nlog main :: nlog login :: ostatnie 20 :: z całego miesiąca :: wszystkie :: my favourite music
2009.04.02 12:09:39 :: komentarz (0)                              

* * *

Czuły informatyk...
Pochyli się nad zdechłą myszką,
Pękniętym sercem procesora,
Spojrzy litości pełnym wzrokiem
W wygasłe oczy monitora...

Czuły informatyk...
Stacje omszałe skrzętnie ogląda,
Gdzie już tęsknota nawet nie mieszka
O wyprzedanych śni Afrodytach
Do których pociąg już nie przyjeżdża...

Czuły informatyk...
Zasłucha się, jak z jednej słuchawki
Popłynie strumień przebrzmiałych bitów
W pamięci szuka tego, co znikło
I przeminęło z barwą błękitu...

Czuły informatyk...
Nie skarży się na losu grymasy
Ból schowa w kieszeń, w duszy zakątku
Hodując uśmiech i wieczną odpowiedź
Że znów u niego wszystko w porządku

2 kwietnia 2009 r.

2009.03.27 20:44:24 :: komentarz (0)                              

* * *

Why fear to melt the skies with your smile
Into an abyss of dreams and bliss
Ascend on a crescent, and shadow the stars
Eluding the quiver, crescendo of hearts
So frightful, so painful yearning for a kiss...

27 marca 2009

2009.02.26 20:22:08 :: komentarz (0)                              

* * *

dziewięciu jeźdźców apokalipsy
galopujących po zrębie wanny
pełnej łez
w przestronnych korytarzach naczyń krwionośnych
rozbrzmiewa echo tętentu kopyt ich koni
szeroko rozwarte chrapy
pochłaniają słono-gorzką woń
płomień na mieczach sprawiedliwych
hartuje stal, gdy zatapiają je w cieczy
której być tam nie powinno
Cicha dłoń Grakchusa leniwie opada ku podłodze...

26 lutego 2009 r.

2007.11.21 05:01:09 :: komentarz (3)                              

* * *

Jest wciąż takie miejsce, w którym cię ukrywam
Tam, gdzie blask mych oczu nikomu nie zdradzi
Żeś jest snem mym tylko, nieskłonna do marzeń
Ogród dziwny skrywa cień Twoich postaci...

Przecież, gdy w sen umknę, znowu w białej sukni
Uciekasz przed wzrokiem, skrząc się w rdzawym cieniu
Czemu coraz rzadziej do Twego ogrodu
Spotkać cię zaglądam? Czemu o istnieniu
Jego zapomniałem? Czyżbyś mi umknęła?
Tak, jak Twoje słowa w nektar dla ust moich,
Dawno zapomniany, przemieniając myśli,
Miałby być li tylko wspomnieniem nieswoim?

Dziś dotknąłem kraty, czas z niej się osypał
Dźwięk niechęci słychać było w jej objęciach
Ogród mój żelazny zmurszał, lecz wciąż stoi...
Ciągle w nim gdzieś jesteś, chociaż moc zaklęcia,
Którym go stworzyłaś, rzadziej już mnie woła...
Gdym Cię ujrzał, nieśmiała, jakby nie poznając
Iść do mnie zaczęłaś, stanęłaś w pół kroku
Widząc mnie, lecz chyba oczom nie wierzając...

Wzrok nasz na minutę zastygnął w spotkaniu
Tak, jakby przypomnieć miało nam widzenie,
Że przy sobie ciernie w żelaznym ogrodzie
Zamieniamy w pnącza, dzikie rozkwitnienie...

Wtedy... coś znów drgnęło, jak strun lekkie drżenie,
Sploty dziwnych kształtów wibrować zaczęły
Starość osypała się z nich bezszelestnie
Jęk wydały z siebie głęboki i pełny
Buntu przed ponownym do życia zbudzeniem...
Rozpaleniem dawnych, zapomnianych marzeń
Skrzypce w woal kwietny stroić się zaczęły
Niczym przed koncertem rozbrzmiały pasaże
Coraz silniej w kraty powoje się pięły...

I wszystko ucichło w jednej, krótkiej chwili
Do ust dłoń podniosłaś i wstrzymałaś tchnienie
Czas wokół na chwilę zastygł w słodkiej woni
Jakby chciał powstrzymać nasze przebudzenie -
Na próżno... Głębokim akordem tęsknoty,
Czekania, nadziei, milczenia, uśpionych
Preludium płomieni zagrały ogrody...
A z nimi, w kolory szaleńcze ubrany
Orkanem się stałem, przez cierni żelazo
Swym snem przemykając, ubrałem je w tęczę
U stóp Twych na koniec znów ciało przyjmując
I wspiąłem się, pragnąc dotyku wciąż więcej...

Nim imię swe powiesz, niech Twa dłoń wyszepcze
Czemu śnić przestałaś o nas i kazałaś
Do świata tak mocno uciec i zapomnieć...
Czemuś na mych strunach tak długo nie grała?

21 listopada 2007

2007.02.27 01:36:09 :: komentarz (0)                              

34 chromosomy

Trzywers - w pokłonie
Nawias - na stronie

Oto jam jest, jaj przyjaciel
Trwożne - lęki swe porzućcie
Gdyżem ja w te progi wstąpił
(Zadość se uczynić w uczcie...)
Bliżej, śmiało, moje dziatwy
Znajcie mnie - oblicze ładu
Praw Wcielenie von Justitia
(Z drogi, babo... Paszoł, dziadu...)
Dziś stworzymy znowum novum
Wkrótce będziem procedować
Nad partnerstwem wszędogrzędztwa
(Muszę tylko sztuk pięć schować...)
Wrogość nam jest biciem w unios
Sanctum jajcum czwartej grzędy
Bezbożnice - z drogi znijdźcie
(Wpuśćcie w gniazdo, stare mendy...)
Teraz miejsce swe posiadłem
Trybun mój - leciwa kwoka
Me decyzje wam obwieści
(A ja na was ...ten... z wysoka...)
Wszem i wobec rzec już mogę
Zad mościwszy na top grzędzie
Że kto gdaknie - łapki w dyby
(Sprawiedliwość wreszcie będzie...)

Taką mamy dziś sytuację
Życie samo wpisze więcej
Jego Mość Trzydziestu Czterech
Pomyliwszy się o dziesięć
Rząd mej duszy wzięła w ręce...

Jak to jest, że wchodząc w kurnik
Każdy swój gatunek zmienia
Rdzawym pióropuszem gorze
I w szczęk ostrzy dźwięk układa
Że to dla nas jaj już nie ma...

27 lutego 2007

2005.04.15 11:14:15 :: komentarz (4)                              

* * *

Chciałbym się zamienić w kwiat dzikiej magnolii
Pieścić swym zapachem pierś Twą falującą
Oczy Twe wypełniać gęstym światłem za dnia
Kwietnym snem napajać usta Twoje nocą
Dłoni Twych powojem spętać moje członki
Aby w ich objęciach doczekać jesieni
Zrzucić szaty zgrzebne, słońca wieczór zaznać
Przewiędłymi kwiaty, oraz liśćmi Twemi...

15 kwietnia 2005

2005.03.10 17:56:24 :: komentarz (0)                              

* * *

Jak w słowa ubrać mam dzień po dniu
Samo - posłowie nie chce powstać
Prolog zastygnął w zawieszeniu
To zakończenie na języku
Na pojednanie dźwięk wyrazu
Który nie umie zdaniu sprostać

Jak usnąć w bluszczu zimnych zwojach
Słońca nie widzieć - tylko cienie
Przestać wzrok razić i myśl chłostać
Wstrzymać poduszką tęskne tchnienie
Gdy ono bardziej niż powietrza
Pragnie ku Tobie się wydostać

10 marca 2005

2005.02.24 15:29:46 :: komentarz (0)                              

* * *

Nie wierzę w białość chmur na niebie
Gdy słońce zajdzie, ich złą naturę
Wieczór oznajmia, kładąc cienie
Na to, co oczom blasku przydało
Zmienia w zaprzeszłość me marzenie
Deszczem i gradem twarz moją chłoszczą
W nocy skąpane, milczące wieszczki

Pustka mych ust, co dźwięku niezdolne
Wydobyć prócz skomlącego brzmienia
Straciłem wiarę w znaczenie wróżb Twoich
W dziką namiętność, na niebie pisaną
Skłonność i sens moich sennych modlitw
Znikł nawet widok Twój pod powiekami
Tylko Twój cień ciągle we śnie stoi

24 lutego 2005

2005.01.09 20:29:16 :: komentarz (0)                              

* * *

Przyszedł dziś do mnie wędrowiec w szkarłacie
Wyczekiwany, wśród gwiazd wypatrzony
Spokój mi przyniósł i błogą naiwność
Zmienił bezbarwne ściany mego domu
W błękit, słonecznym blaskiem upstrzony

Zaplótł Twój widok w sen mój i marzenie
Odjął blask łez moim myślom o Tobie
W kryształ przemienił serce niespokojne
Barwą ognistą natchnął jego lśnienie
Rubin zeń stworzył bez skaz i wyżłobień

Jeśli znów gorycz przejmie duszę moją
Twe nieistnienie myśl ześle, lub drżenie
W żyłach mych płynie Twój głos i namiętność
On je na zawsze z krwią moją przemieszał
I już nie umknie mi nigdy tęsknienie

On jest przyczyną, twórcą i powstaniem
Ty jesteś dziełem - zmysłów moich celem
Duszy mej częścią, światłem i kochaniem

9 stycznia 2004

2004.12.30 07:34:06 :: komentarz (0)                              

* * *

Już nie porzucę swych myśli w przedświcie
Słońcem oślepły nie rzucę się na nie
Przemknąć już nie dam ustom zaciśniętym
Chmury rozgonię gdy świt deszczem wstanie

"Taką bo można najdrożej sprzedawać
Którą się łatwiej głosi niźli czuje..."
Wstyd z deszczem spływa jak pył z mego ciała
Gdy myśl zdrożna znika a wzrok sen pojmuje

W blask pierwszych łez mą duszę wnet oddam
Spijając je chciwie z powiek i ust Twoich
Nocy jutrzejszej czekam, gdy gwiazd lśnienie
Blaskiem nam dusze i serca ukoi...

"Jak słowik rankiem... mój język wstrzymuję
Nie chcąc psuć pieśnią tego... co miłuję..."

30 grudnia 2004

2004.11.17 20:24:17 :: komentarz (0)                              

* * *

W świetle swym słowa z ust moich sczytujesz
Odsłaniasz nieznane lądy i krainy
W rytm smyczka uderzeń Paganiniego
W muzyce skąpana - topisz mnie w dłoniach
Błądzę ku Tobie tym szlakiem, jak winny...
Co w ukochanej objęcia podąża,
Skronie wzdłuż dłoni jej przesuwając
Oddech w pół ramion rozmyślnie wstrzymując
Wargi z ust drżeniem na wpół rozchylając
By raz ten ostatni, nim dzień skruchy każe
Rzucić świat cały i w ciemność rozpłynąć
Płatki Twych ust święcić - jak przedtem nikt inny...

Gdy skrzypiec szarpnięcia płomień w żar dziki
Przeistaczając się - dusze rozpala
Plączą się słowa, dłonie i języki
Tchnień rytm w crescendo przechodzi bezładne
Nie ma w pragnieniu tym sensu i i logiki
Tylko tęsknienie - i to, czego pragniesz...

17 listopada 2004

2004.11.04 17:38:25 :: komentarz (0)                              

* * *

ktoś pytał mnie o wiersze
moje czy ich
zwyczajne... codzienność...
taki dzień czlowieka
tylko nazwany po imieniu.
semantyka... nic więcej.
pierwszy czterowers - uczucia
drugi - działanie
trzeci - zdziwienie
dwuwers kończący: paradoks
albo inna egzotyczna figura.
opleść to w związki między słowami
zbudzić w człowieku sprzeciw
sól i dusza
wiatr i proch
kulinarny niemal przepis na wiersz.
tylko co on zmienia...
nic...
co najwyżej
wprowadza tylko pustkę po pustce.
ta pierwotna znika...
cała jej energia zostaje wchłonięta
znika nawet pusta przestrzeń
którą ktoś mógłby wypełnić
Flaubert...

29 lipca 2004

2004.10.13 04:21:04 :: komentarz (0)                              

* * *

Gdybym tak mógł dotrzeć do myśli jej szybciej
Drogę co przede mną przebyć w oka mgnieniu
Rozsądkiem i sercem myśli jej pogodzić
Głowę dać jej złożyć na moim ramieniu
Gdyby chciała melodią, tchnieniem moim zostać...

Zdjąłbym z półek wszystkie zapadłe wspomnienia
Oddałbym za bezcen wszystkie słowa moje
Zabił w sobie bojaźń i stworzył namiętność
Szeptem ułagodził chmur dzikich nastroje
By w świetle księżyca posiąść sen i postać...

Lecz gdy niknie w mroku widm lśnieniem zwiedziona
Ten moment przemija i słowa w krtań ranią
Prowadzę słoneczną tarczę przez nieboskłon
Gdy odchodzi do niego... moje myśli za nią
Biegną, chcąc łudzącym ją mirażom sprostać...

I tylko czasami serce drgnie, gdy gwiazdy
Ciszą swą oznajmią samotność w przedświcie...
Że ślepą jest ta, co iść w ciemność jej każe
Nie dając jej pojąć piękna snu w zenicie
Spłonąć i z popiołu - obok mnie powstać...

13 października 2004

2004.10.06 20:28:13 :: komentarz (0)                              

* * *

Czy zaćmieniem nazwać to, co myśli psuje
Wzrok omamia, poprzez chmury przezierając
Czy szaleństwem, co do snu układa rankiem
W noc pochmurną blask Twój zabierając

Czy gdy każę zasnąć rozbudzonym zmysłom
Znowu się pojawisz, aby je rozpalić
Czy w gwiazd blasku znikniesz, w chmury przenikając
By szelestem, słotą... jesień we mnie zbudzić...

Serce napoiłaś arią dzikich brzmień...
Gdy zmieniłaś świat mój w księżycowy dzień

6 października 2004

2004.09.22 11:29:32 :: komentarz (0)                              

* * *

Z tęczą na przechadzkę, czy na spacer z burzą?
W deszczu moknąć, wiatrem chłostany po twarzy
Czy wciąż gonić barwy, miraż bezcielesny
Łudząc się, że w końcu zechce mi się zdarzyć...

Płomień wciąż pamiętać, czy stać się popiołem
Dać odejść wspomnieniom, czy przyzwolić drganiu
Strun, co w sercu grają muzykę namolną,
Ckliwym snem pamiętać każą o kochaniu

A może też zapaść w codzienność i trwanie?
Beznamiętnie przyjąć wiatru ton ponury,
Natrętne smaganie, iskry bólu w szczękach
Dać wygasnąć ogniu i przegonić chmury?

Czy trujące zgliszcza piękno kwiatów zmieni?
Czy po burzy tęcza barwą rozpromieni?

22 września 2004

2004.09.17 05:34:53 :: komentarz (3)                              

To mi się podoba. Odwiedził mnie dnia wczorajszego:

16. 12:41 - x.sejm.gov.pl |

O jak ślicznie! Znaczy, że ktoś z naszych kochanych polityków zareagował na słowa kluczowe "Czarzasty | Jakubowska | Miller", tia? :> No to licząc na kolejne odwiedziny napiszę jeszcze dwa słowa wierszem.

Pewien kundel brudny, lichy
Kradł z przypiecka wciąż słoninę
Z butów zdzierał, co najlepsze
I wyżerał żurawinę
Kurom jajka wymacywał
I z łatwością kradł zaskrońca
Wokół domu biegł, jadł, wracał
I niewinnie nosem trącał.

Poszczekiwań znał marsz cały
Melodyjnie i z przysiadem
Szczekał słodko swemu panu
A ów odpowiadał zadem.
Do kradzieży chłop już przywykł
I tak żyli sobie w zgodzie
Głupi rolnik i kundlisko
Lud uczciwy - i pies złodziej.

W swym rozzuchwaleniu kundel
Kradł tych jajek coraz więcej
Chłopu kark z wysiłku pękał
Lecz mu tylko rosło nędzy
Głodny - dostrzegł, że mu kradną
Więc zasadził się, panisko
Patrzy, a tu jego kundel
To najsłodsze, wierne psisko
Ten, co pyszczek miał tak wierny
Co mu zawsze ogon zwisał,
Teraz rogal na sztorc niesie
A pysk szczwany, jak u lisa...

Więc zaczekał lud uczciwy
Patrzył, jak pies jajka bierze
Jak zanosi za dom, zjada
I do domu wraca, szczerze -
I niewinnie pyszczek szczerząc...

Chłop już czekał. Złapał bydlę
I wyzywa od łajdaków
Od złodziei, od szubrawców
Niewdzięczników, glist, robaków
A pies... zaparł się i cicho
Popiskuje i tłumaczy
Swoim wdziękiem i oddaniem
Że chłop nie wie, co to znaczy
Być pasterzem, stróżem, bratem
I w obejściu rząd sprawować,
Że za wierną służbę karzą,
Że pies musi procedować,
Że chłop chudy, to chłop śliczny,
A konsumpcja przypadkowa
Jest wliczona w dług publiczny,
I że niepotrzebne słowa...

Lud uczciwy zaniemówił
Zadziwiony retoryką
I co w przebaczeniu Wilii
Chyba tylko jest praktyką -
Puścił kundla - a ten szybko
Chłopa dziabnął za zruganie,
Po czym poszedł wziąć z kurnika
Dietę i odszkodowanie.

Bajka ta ma morał prosty.
Niech pamięta każde psisko
Na złodziei czeka rakarz,
Co dla kundli sędzią będzie,
Sprawiedliwość jest już blisko...

(po kilku dniach...)

Widząc, że bajeczki mojej
Dalszy ciąg nastąpi chyba
Postanawiam ją rozwinąć
Na akt, gdy psa rakarz zdybał.

Okradziony i pogryzion,
Widząc, że psu nie da rady
Rolnik postanowił zrobić
Podwórkowe dwie roszady.
Kurnik całkiem ogołocił,
Zostawiwszy puste klatki
Grzędy wysmarował klejem
I rozstawił szczurołapki.
Wiedząc, że wędzone mięsko
Skusi każdą lichą rasę
Na podwórko powykładał
Świeży boczek i kiełbasę.

Pies, zwabiony smrodkiem mięska
I świeżutką tą wędliną
Ruszył ścieżką do kurnika
Delegację swą ofiarną
Osładzając kabaniną.

Gdy już pożarł był wszyściutko
U kurnika stanął leser
"Co mi szkodzi" rzekł - i poszedł
Do mięsiwa dodać deser.
Jakże zdziwił się pies chytry,
Gdy do grzędy tyłek przywarł
Klej się sprawdził, toć poxipol
I choć sierści pies kłak wydarł
To pozostał tak, jak wpadł tam.

Słysząc rwetes chłop w te pędy
Maszeruje do kurnika
Widzi - złodziej w dybach wisi
Przyklejony do patyka.
"Ach, brytanie!" - rzecze człowiek
"Jakże, cóż to ci się stało?
Czy to koklusz, czy podegra?
Cóż cię tak tu przyspawało?"

Myśli czarne kundla zdjęły...
A więc w ton błagalny bije
Obiecuje zreformować
Służyć wiernie, zmienić imię,
Wokół płotu ścigać chyżo
I złodziejom wstępu bronić
Sprawiedliwość mieć w obroży
Wypisaną, jak na dłoni,
Co dzień spowiedź pies przyrzeka
I komisję psią chce zwołać,
Co by winę, lub niewinność
Ogłosiła, jeśli zdoła.

Znając owe skamleń tony
Chłop nie w ciemię bity przecie
Wpuścił w kurnik człeka w czerni
Przenajczarniejszej na świecie.
Rakarz Jan, tak bowiem zwał się,
Stary wyga i fachura
Wziął psa za kark i do worka
Zapakował tak, jak szczura

Koniec bajki będzie trzeba
W krwawy finał chyba ubrać...
Tak więc rakarz psa wyciąga
I zamierza już pod nóż brać
Lecz pies nagle, widząc człeka,
Co go nie znał i zapewne
Da się zwieść łagodnym słowom
Swe melodie zaczął rzewne.
Że niewdzięczny lud "uczciwy"
Łamał prawa psiej mniejszości,
Że zabraniał psu jedzenia,
Że odbierał nawet kości!
Że chłop - straszny populista
Demagogią zwiódł rakarza,
Że Pan przecież tak nie może,
Że zaszkodzi to w sondażach...

Słysząc język "złotoustych"
Janek zawrzał złością taką,
Że psa złapał i udusił,
Cicho klnąc pod nosem "Zdychaj...
Polityczna ty sobako!"

Poćwiartował i przyprawił,
Bo pies ładnie w tłuszcz był obrósł
"Szkoda - mówi Jan - mięsiwa...
Będzie gulasz oraz rosół".
Rosół wyszedł dla wsi całej,
A dla chłopa, co psa oddał,
Z kundla stew po sukinsyńsku
Przyprawiony na stół podał.

Ot i koniec, morał jeszcze...
Niechaj wszyscy o tym wiedzą:
Od uczciwych ludzi więcej
Politycy i psy jedzą.

2004.09.16 08:56:20 :: komentarz (1)                              

* * *

Odkąd zaznałem rozstania słodyczy
Tak przemyślanej wówczas i dojrzałej
Przenika natrętnie w żołądek i myśli
Ckliwymi tonami poranki me wita
Z przyzwyczajenia każe znów Ją przyśnić

Budząc się, spadam w puchowym obłoku
Skrzydła złamane tęsknie załamując
Odległe krainy i słowa wciąż żegnam
Oddalić nie umiem, więc trzymam w szkatułce
Myśląc, że miłość na zawsze już przegnam

Tej pozytywki melodia uknuta
Kunszt i narzędzie tortur moich myśli
Na przekór nadziei, pod wieczkiem wciąż czeka
Jak odkupiciel mych grzechów i łaknień
Znaną melodią niewinność orzeka

Lecz gdy mechanizm do życia znów wstaje
Powieki przecieram, zbudzony przez Inną,
Melodia gaśnie, myśli znowu płyną...

16 września 2004

2004.09.15 07:50:57 :: komentarz (4)                              

Kuriozalność świata zaczyna mnie już przerastać. Wczoraj obudziła mnie wiadomość, że w USA zniesiono moratorium na powszechną sprzedaż broni automatycznej. Podobnież jedno z środowisk lobbystycznych (stowarzyszenie miłośników broni siakieś chyba) argumentowało tak (za TVN24): "bo jak myśliwy z dubeltówki nie trafi kaczki, to zanim przeładuje tę dubeltówkę, to kaczka już odleci, więc potrzebuje M16 albo kałasznikowa".

Migawka. Randy Johnson, baseballista, rzuca piłkę w kierunku bazy. Licznik prędkości pokazuje 95 mil na godzinę! Ułamek sekundy... ŁUP! Na murawie leży martwa mewa, obok piłka, w powietrzu unosi się chmura pierza. O ileż humanitarniej... nawet kałasznikowa nie trzeba ;-)

Koniec dygresji ;-)

Dziś w ramach kuriozalności świata usłyszałem, że Putin zamierza w związku z wydarzeniami w Osetii zwiększyć centralizację państwa. Ma to zapewnić obywatelom większe bezpieczeństwo...

Nasi politycy zażarcie już przygotowują się do ringowych walk wyborczych, trenując w podskokach - tylko zamiast skakanki jest kiełbasa. Tusk ograniczyć chce "klasę próżniaczą" - chwalebny cel! Jednak w tym momencie każdy inszy polityk rzuca oskarżenie o zniesławienie! Bo przecież on strasznie mocno pracuje! Poświęca się dla kraju! Nieraz do późna w nocy się przemęcza! Czarzasty! Jakubowska! Miller! ... Panteon polskiego wstydu...

Chciałem konkludować, ale wniosek mi umknął. Myślę, że nie mnie jednemu - w tym szambie każdemu wniosek umknie... Czasami tylko chce się urosnąć 1000x, stanąć jedną nogą na pl. Trzech Krzyży, drugą na ul. Wiejskiej i centralnie zrzygać się na kopułę sejmu Rzeczypospolitej Polskiej(jak cholera).

2004.09.12 02:05:57 :: komentarz (3)                              

Przeszłość ściga człowieka bardziej zażarcie, niż policyjny pies. Co z tego, że minęły lata, że przyznało się do błędów, do złych wyborów, do niegodnego zachowania... co z tego, że wyciągnęło się wnioski. Niestety istnieją ludzie, którzy w swej ciemnocie cały czas widzą człowieka przez jeden pryzmat swojej własnej pamiętliwości. Chciałbym całkowicie się od nich odciąć, nie stawiać ich przed koniecznością trudnej walki z własnym twardogłowiem, ale niestety wloką się czasem, jak smród za wojskiem. Jakby tak poszli sobie w cholerę, przestali plotkować po kątach, jak stare dewotki, nie wspominali mnie nawet w myślach... Nie, muszą karmić się własnymi ocenami, szufladkowaniem, pieścić się nawzajem nowymi informacjami o wspólnym Znielubionym.

A ja to mam gdzieś... dla mnie życie od 2 lat toczy się nowym torem. Kto miał ochotę poznać mnie i moją wartość... ten poznał. Reszta - plonk, do woreczka ludzi zbędnych mi w życiu. Na całe szczęście tylko byle kto daje się wziąć na plotki, wyolbrzymione opowieści i steki kłamstw, oparte na kilku partykularnych faktach. Tak... Goebbelsa doświadczyłem na własnej skórze. Nikomu tego nie życzę. Nikomu nie życzę zawistnych skurwieli, którzy nie potrafią uszanować takich faktów, jak kolejne zawały i wylewy, a w rezultacie śmierć ojca - i inne tzw. wypadki losowe, które mogą z człowieka zrobić kłębek nerwów i doprowadzić na granicę szaleństwa, gdy robi się rzeczy naprawdę nie do pomyślenia na trzeźwo... Nikomu nie życzę kretynów o zapiekłej, chamskiej nienawiści, tak ślepej, że nie widzą przez nią drugiego człowieka, tylko worek treningowy dla swojego tępego, przerośniętego ego.

Mieli swój udział w tym, że nie potrafię już czuć tak, jak kiedyś. Zniszczyli wiele rzeczy w moim życiu... bo niestety dawniej przejmowałem się tym bardziej, niż dziś. Dawniej zależało mi i w każdym człowieku widziałem dobro, nawet tam, gdzie go nie było. Byłem ufny i za bardzo odsłonięty...

2004.09.09 04:33:52 :: komentarz (0)                              

* * *

Uwięził Cię w tęsknym płomieniu błękitu
Przysłonił zmierzchaniem swą postać i oczy
I jako na ziemi, tak w Tobie wciąż krąży
Pamiętać wciąż każe, choć nie wiesz już, o czym...

Podąża wraz z Tobą, samotny, zlękniony
Swą siłę oddając - ku nicości dąży
Nie poznasz anioła, choć pragniesz bliskości...
By uniósł Cię w dłoniach ponad nieboskłony
On jednak... w milczeniu w Twoim wnętrzu stoi
Skazaniec płomiennej, bezbarwnej samotności

Czasami w przebłysku myśli dostrzec zdoła
Westchnienie, gdy wzywasz jego Pana głośno
Zdziwiony, wsłuchuje się w dziką namiętność
Uciszyć próbuje myśl zdrożną i sprośną
Zapada w sen światła, drzemanie anioła...

Śni... wtedy w duszy Bóg nawet nie rządzi

Otacza Cię całą smukłymi skrzydłami
Otula Was dwoje i w krzyk taki wprawia,
Że nawet piorun nie może go zbudzić
Myśli anioła namiętność Twa toczy
Na potępienie skazuje i zbawia
Gorączka narasta... nie da się ostudzić

Anioł wraz z Tobą... w samotności błądzi...

9 września 2004

Teksty i oprawa tego nloga sa przypadkowym, badz nieprzypadkowym
dzielem albo raczej pseudodzielem, w kazdym badz razie - autorskim.
Mozna sie ze mna skontaktowac pod numerem GG: 1268654.
Z naturalnych wzgledow musze zamiescic w stopce notke,
ze prawa autorskie sa zastrzezone, tudziez zastrzyzone.
Umywam jednoczesnie rece od odpowiedzialnosci za jakiekolwiek
szkody moralne lub psychiczne, wyrzadzone osobom trzecim przez
moja nedzna tfurczosc.

Milego czytania?