vincent // odwiedzony 48089 razy // [znowu_cyan nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (110 sztuk)
01:08 / 04.11.2002
link
komentarz (10)
Zamykam niniejszego loga.

Powodem nie są bynajmniej dziury w samym nlogu - ich wytknięcie na forum było jedynie formą prezentu pożegnalnego; poziom olewania nloga przez warpa od czasu, gdy padła sprawa jego sprzedaży nie podobał mi się nigdy.

Zaś główny powód zakończenia loga to to, że ze względu na charakter części czytelników pozostaje on ostatnią formą regularnego, choć jednostronnego kontaktu ze środowiskiem, z którym od dawna nie czuję już żadnej wspólnoty duchowej ani z którym nie mam ochoty na wymianę myśli, nawet w takiej formie. Sam przyciągnąłem takich czytelników lekkomyślnym rozreklamowaniem loga w niektórych miejscach - wiązało się to z wykorzystywaniem go kiedyś jako miejsca do publicystyki związanej z wydarzeniami między innymi na satan.pl, a środowiska, o które chodzi, to generalnie te... mroczne - te, które miały swój urok kilka lat temu, ale potem zdegenerowały się pod wszystkimi liczącymi się dla mnie względami - i z którymi nie pragnę żadnego kontaktu po tym, jak i tak straciłem zbyt wiele czasu na interakcję z osobami, które nie są warte mojego czasu - nawet czasu poświęcanego na rozrywkowe okłamywanie ich i śmiech ze skutków tego.

Ktoś mi napisał, że to, co robię, wygląda jak wyjście z błota, lecz uparte trzymanie w nim jednego palca. Trudno było to przyjąć do wiadomości, ale miał wiele racji. Nlog i resztki pewnej strony są tym trzymaniem palca w błocie i czas porzucić w końcu i to.

Samo logowanie okazało się, mimo swojej złej sławy, rzeczą przyjemną i pewnie wrócę do tego, kiedyś, w innym miejscu, bez tego rodzaju 'ogona'. Tych, którzy tu trafili w inny sposób niż z satana czy pewnej okultystycznej strony i którzy okazywali mi sympatię poprzez regularne odwiedziny przepraszam za odebranie im jednej z tych najmniej znaczących rozrywek, jakim mogło być czytanie mojego słowotoku.

Archiwum wpisów zostawiam. Niech log wygaśnie naturalnie nie pojawiając się na liście.
20:42 / 03.11.2002
link
komentarz (0)
Mających swoje nlogi zapraszam na forum do wątku http://nlog.pl/forum/index.php?act=expand&mid=7854 czyli nlog hacking for dummies.

Gdyby ta publikacja miała spowodować jakieś sankcje - profilaktycznie się żegnam (zresztą tak czy inaczej noszę się z myślą o skończeniu wkrótce nlogowej zabawy, choć wolałbym być pozostawionym przez kierownictwo w spokoju do zrobienia porządnego ostatniego wpisu,0).
00:29 / 01.11.2002
link
komentarz (2)
Nie umiem się powstrzymać od wpisu okolicznościowego na Święto Zmarłych.

Stanisław Grochowiak

Płonąca żyrafa

Tak
To jest coś
Biedna konstrukcja człowieczego lęku
Żyrafa kopcąca się tak pomaleńku
Tak
To jest coś

Coś z tamtej ściany z aspiryny i potu
Ta mordka podobna do roztrzaskanego kulomiotu
Tak
To jest coś

czemu próchniejecie od brody do skroni
jaki wam ząbek w pustej czaszce dzwoni
Tak
To jest coś

Coś co nas czeka
Użyteczne i groźne
Jak noga
Jak serce
Jak brzuch i pogrzebacz
Ciemna mogiła człowieczego nieba
Tak
To jest coś

O wiersz ja ten piszę
Sobie a osłom
Dwom zreumatyzowanym
Jednemu z bólem zęba
Oni go pojmą
Tak
To jest coś

Bo życie
Znaczy:

Kupować mięso Ćwiartować mięso
Zabijać mięso Uwielbiać mięso
Zapładniać mięso Przeklinać mięso
Nauczać mięso i grzebać mięso

I robić z mięsa I myśleć z mięsem
I w imię mięsa Na przekór mięsu
Dla jutra mięsa Dla zguby mięsa
Szczególnie szczególnie w obronie mięsa

A ONO SIĘ PALI

Nie trwa
Nie stygnie
Nie przetrwa i w soli
Opada
I gnije
Odpada
i boli

Tak
To jest coś


Nie udało mi się znaleźć na Sieci dostatecznie dużego i ładnego skanu obrazu Salvadora Dali, o którym mówi ten wiersz, by bez wstydu dołączyć linka, ale obraz jest znany. Mniej znany jest szkic Dalego, na którym występuje taka sama płonąca żyrafa stojąca przy stole biesiadnym, przy którym ucztują ludzie... mięsiści. Nie zdziwiłbym się, gdyby Grochowiak znał ten szkic, wydaje się pasować do wiersza bardziej.


Zaś braciom i siostrom satanistom, którzy wybiorą się w tym świątecznym czasie na cmentarze w celach bardziej rozrywkowych niż reszta społeczeństwa, dedykuję poniższy utwór, również autorstwa Grochowiaka:

Menuet

Podaj mi rączkę, trumienko. Konik
Wędzidło gryzie, chrapami świszcze.
Już stangret wciska czaszkę na piszczel,
Dziurawą trąbkę bierze do dłoni.

A więc ruszymy na jednym kole,
Pod poszarpanym w nic baldachimem,
Ale wesoło! mam mandolinę,
Z której wygnamy oślepłe mole.

He, he, trumienko, gdzieś jest cmentarzyk,
Gdzie przykucniemy z wielką ochotą,
Żeby przykryci spierzchłą kapotą
Bardzo intymnie sobie pogwarzyć.

Mysz nas nawiedzi, przyfrunie sowa,
szakal przyczłapie z obwisłą szczęką,
Kornik zacyka do drzwi tak cienko,
Jakby żałował czegoś, trumienko,
Jakby żałował...
14:24 / 31.10.2002
link
komentarz (0)
Byliśmy wczoraj na Sonacie Belzebuba we Współczesnym. Trochę za mało sztuczności postaci, kwestie, które z założenia miały być groteskowe, wypowiadane czasem z za wielkim przejęciem. Postacie u W. to przecież manekiny i to chwilami było zakłócone. Belzebub i diabły z wyraźnymi cechami dresiarskimi mogłyby być dobrym pomysłem przed sławą Masłowskiej, ale teraz było to tylko łatwe wpisanie się w rozreklamowany motyw. Mimo tych zastrzeżeń, narkotyczno-paranoiczny klimat Witkacego został zachowany w wystarczającym stopniu, by mnie na kilka dni wprowadzić w specyficzny nastrój, dobrze korespondujący z porą roku.

Trafiliśmy na złą widownię. Jakiś szkolny spęd, wysyłający sobie smsy, pokazujący sobie nawzajem nowo kupione bikini (tak,0) i wymieniający komentarze. W trakcie przedstawienia uspokoili się stopniowo, przypuszczam, że nie tyle pod wpływem sztuki łagodzącej obyczaje, co zaszokowani niektórymi scenami.

Halloween; Acheront chce iść do Liverpoolu na party, ja błagam o odpoczynek od mrocznych licealistek, gatunek łatwy w obsłudze i szybko się nudzący ze względu na brak skomplikowania psychologicznego (połączonego z przekonaniem samych zainteresowanych o czymś wręcz przeciwnym,0). Najgorsza jest jednak homogeniczność. Schemat skutecznej w osiąganiu celów interakcji jest jednolity jak schemat zawierania znajomości na czacie i wszystkie istoty z tego gatunku zlewają się w mojej pamięci w jedną zbiorową postać, która nosiła różne imiona i miewała różnej długości czarne kreski na powiece. To prawda, że mam słabość do pewnego typu urody w jakimś stopniu zbieżnego z tym stylem, ale ta słabość wynika głównie z tego, że w uległej stereotypom wyobraźni ten wygląd sugeruje pewne cechy osobowości, dla mnie atrakcyjne ze względu na to, że pozwalają przypuszczać, że z osobą o takich cechach można by wejść w jeden z ekscytujących mnie rodzajów relacji. To daleka wędrówka wyobraźni, ale tak ma być - w praktyce relacje, o jakich mowa, potrafią być na dłuższą metę męczące i przesunięcie ich w rejon chwilowej fantazji jest wyborem optymalnym. Mimo to mroczne licealistki są zaledwie namiastką idealnego manekina - nie mam niestety pomysłu, gdzie szukać czegoś lepszego, więc może wybierzemy się do tego Liverpoolu, licząc na to, że jego klientela niniejszego loga nie czyta.
11:43 / 28.10.2002
link
komentarz (0)
O. szuka miłości. Życzę mu w tym jak najlepiej, ale szczerze mówiąc boję się o niego widząc, jaką do tego przywiązuje wagę, jak gorączkowo się na tym skupia. Świadome, rozmyślne szukanie romantycznego uczucia - w przeciwieństwie do świadomego i rozmyślnego szukania seksu - niezbyt często kończy się powodzeniem. Ludzie traktowani jak "kandydaci" (a taką postawę trudno ukryć,0) płoszą się, poza tymi, którzy są w trakcie takiego samego poszukiwania, a gdy się zejdą dwie poszukujące jednostki, ich silne pragnienie bycia z kimś powoduje zamykanie oczu na niedopasowania, powoduje idealizowanie drugiej osoby - które nie ma szans trwać wiecznie i którego zakończenie jest bolesne. O O. boję się właśnie, że mógłby niepotrzebnie doznać takiego rodzaju bólu; może uniknie tego schematu.

Najbardziej udane historie miłosne, które znam - włączając w to własną - zdarzały się przypadkiem, najczęściej wtedy, gdy każda z osób była zajęta, pochłonięta tym, co lubi, kocha, co ją bawi i zupełnie nie myślała o jakichkolwiek poszukiwaniach, zaś spotkanie zdarzało się przy okazji tego, nie powodując z początku romantycznych uniesień, tylko niewinną radość ze znalezienia towarzysza w ulubionym działaniu. Płaszczyzna porozumienia była wtedy mocna, stabilna i prawdziwa, a nie życzeniowa.

W spoglądaniu na nowo poznanego człowieka, do którego jeszcze nic nie czujemy (bo za mało go znamy, żeby jakiekolwiek intensywniejsze uczucia miały podstawy,0) z zastanowieniem, czy to może w nim my się zakochamy, a on w nas, jest dla mnie coś perwersyjnego w negatywnym tego słowa znaczeniu, nieprzyjemny rodzaj naruszenia - choćby tylko w myślach - cudzej wolności, zaczątki próby wymuszania biegu wydarzeń, którego naturą jest to, że to on ma porwać zaskoczonego i nawet opierającego się człowieka (o ile chodzi o tę jedyną miłość na całe życie, a nie zawierające pewną dozę cynizmu flirty,0). To jeden z poglądów, do których jestem silnie przywiązany, a które są staroświeckie, może jeszcze nie przeterminowane w odniesieniu do dzisiejszego świata, ale już mało aktualne w odniesieniu do środowiska Internetu.
11:10 / 28.10.2002
link
komentarz (1)
W nocy szalała wichura. Widowiskowo wybiła nam szybę w drzwiach oraz pozbawiła nas na jakiś czas Sieci. Acheront klnie, ja próbuję tłumaczyć, że to wszystko tylko przedmioty. Podoba mi się ta pogoda i jedna szyba to przyzwoita cena takiego widowiska, jakie w nocy obserwowałem z balkonu.



16:36 / 27.10.2002
link
komentarz (0)
Acheront nie chce, żeby on z nami zamieszkał i po zastanowieniu przyznaję mu rację. Nasz potencjalny współlokator jest zbyt absorbujący, potrzebuje, by się nim zajmować, jest nadaktywny. Acheront mówi: zbyt męczące. W nocy próbował się nam wcisnąć do sypialni, gdy łatwo było zauważyć, że jesteśmy zajęci poważną, prywatną rozmową.

Skłamać wymyślając jakiś powód, czy powiedzieć wprost: nie żebyśmy cię nie lubili, ale nie pasujesz do naszej home culture? Nie cierpię grzecznościowych kłamstw pomiędzy ludźmi, którzy się znają na tyle jak ja i on - w dodatku, gdy tłem znajomości jest srodowisko, styl życia, subkultura, jakkolwiek to nazwać, akcentująca wolność, prawo do indywidualności i poszanowanie tejże.

Wczoraj w knajpie doznałem silnego uczucia wstrętu, o dawno nie doświadczanej intensywności. Parkiet był zatłoczony; kto chciał tańczyć, był zmuszony ocierać się nieustannie o spoconych, podpitych ludzi, z których prawie nikt nie był oryginalny z wyglądu, sposobu poruszania się, patrzenia. Polowano prymitywnymi metodami - poprzez obmacywanie się w tańcu (i wszystkie improwizowane figury były poddane temu celowi,0) lub niesmaczne zagrywki w rodzaju "zostałam rzucona i mam doła, proszę przytul mnie, potrzebuję się do kogoś przytulić".

"Alibi" się tak zmieniło od czasu, gdy byliśmy tu dość dawno ostatni raz, czy mnie się zmieniło patrzenie? Acheront twierdzi, że to kwestia dnia tygodnia - zwykle chodziliśmy tam w piątki. Zajrzymy w najbliższy piątek, dając knajpie jeszcze jedną szansę - o ile tydzień to dość czasu, by mi minęło brzydzenie się ludźmi.
03:11 / 26.10.2002
link
komentarz (1)
Tanz der Vampire, "Sie irren, Professor" - bardzo ładnie zaśpiewana fraza "Man muss werden, was man studiert" budzi we mnie ciepły uśmiech.

Długi wpis do nloga przepadł, gdy przed jego wysłaniem zawiesiła się przeglądarka. Dobrze się stało, bo zanudzałem okrutnie - a tak, całość została skondensowana do powyższego.
04:12 / 25.10.2002
link
komentarz (0)
Przyszedł X stwierdzając, że ma "prośbę niemoralną". Otóż X z powodu okoliczności życiowych znalazł się w sytuacji, gdy nie może znaleźć chwili samotności i prywatności w dzień ani w nocy, kible go brzydzą, nie ma gdzie zwalić konia i chciałby to zrobić w tym przyjaznym ludziom miejscu, jednocześnie zaspokajając swój ekshibicjonizm, jeśli się zgodzę popatrzeć.

Uczyniłem gest przyzwolenia, trochę rozbawiony, bo to było nasze drugie spotkanie po około półtora roku przerwy w kontakcie. "Przyniosłem flachę", powiedział wyciągając butelkę soku marchewkowego. Potem mnie jeszcze uraczył opowieścią o tym, jak to mu się wieloletnia przyjaźń i współpraca zepsuła, ale wprowadzenie do tej historii wymaga objaśnień.

W instytucjach takich jak Sądy Grodzkie czy Kolegia do Spraw Wykroczeń jest stanowisko protokolanta, które jest społeczne - zatrudnia się osobę, która dostaje pieniądze, od których podatku nie płaci. Przepisy zabraniają jednak kadrowej zatrudniania swojego dziecka, ale mama jego przyjaciela zatrudniła swojego syna, który - by ominąć przepis - posłużył się danymi osobowymi mojego rozmówcy i dwa lata przepracował podpisując się jego nazwiskiem, bez jego wiedzy.
Przepisy się zmieniły, zarobek tego rodzaju miał już wchodzić do zeznania podatkowego. I X otrzymał pewnego dnia PIT z Urzędu Skarbowego, z którego ze zdumieniem się dowiedział, że pracował dość długo w Sądzie Grodzkim.

Poszedł do skarbówki i podpisał stosowne oświadczenie, że tam nigdy nie pracował. Ale to, niestety, była już sprawa automatycznie pchnięta do prokuratury: fałszowanie danych osobowych - i dokumentów państwowych, jakimi są papiery, które podpisywał protokolant. Gdyby jego przyjaciel mu powiedział, że posługuje się jego danymi, do sprawy by nie doszło, ale że X nie wiedział, kto wykorzystuje jego dane, jego zgłoszenie tego było postępowaniem całkowicie rozsądnym.

Matka jego przyjaciela straciła posadę, a jej syn się poczuł okrutnie zdradzony przez to bycie podanym do prokuratury. Sprawa wycofana być nie może, bo jest to rzecz ścigana z urzędu. A jego przyjaciel, roztargniony, powiedzieć mu o posługiwaniu się jego nazwiskiem... zapomniał.

Wyraziłem współczucie, doceniając jednocześnie to, że większość nieporozumień w moim życiu nie skończyła się tak drastycznie. Ale X ma talent do takich historii. Jest możliwe, że od pierwszego zamieszka u nas na miesiąc lub dwa w ramach ucieczki od okoliczności życiowych ograniczających możliwości onanizmu - szukając sobie przez ten czas samodzielnego lokum. Cieszę się - życia w "komunie" i szaleństw tego życia mi trochę w tej naszej ostatniej stabilizacji zabrakło, a X zapewnia sprowadzanie ciekawych osób.
16:57 / 23.10.2002
link
komentarz (0)
Nlog zawiesił się na czas pełen ważnych wydarzeń, ale nie ma sensu streszczanie niedawnej przeszłości, znajomym i tak wiadomej. Powoli piszę pierwsze fragmenty pracy magisterskiej, Acheront ma czas jeżdżenia na szkolenia i mamy złotą polską jesień. Sielanka ta była w ostatnich dniach zakłócana przez nietypowe zachowania zarówno rodziny, jak i niektórych znajomych, ale nlog nie jest miejscem na ich obgadywanie, zwłaszcza, że zarzut "nietypowych zachowań" w moich ustach może całkiem słusznie budzić uśmiech.

Zaczyna mnie ogarniać jesienna apatia. Moje nastroje są silnie związane z porami roku, jesienią odczuwam pokusę zapadnięcia w sen zimowy. Zwykle radzę sobie z tym rzucając się bardziej czy mniej intensywnie w wir bezmyślnych a odprężających rozrywek - lub, odwrotnie, pogłębiając to z rozmysłem poprzez odpowiednią dawkę przygnębiającej muzyki i takich samych lektur.
15:30 / 19.10.2002
link
komentarz (1)
Czyżby zaczęło działać? Po moim pogodzeniu się z życiem bez nloga? Muszę sprawdzić działanie poprzez wysłanie tego oto testowego wpisu, za brak treści w którym czytelników nloga przepraszam.
22:08 / 02.10.2002
link
komentarz (0)
Wracając od dentysty kupiłem Acherontowi bukiecik niebieskich kwiatków. Nie wiem, jaki to gatunek - drobne, z rozgałęzionymi łodygami. Z kwiatów najbardziej lubię niebieskie, jeśli kierować się kolorem i mam z tego powodu problem z łatwo dostępnymi od jakiegoś czasu niebieskimi różami. Mój zdrowy rozsądek i gust ocenia te sztucznie farbowane róże jako pewien rodzaj kiczu, proste odwołanie się do motywu baśniowego i w pewnym sensie pogwałcenie go, bo w baśni błękitna róża była symbolem czegoś nie istniejącego, niedostępnego, możliwego do zdobycia tylko poprzez działania tak samo baśniowe jak ona sama - i kosze pełne niebieskich róż na Solnym należałoby odczytać jako jeden z objawów inwazji kultury masowej. A mimo to doznaję na widok niebieskiej róży bardzo przyjemnych wrażeń estetycznych z nutką sentymentalizmu i wprawia mnie to w głębokie zakłopotanie.

Trwa moda na obwiązywanie kielichów kwiatów kosmatym, kolorowym cienkim sznurkiem o kolorze kontrastującym lub współgrającym z kolorem płatków. Zjawisko to jest jedną z rzeczy wprawiających mnie w stan głębokiego zdumienia. Co trzeba było wziąć, żeby ten idiotyzm wymyślić? Ofiarą mody na bondage padają przede wszystkim róże.

Ze scen z kwiatami w literaturze i filmie podobają mi się najbardziej dwie. Jedna, wszystkim pewnie znana - to spotkanie Mistrza i Małgorzaty. Druga pochodzi z serialu "Allo, Allo" - gestapowiec Herr Flick przynosi Heldze wiązankę nędznych, wpółzwiędniętych zielsk z łąki, "polne kwiaty", wyciągając ten bukiet w jej stronę charakterystycznym sztywnym gestem, a nie posiadająca się z radości Helga wyrzuca wielki bukiet czerwonych róż otrzymany od generała Klinkerhofena, by zrobić miejsce dla tego żałosnego siana. Zza ekranu rozlega się typowy dla telewizyjnych komedii "śmiech z puszki", bo scena jest tak jak cały serial w zamierzeniu komediowa, a ja też się śmiałem, ale ciepło i nawet jesli scenarzysta nie zamierzał sparodiować sceny z "Mistrza i Małgorzaty", to wyrzucenie kwiatów (które Małgorzata też pewnie otrzymała od kogoś innego,0) nie mogło mi się z czym innym skojarzyć, a parodia wyszła świetna.
23:09 / 29.09.2002
link
komentarz (2)

A. pożyczył mi "Wykłady o literaturze" Nabokova. Niezależnie od trafności spostrzeżeń autora, największą przyjemność sprawia mi widzieć pełen pasji stosunek Nabokova do omawianego tematu. Doznaję rzadkiego rodzaju szczęścia i zadowolenia widząc kogoś wyrażającego tak silne zamiłowanie do piękna w literaturze.

Obserwuję jeden z popularnych kanałów IRC; po dokładnym przerobieniu tematu "iluzoryczność kontaktów internetowych" chcę jeszcze raz to sobie obejrzeć i chyba trafiłem w dobre miejsce.

N. zapytana, czego szuka na ircu, odpowiedziała "emocji". "Emocji psychologicznych". Na ircu łatwo tworzyć silnie emocjonalne sytuacje; dające takie samo natężenie emocji otworzenie się przed kimś, pokłócenie się lub inne działania w świecie rzeczywistym pociągają za sobą konsekwencje, które na ircu łatwo ominąć. To co, że emocje te są "iluzoryczne"; co to znaczy "iluzoryczne"? Oparte bardziej na fantazji niż na rzeczywistej sytuacji, ale dla odczuwającego nie czyni to przecież różnicy.

"Przychodzę po swoją dawkę dopaminy", powiedziała.

W dzisiejszym świecie mało jest możliwości powstawania napiętych i bogatych emocjonalnie sytuacji międzyludzkich. Konwencje i wszystkie te męczące zasady, których człowiek współczesny już nie musi cierpieć, dawały możliwość przeżywania wielkich emocji z powodu małych spraw, z powodu sztucznego piętrzenia trudności. Opowieści mojej nie żyjącej już prababci urodzonej w 1906 o ich inwencji w organizowaniu schadzek z pradziadkiem są dla mnie na to nawet mocniejszym dowodem niż treść fikcyjnych przecież romansów z opisywanych przez Nabokova dzieł literackich. I choć pozornie nie ma miejsca bardziej wolnego od konwencji niż irc, one się tam zaczynają samoistnie odtwarzać, w formach dobrze zapowiadających się ich sztywnością, co stwierdzam po opanowaniu kilku obowiązujących wzorców rozmów i przeprowadzeniu zaledwie jednej prywatnej konwersacji wykraczającej poza ten schemat.

W nocy przeżyłem starcie na kanale; poszło między innymi o zachowanie jednego z ircowników, który zdobywał serca kobiet w osobliwy sposób: witając je "pocałunkiem" złożonym z dwukropka i wielkiej ilości gwiazek, wypełniając nimi nawet dwie, trzy linijki tekstu. Zaskakujące było to, że sposób ten odznaczał się dużą skutecznością i powielanie tego nie wymagającego szczególnego wysiłku zachowania było odbierane jako okazanie ciepła, głęboko wzruszające co bardziej wygłodzone emocjonalnie ircowniczki. Dołączyłem się wówczas do frakcji zniesmaczonej, ale patrząc z pewnego dystansu, nie różni się to zasadniczo w swoim braku oryginalności od podarowania wielkiego kosza róż - tylko że kiedyś ktoś, kto rozdawałby kosze róż na prawo i lewo, musiałby ponieść nieporównanie większe koszty.
20:02 / 28.09.2002
link
komentarz (1)
Działa :,0)
Wypadłem z rytmu logowania przez te kilka dni i nie czuję chęci rozwodzenia się nad tym, co się działo, zwłaszcza, że nie działo się nic znaczącego - jedna rzecz mnie szczerze cieszy. Znalazłem dobrego partnera do gry w szachy; rozegramy ze sobą rozciągnięty w czasie hazardowy mecz złożony z dostatecznie dużej ilości partii, by wynik nie był przypadkowy. Od pewnego czasu brakowało mi dokładnie tego rodzaju wrażeń.
13:29 / 24.09.2002
link
komentarz (0)
Zbudzono mnie o dziewiątej rano telefonem mającym na celu żalenie się na nieodwzajemnione uczucie; dziewiąta rano to w moim planie dnia gorsza pora na takie rzeczy niż trzecia w nocy, ale niektórym trudno to zrozumieć.

Rozmowa trwała na tyle długo, że rezygnując z prób ponownego zaśnięcia powlokłem się do wanny, do której wlałem resztę "Erotycznego olejku do kąpieli ylang ylang". Jest to jeden z tych zakupów zrobionych z powodu rozbawienia treścią etykiety; na tej widniało, że produkt uzyskał pozytywną opinię seksuologa. Długo zastanawiałem się, co może mieć seksuolog do olejku do kąpieli. Acheront z właściwą sobie mądrością stwierdził, że zapewne zbadano, że po kąpieli w tym preparacie staje bez zmian. Musiano to przetestować na ludziach, ponieważ na butelce widnieje szkic zajączka lub króliczka z informacją, że na zwierzętach tego nie testowano. Trzeba być naprawdę złym człowiekiem, żeby w ogóle rozważać włożenie jakiegokolwiek zwierzaka do takich zapachów.

Użytym w nazwie zapachem jest ylang-ylang; podejrzewam, że ze względu na egzotyczne brzmienie tej nazwy, bo ledwo da się wyczuć coś odlegle przypominającego ylang-ylang. Dominuje zapach grejfrutowo-cytrusowy, do czego się producent przyznaje w liście składników. Cytrusy to zapachowe disco polo; lekko, łatwo i przyjemnie dają wrażenie odświeżenia i orzeźwienia; zapach prawdziwej cytryny jest miły, ale w większości kosmetyków i środków czystości występuje w zniekształconej, wulgarnie intensywnej i landrynkowej wersji. Na tym tle, "Olejek erotyczny" nie wypada wcale tak źle ze swoim grejgfrutem, w którym czuć coś gorzkiego.

Wracając od tego zastępczego tematu do prawdziwego powodu mojego złego humoru - problem cierpienia z powodu nieodwzajemnionej miłości jest dla mnie bzdurą. Miłość rodzi się na podstawie harmonizowania ze sobą temperamentów, zainteresowań, doświadczeń, pragnień i podobieństwo to, jeśli występuje, jest obustronne i powoduje naturalne ciążenie wzajemnie w swoją stronę. Sytuacja, w której taka emocja jest jednostronna świadczy o tym, że któraś ze stron widzi fałszywe wyobrażenie drugiej osoby lub własne fantazje na jej temat, a to nie jest dla mnie w najmniejszym stopniu wzruszające. O dziewiątej rano zaś jest to dla mnie jeszcze mniej wzruszające niż o innych porach dnia.
05:40 / 22.09.2002
link
komentarz (1)
Noc na ircu, miły rozmówca. Ze skłonnością do przesadzonych metafor.

> mam kapac swoje ego w na ekranie Twojego monitora?

Zaznaję lekkich odmiennych stanów świadomości z powodu przedłużenia aktywności o więcej, niż byłoby rozsądnie biorąc pod uwagę moje szczerze deklarowane kilka godzin temu zmęczenie. Jestem jutro, czyli dziś, umówiony o 10 rano i wolę o tym nie myśleć.

Bohater sławetnego wpisu zarzucił mi, że się poczuł jak bohater trzeciorzędnej mrocznej powieści. Zagroziłem, że może być gorzej:

"Jednakze, jesli mi go kazesz skasowac, to zastanowie sie ponownie nad napisaniem Krajski-like powiesci na konkurs powiesci katolickiej i zrobie tam mrocznego sataniste i wampira bazowanego bardzo wyraznie na kilku
Twoich cechach i uzywajac Twoich cytatow. Zapewniam Cie, ze to bedzie o wiele gorsze."

"szantaz. to sie nazywa." - odpisał. Oczywiście, że to był szantaż, więc szantażowałem dalej:

"...katolickosc powiesci wymagalaby widowiskowego i wzruszajacego nawrocenia sie tej postaci w ktoryms z rozdzialow koncowych :D. Koniecznie z placzem i padaniem na kolana przed xiedzem, wzglednie przed obrazem Matki Boskiej, na ktory padlby wtedy promyk swiatla zza okna jakby rozjasniajac ta zbolala twarz na chwile radoscia... Jezu, toz babcie radiomaryjne by sie poplakaly. Pomysl zaczyna mnie coraz bardziej pociagac. Co jestes sklonny dac/zrobic za odstapienie od jego realizacji?"
"Haslo do vincent.nlog.pl :> pasuje?" - napisał.

I w taki sposób nlog został na chwilę porwany, jednak negocjacje z terrorysta dzieki mojej znajomości psychologii odniosły pozytywny skutek:

"> Kurwa. Bez takich!

no dobra."

I tak nlog został uratowany.
01:40 / 22.09.2002
link
komentarz (1271)
Oto jak wygląda łażenie bez sensu po Sieci:

O tym, jak pewien facet spamował skrzynki abuse@ -
http://www.ojczyzna.pl/forum/read.php?f=3&i=3388&t=3388

http://www.opi8.com/ - w dziale "Vision" jest dużo ślicznych rzeczy.

Wpiszcie do Google'a "Go to hell" i zobaczcie, co się pojawi na pierwszym miejscu wśród wyników.
http://lcamtuf.coredump.cx/evilfinder/ef.shtml - tu można dowolną osobę sprowadzić do 666. Milutki skrypt.
http://movie-comics.com/clockwork.jpg - krótki komiks o "A Clockwork Orange".

Poza tym, znów się tłumaczę z tamtego wpisu, który wszyscy wzięli za wpis o E.K. Tym razem tłumaczę się przed osobą, o której była mowa. Zaiste, idzie łatwiej niż tłumaczenie się tym, którzy w bohaterze wpisu zobaczyli E.K.
23:02 / 21.09.2002
link
komentarz (0)
Czuję się przeciążony wielością spraw na mojej głowie. Wczoraj pozwoliłem sobie się upić - najpierw piliśmy w pracy, bo była okazja, a potem byłem umówiony w knajpie z K. Spotkanie wypadło bardzo sympatycznie; dowiedziałem się między innymi o tym, że Jagoda ze Sceny występuje teraz w owym lokalu w piątki w stroju jaskiniowca. Wieki mnie już tam nie było, ale za tydzień, gdy mi się grafik trochę rozluźni, idę to zobaczyć, a widok ten z pewnością wynagrodzi mi wszelkie obecne trudy.

I nic bardziej sensownego dziś nie jestem w stanie napisać.
02:19 / 20.09.2002
link
komentarz (0)
Znam od kilku dni M. M. ma chłopaka satanistę. Wszyscy o tym wiedzą, ponieważ z lubością używa tego słowa. "Byłam z satanistą...", "satanista to a to..." - nie wymieniła jeszcze ani razu jego imienia, a nawet mam wrażenie, że mówi o nim po części po to, by móc używać tego podniecającego słowa. Reszta grupy słucha jej z uwagą. Czy z dreszczykiem - trudno mi powiedzieć. I tak mam nie ze swojej woli znów show pokazujący, jakie fascynujące treści i skojarzenia zawiera w sobie to słowo. Notowania towarzyskie kogoś, kto zna satanistę, kto chodzi z satanistą - wzrastają. Musi być wyjątkowy, skoro "oswoił", musi być ryzykantem, skoro się nie boi. A podejrzewam, że facet jest niewinnym długowłosym metalem. Śmieszne bywa to życie.

Śmieszne; zadzwonił K. Na początku nie skojarzyłem, kto to taki, ale udawałem, że się orientuję. Przypomniałem sobie po kilku zdaniach: kilkunastodniowy intensywny romans sprzed półtora roku, zakończony jego zniknięciem. Nie cierpiałem po tym szczególnie, więc tym bardziej mnie zdziwiło, że nagle zadzwonił przeprosić i się tłumaczyć. Umówiliśmy się na jutro wieczorem do knajpy.

To była jedna z tych znajomości, które były ożywiane tylko przez niezwykłe okoliczności. Do Wrocławia zjechało się kilka osób z naszego dziwacznego towarzystwa. Wybraliśmy się do "Sceny" poobnosić się z akcesoriami. K., "wyrwany" stamtąd, nie bał się wsiąść do samochodu z mającymi zdecydowaną przewagę liczebną obcymi ludźmi zachowującymi się, jakby nie byli do końca normalni i wyglądajcymi, jakby byli zdolni zrobić komuś krzywdę. Zapytany o to, powiedział, że uspokoiły go oznaki inteligencji u nas. W domu impreza potoczyła się w łatwo przewidywalnym kierunku, a K. był po prostu pod wrażeniem. Przypadliśmy sobie do gustu - sielanka trwała, dopóki trwał zjazd i krótko potem. Bo gdy się pokaże drugiemu człowiekowi w całej krasie, w niecodziennej i odświętnej sytuacji, to potem trzeba z tego "zejść niżej", ku codzienności; niektórym jest głupio. U K. ta rzeczywistość nie wyglądała różowo w jej przyziemnych aspektach, a moja codzienna, mrukliwa i introwertyczna postać jest inna od tej imprezowej. Zaskoczyło mnie, że pamiętał tyle miesięcy i czuł się w dodatku winny, że odszedł bez słowa. Coś tam sobie mówiliśmy, ale to był taki czas, kiedy żadnych swoich wyznań nie traktowałem poważnie. Bardzo możliwe, że jemu się spodobał wtedy Satanista, a mi Artysta Kabaretowy. Rzecz się rozegrała między rolami, a nie ludźmi. W moim życiu wiele było scen, które rozgrywały się tylko między rolami, a moja rola była często tą nie schodzącą teraz z ust M.

M. jest niesamowita. Ubiera się na różowo i fioletowo, w kolory lalki Barbie; na każdym palcu ma pierścionek, a poza tym nosi ciężkie bransolety i wisiorki. Włosy ufarbowane na blond, makijaż z brokatem nawet w biały dzień... Barbie, Barbie z lekkim odchyłem punk. A osobowość pasująca do wyglądu. Przecież tak nie lubię plastikowych lalek, więc dlaczego lubię się na nią patrzeć? Weszła w pewien szablon, ale jest w nim tak spójna, tak wszystko do siebie pasuje, że wydaje się być osobą z filmu lub z komiksu i to jest na swój sposób interesujące.

03:46 / 19.09.2002
link
komentarz (1)
Ciężki dzień dzisiaj. Jesteśmy wykończeni, bo każdy się dziś nachodził, napracował i zestresował, a teraz jeszcze siedzimy, musząc wykonać coś na szóstą rano. Moja sesja na ircu, vincen`, ma w awayu napisane życzeniowe słowo "::śpię::". Śpię w przenośni, mam zawroty głowy ze zmęczenia.

Takie dni mnie łatwo wyprowadzają z równowagi. Krzyczę wtedy na Acheronta za byle co. Gdyby też krzyczał, szybko narosłaby kłótnia, ale on po prostu prosi bardzo spokojnie i czule "nie krzycz"; i mi się robi głupio. Ma do mnie niesamowitą cierpliwość. A ja mam trudny charakter. Gdy się dobrze bawię, jestem dobrym kompanem, ale przemęczenie, konieczność zbyt długiego bezruchu podczas choroby lub tym podobne sytuacje odbiegające trochę od normy wydobywają ze mnie ten choleryczny temperament, który jest chyba przekazywany u nas w rodzinie genetycznie (patrząc po starszych pokoleniach,0). Wtedy wystarczy drobiazg, żeby doprowadzić mnie do tłuczenia przedmiotów, które się tłuką (jeden z lepszych sposobów na doznanie katharsis,0).

Ale on sobie ze mną radzi. I to jest też jedna z rzeczy, które pewnie jeszcze długo będą mnie wprawiać w zdumienie.