09:04 / 21.03.2012 link komentarz (0) | Wkurwia mnie ta cała sytuacja. Nic konkretnego ale wszystko prawie oprócz najwazniejszego. Ale nie ma komfortu myslenia. Widzę, że wszędzie ejdnak ten sam problem. Na chwilę zapoimanm o swoim miesjcu, a potem patrze że wciąż jednak biegnę za jakis pradem. Gówno i tyle. Mam ochotę wypisać się z tych wszystkich sarkazmów, żarcików i bzdur. Tak, nastawić policzek kurwa miłosierny samarytanin. Ta praca jest juz do wyrzygania ogólnie, jej sens jest mocno watpliwy.
Wszelka twórczośc to jednak mój własny problem i spokój zarazem. Przede wszystkim tylko dla siebie bo już wiem że jakoś ludzi nie przekonuję. Jebać.
Miało byc tak pieknie a znowu jeden impuls i kurde nie wierzę już w nic, dostosowuje się do sytuacji. Bo pierwszy projekt i już mnie nie ma, cisza bo chyba z gorszymi sie nie gada. ELO. | 08:49 / 02.03.2012 link komentarz (0) | Jesteśmy już poza. Nie znaczy , ze lepsi, gorsi czy jacyś tam inni. Poza oznacza inne podejście do tematu i punkt widzenia. Spostrzeżenia dotyczace zarówno twórczości jak i współpracy czy tez chyba życia wogóle.
Wydawało mi się, że jestem z tym sam i próbowałem się wbić jak Jerry Maguire. Coraz ciszej, ale krzycząc "show me the skills".
Zarówno w 2003/2004 jak i teraz wychodzi na to, ze nie swoje buty są zaciasne i uwierają nawet jak mają ten sam rozmiar. Jestem zły na siebie na pchanie stopy w te trzewiki najwyższej klasy, drogie, ale nie jednokrotnie obrzygane, polane wódką i jeszcze w niewidocznych zakamarkach biały proszek. Bardzo dobrze się w nich idzie równym krokiem w tłumie. Dobrze stukają do rytmu.
Spokojnie, ale stanowczo mówię nigdy więcej.
Mogę poznać wszystko w podejściu. Cześć, co słychać? działamy? "Tak, jasne" to odpowiedź nie szukająca "ale". Wszelkie, "no, możemy, może, ewentualnie, jak czas" to bzdury i ściemy.
Ciepać się o jakieś patronaty, promocje, myslałem. Jednak zaciśnięte zeby przez 10 sekund sa lepsze niż kilkudniowy szczękościck oczekiwań po fakcie.
Wydaje mi się mimo wszystko, że będzie ciekawie. Na spokojnie po mału, ale kurcze, dawno nie pisałem tyle co teraz. | 12:54 / 30.11.2011 link komentarz (2) | Jeżdżą tymi służbówkami , mają się nieźle.
Fuchy, kapuchy, spoko system.
W sumie fakt, że nie rozpatruję co mają dawać w zamian, ale no fajnie było by.
Siedze tu dalej i tyle. Wczoraj psychpata jeden to mnie podniósł ciśnienie i trafiło mnie. Zmęczony bywam, a raczej jestem. Co moge poradzić skoro o 21:30 juz jest mało czasu a ja bym go pospędzał nawet na siupaniu w Death Rally (fuck yeah).
Ostatnio jakoś uśiwadamiam sobie ulubione krótkie stwierdzenia cytaty.
Z internetu: Beka, Nigga Please.
Z internetu ale nie tak, że z forum i kaszalota co nazwy nie podam: Boicot Cocaine, Fuck Yeah (nawet nie wiem skąd to drugie).
Mozna by na tej kanwie stworzyć mikro subkulturę, kurde ale nowomowa wow.
A wokól dyskusja jak w toku kurde psia mać.
Pisze sobie kawałki i myslę o strategii. Dzisija na przykład odkryłem Fisza, nie słuchałem go po drugiej płycie i to był błąd. Heavi Metal wow, konkretnie to co ja bym zrobił z elektroniką. Znowu wróci temat zapewne otwarcia klapek i opuszczenia ramy. Ale kto z Tobą powspółpracuje? Zawsze sprowadzamy sie do tego samego.
Pisać będę i tyle.
| 09:44 / 07.11.2011 link komentarz (1) | kto wrócił? kurwa, na nlogowych linijkach, jak na Ajrona bitach. Apropos Zjawin spoczywaj w pokoju.
Wschodzace słońce jest fajne dopóki nie świeci w monitor, więc zasuwam żaluzje, takie duże, z korbką, co by móc rozpoczac dzień robola w kołnierzu.
Jestem facetem, więc sprzątam biurko, jednym machnięciem ręka dwa okruchy, i drugim machnięciem jeden okruch. Przestawiam kalendarzi ramkę kilkakrotnie, bo nie mogę znaleźć miejsca dla owych. nagle Eureka!, kalendarz ląduje za telefonem , bo i tak na niego nie patrzę, a ramka (american fu...ng style) obok telefony, tak, żeby całą widac było, bo to najlepszy element biurka. Rutyna, kij Ci w oko Rutyno.
Nie chce mi sie i to bardzo. w dolby surround 3 głosników, które się nudza w pracy i po. Więc nadają o takich pierdołach i w taki sposób , że hagiewu. No ale siekam co mam do sieknięcia. bardzo szybko odciaga mnie poczta na wp - może przyjdzie dzisiaj ten mail, któy zmini ten nastrój? Bo że przyjdzie to wiem, ale kiedy to będzie? Ja wiem , że ktoś go wyslę, za cholerę nie wiem kto, ale zobaczę wytłuszczonym drukiem informację, że czeka na mnie nie przeczytana wiadomość. A tam oferta, propozycja, pracy, współpracy, tworzenia, nagrania, stworzenia, cokolwiek. Przyjdzie. Jednak z uwagi na to, że nie przyszła ide o krok dalej. Fejzbuk. Miejsce gdzie dla linków, sweet fotek i wiadomości o wydarzeniach, na które nigdy nie chodzę, godzę się być towarem na sprzedaż. Gdzie potencjalny pracodawca, współpracownik, czy ktokolwiek inny rozgarnięty, może mnie chociaż trochę prześwietlić. Nawet wydaje mi się, że lekko przekręcone to i tamto, zdjęcie nie do poznania, może nie wystarczyć. Może więc zdjęcie normalne, wszystko normalne, a w polu "informacje" nakłamane? Zobaczy się.
Fejs tez nie przynosi żadnych nowości. Najcześciej pisze do mnie mój brat i chwała mu za to, bo jest dobrym człowiekiem, najlepszym ziomem i strzez się go bo Cię powali osiagnięciami. Kiedy machamy dziarę Xav?
Przeglądam strony o charakterze informacyjnym, serwis z ogłoszeniami o pracę, bo może zdarzy się ta jedyna, no i serwis finansowy, bo rok się w giełde bawiłem to liczę, że wrócę tam i będę bogaty.
Jak juz poprzeglądam to gówno, robię za co mi płacą, dzisiaj bardziej ambitnie. Jade z tym w cholere. Przy pierwszej napotkanej przeszkodzie mam dylemt : przejść do następnej pozostawiając tą nie ruszona czy chociaż jeden kroczek naprzód? Robię jeden kroczek, ale w trakcie "kroczku" zastanawiam się czy jest właściwy. Olewam więc i jade do następnych. okazuje się, że z długiej listy nierozwiązanych spraw w postaci maili, połowę można szybko rozwalić. Niestety rutyna, znużenie i demotywacja , jakie udało mi się osiągnąć w długim czasie jak na mnie, skutecznie mnie dotąd odciagały. Dzisiaj więc jest ten dzień. Jest połowa mniej i fajnie. Ale dalej coś śmierdzi i gniecie. TO robię. W pewnym momencie popycham swój umysł do niewyobrazalnie zaskakującego czynu. Nie masz przyjaciół, zawiesiłes na niewiadomo ile pisanie utowrów epicko melodeklamowanych, nie wiesz czy chces zpisac wiersze, ale masz , idioto, konto na nlogu, gdzie można napierdalać frustracjami. Łamałem się , ale jestem. Zmieniony, bo kady się zmienia, taki sam, bo człowieka nigdy nie zmienisz. Wydaje mi się coraz częściej że nick się nie zgadza bo powinienm przeciez tytułować się Adam Miauczyński. Adaś 2011. | 13:36 / 22.04.2010 link komentarz (0) | był trening! świetny, znakomity, rewelacyjny. Wrócić jest dobrze i grać, grać, grać. Pierwsza zadyszka i po sprawie. Trochę mocnego kaszlu po treningu i już. Zakwasy? Co z tego, to drobiazg. Jednak świeże powietrze, bieg, piłka bez porównania. Nie zapomniałem zbyt wiele i niemal jak z szczęściem amatora trafiłem co swoje. Dajcie szansę na powtórkę w sobotę!
Liga Mistrzów jest świetna. Znakomita, rewelacyjna. Cieszę się, że jestem jednym z tych których to interesuje ciekawi i fascynuje. Najwyższy poziom, szybka gra. Rewelacja. Emocje i dojrzewanie do dostrzegania nowych fajerwerków w grze. Zbliża się finał i niby koniec , ale...mistrzostwa świata nadchodzą!
Przecież zawsze marzyłem też o rodzinie bez finansowych kłopotów i "normalnym" życiu. Jesteśmy blisko. Czy inne znakomitości trzeba poswięcić? | 13:29 / 13.04.2010 link komentarz (4) | Czas na kolejny stopień wtajemniczenia.
Uczymy się odróżniać opinie, teorie, proste czyny, walkę od ogólnego obrazu człowieka.
Zanim powiesz zły, głupi, tragiczny, zastanów się. W pewnym momencie może się okazać, że wielu rzeczy się nie widzi, a najlepiej płynąć na fali. Albo na fali owiec, albo na fali wilków. A najbardziej wartosciowym jest chyba jednak bycie jednostką niezależną umysłowo, zależną społecznie. I innych takich jednostek słuchać, polemizować, popierać nawet oceniać, ale walczyć o sprawiedliwe podejście. Co było już będzie historią, ale jutro możemy być lepsi.
Daj ludziom prawo własnej opinii, pokaż jednak szacunek, kontrowersja na siłę jest łatwo wyczuwalna i choć nie przeszkadza jej zapach to zatruwa powietrze. | 10:38 / 01.04.2010 link komentarz (0) | są zwycięstwa i porażki , którymi się nie dzielisz, bo nie ma zainteresowanych. Wzbudzanie na siłę zainteresowania męczy. Święty spokój kosztuje mnóstwo wyrzeczeń.
Jest moment, w którym walka o swoje zaczyna cholernie męczyć, siła opada i mówisz, dobrze, tak.
Oczywiście, sposób przedstawienia swojej racji ma znaczenie. Ma znaczenie też konflikt - chęć zwycięstwa pokazania "swojego".
Niepotrzebne są tylko te dodatkowe opinie i zdania, obwinianie za rzeczy, którym się winnym nie jest. Nie było i nie ma dobrego rozwiązania. Logika jednych nie jest logiką drugich.
Już nie ma co walczyć, tupać. Olej chopie te durne żarty, kiedy masz dosyć siebie. Cisza jest taka wspaniała. Potrzeba uwagi jej nie pomaga, więc zamknij się. "najpierw komuś tam włazisz, a potem dziwisz się że Cię tam ma.." najlepszy komentarz. | 12:11 / 22.03.2010 link komentarz (1) | oj nie zamierzam się przejmowac obecnie.
jak masz 18, 19 a nawet 20 kilka lat nie przejmuj się tak bardzo wadami swojej osoby. Większość można jeszcze wyćwiczyć, uczysz się na błędach. Niektóre rzeczy, jak się potem okazuje, na prawdę nie mają sensu i dobrze czasami zapamiętac to na przyszłość. Idę, myślę, że znowu puszczę żarcik jeden drugi, ale potem myślę, po co? Jacek, zamknij się , to bez sensu. Tak oto kolejny raz znowu odpusicłem i pomyślałem, że tak jest lepiej. Dajmy sobie spokój , święty.
Jak tam sobie sądzicie , sądźcie, ale dla mnie subiektywnie bardzo Lejdis to żałosny film, kolejny efekt tvn owskiego sposobu kreowania nowoczesnych postaw. Żałosne, cieszę się, że zasnąłem. I co? I teraz wszystkie będziecie robić sobie "surprisy" z winkiem, sypiać z młodocianymi, mówić "wyimaginuj to sobie"?!?!?! Owszem, mężczyźni w średnim wieku śliniący się na widok 20 latek to też żenada.
Nie o tym jednak mowa, bo 40 latkowie lecący na 20 latki to życie, natura, a to co w tym filmie to próba kreowania tej natury w tym kierunku. Rany, jak chcesz rób ze swoim życiem co Ci się podoba, ale nie wierz tym obrazom, bo na dobre Ci to nie wyjdzie.
I co? Gejów też nie lubię (nie poznałem wielu), do afroamerykanów i żydów (nie poznałem wielu) nic nie mam. Ciekawe ? Olewam partie od PSL do SLD PiS, PO i inne gnioty. Jak coś mi się podoba to biję brawo , jak mi się nie podoba, to subiektywnie mogę wyrazić niechęć.
Samokontrola, świadomość, dobro, otwartość.
Wyluzuj Janek...
| 15:30 / 11.02.2010 link komentarz (4) | czy kawa pobudza przygnebienie? czy myślenie, które rodzi przygnębienie? | 09:00 / 11.02.2010 link komentarz (0) | Wielu rzeczy nie warto...
Wielu rzeczy subiektywnie nie warto
Wielu rzeczy obiektywnie nie warto.
Wielu rzeczy dotychczas sie nie dowiedziałem czy nie warto. Nie wiem czy się dowiem. Na dzień dzisiejszy nie mam zamiaru narzekać. Wstaję rano i czasem z mniejszym lub większym skutkiem wypłukuję z prysznicem jak Leon Zawodowiec złości. Czasem się nie udaję, ale staram się. z coraz lepszym efektem wychodzi mi zmiana nastawienia. Częściej udaje mi się odpowiednio podejść, do rzeczy , które budziły zmartwienia i niepokój. Bo jak napisane na początku - Wielu rzeczy nie warto , a przede wszystkim nie warto za bardzo przejmować się rzeczami, które nie są na prawdę poważne.
Teraz mi się nasunęło, jeśli problemów mniej , problemami mogą stać się te mniejsze, ale one nie są poważne, nie ma się co przejmować.
Nie mam grubej skóry, ale mogę mieć mocniejszą psychikę.
Zobaczymy
| 11:03 / 08.02.2010 link komentarz (4) | wreszcie coś się dzieje chciałoby się powiedzieć. Niesamowita sprawa.
Jajonasz wydaje płytę, niemalże producencką ale zawsze to coś. jednego, dwóch, a może trzech gości bym wykasował , ale to subiektywna opinia. cyk cyk szuruburu.
Eldo nagrał numer z HST, którym z tego co pamiętam "jarał się" już dawno. W sensie jego rapem.
Eldo poza tym ma wielką piątkę za odpowiedź (Panu) Ryśkowi Solufce Peji. Konkretnie i na temat i prawidłowo. Ile można wojen rozpoczynać i z kim wojować i w jakim celu. Za niedługo będzie mógł ów Solufka nagrać płytę złożoną z dissów i wyjdzie po "cięciach" dwupłytówka. Może Solufka nawiązuje do potocznego bardzo okreslenia starcia jeden na jeden na pięści? A może jak nasz kolega z wmg jeszcze Ustafka?
Pamietając rozmowę "Przeproś mnie" mojego współ-koligacjanta muszę przyznać, że wszystkie te akcje z udziałem Ustafki Solufki są żenujące. (morda nie szklanka, albo dam drapaka jak mnie znajdzie).
Dzieje się. W sobotę w aucie miałem płytę Praktika, gdzie Pezio nawinął bardzo ciekawe i dobre wersy o jego rap biznesie. Wzruszające przyznam, ale obecnie szambo nijak nie pasuje do tamtej perfumerii. Szambo szambem , ale dobre rzeczy wychodzą chociaż media się wstydzą czy jakoś tak. Jak głupek i naiwniak trzymam przy tym i przed zakończeniem płyty czy kontynuowaniem powstrzymał mnie urlop wychowawczy:) Ale nie ma kropki w tym temacie.
Dzieje się, po prostu dzieje się. | 11:32 / 18.01.2010 link komentarz (0) | topię sporo czasu w FM2008 bo coś w końcu ruszyło do przodu, przynajmniej takowe mam wrażenie. inny świat myśli też gdzie indziej ciekawa sprawa jak program może wpływac na człowieka. | 10:48 / 05.01.2010 link komentarz (1) | Lubię ten świński posmak po czarnej kawie w ustach, że od razu poczujesz że ją piłem, ale jednocześnie nie będzie CI fajnie. A mnie właśnie będzie. O to chodzi. Najlepsze jest to, że zaczynam go wyczuwac już podczas picia powiedzmy od połowy kubka w dół, aż do końca i potem na kilka chwil po. Potem już mnie drażni i muszę zagryźć a nie zawsze jest czym. Otoczenie wszelakie i przypadkowe również może nie być zachwycone i wyrozumiałe, że ów posmak zapachem się niesie. W najlepszym wypadku będą zazdrościć, że se popiłem kawy. I to jest piękne.
Kocham swoją Córkę. | 11:16 / 25.08.2009 link komentarz (4) | Lesson X,
Part 20 00000000000000
Repeat:
You`re such a fool.
Why there is such a mess in your head?
Repeat.
spisane w cytatach:
"nic sie nie kończy prostym tak lub nie..."
"ale pomyslcie o własnej słabości zamiast o triumfie nad ludźmi"
"fuck it all the problems of life must be me!"
"jestem młody, jestem.... będę ...."
"tylko chciałbym gdzieś odpoczać od paniki, co goni mnie z miejsca na miejsce o głodzie i chłodzie"
tym razem ty spieprzyłeś. | 22:31 / 22.08.2009 link komentarz (0) | nie zajebał mnie kłusownik
a zarżnął mysliwy
inteligentny, chłodny,
dobry , uczciwy.
wywróciłem się na grzbiet
wywaliłem ozor
jak to mogło brzmieć,
gdy sapałem ponoć?
głupi, wybiegłem na polanę
naiwny, wiedziałem
ża jak w każdy poranek
będzie polowanie
żyję, z przetarganym futrem
zostawiam krew
pomiędzy dzisiaj a jutrem
i idę gdzieś...
widziałem niebo ziemskie
czułem ściółkę
mógłbym chwile ciężkie
zakończyć umrzeć
prawda, jeśli jest, głosi
że wszelkie próby
by zwierzę zniosło nierówności
wymaga bycia jednym z ludzi. | 11:36 / 17.08.2009 link komentarz (0) | grucha pietrucha wrzaski balanga
nie słuchasz buchasz maski do tanga
bomba hotel winda pokoje
do dna potem wina swawole
byłem tutaj i tam też byłem,
tam nie kochałem tu przesadziłem.
po co? co za pytanie, po nic.
przyjemność, życie, hedonizm.
prawda emocje cisza spokój
zadbaj odpoczniesz tajemnica poczuj
wrażliwość myśli noc dylematy
i miłość bliski post romantyzm
byłem tutaj i tam tez byłem
tam mnie nie kochali, nie zdobyłem
po co? właśnie, dobre pytanie
piękno człowieka czy zbędny różaniec? | 10:52 / 17.08.2009 link komentarz (3) | nie wiele można zdziałać tak o siedząc tu i myśląć. Jest jak jest będzie co będzie. Rozpoczynam jakiś wpis bez konkretnej myśli , co się zdarzało nie raz. fakt faktem, że przyjaźń ma się dobrze jedynie w klasycznej formie, cokolwiek to oznacza. Łeb urywają różne niuanse i dodatki przed ślubem, kurcze bo lipnie to wygląda. Kto się nie obrazi a kto się obrazi kto przyjdzie kto nie? Szamotanina bez sensu.
Dumą napawa fakt zaistnienia 6 folderów na komputerze z tytułami. jedne są tylko zaczęte drugie skończone, ale jak się cżłowiek zmobilizuje to potrafii.
Wczoraj pomimo udania się do kolejki na godzinę przed meczem nie dostałem biletu. masakra. Miała być 1 liga, lipa słabe mecze a tu prawie 20 000 na stadionie. Szacun. | 08:39 / 05.08.2009 link komentarz (1) | Zapomniałem z domu maszynki do golenia. Kupiłem wczoraj w Dojcze Rossman i alles ist szyynnn. A jednak ogoliłem się niedokładnie. Strach przed jednorazówką był większy niż rzeczywiste zagrożenie. Nie ma co się martwić nie ma co się strachać.
Ciężko tylko pracować z terminatorem jak samemu sie nie jest takowym cyborgiem. Spotkałem człowieka od nas na śniadaniu. Było raźniej. A rozwiązanie bardzo dobre: kilka chwil w samotności, a potem kogoś spotykasz , ażeby zamienić kilka zdań i potem wrócić samemu samochodem ponownie. Ma to sens. Dzisiaj mam zamiar wcześniej uciec z pracy (wcześniej czytaj 17 !!!) i śmignąć na znany mi Frankfurt gdzie pijałem kawę w Starbucksie jak zdołowany pseudo-artysta.
Odliczam dni do domu i rodzinki bo jestem nadwyraz zmęczony.
| 08:57 / 21.07.2009 link komentarz (0) | też tak sądzisz?
Masz jakiś plan?
W poszukiwaniu siostry konwersacji budzisz się z tak zwaną nadzieją. Rozglądasz sie patrzysz dokładnie i jest cisza, z lekkim szmerem czasami. Szmer raczej nie wadzi, ale nie pomaga. Przez tłumy przebija się codzienne "Dzieńdobry", bądź "cześć!". Dyskusja maszeruje po walcu zawieszonym poziomo, tak, że wchodząc na niego, powodujemy już ruch, a brak równowagi doprowadza do obrotu walca i zrzucenia śmiałka do otchłani bełkotu. Beblanie o pracy, Klepanie o mieszkaniach, Pieprzenie o polityce i tym podobne śmieci. Pamiętać trzeba tylko że każdy ma swój własny walec i spadając ze swojego wpadasz w Twoją kupę bełkotu, a jednocześnie w cudzy walec. Bez obiektywnej selekcji, który walec jest lepszy.
A znasz indywidualizm? Na pewno? Może mylisz go z samotnością? Znasz swoich ? Bo na pewno nie znasz siebie.
Dosyć tego wszystkiego i tych wszystkich. Przyzwyczaiłem się do tworzonej rodziny i tylko z nią mi na dłużej dobrze. A reszta? Ty Ty Ty i Ty wypad. Pozostali spróbujcie zrozumieć i zapraszam na moje tory.
"O w dupę , nie widizałeś w życiu rapera?
To się rozkoszuj tym widokiem, TERAZ!" | 13:15 / 24.06.2009 link komentarz (4) | wiem nie powinienem. i teraz mnie to męczy. bo jak przegnie się to niestety czasu się nie cofnie, i dwóch słów też nie. Nie ważne. sprawa osobista.
gniję dzisiaj dłużej, bo byłem u dentysty znowu i wciąż czuję się nie swojo z tym wyrwanym zębem. A niech to diabli. Nastały słabsze czasy, bo brak mi sił trochę a sam nie wiem dlaczego. Osiadłem rozleniwiłem się mało robię czegokolwiek.
I dupa blada.
słabo. | 15:32 / 08.06.2009 link komentarz (3) | Pewien gość gdzieś kiedyś coś, zwykła mawiać "zaraz Ci zrobię Jedwabne" dzisiaj sobie przypomniałem. Stare drzazgi wciąż są wbite ale już nie kłują. bariery trzeba przełamywać nawet w trudnych sytuacjach, bo to nas odróżnia od lwów, tygrysów i małp, że potrafimy się nie zabić i żyć w związku długie lata. tak sobie to tłumacz.
zmęczyłem się weekendem , jak cholera. nerwy na barkach niosły zbyt wiele nawet w tych górach.
Mam dobre intencje. Wsiąść do pociągu bylejakiego i pojechac na szlak na cały dzień, choć nie uda się. Oddychać.
Czasem patrzę za siebie i sądzę, że powinno być w przeszłości inaczej. pewnych rzeczy już nie zmienię. Za bardzo polazłem w jedną czy drugą stronę i pozostaje powiedzieć, gdybym wiedział to co wiem. Oczywiście nie tyczy się to powstającej rodzinki.
Z resztą nic nie jest jasno określone, co więcej nic nie jest wyjaśnione jako lepsze lub gorsze. W momencie kiedy faktycznie życie nie ma sensu pozostaje stwierdzić, że żal albo zawód, albo tym podobne są odczuciem jak zimno, ciepło, miło, wydupiaj.
Biegniemy za króliczkiem, który wygląda jak my i zachowuje się jak my , tylko nagle się nie zastanowisz i się okazuje, że teraźniejszy TY wali gafę nie podobną do króliczka. Żyje inaczej niż króliczek i bynajmniej nie mówimy o króliczkach Playboya. Ja Cię proszę.
| 12:17 / 05.06.2009 link komentarz (1) | Gdzieś trzeszczy, mieści się w głowie!
Flesz z treści, złowieszczy z barłogiem.
Podpowiedz, opowiedz, odpowiedz, powiedz.
Co tak siedzisz? nie to Ci jest przeznaczone.
Półsłowka, półzdania, do uzupełnienia.
Jak mrówka do tkania, nowego znaczenia.
Korci, przeszkadza, spokoju nie daje.
na chwila spokój, potem znowu rozkaże.
Czuj Czuj Czuwaj | 08:34 / 02.06.2009 link komentarz (1) | spać, coś niech się porządnego przyśni. Czytam portale, sport i tyle, a tam buru buru szerem szerem. dupa dupa cycki cycki. Fertich rurke na RTL i SAT 1 bo Niemcy lubią świństewka. A sprawdź prawdę o laleczce.
A co a co.
a tutaj się dziołcha fotografuje,
a tutaj opisujo restauracyje
i polityko polityko polityko!
Sensacyjo!
można się podpisać bez pióra idzie nowość
idom wybory. POLITYKO ? bendziesz mnie pan straszoł?
klick klik i bynajmniej nie kotku.
nuda.
Anatolij, baba, baba, kobita, cele cele
skandale sensacje.
A dzisiaj se siadom, se myśle mam robota.
kej nedy zaś ogarne parę spraw,
a tyle do zrobienia,
a chce się wybrać na urlop blisko blisko
odpocząć żebyśta nie dzwonili i nic nie chcieli.
Dejcie pokój. bo tak ogólnie to luz luz straszna (że mocna i pozytywna) trzeźwość umysłu.
w sumie to dobrze. Ale jak zerkniesz w tło to dziwnie.
Wczoraj się myśloł już że z blokami siem pogodził,
że to barochło jest w końcu nasze,
ale jak pomyślał co i jak i zastanowił się
to wraca prawda i ogólny wygląd i barochło , polityko, genetyko.
a jak będzie dobrze, to odmieńcem będziesz , a nikogo nie interesuje twoje odmiennooo bo poolityko, genetykoo, sensacjooo.
| 10:43 / 01.06.2009 link komentarz (1) | "Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma..." zwykł mawiać Dariusz Szpakowski po zakończeniu kolejnych przegranych eliminacji do Mistrzostw Świata i Mistrzostw Europy w latach 90-tych. Kibicowałem Włochom i Holendrom, pierwszym bo mieli świtne koszulki w kolorze błękitnym, a drugim ze względu na Van Bastena.Pamiętam go jedynie trochę z Italy 90 i z Euro 92 jak przegrał pojedynek z Schmeichelem i było smutno, ale na opinii Holendrzy byli spoko nawet w 98. Polacy przegrywali, nie awansowali, bo po prostu byli za słabi. Z tym, że dla kogo za słabi? Grupa do mundialu 94 to Holandia, Anglia i Norwegia u szczytu formy. Tutaj nawet Benhakeer i Hiddink by nie pomogli. W odwodzie Jacek Ziober, Romek Kosecki i Jan Furtok, który piłkarzem był nie zwykłym bo miał jedną wspólną cechę z Maradonną (Którą?). Potem trafialiśmy na Rumunów, Włochów, Francuzów, Anglię, Anglię, Anglię....Nie dziwne , że Engel wprowadził naszych do finałów jeżeli dostał Norwegię niższych lotów i Ukrainę.
Wtedy też trwało we mnie przekonanie, że nigdy chyba nie zobaczę Polaków na mistrzostwach Świata czy Europy, a wraz z nim, że żyję w nudnym kraju i nudnych czasach.
Patrz Pan, a przyszły takie jaja, że szkoda gadać. Myślę, że bardziej efektownie będzie jak je wypunktuję:
- Polacy na MŚ w 2002
- Jurek Dudek czynnie wygrywa Ligę Mistrzów z Liverpoolem
- Polacy na MŚ w 2006
- Polacy na ME w 2008
- Euro 2012 dla Polski
i uwaga Górnik Zabrze spada z Ekstraklasy w 2009.
Zyję w ciekawych czasach jednak co ma wadę i zaletę. Zaleta to taka, że jest dużo ciekawiej niż w latach 90-tych i dużo ciekawiej niż zakładałem. Wada jest taka, że znając nasz kraj przyjdą znowu lata posuchy i wiedząc jak to jest w dobrych czasach, będę odczuwał większy ból jak przyjdą gorsze.
A tymczasem, byłem w Irlandii, pracuję w "prawie" bankrucie, mój brat jest hazardzistą z Anglii (zarobionym) jedzie na wódkę do Opola ma wrócić o 12 wraca o 16. Była muzyka , płyta, koncerty, przygody, z miasta do miasta, hokej, ucieczki w Gnieźnie, Środa wlkp., Zaniemyśl.
I dalej będzie ciekawie. Wiem to. | 08:45 / 28.05.2009 link komentarz (1) | Miałem napisac to wczoraj ale piszę dziś.
"Steve, lubisz frytki"? Usłyszałem to wczoraj pod prysznicem i był to początek fantastycznego programu , który uruchomił się automatycznie po włączeniu telewizora. Telezakupy, była tak fantastyczny, że w mig go zmieniła, bo ja byłem przecież pod prysznicem, a normalnie leci kawa czy herbata gdzie ostatnio nawet jeden zespół zagrał numer na żywo. Normalnie grają tam gitarzyści bez kabli przy gitarze więc wow.
Jacek, głupku po co dałeś się wkręcić w te żarty. Teraz jest już chyba spokój, ale wściekły byłem. Okej, okej zrobiłem to dla popisówy bo to mi wychodzi i dajcie mi brawa. Nauczka numer 83333 i tyle.
Kupiłem sprzętu i dopadłu mnie znowu dolegliwości oskrzelowe lekko więc na razie mało zarejestrowałem ale jest progres. Niestety ostatnio czasu brak brak brak. Nie ma z kim jechać na Atmosphere do Berlina i poza tym nigdzie bliżej ich nie ma. Więć bleee
| 10:16 / 11.05.2009 link komentarz (4) | niby nie ma załamka, ale... co tam , jedynch martią jakieś tam problemy ze szkołą, z pracą, z dziećmi, z tym czy tamtym, a ja mam problem z tymi cholernymi meczami. bo jest stres i spięcie, kiedy leci do mnie ta piłka. najgorsze jest to, że już się grono przyzwyczaiło, że jak ktoś nie trafia to ja. w sensie , ze jak inni spartolą to powiedzmy jest ciszej, a mi się obrywa. nie cierpie tego bo to tylko pogłębia kryzys. a teraz nie prędko będzie możliwość, żeby się odegrać i udowodnić swoje. a tak bardzo mi zależy. najlepszy byłby psycholog sportowy, ale na pewno jest drogi poza tym, rany, może nie przesadzajmy? fakt faktem, spadło mi morale, znowu ma mi co się śnic po nocach, znowu mam o czym rozmyślać przed snem i w wolnych chwilach. charakter prawie jak żurawski co się w reprezentacji spinał, ja nie mam reprezentacji, mam treningi i mecze, więc na treningach jest ok, a na meczach dramat. no to nara | 08:45 / 07.05.2009 link komentarz (1) | Milczenie przerwać czas. Z wycieczki do Indonezji na razie nic nie wyjdzie. Szkoda, ale to jedyna zła informacja. Dobre są takie, że zostanę Tatą i tym się cholernie cieszę!!!:) Całkowita zmiana myślenia:) | 13:34 / 29.04.2009 link komentarz (4) | biorę życie jakim jest i potrafię się tym cieszyć. zostawcie w spokoju hannę lis, pali-koty, gasi-psy, tuskim pluski i tych co potrafią coś tam coś tam. odetnijmy się od tego. przecież jak już nie będę miał na spłatę raty to przecież mnie nie zabiją, a życie się liczy nie? kuuurcze spoko, to że chyba wycieczki nie będzie to jedyny kłopot. ale wszystko się dopiero potwierdzi. cisza. życie. dystans | 09:44 / 28.04.2009 link komentarz (0) | wystarczy trochę stresu, obawa przed ujawnieniem "ja"
potem gdy powiedział mi, że mój pomysł już zna
i spada moja chęć i wiara w cokolwiek co się da.
jest dzisiaj, wargi lgną do siebie
jest ponuro, pomimo tego światła na niebie
jest nieźle, ale chcę znaleźć nową ziemię?
odciąć się, bo bywało lepiej kiedy
budowałem nowy świat odcinając się od biedy
a było blisko bym więcej tam przeżył
ten dylemat to ciężar chwil tej tożsamych
i powrót do przeszłości zamknięcie nowej bramy
nie wiem czy to uśmiechy czy też rany.
kocham samotność bo nie muszę o innych myśleć
wychodzę do ludzi spadam jak zwiędłe liście
myśli przed wypowiedzeniem szybko niszczę
mogę wypić tą kawę zejść jeszcze niżej
już nie jestem zły na dzisiaj już go nienawidzę
wczoraj mnie budowało czym dzisiaj się brzydzę
Kiedy Idę Częstować Zarozumialców
Myślą Niepasującą Ich Egoizmowi
To Wrzucam Obraz Realny Za zasłonY.
maski, oklaski, scena, świat, aktorstwo,
śmichy, chichy, hałas, błyski, łoskot.
szara i brudna już nie atrakcyjna POLSKO,
jak bardzo chciałbym Ci miłość wykrzyczeć
ale patrzę na Ciebie i wady wciąż liczę
patriota - to notes czy słowniczek?
bełkot, więzienny bełkot pod czaszką
a chciałbym recytować krwią kaszląc
taki dzień, taka chwila, tak mnie naszło. | 12:10 / 24.04.2009 link komentarz (3) | zawiecha total. filozofowanie na maxa, czasem boli czasem nie czasem sam nie wiem. zaduma zaduma. co rusz przemyka mi przed oczami nius za niusem, jakieś pierdoły, które uświadamiają mi że żyję albo A) w dziwnych czasach, albo B) na dziwnej planecie. no bo kogo obchodzą kolejne programy seriale o tańcu? gadanie o gwaizdach srazdach pierdołach. jeszcze jakiś czas temu zrobili z lady sra sra yntelektualiskę i poetkę. to ja już wolę "kylie give me just a chance lets go out and dance" a jak już w tym temacie jesteśmy to jak to jest (może już kiedyś pytałem) , że jak zapytasz 50 przypadkowych przechodniów "czy lubisz disco polo?" to cię wyśmieją. natomiast jak wyjdzie 4 chopców z rumunii i zapyta "do you like disco music?" to 100 tysięcy gardeł wrzeszczy "yeeeeeaaaah"? jak to jak to o ooo o?
już prędzej uwierzę że werter , werters original był cukierkiem.
bez sensu. | 07:54 / 22.04.2009 link komentarz (2) | znowu nie przepadam za ludźmi w całości choć różnorodnie. Wyautowane jak.......rap to hobby na boku.
stara prawda, że trzeba otaczać się tymi, którzy Cię szanują (nie znaczy chwalą i schlebiają - o nie!), ale to nie jest takie łatwe do zrealizowania.
dajcie wiecej czasu na zapiski, potrzebuję. | 14:45 / 16.04.2009 link komentarz (2) | sram na to i szczam na to też bo podobnie brzmi.
nie ma miejsca na numer nasz. Nie mam dziś nastroju.
ogólnie to ostry żal mnie przez to wszystko złapał, poczawszy od niewywołania gościa na scenę poprzez niedopchanie się do mikrofonu i ogólną frustrację.
nie ma. nie ma. ale nie ma też szczerej prawdy.
wisi mi to w sumie.
ogólnie to wszystko nie zadowoli hiphopowcow z naszego pięknego kraju, tak tak.
Nie mam tego czego potrzebują, mieć nie będę.
emanuję pięknym żalem ! na fali jest ten numer zagubiony/rozżalony/zły/pomiędzy biurem a koncertem na squacie.
nie jestem punkiem, nie byłem, nie będę.
piszę o sobie i o ludziach. jest jak jest, nie podpinajcie tego.
po co mi książki buntowników z dupy?
kolejna zmiana mentalna.
rzygaj tym. piekny zwrot. | 10:55 / 14.04.2009 link komentarz (5) | Były święta, miłe przyjemne, jestem zadowolony i dumny z nasz, jak przygotowaliśmy pierwszy dzień świąt i tyle! Bo ostatnio refleksje jadą w innym kierunku.
Przypominają się lepsze momenty zminionych czasów rapowskich. Przypomniał mi się dzisiaj sponsor nasz, z którym długo związani nie byliśmy, ale pod względem całej otoczki było ogólnie fajnie i miło wspominam ten czas. Automatycznie przejrzałem kolekcje i wysłałem zaproszenie na myspace. O tyle. I ciekawe jak się ma ten pseudo-sponsor, który najpierw wogóle nie jarzył nas potem dostał free of charge reklamę z naszą płytą, potem dalej nas nie kojarzył, a potem jak powiedzieliśmy swoje w wywiadzie to dzwonił z pretensjami i źle zrozumiał moje "przepraszam" , które było ironią a nie przeprosinami, bo takowe im się nie należały. Groził zatrzymaniem wydania gazety, wycięciem treści, a na koniec powiedział, że żadna firma z owego miasta już nas nie będzie chciała sponsorować. Ale wtedy byliśmy już zgadani z B3 (macie reklame po znajomości:) i tyle. Gazeta się ukazała: "Lepiej byc wolnym zamiast butnować się z przymusu" - Ciekawe kto zajarzył całą sytuację? zważywszy na słuchalność naszych nagrań - nikt:)
Wracamy do rozkmin i do tworzenia. Czekam na ogranięcie studia Havana w nowej lokalizacji, niecierpliwię się bo jestem w gorącej wodzie kąpany, jak i moje kawałki, które stygną i stygną. Koncepcja trwa.
Pomyślałem, że fajnie było by nawiązać współpracę z którymś z tych wydawnictw powstałych na gruzach polskiej sceny, jak np. to sie wytnie, czy qulturap (cóż Blendowskie korzenie mogą być wadą, albo zaletą, ale nie mam urazy już i też miło wspominam klimat). Bo ogólnie zależy jak zawieje, myślę , że czasem dobrze było by poszukać wydawcy (taaa tylko kto by chciał to wydać, to prawie jak debiut...) a czasami mówię, mam to gdzieś nikomu nic nie powiem przed premierą jakiejś zapowiedzi. Ok, Ok raz tak raz inaczej. Byle do przodu nie?
To były lepsze czasy, ale psuły się, potem byłem za granicą, wiele mi uciekło, zmieniło się. Zapomniałem, że po przyjeździe tylko czytałem z internetu o wydarzeniach, w których mógłbym brać udział...jak i teraz, tylko dzisiaj jakoś odżyły nadzieje, a prawda jest taka, że każdy sobie rzepkę skrobie, zmieniają się tylko Bogowie (notatka od siebie...).
Pozdrowienia dla byłego sponsora i gratulacje, że utrzymał się na powierzchni po dziś dzień, kiedy inni zeszli do podziemii i muszą zostawiac swoje kawałki w szufladzie.
"poruszyć emocje, nie rzucić nadzieji,
i wtedy nareszcie będziemy spełnieni..." ! ! ! ! ! | 09:45 / 08.04.2009 link komentarz (0) | Tak sobie myślę i...
Jakaś oryginalność jest ciekawa. Oczywiście wszyscy zawsze bazujemy na pewnych źródłach, bo wyuczyliśmy się pewnych standardów itp. Jednak, czy nie możemy sobie pomysleć nad czymś ciekawszym czasem i zrobić coś oryginalnie. No bo właśnie przegladając jakieś aukcje widzę płytę EWR i jako tzw. "TAG" umieszczono Promoe i Lilu. Włączysz kawałek z Promoe i właśnie owy gość nawija: "looptroop rockers, east west rockers.." widać, że jest sporo "rockers" na świecie i brzmi to śmiesznie. nie mogło by być po prostu looptroop jak kiedyś? albo Est west "coś tam innego"? tak samo jak soundsystemy tak samo jak crew, skład i tak dalej. Po prostu możemy pokombinować bardziej w życiu i twórczości nie? Oczywiście dajmy na luz to skromna refleksja a nie krytyka, wszyscy mamy tego typu wtórne działania, ale spoko, weź sobie to pod auto-dyskusję i może coś z tego będzie jak będziesz chciał/chciała założyć kolejny zespół o nazwie WPCT albo ESJ albo Gitara Rockers, Wertyu Crew albo czort wi.
Przemyslenia poranne | 09:02 / 06.04.2009 link komentarz (3) | Źlem zrobił, żem się zgodził na sobotnią piłkę z bratem. To że piłka, że z bratem - jak najbardziej ok, ale na niedzielnym meczu czułem zmęczenie, którego powinienem uniknąć. Poza tym los ma mnie trochę w dupie a raczej gra mi na nosie, bo dał mi trafić dwie bramki w owym miedzielnym meczu, co mi się nie czesto zdarza, ale co z tego jeżeli przegraliśmy sromotnie i te bramy nic nie dały? Tak samo jak ta jedna w Skierniewicach....
Czekam na umowę, jak dostanę to uwierzę:) | 14:10 / 27.03.2009 link komentarz (1) | Po wczorajszym treningu na powietrzu i przebieraniu na dworze dorwał mnie katar, a za 2 godziny nagrywka jak nic. Mam nadzieję, że pech mnie opuści i mój głos nie będzie jakoś zmieniony.
Męczą mnie te wahania, niejasności, mam takie poczucie niepewności przykre, męczące i przeszkadzające. Po tych wszystkich przemyśleniach i opcjach ja już sam nie wiem i nawet sam nie chce myśleć co będzie jeżeli......Tajwany Australie Nowe Zelandie Polski Angielski Norweski Irlandczycy Kryzys Sryzys i jego brat ozyrys. Ozyrys umarł, kryzys żyje....
Zmęczenie też doskwiera, bo te nawrotno powrotne z kijem i piłką kosztowały mnie trochę, na początku sztywne mięśnie grzbietu, a teraz katar i zakwasy. Na moje szczęście sobota ma być w domu, jeżeli nawet z robotą (malowanie wciąż przekładane jednej ściany) to będzie lepiej niż poza domem.
Niedziela też raczej spoko.
Cóż więc największym moim problemem ostatnio jest zdrowie i trochę brak czasu. Wczorajszy napad kaszlu , który przerwał moje drzemanie wieczorne przed tv ( bo mam gdzieś House`a i nie lubie sarkastycznych doktoro-supermanów) mnie mocno zaskoczył, ale dzisiaj już jest ok. Ale za to jest katar. eh "umocnij się albo giń", "słaba kość musi pęknąć" "co ma być to będzie" i najpiękniejsze: " jak im się nasza kuchnia nie podoba to niech se sami gotują!"
Nara
| 13:48 / 25.03.2009 link komentarz (0) | miewam zawieszki jak z melrose place, a raczej rozkminki i dnia "outsidera" coś jak antonim drzwi otwarych w TVP. Coś jak pochyl głowę, jak ja nie rozmawiajmy myślmy, albo po prostu daj mi ten cholerny powód do radości, ktokolwiek. Szlugi, gnoje, przekleństwa, zdecydowanie wzmacniają emocjonalność utworów. Piękne słowa. "miewałem lepsze dni..." cały czas mam to w głowie. Zapytaj mnie "jak się masz?" ja Ci odpowiem jak powyżej, a Ty się tylko usmiechnij wiedząc, że ja po prostu chcę wypowiadać to zdanie. A poza tym wymyśliłem na jakiś nowy, kawałek nie-solowy:
"nie było mi dane by urodzić się w raju,
nie znam zejścia do piekła bo nie byłem na haju"
I cały sens i pozytyw bycia zapomnianym jest w tym, że jak to gdzieś na ścieżkę wrzucę to jak ktoś to przeczyta nim usłyszy to garstka, więc sobie mogę tak pisać.AJT?
pieprzyć szlugi - kolejne mocne połączenie. A pamiętacie "szare dni" z "nastukafszy"? Tede walnął taką zwrotkę z nasileniem emocjonalnym, że masz ochotę iść gdziekolwiek i zmienić wszystko. I jeszcze to przejście przy FSO tysiąc - PIĘĆSET. Tak, wtedy to wszystko ma sens. bo co z tego, że pojadę poczwórne rymy skoro nikogo to nie ruszy? AJT?
ogólnie życie nie ma sensu, świat nie ma sensu - za moim bratem pisząc.AJT? I to nie jest wcale zabarwienie negatywne tym razem. HALO! Nie ma sensu, więc żyj po prostu! daj sobie radość, pomyśl, co chcesz zrobic a się bezsensownie hamujesz. jezeli zwolnienia hamulców nie sprawi nikomu przykrości ani krzywdy i nie zaszkodzi tobie to po prostu zrób to! AJT?
nie przyjemnie jest doznawać porażek, ale jak już się takowa natrafia to przezyj, ten krótki moment gorąca na całym ciele i cóż, rusz dalej. w kolejna bezsensowną drogę. SENS w rozumieniu wielkiej misji, ukrytego przesłania, zbioru założonych efektów poczynań. to że coś jest przyjemne, ciekawe, facynujące, nie znaczy, (dla mnie) że ma sens! AJT?
Tak jak i to co piszę - po prostu chciało mi się to zaznaczyć i gdzieś zapisać. widzicie w tym sens? i jeszcze to puste jak wnętrze piłki do tenisa AJT?
AJT? | 10:01 / 24.03.2009 link komentarz (0) | Cóż, łączenie tych wszystkich czynności w jedno nie jest łatwe. Praca, musi być bo opłaty nas zżerają, nie to za duże słowo. Lepiej i bliżej prawdy będzie - bo mamy opłaty miesięczne do uiszczenia i trzeba jeść...
Reszta to szczyt piramidy, który w tym wypadku oznacza muzykalstwo i hokejarstwo.
Piszę bo wczoraj wiele w domu po pracy nie byłem i trzeba było załatwiać mniejsze sprawy i zagrać próbę. Dobrą próbę (hasło: Fryderyk SeanPean). I zaraz po powrocie jeszcze upomnieć się o aranż bo czas mija a numer trzeba nagrać.
nie wiem, dalej trochę obawiam się głębszych refleksji, typu "a może lepiej było by w jakiejś hali produkcyjnej?" typu "morze, koniec świata, wszystko od nowa". Po prostu niespokojna dusza w różne strony rwie - ah jak pieknie to zabrzmiało!
Przede wszystkim dajcie mi tą płytę w tym roku lub na początku nastepnego, dajcie tę ceremonię i podróż, status quo w pozostałych sprawach i...nie będę domagał się więcej. Bo jak mój kolega Litwin mówił o pracy na emigracji: "My tutaj pracujemy na to, żeby później w Litwie zarabiac tylko na to co do brzucha":) I fakt ! Dla kogoś celem jest Samochód z salonu, dla innego kolejne cyfry na koncie, dla innych szklanka wody, dla nastepnych 3 jointy, ktoś inny chce przede wszystkim miłości, bo akurat jej brak, a ja po prostu chcę tych 12-14 pozycji w na nośniku, zaklepanej miłości i podróży życia. Jak się nie uda to prywatna wojna. bo przecież co mnie to, że inni mogą mieć gorzej? współczuję, ale nie dopasuję się. Powodzenia więc wszystkim na linii frontu. | 09:38 / 23.03.2009 link komentarz (0) | Rany taka straszliwa pogoda! jeżeli nawet ja na nią narzekam to już coś w tym musi być.
Wracam do pracy po weekendzie i wciąż czuję się na wpół ślepy. Najgorsza jest obawa, że w końcu ktoś, coś , kiedyś mi wytknie nie zważając na ową ślepotę tak? Nic tam, to tylko praca! Najwyżej zrobię C i będę jeździł na Dżemsie w jakiejś Sokołowskiej Bazie i miłość tym, którzy to dobrze odczytali.
Wczora, z wieczora, wpadły do zeszytu zwrociny, całkiem niespodziewanie. Jak siądę i pomyślę, to potrafię. Trochę mi szkoda, że nie udało mi się bo i nie za bardzo miałem jak pomóc dzieciakom z domu dziecka w zoorganizowaniu studia, ale sam mam z tym problemy. Wyjazdy, abstynencja, kontakty pouciekały jak ptaki na zimę.
Ale i tak jestem gościem dyskutującym ze sobą non stop w głowie na temat powstającego projektu i katującym ta samą playlistę w winampie. Jednocześnie walczę z tym, że widząc jak nie jestem w temacie czasem i w klimacie jeżeli chodzi o ten cały teatrzyk to raz się martwię i potem uzmysławiam sobie, że to jednak dobrze, bo jestem wolny od schematów, a bycie w tym nie jest koniecznością. Jeżeli tylko jest ktoś kto Cię wesprze jak mnie obecnie stary znajomy, który odwoził nas po koncercie w 2001 roku na Dworzec w tym mieście na północy.
Pojawia się też kolejna walka. Myśli, że coś z tego będzie kontra, myśli, że będzie jak zawsze. Nie wiem jak to rozumieć, ale jedyne co pozostaje to robić swoje.
Podróżuję palcem po mapie i myślę czy tym razem się uda. Znaczy czekaj, powtórzę uda się, to wtedy na serio tak może być!
Wracam do treningów, prób i nagrywek , jak tylo będzie gdzie, jak.
Ambitne założenia na 2009, nie gadam, siadam i działam.
Ale proszę zero żartów, że wahania, że coś tam tylko udowodnij, że jednak ok.
| 10:52 / 20.03.2009 link komentarz (0) | bywały lepsze dni....chodzi mi to po głowie non stop jako samopoczucie i jako początek nowego kawałka do stworzenia. Tylko co dalej? Nie nie nie , wena jest tylko hmm po prostu co dalej?
Nie wiem z jakiego powdou ale faktycznie trochę nastrój nie dopisuje. Nie wiem, czy to sen czy szarość za oknem czy diabli wiedzą co. Lekka demotywacja też jest ale zwalczam ją skutecznie chyba, bo wczoraj siedziałem skutecznie nad zwrocinką i się opłaciło.
Ogólnie żyję marzeniami jak zawsze, mniej i bardziej możliwymi do zrealizowania. Nie jest źle.
W końcu weekend idzie. | 07:55 / 19.03.2009 link komentarz (0) | Po mału dobrzeje znaczy już przechodzi na szczęście kaszel i tyle. Służba zdrowia mnie trochę zawiodła ale ...chyba pomogła.
Grzebiąc w zwrotkach i myśląc o kawałkach jest ok.
W marcu jak w garncu.
No i zdarza się, że nie lubie wszystkiego i wszystkich ale potem jakoś przechodzi...cóż tak czasem bywa, czepiam sie wtedy wszystkiego ale najlepiej jak się ugryzę w język.
dziwny wpis
:) | 08:19 / 11.03.2009 link komentarz (3) | Z powodu postępującego przeziębienia czy czort wie czego, robię sobie wolne od zajęć poza zawodowych do sobotniego koncertu. Codziennie myslę tylko o tym, żeby już się położyć w łóżku.
Co najwyżej coś popiszę w zeszycie:) | 08:51 / 05.03.2009 link komentarz (1) | Głowa za często mnie boli, a pojawiły się przesłanki, że mogę być uczulony na jakieś składniki tabletek na ból głowy, których nigdy nie brałem, a ostatnie 3 razy wziąłem i bądź tu mądry. Wczoraj jeszcze doszedł ból zębów , standardowo, ale ok. Sprawiło to jednak, że na próbie byłem już bez siły i ogólnie jeszcze lekko gardło zmęczyłem, szczególnie, że przed wyjściem próbowałem nową zwrotkę i nie szło, więc powtarzałem i ogólnie o 22 45 byłem już padnięty. Muszę zluzować bo jestem w gorącej wodzie kąpany. A w jakim temacie? Nic pewnego nie zapeszaj, bo dostałeś solidną porcję klimatycznych instrumentali, pod które ma powstać płyta! Napisałbym, najwazniejsza, najmocniejsza, ale mam już dosyć zawodów, żeby oszczędzić sobie tego typu haseł, tylko siadam, myślę i pracuję...a co ma być to będzie. | 09:43 / 27.02.2009 link komentarz (6) | Boli głowa, nie ma lekko i to znowu w wydaniu z muleniem w żołądku i cholera wie czym jeszcze. Mój los jest nieznany, tutaj wiem wiem wiem.
Cały tydzień czuję się jakbym pracował po 12 godzin, chociaż po pracy czas ukradły mi w końcu w większości przyjemności. Ale jakoś czuję się zmęczony, lekkimi awariami w domu i w sumie sam nie wiem czy słusznie.
Ostatnio sytuacja znowu zmusiła mnie do rozmyślania o osiedleniu na końcu świata, porankach nad morzem, kawie na mieście z rozmyślaniem, spokojnej pracy, ciekawych zakupach i takim życiu prawie, że z dnia na dzień, albo nie, oszczędzaniu na jakieś podróże (choć nigdy ich zapaleńcem nie byłem).
Oglądam te "rajskie" miejsca i myślę o żywocie "artysty" z nad morza albo jeziora, ciszy. O jak wtedy w Belgooly, kiedy głównie opiekowałem się domem, grałem w FM 2006 rysowałem na hamaku i myślałem o tym i owym, a potem jechaliśmy do Nohoval Cove i z pagórków patrzyliśmy an ocean, rzucaliśmy (nie naszemu) psu butelki do wody na aport. A w nocy był jakiś hałas ktoś nie zakręcił wody chciałem sprawdzić co i jak i stanąłem twarzą w twarz z krową:)
A potem sielanka się skończyła i zaczęły się szaro-polskie kłopoty. Nie mniej tyle razy wracałem do marzeń o cichym zakątku i wracam do dziś. tylko kłopot w tym , że nie dawno zaplanowałem uspokojenie i osiedlenie w korporacji i teraz znowu czuję rozstrój, bo z jednej strony chce osiąść, ale z drugiej myśląc o kryzysie sryzysie i zapowiadanych redukacjach i pierdołach, muszę brać pod uwagę siebie i czuję, że w najgorszym wypadku nie będzie mi się chciało już przechodzić przez polskie nowo-pracostwo i syf i wybiorę opcję artystyczno-filozoficzną, ale szlag by to trafił to się wydaje tak cholernie trudne.
Napijmy się kawie na mieście, a potem porozmawiajmy nad morzem. Niezaleznie kim jesteś. | 14:10 / 23.02.2009 link komentarz (3) | sam sie wkopałem w dół znowu. Wszystko przez tą cholerną muzykę.
Zacząłem szperać po sieci z zamiarem sprawdzenia cen sprzętu (choć i tak jak na razie oszczędzamy) i doszedłem do wniosków:
- nie stać mnie na te rzeczy
- nie potrafię ich obsługiwać (do nauczenia OK)
- słabiutko znam się na tej całej technice, kablach, kartach dźwiękowych, efektach itd.
- nie mam sampli i nie mam płyt winylowych (chyba że u rodziców zostały...to jest szansa)
- nie mam bitów
- nie mam bitów
- nie mam bitów
- nie mam bitów
- nie mam bitów
- nie mam bitów
- Poza kilkoma pozbieranymi od ludzi, ale to nie TO!
co i znowu mam napisac maila do dojczland , tego "ostatniego" na który i tak nikt nie odpowie?
| 13:46 / 17.02.2009 link komentarz (1) | Jakoś tak się stało, że Smith i przypadkowi symes i parsons, na stołówce poruszyli znowu temat emigracji za granicę. Praca na zmywaku za dobre pieniądze, a praca w biurze bez doświadczenia w Polsce za 1500 zł. Co jest lepsze, bardziej prespektywiczne. NIe wiem dlaczego powiedziałem, że za granicę nie wróciłbym do byle - jakiej pracy. Przecież, gdyby miało być sympatycznie i spokojnie, to niewiadomo, tylko czy tak może wogóle być? Dodatkowo, może biuro było by jeszcze lepsze za granicą? Nigdzie nie wyjeżdżam jeżeli mnie nie zwolnią oczywiście, ale to na temat rozważań ze stołówki.
Poza tym kolejny wniosek to, że wyjazd mój, nasz to temat rzeka i jeżeli miałbym czas napisałbym na ten temat książkę cjoćby nawet tylko dla siebie samego. Nawet kiedyś w głowie układałem plan, ale suma sumarum nie zacząłem nawet bo nie było by wtedy szans na inne aktywności twórcze.
A apropos aktywności twórczych, wczoraj graliśmy pierwszą próbę mikstury Kubańskie Pomarańcze + Koligacja Gie Ka i wyszlo nieźle, dobrze, ciekawie. Po próbie zastanawiałem się sporo nad tym wszystkim , czy mam czas, czy jestem zadowolony, ale doszedłem do wniosku, że que sera sera (zapewne jest tu jakiś wielbłąd w pisowni), "niech się dzieje wola nieba", a "John Lennon said LET IT BE". A mój brat słusznie wspomina , że świat nie ma sensu, więc nie marnuję czasu na doszukiwanie się zbędnych mechanizmów, nie martwię się na zapas (no w większości przypadków) i napisałem w pracy tekst. Jakbym się zastanawiał co to będzie to nie napisałbym go zapewnie.
Poza tym po odkryciu tego bezsensu i odpuszczeniu jedynej prawdy, dostrajaniu ludzi, dbałości o pozorne relacje, czuję się szczęśliwszy i bardziej wolny, ale sam sobie powiedz jak można korzystać z wolności... | 14:54 / 15.02.2009 link komentarz (3) | Opłacało się wyjść z domu, odśnieżyć samochód i pojechać do Gliwic Na koncert Lilu i Reno. Zdecydowanie.
Po piatkowym koncercie z punkami miałem lekko zryte gardło i cieszyłem się, że idąc na Lilu gardła nie zjadę, a tu....
Na wejściu czekały trzy kobiety + Majkel. Zacząłem krótką pogawędkę z Moniką (w końcu pracujemy w tym samym miejscu), potem Lilu przyodziana w futro, to ja tradycyjnie kawał o ekologach i tak dalej, posiedzielim pogadalim , a obok siedziała Emilia, dzielna wieczoru tego bardzo bo miała wspierać na scenie Lilu i uczyła się tekstów :) (większość znała, ale nawijka na scenie z kartki i tak była mistrzowska:)
Zostawiłem kurtałke i ruszyłem w sale, nie na długo bo po gadce z NKS`em wdałem się w kolejną długą gadkę z nowo poznanym bitmejkerem. Masakra nawijamy nawijamy. Potem zasiadłem na ławie, przywitałem Reno i po wymianie słów znowu gdzieś ruszyłem, znowu jakieś gadki, pojawił się odświętny Esko, Szadka i UWAGA - rozpoznałem w meksykańskich kostiumach Czarnego OLKA! (nieważne dla nie wtajemniczonych:)
Zaczął się koncert Reno i jechaliśmy razem z nim te linijki z osiedla gdzie tylko bloki i klatki. Było dobrze, jak sie okazało sam autor był zadowolony z nas - fanów hehe. Oczywiście Mistrz - Supersztuka pod "sie żyje!"
Przed koncertem Lilu nabyłem Sprite i stanąłem w towarzystwie olbrzymów, i Gosi siostry Juranda. Chłopaki zdradzili, ze chcą speszyć Emilię więc nie widziałem przeszkód, żeby się nie dołączyć.
Podsumowanie: "Zostaw wiadomość po sygnale...PEDALE!"
Ogólnie dziewczyny dały radę była kupa śmiechu i dziwnych tańców bo I Ja i Szadka byliśmy w dobrych humorach> pojawił się jeszcze Dino i znowu stałem obok wielkoludów.
No i jeszcze na koniec rozbawili mnie jacyś goście prostackim "Dupa cipa dupa cipa taaam" i zakończył się koncert.
Przy barze Reno dostał ode mnie z przeznaczenia 20 groszy, bo znalazłem tą monetę przy barze i normalnie bym jej nie podniósł , ale po konwersacji z Hanką z IV Lo i Ziombel KRU, stwierdziłem, że biorę bo w Azji za to można coś dobrego kupić. A za 10 minut podbija Reno czy mam 20 gr bo do browara brakło a nie chce mu sie wracać....Przypadek?
Ale jak to zawsze zwijać zacząłem się szybko i tym samym zwinąłem też innych , bo Lilu z brygadą zachciała już jechać do domu i tym samym byłem okazją na transport na miejscówkę. Więc gości odwiozłem witając się jeszcze z Mamą Majkela i nara do domu.
Głowa mi rano pękała (zaś przez zadymiony klub zapewne).
2x Ibuprom, posprzatałem, pozmywałem i co? Czekam na Miłość, idę na skoki.
| 14:48 / 14.02.2009 link komentarz (3) | Dziwne czasy nastały. Jednego dnia siedzę w garniturze w sali konferencyjnej wielkiego koncernu i wsłuchuję się w negocjacje na najwyższym poziomie, aby 36 godzin później skakać z punkami na squacie w Gliwicach i nawijac do mikrofonu. Życie. Ważne że jest to możliwe bez pieprzonej obłudy. Tylko trzeba się głębiej zastanowić i nie mieć 15 lat, chyba... W dodatku poznać (właściwie w pierwszej chwili nie poznać) kumpla z podstawówki i hokeja, który stracił na wadze tyle, że wygląda jakby się podzielił na pół! Taka zmiana! Ale gibał do Koligacji dobrze i wielki szac za to i za napisane kiedyś na zdemontowanych w zeszłym roku drzwiach do windy "Wino z siarą naszą wiarą. Pozdrowienia dla Kecaja" Cóż były czasy!
Całe 5 dni delegacji do Dojczlandu czekałem na bity na pakiet , który da mi się "uzewnętrznić" i nic.
Mam to gdzieś , nagrywajcie se sami:P Ja kończę.
Mam samotny weekend bo Miłość jest na wyjeździe i cóż, odpoczywam 5 dni Dojczlandów i wczorajszy koncert. A dzisziaj chyba idę na Lilu bo jest w Gliwicach, ale jak dalej będę miał podejście do rapowania jak powyżej to leje i na to.
Ot i tak oto wyszło.
Czas odetchnąć
(zapewne nie przestane nagrywać, ale csiiii:) | 09:36 / 04.02.2009 link komentarz (2) | Taki proces czy takie życie? Napiszę w skrócie, bo już gorące mysli uciekają.
Po pierwsze:
PRZEZNACZENIE, DOBRE SERCE I OCZYSZCZENIE.
Wziąłem się za cholerne prace domowe czyli Bob Budowniczy to nie ja, ale półki muszą zostać przykręcone! No i zaś się wnerwiłem i zaś dziurawiłem ścianę (ale jak się okazało na następny dzień dałem radę) i wpadłem w szał i nerwy. A że zainteresowanie nie wzbudziłem w domu i ogólnie zaś przegrałem z tematem pracy to pojechałem na przejażdżkę bez telefonu, czyli bez kontaktu. Nie ujechałem zbyt wiele gdy spotkałem przeznaczenie: Na ciemnej nie oświetlonej drodze koło giełdy w Gliwicach jacyś goście pchają auto. Przejechałem obok, ale za moment zawróciłem, żeby pomóc. Niestety nie miałem linki do holowania, a na "pych" już nie chciał odpalić. no nic to wsiadam i jadę dalej, ale... zaświtała mi myśl, o stacji... Podjeżdżam i mówię, że może na stacji będzie linka. I pojechalismy na stację, co prawda na linkę gość wydał 25 zł, ale wróciliśmy na miejsce, hol i po kilku próbach nareszcie odpalił! No to odłączamy linkę a młody, chyba syn kierowcy daje mi dychę, której nie zabrałem! Bo jakbym chciał kasę to bym się w pomocy drogowej zatrudnił tak? Cholera byłem dumny:) I oczyściłem się ze złości! Ale wróciłem dłuższą trasą, bo po 1 - bez sensu wracać tą samą drogą, a po 2 - minęło mało czasu i liczyłem, że ktoś wreszcie zwróci na mnie uwagę. Wracając przebiegła mnie myśl, że mogę zastać obraz kobieta + TV + słonecznik i wtedy bym znowu zwariował. Na moje szczęście i nasze też, reakcja była prawidłowa i wszystko gra.
A tak wogóle, to szmerają w nowej pracy o ciężkiej sytuacji , że oszczędności , to co zwolnią mnie? A przecież już planuję na serio ślub i podróż po ślubną, na własną rękę do indii! Tak dokładnie, to robię, to sprawdzam, ale jak nie przedłużą tej umowy to .... No i nie ma to tamto, martwi, ale przecież, może pokażę, że potrafię...
Nigdy nic nie wiadomo. Jak się wszystko zawali to zostanę pustelnikiem podróżnikiem i tyle. Uśmiechnijmy się, póki czas na to jeszcze...
| 08:15 / 28.01.2009 link komentarz (4) | Cuda się zdarzają, Polacy też mogą mieć czasem o jeden punkt szczęście więcej niż inni! Tak, Brawo Panowie. Kibicuję im szczerze dopiero od poprzednich MŚ ale mocno, bo szczególnie zasługują na wsparcie w kraju, gdzie wolimy się zachwycać (ja też oczywiście) byle zwycięstwem piłkarzy niż sukcesami takich o bohaterów. Więc, 4 wioślarska, szczypiorniści, Majewski, Blanik to dopiero KTOŚ. A ja i tak czekam na wieści, czy nasz napastnik, zagrał choćby 5 minut w meczu? Bida. Więc grajmy dalej, zmieńmy naszą mentalność i walczmy o skuces. Dlaczego bowiem dwa lata temu zdobywaliśmy srebra? Bo nie mamy mentalności zwycięzców, nie wierzymy, zadowalamy się finałem. Czas to zmienić!
| 09:04 / 22.01.2009 link komentarz (7) | Ok, pierwsze prawie dwa tygodnie w nowym miejscu pracy, to odpoczynek psychiczny, bo....czekam na komputery dostępy, numery, pierdoły i ogólnie robię nie wiele. Takie życie, ale inny klimat, inni ludzie, ogarnął mnie od razu ostrożny optymizm, bo takiego czystego nie ostrożnego zbyt prędko znowu nie zastosuję. Wiele więcej nie ma co pisać bo mało się dzieje.
A wczoraj był dzień masakra. Zamiast Dnia Babci Babcia w szpitalu, na szczęście najgorsze się nie potwierdziło i prognozy nie są złe, ale chwila szoku była. Kot strzaskał lustro, komputer się popsuł, a o 23 zorientowałem się że nie ma pieczywa i śniadanie zjem w (nowej) pracy. Makabra.
Aha i dodam jeszcze, bo nie zapisywałem na bieżąco. Dopada mnie ogólne zwątpienie i wnerwienie, kiedy każdy z kolegów od bitów wskazuje mi pozycję w szeregu, mówiąc, "chętnie coś zrobię, ale teraz robię ten projekt i tamten projekt" Jakoś dziwne , że na raz wszyscy robią projekty, płyty, albumy a nic nie widać i nie słychać...Nadzieja w starym poczciwym Dino. Ale jak się miarka przebierze, mam dwa rozwiązania: Podpieprzę jakieś najlepsze instrumentale, albo uruchomię FL i zrobię gówniane minimalistyczne bity na odpieprz bylebym sam mógł tego słuchać. A jak nie, to fuck off , nara, nie nagrywam i tyle. Łaski bez, "jak im się nasza kuchnia nie podoba, niech se sami gotują".
Tyle | 09:00 / 08.01.2009 link komentarz (5) | Ostatnio brak weny a może po prostu ruchu w strone pisania.. cóż.
Ale to nie znaczy że jest źle. Krok po kroku dzień po dniu
z piękną zimą za oknem, czekam do końca tygodnia i do zmiany! Nareszcie!
W sumie to nie licząc pierwszego wyjazdu do Irlandii, gdzie zamieniłem po 2 tygodniach zmywak, na kelnerstwo :) to jest to moja pierwsze płynna zmiana pracy. Ciekawe co? A do emerytury jeszcze 40 lat...:):) Już zaczynam myśleć kategoriami "Jak tam będzie" i czy koncern samochodowy się nie zawali i po chwili zostanę na lodzie? Nie ma się co martwić na zapas nie???
Ale znowu więcej się śmieję jak to na mnie przystało, w domu jestem spokojny i cieszę się tym co mam. Jednak to nie to samo, bo wciąż nie mam stabilizacji przede mną sporo nieznanego, ale może po paru miesiącach, będzie dobrze i spokojnie. Jak kiedyś na chwilę:)
W sumie dopiero jak mój serdeczny kumpel Magic zapytał mnie o postanowienia noworoczne zorientowałem się że takowych nie zrobiłem! Może właśnie przez to, że Nowy ROk to dla mnie zmiana i to mi absorbuje umysł. Oczywiście nie myślę, o tym "jaki wpływ na moją szacowną karierę zawodową będzie miała zmiana" bo nie jestem zwierzęciem biurowym, ale myślę jak będzie wyglądało życie. I to też jest podstawowy mój obecny punkt zaczepienia do filozofii moich.
Jak się tylko to wszystko rozkręcić trzeba wrócić na normalne tory, bo ostatnie miesiące minionego roku to niestety były jakby wyrwane z życiorysu. Po pracy nie miałem już ochoty na nic innego i marnowałem czas. Teraz pora wrócić do tematów, zacząć żyć przez duże Z z kropką na górze. I może niech to będzie moje postanowienie na nowy rok: zacząć ŻYĆ , napisać coś, nagrać coś, załatwić dentystów i inne takie, czyli ogólnie zadbać o siebie i zostawić po sobie ślad - czytajcie jak chcecie.
Napisałem przed momentem "czekajmy na lepsze jutro" ale to było chyba odruchowe... nie czekajmy na lepsze jutro, róbmy swoje dzisiaj. Zapomniałem o bolesnych wnioskach z obecnej jeszcze pracy: NO FUTURE!
(ale humor mam dobry) | 13:51 / 30.12.2008 link komentarz (9) | Ładna zima. Była by cudowna gdyby było dużo więcej śniegu. Dwa poranki po świętach były ciężkie pod względem wstawania, ale obudził mnie budzik! ! ! A nie chwila stresu o godzinie 5:02. Najważniejsze rozmowy wydają się zostawione z tyłu. Liczę dni do końca i myślę, jak to będzie TAM? Będzie trochę stresu, ale w sensie takim, że umowa na 3 miesiące i oby potem kryzys mnie nie zwolnił i oszczędności gromadzone skrupulatnie nie zostały wykorzystane na zasiłek dla bezrobotnego.
Dzisiaj jednak to nie w głowie NAM. Jest ciepło i spokojnie. Kiedy przychodzisz do domu się cieszę i jest mi dobrze. Oddycham.
Święta minęły dobrze, tylko nie było takiego mega relaksu rano, bo kot dawał sygnały. Niemniej nie można tego traktować jako coś złego na tyle, żeby popsuło tą żywą choinkę w dużej donicy, skromnie ozdobioną. Dostałem 4 płyty - w tym jeden 3-pack, zero hip-hopu ale bardzo dobrze mimo to! Trochę kursowałem naszym autem z radiem i można było posłuchać w czasie jazdy, a już nie długo to będzie codzienność, droższa, ale przyjemniejsza. Coś za coś. No i dostałem jeszcze koszulkę reprezentacji Brazylii kupioną w Brazylii, co sprawia, że choć fanem canarinhos nie byłem to cieszy bardzo taka pamiątka. Zawiśnie obok koszulki z Chin reprezentacji Chin (sport to sport , a w Tybecie powinien być pokój - w drodze wyjaśnień). Tylko czemu idiota jak ja nie kupił koszulki Chorwacji w Chorwacji? To znak, że do Chorwacji trzeba wrócić, chociaż szybko to nie przyjdzie chyba.
I muszę wrócić do twórczości jakiejś. Lenistwo jest w tej kwestii nie dobre. Ale zero mobilizatora, zero bitów no i to część mojego spowolnienia twórczego.
| 07:31 / 23.12.2008 link komentarz (5) | Już prawie. Nic tu prawie nie piszę, bo zaraz po rozwiązaniu tematu w pracy, zachorowałem i wena spadła do 0. A teraz jest już prawie, tak o krok. Święta, na które tak czekam zaczną się jutro wieczorem.
Miały być dla mnie chwilą oddechu i na pewno będą, ale chyba większą niż się spodziewałem.
Czekam, czekam, ale też na to, ażeby zakończyć te kilka dni po Nowym Roku i zmienić otoczenie. Każdego dnia przekonuję się, że decyzja była dobra, bo ten chaos na dłuższą metę by mnie zabił. Niemniej obecne gonienie z obowiązkami jeszcze mi zapycha głowę i męczy. Ale już tak blisko! Choinka już stoi kot ją czasem atakuje, najważniejszy prezent kupiony. Jeszcze trochę ogólnych rzeczy do zrobienia i kupienia i możemy zacząć. Nie będę się bardziej rozwodził i wrócę do Was z weną, ale póki co, zrobię swoje i....nastanie tych kilka dni dla NAS.
Wesołych i Zdrowych | 09:38 / 16.12.2008 link komentarz (5) | No i co? Czy ma być mi wszystko jedno? Nie bo w najważniejszej kwestii muszę postawić na swoim. Ale jestem przeziębiony, czuję się fatalnie i w tym oto nastroju czeka mnie TA rozmowa, załatwienie tego co muszę załatwić. Okej, na pierwszy ogień był telefon, teraz już wszystko jasne, ale nie znaczy, że łatwe. Trzeba się uodpornić na wszystkie zeszmacenia nawet, i twardo postawić na swoim. Jacek, nigdy nie byłeś zanadto pewny siebie, nie cierpisz słowa "asertywność" i taki nie jesteś. Jednak ten raz, dzisiaj musisz mieć jaja i być nieugiętym, a zarazem rozsądnym. Tym razem, zmuś się, porzuć strach, obawy, nieśmiałość, użyj mocnych słów kiedy będą potrzebne. W końcu czas na zmiany na lepsze, jeżeli dasz ciała, będziesz nieszczęśliwy! Pora odetchnąć z ulgą pierwszy raz od tych kilku miesięcy, właściwie od wakacji. Piłka jest przy Twojej nodze, obawiasz się brutalnych fauli, ale jeżeli zachowasz zimną krew unikniesz kontuzji i strzelisz bramkę. Jacek, odwagi! | 08:08 / 12.12.2008 link komentarz (4) | Wczorajszy dzień był niczym krok milowy na drodze do zmian. Stało się i chociaż jeszcze czeka mnie kilka zapewne ciężkich przepraw już nie ma odwrotu i już postawiłem sprawę jasno. Cóż, miałem zmienić pracę w normalny sposób, ale wydarzyło się to i tamto i zamiast ją zmienić zostałem kierownikiem w tej oto pracy. Miałem nadzieję, że będzie lepiej, że dam radę poprawić wszystko, ale pewnych rzeczy się nigdy nie zmieni i tyle. W pewnym momencie miarka się przebrała i mając jeszcze furtkę wyboru postanowiłem, że jednak spróbuję zmiany. Wszystko potoczyło się szybko. Jedynie ostatnie dni zdychałem przed oświadczeniem, że "odchodzę". Nie wyszło jakoś specjalnie przyjemnie i zapewne trochę nie miłych rozmów i sytuacji bo ... właśnie dlatego odchodzę, ale finał finałów będę pracował dla wielkiej korporacji, będę systemowcem (ha ha ha).
Wczoraj dokonałem rozmów, złożyłem wypowiedzenie i do tego nie kolidując z obecną pracą przeszedłem pozytywnie badania lekarskie. Jechałem przez Gliwice, w okolicach Liceum, w którym spędziłem 4 lata i uśmiechnąłem się na myśl, że wracam do pracy do mojego miasta. Mieszkać już niestety w nim nie mieszkam, ale sercem się z niego nie wyprowadziłem.
Czekam, czekam już nie tylko na Święta, ale czekam na zmianę , zmianę już zorganizowaną.
Najwyższy czas na zmiany, najwyższy czas na porządek, zasady, bo jak już pracować to na jasnych zasadach, a nie na podstawie intuicji...
Potrzebuję świąt, potrzebuję się wyspać bez nerwów, potrzebuje odetchnąć z ulgą. Jeżeli świat się nie zawali bo "Jak ktoś ma pecha to i w dupie palec złamie" to odetchnę. Liczę na to. Potrzebuję tego.
Czym jest wolność powiedz mi co!?
Jeśli chcesz mi ją zabrać to Fuck OFF!
Ave | 08:56 / 08.12.2008 link komentarz (6) | Bolesne refleksje , to jest najgorsze. Nie da się ukryć. Prosta filozofia, przyczynowo skutkowa, wnioskowanie, szkoda tylko, że na temat życia osobistego. Cały czas teraz myślę tylko o tym, a inni jeszcze pomagają mi potwierdzić, że decyzje dokonywane pod koniec liceum na temat wyboru kierunku dalszego kształcenia nie były odpowiednie, po prostu wtedy chyba jeszcze byłem za młody żeby to zrozumieć. Bo co po tej socjologii ja niby miałem robić ! No dobra to raz.
A dwa, lodowate Twoje podejście, boli ale jest prawdziwe i sprowadza na ziemię i budzi kolejne wnioski. Fakt, żeby pracować z tym, co się lubi, trzeba mieć talent, rozwijać go. A cytując z wczoraj "mam jakieś zalążki, ale to za mało". "Bo talent to trzeba od podstawówki rozwijać". No tak. TO ręka w nocniku, leżeć szmato i harować, zamknąć ryło! Popatrz spokojniej, przecież jest coś co robisz od małego, nad czym intensywnie pracujesz od 8 klasy , jest, JEST! I co? I obecnie nic z tego nie ma, nie ma z kim grać, nie ma szans na płytę, na koncerty, i po co te wszystkie lata? 10 LAT JAK KREW W PIACH! Oczywiście nigdy kiedy piszę nie myślę co chcesz usłyszeć, nie myślałam o tym tak, ale co aj teraz z tymi umiejętnościami zrobię? A gdybym zajął się czymś innym? Co za ból.
NOBODY HATES YOU MORE THAN YOUR REFLECTIONS i ja też ich nie cierpię , ale zarazem nie mogę bez nich żyć.
Bzdura. | 10:21 / 04.12.2008 link komentarz (7) | Cud , wczoraj usnąłem na chwilę wczesnym wieczorem, tak na 15 minut może i to nie przed telewizorem. Cud.
Weekend musi być OK. Jawor my bro who`s a hustla będzie w Pyrzowicach rano to go odbieram i robimy objazdówkę małą i idziemy na mecz. Dobrze bardzo dobrze. | 14:26 / 03.12.2008 link komentarz (1) | Mam zupełnie dosyć.
O mój los jest gra, czas rzeczywisty, realia... | 08:30 / 01.12.2008 link komentarz (2) | załamałem się, ryłem, łkałem nie potrafiłem mówić.... jakoś zasnąłem ale jestem pusty , nie żyję, W.Smith... | 01:30 / 30.11.2008 link komentarz (0) | przez ostatnie półtora godziny wykonywałem obowiązki służbowe żeby mieć spokojną niedzielę......data jest prawidłowa i godzina też.....Tego się nie spodziewałem. Ja nie po to żyję. Ewidentnie. | 07:50 / 28.11.2008 link komentarz (2) | Wczoraj był zjazd na bazę, czyli czułem atakujące oddziały jakiejś choroby, a w trakcie stresowo-dynamicznej pracy to nie pomaga. W domu było długi czas zimno (mi, znaczy mnie, bo ogólnie to ciepło w pokojach), a Lech przegrał z CSKA bo przez 60 minut nic nie grał tylko podawał do Ruskich. Kot się tulił i zasypiał pod szyją potem, więc było dobrze. Ale obudził mnie przed piątą, podobnie jak i ból głowy, który trzyma wciąż. A to z samego rana nie dobry prognostyk.
Niezależnie od tego jak będzie się Jacek czuł idzie dzisiaj na trening , pierwszy od zakończenia rundy, bo ostatnio byłem ale nie grałem, a żałowałem. I teraz jak pobiegnę raz czy drugi to zobaczycie. Znaczy ja zobaczę, ile energii negatywnej można wypocić.
Nie cierpię tych poranków z za mocno bijącym sercem. Nie cierpię tej gonitwy. Uwielbiam spokój, ciepłą herbatę, ciepły dom. Kocham Ciebie. Dajcie mi to tu i teraz, a odżyję. Jednak co stłamszone najmocniej już może nie wrócić. Czyli po Polsku, a nie jak magister (licencjat) blokers - ten tydzień mnie wyczerpał, przede wszystkim psychicznie, a za tym idzie fizyczne zaniemożenie. Byle trening byle sen byle weekend.
Byle co tylko nie to.
Potrzebuję więcej ciepłych chwil.
I na początek dnia Anty fraszka trenowa w stylu rymów częstochowskich napisana na poczekaniu:
Z kulą u nogi idę mój drogi
przytulą mnie moi zostanie pół drogi
wreszcie się zatrzymamy bez dróg zawikłanych
tylko czemu utopią są owe plany?
| 07:30 / 26.11.2008 link komentarz (5) | Zaczęło się nieźle już wczoraj. Najpierw podczas Ligi niezwykłych Dżentelmenów urwał się film i pamiętam pół filmu, przerwę na reklamy, przerwę na reklamy i napisy końcowe. Potem trzeba było się zebrać ciężko do łóżka, zasnąłem. Obudziłem się na moment i była....3:45! Boże jak ja się ucieszyłem, że znowu nie budzę się na chwilę przed budzikiem! Ale później było już trudniej. Jestem jakiś taki zmęczony, rano nic mi się nie chciało teraz czuję się na prawdę zmęczony, a przede mną cały dzień. Nie ma zmiłuj się.
Grywam po mału dalej w FM 2008 i mam swój świat.
No i wczoraj znowu jeszcze dzwonili z koncernu, który nie ma się najlepiej, ale wyglądają jakby chcieli o mnie walczyć! hehe dowartościowanie jakieś to jest i chwila zastanowienia, ale na obecną chwilę jest już za późno, już podjąłem się zbyt wielu rzeczy i nie chcę się wycofywać. Poza tym pamiętajmy - nie ma przyszłości - więc liczmy się z tym co jest jeżeli jest lepiej niż było kilka miesięcy temu , chociaż boję się wypowiadać te słowa, żeby nie zapeszyć.
Cóż pora ruszać, znowu gonitwa znowu sprawa za sprawą znowu znowu znowu. Już mówiłem tyle razy ale powiem po raz kolejny. NIE PO TO CZŁOWIEK ŻYJE, przynajmniej taki jak ja.
| 07:48 / 19.11.2008 link komentarz (12) | Widzę śnieg, pierwszy śnieg, słaby, topniejący ale widzę. Czy rozświetli tą pochmurną jesień? Jesień umysłów, jesień pracownika, jesień... Kolejny raz dobijam się tu i ówdzie i nie mogę się doczekać odpowiedzi. Czy to czas na jakieś radykalne kroki? Na zmianę swojego toku postępowania? Bo ogólnie to brakuje mi sił, szczególnie jak naiwnie wierzę w szansę, a potem czekam czekam czekam i nic. Czuję się w tym całkowicie osamotniony, wypchnięty na aut, ale świadomie pozostaję na tym aucie. Bolesne chwile i brak siły, mentalnej i fizycznej. Może więc jesień wciąż trwa?
Częściej piszę jak boli tak już mam.
A dzisiaj przypada środa zwątpienia i obojętności. | 09:26 / 18.11.2008 link komentarz (0) | Z pozdrowieniami od martwego człowieka ... jak u Orwella
Moi drodzy. Codziennie rano budzę się z parszywym poczuciem , że znowu muszę przeżyć te kilka godzin w stresie i załatwianiu wszystkiego, żeby w momencie wywołania do odpowiedzi móc udzielić poprawnej.
Ale najgorsze jest poczucie braku sensu w tym wszystkim i takiej poniewierki człowiekiem, jak dzisiaj jak wczoraj (jak jutro?). Nie po to żyję, jestem w tych momentach bardzo nieszczęśliwy. Boli. Popołudnia, wieczory, weekendy są przyjemne, jestem sobą, zaszywam się w swoim mieszkaniu i zajmuję się wszystkim co lekkie łatwe i przyjemne.
Jednak po nocy przychodzi dzień. Idę znowu przed siebie, rozsypuje swoje emocje, rozsypuje spokój i nerwowo staram się to pozbierać. Najgorsze jest to, że nie widzę perspektywy zmiany, nie widzę możliwości poprawienia tego co tutaj doświadczam. Sam zadecydowałem, ale też świadomie wiedziałem jak będzie. Ciężka droga nim będzie lepiej.
Chaos nawet w tych słowach.
Nie ma jutra, jest dzisiaj. Nie ma przyszłości nic to wszystko nie warte.
A samotność w tłumie przygnębia i gdybym miał jeszcze raz pisać tę zwrotkę na nasz ostatni album to napisałbym ją jeszcze raz i inaczej.
Na dzień dzisiejszy jestem przerażony faktem , że w tych momentach ciśnie mi się na usta że życie mi ZBRZYDŁO. A to już musi być źle. Ale dlaczego powiedziałaś mi, że tak po prostu jest i mam się przyzwyczaić? A to, że wyjdę i nie wrócę kiedyś to był cios i wczoraj się lekko zawiodłem. Boli.
Nieważne
Nieistotne
chuj | 09:30 / 14.11.2008 link komentarz (4) |
http://pl.youtube.com/watch?v=Z4rBDUJTnNU
Dzisiaj...
Jestem Winston, minus życie, dwa plus złe | 07:15 / 14.11.2008 link komentarz (2) | Jestem Jacek, mam straszny zjazd. Boli mnie głowa, muli mnie, ciężko oddycham nie wiem czemu. Stres nie jest chyba aż tak spory. COś ze mną nie gra dzisiaj i błagam niech ta dniówka już szybko minie!
Wczoraj z drzemki wieczorem nic nie wyszło bo nie potrafiłem zasnąć , nie wiem czemu, pomimo tego, że czułem potrzebę snu.
Ciężkie czasy.
| 07:29 / 13.11.2008 link komentarz (0) | Pogoda dzisiaj z rana może dobić. Nie wiem czy przez tą właśnie pogodę czy przez obecny stan rzeczy czyli nie chcę wstać i nie chcę pracować, a muszę wstać i muszę pracować, po prostu czuję się źle. Relacje z ludźmi poza pracą, z tymi najzwyklejszymi ludźmi wydają mi się mega super i nie wiem czy po prostu jestem wyluzowanym jegomościem czy też wszystko co budzi stres związany z pracą tak źle mi się kojarzy, że oni kojarzą mi się tak dobrze? A tutaj ciągle nowe problemy, głowienie się nad czymś, starania by nie zapomnieć o czymś i nie zrobić wtopy, nie wiem po prostu nie wiem, nie chcę tego i wpadam znowu w taki zły nastrój. Czuję, że tracę tak dużo, bo raz - wolny czas, a dwa - spokój i równowagę i to mnie tak bardzo boli. Kto wymyślił ten głupi system? Kto tych ludzi napędzać, żebyśmy my musieli pracować, ktoś musiałby nam płacić, ktoś zarabiać, ktoś myć podłogi i ogólnie zarabiać papiery za które można dostać wszystko, zależnie od ich ilości. CO ZA BZDURA! To jest przecież wpędzanie siebie w jakieś ramy, ograniczenia. Wiem, że to brzmi jakoś anarchistycznie, ale zaraz czy tak nie jest? Czy człowiek nie mógłby po prostu żyć i korzystać z natury, zajmować się tym co lubi?
Bez sensu jest to całe rozważanie bo wiadomo co jest grane.
W dodatku zacząłem znowu grać i jeszcze idzie mi nieźle, na tyle, żeby sprawdzić czy kolejny mecz uda się wygrać itd. Czyli po pracy zamiast odpocząć siadam do komputera, obmyślam taktykę, rozpracowuję przeciwnika, myślę o transferach, żyję w urojonym świecie Managera Piłkarskiego Klubu. Bezsensu Jacek, odpocznij potem pograj. TO taki hasło na dzisiejsze popołudnie, które nadejdzie za nieskończenie wiele dylematów problemów, rozmyślań i działań. I po cholerę wam to wszystko???
No po co? | 11:26 / 10.11.2008 link komentarz (2) | Kurcze , masakra co za dziwny poprzewracany do góry nogami dzień!. Na starcie obudziłaś mnie o 5 rano,czyli na pół godziny przed budzikiem czyli już nie pośpię, czyli jestem wściekły! Ale jakoś się ogarnąłem bo co będę się wściekał w końcu ja spokojny człowiek jestem. Nawet racjonalnie rozwiązałem sprawę z tankowaniem i słusznie jak się okazało. W pracy dostałem kopa nie wiadomo skąd! Załatwiłem sporo ważnych rzeczy gadałem z 7-8 naszymi dostawcami i jechana od rana ale załatwione. I wtedy "milionart" http://niepyskoj.fotolog.pl/ mówi mi, że dzisiaj jest śląski rap festival, że tam bitwa jakaś śląśk kontra gorole, że Fokus rah, bzzzzyty, Dab, Pezet takie tak, że 45 zeta, ale ja już przecież wiedziałem, że całonocna impreza w Katowicach to jest coś co ja muszę zaplanować! Rany zgred ze mnie straszny ale moja spontaniczność jest na poziomie -1234! nigdzie wiec nie pójdę chyba że zdarzy się cud. No i mało tego. Okazało się po 11, że spotkania nie będzie i że mogłem mieć dzisiaj wolne! Nie marudzę w tej kwestii bo nie było ciężko, jakoś nie myślę o tym, że inni mają lepiej, bo jak nie lubię "inni mają gorzej" to równie nie lubię "inni mają lepiej" (chyba). Ale załatwiłem sporo a nikt mi nie przeszkadzał i leci WE FUNK radio. Tylko mogłem pospać ... nic nie zmienię. Ale poniedziałek ów jest dziwny i zaskakuje mnie. Jak na razie jeszcze się nie wnerwiłem wściekłość nie wróciła. A mój kolega od piątkowych rozmów dostał dziś też zamotki bo jak wczoraj mu wysłałem nagrany wczoraj wieczorem kawałek, do którego rozmowa z nim mnie zainspirowała i jeszcze Brown Sugar w sobotę na Polsacie, to on myślał, że to co innego i olał. I mówi dzisiaj dzięki, dzięki, a ja na to ok, że coś tam i się okazało, że on jeszcze nie wiem że to mój utwór i dopiero potem ściągnął. Toatlne wariactwo poniedziałek dziwny jak nic! I jeszcze podczas pierwszych linijek tego wpisu on się skasował i jakby to powiedział maślana: "W kapsko dziuni, zesrało się". Czuję się więc dziwnie...i nawiązując do poprzedniego cudzysłowa jeszcze można powiedzieć, że czuję się jak Anusiak, który oberwał maczugą..."Nie znam Was, Nie wiem, Nie znam się..." | 00:30 / 09.11.2008 link komentarz (2) | soboto soboto byłaś udana. No muszę napisać pozytywy ! Wypoczynek, uśmiech , zrozumienie, spokój. Na prawdę przyjemny dzień. Trochę popsuł go super agent a raczej słaby film o nim bo nowy Bond jest kiepski. Niestety. Czy można sobie wyobrazić, że ani razu nie przedstawił się? Nie wypił ani jednego Martini (nie trzeba dodawać jak przygotowane)? A ta niby kobieta Bonda nawet w łóżku z nim nie była. Nie ma "Q" nie ma gadżetów oprócz wpychanego w oczy widzom telefonu komórkowego. Oj na prawdę słabo. Fabuła też tylko przeciętna. Zawiodłem się, mocno.
Ale poza tym jeszcze powstał jakiś tekst, porozmawialiśmy , kot znaczy kotka budzi mega sympatię dzisiaj można żyć! Oby to nie była cisza przed burzą, bo w perspektywie poniedziałek z szefem i pracą i wrrrr tym co w życiu gorsze. Ale czytając wiadomości że koncerny słabo przędą też mnie uspokajają ponieważ...nie zmieniłem pracy i chyba dobrze.
A zwrotki powstają, totalnie ez planu. Niech będzie niech się toczy. Zobaczymy.
dziękuję. | 11:26 / 07.11.2008 link komentarz (7) | a thug changes, and love changes
and best friends become strangers, word up
dzień załamka, dobrze znaleźć towarzyszy niedoli. Wielkie pięć do Niemiec, Solingen, Philly piąteczka.
Dzisiejszy dzień mógłby być moim ostatnim... brzmi mocno ale jest zero sensu, a to mi się pcha na usta i tyle. | 07:35 / 07.11.2008 link komentarz (1) | zostawmy to wszystko. Z niczego nagle powstała burza i deszcz i byłem w szoku, a teraz dalej jestem, nie potrafię się skoncentrować, nie chcę nic robić nie rozumiem jestem daremny.
Chociaż może to tylko ten wczorajszy dzień. Ale powiem szczerze, że jest mi źle. zero sensu.
zero
zero
zero
| 13:40 / 06.11.2008 link komentarz (2) | Rany Aś mi człowieku z gazowni jakiejś przeklętej z Rudy Ślunckiej chopie ciśnienie podniósł. Chopie bo jak ci lutna raz czy drugi jak Cię kajś zobocza to dursz bydziesz jencoł jerona wklupia Ci som i nawrzucam co byś nie myśloł se tam. Bo żech się znerwowoł.
Normalnie gość mnie taaak zdenerwował dopchnął do ust bluzgi, a to już trzeba mieć talent, bo ja przecież oaza spokoju. Biurokrata cymbał partacz! Ja nie mogę co mu szkodzi być bardziej uprzejmym, wyrozumiałym itp?????
Niech Cię piekło pochłonie!
A nasz kurier w drodze z KAtowic do Mikołowa uraczył mnie opowieściami o tym jak jego znajomy chcąc kupić autokar w Niemczech nabył burdel na kółkach (!) i ogólnie, że agencja towarzyska z Czeszkami (!) to ponoć żyła złota, bo taka co ponoć stoi koło takiego tartaku to bierze 50 zł za wszystko (!) a klientów według obsługi tartaku to ma tak 30-50 dziennie i nawet nie czeka bez pracy 10 minut (!). Więc interes jest złoty, ale ona to jest brzydka ponoć, ma jedno udo jak dwie nogi kuriera właśnie (!). I gdyby kiedyś zgodził się z kolegą założyć agencję towarzyską to miałby obecnie potąd szmalu....
Podsumowanie:
Nie ma problemów z rekrutacją na stanowisko PROSTYTUTKA
Nie ma problemów z klientami dla Prostytutek
Człowiek (nie piszę o płci bo przecież "Taka z Ciebie Kur.a jak z tej Kur.wy z którą jesteś , Kur.a") potrafi odbyć na dzień około 30-50 stosunków z różnymi (!) ludźmi. (i nie mówię o gwiazdach porno robiących zawody w "kto więcej")
Człowiek nie piszę o płci bo przecież "Taka z Ciebie Kur.a jak z tej Kur.wy z którą jesteś , Kur.a") jest w stanie sprzedać się za 50 zł. Dla porównania jest to około 6 paczek papierosów, litr dobrego alkoholu, obiad dla dwoje w restauracji, 12-13 litrów benzyny, mój rachunek za telefon komórkowy, mniej niż ochraniacze na łydki do hokeja na trawie i wiele innych artykułów.
Albo ja albo Ci ludzie - ktoś tutaj jest plugawym idiotą.
Dziękuję. | 07:39 / 06.11.2008 link komentarz (2) | "Moje kobiety obracają się w dziwki, kumple w ćpunów,
ja idę swoją drogą bo wszyscy mnie pier....
Ktoś pobił policjanta ja dobrze znam sprawcę....."
Nie wiem dlaczego oglądając jakieś zdjęcia na sraszej slasie od koleżanki z podstawówki jak to się pobrała i to z takim typkiem co rzucił we mnie kiedyś słowem "braciszek" a świadkiem był w ogóle go jeszcze lepszy typek, taki cytat mi się nasunął, przecież wszyscy mega grzeczni. Ale ja jestem sajko?!!
Wczoraj w pewnym momencie podniosło mi się ciśnienie, w sensie zacząłem być bardziej drażliwy (hamowałem się więc spoko) i wracając ze sklepu zastanawiałem się dlaczego? Bo byłem przygotowany na kurs na szybkie zakupy i jednak go odwołaliśmy? Nie , przecież to była dobra informacja:) JUŻ WIEM! Cholerny komputer , cholerny program , który uniemożliwił mi nagranie tego co mam , po raz kolejny coś nie poszło. Kurcze po co się bawiłem w to jak w końcu i tak zaczął się zawieszać? Gówno.
A dzisiaj od rana siedzę znowu tutaj i znowu mam zjazd jak zawsze, terminy, minuty godziny i babranie się w tym syfie. Idzie weekend , dobrze oj kurde bardzo dobrze. I 11 listopada wolne i potem 3 dni i znowu weekend , potrzebuję odmóżdżenia, może w sobotę szczyrk? Bielsko? Dawno nie byliśmy, trzeba się uprzeć bo to najlepsza forma relaksu. Przejść się gdzieś w górach i odetchnąć bo na miejscu to jest odpoczynek, ale zaś stara śpiewka.
Aha i czy metaforyczne ale również nie metaforyczne "Mamo, czemu musiałaś mnie sprzedać?
Ja nie chcę umierać.."
To przegięcie? | 07:21 / 04.11.2008 link komentarz (7) | Cześć Jacek jak się czujesz?
- http://pl.youtube.com/watch?v=fQLNROfjTXA
- http://pl.youtube.com/watch?v=SMwaMTP8HSQ
Ahaaaa
A jak w pracy?
- http://pl.youtube.com/watch?v=zpx-RHpgNms
A kim Ty wogóle jesteś?
- http://pl.youtube.com/watch?v=GZaI0WQrb5Y
a jak jesteśmy już w takich czaso-momentach to może pozytywniej?
- http://pl.youtube.com/watch?v=IDqEZ5rjzzU
Ale płytę z mp3 dorwałem co nie? Można zacząć wtorek właśnie w ten sposób..... | 14:25 / 03.11.2008 link komentarz (12) | Spoglądam za okno i znowu mam refleksje. Myślę za dużo, martwię się za dużo i czuję jakieś zwątpienie. Może za duże też. Taki już jestem. Mam ochotę na powrót do domu z legendą moich gustów muzycznych Lewis Parker - Masquerades and Silhouettes (zawsze nie pamiętam jak to pisać, a tym razem drugi wyraz napisałem sam bezbłędnie!), a jednocześnie kupiłem Afro Kolektyff chyba ostatni i powinienem dosłuchać do końca, ale hmm
sam nie wiem w końcu jestem wolną istotą i w tak banalnym momencie mogę zrobić odstępstwo od zasad i "zapomnieć się" przy EPce stulecia? Z resztą :
http://pl.youtube.com/watch?v=bFia0l-lDI4
Męczy mnie praca nie da się ukryć , a muszę uczyć się braku paniki i ograniczenia stresu. Mam jednak wciąż w sobie dylematy czy zrobiłem dobrze? Tak, ale może lepiej było by gdyby się wszystko nie rypło i powiedziałbym adios? Tego już się nie dowiemy.
Pułapka życia, zachwiania, miłość czy zwierzęcość, miłość, przyjaźń, internet, herbata, kawa, hokej na trawie, muzyka, och taak muzyka. Nagrać dzisiaj zwrotkę nową na KGK? Bo to taki zespół w klimacie hip hope wiecie. www.myspace.com/koligacjagieka
Auto się lekko sypie.
Piszę myśli. niezły chaos
| 07:14 / 03.11.2008 link komentarz (2) | No to ruszamy z nowym tygodniem, przez poranek zalany mgłą. Olałem myślenie i wpisy przez weekend, nie wiem po prostu z jakiegoś tam lenistwa. Nie ważne. A przecież w piątek były "wareczki" tzn ja pepsi a Luv z bratem jakiś alkohol i spoko. Zasnąłem na chwilę przy jakiejś aryjskiej muzyce tworzonej przez nie aryjskich obcokrajowców. Było dobrze. Sobota jak to zawsze 1 listopada a może nie, jak od dwóch lat , spokojnie i luz. Potem 2 godziny przeżywałem konieczność spotkania tego gburaka ale i to minęło i nastał wieczór, noc spokojna. Wczoraj miałem straszny zawias negatywny całodzienny. Wieczorem trochę się poprawiło i tyle. Wypocząłem, nakupiliśmy ciuchów "roboczych" i tyle. Walczymy dalej.
Szaro jak za oknem i cóż żyć trzeba. | 16:57 / 29.10.2008 link komentarz (30) | No i stało się. Wczoraj zadzwonił mój telefon z pięknym "I wish Youuuuuu blue bells...." i po numerze już wiedziałem,
że dzwoni owa agencja pośrednictwa pracy i "czy mogę Panu zająć chwilę?" No to opuściłem biuro, wylazłem na korytarz i słucham.
Ale propozycja jak dla mnie w obecnej sytuacji była nie do przyjęcia. Powiedziałem więc, że awans , podwyżka i że już nie.
Z resztą prawda jest taka, że na ich warunkach to nawet bez awansu i podwyżki mogło być NIE. Ale zostawmy to już. Decyzję podjąłem
już jakiś czas temu i nie ma co teraz się zastanawiać po raz "nty". NIestety myśl jest taka, że chcąc nie chcąc szkoda i żal, że tak to się
ułożyło, że ktoś był nie uczciwy i ja teraz muszę skrócić swoje spokojne życie i rozpocząć bardziej nerwowe. Pisałem już jednak że grand dont come for free.
Jednak na domiar złego nagle łupnęło wszystkim, tu zawaliłem ja, tutaj jest coś nie tak, tutaj problem i tam też. Oczywiście niesie mnie fala odpowiedzialności
i nowej roli, ale co będzie jak fala opdanie? Będę znowu tym przygnębiasem, który kupił dwie płyty i poszedł na kawę do starbucksa we Frankfurcie, siedział nad kubkiem
i ciastkiem, sam , całkiem sam i był z tego zadowolony, ale z tego życia nie bardzo. Cóż teraz myślę, że mogłem wtedy przejść się nad Men, ale po fakcie nic nie zrobię już.
Poszedłem więc na S-bahn i wróciłem do hotelu, aby czytać książkę, co się rzadko zdarza. Poczytałem, dumałem i potem się zgadaliśmy an jedzenie do Tajskiego baru, gdzie nie smakowało
mi aż tak, ale wcześniej kupiłem dobre cappucino albo latte i siedziałem na krześle na ulicy w Offenbach. Było mi spokojnie. Zaraz może tego mi brakuje?
Usiąść, poza domem, dobra kawa, może ciastko, może ? Ni mniej ni więcej, zaczął się poważniejszy stres, dotarło to do mnie, tak samo jak to, że mogę mieć problem
żeby się z tego wyrwać. Ja nie chcę tak. Mam 25 lat?! Ale może dajcie mi chwilę, może zajmę głowę czymś innym, w końcu
na początku miesiąca może zadzwonić do mnie kolega z Niemiec i może ruszyć maszyna? Przecież SEBAKKK jest już w kontakcie i może on zrobi jakieś dobre
dźwięki? Przecież kupiliśmy ostatnio w Lidlu Sztalugę i może zrobię z niej użytek w końcu? A może wrócę do mega ascezy, w sensie, kościół, zero bluzgów,
zero czarnego syfiatego napoju z czerwoną etykietą, a może giga asceza, bez mięsa w piątek? Kurcze możliwości jest sporo. Dajcie mi tylko przetrwać ten
kolejny dzień , dajcie więcej energii, dajcie dobrą akcję w łóżku ( :) !) i dajcie mi dobre słowo, a nie zawiodę. Może pora podnieść głowę i popatrzyć
na to wszystko z nadzieją? z wiarą? z auto-wartością?
Przecież wymyśliłem ostatnio, że chcę nagrać utwór "Ja chcę tylko dobrze..." to może pora na wiarę w siebie?
TO nie łatwe, ale pomyślę.
| 18:01 / 27.10.2008 link komentarz (11) | no i nadchodzi wieczór i spokój. W sumie po słabym początku w pracy, obroniłem siebie i uspokoiłem siebie też i klimat też. Trzeba naprawić to co było i jest źle. Ale teraz odpoczywam. Jeszcze chwilę sam.
A tak dałem czadu bo załatwiłem tą umowę z gazownią, bo kot ma czysto i ma co jeść, bo pozmywane i obiad też zrobiony...nieźle co? (no dobra frytki były mrożone ale kotlety to dla mnie 5 minut, bo mam wprawę. Jestem zmęczony ale uspokojony. Może dlatego, że tak szybko się ciemno zrobiło?
A na dzień dzisiejszy słowo to "podróżuję". Oczywiście mógłbym podać milion rozwinięć tego stwierdzenia, ale jakoś nie chodzi mi dziś o nic konkretnego. Podróżuję po myslach, marzeniach , planach problemach, nastrojach i podróżuję w czasie i przestrzeni. Spokojnie.
Marzyciel Swójświatowiec:) | 08:41 / 27.10.2008 link komentarz (5) | I nie nie nie nie może być spokojniej. Sam nie wiem. Słońce było uspokajające rano i tylko bzdury z objazdem na wiochach mnie poddenerwowały. Bo powiedziałem sobie, mam czas, spokojna muzyka gra, jadę przez wiochy do pracy. Ale już po wiochach się okazało, że objazd a znaki nagle okazały się złe. Nie było problemu, ale mnie z rana, w drodze do pracy takie rzeczy denerwują.
Ale mało tego. Rozpoczynamy pracę, uruchamiamy pocztę i jest jeszcze gorzej. Zaczynam ciężej oddychać, ścisk w (suchej)klatce piersiowej i nerwy. Co z tego, że mam "podkłądkę" że nie jesteśmy tak winni jak wyglądało by na to, ale co z tego? co? Taki syf i w tych momentach nie obchodzi mnie , że grand dont come for free i tylko się wnerwiam jak nic. Świadomość kąpieli w bagnie wraca błyskawicznie. A do domu daleko.
Chciałbym siąść i się pocieszyć i opisać to tutaj, chciałbym tego i tamtego, a przede wszystkim odpowiedzi w którą stronę warto iść? Ale tej odpowiedzi nikt mi nie da! Bo nie ma ludzi z przyszłości nie ma rozwiązań na życie.
Czy jestem uzależniony od przygnębienia?
Jacek Marzyciel Myśliciel Własnoświatowiec. | 13:52 / 26.10.2008 link komentarz (5) | i jeszcze na eurosporcie 2 leci hokej na trawie cały weekend. Fuck
| 12:50 / 26.10.2008 link komentarz (9) | ból, bezsilność. To jest taki ogromny syf jak ja to nazywam, że bardzo ciężko mi to znieść, a sprawa jest w sumie chyba moja i nierozumiana przez resztę. Wstałem rano z nią, bo który pantofel by nie wstał. Posiedziałem i położyłem się i po chwilach problemów z zaśnięciem, ścięło mnie aż do 12. Czasu mało.
Wczoraj przypomniałem sobie na dobre o moim głównym problemie i on mnie zabił dobił i pochował. Trener miał rację, ja to mogę pójść do psychologa, żeby mi powiedział jak w kluczowych momentach meczu nie spalać się i grać zadowalająco. Porażka, z gnojkami boli i to bardzo, ale w momencie kiedy mecz w moim wykonaniu jest kompletnie nie udany to już samobójstwo. Biegać , starać się i właśnie przy bramkarzu zawodzić to jest psychika. A potem jeszcze głębiej to się magazynuje bo opuszczam boisko z poczuciem, że tego już nie zmienię. A do tego kolejny mecz dopiero na wiosnę i będę się męczył jeszcze te kilka miesięcy. Boli bardzo.
Wróciłem do domu , pojechałem do sklepu i byłem niewidzialny. 2 osoby na mnie wpadły a 3 prawie. Strasznie. Ale wiem wiem wiem wiem wiem, to wszystko ten pieprzony charakter, zero pewności siebie, 100 stopni celsjusza w głowie, kiedy ciąży na mnie presja. nie potrafię nie umiem tego wyeliminować. Jestem słaby. I tak dzisiaj mam już tylko ćwiartkę tych emocji w głowie. Boli mnie to i czuję się słaby czuję się byle jaki, niespełniony, bo tak było zawsze. Cos potrafię ale co z tego jeżeli brakuje zawsze cholernej kropki nad i? Po co? po co poco? I jeszcze te wieczorne nadzieję, na coś i nic i znowu śpię i znowu budzę się niepotrzebny.
Narazie, cześć .
cisza | 07:26 / 24.10.2008 link komentarz (7) | "A grand don`t come for free" Rany cóż za trafne stwierdzenie! Ostatnimi czasy wręcz perfekcyjnie dobrane. Apropos, jak myślisz, że Polscy raperzy seplenią, to sprawdź Mike`a Skinnera i The Streets.
Obejrzałem wczoraj LONDYŃCZYKÓW i w sumie ciężko mi wyrazić opinię. Bo miejscami było przeciętnie, miejscami nieźle, a miejscami brakowało mi tego czego oczekiwałem po tym serialu, czyli mocnego wywarcia na mnie uczuć. Ale to jest też tak, że Londyn to nie Cork, a każdy wspomnienia i zdarzenia ma inne. Nie każdy dostał irlandzki sierpowy w twarz za nic przed meczem Polska - Austria we wrześniu 2005 spacerując po ulicach miasta dla zabicia czasu. Nie każdy pierwsze tygodnie do pracy drałował 30 minut pod górkę w deszczu i zimnie nim odkrył autobus linii 1. Nie każdy pracował z "Uszatkiem", który widział w Polakach zło konieczne. Nie każdy stojąc przy jakiejś maszynie w zimnie jak rzadko, przypomniał sobie dlaczego tam był, dlaczego tak to wyszło i "kto miał gorzej".
Nie ważne. Nie każdy. Dzisiaj to już się nie liczy. Tylko łza się w oku kręci.
Sam już nie wiem co było lepsze.
To już dzisiaj nie ważne.
Cieszmy się piątkiem, weźmy się w garść na jutrzejszy mecz, a będzie dobrze. | 07:38 / 23.10.2008 link komentarz (15) | Rany tak ciemno jak jechałem do pracy! Pomyśleć, że po niedzieli jeszcze ciemniej będzie. Jak to będzie? W sumie w tym temacie nie boję się o siebie, bo lubię ciemne popołudnia, śnieg, deszcz (bez zimna), słońce i tylko nie cierpię szarugi. Jest czwartek, jeszcze chwila i będzie sobota i niedziela, na które mam plan. W sobotę jakoś się ogarnąć i wreszcie zagrać dobry mecz przeciwko pyskatym i nie wychowanym gnojkom z mlekiem pod nosem. Biorąc pod uwagę, że w pierwszym meczu przeciw nim padł remis, a ja "cudownie" zamachnąłem się (zamiast pchnąć!) na pustą bramkę i minąłem się z piłką to mam coś do załatwienia w sobotę od 15 30. Tak sądzę.
Niedziela - musi być leniwa. Dawno takiej nie miałem bo po prostu było mi szkoda czasu, a w efekcie i tak go marnuje tylko w mniej relaksujący sposób. Poza tym muszę w końcu obmyśleć jak zabrać się do kierowania działem w pracy....tak nadszedł czas porządków i obowiązków związanych z nową rolą. Oczywiście może skończyć się na dobrych chęciach, ale przynajmniej niech pomyślę o tym !
Przed 5 rano obudziła mnie kotka nasza i poważnie byłem z tego faktu niezadowolony. Udało mi się jednak wrócić do łóżka na 20 minut przed budzikiem. Zważywszy na fakt, że ostatnio przed budzikiem mam ten płytki sen i budzę się niezadowolony to nie było to najlepsze rozwiązanie na dzień dzisiejszy.
Czas wziąć się w garść, zrobić swoje, iść na trening (w taką pogodę??? a co z cukru jestem?) i odpocząć wieczorem, wstać rano zrobić swoje i odpocząć. Na sobotę i niedzielę plan powyżej. Sory nie plan , bo plany się nie realizują , pieprzyć plany, no future..
| 14:42 / 22.10.2008 link komentarz (5) | Jaka jest różnica między zmęczeniem i jakimś wypompowaniem organizmu a lenistwem? Dzisiaj oprócz tego, że wtajemniczałem pewnego gościa w tajniki moich produktów to miałem problem z załatwieniem zwykłych spraw. Jakaś senność, zmęczenie nie wiem co.
Uruchomiłem myspace, ale sam mam wątpliwości komu o nim powiedzieć i które kawałki wrzucić. Przez zawirowania przecież to co nagrałem sobie roboczo w domu stało się obecnie bezużyteczne pod względem płytowym więc cholera coś bym z tym zrobił, ale czy to się nada? Poza tym liczę , że coś z tego wykorzystam na tym solowym projekcie, który może znowu stać się realny i być moją ostatnią solową płytą lub pierwszą dobrą. Dlaczego? Proste. Albo mi ktoś w końcu powie, że to jest mocne, że flouu to nie wszystko, a moje uzewnętrznianie się jedyną możliwą drogą to coś wartościowego i powiem , oK to bawię się w to dalej. Albo będzie znowu cicho sza pomrukiwania , że "człowiek bez flow to ja" to chyba oleje majspejsy, cd, mp3 i to co nagram zostawię dla siebie. I Tyle. Fuck all of ya! stop doing rap and go play (hockey) volleyball.
Motyw przewodni - zapomnij o "inni mają gorzej" - prywatne wojny" każdy ma swoją i każdego boli inaczej!
Ruszamy!
A i EP KGK - miałem nic nie mówić ale powiem. Są dwie zwrotki, będzie więcej. A co myśleli , że już nie damy rady?
Ha w końcu jak wczoraj zaznaczyłam na BLIP - Czymś się trzeba cieszyć nie?
MFKAZ!!!!!!!!!!! | 08:28 / 21.10.2008 link komentarz (10) | Znowu świeci słońce, ale jak wstaję jest jeszcze ciemno, a jak pomykam do pracy samochodem to dopiero się rozjaśnia czyli...też jest ciemno. Przede mną kolejny dzień, a znowu czułem stres przed samą pracą.Cóż zwiększyła się odpowiedzialność, wzrasta stres, wzrosnąć ma wypłata - coś za coś, choć parcie na papier to nie moja domena. Jest wtorek, jeden z wielu, leci radio. Koledze urodził się kilka dni temu syn, a na mnie kiedy czas przyjdzie? Marzę o popołudniowej drzemce , na którą pozwalam sobie rzadko, a od czasu kiedy po domu buszuje kot, to już prawie wcale. Szkoda mi niby czasu, a i tak go marnuję. Dlaczego? Nie wiem.
Siedzę i stukam w klawiaturę te słowa, chociaż jest to nie do końca w porządku podczas pracy nie? Jakoś zleci potem trening, na który teraz nie chce mi się jechać, ale jak już na nim będę , to odetchnę pełną piersią i poczuje się dobrze na tą godzinę (bo robi się ciemno szybciej, dobrze, że w sobotę ostatni przed przerwą zimową mecz. Mecz o wszystko prawie. Znowu.
Powrót do zeszytu z rymami okazał się nie łatwy, bo najpierw zabierałem się do tego kilka dni, a teraz okazało się, że każdy wers jest inny rytmicznie i trzeba dopasować to pod brudny bit i ogólnie muszę wpaść w tryby taktów i sampli znowu, żeby to co się ułoży w głowie miało ręce i nogi.
Więc prę na przód bo jest wschód , bo mi każą bo podpisałem umowę o pracę, bo muszę zarobić żeby zjeść, mieć na paliwo, jakoś dożyć jutra, a jutro będzie wschód , któremu piękna odbierze znów perspektywa tych ośmiu godzin.
Bo (nie zaczyna się zdania od BO ale co mi to?) jak byłem jeszcze w podstawówce to w testach predyspozycji zawodowej nie wyszło mi, że mam pracować w imporcie, handlu srandlu chińszczyźnie srińszczyźnie, tylko, że mam coś TWORZYĆ, ale kto mi za to zapłaci? A może inaczej? Dlaczego nie poszedłem np. do liceum plastycznego, a potem na jakieś ciekawsze studia i do pracy przy sztaludze, dźwiękach, czy innych duperelach. Po prostu świadomość, że trzeba zasuwać , żeby coś osiągnąć, przyszła w momencie kiedy moja ręka już się tapla w nocniku. I śmierdzi.
Dlatego czekam na lepsze czasy, na jakieś lepsze samopoczucie.
A kiedy przyjdzie po mnie zegarmistrz świata to zostanie po mnie kropla w morzu potrzeb, bo wszyscy zapamiętają mnie jako humorystę jajcarza co coś potrafi, ale nikt nie wie co się kryję wewnątrz. Bo w drugiej połowie podstawówki przestałem ufać i szukać przyjaciół, wylądowałem w tak zwanej dupie i tak to jest. Jednocześnie chciałem być klasę wyżej będąc więźniem własnych chęci.
Kiedyś przyjdzie taki dzień, że napiszę jaki to ja nie jestem spoko, ale nie dzisiaj bo dzisiaj jest szaro - niebiesko, bo wszystko jest szare i tylko to słońce tę szarość zmienia w niebieski, błękitny kolor moich oczu z resztą ulubiony.
A żeby nie było, że nie mam poczucia humoru, to:
Kurcze ? Jakiś gej to pisał czy coś? Ah (ruch nadgarstkiem) ależ Ty jesteś słodko wrażliwy, Słonko (ręce na klatce piersiowej i uśmiech homoseksualisty)!
| 11:23 / 20.10.2008 link komentarz (6) | Rany czy tak to ma wyglądać? Jak mnie boli dzisiaj głowa znów. Cóż wiem, po meczu też mnie bolała - zmęczenie i te sprawy, organizm był wyczerpany bo przecież 70 minut na boisku to trochę, co prawda nie w pomocy, ale biegałem swoje i czuję to w nogach (i głowie) Przegraliśmy no i bardzo szkoda. Nie szło, a magnes w kierunku bramki był słaby.
Ale nie o tym nie o tym nie o tym była mowa.
Wracamy do punktu wyjścia.
mogę napisać w skrócie: nie ma przyszłości, praca zabija, życie jest piękne w 30%, nie będzie lepiej.
Mogę nie napisać tego w skrócie, ale będzie że się powtarzam, ale w końcu...piszę to dla siebie tak??
Poniedziałek przywitał mnie szarpiącą łepetyną jak już wspomniałem. Jeszcze przed pracą czułem to więc nie ma wymówki, że boli bo stres i syf w robocie.
No jestem teraz tutaj i męczę się, dostałem po głowie raz za popełniony błąd - akceptuję OK. Chińczyków już obecnie nie cierpię, za wszystkie kłamstewka i fałsz. NIE CIERPIĘ WAS! (I tak nie przeczytacie tego buraki).
Męczę się z tym całym baraństwem i debilizmem nie widzę poczucia misji już nie widzę sensu i wątpię w poprawę. Co gorsze wydaje mi się , że gdzie indziej będzie tak samo bo przecież każda praca się z tym wiążę. Chyba, że fizyczna, ale znowu pracując fizycznie byłbym niezadowolony z towarzystwa i auto-wartości. Wiem bo już to przerabialiśmy.
Wniosek jest prosty. Żeby żyć , trzeba zarabiać, żeby zarabiać trzeba pracować, żeby pracować trzeba zostawić radość, marzenia , złudzenia i pozytywy. Wyssie to z Ciebie wszystko i tyle.
Nie widzę sensu w tym wszystkim nie nie nie i chyba już nie zobaczę i chyba mnie to boli.
Chyba chcę wegetować. Chyba jestem w punkcie usrania i uwikłania w to bagno. Kecaj - fatal error Syntax error i niestety pokręcenie głowicą nic tu nie da jak w C64.
Chciałbym wystartować od nowa zmienić coś , ale ten cały kryzys sryzys strasznie ograniczył pole działania i jestem...Nieszczęśliwy. | 11:51 / 16.10.2008 link komentarz (7) | ah co za dzień. raz na jakiś czas mi się taki trafia. Rozkminy i pesymizm na całego. Bo co poradzić? Nie będziemy jeździć tymi luksusowymi samochodami, nie będziemy tam i tu podróżować. Lepiej o tym nie myśleć i nie marzyć, chociaż słowo marzenia zostawiam dla bardziej szczytnych celów niż śliczne volvo. Ogólnie to nie wiem co się dzieje , czemu mój telefon milczy i pozostawia mi jeszcze wątpliwości i niepokój, szczególnie, że odkryłem, że męczy mnie trochę strach przed powiedzeniem "nara" jeżeli do tego miało by dojść. I dzisiaj mam ten niepokojący klimat skłaniający mnie do leżenia i gapienia się w sufit i oczekiwania na odpoczynek. I jeszcze dzisiaj mam opowiadać o naszych srendach brendach i mają być goście w biurze i kurcze nie chcę z nimi gadać nie chcę nie chcę nie chcę. Chcę coś napisać chyba w końcu coś.
Szczególnie że kolega Gaw napisał dziwną acz ciekawą polszczyzną, że pod koniec miesiąca zadzwoni i pogadamy o robieniu muzyki jeszcze raz.
Kurcze taaaakie zwątpienie, takie aua, takie nic takie takie takie nic. | 08:10 / 16.10.2008 link komentarz (0) | "But she still dreams after she woke
Tight hold on that hope
Sometimes it could seem so cold do what you gotta do to cope"
Najlepsza płyta 2008 - Atmosphere - "When life gives you lemons you paint that shit gold"
Czy też :
Looptroop Rockers - "Good Things"
???????????????????????????????????????????????????????????????
Ale muszę jeszcze wkleić ten cytat z Atmosphere bo mi chodzi po głowie:
"See I've been here for thirty some years
Lookin' at myself in the same dirty mirror
So it ain't like I don't comprehend"
TYLE!
Przykro mi tak samo jak Borubarowi było przykro. Chłopaki dali w sobotę czadu, a wczoraj jak siedziałem przed telewizorem to dali czadersko dupy i tyle.
Szkoda po prostu szkoda.
Czyżby wielki koncern amerykański zdecydował za mnie? Była by to porażka ale i ułatwienie. Co w tym momencie było by wiodącym uczuciem? Ból po porażce czy też spokój ducha bo nie muszę wybierać?
Poranna fontanna telefonów i nerwów w robocie i tyle | 08:13 / 15.10.2008 link komentarz (3) | Oj ludziska, ludziska. Jaki świat taki rap? Nie wiem. Ogólnie to cholernie ostatnio mnie pokusił o zastanowienia świat i kusi dalej. Świat w sensie ludzie w nim żyjący. Ok do rzeczy.
Po pierwsze, piątkowa myśl niezdecydowanego Jacka to schemat zależności budowany przez kogoś kto nami steruje - wiem wiem wszyscy stwierdzą że to teoria spiskowa, ale co? "Jak im się nasza kuchnia nie podoba niech se sami gotują".
Przecież obecne wokoło 30 latki to wyrób wczesnego kapitalizmu, ktoś im wtoczył w żyły Yuppi Yuppi styl, w którym trzeba być miłym, uprzejmy, a gdy pojawią się kłopoty, trzeba zjechać ostro z bluzgami w wiązanki połączonymi. Trzeba dbać o własny PR szczególnie przed szefostwem, do tego jeść sushi, grać w golfa, chodzić na wszystkie mega koncerty, no i oczywiście jak najprędzej zrobić MBA. (Kij wam w oko bo w dupę to przyjemność).
Ale to co w tym najważniejsze to fakt, że zarabia się forsę, forsę którą też trzeba kochać i pożądać. A jeżeli ta kasa już jest to teraz są banki i fundusze, które od nich tą kasę wyciągną każą inwestować, oszczędzać bo emerytury nie będzie itp. itd.
Więc jak dla mnie jeżeli ktoś wychowuje ludzi na bezsercowe maszyny do zarabiania, to jest w tym jakimś cel - efekty czyli pieniądze niech będą wchłonięte przez innych pod przykrywką oszczędności. A tu kryzys, plama i gdzie macie ten hajs chłopcy i dziewczęta?
TO raz. A dwa.
Patrzę na te wszystkie zjawiska, w sieci, na sreMTV, i innych TV i myślę , że przyszło żyć w dennych czasach. Wojewódzki się błaźni za pieniądze z wymuszonym luzem przekonując Krzysztofa Zanussiego żeby mówili sobie TY. I kolejny raz wychodzi na to, że jak gada z kimś inteligentnym to tylko potrafi się zbłaźnić. I tyle. Wiem wiem, to maska, poza , ale w takim razie Ile można sprzedać , żeby dostać więcej?
Nie mówiąc już o porażkach typu Tila Tequilla czy jakoś tak, kurcze apokalipsa Kyrie Eleison jakby powiedziała Facetka co uczy Czesia. A wokół ludzie, którzy na tym bazują, wierzą w to, oj oj oj mój drogi świecie, co to się dzieje?
Bazując na jakiś emocjach, wrażeniach, wrażliwości, szukam czegoś więcej. I nie teatru, opery, Bjork, Massive Attack, Ambitnych filmów, ambitnych książek (kij Wam w oko bo w dupę to przyjemność). Szukam zwykłości w moim mniemaniu i to takiej pozytywnej zwykłości z zadbaniem o jakość a nie tylko ilość, o Akademię Pana Kleksa, Czterech Pancernych, Siedem życzeń, a może i Sliders nawet, Leona itp i mam nadzieje, że to nie dlatego że mam do tamtych rzeczy sentyment, ale chyba są po prostu wciąż dobre niż miernota naszych dni z Fabrykami gwiazd, mającymi talent tańczącymi i śpiewającymi gwiazdami na scenie na lodzie w samochodzie odzie dzie cie? | 21:12 / 12.10.2008 link komentarz (6) | spełnianie marzeń w jamimś sensie wiążę się z pieniędzmi bo przecież musiałem wywalić 60 zł na bilet na mecz nie? Ale...ALE....OLEE Zaniemówiłem kilka razy, nogi chwilami mi drżały i zapewne nikt oprócz mnie tego nie zrozumie, ale ale OLE! Wszedłem na sektor i patrzę po numerach rzędów a tu na górze takie wysokie a ja mam na bilecie napisane "17" jak nic! i niżej i niżej i jest! kuuurcze! rewelacja! Co prawda na Stadionie Śląskim jak się okazalo faktycznie boisko jest daleko od trybun i słabo widać ale moje miejsce za te pieniądze było rewelacyjne! Byle by nie przegrali w moim debiucie. I Jest! Jeden. I jest DWA! Niesamowite! Darłem gardło wiedziałem, że jestem tam gdzie chciałem tak bardzo. Po prostu gdyby nie zdjęcia, nie wierzyłbym. Tye rozbija się o pieniądze, bo przecież one pomogły mi spełnic kilka marzeń, ale przecież wszystko kosztuje! Nie? I tak nie będę fanem forsy :) Szkoda tylko że moja kobieta nie lubi sportu i sam na meczu byłem, ale i tak czułem się rewelacyjnie.
A dzisiaj Caly dzień poza domem, ciężki dzień bo 4 godziny w jedną stronę , 4,5 z powrotem bo z mini obiadem i niestety - Porażka. Fakt , nawierzchnia była mega dziwna, ciężko się biegało piłka skakała jak kauczuk i ogolnie oni na tej nawierzchni trenują , a dla nas t było zjawisko...No i zaczęło się słabo czułem się maksymalnie nie swojo. Do przerwy 0:1. Nareszcie jednak w drugiej połowie udało mi się strzelić bramkę. Pierwsza w sezonie i wymaże raczej z pamięci ten zamach na pustą bramkę z pierwszego meczu. Niestety straciliśmy drugą bramke i przegraliśmy pierwszy mecz w sezonie. I jak pech to pech , strzeliłem ale co z tego jesli suma sumarum wtopiliśmy? Szkoda, nie lubię przegrywać.
Miałem czas na myslenie. Myślałem. Przesłuchałem Lilu w całości , Przesłuchałem Felt 2 w całości, przysnąłem na Franz Ferdinand i obudzili mnie na żurek przed Piotrkowem:)
Efektem przemysleń jest chyba fakt, że już wiem jaką decyzję powinieniem podjąć. Wszystko zależy od telefonu z tego tygodnia i mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni i zaznam spokoju chociaż w tej kwestii, w tej ważnej kwestii. Oby.
A spokój jest potrzebny bo czas wrócić do pisania nowych kawałków bo wena chyba wraca... czuję ją po mału po mału.
Niedziela męcząca nie zapowiada lekkiego tygodnia. | 12:40 / 10.10.2008 link komentarz (4) | Piszę te słowa z niewygodnym i niewiarygodnym bólem głowy, podobny do tego , którego doświadczyłem w Chorwacji po dniu na słońcu. Nie wiem może to nie było słońce? Może to było to co dziś? Ale co to do licha jest? Nie wiem.
Jestem po 3 rozmowie. I w przyszłym tygodniu wszystko się wyjaśni a ja z każdym dniem waham się jak wahadło od zegara z kukułką (dobrze napisałem ?) Nie wiem co zrobię , więc może najłatwiej będzie jak okażę się słabym kandydatem ? Ale znam siebie wtedy będzie rozczarowanie, a w momencie jak pojawią się w obecnym syfie problemy, to będę sobie powtarzał, że jestem cienki Bolek i nie nadaję się nigdzie indziej ponad to gówno (a przecież Echo I Eldo rapowali że trzeba "Ponad tym gównem stać"). EEE Tyle na tematy zawodowe koniec. Dzisiaj jest piątek i jutro jest mecz Polska Czechy , na który idę na stadion śląśki ! ! ! A w niedzielę jedziemy do Skierniewic na mecz i koniecznie trzeba wygrać. Weekend więc zapowiada się na relaks i psychiczne zwolnienie. Tyle.
Na dodatek teraz wrócił temat EP i dzisiaj bity będą jakieś od HWR i zobaczymy co dalej...bo może się w końcu udać. nie? | 14:01 / 09.10.2008 link komentarz (4) | To jest właśnie ten piękny cytat , który sobie dzisiaj przypomniałem: Matylda - Czy życie jest zawsze takie ciężkie, czy tylko kiedy jest się dzieckiem? - Odpowiedź Leona - Zawsze jest takie - . I wszystko jasne.
Jutro jest ważny dzień. Dzisiaj wieczorem jest trening. Najbliższe dni zapowiadają się niezmiernie ciekawie w tym momencie bo przecież jeszcze w sobotę idę na Polska - Czechy i pierwszy raz w życiu zobaczę reprezentację na żywo. W niedzielę jedziemy do Skierniewic zagrać oby dobry mecz, ale w autokarze będzie czas na przemyślenia zapewne. Ciężka sprawa gdyby nie ten posrany kryzys to miałbym łatwy wybór chyba. A tak?
Znowu niewiadoma stres od tych kilku tygodni już mnie męczy bo nie wiem co z tym życiem zrobić. Bo jak się ma dosyć nie wiele lat na karku, a już ciąży kredyt hipoteczny to lekkoduchem nie można być. A z drugiej strony chciałbym mieć coś z życia a nie dawać pracy wysysać ze mnie resztki sił. Ciągle jednak pojawia się pytanie "czy gdzie indziej, tam, nie będzie gorzej?" W sumie ciężko żeby było gorzej, ale na ile będzie lepiej? Czy mam zrezygnować z różnicy finansowej?
Przede wszystkim i na pierwszym miejscu:
CZY NIE PÓJDĘ W ŚLADY RODZICÓW I NIE ZAFUNDUJĘ SOBIE CIUŁANIA ZA MAŁE PIENIĄDZE I SKAŻĘ SIEBIE NA MÓWIENIE PRZYSZŁYM DZIECIOM "NIESTETY ALE NIE MAMY, NIE STAĆ NAS i to pieprzone, jedyne, bolesne, poniżające, zgadzające się na poniżenie, niesprawiedliwe, uciążliwe, przegrane, ciężkie, dotkliwe, mrożące krew w żyłach: INNI MAJĄ GORZEJ?!?!?!
AAAAAA
Odpowiedz na pytanie! | 07:49 / 08.10.2008 link komentarz (1) | dzisiaj to normalnie jest pieprzone epicentrum tego całego syfu. Wczoraj wypocząłem, że wcale bo musiałem zdobyć w Katowicach bilet na pierwszy w swoim życiu mecz reprezentacji Polski (i nie obchodzi mnie czy przegrają czy nie, marzenia trzeba spełniać!) i to był pozytyw. Potem pół godziny i na trening, który przez to, że tak się ciemno robi szybko to był krótki w sumie niestety. Zamułka ogólnie po treningu i nie porozumienia, takie jedno wielkie przygnębienie, które trzyma mnie do dzisiaj, a sms od szefa o 6:20 (!) mnie nie zmobilizował i nie pomógł w rozstrzygnięciu ewentualnego dylematu. Może godziny się pochrzaniły? Powinni chyba mnie zamknąć w Toszku na parę chwil , żebym poluzował i zaczął albo cieszyć się znowu życiem, albo też rozumieć, że nie da się nim cieszyć i z tą nie błogą świadomością żyć dalej po prostu...? Diabli wiedzą. Dzisiaj to nie wiem co ze sobą zrobię mam takie zero motywacyjne i ogólne , że już mi się to wszystko znudziło i najchętniej usiadł bym z założonymi rękami i nie odzywał się i nie pracował i nie sprzątał, nie prał, tylko siedział, albo leżał i przegrywał swoje życie bezczynnie, bo przegrywanie aktywne mnie już męczy i tyle. Z resztą co to za różnica?
Pośród całego prochu rozrzuconego w tym internecie dziwnie się czuję , wszyscy jacyś tacy żywi, wrzucają jakieś fakty, nowinki, małe sukcesy i jest im dobrze. A ja mam te swoje zdołowane wpisy i komentarze i żyję byle jak w sensie, staram się żyć dobrze i otoczenie całe powie, że udaje mi się, ale ja się czuję byle jak i to mnie boli bo zawsze chciałem inaczej niż teraz a w dodatku kiedy uświadamiam sobie, że właśnie nastało to czego tak nie chciałem to uzmysławiam sobie, że nie miałem świadomości, co do skali tego zasranego marazmu, konfliktu między chęcią i radością życia , a pracą i tym co z Ciebie wysysa. Chyba, że po zmianie pracy może być inaczej?
Nie klnę ale..
JEBAĆ TO!
| 07:27 / 30.09.2008 link komentarz (0) | Chciałem właśnie coś pojechać na tandetnym weszlo.com i nagle zrozumiałem , a raczej jedynie pomyślałem, że cholera by to wzięła bo i tak zgubię się w tłumie. Mogę coś skrytykować, ale będę tylko kropką i przecinkiem w tym morzu wypowiedzi. Anonimowy internet, Anonimowa rzeczywistość, czy ja chciałem kiedyś nazwać swoją płytę "Anonim"? Miało być "Jednak na poważnie", wcześniej jeszcze "Rytm Bloków" (hahaha) i takie tam ale czy był ANONIM? Jeśli był to i tak nie wrócę do tematu , ale mi się nasunęło.
Kotka , która jest z nami od soboty dzisiaj mnie wpieniła bo musiała iść za mną do łazienki i zamiast się w odpowiednim momencie wycofać to ja musiałem wyskoczyć z pod prysznica i ją zanieść tam gdzie trzeba i tak już zbyt późno. Cóż.
Przede mną kolejny dzień ... i na tym zakończymy i tyle. | 07:57 / 26.09.2008 link komentarz (0) | Wciąż czekam na jakiś telefon i jest i później półtora dnia i czekam na telefon. Ogólnie mam okres stresowy i zmianowy, a zmiany nie podobają mi się (te obecne) a zmiany podobały by mi się gdyby pobiegły po mojej myśli. W Niedzielę gramy ważny mecz, z resztą jak są 4 drużyny w grupie to każdy mecz jest ważny na początku. Niedziela 11.
A dzisiaj początek zmian w pracy czyli nic przyjemnego. Wczoraj się bardzo zniechęciłem i ogólnie mam nastawienie negatywne i pozostaje mi wierzyć, że coś się ułoży po mojej myśli. Ogólnie takie poczucie niepewności jest niewygodne i nie uśmiecha mi się to wszystko. Co zrobić.
Aha i mam dosyć naszych rodzimych portali informacyjno-rozrywkowych , kiedy codziennie można przeczytać, że Kubica zmienia zespół, że przyszłość Kubicy jest nie pewna, że Heidfeld się obraził, że Alonso nie koniecznie pojedzie w BMW, a Kubica i tak jeszcze powalczy o mistrzostwo świata. Nie ma o czym pisać? to chyba główny powód tego wszystkiego.
Taki ot chaos myślowy | 07:48 / 23.09.2008 link komentarz (0) | ciągle padaaa
Moja nadzieja nie przepadła, sory ale nie będę pisał o co chodzi na razie, ściany mają uszy, wzgórza mają oczy, a blogi mają wszystko z tego.
Bynajmniej nie chodzi o obecną bombę zegarową , która już tyka ale i śmierdzi coraz bardziej, eh a ja czuję się w tej sytuacji źle. Chciałbym jednak w końcu zdobyć to coś więcej niż to co mogę mieć tu i teraz czy za chwilę. Ogólnie jednak nie wiadomo co jest grane. Ale wiadome jest, że jak się wszystko rypnie to ludzie zapamiętają tylko to co chcą!
Mam spory zastój twórczy, to chyba kombinacja depresji pourlopowej i depresji wczesnojesiennej. NIeprawdaż?
Czas wziąć dupę w troki iść na trening popołudniu, być "czystym" szczególnie wobec siebie i zacząć znowu pisać te rymy nie banalne.
jou
| 08:06 / 22.09.2008 link komentarz (0) | Joooo
Udało się. Graliśmy słabo chaotycznie ale zaliczyliśmy pierwsze zwycięstwo w sezonie! 5:2 brzmi imponująco, ale łatwo nie było. Przed samym sobą się nie zrehabilitowałem golem, jedynie zaliczyłem pierwszą w życiu karę 5 minut za bramką czyli żółtą kartkę za zagranie w stylu Grzegorza Rasiaka (nogą w piłkę, w niewiadomym kierunku, przyp. red.). Liczą się 3 punkty i drugie obecnie miejsce w tabeli. Pogoda była ciężka a ja jeszcze na kilka chwil przed końcem meczu zaliczyłem poślizg i cały mokry schodziłem z placu gry. Mimo wszystko grać jest pięknie grać się chce! KKS!
Nowy tydzień , czy będzie rewolucja? Przekręty, zakręty, telefony i nadzieje. I co? Co? Co ma być to będzie... | 07:57 / 19.09.2008 link komentarz (2) | Dziub Dziub cóż cóż.
Tydzień mija , a był zimny deszczowy i burzliwy.
Pisałem o jakimś telefonie? - Dzisiaj ostatni dzień nadziei i wiem już, że to może być dla mnie dół i odczucie porażki życiowej, no może nie życiowej ale mocnej porażki. Takie życie Taki Rap.
Wczoraj wybuchła bomba w pracy ale na efekty jeszcze poczekamy. Masakra sam nie wiem jak to było możliwe, żeby ktoś ciął takie przekręty. Cóż żyjemy w Polsce kraju gdzie kradzież i cwaniactwo jest wkalkulowane w charakter większości więc czuję się wywrotowcem, który marzy, aby to się zmieniło.
OK
Najważniejsze, że mamy extra drużynę hokeja na trawie, gramy w Niedzielę z Polonią Skierniewice, którą pokonaliśmy dwa lata temu w barażach 2:1 ale czas płynie i nie wiadomo czego możemy oczekiwać po niedzieli. Ale mimo to ciśnie się na usta okrzyk "Tylko zwycięstwo Kolejarz Tylko Zwycięstwo!" W końcu biegamy już 7 km poniżej 35 a nawet 34 minut.
Życie płynie dalej, znowu czas lekkiego znieczulenia i wszystkomiwiszenia.
Grajmy | 08:03 / 17.09.2008 link komentarz (0) | Nastały zimne dni. Deszczowe zimne. Nie są do końca dołujące, ale taak zimno nagle, że ciężko się przyzwyczaić. Nie ukrywam , że żyję wiarą i nadzieją, na telefon na Tak i prawda jest taka, że nie wiem jakich prywatnych zabobonów unikać i jakie ruchy wykonywać. Nie wiem co mnie czeka i nie wiem co będzie jak nie wyjdzie. No cóż No cóż No cóż.
Środa, do końca tygodnia jeszcze dzisiaj, czwartek i piątek.
Ale trenujemy, w niedziele mecz i szansa rehabilitacji
i walka o to, ażeby trafić na pustą bramkę jak będzie
okazja takowa. Pobiegać, męcząc się odpocząć i mieć
radość. Bo w pracy jest syf i nie czuję się najlepiej
siedząc tutaj i chyba już nic tego nie zmieni. Słabo
wierzę w to wszystko tutaj, a bałagan, chaos i plany
w ilości tysiąc na minutę to gwóźdź do mojej trumny. | 07:58 / 02.09.2008 link komentarz (0) | Ponoć jak człowiek pisze bloga to jest zdrowszy psychicznie. hahaha. te wszystkie nowości i nowinki, niusy i informacje.
Polska - doznałem szoku po powrocie z wakacji. Ponoć to normalne. Ale znowu chcę uciekać tam, gdzie człowiek jest priorytetem i wartością niezależnie od stanowiska. Ogólnie to akurat piszę to w dniu częściowej obojętności i pogodzenia się z niewiadomym jutrem, ale napisać trzeba.
Korupcja w tym kraju nakręca pozorny rozwój w postaci remontów dróg itp. karykaturalny showbiznes gdzie nadpobudliwy junak (haha) ze Szwecji , dwa lata jeździ po kraju z dwom piosenkami, które śpiewa z playbacku i to jeszcze bez krycia się z tym, a i tak wszyscy się bawią. Aktorzynki bez talentu zagrają w jednym serialu, zatańczą, pojeżdżą na lodzie, pośpiewają i są już mega gwiazdami.
Budynki są szare i odrapane już tyle lat, że na prawdę tak nie wiele by zajęło władzom miast odnowienie, ale...ale... można wymieniać i wymieniać.
Ogólnie mówiąc nasz kraj nie jest dobrym krajem do życia, niestety nie. Znowu w tym momencie przydałoby się mieć coś jak Forrest Gump. Czyli w tym przypadku żyć jak CI, którzy nigdzie nie byli poza Czechami i Słowacją. Tacy nie mają świadomości , że żyjemy w szarym i ponurym kraju, który traktuje swoich obywateli w sposób ignorancki i ironiczny. Dopóki ja też widziałem jedynie Czechy i Słowację (i to Czechy z przed 8 lat) też miałem w sobie oprócz patriotyzmu wielką chęć życia w tym kraju. Obecnie............. | 07:58 / 05.08.2008 link komentarz (0) | Auto przyprawiło mnie o zawrót głowy, a miało być tak dobrze. Bo to tak zawsze jest, że jak już się wydaje, że wszystko gra to dup chwila i niestety już zaczynają się schody.
Czekam na ten dzień, jeden dzień, w którym uda się kilka pięknych rzeczy na raz i kiedy świat ukłoni się w moją stronę chociaż raz (może nie po raz pierwszy). Pamiętam ten dotąd jeden tydzień kiedy zdałem to zasrane prawo jazdy i dostałem pracę. Ale jak na razie cisza. i to na wielu frontach, a tutaj moja głowa jest strasznie niespokojna i rwie z pomysłami. Wiem jaka jest moja wada - jestem "w gorącej wodzie kąpany" ewidentnie. Jakby mi się udało, jednego dnia sprzedałbym auto, kupił inne, pobrał 10 bitów, napisał i wszystko nagrał, pojechał na wakacje, nakupił sprzętu i zrobiła samemu 100 bitów. Tylko nie dałbym rady tak w 24 godziny, nie dałbym rady finansowo i ogólnie, szczęście się do mnie w wyżej wymienionych wypadkach rzadko uśmiecha. Szczęście się uśmiecha kiedy myślę, że mam Kobietę, z którą mogę i chcę spędzić życie pozytywnie. Chociaż często bywa tak, że po napisaniu takich słów coś się chrzani chwilowo i idą błyskawice. Ale póki nie, niech się człowiek cieszy tym! | 14:06 / 01.08.2008 link komentarz (0) | I znowu mam , napiłem się kawy i przeczytałem wywiad z dobrym zespołem, który znam. I niestety wiesz nachodzą mnie znowu moje smutne wnioski jakieś pretensje do siebie i coś co wynika z dawnych młodzieńczych lat. wiesz bo nie widziało sie innych rzeczy, a humor i nastrój była jaki był. Ponadto podkreślę, że nigdy nie chciałem być ulicznym ziomkiem i syf i tyle. I tak oto wylądowałem gdzie jestem teraz, napiłem się kawy i mam zejście. bo kurde chce zrobić tyle kawałków jeszcze, ale nie ma ludzi nie ma bitów często i tyle. po prostu brak pewnych umiejętności i nie wpasowanie się w pewne standardy takie efekty daje. w sumie ciągle gdzieś z tyłu na drugim trzecim planie. pieprznięte to. tak jak to, że nie czytają wysyłają i pierdoły jak to. to nie wypaliło tamto nie wypaliło. I mam ochotę jedyne co powiedzieć to WYPIERDALAĆ chociaż nie powinienem tak mówić. Bo wiesz bo nie wierzę a jak już wierzę i chcę to kurde zaś nic. i nie chcę już pytać prosić i wysyłać kawałków żeby ktoś se sprawdził, czy rapuje wystarczająco dobrze, żeby mi wysłał bit. i dlatego sam chciałem robić te posrane bity, przez moment było ok, ale ja się nie znam na tym więc nie warto inwestować w pieprzony sprzęt.
Co zrobić
Jak nie urok to sraczka
i jeszcze auto wsiąknie gotówkę i znowu mało kasy będzie i powinienem go sprzedac a on ma wgniecione drzwi i jest ogólnie fatal error albo syntax error i nie wiem jak nastawić głowice żeby wgrała mi się gierka.
Ogólnie jestem najszarszym (dobre określenie) wywrotowcem i nadwrażliwcem na kształt rodzicielki, która mnie tego nauczyła.
Nikt mnie nie lubi, jestem cienki, cały świat jest przeciwko mnie, weź mnie uderz w głowę kurde weź weź weź
| 07:45 / 30.07.2008 link komentarz (0) | mam 52 lata więc życie przede mną. Ale więcej niż na rapie zarobiłem na...? (na allegro nie to nie wiem) | 08:15 / 25.07.2008 link komentarz (0) | mamy piątek. ale dopiero ranek. ale piętek, ale jeszcze kilka godzin. optymistyczno - pesymistyczne wahania, proszę Pani i Pana.
Chcę wakacji, chcę morza i gorącego piasku, którego tak dawno nie widziałem, a za granicą to nie licząc Niemiec i Irlandii (niezbyt ciepłe kraje) to już wcale. Jak to będzie?? Jaki kolor będzie miała ta woda?
Ale nie mogę o tym myśleć bo będę się niecierpliwił a to mnie zabije.
Wczoraj cyganki łaziły pod blokiem z akordeonem - grały , a babcia nie wiem za co rzuciła im trochę grosza. Dziwna kultura, lepiej to niż kradzież , ale gdyby to jeszcze tradycyjnie wyglądało a to takie byle nic. Ludzie dziwnie reagują, a może po prostu chciała mieć święty spokój owa babuszka?
Jednak dobrze, że cały czas to zauważam. Lubię deszcz, jak jest rześki, lubię śnieg jak jest go dużo i jest puszysty, lubię słońce, lubię ziemię.
Tylko czemu ją takim syfem zarażamy? | 08:11 / 21.07.2008 link komentarz (0) | Powrót do rzeczywistości takiej, jak dzisiejsza pogoda.
Wczoraj bowiem była niedziela, a koncert we Wrocławiu w niedzielę z obsuwami daje maksimum nie wyspania się po 3 godzinach snu. Trochę słabo.
Wszystko przez to, że WU załoga spóźniała się, ich DJ jadł pizzę podczas koncertu, a U-God chyba, wlazł na scenę jeszcze mlaskając. NIe zagrali rewelacyjnie, ale ja też nie jestem nawet nie dużym ich fanem. Słabo nawet znam ich kawałki i tyle.
Natomiast Culcha Candela zrobiła wypas show i chwała im za to. Bo pokazali , że jest jeszcze na świecie prawdziwa muzyka, pomimo, że lekka i przyjemna to jednak o "czymś" i z radością grania i sercem, a nie produktem.
Looptroop? Chyba nie mogło być innej opcji jak to, że uraczyli nas rewelacyjnym koncertem. Eksperymenty z przerabianiem starych numerów dla mnie lekko nie udany pomysł, ale potem jak podkręcili klimat pokazali, że pomimo koncertów prawie codziennie, na każdym dają czadu i to się chwali.
Szkoda daremnego prowadzenia imprezy, szkoda i szczerze trochę wstyd. Ale zostawmy to ocenie każdego indywidualnie.
Jeszcze zapomniałem - na początku Zagrali 3W KASTA - szczerze mówiąc a początku pomyślałem, że dobra muzyka leci i chłopaki dobrze grają. Ale po występach Culcha i Looptroop`a stwierdziłem, że jak i większości polskich zespołów brakuje im jakiegoś elementu na koncercie, który sprawiłby, że to nie jest tylko zagranie kolejnych kawałków, ale KONCERT w pełnym tego słowa znaczeniu.
Nic
Zdycham. Trudno. | 11:21 / 18.07.2008 link komentarz (0) | Historia zatacza koła? Nie wiem. Ale wiem , że znowu nadszedł czas tej pieprzonej zmiany. Z tą jedną różnicą, że tym razem , pomimo, że takie myśli się pojawiały, emigracja nie wchodzi w grę. Daj nam daj nam daj nam szansę. Chwilowo zdesperowany szukam opcji ekstremalnych , ale pieprząc wszystkie bzdury z yappi yappi yappi kręgu , prawda jest taka, że nie można się cofnąć. Ewentualnie zmodyfikować.
Najbardziej jednak doskwiera moja niecierpliwość i kąpiel w gorącej wodzie. Ja po prostu chcę już i koniec! Nie chcę już wytrzymywać tego gówna.
| 11:13 / 02.07.2008 link komentarz (0) | kiedyś powiedziałem w pracy, że nie piję kawy rano , że nie lubię, a potem sie dziwili jak się owej kawy napiłem. Bo chodziło mi o to , że kawy do śniadania nie lubię, bo śniadanie popijam koniecznie herbatą ewentualnie w śniadaniach hotelowych jakimś sokiem czy wodą na dodatek. haha hotelowe śniadania jak to brzmi! ej
a teraz ogólnie lubię się napić kawy dla smaku i dla "the long distance runner reakcji")****. I staram się nie uzależnić się od niej! chyba mi się udaje. Niestety kaza coraz częściej mnie pobudza, a tego też nie chcę, bo w moim umyśle mi to przeszkadza jak coś mnie stymuluje , pobudza nie naturalnie. Nie cierpię świadomości, że to co we mnie siedzi jest nienaturalne. O rany , teraz piszę to też po kawie prawie już wypitej! Czyżby okazało się, że po kawie mam większą wenę i lepiej mi płyną litery?? O rany! Twórczość w każdej formie musi być naturalna, musi płynąć z człowieka, a nie jego mieszanki z kofeiną, kokainą , amfetaminą, marihuaną, czy jakimiś innymi specyfikami. To moje podejście piękne ideały więc chrzanić kawę - ale kurcze taka z ekspresu z ciastem, lodami, słodyczami typu czekolada? kurcze jak rozwiązać ów konflikt? Przecież , wcześniej co prawda nie nazywałem tego po imieniu, ale twórczość właśnie chcę żeby była czysta. Przez to też po części mogę być drewno i Rasiak, bo się nie potrafię zluzować i napisać coś pod wpływem, ale też odkrywać tych narkotycznych horyzontów. A ty mi teraz powiedz, czy legendy były i są gwiazdo-legendami bo ćpały czy też ćpały bo były gwiazdami i są legendami?? Podaj mi dłoń pozwól siąść na koronie drzewa, heroina, wódka, jointy, konserwy impreza bez przerwy, samobójstwo. A ja jestem tym gościem, z dworu królewskiego , który był w cieniu Amadeusza, i tym , którego oszczali na początku filmu tak? Znam zasady okej.
Jacie ale mi się horyzonty otworzyły po tej kawie! Jestem ćpunem kawowym , może zostanę gwiazdą?
Pokaż mi legendę gwiazdę abstynenta?????
A pokaż mi legendę gwiazdę ćpuna??? raz dwa czy sztery i tak dalej. Ja cie nie mogę!
A wczoraj nadrobiłem zaległości nagraniowe, bez kawy , ale było już napisane o nie mogę.
Łona jest dobry ale ma kawę i szlugi (setki marlboro, rozpuszczalna kawa i muzyka). Ludzie !
A może kawę też odrzucę?? może poszerzę swój abstynencki ascetyzm i narzuce kolejne oczyszczające ograniczenie?? Boże , może!
JAaaaa
ale jazda
miałem narkotyczne wizje po kawie.
nie sadzić, nie pić zdelegalizować to te parę słów , które nie wiem czy zarymować!
**** - The Long Distance Runner Efekt/reakcja - to chwila kiedy po wypiciu kawy wrzucasz sobie kawałek The Long Distance Runner i chcesz pod instrumental tego kawałka nagrać swój utwór, w którym podkreślisz, że będziesz pisał i nagrywał to gówno dalej , pomimo braku zainteresowania i pozytywnych opinii!
Ale JAzda | 07:12 / 01.07.2008 link komentarz (0) | lewa noga czy standard? olać. zero zero zero. w poszukiwaniu lepszego zastanawiam się co jest złe co jest nie po mojej myśli i co to wszystko powoduje. jutro wieczorem zapylam do Niemiec służbowo bez poczucia misji a wręcz odwrotnie i tyle tego gówna. Z ciągłą świadomością, że zaś się coś przechyli i wyleje i znowy zrypa znowu zrypa znowu szajsss.
Spałem dobrze to dobrze , dobrze to trwa twój pogrzeb. detox jaki detox po co w chuja walisz ? | 08:08 / 30.06.2008 link komentarz (0) | początek tygodnia, który zapowiada się bardzo ciężko a zarazem znieczulica chwilami postępuję. Weekendowy nastrój był dziwny bo potrafiłem siąść i ślepo się gapić bez ochoty na odezwanie się i co najważniejsze nie potrafiłem podać powodu takiego zachowania. Może piątkowa farsa i pusta sala po raz 3 z rzędu? kiepsko to widzę, bardzo kiepsko. | 12:14 / 28.06.2008 link komentarz (0) | piątek zapowiadał się ciulato, trwał ciulato i ciulato się zakończył.
masz hobby, pracujesz nad nim lata (przyjmijmy między 5 a 10 lat) i potem masz efekty takie , jak w chorzowskim klubie kocynder. 4 wykonawców, każdy z nich w jakiś sposób zasłużony i jakby to powiedzieć każdy zagrał dla kilku znajomych i gołej dupy w dosłownym ujęciu, dzięki policjantowi z żor. czyżby nadszedł schyłek dla tych słabszych, drewnianych i bez polotowych? Tak tak mam na myśli siebie:)demotywacja jak w pracy, a słowa przychodzące na myśl, to: ciula, huj i okrzyk skurwysyny!!!!. ta jedna wiadomość , ten jeden kommmment, to jedno, ten jeden. aha i jeszcze jedno słowo:
jebać...to | 07:42 / 27.06.2008 link komentarz (0) | Ok , jak chcesz.
Trzymać dystans?
Cóż.
i Dobrze ! Espańa w finale i niech rozjedzie Niemców!
Zgubiłem wątek. jest piątek, koniec tygodnia. Czy dzisiaj tez zagramy do kotleta?
Wątek się stracił. Wątku!!!!! eee?? | 07:58 / 26.06.2008 link komentarz (0) | Kiedy ten słaby szwajcarski sędzie nie podyktował jednego czy dwóch rzutów karnych, które gwizdnąć powinien, pomyślałem, że piłka nożna jest nie sprawiedliwa. Ale zaraz poszła kolejna myśl, przecież ogólnie sport jest nie sprawiedliwy, ale przecież, nie nie nie. Ogólnie mówiąc , i to jest ważna konkluzja, życie jest nie sprawiedliwe i tyle. Taka prawda. Trudno Turkom szacunku nie oddać, za postawienie się Niemcom pomimo okrojonego składu. Powinni schodzić z boiska z głowami podniesionymi do góry, ale wiem wiem, rozumiem, było blisko, też bym się smucił chłopaki.
I nareszcie dotarła do mnie limitowana edycja Atmosphere! Jeszcze wychodząc z pracy, miałem ochotę puścić sobie "god loves ugly" , ale przysięgam nie wiedziałem, że brat do mnie zadzwoni i powie, że ta przesyłka już jest! Pojechałem prawie od razu i jak obejrzałem ten skarb to stwierdziłem, że to najlepsza z mojej kolekcji płyta pod względem jakości wydania. TAK. Opanowuję też pomału projekt do bitu z ulubionego mojego kawałka. Będzie dla mnie i tylko dla mnie. "Fuck all of ya! Stop doing rap and go play"...hockey? | 07:50 / 23.06.2008 link komentarz (0) | Szczyrk i okolice to oaza i raj, patrząc z perspektywy proletariackiego mieszkańca miasta. Sobotnia przechadzka górami, połączona z pomocą kolejki gondolowej na szyndzielnię to balsam dla duszy i radość, w odpowiedzi na kolejne nawrót nowotworu pracowniczego. Piękne dyskusje i konkretny humor , pięknie!
TO tyle pozytywów. Smutne ale tyle. No jeszcze oczywiście najważniejsza w życiu miłość nie zawodzi i daje wsparcie, doceniam doceniam.
Trzeba jak się okazuje wrócić myślami jeszcze dalej. Nie tylko kawałki nagrywaliśmy dla siebie i bez przeznaczenia, ale jak wspominam sobie nie myśleliśmy na początku o koncertach i...tyle. Wracamy. Gliwice zawiodły, apropos, nawal się usiądź i słuchaj. Jeszcze patrząc, że zaproszone osoby, pierwszy raz wizytujące taką imprezę, nie mogły zobaczyć nas w akcji tak jakbyśmy mogli wyglądać, ale dzięki za dobre słowa. I co ?
I nastała sobota. Rosja Radziecka grała z Królestwem Niderlandów i mecz musieliśmy przerwać w połowie, żeby iść na kolejny koncert. Na początku - extra. Sporo ludzi, dobra sala. Ale ale , nie wiem dlaczego, ale ale w moim obecnym mieście na tą imprezę przyszło głównie gimnazjum i... raz że my nie zmusiliśmy ich do zostania, w rozumieniu , że nasza muzyka im jest obca. A dwa , że chyba chodzą spać wcześnie i muszą być w domu o 23. Bo zaczęliśmy jakoś przed 23 i było słabo była pustka. Jeszcze dzięki prośbom "Majkel frestyle" coś osiągnęliśmy (oczywiście samo "freestyle" albo "Kecaj freestyle" nie wchodziło w rachubę) to ogólnie zagraliśmy próbę , a nie koncert. Ale nie ma załamka - oficjalnie. Wewnątrz czuję się zawiedziony i zniesmaczone, że tyle pracy i nic, ale także, że wróciliśmy i... po co?
Rozpoczyna się ten smutny tydzień w pracy, bolesny, zapowiadają się problemy. A w pracy, która nie cieszy, problemy oznaczają tydzień żałoby, dobrze, że przynajmniej wiem, że się spodziewam.
Przecież nikt nie mówił, że żyjemy dla przyjemności...(absurd) | 07:43 / 19.06.2008 link komentarz (0) | hallo, hallo
until 3 month my school is over.the last chapter has begun.and then we can make a lot of musikkkkkk
nara
greetings
HAHA!! TAK JEST NADCHODZI REWOLUCJA I ALBUM STULECIA! | 17:04 / 16.06.2008 link komentarz (0) | nie nadaję się do handlu byzzznesu i całej tej reszty. ile mogę o tym pisać? dzisiaj rano myślałem, że pierwszy raz w życiu zemdleję, ale przeszło mi. pokichane problemy, negocjacje, sracje, pieprzenie. mój młodzieńczy bunt był słaby w porównaniu z tym co jest teraz. bo ukradliście mi radość cioty! a jak na tego jednego patrzę to czuję się fatalnie i muszę przestać patrzeć.
Boję się dentysty, tam idę , a resztę olewam Bo nikt tego nie czyta.
Wielkie FUCK
Wielkie YES!
iiii ZASUWAJ | 08:04 / 13.06.2008 link komentarz (0) | olej plany. olej siebie.
d e p r e s j a. jeśli jesteś agli i bynajmniej nie kid joe. słucham słucham. robię robię. zawikłam i nie powiem.
nie mogłem na to patrzyć, było słabo, a ja spóźniłem się pięć minut chociaż w tym czasie nic się nie wydarzyło. Później znowu konflikt interesów i inne podejście do tych obowiązków domowych. zaraz zaraz. to ja jechałem tam i z powrotem przed meczem? ścierwo, flaki, skóra.
apatia. czy dzisiaj jest piątek 13? i co z tego? halo ...ale nie nie mogę w sensie nie chcę wykrzyknąć, mamo tato i tak dalej. cały czas to samo i w końcu dobiegnięcie do momentu wyjścia. wydało mi się wczoraj , że jestem od tego uzależniony, wpadłem na tą złotą myśl, poczułem nagle światło, uwolnienie i radość z nazwania rzeczy po imieniu. Ale zaraz potem teoria padła bo przypomniałem sobie, że jak były słoneczka kwiatki, zima, radość, spokój, było cudnie. oddychałem szczęśliwie. znaczy się , że to nie jest fajne i uzależnienie to bzdura. chciałbym , żeby było cudnie. więcej! teraz kiedy znowu jest tak jak tak i siak i nic, to wiem już jak to jest inaczej raczej i boli bardziej szkoli do woli. jak skaczesz na bungee to ponoć jest strach straszny. ale gorzej jest ponoć za drugim razem bo wiesz co Cię czeka. sam nie wiem. jak dziwnie jest przechodzić ten moment, dziwnie znaczy źle, kiedy to się zmieniło i różnice w poziomach na sercach się rozbiegają. nie cierpię szlugów, nie umiem być aż takim egoistą jestem słaby. o!
cichy nie radykalny mało ostry
jestem warty litości czy może żałosny
za odważne głoski grożą pięści gości
ja, kolejnej wiosny mniej mogę stracić
pola i lasy zza szyb drugiej klasy
kolaż Polacy kolejowy przegląd prasy
nie ma sióstr , braci nie ma znów demokracji
jestem tchórz to mnie straszy więc pisze kicze
moje tajemnicze chrust a nie znicze
I tyle.
matkofaki matkobicze
wolne muły polsko holendersko brazylijskie.
yidyiota | 10:55 / 11.06.2008 link komentarz (0) | buuuuuuuuuuuuu
gorąco
fala fala fala opadająca.
smooth jazz kiedyś teraz znowu niewybitnośc.
wiem wiem wiem wiem, nie mam tego brać do siebie i poważnie.
chce mi się spać.
Nie odnajduję poszukiwanych skarbów, siedzę w robocie zniewolony i nie wiem nie wiem co mam zrobić, bo nie widzę sensu w niczym tutaj!
beeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
wredna rzeczywistość, znowu narzekam. znowu znowu narzekam kurcze no.
Spóźnili się z hajsem po raz pierwszy , to chyba jednak przesłanka ku temu , że może tak być częściej. Dlaczego>??
Jeżeli było normalnie zawsze, a teraz stało się tak to może tak się dziać. A jeżeli wcześniej się by tak działo a przestało to byłby progres i może już by się nie działo. Ajjjjt?
Uwielbiam turnieje ala EURO 2008! UWIELBIAM.
A tak to jest smutno i duszno
nie wiem pod psem pod ;psem pod psem strasznie pod psem | 12:24 / 08.06.2008 link komentarz (0) | To było niesamowite! Kilku emigrantów w jednym , nie dużym pokoju na bodajże St. Mary street w Cork City. Szalik na oparciu i oczywiście bojowe nastroje. W końcu Polacy grali z Niemcami, rozumiesz z NIEMCAMI!!! A my byliśmy na emigracji, z daleka od naszego kraju, ale chcieliśmy być jak najbliżej tej reprezentacji, która wówczas była naszą dumą, pomimo pierwszej katastrofalnej porażki z Ekwadorem. Jednak żeby z Ekwadorem przegrać trzeba było awansować do finałów, a Irlandczycy nie awansowali...Rozumiesz? Emocje udzielały się wszystkim i dwaj napastnicy reprezentacji z za zachodniej granicy, ale z wyraźnymi polskimi korzeniami, byli krytykowani i obrzucani z biegiem czasu coraz gorszymi hasłami. Cóż nie jesteśmy idealni. Emocje. Walczyli, ponad swoje możliwości zapewne. My zaciskaliśmy mocniej dłonie, a serca kołatały. Stało się. Sobolewski za trochę bezsensowny faul dostał drugą żółtą, a w efekcie czerwoną kartkę. Graliśmy z jednym zawodnikiem mniej. Podolski....minimalnie obok słupka. BORUC! cały czas 0:0. Pod koniec meczu na boisko wchodzi ciemnoskóry Odonkor i pokręca tempo na prawym skrzydle niemieckiej drużyny. Końcówka. Będzie remis...
Znowu Odonkor, dośrodkowanie, Neuville i....koniec marzeń. Bramka dla Niemców. Sebastian podskoczył do telewizora i zaczął rzucać mięsem, podkreślając, że "pieprzeni Niemcy zawsze mają fuksa i w ostatnich minutach wygrywają". Schowałem twarz w ręce. Co prawda po fatalnym meczu z Ekwadorem nie za bardzo wierzyłem w zwycięstwo, ale głęboka patriotyczna nadzieja była we mnie. Niestety. Chwilę później ostatni gwizdek i tak kończą się nadzieję. Nasz bramkarz ze łzami w oczach schodzi z boiska. Było tak blisko. Załamanie i znowu nic. Znowu odpadamy.
Dzisiaj jest inaczej. Jestem w kraju, nie będzie chłopaków z fabryki i klimatu imigranta. Nie będzie Irlandczyków, którym nasi piłkarze mogli by tyle udowodnić. Jest 8 czerwca 2008. Minęło około dwa lata. Nasza reprezentacja jest inna. Klimat jest inny. Ale czuje się tą chęć rewanżu. Podteksty historyczne, polscy zawodnicy w kadrze Niemiec i cała ta otoczka. Nie mówię o wojnie medialnej, która jest na bardzo niskim poziomie. Mówię o chęci niesamowitego zwycięstwa i wiary w nie. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że mecze jak ten z Portugalią zdarzają się rzadko. Pamiętajmy jednak, że graliśmy drugi mecz z Portugalią już w słabszej formie i na wyjeździe, a i tak wiele osiągnęliśmy!
Oglądałem dodatek do jednej z gazet odnośnie mistrzostw Europy. Porównywałem składy, kluby w jakich grają piłkarze. Polska reprezentacja nie prezentuje się korzystnie "na papierze". Miejscami sam podważam pewne decyzje naszego trenera odnośnie składu. Mogę się jednak mylić, w końcu mnie tam nie ma.
To wszystko zmierza tylko do jednego. Mamy mistrzostwa Europy z udziałem naszej, Polskiej reprezentacji. To podnosi emocje o 100, 200, a może nawet 300%. Jesteśmy na tym turnieju i podejmiemy walkę. Gramy z Niemcami, drużyną, która poza tym, że jest silna, posiada jeszcze kilka ciekawych cech. Reprezentuje w końcu kraj, który w dalekiej i nie dalekiej historii zadał nam wiele ciosów i chociaż sam jestem ZA pojednaniem narodów, to pewien dodatkowy smaczek ma wygrana nad Niemcami podobnie jak wiktorie nad Rosją. Dodatkowo pamiętajmy o tym meczu z 2006 roku, w którym przegraliśmy, ale po na prawdę ambitnej walce. Dlatego też niezależnie od tego jakim wynikiem zakończy się dzisiejsze spotkanie będę, jak cały naród, z Naszymi piłkarzami. Dla emocji, dla patriotycznej dumy, dla przyziemnej rozrywki i radości z każdego sukcesu. Liczy się dobra zabawa, rozrywka. Możemy przegrać, żeby tylko te 90 minut było ciekawe i pełne emocji. Możemy przegrać, ale pytany o prognozę wyniku, przez gardło nie przejdzie mi że przegramy. Nie potrafię.
Pozdrawiam Cork City!
| 23:34 / 07.06.2008 link komentarz (0) | niesprawiedliwość wybrana na własne życzenie. Transakcje. Ja oddaję wszystko tanio Ty oddajesz mało drogo. ból, rezygnacja. dla ludzi jak ja życie nie ma sensu, jednak świadomość o tym często bywa przysłonięta. Niesprawiedliwość. I powiedz mi, jeszcze raz, że co złego to nie Ty, a moi są dziwni. Do dna kochani...Słodkieeego miłeeego żyyciaaa! | 11:22 / 06.06.2008 link komentarz (0) | Niesamowite wspomnienie pierwszego mini zwycięstwa!
Nie wiem jak trafiłem na betonowe boisko przy SP 12 i nie wiem kto mnie wciągnął do drużyny i gry. Świtają mi pewne osoby, ale nic konkretnego. Mieszkałem wtedy dopiero pierwsze tygodnie na „Koperniku” i nie znałem prawie nikogo. Wiem, że trafiłem na to boisko i zagrałem w meczu. Było upalne, polskie lato więc koszulkę albo miałem zdjętą, albo też założoną spodem do tyłu odsłaniając tors chłopca, który miał w najbliższym czasie skończyć 7 lat. Nie znam wyniku, nie pamiętam zagrań. Pamiętam tylko ten moment. Kopnąłem przed siebie w stronę podstawy kosza do koszykówki, który akurat służył jako bramka. Trafiłem! Piłka uderzyła w koło roweru stojącego tak, że owo koło znajdowało się wewnątrz naszej bramki. Pamiętam tylko poklepywanie po plecach i uśmiech mojej opuszczonej ze skromności głowy. Niesamowite! Ten jeden moment byłem gwiazdą dla siebie. Może gdyby nie natłoczenie późniejszych wypadków mój charakter i życie potoczyły by się inaczej?
Skok wzwyż, mistrzostwa Gliwic w Hokeju, mecze palantówką na przerwach w szkole, i te 8 bramek w świątecznym turnieju ostatnio. Są chwile, są piękne chwile.
Życie dorosłe jest nudne i zabiera co się da z tych pięknych chwil.
Rozlatujący się tapczan przy ścianie, biurko zawalone kasetami magnetofonowymi, lista przebojów własnego autorstwa!, piłka paletkowa, okno, godziny bez słowa, przy herbacie, rozmyślaniach, załamaniach, marzeniach.
Gdzie jestem?
Coś zepsułem?
nie umiałbym funkcjonować bez momentu STOP i powrót na chwilę, chociaż na chwilę, chociaż na jeden moment zwycięstwa i młodzieńczej walki o banały.
...
...
...
...
...
| 07:26 / 04.06.2008 link komentarz (0) | dawno tak dobrze nie spałem. jestem u siebie, pierwszy raz od nie całych 4 lat. używając śrubokrętów, kombinerek i młotka skręciłem sam to łóżko! zero wkrętarek!
burza się skończyła.
A szczęście trochę się uśmiechnęło bo we Wrocławiu będzie Looptroop, Culcha Candela i Common. Brakuje Atmosphere...ale będzie to zawsze jakiś cel do zdobycia. Przynajmniej tak sobie muszę to teraz tłumaczyć, dla świętego spokoju...święty spokój święty spokój święty spokój święty spokój święty spokój święty spokój święty spokój święty spokój święty spokój święty spokój | 07:47 / 30.05.2008 link komentarz (0) | Jeżeli jest się na dnie, wcale nie jest tak oczywistym, że zaraz po tym wypłynie się na powierzchnię. Możemy przecież jeszcze pogrzebać w mule piachu nagromadzonego na dnie. Idiotyczna to zabawa, ale jak ja to lubię! Ja to lubię, to wszyscy też muszą i taki jestem. W sumie wychodzi jednak na to, że mówię , OK, to płyńcie na górę. Więc płyną, odpychając się nogami od mojego egoistycznego pysku, pustej klatki piersiowej i niewystarczająco napełnionej głowy. W końcu kogoś chwytam sobie za nogę i też podpływam wyżej.
Aleeee FAaaaaajnie nie?
Zadowolony hedonista nie ma sumienia. Forrest Gump, ma je nieskazitelnie czyste. Złotośrodkowa szarość to najbardziej bolesne połączenie tych dwóch postaci. Sumienie, które może i chce być czyste, ale coś zawsze utapla choćby jego ścianki.
Przecież ten mały chłopiec rezygnował tyle razy z tak wielu rzeczy oddając potoki wypływające z pod oczodołów. Ten młody mężczyzna, wypracował co nie co, żeby teraz coś mieć. Stop. Nie dla psa kiełbasa. ZOSTAW!!! Więc mamy piękny kompromis już EXTRA!
Najlepiej co piątek i co sobotę iść na tany
wychylić, zapalić, naszczać do bramy.
Tym żyć co nie wymaga więcej niż kilku minut
"zapierdalać" zamiast zmusić się do czynu
Nie zważać na resztę, raz bieg raz spacer
nie szukać domu czy ruderą czy pałacem
Najlepiej uderzyć się za młodu w głowę
Bez uprzedzeń przyjmować każdą osobę
Słuchać Mamy, nie pytać o tłumaczenie
nie ufać obcym i nie być leniem
zaufać jeżeli ktoś przedstawi się imieniem
zaletę chwalić i ganić wadę
w końcu życie to pudełko czekoladek.
Najgorzej próbować być dobrym kiedy
Ludzie są nowotworem matki ziemi
Tu coś ulepszyć, słuchać mocnych charakterów
Być minus jeden, ale odpychać się od zero!
Planować, marzyć będąc zwykłym jak papier
krążyć po niebie nie wychodząc z klatek
na siedem dni tygodnia, dwa może kochać
przez pięć pozostałych gryźć beton i szlochać.
Baju baju będziesz w raju.
I sławny dla mnie cytat z kolegi urbyurbczłowieku z komunikatora internetowego:
"jebać, jebać, jebać, chuj, chuj, chuj..."
Adios | 08:33 / 26.05.2008 link komentarz (0) | Tęsknię za tym nastrojem z przełomu roku...
wszystko jest skomplikowane, uśmiechu trzeba szukać, labirynty konfliktowe, jak powiedz jak znaleźć rozwiązanie. Szarady, szykany, obłęd. Posłuchaj - NIE -.
Co to wszystko znaczy nie wiem. | 07:25 / 20.05.2008 link komentarz (0) | Wtorek. Wydaje mi się , że w ten dzień mam co tydzień więcej mocy i nadganiam wszystko. Nieważne. Wtorek. Gramy mecz mecz mecz! Ostatni w tym sezonie, cóż tu dużo mówić , nieudanym sezonie. Ale plan na mój mecz dzisiejszy to pierwszy w lidze hat trick, nieistotne czy klasyczny czy nie, ale dzisiaj strzelamy HAT TRICK! Rozumiesz?
Teraz tak. Zbliża się długi weekend i mnie nie będzie bo muszę się odciąć, koniecznie. Zero oczekiwań, pretensji, wymagań wstawania na 7 do Mikołowa. KONIEC. Na 4 dni- spokój.
A podjarała mnie wczoraj próba Kubańskich Pomarańczy, bo chłopaki dobrze grają , a na potrzeby pewnego filmiku i pewnego koncertu zagraliśmy po zwrotce do improwizacji i było seryjnie bardzo dobrze. Może coś kiedyś stworzyć?
W domu jest sympatycznie i ciepło. Rewelacyjnie. Kocham swoje mieszkanie i osobę, z którą w nim mieszkam. Daj nam siłę, żeby móc się tym cieszyć i nie myśleć o pracy. Praca mnie zżera i boli mnie to i odbiera chęć do wielu rzeczy.
Pora zmienić myślenie, pora odetchnąć i zawalczyć o swoje, ale nie w pracy. Praca to syf. Pora zawalczyć o lepsze samopoczucie, tylko na razie nie wiem jak.
| 08:04 / 06.05.2008 link komentarz (2) | Rzygać, kląć, wyć, dawać się oszukiwać i jechać, robić, robić, robić i cieszyć się tym to jakiś absurd, to bezsens, to praca, biznes, to po prostu życie w XXI wieku. Takie czasy. Żeby zarobić to najlepiej oszukać, żeby żyć trzeba iść do roboty, gdzie będą Cię jechać niezależnie od tego jak idzie. I w dupę sobie wsadźcie taki system ciule. | 11:36 / 03.04.2008 link komentarz (0) | ciągle czekam na jakieś maile, telefony, wpisy, komentarze, podpisy, wiadomości.... nie cierpię tego. ambitny plan, marzenia myśli i nadzieje. nic takie wielkie nic. auto-wywyższeni poeci, że o ja nie mogę.
Dziennie mam rozkminę, bo siedzę w robocie, a rwie mnie do jakiegoś działania zupełnie innego! tu szkrobnąć, nagrać, posłuchać, zrobić coś ciekawego. Ale potem wracam do domu i nie robię tego, tylko coś innego. Poza tym mało czasu mam ostatnimi czasy, bo wszyscy chcą zdążyć przed wyjazdem coś załatwić. Dziennie mi doskwiera ta rozkminowość i chęć porozmawiania o czymś głębszym. Poszukiwanie rozmówców. Plany na bity na projekty, ale patrz, wszyscy są jakoś czymś zajęci. tysiąc pomysłów, ale czasy nie te. ale nie poddawać się o nie! Nie pasuje mi to. Brak dobrych wiadomości, dużo na głowie, trochę złych wiadomości. szperanie w głowie, problem w zbyt intensywnym roztrząsaniu spraw i myśleniu. a rmf cały czas gra to samo GÓWNO.
| 10:45 / 29.03.2008 link komentarz (0) | 4 swiaty byly wczoraj czlowieku.
Praca - nic dodac nic ujac
Dom - cieply dom
i...
Sparing w Siemianowicach - przegrany 4:1 ale jak sie okazalo wydluzony i ogolnie na reszcie mecz na boisku. Gralem przecietnie.
I Spotkanie klasowe, na ktore sie maksymalnie spoznilem, ale jak sie okazalo wszystko Ok. Co jeszcze nie oznaczalo konca emocji. Nagle Skorup, nagle jakis bit od Mary J Blige chyba i nagle klub Hemingway zamienil sie na 10 minut w nasza publike i czad!Jedna zwrotka z mojej strony i jeden szybki free, Skorup pierwszy wrzucil dobre wersy i rozbujal klub. Dooobra akcja na maxa! Po chili ziomale przybijali piatki, nawalony typ powtarzal ze szacun i ze chce z nami fote, probowali ja zrobic , cos nie szlo, a jak ktos powiedzial haslo "darmowa vodka" to juz nie bylo planu na fotke i szacun. Nawet jakas Pani przechodzila i mowi "dobry byles" Haha. Dowartosciowalem sie na spontan akcji. CO za noc!
hahah szczery smiech. | 08:32 / 25.03.2008 link komentarz (0) | cześć. kolega producent nie ma czasu w tym roku na realizację moich nagrań. a nagrań ponad połowa jest gotowa po mojej stronie. czas na bootleg?
a potem?
zespół, grupa, skład, odbiorców ma. nie za bardzo ma obecnie płynność.
ja nie mam.
kolejny raz padł projekt z producentem.
czas zejść ze sceny? czas zakończyć nie wesołą zabawę w rap? czas na koniec?
perfect time to say goodbye? | 07:25 / 01.02.2008 link komentarz (0) | Gdzież jesteś szanowna jeśliś kazałaś mnie człapać po lądzie w tym ponurym nastroju? Kiedym zrzucił ze spodni kant i przywdział swobodne szaty, czekałem, spotkałem i opuściłem bramę chaty. W spokojny wieczorny chłód kazałaś waćpani rozmyślać i błądzić po tajgach nie odkrytych wyobrażeń. Poznałaś mnie z obojętnością, ów ckliwa to Pani ruszyłaś mym sercem w stronę turni i grani. Tak na szczyt się wspinam i czasem z radością podziwiam widoki patrząc na prosto. Czasem przymykam oczy gdy słońce odwróci się ku mnie i promień mnie trąca. Czasem na śliskiej skale mnie wywrócisz przekręcisz stopę i zepchniesz do ludzi. Witaj szlachetna, poznałaś mnie z nią i trwamy na drodze ku kolejnym dniom. Ja, splot dwóch liter, dzisiaj, na drodze powolnej śmierci czyli życia. | 16:51 / 30.01.2008 link komentarz (0) | Oczyszczenie, przebaczenie, spokój, ustatkowanie, gentleman, uszy, katowice, dworzec, ludzie, czas, moment, pociąg, kroki, teksty, okładka, marzenia, inteligenci, przyjaźń, moc, radość, życie, kawa, czekolada, popołudnie.
| 18:59 / 27.01.2008 link komentarz (2) | No cóż , no cóż, no cóż!
21 05 byłem na rynku i spotkałem się z Bodziem i Moniką oraz Jagodą. Poszliśmy w stronę ulicy Górnych Wałów, gdzie naprzeciwko V L.O znajduje się klub Quasar, jak się okazało, bardzo mały objętościowo. No to co? Jesteśmy na miejscu i wkraczamy w czwórkę do środka. Na schodach chwila oczekiwania i w tej właśnie chwili po lewej mojej stronie spotykam Bielana, który wyraźnie mamrocząc oświadcza mi, że ja dzisiaj nie gram. On dzisiaj gra, a ja gram jutro:)Kolejka posuwa się, jesteśmy w środku, ale gdzieś zniknęła pani z pieczątką i czekamy witamy się z Majkelem i w końcu mamy pieczątki i idziemy w klub. Okazuje się, że jest szatnia za złotówkę, więc moi towarzysze z pracy pozostawiają odzienia, ja na razie nie bo będę wychodził na zewnątrz. W między czasie zaglądam do jednej z wnęk gdzie zasiadają jakieś młodzieniasy i katują w szafie grającej "Drina goni kolejny drin..." i tańcują przy owej szafie. Idziemy do baru i tam też miejsca siedzące odnajdują Jagoda, Bodzio z Moniką. Tłumaczę, że Luiza przyjedzie później bo pojechała po brata. Ok Ok. Po pewnym czasie robi się ciepło bardzo bo jak się okazuje nadciągają tłumy więc idę do szatni i ja. I nagle rzuca się na mnie Puzzel, czuję zarost zapijaczonego kolegi z Lubawy, który wyprodukował nam płytę, okazuje się, że bardzo sie cieszy , że mnie widzi i mnie Kocha i jest super, a ja znowu tłumaczę, że Luiza przyjedzie chwilę później. I nagle szok , nawija do mnie gość , pyta kto jestem czy Kecaj i czy wiem kim on jest. Ja mówię nie wiem, bo twarz znajoma, ale nie wiem skąd. I gadka gadka a tu okazuje sie ze to gość , którego poznałem przez internet ładne 6 lat temu , wyprodukował nam jeden utwór na Kuriozum i to jest Urbek! We własnej osobie. A ja jako pierwszy strzał powiedziałem, że to Prox, a to URB czaisz?? No i chwila gadki, ale Puzzel sie słaniał więc wróciłem do baru. Zamówiłem za pośrednictwem Bodzia i Jagody sok bananowy i gadaliśmy. Za moment zadzwoniłem do Adama i dowiedziałem się, że już prawie są więc wyszedłem przed klub i wprowadziłem ich i Luiza już była i mogliśmy się poprzedstawiać z kolegami i koleżankami z roboty. Zrobił się mega tłok bardzo ciasno baaardzo ciasno! Druga premiera i znów ścisk! Przekręcony licznik. Niestety miało to jedną dużą wadę - w pewnym momencie na krótki czas przestali wpuszczać ludzi i akurat trafiło na kilkunastu moich znajomych, na których bardzo mi zależało, aby weszli do środka! I to duży minus był.Ale tłok był i było to miłe choć uciążliwe i gorące. Niespodziewanie okazało się, że druga tura ludzi z pracy weszła bez problemu, całkowicie na luzie i dzwonie do moich hokeistów mówię, jest miejsce, ale oni już jechali do domu.... SZKODA! No w międzyczasie spotkałem Pana Wankza and Dinal Team i robiło się ciasno jeszcze bardziej. Ale zaczęły się koncerty, Wspólny mianownik bujał salą, Bzzzzt beat boxował co niektórzy spoza światka nie kumali, potem Dinal, którego zarejestrowałem fragmenty dla brata. Płynne przejście do Lilu, którą było słychać , ale nie było widać , bo jak to bywa w wyobrażeniach budowanych na zdjęciach, ona okazała się bardzo niską osobą:)Ale oczywiście wszystko jak najbardziej pozytywnie. W pewnym momencie pomyślałem, słysząc co się dzieje, że "już czas" i powędrowałem pod dj`ke bo sceny nie było:)
Tam Majkel odbierał rewelacyjny prezent Od Wojtka, Pwała i Pawła (ksywke nie podam:) Po prostu mistrzostwo! Złota płyta w antyramie i na tyle plakat z podpisami wszystkich, którzy wystąpili owego wieczoru. Głośne sto lat i gadki jakieś w końcu przebiłem się z moją ćwiartką prezentem i na głośne "KO LI GA CJA, KO Li GA CJA.." Zapuściliśmy muzykę i coś się zaczęło. Ogień na początku i mega odżycie i jednoczesny tłok tłok i jeszcze raz tłok.Graliśmy kolejne numery , a Mejdej polewał Majkelowi, który tracił trzeźwość i wyrazistość wypowiadania zdań. Cóż graliśmy nawoływaliśmy o głośne darcie japy w różny sposób przeważnie w rytm ziomblowskiego Tajooooo, Tajojojoj! Cóż rewelacja!! Adam - szwagier w przyszłości był cały koncert jako chyba jedyny z "rodziny" Było dobrze. Partnerka i jej siostro - przyjaciółka były śmiertelnie znudzono - zmęczone, ale jakoś przełknęliśmy to i zaczęliśmy fazę wychodzenia z klubu. Po drodze zgubiła się płyta Majkela , która ja jako trzeźwy miałem się zaopiekować, ale znalazł ją mistrz świata naszej płyty i imprezy, serdeczny WOjtek. Wielkie dzięki! NO i do szatni i na zewnątrz. Na zewnątrz cześć cześć z Dinalami i kilka fotek, ale nagle Dinale mówią, ze nie złyszeli dzisiaj "Marynarzy" i żałują no to Majkel ze Skorupem do przyklaskiwań śpiewają Marynarzy. Widzę, że mi moi uciekają to szybko za nimi po pożegnaniu się oczywiście i jesteśmy w aucie. Po tournee przez Przezchlebie i Rudę Śląską Bykowinę jesteśmy w domu. Zmęczony gardło boli , ale nie zawiodłem się. Rewelacja. Tylu znajomych tylu nieznajomych i tylko szkoda, że nie dotarli Ci, których zapraszałem też, a trafili na przepełniony klub. Cóż nasze premiery przyciągają ludzi , a muzykę warto robić nawet bez oficjalnego wydawania. Uzupełniając znajomi z pracy opuścili klub jak jeszcze graliśmy więc przekazali przez Luizę "cześć" , a dzisiaj Bodzio mówił, że ogólnie było OK! Idziemy dalej zobaczymy co będzie z tą muzyką i z koncertami. Bawmy się, uzewnętrzniajmy się i cieszmy się życiem! Dzięki i wszystkim obecnym i nieobecnym choć chcącym z nami być. Piątka! | 07:08 / 23.01.2008 link komentarz (1) | po kilku latach pracy i zwlekania, przerw w tworzeniu ukazał się nareszcie materiał Koligacja Gie Ka - 200 % Z Archiwum Szarych Komórek. Ściągaj z www.koligacjagieka.pl | 20:45 / 20.01.2008 link komentarz (0) | Zblazowany i smutny. Kwasek w ustach i brud na całej drodze przepłynięcia tego świńskiego płynu. I kolejna szklanka syfu, smak - co raz gorszy, a jednak ssanie jest. W cholerę cukru i mnóstwo czarnych benzoesanów i lista E - coś tam. SYF SYYF. I kolejna szklanka. Wyjście z domu, dwie godziny i zaschło w gardle to syf trzeba popić. Dziwne wahania emocjonalne, coś mi tu nie gra. Trochę brakuje sił po całym dniu lenistwa, ale to nie tylko to. Wnerwienie na chwile. Przywitalim się , pogadalim, łobejrzelim i gadka znowu, gofry, lody, łyk syfu i do domu. No i jest pozytywnie. Kawa i wafle ryżowe w polewie truskawkowej. Kawa o 20:30 - Czemu nie? Od jutra zbojkotujmy syf, zbojkotujmy Coca-colę. Da się załatwić? | 16:13 / 19.01.2008 link komentarz (0) | Oficjalnie od dzisiaj jestem vice-prezesem luzu. Idę przez miasto i oddycham bez ciężaru. Uszło trochę buntu i nie wiem czy dobrze, ale idę w stronę świadomości z kosztowaniem. Tak, byliśmy na kawie, hamburgerach i lodach w Mc szajsie i cóż, konsumowałem jak na konsumenckie czasy przystało. Wiem, co wiem, wiem o syfie i tak dalej, ale ... nie wiem czemu widzę, że to nie będzie wpływało na ideę zmiany świata, przynajmniej nie w moim wykonaniu może. Może też się mylę i może będę znowu jadł parówki z bułką na ławce z Żilinie w drodze na koncert do Bratysławy. Może. Ale dzisiaj ograniczyłem ograniczenia i oddycham pełną piersią. Jutro może powiem znowu radykalnie "NIE", ale tak, żeby zachować balans trzeba też czasem w tak błahych sprawach mówić "TAK". Ni mniej ni więcej, pamiętaj , że jestem hipokrytą !
Napisałem wczoraj te kilkanaście wersów, które prawdopodobnie nigdy nie ujrzą ucha dziennego i zaczynają się do aluzji związanej z "dziewczyną z przed lat". Cóż wciąż w kompleksie nie docenionego twórcy uwielbiam takie rzeczy pisać, ale wątpię , że nagram to i gdzieś puszczę, ale nigdy nie wiadomo... Niespodzianki i uśmiechy i próba zwrócenia na siebie uwagi. Chociaż "do oczu nie skaczę, ukrywam się raczej", to "nad hipokryzją dnieje". Piękna i niesamowita rzeczywistość marzyciela ze swoim światem ah! Cudowne poranki piątkowe z bolącym kolanem i bolącą świadomością egzystencji i lekkie i zabawne przechadzki do remontowanego mieszkania w czarnych spodniach dresowych! Piękna sprawa. Milion planów, ale nie planujmy. Frankfurt, Guangzhou, Solingen, Tunezja, i robocza nazwa "DZIEŁO". Piękna sprawa! | 08:05 / 18.01.2008 link komentarz (2) | "Be the best man that you passibly can". Może tak, a może nie iż przez te lata zmieniłem się. Zacząłem wątpić i zaufałem idei złotego środka, z lekkimi odchyleniami kiedy jest to dobre pozytywne i może dostarczyć kolejną chwilę wolności prostego człowieka z proletariatu biurowego już chyba. Kiedyś miłość złamanosercowca była sensem sama w sobie i miała po prostu trwać. Nie ważne czy z perspektywą na zawsze, czy z perspektywą, że jesteśmy tu i teraz i ty stąd a ja z dalekiego daleka lub odwrotnie, ale złamanosercowce wierzyły wówczas, że i tak końca nie będzie w sensie, nie traktowały owego faktu jako tu jesteśmy razem i nigdy się już nie zobaczymy. Cóż złamanosercowce w drodze ewolucji nabyły elementów świadomości i otoczyły się partnerami i wyeliminowały z nazwy swojego gatunku słowo "złamano", a dodały wcześniej istniejące w nie materialnej przestrzeni słowo "duszowce". Sercowce-duszowce to świadome ssaki. Całkiem możliwe, że zauroczenia w ogólnej grupie ludzi, wśród których zawiera się grupa sercowców-duszowców, to element prowadzący głównie do rozmnażania, a potem... smutno i nerwowo. Jednak sercowco-duszowce wyróżniają się tym, że wierzą w związek sercowo-duszowy i nie chcą się łączyć jedynie dla rozmnażania. Nastawione są na rozwiązywanie konfliktów i bieg do harmonii. Nie Nie ostatnio jest extra, serio.
Ale to jedna z tych zmian.
Poza tym :
- jem mięso i wędliny w piątek
- nie chodzę od kilku miesięcy do kościoła
- nie stresuje się przed meczem
- otwieram się na "inną" muzykę
- przestaję lubić najbardziej "zdołowane" utwory
- dalej nie piję, nie palę i nie ćpam.
Poza tym , po staremu. | 08:32 / 17.01.2008 link komentarz (0) | Myślę, że bez problemu można wejść na www.ohhla.com i odnaleźć Goodie Mob, z płyty "Soul Food", z utworu "The Day After" poniższe fragmenty:
I'm so happy we made it
I knew one day we would
All these years of strugglin'
Were never understood
Now my eyes are open and I can clearly see
We didn't die for nothin' cuz we're finally free
I'm so happy
i oczywiście:
I know of a place not too far away
That maybe you and I can both go someday
Jeśli można to bez problemu zrobić to dlaczego jeszcze tego nie zrobiliście!? Wszystko wydało by się przecież piękniejsze...
Patrząc na codzienną sinusoidę dzisiaj wypada dzień gorszy (wczoraj był aktywny, ale pozytywny, męczący ale na plus). Ale nigdy nic nie wiadomo. | 11:31 / 12.01.2008 link komentarz (0) | To niesamowite... Chyba było już tak wczesniej, ale nie nazywałem tego po imieniu. Jestem sentymentalny! Śmiech do rozpuku!
Przeżywam obecnie znakomite "Back in the days" (może dayzzz?) i doskonale się tym bawię! Przypominam sobie klasyki i chce więcej tych klasyków, których słuachałem kilka lat temu. Wydają mi się lepsze niż wszystko co w uszach bywa dzisiaj.Goodie Mob - Soul Food to istna rewelacja! Katharsis w hokeju większe niż wcześniej przed sześcioletnią przerwą. I kilka starych znajomości od tak odnowionych to również frajda i tyle (oczywiście nie za dużo, samotnik i domator nie może sobie pozwolić na przesadę). A zaraz odwiedzę www.dinal1982.com i ściągnę Chuck D Fresh and Da Mastazz, żeby włączyć sobie back in da dayzzz kiedy byłem młodym leszczem....
Ubaw po pachy, rewelacja! | 22:45 / 11.01.2008 link komentarz (0) | Słomiany zapał to raz , a dwa może lepiej nie opowiadać o szczegółach powstawania płyty? Nie wiem sam.
Dzień po dniu i moment po momencie jak na huśtawce, ale takiej gdzie po dwóch stronach siedzą dzieciaki i przechylają raz na jedną raz na drugą stronę. Raz czuję się spełniony, harmonia i te sprawy. A potem coś się może wydarzyć i już powtarzam pod nosem , że rzygać mi się chce tym życiem. Syf jak na dworcu PKP w Katowicach.
Prawda jest taka, że fajnie jest narzekać i robić z siebie ofiarę, zawsze to lubiłem czasem podświadomie, a czasem bardziej świadomie. Jestem raczej pesymistą, ale zarazem marzycielem, który po cichu gdzieś wierzy, że jeszcze sie uda... Lubię swój pesymizm, to chyba nie dobrze.
Idę ulicą i nie myślę o byle czym, tylko roztrząsam największe problemy własnej filozofii. Świat jest zepsuty, a pewne radio, które leci u nas w pracy jest tragicznie złe. Powtarzanie w kółko, że przedstawia się najlepsze fakty i gra najlepszą muzykę to jakiś bezsens. A co mnie to obchodzi, że pierwsi podajecie tą informację? Gówno mnie to obchodzi i tyle. Świat jest zepsuty, jak to pięknie brzmi! Co ja bym robił gdyby świat był zamieszkały przez cudownych ludzi? Pięknie, że wszystko jest do bani! No dobra nie wszystko jest, ale im więcej jest tym lepiej.
Bywajta zdrowi. | 07:52 / 09.01.2008 link komentarz (0) | ....
A co robimy jak po płycie jest tylko nie wielki odzew? Robimy drugą! I to w ekspresowym tempie.
Początek bardzo szarych i ponurych wakacji, które poza jednym wyjazdem na kompletnie przegrane mistrzostwa Polski juniorów, spędziłem w mieście, na osiedlu. Jeszcze na samym początku Bełi zgłosił się na ochotnika do wojska, wiedząc, że prędzej czy później to i tak go zgarną, więc było i tak nie wiele czasu, a mieliśmy tylko zarejestrowane wcześniej kawałki "Świat jest nasz" i "Urwane chwile", które nagraliśmy z Bełim jak Majkel był we Francji. Cóż jak się spędza całe wakacje w mieście to kawałki powstają błyskawicznie. Jakoś pod koniec sierpnia mamy już większość i po powrocie do szkoły zaczynamy finalizować temat. Po poszukiwaniach różnych rozwiązań, w końcu znalazłem Silverton z Piekar śl. , który robi kasety z nadrukiem w minimalnej ilości 200 sztuk! Sukces. Potem dzwoniłem do nich kilkanaście razy żeby ustalić na jakim nośniku ma być materiał, bo wtedy była bida z nagrywarkami (!). Suma sumarum i tak była to kaseta (ha ha). Okładki też fartownie dzięki Monice udało się wydrukować w kolorze nie drogo i sensacja (!) Jedziemy białym maluchem do Piekar i odbieramy 200 zafoliowanych kaset "Urwane Chwile" Koligacja Gie Ka! Sukces! Znowu ruszamy ze sprzedażą i znowu po dyszce za sztukę a jakość rośnie...
Wysyłamy kasety już w 3-4 miejsca więcej, czekamy na jakiś odzew i recenzję w Klanie. Bełi wieczornym pociągiem odjeżdża do wojska i tu bez zbędnych komentarzy i roztrząsania starych spraw trzeba napisać, że kończy się trzy-osobowy skład Koligacji, chociaż jeszcze sobie nie zdajemy z tego sprawy.
W dzień, którego to Majkel miał ponoć szczególnego pecha, popołudniu on sam do mnie dzwoni:
- Siema - Siema -
- Usiądź -
- Zadzwonili? Kto? -
- Blend -
- żartujesz?!!!-
- Nie serio zadzwonił gość, mówi, że jest Marek coś tam z Blendu i że chce nawiązać współpracę, wydać nas -
- AAAAA -
Wszystko miało się zmienić, po 2 latach działania ktoś chce wydać Koligację Gie Ka legalnie, położyć na półce w sklepie.
miałem 17 lat, uwierzysz?... | 21:48 / 08.01.2008 link komentarz (2) | dalej dalej...
Pierwszy kawałek, był o wszystkim i o niczym. Kończył się zabawną gadką o jaraniu głównie.
Pierwszy HIT - kawałke chamsko zerżnięty z czyjegos utworu w fast trackerze, dodane bębny i zrobiony aranż, ale wtedy mogłeś mnie pierwszy raz nazważ wrażliwym obserwatorem Flinstonie haha haha.
później kilkanaście kawalków do szuflady , aż Kropa poznał nas z PeKa i dostalismy pierwszy koncert, w Zabrzu dla jasności.
Po tym jakże udanym koncercie, zapadła decyzja - robimy demo. Zaczęliśmy pisaliśmy nagrywaliśmy i tak dalej. Narysowałem okładkę , obrobiliśmy u Kropy na kompie, wydrykowałem u ojca w pracy, a Jordan kupił kasety BASF 90 min. w Makro.
W Marcu 2000 zaczeły iść po dyszce za sztukę.
rozeszło sie trochę, ale bez odezwu z resztą prawie nigdzie jej nie wysłaliśmy...
Ciąg dalszy może nastąpi bo każdy odcinek to jeszcze więcej pisania a ja muszę iść do pracy... jutro.
| 08:40 / 08.01.2008 link komentarz (3) | Informacja niesamowita: 22.1.2008 Oficjalna premiera płyty Koligacja Gie Ka - Dwieście procent.
Nie wiem czy wiesz (Ty, ty i ty), ale jesienią 2008 minie 10 lat od powstania owego zespołu (patrz powyżej)!
1998 październik chyba - po recenzji koleżanki z klasy I d w IV LO w Gliwicach, a właściwie jej kolegów z ówczesnego HDS (kto wie ten pamięta), która brzmiała "No, Paweł nawet się nie śmiał", czyli nic optymistycznego, Majkel nawinął KGKZON. A ja ??!!. Nie umiał przypomnieć sobie co miało znaczyć to "K". "No na Volcie było w kawałku ZiPów" - Dalej nie wiedziałem, bo z Volta najlepiej pamiętałem 3H/Warszafski Deszcz, Wzgórze no i może Proceder. no i dalej nie wiedzieliśmy co to było to "K". pozostałe litery to miało być Gliwice Kopernik Zaczyna Od Nowa. Nie zapominając, że mieliśmy po 15 lat. W końcu jest! jest! KOLIGACJA! To było to słowo. A ja na to co???!! Co to znaczy? No bo nie wiedziałem i miałem prawo chyba nie wiedzieć, Proletariat, wiesz. Ale powiedziałem OK, bo przeważnie wówczas mówiłem OK. Skład miał być cztero - osobowy: Majkel, Bełi, Jordan i Ja. Jordan nagrywał z nami jeden numer, ale w końcu nie wyszło nic z tego. Przez pewien czas istniał zespół Wschód Słońca (Majkel i Jordan - o kurde co za motyw!!:). A my zaczęliśmy...Reszta historii kiedyś. | 13:44 / 25.12.2007 link komentarz (0) | ten sam wrodzony pezymizm każdego dnia.
stoimy przed murem, mamy związane ręce.
nadzieja sprawia nam ból, chcemy zburzyć mur.
każdy uderza w cegły nogą, walka trwa.
tylko ja uderzam głową, i bardziej się męczę.
bezbarwnie | 21:41 / 14.12.2007 link komentarz (0) | Wymieszałem w żołądku wiele dziwnych różnych specyfików i dopiero kiedy lekki ból dał o sobie znać zrozumiałem to. jem i w sumie sam nie zastanawiam się w większości wypadków. w większości powtarzam. Oglądam Matrixa i właśnie są reklamy.
Kolejna wizja na świat , na rzeczywistość i na kłamstwa i prawdę. To ta prawda w końcu jest czy jej nie ma?
Czym w końcu jest rzeczywistość? Stos paradoksów: Jeżeli faktycznie wszystkim ktoś steruje to nie podawałby nam rozwiązania na tacy, chyba że chciałby nam zadać podchwytliwe pytanie, albo jeżeli rzeczywistość jest jeszcze inna niż te wszystkie jej wymyślone wersje i to co widać.
Podstawowe pytanie - Czy zajmować się roztrząsaniem tego czy też tzw. "codziennością"
Uśmiechnij się człowieku. Bo takie rozważanie to po prostu zabawne rozważanie nad czymś czego nigdy się nie dowiemy. Nie poznamy czegoś co określa się prawdą. Prawda? ha ha ha ha
Pogodziłeś się z losem? Jeżeli nie, to podaj mu dłoń usiądź na koronie drzewa. Odetchnij. Myślę, że zgodnie z sumieniem , ale i bez wielkich wyrzeczeń bez misji, może być bardzo miłą i sympatyczną opcją. Zrobisz jak uważasz.
Jak masz ochotę powiedz Joł ziom, jak masz ochotę to wyśmiej to, a jak masz ochotę na co innego to zrób to. A z drugiej strony może jednak nie??
Chcesz? mogę tak w kółko. Żyjemy na kołach. Pamiętasz? | 21:17 / 01.12.2007 link komentarz (0) | -jestem patriotą-
-Jak to? taaak? Tutaj, podoba CI się tutaj? Jak jakbym miała być patriotką to bym wyjechała do Niemiec-tego nie rozumiałem - Nie no ale tak nie możesz myśleć. Wiesz jesteśmy tu po to, żeby to zmienić-
-ale jak to zmienisz?-
-Noo mogę, jest demokracja-
-Przecież żeby dostać do władzy musisz być tacy jak oni-
-Właśnie, że nie , bo po to mogę chcieć się tam dostać, żeby zmieniać to środowisko, jest takich ludzi na pewno więcej-
-ale musisz być tacy jak oni. A największym patriota to był ten...(zapomniałem nazwiska)...co powiedział, że nawet jakby wszyscy wyjechali to on by był ostatni, który został-
.
.
.
.
-Byłam dzisiaj w bibliotece śląskiej. Książki to moja pasja, mogłam znowu poczuć ich zapach-
-a ja właśnie jakoś nie czytam-
-nie?!-
-to znaczy nie, że nie lubię, tylko jak ktoś mi poleci to przeczytam, ale tam sam z siebie nie za bardzo -
-To ja Ci mogę ze 100 tytułów polecić-
Zasłyszane w autobusie. Ścisk był i słuchałem, a wokół masa ludzi, że ruszyć się nie dało. Spójrz jaki świat jest ciekawy! Spójrz! wróciłeś z zaświatów, z zastanowień i zwątpienia. Pokazałeś coś sobie i ktoś też coś tobie pokazał. Jeszcze dwa tygodnie temu byś to zbluzgał i byś się wnerwił tylko. A wtedy posłuchałeś, uśmiechnąłeś się i zrozumiałeś, że życie to fala za falą a fala ma to do siebie, że wznosi Cię a potem opada. Dopóki nie wyrzucą Cię na brzeg płyniesz. Jesteś młody i wiesz, że warto żyć. Życie ma różne barwy, ale uwierz, że zmienne. Poza tym, jest wielowarstwowe, dziś czujesz się dobrze, ale miasto jest szare i syf przez nie płynie, jak przez serca kradnących pachołów.
tyle | 12:52 / 26.11.2007 link komentarz (0) | Kupił se najki, zrobił se zęby, a kurwa złe miał koleś. Widziałem się z nim to oglądał się za dupami, że ho ho. Razem zauważyliśmy jak tamtej centralnie cycek wypadł i nie wiem czy specjalnie czy pod nas tak go zakryła. On piwo ja joint i krecha, jakiś sok czy chuj. Nie zwracał uwagi na to co gadałem, centralnie. Mówię gościowi, że kicha tutaj, że rzygać się chce ino ćpać i jazda od rana, może wyjadę zaś, a on no wiem, tego tam u nas jest tak i siak. Nie no nie żebym mówił, że gościu ciul jest czy co. Po prostu zobaczyłem te fotki tam wiesz, no i gość widać, że se kupił to i owo, a ja tak zapierdalam i nie wiem po co. Zgrywam ciula, a może nim jestem (hahahaha). Stary czy ty wiesz w ogóle co jest grane? Chrzanie te pierdoły wszystkie co mi mówią w telewizji, ważne by poleciał skazany na śmierć i CSI potem i jest git, reszta to szmelc. Polacy ponoć w piłkę gdzieś się dostali, ale przestań już dawno ich nie oglądam. W sumie odkąd zaczęliśmy ćpać (Jupiter już nie ćpa bo przesadził raz i wącha kwiatki od spodu). Ekipy nie ma. Tak w ogóle stary to sraj na to, idź dalej naprzód i niech moc będzie z Tobą kurwa hahaha.
Wiesz tu nic negatywnego nie ma. Po prostu wiesz, tak se to pomyślałem, stary.
A dzisiaj jestem tutaj jak każdy. żyję dla jakiegoś lepszego jutra. Proletariat powinien być proletariacki, bo wszelkie próby kończą się w sumie tragedią, a dopiero przyszłe lub jeszcze jedno później pokolenie dopiero odczuje co i jak. Widzę, że szlachta swoimi drzwiami, robole swoimi, a inteligencja jeszcze gdzieś tam. A ja z proletariatu jestem. Radio, praca, płaca, i jeszcze stosunki damsko - męskie. Poniedziałek chwila dla ułomnych. | 23:16 / 21.11.2007 link komentarz (0) | Ubrałem szerokie spodnie, takie najszersze jakie mam, sweter w stylu kurtki i czapkę. Zabrałem tylko jeden telefon, klucze i portfel. Spokojnym krokiem przeszedłem się do sklepu koło przystanku bo jako jedyny w najbliższej okolicy jest czynny do 21. Wszedłem i nie rozglądając się zbytnio chwyciłem za Cherry Coke, aby po odczekaniu kilku chwil zapłacić za nią i wyjść. Na pasach nacisnąłem przycisk. Usłyszałem "Czerwone światło, proszę czekać", a po chwili "Można przejść, zielone światło" i krok po kroku do mieszkania. Wyprasowałem koszulę, później nie miał bym chęci. Przed prasowaniem zerknąłem na regał po lewej. "Super, mam RJD2 Since we last spoke, oryginał" no i chwila jakiejś satysfakcji. Ale myśl ta sama. CO zrobię? Kurde, przecież jak opowiadam to mówią, że przecież spoko. Poszukałem krawatu, zgubiłem krawat. Usiadłem nalałem sobie Coli no i zaczął się mecz.
Dzisiaj jestem tu sam i nikt nie podpowie. Szukam
Szukam
Szukam | 12:27 / 17.11.2007 link komentarz (0) | Czymże jest Twoja walka z emocjami, pesymizmem i niską samooceną? Czymże jest brak motywacji w pracy i ogólna niechęć do pracy samej w sobie pod presją i brak wolności w takim sensie? Czymże to wszystko jest przy wojnach w Afganistanie, Iraku, wszystkich w Afryce? O nie, nie będziemy dzisiaj płakać nad losem tych wszystkich w wojnę uwikłanych. Nie o to tutaj chodzi. Stań na przeciw lustra, tego fizycznie istniejącego lub tego z wyobraźni. Pomyśl co Cię wnerwia, boli i czego znieść nie możesz. Powiedz to innym, a oni powiedzą inni mają gorzej. Czy racji nie mają? A i owszem mają, ale co z tego jeśli dla przykładu Ty takiej wojny możesz na własnej skórze w życiu całym nie poczuć? Co? I będziesz tkwił w swoim bagnie z wymuszonym uśmiechem między uszami tylko dlatego bo mogli by kopać Cię buciorem wojaka z UeSA i domagać się plucia na Allaha. Mógłbyś dawać kopać się w tyłek w pracy, na czyjeś konto, dostając marny ochłap za dużą robotę i czuć się zniewolonym, ale śmiać się i czekać na lepsze dni, które mogą nigdy nie nadejść, tylko dlatego, że jak komuś to powiesz, to usłyszysz, że prawdziwie zniewolone to są dzieci w Afryce i ty masz piknik. Kiedyś Polacy też byli zniewoleni i opluwani, a świat jakoś potrafił iść na przód i wymyślać udogodnienia, nie zważając na Drzymałę ze swoim wozem i te pe. Zimno mi już 20 minut czekam na przystanku. "Pomyśl, że inni nie mają domu..." I kurwa co? To może wszyscy położymy się na chodniku i zrobimy zawody w zamarzaniu, na kto szybciej i wtedy będziemy mogli narzekać, a i tak CI powiedzą "Spójrz tamci są słabsi i szybciej umrą, nie masz się czym przejmować".
Teraz zabierz całą wrażliwość i współczucie, które miały niby we mnie tkwić i pomyśl co chcesz.
Nie, nie musisz pytać o to, czy mi nie szkoda tych dzieci i czy nie pomógłbym. Sam wiem co bym zrobił, sam wiem co chcę napisać i powiedzieć. To nie jest przeciw nim i przeciw wspaniałemu ruchowi dla dobroci, miłości i popularności za nadmiar pieniędzy ładowany w charytatywkę. Wiem, wiem, dobroduszni obywatele, że lepiej jak ma to wydać na Afrykę, Somalię, Afganistan niż na Kolumbię. Jedno chcę powiedzieć będąc daleko od radykalnych osądów, bo czarno biały charakter tych słów to ostatnie czego mi potrzeba. Jedno chcę powiedzieć. Myśląc o sobie o swoich problemach i patrząc na drugi biegun gdzie krew się leje jak te słowa. Jedno wystarczy mi powiedzieć i uciąć ten tekst. Domyśl się reszty, interpretacja dowolna. Każdy prowadzi swoją własną wojnę i dla każdego to najważniejsza Wojna. | 11:03 / 16.11.2007 link komentarz (0) | Czy już wszystkich KOCHAM? Na czele z Premierem i prezydentem (choć to dwa kija końce)? Czy cieszę się swoją niewolnością i płaczę jedynie kiedy widzę siebie mówiącego czym przewiniłem?
Na szachownicy ciężka sytuacja, nie wiem jak sobie poradzę ale chyba będzie dobrze bo sam jestem swoim przeciwnikiem. Witaj, cześć , siema, nie poznałem od razu, a jutro już wcale nie poznam.
Czy to już teraz?
Dzisiaj piątek.
Sobota z niedzielą w parze mają dać oddech. ale mogą też udusić.
A ja wciąż nie wiem co chcę robić. | 21:27 / 08.11.2007 link komentarz (0) | Balans między fizyczną pracą proli a umysłowym działaniem biurowców doprowadził mnie dzisiaj tutaj. Witam. Oto fotel psychologa dnia dzisiejszego. Kozetka może a nie fotel. Siadam. No kładę się. Sklepik z płytami 100% podziemie, Rodzina, aaa..Zderzenie z realiami. Pfe. Co będzie za 10 lat nie wie nikt. Nikt nie wie jaki zawód opłaca się obecnie uprawiać. Czy opłaca się męczyć by później mieć luz, czy wybrać obecnie więcej umysłowego luzu? Tak naprawdę to los mnie oszukał w tym temacie. Bo patrzę na japiszonów jak na dziwaków i nie moralnych nic nie wartych palantów. Ale jakoś zarobionych w sensie - ze spokojem w kwestiach najniższych potrzeb z Maslowa. No i nie wiem co ja mam zrobić. Znaczy Japiszonem nie będę ale kim mam być? Gdzie mam być ? Pół prolem czy pół krawaciarzem? | 14:46 / 02.11.2007 link komentarz (0) | Zapomniano.
Samemu sie idzie naprzód i sie nie ogląda.
Porażka, w kąt i cicho siedź.
Wkurwienie wzrasta.
Oj chciałoby się nietrzeźwości.
Już nawet nie prostowano, nie mediowano.
Uciekło by się z pracy.
Zapomniano.
Są takie momenty kiedy tak sie dzieje i tyle. Kiedy łeb ciąży i jest duszno gdziekolwiek sie nie stoi. Dół i znowu smutno piszę bo wole pisać o tym no i świat jest tak podzielony i niech będzie równowaga. W końcu se pisze sam do sie.
Widzisz jeszcze na oczy? Ja widzę zbyt wyraźnie. Oby się nie wdało. | 12:59 / 02.05.2007 link komentarz (0) | No i brak mi celu. Brak wyjść. Stoję, siedzę lub idę, ale nie wiem już teraz po co, bo po prostu wszystko wydaje się być nieosiągalne. Jednego dnia wyjeżdżam z tego kraju, a następnego zostaję i wierzę, że będzie lepiej. Choć nie, kiedyś wierzyłem, a teraz moim jedynm rozwiązaniem jest BYCIE. Tak po prostu. Bo w cholee poszło wszystko co związan z mieszkaniem i tyle. I ciężko mi w twarz spojrzeć, siedzieć i gadać, a jak jeszcze wydumane fochy włażą przed oczy to już się załamuję i siedzę cicho. Nie rozumiem. Od małego było tak samo - wszystko co najlepsze leciało sobie w inną garść, z resztą przeważnie tą samą. Ale obiecywano, że będzie lepiej i dostanę rekompensatę i w pewnym momencie nawet w to uwierzyłem. Teraz nie mam złudzeń, że już wszyscy załatwili mnie na szaro. I jeszcze się obrażają i zastanawiają co ja robię i czemu siedzę cicho?! Że niby co?
Porażką byłaby emigracja, ale i rozwiązaniem. Porażką jest pensja równa tej, którą dostaje gość, który stoi cały dzień w bramie i sprawdza, żeby na budowę wchodzili jedynie ludzie z przepustkami! Porażką jest odległość i brak kwalifikacji do za oceanicznej emigracji. Ceny mieszkań i inne opcje na zdobycie lokum to również porażka. W sumie w tym momencie mogę przestać pisać bo nie wiem co dalej napisać. Odbiera mi mowę i siły. Gdzie można zacząć nowe życie bez tego cholernego syfu, który mnie tutaj wchłania i oczekuje ode mnie wąchania tych smrodów? Bo każdy oczekuje w cholere rzeczy oczekuje ale nic nie daje i jest padacznie. Wszystkim się wydaje, że to mój cholerny obowiązek i satysfakcja dla samego siebie. Czuje się jak pieprzony Truman , którego wszyscy obserwują i działają pod niego, tylko dlaczego działają w ten sposób? Weź mi to wytłumacz!!! Mam czuć się winny bo jestem dobrym i zawsze przepraszałem, ale tym razem to nie ja powinienem grac tą rolę.
KURWA MAĆ
WEŹ MI TO WYTŁUMACZ?!
ŻENIBYCO?!! | 07:18 / 03.04.2007 link komentarz (0) | Żyjemy
Weekend to mecze Pucharu Polski, które były extra przetarciem przed drugą ligą, szczególnie, że przeciwnik silniejszy tośmy w innym tempie zagrali. 0:3 oraz 0:10 to wyniki, ale nie wynik był najważniejszy ale tzw. TEAM SPIRIT:)czyli nasiadówa w kilkanaście osób w pokoju 3-osobowym - był komplet drużyny (z wyj. grającego drugiego trenera) i w takich wypadkach niezaleznie od preferencji imprezowo-alkoholowych sie po prostu nie odmawia. Było dobrze no i w tysiąca parę partyjek poszło.
Wczoraj z chęcią oddałbym hołd wielkiemu Polakowi, ale ciężko to zrobić kiedy wszyscy krzyczą do okoła o nim i łapczywie zarabiają na wszystkim co tylko się da. Czy ktoś ma jakieś moralne zasady w tej kwestii? Ja Was proszę!
| 07:07 / 30.03.2007 link komentarz (0) | DObra i jest jak jest. Czy dorosłe życie jest lepsze od tego za dzieciaka? Po licznych zastanowieniach i głosch z zewnątrz niestety muszę stwierdzić ekonomiczne "TO ZALEŻY". Niezależność i problemy, które przy rozwikłaniu mogą dać niesamowitą satysfakcję, kontra brak większych obowiązków i odpowiedzialności, przy jednoczesnym braku niezależności. Wszystko zależy zależy od tamtego śmego czy owego. Jak jest? No właśnie jak sukcesy w dorosłym życiu się równoważą w miarę z problemami to jest ok. Ale jak jest dłużej pod górę to chce sie być dzieckiem znowu. Ale jak czyjś ojciec/matka chleje, bije i nie daje na chleb, a z dziecka fuksem wyrasta "gość" to co jest lepsze dorosłość czy dzieciństwo? Takie dywagacje mają mało sensu bez konkretnej sytuacji.
Jest jak jest, a jest piątek, jutro Jadyma na Poznań - gramy mecz w pucharze polski z AWF`em i zobacze się z pierwszą osobą, z którą pracowałem w Irlandii, na polskiej ziemi. Tej tej Kolijorz odhamowuj kontra para jadyma, tej tej | 20:51 / 29.03.2007 link komentarz (0) | kidy juz usiedli sobie w pierwszych rzedach, podalem im kubki i chipsy i bylo fajnie. Wczesniej obltalem szybko miasto bo wierze ze warto. Zasililem zoladki i wyczyscilem zasilacze. Poszedlem spac, obudzilem sie i sobie ide. Buczalo i szumialo ale do przodu. na wadze juz bylo prawie przewazone tu znowu wyrownanie, ale nie dobrze. Nie dobrze. rece mi tancza i glos tez i jest jak zwykle sie znaczy. o tramwaj jechal. Siedzie nic nie gadam i tak ma zostac. Zaraz ide obrobic sie przed praca. Wiesz, poskladalem to i tamto pochowalem i dobrze m byc , ale jakos nie jest. To siedze i tyle. Zabolalo mnie zoldku jakby tam nie bylo kamienia a tu nagle jest, kurde patrz pan co za przypadek! Sam odnalazlem tamto i wlnalem focha, to umiem, do reszty raczej sie nie nadaje. Przybij piatke. Ida ludzie i mnie wnerwija, samochody tez bo maja lepsze niz ja i wiem ze nie bede jeszcze miec. Ci goscie te przeginaja ze jeden na drugiego kabluje i tyle. Przesada. Gosc ze soba skonczyl, przesrana sprawa. Ja nie skoncze a tez nie mam lekko, nie? Ponoc juz nie dzwonie i siedze za cicho. A to dlczego? Ja nie wiem? Przybij pitke jest extra extra. kurwa ascie mnie zawiedli.... | 07:46 / 26.03.2007 link komentarz (2) | Nie wyspać się z powodu niosącego przesłanie i myśl, ale zarazem nudnego FAST FOOD NATION, obudzić się w bardzo przeciętnym nastroju, zmarznąć w autobusie, to się nazywa kiepski początek tygodnia.
Jeśli jesteś fanem sportu zrozumiesz po tym weekendzie dlaczego na emigracji jest tak źle i nudno. Dlaczego nie chciałbym zostać polskim niemcem irlandczykiem czy australijczykiem, czego im wszystkim brakuje to 5:0 z Azerbejdżanem, srebra Otylii i bohatera narodowego - Małysza. Gwiazd sportu było u nas wiele i zawsze dystansowałem się do wielkich podziwów i manii. NAtomiast Adaś to Mistrz, który na taki podziw jak najbardziej zasługuje, jest po prostu niesamowity i faktycznie zasługuje na popularność jaką darzymy go. W dodatku, jak zaczynałem oglądać skoki - w czasach weifssloga, nieminena, bredesena i innych, nie myślałem, że kiedykolwiek Polak wygra choćby jeden konkurs Pucharu Świata. A tu mamy ich już tak wiele. Podobnie zresztą sprawa ma się do piłkarzy. Kiedy męczyliśmy się z San Marino, a Jasio Furtok ręką strzelił jedynego gola, marzyłem, żeby za te 15-20 lat Polska awansowała do Mistrzostw Świata i ogrywała San Marino po 5-6:0 jak robili to inni. No i minęło trochę czasu a ja dwukrotnie widziałem Polaków na MŚ, a z San Marino wygraliśmy 5:0, z Azerbejdżanem 8:0, 3:0 i 5:0. Teraz zastanawiam się ile będę musiał czekać aż nasi wyjdą z grupy w tych MŚ albo zakwalifikują się do Mistrzostw Europy, ale coś już jest.
Tylko sport sportem, a tu trzeba żyć. A to życie jakoś ma kolor mojej koszuli na dzisiaj(zgadnijta). Usiadłbym w ciepłym pokoju bez mebli i sobie porozmyślał. W sumie i tak by to nic nie pomogło tylko zaszkodziło. Za dużo ostatnio fusów, a za mało herbaty. Poza tym jak juz pije tą herbatę to nie smakuje jak powinna (woda z kamieniem i chlorem pfeee). Kupiliśmy filtr do wody i jest lepiej, ale eh nie to samo. I znowu mamy nowy zasrany tydzień, czyli czekanie na lepsze jutro. Zasrany tydzień i weekend niespełnionych nadzieji. | 07:35 / 19.03.2007 link komentarz (4) | HA
Chcesz wiedzieć coś o bitwie bo Cię tam nie było?
Przede wszystkim doskonała zabawa. Przyjacielski klimat i duuużo śmiechu. Kilka pozytywnych i negatywnych gwiazd wieczoru. Gość, który powiedział od razu, że w dupie ma temat i powie co chce bo jest z ulicy rozwalił wszystkich - perwer i wulgaryzm do łez. Ślązok co nawinął niezło godka ło starej, dogrywce już nie był taki śląski. Esko - klasa - duży postęp od czasów kiedy słyszałem jego pierwsze wolne na imprezach. Muflon - również brawo, jego styl to jak ja sobie to nazwałem taki typowo bitewny free, bo w sumie koncentruje się na punchach i pozwala sobie na momenty zastanowienia. Ja osobiście staram się nie mieć przerw i po prostu rymować przez co tracę punche i ogólnie jestem słabszy:) Ale brawa dla Muflona za to, że gdybym ja usłuszał 100 razy, że jestem frajer z Warszawy, gorol i znowu warszawiok, to nie było by łatwo.
I tyle. W eliminacjach nie dałem popisu, ale przy słabym poziomie to wystarczyło. Pierwsza walka w grupie to nieskromnie mówiąc bardzo mi się udała, następne dwie już prawie wcale. Po prostu dzień miałem przeciętny. Jeszcze dla Eskobara postarałem się o parę momentów i koniec. Ale wracałem z uśmiechniętą mordą i tak. Cóż może w jakiejś następnej bitewce się poprawię? Zobaczymy.
Adam Małysz mało się nie zabił, ale w sobote ich rzucił znowu na kolana. Zobaczymy jak pofruwa w Słowenii. Jest ok.
HAHA Po zgromadzeniu 10-ciu kuponów konkursowych czyli zakupów za ponad 1000 PLN olaliśmy wczoraj losowanie auta w M1, bo sytuacja parkingowa była jedynie dla najbardziej wytrwałych zakupowiczów-konsumentów. Ha a jednak się da co? | 07:56 / 06.03.2007 link komentarz (5) | siema. Wszyscy chcieliśmy być piłkarzami: Ja, mój brat Jawor (tak wczoraj do mnie krzyknął kapitan naszej firmowej drużyny - zaszczyt), Szymek, Rafał O. i w sumie jego brat, który był dla nas za dobry w jego mniemaniu, Bartek brat Szymka chyba jeszcze nie kumał kim chce być, ale walczył, Dzesio W. taki zabawny gość może nie chciał być piłkarzem, ale grał z nami i bawił do łez. Tym samym jak się okazuje z całego zespołu skupionego wokół wymyślonego klubu piłkarskiego piłkarzem był/jest mój brat. Ja natomiast grałem w hokeja na trawie, ba nawet gram do dziś choć zacząłem po przerwie 6 lat w tym sezonie, ale gram. Ten sport to rewelacja. Ale jeszcze co do tej piłki. Wczoraj w rozgrywkach rekreacjnej ligi biznesu, graliśmy z drużyną Sor-Drew i nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie jeden zawodnik. W 1993 GKS Katowice pokonał Bordeaux, w którym grali Dugarry i Zidane między innymi. Ostoją obrony Gieksy był wówczas Krzysztof Maciejewski, który obecnie grywa w drużynie Sor-drewu. Cóż piłkarzem nie zostałem, a nawet więcej do każdego meczu podchodzę z relaksem wynik będzie tylko wynikiem a jak strzelę to strzelę (wczoraj strzeliłem). Hokej jest dla mnie grą na poważnie, choć rozsądnie podchodząc też uczę się koncentracji zamiast spięcia. Dzięki temu wszystkiemu bawię się w sport i cóż, piłkarzem już nie będę, ale grałem naprzeciw gościa, który mierzył się kiedyś z Zinedine Zidanem i jakaś frajda mała to jest.
Dziś czas na spotkanie z dzieciakami ze świetlicy. Czyli młodzi gniewni, get rich or die tryin, 8 mila, chłopaki z sąsiedztwa, z każdego po trochę i razem.
A ja działam i działam dzieląc czas jak tylko mogę. Nie wiesz, kto idzie po ulicy naprzeciw Ciebie w tej czarnej kurtce i eleganckich spodniach pracownika biurowego. Nie wiesz i on nie chce żebyś wiedział, no bo po co szumieć jak sie mało umie? Może przyjdzie jego czas... | 20:58 / 01.03.2007 link komentarz (4) | Kiedys jechalem autobusem z "Dzikim" z ktorym Majkel toczyl boje swojego czasu i mowilem ze po nagraniach chodzimy na yardy i okreslilem to stwierdzeniem ze to taki "schemat". Na to Dziki odrzekl ze schematy sa najgorsze. W pewnym sensie mial racje ale nie w kwestii pracy, a raczej dojazdow i dziennego trybu. Rutyna i schemat w stawaniu rano i udaniu sie do pracy jest mi bardzo potrzebna. Nie zrozum mnie zle - tylko w tym czasie takie przyzwyczajenie sie, ze okej wstaje i jade tam i nie msle ze jakos mi ciezko albo dzisiaj troche lepiej a ta praca tylko na 3 miechy a potem jedziemy na zachod itd. Przeciez pracowal bede dlugo i musze sie do takiego trybu przyzwyczaic zeby nie zniewalaly mnie poblemy i narzekania, zeby sobie po prostu zyc jak ja to lubie.
Nie jest latwo o taka rutyne jesli wlasnie sie preprowadzilismy, zmienilem srodek lokomocji a w samej pracy jestem dopiero miesiace. Albo dlatego ze jednak troche dalej dojezdzam?
Jak do tej pory pamietam jedynie rutyne z fabryki. Wstawalem - no zawsze z jakims tam bolem niewyspania ale to chwilowe. Wychodzilem z domu okolo 10 po 7 i no czasami nawet bieglem na autobus, a czasem bieglam do fabryki jak ow autobus sie spoznil mocno i mialem 3 minuty na dobiegniecie do zegara. Bylo jednak w miare blisko i ten sam autobus Ci sami pasazerowie prawie, czyli: (jak dobrze pamietam) na moim przystanku sasiadka z domu numer 5 czyli obok naszego, jakis gosc mlody co raz mi dorzucil 5 centow bo autobus podrozal o tak absurdalna kwote; na jednym z przystankow kolo centrum handlowego na blackpool wsiadala mega tlusta laska, na tym kolo dinosa za zakretem najpierw dwoch potem 4 polakow budowlancow i lysy typek krepy w okularkach, pozniej miedzy domkami bardzo czesto wsiadala babcia, a zaraz po domkach babka z czarnymi wlosami kolo 50-tki, kolo kosciola wysiadal taki skosnooki, a jeden za kosciolem wsiadala kolejna tlusta i sapiaca i blondyna, ktorej spod makijazu zerkalo 30 lat, a Sebastian mowil ze i tak fajna, a ja zgodnie ze soim przekonaniem zaprzeczalem, no i za zakretem czasem wsiadal wasaty gosc albo taki z torebka ManU, a potem wysiadka. Kilka krokow no kilkadziesiat i odbijalem juz karte przy zegarze przewaznie okolo 7 45. przebieralem sie dosyc szybko i jak jeszcze Magicka nie bylo albo jak sie jeszcze nie kumplowalismy tak fajnie jak do dzis, to lazlem przez fabryke az do pieca gdzie witalem sie z chlopakami z nocki. Tak zaczynal sie dzien w WMG - gasnacym wulkanie polsko-irlandzkich emocji. Oczywiscie przed rozpoczeciem 2-miesiecznych nocek w moim wykonaniu.
Teraz mi wlasnie tej rutyny brakuje. Moze dlatego ze jest zimno, albo ze jezdze dopiero kilkanascie dni busem i to z innego mijsca zamieszkania? Nie wiem.
Ale rutyna by sie przydala - to fakt, ale ten schemat czlowieka pracy byl chyb tylko pretekstem do wspomnien nie?
Bylem tez w osrodku u dzieciakow. Nie wiem jak mi poszlo i nie wiem jak oni mnie odbieraja. Jakos swiat naprawiam, tak sobie to tlumacze. Tylko czy da sie ejszcze go naprawic? | 22:09 / 21.02.2007 link komentarz (0) | gdzie jestes Panie Boze? juz za duzo?
Rozumiem, chyle czolo do dolu i patrze jak szybko biegna sekundy po betonie.
widze kare za grzech i nagrode za jego brak, taki jestem
czy jestem w bledzie okaze sie albo sie nie okaze kiedys tam
ale w moim systemie nie zasluguje na nic juz i mam tego efekty
stoje jak ciele wsrod ociekajacych slina miesozercow
sam stoje i daje sobie rade bo serce bije
bzdura
zapomnialem ze wrocielm do kraju i miejsc gdzie nie ma szacunku dla takich jak ja , rozumiem
nie wiem w jakim punkcie sie znajduje nie wiem gdzie podazam
jutro bedzie jutro czyli czwartek, autobus chyba przyjedzie zrobie swoje osiem godzin i bedzie po prostu bedzie jutro a potem piatek i tak dalej sobota niedziela problemy smiech i w kolko tak samo
to czysty bezsens | 11:21 / 20.02.2007 link komentarz (2) | Można było zauważyć NAS - ludzi wypuszczonych z pod klosza skromności, żeby nie powiedzieć biedy, którzy chcą poczuć smak jak to "można". Po prostu można. Kupić, mieszkać, używać, odpoczywać. Z dala od domu i rodzin, ale z pozwoleniem sobie na te materialne uciechy, które wcześniej były nieosiągalne. Pstryk, 3 godziny w samolocie, dwa miesiące pracy i już możesz. Kosz pełen zakupów i to nie najtańszych, klik i ubywają 4 godziny pracy zamiast 25% miesięcznej wypłaty. Możliwe. Rodzi się, a może budzi materializm. Ale nie taki zły. Taki dla kosztowanie, próbowania..................
Chciałbym opisać coś jak wspomnienia z emigracji. Mnóstwo emocji nawet jak tylko o tym myślę. Mnóstwo.
Może napiszę?
Dziwne wspomnienia, pełne sentymentów, a może nawet wzruszeń, zawodów, radości. Sam nie wiem.
Na dziś czuję... Nie mów mi o...(nie umieraniu) ...emigracji. | 10:24 / 16.02.2007 link komentarz (1) | No i co mi powiesz?
No i co jest grane?
Od wczoraj wykaszlałem prawie mega tonę syfu, a dziś większy syf zobaczyłem w polskich przychodniach gdzie nie było dla mnie miejsca.Bywa. Na szczęście mogłem wziąć urlop i się leczyć, bo wczoraj w robocie czułem się mocno skurczony przez chorobę i ledwo wytrzymywałem w niektórych momentach.
Blog czy też nlog number one to wpisy mojego brata. Maciek weź napisz książkę, bo Ci to fajnie wychodzi. Poza tym sentymentalnie zawsze się czyta opowieści z emigracji.
Ale cały czas jest jak na huśtawce, kiedy te opowieści czytam, bo niestety żyłem i tam i tutaj i jak się głębiej zastanawiam to wpadam w dylematy bez wyjścia. Dobrobyt kontra Polska, a może w Polsce też dobrobyt jest możliwy uczciwie? Co jak znowu coś nie wyjdzie? Bo przecież miało to wszystko zupełnie inaczej wyglądać. Miało być mieszkanie, szybko znaleziona i dobrze płatna praca, miało się coś zmienić! A tutaj średnio. Tam, oprócz dobrobytu i możliwości pozwolenia sobie na wszystko, jest jednak chyba druga kategoria społeczna i smutny los fizycznego, upapranego pracownika, brak planów na normalne życia, jak rodzina, itp. itd.
Jest też większy szacunek jaki mimo wszystko zdobyłem sobie sam różnymi cechami. Jest dwójka super przyjaciół. Ale co dalej. Takich plusów i minusów jest mnóstwo, a może nawet nieskończenie wiele.
Dlatego jestem tu gdzie jestem i staram się żyć i budować przyszłość gdzie jestem. Ponieważ ruch w jedną ze stron spowodowałby, że konflikt by jeszcze narastał i i tak zawsze będzie czegoś brakowało. Więc żyję, robię swoje i tutaj planuje i tworzę przyszłość. Bo co innego zostało?
Sam nie wiem.
Największą nagrodą był jednak wczorajszy koncert dla dzieciaków ze świetlicy. Dzieciaki nękane przez tych, którym najbardziej powinni ufać potrzebują zainteresowania i szczęścia. Trochę obu z tych rzeczy im daliśmy. Oczywiście starsi, koło 17 lat siedzieli sztywno i cicho. Zapewne nie są tacy, na jakich wyglądają, ale na pewno dużo ze skrywanej 3000 km pod sercem wrażliwości już zabili. Czy jest szansa takich zawrócić? Zobaczymy. Nie chcę poprzestać na tym koncercie. Niech oni zaczną coś robić coś ciekawego co zajmie im czas i wchłonie ich jak mnie kiedyś wchłonęło. Zdrowe tworzenie czy sport czy cokolwiek. Młodsi są bardzo chętni i otwarci na współpracę, ale starsi spoglądają z góry i to nie z nieufnością, ale z agresją wywodzącą się z tej nieufności.
Marzy mi się puścić im "Get rich or die tryin", żeby zobacyzli w tym filmie co ja zobaczyłem. Żeby coś zmienić! Sam już nie wiem. To wszystko dosłownie wszystko od moich problemów do problemów tych dzieciaków to jak szarada z jednym wyjściem i milionami rozwiązań, zktórych jedynie mały ułamek procenta doprowadzi do tego jedynego wyjścia.
to co? Szukajmy wyjścia....... | 07:27 / 04.01.2007 link komentarz (5) | "To jest Polska Czarnuchu..." Ogólnie mowiąc padam na ryj w środku i na zewnątrz tak samo. Ciężko jest stać w środku najwiekszych deszczów od paru lat o tej porze i w tym miejscu. Po co to wszystko było. Ludziom nie chce się myśleć, bo kiedy myślą dręczą ich te same kłopoty tylko dwukrotnie bardziej. Gość obok mówi, że ma problemy ze wszystkim, a szczególnie z mieszkaniem. Wiesz jak to teraz jest - mówi - Wszyscy namawiają Cię na kredyt. Racja. Ale nie tylko na mieszkanie. Wrzeszczą wszyscy, a w szczególności wystawy w sklepach i reklamy w telewizji, żebyś ich wszystkich kupił. No i urzędnicy dalej krzyczą żebyś ich kupił. Sąsiedzi starają się jak najlepiej sobie doradzać, ale okazuje się, że wszystkie porady są nieodpowiednie i i tak jest nie dobrze. Poza tym gość ten co zawsze w środku stoji mówił, że facet to chce być dla kobiety numerem jeden, jasne nie chodzi o jakieś zdrady i kłamstwa, tylko o to, żeby Ona patrzyła na Ciebie lepiej niż na brata czy Ojca, którzy mają mega szacunek. Cóż Każdy ma swoje problemy jak widać, a moje przy tym są małą cząstką. Bo inny gość znowu ma jakby nową pracę, jeszcze nie zna zasad całego działania i ma problemy. W dodatku jest wrażliwy na to wszystko i po prostu nie idzie jak powinno.
Narzekają, że pieniędzy nie ma chociaż nie są ponoć najważniejsze. Kościół nie zachowuje się jak powinien a jego bywalcy tym bardziej.
Wszyscy narzekają, że nie ma w co wierzyć. Oto ich problemy. Tak to wygląda. Moje są przy nich ponoć małe, inni mają gorzej, ale są tacy, którzy myślą, że nie powinno się patrzeć z perspektywy innych tylko swojej. Ale inni to nie muszę być ja. Nie muszę, mogę, ale nie muszę. | 10:17 / 26.11.2006 link komentarz (0) | Dlaczego nie mogę sobie pozapisywać myśli w momencie myślenia tylko muszę myśleć później co myślałem w momencie myślenia myśli i dopiero wtedy myśleć jakie myśli mam napisać? A myślałem, dlaczego nad pisuarami w multikinie są reklamy i jak mocno to musi oddziaływać na ludzi zajmujących się swoją fizjologią. A może to jest bezsens nic nie warty? Ale tak oto zobaczyłem jak złego wyboru dokonałem, bo miałem przed sobą reklamę sagem`a, która choćby jak niewiem była wspaniała nigdy by mnie nie przekonała do zakupu telefonu tej marki. A obok, choć dawno w dalekie trasy pociągiem nie jechałem, a jeśli już to raczej nie intercity, zaciekawiła mnie reklama owych połączeń.Nic straconego, zakończę co mam do zakończenia i poczytam informacje z sąsiadującego pisuaru...Niestety...tuż przed zapięciem spodni sąsiadujący pisuar zaczął być olewany przez innego oglądacza filmów i nie mogłem już czytać z za jego pleców bo by sobie pomyślał na pewno to i tamto, a ja przecież normalny jestem i boje sie wszelkich niedomówień i pogłosek nieprawdziwych na swój temat. Jednak nie jest tak źle panowie i panie. Troszkę inna pod względem graficznym, ale treściowo nawiązująca do poprzedniej, reklama intercity znajdowała się przy suszarce do rąk. Jestem człowiekiek, który w 95% umyje ręce po czynnościach fizjologicznych, więc i raczej wysuszy, bo co jeśli ktoś sobie pomyśli, że to nie woda po umyciu rąk tylko inny płyn? Po umyciu rąk udałem się więc trzy czwarte kroku w bok, w celu wysuszenia skóry na dłoniach i spokojnie oddałem się lekturze reklamy, z której wynikło, że można drugą klasą jechać za 39 złotych! a pierwszą za 59! Szczegóły na www......Świat się zmienia? Idiotyczny Borat nie wzbudził we mnie takich zastanowień jak reklama intercity. W końcu wiemy, jacy są amerykanie i wiemy, że Kazachstan w większości wygląda inaczej. Tylko może kiedyś dobrym pomysłem będzie opisanie i stworzenie mapy świata w obrazach reżyserów kina z krajów tzw. Wysokorozwiniętych? Mamy na dziś dzień już Kazachstan i Słowację z HOSTELU. A może wierzycie już amerykanom i w to? Jak wszystko to wszystko. | 20:06 / 20.11.2006 link komentarz (1) | syf jakich mało.
syf na każdej płaszczyźnie.
Rosja - nie dotykać bo śmierdzi, a wielki George jest największym przyjacielem paranoja. Zabić zniszczyć i rządzić nie ma co iść z duchem czasu, nie ma po co i po prostu nie opłaca się. Może dobrze , że nie piszę szczegółów bo ... bo.... no właśnie. Bez sens. Nie mówimy prawdy, wspinamy się po szczeblach depcząc głowy innych , tworzymy wizerunki, pożądane przez innych , a nie zgodne z tym magicznym kiedyś. Z tym magicznym kiedyś , w którym było idealnie w całym znaczeniu tego słowa. Przykład? Chciałeś być policjantem chociaż przez 10 minut? A chcesz teraz? Na usta rzucają się bluzgi i co najgorsze bo jest źle , lub co najwyżej przeciętnie. Bzdury jakie emanują po prostu zewsząd, z każdego brudnego kąta. Dałbyś w łapę? Nie? A postaw samego siebie w sytuacji np. staranie się o mieszkanie....I pryska! Masz dobrą pracę? jak nie zaczniesz wydrapywać oczu i wdzierać się w łaski tych wyższych pozostaniesz na poziomie przyzwoitym, bo tak Ci idioci to pokierowali, wszystko na opak. Aż mi się pisać nie chce. Kurde rób co chcesz ja zrobię swoje, ucząc się tego z każdym dniem w tym kraju, gdzie na giełdzie sprzedaje się zawartość niemieckich śmietników a tania odzież z zachodu jest luksusem. tylko magnez tak silny. zero zero zero. Lista przebojów "trójki" tylko dla wybranych... Oczywiście generalnie generalnie, na przekór meatjęzykowi hiphopowców z winem na ławce. A nie? | 20:10 / 27.09.2006 link komentarz (1) | A tak szczerze to bardzo zależało mi na dostaniu tej pracy, której nie dostałem. Zrozumiałem tymczasem swoje miejsce w szeregu i tym razem to co wydawało mi się błędem faktycznie musiało nim być. Czy to z powodów religijnych? Tego w co wierzę i co mówią Oni? Jeśli tak to mamy pat albo gorzej, szach przeci mnie. W sumie sam nie wiem, wierzę, ale w Boga przede wszystkim. Katolicyzm nie podoba mi się, szczególnie w polskim wydaniu. Święci? Wyższość nad innymi? Bardziej widzę to jako jednego Boga, w którego wierzę Ja w swój sposoób, a kolega ahmed w swój. Przecież to wszystko jest do siebie tak podobne, a My bylismy uczeni od małego, że tamto jest dziwne i chore. Dwa, "Kochaj i rób co chcesz"- Dopiero niedawno dowiedziałem się, że to św.Augustyn. Kocham i co? Niestać nas jeszcze na więcej. Wszystko jest ustawione tak, żeby Oni mieli wytłumaczenie i trudno, żeby nie było jeśli Oni to prawo w znacznej części stworzyli. Dekalog? Jak to? A wynalazki naszych czasów takich jak Aborcja, eutanazja, antykoncepcja, in vitro i tym podobne? Oczywiście odnoszą się do życia, ale kwestią sporną jest kiedy to już jest życie i tego sporu dekalog nie może roztrzygnąć bo nie znał tych wynalazków. Poza tym od, w miarę, udokumentowanej historii mamy krucjaty nic nie mające wspólnego z wiarą Bogiem, a tylko z krwią, przemocą, władzą i bogactwem. Mamy kłótnie wewnątrz kościelne, które doprowadziły do podziałów obecnych do dziś. I wciąż tylko widać różnice między prawosławiem a chrześcijaństwem. Jak kościół może dyskryminować żydów jeśli od nich się wywodzi? Mamy więc ogromną porcję hipokryzji, manipulacji, kradzieży, przemocy i wykorzystywania tych, którzy nie potrafią sami myśleć. Nie chcę się przechwalać, ale potrafię sam myśleć i coraz częściej nad wieloma rzeczami się zastanawiam- to normalne. Nie wiem jak postąpie. byłoby inaczej gdyby moje wykluczenie (jak to nazywam) było inaczej mi okazane. Ale znów otrzymałem wyższość i dumę, zamiast tej propagowanej przyjaźni. Powinni stracić wszystkich wiernych, zostać opodatkowani i poddani krytyce medialnej, żeby zrozumieć gdzie jest istota. Ja potrafię przyznać, że żyję w grzechu, wiem. Oni nie potrafią przyznać, że traktują nas z góry, zarabiają na przykazaniach, są bezkarni, poza prawem, a hipokryzja powinna wejść z nimi w związek frazeologiczny. Ale tak nie jest. Prezydent ich głaszcze i dziękuje, Premier to samo i w mediach tylko Oni. Tak być nie może. Wiem jestem sfrustrowany kolejna porażką i boje sie kolejncyh, jak sobie to tłumaczę, "za karę", ale cóż może w takiej frustracji i depresji człowiek zaczyna sie zastanawiać.
P.s.Przy zerowych komentarzach mogę cieszyć się, że mogę tu wypisać wszystko, bardzo szczerze i bez ukrywania między wierszami wszystkiego. Część i tak nie została nazwana po imieniu, ale jak na mnie to i tak dużo bo wstydze się. Taki jestem | 21:04 / 25.09.2006 link komentarz (1136) | Telefony nadzieje szanse i wkoło to samo. Walcząca jednostka. Kiedyś drwiłeś z popu a dziś dobry pop ma być podziemiem? Kiedyś chcieliście pokazać się w idolu dziś słuchacie "metalu". Ten "metal"...Może wreszcie miłośnicy ciemnej muzyki szarpidrutów zrozumieją dlaczego Ludzie, którzy szperali w płytach pisali na lekcjach i nagrywali do mikrofonu mniejszego od kciuka, tak boleśnie i mocno krytykowali wynalazki mody na muzykę, o której mieliśmy inne wyobrażenie.
Telewizja - Uwolniłem się od niej więc siadam przed komputerem i gniję w internecie lub grze więc mamy doczynienia nie ze zmianą w sferze kultury, ale zmianą czasów. Czas goni i nie oszukujmy się wciąż wpadamy w kolejne sieci masowych rozrywek, tylko Ci, którzy pierwsi wpadną w sieci (z różnych powodów) zwą siebie pionierami, awangardą. A Ci którzy niczym tonącego okrętu trzymają się tego co było przed masówką to bohema tak? Kolega czyta, samych autorów, których nie znam ja inaczej mówiąc dorosłą książkę. Bywam w teatrze wiesz? to moja wrażliwość.
To taki wir, że wszyscy wpadamy w ocean hipokryzji, łykamy trendy jak wodę, raz te stare raz te masowe a potem te przyszłe, chwilę dusimy się pod falą jednego z trzech nurtów, aby na chwilę wydostać się ponad toń i pooddychać czymś świerzym. Żeby nie wskoczyć do oceanu trzeba się urodzić po prostu takim. Choć i tak w coś wskoczymy, ale na szczęście a może na nieszczęście nie będziemy świadomi co to jest i po prostu tacy popłyną dalej.
A gdzie są geniusze? Nie znam jeszcze ani jednego więc ciężko mi odpowiedzieć, a wszelkie spekulacje musiały by być sztuczne więc może kiedyś.
Więc zobaczymy Dzwonią, Uściskują dłonie, każą czekać, słuchają, pytają i sam już nie wiem czego chcą. A ja chyba wiem. Z naciskiem na chyba. | 23:23 / 16.08.2006 link komentarz (0) | Głowa mnie boli od duchoty...na zewnątrz chociaż to dopiero pierwszy mój upał tego roku, ale także od tych bzdur i sytuacji bez wyjścia a raczej tego, że wyjście może i jest, ale ja sam nie potrafie nic zrobić.
Tragedia Polskiej piłki w sensie żenada i to nie chodzi o to jak zagrali, bo tego się spodziewaliśmy, tylko to, że właśnie brakuje alternatyw. Nie da się chyba nic zrobić. Poza tym muzyka sie nie liczy tylko liczą się postacie. zapewno to już wiecie, ale tak tylko piszę bo coś zobaczyłem w tv. Może lepiej nie mieć dostępu do informacji. Może lepiej nie.
Bo mało kto śpiewać potrafi, ale szumu co nie miara.
No i już mam dosyć kupowania samochodu, na samym początku mam dosyć. Uwielbiam chłonąć informacje i rozumiem, że opinie powinienem wysuwać na chłodno, powoli i nie pieklić się tak na to wszystko, ale jest to cholernie trudne. Wojny, Gwiazdy, Kaczki, Donaldy, Komuna, Kościół, Kościół i Komuna, Kaczki i Geje, USA, Korea Północna, Biznes, Auta, Meble, Muzyka. Łeb pęka. | 00:09 / 11.07.2006 link komentarz (5) | zyje |
|