zysk na przyszłość. Księżyc jest symbolem intuicji, ocean — wiedzy. Możesz to zyskać, jeśli oddasz miecze i zrezygnujesz z walki.”


14:50 / 27.09.2018
link
komentarz (0)
miałem sen, piękny sen, śnił mi się rodzinny dom. a tak naprawdę to nie. śnił mi się kraków znowu. tym razem relacje nie były poodcinane. tak naprawdę jedyny koleś, z którym nie ma odciętej relacji jest taki, z którym żadnej relacji nigdy nie było, bo to człowiek jednostkowy jak polskie wojsko. oprócz tego znowu śnił mi się jakiś egzamin maturalny, ale już się wkurwiłem i przestałem śnić. podczas jednego z takich egzaminów w szkole (egzamin był de facto na uczelni) mieli właśnie powódź i w jednej z szafek znalazłem w chuj leków, między innymi tabletki fenylopropylanu, znanego potocznie jako amfetamina.


15:17 / 24.09.2018
link
komentarz (2)
"moja relacja z matką wygląda tak, że albo czegoś chce, albo się czegoś czepia. czepialstwo wygląda tak, że ma dwa biegi - jeden to czepialstwo lekkie, drugi to po całości. rozkazy wyglądają tak, że albo daje dyspozycje wobec tego, o czym bym nie pomyślał, albo dyspozycje wobec czegoś, o czym właśnie myślę i widzi, że zaczynam to robić, ale i tak musi poinstruować. w obu przypadkach wystarczy przebywać z nią 10 sekund w jednym pomieszczeniu. niezależnie, czy będzie to 10 rano, 7 rano, czy nie będę widział jej miesiąc czy kilka minut, czy będzie właśnie obiad, czy właśnie otrzymam nagrodę nobla w dziedzinie literatury. w przypadku czepialstwa po całości, nie znalazłem jeszcze sposobu, żeby tego uniknąć inaczej, niż unikając matki. zwykle, jak widzę taką zjeżdżalnię, to już nie wiem, co powiedzieć, a trudno wyznaczyć granicę. najczęściej stawia mnie pod ścianą, dlatego unikanie jej nie ma żadnego sensu, bo znajdzie sposób, żeby mnie dopaść i opierdolić. posługuje się wtedy skrajnymi opiniami, których na szczęście nie sposób spamiętać, ale najczęściej pojawia się bycie nienormalnym. czasami chciałbym rozjebać jej talerz z jedzeniem na głowie, powiedzieć, żeby spierdalała albo się zastrzelić, sprowadzam to jednak do lżejszej autoagresji. nie będę się ciął jak dziewczynka, więc rozbijam sobie pięści o ściany albo twarz o pięści, bo wtedy przynajmniej nie myślę, a nadmienię, że nie potrafię się uodpornić, przez co często nie śpię, a to tylko nakręca mechanizm. zniszczyłem jedną szklankę, jedne drzwi, jedną ścianę i jeden kubeł na śmieci, drugi niechcący podpaliłem. chyba wystarczy. jedyne wyjście to zrezygnować z relacji z tą osobą - i tak oprócz reprymend lub dyspozycji spotyka mnie z jej strony tylko ignorowanie".

śniło mi się dzisiaj ufo. był to sen intensywny, a to ufo było bardzo wiarygodne. śnili mi się także kosmici, ale nie wyglądali jak szaraki czy inne jaszczury, wygląd był raczej pozytywny, choć usposobienie rozmaite. śnił mi się także kraków, oczywiście już poodcinane wszystkie możliwe relacje.

przynajmniej nie był to sen o maturze z matematyki lub nie zdaniu chemii. mimo że minęło 15 lat, odkąd zacząłem liceum, mój mózg wymyślił sen, że z powodu jakiejś ustawy - wszystkich cofają do gimnazjum czy tam liceum i trzeba zdać trzecią klasę. później nie przychodzę na lekcje i jestem nieklasyfikowany. super śnienie, kurwo.


19:20 / 05.09.2018
link
komentarz (0)
śniło mi się dzisiaj, że przyszedłem do knajpy, którą zamknęli, jak miałem 25 lat
liczyłem pieniądze, których miałem mało, parę złotych w dwudziesto i dziesięciogroszówkach
ok. 1-2 zł się myliłem i powiedziałem kumplowi, z którym nie utrzymuję kontaktu od kilku lat, że za każdym razem przychodzę do knajpy, liczę pieniądze, mylę się, aż w końcu zostawiam bilon na blacie i stamtąd wychodzę
kumpel powiedział, że jak chce się upić, pije "u piłsudskiego" (wymyślona knajpa ze snu), że poprzednio jego ojciec umarł, a ojciec naszej znajomej, agnostyk, się zabił (upił się i udławił własnymi rzygami), więc poszli się tam napić
później latałem avionetką z miejscowymi, nad łąką
to był już następny sen albo poprzedni, idk


14:16 / 30.05.2018
link
komentarz (0)
katarina żyje :') ale poszła w pizdu


03:34 / 25.05.2018
link
komentarz (0)
don't panic


17:17 / 21.05.2018
link
komentarz (0)
miałem "fajny" sen
zasnąłem na chwilę i przyśniło mi się, że leci mi krew z nos z nosa, mam odruch wymiotny i zaczynam wymiotować krwią
wybudziłem się i zobaczyłem, że wszystko ok, a po chwilowej konsternacji doszedłem do wniosku, że identyczny - nie identyczny, ale przedstawiający ten stan umysłu - sen miałem po dwóch dobach bez snu
sen przedstawiał wtedy padaczkę. ale nie była to padaczka taka, że widzę siebie z lotu ptaka albo że doznaję padaczki, tylko taki sen bez obrazu, z odrobiną kolorów
śniło mi się wtedy to przez dwie godziny, budziłem się, było ok, tylko zimno, później sen i znowu to samo przez dwie godziny
zapamiętał mój organizm, co działo się ze mną w śpiączce
czyli krwotoki od parogenu, padaczka od kwetiapiny i intubacja
i nagle moja psychika daje o sobie znać; daje znać, co działo się z moim ciałem przez te kilka nocy, jak mnie nie było
tak jakby własny organizm sprowadził mnie na ziemię
że to jednak się wydarzyło i że jeszcze nie zapomina


07:58 / 04.04.2018
link
komentarz (0)
no więc tak. umarł papież. nie zauważyłem na ten temat żadnej wzmianki, za to wiem, że ronaldo zdobył bramkę z przewrotki i włosi bili mu brawa na stojąco. fajni ci włosi, szczególnie biorąc pod uwagę, że zdobył tę bramkę przeciwko juventusowi. a lewandowski był cienki, bo trzeba mu dojebać, jako że to polak, a najlepszy napastnik na świecie z piękną żoną, zdrową córką i czterdziestoma bramkami - i bańkami na koncie.

podziwiam pewdiepie i jego inteligentny optymizm, za który ludzie chętnie mu poniekąd płacą. tak jak wszystkim pozostałym challengerom.

słuchajcie, a znajdziecie.

papież umarł też w zeszłym roku i też wspomniałem na ten temat. nie to, żebym był fanatykiem śmierci papieża, ale nawet na nlogu wisi ostatni news sprzed kilkunastu lat na ten temat. można by więc powiedzieć, że nlog umarł wraz ze śmiercią papieża, ale nlog nie zginie, dopóki my żyjemy.

odbyłem dzisiaj stosunek seksualny - jedną z najważniejszych rozmów w moim życiu. nie mogę powiedzieć na ten temat czegoś jeszcze, ale jest to po pierwsze jedyna diagnoza, po drugie potwierdzenie mojej duszy i horoskopu, a po trzecie - materiał na pulitzera.

po drugie, kogoś odnalazłem.

po trzecie, nie tylko.

a po czwarte, nie wiem, po chuj wymieniam.

mam dwa złote i cztery euro.

Jest czwarty kwietnia, urodziny miesiąca. Dzień, w którym otwarto World Trade Center! Dzień, w którym zabito Martina Luthera Kinga. Dzień, który kompletnie nic nie znaczy i znaczy kompletnie wszystko. Ale to nie ma znaczenia. Zapraszam na poranny przegląd prasy. W prasie jest kompletne gówno. Gorzej niż w piosence Lennona. Zamykam poranny przegląd prasy. Życzę wszystkim wszystkiego dobrego.


14:59 / 16.12.2017
link
komentarz (1)
budzisz się rano z dziurą w plecach i wiesz że jest coś nie tak. ta dziura płonie i boli. czułeś się tak 5 lat temu, no więc piszesz do laski, czy wszystko ok, a ta mówi, że mam za swoje.


02:04 / 10.12.2017
link
komentarz (0)
"Przed chwilą zaburczało mi w brzuchu w sposób, który zabrzmiał jak moje imię, kiedy mama wołała mnie na obiad. Chyba zaczynam wariować. Może powinienem coś zjeść. Mówiłem jej, naucz mnie przyrządzać tę pieczeń, już nigdy nie zjem takiego barszczu, mamo. Napić się. Tak, napiję się z ojcem. Uśmiecha się do mnie jego rozświetlone przez słońce, zaschnięte w fotelu ciało, przy oknie, w kapelusiku słomianym jak mój zapał do spełniania marzeń. Nie chciałem być mechanikiem. Nie chciałem też być farmerem. Piklowanie części ciała to nie był zaś dobry pomysł. Nie chcę iść do spiżarki po wino, wtedy matka patrzy na mnie z dwóch stron jak ślimak chcący sera na pierogi. Mówiłem ci, naucz mnie przyrządzać ciasto i farsz. „Synku, przynieś ziemniaków. Ubierz kurtkę, jak będziesz wychodził”. Jak mógłbym pochować jej ciało w ziemi, która wydaje owoce? To delirium. Pójdę po wino. Słoik z jedną z półkul mózgu, siną, wymieszaną ze śliną, roztrzaskał się o beton podłogi. Zatrzymało się serce krwiste, choć przyciemnione. Wstrzymało oddech ciemnobłękitne płuco. Bzyczy obudowana, zapajęczona, pożółkła lampka na ścianie. Spomiędzy zakurzonych półek patrzą się mądre oczy koloru płonącej, wiosennej łąki. W oczach wspomnienie dziecka, które przypadkowo podpaliło pastwisko i ledwo dało ujść życiu, krowom. W krwinkach wspomnienie dziecka siekającego brata, bawiąc się z nim w snopek siana. Kiedy nikt nie słyszy dźwięku sznura gibiącego się na drzewie, tego dźwięku nie ma czy słyszą go także wrony? Pod drzewem butelka po winie, ale to już nie za mojego życia, ale tego jeszcze nie ma. Jedyne, co usłyszę to astralny chichot brzmiący jak rozwydrzony, demoniczny małpiak, który tak dziwnie przekonująco mnie wzywa."


12:15 / 15.07.2017
link
komentarz (0)
"Po wielu latach znalazłem pracę, która jest meritum mojej osobowości. Płacą mi za włożenie garnituru. Nie, nie na trupa - na siebie, choć to częściowo to samo. Mam ubrać garnitur i być gotowy na ósmą. Tyle.

Jak zwykle. Mam wszystko za nic, ale muszę doświadczać czegoś, czego nie chcę. Czy to w taki sposób zaprzedaje się diabłu, czy źle uzgodniłem cyrograf?

Po jakimś czasie przestałem nosić krawat. Nikt nie zauważył.

Po jakimś czasie zacząłem ubierać buty sportowe. - O, fajne buty - powiedział ktoś w kąciku spożywczym. Wtedy zamiast koszuli zacząłem zakładać koszulkę. - Tylko nie zamień spodni na jeansy - rzucił szef przechodzący korytarzem. To wtedy doznałem olśnienia i odkryłem sedno tego matriksu. To rewia mody.

Naprawdę byłem taki naiwny, że myślałem, że chodzi tu o co innego niż o świeżą dostawę koksu i drinków z łez współpracownic, które wzięły kredyt we frankach?

Po jakimś czasie uzgodniłem, że wolę być od 10. do 18. Po jakimś czasie doszedłem jednak do wniosku, że wtedy tylko wychodzę na kolację do pobliskiego bistro i zaczynam pić, więc umówiłem się na 3/4 etatu. Można? Można.

Szef podniósł stawkę, żebym wyszedł na swoje, bo dobry ze mnie chłopak, jestem za 20 ósma (co z tego, że wtedy podjeżdża mój autobus - na samochód się nie przesiądę, choć w automacie przypominają zabawkowe autko) i nie wychodzę co chwila do kibla napić się cytrynówki jak jego żona, a na miasto wychodzę tylko po to, żeby wyjść zarówno na i do ludzi.

Ten kapitalizm to jednak fajny wynalazek, a kiedy inni pracują na ciebie, naprawdę już ma się to w dupie i widzi się, że ci ludzie pracują za to, żeby nie zostać wypierdolonym z pracy, więc nie ma sensu im płacić. Czuję się jak illuminati, dochowując takiej jednostronnie satysfakcjonującej tajemnicy poliszynela. A ilekroć czuję litość, myślę sobie, że ja przynajmniej wiem, kto to był Poliszynel.

I nurzam się w mieście, gdzie nigdy nie spotykam nikogo ze swojego otoczenia, a jeśli już, słyszę jakieś "Nie wierzę, ty tu?", jakbym wrócił na świat po dwutysiącletniej absencji.

Po koncercie kompletnie nieświadomie przysiadłem się do dziewczyny, która po chwili wyznała, że jest nimfomanką, ale że zaczęła terapię - jednak mimo to, jakbym nie był taki zajebany to by się ze mną przylizała. Spojrzałem na nią i chyba nie ściemniała, bo wyglądała na zmęczoną emocjonalnie, chyba że jej twarz w danym momencie była tylko moim odbiciem. Przylizałem się z nią, nie zważając na jej domniemaną prominencję, bo byłem już jak parowóz i powiedziała, że się nie postarałem. - Okej, to na razie - odpowiedziałem i sobie poszedłem. Kiedy stamtąd wychodziłem, wskazała mnie palcem i powiedziała koleżance: "To on, to on mnie zostawił!". Przynajmniej ma jakiś racjonalny wątek na terapię. Przynajmniej nie dała się posuwać przełożonym i współpracownikom, żeby mieć poczucie przynależności do źródła stałego dochodu. Chyba nie dała.

Za to Nadia przyznała się, że ci wszyscy obcokrajowcy, z którymi wychodzi z knajpy, jej płacą, a nagania ich jej znajoma. Ale po rozmowie ze mną po raz pierwszy wyszła przed wszystkim, nie po wszystkim z apartamentu jednego z nich. Przyznała się też, że ma dziecko. Mówiła, że wysyłała do mnie zdjęcia, jak była w ciąży, ale się nie skapnąłem. Mówi, że nie ma czasu, bo jej facet przyjechał, ale żebym wpadł do Londynu. Powiedziałem, że nie mam pieniędzy.

Pierdolę ten Londyn. Nie znam nikogo, kto by tam wyjechał nie będąc kryminalistą albo przynajmniej częściowo związanym z patologią. Tamtejszy wymiar sprawiedliwości jest dla nich wyjątkowo łaskawy. Mówią, że lepiej jak w domu, mimo że przeczy to powiedzonku, ale kto dzisiaj jeszcze posługuje się przysłowiami?

A te zdjęcia artystyczne to tak naprawdę nie jej, bo prosiła każdego, żeby po wszystkim pstryknął jej fotografię."


23:05 / 03.04.2017
link
komentarz (7)
Bierzesz jabłko, przekrawasz je na pół, wycinasz środek, rozsmarowujesz na nim scukrzony miód i prószysz cynamon, i jest ok.

Bierzesz herbatę, zaparzasz ją, dajesz odrobinę cukru i plasterek cytryny, przez cytrynę wlewasz trochę rumu lub whisky i również jest ok.

Albo jesteś babą i mówisz, że to ohyda.

Albo masz spakowaną walizkę, do której kupowałeś jakieś rzeczy na przestrzeni miesięcy, przez które oszczędzałeś: ręcznik, koszulki, spodnie, bluzę, kosmetyki. Bierzesz maszynkę do golenia i aparat fotograficzny, spakowaną walizkę i któregoś dnia wychodzisz z domu, wsiadasz w wieczorny autobus do któregoś z południowych miast i wyjeżdżasz w pizdu, a po drodze nawiązujesz jeszcze relację.

Tak się żyje. (Żartuję, nie żyję, bez nienawiści i zawiści proszę).

Jest wiosna. 3.04. Roku nie pomnę.

Najważniejsze wydarzenia w serwisach internetowych:
- wybuch w petersburskim metrze,
- Lewandowski piłkarzem kompletnym (niedługo dogoni Lionela Messiego w wyścigu o Złotego Buta),
- Kaczyński i Macierewicz kuluarowo nie wierzą w zamach w Smoleńsku,
- przypadkowo najniższy deficyt budżetowy, ale deficyt w ubezpieczeniach społecznych,
- w Biedronce winyle Heya, Nosowskiej, Sex Pistols i Nirvany,
- o wczorajszej rocznicy śmierci Papieża nigdzie już nie wspomniano.

W serwisach społecznościowych Frances Bean Cobain mówi, że dziś odpowiedni dzień na Doorsów i zamieszcza fragment 'Whiskey Bar'. Oprócz tego same pierdoły.


17:58 / 29.03.2017
link
komentarz (0)
No więc śniło mi się dzisiaj dużo pojedynczych świateł na nocnym niebie, wyglądających jak gwiazdy i lecących na północny wschód, w stronę Gdańska. Później zawróciły.

Mieszkałem w drewnianym, parterowym domku - nie mam pojęcia, dlaczego - może przez to, że tyle się tego tu buduje albo to projekcja wyjazdu w góry, którego nie doświadczę. No i widziałem te światła przez okno, a później astronautę - kosmitę w skafandrze.

Później astronauta zamienił się w moich znajomych. Nie byli to tak naprawdę moi znajomi, tylko świadomość społeczna. Jak zapytałem jednego z nich, czy powie, jak ma na imię (żeby udowodnić, że to kosmita, a nie miałem tego imienia w głowie i wiedziałem, że tego ze mnie nie wyczyta), odpowiedział "Średnio". "Mam na imię Średnio, bo średnio Ci się wiedzie" - zaśmiał się kosmita i stwierdziłem, że to pierdolę, obudziłem się i padał deszcz, ale wiodło się i tak jak we śnie.

- Umiesz wywołać burzę - mówił do mnie deszcz. To nie jest takie trudne, wystarczy działać niekorzystnie, wtedy niebo się buntuje. Wyłącza się prąd, rozłącza się internet, telefon albo nie może zaszkodzić Ci najgorsza dzielnica i najschematyczniejsze myślenie. Umiałem zatrzasnąć drzwi, trafić w totolotka i przegrać życie, ale nie umiałem poprosić jej, żeby ze mną spała tak, żeby to był jej wybór. I nie umiałem tego w sobie zatrzymać.

Instynkt a intuicja, indywidualizm a socjopatia, umysł kolektywny. Dzisiaj upiekę to na żywym ogniu, ale będzie już za późno.


02:05 / 09.02.2017
link
komentarz (0)
"- Co wiem o wierze chrześcijańskiej? Że najważniejsze jest przykazanie miłości (będziesz miłować Boga, a bliźniego jak siebie samego). Że są trzy cnoty boskie, czyli wartości, które dobrze jest mieć: wiara, nadzieja i miłość, a najważniejsza jest miłość. Że odkąd urodził się Jezus, wierzymy w słowa Jezusa, nie to, co było przed nim, a przed nim był głównie Mojżesz, który wprowadził dziesięć przykazań, które również wyznajemy. Że Bóg starotestamentowy to współpracujący z prorokami, srogi stwórca, a nowotestamentowy, do momentu Objawienia, miłosierny, wszechmogący ojciec. Że w wierze chrześcijańskiej są cuda - od rozstąpienia się morza przez mannę z nieba i wodę ze skały, przez dziewiczą ciążę, chodzenie po wodzie, nałapanie ryb na bezrybiu, zamienienie wody w wino, rozmnożenie pokarmu, uzdrowienia, wskrzeszenia, zmartwychwstanie.
Nie wierzę w piekło za łamanie przykazań i niebo za dzielenie się opłatkiem. Myślę, że to sprawy społeczne i dobre albo złe relacje (piekło i niebo) na Ziemi. Nie wierzę w cuda, jestem skłonny uwierzyć w niektóre uzdrowienia i zbiegi okoliczności (manna z nieba, choćby rozstąpienie się morza czy woda ze skały), ale rozmnożenie pokarmu? Chodzenie po wodzie? Zamienienie wody w wino? Niechby to był symbol wierzących, bycia nad schematami, uduchowionej rozmowy, ale tak się nie stało.
Mógłbym uwierzyć w rozstąpienie się morza, bo często widziałem deszcz w momentach konfliktów emocjonalnych jak w kinie. Wierzę, że w szczególnych sytuacjach, przy szczególnej wierze dzieją się rzeczy szczególne. Ale nie ma dla mnie znaczenia, czy to morze rozstąpiło się czy nie. Mógłbym uwierzyć w niektóre uzdrowienia, bo dobre zdrowie emocjonalne to dobre zdrowie biologiczne. W szczególnych przypadkach może mieć to wpływ na skrajne choroby. Są to rzeczy, które wyczuwają zwierzęta i które dzieją się ludziom. Zmartwychwstanie, wskrzeszenie? Forma hibernacji czy medytacyjnego uśpienia albo to niemożliwe i powie to każda osoba, która kiedykolwiek odwiedziła prosektorium.
Z tego, co się dowiedziałem, w czasach Jezusa małżeństwo nie mogło zamieszkać ze sobą przez rok od ślubu. A wtedy Maria zaszła w ciążę, mimo że mogła zostać za to ukamienowana. Rzeczywiście, cud. Podejrzewam, że spotykała się potajemnie z Józefem (albo kimkolwiek innym, ale został z nią Józef) i z tego też powodu urodziła w stajence zamiast we własnym domu. Czy Józef albo Maria nie mieli domu, w którym mogłaby urodzić? Po co szli do gospody? Byli bezdomni? Nie, nie mogli się ze sobą spotykać. Stąd prędko uciekli z Betlejem. Swoją drogą, jakim trzeba być człowiekiem, żeby podnieść kamień i nim w kogoś rzucić z powodu jego spraw osobistych (choć de facto miałby tego dokonać mąż niewiernej żony)? A w jakimś sensie dzieje się tak do dzisiaj.
Jakie ma znaczenie dla wiary to, że Jezus chodził po wodzie albo że Maria była dziewicą? To pierwsze nie ma żadnego, oprócz tego, że zwraca uwagę, czyni czymś wyjątkowym, to drugie... może mieć znaczenie społeczne jako wzór wstrzemięźliwości do momentu poczęcia. Szczególnie w czasie, kiedy nie było antykoncepcji. I stworzenie nieosiągalnego wzorca, do którego jednak dążymy.
Innymi słowy: mity, które zachęcają do rozwoju duchowego, baśnie i trochę prawdy, a przede wszystkim mądrości przenikniętej symboliką i ozdobieniami.
Odnosi się to do Stworzenia, odnosi się do Potopu, odnosi się do Sodomy i Gomory i słupa soli, i różnych wydarzeń biblijnych, do narodzin Jezusa i Objawienia, łączącego w wyobrażeniowy sposób Stary i Nowy Testament. Nie ma możliwości, żeby to wszystko było zmyślone, jak i wydaje się, że nie ma, żeby nie zmienił tego choćby Kościół w czasach średniowiecznych.
Mojżesz zakończył Erę Byka, zabijając wyznawców złotego cielca, Jezus to Era Ryb, a Nowe Jeruzalem (w którym nie ma świątyń!) i rzeka życia to Era Wodnika - powiedzą wyznawcy New Age. Jezus nauczony w Egipcie? Duchowo związany z Azją? Święto rzymskie jako Boże Narodzenie?
Niebo czy zmartwychwstanie i raj na Ziemi? Bóg miłosierny czy srogi? Jezus ludzki, który na krzyżu odczuł rzeczywistość mówiąc, że nie ma przy nim Boga (i wyjechał do Indii) czy nadprzyrodzony?
Czy Biblia nie jest tak obszerna, że wierzący się gubią; na przestrzeni lat tworzą teatr historyczny, interpretacje, które zaczynają być spójne? Albo wierzą w co chcą, jak dzieci, bo to lepsze niż interpretacje? W co wierzyć?
- W humanizm.
- A w Boga?
- Nie zaszkodzi. Choć dziś brzmi to jak herezja."


00:06 / 26.12.2016
link
komentarz (0)
No więc Marcin podszedł do niego w knajpie i zwierzył się, że kiedy wychodzi z domu, widzi ludzi jako zdeformowane liczby i pępowiny. Wyobraził sobie świat złożony ze zmęczonych, przygarbionych starców, zmuszonych do wysiłku dnia codziennego, oderwanych od łona natury, z liczb i substancji organicznych - nie wyglądało to za ciekawie. Palił troszeczkę, dobrał zestaw tabletek i pił niedużo.

Niepotrzebnie stamtąd poszedł. Spotkał jakiś muzułmanów. Burzyli się, dopóki nie zaczął udawać, że zna jednego z nich - jedynego, który mówił po naszemu. Zachowywali się jak dzieci bawiące się w wojnę, tylko że na poważnie. Jakiś stary laptop czy magnetofon w plecaku był dla nich jak drogocenny kruszec. Technologiczni złomiarze. Doczekaliśmy się przyszłości, gdzie nienadążające kraje są jak średniowieczny Kościół albo ludzie pierwotni.

Jak zwykle, na ślepo znalazł się nie wiadomo ile od centrum. Jak zwykle, pierwsza napotkana osoba była zmuszona zażartować, że do centrum jest 50 kilometrów, dalej niż do miejscowości, w jakiej się urodził. Co za przypadek. Ta podświadomość skrupulatnie pilnująca przeznaczenia. Mężczyzna, jednolity wąs, w spranych, zadbanych spodniach i roboczej koszuli, wracający z pierwszej zmiany, zaprosił go na piwo. W takiej sytuacji od razu wyobraża się sobie żonę, przedsionek domu i dawno wystygły obiad. Czy to dobrze tuż po południu wstąpić do pubu przy jednej z głównych ulic, z automatami hazardowymi i rzutkami, które, podobnie jak barmanki, widać było już po schodkach z chodnika? Że też w porządnym mieście są takie knajpy. Zamówił tylko pół piwa, ale nalały trzy czwarte, bo kto zamawia pół szklanki?

Na wieczór odbyła się bitwa freestylowa z udziałem jakiegoś nieznanego MC, Pauliny Lis i Dębskiego, więc też wziął udział i patrząc na palce stóp Lisiego Piekła zaczął rymować, że seks jest niebezpieczny, bo może przypadkiem urodzić się Dębski, może urodzić się Muflon MC czy koleś, który chciałby komuś przypieprzyć jak Michalczewski po zażyciu ścieżki za pomocą setki jak Marta Linkiewicz, być jak Serafin czy inny debil zamiast zamówić za to bluzkę Naeby i czuć się lepszym...

Zapytał Lisie Piekło, rozmawiającą z koleżanką z kiosku, czy opłaca się próbować. Odpowiedziała, że tak i poszli ze sobą na spacer.


01:29 / 09.12.2016
link
komentarz (0)
"Znicze muszą być najdroższe, a wkłady najtańsze. Tak dobrany kontrast stwarza specjalne wibracje w czwartej gęstości, które odstraszają demony i obrabiaczy dupy z sąsiedztwa."

"Pies był na wolności. Jako że nie chciał podejść, choćby chciało się z nim tylko pobawić, bo myślał, że będzie przy budzie, był tylko na wolności albo na uwięzi. Przyjście do domu albo do ludzi zwanych właścicielami nie było dla niego wolnością. No więc właściciel obszedł miejscowość dookoła, minął sklep i knajpę, wrócił boczną drogą. Pies trzymał się z daleka. Przyszli i wyszli tylną furtką. Zwierzę chciało uciec. Przebiegło przez furtkę, wtedy chwycił go właściciel. - Ty bydlaku - powiedział, bo nie umiał obrażać, choćby chciał. Zwierzętami powinni zajmować się ludzie, którzy umieją przeciwstawiać się instynktowi, współdziałać. No więc właściciel poszedł jeszcze raz do knajpy, tymczasem w knajpie była prywatna impreza i nie można było wejść do środka. Wrócił więc do domu po telefon, ale jedyna osoba, do jakiej zadzwonił, szła spać, a w międzyczasie zamknęli sklep. Poszedł więc do pozostałych knajp, ale wszystko było zamknięte. Jego uporczywa potrzeba wzięła się ze zwykłego kaca i chęci wypełnienia czymś pustki tego wieczoru. No więc poszedł na skróty, ale brama była zamknięta. Nie chciał się wracać, więc przeszedł przez płot jakiegoś ośrodka wczasowego i w poprzek jego teren, aż spieprzył przed nim jakiś kot. Przeszedł przez jeszcze jeden płot i szedł wzdłuż lasu. Wszedł furtką na ośrodek wczasowy. Świeciło się w niektórych oknach. Przechodząc przez plac zabaw minął jakieś kobiety. Powiedział do siebie, że nie wierzy - na ośrodku był dancing. No więc zamówił to piwo u jakiejś starszej kobiety, która tylko spojrzała na zegarek, bo artysta grał już ostatni utwór. Po wypiciu piwa z fajnego pokalu z nadrukiem chmielu wkomponowanym w spód tak, że ze szkła tworzyła się soczewka i listek chmielu widniał wyprojektowany u denka, wyszedł i zapalił papierosa. W drodze powrotnej odpalił następnego papierosa, a następny już nie chciał się zapalić, więc to uszanował. Dawno się tak nie umęczył, żeby wypić jedno piwo. Wrócił do domu, gdzie wszystkie serwisy informacyjne mówiły o freaku z kulturystą zamkniętych w klatce. Zanim otworzyła się transmisja, było już po wszystkim, jak za dobrych czasów Gołoty, który już wtedy wystąpił na następny wieczór aż u Conana O'Briana, tylko że zaprzepaszczał karierę. Wypił jeszcze jedno, uchowane piwo i poszedł spać. Nie mógł zasnąć, a w nocy jego sąsiadka ubrała się i wyszła przez okno w kuchni na piętrze domu, bo słyszała, jak wzywają ją rodzice."


23:25 / 23.08.2016
link
komentarz (0)
To głupie, ale jakby za dnia też było ciemno, zacząłbym normalnie żyć.