mother // odwiedzony 59272 razy // [|_log.chyna nlog7 v02 beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (203 sztuk)
02:39 / 06.10.2007
link
komentarz (1)
Heh... zawsze pojawiam sie ze zlymi newsami... chyba weszlo mi w krew... nie o wszystkim moge tu pisac, a niestety jest o czym. W moim zyciu pojawilo sie duzo dobrego, ale rowniez ciemnych chmur. Chyba rozstalam sie z moim misiem po prawie dwoch latach bycia razem. Co zabawniejsze jego to absolutnie jebie, a ja jak chora przezywam. Jebac to! Po drugie moje nerki systematycznie daja mi o sobie znac, co z kolei uniemozliwia mi normalne funkcjonowanie. Po trzecie koncze studia i nie wiem jak mam poukladac sobie swiat. I po czwarte chyba trace motywacje aby sobie tak zwyczajnie po prostu zyc...

Dwaz dni temu wrocilismy z pieknego urlopu i sie posypalo... Zmienily nam sie czestotliwosci nadawania..

Blagalm dajcie mi namiar na kosmitow, ktorzy tak zwyczajnie mnie porwa na inna planete i przysposobia jak swoja!!!!!!


Tak bardzo czasem chce zniknac...


Pffff... juz mnie nie ma...


11:42 / 26.04.2007
link
komentarz (5)
Ech... wszystko idzie nie tak jak sobie zaplanowalam ;/ teraz rozumiem czemu moja mama zawsze byla zwolenniczka zasady, aby niczego nie planowac, bo plany zawsze ida w lep...


Dzisiaj moj misiak konczy 23 lata, wiec chcialam jakos fajnie spedzic ten dzien, jednak wychodzi na to, ze ja spedze go w szpitalu... Juz sie bardziej chyba wymigac nie moge ;/ niestety...

Byłam rano zrobić badania i o 16 będę miała wyniki. Chcialam zarejestrować się do lekarza i babka w rejestracji pyta co się dzieje, no więc jej mówie co i jak, a ona na to, że czemu ja na ostry dyżur nie przyjechałam (?!) Tak więc jak widać zapowiada się zajebisty majowy weekend... fuck fuck fuck...


Czemu zawsze coś się musi do mnie dopierniczyć?!


Wkurwienie 600 ;/
02:56 / 27.02.2007
link
komentarz (3)
Ubrana przewaznie w jeansy, obuwie sportowe, jakis T-shirt, zarzucony sweter lub bluza... Mysli odbiegajace od tego co dzieje sie w danym moemencie, duzo bardziej oddalone od chwili obecnej. Czasem tarzajace sie w przeszlosci, a czasem wybiegajace w bardzo daleka przyszlosc. Nieustanne proby powrotu do normalnosci, do poskladania tego co nazywa sie faktami w jakas jedna i spojna calosc. Zycie tak rozne... Tak bardzo nie pasujace do siebie elementy z zycia, ze swaoja dziwnoscia wrecz na swoj sposob podobne.

Ciagle szukam dziwnych wiadomosci gdy odpalam jakis serwis informacyjny na swoim laptopie, przy ktorym spedzam znaczna czesc zycia. To moje okno na swiat, spojenie tego co tu i teraz z tym co moze byc kiedys i co sie wydarzylo. Tuzin stron na ktorych zawiera sie moje zycie, troszke tam i odrobine tutaj pozostawialam sladow po sobie. Watpie aby ktos kiedys probowal nimi pojsc, watpie aby nawet skojarzyl ze moga nalezec do jednej osoby, ze moga nalezec do mnie...

Niekiedy moment sprzed 2-3 lat jest mi bardziej aktualny niz to co sie stalo 5 sek temu, niz to co sie dzieje teraz. Selektywna zdolnosc pisania sobie scen do przezycia. Ta moge pominac, a jeszcze raz odegrac ta spzred kliku lat. Duchy przeszlosci tez ostatnio nie daja mi spokoju, wciaz nie chce sie mnie pozbyc.

Kazda odmiennosc jest dla mnie taka normalna. Kazdy przejaw normalnosci czyms podejrzanym, czyms nierealnym. Nie rozumiem czasem tego szumu, jest on taki przeszkadzajacy, tak niepotrzebnie absorbujacy... Komercyjnosc przypomina mi socjalistyczna gospodarke centralnie planowana, gdzie rodzaj i poziom konsumpcji utalali nie kupujacy, ale wytworcy. Dzisja mamy to samo, Obludna iluzja ze to my/wy decydujecie o tym co i gdzie, co i za ile. BZDURA! Wymaginowane poczucie tozsamosci, niezaleznosci i choro pojetej wolnosci, ktora zniewala kazdego kto chce sie tak czuc.


Seks juz nie uprawiany w imie poczucia solidarnosci, wiecznosci i pewnego rodzaju potrzeby zaistnienia, podzielnia sie tym, ta bliskoscia aby mozna bylo zrozumiec. Teraz jesli kobieta nie straci dziewictwa przed szsnastym rokiem zycia to uchodzi za zywego dinozaura. Zaczynaja sie podejrzenia czy jest moze za brzydka, skrzywiona przez zycie albo tez moze jest lesbijka?! Rozkminy tego typu wprawialy mnie kiedys w szewska pasje, dzisiaj slyszac juz komentarze pod tym adresem wylaczam sie. Lewiatuje ponad tym co ziemskie, odsiagalne, tak cholernie zmaterializowane.

Stracilam czesc siebie. Musialam czesc tego "dziwactwa" oddac na rzecz spokojnego zycia, tzn. nie dopuscic aby ktos futrowal mnie prochami na sile wmawiajac mi jak mam zyc, jak siedziec przy stole i co myslec rozmawiajac z ludzmi. Nie jestem wariatka. Chociaz moze kiedys sie poddam i za taka zostane uznana.

Szukalam dzisiaj pewnych chwil, ktore kiedys zostawilam na czarna godzine, na czas ktory moze mnie zawiesc. Troche to zajelo, juz nie kaleczylo. A moze to mi przestalo juz zaelzec? A moze po prstu dojrzalam? Niemniej znalazlam te chwile, troche je odgrzalam i boje sie posluchac tego co mysle.

Tak dawno nie bylo szczerych nowych uczuc. A jednak cos takiego sie wydarzylo i to u kogos niepozornego. To pobudzilo do myslenia. Czy mam prawo wzbudzac uczucia? Czy jesli powiem, ze ktos jest bardziej niz mniej prawdziwy to czy uczucia te tez takie sa?

Nie jestem zakochana.

Moja obecna milosc jest juz duzo bardziej dojrzala. Motylki w brzuchu miewam coraz rzadziej. Coraz mniej niespodzianek sie dzieje. Wszystko coraz bardziej przewidywalne. Chyba jestem tym juz znuzona, chyba nie tak chcialam zyc. Stracilam duzo radosci i beztroski. Schematyczne etapy zycia przejmuja kontrole nad wszystkim, nad rozkladem dnia, myciem zebow, dzwonieniem do rodzicow, jazda autobusem... A jednak czasem lubie sama siebie zaskoczyc, umyc zeby nie z powodu higieny ale odmiany, nawet jesli ma to byc dziesiaty raz w ciagu dnia. Wystarczy ze ten kolejny dzien bedzie inny niz poprzednie. Wystarczy, ze poczuje ze zrobilam cos inaczej, niewazne czy lepiej czy gorzej, wazne ze ejst w tym dniu cos nowego.

Starych rzeczy tez mi brakuje. Pieca kaflowego jaki mialam w pokoju bedac jeszcze mala dziewczynka. Siadalam przy nim, bralam jakas ksiazke, opieralam sie plecami o rozgrzany piec i skaldalam literke do literki odkrywajac co swiat ma mi do powiedzenia, co jeszcze powinnam wiedziec. Brakuje mi tez rozmow do rana, kiedy czulam ze moge zmieniec swiat, ze moge zmienic swoje zycie. Teraz to czuje pijac o lampke wina za duzo i szkoda ze tylko przy tak marnych rzeczach...

Tesknie za swierzoscia starych czasow, obecne moga mi sie wydawac nieco nieswieze, nieco zdegustowane i bez wyrazu...

Nie wiem czy ktokolwiek moze zrozumeic to co siedzi mi w glowie, ale to i tak najjasniej napisane mysli, ktore mimo wszystko staralam sie lapac i spisywac. Za duzo rzeczy zaprzata mi glowe, czasem mam w niej za duzy haos. Tak bardzo brakuje mi tego ciepla, zrozumienia i swiadomosci ze ta jedna osoba zrozumie nawet bez slow... Bo teraz i wyklad slowny okazuje sie jakims belkotem nie do przejscia a pozawerbalna komunijacja juz w ogole odeszla do lamusa.

Jedno spojrzenie, jeden gest i wszystko bylo takie... oczywiste, takie spojne... teraz jest za duzo slow, za duzo mysli i poszerzajacy sie nielad...

"Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.
Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć "jak mi przykro", "przepraszam", "proszę", "dziękuję" i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni(...)Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj.
I jeśli tego nie zrobisz nigdy, nic się nie stanie.
Teraz jest czas."

Gabriel Garcia Marquez



Pożeganie mistrza

23:16 / 21.02.2007
link
komentarz (0)
Dzisiaj przylecialam w koncu (?!) z tej obczyzny. Tak czekalam na ten powrot, a przyznac musze, ze wcale mnie on jednak nie cieszy. No moze poza tym, ze spotkalam sie dzisiaj ze znajomymi i porobialm troszke rzeczy dla siebie. Pomimo zmeczenia i przeprawy przez krakowska puszcze z ogromnym głazem wzielam prysznic i poszlam poszalec troszke.

Chyba tego mi brakowalo? Tej 'wolnosci'. No ale nie bede sie teraz rozczulac, bo to byl bardzo ciezki i szokujacy dzien. Mam naprawde dosc wrazen na dzisiaj...

I jak to w zwyczaju bywa ta pseudo druga polowka nawet z uprzejmosci nie potrafi przeprosic. W sumie to takie duszaco-epileptyczne slowo... to cale az "przepraszam, niestety nie dalem rady..."


Jutro moj pierwszy dzien na uczelni, wiec moze chociaz troszke sie wyspie, chociaz przydaloby sie wiecej...




ech... home sveet home...



14:25 / 09.02.2007
link
komentarz (1)
Sesja juz prawie za mna. Wszystko idzie do przodu, a ja juz jestem na polmetku moich studiow, wiec widze jakies tam cele i przed wszystkim sens tego co robie.

Jutro znowu lece do Niemiec. I co? I nic nowego. Znowu mi sie nie chce, znowu licze dni do przyjazdu i znowu... i znowu to samo. Chociaz wiem, ze dobrze ze tak sie dzieje, bo dzieje sie cos innego niz zycie codzienne. Ja zmienie srodkowisko, o czym zreszta ostatnimi czasy troszke marzylam, bo widzialam ze dziwnie zaczynam reagowac i ze jest mi to potrzebne. A w milosci to tylko na dobre wyjdzie. No pod warunkiem, ze nie wymienie tego mojego łobuza na jakis niemiecki model ;-P hehehe... zartuje oczywiscie. Nie wymienilabym go na zadnego innego! Ostatnio po pewnej dosc nieprzyjemnej klotni dostalam misia-niespodzianke. Och jaki cudowny ten pluszak! Taki do ciumania! Jak... jak ten sam mis, tylko w wiekszej wersji, zwany "moim misiem" ;-***


Wracam za pi razy oko dwa tygodnie. Wtedy juz pewnie troche sie pozmienia i ja wroce odswiezona nowymi wrazeniami i bede mogla znowu sama z soba poprzebywac :)

Jesli moj niedzwiadek tu zagladnie, to niech pamieta ze kocham go najmocniej na swiecie, ze bede okropnie tesknic i ze... ze prosze aby czekal na mnie :*****




10:06 / 05.02.2007
link
komentarz (0)
Gardlo scisniete... oczy piekna mnie na calej swej dlugosci i szerokosci geograficnej... serce jakby juz znudzone biciem... i tenzal, splywajacy po mnie w obie strony... egzamin? malo mnie chyba obchodzi... bo jak moze mnie obchodzic cos co nie wiem czy przyda mi sie w zyciu, bo nie wiem ile ono jeszcze bedzie trwac... agonia...




01:08 / 16.01.2007
link
komentarz (2)
obiecalam, ze nadrobie zaleglosci, wiec wracam...

nie wiem w sumie tylko od czego zaczac... dzialo sie naprawde wiele... momentami czulam powiew zimna a czasem bylo naprawde goraco, ktore uczucia przewazaly? hmmm... sama nie wiem... chyba najwazniejsze, ze nie zmrozila mnie obojetnosc...


tak wiele kryzysow, tak wiele radosci...

z najpiekniejszych chwil wspominam to, jak bylam z moim misiem w Zakopanym, tak cudnie budzic sie kolo niego...

odzyskuje rownowage po zalamaniach psychicznych i depresjach... chce zyc i chce aby bylo mega dobrze...

coraz pozytywniej nastawiam sie do zycia i walcze z kazda drobna przeszkoda... gdyby nie moj mis, to pewnie dawno dalabym za wygrana, ale gdy patrze na niego rano, gdy wita mnie smsem lub mowi mi, ze jestem najcudowniejsza to znowu wierze ze wszystko moze sie udac...

tak chcialabym spedzic z nim kolejny wieczor i poranek, bo dodaje mi to sil...

nie wiem czy wierze w boga, nie wiem czy moge wypowiadac sie na ten temat, ale dziekuje wszelkim silom, ze daly mi go poznac bo takich istotek jak on nie ma za wiele... ja jednak dostalam jedna z nich...


dziekuje Ci kochanie, dziekuje za kazdy moment, spojrzenie, za swiadomosc, ze mam Cie zawsze przy sobie... w moim serduszku...





17:09 / 03.01.2007
link
komentarz (2)
Wracam prawie po 3 miesiacach, ale czy ktoś to liczy? Hmmm... Chyba nie ilość zdarzeń, ale ich jakość świadczy o wartości, a raczej jest jej miarą.

Co u mnie? Chyba kolejny rozdział życia za mną. Żałuję, że nie mogę napisać, że teraz to już w ogóle bajkowo i sielankowo, ale może jak będę na emeryturze a nlog będzie jeszcze funkcjonował to tak właśnie napisze.

Dzieje się dużo.
Zarówno tych dobrych jak i złych rzeczy.
O szczegółach napisze wkrótce, a teraz niestety muszę sie stąd ewakuować. Chce opisać czasem te śmieszniejsze innym razem nieco mniej momenty.

Tak więc jakby to powiedział krecik "ahoj"!

22:55 / 23.10.2006
link
komentarz (4)
i znowu narobilam sobie zaleglosci...

czy cos sie dzialo? mega duzo!

o wszystkim pewnie nie napisze... troche z lenistwa, troche z przekory, a po trochu moze dlatego ze chce aby niektore sytuacje/momenty/chwile byly tylko w mojej glowie...

dzialo sie wiele... w sumie wiecej bylo tych zlych rzeczy niz dobrych...
bylam z moim ksieciem na tygodniowych i bardzo zasluzonych zreszta wakacjach... bylo super, chociaz ja nie bylam super... ciagle ataki placzu, zlosci, nieuzasadnionych w wiekszosci klotni... sama z soba nie umialam wytrzymac...

kiedy wrocilismy moja zdrowie sie jeszcze bardziej pogorszylo... oslabienia, szum w glowie, brak sil, aby powiedziec swiatu 'dzien dobry'... przyczyna? no wlasnie jaka? podejrzewalam juz wszystko! od nieuzasadnionej ciazy, przez przesilenia wiosenno-jesienne (lol), az do stresu...


poszlam prywatnie zrobic badania... stwierdzilam, ze musze wiedziec co sie ze mna dzieje i jakos sama siebie opornie bo opornie, ale jednak zaciagnelam na te wyniki... okazalo sie, ze pod wzgedem fizycznym jestem okazem zdrowia... poszlam do innych lekarzy, bo mimo all czulam ze cos jest nie halo, ze cos niestety mi dolego, bo do ciezkiej cholery czulam to na sobie!

okazalo sie, ze mam depresje...

szok, ironiczny usmiech na twarzy, dezorientacja...

lekarz powiedzial, ze to juz od ladnego dluzszego czasu sie dzieje i ze powinnam sie zastanowic nad swoim zyciem, bo cos nie gra i tylko ja bede wiedziala co... nie dostalam nic na ksztalt prozac'a, bo niby jestem za mloda...

w sumie to ja nic nie potrzebowalam... diagnoza wystarczyla...

usiadlam w aucie i sie zamyslilam...

niby poczulam ulge, ze nic mi nie jest, ze nie umieram jeszcze i ze spokojnie moge realizowac swoje cele... ale... no wlasnie jest to pieprzone 'ale'... ale nie bylo wszytko ok, nie bylo dobrze, nie poprawilo to mojego samopoczucia, nie zmienilo zycia...

w domu przewijanie zycia do momentu kiedy bylo dobrze, a conajmniej kiedy myslalam, ze ejst dobrze... i co? i przewinelam zycie z jakies trzy-cztery lata wstecz... wtedy bylo niby dobrze... dotarlam do przyczyny...


nie powiem, bylam mega zaskoczona...

jak widac czlowiek moze myslec, ze sie z czym uporal kiedy tak naprawde jest calkiem inaczej... narobilam sobie zaleglosci... zaleglosci w zamykaniu rozdzialow z zycia, w przebaczaniu, w oddzielaniu dobra od zla... wszytko mialo plynna konsystencja i czasem fakty z przeszlosci stawaly sie terazniejszoscia, kiedy ona sama zostawala przekladana na pozniej...

zaczelam robic gruntowne porzadki...

w koncu wszystkie brudy poszly precz... i zaczal sie najciezszy etap... etap przebacznia... ciezko wybaczyc innym to, ze skrzywdzili, ale jeszcze ciezej jest stanac prtzed lustrem i powiedziec samej sobie 'przebaczam'... bo ja tez krzywdzilam, tez zamienilam slowa w miecz, ktorym wymachiwalam bez opamietania mocno raniac innych...

mysle, ze najgorsze juz za mna...

teraz ucze sie zyc... ucze sie zdrowo kochac, ufac, i nie brac zycia tak calkiem na powaznie, bo przeciez i tak nikt z nas nie wyjdzie z niego zywym...

nie sadzilam, ze w wieku 21 lat uslysze, ze mam dosc powazny stan depresji... to taka amerykanska choroba zbyt bogatych i zbyt znuzonym zyciem gwiazd... a jednak dopada ludzi rowniez na innym polozeniu geograficznym...

po co to opisuje tutaj?

nie wiem... nie mam zbyt wielu czytelnikow, ktorzy mogliby czerpac jakies nwskazowki na zycie z tego nloga... nie ejstem zreszta ani filozofem, ani starym medrcem, aby udzielac takich wskazowek... ale moze kiedys ktos trafi tu przypadkiem i ta notka sprawi, ze da sobie i ludziom jeszcze jedna szanse... szanse ktorej ja sobie odmawialam... momentami umieranie wydawalo sie przyjemniejsze niz zycie w takim balaganie umyslowym...

kocham zyc... i teraz widze, ze moglabym wiele stracic... chce docenic kazda chwile i moment... i to nie ejst smetna i pograzona notka! to jest ta moja ostatnia szansa, ktora w koncu postanowilam sobie samej podarowac...



p.s.
przepraszam, ze nie odwiedzam Was juz... Przepraszam, ze tak dlugo mnie nie bylo... Dziekuje, ze jestescie i ze czasem jeden lub dwa komentarze sprawialy, ze czulam sie potrzebna! W odpowiednim momencie wroce w pelni, na razie jeszcze nie czas... Kilka cieplych slow bylo dla mnie (i jest zreszta nadal) niesamowitym kopem, aby zyc ale juz w lepszej formie. Dziekuje...





11:02 / 03.10.2006
link
komentarz (4)
bardzo dawno sie tu nie logowalam...

ostatnio a w sumie juz od dosc dawna trawi mnie pewien p[roblem... chyba zreszta nie tylko mnie... od kad pamietam, a pamietam dosc duzo, zaklocalo cos ten blogi spokoj... czasem kiedy myslalam o tym wiecej to sie nasilalo, a czasem na bardzo dlugo o tym zapominalam... niemniej jednak teraz jest to bardzo nasilone... wpadam w psychozy i jakos coraz ciezej mi sie zyje... zaciera sie granica dobra ze zlem i czasem sama nie potrafie odgadnac kolorow...

jest we mnie wiele tajemnic...

tak wiele, ze wyjscie niektorych z nich na swiatlo dzienne moglo by zabic nadzieje i wiare innych...

niekiedy mysle o sobie jak o puszcze pandory, dlatego jak najszczelniej sie zamykam... wczoraj kolejny cios...

myslalam, ze sama sobie z tym poradze, ale jednak to sie wymyka spod kontroli, trace rownowage i sama nie wiem czy chce utrzymac sie na linie, bo spadanie moze okazac sie duzo przyjemniejsze...

i dlatego wczoraj potrzebowalam kogos.... tego kogos kto wydawal mi sie najwazniejszy w swiecie... a byla tylko mama i to przez telefon... jest dla mnie ostoja... zawsze wie co zrobic i nie pokazuje slabosci... przy niej nawet te najczarniejsze dnii wydaja sie choc troszke sloneczne... jest dla mnie pewnym wzorcem, do ktorego chcialabym dojsc...

kto jeszcze byl przy mnie? moj maly krolis, ktory swoja malutka postura i zabawnymi skokami chcial rozladowac atmosfere... kto jeszcze? ech... byl jeszcze ktos... nie sadzilam, ze ebdzie chcial mi pomoc i dotrzymywac towarzystwa abym nie zasnela czekajac na swego ksiecia... po tym co mu zrobilam... byl moj ex... opowiadal o swojej ksiezniczce i chyba jest z nia szczesliwy...

cieszy mnie to, bo to dobry czlowiek, a ja go bardzo w zyciu skrzywdzilam... on mi wybaczyl juz dawno, a ja sobie nigdy... byl sam juz zmeczony, a dzisiaj musial rano wstac... jednak czekal ze mna... zagadywal, cos opowiadal o swoim terazniejszym zyciu i o rzeczach jakie sie u niego dzieja... robil wszystko aby pomoc...

ja tak dlugo czekalam na ksiecia... plakalam przed kompem i modlilam sie, aby wrocil ten ksiaze, w ktorym sie kiedys tak mocno zakochalam... wiedzialam, ze na niego zawsze bede mogla liczyc, ze on zawsze pomoze i wesprze o nic nie pytajac... i co? i nie bylo go... umarl, zgubil sie, schowal... nie wiem, ale moge powiedziec tylko tyle, ze go nie bylo...

zaczelam juz sie w sumie skupiac na nim i martwic czy cos mu sie nie stalo, ze moze powinnam zawiadomic jego rodzicow albo cos, bo on zawsze mial ze mna kontakt i nigdy mnie nie olewal... balam sie...

rano gdy tylko wstalam to pierwsze co zlapalam za telefon, aby dowiedziec sie, aby uslyszec ze wszystko ok... ani na gg nie bylo odpowiedzi, ani smska na dobranoc, ktorego czasem odczytuje dopiero rano, ani na dzien dobry, ani tel nie odpowiadal... tylko to pieprzone "abonent znajduje sie poza zasiegiem obszaru lub ma wylaczony aparat" i w kolko ta sama melodia, jak w jakims kiepskim kawalku nieudanego rapera...

zadzwonilam na domowy, aby od kogokolwiek uslsyzec ze juz ok, ze wszystko ejst dobrze... nikt nie o9dbieral... czarne scenariusze... zal ze nikt mi nie dal znac... bezsilnosc...

w koncu oddzwonil z fochem, ze kapal sie a kiedy zapytalam co robil wczoraj odpowiedzial, ze to nie moja sprawa...

tak by nigdy moj ksiaze nie odpowiedzial...

czuje zal, ciagla wilgoc w oczach i desperacje...

albo to sie zmieni, albo dla nas nie ma juz dalej wspolnej drogi...


jest mi bardzo ciezko i czuje sie sama jak palec na tym przeludnionym swiecie... pomocy...


21:52 / 24.06.2006
link
komentarz (7)
duzo sie dzieje...

nie wiem od czego mam zaczac opisywanie? moze od tych milych i milszych rzeczy... sesja sie skonczyla, mimo iz mimo all mala niespodzianka na wrzesien zostala... no coz...

niestety jest inna rzecz, ktora sprawia, ze wszystko staje sie jakies bez smaku i jakies wyblakniete...

bilet na samolot juz mam... lece w piatek 30 czerwca i oczy staja sie jakies krysztalowe, blyszczace, mokre...

ciezko mi, czuje sie jakas nieposkladana... umiejetnosc zatrzymywani czasu i magii staje sie najceniejsza umijetnoscia...



09:21 / 21.06.2006
link
komentarz (5)
Wczoraj minelo pol roku z moim bejbe...

jak jeden dzien? hehe... moze nie jak jeden, ale zlecialo bardzo szybko... tym bardziej, ze za jakis tydzien juz mnie tu nie bedzie...

wczraj tez pisalam egzamin z filozofii polityki, ktory poszedl mi srednio... moze dlatego, ze nie bylam na ani jednym wykladzie? n ale co zrobic, bo pomimo dobrych chceci to trafic na niego nie moglam ;-P myslalam, ze na egazminie chociaz zobacze z kim mam, a tu taki walek ;-PPP koles wjechal do wawy i egzamin przepowadzal ktos inny ;-P ale moze na poprawce dowiem sie z kim mnie zaszyt kopnal... ale monencik! jakiej poprawce?! ja musze to zdac!

a teraz musze cos porobic ciekawego, bo szoda dnia :-)

w piatek runda ostatnia...





07:36 / 14.06.2006
link
komentarz (6)
Chyba zaczyna sie nowy etap w moim zyciu...

jaki? inny, swiezy, lepszy...

Z moim love powoli wszystko wraca do normy, a raczej zaczyna szalec, bo oboje czujemy nasza milosc na nwo...
Sesja... hmmm... to co myslalam ze uwalilam z polotem zaliczylam na 4,5 a to raczej myslalam, ze zalicze mam na wrzesien... jeszcze dwa egzaminki przede mna i dwa zaliczenia... zobaczymy jak to bedzie... staram sie byc jednak dbrej mysli...

czuje sie jak Alicja w krainie czarow... czuje magie milosci i radosc z bycia razem...
jeszcze tak niedawno mialam w glowie mysli, ze nie chce aby on byl moim mezem, ze nie chce spedzic z nim przyszlosci... ciagle byly jazdy, tak wiec po co? po co marnowac cale zycie? a dzisiaj jestem coraz bardziej przeknana, ze jesli kiedys poprosilby mnie o reke to nie umialabym mu odmowic... nie chcialabym mu odmowic...

mam tylko nadzieje, ze jesli wyjade do de to ta magia sie nie skonczy...

a dzisiaj zobacze sie z ta moja pierdolka... i juz nie moge sie doczekac kiedy zobacze te lazurowe oczka i mordke mojego misia... :-)))




01:22 / 06.06.2006
link
komentarz (3)
dzisiaj znowu potok lez... az mi glupio bylo, tak bardzo okazalam sie slaba kiedy potrzebowalam jakies sily...
przytulil mnie i zapewnil, ze damy rade, ze wszystko bedzie dobrze...
moze to blef? moze klamal mnie? moze chcial tylko chwilowo mnie uspokoic?
nie wiem...

ale chce w to wierzyc, potrzebuje tej wiary... potrzebuje Jego...

gdybym mogla zrobic formata mozgu, gdybym mogla zapomniec o tym co dla mnie malo wygodne...

nie zawahalabym sie!

kazda zla chwile chce zabic pieknym wspomnieniem...

kazdy oczekiwany dobry moment, ktory nie nadszedl chce zastapic tym, ktory nadejdzie...

kazdy brak pieszczoty zastapie morzem pocalunkow...

tylko Jego niczym zastapic nie potrafie...




14:06 / 05.06.2006
link
komentarz (3)
znowu zle sny...

snilo mi sie, ze moj dziadek umieral, moj ukochany dziadzius...

ja szukalam wszedzie dla niego lekarstwa, aby go uratowac...
byla zima i bylo ciezko, dziadek wspieral sie na mnie...

potrzebuje gdzies wyjechac i wszystko zostawic... potrzebuje w koncu odpoczac i nabrac sil...

kazdego dnia walcze ze soba, aby otworzyc oczy i przezyc kolejny dzien...
kazdego dnia negocjuje ze soba warunki kolejnej walki...

zagubiona, zmeczona, zalamana...


22:43 / 03.06.2006
link
komentarz (3)
a mialo byc tak pieknie...

znowu kiedy chcialam aby bylo milo nakrzyczal na mnie...
czemu?
bo chcialam abysmy mogli sie troszke beztrosko posmiac...

zajebiscie!


00:10 / 01.06.2006
link
komentarz (4)
jestem chora, sesja sie zaczela, nauki mam w cholere ;-/


glupio marudzic tak na samym poczatku, ale ostatnimy czasy jestem w ogole wylaczona z zycia i nie mam nawet czasu pozagladac co sie dzieje u znajomych nlogowiczow... ech... jeden egzamin juz za mna, ale nie wiem jeszcze czy bedzie do przodu czy w plecy... jest ciezko... a w dodatku kreci mi sie w glowie, zatyka uszy i zapycha nos tak, ze sie odechciewa spac ;-/ ide do lozka cos poczytac, bo jutro ciezki dzien nastanie ;-/


trzymajcie kciukasy i niech w koncu bedzie dobrze ;-/




09:56 / 23.05.2006
link
komentarz (7)
boze jak ja cierpie!

i to na moje wlasne zyczenie... wspollokatorki chodza tylko za mna z przerazeniem w oczach i pocieszaja, ze teraz pocierpie ale pozniej bedzie juz dobrze, ze pozniej bedzie naprawde cudnie... tragedia... sama sobie wmawiam, ze teraz musze pocierpiec aby potem bylo juz dobrze, ze tak juz niestety jest...

moja mama gdyby wiedziala to by mi powiedziala, ze skoro jestem taka glupia to bardzo dobrze, ze moze w koncu sie naucze... ech... myslalam, ze juz moze dzisiaj bedzie inaczej... ze bedzie lepiej, a widze tylko ze najgorsze jeszcze przede mna... wytrzymam? hmmm... a jaki mam wybor?



wiatr mocno wieje na dworze... nadeszly ciemne chmury i chyba bedzie burza... ale to dobrze... troszke chlodu sie przyda...



07:08 / 22.05.2006
link
komentarz (2)
Cala noc czekalam na smska od mojego love. Tzn myslalam, ze dostane jakas odpowiedz. Od piatej juz nie spalam, bo myslalam, ze moze on juz tez/jeszcze nie spi i w koncu dostane tak wyczekiwana i upragniona przeze mnie odpowiedz. Godzina piata minela i nastala szosta, a wtedy dostalam Smska, ale z serwisu pogodowego. "Dzien dobry pogoda w Krakowie... ble ble ble"... No coz moja glupota nie zna granic i trzeba sie do tego przyznac. Zamiast sie wyspac i dzisiaj normalnie funkcjonowac, to ja czuje sie jakbym byla po dosc dobrej imprezie i spala co najwyzej godzine... Dobrze, ze chociaz serwis pogodowy o mnie nie zapomnial... faktycznie nie napisali mi nic na dobranoc, ale jak to milo budzic sie i przeczytac o poranku "dzien dobry" nawet kiedy ejst to tylko serwis pogodowy...



W zasadzie dosc niedawno zastanawialam sie nad zablokowaniem tych "smskow o poranku", ale z drugiej strony po takich nocach, kiedy czuje ze mam piasek w oczacz i czemu na wlasne zyczenie, utwierdzam sie w przekonaniu, ze nie moge tego zrobic. Dobrze, ze chociaz oni pamietaja... i mimo iz nic do nich nie pisze, oni zawsze odpisuja...






17:53 / 17.05.2006
link
komentarz (3)
ale jazda :-P

dzisiaj wymyslilysmy z Patrycja, ze idziemy na casting, tzn. ze ja ide bo Patrycja juz tam kiedys byla. No i co? hehhe... koles mi wkrecal, ze zabilam ALicje K. a ja mialam byc niewinna i sie bronic. Ale bylo smiechu potem! W ogole jaka jazda! Musiala zmierzyc sobie nawet obwod glowy! Bylo fajnie ;-) Mam nadzieje tylko, ze nie zadzwonia z propozycja aktow, bo w tej rubryce tez zakresilam "tak"... ups...