mopynk_creims // odwiedzony 9184 razy // [|_log.chyna nlog7 v02 beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (0 sztuk) | wszystkie (21 sztuk)
00:33 / 23.12.2015
link
komentarz (0)
Odgłos fajerwerków nie wywołuje u mojego psa zwyczajowej dla jego gatunku paniki. Ograniczywszy tę ostatnią do kontrolnego wzdrygnięcia, zwierzę pozwala sobie dopełnić wykonywanej akurat czynności, by dopiero wtedy - klasycznie niespiesznym, acz zdecydowanym truchtem - ruszyć przed siebie. Tak po prostu, zgodnie ze świeżo opracowanym planem. Na przekór potrzebom, pokusom, poleceniom. Krawężnikom, rewirom, horyzontom. Zurych, São Paulo, Punta Arenas. Wysyła mi kartki, od niedawna wabi się Konsekwencja.
Teraz chcę być swoim psem.
15:06 / 06.05.2013
link
komentarz (1)
Maczam w kawie kostkę cukru i obserwuję, jak jej nieskazitelność przesiąka brunatną goryczą. A zwykle nawet nie słodzę. Następnie sięgam po ciastko, które prędko się topi i tonie w płynnej otchłani, tak że nie poznaję nawet jego smaku. Nie zależy mi jednak na tym: dzisiaj pragnę znikania. Jako trzeci wtykam do kubka własny palec - ten dla odmiany się nie rozpływa. Drugi również nie, podobnie rzecz się ma z całą dłonią. Poziom cieczy jednakże nie wzrasta, Archimedesem nie zostanę; zanurzam się więc cały.
Przynajmniej nie miotała mną fala.
13:39 / 18.02.2011
link
komentarz (0)
Budzę się bez pamięci, bo ją sprzedałem. Papiery krwawiej niż rapiery wycięły pnącza totemów, które w lepszym, samonarkotyzującym się wymiarze wiązałyby mnie z tą ziemią. Z ziarna powstałem i ziarnem legnę, niedbałą ręką siewcy wyrzucony, na wymierzonym prawem budowlanym efemerycznym skrawku bezpieczeństwa, o ile ten wcześniej nie zostanie oddany pod szosę. Szosę, którą potem inni na moim karku uciekną donikąd, wyrwą się, czy zostaną wyrwani.
Skorupa pęka.
09:40 / 10.02.2011
link
komentarz (11)
Wychodzę dopiero gdy jestem pewien, że udźwignę niebo, a rękami sięgnę obu stron ulicy. W przeciwnym wypadku ograniczam się do wypatrywania za horyzont ściany własnego pokoju. Jeśli jednak i jej ogrom mnie skruszy, a sufit lśnić pocznie nocą, sprawdzam jak bardzo we mnie mnie nie ma: umieszczam się w szafie, wieszam dłońmi u drążka i udaję maksymalnie wyprasowanego.
Każdy krawat do mnie pasuje póki ma węzeł.
15:47 / 27.01.2010
link
komentarz (0)
Odgarnąwszy z dachu poletko śniegu począłem nań układać zakonserwowane przez lata książki w wielką wieżę radości, wieżę samotności. Najsampierw albumy i wydawnictwa niepotrzebnie wielkoformatowe, zawierające palety kolorów ułożonych w obrazy i wspomnienia. Następnie kolekcje mądrych słów szatkujących moją składnię. Potem jeszcze poeci, tanie wzruszenia. A na końcu słowniki, na dalszym - słowniczki; na samym zaś końcu książeczka o kotku. Ten kotek chce uciec. Kotek wspina się na wieżę z plecaczkiem i wygląda horyzontu, chwiejąc całą konstrukcją.
Ale kotek jeszcze nie wie, że kotki się przywiązują. Do miejsca, do pilnującego go psa.
17:56 / 28.08.2009
link
komentarz (0)
Jest cicho, pogodnie jest, z największym spokojem w pełnym majestacie powszechnego miru faktury teł powoli mieszają się ze sobą, strużki ceglanego pomarańczu sciekają na błękitne płótno, którego dyfuzja pośród plam zieleni delikatnie zderza się z brunatnymi pędami owijającymi się wokół spływających karminem rąk. Ćwierkają chóralnie wróble, przeraźliwie fałszując coraz subtelniejszą melodię.
Zgrzyt kluczy w zamku, szarża kroków w korytarzu, gromy u drzwi; znów ten pierdolony ratunek.
16:30 / 26.02.2009
link
komentarz (0)
Szarą paletę nieba przecinają warczące messerschmitty, za drzwiami szczekają umundurowane psy, więc zamykam się na liczne spusty, oślepiam się zasłonami i otulam kawą, w świetle mojej biurkowej lampki czuję się bezpieczny. Ale nocą wybiegnę w bój, przeskoczę każdy płot i rytmicznym kłusem wyzwolę miasto, trafiając wszelkiego wroga prosto w serce. Tak będzie, zobaczysz, życie moje.
Dzisiejszy odcinek sponsorowała liczba dziewiętnaście.
15:35 / 17.01.2009
link
komentarz (0)
Zaczęło się niewinnie - pękła uszczelka, woda wydobyła z kuchennej podłogi zapach zbutwiałej przeszłości i wypełniła nim całe mieszkanie. Najpierw pociąłem wykładziny i wyniosłem je na śmietnik. Następnie zdarłem tapety. Przy pomocy łyżki zacząłem wykruszać ściany i drążyć podłogę. Płaszczyzna po płaszczyźnie, aż zniknęło wszystkich sześć. Gdy dokończyłem dzieła, na tym oto siódmym piętrze stała się próżnia.
Wisząc w jej idealnym środku, uniosłem dwa palce, a sąsiedzi nauczyli się kochać.
17:59 / 03.05.2008
link
komentarz (0)
Boję się ruszać przedmioty rozrzucone po moim pokoju, przeczuwając że lepiej znają swoje aktualne miejsce niż ja sam. Gnieżdżą się na swoich pozycjach, zapuszczają korzenie i rosną, a ja, coraz mniejszy, przechadzam się po lesie własnego dobytku i wzrokiem szukam prześwitów. Wślizguję się niczym żmija w zygzak wolnego miejsca na kanapie, obtaczam się igliwiem kurzu w ramach upodabniania się do roślin, w ramach jedności z przyrodą. Wkrótce też zzielenieję.
Ale kiedyś w końcu uda mi się zakwitnąć.
19:18 / 11.02.2008
link
komentarz (5)
Nie pamiętam kiedy ostatni raz skończyłem jakąś książkę, ale nie przypominam też sobie bym był do tego zobowiązany. Spowiedź przed samym sobą przełożyłem na termin późniejszy. Brak rzetelności czyni mnie wolnym, nie krępuje mnie też kostium osobowości - jestem nudystą intelektu. Rozebrany idę pod prysznic, kurkiem reguluję procentaż i zmywam z siebie resztę siebie. Potokiem spływam do kanalizacji.
Przez kratkę ściekową patrzeć mogę już tylko w niebo.
19:51 / 16.09.2007
link
komentarz (0)
Pakuję się do kartonu, zaklejam sobie usta i czekam aż mnie przeprowadzą w lepsze miejsce. Jedenaście pięter w górę czy w dół - bez różnicy, niezależnie od miejsca w którym zacznie się liczyć. Po kilku godzinach spędzonych w tekturowym garniturze zasypiam i życzenie się spełnia. Gdzieś po środku osiedla gaśnie przedpokój, za oknem światełka wykonują swoje wieczorne parady.
Lecz wojna nie minęła.
14:50 / 03.09.2007
link
komentarz (0)
Śpię w autobusie, odpoczywam w pracy. Czas, który mi pozostaje na wizyty w miejscu w którym trzymam żywność i ubrania, przeznaczam na myślenie do ściany i przetykanie klozetu. Przeznaczam, ale i tak wykorzystuję do czego innego, do bycia w niebyciu, do życia do śmierci, do dnienia za nocy i szukania pomocy. Potem zaś idę spać z przesiadką pod zegarem. Czekając na jesień.
I znowu nie pozmywałem.
12:02 / 17.07.2007
link
komentarz (1)
Telefon milczy. Milczę dla towarzystwa. Nie pamiętam kiedy ostatni raz nie piłem kawy i zastanawiam się dokąd pójść, gdzie bardziej mnie nie chcą, tak by kawa po powrocie ze świata powszechnego odrzucenia była smaczniejsza. Użyteczniejsza. Bo tak naprawdę wszyscy pracują, ale płaci się tylko tym, którzy to robią bezużytecznie.
A praca w kawiarni to prostytucja.
19:43 / 08.02.2007
link
komentarz (0)
Nie zasnąłem tylko dlatego że nie miałem gdzie. Na wszystkie co atrakcyjniejsze legowiska spadł śnieg, z jednego pies wywarczał mnie plecami. Dokładnie tak jak ja wywarkuję świat od którego staram się uciec w sposób możliwie najlegalniejszy - wygrywa pies, bo niczego o zębach nie ma w konstytucji. Ścigamy się w porastaniu, ja piłuję kły w ukryciu.
I niechcący jednocześnie gryziemy własne łapy.
18:00 / 11.01.2005
link
komentarz (1)
Cokolwiek nie powiem, w pokoju za drzwiami, obok kuchni, obok łazienki, tak, w tamtym pokoju - będzie ciemniej. Mową rozjaśniam zastaną rzeczywistość, nadaję imiona niezrozumiałym reakcjom i bólom niewiadomego pochodzenia. Lokalizuję okiem, precyzuję palcem - mówię - tu mnie boli, a tu mnie bardziej. Wskazane serce i ząb delikatnie pulsują czerwonym światełkiem.
W pokoju za drzwiami, tam jednak, zawsze będzie ciemniej.
23:16 / 23.02.2004
link
komentarz (0)
Społeczeństwo w obliczu groźby przegroźnej palcem wskazującym zachowało się niczym zwierzęta w buszu - żyło dalej. Wcisnąłem się głębiej w plastikowo czerwony plastik czerwonego tramwaju, i, otoczony życiem, postanowiłem dokonać żywota widowiskowo, tu i teraz, nikt się nie spodziewał. A gdy już zrobiłem swoje, wysiadłem i wróciłem do domu. Dzień umierał, niebo zakładało cierpliwie żałobę wyczekując.
Doczekało się, ja zjadłem kolację.
10:08 / 24.10.2003
link
komentarz (0)
Wszystko mieli zaplanowane - nie na darmo w sekretariacie stoi bakelitowy telefon z czerwoną lampką co świeci gdy z psychologii przez Atlantyk emergency call. Manipulują, śledzą, podsłuchują. Nie pozwolą odejść. Jesteśmy złotymi monetami w workach gnoju - omijać z daleka, lecz po cichu kochać, sprawdzać obecność i tym samym przeliczać.
Zostałem. Mea maxima culpa.
12:37 / 23.08.2003
link
komentarz (1)
Wszystko glanc und neu ganz, odkurzone, zamiecione, umyte i wypolerowane. Jedyni przychodzący zapowiedziani goście dzięki temu będą święcie wierzyli że tu zawsze tak ślicznie i porządek, choć sami wykonują cały ten rytuał w odwrotnym przypadku czyjejś wizyty (tudzież wizytacji,0). Tak, wszystko u nas, jak widzicie, w porządku, radzimy sobie świetnie, dziękuję, może ciasta?
A babcia i tak powie że obraz wisi krzywo.
10:15 / 19.08.2003
link
komentarz (0)
Urlop zdrowotny od życia codziennego się zakończył, teraz z deszczu pod rynnę. Wszystko z czasem zacznie durnieć. Jak mój pies od urodzenia, niczym alegoria człowieczeństwa w dobie schyłku lata. Teraz jeszcze tylko nibymiesiąc nibywakacji nibyletnich w najprawdziwszej plusze jesieni syfiastej, nie złotej.
Od zawsze wolałem srebro.
10:34 / 07.08.2003
link
komentarz (0)
Boli mnie głowa na przemian z gardłem. Komitywa pełna, wiedzą kiedy działać. Głowa przed kompem, gardło przed jedzeniem. A jak medyczna milicja wkroczy, to będzie że totalitaryzm i rozbijanie jedynej prawdziwej ostoi wolności bakterii w organiźmie który przecież nie mój, tylko wszystkich i krzyż mi w ucho wetkną.
Demokracja synku polega na tym...