biggus_dickus // odwiedzony 154167 razy // [nlog_pierwszy_vain szablon nlog7 v01f beta] // n-log home
pokaż: ostatnie 20 | wszystkie z tego miesiąca! (14 sztuk) | wszystkie (1835 sztuk)
20:51 / 21.10.2014
link
komentarz (0)
"No i chuj. No i jakie teraz są procedury?"
20:53 / 19.10.2014
link
komentarz (0)
Chyba najwyższa pora na wyciągnięcie pewnych wniosków, wyznaczenie celu i obmyślenie strategii działania. Problem w tym, że ten cel nie jest wcale łatwy do wyznaczenia. Z czterech przedstawionych cech osobowości mam zaledwie jedną z niewielkimi domieszkami dwóch innych. Żeby jeszcze była nikła cząstka tej pierwszej wymienionej, to byłoby znacznie łatwiej. I to wszystko sprowadza się do prostego wniosku: pleśń można odkroić (przynajmniej w tej metaforze) albo wyrzucić. I kurwa nie wiem co zrobić...
19:18 / 17.10.2014
link
komentarz (0)
Dobrze, że wreszcie zaczyna się weekend.
21:33 / 14.10.2014
link
komentarz (0)
Ni chuja! Nie z takich rzeczy się wychodziło. Będzie dobrze albo bardzo dobrze :)
19:39 / 12.10.2014
link
komentarz (0)
Nadchodzi pora na duże i bardzo trudne zmiany. Zmiany na lepsze oczywiście.
15:37 / 11.10.2014
link
komentarz (0)
Raz na zawsze muszę zapamiętać, aby stosować się do zasady, że ryzykowne okazje należy wykorzystywać! Zgodnie z resztą ze swoimi przekonaniami, że lepiej żałować czegoś, co się zrobiło, niż tego, że czegoś się nie zrobiło. Kurwa no...
18:37 / 09.10.2014
link
komentarz (0)
Miałem pisać o tym, jak to czasami traci się chęci do czegokolwiek. Dalej o tym, jak to cały czas się uodparniam i w zasadzie bliski jestem obojętnego podejścia do sytuacji. Z tego pisania wynikło tyle, że skoro tak obojętnieję, to nie ma sensu o tym wspominać. Powstał jednak krótki wątek o tym, jaki obraz to przybiera.
19:12 / 07.10.2014
link
komentarz (0)
Chyba już wiem, z czego wynika ostatnia chęć do spędzania weekendów w odmienny niż zazwyczaj sposób. Oczywiście powodów jest kilka, ale tylko jeden tak naprawdę w odpowiedni sposób determinuje moje zachowania. Myślę, że niebezpieczeństwo zostało już zażegnane, przynajmniej na dłuższy czas. Rzecz jasna w tym temacie nigdy nie mogę mieć pewności niestety, ale na chwilę obecną uważam, że właśnie na dłuższy czas.

Dwa. Zawsze chciałem, to w pewnym stopniu mam. Ponadto bardzo cicha nadzieja na to, że ten pewien stopień z czasem urośnie do większej rangi. Muszę tylko jedno pamiętać: tutaj nie zadziałają kody, nie mam 3 żyć ani nie ma opcji "wczytaj".
17:19 / 06.10.2014
link
komentarz (0)
O rany! O rany! Alem pojebany!
13:00 / 05.10.2014
link
komentarz (0)
Potrzebuję wakacji. Bardzo długich wakacji.
21:37 / 04.10.2014
link
komentarz (0)
Chyba będzie już lepiej, choć nadal odczuwam wzmożoną aktywność neuronów. Niewykluczone, że jedna raptem sytuacja wpłynęła na mnie znacznie bardziej destrukcyjnie, niż zdawałem sobie z tego sprawę.
Jestem zmęczony.
20:02 / 02.10.2014
link
komentarz (0)
Ile warte są przemyślenia i wnioski, które w danym momencie wydają się stuprocentowo właściwe, by raptem kilka godzin później uważać je za głupie i bezsensowne zastępując zupełnie odmiennymi?
18:01 / 02.10.2014
link
komentarz (2)
Wczoraj to pisałem, jak to mi już radości nawet powrócony po latach Sikret nie sprawił. Ale jak w nocy mi się przyśniło, że ktoś go minimalnie tylko uszkodził, to mało co się zlany potem nie obudziłem ze strachu i wkurwienia. Wniosek z tego taki, że nawet jeśli w znacznej mierze się wypaliłem, to gdzieś głęboko wewnątrz mnie jeszcze jestem sobą.
18:43 / 01.10.2014
link
komentarz (0)
Dzień zaczął się od bólu głowy i niewyspania. Jazda do pracy raczej w ciszy z jakimś takim grzmoceniem wewnątrzczaszkowym. I w ogóle po prostu chciało mi się rzygać.
Prócz powyższego dość intensywnie kotłowały mi się myśli wszelakie w głowie. Tak wczoraj przed snem, jak i dziś podczas drogi do pracy. I tak w sumie od kilku dni. Z każdym dniem myśli te biegną w innym kierunku. W każdym, tylko nie w tym, w którym właściwie powinny. Oczywiście w jednej kwestii zdania nie zmienię, raczej nie mam jakichś autodestrukcyjnych ciągot. Niemniej jednak martwi mnie trochę fakt wynikający z mojego nastawienia i braku jakichkolwiek odczuć w niejasno wspomnianym temacie.

A tak nawiązując jeszcze do moich ostatnich wywodów o zatraceniu umiejętności czerpania radości z różnych rzeczy... po wielu latach wreszcie powrócił "Secret Service". I co? Kiedyś nieopisana byłaby moja radość, dziś przeczytałem kilkanaście stron i odłożyłem. Trochę tłumaczę to racjonalnością. Skoro periodyk jest dwumiesięcznikiem, to szkoda przeczytać go w dzień czy dwa, jak niegdyś. Niemniej jednak jakoś tak nawet bez trudu odłożyłem pismo na półkę.

Na koniec jeszcze jedno przemyślenie. "Konfliktem nuklearnym w 2017 roku rozpocznie się apokalipsa." - jak już takie napisy pojawiają się na murach, to koniec jest bliski. Może nie w 2017 a rok, trzy czy pięć wcześniej bądź później, ale coś jest na rzeczy.
20:48 / 29.09.2014
link
komentarz (0)
Co to się porobiło? Kiedyś przecież codziennie coś, czasem po kilka razy. Dzisiaj ile? Średnio półtora razy do roku. I nawet moja własna niepisana zasada odnośnie pisania na nlogu raczej bez polskich znaków, no chyba że cytaty albo coś, w tym wpisie odchodzi w niepamięć. A zajrzałem przed chwilą na innego nloga. Czwarty wpis od góry i powiało sentymentem. Chwilę wcześniej jakiś wątek na głównym o tym, co to będzie, jak nlog przemieni się w "404". Faktycznie kawał życia tutaj jest spisany. Mnie też nostalgia ogarnia właśnie, choć w lekko innej tonacji. Wszak gdyby nie ona, to bym pewnie go nawet nie odpalił.

Do rzeczy jednak. Kiedyś był czas, były chęci, dzisiaj tego brakuje. Człowiek żyje problemami jakby zbyt poważnymi, aby o nich szczegółowo się rozpisywać w sieci. Tak na prawdę to co to za poważne problemy? Głównie i przewlekle dotyczą one pracy. Ale przecież nie będę tu pisał, że to źle czy tamto źle. Moim zdaniem i tak zbyt mocny wpływ to na mnie wywiera, czego najsmutniejszym przykładem jest poruszanie tematu pracy podczas spotkań z przyjaciółmi. Co zrobić? Kiedyś problemy dotyczyły poziomu trudności w grze czy braku 25 zł na nową książkę z ulubionego uniwersum. Mimo to byliśmy wszyscy na swój sposób szczęśliwi. Dzisiaj czytam, że w ostatnich dniach miała miejsce (polska) premiera książki właśnie z ulubionego uniwersum. I co? I nawet nie chce mi się jej wyszukać na aukcjach. Kosztuje pewnie tyle, że nawet bym tego nie odczuł. Nie ma po prostu radości z tego wszystkiego, co kiedyś tyle frajdy sprawiało. Chyba za bardzo mieszam sens wypowiedzi, więc urywam wątek.

To, co chodzi mi po głowie to pewne przemyślenia na swój własny temat. Poza oczywiście nostalgią do tego, co między "kiedyś" a "dziś" gdzieś z "dobrego" stało się niemalże "bezwartościowym", to zaczyna mnie martwić moje własne ja. Sam obserwuję zmiany mentalne w sobie. Sytuacje, które kiedyś przyprawiłyby mnie o palpitacje serca i miesiąc bezsennych nocy dziś niemalże po mnie spływają. Jakbym stawał się maszyną. Zatrważa mnie to bardzo, choć powodem trwogi powinno być zupełnie coś innego. Po prostu czuję, jak obojętnieję. Przeistaczam się w człowieka, który rano wstaje dlatego, że musi (o tym było już nie raz), w pracy myśli tylko o tym, co zrobić aby najszybciej z niej wyjść po to, by w domu zrobić jak najmniej i położyć się do łóżka najlepiej jeszcze przed 20. Dzień za dniem tak mija i jedyne w czym staję się bogatszy przy takiej egzystencji to moje finanse raz w miesiącu, bo wreszcie kurwa jestem w stanie coś odłożyć. A może odkładam dlatego właśnie, że na każdą premierę nie klikam w "kup teraz"? Chodzi mi o to, że jak godzinę temu (19.30) szedłem się kąpać i stanąłem przed lustrem, to zadałem sobie pytanie, czy to już? To wszystko na dzisiaj? Nikt już dzisiaj nie zadzwoni, nie przyjdzie (o kurwa jak ja tego nie lubię, jak mi telefon dzwoni albo ktoś przyłazi nieproszony!)? Czy nic już dzisiaj mi się nie przytrafi; nie przydarzy nic dobrego? Czy już tylko umrzeć pozostaje? Tak, doskonale wiem, że bardzo mocny w tej wypowiedzi wzorzec Miauczyńskiego. No ale po co mam sam wymyślać, jeśli dokładnie tak się czuję?

Wrzesień dobiega końca, choć trafiają nam się jeszcze słoneczne i ciepłe dni. Być może już dopada mnie jesienna niechęć do czegokolwiek. Być może nadchodząca jesień wzburza we mnie pragnienie wolności, które ucichnie wraz z nadejściem wiosny za kilka długich miesięcy. Wiem tylko, że odczuwam jakiś brak, pustkę jakąś mentalną. Problem w tym, że o ile lubi ona co jakiś czas się we mnie uaktywniać, o tyle nigdy nie mogę znaleźć sposobu na jej wypełnienie. Oto moje przemyślenia z ostatnich dni.
16:53 / 22.02.2014
link
komentarz (1)
Czlowiek cale zycie uczy sie na bledach... ale chyba juz o tym kiedys wspominalem. I chyba nie raz.
20:31 / 15.01.2014
link
komentarz (1)
Przegladajac opinie o dyskach twardych oczywiscie natknalem sie na wypowiedzi za i przeciw konkretnemu modelowi. Rozbroila mnie natomiast ponizsza wypowiedz:
"Zgodnie z prawem Murphy'ego każdy dysk twardy padnie w momencie, gdy mamy bardzo pilną pracę. Ja w jednostce centralnej mam podpięte 3 dyski (Samsung, Western Digital oraz Seagate). Na każdym z nich jest zainstalowany Windows 7 i bliźniacze oprogramowanie. Jak padnie jeden dysk, to przełączam się na drugi. Jak padną dwa, to przełączam się na trzeci. Jak padnie płyta główna, to wyciągam dysk z kieszeni, władam do stacji Welland ME-752SE i podłączam do laptopa. A jak na jednostkę centralną spadnie meteoryt ? Na tę sytuację nie jestem zupełnie przygotowany."
15:35 / 01.06.2013
link
komentarz (0)
Jasny gwint... przejrzalem wlasnie ostatnie wpisy. Wiele lat temu mialem problem z jednym smokiem w Faerunie a jego pokonanie powstrzymywalo mnie przed ukonczeniem gry. Jak sie okazuje smoka zabilem blisko poltora roku temu a mimo to od tego czasu gra dalej lezala odlogiem. Byla chyba sesja, jakies inne utrudnienia, wreszcie chyba najpotezniejsze - Diabolo 3. Niemniej jednak po roku tluczenia w "Diablo III" i pokonczeniu innych tytulow, w ktore kiedys zaczalem grac przysiadlem pare dni temu do "Tronu Bhaala". Znow potrzebowalem chwili na przypomnienie sobie zawartosci kaplanskich zwojow, ksieg czarow maga i ekwipunkow. Dokonczylem z dawna porzucone zadania, podjalem sie glownego watku. Okazalo sie, ze jestem juz na koncu gry. Kilka potyczek musialem odlozyc o dzien lub dwa, aby na spokojnie wymyslic strategie na kolejnych niepokonanych wrogow. Wreszcie dzis po sam nie wiem ilu latach dokonczylem sage o potomku boga mordu. Na sam glos Piotra Fronczewskiego czytajacego tekst opowiesci az sie lezka w oku kreci. Mmm az zal, ze ten znamienity aktor nie jest lektorem we wszystkich crpgach :)
23:00 / 14.01.2012
link
komentarz (0)
Delikatnie do przodu. Przynajmniej w jednej sprawie. Jeszcze troche. Jeszcze pol roku.

Z innej beczki. Czasem warto poczytac cudze wypowiedzi na tematy rozmaite. Oto przytocze jedna ponizej:
"dlaczego ludzie nieudaczni, nieatrakcyjni, brzydcy i głupi nie przyjmą do wiadomości tego, że są tacy dlatego żeby właśnie nie przyciągać płci przeciwnej, nie rozmnażać się i nie przekazywać dalej swoich cech bo mają geny spaprane. jak mają mało warty materiał to właśnie widać to po wyglądzie i po tym jacy są. dla nich nierozmnażanie się to powinna być misja, sami powinni wiedzieć żeby przypadkiem nic nie wydać na świat. w świecie zwierząt takie osobniki/osobniczki kończą w żołądku innego drapieżnika. na tym polega ewolucja. a nie zaśmiecają mi tu neta jakimiś idiotyzmami, że są smutni strasznie bo samotni/e. macie nie robić głupich dzieci, pracować, płacić podatki, wydawać i wyzdychać przed emeryturą bo trzeba będzie jeszcze na was płacić."
Jakis sens, trzeba przyznac, to ma. Przynajmniej odwolanie do swiata zwierzat. Moim zdaniem.
21:21 / 28.12.2011
link
komentarz (3)
Nie bylo mnie tu dobre 2/3 roku, albo i wiecej. Coz... porzucilem pisanie z braku czasu, niekiedy ochoty, glownie rutyny w zyciu. Bynajmniej jak to ze wszystkim u mnie: co by sie nie dzialo, to byle do przodu... i tak oto pare godzin temu naszlo mnie na przywrocenie instalacji \"Wrót Baldura II: Tronu Bhaala\", godzinne siedzenie i przypominanie sobie wszystkiego, co mialem dostepne (glownie czarow i zaklec wlacznie z nauka od nowa przynajmniej polowy z nich) i wreszcie poszlo. Smok, ktory powstrzymal mnie od ukonczenia gry kilka lat temu lezy we krwi, a ja co prawda gry nie ukonczylem, ale pokonalem bardzo duza bariere :) Przede mna teraz kolejni przeciwnicy: kilku doktorow i profesorow z wiedza na poziomie od eksperckiego po arcymistrzowski wlacznie, niektorzy sa nawet wieloklasowcami. Najwazniejsze, ze po przejsciu etapu, jakim jest sesja, bede mogl powrocic do starego dobrego Baldura, do ktorego wzdycham od lat (jakos te nowe crpgi tak nie przyciagaja i nie zapadaja w pamieci, jak stare, dwuwymiarowe, poczciwe Baldury, Tormenty i Icewindy).
Wydawac by sie moglo, ze nie mam problemow i zmartwien, skoro jaram sie zabiciem wirtualnego smoka po latach zaniechan i prob na przemian. Mam problemow i to bardzo duzo. Wszystko sypie sie od czerwca, ale wierze, ze w nowym roku bedzie lepiej i ze wszystkim sobie poradze. Moze to potrwac, ba! Nawet na pewno potrwa, ale poradze sobie. Ja sobie nie dam rady? Tym optymistycznym akcentem zycze wszystkim sprzymierzonym i przede wszystkim sobie (a co, jestem egoista) wszystkiego dobrego!
20:37 / 08.04.2011
link
komentarz (2)
Nie ma to jak raz na co najmniej kilka miesiecy odswiezyc sobie "Franko". A kiedy jeszcze wpadnie w rece wersja nieocenzurowana i grze beda towarzyszyly nigdy dotad nieslyszane "kurwy" to juz frajda na calego. "Moja głowa!" :)
21:23 / 24.09.2010
link
komentarz (2)
Raptem 2 dni nie bylem studentem...

We wtorek sie obronilem. Ponownie wysoki wynik dal motywacyjnego kopa. Jak bylo dotad w przypadku egzaminow, tak teraz w przypadku obrony i ukonczenia studiow. Z marszu czym predzej tym lepiej na magisterke. To sie zapisalem dzis. A co, trzeba nalezec do inteligencji polskiej.
23:36 / 07.07.2010
link
komentarz (0)
O prosze, jak szybko kolejny miesiac zlecial.

Od paru dni ponownie bardzo mocne staje sie moje odwieczne marzenie: zeby sie wszyscy odpierdolili!
22:13 / 10.06.2010
link
komentarz (0)
No to dopiero przerwa czasowa od ostatniego wpisu... 1/3 roku zleciala. Co to ja ostatnio chcialem? Ach tak... z obserwacji pewnego "kosmity" wywnioskowalem, iz trening w kazdej postaci moze byc owocny.
20:03 / 17.02.2010
link
komentarz (4)
Nie umarlem. Zyje. Po prostu z pewnych przyczyn zapomnialem o prowadzeniu nloga. A choc nawet wielokrotnie sobie przypominalem, to nigdy wtedy, kiedy siedzialem przy terminalu z dostepem do ogolnoswiatowej sieci.
20:20 / 26.08.2009
link
komentarz (2)
Kij w mrowisko? A chuj z tym... czasem dobrze jest narobic troche zametu.
19:10 / 17.08.2009
link
komentarz (0)
Jaki ten swiat maly... a jakiez to zycie bywa zaskakujace. Jak nie Mahomet do gory, to gora do Mahometa... dobrze to napisalem?
00:19 / 16.08.2009
link
komentarz (3)
Polprzypadkiem natknalem sie na pewien tekst, zatytulowany \"Wrocławska sobota\".
Pozwole sobie na zamieszczenie tutaj tresci. Przyznam, ze nawet mnie to rozbawilo. Zatem cytuje:
\"Wszyscy pijani, wszystkie dziewczyny w stringach wystających zza spodni. Studentki i studenci mający wakacje. Szczęśliwi, bo poszli na studia z zamiarem, żeby później mieć dobrą pracę i Pieniądze - zdolność kredytową i meble z Ikei. Dumni ze swojej zaradności i konsekwencji w dążeniu do celu. Ale teraz są młodzi i mają wakacje, więc korzystają z życia. Są dorośli i sami decydują ile piw sobie dziś kupią, ile razy na minutę powiedzą >>ku*wa<<, same zadecydują z którym pójdą dzisiaj do łóżka, oraz czy zrobią sobie depilację brazylijską, czy zostawią >>paseczek<<. Wiedzą, czego chcą, bo są asertywni i mają własne zdanie. W dniu osiemnastych urodzin stali się dorosłymi ludźmi, pełnoprawnymi obywatelami legitymującymi się Dowodem Osobistym i Świadectwem Dojrzałości, na którym mają wpisaną ocenę z prezentacji według ministerialnych i unijnych norm. Zdobywają cenne doświadczenie zawodowe w swojej pierwszej pracy - >>czym mogę służyć?<< - >miłego dnia!<<. Mają swój gust - wychowali się na hip-hopie, techno, r\'n\'b albo metalu, czy Kaziku więc mogą uważać się za znawców muzyki i z dystansem bawić się przy disco-polo. Są także oczytani - Paulo Coelho, albo Dorota Masłowska. Mogą o sobie powiedzieć, że znają życie bo znają smak amfetaminy jeszcze z gimnazjum.
Dobra, nie zamulam ...\"
Zgodnie z opinia moja i pary zupelnie obcych ludzi - szkoda, ze takie krotkie...
03:17 / 15.08.2009
link
komentarz (0)
Czy jestem zly? Kiedys by mnie chuj jasny strzelal. Dzis - mam to gleboko w dupie. W ostatnim czasie namotalo sie tyle chujowych akcji w moim zyciu, ze nie mam ani sily, ani ochoty na przejmowanie sie kims, kto jest do tego stopnia nieodpowiedzialny, aby o siebie zadbac (i co najwazniejsze - nie przejmuje sie). Po prostu mam to w dupie.
A podsumowujac... faktycznie, lepiej bylo sie dzis polozyc spac, lepiej spozytkowalbym ten czas.
00:03 / 12.08.2009
link
komentarz (0)
Oj kurwa... jak ja nie lubie takich sytuacji!
A co w takich wypadkach jest najrozsadniejszym rozwiazaniem? Polozyc sie spac... definitywnie!
20:08 / 04.08.2009
link
komentarz (0)
Calkiem mozliwe, ze opinia pewnego grona wywolana jest podswiadomym bronieniem sie przed ewentualna przykroscia, jaka spowoduje planowane zachowanie. Solidarnosc jednak jest, nawet jesli nie do konca swiadoma.
01:04 / 01.08.2009
link
komentarz (0)
Ło kurwa! Sierpien sie zaczal :/

Ale nie o tym... zauwazylem, ze niektorym ludziom przez cale zycie, a przynajmniej przez jakis dlugi czas (np. odkad ich znam) towarzyszy pewna jakby karma. Bo taki kolo, co ma imie na W. sie zaczynajace, wiecznie cos mu sie dzieje przykladowo. Zalatwia ubezpieczenie, to wiecznie cos sie dzieje zlego, ze nie moze, ze sie to przedluza w czasie. Kiedy juz zalatwi i jedzie do domu, to mu cpun wskakuje na przednia szybe auta. Innym razem jedzie kupic telefon... w calym Wroclawiu nie ma tego, ktorego on szuka i to przez caly tydzien. Zestawiajac przykladowo z moim (niezbyt zaradnym) sasiadem... jednego wieczora wspomnial mi, iz chce kupic telefon, a nastepnego juz sie nim chwalil. W tej naszej pipidowie w ciagu jednego dnia kupil, a kolega W. - Waldemar w zasadzie przez caly tydzien nie mogl kupic. Najswiezszy przypadek z jego zywota: pochorowal sie, uslyszal u lekarza, ze to jakis wirus... bral antybiotyki i malo co nie mdlal, a odstawil prochy i cala choroba jak reka odjal. Normalny to ten czlowiek nie jest (choc po opisie nie kazdy sie z tym zgodzi, jakby go poznac, to nie bedzie watpliwosci co do slusznosci mojej oceny).
Inny czlowiek. Znam z pol roku, no ze 3 kwartaly moze. Jak nie sie trambaj wykolei, ktorym jedzie, to jakies 80 - kilogramowe sarny widzi w wielkim miescie, albo teraz jakies pozary nocne w domu, zaczadzenia... Chodzace nieszczescie, czy jak? Ale oboje lubie :)
A co u mnie? Wiecznie ten sam scenariusz... i jeszcze przykre wkurwienie na noc, z pewnoscia czesciowo podladowywane nieumiejetnoscia kontroli wlasnych mysli...
20:19 / 24.07.2009
link
komentarz (0)
"Niektóre problemy rozwiązują się same..."
16:58 / 22.07.2009
link
komentarz (0)
Wczoraj to sie zagotowalem i to co nie miara. Dzis po jednym telefonie doszedlem do wniosku, iz nawet, jesli nie dostaje tego, na czym mi zalezy, jestem w stanie to zaakceptowac ze spokojem, jesli tylko wszystkiemu towarzysza konkrety. A teraz pytanie co dalej?
19:15 / 21.07.2009
link
komentarz (0)
Konkrety... czy to tak wiele? Ich brak niekiedy doprowadza mnie do szalu!
21:42 / 12.07.2009
link
komentarz (0)
I znow ogolne wkurwienie przeplatane ze zniesmaczeniem i niezaspokojeniem. Kurwac no!
22:10 / 10.07.2009
link
komentarz (4)
Na pytanie "co robisz?" ludzie zazwyczaj odpowiadaja "jestem zajety/a", "nic nie robie", "siedze", "sprzatam", badz jeszcze kilka innych wariancji definiujacych jakies zajecie, badz jego brak. Czesto mozna po tym uslyszec takze "a co?". Jesli ktos zapytalby mnie, co robie, z czystym sumieniem odpowiedzialbym "nie wiem... po prostu, kurwa, nie wiem...", po czym zlapal sie za glowe...
23:37 / 26.05.2009
link
komentarz (0)
Kurwa mac eksperymentow mi sie zachcialo! Znowu narobilem bigosu...
17:35 / 22.05.2009
link
komentarz (0)
Bilans tygodnia:
poniedzialek - najpierw sredni minus, pozniej delikatnie na plus;
wtorek - pierwsza polowa dnia podobnie, pozniej lekko na plus;
sroda - znow kiepsko, pozniej rewelka, aby wieczorem wygenerowac wkurwienie;
czwartek - rano chujnia, popoludnie na minus;
piatek - dopierdolenie po bandzie, popoludnie - jeszcze nie wiem.

Podsumowanie: pora na zmiany.
19:21 / 21.05.2009
link
komentarz (0)
Silne oddzialywanie przy tak niewielkiej dawce... bardzo silne. Bynajmniej z mych odczuc wynika, iz nie bede mial szansy na to, aby sie uzaleznic.

Z innej beczki: w ostatnich dniach z glosnikow Maleńczuk i Waglewski. Calkiem dobry album nagraly te stare pryki :)
20:07 / 29.04.2009
link
komentarz (0)
Liczy sie sztuka, tak?
22:55 / 25.04.2009
link
komentarz (0)
Tak tak... Ty pierdol, ja poslucham. Najeb mi w glowie... Sabotaz kurwa!
18:53 / 20.04.2009
link
komentarz (2)
Co za duzo to nie zdrowo. Zmeczylem sie... chcialbym wiecej, ale chyba powoli nie daje rady. No coz, we wszystkim trzeba znalezc umiar.
22:52 / 15.04.2009
link
komentarz (2)
"To se kurwa polatałam... kurwa no!"
22:26 / 13.04.2009
link
komentarz (0)
Coz... wypadaloby opisac wydarzenia ostatnich dni/tygodni. Wiec tak... po dlugim okresie nieudacznictwa nastal okres wychodzenia na prosta. Nie pamietam teraz, czy juz o tym pisalem, czy nie, bynajmniej skonczylismy remoncik w drugim mieszkaniu. Naturalnie pojawily sie pewne komplikacje i cala robocizna nieustannie sie przedluzala. Niemniej jednak z biegiem czasu wszystko udalo sie pozytywnie zalatwic. Dobrze jest.
W calym tym zamieszaniu mialem o dziwo czas i sily na standardowe zabijanie nudy. Bilans jak na razie... hmm ciezko stwierdzic. Gdziestam narobilem sobie klopotu, ktory nie bardzo potrafie rozwiazac, ale sam jestem sobie winien. Jako, iz taka opcja zupelnie mi nie odpowiada, korzystam z innych :) Tutaj, w drugiej kwestii jest o wiele ciekawiej, ale i trudniej.
Teraz najwazniejsze to nie najebac sobie w zyciu jeszcze bardziej :)

A skad teraz to wszystko? Coz... zima byla dluga, kompletnie nic mi sie nie chcialo, a wszystko co robilem ciagnelo sie jak klej z polimeru :D Nastala wiosna, nie moge usiedziec w domu... po prostu sie bawie nie zwazajac na skutki. Ale nie powinienem sie o nic martwic... kazdy problem da sie rozwiazac, a "jesli nie ma rozwiazania - nie ma problemu" (choc chyba slowo w slowo Łony nie przytoczylem).
14:30 / 04.04.2009
link
komentarz (0)
To byl tydzien na bardzo wysokich obrotach. W zasadzie tylko poniedzialek byl przyjemny (zwlaszcza mentalnie). Reszta tygodnia to praca, praca i jeszcze raz praca. Co najwazniejsze to to, ze remont praktycznie dobiegl konca. Zostalo niewiele, nawet moze juz nie bede potrzebny. Niestety pojawily sie tez komplikacje, ktorych rozwiazaniem bede musial zajac sie w przyszlym tygodniu. Wracajac jednak do tego, sporo sie dzialo. Kazdej doby spalem po 5 godzin (do czego przyzwyczajony naturalnie nie jestem), wiec dzisiaj trzeba bylo odespac. Plany na dzien dzisiejszy raczej nie zostana zrealizowane, a przynajmniej przeniesione na jutro (a i tak jak dobrze pojdzie).
Z innych atrakcji wczoraj (badz dzisiaj zaraz po polnocy) na swiat przyszla nowa osoba. Ciekaw jestem, jak bardzo zmieni sie teraz jeden czlowiek :)
Jesli o mnie chodzi... powoli oswajam sie z pewna mysla. No coz, wyszlo jak wyszlo, sam jestem temu winny, ale jedno jest pewne: przynajmniej jest zajebiscie wesolo, kiedy spojrzec na to wszystko z boku :D (w tym miejscu pozdro dla pewnej zlej kobiety :P).
19:25 / 29.03.2009
link
komentarz (0)
Czasem czlowiek podejmuje decyzje jakze bledne. Ale sam chcialem sobie zycie urozmaicic. Pretensje tylko do samego siebie. Z reszta... kiedy spojrze na to powiedzmy za 5 lat, to bede smial sie z wlasnej glupoty.
13:08 / 27.03.2009
link
komentarz (0)
Ciezki poranek. Najpierw awantura za sciana o 8 rano... przykre, ale nie moja sprawa, ja chcialem sie wyspac. Pozniej jakies porabane sny. Calkiem niezle, acz meczace.
Na popoludnie plany sa, chodz podswiadomie jakies wkurwienie na wszystko. A srac na to.
23:28 / 26.03.2009
link
komentarz (0)
Dzien sie konczy. Tekst na dzis i pewnie na jutro tez:
mam to w dupie.
19:12 / 26.03.2009
link
komentarz (0)
Zapomnialem dodac, iz w ciagu ostatnich... hmm 3 - 4 tygodni czego bym sobie nie zaplanowal, to praktycznie szlag trafia. Nawet z tym remontem... niby cos robie, ale w trakcie oczywiscie wychodza rozne negatywne mankamenty, ktore opozniaja moja prace. Na chwile obecna i tak planowo w weekend powinienem skonczyc, wiec luz.

Jesli chodzi o plany na dzis, to posypaly sie doslownie przed chwila. Czy zaluje? W sumie mam to w dupie. Mozna nawet rzec, ze dzieki temu nie popadne w dlugi (jeszcze wieksze, niz mam dotychczas). Choc z drugiej strony jak sie czlowiek na cos nastawi, to pozniej delikatnie chuj go strzela, jesli to cos sie posypie. Dobra alternatywa byloby napic sie dzisiaj browarka (naturalnie w liczbie mnogiej), ale zas nie ma za co... (i tu wracamy do sobotniego wyskoku, kiedy to przepuscilem prawie caly szmal).

Negatywny biorytm? Sram na to, bedzie dobrze, kwestia czasu.
19:05 / 26.03.2009
link
komentarz (0)
Niektore problemy rozwiazuja sie same... (tak jakbym to slyszal w "Gothic").

Siedzac po drugiej stronie dopiero teraz zdaje sobie sprawe, jakie to czasami moze byc meczace.
15:54 / 26.03.2009
link
komentarz (0)
Delikatnie lece w chuja i... zaczynam sie z tym czuc zle.
18:21 / 24.03.2009
link
komentarz (0)
Z jednej strony pakuje sie w kolejne gowno. Z drugiej coraz bardziej zaglebiam sie w amatorska psychologie. Tym bardziej glownym tematem jest manipulacja. I chyba rozwijam swoje zdolnosci.
18:41 / 23.03.2009
link
komentarz (2)
Weekend niewyjety :D

A dzis... znow sie wszystko komplikuje. Chociaz hmm... samo? Nie, znow ja sam sobie wszystko komplikuje. Niech mi ktos jebnie w ten pusty leb :)
20:08 / 22.03.2009
link
komentarz (0)
Wlasciwie spodziewalem sie takiego finalu. Bawilem sie calkiem dobrze, usmialem do lez, choc planowalem zupelnie inna noc. Dobrze czy zle? Moze i lepiej. A moze po prostu korzystac, poki jest okazja.
09:40 / 20.03.2009
link
komentarz (0)
Tek - "Z dnia na dzień"
Od kilku lat tego slucham. Od kilku zastanawiam sie, co sie dzieje z Magda. W sumie dobra kumpela byla, jesli moge tak powiedziec.
23:41 / 19.03.2009
link
komentarz (0)
Tydzien z dupy wysrany (nie pierwszy i nie ostatni). W zasadzie od zeszlej srody cos sie pierdoli. Nie ma dnia, kiedy negatywy by nie przytlaczaly, a jesli jakies pozytywy sie pojawiaja, to sa bardzo znikome i nie sa w stanie nawet w minimalnym stopniu zrownowazyc negatywnych aspektow kazdego dnia. Choc przyznam - dzis negatywow bylo (jak na razie) mniej niz w ostatnich dniach, ale nie ma co chwalic dnia przed polnoca (czyli jeszcze pol godziny).
Z drugiej strony moze nawet sa jakies pozytywy dzisiejszego dnia, a tylko ich nie dostrzegam. Wlasciwie juz rano niby jeden negatyw, ale badz co badz pewien problem sam sie rozwiazal (a przynajmniej odwlekl). Jesli o pozytywy chodzi, to mozliwe, iz dzis otworzyly mi sie pewne nowe mozliwosci, ktore bede mogl wykorzystac z uplywem czasu.
Chyba motam. Coz... pozno jest, co sie dziwic.
Na wieczor jeszcze The Strokes. Tymczasem pora sie zbierac. Kapiel, kolacja, spanie.
Przede mna piatek. Bedzie dobry? A chuj go wie! :D
17:00 / 16.03.2009
link
komentarz (0)
Popoludniowy browar po chwili pracy smakowal zacnie, uspil, a po rozbudzeniu zmulil. Zero pomyslu na to, co ze soba dalej zrobic.
10:48 / 16.03.2009
link
komentarz (0)
Wczorajszy dzien byl zajebiscie ciezki mentalnie, a przynajmniej jego pierwsza polowa. Druga taka sobie, wieczorem nawet posmialem sie z cudzej glupoty :)

Dzisiejszej nocy snily mi sie jakies glupoty, ale na szczescie juz dotyczace czegos zupelnie innego. Otoz bylem w szkole podstawowej i napieprzalem sie z 8 koksikami na raz, jak to zwykle bywa w tego typu snach - jakos sobie radzilem hehe. Niestety jest to zawsze o tyle uciazliwe, ze chocbym rece i nogi komus lamal, to ten ktos zawsze ma jeszcze sile, zeby mi wyrzadzic krzywde. Jebniety sen, ale zawsze to jakas rozrywka hehe.

Rano... hmm otworzylem oczy z lekkim niesmaczeniem, ze to juz, ze juz nie spie. Znow nawrot mysli, ale i swiadomosc, ze dzisiejszego dnia nie moge przebimbac tak, jak wczorajszego. Czas lekko goni, obowiazkow kilka, nie ma sie co opierdzielac. Tym oto sposobem zakupy mam za soba, zmywanie rowniez, pranie i gotowanie w trakcie, na druga polowe dnia zalepianie dziur w scianach, wieczor... hmm prawdopodobnie zjem owoce mej porannej pracy, zachleje mocnymi bronkami i moze poloze sie spac, jak jeszcze bedzie wesolo.

Z glosnikow dzis (jak i w ciagu ostatnich... hmm tygodni, a chyba nawet miesiecy) ciezsze brzmienia. Czy z uplywem lat zmieniam preferencje? Nie slucham juz starych dobrych czarnych rytmow w takiej ilosci, jak jeszcze chociazby 3 lata temu, choc nie rozstaje sie z tym gatunkiem. Nie... wlasciwie slucham rzadziej, ale nie odstawiam. Ot chyba potrzebuje czegos, co mnie napedza. Dzis jest to mieszanka Celtic Frost, Loudness oraz jakichs pojedynczych kawalkow innych kapel.
20:24 / 15.03.2009
link
komentarz (0)
Wrocilem z wysp prawie 2 lata temu. Z poczatku nie bylo zle. Owszem, bylem swiadom nizszych zarobkow, ale wiedzialem, ze dam rade. Niestety nie dostrzeglem jednego - z uplywem czasu dzialo sie coraz gorzej. Moja pensja co prawda rosla, ale stan konta malal. Dzisiaj dolek finansowy z miesiaca na miesiac sie powieksza, a pensja jest bardzo niepewna.

Niestety to tylko jeden z aspektow. Na wyspach bylo mi bardzo zle z powodu braku znajomych oraz braku perspektyw. W kraju mam wiecej czasu, spotykam sie ze znajomymi, choc nie tak czesto, jak myslalem, ze bede mial ku temu okazje. Najbardziej brakuje mi chyba obecnosci jednego przyjaciela... niby 25 km nas dzieli, ale powoduje to wieksza roznice, niz mogloby sie wydawac. (Z tego miejsca do calej reszty znajomych - nie obrazac sie, doceniam Was, potrzebuje, lubie, kocham - cokolwiek, ale nikogo z Was nie znam tyle, co tego, kogo mam na mysli). Wracajac do tematu... brakuje mi spotkan ze znajomymi.

Przeszkadza mi tez to, ze o ile z poczatku po powrocie cos sie dzialo... chwile szukalem pracy, pozniej ja znalazlem - nie taka, na jakiej mi zalezalo, ale na poczatek moglo byc. Z czasem sie zasiedzialem, ogolnie nie zaluje. Od roku klopoty w firmie, nie mam na to wplywu, ale tam siedze do upadlego. Robie szkole, zostalo mi 3,5 roku w najlepszym wypadku, daje to jakies perspektywy na przyszlosc w zwiazku ze zmiana zawodu, zarobkow, prestizu. Jednak jest to odlegly cel i niestety z racji niepewnosci zatrudnienia zagrozony.
W ostatnim czasie bardzo dokucza mi monotonia. Jest zle i tylko sie pogarsza. Szukam odskoczni w probach zmiany czegos w zyciu... chyba na sile. Jakis czas temu zaczalem sie umawiac z ludzmi przez net... nie jest to jakis akt desperacji, choc chyba powoli sie nim staje. Nie czuje sie samotny, nigdy tak nie bylo, jedynie co, to widze w tym najblizsza i najbardziej realna szanse na zmiane czegokolwiek w swoim zyciu przy stosunkowo niewielkim wysilku i zaangazowaniu czasowofinansowym. Koniec koncow od pewnego czasu skacze sobie z kwiatka na kwiatek i nic z tego nie wynika, co jakis czas jednak angazujac sie emocjonalnie.
Zbaczam z tematu... powyzsza metoda to chyba raczej zamydlanie oczu samemu sobie. To, czego bym chcial, czego potrzebuje, to znow zmiana otoczenia. Tak bardzo porzadana wycieczka w gory to jedna z opcji, niestety tylko na krotka mete. Potrzebuje zmiany otoczenia na dluzej, cos jak wtedy wyjazd za granice. Tym razem chcialbym zrobic cos takiego w obrebie kraju. Problem to brak oszczednosci na wynajem mieszkania w innym miescie i ustatkowanie sie jako takie do momentu znalezienia nowej pracy i pozyskania pierwszych z niej wplywow. Ot chec zmiany miejsca, poznania nowych ludzi, stylu zycia w innym miescie (tak, jakby sie bardzo roznil od tutejszego)... nie wiem. Mentalnej odmiany po prostu. Chujowy okres (podsumowujac).
09:51 / 15.03.2009
link
komentarz (0)
To byla dla mnie ciezka noc... nawet bardzo ciezka. Wielokrotnie sie budzilem oraz mialem meczace moja psychike sny. Niestety nie potrafie w inny sposob reagowac na tego typu "wydarzenia".
Dzis mnostwo dylematow. Ciezko bedzie...
23:00 / 14.03.2009
link
komentarz (0)
Dodam moze jeszcze, ze faktycznie warto kierowac sie madroscia zawarta w przyslowiach. Musze o tym pamietac na przyszlosc, a raczej zaczac sie wreszcie stosowac.
22:57 / 14.03.2009
link
komentarz (0)
1) Drazni mnie to, co sie z tym kompem ostatnio dzieje. Jednak za format nie mam najmniejszej ochoty sie zabierac.

2) Ale nie o tym chcialem... popelnilem kilka bledow, przez co sam teraz ponosze konsekwencje. Kilka dni temu podjalem pewna decyzje, ktorej z niezaleznych ode mnie przyczyn wdrozenie w zycie okazalo sie znacznie trudniejsze, niz sie spodziewalem. Jedyne co moge teraz zrobic, to byc konsekwentnym do bolu.
Z naukowego punktu widzenia tak czy tak jestem do przodu i moze tego powinienem sie teraz trzymac. Lekko nie bedzie, ale zawsze to jakies... hmm wskazowki(?) na przyszlosc.

Dobrze, ze przede mna jeszcze 2 dni wolnego... z jednej strony przydaloby sie wiecej, ale biorac pod uwage nieciekawa sytuacje kadrowa, 2 musza mi wystarczyc, lepiej nie wywolywac wiecej...
16:04 / 12.03.2009
link
komentarz (0)
DTRoit, czwartek, kilka minut przed godz. 1.00...
-Cicho, ludzie spia!
-A co mnie oni przeszkadzaja?...
22:11 / 09.03.2009
link
komentarz (9)
Raz do przodu, raz do tylu... a ja zajoba dostaje. Niestety cala sytuacja zaczyna mnie meczyc. Co wiecej zaczynam dostrzegac pewne minusy...

Z innej beczki: rozbrajaja mnie ludzie, ktorzy siedza na gg jako dostepni, aby po zaczepce szybko tlumaczyc sie z tego, ze cos robia i pozniej sie odezwa. Jako, ze nie olewaja mnie na calej linii upewnia mnie fakt, iz pozniej faktycznie sie odzywaja. Po kiego grzyba zatem siedza dostepni/widoczni w momencie, kiedy nie maja czasu na pogaduchy.

Oba akapity kwituje slowami Lizard King'a "People are strange".
19:28 / 08.03.2009
link
komentarz (0)
Tak, to zawsze doprowadza do szalu!
19:51 / 06.03.2009
link
komentarz (0)
Brakuje mi cierpliwosci. Zawsze.
Przez to i tym razem juz zaczynam sie zastanawiac...
17:56 / 02.03.2009
link
komentarz (0)
Zupelnie nowa dla mnie sytuacja? Hmm moze tylko krok do przodu, choc wydaje mi sie, ze prosto do dziury.
19:16 / 28.02.2009
link
komentarz (0)
Sobote rozplanowalem z samego rana, tylko wieczor pozostawiajac pod znakiem zapytania. Jak sie okazalo - slusznie. To, co zaplanowalem udalo mi sie zrealizowac z nawiazka, a do tego przed czasem. W tej chwili nie ma jeszcze 20 - tej, mnie ogarnela pewna sennosc. Moze to i lepiej, bo szczerze mowiac kompletnie nic mi sie nie chce w tej chwili, na nic nie mam ochoty, a jesli zasnalbym o tej porze, w duzej mierze nadrobilbym nieustepujacy brak snu. Co prawda liczylem na ciekawsze zakonczenie soboty, ale coz... lepiej chyba bedzie, jesli pojde spac.
19:41 / 26.02.2009
link
komentarz (1)
Z jednej strony tydzien pedzi. Z drugiej dluzy sie niemilosiernie. Kazdego dnia przez moja glowe przeplataja sie tysiace mysli na przerozne tematy. Dochodze do wielu wnioskow, ktore z czasem wydaja sie przejawiac totalnym brakiem sensu. Co tu duzo mowic... mam huragan w glowie i tyle.
01:23 / 22.02.2009
link
komentarz (3)
Wierze w przesady i czasem inne zabobony. A juz najbardziej i najwiecej wierze w te, ktore sobie sam kreuje. To jest chore, czasem klopotliwe i uciazliwe, a juz najgorzej, jak nie wiem, jak lepiej. Ale coz... nie we wszystkim moge byc idealny umyslowo, czyz nie?
18:34 / 21.02.2009
link
komentarz (2)
Randki w ciemno przez Internet? Hmm, nie powiem, zdarzylo mi sie pare razy. W dobie XXI wieku to chyba calkiem naturalne. Ale to nie o sobie chcialem pisac. Dzis bylem swiadkiem (a przynajmniej tak mi sie wydaje) jednego z takich spotkan. Kiedy popatrzylem na faceta widzac jego posture i twarz (front view), a nastepnie na dziewczyne widzac ja od tylu, to pomyslalem, ze to jakas pedofilia. Na szczescie dziewczyna byla po prostu niska, co bylo tym wyrazniejsze przy jego dosc wysokim wzroscie. Ale tez nie o tym chcialem pisac. Ja moze super rozmowca nie jestem, kiepskim nawet bym powiedzial jesli chodzi o kontakty z ludzmi w ogole, ale to, jak ten typ dzisiaj nawijal, to mnie rozbrajalo. Geba mu sie nie zamykala, szkoda tylko ze pieprzyl totalne glupoty. Najpierw zameczal dziewczyne niemalze wciskajac jej na sile cos do picia. Kiedy po chwili ona dla swietego spokoju zazyczyla sobie soku pomaranczowego, ten poszedl kupic... i przyniosl cos na bazie truskawek, bo po drodze zapomnial co ona chciala. Pozniej gadal jakies inne bzdury, a na koniec podslyszalem cos o kocich dolkach (cokolwiek to jest, chyba mialo zwiazek z ukladaniem sie kota) oraz o tym, jak to on o 3 nad ranem stoi doslownie w samych gaciach w lazience uchylajac jakies okienko - lufcik kotu, a majestatyczne zwierze polowa siebie wychyla sie na zewnatrz, dupsko pozostawia wewnatrz i macha ogonem (zupelnie jak z moim kotem :P). Facet z kolei jak juz wspomnialem stoi w tych gaciach i marznie, wiec bierze predzej czy pozniej kocura sila i wyrzuca na dwor, a o 5 rano widzi go juz spowrotem w domu i nawet nie wie, ktoredy on wszedl. Coz... ja mam moze podobne sytuacje ze swoim kotem, ale nie rozpowiadam o tym na prawo i lewo (poza tu i teraz dla przykladu i porownania), a juz na pewno nie na pierwszym spotkaniu z cyklu randka w ciemno.

Podsumowujac opisalem sytuacje nie po to, aby wysmiac, aby pokazac jacy ludzie sa... hmm specyficzni, ale raczej zachowac w pamieci cos, co mnie zainteresowalo. Badz co badz chcialem dzis zaczac ksiazke dotyczaca w duzej mierze ludzkich zachowan, wiec warto zachowac dzisiejsze doswiadczenie w pamieci. Kiedy opowiedzialem o tym kolezance, zasugerowala, iz moze sie denerwowal. Fakt faktem od czasu do czasu zdarzalo mu sie zajaknac, wiec moze cos w tym jest. A ze ona mniej wiecej tak jak ja interesuje sie psychologia, moze miec racje.

Konczac, interesujacy przypadek. Zaluje tylko, ze prawdopodobnie nie bede mial okazji dowiedziec sie, czy to faktycznie byla randka w ciemno, ani jak to wszystko dalej sie potoczylo.
17:16 / 19.02.2009
link
komentarz (0)
Wydaje mi sie, ze dzis czuje sie nieco lepiej niz wczoraj (fizycznie). Czyzby kuracja z rosolu w formie chinskiej zupki i znanego leku, a takze ulozenia sie do snu o wczesniejszej porze pomagala? Nie wiem, bynajmniej katar w porownaniu z dniem wczorajszym prawie ustal, w nocy nie herlalem jak stary gruzlik, a i gardlo mniej mnie swedzi/boli. Dzis zastosuje podobne leczenie (choc moze kwestia godziny pojscia do lozka sie zmienic). Byloby fajnie wyzdrowiec na weekend i moze pojechac sie gdzies zachlac? Ktos ostrzegal mnie przed moralniakiem, ale chyba wlasnie mi tego brakuje.
19:29 / 18.02.2009
link
komentarz (0)
Na nic zdaje sie pozytywne myslenie, jesli ktos leci w chuja.
19:44 / 16.02.2009
link
komentarz (0)
Dzien taki sobie. Niewiele drobnych pozytywow, niewiele drobnych negatywow. Jeden z wiekszych, w jakis sposob odciagajacy mysli to moja bezsilnosc. Ale coz... psychologia na najebanych nie dziala.

Inna kwestia - metlik we lbie. Szkoda gadac.
20:23 / 15.02.2009
link
komentarz (1)
Zauwazylem ostatnio tendencje do ciaglego powtarzania, jaki to nie jestem zmeczony, styrany, wyjebany itd. Coz... niestety ma to odzwierciedlenie w rzeczywistosci, nie jest tylko marudzeniem markotnego i wiecznie niezadowolonego z zycia czlowieka.
We srode sesja jako tako dobiegla konca, ale zanim mial rozpoczac sie nowy tydzien, cos sie jeszcze dzialo. A i jutro wczesnie do domu nie wroce. Co za tym idzie odpoczne... hmm chyba dopiero, jak sie sytuacja uspokoi.
02:04 / 15.02.2009
link
komentarz (0)
Polspontan, wycieczka podrasy do Częstochowy, pomysl na ksiazke, nieoczekiwany, acz pozytywny bieg wydarzen. Czlowiek zmeczony.
18:28 / 12.02.2009
link
komentarz (0)
Styrany. Potrzebna mi dluzsza chwila odpoczynku.

Dzis telefon. W sumie gadka byla juz co najmniej miesiac temu na ten temat, ale jakos wylecialo mi z glowy. Nie powiem, zebym sie cieszyl, ale nie mozna przeciez byc aspolecznym az do tego stopnia, czyz nie?
10:20 / 24.01.2009
link
komentarz (1)
Rany... nie sadzilem, ze po tym tygodniu bede az tak wyjebany. Ale tak to jest, jak przez wiele tygodniu czlowiek nie ma kompletnie nic do roboty, a tu nagle 5 dni pod rzad non stop rzuca kartonami. Nie, zeby to bylo jakies super meczace zajecie, ale troche meczace jest. Jesli dodamy do tego brak "kondycji", to wychodza wielkie trudnosci ze zwleczeniem sie z lozka w sobote. Nic to, trzeba sie szybko zebrac i siadac do nauki. Na wlasne zyczenie przenioslem dwa egzaminy na wczesniejszy termin, jest wieksza szansa na zaliczenie ich, skoro bede uczyl sie tylko na te dwa, a nie na cala reszte w jednym czasie, warto sie przylozyc. Po co placic za poprawki?
19:11 / 21.01.2009
link
komentarz (0)
A dzis ludzkie twarze, a pozniej zachowania draznily mnie od samego rana. J.M. zaspiewalby "people are strange...".
20:41 / 20.01.2009
link
komentarz (0)
Ja rozumiem smiac sie z grubasow, czarnuchow, ksiezy... kogokolwiek i czegokolwiek, bo przeciez dobry humor wazny jest. Ale to, co momentami zawiera "Norbit" nie jest niestety smieszne, a kurewsko obrzydliwe. Bledem bylo szykowanie kolacji na ten film :/
21:04 / 17.01.2009
link
komentarz (0)
W dniu dzisiejszym ludzie dzialaja na mnie drazniaco. Zabawne, iz wpadlem na to dopiero pod wieczor, kiedy jedyny kontakt z ludzmi mialem dzis w pierwszej polowie dnia.
11:10 / 11.01.2009
link
komentarz (0)
Pamietam, ze "28 weeks later" by taki sobie (choc z pewnoscia lepszy od pierwszej czesci i mialem nadzieje, ze trojeczka bedzie tak samo lepsza od dwojki, jak "tygodnie" od "dni"). Pamietam tez, ze bardzo podobal mi sie motyw przewodni z tego filmu. Stargalem sciezke dzwiekowa i musze przyznac, ze mnie niszczy :)
09:10 / 10.01.2009
link
komentarz (0)
Tyle zadan na dzis, a tak malo mocy. Tak czy inaczej siedzenie przed monitorem nic nie przyspieszy. Trzeba sie wziasc do dzialania - szybciej skoncze = szybciej bedzie wolne :]
21:43 / 09.01.2009
link
komentarz (0)
I znowu nic. Wlasciwie, to tak jeszcze dzisiaj i jutro w ciagu dnia moze bedzie nawet lepiej. A co dalej? Przydaloby sie cos nowego.
18:15 / 07.01.2009
link
komentarz (0)
Martwy tydzien.
13:55 / 04.01.2009
link
komentarz (0)
Skonczylem sprzatac. Nie jest idealnie, jak dla mnie nie jest nawet dobrze, ale biorac pod uwage mozliwosci, jestem z siebie dumy :) Przynajmniej "zapach" kurzu zamienil sie w won chemii i detergentow :P Co tu duzo mowic, len jestem ogromny, jesli o sprzatanie chodzi.
16:33 / 03.01.2009
link
komentarz (0)
Czytanie ze zrozumieniem.
17:20 / 02.01.2009
link
komentarz (0)
Teraz najwazniejszym bedzie chyba zmobilizowanie sie do dzialania w wielu aspektach. Czas wolnych dni dobiega konca, pora wrocic do codziennosci, wylapac spowrotem ten tryb, choc nieco zmodyfikowany niz zazwyczaj. Praca owszem, ale po niej zostaje mi jeszcze przeciez codziennie pol dnia, wiec jesli dobrze zagospodaruje sobie czas, poradze sobie z wiekszoscia wyznaczonych zadan. Pozostaje tylko pytanie na dzis: od czego zaczac?
11:07 / 02.01.2009
link
komentarz (0)
Do ciekawych wnioskow doszedlem tuz przed snem. Wartych zapamietania bynajmniej.
16:49 / 01.01.2009
link
komentarz (2)
Serial byl zajebisty. Obejrzalem przed momentem pare urywkow z jednego filmu oraz trailer do drugiego. Z jednej strony znam azjatyckie kino na tyle, ze wiem, iz filmy z demonami sa totalnie kiczowate. Z drugiej strony sceny wyjete zywcem z anime robia wrazenie, a demony wygladaja calkiem porzadnie. Ale mam smaka na te filmy :)
12:01 / 01.01.2009
link
komentarz (0)
Ludzie to sa jednak udani. Nie podaja otwarcie wieku w profilach na nk, ale wpisuja daty, w jakich byli uczniami takich czy takich szkol. Nie trzeba tu wyzszej matematyki, aby obliczyc, ile kto ma lat (a w najgorszym wypadku blednie wydedukowac i machnac sie o jeden rok w te czy we wte). Ot jedno z noworocznych przemyslen.
01:25 / 01.01.2009
link
komentarz (0)
Ostatecznie tegoroczny sylwestrowy wieczor byl calkiem udany :) Oby tylko nie przyniosl mi zadnych strat w dluzszym okresie czasu.
21:28 / 31.12.2008
link
komentarz (0)
Czasami robimy cos, na co ochoty nie mamy, a nie robimy czegos, na co mamy. Dzisiejszy dzien, a raczej wybory, jakich dokonalem sa tego doskonalym przykladem. No coz... obierajac sobie pewne cele, czasem niezbednym jest poswiecic sie w imie nauki!
22:22 / 30.12.2008
link
komentarz (0)
+100 PD
11:25 / 30.12.2008
link
komentarz (0)
Cholera... z jednej strony widze jeden schemat, z drugiej slysze cos zupelnie innego. Ktore rozwiazanie bedzie lepsze?
Swoja droga... alez ja na tym biurku mam burdel...
01:55 / 27.12.2008
link
komentarz (0)
Damn! Ostatnie dwa dni zlecialy mi w mgnieniu oka.

Btw. noce znow sa ciezkie :/
00:13 / 25.12.2008
link
komentarz (0)
Mnie to jednak pierunsko ciezko jest dogodzic... Jedna kwestia, ze cechy mojego charakteru nie wszystkim dookola mnie pasuja, ale druga - znacznie gorsza, ze nie pasuja nawet mnie. A zmienic ich nie zmienie z pewnych wzgledow. I tu mamy bledne kolo. Niestety w tym wypadku wszystko sprowadza sie do tego, ze ja chyba nigdy nie bede z czegokolwiek zadowolony, a co za tym idzie szczesliwy :/
01:01 / 24.12.2008
link
komentarz (10)
Chwile przed zakupem (albo zaraz po, bo juz nie pamietam) czytalem recenzje. Recenzje, w ktorej chyba nawet jednego dobrego slowa nie bylo. Wczoraj sam zainstalowalem, dzis dopiero odpalilem. Czesc faktow moge potwierdzic. Na razie tylko czesc, bo wiecej chyba mi nie bedzie dane. Poswiecilem dzisiaj na produkt moze ze 2 - 3 godziny, wiecej nie mam zamiaru, bo po co sie denerwowac i odczuwac wiekszy zawod? Ale moze po kolei...
W odroznieniu od poprzedniczki, a raczej podstawowej wersji, tym razem nie mialem zadnych problemow przy instalacji. Na pierwszy rzut oka nie wzbudzil moich podejrzen fakt, iz gra to jest samodzielny dodatek, nie wymaga podstawki. Pomyslalem - pewnie akcja dzieje sie na terenach do tej pory nieodwiedzanych, z mniejsza liczba NPC, niz w podstawce, itd. Nic bardziej mylnego. Akcja toczy sie na dobrze nam juz znanych terenach z podstawki. Ok, niech bedzie i tak, ale teraz sie przyczepie - o ile podstawka zajmowala troche miejsca na dysku, tak samodzielny dodatek to niewiele wiecej, jak 3GB. No nie wiem, sadze, ze dalej cos bedzie okrojone, nie wszedzie bedzie sie dalo zajrzec, itd. W kazdym badz razie prosty wniosek z tego, ze przy produkcji nikt za bardzo nie wysilal sie nad stworzeniem nowego swiata, raczej glowna kwestia powinna w tym wypadku byc fabula, poustawianie odpowiednich NPC'ow w konkretnych miejscach, zasypania gracza niezliczona iloscia questow, itd., itp. Dobra, wyjdzie w praktyce.
Po zainstalowaniu nie mozna bylo gry uruchomic, gdyz wyskakiwal blad, jakiego nikt w oficjalnej pomocy technicznej opisac nie raczyl. Ale co tam, poszperalem po stronkach, po forach, znalazlem jedno watpliwe rozwiazanie. Dzisiaj postanowilem zastosowac to najprostsze, a wiec zainstalowac patcha (SP3 tez juz mialem w zanadrzu). Gra sie odpalila. Kiedy pierwszy raz odpalilem podstawke, doswiadczylem, iz konfiguracja sprzetowa przewyzszajaca nieco te zalecana ma sie nijak do zapewnien producentow, gra i tak chodzila swoim tempem (nie wywolujacym radosci na mej twarzy). Moze wlasnie dlatego nie zdziwil mnie fakt, iz niewiele wieksze zalecane wymagania sprzetowe to tylko nic nie znaczacy opis na pudelku z produktem. Gra sie przycina, momentami staje na kilka sekund, sporadycznie (a ze 2 czy 3 razy w ciagu tych niespelna 3 godzin dzisiejszych testow) zalicza zwieche calkowita. Ale chyba zaczalem nie po kolei... Intro... no wlasnie. Kilka "slajdow" + narrator i moze jakas tam muzyczka. Szczerze mowiac, to gdyby nie roznice graficzne i jakosc dzwieku, takie intro nie rozniloby sie niczym od tych sprzed 15 lat z A500 (wtedy to robilo wrazenie, dzisiaj robi zawod). Co gorsza, wstep do fabuly w ogole nie przypadl mi do gustu (i nie mowie tu bynajmniej o nawiazaniu do innego zakonczenia z podstawki, niz ja wybralem). Ale dobra, co sie dziwic... w koncu nad gra pracowali inni ludzie, niz nad poprzednimi czesciami.
Dobra, wszystko odpalone, intro tez za nami. Dialogi - niedopracowane... Juz na poczatku gry kilka kwestii bylo niemych (co do tej pory zdarzalo sie baaaardzo sporadycznie), co najmniej jeden zupelnie bez sensu. Jedziemy dalej - eksplorowanie swiata. Beczka z rybami, kamienny korzen - widzimy, wyswietla sie podpis, schylamy sie, machamy lapka... i to by bylo na tyle. Nie wiem, czy niektore przedmioty nagle staly sie zbyt ciezkie, bynajmniej podniesc ich nie podniesiemy. Srac na to, idziemy dalej (choc nie wykluczone, ze kiedys dostaniemy zadanie glowne, w ktorym bedzie trzeba podniesc taki "ciezki" przedmiot... co wtedy?).
Hmm spojrzmy moze na okno postaci. Zaczynamy gre z poziomem 10. Fajnie, ze nie z 1 (po raz piaty jesli sie nie pogubilem)? Co to nam w praktyce daje? Daje nam tyle, ze nasze staty maja wieksze liczby juz na starcie, niz w poprzednich czesciach. No dobra, a w praktyce? Raczej nic dobrego... co z tego, ze staty mamy wieksze, skoro nawet najwieksze badziewia wymagaja odpowiednio wiecej sily do noszenia, etc. Mowilem, ze to wyjdzie tylko na zle - wizualnie roznica w cyferkach nie wplywajaca na rozgrywke (w koncu to tak jakbysmy zaczynali z poziomem 1 i jakimis tam statami, tylko odpowiednio do wszystkiego dopisujemy na koncu "0"), ale w praktyce roznica pojawia sie chociazby przy PD potrzebnych do nabicia na kolejny poziom. Pierwszego awansu nie dostaniemy po 500 PD, ale po kilku tysiacach. Ogolnie rzecz biorac nie jestem jakims lamusem, ktory od razu chcialby miec wypakowanego herosa, ale ilez mozna te sama morde podpakowywac? W kwestii czesc I - II ponowny rozwoj byl nienajgorzej wytlumaczony i uzasadniony, jesli o trojeczke chodzilo, nowy system sprawil, iz nie odczuwalo sie za bardzo problemu czyszczenia pamieci u bohatera. Bylo to zrobione tak, ze owszem, byl to pierwszopoziomowy leszcz, ale jednak costam juz umial (glownie mowie tu o walce mieczami). Tutaj niby tez cos umie, ale nie ma powodow do radosci.
Troche zboczylem z tematu i do tego sie pogubilem. Jesli o dalsze bledy chodzi, strzelanie z luku. Fajnie, ze chyba jakos to udekorowali wzgledem podstawki, ale zbyt czesto przeszkadza nakladajaca sie na obraz czupryna Bezimiennego.
Dalej. Tak sobie biegam i biegam... i costam zabijam. W pewnym momencie okazuje sie, ze nie moge przeszukac zwlok. Jest to nie dosc, ze irytujace, to w dodatku moze znacznie utrudniac rozgrywke. Badz co badz, ale surowe mieso pozyskiwane ze zwierzat, to na poczatku gry glowne zrodlo zachowania pelni zdrowia, ze nie wspomne o innych przedmiotach zamienialnych na pieniadze, wreszcie pewnie o przedmiotach questowych, bez ktorych nie ukonczymy gry. Na koniec... zapomnialem wspomniec o jednym (raczej powaznym) bledzie, ktory zauwazylem juz w miescie. Mianowicie ide sobie przed siebie, nagle pojawiaja sie paski zycia/wytrzymalosci... znaczy sie tak jakby ktos przede mna stal (obok ewentualnie). Co sie okazuje - ani zywej duszy. Chodzi sobie taki niewidzialny NPC i mi sie pod nogi pcha. Nie chce nawet myslec, co bedzie dalej... zadanie glowne - porozmawiaj z tym i tym, przesiaduje gdziestam, poszukaj go. Czasami trudno jest odnalezc widzialna osobe, odnalezienie niewidzialnej musi byc ekstremalnie trudne. Ok, ale moze to jednorazowy NPC. Pobiegalem troche poza miastem, postrzelalem z luku do zombiech, ktostam sie powydzieral w miedzyczasie... jeden z nieumarlych walczy z powietrzem, wiec korzystajac z okazji ja urzadze sobie trening strzelecki. Niewidzialna sila blokuje moje strzaly, z ktorymi teraz walczy rozkladajacy sie przeciwnik. Padl szybko, a ja widze kolejnego niewidzlanego NPC, ktorego odnalezc mozna tylko po wystajacych z... czort wie czego strzalach.
Podsumowujac - myslalem, ze bledy beda do przebolenia, ze pomimo slabej wydajnosci, zawieszania sie i przyglupich sytuacji bedzie sie dalo grac. Niestety na chwile obecna o dodatku moge tylko jedno dobre slowo powiedziec - juz na poczatku gry bylo pare zabawnych dialogow. Niestety to nie wystarczy, aby przejsc gre. Odstawilem zatem na poleczke, poki to dopiero poczatek gry, bo po co sie stresowac? Poczekam na jakiegos bardzo zaawansowanego patcha, a poki co siegne po cos innego...
Wlasciwie to juz siegnalem. Od miesiecy nachodzilo mnie na jakas strategie, ale ostatnio jakos nie mam na nic takiego ochoty. Odpalilem za to inna archiwalna gre, o ktorej myslalem juz od... dawna :) Nie wiem, na ile mnie wciagnie, bynajmniej przed chwila przerwalem tylko dlatego, ze trzeba isc spac. Mowa o "Fallout".
Na pierwszy rzut oka widze podobienstwo do "Arcanum", ale to z pewnych wzgledow akurat nic dziwnego :) Coz... przynajmniej w miare szybko sie odnalazlem :)
16:30 / 22.12.2008
link
komentarz (0)
Dzien dzis taki, ze bylo sporo latania, a jeszcze zostalo troche na jutro. Bynajmniej nie jest to typowe przedswiateczne latanie, a raczej sprawy zupelnie innej natury. No coz, bywa i tak. Przynajmniej sie nie nudze. Teraz juz w domu i tu mam sporo do zrobienia. Jednak zapalu zero. Nie chce sie i juz. No moze posiedze chwile i sie wreszcie za cos wezme, bo jak nie dzisiaj, to kiedy?
08:42 / 22.12.2008
link
komentarz (0)
Juz od rana sprawa nieco sie komplikuje, ale mam jeszcze cos w zanadrzu! Siedzenie w przeciagu + lody na kolacje = choroba = L4. Kurwa, zeby dorosly facet musial tak kombinowac, aby tylko walczyc o cos, co mu sie nalezy? Nie mowie tu o naleznym chorobowym, ale o przymusowym urlopie, na ktory frajerzy z firmy postanowili mnie wyslac. Prawnie rzecz jasna tego zrobic nie moga, ale pare osob odradzilo mi "stawianie sie" z takim uzasadnieniem. Coz, wyszlo na to, ze polatam za L4 i uzyskam jakiestam pieniadze za siedzenie w domu bez jakiejkolwiek straty na urlopie. Podsumowujac: nieuczciwe dzialanie korporacji wywolalo negatywne skutki po obu stronach: pracodawca jest zmuszony wyplacic pracownikowi osiemdziesiat procent wynagrodzenia za czas spedzony na urlopie zdrowotnym (nie czerpiac w tym czasie z pracownika zadnych korzysci); pracownik natomiast otrzyma mniejsze wynagrodzenie, niz otrzymalby za ten okres, gdyby spedzil go w pracy; co wiecej jest narazony na utrate zdrowia.
10:47 / 20.12.2008
link
komentarz (2)
Czemu wszystko jednoczesnie musi sie robic takie trudne? No doslownie kurwa na kazdej plaszczyznie cos sie albo jebie, albo przynajmniej nie wychodzi tak, jak powinno. Jeszcze teraz dylematy... zaczynac wojne, czy nie? Jak zaczne, moge zostac bez pracy, jak nie zaczne - ugne sie przed systemem, przed ciemiezca. Ale ilez to razy mowilem sobie, ze gdybym tylko wiedzial wczesniej, jakie mam prawa, to postapilbym inaczej. Teraz jest okazja, teraz chyba z nich skorzystam. O konsekwencje bede martwil sie pozniej.
21:32 / 19.12.2008
link
komentarz (0)
Jak to jest, ze jak juz po dlugich tygodniach bez chwili dla siebie przyjdzie taki kawalek popoludnia i caly wieczor, co wiecej ze swiadomoscia, ze przede mna jeszcze 2 dni weekendu, a nie mam kompletnie co ze soba zrobic. Wyjsc nie wyjde, bo chory. Schlac sie nie schleje (ostatnio nader czesto mam na to ochote) z tego samego powodu. Chwile pogralem (pierwszy raz chyba od miesiaca), ale tez mi sie nie chce. Dokonczylem jeden film, obejrzalem drugi - ale to tylko dla zabicia czasu. Zero motywacji do czegokolwiek. Tak zle i tak niedobrze... dzis po raz kolejny delikatnie sie rozmarzylem. Jedno z takich moich zyciowych marzen, to podrozowac po US of A bez celu i jakiegokolwiek stresu. Tu sie zaczepic na jakis czas, tam tylko przejechac, spotkac i poznac wielu ciekawych (i czasem dziwnych) ludzi, pozwiedzac piekne rejony... moze kiedys.

Z innej beczki, to doszedlem do wniosku, ze zawsze jest cos, no zawsze kurwa cos! Najgorzej, ze nigdy nie widac, zeby nagle mialo byc lepiej (tj. bez tego "czegos").
10:56 / 19.12.2008
link
komentarz (0)
Co za posucha! Od blisko miesiaca poluje na pewien towar i nigdzie nie moge go dostac. Owszem, byl w jednym sklepie, ale za cene prawie ze o jeden raz za wysoka. Dzisiaj rundka po rodzinnym miescie, oczywiscie w zadnym ze sklepow nie ma. No w jednym byly, ale innej marki, a takich to ja nie chce. W ogole co to za dziwolag tam teraz pracuje?
19:31 / 17.12.2008
link
komentarz (0)
Kurwa, jakie to wszystko jest meczace. A jeszcze zamiast mi pomoc, to mi franca jedna utrudnia!
18:34 / 17.12.2008
link
komentarz (0)
Ktos napierdolil, ja musze odkrecac. Choc wydaje sie latwiejsze, niz w przypadku, kiedy sam napierdole.
19:39 / 16.12.2008
link
komentarz (0)
Od dzis rowniez obywatel Jan Piszczyk.
16:56 / 16.12.2008
link
komentarz (0)
Mamy wtorek. Wczoraj byl kurewsko ciezki dzien, dzisiaj, choc nieco inaczej, wcale nie jest lepiej. Mozna by stwierdzic, ze sporo tego to skutki tzw. "jednego piwa". Jutro niewykluczone L4.
21:56 / 13.12.2008
link
komentarz (0)
Ja mam jednak troche szczescia w zyciu... zezowatego, ale mam. Nie pierwszy to juz raz, kiedy mnie wydaje sie, ze mam jakiestam powiedzmy "powazne" problemy, szybko pojawia sie ktos z problemami o wiele trudniejszymi do rozwiazania. Osobiscie nie mam zielonego pojecia, co zrobilbym na miejscu takiej osoby. Dramat i tyle. Oczywiscie nie poprawia mi to humoru, ale czuje taka jakby "solidarnosc" i moze nawet potrzebe wzajemnego wspierania sie. A w tej sytuacji nawet zastanawiam sie nad pewna propozycja... no coz, moze to "Podaj dalej" taki wplyw na mnie wywarlo... Hmm tak czy inaczej przynajmniej na chwile nie mysle o swoich problemach.

Z glosnikow "Eternia". Dawno nie bylo, a niektorych kawalkow wlasnie mi teraz potrzeba.

Dzisiaj byl... moze nie tyle ciezki czy meczacy dzien, co powoli, ale nieustannie wysysajacy energie zyciowa. Najpierw kwestia nocy jeszcze. Obudzilem sie chyba kolo 5 nad ranem. Przyzwyczajenie, albo przemarzniecie. Badz co badz zrobilo sie zimno nad ranem, w gebie byl lekki kapec po wczorajszym, a przede mna wizja dnia dzisiejszego i pierwsze pomysly na przyszlosc. Do tego rozbudzanie sie z zaczepionymi jeszcze gdzies w zakatkach umyslu zrytymi snami, ktorych dokladnie nie jestem w stanie sobie przypomniec. Jedziemy dalej. Zasnalem, rano pobudka, odrobina smiechu, dobry humor. Powrot do domu, do lba wlecial mi pewien pomysl, jak sie wydaje - zajebisty. Opinia "doradcy" pokryla sie z moja. Dobrze jest. Po powrocie do Dtroit troche latania. Biblioteka, graveyard, dom. Pisac trzeba. Dupa, sniadanie najpierw + kawalek filmu. Ksiazki w ruch, zacmienie, kaplica. Obiad + koncowka filmu. Dalej pisanie. Kilka godzin zlecialo, uzyskalem kilka cennych uwag na gg, pisanie zakonczylem wieczorem. Wycieczka po bronki, siedze i zamulam. Zaraz meczyk. Alez jestem zmeczony. Najchetniej polozylbym sie spac. Spac, nie myslec, nie ma mnie, nie ma nikogo, nie ma nic...
13:34 / 13.12.2008
link
komentarz (0)
Nie taki diabel... khem... hydra straszna, jak ja "maluja" :P

Mieszane nastawienie, choc bardziej na plus. Glowa co roz generuje nowe pomysly. W winampie standardowy kawalek przy "takich" sytuacjach. Hmm dobry kawalek :)
19:48 / 10.12.2008
link
komentarz (0)
Efekt motyla. Choc w innym nieco znaczeniu.
21:14 / 08.12.2008
link
komentarz (1)
Nienawidze czekac nie majac pewnosci, czy jest na co. Dlaczego ludzie nie potrafia sie sprecyzowac? Wkurwia mnie takie cos...
22:35 / 07.12.2008
link
komentarz (2)
1. Jak ja kurewsko nienawidze takiego stanu rzeczy. Nienawidze i juz. Kurwa!

2. Mamy niedzielny wieczor. Zrobilem dzis niewiele, a w odroznieniu do dnia wczorajszego, wraz z "zajebistym" spedzeniem niedzieli przy ksiazkach, caly pozytywny nastroj, a raczej energia nabyta dnia poprzedniego uleciala. Przede mna juz nic, jak tylko wycieczka do wyra i kilka godzin snu. Jutro poniedzialek, nowy tydzien pracy i oczekiwanie na kolejny "zajebisty" weekend... Wlasciwie to jakis czas temu zdalem sobie sprawe, ze nie ma sensu czekac na weekend, skoro i tak wiekszosc tego czasu poswiecam na nauke. Znaczy sie jest to jakas odskocznia od pracy i takie wlasnie "czekanie" na pisanie kolejnej pracy jest minimalnie przyjemne, jednak tylko do momentu, kiedy trzeba sie ruszyc i otworzyc ksiazki. Ech... sam nie wiem, czego chce. Jesienno-zimowa chandra? Moze cos wiecej? Fuck that... nie ma sie co spinac, bo to i tak nic nie da.
23:37 / 06.12.2008
link
komentarz (0)
Niedawno pisalem, ze mam juz plany na mijajacy wlasnie weekend (a raczej dzis jeszcze polowe weekendu). Bylo to zdaje sie kilka dni temu. Oczywiscie plany diabli wzieli, szlag trafil, norma. Dlatego wlasnie nie ma co planowac na przyszlosc, wiekszosc rzeczy jak ma wypalic, to na spontanie. Ale... o dziwo (co mi sie bardzo w tym wypadku podoba) tym razem mimo niewypalu, plany ulegly zmianie. Duzej reorganizacji mozna powiedziec. Tak czy inaczej dzisiejszy dzien moge smialo zaliczyc do udanych, a nawet bardzo udanych :) Jakby wszelkich pozytywow bylo malo, wieczorem WKS zakonczyl 17 kolejke wynikiem 3:1 nad Ruchem, czyli dodatkowy banan na ryju :D Mialem jechac na ten mecz, ale coz... w kazdym badz razie nie ma co zalowac :P
22:06 / 03.12.2008
link
komentarz (0)
Jasny gwint, dobry w tym kiedys bylem :) Alez sie talent marnuje przez ten brak wolnego czasu :P
19:04 / 03.12.2008
link
komentarz (0)
Z jednej strony sam sie wkopuje, z drugiej... a juz sam nie wiem. Czesciowo chyba przede wszystkim sam sie nakrecam, a to jest raczej (powazny) blad w tym wypadku. Cierpliwosci...
19:11 / 02.12.2008
link
komentarz (2)
Ostatnio czas popierdala rowno, ze sie tak wyraze. Niemalze codziennie cos sie dzieje. Mamy dopiero wtorek, a ja juz mam rozplanowany tak dzien nastepny, jak i weekend (a to u mnie zdarza sie delikatnie mowiac nieczesto). W sumie to dobrze. Odczuwam co prawda skutki tego w postaci zmeczenia, ale nie ma zastoju, czego nienawidze. Jesli chodzi o dalsze prognozy, to tak moze byc do konca roku. Wiadomo, grudniowa goraczka zakupow, przedswiateczne latanie gdzie i kiedy sie tylko da, do tego zalatwianie roznych spraw... zwali sie tego na glowe w tym roku. Nie, zebym przepadal za swiatecznym szalem w marketach, bo jesli chodzi o prezenty, to mam do tego swoje podejscie, a to co robie jest spowodowane raczej oczekiwaniami osob mi bliskich, niz moja dobroczynnoscia, niemniej jednak latanie po centrach handlowych bedzie. Byc moze moglbym rozwiazac te kwestie w nieco inny sposob, ale nie narzekam na nadmiar pomyslow, wiec pozostaja typowe zakupy. Ale to dopiero w przyszlym tygodniu (najwczesniej).
23:15 / 01.12.2008
link
komentarz (0)
Poranek w dobrym humorze. Pozniej kocopoly w pracy go zjebaly. Wieczor znow w dobrym. Co bedzie jutro? Jutro prawdopodobnie bedzie caly dzien w pracy. Ot przetrwac prymitywow i nadal zyc swoim zyciem.
20:28 / 29.11.2008
link
komentarz (0)
Dobrze bylo, choc jest jakies takie podobienstwo, tak do marki, jak i prawie ze do rocznika. Zobaczymy, co dalej. Swoja droga standardowo... albo nic, albo wszystko na raz.

Btw. szkoda, ze nie ma mnie dzisiaj na meczyku... chyba bedzie trzeba zaczac jezdzic :)
18:51 / 25.11.2008
link
komentarz (0)
Propozycja padla. Ile w niej pozytywow, a ile minusow - ciezko zliczyc. Najwiekszy w tym problem taki, ze nie ma mozliwosci testu, nie wiadomo, co bedzie teraz, nie wiadomo, co bedzie za kwartal, za rok. Czy w ogole cos bedzie? A jesli nie przyjme, to czy w obecnym stanie rzeczy bedzie? Dlaczego nic nie jest klarowne?
18:13 / 12.11.2008
link
komentarz (4)
1. Komp mi sie sypie juz od dluzszego czasu, jednak dzisiaj to mnie nieprzyjemnie zaskoczyl. Nie lubie takich niespodzianek, ale badz co badz czesciowo sam jestem im winien. Bo przeciez jak sie sypie, to jest to wyrazny znak, ze trzeba formata machnac, a nie czekac do ostatniej chwili. Juz nie raz mialem taka przykra sytuacje, w ktorej to nie pozostawalo kompletnie nic innego, jak wlasnie format, a dane wciaz zalegaly na glownym dysku. Trzeba bylo kombinowac z przekladaniem dyskow, a jesli ich nie bylo, to wielokrotna instalacja... Oj motanina niepotrzebna. Tak czy inaczej juz od jakiegos czasu format zaplanowalem, a data standardowo - koniec grudnia. Pytanie tylko, czy komp dociagnie?

2. Jest fajna stronka z tym, co mnie interesuje, ale problem w niej jeden (czy ja zawsze musze doszukiwac sie wszedzie problemow?). Mianowicie jak okiem siegnac, to nic tylko "Warszawa". Jak lista dluga tylko to sie przewija, czasem jakis Bytom, raz Krakow... no bylo co prawda raz Dolnoslaskie, ale temat zupelnie mnie nie interesowal w tym wypadku. No coz, pozostaje przegladac w miare czesto i liczyc, ze w koncu cos sie trafi.
13:44 / 08.11.2008
link
komentarz (2)
Dlaczego zawsze musza wystapic jakies komplikacje?
17:29 / 07.11.2008
link
komentarz (0)
To byl piekielnie ciezki tydzien. W odroznieniu jednak od innych ciezkich tygodni, ten nie konczy sie w piatek po pracy albo pod wieczor, ale skonczy sie w niedziele. Dzien pozniej zacznie sie kolejny ciezki tydzien. Zmeczony jestem...
21:20 / 30.10.2008
link
komentarz (2)
O mnie. Najgorzej, to zatrzymac sie w martwym punkcie. Nienawidze stagnacji.

O ludziach. Nie wiem, czy to prawda, czy komercyjna fikcja, ale jesli faktycznie tak bylo, jak w tym reportarzu przed chwila w tv, to ja pierdole. Niby rozwiniete spoleczenstwo, a takie rzeczy sie dzieja. Zajebac zywcem skurwysyna.
21:03 / 27.10.2008
link
komentarz (3)
Przejrzalem przed chwila zdjecia z imprezy sluzbowej w Złotoryi z dnia 8 maja 2004 roku... na mysl wspomnien na mej twarzy pojawil sie usmiech. Faktycznie na zdjeciach tez wszyscy ciesza sie od ucha do ucha. Ech... szczesliwe byly to czasy. Troche jakby lezka w oku. Szkoda, ze to juz nie wroci. Lubilem te prace, ludzie tez byli ok. Moze nie wszyscy - wiadomo, jak jest, ale ogolnie to byli ok. Nie takie prymitywy jak w obecnej pracy. Szkoda, szkoda...
Ale czasem powspominac dobrze jest.
09:13 / 26.10.2008
link
komentarz (0)
Jasny gwint! Gdyby nie internet, to nawet bym nie wiedzial, ze czas jest przestawiony (chyba, ze bym zwrocil uwage na windowsowski zegar). Moze lepiej nic wiecej nie bede pisal, bo wyjdzie, ze nawet z takiej niespodzianki marudzic potrafie :P
09:04 / 26.10.2008
link
komentarz (1)
Znuzony jestem. Ponoc na stacji benzynowej fajnie sie pracuje. Gdyby to bylo tydzien na tydzien, to by do mnie przemawialo, ale tak w kratke niesprecyzowanie, to jednak mniej... jednak hajs w obecnej firmie robi swoje i pomimo ogolnego zniesmaczenia, braku checi, lekkiego podkurwienia i ogolnego niezrozumienia schematow - poki co zostaje. Najbardziej sie tylko boje, ze jesli mi szczescie nie dopisze, to bede musial tam pracowac przez co najmniej najblizsze 4 lata. "Co najmniej"... kurwa no!
21:50 / 24.10.2008
link
komentarz (0)
I znow caly moj plan wzial w leb. Tak to jest, jak czlowiek sobie komplikuje zycie.
17:17 / 20.10.2008
link
komentarz (1)
Wkurwiaja mnie zachowania niektorych ludzi. Z reguly te, ktorych zrozumiec nie potrafie, a widze tylko ich szkodliwe dzialanie. I nie moge nic z tym zrobic... moze by jednak zglebic wiedze z zakresu psychologii?
20:36 / 16.10.2008
link
komentarz (0)
Leci... dalej leci...
21:02 / 07.10.2008
link
komentarz (0)
Leci...
21:46 / 29.09.2008
link
komentarz (0)
"Oblivion" wraz z dodatkami ukonczony... wreszcie. Czas gry: ok. 150 godzin. To chyba delikatnie mowiac zajebisty rezultat, jak na gre na singla. Mysle, ze podobny badz wiekszy czas spedzilem grajac w Mortale i ewentualnie w Diablo :)
Czy bedzie niedosyt? Badz co badz zzylem sie z gra przez te ostatnie miesiace ;) Pewnie dzien czy dwa bede taki niezdecydowany - w co by tu dalej grac, ale niebawem wychodzi nowa (ponoc faktycznie nowa) Fifa, wiec problem sam powinien sie rozwiazac :)
19:02 / 21.09.2008
link
komentarz (3)
No to glowny watek skonczony :) Tak jak sadzilem - nie wiecej, niz 3 - 6 godzin grania wystarczylo przeznaczyc na sam glowny watek (tym samym jakby sie uprzec, to juz mozna by uznac gre za ukonczona), jednak zanim sie za glowny scenariusz zabralem, robilem co tylko sie dalo innego :) Skonczylem pierwszy dodatek (troche nie po kolei, ale co tam), ukonczylem mase questow zarowno z kazdej chyba gildii, jak i zupelnie luznych. Na chwile obecna zostal mi drugi dodatek. Jak dobrze pojdzie, to na Drzacych Wyspach nie zabawie dluzej niz tydzien - dwa ;)
23:19 / 19.09.2008
link
komentarz (0)
Tak, paczka dotarla, choc z problemami. Jak na razie wszystko jest ok, choc sprawdzilem tylko pobieznie (brak czasu), a problemy zafundowali mi kochani pocztowcy. Nie dosc, ze patalachy pomimo wylacznego adresu na skrytke pocztowa, jaki widnial na kopercie sami sobie dopisali ulice i numery domu + mieszkania (poprawne), to jeszcze zostawili mi awizo w skrzynce pocztowej sasiadki, ktora mieszka 2 pietra nade mna! Na koniec wydali paczke na poczcie od reki, nie zadajac zadnego dowodu tozsamosci. Krotko mowiac wniosek z tego taki, ze ja sobie moge zamawiac paczki na skrytke pocztowa, placic za nie spore sumy w przedplacie, a pocztowcy i tak jak beda chcieli, to wydadza paczke ktoremus z moich sasiadow, jesli ten wyrazi taka a nie inna wole. Tak czy owak grunt, ze towar dotarl caly :)
22:17 / 17.09.2008
link
komentarz (0)
Odwlekalem, odwlekalem i sie doigralem. I to nie tydzien, nie miesiac, a lata odwlekalem. No to kurwa teraz mam nauczke. I tak szczescie w nieszczesciu mozna powiedziec.
18:45 / 15.09.2008
link
komentarz (1)
Istne skaranie z tymi dziecmi neostrady... zeby strony otwieraly sie (prawie) tyle czasu, jak w epoce internetu modemowego... I jak ja mam brac udzial w licytacji, kiedy prawdopodobnie przegram z lagami?
17:15 / 10.09.2008
link
komentarz (2)
Sroda kurwa!
21:25 / 05.09.2008
link
komentarz (6)
Rozpierdalaja mnie ludzie, ktorzy zwracaja sie do kogos, jak by mozna sadzic po tresci - z jakims tam szacunkiem, a z zapisu - z brakiem szacunku. Mowie teraz o smsach z pozdrowieniami wysylanych podczas porannego programu na jednej z komercyjnych stacji. Ogolnie program to dno, ale co innego moge ogladac o 5.30? W kazdym badz razie wracajac do tematu... jak mozna wysylac pozdrowienia do kogos piszac np. "Kocham cie madziu". To juz w pierwszej klasie podstawowki ucza, ze "cie" to jest zwrot grzecznosciowy i pisze sie to z duzej litery, ze o imionach nie wspomne. Jak na moj gust, to ci ludzie bardzo sie tam kochaja, skoro zwracaja sie do siebie zupelnie bez szacunku. Czepiam sie? Po prostu denerwuje mnie taki analfabetyzm, bo inaczej tego nie nazwe...
17:50 / 05.09.2008
link
komentarz (0)
Dzizys kurwa ja pierdole! Ja to sie jednak bardzo opornie ucze na bledach.

Z innej beczki, mialem pewne plany na ten miesiac, oczywiscie z pewnych wzgledow wziely w leb. Niby nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo, ale nie lubie, kiedy nie wychodzi mi to, co planowalem. Coz... pozostaje czekac do nastepnej wyplaty.
19:31 / 26.08.2008
link
komentarz (3)
Bylo blisko. Niestety, tylko pol etatu. A i zajecie ciekawe, w stosunku do obecnej roboty niewielki awans, ale zawsze cos. Blisko do tego, dziennie zyskalbym ok. 1,5 godziny wolnego czasu. Tylko z ta kasa troche nie tak, ale i to z czasem przestaloby byc problemem. Tylko wlasnie ten niepelny etat, a co za tym idzie - nie moge sobie pozwolic na zmiane roboty.
21:23 / 25.08.2008
link
komentarz (3)
Niech to dunder swisnie! Z tak pusta osoba to ja nie pamietam, kiedy ostatni raz rozmawialem (czy kiedykolwiek w ogole).
23:03 / 24.08.2008
link
komentarz (3)
Weekend zlecial, jak w morde strzelil. Sobota w pracy, pozniej zmula w domu przez jakis czas, bo przeciez czlowiek zmeczony po calym tygodniu, dodatkowo w sobote sie nie wyspal. Niedziela co prawda wolna (choc znow mnie chcieli do roboty, tym razem sie wypialem), ale tez zdecydowanie zbyt szybko zleciala. Od jutra nauka do poprawki :/ Ciemno to widze. Co jak co do nauki, ale przedmioty humanistyczne jeszcze kumam, za to ze scislymi mam spore problemy. Na pamiec sie nie wyucze, zrozumiec ciezko.

Na chwile obecna musze jakos tak czas zorganizowac, zeby i miec chwile na nauke codziennie i powoli wychodzic z zaleglosci (tudziez posprzatania na biurku np.:P).

A tak poza powyzszymi, pojawila sie dzis pewna opcja na przyszlosc. Tylko jak zwykle czasu brak :/
Mam tez wstepny wjazd do jakies firmy w OŚ, a wlasciwie raczej malej firemki, choc byc moze ciekawej jesli chodzi o zajecie. Nie bede na razie bral pod uwage ani za ani przeciw, bo najpierw trzeba porozmawiac o szczegolach, a dopiero pozniej myslec.

Dobra, pozno jest, ide w kime. Przed 6 pobudka do roboty, niezmiernie sie ciesze :D
17:42 / 22.08.2008
link
komentarz (0)
Czwartek i piatek obfity zarowno w wydarzenia pozytywne, jak i negatywne. O zmartwieniach pisal nie bede, za to przedstawie w skrocie moja wizje na najblizsze tygodnie. Obecny weekend prawdopodobnie w pracy. Nastepny weekend prawdopodobnie w pracy. Kolejny - w szkole. Dalej nie wiadomo. Krotko mowiac "jak dobrze pojdzie", to bede mial 4 tygodnie pracy z jednym dniem wolnym.
18:05 / 17.08.2008
link
komentarz (0)
Urlop urlop i po urlopie. Bylo dobrze :) Nie moge powiedziec, ze fantastycznie, bo pogoda nie dopisala tak, jakbym tego chcial. Nie zobaczylem tez wszystkiego, co bym chcial, ale niestety zamglone obrazki sprzed blisko 20 lat nie wystarcza do odnalezienia wszystkich miejsc. Tak czy owak od jutra znow do roboty. Nastepne wolne w listopadzie?
19:14 / 04.08.2008
link
komentarz (4)
Jakis nienajlepszy ten dzisiejszy dzien. Nie, ze cos w pracy, nic z tych rzeczy. Ale:
1) okazalo sie, ze albo wracam dzis komunikacja miejska, albo wracam o 20;
2) w komunikacji miejskiej okazalo sie, iz bus znow podrozal... kurs 71 -> DTR kosztuje juz 6,5... a pomyslec, ze nie dalej jak dwa lata temu w jedna strone mozna bylo sie przejechac za niewiele ponad polowe tej kwoty;
3) po powrocie do domu prawie godzine pozniej niz zwykle okazalo sie, ze nie ma pradu... ja zaplacilem rachunek! ja chce prad!
4) kapiel przy swiecach nie miala tak romantycznego ducha, jak to pokazuja na filmach... moze dlatego, ze to nie byly klimatyczne swiece, a stare swieczki 100 razy juz uzywane w sytuacjach, kiedy trzeba bylo skorzystac z naturalnego swiatla w ciemnym pomieszczeniu... a moze dlatego, ze kapiel nie byla kapiela, a raczej szybkim ochlapaniem sie w zimnej wodzie (bo bez pradu nie ma czym nagrzac);
5) w godzine po kapieli w calym domu smierdzi mdla spalenizna... bo zdmuchnieta swieczka nie dogasla i tlila w lazience przez godzine, dzieki czemu tam jest siwo, a wszelakie wietrzenie kiepsko sobie z ta zadyma teraz radzi.
09:47 / 29.07.2008
link
komentarz (2)
Damn! Zlota edycja "Homamów V" od dzis stanowi cenny nabytek mojej kolekcji. Musze przyznac, ze jest doslownie najszersza pozycja na polce :) Jesli chodzi o wydanie, to lepiej chyba nie mogli zrobic - trzy klasyczne (nie zadne w bialych otoczkach) wydania opasane jednym czarno-zlotym kartonikiem :) Ot jakby mi sie w tym wypadku nie podobalo edycjonowanie, moge zawsze pozbyc sie pudelka i na wierzchu trzymac sama zawartosc, czyli wydania pierwsze :)
23:38 / 28.07.2008
link
komentarz (1)
A juz wiem, co chcialem... "Age of Conan" kusi, strasznie kusi, ale spojrzmy prawdzie w oczy... zeby bylo darmowe, jak "Guild Wars", to mozna by bylo zainwestowac, a tak jak czlowiek pracuje, to niestety nie ma czasu na MMO... zwlaszcza oblozone abonamentem :/
23:28 / 28.07.2008
link
komentarz (1)
To, ze erpegi wciagaja powszechnie wiadomo nie od dzis. Ale, ze godzina grania w "TES IV: Oblivion" zlatuje, jak minuta (no moze zeby nie przesadzac - jak kwadrans), to juz jest lekkie przegiecie. A pozniej co z tego, ze na chorobowym caly dzien w domu, skoro ledwo wstalem, a juz slonce zaszlo :P

Z innej beczki: hmm zapomnialem, co chcialem napisac :P
18:23 / 21.07.2008
link
komentarz (1)
Mialem cos pisac, kapke chwalic, troche wyzywac, sporo ubolewac, ale czy jest sens? Nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem. Moze jeszcze kiedys bedzie okazja...
20:09 / 15.07.2008
link
komentarz (1)
Po raz kolejny zlamalem... choc nie, tym razem tylko nagialem zasade. Pare(nascie) dni temu zostalem poproszony o winde (nie mam pretensji z gory zastrzegam - bez obrazania mi sie tu :P), a teraz zgodnie z tradycja sam potrzebuje. Choc na szczescie nie do konca sam, bo tylko sasiad gledzi, ale jednak... przydalaby sie, a nie mam. Co najciekawsze w tym wszystkim, to fakt, iz pozyczylem jedna wersje, potrzebuje calkiem inna, a i tak nie mam. To jest jednak jakies fatum - rusz winde celem pozyczenia, to ci wjebie wszystkie, ktore masz... (albo balaganiarstwo - gdzie ja to kurwa odlozylem? :P)
18:32 / 15.07.2008
link
komentarz (0)
Lubie Cie, ale nie na tyle, zeby sluchac (czytac) jednostronnego gledzenia "zaloz konto na naszej klasie", bo i tak tego nie zrobie, a Ty zaraz doigrasz sie bana.
21:57 / 09.07.2008
link
komentarz (0)
Juz dawno nie widzialem tak dobrej anime, jak "Elfen Lied". Poprzednia japonska produkcja, jaka byl "Wolf's Rain" byla dosyc dobra, ale troche pozno sie rozkrecala, a wysoki (moim zdaniem) poziom osiagnela dopiero w okolicach ostatnich 4 (na 30) odcinkow.
Wracajac jednak do tematu, to "Elfen Lied" ma tylko jedna wade - zaledwie 13 odcinkow. Co mnie urzeklo? Pierwszorzedna fabula, doskonaly klimat i polaczenie anime definitywnie dla doroslych z glupkowatym japonskim humorem, jakim ociekaja anime dla mlodszych widzow (choc nie tylko, wystarczy wspomniec wstawki z Tachicomami z GITS :D). Jeszcze raz szkoda, ze to tylko 13 odcinkow...
22:26 / 06.07.2008
link
komentarz (2)
I zas od jutra tydzien pracy zaczynac... jeszcze tylko 41 lat do emerytury...

Z innej beczki, dawno juz nie przezywalem takich atrakcji, coby klasc sie spac o 4 rano po nocy spedzonej przy wirtualnej rozrywce :) Co jak co, ale brakowalo mi takich uciech :D To byl dla mnie zawsze wlasnie klimat wakacji... obejrzec sobie film albo dwa, o 3 nad ranem wbic na gg, ustawic sie na bronka, wrocic o 5:30 i isc spac :D Teraz czlowiek nie moze sobie na to pozwolic, a przynajmniej nie byloby to w pelni racjonalne. Ale nie ma co narzekac. Grunt, ze w przerwach miedzy szkola, pomimo pracy czlowiek moze sobie jeszcze pozwolic na nocne granie raz na tydzien :) A na przyszla sobote juz planowany riplej :)
20:51 / 02.07.2008
link
komentarz (1)
No to po sesji. W weekend jeszcze tylko esej machnac, we wrzesniu osrana statystyke zaliczyc i jedziemy dalej. Poki co juz moge sie uwazac za studenta II roku. Heh... a pomyslec, ze w zyciu nie widzialem sie w roli studenta...
19:17 / 28.06.2008
link
komentarz (2)
DIABLO III
18:55 / 27.06.2008
link
komentarz (3)
O dzisiejszym egzaminie nie ma co pisac, bo i nie ma o czym. Po czesci sam jestem sobie winien. Tyle na ten temat.

Wlasnie zobaczylem zapowiedzi dwoch gierek, ktore mnie interesuja. Po pierwsze "The Lord of the Rings: Conquest", czyli gra typu wszelkich Battlefieldow, a chyba doklaniej "Star Wars: Battlefront", bo nawet i przez te sama ekipe robiona. Co sie zapowiada wedlug opisow - rewelacja. Co wedlug pierwszego teasera - wypas po pachy :) Piekna grafika, tryb multi, chyba nie musze mowic, ze nie poszczedze grosza na ten tytul :)
Druga pozycja, ktora mnie zaciekawila po screenach, to "PES 2009". To, ze wszelkie Fify od lat nie dorastaja do piet PESom, to powszechnie wiadomo. Wlasciwie jak dla mnie Fify bija PESy tylko w znacznie bardziej jak dla mnie intuicyjnym menu. Ale to w koncu nie "Football Manager", zeby menu odgrywalo glowna role w rozgrywce :P Wracajac jednak do tematu... grafika tak doskonala, ze szczena opada. Musze miec, musze! :D

O czym wczesniej nie wspomnialem? O platformach, a ten watek specjalnie zostawilem na koniec. Obie pozycje maja ukazac sie - wiadomo na next geny, ale rowniez na poczciwego blaszaka. Pomimo, iz PES to nie jest gra na klawiature, chyba sie przemecze :P Ogolnie na te dwa tytuly juz mi sie paluszki skladaja do grania :D
08:51 / 23.06.2008
link
komentarz (6)
Wczoraj powiedzialem, ze przydalby sie deszcz w nocy i byla burza. To w takim razie dzisiaj mowie, ze przydalyby mi sie miliony na koncie :P
16:29 / 22.06.2008
link
komentarz (0)
Weekend w zasadzie dosyc aktywny. Pomimo wolnego piatku, dzien i tak byl pracowity. Zalatwilem formalnosci w szkole, zrobilem drobne zakupy (ciut wieksze niz przewidywalem/chcialem). Po powrocie pocisnalem troche z nauka, jednak po ostatnim tygodniu albo i wiecej nie tryskam energia. Jestem jakis taki wymeczony. Chyba wskazane jest, aby pojechac na jakis urlopik, kapke pozwiedzac, kapke pobimbac, zregenerowac sie tak fizycznie, jak i psychicznie.
Sobota - pobudka o 5 (rewelacja :P), 10 godzin w pracy, zakupy, nauka. Niedziela - pobudka o 5 (powoli mi to zaczyna wchodzic w krew... ciekawe, o ktorej jutro sie obudze), 5 godzin pracy (liczylem na co najmniej 7), znow nieoczekiwane, ale juz z dawna planowane zakupy. W tej chwili jestem bardzo zmeczony, a terminy gonia. Nie ma zatem to tamto, wyklady WSZiF i jedziemy... mam nadzieje, ze tym razem nie zasne, tak jak to bylo w piatek :P
A jutro wolne, ale tylko od pracy. Szkoda, ze na takie okolicznosci musze urlop wydziubywac po jednym dniu. W koncu sie okaze, ze zostaly mi 3 albo 4 dni urlopu wtedy, kiedy faktyczniec chcialbym wypoczac, bo calosc poszla to na zalatwienie szkoly, to na spotkanie w sprawie pracy, to na remont, to na sraczke (chociaz na to ostatnie mam nadzieje, ze nie bedzie potrzeby ;). Dobra, biore sie za wkuwanie, bo czas ucieka.
23:16 / 16.06.2008
link
komentarz (3)
Moze niektorym nie spodoba sie moje zdanie, ale do powiedzenia mam tylko tyle: dziady! Kurwa jeszcze raz dziady! Tak dobrze grali w eliminacjach, takie piekne bramki strzelali, a teraz co sie stalo? Ostatnie mecze towarzyskie byly slabe, ale wydawaly sie byc jakoby kamuflazem przed mistrzostwami. Okazalo sie, ze tak na prawde w takiej wlasnie formie byla nasza reprezentacja od jakiegos czasu. Moim zdaniem mecz z Niemcami moglismy wygrac, a przynajmniej zremisowac (sadzac oczywiscie po tym, jak grali w eliminacjach, tym bardziej, ze Niemcy wcale jakos rewelacyjnie tez z nami nie zagrali). W drugim meczu powinnismy zniszczyc Austriakow, zamiast tego pierwsze 30 minut sami prosilismy sie o utrate bramki. Do pozostalej godziny spotkania nie mam zastrzezen, a wrecz spore pochwaly za ladne akcje, gre na poziomie, etc. Nawet nie domagalem sie drugiej bramki, bo w zasadzie (wtedy) nie byla nam potrzebna. Koncowka jaka byla taka byla, mozna powiedziec niesprawiedliwa dla nas, ale przeciez nasza bramka tez padla tak po prawdzie niezgodnie z przepisami, a wiec uznana zostala nieprawidlowo. Mimo wszystko gdyby przesunac ja w czasie, to za gre w tym meczu nalezala sie nam. Za to dzisiejszy mecz to totalna porazka. Smolarek wreszcie zaczal sie budzic... szkoda, ze sie nie obudzil 8 czerwca, cala reszta zagrala ogolnie slabo. Jak dla mnie bohaterem na tych mistrzostwach byl Boruc, ktory wpuszczal bramy tylko wtedy, gdy nie bylo zadnych szans na wybronienie. Ogolnie szkoda chlopa, bo po dzisiejszym stwierdzilem, ze marnuje sie w naszej druzynie. Podejrzewam, ze z druzyna potrafiaca strzelac bramki bez problemow siegnalby po puchar. Ech... szkoda slow. Nastepne mistrzostwa dopiero za 4 lata. MŚ nie licze podejrzewajac, iz w RPA krolowac beda mieszkancy czarnego kontynentu, ewentualnie z Ameryki Południowej.
17:45 / 10.06.2008
link
komentarz (1)
Czasem lzej, czasem ciezej, ale ogolnie rzecz biorac towarzystwo trzech "bab z produkcji" jest jeszcze w miare znosne, momentami przyjemne. Ale juz towarzysto trzech "bab z produkcji" i goscinnie paru innych z innych dzialow potrafi wymeczyc. Caly czas tylko tretetete co, kto, z kim i gdzie. Rany... sluchac sie tego nie da. Co mnie to interesuje? Znaczy sie mnie to chyba logiczne, ze nie interesuje, co tam ten czy tamten facet robi w zyciu prywatnym, logicznie w druga strone moze, ale jakos nie... no bo przeciez co mi do tego, co kazda jedna z magazynowych dziewczyn robi na codzien po pracy, z kim sie zadaje, itd. Wymeczyly mnie te dzisiejsze ploty.
08:59 / 09.06.2008
link
komentarz (3)
No i tak... pokoj wstepnie urzadzony, wlasciwie to jeszcze kilka poprawek (glownie zrobic cos z okablowaniem). Tak czy inaczej pod tym wzgledem raczej dobrze jest :)

Gorzej, jesli chodzi o meczyki. Wczorajsza gra nie zachwycila i znacznie odbiegala poziomem od tej, jaka chcialbym ogladac. W eliminacjach szlo dobrze, wiec co sie dzieje w finalach? Wydaje mi sie, ze znowu glupie psychologiczne obawy, ze to taki a nie inny rywal, ze bedzie ciezko... a dupa, a nie ciezko. Pare sytuacji bylo, tylko nerwy przeszkodzily w zdobyciu bramki. Za to mysle, ze o wiele wiecej takich sytuacji moglibysmy miec, gdyby nie jakies glupie bledy przy stracie pilki, brak szybkosci, brak dokladnosci... szkoda gadac. Oby tylko wyszli z grupy... wreszcie.
22:13 / 05.06.2008
link
komentarz (0)
Idzie do przodu. Powoli, bo powoli, ale grunt, ze idzie. I to wszystko na raz w zasadzie :) No moze prawie wszystko.
22:01 / 01.06.2008
link
komentarz (0)
I kolejny weekend za mna. Zlecial rownie szybko, jak poprzedni, ale i pracowicie. Do szkoly zrobilem wiecej, niz planowalem na caly zeszly tydzien, wiec w tej kwestii jest bardzo dobrze :) Remont rowniez poszedl do przodu i rowniez zrobione zostalo wiecej, niz planowalem na weekend :) Ponownie dzieki ziomus za pomoc :) Dalej zostalo przeciagnac okablowanie, posprzatac i przeprowadzic sie. No ale to juz raczej nie dzis... zmeczony jestem po tym weekendzie :P

Jutro praca, pozniej kino. Na reszte tygodnia wiem mniej wiecej, co mam do roboty, aczkolwiek jeszcze nic nie rozplanowuje co w jaki dzien zrobic.
08:53 / 26.05.2008
link
komentarz (2)
Jest poniedzialek, rano. Nastroj mam tak ponury, nastawienie bardzo negatywne. Dlugi weekend zlecial bardzo szybko i dosyc aktywnie w kwestii pchania roboty do przodu. Napisalem dwie prace do szkoly, zrobilem jakiestam cwiczenia, polatalem dziury w scianach i pomalowalem. Niestety dzis jest juz poniedzialek i choc np. ze szkola wyszedlem na chwile obecna na czysto, to do weekendu znow bede mial cos zaleglego.

A rano probowalem wstac... probowalem, bo za cholere nie jestem w stanie zwlec sie rano z lozka. Znow mnie chyba dopada ta nieszczesna przypadlosc objawiajaca sie niestety meczeniem sie do pozna i przewracaniem z boku na bok, a rano nie ma szans na pobudke.

Ale co najgorsze, to jak mam do tej roboty jechac, to az chory jestem. Jedno, wypalilem sie juz jakis czas temu w tej firmie, ale drugie, teraz cierpie jak mam tam jechac. Cierpie mentalnie. Bo zeby jeszcze tam jechac z nastawieniem neutralnym, to pol biedy, ale zeby wielce nie miec ochoty tam jechac, w dodatku na 10 godzin... A to dopiero poniedzialek :/
14:41 / 23.05.2008
link
komentarz (1)
Co jak co, ale nowy Indy wypasiony :) Tyle mam do powiedzenia :)
16:01 / 16.05.2008
link
komentarz (0)
I to jest wlasnie calkowity brak odpowiedzialnosci rodzicow. Bo to, ze dziecko nie zdaje sobie sprawy z zagrozenia, to jedna kwestia, ale to, ze zostaje puszczone w samopas, to juz jest wina opiekunow. I teraz dzieciaki biegaja pod oknami i maja radoche, ze kawalki dachu spadaja i sie rozstrzaskuja. Nawet jesli jest to takie fajne, to nie powinny podchodzic tak blisko, jak podchodza, bo chyba wiadomo czym to grozi. Chociaz dla rodzicow chyba nie wiadomo... albo nawet nie wiedza, co sie z dzieciakami dzieje, bo po co sie interesowac? Tak latwo wypuscic na dwor i niech sie same soba zajma.
20:22 / 10.05.2008
link
komentarz (3)
Dzis dosyc aktywny dzien, ale wiosna mam wiecej sily i zapalu do takich akcji. Choc nie do konca... w pracy wiecznie jestem zmeczony i nic mi sie nie chce, ale to raczej kwestia tego, ze sie wypalilem w obecnej robocie. Wracajac jednak do prywatnego zycia, dalsza faza remontu pokoju zostala dzis wprowadzona w zycie. W tym miejscu naleza sie podziekowania dla mojego zioma, ktory mial sporo udzialu w dzisiejszej pracy :)

Dalej zostalo zalatac dziury (nie zakleic plakatami, tylko zagipsowac :P), zagruntowac, pomalowac, przeprowadzic sie :)

Szkola niestety na razie kuleje. Problem raczej w wolnym czasie, a dokladniej jego braku. To jest to, o czym pisalem juz jakis czas temu. Przez dlugi czas wykladowcy nie zamieszczaja na swoich stronach zadnych informacji, nie odpowiadaja na mejle typu "Szanowny Panie, co bedzie do zrobienia, bo juz chcialbym zaczac?". A pozniej wysraja liste zadan do wykonania z terminami dosc naglacymi. I final taki, ze przez dobre 2,5 miecha od rozpoczecia semestru nie zrobilem prawie nic, bo i niewiele bylo, a teraz mam niewyrobke i problem w ogole ze znalezieniem odpowiednich ksiazek. W bibliotece nie ma, w necie pomocy tez nie ma. Cos wlasciwie by sie znalazlo, ale musialbym tak ze 3 dni w tygodniu miec, a urlopu mi jednak szkoda. Coz... moze uda sie przebrnac przez ten semestr tak, jak udalo sie przez pierwszy. Choc mam watpliwosci co do kontynuowania nauki, to na razie jeszcze sie nie poddaje i staram sie to ciagnac ile wlezie.
18:45 / 07.05.2008
link
komentarz (6)
Nie wiem, moze zbyt czesto widze swiat w czarnych barwach, ale kiedy wracam do domu po calym kilkunastu godzinach, chcialbym delektowac sie spokojem chociazby przez te 30 minut, zebym chwile odpoczal. A nie slyszec piski i krzyki z dworu, bo dzieci sie bawia. Jest takie przyslowie "nie pamietal wol...", ale ja akurat pamietam, jak ja sie bawilem na tym samym podworku i 10 i 15 lat temu. I pamietam dobrze, ze czasem zdarzalo sie kogos zawolac, ale zadnego piszczenia, wycia i bezsensownych krzykow nie bylo NIGDY!
A pozniej sie dziwic, ze jakis dziadek w 71 strzelal z wiatrowki do dzieci w piaskownicy...
08:33 / 05.05.2008
link
komentarz (4)
Jak to jest, ze jesli z kims sie czlowiek umawia... nie mowie juz o znajomosciach typu bliskich badz w ogole prywatnych, ze np. tobie nie zalezy, to olejesz i nie dasz znac (bo zapomnisz czy cos), ale o znajomosciach sluzbowych. Facet ustawil sie ze mna na dzis jakies 2,5 czy 3 tygodnie temu. Ja wzialem urlop na te ewentualnosc. Poszedlem, a faceta nie ma, bedzie jutro, mam dzwonic jutro i sie umawiac. Ze nie wspomne o innych jego negatywnych cechach. Zachowanie wysoce nieprofesjonalne.
20:06 / 04.05.2008
link
komentarz (2)
Nie pisalem od paru dni, ale coz... sporo mialem na glowie. Lekko nie jest, ale najgorsze juz raczej za mna. Reszta to kwestia czasu...

Przechodzac przez miasto zaczalem zastanawiac sie nad tym, co dzieje sie dookola. Trzebnica sie rozwija - to widac juz od dawna, jednak czy to wychodzi nam na dobre? Bardzo podoba mi sie to, co zostalo zrobione w parku nieopodal swiatyni, przy glownej ulicy - te nowe drzewka, odnowione sciezki, fontanna. Teraz drugi park przy wyburzonej mleczarni - na chwile obecna wyglada jak wyglada, ale skoro ktos tam cos robi, to mysle, ze tez bedzie bardzo ladnie. Rozwoj miasta w tym kierunku bardzo mi sie podoba. Jednak jest tez druga strona medalu. Owszem - jakiestam ronda nie ronda, czy podniesienie standardu ulic - tez dobrze. Nowe budynki mieszkalne - niby tez dobrze, ale juz nie do konca. Kiedys Trzebnica byly cichym miasteczkiem, a teraz na ulicach robia sie korki. Chociazby dzis... z reszta pamietam jak kiedys przechodzac sie przez miasto po 22 albo w niedziele, ulice albo byly puste, albo co najwyzej ktos spacerowal, a teraz co chwile samochod za samochodem. Niestety, ale te wszystkie drzewka, ta cala zielonosc traci swoj urok.
19:59 / 24.04.2008
link
komentarz (2)
Och jakze wielkie bylo moje zaskoczenie, kiedy dzisiejsza podroz powrotna busem byla nadzwyczaj przyjemna. Co prawda zaczelo sie od terkotania na caly autobus na tematy osobiste przez pewna pania, ale co tam. Zaraz po starcie wehikulu pewne dwie kolezanki siedzace zaraz za mna dyskutowaly na przerozne tematy. Nie obeszlo sie od studiow i szkoly, jednak byly to tylko krotkie napomnienia, a nie nadawanie w stylu "a wiesz taki i sraki egzamin, taki i sraki wykladowca, taka i sraka impreza" przez cala droge. Nie bylo to nadawanie o wszystkim i o niczym. Dialogi byly plynne, nawet ciekawe, na ich podstawie mozna sadzic, iz te dwie istoty wywyzszaja sie inteligencja ponad wiekszosc busowego bydla. Dzieki Bogu za takich pasazerow. Gdyby za kazdym razem podrozowalo sie z takimi ludzmi, jazdy busami bylyby o wiele przyjemniejsze.
18:52 / 23.04.2008
link
komentarz (8)
Czy to jest normalne, ze kiedy dzwoni jeden czy drugi kumpel z propozycja "odwiedze cie, pogadamy", to ja musze odmawiac, bo rano do pracy? Kurwa co to za zycie? Zeby to jeszcze bylo tak, ze codziennie mnie ci ludzie odwiedzaja... jednego zioma jak sie uda, to widze raz na dwa tygodnie, drugiego raz na miesiac. A wszystko dlatego, ze taki a nie inny tryb zycia kazdy z nas prowadzi i glupia 22 to juz jest dla mnie niestety za pozno, bo rano do pracy. Gdzie te piekne czasy, kiedy wakacje byly wakacjami, a zycie... zycie w tygodniu bylo tylko przerwami miedzy weekendami. Czy to juz? Czy to nigdy wiecej nie wroci? Teraz wakacje beda tylko skwarem w samochodzie podczas jazdy do pracy? Ewentualnie 2 tygodniowym urlopem dwa razy do roku? Rozumiem, ze nie mam juz 15 lat i nigdy wiecej miec nie bede, ze czas wiecznej zabawy sie skonczyl, ale jesli tak ma wygladac moje zycie przez najblizsze 41 lat, to ja pierdole. A jesli po przejsciu na emeryture pozostanie mi ciezka egzystencja schorowanego czlowieka ciulajacego grosz do grosza z mizernej emerytury i czekajacego juz tylko na smierc, to ja pierdole (jeszcze bardziej).

Zmieniajac temat. Kto, czym i jak mocno oberwal po glowie, ze wymysla Mortala zmiksowanego z cholota z DC, Mortala bezkrwawego, z chyba minimalnym mozliwym poziomem brutalnosci, bez fatali (kurwa wykastrowanego!)? Mysle, ze taki Mortal... nawet nie mialby szanse byc dobra gra, ale mialby szanse zyskac jedynego plusa za dobra fabule nawiazujaca do przeszlosci... ale jaka tam fabula przeszlosci, kiedy to bedzie wydziwianie? Szkoda slow... definitywnie nie kupie... sciagne - moze z ciekawosci, ale nie kupie!
08:50 / 17.04.2008
link
komentarz (2)
I tak dzien za dniem... i juz czwartek mamy. Dzisiaj i jutro w pracy, na sobote juz ktos chce mi dzien ulozyc (choc wcale mi sie taka opcja nie podoba). Oprocz tego maly biznes do zalatwienia na miescie, co z tego wyjdzie - zobaczymy.
09:49 / 12.04.2008
link
komentarz (9)
Kurwa mac! Dlaczego, jak musze siedziec przez ponad 8 godzin w zamknieciu, jak mi sie uda, to chociaz przez szybe zobacze co sie za oknem dzieje, ale wyjsc ni chuja, to wtedy wlasnie jest zajebista wiosenna pogoda, swieci sloneczko, jest cieplo? A dlaczego jak mam dzien wolny, ustawiam sie, mam jechac do 71... z reszta wiekszosc dnia mam juz rozplanowana na dworze, to napierdala deszczem od rana, ze po 2 minutach na zewnatrz bede caly przemoczony?
17:39 / 08.04.2008
link
komentarz (3)
Jak mnie wkurwiaja takie ogloszenia o prace! W tym wypadku chodzi mi ogloszenie, w ktorym firma poszukuje do pracy fotografa/osoby ze znajomoscia fotografii. Do pracy szukaja DZIEWCZYNY/KOBIETY. Oferuja calkiem niezla pensje. Co mnie w tym ogloszeniu wkurwia? To, ze z miejsca nie mam szans ubiegac sie o stanowisko tylko ze wzgledu na plec. Ja rozumiem inne zawody, gdzie zroznicowanie jest niezbedne... nie wiem, model a modelka (przeciez faceta nie ubierzemy w damskie ciuszki, bo reklama stanie sie antyreklama), albo nawet ze wzgledu na podzial pracy ciezka/lekka. Ale jak na fotografa, to raczej powinno sie zatrudnic osobe, ktora bedzie faktycznie dobrym fotografem. Nie chce tutaj zachwalac sam siebie, jakiego zajebistego talentu do robienia zdjec nie mam, ale niektore zdjecia jakie zrobilem w zyciu wyszly mi calkiem niezle. Moze/pewnie nie przeszedlbym rekrutacji, jesli tylko zglosiliby sie ludzie, ktorzy sa w tej dziedzinie po prostu lepsi, ale przynajmniej moglbym sprobowac. A nie z miejsca taki ogranicznik plciowy. Nosz kurwa nawet wiek bym zrozumial - do 50 roku zycia, bez nalogow, zeby nie byl starym alkoholikiem, ktoremu sie rece trzesa i dobrego zdjecia nie zrobi :P Ale na powaznie... wkurwia takie cos. Zwlaszcza na sama mysl, kiedy widze jak niektore dziewczyny w firmie wykonuja swoja prace o wiele gorzej, niz ja bym ja wykonywal, ale to one maja ciekawsze stanowiska, a ja ciagle jestem tym pracownikiem najnizszego szczebla. Kurwa!
18:26 / 07.04.2008
link
komentarz (1)
I wlasnie chyba dlatego ktos odpowiedzialny za kontakt studentow z wykladowcami poprzez mejla wymyslil, aby adresy mejlowe studentow zapisywane byly w formacie wXXXXX (gdzie za kazdego X podstawiamy cyfre tak, aby nasz adres odpowiadal numerowi indeksu). I teraz dzieki temu komus za to i jednoczesnie przeklenstwo dla tego, kto zdradza cudze adresy bez pytania i zgody wlasciciela. Bo ja teraz mam dupotrucie na mejla od "kolezanki" z grupy. Tak jakbym swoich zajec mial za malo...
15:39 / 05.04.2008
link
komentarz (1)
Alez zajebista wiosna dzisiaj :D
08:00 / 02.04.2008
link
komentarz (3)
Ledwo co wstalem przed chwila. Zmeczenie niesamowite. Skad sie to wzielo? Wczoraj w pracy bylo w miare spokojnie, nie moge powiedziec, zebym sie urobil po lokcie. Spac poszedlem chyba ok. polnocy. A moze to ta zmiana pogody? Tak czy inaczej nie jest dobrze, skoro we srode z rana taki polamany jestem... a gdzie do piatku? A czemu pozniej cala sobote mam byc zmeczony?
08:38 / 01.04.2008
link
komentarz (0)
Pogoda tak zajebista, ze az sie lepiej z lozka wstaje. Lepiej pomimo zmeczenia i troche niewyspania :)
08:15 / 31.03.2008
link
komentarz (3)
Psia krew! Dlaczego w telewizji publicznej dobre filmy emitowane sa o bardzo poznych porach? W sobote "Tobruk" mniej wiecej o 22:30... moze i poczatek dalem rade poogladac, ale szybko poleglem. Wczoraj "Prawo Bronx'u" o 23 - trwalo do 1. I tak, bo ja bardzo lubie takie filmy, to chce ogladac. Spac sie troche chce, ale co tam, wytrzymam. Maly kryzys byl wlasnie ok. 23, a pozniej juz sie gladko ogladalo. Tak gladko, ze po zakonczeniu filmu nie moglem zasnac do bardzo pozna... o 3:20 jeszcze na zegar spogladalem.

W moich ambitnych planach bylo wstac przed 7. Coz... ledwo co wstalem chwile przed 8. Niby niewielka roznica, ale cenna godzina uciekla, a mnie i tak oczy same sie zamykaja. Gazete kupilem, zaraz bede przegladal ogloszenia, ale czy ja tam cos wyczytam dla siebie, jak ledwo widze? I pije juz te kawe z mlekiem siadajac w nie do konca wygodnych jeansach przed gazeta. I otwieram zeby dodatki zbedne powyrzucac. Dab pada, buk sie korzeniem nakrywa... Kurwa Adas byl w takim stanie chociaz w wieku 49 (7*7), a ja?
22:11 / 30.03.2008
link
komentarz (3)
A jednak wzialem sie za porzadki na biurku. Zaczalem o 15, skonczylem o 21:30. Pomiedzy mialem 30 minutowa przerwe na papu. Zdawalem sobie sprawe z tego, ze "porzadki na biurku" zajma mi czas do wieczora, ale co tam. Wizualnie moze niewielkie zmiany zaszly, ale za to ile smieci tu uporzadkowalem, ile zaginionych artefaktow znalazlem ;) Dzisiejsza akcja zmotywowala mnie do dalszego dzialania - mianowicie odswiezenia calej mojej skromnej kolekcji plyt, ponownego skompletowania wszelkich brakow, itp, itd. Wiem, ze to potrwa pewnie latami, bo i sporo tych brakow, ale przeciez sie nie pali. Krok po kroczku i bedzie dobrze.

Tyle na dzis. Na jutro wstepne plany wstac dosyc wczesnie, ruszyc dupsko do kiosku po gazete z setkami ogloszen pracy. Dalej w tygodniu - ruszyc wreszcie wielce leniwe dupsko do urzedu i zajebiscie swiecic oczami w sprawie zameldowania sie... zgodnie z prawem na ponowne zameldowanie po powrocie na stale zza granicy interesant ma 4 dni. Od mojego powrotu minelo dobrych 7 czy 8 miesiecy, wiec kapke przekroczylem ten termin :/ Oby tylko mi zadnych chorych kar nie nalozyli, tak jakby sie nie wiadomo co stalo z tego powodu, ze zameldowany nie bylem. Jesli chodzi o WKU, to i tak by mnie nie zgarneli, bo zaraz po powrocie wraz z pierwsza mozliwa rekrutacja poszedlem do szkoly i poki co wciaz na uczelni jestem, wiec zameldowany czy nie, WKU mialoby ze mnie jakikolwiek pozytek tylko i wylacznie w czasie wojny, kiedy zapewne glupio, ale i patriotycznie sam pobieglbym do koszar po karabin. Wlasciwie nie jestem w stanie stwierdzic, czy na wypadek ewentualnego zagrozenia nie zaczalbym trzasc porami i srac po gaciach w obawie przed wylapaniem kulki w zadek, ale wydaje mi sie, ze wtedy jedynie widzialbym sens z pojscia do woja. Isc, bronic ojczyzny, robic to, do czego wojsko jest przede wszystkim powolane.

Dosc wywodow. Ide dokonczyc film i spac, joł :)
10:17 / 30.03.2008
link
komentarz (0)
Caly weekend jakis taki zmeczony strasznie jestem. Rozumiem piatek - po 4 dniach pracy, rozumiem sobote do polowy. Ale zeby i dzis rano ciezko bylo mi sie z lozka zwlec? Koniecznie musze zmienic prace - chce robote na miejscu (czyt. w DTR badz w promieniu 15 - 20 km, ale z latwym dojazdem, ktory nie bedzie trwal wiecej niz 30 min), robote ambitna, tylko i wylacznie na pierwsza zmiane. Nie musi byc nie wiadomo jak zajebiscie platna, ot zebym mial na utrzymanie + costam co miesiac. I do tego bezstresowa. Niekotrzy powiedzieliby "masz wymagania"... a dlaczego mialbym nie miec? Uwazam, ze takie nastawienie pokazuje to, jak bardzo ktos nie docenia wlasnej wartosci. Przeciez to, czego chce to nie jest zaden nieosiagalny cel. Nie mowie, ze chcialbym robote pilota, wysoko postawionego polityka, albo nie wiadomo co jeszcze, do osiagniecia czego trzeba miec pewne predyspozycje, umiejetnosci, troche szczescia. Mowie o normalnej robocie. A to, ze mam takie a nie inne wymagania, to chyba raczej dobrze. Jesli nie odpowiada mi obecny stan rzeczy, to nie bede sie snul caly dzien marudzac pod nosem "nie chce mi sie", tylko kombinuje, jakby ten stan rzeczy zmienic na lepszy. Jedynym minusem mojego nastawienia, ze nie potrafie zaakceptowac tego, co jest, to problem, ze nigdy nie bede zadowolony, dopoki nie osiagne tego, co bym chcial. Tak czy owak nie potrafie zatrzymac sie w miejscu, machnac reka i pracowac tak, jak teraz.
22:30 / 24.03.2008
link
komentarz (6)
"Arcanum" z glowy. Juz mnie zaczynala meczyc ta gra, zapewne dlatego, iz gralem w nia troche na sile przez ostatni tydzien. W zeszly weekend jeszcze mialem na nia tylko chwile, a fabula zrobila sie dosyc ciekawa, wiec za wszelka cene chcialem sie szybko dowiedziec, co dalej. I tak to wygladalo od poniedzialku do piatku - wczesne wstawanie przed druga zmiana, okolo godzinka gry i do roboty. W rezultacie w grze dzialo sie nie wiele, a meczylem skrawek akcji caly tydzien.
Ale wrocmy jednak do podsumowania. Za pomysl bardzo duzy plus. Fabula troche momentami robi sie zagmatwana, ale ogolnie zla nie jest. Szczegolnie pewne zwroty akcji moga wydawac sie ciekawe i nie pozwalaja przysnac ;) Wykonanie... hmm gra ogolnie jest stara. Ma pare bledow, niektorych nazbyt irytujacych, ale ze leniwa ze mnie dupa, to nawet patcha nie raczylem poszukac :P W kwestii intefejsu - steruje sie calkiem wygodnie, choc na poczatku trzeba odzwyczaic sie od starych nawykow wyniesionych z gier ze stajni Black Isle i przyzwyczaic do nieco innego trybu wydawania polecen. Wlasciwie jedynym powaznym minusem w grze byl dla mnie dziennik... Owszem, sporo w nim informacji bylo zapisywanych (przede wszystkim zadania - no bo jakze by inaczej, plotki, historia postaci, stoczonych walk), ale latwo bylo sie w tym wszystkim pogubic po dluzszej rozgrywce. Owszem, bylo zapisywane zadanie typu "ten i ten chce to i to", skad owo "to" mu przyniesc bylo z reguly zaznaczone na mapie, ale jesli nie raczylismy zajac sie poszczegolnymi (mniej zlozonymi) zadaniami od razu, latwo bylo zapomniec skad zleceniodawca pochodzil i wreszcie, w ktorej lepiance mieszkal. Ze nie wspomne o zadaniach bardziej rozbudowanych, ktore wymagaly przemierzenia kilku lokacji. Tak czy owak grunt, iz w glownym watku jakos udalo mi sie nie pogubic. Na koniec jeszcze duzy plus - humor w grze :) Towarzyszacy mi malointeligentny silacz lubil burczec pod nosem "Pan bić złe ludzie", orkowie tworzacy zwiazek zawodowy, badz inny z tejze rasy wyjatkowo elokwentny i spragniony ksiazek :D Bestia... no tu moze nie bede rozwijal watku, bo po co zdradzac szczegoly :) Dobre byly tez napisy na nagrobkach... "Tu spoczywa ateista. Ładnie ubrany, ale nie ma dokąd pójść" oraz jak dla mnie mistrz: "Mówiłem wam, że byłem chory!" :D

Dobra, tyle na ten temat. Jutro znowu do roboty. Do Psar moze z usmiechem na ryju nie jezdzilem, ale przynajmniej na luzie. Tydzien mijal raz szybko, raz wolno, ale malo kiedy bylem zmeczony i o ile narzekalem na brak wolnego czasu, tak w razie koniecznosci chwile w tygodniu na to czy tamto znalazlem. Do 71 jezdzi mi sie beznadziejnie. Dojazdy niby godzinke w jedna strone, ale cos ciagle jest nie tak. Praca wyjatkowo mnie drazni, druga zmiana przytlacza, a "kierownicy" ograniczaja. Lubie swobode. Jest wiele zadan, ktore moglbym wykonywac w pracy tak, aby byc produktywnym i zarazem sie nie nudzic. Moja funkcja jednak to jebane pakowanie i tylko tym sie mam zajmowac. Ogolnie w pracy mialo byc lepiej, a jest chujowo. Dobrze, ze do weekendu pozostaja 4 dni, a nie 5.
07:56 / 21.03.2008
link
komentarz (0)
Nie moge przywyknac do tej drugiej zmiany. Choc w Szkocji mialem gorzej. Tam przeciez jak wychodzilem z domu o 8:40, tak wracalem ok. 23:30. Kasy nie bede porownywal, bo praca byla znacznie gorsza, wiec w koncu cos za cos. Ale wrocmy do tego, co teraz... jak mam sile, to wstaje tak ok. 7:30, zeby chwile cos porobic. Poranny czas bardzo szybko mija, wiec na dobra sprawe zadna rewelacja, ze przed praca mam chwile wolnego. Wracam wyjatkowo zmeczony. Fakt, udalo mi sie zalapac na dojazdy z kims, wiec jestem w domu przewaznie chwile przed 21. Ogolnie niby nie ma tragedii, ale wlasnie to zmeczenie... nie wiem, czy to wynika z tego, ze do tej pory mialem tylko pierwsza zmiane, czy z tego, ze robie na wysokich obrotach... tak czy inaczej wieczorem tylko sprawdze poczte, wykapie sie, costam wszamam i do spania. Zycia nie ma.
Bardzo mi zalezy na zmianie stanowiska i bardzo (nalezy zauwazyc) na takie, na ktorym mialbym tylko pierwsza zmiane, robil cos, w czym bym sie dobrze czul i najlepiej jeszcze, zeby mi nikt nie patrzyl na rece. Moze troche wygorowane wymagania, ale chyba zasluguje.
22:01 / 17.03.2008
link
komentarz (0)
12 godzin poza domem. O dupe rozbic te druga zmiane!
20:30 / 15.03.2008
link
komentarz (1)
Zauwazylem pewna tendencje w horrorach. O ile kiedys niemalze kazdy budowal klimat na tym, ze na ekranie krolowal kolor ciemnogranatowy, badz czarny (praktycznie nic nie bylo widac), tak w kilku ostatnich horrorach pod rzad (oczywiscie z tych, ktore ogladalem) przewaza to, ze nic nie widac, tyle ze w bieli. Nie dalej jak 3 miesiace temu ogladalem film o zabojczej mgle, dzisiaj podobnie, choc o wiele lepszy. Calkiem niedawno ogladalem tez jedna ekranizacje gry, ktora rowniez zaczyna sie od zamglonego miasta. Inna sprawa. W starszych produkcjach mamy sie bac, bo jakastam grupka osob jest zagrozona. W tych nowszych jakiestam zarazy, wirusy, czy inne badziewia rozprzestrzeniaja sie na skale globalna. Nie narzekam, ze w tej chwili schemat idzie w tym kierunku, ale lubie urozmaicenie. A nie tak, ze jak bylo ciemno i bohaterow bylo kilku, tak teraz bohaterow jest duzo i jest jasno. Fajnie by bylo, gdyby rozne filmy sie ukazywaly, gdyby znacznie roznily sie od siebie.
A 22 maja Indy wchodzi do kin. Niby trailer jakis specjalny nie byl, ale klimacik sie czuje :) Mmm... ze tez bylem zbyt mlodym szczylem, zeby na starego Indy'ego do kina latac... Mam tylko nadzieje, ze nowa czesc bedzie wypasiona, bedzie klimatyczna i bedzie czyms w rodzaju nowego poczatku... ze za 1,5 roku obejrze kolejna czesc, a pozniej znowuz nastepna :) Co jak co, ale lubie, kiedy dobre filmy sa kontynuowane. I nie mam zamiaru narzekac, jesli nawet bedzie po 15 czesci jednego filmu, byleby kazda kolejna trzymala klimat i byla rownie dobra :)
17:50 / 12.03.2008
link
komentarz (0)
Rozmowa krotka, ale kapke tresciwa. Dobrze jest, tylko trzeba poczekac. Choc na chwile obecna nie do konca widza mi sie pewne zamysly, to jednak oby w dluzszej perspektywie cos z tego wyszlo.
17:14 / 11.03.2008
link
komentarz (0)
Ale dzisiejsze posuniecie podkurwilo mnie maksymalnie.
19:00 / 09.03.2008
link
komentarz (2)
A jednak udalo mi sie zrobic wszystko, co chcialem. Wciaz pozostaje jednak to nieszczesne biurko do posprzatania... nie wiem, to jest zawsze taka robota dla mnie na pol dnia, ciezko sie za nia zabrac, a jak posprzatam, to w tydzien robi sie taki sam smietnik. Jakies takie przeklete to biurko chyba mam :P No ale dobra, na powaznie... przydaloby sie jeszcze okna umyc. Dzisiaj juz nie mam sily, w tygodniu taka opcja w ogole nie wchodzi w gre, ale moze by tak w przyszla sobote/niedziele? Oby tylko byla taka pogoda, jak dzis, albo i jeszcze lepsza (pod wzgledem temperatury).
16:01 / 09.03.2008
link
komentarz (0)
Pogoda jest po prostu zajebista. Po calym ciezkim... nie tylko weekendzie, ale ogolnie tygodniu az milo sie idzie przez miasto. Niedzielne popoludnie - na miescie leniwie. Spacerki itp itd, nawet milo i przyjemnie.

Dzis jeszcze troche roboty w domu. Nawet troche duzo, jakby sie uprzec... nazbieralo sie w koncu przez ostatni tydzien. Nie wiem, czy wszystko zrobie, choc pare dosyc waznych spraw pozostaje do zalatwienia, ewentualnie jesli nie dzisiaj, to jutro. Oczy powoli same zaczynaja mi sie zamykac, a jest dopiero 16. Ale co tam. Dosyc aktywny weekend za mna, w domu juz nic ciezkiego mi przeciez do zrobienia nie zostalo. Moze i duzo, ale raczej nic ciezkiego. Zalozenie jest takie - nie bede spinal dupska, zeby wszystko dzisiaj zrobic. Na luzaku ile zrobie tyle zrobie. Grunt, ze cieplo jest, a przy otwartym oknie o wiele przyjemniej sie pracuje :)
19:56 / 04.03.2008
link
komentarz (0)
Ale zajebiscie, ze w piatek czeka mnie tyra do 18. A jeszcze fajniejsze jest to, ze w sobote moge (niby musze) tyrac od 8 do 18. W zyciu nie spodziewalbym sie tak zajebistego weekendu. Alez ta firma dostarcza mi niespodzianek. Tylko sie bic o miejsce w zespole (kurwa).
18:12 / 28.02.2008
link
komentarz (7)
Glowa mi peka. Fizycznie zmeczony. Z dnia na dzien coraz gorzej. Jeszcze nigdy ta praca az tak mnie nie meczyla.
19:15 / 25.02.2008
link
komentarz (3)
Do dupy z taka robota!
09:59 / 24.02.2008
link
komentarz (1)
Te kilka dni wymuszonego choroba wolnego zdecydowanie za szybko zlecialo. No coz, dopilnowalem pewnych spraw przynajmniej, zalatwilem to, na co od miesiecy nie mialem czasu (badz checi), ogolnie poszlo troche do przodu. Nie ukrywam, ze od pracy tez kapke odpoczalem. Tak czy owak... jak mi sie nie chce jutro do roboty jechac :P
13:31 / 17.02.2008
link
komentarz (0)
"28 dni później" nie za bardzo mi sie podobal. "28 tygodni później" moze nie rewelacja, ale calkiem fajne. Zapowiedz trojeczki co prawda oklepana (cos podobnego bylo juz w najnowszej wersji "Dawn of the dead"), ale dobrze dobrze... jesli tylko bedzie bardziej zblizona do dwojki, niz do jedynki... mmm :)

Dzis czuje sie troche... wlasciwie duzo lepiej niz wczoraj. Co prawda nadal bol gardla, suchota w japie, zapchany nos, ale juz mnie nie telepie. Plan na caly dzien to w zasadzie wylegiwanie sie w lozku i dziobanie historii. Wczoraj myslalem, ze od srody pojde na chorobowe, ale jesli stan zdrowia poprawi mi sie do tego czasu, to nie ide. Z reszta... wszystko zalezy od tego, jak sie bede czul do tego czasu. Wczoraj caly dzien przesiedzialem w domu, wiec i bez lekow stan mi sie troche polepszyl, dzisiaj podobna opcja, ale jutro jakos po 5 pobudka, pozniej kilka godzin pracy, wycieczka po wro, egzamin, jeszcze cos do zalatwienia na miescie... krotko mowiac niekoniecznie od tego mi sie polepszy. Wtorek juz raczej bez ceregieli - ot praca i tyle. No ale zobaczymy, jak sie bede czul. Jak bedzie kiepsko, nie mam zamiaru na sile z goraczka pracowac.
14:11 / 16.02.2008
link
komentarz (0)
Final pracy w pizgawicy przez wiele godzin, podczas gdy inni w najlepsze uraczali sie procentami i bimbali w ciepelku taki, ze dzis jestem caly polamany, telepie mnie i ledwo widze na oczy. Nie trudno wywnioskowac zatem, ze taki stan zdrowia wcale nie ulatwi mi dziobania do egzaminu, wycieczki do pracy, a pozniej na egzamin. Nie wiem, moze zbyt wiele bym chcial, ale za prace w takich warunkach firma powinna wyplacic nie tylko umowiona stawke godzinowa, ale rowniez jakies szkodliwe. Podejrzewam, ze w poniedzialek bede znosil katusze od rana, we wtorek podobnie, a we srode pojde na chorobowe, ktore jakby nie bylo z winy warunkow pracy bede musial wykorzystac.
Moze w tym wszystkim jest troche mojej winy. Jakby nie bylo znajac podejscie do pracy wiekszosci, wolalem juz sam (no z drugim takim) isc i robic co trzeba w najgorszych warunkach, niz pracowac z obibokami i tylko czekac, kiedy ktos bedzie na sile szukal frajera do gorszej roboty. Przynajmniej swoje skonczylem ok. 2 w nocy i dalej juz tylko siedzialem i patrzylem, jak inni robia. Swoja droga we 2 zdazylismy spakowac 2/3 magazynu w fatalnych warunkach, cala reszta natomiast nie zdazyla spakowac ledwie polowy. Zajebista organizacja, w pelni uczciwa.
17:54 / 14.02.2008
link
komentarz (2)
To, ze niezla z ciebie Barbie wcale nie znaczy, ze zaraz bede sie slinil na twoj widok. Co wiecej, rowno cie pojade z gory na dol. Zrobie to w sposob bardzo wyrafinowany. Jaki powod? Nie to, ze cie nie lubie, bo tak nie jest. Po prostu jestes moja konkurentka do posady, wiec sorry mala, ale owszem, wskaze twoje minusy przed komisja rekrutacyjna.
22:00 / 13.02.2008
link
komentarz (1)
Kiedy ja mam sie tym zajac kurwa? Czy was juz wszystkich do reszty pojebalo? Moze mam sie nie klasc dzisiaj spac, albo jutro wstac o 4 czy 5? Ja pierdole, nie wyrabiam!
21:54 / 12.02.2008
link
komentarz (4)
Na chuj takie utrudnianie, dociekanie? A podobno "taka miła pani"... no wlasnie kurwa widze, jaka mila. A szkoda nerwow, najwazniejsze byle do przodu.
17:53 / 12.02.2008
link
komentarz (0)
Alez ten czas zapierdala... w sumie nie ma co sobie obiecywac "jeszcze 4 dni", bo po przeprowadzce dopiero bede odczuwal brak czasu, kiedy podroze do/z pracy wydluza mi sie mniej wiecej trzykrotnie :/
14:26 / 10.02.2008
link
komentarz (0)
Pogoda idealna na browarka pod lasem, na stawach... ale na razie tylko na checiach sie musi skonczyc. Dosyc mam nauki. Moze troche zbyt szybko sie zniechecam, ale szczerze mowiac nigdy nie potrafilem uczyc sie czegos, co kompletnie mnie nie interesuje. Z reszta... dla przykladu chociazby - geografia jest przedmiotem, ktory moze nie tyle mnie fascynuje, co odrobine tylko interesuje. Tylko odrobine, a wyniki takie, ze po jednym zaledwie dniu nauki zaliczam przedmiot na 5, bo na kazde pytanie znam odpowiedz, po prostu latwizna. Za to drugi dzien czytam wyklady z filozofii i krotko mowiac wszystko mi sie pierdoli rowno z tym. Kwestia zaliczenia bedzie pewnie w tym momencie w znacznym stopniu zalezala od podejscia wykladowcy, od tego jak nisko ustanowi poprzeczke, czy w jakis sposob podpowie. Bez tego raczej nikle szanse na to, zebym nie pomieszal zalozen roznych filozofow. A nie ma co... przeczytam jeszcze skrot, notatki jakies i biore sie za kolejny przedmiot (ktory podobnie jak i ten zajebiscie mnie interesuje).
20:31 / 08.02.2008
link
komentarz (2)
Ło kurwa... zajechac sie idzie. A tak bedzie jeszcze przez co najmniej kilka dni...
00:00 / 07.02.2008
link
komentarz (0)
Ja wiem, ze powinienem w miare czesto sprawdzac informacje o przedmiotach na stronach uczelni, w koncu taki tryb studiow. Ale jesli ja sprawdzalem te strony czesciej niz raz na miesiac, a dopiero po jakimstam wyznaczonym terminie przeczytalem, ze costam trzeba oddac do wtedy i wtedy, to czy to jest tylko i wylacznie moja wina, ze przegapilem terminy, czy tez wina wykladowcow, ktorzy jesli nie na ostatnia chwile, to na max 3 tygodnie przed terminem zamiescili info o pewnych wymaganiach do zaliczenia. I oto wlasnie przed chwila wyczytalem, iz wymagany jest esej na kolejny przedmiot z terminem do 5 stycznia. Ja wiem, ze moge czasem cos przeoczyc, ze delikatnie mowiac perfekcyjnie to sie do tej szkoly nie przylozylem, ale az taki gapowaty nie jestem, zeby przeoczyc wymagane zadania na 3 czy 4 przedmioty. Co wiecej w weekend rozmawialem z jakims typem z mojej grupy, ten rowniez wspominal (o poprzednich zadaniach opieczetowanych nieprzekraczalnym terminem wyznaczonym na poczatek stycznia), iz pewne informacje pojawily sie dopiero na sam koniec grudnia, bo jak to okreslil "zaraz przed swietami" sprawdzal "i nic takiego nie bylo napisane". A moze to specjalnie takie walenie sciem przez wykladowcow, zeby udupic z jednego czy dwoch przedmiotow finalnie i zgarnac hajs za poprawke badz calkiem powtorke semestru?
08:28 / 06.02.2008
link
komentarz (0)
Nie wyrabiam. Sprawy zwiazane z remontem... niby nie pochlaniaja wiekszosci mojego czasu, ale wczoraj dwie godziny, dzisiaj juz poltorej... no obecny musze byc. Szukanie nowej pracy tez zajmuje czas. Przedwczoraj blisko 2,5 godziny na cholerny formularz aplikacyjny. Sporo, ale i byle co to to nie bylo. Oby tylko bylo warto. Wreszcie szkola. Moj blad, moja glupota, za pozno sie za to wzialem. Zdecydowanie za pozno. Dokladniej ujmujac wczoraj pod wieczor. Z jednej strony jak sie chce wszystko na raz, to pozniej nic nie wychodzi. Z drugiej... no juz nie oszukuje sie, ze zalicze wszystkie przedmioty, ale chociaz czesc bym chcial. Wzialem urlop, mam ambitny plan zakuwac na jutrzejszy egzamin. Wczesnie kurwa na dzien przed, kiedy przez caly semestr co najwyzej raz zajrzalem do atlasu. No a dodac trzeba, ze to nie sa studia w trybie dziennym, nawet zaocznym, w szkole bylem tylko na dzien dobry, teraz bede na egzaminie. Dobra, nie ma co sie rozwodzic i tracic czasu na lamenty... ide na sniadanie, nastepnie zakuwac.
22:28 / 03.02.2008
link
komentarz (0)
Ten weekend wygladal zupelnie inaczej w stosunku do tego, jak chcialem. Momentami wyszlo to na dobre, momentami nie. Wczoraj nici z melanzu, dzisiaj nici z powtorki zeszlej niedzieli. No szkoda, ale trudno co zrobic.
22:08 / 02.02.2008
link
komentarz (1)
"Gothic" niby kapke (mowa oczywiscie o czesci pierwszej), ale jary :) Po zarzuceniu na 42" prezentuje sie wysmienicie. Dostosowana rozdzialka do szerokiego ekranu, glebia kolorow no i przede wszystkim ten ogromny swiat w formacie duzego ekranu :) Alez sie jaram hehe.

PS. Mortale 1 - 3 tez prezentuja sie zajebiscie :D
11:41 / 02.02.2008
link
komentarz (2)
Fragment recenzji jednej gry: "Dbałość o detale i historyczna wierność tychże nie istnieje oczywiście, chyba że uprzemy się i zaliczymy grze na plus to, że po jednej stronie walczą Amerykanie, a po drugiej Japończycy, a nie na przykład Pakistańczycy w szkockich spódniczkach jodłujący wesoło i wymachujący zdechłymi jesiotrami.". Dobre dobre :)
20:22 / 01.02.2008
link
komentarz (1)
"Elzbieta" wyszla za maz, dziecko ma. Czas leci. A pamietam jeszcze ten Karpacz '91... to byly czasy ;)
18:42 / 01.02.2008
link
komentarz (3)
No nareszcie jakas normalna muzyka w pracy! Oczywiscie nie ma sie co unosic, bo tylko jedna plyta, a nawet nie cala, lecz pare kawalkow, ale jednak. Wreszcie to jakas odmiana. Nie maniurowe sety, nie disco polo, nie rastamanskie rytmy od poniedzialku rano po piatek popoludnie :) Fakt... ostatnio troche drumow bylo, ale z tym tez co za duzo to nie zdrowo. No ale wracajac do tego, co bylo dzis... pare kawalkow ze sciezki dzwiekowej z "Dirty Dancing"... coz, fanem moze nie jestem, ale sam fakt calkowitej wlasciwie zmiany klimatu muzycznego i to w sposob dla mnie nawet znosny (co jak co, ale retro troche lubie, a trzeba przyznac, ze jointy z wyzej wymienionego filmu to po prostu klasyki).

A co dalej... do 71. Przez to miasto czasami nie sposob sie przedostac. I nie mowie tu o tarabanieniu sie mechaniczna karawana, ale nawet o pieszej wycieczce. Najpierw zaczepia mnie kobieta o kulach usmiechajac sie niczym sredniowieczna wiedzma (oczywiscie za chwile stane sie jej najlepszym przyjacielem w zamian za drobne... nie dam, bo mam swoje powody - w takim razie juz mnie przeklina za moimi plecami), nastepnie inna podobna osoba wpychajaca mi na sile ulotki do reki (Profesja - dab pada, Profi-Lingua - i buk sie korzeniem nakrywa). Wreszcie przede mna cala grupa ludzi wygladem szacujac 26 letnich. No nie sposob uciec, chyba ze na ulice wprost pod przejezdzajace auto. Nie, zwolnilem, dalem wyprzedzic sie jakiejs kobiecie... niech ona bedzie ofiara bestii, ja wymijam, ide dalej. Jeszcze jeden ulotkarz, jeszcze jeden zebrak. No kurwa chyba kanalami trzeba smigac, zeby sie nie natknac na wielu takich, co cos ode mnie chca.

Powrot do domu. I widze tylko jak mi autobus spierdala. To juz drugi raz w ciagu tygodnia. Drugi raz w tym samym miejscu. Trudno co zrobic. Czekam. Tym razem zadnych meneli. Za to nie dalej jak metr ode mnie staje sztajmes (nieistotne, iz miejsca do stania ma cale Nadodrze, nieistotne ze do wyboru ogrom opcji - zarowno innych jak i takich samych - tez w koncu pod dachem, tez sie opierajac). Wyciaga peta, odpala, ziaja, smrodzi. I juz zatruwa mi powietrze. Na dodatek delektuje sie tym fajkiem dobre 10 minut. Dopalil, do kubla ma max 2,5 metra. Nie przejdzie sie, zeby wyrzucic, wypierdolil na ziemie, przydeptal. I wlasnie przez takich na ulicach mamy taki syf, a nie chocby wzgledny porzadek. Czy tak ciezko wyrzucic peta, chusteczke, papierek po burgerze, butelke po napoju do smietnika? No jak widac ciezko kurwa.

Nadjechal bus. Wsiadam jako trzeci. Emerytka przede mna zajela miejsce chyba najwygodniejsze pod wzgledem odizolowania sie od choloty. No to gdzie by tu... siade z przodu, to szybko sie dosiada i pewnikiem spotkam co najmniej jednego kretyna z pracy, kiedy wsiadzie na najblizszej wsi. Siade z tylu, to ten kretyn sie do mnie dosiadzie, bo zawsze idzie na tyl, kiedy tylko jest opcja. To juz lepiej usiasc z przodu. Teraz przodem czy tylem? Jak siade przodem, to pierwsze miejsce z calej pozostalej trojki, ktore zostanie zajete, to bedzie to obok mnie, nie z naprzeciwka. Siadajac jednak tylem, szybko dosiadzie sie nie jedna, a dwie osoby, a nawet trzy. To juz lepiej siasc przodem... w razie nadciagajacego grubasa, ten powinien usiasc nie obok, a na wprost mnie, gdzie bedzie mial dwa miejsca na posadzenie dupy, a nie jedno. Ledwo usiadlem, juz sie ktos dosiada. Jakas laska. Sama. Dobrze, nie narzekam. Przynajmniej bedzie spokoj w czasie jazdy... co najwyzej muzyke sobie wlaczy, ale grunt ze to nie zaden dyskomul, od ktorego pomimo wcisniecia sluchawek w same bebenki i tak bedzie slychac lupanine (wczoraj dwoch takich za mna siedzialo, to mialem kurwa stereo). Minela krotka chwila, dosiadaja sie kolejne osoby. I to w liczbie 4. Caly rzad zajely. No nie mialbym nic przeciwko, bo sie nie wiercily w czasie jazdy, nie kopaly, nie wjebaly sie do busa z tobolami, pod tym wzgledem kultura. Za to bylo darcie japy (wyrazny brak kontroli glosu) przez jedna z nich, druga z kolei postanowila zwierzac sie ze wczorajszej wizyty w solarium, od czego tak jej sie cycki spiekly, ze dzis nie mogla zalozyc stanika. Trzecia z nich... a z reszta, na chuj to przezywac, skoro to juz za mna?

Podsumowujac meczacy dzien... no druga polowa.
00:22 / 01.02.2008
link
komentarz (2)
Mam zajebista ochote na ognisko w jednej miejscowce, z pewnymi ludzmi :) Na to jednak co najmniej do maja bedzie trzeba poczekac...
23:54 / 31.01.2008
link
komentarz (0)
A w ogole po co pakowac sie w takie gowno? Zwlaszcza, ze to niemalze doskonala kopia, a raczej odzwierciedlenie sytuacji sprzed jakos 4 lat.
20:57 / 31.01.2008
link
komentarz (0)
Co ja wyprawiam? Przeciez nie ma sensu spinac sie o rzeczy, sprawy, wydarzenia, na ktore mam minimalny wplyw, badz nie mam go wcale. No bo czego bym nie robil, na glowie stawal i klaskal uszami, to i tak cudow nie zdzialam. Co wiecej schemat badz co badz juz znam, wiec wiem, albo raczej smialo moge przewidywac co bedzie dalej. Dobra, ale bez motania... tak jak ze wszystkim, byle do przodu, a jesli nie idzie do przodu, zajac sie czyms wazniejszym.

Zmeczony, wlasciwie senny, ale zaraz hala. Troche nie chce mi sie dzisiaj isc, ale wiem, ze jak pojde, to bedzie ten sam scenariusz, jak co tydzien: fajnie, pomimo ewentualnych kontuzji, z pewnoscia obolaly na drugi dzien, ale zadowolony wroce. Dlatego ide. Wyspie sie po smierci.

Co do weekendu... wlasciwie tydzien temu mialem na jakis melanzyk isc, ale calkiem wylecialo mi z glowy :) No i troche czasu zabraklo. Jak bedzie w ten weekend? Chetka jeszcze wieksza na browarka w parku. No coz, wiosna idzie jakby nie bylo, wiec sie chce noce po parkach spedzac :P No ale to dopiero w sobote :) Ide na hale, joł!
18:42 / 31.01.2008
link
komentarz (2)
Psia mac z tymi butami! Gdzie tez ja posialem ten cholerny paragon :/ Jak na zlosc wsiakl. A na dodatek jeszcze zarowke mi szlag jasny trafil. I ciemnawo troche, a zastepczej nie mam :/ Marudze, narzekam, ciezki dzien... ot co.
22:04 / 30.01.2008
link
komentarz (0)
Z jednej strony sie dluzy. Bo sie taki zastoj robi, no wiadomo, monotonia. Z drugiej ten czas zapierdala jak dziki. Jakby tylko dalo sie na odwrot, to by bylo super. Ale sie nie da. No szkoda. Trudno, co zrobic... Tak czy inaczej jutro juz czwartek (w sumie szybko zlecialy te 3 dni), zapierdziel do poznego wieczora, pozniej hala, noc, spac ok. 1 - 2 w nocy. W piatek robota, po robocie 71, pozniej w DTR sprawy, przy duzym szczesciu wolne od 21. A co dalej na weekend? Nie wiem, wiem tylko, ze na sobote ktos mi chcial roboty dac, ale juz nie pamietam kto ani szczegulow co to mialo byc. Moze to i lepiej. Ogolnie nie ma to tamto, weekend sluzy wypoczynkowi, dosyc, ze w tygodniu mam ciagle cos do roboty. O ile prostsze byloby zycie, gdybym po pracy tylko wrocil na jame i z miejsca oddal sie przyjemnosciom, rozrywce, poszedl spac... cokolwiek. Nie da sie. Wracajac jednak do weekendu... planow brak na chwile obecna. Znaczy sie costam wstepnie na zasadzie "moze", ale co dalej to dopiero w piatek badz raczej w sobote wyniknie. A... no w niedziele musze po zakichany wpis za behape jechac. No to juz mam plany - ze 3 godziny jak w pysk strzelil tylko po to, zeby wpis dostac. W takim razie wyjatkowo koniecznym jest wymyslic cos jeszcze we wro, zeby za jedna sprawa przeciez nie jechac.
18:56 / 28.01.2008
link
komentarz (3)
Myslalem, ze weekend bedzie z dupy wysrany, ale dobrze bylo :) Sobota troche za szybko zleciala, niedziela jeszcze szybciej, ale spojrzmy prawdzie w oczy... czy kiedykolwiek wolnego mozna miec za duzo? :P No zdarzalo sie, ale w troche innym sensie. Wracajac jednak do weekendu, niedziela spedzona dosyc fajnie. Wypad do kina w pelni udany, film zapowiadany jako porazka milo mnie zaskoczyl. Moze wlasnie przez takie troche pesymistyczne nastawienie... w koncu trojka nie byla dla mnie nawet w polowie tak dobra, jak poprzednie czesci, za to czworka przebija trojke :) I cieszy mnie fakt, ze bedzie nastepna czesc :)

A dzis poniedzialek... roboty mase i na dzis i na jutro. Wlasciwie to... czekam tylko do nastepnego weekendu :)
00:36 / 26.01.2008
link
komentarz (1)
Zasnalem przed filmem ok. 20 - tej, obudzilem sie przed 23 taki jakis... no wiadomo jak to po dluzszej drzemce pod wieczor. Teraz mamy noc, a mnie sie nie chce spac.
00:26 / 25.01.2008
link
komentarz (0)
Po hali jak zwykle kapke obolaly, nie moge zasnac, fajnie bylo, suszy mnie jak dzika po szyszkach. Jednak browarek albo dwa lepiej gasza pragnienie niz wisniowa mikstura.

Z innej beczki. Niby jutro weekend, ale jakos tak... nie bardzo mam plany, nie wiem, co ze soba zrobic przez te dwa dni wolnego. A nawet jesli pojawi sie jakas opcja, to i tak pewnie nie bedzie mi sie chcialo dupska ruszyc... w koncu rusze, acz niechetnie. Znow nadchodzi jakas taka... nie wiem, obojetnosc na wszystko dookola. Nie lubie tego stanu, bardzo nie lubie. A moze by tak jutro jakis melanz?
22:27 / 22.01.2008
link
komentarz (0)
Zjebalem sprawe, standardowo przez swoje lenistwo i odkladanie wszystkiego na ostatnia chwile. No jeszcze finisz przede mna, ale watpie, zeby poszlo dobrze :/
23:15 / 21.01.2008
link
komentarz (0)
Konkretnie, tak jak lubie. I do przodu, wiec tym bardziej mi to odpowiada.
22:56 / 18.01.2008
link
komentarz (9)
I "Call of duty 2" skonczone. Swoja droga sporo wolaja, jak za tak krotki tytul. Nie no ja rozumiem, ze 3 kampanie w zupelnosci wystarcza (przeciez nie dadza kampani kazdym jednym narodem), ale troche wiecej misji gdyby bylo, to bym sie nie pogniewal. Na cene wplywa chyba tutaj raczej tryb multi. A i niedostepnosc produktow na platforme tez pewnie sie do ceny przyczynia. W koncu po dwojeczce mamy trojke tylko na konsole (a tam zeby na multi pograc to juz wieksza motanina), a czworka to troche inne czasy, wiec dla fanatykow II wojny wybor pozostaje niewielki. Tak czy owak calkiem dobra gierka, kolejne historyczne wydarzenia (to chyba lubie najbardziej w tego typu produkcjach), interaktywna nauka jakby nie bylo, calkiem niezle odwzorowanie i czasami prawdziwy hardcore. Szkoda, ze tylko, ze takie krotkie.
18:06 / 17.01.2008
link
komentarz (2)
Nie kazdy musi byc zaraz swietym i pochlebnie wyrazac sie o wszystkich dookola. Ale jesli juz kogos pojezdzasz, to zwroc uwage, zeby pojezdzac za cos, w czym jestes lepsza, a nie gorsza, bo wtedy pojezdzasz tylko sama siebie. Wbijasz na te randki.pl, sympatie czy cos tam i tylko przy co drugim typie "ale burak", "kurwa ale brzydal", "ale wiesniak", itd. A sama krolowa pieknosci nie jestes, twoje wypowiedzi tez nie sa na poziomie brytyjskiego dworu ksiazecego... Alez mnie te buraki wkurwiaja...
22:17 / 14.01.2008
link
komentarz (6)
"Gothic 3" ukonczony ponownie, bez przymruzenia oka tym razem i na szczescie bez koniecznosci przechodzenia od poczatku. Udalo mi sie obejsc jednego glownego questa tak, aby mimo wszystko zobaczyc outro :) Choc w tym wlasnie wypadku z mojej strony wielki minus dla tworcow. Ja wiem, ze zrobic ladny filmik to jest troche roboty, ale zeby nawet rendera nie trzasnac na koniec, tylko pare slajdow i narracje do tego? Juz Midway mnie przy Mortalach wkurwil takim wystepkiem, a teraz jeszcze tu? No sorry, ale takie "filmiki" to byly w grach na A500 (tyle ze bardziej pixelotyczne wtedy). Kurwa mozna by sie bylo postarac...
20:08 / 13.01.2008
link
komentarz (3)
No to tak z przymruzeniem oka "Gothic 3" moge uznac za ukonczony.
23:11 / 10.01.2008
link
komentarz (2)
Dobra hala nie jest zla :) (znow). Ale po tak dlugiej przerwie od razu z grubej rury... no bo malo osob bylo, wiec praktycznie pelne poltorej godziny tam wiadomo minus krotka rozgrzewka i minus przerwa. Ale ogolnie dobrze bylo :) Za to jutro zakwachy i inne bolesci murowane. Ale i tak warto bylo :)
18:05 / 08.01.2008
link
komentarz (1)
Ciezki dzien (psychicznie) w pracy. W zasadzie czy to moja wina, ze nie potrafie przebywac w otoczeniu osob tak malo inteligentnych, wrecz osmiele sie powiedziec "barbarzyncow"?

Zadzwonil telefon i zostalem wybity z rytmu pisania. Tak czy owak chcialem powiedziec, ze nie potrafie przebywac wsrod debili, ktorych jeden zart potrafi smieszyc przez kilka tygodni, czasem nawet miesiecy; wsrod burakow, ktorzy kazde zdanie zaczynaja slowem "kurwa", a koncza "chujem". Z tego wszystkiego sam zaczalem w pracy klac jak szewc. Pora rozejrzec sie za czyms nowym, choc caly czas czekam na jedna opcje.
17:56 / 07.01.2008
link
komentarz (0)
"Koncybel"... dobrze mowie? To faktycznie jest "fachowa" nazwa, czy tylko cudzy wymysl? Swoja droga ciekawie brzmiace slowo, choc wyraznie blaszane.
18:54 / 05.01.2008
link
komentarz (4)
Historia dokonczona (wlasciwie moglbym jeszcze dorzucic mapke czy dwie, ale bez skanera nici), socjologia tez... nie wiem, czy dobrze, ale byle by bylo zaliczone. Film tez dokonczylem, cieply obiad zjadlem... dzien prawie sie skonczyl, bo co jak co, ale wieczor juz jest. Bredze od rzeczy. Tak czy owak co mialem zrobic zrobilem, wiec dobrze jest :) Fizycznie tez wreszcie troche odpoczalem i choc moze jeszcze w pelni sil nie jestem, to czuje sie w miare dobrze. Teraz wreszcie pora odkurzyc G3, bo nie ruszylem tego od zeszlego roku hehehe.
15:17 / 05.01.2008
link
komentarz (0)
Ciagle jakis taki niedosyt. Kilka pobudek dzis. O 6, 9 zdaje sie, przed 11 zaraz i finalnie zaraz po 12. No bo te wczesniejsze to do kibelka (wiadomo, zeby dluzej dospac na luzie), ogrzewanie wlaczyc, napic sie czegos. No a po 12 to juz na dobre. Dokonczylem film, wlaczylem nastepny + sniadanie, obejrzalem godzine, wylaczylem. Zmeczony jestem fizycznie po ostatnim tygodniu, psychicznie tez troche. A robota czeka, czasu malo. W koncu dzisiaj byloby dobrze dokonczyc jeszcze dwie prace do szkoly. Musze jedna, ale chcialbym dwie, zeby juz spokoj byl z tym. I na przyszly tydzien zostawic tylko dwie.

A chyba na tyle. Wlasnie pojawila sie opcja "chodz na impreze". No ogolnie czemu nie, ale dzis to ja raczej spokojny wieczor potrzebuje, a nie szlajanie sie po 71 do rana :)
18:27 / 04.01.2008
link
komentarz (0)
Pewna sprawe szlag trafil, ale moze to i lepiej. Na chwile obecna jeden klopot z glowy mniej. A na przyszlosc... no coz, przynajmniej na standardowych warunkach jak cos, a nie tak na ugadywanie sie slowne bez papierkow.
17:56 / 03.01.2008
link
komentarz (0)
Ej no ale z tym testem BHP to juz przegiecie. No co ja mam do tego? W pracy mi potrzebne BHP, nie w szkole. Zebym to jeszcze chociaz byl studentem dziennym, ale przy moim trybie? Czysty idiotyzm.
21:38 / 02.01.2008
link
komentarz (0)
Poszlo sprawnie. Co prawda na dzis wieczor mialem calkiem inne plany, ale nie narzekam. Przynajmniej widocznie sie cos rusza. Szkoda, ze do mojej roboty tylu zwawych i konkretnych pomocnikow nie mialem, to juz dawno bym mieszkal jak w palacu, a nie w delikatnie mowiac lokum, w ktorym dobrze byloby zrobic remont.
00:31 / 02.01.2008
link
komentarz (0)
Po obejrzeniu zdjec ze wczorajszej nocy stwierdzam, iz lepiej dla mnie sie stalo, ze tak to sie potoczylo. Przynajmniej nie mam moralniaka :)
21:42 / 01.01.2008
link
komentarz (5)
No to juz wiem troche wiecej. Jednak nie bylo tak tragicznie, jak rano myslalem. Znaczy dobrze tez nie bylo, ale ani nie bylem jedyny w swoim rodzaju ani nie zblaznilem sie tak bardzo. Tak czy owak... kurwa, nigdy wiecej zadnej wody!
14:38 / 31.12.2007
link
komentarz (0)
Suszy mnie jak dzika po szyszkach. Ale mnie po czym?
01:42 / 31.12.2007
link
komentarz (0)
Wczorajszy dzien byl bardzo ciezki. Dzisiejszy wcale nie lzejszy, ale w koncu mus to mus. A te robote i tak trzeba by bylo zrobic i... nie oszukujmy sie, ale nigdy nie byloby na to odpowiedniego momentu, az w koncu i tak zmusilyby do tego okolicznosci, wszystko byloby na ostatnia chwile i w ogole.

A teraz... wlasciwie rowniez podobnie do wczoraj. Niby zima, niby mroz, nawet chyba jakistam snieg spadl, bo betonowe podworko ledwie biala warstwa jest pokryte. Ale cieplo ogolnie. Chyba na minusie temperatura, ale nie czuje sie tak. Jest spokojnie, bezwietrznie, przyjemnie. Wyszedlem na balkon. Cudowna cisza. Slychac zaledwie delikatne brzeczenie okolicznych lamp. Czasem costam w oddali jak sunie po drodze. Mmm... w takiej chwili chetnie poszedlbym na spacer...
20:58 / 27.12.2007
link
komentarz (3)
Ale muzyka do "G3" tez zajebista, a zwlaszcza ten marsz orkow... rozpierdala mi banie krotko mowiac :)
20:55 / 23.12.2007
link
komentarz (3)
Kolejny "Gothic"... i znow wciaga mnie jak diabli :)
07:26 / 19.12.2007
link
komentarz (0)
Kiepsko sie dzis czuje. No ale co sie dziwic... na dworze temperatura dosyc niska, to i w mieszkaniu cieplo nie jest. A skoro nawet ogrzewanie niewiele daje, to przeciez nie bede hajcowal cala noc. Dobrze, ze to jeszcze tylko 2 miesiace z kawalkiem...
22:06 / 17.12.2007
link
komentarz (2)
Nie ma to jak zajebiste podejscie do klienta. Laze sobie po takim ladnym sklepie, wynajduje co mnie interesuje. Po dluzszym przyjzeniu stwierdzam, iz przedmiot jest wadliwy, zabrudzony cialem obcym wewnatrz. Nie nadaje sie. Pytam grzecznie ekspedientki, czy ma takie drugie (nie podajac powodu). Ta myslac, ze ja chce dwa prosi mnie, bym sie rozejrzal po sklepie (gdyz sama nie mogla odejsc od kasy w danym momencie). Szukam i szukam i znalezc nie moge. W koncu ona rusza sie z miejsca i wynajduje, podchodzi z pytaniem, czy chce jeszcze, bo znalazla wiecej. Mowie, ze nie, wystarczy mi jedno, poniewaz to, ktore ja znalazlem - i tu ciszej, aby nie psuc opini sklepu przed klientami, zdradzam prawdziwy powod. Wtedy slysze "no jest pan druga osoba, ktora na to zwrocila uwage", po czym zabiera wadliwy towar, mowi o tym kolezance i odstawia obok kasy, ze niby to bedzie do zwrotu, a nie na sprzedaz. Wiec jesli jestem druga osoba, to chyba juz dawno tego nie powinno byc. A inne powinno byc na widoku, skoro maja wiecej. Po mojemu, to wlasnie to wadliwe trzeba sprzedac, bo jak sie ktos przyczepi, to zawsze mozna mu znalezc drugie - dobre, a jak sie nie przyczepi, bo nie zauwazy, to bedzie cel zlowieszczy osiagniety. Jak tak mozna ludzi w balona robic, to ja nie wiem...
21:55 / 16.12.2007
link
komentarz (0)
Jakis taki z dupy wysrany ten dzisiejszy dzien. Wstalem moze nie zajebiscie rzeski, ale zgiety tez nie. Troche tv, pozniej sniadanie + film. Chcialem ruszyc prace do szkoly, jednak nie mialem pojecia zielonego jak sie za nia zabrac. A dzien zlecial. Nic pozytecznego nie zrobilem, czasu coraz mniej. Teraz chcialbym isc spac, bo jutro musze na 8 do tyry... spac sie nie chce i tez problem. Ogolnie dzisiaj nic zlego sie nie wydarzylo, ale nic dobrego tez nie. Kompletnie stracony dzien, a takich nie lubie :/
18:07 / 14.12.2007
link
komentarz (0)
Po tym tygodniu jestem jakos wyjatkowo zmeczony. Nie mocno, ale po prostu... no zazwyczaj nie jestem zmeczony i tyle. A po tym jestem.
21:15 / 09.12.2007
link
komentarz (9)
Bylo co prawda troche przykrych problemow z finalnym konfigiem nowego sprzetu, ale na szczescie wyjasnilo sie, co bylo powodem i wszystko jest juz w porzadku. Ba! Nawet "Gothic 3" chodzi calkiem przyzwoicie :D Przycina sie momentami (jak na razie mistrz to wyjecie pochodni - zwiecha na dobre 2 - 3 sekundy), ale z wszelkich opini o tej grze przyznam, ze mnie to nie dziwi. Nie wiem juz, czy najnowszy GF8800 uciagnalby ten tytul bez zajakniecia. Jakby nie bylo i tak wszystko dalem na full, wyglada pieknie i wciaga :)
Podsumowujac problemy z kompem wyszly chyba nawet na dobre. Oszczednosci ostatniego miesiaca rozplynely sie w A(g)rest, ale przynajmniej ten od dlugiego juz czasu meczacy mnie tytul wreszcie wystartowal :)

Z innych weekendowych uciech - "Hitman" taki sobie. Zgadzam sie z wiekszoscia opini w tym temacie. Ogolnie film nawet ujdzie, ale kiedy zwrocimy uwage na to, iz jest to niby zekranizowana gra... no tutaj juz nie czuc tak bardzo klimatu. Ale ujdzie, obejrzec mozna, choc moze nie do konca jest sens placic za bilet do kina. "1408" natomiast momentami trzyma kingowski klimat, ale tylko momentami. Bylo pare strasznych scen, ale osobiscie wole budowanie grozy na czyms innym niz wyskakujacych zjawach. "Sztorm stulecia" - to bylo to, co mi sie podobalo :) No ale tak czy owak jak ktos lubi ekranizacje ksiazek Kinga, warto nawet wybrac sie do kina na najnowszy film. Tak czy inaczej teraz czekam na "AvP 2" :)
21:31 / 07.12.2007
link
komentarz (0)
1. Dziesiatki lat jedni bezmyslni kretyni pod przewodnictwem innych bezmyslnych kretynow zaczynaja roboty drogowe o takiej porze dnia i tygodnia, ze nie ma sily, zeby nie spowodowali korkow. Ja wiem, ze w nocy to by bylo niewygodne (choc w UK wlasnie po nocach sie wiele takich prac robilo i przynajmniej korkow nie bylo), ale na litosc moja! Nie dalej jak 2 miesiace temu pewni panowie postanowili strzyc trawnik przy glownej trasie, a cala te operacje przewidzieli na poniedzialkowy poranek, kiedy to od groma ludzi jedzie do roboty, coniektorzy dopiero z weekendu wracaja. A bo nie mozna by tego np. w poludnie? Albo we wtorek? Drugi przypadek, zdaje sie dokladnie tydzien temu. Jakis idiota wyjechal ciagnikiem z dwiema przyczepami piasku, jechal z 10 na godzine i ustanowil korek dlugosci kilkunastu kilometrow. A wyjechal w piatkowe popoludnie, kiedy najwiecej ludzi to wraca z pracy, to wyjezdza na weekend. Dzizys kurwa ja pierdole. Dzisiaj jakies matoly wziely sie za roboty drogowe rowniez w piatkowe popoludnie korkujac miasto na calej prawie ze dlugosci (bo dalej to juz sie chyba nie dalo). A tez nie mogli w srodku tygodnia, w srodku dnia, a nie poznym popoludniem? No litosci!

2) Nie wiem, jak ludzie moga tak nie zwracac uwagi na innych. Rozumiem, ze sie w dupach poprzewracalo i luksusow sie zachciewa, ze jak do kina, to i cola do siorbania i popcorn do rozsypywania po wszystkich siedzeniach. Ale zeby kurwa z kielbacha jakas przyjsc po rozpoczeciu seansu i zasmrodzic wsio w promieniu kilkunastu metrow? Malo co belta nie puscilem. A gdybym ja tak wybral sie do kina z bigosem w kieszeni, golabkami na talerzu, ryba z puszki albo kurwa watrobka?

3) W ostatniej chwili ja zauwazylem, jak wsiadala do busa. Cale moje szczescie, bo od razu glowa w bok, zastawiony plecakiem, nie widze, nie ma to tamto. A niech sobie mysli, ze cham i prostak, ze tak perfidnie udaje. Ale co, z dwojga zlego jak ma pozniej plotkowac na moj temat, ze "a Emil jakis dziwny byl ostatnio, bo wsiadalam do busa, a on udawal, ze mnie nie widzi", to wole takie obrabianie dupy (szczere przynajmniej), niz jakby sie dosiadla, "czesc co slychac", kilka minut gadki i pelny obraz na moj temat ma (reszte w koncu sama sobie dopowie, dozmysla). No a pozniej kolko rozancowe i tretetete terefere na moj temat sranie glupot. O no bo znajomy dawny wspolny, to obgadac trzeba, oplotkowac. Wodzirejka glupia pizda. Hmm w sumie to co teraz robie, to tez jest troche obrabianie dupy, ale wydaje mi sie, ze i tak lepsze niz w jej wypadku. W koncu ja zaznaczylem co najwyzej "ona" oraz cechy charakteru (wiec male grono osob co najwyzej moze skojarzyc o kogo chodzi, a i to w sumie watpliwe, bo z koleczka bylo kilka osob swego czasu), a w jej - ich plotach to po rownej lini sie lecialo. Swoja droga nie zdziwilbym sie nawet, gdyby mialy kartoteki z delikwentami, w ktorych zawarte bylyby informacje nie tylko typu "imie, nazwisko", ale miejsce i data urodzenia, wiek, wzrost, czy rozmiar palki. Wszystkiego sie mozna spodziewac.

Dobra, relacja z drugiej polowy dnia jest, pora sie zabrac za robote, bo czas ucieka, a od groma jej jeszcze.
11:46 / 07.12.2007
link
komentarz (0)
Standardowo ikspe rok pochodzil i wysoce wymagany jest format. O ile jeszcze ze 3 dni temu nie bylo objaw, tak teraz komp to istna padaka. Jak to jest, ze zawsze wychodzi cos ok. roku przy tym systemie? No ale nie narzekam... w koncu z 98 jak co 3 miesiace mialem format, to bylem szczesliwy, a przy 2K co pol roku :)
12:30 / 06.12.2007
link
komentarz (0)
Ale szczerze ci powiem, ze prawdziwym przeklenstwem jest, jesli nie mozesz zasnac do pozna. Przychodzi ta trzecia w nocy. Wlaczasz tv. Pierwszy i trzeci kanal telewizji publicznej nadaje jakies takie, nawet trudne do zdefiniowania, ogolnie jasne, biale chyba nawet, linie/paski, cos w ten desen. Bez dzwieku przewaznie. Za to dosyc ruchliwe, nie potrafie stwierdzic co to jest. Na kanale drugim mozemy zobaczyc jakiegos fircyka gadajacego samemu do siebie, za nim jakas papierowa tablica i wypisane slowa, przed nim komputerowo nalozone napisy, numery telefonow itd. Nieciekawe. Jedziemy dalej. Mamy telewizje komercyjne. Ja odbieram dwie, jesli chodzi o polskie stacje. Jednak na obu to samo. Jakies nocne randki, igraszki, chuj wie co. Ej dobra, co to jest? Fotki jakiestam, wyslij sms i umow sie z dziewczyna. Dobry program, nie ma co. Nie bylo mnie rok czasu i pani w bikini namawiajaca do odgadniecia slow zamienia sie w cos takiego. Do chuja pana, co bedzie nastepne? "Zadzwon i zaproponuj w jakiej pozycji maja sie szturchac na ekranie"? Na 20 minut uratowala mnie czeska Nova... niewiele rozumialem, ale juz tamta powtorka teleturnieju byla ciekawsza od wszelakich naciagaczy z polskich tv.
A tak wracajac jeszcze pamiecia, jeszcze za dzieciaka... wtedy tez nie bylo co ogladac tak juz po pierwszej w nocy. No bo wtedy to jeszcze tak do pierwszej w weekend mozna bylo jakis wrestling wyczaic na DSF, ale pozniej gdzie nie spojrzec, to "ruf miś an", wielkie cycki, jeki przebijajace te z reklam proszkow do prania. Telewizja ogolnie jest zajebista.
12:30 / 05.12.2007
link
komentarz (0)
Czuje sie troche gorzej, niz wczoraj, ale zwolnienie mam do piatku. I choc w piatek chcialem isc, zeby nie tracic za duzo hajsu w tym miesiacu, to jeszcze zobacze.
12:39 / 01.12.2007
link
komentarz (2)
Ale takie robienie ludzi w chuja to jest jednak spore skurwysynstwo. Loo edycja limitowana, ladnie dosyc wyglada, wszystko pieknie. Wersja normalna i wersja poszerzona, super. W zasadzie dla poszerzonej to kupilem, bo na normalnej mi nie zalezalo. Dodatkowo plyta z bonusami. Ekstra. Ale co w srodku? Jest plyta z bonusami. Jest plyta z obiema wersjami filmu. Jedna. Bo juz ciezko na dwie to bylo podzielic. Plyta lysa z obu stron. No dobra, nie wyglada ni troche na oryginal, ale niech juz bedzie, jakos przeboleje. Skoro na jednej stronie jest jedna wersja filmu, na drugiej druga, to ok. Wkladam do napedu, odpalam, mam do wyboru wersje. Wybieram zwykla. Czas trwania 1:30 costam. Dobiega do konca i pojawia sie napis "dalsza czesc przygody na stronie B". Odpalam wersje poszerzona i mam dokladnie to samo. Nosz kurwa co za ciec skonczony tak to zaprojektowal? Domyslam sie, ze z upchnieciem wersji normalnej na jedna strone plyty nie byloby problemow, moglyby byc z upchnieciem poszerzonej. Wiec co to za oszczedzanie na plytkach, dlaczego nie dali jednej dvd z normalna, a drugiej z poszerzona? Kiedy wychodzila limitowana edycja Star Wars, do starej trylogii dali po dwie dvd na kazda czesc - na jednej byla edycja klasyczna, na drugiej nowa edycja. I bylo dobrze. Bylo jak byc powinno. Tylko tutaj producent przycial w chuja rowno i teraz liczy kase. Glupi chuj.
18:55 / 27.11.2007
link
komentarz (0)
Ja rozumiem, ze teksty w stylu "tu dziwek i rumunow jest w chuj", czy jak to tam przed laty Liroy zapodawal, to jednak troche nie na miejscu, zeby w autobusie emitowac. Ja jestem tez dosyc tolerancyjny, rozumiem, ze np. wylacznie jeden gatunek muzyczny moze ogolowi pasazerow przeszkadzac. Ale dlaczego do licha jasnego nikt nie troszczy sie o moje uszy? Po tygodniach kanikulow i malinek, w wersjach oryginalnych (po 1x) oraz polskich (po 3x rozne chyba nawet) teraz mam sluchac hitu, ktorego bogate slowa to "papapi-papape" (albo jakos tak) slychac przez caly utwor. No chyba odpowiedz jest prosta... bo nie chce mi sie meczyc ze zmarznietymi bateriami i uszkodzona empetrojka.
18:49 / 26.11.2007
link
komentarz (0)
Towarzystwo zajebiste. Nie wiem, skad sie tacy ludzie biora, jakie maja wychowanie w domu.
19:16 / 24.11.2007
link
komentarz (5)
To remont zaczalem. Bedzie oczywiscie wiecej roboty niz sie spodziewalem, trudniej niz sie spodziewalem i pewnie bede mial mniej czasu (niz sie spodziewam). Ale jakbym nie zaczal teraz, to pewnie w ogole bym w tym roku nie zaczal.
21:35 / 23.11.2007
link
komentarz (8)
I dlaczego ciagle brakuje mi na wszystko czasu? Kurwa!
18:23 / 21.11.2007
link
komentarz (0)
Pizga, ze spod koldry strach wychodzic. A jak tak wstac rano, to nie da rady :/
23:04 / 17.11.2007
link
komentarz (0)
Euro 2008!!! :D
18:49 / 17.11.2007
link
komentarz (0)
1. Oczy. Na ich podstawie wiem, ze osoba, ktora pierwszy raz w zyciu widze jest siostra jakiejstam znajomej. Mlodsza, a oczy te same. Zupelnie jak w Pac-Manie... niewazne, ktora wersja, oczy zawsze sa te same :P

2. Sie spierdolilo buractwo do busa. Jak nie smierdzace winem chamy z tobolami, to jakies szczyle napierdalajace mi nad uchem. Ich wypowiedzi powodowaly, ze robilo mi sie niedobrze. Takie jakies fajasiarskie, lalusiowate albo cwaniackie. A najlepszy byl ten koles, ktory najpierw jechal po lasce, nastepnie sie do niej przymilal na wiesc, ze moze ona wprowadzac ludzi do kina za free, a na koniec jak wychodzil to nawet sie z dziewczynami nie pozegnal. Klasa jak chuj.
18:00 / 16.11.2007
link
komentarz (2)
A oto mejl, jakiego przed chwila wyslalem do jednego z uzytkownikow Allegro, z ktorym to przeprowadzilem jedna transakcje:

"Szanowny Panie,

z dniem dzisiejszym otrzymałem szybkę do GB Classic, ale na termin doręczenia przesyłki nie mogę narzekać. W końcu żaden z nas nie może odpowiadać za Pocztę Polską. Jednakże doczepię się kosztów wysyłki. Tak jak wcześniej już pisałem, skoro w aukcji koszty wysyłki oszacowane są na 8 zł i tyle też doliczam do ceny za przedmiot, to liczę, że koszty te faktycznie będą jeśli nie identyczne, to przynajmniej zbliżone. Tymczasem suma kwoty ze znaczków pocztowych wynosi nie 8 zł, a 4,3. Czy mam rozumieć, że koperta kosztowała Pana 3,7 zł? Trochę to nieprawdopodobne, gdyż nie pokusił się Pan nawet o to, aby wysłać towar w kopercie ochronnej. Bardzo nie lubię naciągania na wysyłce.

Z poważaniem,
(moje imie i nazwisko)
(moj nick z allegro)"

Ciekawe, jaka bedzie reakcja. Ale nie lubie walenia w chuja.
23:36 / 15.11.2007
link
komentarz (0)
Aaaaaaaaa-aaa
aaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaahaaa
a! ahaaa! a! aaaaa-aaaa
ahahahaaa ahaaa
iiiiaaaaa-aaaa

(ktos skojarzy?:P)
18:29 / 15.11.2007
link
komentarz (0)
I najblizszy weekend tez bez odpoczynku... po smierci sie wyspie.
17:57 / 14.11.2007
link
komentarz (0)
Co to za czasy, zeby o urodzinach znajomego dowiadywac sie ze "zdarzen" na skype :P
18:07 / 13.11.2007
link
komentarz (0)
Stagnacja. Tylko w kolko powtarzam, ze na wszystko czasu brak. Bo brak. Ale gdzie on sie do diaska ulatnia?
11:23 / 11.11.2007
link
komentarz (0)
I znow... jakos leci.
18:13 / 09.11.2007
link
komentarz (0)
Po stokroc wole niezapowiedziane odwiedziny znajomych o polnocy, niz odwiedziny zrzedzacej matki o 18.
23:17 / 08.11.2007
link
komentarz (0)
Alez ten browarek smakuje po hali :) A jutro na ktora do roboty? Na 8 czy moze troche pozniej? Skoro sa osoby, ktore bezkarnie zjawiaja sie miedzy 10 a 12, a liczone maja i tak od 8, to niby czemu ja bym sie mial tak nie zjawic? Na poczatek nastawie budzik na 8 i zobaczymy, czy mi sie bedzie chcialo wstac.
20:21 / 08.11.2007
link
komentarz (0)
No to poszedl mejl przyjacielski, acz ostrzegawczy zarazem. Bo przeciez (nie zaczyna sie zdan ani od "no" ani od "bo") jak za wysylke pudelka, w ktorym byl Gameboy, 3 gry i 4 pudelka zaplacilem 6 zl, to dlaczego mam placic 8 zl za wysylke glupiej szybki plastikowej, ktora, pewny jestem, przyjdzie w kopercie za 40 - 50 gr (zalezy ktora facet dostanie na poczcie) z naklejonymi znaczkami na dwa trzydziesci pe-el-en.
17:09 / 08.11.2007
link
komentarz (0)
Troche mi sie nie podoba obecny obrot spraw. Ale kto jak kto, ale ja na to wplywu nie mam.
18:38 / 07.11.2007
link
komentarz (0)
Nieodpowiedzialny gowniarz! Dzisiaj prawie zrobilem mu krzywde... prawie. Nastepnym razem mu wykurwie.
18:22 / 05.11.2007
link
komentarz (0)
Pierdolony hipokryta. Ale wkurwil mnie dzisiaj solidnie. Coz... po raz kolejny pokazal, jaki z niego burak.
11:58 / 04.11.2007
link
komentarz (2)
To sie rozbestwilem. Kilka dni wolnego i wychodzi moja prawdziwa natura :) Choc do tej pory samobudzenie mialo miejsce w granicach 8 - 9.30, tak dzisiaj zaszalalem. Co prawda jest winowajca... "piec minut" w homamach nie pierwszy z reszta raz przeciagnelo sie na niespelna 6 godzin, nie pierwszy tez raz nastepnego dnia trzeba bylo odespac. I choc kilka razy przebudzilem sie tego ranka, nawet dosikalem coby nie meczylo, tak stwierdzilem, ze wystarczy tego spania dopiero w poludnie. A wieczorem bede jeczal, jak to dzien szybko zlecial na niczym :P
09:13 / 02.11.2007
link
komentarz (0)
I kolejny dzien z dupy wysrany przede mna...
17:17 / 01.11.2007
link
komentarz (1)
I tak sie ciekawie zlozylo, ze akurat dzisiaj skonczylem "Stubbs the zombie". Gierka bardzo tania w chwili obecnej, a co jak co zajebista. Sporo czarnego oraz glupkowatego humoru, rzeklbym nawet momentami podchodzacego pod styl pajtonowski :) Dobrze dobrana muzyka w pewnych momentach i wreszcie swietna polska wersja jezykowa :) Za ten ostatni aspekt po raz kolejny brawa dla CD Projekt.
18:35 / 31.10.2007
link
komentarz (6)
1. Gameboy kupiony.

2. Ale te flaki na drodze... nieprzyjemny widok. Mimo wszystko uwazam, ze lepiej dwa dziki czy dwie sarny, czy co to tam bylo (jedno bez glowy)... widok drastyczny, ale lepiej dwa takie zwierzaki, niz kot czy pies, albo czlowiek jakis.

3. Kurwa, trzeba cwiczenie z socjologii oddac do dzisiaj. A ja zielony z tego jestem, sam nic nie wymysle. Albo przedluzony termin bedzie, albo bedzie dupa zbita. Martwic o to bynajmniej sie nie mam zamiaru.

4. A teraz pisze do mnie niejaka Deni z bulgarskiej krainy. Lat 9. I pyta, czy siostre mam, czy pizze lubie, czy bulgarski znam (pytajac po bulgarsku) - badz tylko mi sie wydaje, ze o to chodzi. A co tam, chwile pocwicze angielski i spadam na obiad.

5. No i umowe o prace wreszcie dostalem :)
17:59 / 30.10.2007
link
komentarz (0)
O! Pozytywa dostalem po cholernie dlugim czasie. I nawet sie nie przypominalem juz. No to trzeba odpowiedziec (choc na usta cisnie sie negatyw za ociaganie).

Swoja droga po co robic pewne rzeczy, skoro nie robi sie ich po to, po co sie powinno je robic? Jasniej ujmujac, po chuj sie bierzesz za cos powaznego, jesli masz zamiar to wykpic i cieszyc morde z niczego jak dziecko? Dwadziescia kilka lat to chyba troche za duzo, jak na takie zachowanie. Ale widocznie na niektorych wioskach jest inna mentalnosc niz ta, do ktorej ja przywyklem, a ludzie inteligencja nie grzesza. Grunt, ze nie mnie sie sprawa tyczy. Grunt, ze ja tylko z boku stoje, przygladam sie, swoje mysle...
18:27 / 29.10.2007
link
komentarz (0)
Ale zeby siedzac w pracy sie ciemno robilo? I wracaj tu teraz polna droga po ciemku. No dupa nie robota. Grunt, ze jakos szybko zlecialo w tyrze, nie bylo ciezko, a przede wszystkim spac sie nie chcialo. Ale nic za darmo... w koncu wczoraj olalem sprawe wieczoru i przed 22 kimalem.

A dzis przypomniala mi sie Agniecha, co to na zakonnice poszla, a wczesniej okreslona zostala mianem szafy z szybami. Damn, to byly czasy :)
18:58 / 28.10.2007
link
komentarz (1)
Warcrafta w zasadzie dlugo, bo dlugo, ale bez wiekszych problemow. Ale jak znowu homamy odpalilem, to jedna misje dokonczylem, a w drugiej dupa zbita. Za trudne robia teraz te gry.
09:58 / 27.10.2007
link
komentarz (0)
Z nowosci:
"W kolejnej części kultowej serii Mortal Kombat przejdzie prawdziwą rewolucję. Graczy czeka nowy system sterowania postaciami, zupełnie nowe style walki oraz niespotykane wcześniej rozwiązania.

Premiera: listopad 2008"

Czyli nic nowego poza jednym - terminem. Dobrze wiedziec, ze to juz za rok :) Oby tylko pies3 stanial.
00:43 / 27.10.2007
link
komentarz (0)
No to "Warcraft III" razem z dodatkiem w pelni ukonczony. I to wlacznie z kampania dodatkowa, ktora jak sie okazalo byla bardzo ciekawa, a schematem odbiegala od calej reszty gry. Ale bylo cacy. Bardzo mi sie podobalo. Jeszcze tylko pozostaje zajrzec na bn w wolnej chwili i sprobowac swoich sil, choc w ktora, jak w ktora, ale predzej w stara bede cial na bn, niz w wara. Ale zajrzec i tak zajrze :)
17:53 / 26.10.2007
link
komentarz (0)
W odpowiedzi na to zjebane "jest juz ciemno" u sasiadki, ktora najwyrazniej ponioslo, gdyz osmielila sie dac glosniej, u mnie na glosnikach napierdala "World is yours". Jeszcze glosniej...
17:45 / 26.10.2007
link
komentarz (1)
1. Bo roznica pomiedzy osrodkiem medycznym prywatnym, a panstwowym jest taka, ze w tym prywatnym sa mile, ladne panie z malutkimi iglami, po ktorych niemalze sladu nie ma, a w tym panstwowym sa stare zrzedy, ktore juz chyba na emeryture powinny przejsc i uzywaja igiel jakichs takich, po ktorych zostaje slad, jakby cie ghul upierdolil.

2. Niebrzydka, zgrabna i otwarta. Fajnie, ale ogolnie strata czasu. Ogolnie Srodmiescie (jak to ktos kiedys powiedzial) to glupia okolica. I lodzkie tez.

3. Zakupy zajebiste calkiem. Wbijam sobie do centrum taniej ksiazki i wyhaczam 2xForgotten Realms po 10 za sztuke, wyhaczam Zemste z Vaderem na okladce za 12. Biore tez 2 czesci zamachu na Hitlera na DVD, obie za 11 lacznie. Ide do kasy myslac "troche nabralem, bedzie z 50 pare", a facet do mnie 43. Jakby nie bylo, to tyle wychodzi. Ale faktycznie tania ksiazka.

4. W media szalenstwo. Poszedlem po War3 i CoD. CoD nie ma i dupa, War3 jest. Po drodze w lapy wpadly 2 cenne DVD. I stowa z hakiem poszla. Ale perelki tez sa.
17:24 / 25.10.2007
link
komentarz (0)
Czwartek.
18:18 / 23.10.2007
link
komentarz (5)
Damn! What a MILF :P
17:56 / 22.10.2007
link
komentarz (1)
Bo tak to dziwnie jest, ze jednego dnia nic sie nie wydarzy i momentalnie wciskasz "cancel" na wszelkie "czesc", "hejka", czy "jestes?". A innego dnia wracasz autobusem tylko nawet z nikim nie gadajac i od razu wysylasz mejle do niektorych osob. W moim przypadku pewnie jednak wszystko skonczy sie na rozmyslaniu "w tygodniu malo czasu, a w weekend mi sie nie chce". I na mejlach sie skonczy. A czort z tak dalekimi znajomymi. Bo co, bo dla zasady mam kontakt utrzymywac?
18:48 / 19.10.2007
link
komentarz (0)
Z dnia na dzien coraz gorzej. Nie podoba mi sie ten stan rzeczy. Jesli jutro bedzie robota, to nic nie zregeneruje. Jesli bedzie bimbanie, to moze do poniedzialku jakos wylecze bol w krzyzu. Ale o czyms innym mialem. Mialem, tylko zapomnialem o czym...
23:24 / 18.10.2007
link
komentarz (0)
Dzisiejsza hala dobra byla :) O dziwo mniej mnie boli "po" niz "przed". A przeciez taki obolaly szedlem, ze myslalem, ze 2 mecze zagram i reszte bede tylko ogladal. Ale dobrze bylo :)
22:14 / 16.10.2007
link
komentarz (0)
Uwaga wymioty lososia.
20:33 / 16.10.2007
link
komentarz (0)
W pracy jebie gnojem, w domu (dzis) jebie gnojem. Co za zycie... co ja jakis pastuch jestem, zeby lajno wachac calymi dniami?
17:52 / 16.10.2007
link
komentarz (0)
To nie w tym jest problem, ze pewne grono ludzi poziomem inteligencji nie siega nawet do polowy, ze nie rozumie, ze nawet blisko szkockiego poziomu. Problem jest we mnie, ze ja widze wiecej i wiecej bym chcial, przez co staje sie dla nich niezrozumialy i meczacy. Bo inteligent problem ma.
18:08 / 15.10.2007
link
komentarz (0)
Zmeczony niestety. Spalem blisko 10 godzin, a wciaz zmeczony. Obolaly i w ogole. Zbyt wiele sie dzieje w ciagu ostatnich dni... gdzies tak od czwartku. Znaczy zastoju tez nie lubie, ale ostatnio moze lepiej ujmujac - troche zbyt aktywnie.
13:07 / 14.10.2007
link
komentarz (5)
Wkurwiaja mnie takie szmaty, ktore po 2 miesiacach od zakonczenia aukcji nadal nie wystawiaja komentarza, pomimo bombardowania mejlami. Ja pierwszy nie wystawie, bo tak mialem w warunkach. Ale az sie chce dac negatywa.
23:28 / 11.10.2007
link
komentarz (0)
I znow obolaly, ale co tam, dzis dobrze bylo. A na pewno lepiej, niz poprzednim razem :)
20:39 / 09.10.2007
link
komentarz (0)
Ajt pizdzic zaczyna. Jeszcze nie ogrzewam, jeszcze przetrzymuje, ale klimat w mieszkaniu sie taki niezbyt przyjazny robi. Juz czuje po sobie pierwsze objawy... cieple uszy, piekace dlonie, przemarzniety chodze. Ten wieczor taki przedwczesnie nadchodzacy...
Stracilem watek. W kazdym badz razie nie mam zamiaru grzac tak dlugo, jak to tylko mozliwe. Jak sie zaczne przeziebiac, to na dobra sprawe ogrzewanie w mieszkaniu i tak mi nie pomoze, bo w pracy tez zimno mam i ogrzewania brak w niektorych miejscach, wiec czy sie zaziebie w domu czy w pracy, to jaka roznica? A jak nie bede tutaj grzal, to chociaz hajsu troche zaoszczedze. A na ogrzewanie sie mam kilka tanszych sposobow.
18:01 / 08.10.2007
link
komentarz (0)
I znowu jakis chuj (badz pizda) dobija sie do domofonu bez zapowiedzi. A przeciez ja kazdemu nalezycie uzmyslawiam, ze jak chce mnie odwiedzic, to niech sie umowi, albo chociazby zapowie stosownie wczesniej. Inaczej nie otwieram. No i prosze... wypierdalac.
17:56 / 08.10.2007
link
komentarz (0)
Mowic do slupa, a slup jak dupa. Kurwa...
23:36 / 07.10.2007
link
komentarz (0)
Borsuk.
Wlasnie ciekawe, jak tam te borsuki. Ale ludzie maja zjebe na jaranie sie czyms takim.
22:23 / 05.10.2007
link
komentarz (0)
Ogolnie z dupy wysrany ten piatkowy weekend.
23:33 / 04.10.2007
link
komentarz (0)
Wkurw tylko i tyle.
17:29 / 04.10.2007
link
komentarz (0)
Kurwa... reakcja odwrotna do porzadanej.
17:43 / 03.10.2007
link
komentarz (0)
Kurwa no setki razy prosic, to dalej swoje. A pozniej "dlaczego mi dales bana?" i pretensje i wyrzuty. Bo chuju czy kurwo nie sluchacie prosb moich i uzasadnien, ze lancuchow nienawidze. To macie bana i ja bede mial spokoj przynajmniej.
18:52 / 02.10.2007
link
komentarz (0)
Ale jak oni psia ich mac te kase naliczaja, to ja nie wiem. Zebym chociaz wiedzial, czy dostalem za duzo, czy za malo... a tu dupa. Albo duzo za duzo, albo wkurzajaco za malo. I co robic?
19:12 / 28.09.2007
link
komentarz (0)
Nie ma to jak obudzic kogos perfidnie w sobote o 8:30 telefonem i spierdolic mu caly weekend (bo taki jeden telefon moze oddzialywac - przedwczesna pobudka po niewielu godzinach snu = bol glowy i niewyspanie przez caly dzien, a nastepnie skrocony weekend do jednej niedzieli, ktora jest niewystarczajaca na dwudniowy odpoczynek). Albo tydzien pozniej wkurwic pierdoleniem czlowieka w piatkowe popoludnie i wieczor, zeby mu spierdolic kolejny weekend. Kurwa na odstrzal.
19:54 / 25.09.2007
link
komentarz (0)
Studia. Sam sie smieje.
22:04 / 22.09.2007
link
komentarz (0)
"Katyń". I ludzie wyszli jak z pogrzebu.


Po co producenci nadaja nazwe towaru w jezyku obcym, jezeli towar jest marki polskiej (choc tu moge sie mylic, acz raczej sie nie myle, gdyz robilem chwile w tym biznesie i to raczej produkt polski jest). Przychodzi pozniej do sklepu taki przecietny 45 - 50 letni osobnik, plci dajmy na to meskiej, z wygladu robotnik (lecz nie robol maksymalny). Prosi taki przy ladzie o "wikeroje". Albo taka kobieta, tez kolo 50 - tki, pracujaca nawet w biznesie pyta sie, gdzie sa "spike", bo nie wie (i przyswoic nie jest w stanie), ze wymawia sie to bardziej jak "kolec" po angielsku. Po co wiec nadawac towarom nazwy obcojezyczne, pisac te nazwy w obcym jezyku, nie dodajac nawet na opakowaniu adnotacji (chocby gdzies malym drukiem z tylu czy z boku) w stylu "czytaj >>poprawna wymowa<<" czy jakos tak. Tosz rownie dobrze mogliby napisac te nazwe po arabsku i niech ludzie czytaja szlaczki kaleczac obcy jezyk. Glupota moim zdaniem.
20:20 / 19.09.2007
link
komentarz (0)
Wizyta od czasu do czasu w znanej plackarni dobrze robi. Chociaz taki duzy placek to nawet na dwie osoby jest zbyt duzy :)
17:50 / 18.09.2007
link
komentarz (0)
Praca fajna, ludzie lepsi i gorsi, ogolnie ujda, ale momentami to poczucie, ze jestes posrodku grupy podpierdalaczy, gdzie kazdy by sprzedal dupe swojego zioma, bo dostanie za to premie... porazka.
20:21 / 13.09.2007
link
komentarz (0)
Uslyszalem "bzz bzz bzz", a nastepnie czyjes kroki... Jesli wibracje z telefonu sasiada mieszkajacego zaraz nad toba mozesz uslyszec przez sufit/podloge, to znaczy, ze sasiad moze uslyszec, kiedy klniesz podczas meczu. Zmierzam do tego, ze biorac pod uwage moje uwielbienie do szanowania cudzej prywatnosci i badz co badz naruszenie tejze poprzez przepuszczajacy dzwieki sufit, nalezaloby cos z tym sufitem zrobic. A gdyby tak pierdolnac jakas gruba warstwe steropianiu i na to kasetony albo inne urozmaicenie? To w dodatku cieplo w zimie nie bedzie uciekac pod te 3,2 wysokosci, a zatrzyma sie powiedzmy na 2,7. Bedzie roznica.
17:48 / 12.09.2007
link
komentarz (2)
No kurwa jeszcze mi tu kaczora przed meczem pokazuja.
18:57 / 11.09.2007
link
komentarz (0)
Niektorych osob wolalbym nie widziec.
20:19 / 09.09.2007
link
komentarz (0)
Czasem trzeba czasu. Czasem dopiero po latach...
12:44 / 08.09.2007
link
komentarz (2)
"Outsider".
18:58 / 07.09.2007
link
komentarz (2)
Wiadomosc na gg od nieznajomej osoby. Wiadomosc cala to lancuch. Ani "czesc" ani "siema, jestem ten i ten (czy "ta i ta")", tylko z miejsca jakis zajebany lancuch. A pozniej mejl przychodzi z pretensjami, ze zablokowalem. Fuck off biatch.
19:35 / 06.09.2007
link
komentarz (0)
Dzis sporo nerwow. Jakos sie tak zbiera niepotrzebnie, a zlosliwie. Jak tak dalej pojdzie, to sie komus przypadkowo oberwie, wiec lepiej niech ktos zalagodzi, zanim bedzie za pozno.
20:48 / 04.09.2007
link
komentarz (2)
Dzisiejszy dzien juz lepszy, ale nie ma co chwalic dnia przed koncem tygodnia.
22:11 / 03.09.2007
link
komentarz (0)
Czego? Jakby tego bylo malo, to jeszcze pod rzad. Zalosne...
18:53 / 03.09.2007
link
komentarz (1)
Ktos mi jakas klatwa dopierdolil, czy ki chuj? Przeklenstwo, minus 5 do szczescia kurwa. Chujowy jakis ten koniec sierpnia/poczatek wrzesnia. I to odwieczne marzenie "zeby sie wszyscy odpierdolili". Moze nie wszyscy, ale coniektorzy, to byloby dobrze.
11:23 / 01.09.2007
link
komentarz (0)
Kolejny miesiac.
23:55 / 29.08.2007
link
komentarz (0)
1. Wyslac rozliczenie podatku.
2. Ustawic wreszcie "o mnie" na aukcjach.
3. Zakonczyc sprawe butow (chociaz to nie takie proste).
4. Zapisac sie na kurs.
5. Poszukac szkoly i sie zapisac.
6. Zrobic zakupy agd.
7. Jak sie da, to walnac remont (chociazby maly).
8. Nie robic nic glupiego (again!).
9. Zalatwic sprawe z komputerem (sprzedac + kupic).
10. Podlaczyc neo u matki + siostry.


Z innej beczki. Pare razy sie zdarzylo, ani razu sie nie nauczylem. Ile to bedzie... nie raz, dwa raczej. No chyba dwa. A i chuj, trzeci raz to samo. A niby czlowiek uczy sie na bledach.

Jakis taki z dupy wysrany ten tydzien. Nie wiem, od poczatku jakos. Poniedzialek zmula, wieczorem padlem (po czym niby taki zmecozny?). Wtorek to w ogole nie wiedzialem momentami co sie dzieje. Sroda (a to dzisiaj przeciez) tez jakas zmula + zakrecenie. Kurwa jeszcze 2 dni do weekendu, jutro badania i 2 mecze, w piatek ostatni dzien w tyrze i 1 mecz.


Zakupy dzis byly na aukcjach. Znalazlem wreszcie co chcialem, nawet nie takie drogie jak kiedys bylo, a przyznam, ze to rzadkosc. Ale jeszcze sie nie ciesze. Zobacze najpierw jak w praktyce to wyjdzie. Za to juz na wstepie moge powiedziec, ze mi sie sprzedawca podoba. Napisalem mejla, w ciagu godziny oddzwonil. Nie zadne pierdolenie z odpisywaniem na krotkiego mejla przez 3 dni albo i tydzien, jak to niektorzy maja w zwyczaju. Co prawda nie zostawil innego kontaktu jak tylko przez mejla, ale w tym wypadku nawet na lepsze wyszlo - nie ja zadzwonilem, tylko on (chociaz w mejlu wcale o to nie prosilem). Konkret typ. Oby tylko ten sprzet mnie zadowolil w pelni, to bedzie 100% pozytyw.

Dosc pierdolenia, dokoncze gadke i ide w kimpe. Rano badania.
21:33 / 29.08.2007
link
komentarz (0)
Nie podoba mi sie dzisiejszy dzien.
17:53 / 29.08.2007
link
komentarz (0)
Cos mi sie robi dzien na wkurwie. Nie tak ma byc.
18:23 / 28.08.2007
link
komentarz (0)
No kurwa jeszcze mi kitajec zasrany w zywe oczy klamie. Koles straci robote, jak mnie wkurwi. Mam sie o to postarac?
22:15 / 27.08.2007
link
komentarz (0)
Dlaczego po latach "Deionarra" wciaz wywoluje u mnie smutek? Mark Morgan. Mistrz.
21:22 / 27.08.2007
link
komentarz (0)
A sie pierdoli. Raz do przodu, raz do tylu, jakos leci. Ale kurwa nie dosc, ze hajs sie poszedl jebac, to jeszcze jakies mecyje.
10:01 / 26.08.2007
link
komentarz (0)
Szyja mnie cos boli od wczorajszego wieczora.
16:02 / 25.08.2007
link
komentarz (0)
No to lodowka juz jest.
09:45 / 25.08.2007
link
komentarz (0)
Rozbudzono mnie prawie pol godziny przedwczesnie. Ale nie jestem spiacy (mimo iz dosyc pozno walnalem w kimpe). Przyzwyczajam sie :)
20:34 / 24.08.2007
link
komentarz (0)
A ten awans, to tak bardziej fakt, czy tak bardziej sciema? Bo jak fakt, to czemu by nie... w koncu co 1.5 to nie 1.25, a jak do tego dojda jeszcze nadgodziny, to w ogole niezle. No tym bardziej, ze robota w zasadzie taka sama.
16:35 / 23.08.2007
link
komentarz (1)
Zaskakujace, jak wiele (burackich) osobliwosci mozna spotkac w malej klitce. Kazdy jeden to prawdziwy unikat. Ale to ciamkanie przy jedzeniu i w ogole z otwarta paszcza... ze niektorzy podstawowych zasad higieny lub dobrego wychowania z domu nie wyniesli, to mnie strasznie razi.
19:34 / 22.08.2007
link
komentarz (0)
Goraco. Ale ujdzie. W koncu lepsze to, niz siedziec przed kompem w dwoch parach rekawiczek i wciaz miec skostniale palce.
17:08 / 21.08.2007
link
komentarz (2)
Costam rano mialem ochote napisac, ale czasu nie bylo. A teraz z kolei nie pamietam. Pamietam tylko na czyj temat.
17:39 / 20.08.2007
link
komentarz (0)
Jeszcze tydzien i kolejny etap.
10:25 / 19.08.2007
link
komentarz (0)
Idzie dobrze. Powoli, ale dobrze.
16:07 / 18.08.2007
link
komentarz (0)
Spac mi sie chce.
17:10 / 17.08.2007
link
komentarz (0)
28.05.2007
Co za weekend. Ledwo zyje, wszystko mnie boli, nie mam sily kompletnie nic zrobic. Ale zrobic musze dzisiaj pare rzeczy. Za to jutro z lozka sie nie ruszam, bo i po co? Zawalowiec wzial/dostal wolne na caly weekend i od czwartku chama nie widzialem. Jeden z kucharzy wczesniej juz odszedl (bardzo dobrze). Bosniak zjaral sie na sloncu i tak mu oczy spuchly, ze wygladal jak Egipcjanin, nic nie widzial i po dwoch godzinach pracy pojechal do szpitala. No a maly zboczeniec zlamal stope i niezdolny do pracy. Zapierdol co nie miara, jak zawsze 6 osob bylo w weekend, tak zostalem sam z jednym skurwielem. Lekko nie bylo, teraz sa efekty, ze na nic nie mam sily. Jeszcze 5 tygodni... niech ten czas szybciej uplywa.
17:47 / 16.08.2007
link
komentarz (0)
21.05.2007
Nie, zebym za malo zrzedzil, ale... za 6 tygodni stad wyrywam. Zalega mi jeden telewizor, z ktorym nie mam co zrobic. Nie mam jak go zabrac ze soba, nie mam jak sie oglosic, ze mam go na sprzedaz, nie mam kupca. No szkoda, bo dalem za niego 60 funciakow, wiec szkoda tej kasy. Ale jakbym mogl go zabrac, to bym zabral, bo tiwika tez mi szkoda... fajny jest. No ale zrzedzac dalej... zalega mi jeden tiwi. Dzis pozno skonczylem prace (jak co niedziele). Wracajac do domu, wysiadajac z autobusu, przechodzac przez ulice... patrze, a tu stoi jakies na oko ok. 20 cali na stoliku. Na ekranie karteczka "DZIAŁA! DO WZIĘCIA". Ok, do domu ze 150 metrow (bo za szybko wysiadlem o jeden przystanek - zrzadzenie losu), to biore. No ale mialem zrzedzic. Cholera, nie dosc, ze zmeczony po pracy, to mi jeszcze ktos takie zasadzki i pulapki wystawia na drodze do domu, zebym kolejne graty musial dzwigac. Jeszcze na jakims stoliku. Nieporeczne to do niesienia, odczepic na szybkiego sie nie da (a nie bede stal miedzy tymi smietnikami i grzebal przy telewizorze jakims, bo choc noc i ludzi ni ma, to wstyd jakos tak). No ale stolik na kolkach. No to popchamy. Nie, nie popchamy, bo skrzypi i halasuje bardzo, jeszcze mnie ktos zobaczy i wstyd bedzie (ja to mam glupie kompleksy). No to donioslem go do domu. Teraz dalej zrzedzac... nie jeden klopot na glowie, a dwa. Zostalo mi w Szkocji poltora miesiaca, mam na sprzedaz dwa telewizory, a kupca i zbytu zadnego. I co ja mam teraz zrobic?
A teraz zeby nie bylo, ze jestem maruda do entej potegi... laskawca byl nie tylko na tyle laskawy, aby opisac, ze dziala i jest do wziecia, ale rowniez zostawil reklamowke mala, a w niej instrukcja (no niech bedzie, w sumie zaden wysilek dodac cos takiego), przewod antenowy zwykly (niby nic takiego, ale z doswiadczenia wiem, ze przewody wszelkiej masci sie przydaja i ja zawsze zachowuje, bo nigdy nie wiadomo, kiedy sie przydadza, a czasami sie przydaja), pilot (w sumie tez niby nic wielkiego), ale w nim... uwaga - baterie! No na cos takiego sie zbyc... ja bym nie zostawil :P Z reszta ja bym za darmo telewizora nigdzie nie wyniosl nawet, bo sknera jestem :P
Hmm a teraz przyszlo mi tak do glowy... gdyby je tak oba do jakiegos second hand-u oddac... fakt, ze tam placa tyle, co kot naplakal, ale jakbym im zawiozl 25" Toshiba (co go kupilem za 59,99), 21" Hitashi (co go znalazlem za to, zeby sie nadzwigac) oraz monitor 15" cholerawieco, to moze tak za te trzy graty dostalbym lacznie z 60 funtow i wyszedl mniej wiecej na swoje. Trzeba pomyslec :)
A moral z tej opowiesci taki, ze kurde no... kiedy w Polsce bedzie taki dobrobyt, ze wychodzac z domu nawet do sklepu nie bede musial isc, zeby sobie przyniesc fajny telewizor, bo do smietnika blizej :)

Rano. Segregowanie zdjec nie zajelo mi wcale tak dlugo, jak od miesiecy sadzilem. Moze z godzine, a chyba nawet niecala. Bajzel byl tam co nie miara, no a teraz jest porzadek i dobrze jest :)

Wieczor. Niech sie ten koszmar juz skonczy. Siedze przed kompem, nie moge sie doczekac tego momentu, kiedy sie juz bede pakowal, kiedy bede wracal. Nie mam co ze soba zrobic, a za tydzien nawet nie bede mial i tego komputera. Nic nie bedzie. Zadnej muzyki, zadnego filmu, nawet gierki. Zostana mi tylko dwa telewizory, w ktorych i tak nic nie obejrze, bo nie mam anteny. Ja juz chce do domu!
11:13 / 15.08.2007
link
komentarz (0)
18.05.2007
To sa kurwa jaja czy co? Pierwsza zmiana: 10 - 16. Nastepnie 2 godziny przerwy, a pozniej 18 - do zamkniecia (ok. 22:30 - 23:00). Planowo znaczy sie. W praktyce pierwsza zmiana jak wyzej, nastepnie przerwa jak wyzej. Godzina 18, wrocilem do pracy, popracowalem 10 minut, a rudy skurwiel wyskoczyl, zebym szedl do domu, bo blablabla. Tosz kurwa widzial mnie przez te dwie godziny, jak siedzialem na jebanych kartoflach (bo padalo i nie bylo gdzie isc), wiedzial ze mam przerwe, nie mogl mi wczesniej powiedziec, ze koncze? I oto w praktyce zaplaca mi za 6 godzin od 10 do 16, nastepne dwie godziny w jakikolwiek sposob moglem rozdysponowac lepiej, ale po co? Jebani Szkoci, by ich chuj strzelil! Palanty jebane...

Z innej beczki. Ale kurde przyznac musze, ze wczesniej chyba nie widzialem "MKII" w wydaniu lepszym, niz automatowym (na pc emulowanym przez Mame). Ot tak wlaczylem, coby sprawdzic. Wersja z "MAT2" na PS2 wymiata. TV rozmywa pixele, a gra smiga jeszcze szybciej, niz na wyzej wymienionym Mame :) Tylko jeden jest mankament - ciezko sie przestawic do starego mortala na pada. Ale podejrzewam, ze i to da sie jakos opanowac :) A no i co najwazniejsze - kiedy juz tego dokonam, bedzie mozna niezle sie powyzywac na dwoch :D Jak za starych dobrych czasow na amisi, tyle ze teraz w najlepszym (jak dotychczas) wydaniu "MKII" :D
19:31 / 14.08.2007
link
komentarz (2)
Najbardziej niewdzieczna tapete na pulpicie mialem jakos w pierwszej badz drugiej klasie LO. Ale miejscowke na lekcji chemii pamietam po dzis dzien. Nie bylo zle. A skoro o tamtej sali chemicznej mowa, to pamietam, jak wyobrazalem sobie, ze ten wielki byle jak przywieszony tv spada nauczycielce na glowe.
19:13 / 13.08.2007
link
komentarz (0)
16.05.2007
A jakos tak mnie natchnelo, coby sobie zainstalowac (ino wylacznie celem sprawdzenia jak chodzi i jak wyglada) "Dark Messiah Might and Magic". Szczena opada. Moze nie chodzi najplynniej, jak to mozna sobie wyobrazic, ale chodzi calkiem niezle. Wyglada wysmienicie, a juz na samym poczatku gry, kiedy zadanie typu "przemiesc skrzynie" wykonalem podnoszac tenze obiekt i ciskajac go w male ognisko, kiedy zobaczylem, jak skrzynia zaczela plonac... miodzio :) Gierka zapowiada sie naprawde tlusto. Juz mi slinka leci. Cos czuje, ze w te wakacje odreaguje :) Na gg tylko beda sie zmienialy opisy z "Myrtana" na "Faerun" i jeszcze czort wie na co :) Lato 2007 mam zamiar spedzic w lasach i gorach swiata realnego, a kiedy sie nie bedzie dalo, to w lasach i gorach fantasy :D Ok, ide obczaic "Neverwinter Nights 2", bo wlasnie sie zainstalowalo :) Joł.
A bo zapomnialem dodac, ze poza wszelkimi rpg na pieca, czeka mnie jeszcze przeciez "Baldur's Gate: Dark Alliance 2" oraz pare innych hack&slash na PS2 :) A na pieca to jeszcze gdziestam po drodze zapewne "Morrowind" oraz "Oblivion", ktorego jeszcze nie mam, a koniecznie musze zdobyc :) A poki co mecze dalej "Might and Magic VI", choc trudnawy i nieco irytujacy.
12:26 / 12.08.2007
link
komentarz (1)
15.05.2007
Kurwa mac! Praktycznie rzecz biorac, obcy koles dzwoni do mnie z pytaniem, czy go przekimam. Lozko mam jednoosobowe. W mieszkaniu nie zyje sam, wiec go do innego pomieszczenia nie upchne, jak tylko do mojego malego pokoju. On twierdzi, ze moze nawet na podlodze spac. No dziwnie tak troche, ale dobra, pomyslmy. Odpowiadam "no to jak jestes pod moim domem, to wejdz i pomyslimy". Schodze na dol, otwieram, koles sie ledwo na nogach trzyma. Napierdolony w trzy dupy, caly brudny i poobdzierany z bagazem w postaci solidnie uszkodzonego roweru (ktory uszkodzil zjezdzajac po pijaku z gory). I co ja mam z nim zrobic? Uwalil mi sie na lozko (jak wczesniej wspomnialem caly utitlany jak fleja jakas). Nie wiem, odpalilem seans filmowy. Dziesiatki krotkich filmikow i reklam dla zabicia czasu, bo jakos nie za specjalnie wiem, jak takiego czlowieka zabawic (przy okazji samemu sie nie nudzac). Po jakims czasie zmeczenie go dosieglo i zaczal mi tu przysypiac. Dziesiata wieczorem, jedenasta, prawie dwunasta, a ten dalej siedzi, kiedy ja juz sam chcialbym isc sie myc i spac. Finalnie wreszcie go wyprosilem. Co teraz? Teraz wyziebiam maksymalnie pokoj, bo jebie jak w gorzelni, ogrzewanie wylaczone, wiec cala noc tu bedzie wypizgowo, myc sie bede w zimnej wodzie, bo Katja juz spi i budzic o ogrzewanie chyba nie wypada (przynajmniej ja sie staram ludziom najmniej wadzic zawsze, bo wiem jak kazda byle pierdola ze strony innych ludzi przeszkadza zawsze mnie). Sam juz nie wiem, tyle na ten temat.
23:15 / 11.08.2007
link
komentarz (2)
11.05.2007
Kilkanascie godzin temu jeczalem, ze "dzis ide spac wczesniej". To "dzis" to w sensie do wczoraj. I faktycznie czesc tego planu udalo mi sie zrealizowac. Wskoczylem do wanny cos chyba nawet przed 20-ta. Spac sie nie chcialo, wiec wlaczylem film. W trakcie filmu lekko mnie znuzylo, ale tylko lekko, wiec ogladalem do konca. Film sie skonczyl, znuzenie przeszlo. Ok, chwile pogram. Chwile pogralem. O kurwa, zrobila sie 23. Dobra, wylaczam. Wczesniej to wczesniej. Polozylem sie. Leze. I leze. I kurwa leze, ale nie zasypiam. Godzina minela, ja sie tylko przewracam z boku na bok. Jest prawie pol godziny po polnocy, moje "wczesniej spac" szlag trafil. Znaczy codziennie klade sie ok. pierwszej i dopiero wtedy sie motam z boku na bok tak z godzine. Ale co teraz? Spac jakos nie moge. No nie wiem no.

A w kwestii gry mialem wspomniec... kupilem komputer za mniej wiecej 700 funtow (w tym nie najlepsza, ale dosyc dobra karte graficzna), zeby grac w gierke, ktora odpalana byla chyba jeszcze na DOSie :D "Might and Magic VI"... interfejs drazni, brak muzyki powoduje odczucie... braku czegos, a grafika... grafika delikatnie mowiac nie zachwyca, ale mnie nie przeszkadza. Wychowalem sie na grach zbudowanych z czterech pixeli na krzyz, wiec nie mam zadnych rasistowskich pogladow mlodego pokolenia, ze jak gra nie wyglada jak najnowsze produkcje z konsoli next-gen, to zaraz jest kmiot. Ja sie moge cieszyc nawet z kwadratow na ekranie i graficzki 2d. Hitow takich, jak "Franko: Crazy Revenge", czy wspomniany wyzej/wczoraj "Moonstone" albo jeszcze wczesniej "MKII" do konca zycia nie zapomne. Co wiecej chociazby na podstawie mortali, to dwojeczka dla mnie spokojnie konkuruje z szostka. Dlaczego? Ano dlatego, ze obie czesci maja w sobie cos, to cos, co na zawsze zyje we mnie :) Calosciowo mozna ujac to w dwoch slowach - Mortal Kombat! Hehehe no ale wracajac do M&M (nie mylic z cukerkami/dropsami/drazami - co to w ogole jest te czekoladki, bo nie wiem, do jakiej kategorii je zaliczyc :P). Ta gra to moze nie bedzie dla mnie jakis hit. Nawet nie wiem, czy bede w nia namietnie gra. Wciagac wciaga, owszem... w koncu to erpeg, ale jesli fabula nie bedzie jakas wykwintnie interesujaca, czy inaczej ujmujac wazna dla swiata gry, to raczej odstawie ten tytul i zajme sie kolejna czescia, do ktorej podejde w ten sam sposob. W tym momencie... stracilem wene, wiec zaczynam nowy temat.

Raz, jeszcze w liceum chyba bylem, albo zaraz po. Raz wypalilem ziolo. Nie zaluje, bo chcialem. Chcialem po prostu ot tak sobie raz sprobowac. Podobalo mi sie, ale zarowno wtedy, jak i pozniej podszedlem do sprawy, ze ot po prostu jeden raz, sprobowac i wystarczy. Lata minely. Poznalem kolesia, ktory jara namietnie. Tak ze trzy tygodnie temu pytal mnie, czemu nie pale. Odpowiedzialem bez namyslu "nie wiem". Podsunal mi skreta, odmowilem. Podejscie mialem nadal takie samo, jak przed laty - nie negujac, ale i nie widzac potrzeby, spasowalem. Koles wiec wypalil sam. Jak po tym widzialem, jak wyglada, jak sie zachowuje... no to teraz poza "nie widzac potrzeby" rowniez neguje. Raz, choc bylo fajnie, wystarczy mi na cale zycie.

A tak na zmeczenie oczu wlaczylem ktorystam numer "SS-NG" (dokladnie styczen 2003), czyli zina poswieconego ś.p. pismu. Z artykulu o amisiach, screen z A500 podpisany "Miałeś 500 to byłeś guru na osiedlu (a dzisiaj trzeba mieć dres ;)". Zniszczyli mnie chlopaki, ale badz co badz taka prawda :D

Caly dzien zlecial w pracy. Mam dosc. Podczas podrozy powrotnej do domu wystapily pewne komplikacje z komunikacja miejska. Mialem tu ponarzekac i pomarudzic, ze na przyszlosc jak mam czekac 20 minut na autobus, to mi lepiej z buta isc, ze tyle czekalem zeby ten turban cholerny (wyzyc sie na niewinnym kierowcy najlepiej) podrzucil mnie tylko kilka przystankow i wyspiewal z pakolskim akcentem "diz iz de last stop maj frend!". Dobra, srac na to. Spacer przed snem dobrze mi zrobi (szkoda mi tylko tego czasu straconego).
10:49 / 11.08.2007
link
komentarz (2)
10.05.2007
Z kolei w kwestii gier fantasy, to na zawsze chyba juz najmroczniejszy pozostanie dla mnie "Moonstone".
17:46 / 10.08.2007
link
komentarz (2)
09.05.2007
O czym to ja mialem... ach chyba o doznaniach. Wiec w kwestii doznan czesto wazne jest nie tylko to, co pozornie najwazniejsze. Na przyklad tak jak te kilka lat temu marzylem o wyjezdzie w gory (nadal marze). I ten wyjazd, wlasnie odwiedziny niektorych miejsc, to mialo byc takie fajne. A nie bylo. Nie bylo, bo pojechalem z niewlasciwa osoba. Wniosek wiec z tego taki, ze owszem, moge sobie ubzdurac gory, samo w sobie miejsce dostarczy mi niesamowitych doznan, jednak musze pamietac, ze nie moge tam jechac z negatywnym bagazem, bo to mi wszystko popsuje. Moge jechac albo sam, albo z kims pewnym. I teraz tylko pytanie, jak lepiej? Sam nie bede sie na nikogo denerwowal, ale tez bedzie troche nudno. Z kims bede musial znosic jego/jej humory, ale wycieczka bedzie ciekawsza. W takich kwestiach nalezy wiec mocno sie zastanowic co i jak. Choc w moim wypadku ja juz akurat wiem, z kim planuje wyjazd. Calosc tekstu traktuje natomiast o tym, jak uzyskac doznania w pelni pozytywne i najlepiej, jak tylko mozna.
A teraz tak troche podobnie nawiazujac... dlaczego z tego ZOO pamietam w zasadzie tylko trzy miejsca? Cholera... potrzebuje nowej kotwicy, definitywnie, bo tamten port juz dawno zgubilem na mapie.

A jesli chodzi o mrok w calej sadze MK, to nie ma dla mnie nic mroczniejszego od "Get over here!" wykrzykiwanego przez Scorpiona w "MKII" :)
17:25 / 09.08.2007
link
komentarz (0)
08.05.2007
"Monty Python's The meaning of life" daje do myslenia.

Na podstawie making-of oraz paru trailerow do "Dark Messiah Might and Magic" musze stwierdzic, ze gierka wydaje sie byc smakowitym kaskiem. Tlusta rozgrywka, niezle efekty, zajebista fizyka, ze nie wspomne o wszelkich fatalach :D No bo chyba nie ma nic przyjemniejszego ponad wbicie przeciwnika na kolce, czy zamrozenie i rozbicie w pizdu :) W mortalach uwielbiam to czynic, w DMM&M tez mozna? Fajna sprawa, juz mi sie podoba :) Oj bede sie wydzieral "fatality" podczas gry, oj bede :D
17:55 / 08.08.2007
link
komentarz (0)
07.05.2007
Odpowiedzia zatem jest "Gothic". Wszystkie czesci.

"Clowns to the left on me, Jokers to the right,
Here I am, stuck in the middle with you..."

I biorac pod uwage fakt, iz ten jeden raz nie bylo zle, a co wiecej bylo dobrze, ze byloby jeszcze lepiej, gdyby nie moje badz co badz podejscie, nie nalezy sie zniechecac. Choc moje lenistwo czasem bardzo zniecheca. Ale wazne, zeby zrobic jakis riplej moze. Choc niestety przy uzyciu innych obiektow.

Znow przecholowalem z siedzeniem po nocy. Ale wszystko wygladaloby inaczej, gdyby... jeszcze 8 tygodni...
22:10 / 07.08.2007
link
komentarz (3)
Trąbal. Trąbal. Znowu?
17:46 / 07.08.2007
link
komentarz (2)
04.05.2007
Motyla noga! Ja tutaj juz miesiac mieszkam. A przede mna jeszcze dwa... biorac pod uwage to, co sie wydarzylo (badz nie wydarzylo) w ciagu ostatniego miesiaca, nie rokuje to dobrze na to, co sie wydarzy (badz nie wydarzy) przez nastepne dwa. I ja o tym wiem. Coz... zawsze znajda sie osoby, ktore maja cie w dupie.

"Pay it forward" zajebisty film. Motywuje nawet, choc jesli spojrzec w przeszlosc, to w zasadzie nic nowego. I to by bylo na tyle.
18:57 / 06.08.2007
link
komentarz (0)
02.05.2007
Jesli ktos tutaj jest winny, to chyba przede wszystkim ja. I to przez wlasna glupote, z ktorej choc doskonale zdaje sobie sprawe, ciagle dalej brne w gowno. To tak, jakby nie majac nog dazyc do kupna samochodu i slepo sie upierac na niego, dobrze wiedzac ze i tak nie bedzie sie nim jezdzic. Kurwa oprzytomniej czlowieku. Ze wszystkiego otrzasal sie bede miesiacami, wiem o tym. Trudno. Licze tylko na to, ze w Polsce bedzie mi latwiej dojsc do siebie.

Kolejny dzien w pracy, kolejna rana gdzies, z reguly na rekach, rece ktorejs. Dzis: prawa dlon, ostatni palec, na zgieciu. Od miesiecy wiedzialem, ze sie kiedys o te chropowate sciany pocharatam. No i kurwa stalo sie. Cale szczescie, ze nie mocno, lekko raczej. Niemniej jednak miejsce na dloni takie, ze czesto o cos nim dotykam przypadkiem, ze piecze. A jutro jak bede w goracym robil, to znowu bedzie szczypalo i pieklo, albo jak przy soli. Czy nie wczoraj pisalem o niszczeniu zdrowia i powloki cielesnej przez prace?

George Baker i "Little Green Bag". Kruca bomba dawno nie sluchalem tego kawalka, a przeciez tak go lubie :) A pamietam przeciez, jak nie dalej niz dwa miesiace temu codziennie gral dosyc glosno tuz przed wyjsciem do pracy.

Noca przegladam stare zdjecia. No przynajmniej wiem, co tak przykulo moja uwage. A niby tego nie lubie, a jednak. Choc w zasadzie jest to ciagle ten sam element. Nic sie nie zmienilo. Oprocz zdjec jednak natknalem sie na jakies swoje stare opowiadanie. Nie pamietam juz, ile lat temu je napisalem. Pamietam tylko, co mnie do niego zainspirowalo. Moze by sobie je jutro przeczytac? :) Oke, ide w kime bo rano nie wstane do tej syfiastej tyry.

A jeszcze jedno. Zmienilem tapete znowu na jakas glupawa. Co ukazuje mi sie pulpit, to mnie ta nowa rozbraja :D
22:17 / 04.08.2007
link
komentarz (0)
01.05.2007
No i zaczal sie maj. Kurwa... Jestem nie tu, gdzie mialem byc. Wlasciwie, to od jakiegos czasu wszystko sie pierdoli rowno. Coraz bardziej. Nic nie idzie tak, jak mialo byc. Jakas zla aura, czy jak? No nie wiem, zdaje sobie sprawe, ze tak moze byc jeszcze przez najblizsze dwa miesiace, choc w zasadzie juz niewiele moze sie dodatkowo zjebac. Ale zle moze byc tez i po tym czasie, a tego bym nie chcial. Moje myslenie wplywu na przyszle wydarzenia raczej nie ma, co najwyzej moze miec na moje samopoczucie. Bo ja musze pamietac o wakacyjnych planach, ktore za wszelka cene musze zrealizowac. Bo ja musze odzyc...

A najwiekszy problem tkwi w tym, ze... nawet nie wiem, jak to ujac.

Wracajac wczesniej do domu przypomnialo mi sie, jak na koszt firmy sie komorke doladowywalo. Po 2 - 3 razy w tygodniu konto bylo zasilane o 10 zl :) Kradziez? Zalezy jak na to patrzec. Oczywiscie... biorac pod uwage fakt, iz komorke nieczesto uzywalem w celach sluzbowych, nie powinienem jej doladowywac na koszt firmy. Kradziez wiec. Biorac pod uwage fakt, iz z kazdych raportow znikaly produkty wartosci przeszlo 100 zl, mozna ujac iz wyrownanie rachunkow w innej postaci niz wplyniecie kredytow na konto bankowe. Finalnie bledem bylo jedynie ociaganie sie w pewnej sprawie. Blisko pol roku. Trzeba bylo dzialac najdalej po 2 - 3 miesiacach, bo pozniej nic juz sie nie zmienilo. A o dzialanie az samo sie prosilo. Kurwa mac... Do dzis zaluje.

Idac dalej tym tropem... nie lubie zaczynac, nie lubie poczatkow. Moze dlatego tak ciezko czasem mi to przychodzi. Chyba chce przejzec kilka starych zdjec. Jednak dobrze, ze nie wszystkie usunalem. A i te liste mialem zrobic. Tylko cos sie nie moge zabrac od tygodni, miesiecy. Niedawno podrozujac autobusem lini Lothian doszedlem do wniosku, ze kurwa, no nie ma co tak pesymistycznie do pewnych spraw podchodzic. Opcji jest od chuja i troche. Ja nie wykorzystalem nawet jednego procentu (choc nigdy nie bedzie mi dane sprawdzic wiecej niz 5 procent), wiec nie ma co jeczec. "Look on the bright side of life", choc w tym wypadku w nieco innym kontekscie.

Prosze bardzo. Dzien pierwszy wolnego (jesterdej) to spanie do 13. Pobudka tylko dlatego, iz przyszedl esemes. Do 16 problemy z podniesieniem sie z lozka. Caly obolaly, palcami nie moglem nawet ruszyc, przekrecic sie na bok, czy cos. Wynik tygodnia pracy w Toby Carvery Edinburgh West. I tak do wieczora. Wieczorem, nadal obolaly, choc juz w stanie ruszyc sie do kuchni po cos do jedzenia, ruszyc sie pod prysznic, obejrzec jeszcze jeden film i spac. Dzien zlecial, uciekl, po prostu zeby odpoczac.
Dzien drugi wolnego (tudej) to spanie juz tylko do 11:40. Wystarczy, wyspalem sie. Czyli w tej kwestii wypoczalem. Dalej juz znacznie mniej obolaly niz wczoraj, nawet na zakupy bylem w stanie jechac. Ok, zyje, jest pozne popoludnie. Chwile pogralem dla zabicia czasu, obejrzalem film, kolacja, kapiel, godzina 22:00. Dobra, teraz moge korzystac z wolnego, bo wreszcie doszedlem do siebie. Moge? Gowno moge. Moge jeden film i w kime, bo rano do roboty. Nowy tydzien sie zaczyna. To nie jest zycie kurwa! Jakby nie bylo i tak nie mam za bardzo co w Szkocji robic, ale milo by bylo wolne przeznaczac na... no nie wiem, chociazby odpoczywanie na luzie, a nie dochodzenie do siebie, bo tego to ja odpoczynkiem nie nazywam. Co, takie odzyskiwanie sil przez poltora dnia to ma byc odpoczynek? To jest tylko naladowanie akumulatora, zeby moc jebac przez nastepny tydzien w tym syfie. 9 tygodni... kurwa no.

Niemcow nie lubie. No po prostu. Nie wiem, moze to tylko kwestia tego, co widzialem na filmach wojennych. Bo tak to raczej niewielu znam, a tych ktorych znam to co najwyzej nie lubie tak standardowo, jak kazda osobe (narodowosc obojetna), ktora dopiero co poznaje (bo ja to z natury nowopoznanych nie lubie). Ale niemiecki rap lubie. Niektore kawalki dobre sa :)

Kurwa zejdzie mi to poparzenie? Ja pierdole, na palcu blizna, na drugim pekniecie (na ktore mam juz pomysl, jak sie wreszcie po wielu miesiacach tego pozbyc, ale do tego potrzebuje byc bezrobotnym przez co najmniej trzy tygodnie - brzmi irracjonalnie, ale mam pomysl). Na rece slad po poparzeniu sprzed tygodnia. Na poczatku bylo rozowe, teraz jest czerwone od paru dni. I skora jakos tak sie jakby luszczyla na tym czy cos. Nie wyglada ani zle, ani dobrze. Ale chcialbym, zeby zeszlo. No co ja jestem ocalaly z obozu, zeby miec oznaczenia na rekach, zeby bylo wiadomo, gdzie pracowalem? Jeszcze mi tatuaz jebnijcie na nadgarstku "Le Monde", a na drugim "Toby Carvery". Jednak zeby nie bylo, ze tylko na szkockie firmy narzekam... jak robilem u Kulika (przez miesiac ledwie), to tez mialem cholernie rece zniszczone, dlonie dokladnie. Nie jest dobrze, kiedy czlowieka traktuje sie tak, jakby byl nic nie wart. Ze moze sie zniszczyc caly, poswiecic dla firmy za minimalna stawke (nieistotne juz, czy w zlotowkach, czy w funtach).

Na wieczor jeszcze troche muzyki. Golden Life - "Oprócz błękitnego nieba" chociazby. Lubie ten kawalek dosyc. Nawet mi pasuje. I pamietam tamta reklame piwa. Tez mi sie podobala. Ja chce w gory!

A moze by pojechac jednak do tego Amsterdamu?

Ta dziewczyna ma niezly glos. Co ja mowie... ona swietnie spiewa. Co prawda nie odtwarza, ale czasem to i lepiej nawet. Moglaby byc piosenkarka, a nie kelnerka. No ale tylko pod warunkiem, ze dawalaby koncerty nie dluzsze niz tak po 40 minut. Bo jak ja slysze cos wiecej ponad ten czas, to juz mam dosyc. I uwazam, ze calkiem obiektywnie oceniam jej talent, pomimo iz jej nie lubie.

I znowu skrzypia te deski za drzwiami. A w ogole, to po co ja o tym pisze? No wrocily france do domu i czlapia po przedpokoju, po tych akurat skrzypiacych deskach. Nie po tych, po ktorych ja chodze, ze wtedy nie skrzypia.

NLP uczy, jak zakotwiczac. Ale czy uczy tez, jak sie pozbyc kotwic? Wlasnie nie pamietam. Musze koniecznie ponownie przejzec te ksiazke po powrocie. Przejzec i oddac, bo nie ladnie tak dlugo trzymac. Ale zaraz, w koncu jak poszedlem oddac, to zostalem wystawiony, a to tez nie bylo ladne biorac pod uwage tamtejsze okolicznosci. Coz... nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. Tak wlasciwie, to czyja to wina? Chyba razem machnelismy reka. W sumie szkoda, nie?

No to sie doczekalem. Jednak wolalbym wczesniej. Lepiej bym na tym wyszedl.
11:35 / 03.08.2007
link
komentarz (0)
30.04.2007
Glupota kosztuje... wiele... funtow...

Co ty w myslach czytasz? To odczytaj poprawnie i zrob, co do ciebie nalezy.
23:06 / 01.08.2007
link
komentarz (0)
Kurde no co to za brunetka byla? Damn :)
12:49 / 29.07.2007
link
komentarz (0)
28.04.2007
Nie podoba mi sie takie nastawienie. Ani troche.

Kto to wszystko projektowal? No bo ja tutaj logiki nie widze. Kuchnia cala taka duza, a odplywu zadnego nie ma, albo jest jeden tuz przed wyjsciem (wiec w zasadzie roznicy juz nie robi), a do tego zapchany. A powinno byc co najmniej 5 odplywow albo i 6 jak na kuchnie tej wielkosci. A w mieszkaniach z tymi bojlerami w sypialniach? Buczy w nocy, spac nie daje, a jak zgasnie sie zepsuje (a psuja sie czesto), to przeciez by ktos musial z wanny na golasa wyskakiwac i biec do pokoju wlaczyc. Dlaczego nie daja tego w lazienkach, gdzie byc powinno, tylko w sypialniach. No totalny brak logiki i rozsadnego myslenia. A w kwestii oszczedzania (juz sie chyba tego czepialem kiedys na przykladzie cymbala albo innego patafiana z kuchni)... no przyszedl facet do sklepu i kupil trzy male Pepsi (3x0,5l=1,5l) placac tym samym cos przeszlo 2 funty brytyjskie. A ja kupilem 2 duze Pepsi (2x2l=4l) za 1,43 funta brytyjskiego, bo promocja na to, wywieszone na oknie duze rzuca sie w oczy. A nawet jesli nie promocja, to 1x2l=2l za rowniez 1,43 giebepe. Finalizujac ja dostalem 2,5 litra wiecej placac mniej. Ale na innych smieciach oszczedzaja kretyni pierdoleni.

Wieczorem padla pewna opcja. Calkiem niezla sie wydaje, wrecz sie kapke napalilem. I raczej nie tylko ja. Moj kamrat rowniez zaczal cieszyc jape mowiac "mogloby byc niezle". No bo by moglo. Trzeba przemyslec :) I zalowac kasy nie warto... fakt jeden weekend z 200 funtow by szarpnal, ale taka zabawa. Nalezy mi sie odreagowac, bo od miesiecy to o imprezach to ja co najwyzej slyszalem, a pracuje ciezko i nalezy mi sie tez troche luzu :)
00:09 / 29.07.2007
link
komentarz (0)
27.04.2007
Pare minut po polnocy. Gegungi wrocily do domu. Czekalem, bo na czynsz trzeba dac, to nie bede sie chowal, zeby nie bylo. Na czynsz dalem, jutro jeszcze dam za rachunki. Nie upomina sie, ale dam dla swietego spokoju, zeby za trzy dni nie przyszla i nie plakala o to, zebym nie musial jej ogladac czesciej, niz to absolutnie konieczne. Teraz tak... po paru tygodniach (bo tyle juz zlecialo) mieszkania tutaj wreszcie ktos postanowil mnie oswiecic na temat lokalizacji bojlera. Otoz mylilem sie sadzac, iz jest u rudej francy w pokoju. Bojler znajduje sie naprzeciwko mojego pokoju, w stajence tej nieporadnej Niemki. Stajence, bo kiedy tam wszedlem, to stwierdzilem, ze u mnie panuje wspanialy porzadek, ze balaganu to ja jeszcze nie widzialem wczesniej. Ale dobra, dostalem zaproszenie typu "przychodz i pukaj, jak chcesz ciepla wode" z uwzglednieniem "jak mnie nie ma, to po prostu wejdz i sobie wlacz". Coz... dobre i to. Nie moge brac prysznica w zimnej wodzie? Moge, tyle ze nie lubie. Nie umyje sie wtedy tak, jakbym chcial, a dodatkowo dostaje paskudnych skurczy, zwlaszcza w nocy, jak chce spac. Boli jak cholera. Nieprzyjemnie.

Z innej beczki. Dzis po raz pierwszy w zyciu sam zrobilem pranie (o kurwa!). Niewiele tego bylo, bo jakas mala ta pralka. W zasadzie nie, zeby to byl jakis wyczyn, ale jak sie nigdy nie korzystalo wlasnorecznie z pralki plus ma sie swiadomosc, iz nieodpowiedni program moze doprowadzic do skurczenia/zafarbowania/zjebania ciuchow, to taki pierwszy raz mozna uznac za maly sukces :) Nic sie nie skurczylo, nic nie zafarbowalo i nic nie jest jakies nieprzyjemne w dotyku (jak slady po proszu for egzampel). Choc moze troche za malo proszu wsypalem, bo poskapilem. Ale grunt, ze sie pienilo i najwazniejsze, ze sie wypralo. Tyle na ten temat. No moze jeszcze dopowiem, ze z glupich filmikow (typu borewiczowskiego), zapadla mi w pamieci reklama proszku do prania, a dokladniej tekst brzmiacy "ja nic nie piorę od 12 lat i chodzę cała upierdolona" z tym gestem pokazujacym "oto ja, tak wygladam, to mam na sobie".

"Commandos 2" wciaga, chyba za bardzo :) Kill the Nazi! All of them! Hahahahaha!

Cala ta sprawa wciaz nie daje mi spokoju. Choc izolacja od internetu, brak nowych informacji nie doprowadza mnie do szalu, wrecz przeciwnie - nie mam raczej nowych zmartwien. Bywaja dni, kiedy niemalze zapominam, jednak wciaz costam jeszcze jest w pamieci. Slowem chuje...
12:52 / 28.07.2007
link
komentarz (4)
25.04.2007
Zeby w ciagu tygodnia tylko 2 razy myc sie w cieplej wodzie... Kurwa! Ja chce ciepla wode! A pozniej mi przyjdzie ta ruda franca z rachunkiem za gaz... Z myciem naczyn potrafie wykombinowac... wsadze korek, upcham smieci do zlewu, naleje plynu, zagotuje wody w czajniku i wleje do zlewu wrzatek, doleje troche zimnej i mam calkiem ciepla wode wtedy idealna do naczyn mycia. Ale kurwa no do wanny sobie wrzatku przeciez z czajnika nie przyniose. A moze o to jej wlasnie chodzi, zebym z pindolem na wierzchu po mieszkaniu ganial? Cholerna Niemka... ide pograc w "Commandos 2"... trzeba sie wyrzyc na faszystowskim narodzie :P
21:27 / 26.07.2007
link
komentarz (0)
23.04.2007
Nie wiem, kurwa, czy to taki typ czlowieka, czy co. Czy to moze brak odwagi? No ja nie wiem, ale ja juz przewiduje. I nic nie chce z gory zakladac, ale swoje wiem. Pytanie wiec brzmi "tylko po co?".

Moze za bardzo czasem dramatyzuje i sam sie nad soba uzalam. W ostatecznosci wcale nie jestem taki zly i ciapowaty i w ogole. W koncu te kilka razy niewiele mi zabraklo do szczescia. A to niefortunne zrzadzenie losu, a to moja opieszalosc, a to z kolei jakis inny przypadek. Bo czasem trzeba pierdolic wszystko na okolo i po prostu robic swoje.

Odslonilem nieco zaluzje. Kurwa, ale te okna sa brudne. Umyc? Nie chce mi sie. Przez wiekszosc czasu i tak sa zasloniete, wiec ja ich nie widze. A sasiedzi? Mam w dupie, co mysla o lokatorze z naprzeciwka. Mnie tutaj za niecale trzy miesiace i tak juz nie bedzie, wiec moze i to nie jest szczytem estetyki, ale dbac o to lokum nie mam za bardzo zamiaru.

Co by nie bylo, to i tak chyba mi na lepsze wyszlo. Nie mysle tak bardzo o domu jakos. Jakbym zapomnial, o czym mialem myslec. Na dworze jest swietna pogoda. Gdybym byl w domu, to marzylbym tylko o tym, zeby wybic na jakis spacer, do lasu, czy cos. Ale nie mam co skwierczec, ze nie ma mnie teraz w Polsce. Czasy sie zmienily, wszyscy sie troche postarzelismy. Niby z kim bym sie mial teraz przejsc? Moi ludzie jak nie w pracy, to w szkole siedza, a jesli nie to, to i tak sa zajeci swoimi sprawami. To juz nie te czasy, kiedy wszyscy siedzieli bezczynnie na dupach i nie wiedzieli, co ze soba zrobic. Kiedy jedynym obowiazkiem byla szkola do 14 (a pozniej szkola od rana do wieczora raz na dwa tygodnie). Koniec beztroskich lat. Rzecz jasna zaraz po powrocie nie dostane na dzien dobry pracy, no bo i jak? Nawet pewnie nie bede szukal przez pierwsze kilka dni. Odpoczac chce i tyle. Ale nie mam co narzekac na to, ze jestem tutaj, a nie w Polsce, bo w Polsce i tak nie mialbym co ze soba teraz zrobic. Na checiach by sie skonczylo, bo ja taki jestem, ze sam nigdzie nie wyjde, a z kims... nie ma z kim. Jedyne osoby, ktore w zasadzie moglyby ruszyc dupsko z domu... dawno zerwalem z nimi wszelkie kontakty. Co wiec bym robil? Pewnie ogladal film za filmem, byczyl sie na fotelu i draznil siostre glupimi odzywkami. Ewentualnie z pelnym portfelem pozbywal sie hajsu na glupoty, byleby zrobic cos glupiego. A na to "Mayday" to chyba juz w zyciu sie nie wybiore, choc wybieram sie od lat. Ze o dwojce nie wspomne. Ziomek, przypomnij mi o tym, zeby w koncu na to wbic, kiedy tylko wroce :)
12:49 / 24.07.2007
link
komentarz (0)
22.04.2007
Coli z Tesco pic sie nie da. Jest tak paskudna, ze nie chce jej wiecej, nawet za darmo. Chociaz cena w wysokosci 21 pensow to faktycznie niewiele. Ale nie o tym mialem. Wczoraj zapomnialem napisac o przygodach, jakie mialem w nocy. Nie wiem, co sie dzieje, ale ostatnio ciagle cos zakloca moj sen. Grunt, ze sie wysypiam, no ale kurde... Jak nie jakies mewy nad ranem, albo dzieciaki za oknem, to ktos na klatce schodowej tak glosno chodzi, ze wszystko u mnie glosno slychac. Ale ostatniej nocy (z piatku na sobote raczej)... poszedlem spac o pierwszej, a ok. drugiej uslyszalem skrzypienie desek za drzwiami (ktos szedl do kibla), a nastepnie glosne wyproznianie sie przez gardlo. Niezbyt to przyjemne odglosy, wiec nakrylem glowe poduszka i jakos to wytrzymalem. Mniej wiecej godzine pozniej (tak na czuja) cos mnie suszylo. Otworzylem sok i przechylilem kartonik, zaspany nie myslac nawet o tym, ze tylko go przechylam bez nadstawienia nad jape. Pol litra soku wyladowalo na koszulce, gaciach i co najgorsze, srodku mojego jednoosobowego lozka. Wtedy sie obudzilem, moglbym sie wreszcie napic jak nalezy, ale juz nie bylo co. Ciuchy szybko zmienilem, a z lozkiem nie wiedzialem, co zrobic. Na podlodze spac nie bede, na koldrze tez sie nie poloze, bo zimno jak cholera i czym niby sie wtedy przykryje? Polozylem sie bokiem na brzegu lozka, pozniej zmienilem pozycje na drugi bok. Do rana tak sie nie dalo. Obudzilem sie wiec ponownie i wtedy bardziej rozjasnionym umyslem wymyslilem, aby na przescieradle polozyc recznik. Rano lozko o dziwo bylo suche, recznik tez. Grunt, ze jakos dospalem. Podsumowujac... cos sie dzieje chyba. Nie wiem co. Dwa razy w ciagu ostatnich kilku tygodni wyjalem jakis przedmiot skads i wylozylem na wierzch (nie wiem po co), a teraz przez sen zalalem cale lozko sokiem. Lunatykuje kurwa czy jak? Dobra, starczy wywodow. Przebieram pantalony i jade do roboty.
13:03 / 20.07.2007
link
komentarz (2)
21.04.2007
Odkad przyjechalem do Szkocji, wiele znioslem... bardzo wiele. No i pewnie jeszcze wiele zniose. Psychicznie w zasadzie to, co sie tutaj dzieje, to juz od jakiegos czasu potrafie olac totalnie. Miewam chwile slabosci, ale ogolnie sobie radze. Fizycznie jednak czuje, ze ledwo ciagne. Odkad przyjechalem... najpierw bolaly mnie stopy, bolaly tak bardzo, ze ledwo chodzilem. A byl to bol, jakiego wczesniej nie znalem, jakis nietypowy. Kiedy ta partia moich nog przestala mnie bolec, rozbolalo mnie prawe, a nastepnie lewe kolano. I znow mialem spore trudy z poruszaniem sie. To trwalo dosyc dlugo, ostatnio jakby przeszlo i znow moge chodzic na dluzsze dystanse. Oby to juz nie wrocilo. Jedziemy dalej. Jakis czas temu mialem problemy z lewym ramieniem. Nie moglem nim w ogole poruszyc. Zaczelo mi przechodzic, kiedy mialem bardzo malo pracy i wiekszosc czasu spedzilem nie poddajac sie wysilkowi fizycznemu z uzyciem lewej reki. W koncu bol minal, a mialo to miejsce nie tak dawno temu. Spokoju mialem raczej niewiele, gdyz od prawie dwoch tygodni czuje okropny bol w dloniach, a dokladniej strasznie bola mnie palce. Nie wiem, czy to od pracy (nie przywyklem do rzucania cholernie ciezkimi, zeliwnymi garnkami i noszenia ich chwytajac wylacznie palcami bez uwzglednienia reszty dloni), czy z jakiegos innego powodu. Faktem jest, iz bol jest dosyc nieprzyjemny. Nic sobie raczej nie polamalem, ani nie zwichnalem... nie mam opuchlizny, a palcami moge ruszyc, po prostu przez caly czas troche mnie bola.
Ok, dosc narzekania. Lubie to, lubie narzekac, sam nie wiem czemu. Albo moze nie tyle lubie, co nie mam kompletnie nic ciekawego do powiedzenia, a nie jestem z tych, ktorzy potrafia sie zamknac i nie odzywac slowem przez wiekszosc dnia. I choc sam twierdze, ze jak ktos nie ma nic ciekawego do powiedzenia, to niech lepiej sie nie odzywa (bo po co?), to sam nie potrafie sie do tego dostosowac.
Dobra, dosc pieprzenia. Pora na film. Obejrze z pol godziny i wale w kime. Zmeczenie po pracy daje sie we znaki, a rano znow pobudka. Joł :)
23:21 / 18.07.2007
link
komentarz (0)
19.04.2007
Do pracy na popoludnie. Skonczylo mi sie wszelakie picie, wiec bedzie trzeba sie wykosztowac. Promocja na coca-cole 2 for Ł2 w scotmidzie. Do tego chleb, bo sie skonczyl - 57p. Lacznie Ł2,57, chyba ze... wyszedlem z domu wczesniej. A co mi tam, nie mam co robic wlasciwie, to moge podjechac przed praca do lidla i zrobic koleczko autobusami. W koncu w lidlu 2 cole o tej samej pojemnosci kosztowac mnie beda 78 pensow, a za chleb zaplace rowniez o polowe mniej. Za podobny zestaw zakupow (tyle ze marki lidl) zaplace dokladnie Ł1,06, czyli o Ł1,51 mniej niz w scotmidzie. Fakt, ze Freeway Cola nie smakuje tak, jak markowa C-C, ale na dobra sprawe i jedno i drugie to gowno, wiec po co przeplacac? A jesli o chleb chodzi, to kazdy smakuje (nie smakuje) dokladnie tak samo gownianie, wiec tez nie ma sensu placic wiecej, niz to absolutnie konieczne. Enyłej obliczenia dokonane, motywacja jest, wyruszylem wczesniej w podroz. Wchodze do lidla... coli ni ma. Padla tylko kurwa z moich ust, zapakowalem trzy soki 50% (mniejsza oszczednosc, ale zawsze) i chleb. Zaplacilem prawie dwa funciaki, wiec finansowo zbytnio do przodu na tym nie wyszedlem, ale badz co badz soki lepsze od coli.
W pracy dzis sie wynudzilem. Robic mi sie strasznie nie chcialo i tylko czekalem na koniec. Jutro chyba piatek. Sam juz nie wiem, stracilem rachube. Chyba tak. W takim razie nudzic sie nie powinienem, cos sie bedzie raczej dzialo. A jesli nawet, to pogadam z jedyna (poza mna) normalna osoba w tej spelunie. A co, masz cos do tego, ze gadamy po polsku? Jak sie kurwa nie podoba, to sie naucz polskiego ciulu.
12:16 / 17.07.2007
link
komentarz (0)
17.04.2007
Wstalem, zrobilem pranie i ogolnie mialem plan wrocic do lozka na caly dzien. Jak odpoczywac to odpoczywac, ale w sumie w lozku tylko film dokonczylem. Teraz dzien zlatuje mi leniwie. Wczoraj zainstalowalem sobie "El Matador". Dosyc dlugo czekalem na te gierke, a finalnie... recenzja na enklawie (juz jest, badz dopiero bedzie).
Na razie tyle. Teraz moze film jakis. Joł :)

Dzisiaj telefon mi sie nie urywal. Co chwile jakies telefony, smsy. Juz dawno tak nie bylo. W sumie dobrze taka odmiana :) Jednak ludzie o mnie pamietaja czasem.

Na wieczor "Jarzębina czerwona". Dobry, stary, polski film wojenny. Jak na ironie moje wspollokatorki wrocily do domu i zaczely paletac sie pod drzwiami mojego pokoju w momencie, kiedy polska armia wzywala nazistow do kapitulacji w ich jezyku hehehehe. Ani mialem zamiaru przerwac ogladanie. Nie lubie ani Niemcow ani tych dziewczyn, z ktorymi mieszkam. Co wiecej, pare dni temu chcialem sobie zainstalowac "Call of duty 2", bo mnie naszlo na mordowanie wirtualnych nazistow, ale niestety nie mam seriala i sobie nie pogram.

Przede mna ciezki tydzien, wiec nie owijajac w bawelne ide w kime :)
00:28 / 17.07.2007
link
komentarz (0)
16.04.2007
Obudzilem sie po 13. Spalem dlugo, ale musialem odespac. Ostatnie dni byly dla mnie wyjatkowo meczace. A noc... znowu snilo mi sie cos ze szkola, front, wozny (what the fuck?), ale to z podstawowki. A dalej snilo mi sie, ze Aldona za mna radiowozem jezdzila po Great Junction Street i dyktowala mi 4 tematy referatow z biologii, ktore bede musial napisac, jesli chce zaliczyc jej przedmiot (jezyk polski). Krotko mowiac niezle popieprzony sen.

Dzien zlecial w sumie na niczym. Do 15 byczylem sie w wyrku ogladajac film, pozniej chwile pogralem, nastepnie udalem sie na miasto. Pogoda ladna, nad zatoka ladnie, ale jedzenie do niczego. Musze zapamietac, aby nigdy wiecej nie kupowac w fast foodach czegos, o czym nie mam pojecia. Tak zwana "supper pizza" to nic innego jak paskudne, niedosolone, oblane niesmacznym sosem frytki, a na nich jakis placek, ktory z pizza ma tyle wspolnego, co ksztalt. Na drugi raz wezme hamburgera... to chyba powinno byc tym, czym sie nazywa (tylko musze uwazac, zeby to byl "hamburger", a nie "supper hamburger", bo cholera wie co z tym bedzie... tak jak frytki do pizzy, tutaj gratis dadza zupe?).
00:17 / 16.07.2007
link
komentarz (2)
15.04.2007
Ugh... od czego by tu zaczac. Dzien byl parszywy. Dzis ciezko bylo mi sie za cokolwiek zabrac jeszcze gorzej, niz wczoraj. Zmeczenie daje sie we znaki. Ale dobra, pojechalem do roboty. W autobusie (na szczescie tuz przed wyjsciem, nie wczesniej) spotkalem tego calego Hraveoje czy jak mu tam jest. Nie lubie tego typa, jakis dziwak z niego, ale czasami chce mi sie smiac, jak go slysze, ten jego ton wypowiedzi udreczonego czlowieka z Bośni. Ow czlek postanowil mi zarzucic, ze pije trucizne (po tym, jak zobaczyl moje zakupy w postaci 2 butelek coli popularnej marki). Jak on jara, to wszystko w porzadku. Nie bede sie sprzeczal, nie bede komentowal. Ogolnie bylo ciezko, ale jakos szlo... jakos do czasu. Po poludniu przyszedl ten leniwy skurwiel Jamie i wtedy sie zaczelo. Niby jedna osoba wiecej, ale robic nie bylo komu. Bo przeciez najpierw trzeba polowe lodowki wpierdolic, pozniej sie bawic na wszelkie mozliwe sposoby, wyglupiac, oblewac ludzi woda i wtykac im kukurydze do uszu. Kurwa, kto to widzial, zeby tak "pracowac"? Oczywiscie tam, gdzie zabawa, tam ciagnie ludzi. Finalnie jak zwykle ja zapierdalalem za kilku, a oni sie bawili. Jeszcze krytyka, ze cos robie nie tak, albo cos... kurwa mam tylko dwie rece, placa mi nie lepiej niz jemu, z jakiej racji ja ma robic, a on nie? Ale co najlepsze, czym mnie rozjebal... costam zamruczal o tym, ze sie ziemniaki w piecu pala. Odpowiedzialem tak, jak Czumak pare miesiecy temu costam skwitowal prostym "trudno". Pare minut pozniej ten burak przylazl do mnie z pretensjami, ze sie te ziemniaki spalily... ok wiec sprawa wyglada tak. Ja mam zapierdol za trzech i nie wiem w co rece wsadzic, a tamten sobie pokrywka okragla rzuca po calej kuchni, bo plastikowe i fajnie lata. Jakby sie ten burdel palil, to tez by mi powiedzial, ze sie pali, a nie zaczalby gasic? A jeszcze bardziej tego chuja leniwego pojade, coby dac upust emocjom przed snem. Ja rozumiem, ze (z prymitywnego punktu widzenia, ale w koncu ten typ to cholerny prymityw) lapanie panienek za tylek jest normalne, kiedy jest sie facetem, ale zeby facet drugiego lapal za sutki, czy pchal mu palce do nosa/ucha... ten jelop jest popierdolniety do potegi moim zdaniem.
Dobra starczy o tym cieciu. Rano bylem tak zmeczony, ze zapomnialem zabrac ze soba klucze. Wrocilem w okolice domu i nie bylo zle... swiecilo sie swiatlo, wiec jeszcze nie spaly wpollokatorki. Ale tak... dzwonie - poczta glosowa. Dzwonie drugi raz (krocej) - dalej nie odbiera. Trzeci raz nie dzwonie (teraz), bo mi sie telefon rozladuje zanim w ogole bede mial okazje sie polaczyc (chyba faktycznie pora zmienic na nowy model). No ale dobra, nie ma tragedii, swiatlo sie swieci, mozna rzucac kamyczkami w okno, w koncu tylko pierwsze pietro, pogoda praktycznie bezwietrzna, nie bedzie zle. Chodze wiec i szukam... i szukam... i moge sobie tak do rana szukac. Ja nie wiem, w Polsce kamyczki chyba wszedzie sa, a tutaj nie ma. No i czym ja mam teraz rzucac w to okno? Przeciez nie butelka po coli :D A nie, mam! Przeciez guziki z Tobyego pokradlem (bo zawsze brakuje rano, wiec wolalem zajumac pare i miec dla siebie na kazdy dzien... wymienialne guziki w kurtkach, paranoja). No to tak, trzy guziki plastikowe, wywazone chyba w sam raz - nie za ciezkie, nie wybije szyby, nie za lekkie - doleca i stukna. Moze zanim napisze, co bylo dalej, opisze okolice. Jest chodnik, dalej ogrodzenie jakies (przez ktore wolalbym nie skakac po nocy), ogrodek i dopiero budynek. Co sie dzialo dalej wiec... rzucilem guziczek - stuknal. Czekam, czekam, reakcji brak. Rzucilem drugi - chyba go jednak gdzies powialo, bo nawet nic nie stuknelo. W tym momencie z moich ust padla "kurwa", a w glowie pojawila sie mysl "nie jest tak zimno, nie bedzie zle". Ostatni guzik, do trzech razy sztuka, polecial... pojawila sie w oknie ruda lepetyna. Uratowany, siedze i pisze na swiezo, bede spal w domu :)

Z innej beczki. Nienawidze niejasnych sytuacji! Byc moze juz o tym wspominalem (i to nie raz), ale nienawidze! Bardzo. Uwielbiam proste, konkretne "tak" albo "nie", ewentualnie dopuszczam "nie wiem", kiedy ktos musi sie dowiedziec. A zwodzenia nienawidze. Jak masz cos zrobic, to to zrob i nie odwlekaj w nieskonczonosc, bo do niczego dobrego to nie prowadzi.

Hmm sprawdzajac daty, to juz 11 dni nie mam netu, a nie bede mial jeszcze przez 11 tygodni. Obym tylko mial kurwa po co wracac za ten czas, bo ja nie chce w Szkocji zyc, a tym bardziej nie chce tu siedziec "bo tu lepsza kasa, a w Polsce i tak nie mam po co i dla kogo siedziec".
01:05 / 15.07.2007
link
komentarz (0)
14.04.2007
Alez ciezko zaczal sie ten dzien. Ledwo co z lozka sie podnioslem. W takim momencie perspektywa "za 13 godzin skoncze prace" nie dodaje sil. Fakt, poranek w robocie byl troche ciezki. Robota mi nie szla, bylem powolny i nie mialem na nic sily. Na szczescie po przerwie jakos to bylo i dotrwalem do konca. Jutro bedzie gorzej, w koncu niedziela. Tez maraton od rana do nocy, a przerwa krotsza. Po tym na szczescie dwa dni wolnego... musze odpoczac. Fizycznie oczywiscie. Psychicznie myslalem, ze depresja juz mi przeszla, ale kiedy tak siedzialem dzis na tej przerwie, ciezkie mysli znowu wracaly. Nie byly tak intensywne, jak jeszcze chociazby dwa tygodnie temu, ale calkowicie ich sie nie pozbylem. Moze potrzeba mi jeszcze czasu. Ten czas Toby jest mi w stanie zagwarantowac jak najbardziej. Praca od switu do zmierzchu, po ktorej marze tylko o tym, zeby sie wykapac i wskoczyc do lozka, a rano najlepiej nie wstawac. Ogolnie mogloby byc troche wiecej pozytywow, wtedy mentalnie czulbym sie wrecz zajebiscie (zwlaszcza porownujac z moim niedawnym samopoczuciem). Ale nie ma co narzekac, bedzie co ma byc, na wiele rzeczy nie mam wplywu, zwlaszcza siedzac tutaj, tym bardziej bez kontaktu.

Opisujac jeszcze watek dodatkowego zlecenia u Tonego... porobilem tam 6 godzin, kasa miala byc do reki, ale szerszen pojechal na nocne zakupy i tyle go widzialem. Wracajac jednak dzisiaj do domu, w pokoju znalazlem koperte z podziekowaniami. W srodku bylo 40 funtow. Spodziewalem sie mniejszej kwoty, wiec nie bede wybrzydzal, ladna stawke mi policzyl tym razem :) Ciekawe tylko, czy byl tak zajebiscie wdzieczny za pomoc, czy tez poruszyla go kwestia mojego narzekania na to, jak w Tobym niemalze w kazdym tygodniu trzeba sie wyklocac o zalegle godziny (bo rzadko kiedy ta firma wyplaca za calosc, z reguly ktos liczy po swojemu te godziny tak, ze zawsze gubi cos w okolicach 2 - 5 tygodniowo), a jak juz wczesniej wspominalem Tony tez zawsze dziwnie sie mylil w kwestii wyplaty nie doliczajac sie jednej godziny tydzien w tydzien w mojej pracy. Moze tez miala to byc zacheta na przyszlosc - ot jak bedzie mnie potrzebowal, zebym znowu przyszedl... i bez tego bym przyszedl. Nie wiem, co ten koles w sobie ma, ale jakos tak mentalnie go polubilem, ze chyba pomoglbym mu od czasu do czasu w pracy nawet za darmo. Oczywiscie jakbym nie mial co ze soba zrobic (jak np. wczoraj), bo w innym wypadku nie rzucilbym wszystkiego tylko po to, zeby pozmywac pare garnkow w jakiejs restauracyjce. Ostatnia opcja, jaka przyszla mi do glowy w kwestii wiekszej wyplaty, to to, ze facet po prostu nie mial drobnych, a ze nie wypada obciac tak o nawet o funta, to dal mi wiecej i tyle. Ale mniejsza o to, tez nie mam co robic, tylko po nocy rozkminiac kwestie "a bo mi dal wiecej niz powinienem dostac". Rano do roboty trzeba jechac, wstac musze jeszcze wczesniej niz dzis. Mam nadzieje, ze dzisiaj bede spokojnie spal, bo zeszlej nocy znowu jakies dziwaczne sny mialem... walka, ucieczka, klucz(e) ukradlem i sie spieszylem zeby z nimi dac dyla... a rano znalalzem kolo lozka porozkladane podelka dvd... pamietam, jak grzebalem w nocy w polce w lozku za czyms, ale za czym? Nie pierwszy raz mi sie cos takiego zdarzylo :/ Budze sie tak nieprzytomnie w nocy, grzebie gdzies za czyms szukam, nie poloze sie spac, dopoki nie znajde, a znalezc jak na zlosc nie moge, bo sam nie wiem czego szukam niestety. W koncu cos gdzies wyloze, a rano sie budze i "co to tu kurwa robi?" :D Dobra, dosyc rozkmin, ide w kime. Jutro (dzisiaj) ciezki, bardzo ciezki dzien. Joł.
22:02 / 13.07.2007
link
komentarz (0)
13.04.2007
Obudzilem sie dosyc wczesnie. Obejrzalem film, zrobilem pranie, teraz bedzie schlo z tydzien. Grzejnik maly, niewiele sie na nim miesci. Do tego caly czas zimny, bo ta ruda franca na mnie oszczedza i wylacza bojler, kiedy wychodzi z domu. Niewazne, ze ja tu jestem i moglaby zostawic wlaczony bojler. Sam bojler, przeciez wtedy nie musi sie nigdzie grzac. Nawet ja bym nie hajcowal u siebie dluzej niz godzine rano i wieczorem, bo tez musze za to placic, ale momentami ciepla woda by sie przydala, ogrzewanie tez (jak jest zimno, czy chociazby tak jak teraz - zeby podsuszyc troche to pranie, a dalej niech sobie schnie na zimnym).

Za godzine jade na miasto. Nie chce mi sie, a do tego jade troche w ciemno. Ustawilem sie z osoba, z ktora umawianie sie na cokolwiek to spore ryzyko. Dzisiaj ci powie "tak", a jutro "nie chce mi sie". Cala sprawa zajmie mi z 5 minut, podroz okolo godziny, ale szczerze mowiac to na powodzenie nie stawiam wiecej niz 20%. W koncu ustawilismy sie 2 dni temu, do tego czasu 5 razy mogl zapomniec, a 100 razy moglo mu sie odechciec. Jak to ktos powiedzial... temu czlowiekowi to nawet umrzec sie nie bedzie chcialo.

Kontynuujac watek... przebralem sie, wyszykowalem do wyjscia, za 5 minut chcialem ubierac buty. Wnet dostalem smsa, ze dzis nic z tego. Coz... jestem pelen podziwu, ze chociaz mu sie chcialo napisac i zaoszczedzic mi podrozy i wkurwienia.

Jest juz po polnocy. Ledwo zyje. Wycisk byl spory, w weekendy z reguly bylo troche roboty, ale dzisiaj zwalilo sie ludzi wiecej niz zwykle. Znajac przekornosc i zlosliwosc swiata wzgledem mojej osoby, nie dziwi mnie to. Teraz, kiedy odszedlem, pewnie bedzie tak co tydzien i ogolnie mialbym co robic kazdego dnia, pracujac mniej godzin niz w Tobym, a zarabiajac mimo wszystko wiecej. No ale dobra, juz mniejsza o to. Zaczalem o 18, skonczylem o polnocy. Troche dluzej mi zlecialo, niz sie spodziewalem. Liczylem na to, iz o polnocy bede akurat wchodzil do domu, bo przeciez rano trzeba wstac. Skonczylem pozniej, trudno. Kiedy dotarlem do przystanku, okazalo sie, ze ostatni dylizans odjechal jakis kwadrans temu, wiec czeka mnie spacerek. Ogolnie nie mialbym nic przeciwko, gdyby nie to, ze wlasnie bylem wykonczony po calym tygodniu pracy, gdyby nie to, ze piesza podroz zajmie mi wiecej czasu niz autobusem i wreszcie gdyby nie to, ze nastawiajac sie na powrot busem, a nie na autonogach, nakupilem zakupow w lidlu (lidl is cheaper!) i teraz musze taszczyc ten cholernie ciezki plecak. No ale dobra, wracam sobie wracam piechota, w pewnym momencie tak sobie mysle... no droga dluga, prosta, nudna juz. Moze jakies urozmaicenie, moze byc cos fajnego znalazl, w koncu piatkowy wieczor, albo noc nawet. I tak sobie rozmyslam... moze jakies 10 funtow, albo portfel nawet z pieniedzmi, a moze jakas bizuterie... nie wiem, bransolete/wisiorek/kolczyki, byle cenne, moze telefon jakis (nawet uszkodzony)... wnet co widze, doslownie trzy kroki dalej znalazlem, a prawie nawet wdepnalem... niewiele brakowalo, a klalbym na cala ulice "co za chuj tu nasral?!". Szybko odechcialo mi sie znajdowania czegokolwiek, skoro tylko na takie gowniane skarby moge liczyc.
05:49 / 13.07.2007
link
komentarz (0)
Bezsennosci ciag dalszy.
01:52 / 13.07.2007
link
komentarz (0)
12.04.2007
Poznym wieczorem, juz po pracy zadzwonil do mnie Tony. Potrzebuje pomocy na dzis wieczor i pytal, czy dam rade przyjsc. W Tobym mam wolne, a w domu nie za bardzo mam co ze soba zrobic. No moze odpoczac, bo jestem nieco zmeczony. Ale co mi tam. Zgodzilem sie. Wpadna za to jakies grosze, a ja nie bede sie nudzil. Choc moze odpoczynek faktycznie by mi sie przydal. Nie mam pojecia, kiedy nastepny dzien wolnego, a przede mna ciezka sobota i jeszcze ciezsza niedziela w Tobym. Tak czy owak raz sie zyje.
16:03 / 11.07.2007
link
komentarz (1)
11.04.2007
Ktos juz za cos takiego beknal. W Polsce ktos doszedl do takich rzeczy, w Szkocji nikt sie nie przejmuje. O co dzis zostalem poproszony w pracy? Zostalem poproszony o zerwanie etykietek z kilku produktow i wypisanie nowych etykietek. W sumie nowe od starych nie roznily sie niczym poza data. Sosy i inne takie zostaly wyprodukowane kilka dni temu, a ja dzis zastapilem etykietki mowiace, iz sosy sa z dnia wczorajszego i wazne do jutrzejszego, na takie, ktore mowia o dacie produkcji dzisiejszej i waznosci do pojutrza. Mniam.

Powoli ucze sie coraz wiecej rzeczy. Sa momenty, kiedy podoba mi sie moja praca, nawet bardzo (np. jak mi dali dzisiaj pieczareczki z Polski sprowadzane do krojenia), sa takie kiedy juz mam troche dosc (kiedy po 3 skrzynkach tych cholernych pieczarek marzylem o masazu karku i plecow), sa tez takie, kiedy trace wiare w siebie (jak sie robi zapierdol, ja nie wiem jeszcze wszystkiego, a ktos chce ode mnie to, o czym ja nie mam pojecia).

Podobala mi sie wczoraj reakcja kolegi. Przynioslem garnek z zupa, pokazuje mu to i tylko widze jak koles blednie od widoku i zapachu tego dania, z ledwoscia wyksztuszajac z siebie pytanie "co to jest?" :D
20:50 / 10.07.2007
link
komentarz (0)
10.04.2007
Co to jest bledne kolo? Bledne kolo to jest to, ze po pracy tak mnie suszy, iz z miejsca potrafie wypic litr soku jablkowego 50% z lidla. No moze ewentualnie na dwa razy... pol litra przed kapiela i pol litra po kapieli. A kiedy juz to wypije, albo raczej nazywajac rzeczy po imieniu "wyzlopie", to az mi sie niedobrze robi, brzuch pelny i ciezko isc spac, tak nieprzyjemnie. Ale i tak to nic w porownaniu z tym, co znajomy kiedys zrobil (opowiadal)... nachlal sie wodki, a po powrocie do domu tak go suszylo, ze wyzlopal litr mleka :D

Dzisiaj odpokutowalem. Niespodziewanie, nagle, nawet niechcacy... znaczy chcacy, ale nie byla to moja zasluga. Koles, ktorego przyjeli do pracy na zmywak najwyrazniej zrezygnowal zanim zaczal (nie on pierwszy i pewnie nie ostatni), wiec w ciagu dwoch godzin sprowadzilem znajomego do najgorszej restauracji, jaka znam. A niech ma prace... do niedawna nie mial nic, teraz bedzie mial az za duzo. Niech odrobi dolek finansowy :)

Po dzisiejszym dniu rece mam w troche podlym stanie. Pociete, jeszcze bardziej poparzone, obolale. Chyba zapomnialem o tym aspekcie pracy w Tobym, zanim do niego wrocilem. Ale moze to niekoniecznie gorzej? O ile tylko rany, ktore teraz nabywam sa ranami, ktore zagoja sie w ciagu kilku - kilkunastu dni po odejsciu z tej pracy, to jest to do zniesienia. Potrzebuje kasy i w tym wypadku bede ta kurwa, ktora dla paru groszy tak sie sprzeda...
02:17 / 10.07.2007
link
komentarz (3)
CV przebudowane, pierwsze mejle poszly. Co prawda nie spieszy mi sie jeszcze do pracy, ale wyslac nie zaszkodzi. Zwlaszcza, iz jedna oferta... moze nie tyle fajna, ale niezle platna. Na chwile obecna nie potrzebuje jeszcze pracy, wiec moge podejsc do tego na zasadzie, ze to ja dyktuje warunki. Jak sie komus spodoba, to mnie zatrudni, jak nie, to zadna strata dla mnie. Tyle :)
17:04 / 09.07.2007
link
komentarz (0)
9.04.2007
Pierwszy dzien za mna. W sumie fajnie godziny mi na dzis ulozyli... 10 - 18. Bez przerwy, 8 godzin i tak mi pasuje. Jutro czeka mnie bardzo dlugi dzien, ale szczerze mowiac spodziewalem sie takich codziennie. Jesli w kazdym tygodniu mialbym pare dni bez przerw i wczesnie bym konczyl, to by nie bylo zle. A jak wrazenia? No dzisiaj jeszcze nie narzekam. Fakt... syf jak dawniej, buractwo jak dawniej, smrod i paskudna robota. Pod tym wzgledem nic sie nie zmienilo. Paru rzeczy sie nauczylem, mniej badz bardziej przydatnych, lapki poparzylem i pocialem, a takze nasaczylem wspanialym zapachem cebuli, wiec wszystko w normie.

Na dworze troche zimno, siedziec w parku godzinami sie niestety nie da, chociaz jest wiele radosci. Ja sie lubie posmiac, a co.

Za drzwiami dziewczyny. Po powrocie nawet sie nie przywitalem. Sorry, ale wchodze do domu, wiem, ze siedza w salonie, ale drzwi sa przymkniete, wiec skoro izoluja sie przed pustym mieszkaniem, to ja tam ekstra zagladac nie bede, zeby rznac glupa i powiedziec "hi". Mnie to nawet nie na reke, bo ja nie mam ochoty ich ogladac. Jesli one wychodza z tego samego zalozenia, co i ja, tyle ze wzgledem mojej osoby, to mi to pasuje. Bez sciem, ja tu tylko mieszkam, z nikim gadac nie musze i nie chce.

Jestem uzalezniony. Niby juz lepiej, niby daje rady, bo to, bo tamto, ale nadal to samo...
23:21 / 08.07.2007
link
komentarz (0)
8.04.2007
Opcja: ognisko na plazy.
Stopien atrakcyjnosci: wysoki.
Start imprezy: po 20.
Trzeba bedzie wracac: przed 22.
Checi: bardzo chetnie.
Ale: rano do roboty.
Podsumowanie: droga w jedna strone potrwa dluzej, niz zabawie na imprezie.
Moral: czego oczy nie widza, tego sercu nie zal.
14:09 / 08.07.2007
link
komentarz (0)
7.04.2007
Nie bede sie czepial urody, bo ogolnie wiadomo, ze Niemki do najpiekniejszych istot nie naleza. Z reszta nawet gdybym trafil na wyjatek, to i tak z pewnych wzgledow nie bylbym zainteresowany. Niemniej jednak te dwie sa w ogole ble i bfuj i psie... kwestie lodowatej wody wydaje mi sie, ze juz rozgryzlem. Problem podobny do tego, jaki mialem wczesniej. Niemniej jednak te mieszkaja tutaj dluzej ode mnie, watpie, zeby nie wiedzialy w czym rzecz. Ja dyskutowac o tym jednak nie zamierzam z nimi. Wracajac jednak do tematu... osobiscie nie wyobrazam sobie polozyc sie spac chociazby bez krotkiego ochlapania sie nawet po calym dniu spedzonym chociazby nie wylazac z lozka tylko sobie bimbajac. A te dwie panie tak dbaja o higiene, ze po calym dniu pracy, kiedy wracaja do domu... ida spac. Nie wiem, najwyrazniej sa tak bardzo zmeczone, ze nie maja juz sily na prysznic, czy chociazby tak jak wyzej wspomnialem jakies opluskanie sie ekspresowe, coby brudnym nie isc spac. Ale... co mi do tego? Przynajmniej mi nie halasuja prysznicem wieczorami. Jak dla mnie, to moga sie w ogole nie myc, dopoki nie zaczna smierdziec... przynajmniej na rachunkach zaoszczedze.

Wczorajsze odejscie z pracy przebieglo calkiem spokojnie. Tony spodziewal sie, ze predzej czy pozniej odejde, a za ostatni tydzien zaplacil tyle, ile sie nalezalo (choc byc moze tylko dlatego, ze dopytal mnie ile godzin mialem). Jesli chodzi o reszte... cuntface pytal, czy bede za nim tesknil... kurwa jak za nikim innym. Umowilem znajomka na rozmowe z Tonym we wtorek, wiec chociaz tak moglem zadoscuczynic za ten wypadek z Tobym. Z rozmowy ze starym patafianem wywnioskowalem, jakby byl dosyc otwarty na przyjedzie kolesia, ale zobaczymy we wtorek.
Podsumowujac: o ile w Tobym (jak dotad) nauczylem sie kroic: pietruszke, sweed(a), kalafior, brokuly, a takze pare wyzwisk w jezyku angielskim, o tyle u Tonego nauczylem sie... obierac winogrona ze skory (sic!), skuteczniej obierac cebule, aby nie uronic lzy, w ladny sposob kroic papryke (to moze mi sie przydac).
14:11 / 06.07.2007
link
komentarz (0)
6.04.2007
Ja wierze w bieg wydarzen. Znaczy jesli cos sie wydarzylo i jest to spowodowane innym wydarzeniem, to nie stalo sie bez powodu. Ostatni bieg wydarzen wygladal tak: wczoraj myslalem o powrocie do Tobyego, bo u Tonego nic nie zarobie... z tygodnia na tydzien mam coraz mniej godzin. Dzisiaj piatek, a ten pajac odsyla mnie do domu i mowi, ze bedzie "quiet", zebym nie wracal na wieczor. Ma byc 6 osob, byc moze jeszcze ktos dojdzie, ale moja pomoc mu nie potrzebna na dzis. Pewnie, przyjmij jeszcze ze 3 Niemki na kelnerki, niech w 5 stoja i gadaja, bo we dwie to sie moga soba znudzic. Ten czlowiek nie traktuje mnie powaznie. Ale dobra, co dalej... wyszedlem z pracy i pomyslalem, ze zadzwonie do znajomego... ot piatkowy wieczor wolny, nastepnego dnia do pracy dopiero na popoludnie, wiec mozna gdzies wyjsc wieczorem. Dodzwonilem sie bez problemu (co w Szkocji rzadko mi sie zdarza, bo z reguly ciezko mi sie do kogokolwiek tu dodzwonic), okazuje sie, ze koles wlasnie wybiera sie do Tobyego, bo widzial ogloszenie na KP oraz na Kitchen Assistant. Na KP tam nie wracam, no fuckin' way, ale KA od biedy ujdzie. Z reszta w moim wypadku to i tak sciema, bo ja tam mialem byc chefem. Enyłej... szybka ustawka i pojechalismy. Na kuchni zmiany personalne... jakies 2 nowe geby, jeden z nich to podobno Polak... na zmywaku - nic dziwnego w tej knajpie. Co wiecej, koles niby jest gluchy... tez nic dziwnego w tej knajpie. Dobra, niewazne. Nie ma Chrisa, a szkoda... ten byl najbardziej w porzadku. Teraz zarzadca jest James, wiec nie bedzie juz tak rozowo. Wracajac jednak do tematu... Gadka krotka i tresciwa, od poniedzialku wracam do tego syfu na stanowisko chefa. A teraz kwestie moralne. Czuje sie zle. Czuje sie podle, choc nie zrobilem tego specjalnie, choc zrobilem to troche przypadkiem. Koles mogl jechac do Tobyego beze mnie, mogl tam dotrzec przede mna, a czekal na mnie, az do niego dolacze i razem pojedziemy. Pojechalismy razem, przyjeli mnie, jego nie. Jemu odmowili jakiejkolwiek posady, bo juz nie ma miejsc. Choc wydaje mi sie, ze i tak by go nie przyjeli, czuje jakbym odebral mu szanse na prace. A on nie byl nawet w takiej sytuacji, w jakiej ja... on jest bez jakiejkolwiek pracy (choc mial jedna, to rzucil przez wlasna glupote, zanim znalazl inna, trudno), niedlugo skoncza mu sie pieniadze... Znam go krotko, ale wydaje sie byc w porzadku. Teraz mam wyrzuty sumienia. Bede probowal sie go tam wkrecic caly czas, jutro bede probowal go wkrecic na moje miejsce do Tonego, ale czy cos z tego bedzie, to nie wiem. Cofajac sie jednak do samego poczatku... gdyby Tony nie dal mi dzisiaj kolejnego wolnego popoludnia, nie zadzwonilbym do Darka. Gdyby Darek nie wspominal o dwoch miejscach w Tobym, pewnie nie jechalbym z nim. Gdyby na starej kuchni nie wspominali mnie dobrze, odeslaliby mnie z niczym. Stalo sie, trudno. Od poniedzialku kazdy dzien bedzie dla mnie fizyczna i psychiczna meczarnia, ale w ostatnim czasie i tak mna nosilo, wiec z dwojga zlego lepiej sie meczyc i brac za to kase, niz meczyc sie i nie robic nic...
13:56 / 05.07.2007
link
komentarz (0)
5.04.2007
Relacje po pierwszej nocy... troche dlugo nie moglem zasnac. Mysle, ze to kwestia przyzwyczajenia do nowego lozka. Jest mniejsze, znacznie mniejsze od poprzedniego, nieco wyzsze i troche balem sie, ze z niego spadne, kiedy za bardzo sie przekrece :) W pokoju bylo strasznie zimno, a grzejnik mam w takim miejscu, ze wlaczenie go niewiele daje (prawie caly zakryty jest... lozkiem, wiec cieplo idzie gdzies w lozko, nawet nie na mnie). W koncu jednak zasnalem, lecz w nocy kilkukrotnie sie budzilem. No niewazne. Snow mialem wiele i to roznych. Pamietam jeden, calkiem fajny. Szkoda tylko, ze taki krotki. O, drugi tez mi sie przypomnial... cos bylo na lotnisku, chyba troche zrekonstruowana akcja sprzed paru dni, ktora przydazyla sie pewnej znajomej osobie. Hmm tylko ze w moim snie doszlo jeszcze do tego, ze Courtney Cox chciala mnie pociac nozem, wiec w samoobronie troche ja odepchnalem... prosto na rozgrzany piec. A... w pierwszym momencie to nie byla Courtney, tylko Magda G. ze szkoly sredniej, dziewczyna z ktora przez cala szkole zamienilem moze pare zdan. Ok, co jeszcze... jakis dzieciak postanowil bawic sie w lany poniedzialek i szlauchem skutecznie "nasaczyl" moj komputer woda, po czym ten dzialal tylko w pozycji ukosnej. W sumie kilka krotkich i niepowiazanych ze soba snow, takich bardziej macacych w glowie niz cos znaczacych, choc ten pierwszy byl takim, jakiego potrzebowalem :)

Zastanawiam sie, czy dralowac codziennie do pracy z buta, czy wykosztowac sie na autobus. W tym tygodniu znowu mam malo godzin, wiec jesli 3 dni pracy mam poswiecac na bilet, zeby jezdzic na nim 20 dni, to nie wyglada to rewelacyjnie. Teraz jeszcze jest swietna pogoda... cieplo, slonecznie, az przyjemnie sie idzie, jednak znam szkocka pogode i wiem, ze taki stan zbyt dlugo sie nie utrzyma. Lada dzien bedzie ponuro, zimno, wietrznie lub deszczowo. Tak czy inaczej... to jest teraz kwestia watpliwej wygody, jesli chodzi o dojazdy. Watpliwej, bo wystarczy mi wspomniec codzienne narzekanie na ludzi, ktorzy spowalniali posrednio mnie, kiedy dojezdzalem do poprzedniej pracy. No dobra, a w kwestii czasu wlasnie... piesza droga do pracy zajmuje mi jakies 25 minut. Jesli zdecyduje sie na autobusy, to bede musial wyjsc z domu zawsze tak, zeby byc na przystanku na te 3 - 5 minut przed przyjazdem autobusu. Nastepnie spedze w nim jakies 10 - 12 minut, po czym z najblizszego przystanku tez bedzie czekal mnie okolo 3 minutowy spacer do pracy. A i to nie wiem, na ktora godzine przyjade - czy tak, ze bedzie mi akurat pasowalo, czy 10 minut bede pracowal za darmo, badz tracil czas czekajac na rozpoczecie pracy. Niemniej jednak w najbardziej optymistycznym wydaniu droga do pracy z wykorzystaniem autobusu zajmie mi od 18 minut (3 + 10 + 3 + 2, bo z domu na przystanek tez trzeba dojsc) do 23 minut (5 + 12 + 3 + 3, bo przystanek byc moze jest dalej niz 2 minuty od domu). Krotko mowiac dla samej wygody chyba nie oplaca sie wywalac hajsu na bilet. A co wiecej codzienne spacery (przynajmniej w taka pogode, jak dzisiaj) dobrze zrobia dla zdrowia i powinienem po nich lepiej spac.

Na koniec moze jeszcze zart... kladac sie spac i slyszac jak ktos za drzwiami gada po niemiecku, czulem sie niczym Borat w siedlisku Żydów :D
13:26 / 04.07.2007
link
komentarz (0)
4.04.2007
W zeszlym tygodniu to chyba bylo. Rzucilo mi sie w oczy, ale podejrzewam, ze nie tylko mnie. Od razu mi sie Ubung przypomnial, kiedy goscia pierwszy raz zobaczylem. Czarny garnitur + biale adidasy. Coz... ja cala podstawowke chodzilem w dresach do szkoly, bo mi jeansy byly niewygodne, wiec i polbuty mozna czasem na sportowe obuwie zamienic. No ale czemu mi sie to przypomnialo... otoz ujrzalem idaca przede mna pewna kobiete. Garsonka, rowniez ciemna (granat badz czern), wszystko pasuje, torebka, spodnica... poza butami. Tym razem jednak to bylo chyba juz za wiele. No ja rozumiem Ubunga w czarnym garniaku i bialych adidasach, ale zeby ktos sie obnosil w ciemnej garsonce i... rozowych trampkach? Za wiele :)

Przeprowadzka przebiegla troche ciezko. Znaczy juz wszystko szybko szybko i jedziemy. Fakt... dlugo to nie trwalo, ale co sie zziajalem, to sie zziajalem przy tym. Nowe mieszkzanie... hmm ja tak mysle, ze jesli komus sie chce cos wynajac, to wypadaloby tam najpierw posprzatac. Widocznie nie kazdy mysli podobnie. Ja jestem troche niechluj, ale z tego co widze, to sie nie umywam do tych Niemek. Srac na to... o swoj pokoj dbac musze najbardziej, o toalete i kuchnie mam nadzieje, ze wedlug dyzurow. Reszta mnie nie obchodzi.

Widok za oknem moze troche przytlaczac. Ogrod jest, ale zapuszczony strasznie. Do tego calosc zabudowana dookola kilkoma blokami. Nie jakims blokowiskiem, ale po prostu zamknieta kondygnacja, wszystko niezbyt od siebie oddalone. Dobrze, ze mam zaluzje, bo nie chce, zeby ktos w oknie 20 czy 30 metrow naprzeciwko podgladal mnie, kiedy sie onanizuje :P

Dobra, zarty zartami. Przechodzac do finalu dzisiejszego dnia... mowi sie, ze sny, ktore snia sie podczas pierwszej nocy na nowym miejscu, spelniaja sie. To ja moze nie chce o niczym dzisiaj snic. Ostatnio zaczal sie u mnie sezon na dziwne sny (nie pierwszy raz z reszta). Standardowym tematem, ktory najczesciej sie powtarza, to szkola podstawowa. Zastanawiam sie, kiedy znow zaczna mi sie snic pozary... domow, mieszkan, smiglowcow, samochodow... Enyłej wczoraj mialem chyba jeden z dziwniejszych i glupszych snow w swojej historii. Snilo mi sie, ze bylem... kaczka. Tak, kurwa! Kaczka, taka jak na trzebnickich stawach, co to sie latem w wodzie pluska (szczescie w nieszczesciu, ze nie bylem kaczka podworkowa np. u sasiadki mojego ziomka z Koniowa hehehe). Tak czy owak nie bylem zwykla kaczka. Potrafilem gadac ludzkim glosem, a to chyba jest jakies osiagniecie, jak na kaczke. Potrafilem tez zamieniac sie cialem z innymi osobami (ludzmi). Znaczy na takiej zasadzie, ze ja stawalem sie ta osoba, a jej duch wchodzil w cialo gadajacej kaczki. Po co to wszystko? Po to, zebym w cialach innych osob rozwiazywal ich problemy, z ktorymi one sobie nie radza, bo nie potrafia, bo sie wstydza, bo jakies inne banalne i irracjonalne (jednak we snie niemozliwe do pokonania) powody. Coz... teraz przyszlo mi do glowy, ze moze ja za bardzo staram sie rozwiazywac cudze problemy, kiedy nie radze sobie ze swoimi? Tak czy owak nie chce, zeby dzisiaj mi sie cos snilo... nie chce zostac kaczka :)

Na koniec jeszcze ponarzekam. Czy w Szkocji nie ma normalnej wody? Jak nie wrzatek z kranu leci, to lodowata. Albo wyjatkowo szczesliwie dzis leciala chwile ciepla w temperaturze w sam raz. Nie za goraca, nie za zimna. Ale tylko przez jakies 30 sekund, po czym zaczela leciec lodowata. I myj sie w takiej wodzie...
PS. dla niewiedzacych, a zdziwionych... nie, nie moge sobie odkrecic wrzatku i zimnej wody, zeby wyrownac temperature. W Szkocji woda jest podzielona, owszem, ale krany tez sa podzielone. Tym samym co najwyzej moge sobie odkrecic i zimna i goraca, ale w dwoch osobnych kranach i na przemian przekladac rece czy inne czesci ciala to pod jeden kran, to pod drugi.

Dosc na dzis... ide spac, bo rano trzeba wstac wczesniej niz zwykle. O ile bedzie ladna pogoda, to spacer dobrze mi zrobi :)
13:14 / 02.07.2007
link
komentarz (0)
Bo ja nie lubie zadymy. Fuck you all ya cunts! -> do wszystkich zadymiarzy.

Kompletny zapis wkrotce...
02:03 / 04.04.2007
link
komentarz (1)
Zatem od jutra prawdopodobnie znow abstynencja na net. Tym razem przymusowa. Do kiedy? A do wtedy, kiedy to niemiecki najemca zorganizuje mi internet na moim wlasnym kompie.

Pora do spania. Pierwszy raz od wielu dni w lepszym nastroju. No w dobrym jeszcze nie, bo ot tak sie nie da przeskoczyc, ale w lepszym. Dziekuje.
20:45 / 03.04.2007
link
komentarz (3)
Wlasciwie... doszedlem do wniosku, ze wiosne lubie tylko krotkimi chwilami. Jak jestem w lesie, to lubie tak na 3/4. Jak na spacerze, to nawet na 4/5. Lubie, jak jest cieplo. Fizycznie lubie caly czas prawie, ale psychicznie to nienawidze chyba jednak. No tylko momentami lubie. A zimy z kolei fizycznie nienawidze, a psychicznie chyba tylko jednak wydawalo mi sie, ze nie lubie. Zima jest lepiej jednak...
17:34 / 03.04.2007
link
komentarz (0)
Dotrzymajcie slowa. Prosze.
15:13 / 03.04.2007
link
komentarz (0)
To wszystko po prostu siedzi w mojej glowie. I bedzie siedziec tam gleboko, dopoki ja bede siedzial w Szkocji, dopoki z czasem nie odzyje po powrocie. Oby mnie tylko calkowicie nie wypalilo.
02:07 / 03.04.2007
link
komentarz (0)
Boje sie. Caly czas. Bardzo. Wydaje sie, jakby kazdy dzien byl dla mnie ciezszy od poprzedniego. A jeszcze tyle dni przede mna. Pomoz mi...
01:16 / 03.04.2007
link
komentarz (0)
Psychicznie umarlem... albo raczej chcialbym tego.
19:53 / 02.04.2007
link
komentarz (2)
Przerwalem we wrzesniu 2003. Wrocilem ok. miesiaca temu, teraz skonczylem. Czas calkowity: 2841 minut. Czas poswiecony w rzeczywistosci: pewnie ze 3 razy tyle (nieudanych prob gra nie nalicza). "Desperados: Wanted dead or alive" skonczone :)
13:57 / 02.04.2007
link
komentarz (0)
Z sennika:
"Porcelana


widzieć: zapowiedź domowej sielanki;
upuścić: twoje szczęście wisi obecnie na włosku;
rozbić ją z premedytacją albo w gniewie: sam nie wiesz, jak ci dobrze;
znaleźć skorupy stłuczone: szczęście."

A jak ja przez pol nocy tluklem porcelanowe dzbanki (nie z premedytacja, przypadkowo), to to szczescie na wlosku to chyba wolne zarty. Bo szczesliwy ja nie jestem od dluzszego czasu.
04:12 / 02.04.2007
link
komentarz (0)
Mroczne dziedzictwo.
22:30 / 01.04.2007
link
komentarz (0)
Powinienem pierdolnac to wszystko. Wszystko!
18:50 / 01.04.2007
link
komentarz (2)
TERRORminator 404 - "Angry Man"... poza tym, ze lubie ten kawalek (dzieki ziomus), to idealnie nadaje sie jako amunicja do glosnikow na pakistany :D
06:13 / 01.04.2007
link
komentarz (0)
Znasz te akcje z filmow, z clipow, w ktorych koles budzi sie w srodku nocy, przerazony, idzie do kibla obmyc twarz woda, a kiedy spoglada w lustro widzi wrak czlowieka? Wiec to nie jest fikcja, to nie jest holiłódzka dramaturgia. Kurwa... 2,5 godziny snu, spokojnego snu. Nagle jakis sen, nie trwal dluzej niz kilka minut. W nim tylko jedno, a jaki efekt. Oddech plytki, serce napierdala mi teraz na dwa etaty, a ja boje sie isc ponownie spac.

Co dalej? Jesli to bylo cos wiecej niz sen, to... kurwa juz sam nie wiem. Boje sie...
03:32 / 01.04.2007
link
komentarz (0)
Konkretnie. Smet, ale dobry. Jesli tak to ma wygladac, to ja... a nie, mimo wszystko chce.
01:40 / 01.04.2007
link
komentarz (0)
I dziwisz sie, ze ja tak reaguje na twoj widok? Znaczy wlasciwie to sie chyba nie dziwisz, bo nie wiesz o tym nawet. Ale ja pod nosem swoje komentuje. No bo jak tu sie cieszyc, ze do kuchni wchodzi szurnieta osoba, ktora ma czasem dosc dziwne odpaly. Poza tym, ze odglos jej smiechu drazni moje uszy, poza tym, ze macha mi widelcem przed oczyma belkoczac cos tym swoim australijskim akcentem... ok, ale wrocmy do poczatku... jak zwykle to jest moja wina, ze ja z natury ludzi nie lubie.
00:13 / 01.04.2007
link
komentarz (2)
O kurwa... kwiecien sie zaczal.
13:38 / 31.03.2007
link
komentarz (0)
Cos czuje, ze dzisiaj bedzie... a sam nie wiem, co bedzie. Wkurwiony jestem.
01:12 / 31.03.2007
link
komentarz (0)
Sam nie wiem, po co to robie. Bynajmniej nie taki byl cel. Ok, po fakcie. Nie teraz, to nastepnym razem.
16:29 / 30.03.2007
link
komentarz (1)
S
00:00 / 30.03.2007
link
komentarz (0)
Niewiele mi brakuje... lepiej uwazaj.
14:52 / 29.03.2007
link
komentarz (4)
Bo dzis jest taki dzien, ze mnie nawet onet wkurwia...
14:39 / 29.03.2007
link
komentarz (0)
Najbardziej to brakuje mi chyba odwagi...
16:18 / 28.03.2007
link
komentarz (0)
1. Musze sie skontaktowac z Marcelim. Koniecznie. Zapamietac.

2. Bo winda sie dziwnie sypie (menu start nie dziala od wczoraj ani w ogole pasek szybkiego uruchamiania)...

x
jakieś sugestie?
Ja
format c:
x
dzięki
x
a coś na szybko?
Ja
format c: /q
Ja
:D
14:56 / 27.03.2007
link
komentarz (1)
Przepraszasz? Spierdoliles bracie, zobacz jakie sa konsekwencje. Przeprosiny nie odwroca, czasu nie cofna. Ludzie kurwa myslcie, co robicie, zanim to zrobicie!
02:18 / 27.03.2007
link
komentarz (0)
Pomysl, zanim zrobisz. A jesli nie... nie rob ponownie, bo to nie sa kurwa klocki Lego.
22:48 / 26.03.2007
link
komentarz (0)
Zawiodlem? Wytrzymajcie jeszcze... jeszcze trzy miesiace z hakiem... wytrzymajcie...
17:14 / 26.03.2007
link
komentarz (0)
Nigdy wiecej!
03:28 / 26.03.2007
link
komentarz (0)
"Rocky Balboa". Trzyma troche klimat starych czesci, wiec ok. Mniej ok, ze trzyma przez nawalenie wspomnien. Z jednej strony cos nowego zle, bo juz nie stary dobry "Rocky"... z drugiej strony stary schemat, to znowu odgrzewany kotlet. I tak zle i tak niedobrze w przypadku takiego filmu. Niemniej jednak dobry film (jak dla mnie... fana). Nie tak wzruszajacy, jak pierwsze czesci... wlasciwie chyba w ogole nie wzruszajacy, ale dobry. Lepszy od piatki. Dziekuje.
00:34 / 24.03.2007
link
komentarz (0)
Wino. W parku. Dobra rzecz. Cider dobry jest. U pakola drozszy, ale lepszy niz lidlowy. Tsss... cider :)
14:09 / 23.03.2007
link
komentarz (0)
Cholera... gdzie on sie podziewa?
14:07 / 21.03.2007
link
komentarz (3)
To sie napracowalem. Ale nie o tym zaczynajac... Drugi dzien trwaja prace buldozerczo-wyrywcze prawie tuz pod moim oknem. Oczywiscie... od 8 rano trzeba halasowac, jezdzic, uzywac co 5 sekund sygnalu ostrzegawczego, kiedy cofa sie duza maszyne. Ale to nie trwa dlugo... tak tylko do 9:40 mniej wiecej (akurat staram sie spac do 9:45). Pozniej cisza.

Ok, jedziemy dalej. Dzis napracowalem sie jeszcze bardziej, niz wczoraj. 2 godziny az. Tak wiec jestem w domu przed 13. Co slysze? Hindi srindi pakistani albo inne takie. Z gory cymbal wali basami, z dolu pakistanskie wycie. Zagluszyc swoja muza nie problem, ale ja chce odpoczac, a nie sprawdzac moc glosnikow :)

Z innej beczki. Blogi 16 - latek sa ciagle takie same. Przegladalem, jak mialem lat 17 czy 18 i takie byly. Przegladalem moze jeszcze skrajnie, jak mialem lat 19 i takie byly. Obecnie zawieje mnie przypadkiem na jakiegos obcego moze raz - dwa razy do roku. Ciagle takie same. Chyba prawidlowo? Mnie to obojetne. Ot watek sam nie wiem po co.

W szpitalu? Wczoraj czy przedwczoraj kumpel w szpitalu, dzisiaj znajoma. Co sie dzieje? A ze ludzie do restauracji nie przychodza, to co... klienci tez w szpitalu?
22:53 / 20.03.2007
link
komentarz (6)
Kawalek dnia: 2Face Idibia - "African Queen". Luzuje...
23:36 / 19.03.2007
link
komentarz (1)
Niedawno snila mi sie akcja zwiazana z LOTRem. Nawet niezly ubaw strzelac do orkow z obrzyna :D A nieco z innej beczki, choc ten sam temat... Gandalf mial racje. Moze nielatwo pogodzic sie z jego slowami, ale mial racje.
04:00 / 19.03.2007
link
komentarz (2)
Chcialbym cos napisac, ale nic mi nie przychodzi do glowy. I znow tlumacze sobie najprostszym "kwestia czasu".
03:30 / 19.03.2007
link
komentarz (1)
Dlaczego tak nas... mnie smieszy, jak jakis dziadek, albo jakis menel sobie tanczy na swoj sposob, w pojedynke, sam, przewaznie na jakims festynie albo cos. To, ze wykonuje ruchy, jakich nie zobacze na zadnej imprezie, to nie znaczy, ze nie umie tanczyc... umie na swoj sposob :) Ale czemu to jest takie zabawne? :D
23:16 / 17.03.2007
link
komentarz (6)
Ja
dzisiaj swietego patryka
x
no i?
x
Patryki to chuje

...i wszystko na ten temat.
03:15 / 17.03.2007
link
komentarz (0)
Zaiste... umysl dziecka jest piekny. To prawda.
01:31 / 17.03.2007
link
komentarz (1)
Mowi sie, ze czlowiek uczy sie na bledach. Ja taka wiedze przyjmuje bardzo topornie. Predzej ucze sie... owszem na bledach, ale cudzych. Dzis natomiast dotarlo do mnie, wlasciwie przypomnialo mi sie wydarzenie z przeszlosci. Mialo miejsce w dwoch przypadkach. W obu zalowalem. Do dzis troche zaluje i czasami sobie przypominam. A czy tak trudno bylo powiedziec "ok, nie moge miec o to pretensji", czy tak trudno bylo podejsc do sprawy na zasadzie stalo sie, nie odstanie, ale zdarza sie i juz. Dlatego tym razem nie chce popelnic ponownie tego bledu. Ucze sie topornie, owszem, ale jednak sie ucze. Ja... przetrzymam. Moze to po prostu kwestia czasu... tak czy owak glupota byloby tak po prostu teraz to wylaczyc. Jako artysta sam siebie bym skrzywdzil. Bez wzgledu wiec na okolicznosci... projekt jest najwazniejszy. Tyle na poczatek, a co dalej zobaczymy.
18:55 / 16.03.2007
link
komentarz (6)
Alez mnie ta reka napierdziela. Kazdego dnia coraz gorzej. Niedobrze :/
11:17 / 16.03.2007
link
komentarz (6)
Moze faktycznie pora konczyc, bo mi sie tu znowu zwierzyniec robi.
00:14 / 16.03.2007
link
komentarz (1)
Z reguly ludzie w takich sytuacjach odpuszczaja. Potrzebuja przerwy. A ja dzialam wbrew zdrowemu rozsadkowi na odwrot. Jakis jebniety z tym jestem. Easy holmes...
21:11 / 15.03.2007
link
komentarz (0)
Z glosnikow pierwsza plytka Feno. Klimat jest.
15:10 / 15.03.2007
link
komentarz (2)
Wiedzialem, ze bede tego zalowal... nie wiedzialem tylko, ze pozaluje tak szybko.
01:49 / 15.03.2007
link
komentarz (0)
Wiem, ze nie raz jeszcze bede zalowal tej decyzji, ale lepiej zalowac czegos, co sie zrobilo, niz zalowac, ze nic sie nie zrobilo, kiedy mialo sie ku temu okazje.
23:50 / 14.03.2007
link
komentarz (0)
O niektore sprawy nie musze pytac, o niektorych sprawach nie musisz mi mowic... nikt nie musi dostarczac mi zadnych informacji z tym zwiazanych. Ja po prostu to wiem. Mam taki dar, dostrzegam rozne rzeczy przez czas, wcale nie musze byc obecny... ja po prostu wiem. I wcale nie jestem z tym szczesliwy.
15:42 / 12.03.2007
link
komentarz (3)
PROLOG
Potrzebuje ochlonac troche od komputera, zmienic odrobine swoj styl zycia. Przemyslec pare spraw. Po prostu troche izolacji. Dlatego czas na przerwe...



DZIEN PIERWSZY
Dziala. Dziala i to bardzo dobrze. Pogoda dopisala. W zasadzie w moich planach bylo tylko isc na poczte, a wieczorem wyjsc z domu po raz drugi. Poszedlem na poczte, zagnalo mnie jeszcze dalej. Nie denerwowali mnie ludzie, nie draznil mnie tlok, przez ktory jak zwykle nie mozna bylo sie przecisnac. Pelen spokoj. Juz chyba sama swiadomosc, ze dzisiejszy dzien bedzie inny od reszty dziala luzujaco. Przyznam, ze troche zmeczyl mnie ten spacer. Padlo niestety znowu kolano. Chyba faktycznie dawno temu nabawilem sie jakiejs kontuzji, bo ilekroc troche pochodze (niewiele nawet), to juz mnie boli. W poprzedniej pracy bolalo mnie codziennie chociazby po przejsciu trasy dom - przystanek i spowrotem. W obecnej chodze malo, wiec nie odczuwam bolu na codzien, jednak wystarczy, ze pojde na miasto i juz troche boli. Obawiam sie, ze po calym najblizszym tygodniu moze bolec bardziej, ale nie mam wyjscia. Jesli chce mentalnie odpoczac od codziennosci, na bol fizyczny nie ma co zwracac uwagi.
Tak czy inaczej... do czego na razie doszedlem. Na zewnatrz jest pieknie. Nie jest to moje rodzinne miasto, ulubione miejsca itd, ale moze byc. Wietrznie, ale mimo wszystko cieplo i slonecznie. Dobrze jest.
Co jeszcze... przy okazji zawedrowalem do paru sklepow. Nie mialem do nich zagladac, ale skoro byly po drodze, co mi zalezy... spedzilem w nich zaledwie pare minut (i cale szczescie, ze nie wiecej, bo pewnie wydalbym majatek). Szlag trafil blisko 20 kredytow, ale wzbogacilem sie o Wu-Tang - "Collective" (sale Ł4.00)... chcialem kupic to samo w prezencie komus, ale tak sie sklada, iz byl to ostatni egzemplarz, wiec sorry ziomus, moze innym razem :) Droga kupna nabylem tez "The Star Wars Trilogy" w audio... cena rowniez nie byla wysoka, a oryginalny soundtrack ze starych czesci zawsze sie przyda. Majac dwie plytki w garsci czym predzej ruszylem do kasy, coby znowu czegos taniego nie znalezc przypadkiem, bo w rezultacie zostawilbym majatek w HMV. Jedziemy dalej. Wracajac do domu odwiedzilem pare spozywczakow. Pora na jakies zdrowe zarcie. Nawet nie patrzylem na ceny, bo z reguly mnie to zniecheca, a jesc tez trzeba czasem cos zdrowszego. Sa wiec jabluszka, bananki, pomidorki i papryczka. I nie mam zamiaru zalowac wydanych kredytow.
Konczac. Czuje sie dobrze. Nie myslalem nawet, ze juz po jednym dniu bedzie lepiej. Czasem po prostu trzeba oderwac sie od monotonii nie myslac o tym, co czeka mnie kazdego dnia, nie znajac tego na pamiec. Rzecz jasna nie wracam jeszcze z wygnania, nie ma mowy. Wrecz przeciwnie. Czuje sie dobrze i dopoki tak bedzie, komp bedzie mi sluzyl tylko do muzyki, 20 minut dziennie na mejle i jednego filmu na dobe. A w domu bede siedzial tylko w wypadku kiepskiej pogody (tudziez deszczu, wyjatkowo silnych wiatrow, badz pizgawicy niczym na Hoth). Pora na obiad + film i jeszcze jedno wyjscie, badz do spania. Dobrze jest.

Btw. tekst dnia...
"Nie płacz, dobrze? Będę płakał za ciebie, dobra?" - Employee of the month :D



DZIEN DRUGI
Powinienem walczyc ze swoimi lekami, a nie od nich uciekac. Jesli bede uciekal, wroca pozniej, wroca silniejsze. Jesli pokonam je teraz, nie wroca.
Fizycznie jestem zmeczony. Dzis po pracy odpuszczam sobie wszelkie spacery i inne takie. Prosto do domu, prysznic, spanie. Trzeba odzyskac sily na jutro.
Zastanawiam sie, kogo Revan spotkal na swoim wygnaniu. Czy spotkal kogokolwiek? Jesli tak, to kogo? Jak to sie na nim odbilo? Z pewnoscia wroci odmieniony.
Nie moge dac zamknac sie w klatke. Trzeba ciagle isc do przodu.
This playa is still in the game!
Najblizsze, na co powinienem czekac, to to, az sie zrobi cieplej.
Czasami mozesz kogos znac przez dlugie lata i wcale nie wiesz nic o tej osobie. A czasem mozesz kogos znac jeden dzien i masz wrazenie, jakbys znal te osobe od lat.

"-14 maja mamy okres wypowiedzenia... (...) co Emilio, zmartwiony?
-(...) /plum!/"
Dalsze przemyslenia na temat powyzszego... kiedy ja wypije ten caly zapas browarow? :D

Na miescie robi sie prawie tak ladnie, jak na Dantooine :)



DZIEN TRZECI
Sypie sie wiele dookola, jednak nie przejmuje sie tym. Najgorsze chyba w takich sytuacjach, to zaczac sie martwic, przejmowac, przestac trzezwo patrzec na swiat. Ja biore na spokojnie wszystkie mozliwe opcje i w kazdej staram sie znalezc dobre strony. Tylko taka filozofia pozwoli mi wyjsc z tego jak nalezy.

W kwestii izolacji od kompa... w dalszym ciagu dobrze mi robi.

Czasami mozemy rozegrac pewna kwestie bardzo dobrze, ale zawsze powinnismy sie zastanowic, czy aby napewno takie "bardzo dobrze", to bedzie najlepsze wyjscie. Spogladajac w przyszlosc moze okazac sie to zgubne. Powinnismy wiec czasem zastanowic sie nad nieco gorszym, innym po prostu wyjsciem z sytuacji, aby wszystko przebieglo spokojnie i bez oddzwiekow.



DZIEN CZWARTY
Szkocja uczy radzenia sobie z problemami kazdego rodzaju. Uczy tego, jak przyjmowac je na spokojnie i racjonalnie szukac rozwiazania.

Niekiedy los jednej osoby zalezny jest od innej, ktora nawet nie jest tego swiadoma. Ktora pewnie nie bylaby ucieszona, gdyby dowiedziala sie, jaka odpowiedzialnosc musi przyjac. Dlatego lepiej w takich sytuacjach, jesli juz nawet trzeba, to lepiej takiej osobie pozwolic pokierowac, a zarazem pozostawic ja bez wiedzy o konsekwencjach.

Jak zartowac, to zartowac. Wazne, zeby potrafic sie dostosowac do kazdego poziomu.
Tony: "Only two things smells like fish... and only one of them is a fish"
Ja: "You're wrong, Tony... third one is my hand"

Zakupiona niedawno sciezka dzwiekowa ssie. Niby tematy, niby utwory, ale kurde jakies wydanie w midi czy cos? Tak to jest, jak sie chce zaoszczedzic. Skoro kazda czesc z osobna byla po Ł13, to jak ja chcialem cala trylogie za Ł5? Enyłej... dobrze sie przy tym spi :)

Nowe opcje, nowe mozliwosci. A jednak... nie wiem, co robic. W przeszlosci nie mialem takich dylematow, zawsze na luzie podejmowalem decyzje. Teraz nie potrafie. Wiem, ze sam kreuje swoja przyszlosc, ale jest ona dla mnie nieznana. Dlatego chyba slusznie pozostawie decyzje na moj temat osobie obcej, ktora nie bedzie sobie nawet sprawy zdawala, jak jej "tak" badz "nie" wplynie na moje dalsze losy.

Kawalek na noc: "Stuck in the middle with you".



DZIEN PIATY
Dzisiaj nie wiem. Nic nie wiem, co dalej. Nastawiony jestem na powrot. Nie z wygnania, ale do kraju. Tylko czy bede potrafil sie odnalezc po powrocie? Jeszcze kilka dni mam na podjecie decyzji.

Zmiany moze nie zawsze przyjemne, ale chyba jednak wyjda mi na dobre. W koncu przeciez kazdego dnia czuje sie lepiej, niz jeszcze chociazby tydzien temu. Dlatego raczej do kompa jeszcze nie wracam. Ot tyle co teraz... mejl, film, muzyka, koniec.

Zaczynam widziec swoja przyszlosc, co moze sie wydarzyc, jesli tu zostane. Jak moze potoczyc sie moja przyszlosc, jesli zamieszkam z ta ruda franca. Znaczy nie... ogolnie na poczatku chyba tylko jej nie lubilem. Od jakiegos czasu widze, ze ma bardzo podobny charakter do mnie. Olewa te pizdy, jest niemila do nich i robi troche na odwal sie to, czego nie trzeba robic na cacy. Jako taka bratnia ignorantka innych w miejscu pracy jest ok. Ale mieszkac z nia? Moze najpierw zastanowie sie, czy zostac, czy wracac.

Jak czlowiek jest glodny, to sie zakasek potrafi nawpierdalac rowno. A te buleczki wlasnej roboty maslane solone zajebiste. Najpierw takie bezsmakowe, nastepny kes to az odrobine za slone, a ostatni kes to taki smak w gebie, ze sie chce nastepna. Co jak co, ale zimne piwko po nich smakuje jeszcze lepiej :)

Kto wymyslil niedostepnosc uzytkownicza? Niewazne... gg, skype czy w tym wypadku o2. Dzwonie i nic... poza zasiegiem. Damn.



DZIEN SZOSTY
Ludzie w UK (z reszta nie tylko w UK) maja cholerny zwyczaj cos zaczynac, a nie konczyc. Pierwszym przykladem byl ten gay-friendly David, ktory to jako tako sie kontaktowal na poczatku w sprawie pracy, a pozniej ani na smsy nie odpowiadal, telefonu nie odbieral, po czym go wylaczal. Teraz jest calkiem podobnie... Na smsy zadnej odpowiedzi, telefon nie odpowiadal tylko raz, a nastepnie wiecznie poza zasiegiem, albo jak dzis, wylaczony. What the fuck? Nie chcesz, to powiedz, czy to takie trudne? Pieprzeni wyspiarze (czy chuj wie, skad sie taki ktos urwal).

Wlasciwie czego ja sie spodziewalem? Ze ot tak nagle wszystko odmieni sie na lepsze? Czasami po prostu chyba za bardzo mi zalezy. No bo jak mi nie zalezy na czyms, to czesto samo przychodzi, a jak mi za bardzo zalezy, to nie wychodzi. Moze lepiej czasem odpuscic, wiesz? Nie da sie tak na sile. A do szczescia niewiele teraz potrzebuje. Moze jakis miesieczny urlop, odpoczac od pracy, obejrzec setke filmow, napic sie piwa z przyjaciolmi. Mysle, ze to mi dobrze zrobi, nawet bardzo dobrze. Zadne tam pieprzenie na gg, czy skype. Chcesz pogadac, to sie spotkajmy. Jest piekna pogoda, wyjdzmy gdzies i pogadajmy. A jesli jest brzydko, od czego mamy te nasze malomiejskie speluny, czy chociazby w domu posiedziec przy browarku, albo bez? Dosyc mam gadania online. Online gadam od miesiecy i mysle, ze w zupelnosci wystarczy.

Teraz skupiam sie na tym, co jest przede mna. Wroce, zostawie troche kasy w empiku, zaplanuje dalsze miesiace. Miesiac odpoczynku mi sie przyda, moge w tym czasie na luzie szukac pracy. Poprzegladam oferty, powysylam pare zgloszen... z reguly i tak odzywaja sie dopiero po miesiacu, wiec w sam raz. Rozplanuje sobie troche maj, kiedy powinno byc juz cieplo, rozplanuje lipiec i te od lat odkladane gory. A jesli sie uda, to wspolnie pomysle nad jakims filmem z jednym ziomem, zlozymy cos do kupy razem i zaczniemy zabawe nad nowym projektem :)



DZIEN SIODMY
Jakby tak spojrzec na moj fizyczny stan zdrowia, to az koniecznym jest, abym wracal. No bo... troche pochodze i zaraz mam straszne bole w kolanie. Porobie cos, albo i nie porobie (praca/wolne), a nie moge reka ruszyc. Znaczy podniesc nie moge. Cale to lewe ramie mnie boli te. To, ze kazdego dnia ospaly, to nic nowego akurat. No ale to kolano, to ramie. Niedlugo sie do niczego nie bede nadawal, jesli nie zajrze do jakiegos lekarza.
Psychicznie tez bywalo tutaj roznie. Przewaznie na gorsze. Oczywiscie... kiedy pomysle, ze moge teraz calkowicie sam sie utrzymac, sam zyc, jest to cos jakby takiego... no podbudowuje mnie mentalnie, wiesz? To jest chyba ostatni z mozliwych awansow mentalnych, o ktorym nawet nie myslalem. Costam sobie pracowac kazdego dnia, costam sobie jakos zyc, niewiele odkladac, ale miec na utrzymanie i zyc powiedzmy tak, jak bym chcial. Bo... jesli wrocilbym do domu, to by bylo po staremu. Jestem tego pewien. Oczywiscie, ze jak sie wspolzyje z ludzmi, to nie mozna myslec tylko o sobie. Ale w tej chwili na przyklad ide na zakupy wtedy, kiedy potrzebuje, a nie wtedy, kiedy ktos mnie wygania. Wynosze smieci wtedy, kiedy widze, ze worek jest pelny, bo ja go zapelnilem, a nie bo go ktos zapelnil i komus przeszkadza. Ide spac, o ktorej chce (ograniczane przez prace/zmeczenie), a nie, o ktorej komus przeszkadza, ze jeszcze nie spie.
Zmierzam do tego, ze zyjac na wlasna reke, nikt nie bedzie mi trul w prywatnym zyciu, nikt nie powie mi co moge, a co nie moge. Jednak caly czas bede tez skazany tylko na siebie, bez najblizszych, ktorych zostawilem daleko stad, bez przyjaciol, bez moich ludzi.
Niewatpliwie latwiej byloby podjac mi decyzje, gdyby perspektywa "zostaje" wiazala sie z okresem trzymiesiecznym, a nie szesciomiesiecznym. Jesli zdecyduje sie na wynajem mieszkania, to musze tu siedziec kolejne pol roku. Musze, albo inaczej bede odrabial przez 4 miesiace ten cholerny depozyt. Jaki wiec jest sens siedziec tutaj 4 miesiace, zeby wyjsc na zero po tym czasie? Chyba nie ma. Jestem... Chyba jestem nastawiony na oba rozwiazania. Znaczy mam na mysli, ze jesli zostane, to ok... bede zadowolony, bo na wlasnym, bo czegos tam sobie dokonalem, pelne usamodzielnienie, bo robie co chce, bo mi nikt nie truje dupy. Ale bede tez kazdego dnia klal, ze mialem dobra okazje do powrotu i tego nie wykorzystalem. Z kolei jesli wroce, to wiem, ze bede narzekal, iz mialem okazje na zarobienie jeszcze jakiejs kasy, usamodzielnienie sie, a poszedlem na latwizne, bo mi bylo zle z dala od domu. Ale bede tez szczesliwy majac to, za czym tak bardzo tesknie od dlugich miesiecy. Racjonalnie patrzac na to wszystko chyba najlepiej byloby jednak zostac. Nawet, jesli to bledna decyzja... wrocic moge, jak nie teraz, to za pol roku. Ale jesli teraz wroce i tego bardzo pozaluje, to nie bede mogl ponownie przyjechac ot tak sobie. Sam nie wiem... wlasciwie to chyba niewiele wystarczy, abym zdecydowal sie na jedno, badz drugie wyjscie. Wystarczy mi jedna podpowiedz... ktokolwiek chyba niech mi powie "wracaj, to costam cos" albo "zostan jeszcze, bo costam".
Kiedy pomysle, jaka prace tutaj wykonuje... nad czym ja sie jeszcze zastanawiam? Nie jestem kurwa, zeby tak sie sprzedawac za kase.
Kiedy pomysle, co czeka mnie w domu po powrocie... kazdego dnia pomaganie tak bardzo niesamodzielnej matce, ktora jakos potrafi o siebie zadbac, ale zawsze tylko do czasu, kiedy ma kogos do wysluzenia sie... ze wroce i znowu bede mial wszystko robic nie po swojemu, bo tak i juz. Ja nie chce schodzic do piwnicy po kartofle i przebierac z mysla "ten jej sie nie spodoba". A chyba to mnie czeka za pare lat... Adam, Adaś...

Mysle, ze najwieksze wydarzenie tego roku bedzie mialo miejsce w lipcu. Od lat przeciez planuje jakis wypad w gory, zeby odpoczac. Na razie udalo sie raz, a i to nie do konca. Pojechalem jednego dnia, drugiego wrocilem. Pojechalem z najbardziej marudna dziewucha, jaka znam. 30 sekund przyjemnosci, kiedy pogapilem sie na gory, 2 dni udreki. Mimo wszystko... piekno gor bylo tak wspaniale, ze bylo warto. W tym roku chce jechac z ludzmi, ktorych znam dluzej, po ktorych wiem, czego sie spodziewac. Oboje to marudy na swoj sposob i czasami trudno z nimi wytrzymac, ale to moi przyjaciele, z nimi bede czul sie najlepiej, z nimi odpoczne. I oby tym razem ten wypad wypalil, bo inaczej znowu pochlonie mnie ciemna strona i bede trzaskal blyskawicami.



EPILOG
Wiele rzeczy zrozumialem, do niektorych spraw zmienilem podejscie. Czuje sie lepiej. O wiele lepiej. Czasem trzeba wyjsc z domu bez celu, nawet jesli nie ma nikogo do towarzystwa na jakis bezcelowy spacer. Czasem trzeba sie po prostu przejsc po okolicy, zeby nie robic tego, co robimy na codzien. Dzieki temu moge osiagnac spokoj ducha, zrozumiec bardziej roznice wynikajace z jasnej i ciemnej strony. Dostrzec konsekwencje obrania kazdej ze sciezek. Innych ludzi nie jestem w stanie zmienic. Sa, jacy sa. Moge zmienic tylko siebie. I to wlasnie chyba jest najwazniejsze... pracowac przede wszystkim nad soba, a dopiero pozniej nad tym, co mnie otacza.

Z wygnania wracam odmieniony. Wracam na jasna strone. Owszem, zboczylem na ciemna, ale czasem trzeba uczyc sie nie tylko tego, co dobre, ale i tego co zle, aby w przyszlosci byc bardziej odpornym na takie cos.

Wracam bogatszy o nowa wiedze. Wracam na gmaila, wracam na nloga, wracam na gg. Ale nie znaczy to, ze bede siedzial online 12h/dobe. Moze i bede w sieci, ale teraz musze nauczyc sie z niej korzystac z wyczuciem... gg moze i byc sobie wlaczone, ale ja nie musze z niego korzystac.

Dzis znow piekna pogoda na dworze. Az sie prosi, zeby gdzies wyjsc... i szczerze mowiac, wcale sie nie musi dlugo prosic. Zawijam sie stad wkrotce...
01:04 / 06.03.2007
link
komentarz (1)
Revan, aby nie sciagnac cierpienia na bliskich, udal sie w samotna podroz w nieznane. Ja rowniez z pewnych wzgledow udaje sie na wygnanie. I nie powiem, jak Gandalf "wypatrujcie mnie piatego dnia o swicie". Musze udac sie do miejsca, do ktorego tylko ja mam wstep... jesli przezwycieze ciemna strone, powroce silniejszy. Jesli calkiem mnie pochlonie... Tak wiec musze zwyciezyc, bo inaczej bliscy beda cierpiec.
17:14 / 04.03.2007
link
komentarz (0)
Kiedys stwierdzil, ze pora konczyc, po czym umarl w pieknym stylu. A co ze mna? Czy tez pora konczyc?
03:20 / 03.03.2007
link
komentarz (0)
Chyba wiem, co jest nie tak. Pierwszym celem tutaj bylo znalezienie roboty. Done. Drugim zmiana na pelny etat. Done. Trzecim kupno komputera, rozbudowa, etc. Done. Czwartym zmiana roboty na lepsza. Done. Koniec. Nie ma wiecej celow do zeralizowania w Szkocji. Na lepsza prace nie licze, bo wiem, jak jest. Rownie dobrze moglbym sobie zalozyc za cel wygrac pare milionow funtow w lucky dips, czy jak to miejscowe chujstwo sie nazywa. Kurwa znowu ten chuj tam stuka! Wracajac do tematu... w Szkocji sie skonczylem. Nic wiecej nie osiagne tutaj raczej. Moze za jakis czas dokupie monitor, poszerze portfel... wiem, jak to moze wygladac z zewnatrz. No ale kurwa, nie kasa jest dla mnie najwazniejsza. Nie satysfakcjonuje mnie jebanie kolejnych zer na koncie kosztem zjebanego zycia. Ze co, ze niby posiedze tutaj pare miesiecy, lat, odloze... a co pozniej? I tak sie rozejdzie w pizdu wszystko i to szybko. Niewazne, czy kupie mieszkanie, auto, czy na zycie pojdzie. Szlag trafi caly ten hajs, nie zapewnie sobie high life i emerytury w wieku 30 lat. Z reszta... nawet jesli, to co wtedy? Wroce do punktu wyjscia... cele zrealizowane, nie ma co ze soba zrobic. Potrzebuje urozmaicenia. I to czegos konkretnego. To, ze przymusowo pojade na kregle z pizdami mnie nie kreci. Owszem, byc moze mi sie spodoba, nawet bardzo, ale to nie to. Co... raz pojedziemy promowac ten burdel, a pozniej co mam niby sam jezdzic kurwa kregle zbijac? Pojebalo was do reszty.

Czegos mi brakuje, ale nawet najzdolniejszy adept nie jest w stanie rozwinac w sobie zdolnosci, ktorych nie posiada. Bez odpowiedniego mentora nie zglebie wszystkich tajnikow Mocy, co oczywiscie znow sprowadza mnie do punktu wyjscia.

Dzis czulem, ze moze jednak uchronie sie od przejscia na ciemna strone. Nic z tego. Jedna noga juz na nia przeszedlem. Jedyne co moge, to nie dac sie jej wypalic, troche postrzelac piorunami, posciskac za szyje, uzyc mind tricka w niecnych celach... dac upust emocjom, a nastepnie sie wyciszyc, uspokoic. Inaczej sie nie da.

W tym tygodniu nie mam za bardzo pomyslu na wolne. Dlaczego nie moge po prostu popracowac... nie wiem, nie 5 dni pod rzad, a 10, 15, 30. A pozniej dodatkowe 10 wolnego z rzedu. Wiem dlaczego nie moge. Nie jest to zalezne ode mnie i chocbym byl potezniejszy niz sam Yoda, nie bylbym w stanie tego zmienic. Znaczy bylbym, ale na dluzsza mete i tak by to nie wypalilo.

Rany, ale bym pogral w kosza. Czy ktos z Leith ruszy dupsko troche powrzucac? No jest tu kosz przeciez niedaleko mnie.

Nie chce wiedziec, co czeka mnie w przyszlosci. Taka wiedza nie jest mi potrzebna do szczescia. Ale wlasnie chcialbym juz byc pewny niektorych spraw. Juz wiedziec, ze bedzie dobrze, ze wszystko sie ulozy, ze nie mam sie czym przejmowac i jestem na dobrej drodze. Nie, ze byc moze znowu cos pojdzie nie tak. Kazdego dnia mnie to cholernie wypala. Jakbym wiedzial, ze bedzie ok, bylbym znacznie spokojniejszy.

Na koniec...
Liam: "Who's woman of your dreams, Emil?" (albo cos podobnego, chodzi o sens);
Ja: "Not you... (ya fuckin' cunt)".
02:08 / 02.03.2007
link
komentarz (11)
Tez mi sie zachcialo grac w pazaaka po nocy. Pol godziny temu moglem isc spac. Damn.
21:28 / 01.03.2007
link
komentarz (0)
Moze i swiadomie wybieram ciemna strone, ale Luke przeciez tez pobieral nauki u klona Palpatine'a, nie schodzac jednoczesnie ze sciezki swiatla. Wiem, ze to ryzykowne, ze Jedi nie powinien nawet myslec o ciemnej stronie, ale czasami zbyt ciezko jest jej sie oprzec. Mimo wszystko... predzej czy pozniej powroce na jasna strone.
19:38 / 01.03.2007
link
komentarz (0)
Niektorym ludziom nie powinno podawac sie swojego mejla. Zamecza.
15:15 / 01.03.2007
link
komentarz (0)
No to glosniki powinny byc jutro. Czyli byc moze tez sie nie wyspie. Bo dzisiaj, to ze skotisz gas byli i obudzili. Zbrodnia takie cos moim zdaniem.

Z innej beczki. Ludzie, nie macie wlasnego zycia? Nie macie pomyslu na popoludnie, na wieczor, przykro mi, ja wam nie pomoge. A moze mam wam jakies bajki zaczac wymyslac, zebyscie sie nie nudzili? Ok, moga byc bajki. W sumie juz zaczalem i chyba wam sie to podoba. Zobaczymy, jak bujna mam wyobraznie, a wy jacy latwowierni jestescie. Pajace.

Ciemna strona prawie mnie juz pochlonela i pochlania coraz bardziej. Nie dam rady sie jej przeciwstawic. Pozostaje tylko nadzieja, ze bede potrafil wrocic pozniej na jasna. Tylko zeby zajelo mi to mniej czasu, niz Vaderowi.

Kto mi poda tytul tego kawalka The Beach Boys co to w jednym filmie byl? Trzy wersje "Surfinow" rzucaja mi banana na ryj, ale jeszcze pare takich luzackich kawalkow by sie przydalo :) A najlepszy to byl Fajfel przed laty, kiedy to polewalismy na osiedlu z niego, ze ma taki sam glos, jak ten od "po po tytryptryp". Fajne czasy byly. Tylko czemu ja mialem takiego kolege, ktory rzadko pod prysznic zagladal i czasami ciezko bylo z nim wytrzymac?
16:39 / 28.02.2007
link
komentarz (0)
Ciemna strona szybsza... latwiejsza... wiem, ze slabsza, ale mimo wszystko mnie ogarnia. Damn it.
15:48 / 28.02.2007
link
komentarz (0)
Jak masz odejsc, to na co czekasz? Gadasz i gadasz o tym. Masz lepsza oferte? Ja sie tam bede cieszyl, jesli w twoje miejsce przyjdzie nowy kucharz... moze nie bedzie taki pizdowaty. Cholerny Irlandczyk...
02:17 / 28.02.2007
link
komentarz (2)
Nie wiem, czy nie pisalem juz o tym ostatnio, ale... ciemna strona kusi coraz bardziej. Czuje, ze nie dam rady jej sie przeciwstawic.
23:54 / 27.02.2007
link
komentarz (0)
Teraz ja podpierdziele, bo tez mi pasuje do czegos :P
"The dark side of the Force is a pathway to many abilities some consider to be unnatural."
23:41 / 27.02.2007
link
komentarz (0)
"Do not underestimate the power of the dark side".
15:22 / 27.02.2007
link
komentarz (0)
Bo jesli uda mi sie jakims cudem trafic na prawie bezkolejkowe dojscie do kasy w lidlu, to musi mi sie trafic taki pakistan, co drobnych nie umie liczyc i jednego klienta przede mna obsluguje dluzej, niz jego kolega 3 innych. Enyłej splynelo po mnie.

Nie chce, zeby obojetnosc wygrala. Nie chce.
11:17 / 27.02.2007
link
komentarz (0)
Juz na dzien dobry co najmniej 2 male negatywy. Nie, zebym sie denerwowal z tego powodu, ale... no takie rzeczy sa raczej niepotrzebne, bo humoru tez nie poprawiaja. Tydzien moze byc ciezki, moge byc przez to nie w sosie. Uwazajta, bo latwo bedzie wylapac minusa.
02:01 / 27.02.2007
link
komentarz (3)
Ty skurwysynu jeden pierdolony!!! Ktora jest godzina? Jeszcze kurwa ci malo? Dzien w dzien kurwa 3 piosenki w kolko, jeszcze po nocy kurwa musi sluchac. Wylacz to chujstwo, bo ci takiego gripa na gardlo zarzuce, ze podzielisz los niejednego imperiala, ktory zawiodl mrocznego lorda. Czekaj ty chujcu jeden... glosniki juz sa w drodze.
01:55 / 27.02.2007
link
komentarz (0)
Monotonia? Owszem. Jednak czas mija nieublaganie i lepiej nie myslec o tym, ze jeszcze jest go duzo, bo jest wrecz odwrotnie. A zmiany tylko czekaja na wejscie w zycie. Chociaz... nie zawsze takie zmiany wychodza na dobre, jednak czasami sa konieczne. A czasu coraz mniej...
01:36 / 27.02.2007
link
komentarz (1)
Zgodnie z naukami Jedi powinienem odrzucic to, co mowi mi umysl. Jednak czasami powinienem zachowac sie wrecz odwrotnie i racjonalnie spojrzec na swiat, na rzeczywistosc. Kiedy wiec sluchac mysli, a kiedy zaufac intuicji, uczuciom? Nie potrafie zachowac spokoju ducha, ciemna strona wydaje sie byc coraz silniejsza. Help me Obi-Wan Kenobi... you're my only hope.
16:40 / 25.02.2007
link
komentarz (0)
Cos mnie rece pieka i swedza ostatnio. Chyba za duzo blyskawicami miotam :) No ale co? Kazdy musi sie czasami rozerwac, nawet adept jasnej strony :P Tym bardziej, ze podgrzewanie posilkow blyskawicami miotanymi z rak jest tansze, niz np. uzywanie mikrofali :D
00:32 / 25.02.2007
link
komentarz (0)
Release your anger, young Jedi...
14:24 / 24.02.2007
link
komentarz (3)
Rany... jeszcze wam sie to nie znudzilo? Bo mnie juz dawno.
13:55 / 24.02.2007
link
komentarz (0)
"You're KP. You should be drunk every day"
Ta... to jest srednio dobry pomysl, aczkolwiek w pelni uzasadniony.
03:11 / 24.02.2007
link
komentarz (1)
Z jednej strony czas sie dluzy, z drugiej jest go coraz mniej. Wszystko zalezy od punktu widzenia. Na ten przyklad w ciagu dnia mi sie nudzi i mi sie dluzy, a w nocy godziny mijaja jak z bicza strzelil i ani sie rozbudze, a juz do pracy trzeba wstawac. Choc akurat nie to bylo przewodnia mysla tej notki.
02:14 / 24.02.2007
link
komentarz (2)
Ej ja wylaczam to gg, bo rpzedchwila mnie ponioslo i wywalilem kilka osob z dolu listy :D Jutro pewni bedzie plno pytan "a ty kto". Poszlo na chybil trafil :D No bo za dluga tal ista byla, to trzeba bylo ja skrocic. Tak jak bylem maly i mialem instrumet flet do grania, to polamalem, bo byl za dlugi no :)
02:09 / 24.02.2007
link
komentarz (0)
Nawet po srodkach odurzajacych w postaci alkoholu jestem w stanie uruchomic aplikacje nagrywania danych na nosnik formatu dvd. Moc pomaga... oby pomogla tez trafic pod prysznic i pozniej do lozka :D

Ps. teraz pomaga pisac mi te notke i korygowac bledy w niemalze kazdym slowie :D
23:53 / 23.02.2007
link
komentarz (0)
Tak wiele agresji jest w tym czlowieku. Opanuj swoje emocje Tony, bo inaczej ciemna strona cie pochlonie... tak czy inaczej mialem niezly ubaw, jak koles jebal hiszpana :D
17:24 / 23.02.2007
link
komentarz (0)
Brr zmarzlem, jakbym na Hoth przebywal :D
00:48 / 23.02.2007
link
komentarz (4)
Czasami czuje sie tutaj, jak w palacu Jabby. Wielkie nieba (jakby to blaszany przyjaciel powiedzial :D).
20:21 / 22.02.2007
link
komentarz (3)
To miejsce mnie przytlacza. Emanuje zla energia. Opieram sie jej, ale ciezko jest ja zniesc. Gdybym tylko mial sojusznika po jasnej stronie... Ten Sith to dla mnie za duzo. Nie jestem gotowy.
02:56 / 22.02.2007
link
komentarz (2)
Za stary? A co ty tam wiesz... Predzej zbyt leniwy. Ale i te bariere da sie pokonac. Moc pomaga :)
23:35 / 21.02.2007
link
komentarz (3)
Przeszlosc nie ma znaczenia, a przyszlosc dopiero nadejdzie. Liczy sie to, co jest teraz. Czuje tylko obecna chwile, moje zmysly moga ukazywac mi wizje przyszlosci. Te sa niejasne, jednak nie wyczuwam przeciwnika. Mimo wszystko musze byc czujny, gdyz niejeden Mistrz dal sie juz zaskoczyc. Poki co... liczy sie teraz, a teraz osiagam spokoj ducha...
14:36 / 21.02.2007
link
komentarz (1)
Wewnetrzny spokoj. Trzymam to. Nie rozdraznisz mnie, staram sie nie zwracac uwagi. Istotami nizszego szczebla nie warto sie przejmowac. Jestes to jestes, nie ma cie, to nie ma, nie zwracam uwagi. Dzieki Mocy potrafie sie wyciszyc.
03:09 / 21.02.2007
link
komentarz (0)
Podazam sciezka swiatla i powinienem sie jej trzymac. Dobrze ja znam. Wiem, co powinienem zrobic, jaka postawe przyjac. Nie jest to latwe, jednak jestem odpowiednio w tym wyuczony. Dam rade, bo Moc jest we mnie silna.
21:37 / 20.02.2007
link
komentarz (0)
Biznes podupada. Albo w jedna albo w druga. Obecna sytuacja nie jest dobra. Albo niech to sie rozwinie, albo zdechnie, nie lubie niepewnosci, nienawidze!
23:49 / 19.02.2007
link
komentarz (0)
Grammatik. Stare kawalki. Tak spedzam wieczor, ostatnie godziny wolnego. Za tydzien chce riplej z piatku. Moze byc w sobote.
14:00 / 19.02.2007
link
komentarz (2)
O kurwa! No teraz to wybuchnalem smiechem :) Ten koles zawsze byl zdrowo jebniety i bylo z nim wiele radosci. Zawsze cos glupiego powiedzial, zrobil, niedorzecznego wrecz. Sadzac po takim charakterze, nawet by mi do glowy nie przyszlo to, o czym przed chwila sie dowiedzialem. "Wojtek sie zeni". Kurwa ja pierdolle :D Na ostatnim spotkaniu klasowym sporo rzeczy sie dowiedzialem. Ci sie pohajtali, ci maja dziecko, tamci juz studia koncza, a coniektorzy za granica przepadli. Ale zeby Wojtek... Kupa smiechu jednym slowem :D
03:50 / 19.02.2007
link
komentarz (0)
I tym spokojnym kawalkiem koncze niedziele. Dobranoc.
22:15 / 18.02.2007
link
komentarz (0)
Ciezki tydzien zakonczony. Teraz bedzie lepiej :) Rzecz jasna nie samo z siebie :>
01:32 / 18.02.2007
link
komentarz (6)
Z irlandzka pizda nic zrobic sie nie da. Nie da sie, poniewaz, jak dzis zauwazylem, facet wykazuje sporo zachowan, ktorymi cechuja sie osoby uposledzone umyslowo. W tej kwestii sie nie myle. Uczonym nie jestem, ale odrobine sie na tym znam. Koles zapomina imion ludzi, z ktorymi pracuje, wystawia jezyk przy najprostszych czynnosciach (tak samo jak male dzieci, kiedy np. rysuja - one dopiero sie rozwijaja, ale wystawiaja jezyk dla lepszego skupienia nad dana czynnoscia, tak samo zachowuja sie tez osoby starsze z uposledzeniem umyslowym). Jesli faktycznie koles nie ma w pelni rozwinietego mozgu stosownie do swojego wieku, to nie moge byc na niego zly za jego zachowanie, bo on sobie z tego przeciez sprawy nie zdaje. Niemniej jednak nadal moze mnie to wkurwiac i w dalszym ciagu mam pelne prawo do narzekan.

W kazdej pracy zostawilem troche swojej krwi, glownie na podlodze. W pierwszej rozcialem sie pojemnikiem na swieczke, w drugiej talerzami, w obecnej rzekomo chinska porcelana. Taka ona chinska jak i ta miejscowosc, w ktorej zostaly wykonane (na spodzie wyraznie napisane, ze wyprodukowane przez niemiecka firme, ktorej nazwy nie bede ujawnial, w niemieckiej miejscowosci, ktorej nazwe rowniez zachowam dla siebie). Ale zeby uchwyt tak sie lamal przy lekkim nacisnieciu, ten uchwyt ucho to, te? Tak czy srak znowu nieprzyjemne szczypanie, duzy krwotok, zachlapana podloga. Najwazniejsze, ze rana tak mala, iz winna zagoic sie w ciagu tygodnia i nie pozostawic po sobie sladu. Swoja droga moge sie chyba nawet cieszyc, ze w ten sposob "oznaczylem" teren w obecnej robocie, bo po pierwszej to do tej pory blizne mam i drgawki w paluchu czasami.
01:21 / 17.02.2007
link
komentarz (0)
Melanz online :)
23:54 / 16.02.2007
link
komentarz (0)
Mialem napisac kolejna notke pelna narzekan, tym razem odnosnie gejowskich zachowan drugiego z "kolegow" z pracy, ale to chyba nie ma sensu. Nic tym nie zmienie, a tylko bardziej sie bede nakrecal na nerwy. Skopalbym ich po jajach wszystkich, moze by wyluzowali.
16:22 / 16.02.2007
link
komentarz (3)
Blagam, niech mi ktos wyjasni, wytlumaczy, rozwiaze moj problem. Zazwyczaj jestem czlowiekiem spokojnym, ale bywa i tak, ze mnie nosi. Jesli wtedy nawinie sie ktos, kto dziala mi na nerwy, to nie jest dobrze. Niech mi zatem ktos wyjasni, co ja powinienem robic w pewnych sytuacjach, bo ja nie wiem, no nie mam pojecia. Rozchodzi sie glownie o bezcelowe gadanie o niczym. Jako przyklad moge podac chociazby jedna z bardzo czesto powtarzajacych sie sytuacji. Sprawa wyglada tak... z przodu wali mi para po ryju, goraca para. Z prawej strony wali mi rowniez goraca para + dosyc cieple powietrze od nagrzanych metalowych drzwi maszyny parzacej. Z ukosu tyl-lewo wala mi lampy grzewcze, gorace powietrze, parujace zarcie i zdjete swiezo z pieca patelnie i garnki. To wszystko w odleglosci nie wiekszej niz 40 cm ode mnie. Jest dosyc ciasno i jestem tym wszystkim otoczony. Przewiewu zadnego. W zaistnialej sytuacji z kazdej strony tworzy sie dosc wysoka temperatura, ktora powoduje, ze mecze sie nawet, kiedy mam chwile przerwy i nic nie robie. Nie wspominajac, co sie ze mna dzieje, kiedy mam duzo roboty i ostro zapieprzam. Naturalnym zatem chyba jest, ze poce sie momentami jak po przebiegnieciu stadionu olimpijskiego. A teraz o co sie rozchodzi... podejdzie taki skurwialy spedalony irlandczyk, spojrzy na mnie oblizujac sie i rzuci tekstem, ze spocilem sie na czole. Niech mi wiec teraz ktos powie, co ja powinienem zrobic w takiej sytuacji, bo ja nie wiem. Czy jest to poczatek rozmowy z jego strony, czy tez bezsensowne stwierdzenie (gadania o niczym tylko po to, zeby cos powiedziec bez dalszej kontynuacji nie znosze). Moze jakas zacheta do czegos? Bo przeciez koles momentami zachowuje sie jak cholerny pedal. Nie wiem, czy powinienem mu odpowiedziec cos w stylu "masz racje", czy "dobrze, ze mi powiedziales, bo bym nie zgadl", czy "faktycznie, to jest problem", czy kurwa co, no bo nie wiem? Jest goraco, czego by chcial, zebym sie trzasl z zimna? Wkurwia mnie ten koles maksymalnie. Ignorowac juz nie potrafie. Od miesiaca slysze to samo. To i sporo innego pieprzenia o niczym, o rzeczach oczywistych bez zadnej puenty, bez kontynuowania swojej wypowiedzi. I ten koles chce, zebym z nim szedl na piwo. Zebym sluchal "o zamowiles San Miguel", "o szybko pijesz piwo", czy "o wygladasz na zmeczonego po pracy". Dzieki, ale wole cidera we wlasnym towarzystwie w domu.
11:18 / 15.02.2007
link
komentarz (0)
Matwiejczyki to mistrze :) Taki kawalek dobrac do finalowej sceny, to trzeba byc mistrzem i tyle :) Wali mi na dekiel :D Do roboty trzeba isc.
11:13 / 15.02.2007
link
komentarz (0)
Ciezki tydzien... uh.
01:29 / 15.02.2007
link
komentarz (3)
Moze zaczelo sie tak...
Jak jest zapierdziel, to wszystkiego jest duzo. Miedzy innymi talerzy duzo. Przez caly wieczor sie ich zbiera sporo. Pozornie zbieraloby sie mniej, gdybym wynosil co jakis czas choc troche. Wynosic jednak nie moge, kiedy jest serwis, bo mi placza, ze teraz nie ma na to czasu. Wiec zostawiam na pozniej, na "po robocie". I tak oto po robocie podszedl cunthead i powiedzial co nastepuje, a co po przetlumaczeniu znaczylo "O jejciu Emil! Zbierasz talerze!". Ten irlandzki dowcip, to irlandzkie poczucie humoru rozjebalo mnie do lez. No nie moge, ale w ogole wszyscy wylozyli sie ze smiechu na podlodze wlacznie z goscmi. Jak ja tej pizdy nienawidze! Zabierzcie tego kolesia ode mnie, bo mu kiedys jebne :) Ej, co jak co, ale po stokroc wole dowcip o Stachu i Władku w wykonaniu pana profesora. Ze nie wspomne o dowcipie z murzynem i ogorkiem ze zbiorow pana Rycha... normalnie rewelacja :) Ale co tam... najwazniejsze, ze po pracy czuje sie bardzo dobrze :) Doskonale wrecz :)
10:46 / 14.02.2007
link
komentarz (4)
W nocy troche przegialem z siedzeniem. Na przerwie to jeszcze, ale wieczorem nie wolno mi odpalac "KOTOR 2". Spac mi sie chce...
19:13 / 13.02.2007
link
komentarz (1)
O jaki dzien leniwy. Przespalbym najlepiej. Szczerze mowiac to ogolnie to bywa tak, ze zazwyczaj tryskam energia, a jak tylko mam isc do pracy, to nic tylko bym lezal :P
20:35 / 12.02.2007
link
komentarz (6)
Przegladajac stare zdjecia... ostatni lipiec mi uciekl. Najblizszego tez w pelni nie wykorzystam. Lipiec 2008 to bedzie to :)
16:34 / 12.02.2007
link
komentarz (5)
Pakistanskiego czosnku tez nie lubie.
19:43 / 11.02.2007
link
komentarz (1)
Nie lubie pakistanskich rytmow.
13:28 / 10.02.2007
link
komentarz (0)
Nie mam sily dzis. No tak, 3 dni rozleniwiony po nic-nie-robieniu w pracy, nagle piatek i zapieprz na bardzo wysokich obrotach. Sobota bedzie jeszcze gorsza. Mam ochote nie ruszac sie z lozka, przespac caly dzien najlepiej, a muzyczka niech sobie gdzies gra.
16:04 / 09.02.2007
link
komentarz (3)
Nienawidze stagnacji. Nie potrafie zyc kazdego dnia tak samo, bezowocnie. Mam przeciez pewne plany na przyszlosc, jednak do tego jeszcze daleko. Znow boje sie, ze sie wypale juz na starcie. Pobudka, praca, przerwa, praca, chwila przyjemnosci, film, sen. A gdzie jakis samorozwoj? Konieczne i samoczynne, lecz mozolne doksztalcanie swojego angielskiego? Duzo lepszy juz nie bede, a na dluzsza mete nie jest to dla mnie umiejetnosc, ktora uwazalbym za najwazniejsza. Nie daje mi satysfakcji. Ja... chyba nie potrafie egzystowac w jednym punkcie zbyt dlugo. Odkad wyjechalem, od poczatku nie bylo ciekawie. Najpierw problemy z pierwsza praca, pozniej dostalem druga... nie spelniala moich oczekiwan, ale pod pewnym wzgledem bylo lepiej, niz w poprzedniej. Miala sporo wad, wiec w koncu zmienilem ja na inna, kiedy tylko nadarzyla sie okazja. Choc nie jest to szczyt moich marzen, to jest lepiej. Oczywiscie, chcialbym robic cos innego, jednak realnie patrzac na mozliwosci, nie nastawiam sie na to, ze trafie lepiej. Osiagnalem zatem pewien punkt, ktory choc nie jest idealny, to lepiej juz i tak nie bedzie. Koniec awansowania w kwestii zawodowej (oczywiscie poza granicami kraju tylko).

Prywatnie... hmm. Cholera, tez sie nie rozwijam, nic a nic. Wyslalem wczoraj pare prosb do znajomych o dosadne motywowanie mnie do dzialania za pomoca ostrych slow. Watpie jednak, zeby to pomoglo, jak trzeba. Tutaj trzeba mi czegos innego, jakiegos kopa, ktory popchnie mnie do dzialania i sprawi, ze zamiast sleczec po nocach i ogladac film za filmem, sam zaczne robic swoje. Jednej cechy w sobie nie potrafie rozwinac... samozaparcia do dzialania. Chuj z tym. Oczywiscie zachce mi sie tworzyc, jak bedzie srodek nocy i bede musial isc spac, albo jak bede w pracy zawalony robota.
11:17 / 09.02.2007
link
komentarz (2)
To pojebane nawet jak na mnie. Masz racje :)
00:05 / 09.02.2007
link
komentarz (2)
Scenariusz trzeba pisac. Tak przegladajac te wymagania... roboty od cholery, ale to nie takiej roboty, ze "posiedze 4 miesiace i zrobie", tylko to sie bedzie trzeba postarac, wene miec itd raczej czynniki bardziej wymagajace natchnienia, jak czasu, choc czasu rowniez. Zaczne od scenariusza moze, tylko musze sie zebrac. Najpierw pomysl. Tak czy inaczej nie jest to cos, czego nie daloby sie zrealizowac. A motywator dodatkowy taki, ze warto zawsze miec cos w zanadrzu, a nie samemu sie ograniczac i odcinac sobie pewne drogi.
22:07 / 08.02.2007
link
komentarz (1)
W pracy malo godzin, internet zdycha, nie chodzi. Do dupy.
00:35 / 07.02.2007
link
komentarz (0)
Lubie wieczory :)
23:17 / 06.02.2007
link
komentarz (4)
Musze wreszcie nauczyc sie doceniac to, co mam, wtedy, kiedy to mam. Bo ja zawsze po fakcie. Nie raz juz tak bylo, ze narzekalem kazdego dnia, a kiedy tylko zmienilem robote na inna, to zaraz mi sie przypominalo, ze jednak w poprzedniej bylo fajnie. Pracuje z pizdoglowymi, trudno. Robota jest nudna i nie ma lekko, trudno. Ale za to mam blisko do domu, wzglednie troche wolnego czasu i przewaznie luzno, jesli chodzi o atmosfere (jak cos, to szerszen kogo innego jebie, ja mam spokoj). A i stawka nie jest zla. Moze i narzekac sobie moge, ale docenic te prace tez powinienem i to juz teraz, a nie jak z niej odejde.
00:56 / 06.02.2007
link
komentarz (5)
Goraco mi sie zrobilo :) Cieply wieczor, bardzo cieply :)
13:39 / 05.02.2007
link
komentarz (2)
Nigdy wiecej! Tylko chwila, krotka chwila, a jak potrafi czlowiekowi cisnienie podniesc. Co za sen jebniety. Ile razy mam powtarzac, ze nie lubie Niemcow, wiec sio!
23:54 / 04.02.2007
link
komentarz (5)
Wtracac sie, czy nie? Listonosz powiedzial, "ofiarujesz pomoc, a dostajesz w zamian gówno" czy jakos tak, bynajmniej taki sens byl jego wypowiedzi. Hmm i tak nie wplyne na nic, wiec poki co zachowam to dla siebie.

Bywa roznie, ale dobrze jest miec pewne znajomosci, bo to przewaznie wychodzi na plus. Ile to juz lat bedzie? Z piec, czy sie myle? Tak czy inaczej chyba moge przyznac awans.

A Riddick dobry jest :) Lubie te postac odkad ja poznalem :)
20:10 / 04.02.2007
link
komentarz (0)
Tomo mial racje. Nie sram na to, po prostu czesto o tym zapominam, a przypominam sobie dopiero po fakcie. Chyba karteczke sobie z tym powinienem przykleic do monitora, to moze bym sie nie budzil za pozno.

Btw. dobry ciderek :)
02:46 / 04.02.2007
link
komentarz (0)
I to jest wlasnie to, dlaczego nie lubie wracac do przeszlosci czasami. Kurwa, ale wtedy bylo zajebiscie. A teraz nawet nie wiem, jak to wszystko tam wyglada. Dobra, niewazne.

Ja jebie, na miescie jakas impreza, ludzie dra ryje, a mnie sie spac lekko chce. Pseudo kuzynka wlasnie pojawila sie na gg. Ile ona ma lat? Z 17 albo cos kolo tego i nie spi o tej porze?

W kwestii imprezy jeszcze. Walter to jednak jest jebniety czlowiek. Pozytywnie raczej jebniety, zabawny nawet. Byl chlopaczyna wczoraj na hiszpanskiej imprezie, dzisiaj mi mowil, ze na nastepna mnie bierze ze soba. Ok, fajnie, czemu by nie, mozna zobaczyc jak sie inne nacje bawia. A kiedy nastepna? We srode. Oj kurwa, to juz poszedlem... przeciez w czwartek rano do roboty. Dobra, pewnie bedzie jeszcze jedna. Pojde, popatrze jak sie kuchenny brejfhart zapija, pozniej bede opowiadal na jego temat glupoty w robocie, zeby wreszcie ode mnie sie odczepili :P

Dzis jeszcze, wczoraj w sumie. Brawa dla Krzycha. Choc z nieco innych powodow postapil, jak postapil, to i tak brawa dla niego. Swoja droga szkoda chlopaka, bo jest zbyt naiwny. W splawieniu jednego frajera mu pomoglem, w tej kwestii wyszedl na ludzi i juz nie daje sie wykorzystywac, ale w drugim wypadku juz bedzie gorzej. A na odleglosc to w ogole niemozliwe. Jeszcze beda z niego ludzie, ale nad tym popracuje dopiero za pare lat, wczesniej nie bede mial jak. Skad taki altruizm u mnie? Nie wiem, ale jak potrzebowalem pomocy, to nawet nie musialem o nia prosic. A do tego Krzychu to dobry kumpel, wiec nie dam mu zginac :)

O kurwa, z winampa kawalek, ktorego sie w eldze nasluchalem. To byly czasy? Ee chyba nie. Zapierdalalem wtedy rowno w dwoch firmach jednoczesnie, od wczesnego rana czesto do srodka nocy, do tego jeszcze ganianie po miescie, bo nie bylo dobrze. Energie mialem, a co. A w weekendy jeszcze szkola byla. Cholera, tylko na tych wyspach tak jakos mi zapal do wszystkiego ulecial. Bo przeciez sie nie postarzalem kurwa.
16:25 / 03.02.2007
link
komentarz (0)
A jeszcze zapomnialem dodac, ze tak, jak myslalem, osiol najwazniejszy. Znaczy nie najwazniejszy, ale nie bez powodu.

Zaraz do pracy. Mam nadzieje, ze dzisiaj przebiegnie to popoludnie i wieczor spokojnie. Dzisiaj nie chce dostac szalu :)

Co to ja mialem... moze by kontynuowac pisanie? Przeciez od lat cos stanelo w martwym punkcie, a wystarczyloby dostac malego zajoba, ale tylko na tym punkcie, napisac pare stron dziennie i w ciagu miesiaca czy dwoch moglbym skonczyc. Brakuje chyba motywatora. Dobra, w takim razie potrzebna jest czwarta czesc ksiazki, przeczytam, nakrece sie, bede pisal dalej swoje. Ktos w ogole pisze czworke?
16:16 / 03.02.2007
link
komentarz (0)
Ogolnie nudnawe, momentami humor jakiego gdzie indziej nie uswiadcze, finalnie najwyzsza ocena, bo jako caloksztalt bardzo sie podoba. Uwielbiam takie filmy.
00:14 / 03.02.2007
link
komentarz (0)
Dżizas... alez mi sie metlik dzisiaj zrobil w glowie w godzinach popoludniowych. Milion planow, juz wszystko na szybko, slomiany zapal. Znaczy sporo z tych planow to juz dawniej istnialo, ale w tej chwili tak sie nagromadzilo na raz, nie wiadomo od czego zaczac, a finalnie wszystko skonczy sie prostym "nie chce mi sie, moze kiedy indziej".

Wieczor. Naszlo mnie na jakas nietypowa muzyke. Znaczy sie dla mnie nietypowa. Nawet nie wiedzialem, ze ja mam tyle "dziwnych" kawalkow na dysku. Sam nie wiem, skad to wszystko sie tu wzielo. Ale niewazne. Costam pogralo, pozniej "All by myself". Od razu przypomnial mi sie Jamie, pewien burak z Toby'ego, kiedy to w wigilie ze lzami w oczach sobie to spiewal wspominajac o zonie, ktora go rzucila, o tym, ze to pierwsze swieta, ktore spedzi bez niej, bez jej mlodszego brata. Jak go nie lubilem, tak mi sie go zal zrobilo wtedy, ale wtedy tez mialem swoje zmartwienia.

Ok, niewazne. Bylo minelo, nie czas teraz na sentymenty. Dzis stwierdzilem, ze skoro czesto widze sytuacje typu "i tak zle i tak niedobrze", to czemu nie dostrzege tego z innego punktu widzenia... znaczy "tutaj takie plusy, a tam inne". Tak czy srak co by sie nie dzialo, to bedzie dobrze :) Wychodzac z takiego zalozenia zawsze bedzie dobrze, a przynajmniej nie bedzie tak zle. Motam. Ale chodzi mi o to, ze jesli mi sie robota posypie, to mam co najmniej dwie alternatywy na chwile obecna. Jedna niezbyt przyjemna, druga calkiem niezla, ale grunt, ze nie bedzie zle :)
15:10 / 02.02.2007
link
komentarz (2)
"Gothic 3" nie chazia. Jutro wyplata, sie dokupi ramu.
03:28 / 02.02.2007
link
komentarz (1)
MOHPA skonczone. Fajne, ladne, lecz za krotkie.

Film niby smetny, ale fajny. Podobal sie. Bardzo nawet.

Net daje sie lekko we znaki. Psuje. Wazne, ze w ogole dziala.

Wczorajsza noc nie wypadla najlepiej. Nie moglem sie wyspac z pewnych przyczyn. Dzisiaj juz jest dobrze. Jest ok i bedzie jeszcze lepiej :)
16:07 / 31.01.2007
link
komentarz (2)
Dysk podlaczony, grafika raz dziala, raz nie. Ogolnie powoli sprawe kompa doprowadzam do porzadku. TV tez wreszcie wymieniony zostal. Tyle w kwestii sprzetu.

W pracy monotonnie, zapierdol, ale jakos leci.

Prywatnie mentalnie zajebiscie. Tak trzymac :)
19:23 / 29.01.2007
link
komentarz (4)
Dlaczego nic tu kurwa nie dziala jak nalezy? Z grafika wreszcie sprawe rozwiazalem, to najpierw sie okazuje, ze G3 nie chce chodzic, a nastepnie, ze net zdycha. No kurwa, co jest?
12:13 / 29.01.2007
link
komentarz (1)
Dzis by trzeba bardziej aktywnie. Nie chce sie, ale jak jest pare spraw do zalatwienia, to po co to odkladac.
16:15 / 27.01.2007
link
komentarz (4)
Jakis czas temu pisalem, skad to ja nie mam znajomych. Zapomnialem o Świdnicy. No prosze, wlasnie widze znajoma na gg stamtad. Nie gadalismy od... gdzies od roku. Dziewczyna regularnie przysyla jakies kartki online z okazji roznych swiat, ja regularnie odsylam. Napisac? A nie chce mi sie. Za duzo ludzi na gg. Z reszta juz na poczatku tamtej szkoly mowilem sobie, ze z nikim spoza wro nie mam zamiaru utrzymywac blizszych kontaktow (z obecnej grupy), a i z wro nie bardzo. Za duzo znajomych, jakbym tak chcial z kazdej szkoly, z kazdego kursu, z kazdej pracy kolejnych znajomych pozyskiwac, to w ogole moglbym drzwi nie zamykac. Juz teraz momentami (no moze nie teraz, ale przed wyjazdem z kraju) bywalo tak, ze od rana do wieczora ktos mnie odwiedzal. Znaczy wiesz o co mi chodzi... lubie, ale co za duzo to nie zdrowo. Czasami potrzeba chwili wytchnienia. I przede wszystkim tylko zapowiedziane wizyty preferuje. Świdnica delete.
20:03 / 26.01.2007
link
komentarz (3)
Dojechalem. Teraz trzeba przewegetowac kilka miesiecy. Szkoda, ze nie moge po prostu zapasc w sen zimowy, zeby mi czas szybciej zlecial.
19:48 / 25.01.2007
link
komentarz (2)
I tyle z urlopu, czas zlecial bardzo szybko, tyle, co zakupow sporo porobilem. Jutro tez szybko zleci i znowu do roboty. Ciezkiej. Bardzo ciezkiej. Z miejsca sobota. Damn.
22:35 / 22.01.2007
link
komentarz (0)
Jak trzeba, to oczywiscie (kurwa!) nie dziala. A trzeba pilnie. Jutro bedzie po ptokach.
02:26 / 20.01.2007
link
komentarz (5)
Mniej wiecej dwa lata temu... stracilem rachube. Dwa? Trzy? Rok raczej nie. Gdzies mniej wiecej dwa - trzy lata temu. Kazdy dzien byl bardzo podobny. A tak, teraz sobie przypomnialem. To bylo nie dalej, jak rok po zakonczeniu liceum chyba. Tak wlasnie to pamietam. I bylo to w pierwszym kwartale zdaje sie, bo czekalem na maj. Wtedy bylem nieco innym czlowiekiem. Bardziej zapalonym do zycia, owszem, mialem w sobie znacznie wiecej energii, ale tez malo wiedzialem o swiecie, bylem naiwny i nie zdawalem sobie sprawy, co tak naprawde wokol mnie sie dzieje. Zupelnie jak dziecko, mozna powiedziec. Tak czy owak lubilem tamten klimat. Nie bylo rozowo, ale bylo fajnie. Jak wspomnialem, kazdy dzien taki sam. Caly dzien w pracy, ktora lubilem (a to u mnie rzadkosc), wieczorem troche na necie, pozniej "oUt", bronxy na pekape. Pizgalo czy nie, to nie mialo znaczenia... co najwyzej pare "kurew" wiecej polecialo odnosnie niskiej temperatury hehe. Po przemarznieciu wracalo sie do domu, wbijalo na gg, kontakt z ludzmi, ktorzy byli kawalek dalej, ktorzy gdziestam costam, po prostu nie widzialem codziennie. Opole, Lublin, cos kolo Warszawy zdaje sie, rzadko sama Warszawa rowniez. Co zostalo na dzis? Polowa Opola, obecnie Opole/Wroclaw (jednak znajomosc odrobine rozwinieta), Lublin znacznie rzadziej niz kiedys, Warszawa delete, okolice Wawy podobnie. Ale jeszcze kawalek zostal jeden. Choc za sama stolica nie tesknie, to moze odrobine za klimatem. A kawalka slucham dalej, przypomina klimat, lubie, zajebisty. Kurwa, mam nadzieje, ze po powrocie nie zmieni sie za wiele. Owszem, podczas ostatniej wizyty spedzilem chwile w parku, przez pekape tez przeszedlem, ale czulem sie juz odrobine obco. Trace kurwa, ale jeszcze wytrzymam. Daje sobie czas do mniej wiecej kwietnia/maja 08 badz listopada/grudnia 07 jeszcze. Ktorys z tych dwu terminow postaram sie utrzymac, dalej nie ma sensu.

Motam juz. Ogolnie chodzi mi o brak klimatu. Artefakty przeszlosci (jak chociazby jointy, ktorych namietnie sluchalem w tamtym okresie) przypominaja, przywoluja, sprawiaja, ze sie czuje podobnie, jak kiedys, ale nie przywracaja. A tamto bylo wazniejsze od nabijania kabzy i kolejnych numerkow na koncie. Enyłej 2008: kierunek Wroclaw albo Lodz. Jeszcze nie calkiem powrot do oldschoolu, ale znacznie blizej. I czesciej.
17:37 / 19.01.2007
link
komentarz (3)
Wiatry wiatrami, ale kurde no, zebym ja mial jak wyladowac niedlugo bez problemow. Bo jak bedzie tak wialo, to czort wie, czy ja wyladuje na odpowiednim lotnisku. Czy ja w ogole wyladuje.
03:31 / 19.01.2007
link
komentarz (1)
Co to ja mialem... ogarnela mnie faza na filmy. Chociaz nie. Ta faza byla zawsze, tylko przez ostatnie kilka miesiecy nie bylo jak tych filmow ogladac. Nadrabiam? Cholera, nie nadrabiam. Ogladam, owszem. Koncze pozno. Rano znowu beda kurwy i inne takie. Choc w porownaniu do kilku tygodni wstecz, nie bedzie "nienawidze tej roboty", tylko bedzie "dlaczego ja musze pracowac?". Choc co do uczuc zwiazanych z praca, to...

No wlasnie. Fajnie, nie narzekam. Jednak cos drazni. Nie lubie pracowac z buractwem, bo sie zle czuje. Ale z uprzejmymi do przesady, na sile, dla zasady tez nie dobrze. Ej no kurwa, jak to jest, ze... nie no ja rozumiem, kulturalnie "dzien dobry, jak sie masz, dobranoc" itd, ja rozumiem "prosze, dziekuje". Ale w koncu taka moja robota. Facet, placisz mi za to, ze zmywam po tobie gary, nie musisz mi kilkadziesiat razy na godzine mowic "prosze, dziekuje" za to, ze umylem ci patelnie, ajt? To sprawia, ze momentami czuje sie troche tak kurewsko sztywnie, a ja tak nie lubie. Bo czuje, ze to jest na sile, na chama ta uprzejmosc. Zwlaszcza pracownicy. To po co tak? Cholerna brytyjska uprzejmosc.

Gdzie jest moja przejsciowka JuKej -> Jurop? Przeciez kupowalem nie tak dawno temu. Nie potrzebuje na teraz, nie potrzebuje na najblizsze dni, ale w zwiazku z pewnym przedsiewzieciem zdalem sobie sprawe, ze ja gdzies posialem. A w szafie posprzatalem zdziebko, nie widzialem podczas sprzatania, nie widze teraz. A gruntownie posprzatac mialem... dawno temu. Balaganiarz, czy len? Raczej to drugie, bo balagani sie samo przez dlugi okres czasu, nie mam tak, ze jebne byle gdzie i lezy. Mam tak, ze jebne w miare logicznie, choc nie do konca dokladnie. A jak tak za duzo razy jebne, to sie robi balagan, ktorego nie ma komu posprzatac.

Pisalem o tym juz nie raz, napisze znowu. Siedze po nocy i pisze pierdoly, zamiast kurwa mac isc spac! A rano bedzie... i tak w kolko.
03:39 / 18.01.2007
link
komentarz (0)
Jak sie robi cos glupiego, to pozniej nic dobrego z tego nie wynika. Dlatego czasem sie zaluje. Jednak co, jesli cos glupiego robi sie notorycznie, nie wiadomo po co, ale wiadomo dlaczego (kwestia charakteru) i wiadomo, ze tylko kawalek, a nigdy do konca? Niegrozne, jednak niepotrzebnie wprowadzajace zamet. Taki charakter, trudno to zmienic, aczkolwiek jest to mozliwe. Bynajmniej koncze (koniec w zasadzie juz) i mam to gdzies, bo niewazne.
00:49 / 18.01.2007
link
komentarz (1)
Dzien z poczatku nienajlepszy, duzo nerwow o byle co (jakos tak wyszlo), popoludnie tez nienajciekawsze. Ogolnie caly dzien w pracy, co tez mi humoru nie poprawilo. Grunt, ze wieczor pozytywnie. W zasadzie tylko krotka chwila po powrocie, a jednak. Dobry wieczor.
18:17 / 16.01.2007
link
komentarz (0)
Wyplata lepsza, niz sie spodziewalem. No to jeszcze z 200 by sie przydalo tak na zapas przed wyjazdem i bedzie git :)
14:57 / 15.01.2007
link
komentarz (6)
Trzeba sie pakowac. Nie chce mi sie. Za takie pieniadze, jakie place za przelot, to ekipa z ryanair powinna tu przyjechac i mnie spakowac :P
00:32 / 15.01.2007
link
komentarz (0)
Kurwa no nic tu nie dziala tak jak powinno. Nawet pieprzona odpowiedz na ogloszenie nie jest klarowna. Nie mozna napisac "blisko" albo "daleko"? Tylko zas rozgmatwywac sprawe na kilka mejli. Wiadomo, ze jesli dalej, niz 100 metrow, to nie bede gonil po zaden cholerny tv.
02:25 / 14.01.2007
link
komentarz (3)
Na noc pare starych, ale jarych kawalkow Grammatika.
01:38 / 13.01.2007
link
komentarz (9)
Co jest dobre na to, jak czlowieka suszy? Bo lidlowej coli, to ja potrafie wypic poltora litra w ciagu godziny, co chwile biorac po 7 lykow. Pomaga na bardzo, bardzo krotko. Tylko niech mi nikt nie poleca mineralnej gazowanej, badz nie, gdyz probowalem i nie pomaga.
16:26 / 12.01.2007
link
komentarz (0)
Ale dmucha. Dmuchal pan kiedys? W taka pogode? Panie kolego?
00:53 / 12.01.2007
link
komentarz (3)
Pamietam, jak dzis... byla to moze szosta klasa podstawowki, moze piata raczej. Okolice "Marka", obecnej "Julii" (jesli znow nie zostalo przekwalifikowane na cos innego), godzina popoludniowa, jakos po lekcjach. Dwoch chlopaczkow. Ja i wyżeł. W glowach jeden glupi tekst, ktory uslyszalem od kuzyna z zielonej. Z Zielonej Góry rzecz jasna. Jakies zule naprzeciwko. No to bedzie ubaw. "Przepraszam, ktora godzina, bo mi stanal?". Zamierzeniem, po podaniu przez pytanego czasu, bylo odpowiedziec "dziekuje, juz mi opadl". Facet do mnie "Stanal ci? To idz do dziewczyny". Ale byl ubaw. Gowniarze po 10 czy 12 lat, czy ile to sie tam wtedy mialo. Kurwa, to jednak byly szczesliwe czasy, jesli takie glupie zarty sprawialy czlowiekowi tak wiele radosci.
19:13 / 11.01.2007
link
komentarz (0)
No to jedno sie pojawilo. Ale na tym nie koncze.

Fizycznie dzis nie jestem w najlepszej kondycji. Byc moze to zmeczenie, moze pogoda tak oddzialowuje. Odpoczac mialem, a zamiast korzystac z dlugiej przerwy, to przesiedzialem przed kompem. Ok, moze wieczorem rozum bedzie gora i szybko pojde w kime.

Psychicznie tez nie jest dzis ciekawie. W pracy... szczerze mowiac w tej nowej, nie do konca czuje sie, jakbym szedl do pracy. To raczej cos na zasadzie - isc, costam zrobic przez 3 - 4 godziny i wrocic do domu, dokoncze popoludniu. To oczywiscie nalezy uznac za plus, takie odczucie, bo czuc sie dobrze w pracy to dosyc wazny aspekt. Jednak cos nieciekawie mi sie z godzinami tutaj klaruje. Nie, zebym byl maniakiem i cisnal po 60 godzin tygodniowo, bo inaczej bede chory, ale te 35 godzin przy kapke lepszej stawce byloby dobrze miec co tydzien. Jak bedzie mniej, to troche nie bedzie mi sie to kalkulowalo, a tak byc nie moze. Oczywiscie, bardzo doceniam fakt, ze mam sporo wolnego czasu teraz, ale jednak zarabiac tez cos trzeba.
Tak czy srak praca to jeden aspekt. Psychicznie... mentalnosc otaczajacego mnie swiata czasami potrafi przybic. Nic. Kompletnie nic. Kurwa, ja tak nie potrafie. Zeby az do tego stopnia? Mayday! Mayday! Ja tu gine mamo!

Przeszkadza mi komputer na parapecie. Dawac wlasny internet. Nie czuje sie wygodnie, czuje taki dyskomfort.

Kasy wciaz malo. Na chwile obecna mam dwie prace, a na dobra sprawe, jestem na debecie. I pomyslec, ze na poczatku potrafilem sie utrzymac za 80 funtow tygodniowo. Co prawda podstawka juz jest, teraz tylko pozostaje upgrade. Kiedy skoncze? Albo chociaz najwazniejszej modyfikacji dokonam? Yyy osz kurwa, byc moze dopiero na koniec lutego. Kawal czasu. Wszystko mialo byc do polowy stycznia zrobione. Wyszlo nieplanowane. Cholerny ryanair.

Chyba tyle. Dobry ziomek sie odezwal na gg. Szkoda, ze tak pozno, bo zaraz musze do roboty wracac.
15:52 / 11.01.2007
link
komentarz (0)
Glowa boli. Srapap ma pomoc. Juz wzialem.
17:30 / 10.01.2007
link
komentarz (0)
Kurwa telewizor mi zdechl. Jeden, dzialajaca kolumbryna, stoi bezuzytecznie, bo na AV sie nie da przelaczyc. Teraz bedzie drugi, niedzialajace pudlo, ktore dostalem za darmo, stal. Tyle, co ledwie z tydzien temu wynioslem niedzialajacy odkurzacz, ktory przynioslem z ulicy i okazalo sie, ze nie dzialal i tak miejsce w pokoju zajmowal. Nie dosc, ze niewiele miejsca w pokoju, to sie jeszcze graciarnia zrobila.
17:19 / 10.01.2007
link
komentarz (3)
Ej no co jest? Jak nie mialem czasu, badz dostepu do netu, to po 3 dniach potrafilo mi sie 10 mejli nazbierac. Jak jestem online codziennie, to niewiele tego przychodzi. A przeciez powinno zewszad :P
00:50 / 10.01.2007
link
komentarz (2)
Pierwszy dzien za mna. Po poludniu zrobil sie niezly zapierdol. W tym wypadku nawet zmywarka chyba niewiele by pomogla, choc moze troche... no chociazby wsadzic i wyjac talerze to trwa krocej, niz recznie wycierac je po recznym myciu. Do tego smierdze morskimi gadami... homarami, ostrygami i innymi badziewiami. Ale ogolnie to nie bylo raczej zle. Skonczylem prace i w 3 minuty w domu, a nie 10 - 20 minut czekac na autobus, pozniej jeszcze ze 25 minut jechac i dopiero wtedy jeszcze ze 3 minuty z przystanku piechota. Ze o przerwie w srodku dnia nie wspomne, 3 godziny przerwy = prawie 3 godziny wolnego czasu. Ale nie ma sie co cieszyc przedwczesnie, na razie jeden dzien tylko za mna. Testowania jeszcze 4 i wtedy podejme ostateczna decyzje.
17:19 / 09.01.2007
link
komentarz (1)
Pierwsze wrazenie dobre. Moze nie twierdze, ze jest idealnie, ale jest cos pomiedzy "dobrze" a "bardzo dobrze". Jesli bedzie tak dalej, to w starej robocie bedzie tylko "fuck ya cunts!".
00:34 / 09.01.2007
link
komentarz (3)
Ostatni (miejmy nadzieje) dzien w cholernym Toby Carvery za mna. Od jutra nowa robota, zobaczymy, co to bedzie.
00:37 / 08.01.2007
link
komentarz (6)
Byc moze jutro ostatni dzien do pracy (obecnej). Jesli nowa tyra przypadnie mi do gustu, to nara rudy, nara Shipman i nara reszta popierdolcow. Bedzie za czym tesknic? Moze i bedzie, w koncu nie zawsze bylo negatywnie. Sposrod tego calego syfu i wkurwienia, jakie mnie tam opanowywalo przez wiekszosc czasu, bywaly i weselsze momenty. Nie wszedzie moge zwyzywac kazdego po kolei od pedalow, pedofili, pizd i walikoniow. Nie wszedzie... kurwa chyba to by bylo na tyle z zabawy, jaka mialem z tej pracy. No jeszcze cymbal byl swego czasu dosyc zabawny, bo to kaleka jak sie goracym tluszczem obrzydliwym nie oblal caly, to sie pocial o plastikowy pojemnik. Chuj tam, nie ma za czym tesknic. Oby nowa robota nie byla gorsza i sajonara cioty!
02:57 / 07.01.2007
link
komentarz (4)
No po co ja po nocy siedze przed tym kompem na sile? A rano znowu bedzie na dzien dobry "kurwa... ja pierdole... nienawidze tej roboty".
00:20 / 07.01.2007
link
komentarz (0)
Zalezy mi, czy mi nie zalezy? Nosz kuzwa dostane odpowiedz na tego mejla, czy nie?
11:12 / 05.01.2007
link
komentarz (4)
Na dzien dobry nowa praca. Minusy: na dzien dobry zmywarka zepsuta. Czy to duzy minus? Eee, w starej robocie co 2 tygodnie ktos w zmywarce grzebal. Plusy: 120 metrow od domu, 6 na godzine na poczatek, rzadziej splity (2 razy w tygodniu), w soboty sie mozna wyspac (czyt. nie na rano), niedziela i poniedzialek prawdopodobnie wolne, wiec w sobote po robocie mozna wyskoczyc gdzies poszalec :P Urlop w Tobym szlag trafi, ale musze przetestowac, chocby nie wiem, jak rozowo ta nowa fucha by nie wygladala, najpierw sprawdze, zanim odejde z obecnej roboty. Jesli bedzie ok, to jebac Tobyego w dupsko!
01:27 / 05.01.2007
link
komentarz (0)
Cholera, a dlaczego by nie skorzystac z okazji? Jak za dawnych dobrych lat. Jak szalec to szalec, najwyzej bedzie zonk (i to nie sa przemyslenia dlatego, ze znowu wysaczylem pare procentow).
16:53 / 04.01.2007
link
komentarz (0)
No Tony, bedziesz dobrym chlopcem? Zalezaloby mi na tym. Zobaczymy jutro rano. Mam nadzieje, ze nie bede sie zrywal przedwczesnie z wyra na darmo.

Z innej beczki. Jesli trace cos przez wlasna glupote, badz nieudolnosc, to trudno, wkurwiony potem chodze, ale potrafie przebolec. Jesli nie moge czegos miec przez cudza glupote, badz nieudolnosc, to to juz jest wiekszy problem. Bardzo nie lubie takich opcji, wiec postaraj sie mi tego nie spierdolic, ok?
02:45 / 04.01.2007
link
komentarz (3)
W chwili obecnej chcialbym znac odpowiedz chyba tylko na jedno, srednio nurtujace mnie pytanie. Bo to by mi raczej sporo wyjasnilo. Moze dowiem sie wkrotce, moze sie nigdy nie dowiem. Jedno jest pewne - musze zmienic prace, aby miec wiecej wolnego czasu.
02:03 / 04.01.2007
link
komentarz (2)
Po nocy mi czesto glupie pomysly do glowy przychodza, ale ej, no dla samej, krotkiej zabawy z pierdolnietymi sie zadawal przeciez nie bede. Nawet dla dobrej beki z debili, nie warto, bo pozniej moze byc ciezko sie takich pozbyc.

Na noc Yoko Kanno feat. Origa & Shanti Snyder i "Inner Universe". Kurwa, dlaczego ja jeszcze nie mam drugiej czesci "Ghost in the Shell: Stand Alone Complex"?
22:24 / 03.01.2007
link
komentarz (2)
No to jedna sprawa rozwiazana. W zasadzie calkiem przypadkowo, nawet nie planowalem tego na teraz. Kurde, w ogole tego nie planowalem, ot wyszlo samo i pozytywnie sie zalatwilo, ot tak, od reki. Przyda sie na przyszlosc moze.
03:26 / 03.01.2007
link
komentarz (2)
Z zycia wziete: zawsze trzymaj pod lozkiem rolke papieru toaletowego. Nigdy nie wiesz, kiedy do twojego pokoju w srodku nocy zastuka wspollokator (azeby z imienia nie wymieniac) z problemem typu "papier sie skonczyl".

Z zycia wziete 2 (sprzed co najmniej kilku tygodni): jak to jeden z moich dobrych kolegow zawsze mowi, to zrodlo ognia i kawalek co najmniej sznurka, a najlepiej line, zawsze dobrze jest miec przy sobie. Nigdy nie wiadomo, do czego moga sie przydac, ale zdarzaja sie w zyciu takie momenty, kiedy te dwie rzeczy moga okazac sie niezbedne, aby przetrwac. Coz... kilka tygodni temu moze i tragedii nie bylo, ale zrodlo ognia by mi sie przydalo, jak najbardziej. W mieszkaniu skonczyl sie prund i nie bylo nawet jak obiadu odgrzac (a umieralem z glodu). Ani w mikrofalowce, ani na kuchence gazowej odpalanej za pomoca iskry elektrycznej. Zapalek nie uzywamy, bo odpalamy wlasnie tymze elektrycznym ladunkiem. A jak pradu nie ma, to nie odpalimy. I wlasnie w takim momencie, ktorego nawet sie nie spodziewalem, przydalyby mi sie zapalki. Do czego moglby przydac mi sie sznurek, albo lepiej lina, tego jeszcze nie wiem i chyba najlepiej sie nie przekonywac.
Z ciekawostek jeszcze dodam, ze w krociutkim poradniku dla survivalowca wyczytalem kiedys, ze i gumki sa bardzo przydatne. Znaczy sie chodzi mi teraz o ich inna funkcje, niz podstawowa. Jesli wybieramy sie w jakies tereny nie objete cywilizacja na szeroka skale (jak chociazby do sporych rozmiarow lasu), dobrze jest miec przy sobie zrodlo ognia. Poniewaz jednak nigdy nie wiemy, kiedy zastanie nas deszcz, a zapalki, czy zapalniczke latwo zamoczyc, dobrze jest sklecic kilka pakunkow w postaci zrodla ognia skutecznie wlozonego i zawiazanego w taki podlozny balonik. Azebysmy pozniej nie musieli wykrzykiwac kurew w srodku lasu, kiedy nawet ognia nie bedzie czym odpalic.

Z innej beczki. Siedze w tym momencie przed kompem na sile, bo mi sie nawet spac nie chce. Na gg jak na zlosc nikogo nie ma (bo zawsze jak nie mam czasu, to jest 30 osob z waznymi sprawami).
02:08 / 03.01.2007
link
komentarz (0)
Mysl sprzed paru dni: idzcie wszyscy w chuj, jak najdalej ode mnie.

Bardziej aktualna mysl, choc rowniez sprzed paru dni: kurwy wszelakiej masci precz, nie podchodzic, nawet sie nie odzywac!
01:22 / 31.12.2006
link
komentarz (3)
Powoli, powolutku. Troche mnie nie bylo, gdyz po powrocie do Szkocji stracilem dostep do netu. Tak czy inaczej bodajze 2 dni temu wyjebalem troche hajsu na kompa, dzisiaj dokupilem sieciowke, rzecz jasna radiowa. Netu w zasadzie to dalej nie ma. Tego naszego, co to go zakladalismy, a co to ma byc do konca stycznia uruchomiony. Wtedy bede mial net. A poki co, to korzystam teraz ja na lewo, bo u mnie w pokoju sygnal podlapuje dosyc slabo skads. Czyli znowu, raz bedzie, raz nie bedzie i tak do momentu, az bedziemy mieli wlasny. Probuje sciagnac gg, bo pora sie z paroma osobami skontaktowac. Najwyzsza pora.
21:56 / 27.11.2006
link
komentarz (7)
W ciagu ostatnich kilku miesiecy opuscilem pare obowiazkowych pozycji, opuscilem tez pare takich, ktore po prostu chcialem obejrzec w kinie. Na wielkim ekranie nie obejrzalem "Piratów z Karaibów 2", "Piły III" czy chociazby "Pięknej historii" (jesli sie nie myle co do tytulu).

Teraz trzeba poswiecic kolejne filmy, kolejne koncerty i zarobic na duzy telewizor. Ja chce miec kino w domu i tyle :P
17:52 / 27.11.2006
link
komentarz (1)
Kazachstanskiego kina jeszcze nie widzialem, ale "Borat", to musze przyznac, momentami bawi do lez.
21:17 / 26.11.2006
link
komentarz (0)
No to jeszcze udane uberki przed wyjazdem. A co, nalezy mi sie :)
18:39 / 26.11.2006
link
komentarz (0)
Ale musze przyznac, ze "Star Wars" w edycji limitowanej zostal wydany naprawde profesjonalnie. Epizody III - VI wydane sa w bardzo podobnym stylu, wiec kolekcja wyglada rewelacyjnie. A i bonusy niczego sobie. W dodatku za dosc niska cene, zwlaszcza, jesli porownac te filmy z "Władcą Pierścieni" w wydaniu kolekcjonerskim. Teraz musze jeszcze tylko upolowac pierwsze dwa epizody w limitowanej. No bo o nie-uzupelnieniu takiej kolekcji mowy nawet nie ma!
13:47 / 26.11.2006
link
komentarz (0)
Dorwalem wreszcie stara trylogie na dvd. Trzeci epizod tez taniej, niz sie spodziewalem. Ale kuzwa pierwszego i drugiego na stanie nie bylo w markowych sklepach. Co jest? Z kolei trylogia Jacka jest w takiej cenie, ze to nie na moja kieszen poki co.
01:01 / 26.11.2006
link
komentarz (8)
Ech kurwa szkoda znowu wyjezdzac, ale trzeba. Z drugiej strony nie powiem, zebym nie mial motywacji. Ale jednak lubie to swoje zadupie, w ktorym znam kazdy kat, tutaj mam swoich ludzi. A tam czeka mnie tylko tyra, spanie, sranie i jedzenie. No bo jak jest wolne, to nawet za bardzo nie mam pomyslu na to, co zrobic z tym czasem.
15:20 / 25.11.2006
link
komentarz (2)
Wczorajsze spotkanie klasowe. Niewiele typa. Niektorych geb nie widzialem od tygodni, niektorych od miesiecy, a niektorych to ladnych pare lat. Chodzi mi o tych ludzi, z ktorymi kontaktu nie utrzymuje. Blizszych znajomych nie wliczam, od kiedy ich nie widzialem, bo od czasu do czasu (rzadko w ostatnich miesiacach, ale jednak) pare slow sie udalo zamienic i mozna powiedziec, ze bylem w miare na bierzaco. Ale cala reszta? To dzieciate, tamto po slubie, tamto w ciazy. Ja jebie, chwile mnie nie ma, a tutaj wszystko do gory nogami poprzewracane. Iza pod wzgledem dzieciaka przoduje. Ostatni raz jej potomka widzialem w wozku, a wczoraj mowila, ze ma juz 4,5 roku. Niektorzy juz studia koncza, kiedy ja nawet nie zaczalem. Ja za to siedze za granica i trzaskam kase. Moze uzbieram na wlasna firme?
12:56 / 24.11.2006
link
komentarz (2)
MPK nie udalo sie zalatwic. Szkole wstepnie. W poniedzialek po papiery jechac, ale o oplatach nic nie mowili. Gratis kuwa? Ja to chcialem zaplacic i miec spokoj, a nie, ze facet sobie przypomni za rok o mnie i wtedy mi dojebie niespodzianke.

A z innej beczki. Napady na galerie i srempik wyssaly ze mnie troche hajsu. Ale ile artefaktow znalazlem, ktore zasila moje polki. Filmy, gry. Niezle klasyki. Namber 1 to chyba "Spaceballs" za niecale 30 zlociszy. Wychowalem sie na tym filmie, gdyby nie on, to bym nie byl fanem "Star Wars". Trzeba bylo to kupic.
12:50 / 22.11.2006
link
komentarz (0)
Ledwo przyjechalem, a juz TPSA rachunki na moje imie i nazwisko przysyla. No zero serca ze strony tejze firmy. Przeciez ja z tego teraz nawet nie korzystam.
16:49 / 21.11.2006
link
komentarz (0)
Wrocilem. Wlaczylem kompa. Monitor umiera. Moze pozyc jeszcze nawet pare miesiecy, ale nie wyglada na to, zeby zyl pelnia zycia. Znowu mleko na ekranie. Zatem do kwoty, ktora musze (chce) zarobic nalezy doliczyc pare setek na nowy wyswietlacz.
01:50 / 18.11.2006
link
komentarz (1)
Od godziny powinienem spac. Bo sie nie wyspie. Ale jakos szkoda czasu na spanie. Bede niewyspany, ale mam to gdzies. I tak tylko dwa dni do pracy jeszcze i wolne. Wlasciwie jeden dzien wolnego, a nastepnie biore chorobowe i do kraju na tydzien, raczej nie wypoczne, bo sporo spraw do zalatwienia.
00:56 / 16.11.2006
link
komentarz (4)
W pracy china nie daje znaku zycia od 26 pazdziernika, ale ona jest chora. Juz ja szef od dziwek wyzywa, ale nadal uwaza, ze ona pracuje, tylko jest chora. Nosz kurwa na logike, jesli mi nie wierza, ze spierdzielila z tej syfiastej roboty, to niech do niej zadzwonia i zapytaja, bo tutaj sa chetni na ta robote, a problem beda mieli juz w przyszlym tygodniu, bo planuje do kraju dac dyla na tydzien i tez wziasc lipne chorobowe.
23:16 / 13.11.2006
link
komentarz (0)
Ja chcialem do pracy, chcialem znowu powyzej 50 godzin, a oni do mnie "You need sleep, you need rest". Gowno, jak bede potrzebowal, to sam sie poprosze o wiecej wolnego.
21:22 / 06.11.2006
link
komentarz (4)
Niedziela w pracy zleciala na szczescie dosyc szybko. Ale jaki zmeczony po tym jednym dniu bylem. Oj byl zapierdziel. Tak czy owak dzisiaj i jutro mialo byc wolne. Mialo byc, ale stwierdzilem, ze nie potrzebuje az dwoch dni w tym tygodniu. Co za tym idzie, jutrzejsze popoludnie bede klal, ze sam sie prosilem, zeby spedzic dodatkowe godziny w tym burdelu na kolkach. No ale nadgodziny = wieksza wyplata.
12:46 / 04.11.2006
link
komentarz (4)
"Wrocicie napierdalac, jak siade do pracy!"

Blisko pol dnia zabiegany, badz po prostu zajety. A to posprzatac, a to chwile przed kompem posiedziec, a to na miasto. Czego bym nie robil, obok swojego pokoju tylko przechodzilem. I co? I nic... cisza. Cisza i spokoj. W moich obowiazkach nastapila przerwa i na jakis kwadrans wrocilem do swojego pokoju. Ledwo co usiadlem, zza sciany dalo sie slyszec wiertarke. No bo ktos oczywiscie czekal, az usiade, zeby moc ponapierdalac w sciane udarowymi. Nie ma spokoju, grunt, ze kurwa inteligent zalatwiony, na dzien caly.

Usunalem sie. Wrocilem do swoich zajec w innych czesciach mieszkania. Wiertara tez ucichla. Wroca napierdalac, jak siade do pracy. Swoje zrobilem, wrocilem. Nie ma wiertary? Nie ma. Teraz znosza jakies ciezkie cholerstwo po schodach, co najlepiej rzecz jasna slychac u mnie w pokoju. Skonczyli po dwoch kwadransach. Cisza i spokoj? Nie, teraz pora na muzyke. Muzyke z gory, bo przeciez z dolu juz grala rano, na dzien dobry, pakistanska ta. Teraz bardziej przyjazna, jednak nadal za glosno, nadal przeszkadza. Kurwa mac, swojego podracera nawet nie slysze. Czy ja kiedykolwiek osiedle sie w miejscu z cichymi sasiadami?
15:55 / 02.11.2006
link
komentarz (0)
Pol dnia zlecialo. Trzeba sie wziasc do roboty. Na szczescie jeszcze dwa dni wolnego.
17:04 / 01.11.2006
link
komentarz (4)
Dzis kolano jakby lepiej. Ale 5 godzin mniej wiecej jeszcze do konca. Piec. W zasadzie, no czuje sie zmeczony znacznie, ale jakos tak... ogolnie daje rady. Nawet czuje, ze moglbym i przez nastepne trzy dni robic. I w ogole jebac dzien po dniu bez dnia przerwy, tylko nie wiem, jak dlugo organizm by to wytrzymal.
00:25 / 01.11.2006
link
komentarz (0)
Jeszcze jeden dzien. Ja wytrzymam. Oby kolano tez wytrzymalo, bo na chwile obecna ledwo sie poruszam.
17:35 / 31.10.2006
link
komentarz (5)
Zapierdziel na calego, bedzie wiecej kasiury :)

Poza tym ledwo zyje, ale w tym tygodniu 3 dni wolnego. Oj ponapierdalam w mortalika nowego :)
21:19 / 25.10.2006
link
komentarz (2)
Wg doniesien jutro ma pojawic sie "Mortal Kombat: Armageddon". W moim planie bylo pojechac z rana do sklepu i zakupic owa gre, po czym tluc, tluc, tluc i jeszcze raz tluc caly dzien. Zadzwonil telefon i w najlepsze zostalem poinformowany o tym, iz cholerna Chinka jest chora i ja mam jutro isc do pracy. Dupa bedzie, a nie mordowanie na ekranie. Za to zycze sobie o jeden dzien wolnego wiecej w przyszlym tygodniu, nie ma to tamto!
00:53 / 24.10.2006
link
komentarz (5)
Ludzie w pracy dzialaja mi strasznie na nerwy. Bo ja zapierdalam za kilku i wykonuje swoja robote + ich robote, a oni sie bawia komoreczkami, gadaja, zra i przytulaja sie jeden drugiego. Szkoda, ze sie jeszcze nie zaczna tam pierdolic, a ja za nich dodatkowo moze zaczne gotowac, zeby mieli wiecej czasu na pierdoly.

Ludzie w autobusach dzialaja mi na nerwy. Bo nie ma podrozy, zeby nie zostala spowolniona. Nie ma ani jednego przejazdu, azeby co najmniej jedna osoba nie wsiadla do autobusu, nie kupila biletu, badz okazala jakiegos normalnie po ludzku i pojechala dalej. Bo zawsze co najmniej jedna osoba musi wsiasc, zaczac dyskutowac z kierowca na temat jego trasy przejazdu, po czym najpewniej wysiasc. Bo rozklady jazdy sa za trudne do przeczytania, zawsze trzeba kierowcy zapytac. Przez takich tepakow codziennie trace swoj cenny czas.

Pora wiec poszukac innej pracy. Bez opierdalaczy, debili, bez splitow, przez ktore caly dzien poswiecam na robote, bez tak dalekich dojazdow. Choc, nie ukrywam, wystarczy choc jeden z tych warunkow, abym zmienil obecna robote. Tylko najpierw musi zostac spelniony najwazniejszy, a taki, ktorego jeszcze nie wymienilem... najpierw robote jakas musze znalezc, zeby dopiero wtedy zmienic.
23:53 / 21.10.2006
link
komentarz (3)
Cos taki poddenerwowany wrocilem do domu i rece mi sie trzesa, o co kaman? Chyba o ten wypadek...

Jak kilka tygodni temu ja zaliczylem glebe w robocie, bo taki syf panowal, to sie popatrzyli na mnie, jak na lamage, co chodzic nie umie, a zwlaszcza jedna taka kelnerka. Przelozony kelnerow natomiast stanal jak idiota (swoja droga to jest cholerny idiota) i zaczal sie smiac.
Jak kilka tygodni temu (pozniej, niz opisywana pierwsza sytuacja, ale wczesniej, niz dzisiejsze zdarzenie... co raczej jest logiczne z zaznaczenia, kiedy mniej wiecej) ta kelnerka wlasnie, co na mnie spojrzala jak na lamage, zaliczyla lekka glebe, to niewazne. Niewazne, bo przeciez slisko, a nie, ze lamaga.
Jak dzisiaj wlasnie znowu ta kelnerka zaliczyla powazniejsza glebe, bo najpierw byly smichy chichy z druga kelnerka i paroma kucharzami i ganianie sie po calej kuchni, tak dzisiaj wyjebala sie solidniej. Wszyscy sie smiali, mnie akurat to nie smieszylo, bo nie widzialem w tym nic smiesznego. Za chwile smiech przerodzil sie w placz, bo kelnereczka zaczela lapke masowac i beczec. Nie wiem, czy zlamana, ale teraz ja na nia spojrzalem, jak na lamage. Mysle, ze troche racji mialem, ale chodzi mi nie o spojrzenie, jak na lamage fizyczna, ale jak na lamage psychiczna. Kurwa, w pracy jest, czy na placu zabaw, zeby sie ganiac po kuchni? Wie, ze slisko, a biega. Ja tam malymi kroczkami codziennie malo co gleby nie zaliczam. Dobra, tak czy owak jedziemy dalej. Przyszedl ten jej przelozony idiota i pozniej do mnie z pretensjami, ze nie pozamiatane. A co ja mu tam kurwa pozamiatac mialem? Rozlany tluszcz po calej podlodze? Tam zamopowac to malo. Tak czy owak zmierzam do tego, ze jak Polak sie wypierdolil, to bylo zabawnie, ale jak Szkotka przez glupote wylozyla sie na ziemi, to od razu moja wina. Niech spierdalaja na szczaw, krotko, brutalnie i na temat.

A z innej beczki. Albo robie to calkowicie juz nieswiadomie i tak mi weszlo w nawyk, ze uwagi nie zwracam, albo od jakiegos czasu pierwszym zwrotem, ktory wymawiam po przebudzeniu nie jest "o kurwa".
17:18 / 21.10.2006
link
komentarz (2)
Mniej wiecej ok. godziny drugiej w nocy zakonczylem "Rogue Leader", czyli druga czesc "Rogue Squadron" zakupiona nie dalej, jak dwa tygodnie temu :) Musze przyznac, ze misje cholernie trudne byly, ale wciagajace. Najwiekszym atutem chyba bylo obsadzenie w grze historycznych bitew. Tak czy owak teraz pora trzaskac bonusy i przejsc do czesci trzeciej :)
15:15 / 19.10.2006
link
komentarz (1)
I juz niewiele wolnego zostalo. Jakos stanowczo za szybko zlecialo.
17:28 / 18.10.2006
link
komentarz (3)
No wczoraj to dostalem wycisk w robocie. Z powodu inspekcji do 1 w nocy zmywania mialem. To sie chlopaki paru nowych przeklenstw po polsku nauczyli.

A dzisiaj dokonczylem "Baldur's Gate: Dark Alliance". Gre mozna ukonczyc w mniej wiecej 8 - 9 godzin, aczkolwiek nie wliczony jest w to czas na przegladanie inventora, czy tez na chociazby wczytywanie gry, zapisywanie, etc. Raczej odladowywania nie bylo za duzo (najwiecej przy pulapkach z zapadniami), a gra nie byla zbyt trudna (na pozomie easy), a choc to juz nie jest ten sam stary poczciwy Baldur sprzed lat, to klimat mimo wszystko mozna poczuc, a gra wciaga wystarczajaco dobrze, zeby poswiecic te kilka godzin na jej przejscie. A no i historia przedstawiona jest typowo baldurowo-icewindowo-neverwinterowska, czyli rowniez cos, co uwazam za plus... Choc w zasadzie we wszystkich tych grach jest jeden schemat fabuly, to uwazam to za plus, bo to juz znam, to lubie. Pora kupic druga czesc :)

A teraz... czas pomeczyc "Rogue Squadron II".
17:13 / 16.10.2006
link
komentarz (3)
Khatuny okna myja! Inspekcja sanitarna do nich przyjedzie, czy ki grzyb? Bo w pracy od wczoraj zapierdziel jakich malo. Wlasnie inspekcja ma przyjechac w sobote, to czyscimy rzeczy, ktore zarastaly brudem przez co najmniej dlugie miesiace. Ledwo zyje... a za pol godziny znowu do tego burdelu na kolkach.
00:09 / 15.10.2006
link
komentarz (2)
Jezeli kiedykolwiek ktos powie mi, ze robie cos po chinsku, jak to Polacy maja w zwyczaju sobie zwracac uwage, tak chyba z miejsca go/ja zabije. Po chinsku, to ja na wlasne oczy widze po 3 razy w tygodniu, jak sie robi. I wkurza mnie to bardzo dosadnie, bo po chinsku, znaczy faktycznie nielogicznie, glupio i nieudacznie. Zmiencie mi ta glupia Chinke, bo ona chyba na drugie imie ma Tsunami. Swoja droga, jesli wszyscy Chinczycy tak zmywaja naczynia w restauracjach i w domach, jak ona, to nic dziwnego, ze w Azji jakies fale wielkie zalewaly...
23:35 / 12.10.2006
link
komentarz (1)
I zas kuzwa caly tydzien zapierdzielu przede mna. Niech to dunder swisnie. Nic nie wypoczalem. Nic a nic.
00:17 / 12.10.2006
link
komentarz (6)
"Rogue Squadron II: Rogue Leader"

"Rogue Squadron III: Rebel Strike"

"Star Wars: Clone Wars"

"Baldur's Gate: Dark Alliance"


Warto bylo kupic Nintendo GameCube (choc ostatnia pozycje rownie dobrze moglem kupic na PS2).

Oprocz tego urzadzenie typu plug&play, czyli dwa pady z Segi i oldschoolowy "Sensible Soccer" z bonusowym "Cannon Fodder" (calkiem niezle sie gra na padzie). Juz mi pisza, zebym sie opanowal.
23:05 / 05.10.2006
link
komentarz (4)
Kupilem czesci i zbudowalem X-Wing'a. Ogolnie moim przeznaczeniem jest zbudowac miecz swietlny, a X-Skrzydłowca powinienem dostac od Sojuszu, a nie samemu budowac, no ale poki co tylko to mialem dostepne, wiec nie bede wybrzydzal :)

A z innej beczki. Ekranizacja "Dead or Alive". Fanem serii moze nie jestem, a widzialem/gralem tylko w dwojeczke, ale fajne nawet. Oby i film byl dobry, bo sporo jest ekranizowanych dobrych gier, a filmy to kaszana niestety.

A teraz cos z zupelnie innej beczki. Na TV4 emitowany jest od dnia wczorajszego "Monty Python Flying Circus", po dwa odcinki na raz. Nie ma to jak dawka dobrego humoru. Nikt nie lubi sie bardziej posmiac ode mnie. No moze z wyjatkiem mojej zony. No dobra, nikt nie lubi sie bardziej posmiac od mojej zony i paru jej znajomych. Szczerze mowiac jest wiele osob, ktore lubia sie bardziej posmiac ode mnie, ale nie o tym mowa :) Szczesliwie dla mnie w srody mam wolne (przynajmniej mialem jak na razie), wiec moge troche Pajtonow poogladac.
14:04 / 04.10.2006
link
komentarz (2)
Khatunom sufit wczoraj spadl na glowe.

A z innej beczki, to co mi po dwoch dniach wolnego, jesli i tak nie wypoczne za bardzo, a za dwa dni znowu tygodniowy zapierdol? Nie, nie narzekam, ze musze pracowac. Narzekam, ze przydalby sie nieco inny tryb pracy - jak ide robic 8 godzin, to robie 8, a nie siedze calego dnia na jebanym zadupiu, badz w polowie pracy wracam do domu na chwile, zeby za moment znow jechac do pracy. Musze znalezc inna robote, blizej i bez splitow przede wszystkim.
01:00 / 04.10.2006
link
komentarz (0)
Dwa dni wolnego. A fizycznie wyczerpany. Pora odpoczac.
01:02 / 03.10.2006
link
komentarz (1)
Zmeczony, jak cholera. Ale przynajmniej cos wreszcie zarobie, jak nalezy.
00:29 / 01.10.2006
link
komentarz (2)
Nosz jab twoja mac! Cymbal, za ktorego pracuja dwie inne osoby zarabia wiecej, niz ja. I to bynajmniej nie dlatego, ze ma wiecej godzin, niz ja, choc to tez. Otoz dlatego, ze jemu dali wyzsza stawke godzinowa! Rece opadaja...
00:24 / 30.09.2006
link
komentarz (2)
No to jeszcze miesiac w robocie. A z innej beczki... kupic tego laptoka czy nie?
18:54 / 28.09.2006
link
komentarz (0)
Alan Alda napisal ksiazke. A to ci dopiero, tego sie nie spodziewalem. Nie wiem o czym, w tytule chyba cos z psem bylo. Moze jesli znajde te ksiazke w polskim wydaniu kiedys, to zakupie i przeczytam. A co, lubie goscia. W serialu mnie smieszyl i wzruszal do lez, moze ksiazka bedzie dobra.
14:33 / 28.09.2006
link
komentarz (4)
To na screenach widzialem juz dawno temu, ale nie przyszlo mi do glowy, zeby o tym wczesniej wspomniec. No jesli Motaro ma biegac na dwoch nogach, a w tryb czteronozny ma po prostu padac na przednie lapy i ogolnie miec tylko cztery konczyny + ogon zamiast 6, no to kurwa co to za centaur? Bo mechanika gry za trudna do zbudowania, czy ki grzyb? Pojebalo ich? Ja stanowczo protestuje! Skoro shokanow moga zrobic szesciokonczynowych, albo dragonow czy wampirow z dodatkowymi skrzydlami, to ja chce pieprzonego centaura z konczynami w liczbie 6 i ogonem!
19:59 / 27.09.2006
link
komentarz (1)
Cholerne pakistany. Przylaza, krzycza na klatce schodowej, narzekaja, ze sie halasuje po nocy. A jak oni muzyki sluchaja za glosno, to dlaczego narzekaja, ze im sie tupie w odwecie, zeby przyciszyli?
01:45 / 27.09.2006
link
komentarz (0)
Wolne :) Tydzien zlecial, jak z bicza strzelil. W sumie to calkiem dobrze, bo tak powinno byc, jak sie pracuje. Niech mija jak najszybciej. Gorzej teraz, bo upragnione i wreszcie wyczekane dwa dni wolnego zleca jeszcze szybciej.
17:21 / 22.09.2006
link
komentarz (2)
Kolejny tydzien tyry przede mna. Pierdole, dzis wyszedlem wczesniej. A mlody niech sie nie czepia, ze o 5 minut za krotko robilem, bo po pierwsze, to z reguly zaczynam o 10 - 15 minut wczesniej niz powinienem, wiec i tak nadrabiam, a po drugie, to sie blondynek zasrany sam spoznil dzisiaj godzine, wiec niech nie pyskuje. Tak czy srak, dzieki temu, ze wyszedlem o 5 minut wczesniej, bylem pod domem o 15 minut szybciej, niz zazwyczaj jestem w czasie przerw. I tak wlasnie bedzie trzeba teraz robic - szybciej wychodzic, bo "nie ma czasu do stracenia" :)
15:29 / 21.09.2006
link
komentarz (7)
Kurde no, ale bym w diablika pogral. Problem w tym, ze czasu brak. Aby powrocic na scene, potrzeba by mi bylo co najmniej tygodnia nieustannego grania, a ja mam dwa dni wolnego na caly tydzien, wiec odpada. Poza tym nawet w te dwa dni mam mnostwo innych zajec. Wreszcie, zeby nie byc niewdziecznym, do diablika potrzeba nieco mocniejszego sprzetu, niz ten, na ktorym obecnie pracuje. Musze koniecznie zmienic prace na taka, w ktorej, jesli pracuje 8 godzin, to w domu nie ma mnie nie dluzej, niz 9,5. A nie... kurwa mac 7 godzin w pracy, a caly tydzien wyglada tak, ze w domu tylko jem i spie, bo na nic innego czasu juz nie mam. Nosz cholera, w tygodniu to ja nawet wysrac sie za przeproszeniem nie mam czasu, chyba, ze sobie snu odejme. A gdzie tu w ogole czas wolny na odpoczynek, na przyjemnosci? Jak mam tu siedziec z dala od domu, to cos tak jakos zajmujacego przyjemnie czas by sie przydalo, a nie tylko wegetacja z tygodnia na tydzien, zeby nastepnie przez 2 dni dochodzic do siebie i znowu do tyry. Musze nowa robote znalezc, blizej domu i bez takich dlugich, ktorych i tak wykorzystac nie mam jak, przerw. Zwlaszcza, ze wrzesien sie powoli konczy i lada dzien rudy mi moze podziekowac za wspolprace.
18:36 / 20.09.2006
link
komentarz (2)
Baraninka calkiem smaczna nawet. Lody z automatu tez. I to wszystko za darmo moznaby rzec. Choc z drugiej strony za strasznie ciezka i niewygodna prace, od ktorej chce sie zygac. A najgorsze to, ze wiecznie mnie w domu nie ma, a placa za niewiele godzin z tego wszystkiego. Przeciez do cholery, jesli wychodze przed 11, a wracam po 23, to powinni mi placic co najmniej za 11 godzin, a pracuje w praktyce po 7, czasami 8. Chuj, nie robota.
15:01 / 14.09.2006
link
komentarz (4)
I juz pol dnia wolnego zlecialo. Na niczym doslownie. Fakt, ze wstalem przed 13 tez ma znaczenie, niemniej jednak, nosz w morde jeza, wyspac sie trzeba odespac po tygodniu pracy. No i tak chyba z tygodnia na tydzien przewegetowac to w pracy, to w domu.
16:09 / 13.09.2006
link
komentarz (0)
Lozesz kurwa mac. W "Le Monde" nie robie od soboty. Koniec. O ile fizycznie moglem tyrac, o tyle fizycznie w dwoch miejscach na raz nie potrafie sie znalezc. Za to nowa robota to syf, jakich malo. Dziwne, ze sie tam jeszcze szczury nie zalegly, ale ok. Jednym z minusow jest to, ze to jest daleko, ze sa splity i w rezultacie potrafie wychodzic z domu przed 11 rano, a wracac po polnocy, a pracy w tym miec na 8 - 9 godzin zaledwie. Tak czy owak, jak to hinduski kolega powiedzial - praca moze byc brudna, ale pieniadze sa dobre.
15:27 / 06.09.2006
link
komentarz (3)
Robota jest tak paskudna, ze sie zygac chce. I nie tylko mnie. Ale za to jest sie z czego posmiac. Ciekawe, jak dlugo tam wytrzymam. Oby ta druga opcja mniej wiecej za miesiac byla wciaz aktualna i zeby tam bylo lepiej, bo w obecnej robocie, to sobie tylko zdrowie zniszcze.
17:58 / 03.09.2006
link
komentarz (3)
Leki aptekarskie i domowe. No kurna zdrowy musze byc jak najszybciej. W koncu znowu dzis wroce w srodku nocy z roboty, a jutro caly dzien jebania w drugiej.
18:46 / 01.09.2006
link
komentarz (3)
To mnie jeszcze przeziebienie zlapalo i raczej slabo sie czuje. A jebac trzeba... Jak sie chce wzbogacic jak Kulczyki, to musze jebac.
20:22 / 31.08.2006
link
komentarz (2)
No to robie na 2 roboty na raz. Ciezko, momentami nawet bardzo (przyklad - koncze jedno w niedziele ok. 4 rano, klade sie spac ok. 5:30, zaczynam drugie w pn. o 10, wiec wstaje o 8:00, bo daleko i korki i w ogole). Ale sam chcialem. Jak dobrze pojdzie, to nie bede sie musial zwalniac z pierwszej fuchy, bo mi pojda na reke w drugiej i bede mogl pogodzic obie roboty na raz, w sensie, ze nie bede musial byc w obu miejscach jednoczesnie. A fizycznie? Idzie przywyknac, juz nie raz jebalem na wysokich obrotach dzien po dniu, miesiac pociagne, moze dluzej, jak sie uda. Musze sie odkuc za te kilka miesiecy, ktore tu przesiedzialem na part tajmie.

No a teraz wrazenia z nowej pracy. Jak na "Le Monde" narzekalem, tak szkoda mi sie stamtad zwalniac, bo jednak i ludzi lubie i napiwki czasem nawet ladne i w ogole. Jednak na nowa robote, to tylko narzekac. Kuchnia paskudna, zygac sie chce od tych potraw na sam widok/zapach, smakowac nawet nie mam zamiaru. Obrzydlistwo. Momentami taki zapierdol, ze nie wiem, w co rece wlozyc i robie po kilka rzeczy na raz. Ale dam rade, przywykne i zarobie miliard funtow hehehe. Bedzie dobrze, choc ciezko. Ale ogolnie, to lepiej tutaj pozapierdalac na maxa miesiac, moze poltora, jak sie da (zalezy dopoki bedzie nowa robota) i pozniej sie byczyc latami w rodzimym kraju za zarobione pieniadze (zyjac na minimum oczywiscie), niz teraz narzekac, a pozniej harowac caly czas.
18:15 / 27.08.2006
link
komentarz (0)
W duzym skrocie, bo czas goni. Nowa robota od jutra, na kuchni, w zasyfialej restauracji. Grunt, ze full-time.
18:00 / 24.08.2006
link
komentarz (4)
Cos mialem napisac, ale mi bateria pada, wiec za duzo nie napisze. Bylem znowu u ksiegowej suki, dzisiaj juz lepiej gadala, moze nie strace pracy, a moze nawet mi zaplaca za zalegle godziny.

Jutro mam interview w sprawie nowej pracy.

Prezenty kupilem juz prawie wszystkim czlonkom rodziny. Zostal tylko jeszcze jeden do kupienia. Oprocz tego, jesli moj budzet nie bedzie az tak masakrycznie krytyczny oraz jesli znajde cos wartego uwagi, to pomysle tez o znajomych.
01:49 / 23.08.2006
link
komentarz (4)
A ze ksiegowa to tepa i leniwa pizda, to mozliwe, ze jeszcze strace robote przez nia. Nie umie podliczyc czasu pracy, a kiedy tylko mnie ostatnio zobaczyla (chociaz do tej pory rozmawialem z nia tylko raz) od razu na mnie najechala i zaczela twierdzic, ze probuje wyludzic pieniadze. W ogole nie interesowalo ja, w jakiej sprawie przychodze, ani (kiedy juz powiedzialem, ze faktycznie mam zalegle godziny, ale nie o te mi chodzi) informacje na temat moich zaleglych godzin. Ostatecznie zamiast zaplacic mi za zalegle zaczela mi grozic i obciela trzy dodatkowe dni, ktore dal mi Chef. Na chwile obecna wiec dalsza moja przyszlosc w obecnej firmie jest bardzo niepewna z mojego punktu widzenia. A tak mi sie tam podobalo... Zebym chociaz dostal pozytywne referencje i zalatwil NIN (no i zebym jeszcze porobil tam pare tygodni wypracowujac co najmniej te 20 godzin tygodniowo).
21:24 / 15.08.2006
link
komentarz (3)
W ubiegla niedziele rozwalilem sobie palec w pracy. Swieczke zapalalem, a mam bardzo gleboka rane cieta w palcu. U lekarza nie bylem, nie boli za bardzo (chyba, ze zginam przypadkiem). Mam nadzieje, ze sie zagoi, chociaz nie ukrywam, ze spodziewam sie paskudnej blizny. Zaskarze ten burdel za niedopilnowanie pod wzgledem bezpieczenstwa, za molestowanie seksualne (za ten fartuch damski, co mi dali i nie chca wymienic na meski), za niewyplacanie kasy na czas i za to, ze na kontrakcie mam 39 godzin, a pracuje po nie wiecej niz 20.
19:47 / 12.08.2006
link
komentarz (1)
I dalej tyle samo godzin, co i w tym tygodniu. Po chujcu fest sie dorobie, jak tak dalej pojdzie.
19:55 / 11.08.2006
link
komentarz (3)
Z przyczyn technicznych na nlogu bede rzadziej. I w ogole na necie.

A z zycia... niewielki rozwoj sytuacji, ale grunt, ze w ogole do przodu. Planow sporo, checi tez. Kwestia podrasowania wszystkiego jak nalezy. No i troche tez juz nie zalezy ode mnie, wiec potrzeba jeszcze tylko odrobine szczescia i bedzie git.
18:48 / 04.08.2006
link
komentarz (5)
Chcialem wiecej godzin i dostalem na ten tydzien. Fizycznie jestem zmeczony, ale dam rade. Od niedzieli czynne bedzie dluzej, ale mam mniej dni na grafiku. Znowu sie musze wkrecic na kuchnie na pare dni, zeby walnac okolo 40 godzin albo i wiecej. Inaczej znowu bedzie trzeba sciemniac, a da to niewielki efekt.
17:08 / 01.08.2006
link
komentarz (2)
Z tygodnia na tydzien, byle jak najdluzej i przede wszystkim do przodu.
18:10 / 28.07.2006
link
komentarz (5)
We wrzesniu prawdopodobnie powrot. Jeszcze nie jest to przesadzone, ale wydaje mi sie, ze na to sie zanosi. Oj zrobie porzadek i w domu i w miescie. Wszystkich kuwa po katach porozstawiam i spale pol miasta.
17:31 / 26.07.2006
link
komentarz (6)
Drugi dzien wolnego. Nie powiem, milo jest odpoczac, kiedy nogi bola nie wiadomo od czego przy kazdym kroku. Niemniej jednak ja chce do pracy!
16:31 / 25.07.2006
link
komentarz (5)
Standardowa procedura. Zbiera sie dlugo, mija bardzo szybko. Dobrze. Bardzo dobrze. A z innej beczki... moze by sie piwa napic?
19:04 / 24.07.2006
link
komentarz (5)
Nie zaplacili mi za wiekszosc godzin. Na nowy tydzien godziny mi obcieli. Nie zalatwili mi nic w zwiazku z numerem ubezpieczenia. I klucza do logowania nadal mi nie dali. Kurwa, co to za menadzerowie?
19:48 / 16.07.2006
link
komentarz (3)
A jeszcze tak wczoraj to sie w robocie az niezle wkurwilem. Lubie ta prace, ale czasami dziala mi na nerwy i to za bardzo. I teraz jakos tak tez cos zaczynam sie podkurwiac nie wiem czemu. Czasami tak mam. Ale moze to i lepiej, bo jak jest duzo ludzi i jestem wkurwiony, to wydajniej pracuje.
18:36 / 16.07.2006
link
komentarz (0)
Dostalem wiecej godzin niby pewnych, mozliwe, ze dostane jeszcze troche niepewnych, wiec ogolnie chyba dobrze jest. Rozgladajac sie po ziemi od czasu do czasu znajduje pare funtow, wiec tez mam powody do radosci. Tak czy owak chce jeszcze wiecej godzin. Liczba od 30 i wiecej by mnie w pelni chyba zadowolila - ale takich pewnych + ewentualnie jeszcze cos dodatkowego. No i niech jeszcze czesciej napiwki daja, czesciej gubia kase tak, zebym ja znajdowal, to bedzie bardzo dobrze :) No i jeszcze zeby mi za pare niepoliczonych godzin zaplacili, to bede chyba szczesliwy.
17:51 / 11.07.2006
link
komentarz (2)
Z tygodnia na tydzien. Plany, wizje, pomysly. Wszystkiego pelno, tylko nie ma jak. Pierdolca idzie dostac. Ja chce wiecej godzin i bez nieporozumien!
16:01 / 06.07.2006
link
komentarz (4)
Rzadziej na necie, a tygodnie mijaja dosyc szybko. Ostatnio pozwiedzialem troche najblizsza okolice. Odkrylem miejsca, w ktorych niegdys nie bylem. Park jest calkiem ladny, jest blisko, idealne miejsce na browarka. Tylko, ze dalej nie mam wyplaty, a jak juz ja bede mial, to mam spore dlugi. Browar niby tani, ale najpierw musze miec na zycie.
18:39 / 25.06.2006
link
komentarz (8)
To bedzie tak. Niewiele ponad miesiac tu siedze, a juz udalo mi sie wkrecic na szkockie wesele. W zasadzie to bardziej ktos mnie wkrecil, niz sam sie wkrecilem, bo z mojej strony to byla tylko kwestia chce/nie chce. No ja akurat chcialem, bo czemu by nie :) Co prawda calosc poszla nieco nie po mojej mysli, bo po wszystkim spoznilem sie do stalej pracy o poltorej godziny, ale ogolnie rzecz biorac, nie bylo zle. Pioropusz powiedzial, ze jest ok i nic sie nie stalo, wiec luz.

No a teraz relacja z wesela. Pojechalem tam jako kelner. Nie mialem za wiele do roboty. Takie juz sa te szkockie wesela podobno. Goscie siadaja, a ja po jakims toascie (2 razy brawo bili, zadnego sto lat albo cos) mialem pozbierac zamowienia. Nie ma tak, jak w rodzimym kraju, ze jest 500 osob na weselu, stoly zastawione i tylko kelnerzy talerze zbieraja i przynosza czyste. Tutaj do wyboru 1 z 2 dan na starter, 1 z 3 na glowne danie, 1 z 2 na deser i wynocha. Kazdy zamawia, zre, a pozniej ida do baru za drzwiami i kupuja sobie chlanie. A... dodam jeszcze, ze to bylo bardzo duze szkockie wesele, bo az na 60 osob. Kazdy ubrany co najmniej nieadekwatnie do sytuacji (no moze poza tymi kiltami, to to chyba jako tradycyjny szkocki stroj pasuje na taka uroczystosc), zero muzyki, nic. Gdyby nie te baloniki, to by mozna pomyslec, ze to stypa a nie wesele.

Jesli o menu chodzi. Zarcie, nie dosc, ze co najmniej nieapetyczne z wygladu (i zapachu), to jeszcze nakladala je pewna oblesna baba. Nawet sztuccow nie uzywala do tego. Lapami kielbase, pozniej tak samo deser. Dobrze, ze chociaz ziemniaki i sos nakladala lyzkami hehehehe.

No coz, inny kraj, inny zwyczaj. Zaplacili ladnie, wiec nie narzekam. Jedyny minus po tym weselu byl taki, ze sie troche wydygalem o moja przyszlosc w stalej robocie. Moze nie tyle, ze mnie wywala, ale o to, ze mi godzine obetna, bo do 9 i tak sie kompletnie nic nie dzieje, a moja nieobecnosc by to tylko potwierdzila. Tak czy owak nic sie nie stalo, dobrze jest.

Dosyc smutow, troche zmeczony jestem, dzisiaj pora wypoczac, co jutro, to jeszcze nie wiem. Joł :)
15:06 / 21.06.2006
link
komentarz (6)
Dzisiaj wstalem wczesniej. Musze isc na zakupy, wieczorem musze isc posciemniac z ulotkami (trzeci raz). A tak to co ja musze? Kurwa, nic nie musze! Co to za cholerna paranoja, ze wiecznie cos czlowiek musi zrobic. Nie musze nigdzie wychodzic, nie musze nawet isc do pracy. Fakt, ze mnie z niej wypierdola jak nie przyjde i nie dam znac, ale jesli odpowiednio na to spojrzec, to nie musze tam isc. Pojde, bo chce kase zarobic, a nie, bo ktos mi kaze. Jestem wolnym czlowiekiem i mam wlasna wole. I nic kurwa nie musze :)
18:47 / 20.06.2006
link
komentarz (4)
Co za kraj, co za dzielnica. Jak nie Khatunow probuja okrasc, to jakis sklep w okolicy. Wczoraj pewna dziewczyna postanowila wyniesc ze sklepu pelna torebke drogich kosmetykow. Ktos to zauwazyl i ochroniarze ja pogonili, pochwycili i zaprowadzili spowrotem do sklepu. Jakis kolo probowal jej pomoc, to dostal fange w ryj, wylozyl sie na ziemi i po chwili zniknal. Pewnie wspolnik. Co najlepsze podczas ucieczki wszystkie te kosmetyki wysypaly sie tuz pod moimi nogami. Ludzie gapili sie na zajscie, moglem pozbierac towar i sie ulotnic. Zawsze moznaby to gdzies sprzedac :P
17:22 / 17.06.2006
link
komentarz (2)
Wczoraj to mi kurwa jalmuzne dali, a nie napiwek. Wyszlo po 17 funtow na leb, oni wzieli po 17, mnie dali 5. Dobrze, ze wczesniej prawie 2,5 funta ze stolu zajebalem. Ja chce dzisiaj za bar, bardziej sie narobie, ale przynajmniej dostane wiekszy napiwek i szybciej czas zleci.
15:24 / 16.06.2006
link
komentarz (2)
Dalej przeziebiony. Wczoraj wzialem dodatkowy dzien w robocie, trzeba cos dorobic, bo na 2 dniach to ja nie za dobrze wyjde. Ludzi bylo malo, ogolnie nudy. Dzis za to bedzie zapierdziel, a jutro jeszcze wiekszy. Przynajmniej szybciej czas zleci. No i moze znajde wiecej pieniedzy, niz 20 pensow wczoraj.
14:05 / 13.06.2006
link
komentarz (2)
No to sie pochorowalem z deka po weekendzie. Nie wolno pic zimnych drinow, jak sie jest zbyt rozgrzanym. Bol gardla murowany.

Wczoraj rano dzwonili do mnie z jakiejs budowy, zeby od dzisiaj na full time zaczac. Odmowilem chyba przez to, ze bylem jeszcze niedobudzony, przez to, ze ledwo mowilem (efekt bolu gardla) i ogolnie przez to, ze sie nie zastanowilem w ogole nad odpowiedzia. Trudno sie mowi. Tak czy inaczej skoro dzwonia, to predzej czy pozniej znajde jakas robote tak, zeby wiecej kasy oszczedzac co miesiac. A poki co z tej jednej powinienem wyzyc bez problemow.

Z innej beczki. Jakis czas temu pisalem, ze Khatuny sie wyprowadzaja. Nic bardziej mylnego. Chyba tylko meble wynosili albo cos. W piatek natomiast, najpierw do mych drzwi ktos probowal sie wlamac. Slyszalem, widzialem przez wizjer, ale nie zareagowalem. Wolalem przeczekac i zobaczyc, co koles dalej zrobi, czy na sile sie bedzie wolal wlamac. Bo jesli tak i dopiero w przedpokoju mnie zobaczy, to wiecej nie podejdzie - nigdy nie bedzie mial pewnosci, czy ktos jest w domu, czy go nie ma. A tak jak od razu wyskocze, to na przyszlosc wybada moment i wejdzie, jak nikogo nie bedzie.

Do mnie mu sie nie udalo, poszedl w pizdu. Za pare minut slysze jakies krzyki w pakistanskim jezyku, jakies huki. Patrze przez okno na podworko, a tam wybiega wlamywacz - nie wiem, czy z drzwi z klatki schodowej, czy z khatunskiego okna, w kazdym badz razie wyskoczyl i w dluga, jakby go Darth Vader gonil. Khatun zaraz za nim i w krzyk. Wlamywacz mu umknal. Tak ze 2 godziny pozniej brytyjska policja po podworku chodzi, spisuje, do drzwi puka i pyta, czy kogos nie widzialem. Powiedzialem, co widzialem i poszedlem do pracy. Hehehehe Khatunow prawie ojebali.
16:31 / 11.06.2006
link
komentarz (1)
A wczoraj wiekszosc czasu za barem stalem i szklanki zmywalem. Tez dobrze, bo i napiwek dostalem przynajmniej. Bo, jak sie dowiedzialem, glass collectorzy nie dostaja.
23:54 / 08.06.2006
link
komentarz (3)
Ogolnie powinno byc dobrze. Jak sie uda, to wezme pare nadgodzin.

A z innej beczki: pakistany to chuje!
23:03 / 04.06.2006
link
komentarz (6)
Ale wczoraj to byl niezly zapierdol w robocie. Spory scisk, duzo ludzi i 12 funtow napiwku + 50 pensow znalezione na stole w wodce zalane. Jak sie te ludzie napierdola, to koniec swiata. Burdel zostawiaja po sobie, jak w chlewie. Jezeli o artefakty chodzi, to niby co znajde na ziemi, to moje. To wczoraj znalazlem opaske na glowe taka czerwona z kocimi czerwonymi uszami, taka opaska rodem z Playboy'a. Tylko, ze jakas stara baba w niej chodzila, to zabralem po wszystkim ze stolu pozostawiona i schowalem gdzies na krzeslo odlozylem, coby nie miec klopotu. Przyszedl kierownik, znalazl to i mi daje do rak. Pytam co z tym, a ten, ze jak chce, to moge sobie wziasc. No bardzo mi potrzebna opaska po starej krowie najebanej. Inny artefakt, jaki znalazlem na koniec, to byla reklamowka. Niewielkich rozmiarow torba foliowa z zawartoscia wewnatrz. Na oko wywnioskowalem, ze byly to mokre, biale gacie. Gacie, bo spodni to nie przypominalo, a mokre, bo ciezkie i wygladalo na mokre. Oczywiscie do kosza. A nie moge jakiegos drogiego telefonu albo aparatu znalezc? Albo portfela najlepiej pelnego pieniedzy, bez dokumentow? Czy bizuterie moze jakas droga tez.
15:52 / 03.06.2006
link
komentarz (3)
Od wczoraj nowa praca, rzadziej na necie, ale to nie przez to. Za wczorajszy wieczor ponad 10 funtow napiwku :)
13:06 / 31.05.2006
link
komentarz (5)
Ta pseudorobota przy malowaniu zaczyna mi dzialac na nerwy. Kolejny dzien bez znaku zycia. Koles chyba cos sciemnia. Tyle w tym wszystkim dobrego, ze rozliczyl sie uczciwie od razu po pierwszym dniu, jak to mial kazdego dnia sie rozliczac. No ale panie pedaloprzyjazny, co z dalsza robota? Umiec sciemniac, chciec pracowac kurna no!
20:22 / 30.05.2006
link
komentarz (4)
Na dwa tygodnie moze byc netowy out. Chyba, ze do biblioteki mi sie zachce isc.
11:40 / 30.05.2006
link
komentarz (2)
No i dalej nie wiem, na ktora mam isc na to malowanie. Pojde chyba na 12, w najgorszym wypadku postoje do 13, bo chyba cos takiego koles mowil, ze powinien byc na 12, ewentualnie sie spozni. No byleby dzisiaj mozna bylo porobic troche dluzej niz 4 godziny, bo robota nie byla az taka ciezka, czasu i tak mam na tyle, ze moglbym wiecej popracowac, a kasa sie przyda, zwlaszcza na poczatku.

Wczoraj jakies stuki, huki i krzyki. Podjechal dylizans, pakistany meble wynosily. Khatuny sie wyprowadzaja. Po 2 tygodniach dokladnie Khatuny przepedzone jednym czy dwoma skakaniami sufitowymi :) Teraz jeszcze pora na tych debili, co mieszkaja nad nami. Niestety na nich nie mam za bardzo sposobu, bo na sufit nie wejde, zeby potupac.
18:13 / 29.05.2006
link
komentarz (1)
Chyba dobrze jest. Ulotkowa robote powoli rzucam. Wczoraj poszedlem rozdawac ulotki, to niewiele ponad pol godziny z nimi postalem i mi sie znudzilo. Rozleniwil mnie ten telefon w sprawie malowania. Ulotki wiec dociagne chyba tylko do imprezy i bede sie staral ciagnac dalej - rozdajac w dniu imprezy, bo wtedy rozdac mozna najwiecej i moge na tym niezle dorobic, a nie przepracuje sie.

W kwestii malowania natomiast... poszedlem, facet ok. 35 - 40 lat. Nie zachowywal sie jak pedal, wiec kamien z serca (albo jakby to Władek z "Klanu" powiedzial "gówno w majty" hehehehe). Gadatliwy tylko troche za bardzo. Zrozumialem trzy po trzy i piate przez dziesiate, co mam zrobic, pytal kilkukrotnie, czy bede mial duzo czasu i dzisiaj i wkrotce, bo beda nastepne mieszkania. Czyli robota bedzie, dobrze jest.

Teraz odnosnie samej roboty. Zbyt lekko nie bylo, ale tez sie nie przepracowalem. Od czyszczenia scian (co za brudasy i niechluje tam mieszkaly? Polka jakas z jakims gosciem zagranicznym - tak na drzwiach przeczytalem wywieszke z nazwiskiem) az lapki rozbolaly, no ale dalem rady. Na budowie bardziej bym sie zmachal. Tak wiec czyscilem te sciany w pokoju i kuchnie cala. Po 4 godzinach wrocil David (zleceniodawca), polazil, popatrzyl i mu sie chyba podobalo. Jak sie rozgadal, tak malo co mi roboty nie dal dokonczyc. Gadal cos o jakichs zdjeciach, ktore beda robione we srode, wiec jutro musze pokoj pomalowac. Reszta na czwartek musi byc gotowa. Gadal i gadal. Powiedzial rowniez, ze jutro dojdzie do mnie jakis maly (niski pewnie) pedalek ze wschodniej Europy. Nie z Polski, nie z Czech, nie pamieta, ale z malego kraju. Gosc podobno jest zabawny i jest przy nim sporo radosci. Niewielka to dla mnie pociecha, ja pedalow nie lubie. Obecnie zyje w kraju, w ktorym niby jakastam tolerancja jest na wysokim poziomie, ale jak sie brzydze pedalow, tak sie nie przemoge. "Pierdolisz pan tolerancja" i tyle. Choc z drugiej strony jesli gosc faktycznie jest taki zabawny, to moze sie bedzie lepiej pracowalo, o ile bedzie spokojny i bedzie smiesznie. Przynajmniej szybciej czas zleci i jak nie bede czegos wiedzial, to jemu dam do roboty albo cos.

Odnosnie wyplaty. Dobrze jest. Po zakonczonej pracy dzisiejszej, zgodnie z obietnica na biezaco pieniazki. 4 godzinki - 20 funcikow. Wolalbym dzisiaj jebac z 8 godzin albo i z 10, bo robota nie byla wykanczajaca, no ale nie bylo dluzej mozliwosci. Jutro kontynuacja. Moze troche dorobie sobie na takiej robocie z pedalami badz bez, dopoki nie dostane tego legala w polowie czerwca. No a ulotki, przypomne jeszcze raz - swoja droga w dniu imprezy. A co, tez warto dorobic!
21:53 / 28.05.2006
link
komentarz (2)
Dzwonil Dejwid. Jutro zaczynam malowanie dla small gay-friendly company. Facet ogolnie nie brzmial pedalsko, wiec moze robota bedzie warta tych funtow, o ktorych pisali w ogloszeniu.
13:51 / 27.05.2006
link
komentarz (1)
Bylem na rekrutacji w czwartek. Chodzi o produkcje zywnosci gdzies w Edi. Wczoraj dali telefoniczna odpowiedz - od polowy czerwca beda mnie tam chcieli widziec. Pytalem, czy na 100% - "tak" mi powiedziano. W porzadku, ale dla mnie takie "na 100%" za 3 tygodnie to znaczy, ze do tego czasu sytuacja moze sie 20 razy odmienic. Czekac, owszem bede na ta prace, ale w miedzyczasie poszukam jeszcze czegos innego (ulotki swoja droga, ale juz nie nastawiam sie na to, ze na nich zbije majatek). Ide zryc i na miasto za praca. Joł.
18:58 / 25.05.2006
link
komentarz (1)
Skurwysyny oczywiscie zaplacily mniej, niz powinny. Ani funta nie dostalem za godzine, tylko za zwrocone ulotki. Szef powiedzial "you're the man", bo najwiecej chyba moich bylo zwroconych. Nic dziwnego, w koncu stanalem wczoraj niedaleko klubu i jeszcze zaczepialem ludzi - rozdalem blisko 20 wejsciowek, jak ktos nie mial. Dzisiaj mi powiedzieli, ze teraz mi beda liczyc po 20 godzin tygodniowo i za to placic. No zobaczymy.
18:26 / 24.05.2006
link
komentarz (1)
Kurwa dosyc tej pogody, dosyc tych dziwakow. Choc jesli chodzi o pogode, to dzisiaj bylo o wiele lepiej, niz wczoraj. Bylo troche slonca, zaraz po tym troche wiatru, deszcz, znowu wiatr, znowu slonce i tak w kolko. Na szczescie przez wieksza czesc dnia bylo nawet znosnie, wiec nie narzekam.

Teraz w kwestii dziwolagow. Najpierw podchodzi jakis jasny czarnuch, bierze ulotke, oglada i spiewa. I stoi przy mnie. No to ja mu tlumacze o co biega, a ten dalej spiewa. Skonczylem tlumaczyc, czarnuch udal sie w swoja strone wesolo podskakujac i dalej spiewajac.

Drugi przypadek. Podbija do mnie koles na szczudlach, jakis taki typowo Pythonowski z twarzy. Usmiechniety, chociaz ubrany jak wariat. Tez ulotki rozdaje. I belkocze do mnie cos po swojemu, troche sie z typa posmialem, wzial moja ulotke, mnie dal swoja. On tam jakies znizki chyba reklamowal, nawet nie wiem, bo jeszcze nie patrzylem. Co sie przeszedl, to podchodzil do mnie i gadal o pierdolach. I, co z reszta nie po raz pierwszy mialo miejsce, zawiesniaczyl polskim "dzien dobra". Pozniej cos zaczal gadac, ze lubi Polakow od czasow wojny. Dziwni ludzie tutaj zyja.

Podczas jednej z "wizyt" szczudlatego klauna podszedl do nas jakis miejscowy rudzielec, chyba kapke podpity. Pytal, czy ten "wysoki" jest na szczudlach. No nie, kurwa ma nogi dlugosci poltora metra. Szczudlacz zaczal tanczyc na pokaz, ze to jego prawdziwe nogi. Paranoja.

Na koniec podbil do mnie jakis koles i pytal, czy mam ochote z nim isc na herbate, zeby sam nie musial przy stoliku siedziec. Pomijajac wszystkie racjonalne i oczywiste powody, dlaczego odmowilem, to istnial jeszcze jeden - mialem robote (za ktora nadal nie mam pewnosci, czy mi zaplaca).

A na koniec dnia - wiele czesci ciala mnie boli. Moze wezme jeszcze reszte ulotek i uczciwie pojde pare z nich rozdac pod klubem - zawsze to wieksza szansa na ekstra kase. Oprocz oczywistej godziny czy dwoch przepracowanych, ktore rzecz jasna bede mogl sobie dopisac, to jeszcze moge rozdac sporo wejsciowek, za co powinni mi zaplacic po funcie od kazdej zwroconej przy wejsciu. Musze sie nad tym zastanowic... badz co badz, jest kawalek do tego klubu, a ja mam juz dosc tych ulotek na dzisiaj.
22:30 / 22.05.2006
link
komentarz (11)
Jakis master od ulotek powiedzial mi dzisiaj, ze w srode mam przyjsc na impreze. Kupi mi pare drinow i wtedy zaplaci za robote. Po mojemu, to mnie typ chce schlac, zeby mi mniej zaplacic.

W kwestii gosci. Zaczepil mnie dzisiaj jeden Czech, bo zobaczyl jakies znajome litery, jak to okreslil. Nie wiedzialem, czy tlumaczyc mu o co biega po polsku, czy po angielsku. Powiedzialem po polsku, przytakiwal, mozliwe, ze zrozumial. Jesli wpadnie na impreze ze swoimi znajomymi, to powinienem dostac kilka(nascie) funtow wiecej.

Dalej byla calkiem ladna i mila Polka. Fajna dziewczyna, chwile pogadalismy. Co jak co, ale ja w ojczyznie nie przypominam sobie, zebym kiedykolwiek spotkal tak milych, a zarazem nieznajomych rodakow. Tak wiec moze i ta Polka zgarnie swoich znajomych i wpadnie na impreze. Mnie to odpowiada, z kwestii finansowych przede wszystkim.

Trzeci interesant to byl jakis brodacz z Tych. Gadal troche z jajuszowatym akcentem. Ucieszyl sie chlopaczyna, jak mial okazje z kims po polsku pogadac. Tez wreczylem mu kilkanascie ulotek, a co... niech bierze znajomych i wpadaja na impreze, jaka by ona nie byla. Mnie chodzi o to, zeby mi zaplacili jak najwiecej :P
19:36 / 21.05.2006
link
komentarz (2)
Jesli o ulotki chodzi, to dzisiaj tez nie zastalem ulotkowego menadzera (nawiasem mowiac bardzo powazne to musi byc stanowisko, zeby az kierownik do tego byl wymagany jako do osobnej sekcji). Bylem w klubie trzy razy o roznych godzinach i w koncu ktos byl w srodku. Dowiedzialem sie tyle, ze ulotkowy menadzer bedzie dostepny jutro o godzinie 13. Oby faktycznie tam byl, bo chce nastepne ulotki i troche informacji.

Teraz w kwestii pakoli i innych ciemnoskorych pakistanopodobnych. Jeden z nich nawet mily w sklepie. Choc nie ma u niego pracy, to przez 5 minut belkotal po pakistanskoangielsku o tym, gdzie praca moze byc. Zrozumialem z calej gadki tylko tyle, ze 3 minuty drogi w prawo oraz 5 minut drogi w lewo - to dwa miejsca, gdzie praca moze byc. W prawo pracy nie bylo, a w lewo nie wiedzialem o co mu chodzi, a i tak z "lewo" przyszedlem, wiec gdzie mogla byc, to ja juz bylem. Inny pakistan tez w miare mily i nawet zrozumiale gadal. Podobnie jak u tego poprzedniego, pracy nie ma, ale pytal, co umiem - jakby cos sie pojawilo, to zadzwoni. Albo troche nierozgarniety, albo glupi, bo najpierw mowi, ze zadzwoni, a pozniej mi oddaje CV nawet bez spisania numeru telefonu i ponownie mowi, ze zadzwoni. Oczywiscie uswiadomilem brudasa, ze papierek jest dla niego. Ucieszyl sie, jak malpa, co blaszke dostala. Na poczatku pytal, czy z Polski jestem. Moze juz jakiegos mojego rodaka zatrudnial i na dobre mu to wyszlo, ze sprawial wrazenie, ze faktycznie da znac, jak sie robota jakas pojawi. No zobaczymy. Jutro ide kontynuowac ulotkowanie za pieniadze lepsze niz kierowanie produkcja w Polsce. Jak bedzie duzo jutro, to tylko ulotkuje. Jak malo, to szukam innej roboty po ulotkach. Trzeba sie na stale zaczepic gdzies, bo choc ulotki o wiele lepiej platne od innych robot i napewno wygodniejsze, to niestety nie jest to praca dostepna na 20 dni w miesiacu, chociazby po 6 godzin dziennie.
17:46 / 20.05.2006
link
komentarz (9)
To bedzie tak. Ulotki dalej porozdawalem dzisiaj na ulicy, nawet w deszczu. Szlo ogolnie nawet lepiej niz wczoraj, tylko, ze dalej nie znam szczegolow pracy, bo jak poszedlem do klubu, to nikt nie otwieral. Przejde sie jutro z rana po nastepne ulotki. Pracuje uczciwie i mam nadzieje, ze tym samym odznacza sie ci, ktorzy mnie niby zatrudnili (jak sadze na czarno, ale wcale mi to nie przeszkadza przy umowionych stawkach - tylko zebym faktycznie tyle dostal, to nie bede narzekal). No najwazniejsze, zeby po wszystkim (i nie za pozno) mi w ogole zaplacili, bo po doswiadczeniach z rodzimego kraju mam nienajlepsze wspomnienia, jesli chodzi o ulotkowanie.

A teraz kwestia ogorka. Jest taka piosenka dla dzieci, dosyc stara, ma juz kilka - kilkanascie lat. Piosenka jest o buraku, jakich malo. No bo jak sobie slowa przypomne, to tam cos bylo, ze ogorek ma zielony garnitur, a do tego czapke i sandaly. Ja nie wiem, ale czapka to raczej do garnituru nie bardzo. Kapelusz jakis, no beret moze, ale nie czapka. A jeszcze te sandaly? Ten ogorek to musial wygladac jak wiesniak. Kto to takie piosenki wymysla?
00:08 / 20.05.2006
link
komentarz (1)
Mozliwe, ze znalazlem prace. Uwierze, jak mi zaplaca.
21:06 / 18.05.2006
link
komentarz (5)
Poszukiwania trwaja. Sie nabiegam po miescie, ale na dobre mi to chyba wyjdzie. W Edynburgu milsze Polki niz we wlasnym kraju.
23:36 / 17.05.2006
link
komentarz (5)
Coraz wiecej polskiego slysze na ulicach. Ble.
20:36 / 16.05.2006
link
komentarz (2)
A jeszcze paranoje opisac musze. W Polsce lekko drazniace jest "a że przy oknie, a że przodem, a że bokiem"... bez jaj, ale tutaj nie ma chwili spokoju od tego. Jedna osoba wysiada, 10 sie przesiada. I tak co przystanek.
20:32 / 16.05.2006
link
komentarz (1)
I zeby nie bylo, ze w Szkocji bez jezyka ani rusz, to ja moze podam taki przyklad. Ide chodziakiem, a tu drobne leza. I juz pierwsze 17 pensow zdobyte na obczyznie.
13:04 / 16.05.2006
link
komentarz (2)
Niejaki T.Khatun, mieszkajacy bezposrednio pode mna lubi sobie z rana posluchac glosnej, pakistanskiej muzyki. Sposob na razie jest skuteczny, aby skakac namietnie we dwojke po podlodze - jego suficie. Chwila sportu i muzyka ustaje. Ach te pakistany jedne.
14:05 / 15.05.2006
link
komentarz (9)
No to jakos dojechalem. Momentami bylo niewygodnie, ale dalem rade. Internet jest za darmo, jakas siec podlapywana na lewo, wiec dobrze jest :P

na_dnie_morza: skonczyly sie darmowe minuty w programie, pozniej zaloze nowego uzytkownika, to chyba jeszcze zadzwonie. A jesli chodzi o ta laske z autokaru, to Tomek sie mylil - ona jest zajeta, a jechala do Belgii albo Holandii, wiec przesiadala sie w Świecku.

blahz: ten autokar jechal przez Luton :D
01:13 / 13.05.2006
link
komentarz (0)
Im blizej wyjazdu, tym coraz bardziej padniety. Nie ma sie co dziwic. Latam i zalatwiam od tygodnia i to tak bez chwili wytchnienia, od rana do wieczora. Jeszcze jutro troche do zrobienia jest, a czasu niewiele. Jebac to, bedzie dobrze :)
20:13 / 11.05.2006
link
komentarz (8)
Od paru dni ostry zapierdol i coraz mniej czasu na wszystko. Dni uplywaja nieublaganie szybko, nawet nie wiem kiedy. To zostanie napewno odrobione w niewatpliwie dluzacej sie podrozy autokarem, monotonnej jezdzie przez kraje zachodniej Europy. Jak ktos nie ma co ze soba zrobic, bo mu sie nie chce na miejscu robic, zeby sie dorobic, to wydziwia i pozniej takie efekty, ze trzeba sie autochujami tarabanic tysiace kilometrow. Mam tylko nadzieje, ze bede gadal inaczej, jak zalapie robote platna w funtach.
18:32 / 10.05.2006
link
komentarz (4)
Od miesiaca sprawdzam po 3 razy dziennie stan konta w nadziei, ze te chuje z urzedu zlodziejskiego wreszcie zwroca podatek. Pita w tym roku zlozylem dosyc wczesnie, wiec kurwa ilez mozna? Przed chwila sprawdzilem stan i wreszcie pieniadze dotarly. Nie wiem, czy oni to wysylaja przez 40 roznych bankow rozjebanych po calym swiecie, czy jak, czy sie zabieraja na ostatnia chwile z tym. Grunt, ze kasa jest mozna powiedziec na czas.
17:32 / 08.05.2006
link
komentarz (22)
Bilet jest. Za pare dni wypierdalam. Joł :)
12:04 / 07.05.2006
link
komentarz (2)
Czas mi sie chyba konczy, ale mam motywacje, wiec nie powinno byc zle. No kurwa, zdolny w koncu jestem, nie ma to tamto!
22:22 / 04.05.2006
link
komentarz (8)
Jutro powinno wreszcie sie okazac, wrecz przesadzic.
00:40 / 02.05.2006
link
komentarz (2)
A jak u sasiadow trzeba meble poprzesuwac, to Kuba zawsze chetny. Tylko nigdy go nie ma, jak u mnie trzeba pare szafek przestawic.
17:50 / 28.04.2006
link
komentarz (3)
Od kilku tygodni klimatyzacja w budynku dziala jakos dziwnie. Ja rzucam co rano (godziny 12 - 14) kurwami, bo dolatuje do mnie smrod smazenia roznych dziwnych rzeczy z kuchni sasiada, on pewnie sie wscieka, jak ja smrodze jakies sniadanie, czy obiad. Dziwne, kiedys tego nie bylo.
12:12 / 28.04.2006
link
komentarz (2)
Snilo mi sie, ze prowadze samochod. Juz dawno nic takiego mi sie nie snilo. Jednak po raz kolejny w takiej tematyce snilo mi sie, ze nie umiem parkowac, tylko przyjebalem w jakas furtke. Kurwa! Przeciez ja w ogole nie potrafie samochodu prowadzic, to dlaczego sni mi sie tylko, ze nie umiem parkowac?
01:40 / 27.04.2006
link
komentarz (2)
Zmeczony. Spac ide. Rano mozliwe odwiedziny, nie wyspie sie, ale siedzenie przez polowe nocy wcale mi nie pomoze.
23:49 / 22.04.2006
link
komentarz (6)
Z innej beczki. Dzien nie byl zly, wrecz nalezal do udanych i trzeba zakonczyc go pozytywnym akcentem, a nie spinaniem sie o byle gowno. W poniedzialek i wtorek musze sobie zrobic seanse trzech filmow Marka Koterskiego (niestety wiecej nie posiadam). Chociaz wielu ludzi na tych filmach potrafi smiac sie do lez, ja ronie lzy rozpaczy. Jedne z najlepszych dramatow, a "Dzień Świra" przedstawia kogos, kim boje sie zostac w przyszlosci. Jakby nie bylo Miauczyński ma strasznie podobny charakter i zachowania do moich, badz to wlasnie ja jestem pod wieloma wzgledami podobny do glownego bohatera. Jednak ten film nie jest moim fatum, a przestroga (co nie znaczy, ze bede powstrzymywal sie od nasrania komus perfidnie pod balkonem, jesli mnie sprowokuje).
23:44 / 22.04.2006
link
komentarz (3)
Koniecznie musze zmienic podejscie. Co z tego, ze z niechecia widze na miescie wiele geb, ktorych nie lubie, a ktorych czesc mnie lubi, inna czesc zapewne mniej, a jeszcze inna czesc pewnie tak samo mnie nie lubi, jak ja ich. A niech sobie beda, przeciez z nimi nie gadam. Na widok niektorych az mnie telepie, sam nie wiem dlaczego. Srac na nich i tyle, niech sobie beda. Wiadomo, ze nie za kazdym musze przepadac, ze w tak malej wiosce jest sie wrecz skazanym na widok pewnych facjat. Zadziwiajace jest tylko to, ze o ile do niedawna pewne mlodsze ryje nie mogly wychodzic z domu po godzinie 21, a teraz po nocy sie ich pelno spotyka. Co to, wakacje, czy co?
13:26 / 21.04.2006
link
komentarz (4)
Wchodze do sklepu. Ku mojej ogromnej uciesze, nie ma w nim nikogo poza sprzedawca. Duzo miejsca, luzu, bez kolejek. Tylko "zamowilem" pierwsza rzecz, a na raz sie zwalilo do sklepu z 5 osob. Widzac, co sie swieci, zblizylem sie bardziej do sklepowej lady. Wrecz przytulilem sie do niej, czyniac tym samym wiecej miejsca na przejscie dla nowych klientow. Jakby tak dobrze spojrzec, to zrobilem tyle miejsca, zeby za moimi plecami przeszly dwie rosle osoby, jedna obok drugiej. Na niczym spelzly me starania, pomimo, iz jeszcze bardziej probowalem zjednoczyc sie z lada. Natlok buractwa, ktore zamiast przejsc chociaz w niewielkiej odleglosci ode mnie, przetaranowalo sie przeze mnie przyciskajac mnie do lady jeszcze bardziej. Dobrze, wasza sprawa. Dzieki waszej pomocy zgwalcilem ta lade, na ktora za chwile beda wykladane towary dla was. Na specjalne zyczenie moge jeszcze spuscic sie do kubka, tylko prosze - po dobroci, a nie tak brutalnie jak w sklepie.
21:53 / 20.04.2006
link
komentarz (3)
Jestem zmeczony. Nie skrajnie, a calosciowo. I jest wieczor.
20:36 / 20.04.2006
link
komentarz (1)
Nosz kurwa mac! Jak juz wszystko powoli zmierza w dobrym kierunku, to zawsze musi cos czlowiekowi dopierdolic, zeby tylko sie nie udalo.
12:35 / 20.04.2006
link
komentarz (2)
Jutro premiera nowego filmu Koterskiego. Trzeba jechac, ale raczej nie na premiere. Za pare dni.
10:40 / 19.04.2006
link
komentarz (6)
Musze wylaczyc na dzis domofon. Ale czy to cokolwiek pomoze? I tak beda sie dopierdalac do drzwi te chamy niezapowiedziane. Ja nie mam w zasadzie nic przeciwko gosciom, ale musze wiedziec, ze ktos przyjdzie. Nie lubie tak, jak ktos przeszkadza mi w moim wolnym czasie, a nie dal wczesniej znac, ze wpadnie. A dzwon sobie pryciochu do tego domofonu, ja i tak juz nie spie.
11:31 / 18.04.2006
link
komentarz (0)
O kurde... ciezki poranek.
22:44 / 17.04.2006
link
komentarz (4)
Czy juz czas na powrot? Chyba jeszcze kasy brak. Bo checi to juz chyba sa.
11:34 / 17.04.2006
link
komentarz (3)
Alez mialem piekny sen :) Z okazji swiat, czy jak?
23:10 / 14.04.2006
link
komentarz (1)
Mow cos do kogos, a ktos powie "tak tak, dobra, tak zrobie", a robi calkiem na odwrot. Traci swoj oraz moj czas, aby po kilku dniach okazalo sie, ze jest zle, ze zjebal. W takich wypadkach nie lubie miec racji, bo co mi po tej racji, jak stracilem kilka dni? Takie cos wkurwia.
22:21 / 11.04.2006
link
komentarz (4)
Nie ma to jak widok srajacego zula. Dobrze, ze bylem juz po jedzeniu, a nie w trakcie.
11:15 / 07.04.2006
link
komentarz (8)
Wiec tak... panienka w bikini przy durnowatej muzyczce namawia, zeby do niej dzwonic, to sie wygra pieniadze. Ciekawi mnie, ilu ludzi cos takiego oglada. Bo tak... jesli ktos lubi programy z lazaca po studiu cholera i pieprzaca o tym, ze zagadka jest banalna, ze co chwile jest coraz wiecej do wygrania i wystarczy tylko zadzwonic/wyslac sms, to pewnie oglada takie programy w dzien, a nie w srodku nocy. Wydaje mi sie, ze najwiecej ludzi, ktorzy cos takiego ogladaja, kwalifikuja sie do znudzonych frajerow w srednim wieku (i starszych), ktorzy siedza calymi dniami na przedwczesnej rencie, obejrza taki program raz, drugi, trzeci, chwyca za telefon i nabija rachunek. Bo, po sobie wiedzac, jesli nie ma nic w TV, a w ostatecznosci trafiam na program "zadzwon chuju i daj nam zarobic", to wylaczam odbiornik telewizyjny, a nie ogladam tych glupot. Szkoda pradu na cos takiego. A w nocy? No kto to w nocy oglada? Przeciez taki program w nocy do niczego sie nie nadaje. Skoro jest na antenie, to najwyrazniej ktos dzwoni, ale wydaje mi sie, ze napewno mniej osob, niz w dzien. Do kogo jest to wiec skierowane, ze panienka w bikini musi prowadzic? Po co taki program zawiera elementy erotyzmu? No przeciez jak bede chcial poogladac gole babki, to wlacze sobie stosowny film na taka okazje, a nie bede sluchal pieprzenia o tym, ze latwe zagadki, ze duze pieniadze i zeby zadzwonic. Albo jestem dziwakiem, albo naturalnie nie rozumiem tego, co sie dzieje w telewizji.
11:16 / 06.04.2006
link
komentarz (2)
Bo po schodach to nie mozna schodzic normalnie, spokojnie i bez wydawania zbyt glosnych dzwiekow. Za kazdym razem trzeba zbiegac z wielkim hukiem, malo co nie zjebac sie z tych schodow (bo tak moznaby wywnioskowac z dzwiekow dochodzacych przez 3 pary drzwi), ale dalej biec. Spieszy sie tak bardzo za kazdym razem, czy jak? Jeb jeb jeb i halas na cala klatke schodowa. Moze bym kiedys troche oleju wylal na schody i patrzyl sie z boku jak te gnoje jebane zbiegaja na ryj? Jeden upadek i prawdopodobnie nastepnym razem bardzo spokojnie i bezhalasliwie by schodzili (i wchodzili z reszta tez).
12:23 / 04.04.2006
link
komentarz (4)
Wrocław niebezpieczne miasto. Jesli o mnie chodzi, to niecaly rok temu cudem uniknalem golebiego obesrania na Chrobrego. A dzis, w tym samym rejonie...
...wiecej na glebinowym nlogu zapewne w najblizszym terminie.
10:41 / 03.04.2006
link
komentarz (0)
Juz? Mozna cos nowego? Czy jeszcze czegos brak?
12:46 / 31.03.2006
link
komentarz (6)
1. Dzieciak, ktory nie potrafi sie zachowac, nie powinien byc uciszany publicznie, bo to dodatkowo przeszkadza. Powinien byc nauczony zasad ogolnego zachowania posrod innych ludzi, w domu. W domu powinni go opiekunowie nauczyc, jak sie wlasnie zachowywac. Krzyczy, biega, a przeciez wyglada na 8 - 9 lat. To juz nie jest przedszkole, zeby sie tak zachowywac. Chyba.
2. Uciszajaca emerytka. Drze jape na caly urzad (nie wymienie z nazwy, aby reklamy nie robic). Ucisza bachora, powinna zajac sie takim uciszaniem w domu i tam go nauczyc. Nie publicznie, bo dodatkowo przeszkadza.
3. Wielki biznesmen. Elegancki samochod, komorka, garniak. Idzie bogacz srodkiem chodnika. Nie idzie, wlecze sie. Probuje go wyminac, on przede mnie. Ja w druga strone, on tez odbija. W akcie desperacji nawet po blocie w swoich lsniacych lackach przeszedl, byleby mnie tylko nie przepuscic. Co mam go kurwa obiec dookola ulica?
4. Emerytka (kolejna). Niska, chuderlawa, ledwo zywa z wygladu. Wlecze sie z predkoscia 1 km/h. Pewnie nie ma sil, jej wiek daje o sobie znac. No coz, przykro z tego powodu, moglby jej ktos pomoc (z rodziny albo cos). Piec (duzych) krokow od wejscia, ja jeden. Otwieram drzwi. Ledwo zywa staruszka dostaje nagle spida jak po napoju energetycznym i zanim ja zrobilem krok, ona byla juz przy wejsciu. Nie wiem o co chodzi, ale podejrzewam, ze jak tylko bym ja przepuscil, to znowu by dostala zolwiego tempa i bym sie musial za nia wlec do kasy, a w miedzyczasie pewnie znikad pojawilyby sie 3 inne osoby, ktore bez wachania by ja wyprzedzily i tym samym stalbym w kolejce jako piaty. Nie ma to tamto, zachowam sie po chamsku i skoro staruszka ma tyle sily, to niech sobie postoi w kolejce dluzej, ja pierwszy. W koncu nawet gdybym puscil ja przed sama kasa, to ona zalatwialaby swoje sprawy trzy razy dluzej niz ja. Jak sie okazalo, w tym wypadku sie mylilem, bo jej zalatwianie trwalo mniej wiecej tyle samo, co moje, ale w pierwszym wypadku mialem racje - ledwo stanalem przed kasa, zaraz za mna byla staruszka, a znikad pojawilo sie jeszcze dwoch klientow. Puscilbym ja i stalbym jako ostatni. Nie ma zmiluj.
5. Powrot do domu. Mam ochote komus jebnac. Nagle zza rogu pojawia sie jakis menel. Poznaje goscia, bo zaledwie kilka miechow temu mnie zaczepil o drobne i pieprzyl cos, ze sasiada nie poznaje. Robie duze kolo, zeby go ominac, chociaz widze, ze sie na mnie lampi i wiem, ze jak mu nie zwieje, to mnie zaczepi. Nie pomaga ignorancja, w koncu mnie dopada. "Bla bla bla, sąsiada nie poznajesz?". No wlasnie kurwa nie poznaje. Pytam o nazwisko, to takie wybelkotal, ze dalej nie poznaje. Ta sama spiewka o drobne, kazalem sie gosciowi odpierdolic. Mam dosc. Ale dobra, spojrzmy na to z innej strony. Jesli faktycznie mowi prawde, albo raczej CZY faktycznie mowi prawde? Zalozmy, ze tak. Jezeli byl moim sasiadem stosunkowo niedawno, to powinienem go pamietac. A ja przeciez pamietam go tylko z ostatniego spotkania i sciemniania w tej samej okolicy, kilka miesiecy temu. Mowi, ze wtedy byl ogolony. Nie poznaje typa. Pomimo mojej slabej pamieci do twarzy, to sasiadow raczej sie pamieta (nawet meneli, a tych to chyba nawet i bardziej). Moze mieszkal w mojej dzielni kilka lat temu? Wtedy z kolei on nie ma prawa mnie pamietac, bo kilka lat temu to ja bylem nizszy o 1 metr, wazylem mniej o 40 kg, a na gebie nie mialem ani brody ani wasow. Moj fryz tez sie znacznie roznil, a po podworku hasalem w dresach. Krotko mowiac albo koles sciemnia, albo ja go faktycznie nie pamietam. Jakby nie bylo, nie mam zamiaru dac mu ani grosza, co najwyzej w ryj mu przylozyc, bo wkurwia mnie juz cos takiego. A kto mnie da na karte graficzna?
6. Stoi na srodku sklepu kobieta/baba. Przejscie toruje. Trzeba akrobatyzowac sie (wyginac), aby ja wyminac. Dlaczego, ja cala liste zakupow dokonuje w max 4 minuty (najwiecej czasu schodzi na bieganie sklepowej po towary), a kobiety takie jak ta pseudoklientka 4 produkty kupuja przez 10 minut? Nie wie co ma kupic? To niech sie w domu zastanowi, a nie w sklepie. Nie potrafi w domu? To niech w sklepie stanie w kacie i sie rozglada po polkach, co by tu jeszcze kupic. W kacie raczej nikomu nie bedzie przeszkadzac, a tez ma obraz na wszystkie towary, kto wie nawet, czy nie lepszy, bo w kacie stojac musi obracac sie tylko o 45 stopni w prawo/lewo, a nie o 180, aby wszystko zobaczyc. No dobra, stojac w kacie moze wygladac idiotycznie. Niech sie zastanawia stojac w kolejce. Tez zle? Dlaczego zastanawia sie dopiero, jak zostanie numer jeden w kolejce i to ona dokonuje zakupow? Dlaczego dopiero wtedy mysli, co ma kupic i trwoni moj czas? Malo tego, trwoni nawet swoj czas! Ludzie nie mysla o innych, ok, ale niech pomysla o sobie. Nie wie co ma kupic, to niech wypierdala, bo ja doskonale wiem i nie mam zamiaru czekac, az komus wreszcie przyjdzie do glowy lista potrzeb.

Oto relacja z 45 minut na miescie.
11:36 / 30.03.2006
link
komentarz (3)
Nie dosc, ze pozno wstaje, to jeszcze pozno zbieram sie do roboty. A pozniej moj dzien trwa, nie kilkanascie, a ledwie kilka godzin. Nie ma sie co dziwic. A weekend dalej pod znakiem zapytania. Wiem, ze nalezaloby wrecz jechac, ale nie dam rady rano wstac. Chyba wolne. Znowu.
12:04 / 29.03.2006
link
komentarz (3)
To ja sie cos ostatnio wyspac nie moge. Wstaje pozniej, troche nie mam sil. W weekend szkola. Jesli taki stan rzeczy sie utrzyma, to nie pojade, bo jak tu sie z poludnia na 7 rano przestawic?
11:58 / 28.03.2006
link
komentarz (3)
Zmeczony i niewyspany. Z wlasnej winy. Czy w weekend mam jechac do szkoly, czy olac sprawe?
10:58 / 27.03.2006
link
komentarz (3)
Alez mi sie dzisiaj nie chce... kompletnie nic mi sie nie chce.
11:20 / 25.03.2006
link
komentarz (4)
Nie wiem, jak tydzien temu, bo bylem wtedy w szkole, ale dzis, podobnie jak pisalem 2 tygodnie temu, nalezy tluc schabowe w sobotni poranek. Podejrzewam, ze mimo wszystko tydzien temu bylo tak samo, bo to chyba tradycja. Chyba, ze zli sasiedzi czaja sie specjalnie na mnie i kiedy ja chce sie wyspac, to oni musza schabowe o 10 rano tluczkiem masakrowac. Na cale szczescie dzis obeszlo sie bez koninopodobnych dzwiekow w wykonaniu wiejskiego chorku osiedlowego ulubiencow disco polo.
10:31 / 24.03.2006
link
komentarz (0)
Kto to niby byl? Ja chce jeszcze raz!
19:55 / 23.03.2006
link
komentarz (0)
A jeszcze dodam, ze czyjas kuzynka mi sie snila. Tylko tez niezaciekawy byl to sen.
10:34 / 23.03.2006
link
komentarz (0)
Jab twoja mac! Co to za sny sa chore?? No glupoty no. Bo ja nie chce, zeby prorocze takie byly. Az tak bardzo sie nie upodabniam przeciez. Odrobine tylko.
11:39 / 20.03.2006
link
komentarz (1)
Sny. Glupie sny.
15:52 / 17.03.2006
link
komentarz (9)
Z dnia na dzien, jakos tak, coraz bardziej zmeczony. I nie wiem dlaczego. A weekend w szkole. Zmeczenie calkowite.
11:29 / 16.03.2006
link
komentarz (5)
100 odcinkow? Czy aby napewno kazdy po godzinie? Lucas chyba troszke na glowke upadl, ale jesli mu to wyjdzie choc w polowie tak dobrze, jak pelnometrazowki, to jestem za :) Choc w dalszym ciagu wolalbym, zeby zajal sie rozwinieciem starej trylogii, a jesli juz koniecznie serial, to najbardziej by mnie rajcowaly wydarzenia pomiedzy IV a V epizodem. Z drugiej jednak strony te pomiedzy III a IV tez powinny bardzo wiele wniesc do serii. No zobaczymy. Niech papcio pisze scenariusz i bierze sie do roboty :)
13:06 / 14.03.2006
link
komentarz (4)
No i gdzie niby sa te tanie linie lotnicze, o ktorych tak glosno? Bo ja niestety zadnych takich supertanich, jak jest wszedzie zapewniane, nie znalazlem. Owszem, odrobine tanie znalazlem, ale tylko odrobine. A takie cos, to nie za bardzo mnie urzadza.
11:25 / 14.03.2006
link
komentarz (0)
No powoli sie cos koluje. Ja tez dostalem zadanie i calkiem o nim zapomnialem. Chyba dobrze by bylo, zebym teraz je wykonal, bo pozniej znowu zapomne i bedzie glupia sytuacja.
11:24 / 11.03.2006
link
komentarz (2)
Tlucz kotlety w sobote o 10 rano. Masz racje. A inni niech sie smieja, niech rza jak te konie nie wiadomo z czego. I disco polo, jak za dawnych lat niech sluchaja na caly glos. Przez takich sasiadow po dzis dzien doskonale pamietam dni i godziny emisji programu tv pt: "Disco Relax" oraz "Disco Polo Live".
19:16 / 09.03.2006
link
komentarz (1)
Głos w słuchawkach I: "Jak tego poszukać?" (przedmiotu na Allegro)
Głos w słuchawkach II: "Wyszukiwarka musi być."
Głos w słuchawkach I: "A gdzie to się kupuje?" (wyszukiwarkę z Allegro)
16:02 / 09.03.2006
link
komentarz (1)
Domokrążca (ona): "A miał dredy?"
Sąsiad (on): "Nawet nie wiem, co to jest."
11:25 / 09.03.2006
link
komentarz (0)
Ajajaj... taki piekny sen mialem. I jeszcze jakby bylo malo, to na zlosc w nim lajzie 3 robilem :>
07:55 / 07.03.2006
link
komentarz (7)
I znowu jak zombie. I nawet kawy nie ma. Takiej, jaka lubie oczywiscie.
20:36 / 06.03.2006
link
komentarz (4)
Kot miauczy w zamkniecu. Nie wypuszcze. Dla jego dobra wlasnego. A niech sra na podloge. Bo to raz po nim sprzatalem?
11:18 / 06.03.2006
link
komentarz (2)
Powrot roznorodnych tematycznie snow. I zrytych troche. Dawno juz nie bylo.
22:36 / 04.03.2006
link
komentarz (8)
No co to za kultura siedziec na klatce i gadac i siedziec i gadac i siedziec. Domu nie maja? Skoro tak sie lubia, to czemu jeden do drugiego do domu nie pojdzie, tylko sie przepychac wiecznie trzeba przez nich?
18:07 / 03.03.2006
link
komentarz (4)
Wkrotce zjawia sie goscie... jak to sami okreslili - nagle i niespodziewanie, jak sraczka.
17:28 / 02.03.2006
link
komentarz (7)
Nie no jak widze takie cos, to az sie chce pajaca zwyzywac od najgorszych debili. Najpierw jakis idiota w sobote o 8:20 napierdala mlotkiem w blache ulozona specjalnie na murku pod oknami (chyba nie musze przytaczac wyrazow dzwiekonasladowczych), a przed chwila inny debil zajechal na podworko rozkraczajacym sie samochodem, wyszedl z niego z jakas baba i szczerza zeby komus do okna, a w aucie zostawili dzieciaka, ktory mial niezly ubaw jebiac piescia w klakson. No ludzie, kurwa, troche wyobrazni! To, ze male dziecko znalazlo sobie zabawke i mu sie to spodobalo, to rozumiem, bo maluch jeszcze nie ma rozwinietego umyslu i nie zdaje sobie sprawy, ze swoja zabawa przeszkadza innym. Ale to, ze stary facet zamiast cos z tym zrobic, tylko jape szczerzy, to jest moim zdaniem karygodne za jego glupote. Dal dzieciakowi zabawke, to niech z nim jedzie gdzies na odludzie, niech tam sobie maly napierdala w klakson do woli, gdzie to nikomu nie bedzie przeszkadzalo. Albo pod swoje okna, niech go sasiedzi za to zjebia. Dokladnie to samo, co przychodzenie pod cudze okna ze swoim psem, zeby go wysrac. A gdybym ja tak pobiegl komus pod oknem nasrac? Miauczyński wlasnie tak zrobil i byla to perfekcyjna riposta, tylko problem w tym, ze przez plytki umysl niezrozumiana.
11:19 / 02.03.2006
link
komentarz (2)
Ludzie, co wy? Kurwa! Zbierac dupska i jedziemy!
09:24 / 01.03.2006
link
komentarz (11)
Eee juz mnie to nudzi.
05:35 / 28.02.2006
link
komentarz (1)
"Vampire The Masquerade: Redemption". O tym, ze klimat jest w tej gierce zajebisty, to wiedzialem juz dawno temu. Ale o tym, ze ten klimat zajebiscie poteguje sie dopiero w nocy, to wiem dopiero teraz :) Przemeczenie, suchoty i lekki bol glowy, a takze troche nie-na-silach-bede-w-dzien zapewne tez. Niewazne. Wazne jest, ze dobrze mi szlo w nocy, dlatego tluklem do rana :)
18:32 / 27.02.2006
link
komentarz (2)
Pana Miecia spotkalem. Jak zwykle "mrmrmrmrmrmr" i usmiech na pogodnej, lysej twarzy. Jak zwykle bez brwi. Zaiste smieszny jest ten czlowieczek, ale wszyscy go lubia. Ja tez go lubie.
10:38 / 27.02.2006
link
komentarz (0)
Dzisiaj trzeba dzialac... ale mi sie nie chce. Strasznie sie nie chce.
19:30 / 26.02.2006
link
komentarz (0)
Niech mi ktos da nowe filmy.
17:13 / 25.02.2006
link
komentarz (2)
Lajza sobie neostrade zalozyla... kto by to pomyslal. Malo tego... podlaczyli mu zaledwie po 2 miesiacach lamentu.
02:20 / 25.02.2006
link
komentarz (0)
I znowu mi sie filmy pokonczyly. No jeden zostal.
11:52 / 24.02.2006
link
komentarz (0)
Co to za dziwna polityka, zeby dzien w dzien napierdalac w domofon o 9, o 10 i o 11 rano? Bez zapowiedzi rzadko otwieram drzwi, odbieram domofon. Po prostu albo sie umow, albo najpewniej pocalujesz klamke. A jesli to nikt ze znajomych, to dlaczego ciagle pod moj numer musza wydzwaniac? Czy tam jest napisane "odźwierny" do chuja pana? Chyba pora jednak sie poswiecic, wstac, odebrac i opierdolic z gory na dol, ze jak jeszcze raz zadzwoni, to go oducze dzwonienia ciagle pod ten sam numer.
12:05 / 23.02.2006
link
komentarz (2)
Standardowo wieczorami sa checi, ale nie ma mozliwosci ani czasu. Z kolei rano te mozliwosci i czas sie pojawiaja, ale brakuje checi i zapalu. Badz tu madry i pisz wiersze.
22:04 / 22.02.2006
link
komentarz (33)
Jak czytam niektore komentarze artykulow na onecie, to mi sie przypominaja scenki z "Latającego Cyrku Monty Pythona", gdzie jakis omawiamy "problem" czerpal z opini publicznej, a szarzy przechodnie wypowiadali sie w roznoraki durnowaty sposob. Tak samo jest w niektorych postach na onecie.
11:29 / 20.02.2006
link
komentarz (1)
W ostatecznym rozliczeniu wychodzi na to, ze jako chemik tez za dlugo bym nie popracowal, a mniej wiecej do dzisiaj. Zatem dobrze, ze wczesniej odszedlem, bo choc nie zdazylem zarobic kokosow, to przynajmniej zdrowie zaoszczedzilem.
00:02 / 20.02.2006
link
komentarz (0)
Jakies dziwne wizje, przeczucia, glosy. Not fuckin' way, jeszcze sie nigdzie nie wybieram, wbrew temu, co mi w glowie gada przed zasnieciem.
20:04 / 17.02.2006
link
komentarz (2)
Troche niechetnie, ale dalem rade. To nic, ze z gory przeczuwalem, ze finalnie bedzie klapa. Jeszcze co prawda nie wiem, jak to wszystko wyjdzie, ale przeczuwam, ze bedzie tak, jak myslalem od poczatku - czyli dno. Niewazne. Wazne, ze wypelnilem swoj obywatelski obowiazek.
23:53 / 13.02.2006
link
komentarz (0)
No napewno lepszy pod wzgledem humoru, od wczorajszego. Jebac tych dupolizow, obejde ich dziwne "blokady" na swoj sposob... niewygodny z poczatku, ale obejde.
23:52 / 13.02.2006
link
komentarz (0)
Wieczor w zasadzie udany :)
10:27 / 13.02.2006
link
komentarz (0)
Robie. Nie proznuje. Przez chwile.
22:00 / 12.02.2006
link
komentarz (0)
No to sie wkurwilem :( Nie ma to jak rozne wersje na rozne platformy. A juz sie cieszylem... kurwa przedwczesnie. Taka "nagrode" to niech sobie w dupe wsadza glupie chuje.
20:15 / 10.02.2006
link
komentarz (0)
Pierdole. Nie odbieram domofonu, nie otwieram drzwi bez zapowiedzi.
20:35 / 05.02.2006
link
komentarz (3)
Checi sa, zapal jest, tylko sil brak. Jutro beda sily, nie bedzie reszty. We wtorek bedzie reszta. I sily. Nie bedzie czasu.

A zmieniajac temat... krzyknalbym sobie "Mortal Kombat!", ale wstyd przed sasiadami :P
12:30 / 26.12.2005
link
komentarz (2)
Zasrani Francuzi. Francuzi i kazdy jeden, co nie zaznacza wersji jezykowej przy ripowaniu filmow.
23:12 / 18.12.2005
link
komentarz (0)
Moze zamieszcze jeszcze tylko takie male sprostowanie do poprzedniej notki. Otoz "robota, ktora pierdole" to nie ta sama robota, ktora ma zwiazek z papierkami, komputerkiem i pimpowskimi fotelami. Ta pierwsza, to moja poprzednia fucha w jebnietym biurze z pierdolnietym, snobistycznym szefostwem, ktore lecialo w chuja, jak sie tylko dalo i okradalo pracownikow. Ta druga robota wykonywana natomiast jest dla znajomego, o ktorym zlego zdania nie mam (w przeciwienstwie do poprzednich pracodawcow), robota wygodniejsza, ciekawsza i napewno luzniejsza. No to chyba tyle w kwestii sprostowania.
23:06 / 18.12.2005
link
komentarz (2)
Z czystym sumieniem powiedziec moge, ze taka robote to ja i tak pierdole i mi na reke obecna sytuacja. Siedze i napierdalam w wymarzonego "Mortal Kombat V: Deadly Alliance" (a do piatku powinna dotrzec szosteczka, ale to tak na pozniej, wazne zeby juz byla). Gra mnie rozpierdala, ale i tak nie gram calymi dniami (az taki zajob to ja nie jestem hehehe). Tak czy owak juz zaczyna mi sie snic po nocach, wiec trzeba chyba troche wytonowac, albo przezucic sie na jakas inna (i nie mowie tu o kolejnej czesci). W kwestii roboty natomiast, przyjalem niedawno pewne zlecenie. Pieniadze beda z tego calkiem ladne jak za taka robote, tylko minus jest jeden - jest to dosyc czasochlonne. Ale narzekac nie mam najmniejszego zamiaru, bo jak dla mnie bardzo wygodne zlecenie. W domu, przy papierku, przy kompie, na fotelu jednym albo drugim (zwlaszcza tym moim pimpowskim tronie hehehehe). No i w kazdej chwili moge przerwac i powrocic do tej roboty pozniej. Czas operacyjny: jakies 25 dni, papierow cala sterta, ale jak sie spreze, to bym dal rade spokojnie w 10 dni, jesli nawet nie szybciej - kwestia tylko tego typu, czy dziennie popracuje dwie godziny, czy dziesiec godzin.

Dobra, jutro wycieczka do 71, pare spraw do zalatwienia. Wroce pewnie pozniej niz sie spodziewam, wiec do roboty bedzie mi ciezko przysiasc, ale jeszcze zobacze. Moze mimo wszystko sie zmoge i cos porobie. A moze wstane wczesniej i przed wyjazdem posiedze.

Mysl na dzis: Scorpion rozpierdala wszystkich w drobny mak :)
19:18 / 05.12.2005
link
komentarz (5)
Cos mi sie zdaje, ze za dlugo, to ja jednak nie popracuje u tej pierdolnietej baby. Wkurwianie to jedno, ale zmienianie warunkow umowy (ktorej raz, ze na oczy nie widzialem, dwa nie bedzie takiej, jaka miala byc, trzy taka jaka miala byc bedzie pozniej), a dokladniej obcinanie pensji (kurwa po to zmienilem ostatnia robote, zeby miec wiecej, a nie tyle samo, a nawet mniej, jak odlicze dojazdy), to juz inna sprawa. I cos mi sie zdaje, ze chyba bedzie trzeba zlozyc wypowiedzenie, nawet tego nie dotrzymac, a kto wie, czy nie uzupelnic pensji pewnymi gadzetami z biura... Taki fajny skaner - drukarke - ksero w jednym maja, napewno jest cos warte, podobnie jak czytnik kart pamieci do aparatow cyfrowych. I choc co prawda nigdy nie bylem za tego typu praktykami, to jak ktos leci w chuja, to ja tez.
23:07 / 03.12.2005
link
komentarz (4)
W takim wypadku dochodze do wniosku, ze to ze mna jest cos nie tak, ze jestem zbyt leniwy. Bo przeciez mam czwarta prace liczac tylko od lipca, a ze wszystkich odpowiadala mi tylko jedna, ktora niestety rzucilem z koniecznosci. Mniej lub bardziej, ale kazda nastepna w jakims stopniu mi nie pasowala. Niestety z kazda zmiana jest coraz gorzej i choc teraz pracowalem dopiero jeden tydzien, to juz zastanawiam sie nad zmiana, albo raczej nad calkowitym rzuceniem roboty. Moze potrzebuje przeczekac jakis okres i za pare miesiecy dopiero sobie znalezc cos nowego. Teraz niby mam to, co od lat chcialem... robota w biurze przy kompie i przy telefonie. I w zasadzie nie byloby zle, gdyby nie to, ze cos mnie wkurwia i to bardzo. Bo tak to ani sie nie narobie, ani nie jestem zmeczony po robocie. No tylko ten minus, ze musze wstawac wczesnie, a w domu jestem dopiero po 12 godzinach. Ale mam juz pewien pomysl na to, aby sie zmotywowac odpowiednio do przepracowania w nowej firmie przynajmniej 6 miesiecy.

A na wieczor wjebalem niezlego jointa to winampa: zlote przeboje socjalizmu, "Budujemy nowy dom" hehehehe.
22:53 / 18.11.2005
link
komentarz (3)
To bedzie tak... do konca czerwca na bezrobociu, a na chwile obecna szykuja sie pity z trzech firm, a za niewiele ponad tydzien najprawdopodobniej z jeszcze kolejnej. W obecnej pracy zmieniam rekawiczki, a jak rekawiczki to zmieniam ostatnio prace. Popracowalem zaledwie cztery tygodnie, nawet chyba niecale, a juz w poniedzialek mam zamiar zlozyc wypowiedzenie. Powod prosty: praca w biurze przy telefonie i komputerze, a nie na duzej hali przy trujacej chemii. Od telefonu i klawiatury rak sobie nie zniszcze, od chemii lapska mnie napierdalaja kazdego dnia. Kolejny powod: jezeli wypadnie praca w sobote, to na godzine, co mi zajmie raczej nie wiecej niz trzy lacznie z wyjsciem z domu i powrotem, a tutaj w soboty trzeba bylo siedziec po osiem godzin. W nowej pracy o niedzieli to nie ma w ogole mowy, kiedy w obecnej niedziela nie byla niczym nienaturalnym. Nastepnym aspektem jest to, ze robota nie w t-cy, tylko we wroclawiu, a co za tym idzie spelniony zostaje jeden z warunkow, dzieki ktoremu bede mogl przeprowadzic sie do "wielkiego miasta". Jeszcze jeden duzy plus: w obecnej robocie 600 zl netto, no moze 700 - 750, jesli mi dopierdola ze dwa tygodnie nocek, sobotnie i niedzielne zmiany. W nowej: 850 netto podstawy i jesli dobrze zrozumialem, to chyba jeszcze + prowizja, czyli pewnie okolo 1000 na raczke. Jedynym minusem chyba sa godziny pracy... co prawda fajnie bedzie sie wyspac, jak do pracy na 9, ale o 17 konczyc... no troche pozno. Chociaz jak ide do pracy, to i tak caly dzien zmarnowany, wiec duzej roznicy w zasadzie mi to nie robi. A no i jeszcze jeden plus. W chemikaliach koles robil dwa lata, zeby dostac umowe o prace. W biurze po trzech miesiacach umowy zlecenie podpisuje umowe o prace. Jeszcze jakiestam wszystkie swiadczenia itd itp. No na chwile obecna dla mnie cud robota, bo szczerze mowiac od zawsze o takiej marzylem. Moze tam byc tylko czasem nudno, bo co mozna robic w niewielkim biurze przez 8 godzin dziennie? Tutaj jak nie oparzylem sie wrzatkiem, jak nie oblalem kwasem, nie poparzylem soda, badz nie jebnal mnie prad (albo przynajmniej nie rozwalilem lapy o jakies wystajace badziewie), to moglem sie skarzyc na brak atrakcji. No a na nocce to moglem jebnac sie spac do szafy, jak mi sie nudzilo. Tam ani spac nie bede raczej mogl, ani nic innego robic. Ale szefa podobno przez wiekszosc dnia nie bedzie, bo tylko rano bedzie tam zagladal, szefowa to nie wiadomo, a innych osob tez raczej nie powinno byc. Jednym z zadan mialoby byc wyszukiwanie ogloszen w prasie... czyli wyszukam i dalej moge sobie pozytac, jak nikt nie patrzy :P
Dobra, dosyc tego wychwalania, bo jak mi sie nie spodoba, to bede kurwami i chujami rzucal na prawo i lewo. Ide spac, bo rano do szkoly, joł :)
19:01 / 06.11.2005
link
komentarz (0)
Kiedys mnie chuj strzeli przez to polaczenie emula z winchujowym scanchujem. 2,48 gb sciagniete, pozostalo 200 mb i chuj... jeden reset i tyle by bylo po pliku. Ani tempa, ani nic.
09:13 / 05.11.2005
link
komentarz (1)
Szedlem sobie spokojnym krokiem i tylko patrzylem, jak autobus powolutku odjezdza. No to spierdolil, no to szkole mam dzisiaj z glowy. Tym lepiej, bo odpoczne troche, choc zaluje, ze sie nie wyspalem.
20:05 / 04.11.2005
link
komentarz (2)
Wszyscy zgodnie stwierdzili "no popierdolilo ich". A ja w pelni sie zgadzam. Nosz kurwa mac, druga sobota z rzedu do roboty i po raz drugi na ostatnia chwile o tym poinformowano. Tydzien temu juz w piatek sie cieszylem, ze to ostatni dzien, a tu musieli przekazac taka, a nie inna informacje, ze jeszcze "jutro" do pracy. Dzisiaj dokladnie to samo... juz sie cieszylem, ze jutro tylko do szkoly pojade i wreszcie odpoczne, a w niedziele to w ogole szkole oleje. No co prawda to prawda - w niedziele szkole oleje, ale jutro za to po szkole nie bedzie odpoczynku, tylko bedzie zapierdol do wieczora. Chuj bombki strzelil, moze uda mi sie odpoczac w niedziele.
21:54 / 03.11.2005
link
komentarz (0)
Jako tako sie pracuje. A wlasnie co do pracy... Przez rok bezrobocie, a teraz kurwa wasza mac praca w 2 firmach jednoczesnie (po raz drugi taka sytuacja w ciagu ostatniego kwartalu), mozliwosc pracy w 2 kolejnych firmach - wystarczy sie zglosic i zapytac kiedy mam zaczac, a do tego w toku zalatwianie pracy w kolejnych 2 firmach - to juz raczej takie bonusowe - ot, gdzie najdogodniejsze warunki beda, to podejme prace rezygnujac z poprzednich, badz przeciwnie. W koncu wyjdzie na to, ze zostane na lodzie, bo z jednego zrezygnuje, inne mi odpadnie, a w innym wydarzenia potocza sie tak, ze tez po czasie zrezygnuje, bo cos mi nie bedzie pasowalo. A pozniej znowu bezrobocie. A chujec by ich wszystkich jasny strzelil. Takie odzywanie sie po miesiacu... Miesiac temu roboty szukalem, teraz juz mam. A z reszta... szkoda gadania.

Po paru(nastu) dniach przerwy powrocilem do daleszego pisania scenariusza. No na wiosne trzeba najpozniej sie wziac za robienie zdjec. Tylko skad ja wezme taka obsade?
19:53 / 01.11.2005
link
komentarz (0)
To sie cos tutaj nie zgadza. Czy to winchujec, czy klawiatura. Jedno i drugie w zasadzie jest prawdopodobne. Ale nad rozwiazaniem tego problemu bede sie zastanawial nie wczesniej, jak jutro.

A teraz... stwierdzilem dzis, ze trace za duzo wolnego czasu, przez co bardziej wydaje mi sie, ze tego wolnego czasu to w ogole mam za malo, kiedy pracuje. A przeciez pracuje 8 godzin, do tego teraz mam pierwsza zmiane na 6, wiec zaraz po 14 jestem w domu i mam wolne do wieczora. Szkoda zatem tego wolnego czasu tracic na pierdoly i przez to odnosic to bledne wrazenie. Podjalem pewien prosty krok, mianowicie rozplanowanie wiekszej ilosci czynnosci, z ktorych kazda bede wykonywal przez jakis - krotszy - czas, ale mimo wszystko bede w stanie wiecej zrobic. Niewatpliwie bedzie to bardziej meczace, ale tylko na poczatku. Po prostu musze sie przemoc z pewna iloscia zadan do wykonania, a dzieki temu stane sie bardziej odporny na takie pozorne zmeczenie. Ot cala filozofia. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce.
10:07 / 26.10.2005
link
komentarz (0)
Wczoraj dostalem kolejna prace (kolega to sie smieje, ze chyba dziesiata w mojej krotkiej karierze zawodowej), a dzis ide na przyuczenie, za ktore oczywiscie maja zaplacic. No to wszystko fajnie i cudownie, bo i na miejscu i... i chyba to wszystko. Godziny zmian dupiaste, pensja - chyba najwiekszy minus - taka, ze mniej sie juz nie da, a na premie podobno nie ma co liczyc. A co w tym wszystkim najsmieszniejsze, to ta robota to zabawa z jakimis chemikaliami... Kiedy ja mialem chemie? Przeciez ja nic z tego nie umialem. Cos mi sie to nie widzi za bardzo, ale nawet jesli wszystkiego sie tam naucze i dojde do wniosku, ze jednak luzna robota, to dalej pozostana mi te niedogodne zmiany i najnizsza pensja z mozliwych, a tak nie moze byc.
10:15 / 17.10.2005
link
komentarz (0)
Zatem Orlen po raz drugi. A moze do trzech razy sztuka?
11:11 / 15.10.2005
link
komentarz (0)
Poszukiwania trwaja, pewne kroki tez poczynione, nawet jakies spotkania poumawiane. Czy cos z tego bedzie konkretne i skuteczne? Jak bedzie cos dobrego, to pewnie gowno z tego wyjdzie, a jak bedzie gowno, to dobrze pojdzie. Psia mac.
12:42 / 11.10.2005
link
komentarz (0)
No to pieniazki wydane zostaly bez zadnych wiekszych ekscesow (dzis). Jestem zaskoczony, aczkolwiek nie powiem, ze mile, bo kasa powinna byc wydana od razu, a nie z kilkudniowym opoznieniem i komplikacjami. Co nie zmienia faktu, iz dzisiejsze zachowanie ludzi i stosunkowo szybkie zalatwienie sprawy mnie zaskoczylo. Rowniez kwota na liscie plac wywolala usmiech na mej twarzy. Dostalem prawie dwa razy tyle, niz sadzilem, ze dostane. Jak ja moglem kurwa z takiej pracy zrezygnowac? A teraz siedze i sie opierdalam i narzekam na brak hajsu, bo nic nie moge zlapac :/ Idiota...
00:21 / 11.10.2005
link
komentarz (0)
Jak zwykle kurwa trzeba sie wyklocac i dochodzic o nalezyta kase. Bo najlepiej to by te skurwysyny sobie przywlaszczyly cudze pieniadze, zbiorowa amnestia kurwa jego mac. I zamiast isc raz, poswiecic 10 minut na taka wycieczke, odebrac hajs i wrocic, to trzeba latac 4 razy, jak nie wiecej i tracic mase czasu, uzerac sie i dochodzic swojego. A i tak, czego jestem pewny, w chuja beda sie starali zrobic i cos obetna, ale na to juz wplywu nie mam.
22:29 / 04.10.2005
link
komentarz (0)
Potrzebuje pracy.
22:52 / 30.09.2005
link
komentarz (3)
O ja jebie ja pierdole kurwa mac! Dosyc dawno mnie tutaj nie bylo :)
10:34 / 28.06.2005
link
komentarz (2)
Szkola skonczona, dyplom dadza we wrzesniu. Pora isc do pracy, bo troche szmalu przydaloby sie zarobic.
00:00 / 27.06.2005
link
komentarz (0)
Rozjebal mnie i z cala pewnoscia przejdzie do historii tzw. "ukłon analny". Niewatpliwie to, co ziomal odstawil przed komisja bylo wyjebane w kosmos i rozbawilo mnie do lez. Ladny gest.
10:20 / 31.05.2005
link
komentarz (1)
Ostatnio mojego kompa opanowal "Gothic II: Noc Kruka". Mejl sporadycznie, o nlogu calkiem zapomnialem, nic tylko Gothic. Ta giera wciagnela mnie tak po raz trzeci i po raz trzeci to jest dla mnie grozne... sni mi sie po nocach, ciezko mi sie spi od tego, wieczorami nie moge zasnac, a rano utrzymac snu, gdyz wizje z tejze gry zbyt skutecznie mnie rozbudzaja. Od zeszlego tygodnia wstaje na wlasne zyczenie o godzinie 11 (czyli ogromny sukces biorac pod uwage to, jak do tej pory wstawalem o 13 - 15), a dzis rozbudzilem sie sam z siebie juz o 10. No wczoraj to w ogole z przymusu musialem wstac o 7, wiec moze to dlatego dzis spalem o godzine krocej niz normalnie w "nowym planie". A moze to jest wlasnie okazja do tego, zeby z godziny 11 jeszcze bardziej sie przestawic na 10?
21:56 / 22.05.2005
link
komentarz (0)
Nowa produkcja PODRIDOS MUCHACHOS DE POBLACHO DE MALA MUERTE przy wspolpracy z CATHILL PICTURES zostala dzis ukonczona. Prace trwaly tylko trzy dni (co jest wyjatkowym sukcesem, jesli biorac pod uwage czas tworzenia moich dotychczasowych produkcji). Juz wkrotce film pt. "NÓŻ" powinien trafic na ekran wiejskiego kina objazdowego w Trzebnicy :)
19:51 / 21.05.2005
link
komentarz (4)
O "Star Wars Episode III: Revenge of the Sith" powiem tylko tyle, ze mnie zniszczyl i nie jestem zawiedziony, a wrecz przeciwnie :)

A teraz krotkie streszczenie ostatnich dni. Wczoraj pare rzeczy poszlo nie po mojej mysli, uszkodzenia niektorych sprzetow jeszcze bardziej popsuly mi humor, a na koniec byla "zajebista" impreza, na jakiej jeszcze w zyciu nie bylem. Aby nie bylo za dretwo, to opowiadano dowcipy sprzed przynajmniej 15 lat (jak widac K. nie zmienil sie od czasow podstawowki) oraz prezentowano polifoniczne dzwonki. To co, kiedy nastepny grill?

Dzisiaj... o maly wlos na dzien dobry nie zostalbym obficie obesrany przez ptaki (niewielkie nieporozumienie i zatrzymanie sie w miejscu doslownie na dwie sekundy uchronilo od wejscia wprost pod spadajace metr przede mna ptasie gowna). W budzie nudy i pieprzenie o niczym (dobrze, ze przynajmniej troche w "Mortale" ponaparzalem dla zabicia czasu... i paru przeciwnikow). Przede mna jeszcze tylko wieczor, a jutro rowniez ciezki dzien. Moze przyszly tydzien okaze sie troche lepszy.
12:02 / 18.05.2005
link
komentarz (0)
Jak jest stagnacja, to sie kompletnie nic nie dzieje. I chocbym na sile szukal zajecia, to nic nie ma konkretnego do roboty przez dlugi czas. I tak sie wypalam w bezczynnosci. Kiedy mija stagnacja, to nagle jest milion zajec i milion problemow w jednej chwili do rozwiazania, az czasu brakuje. Tak samo jak teraz... przez 3 tygodnie totalnie sie opierdalalem kompletnie nic nie robiac, a od wczoraj nie wiem w co rece wlozyc. Oczywiscie czesc z tych nowoplanowanych zajec bedzie calkiem przyjemna (jak chocby jutrzejszy wypad do 71), jednakze nie zmienia to faktu, iz dzien bedzie zajety i raczej bede musial poswiecic odrobine energii. Chociaz tak szczerze mowiac, to wole juz, jak sie cos dzieje i jak pod koniec dnia nie mam w ogole juz sil, a nastepnego dnia od rana znow czeka mnie robota. Wtedy przynajmniej nie mam zastoju, nie wypalam sie i nie nudze, ale gdyby tak miec jeszcze w tym czasie "pracy" odrobine wolnego, to by bylo dobrze. No bo w koncu co za duzo, to nie zdrowo.
11:35 / 17.05.2005
link
komentarz (0)
A jednak wczoraj okazalo sie, ze kleszcz jeszcze zyje, wiec postanowilem wpuscic mu troche powietrza. Glodny zdaje sie nie jest, bo nie zauwazylem, zeby sie choc odrobine skurczyl. No to niech sobie lezy na plecach, porusza nozkami i przetwarza wysaczona krew, czy co on tam ma w naturze z nia robic.
13:07 / 16.05.2005
link
komentarz (0)
Ot zartownis sie znalazl. Punktualnie o 8 rano zadzwonil telefon, a gdy odebralem, uslyszalem "Śpisz? To śpij dalej.". Niech takiego lobuza bezsennosc dopadnie, a gdy wreszcie zasnie nad ranem, to niech go ktos obudzi.
22:24 / 13.05.2005
link
komentarz (0)
I tak z jednego marketu do drugiego, pozniej do trzeciego, a finalnie pewnie skonczy na kasie fiskalnej w jakims biednym, pokomunistycznym Super Samie.
11:30 / 13.05.2005
link
komentarz (1)
Zaczalem chodowac kleszcza w sloiku, ale cos dzisiaj lezy nozkami do gory. Moze zabraklo mu tlenu, bo przeciez najedzony to chyba jest. Zaiste ciekawe jest to, co wplynelo na jego zgon. A moze on tylko udaje?
14:22 / 06.05.2005
link
komentarz (0)
Dostalem wreszcie zwrot podatku. Calkiem ladny. Nie myslac o szalenstwach i hulankach przeszedlem od razu do szarej rzeczywistosci. Wygrzebalem z biurka 2 koperty z razacym logiem "& tp". Koperty sie tu juz zalezaly przez kilka(nascie) tygodni, gdyz termin ich "waznosci" uplynal ponad miesiac i dwa miesiace temu. No ale trudno... to jest sprawa najwyzszej wagi (niestety). Otworzylem jedna i o malo nie dostalem zawalu (a jeszcze przeciez druga na mnie czekala). Na drugiej to samo. Te SKURWYSYNY wprowadzily juz podatek!! Kurwa ich mac! 40 zl wiecej kazdego miesiaca wcale mi nie ratuje dupska, a wrecz przeciwnie. I oto tyle bylo radosci z zastrzyku gotowki, gdyz po zaplaceniu tych dwoch rachunkow nie zostanie mi nawet na splacenie wszystkich dlugow (nie mowiac juz o trzecim rachunku, ktory nadejdzie poczta w ciagu najblizszych kilku dni, a na ktorego oplacenie juz bankowo nie bedzie mnie stac). Az mnie glowa rozbolala...
00:38 / 03.05.2005
link
komentarz (0)
"Manhunt" ukonczony :D
04:46 / 02.05.2005
link
komentarz (0)
"Komiczny Odcinek Cykliczny" po raz kolejny mnie zniszczyl :D Do takich glupot to trzeba miec leb nie od parady... hmm nawiasem mowiac musze zapamietac to powiedzenie :P Noca soundtrack z "Ghost in the Shell: Stand Alone Complex". Szczegolnie "Inner Universe" oraz "Lithium Flower".

O cholera... czyzby robilo sie jasno? Pora isc spac!
03:57 / 01.05.2005
link
komentarz (11)
"Goń go!"
"Synek, synek"
"Spada..spada..spadaj pierdoło!"
"Zatłukę cię!"
"Yeah!"
"Moja głowa!"

Nie ma to jak przycisnac od czasu do czasu w stare dobre "Franko: The Crazy Revenge" :D Cale szczescie, ze jakis czas temu natknalem sie na ten emulatorek i zbior chyba najwazniejszych dla mnie romow do Amisi :)
01:28 / 29.04.2005
link
komentarz (0)
Jeszcze troche do premiery... ale sie nie moge doczekac. Im blizej, tym trudniej wytrzymac :)
15:35 / 25.04.2005
link
komentarz (1)
Nosz kurwa mac!!!!!! Co to za zabawa, zeby siedziec na trawie w kilka osob i drzec jape? Tak piszczec? Pierdolone bachory... ilez mozna? I pozniej sie dziwic, ze jakies dziadki strzelaja z wiatrowek do bachorow bawiacych sie pod ich oknami. Sam nie raz mam ochote powystrzelac taka gownazerie.
03:47 / 24.04.2005
link
komentarz (0)
Na wieczor pianka :)
22:36 / 23.04.2005
link
komentarz (0)
Cos na dzisiejsza noc wymyslic by sie przydalo.
12:33 / 22.04.2005
link
komentarz (0)
"Manhunt" ryje mi banie. Wspaniala gierka na noc :D A i snic mi sie zaczyna :P
12:21 / 21.04.2005
link
komentarz (0)
Wczoraj byl jeden format u siostry, dzisiaj prawdopodobnie format u znajomej. Ot bede biegal od kompa do kompa i formaty strzelal, bo ktos sam sobie windy nie potrafi przeinstalowac. A ja wychodze z takiego zalozenia - jakby mieli placic, to by sie nauczyli. No bo i tak. Ja, kiedy kompa kupilem, to na poczatku zjebalem system dwa razy i zaplacic za usluge przinstalowania musialem, jednorazowo i niewiele, ale zawsze cos. I od tamtego momentu juz windy tak latwo nie psulem a i przeinstalowywalem sobie sam (co innego z niektorymi pierdolami pozniej, jak np. konfiguracja sieci pod win98). Tak czy owak, dopoki ktos bedzie robil reinstalke systemu za wlasciciela, to tak dlugo wlasciciel nie bedzie potrafil sobie przeinstalowac tego gowna.
21:35 / 18.04.2005
link
komentarz (0)
Komiczny Odcinek Cykliczny. Ale zgodnie z pewnym przyslowiem, wcale nie bedzie tak rozowo. Buhahahahahaha!
15:55 / 17.04.2005
link
komentarz (0)
Fizycznie ciezko, ale wyrabiam. Zapierdol napewno do wtorku, a prawdopodobnie do srody. A dalej nie wiem. Ale przynajmniej cos sie dzieje i sie nie nudze. Jakby nie bylo, dobrze jest.
00:37 / 16.04.2005
link
komentarz (0)
Faza na Milicz, na II wojne swiatowa i gadke z pewna hipiska.
22:09 / 15.04.2005
link
komentarz (2)
Zbiera sie... potrzebny odkurwiacz, bo bedzie zle.
19:05 / 15.04.2005
link
komentarz (2)
Z pewnych wzgledow zalewa mnie krew. Ogolnie nic groznego i nic strasznego, a takze nic nienaturalnego. Takie ot po prostu wkurwienie na problemy ze sprzetem.
12:38 / 14.04.2005
link
komentarz (3)
Chuj bombki strzelil, swieta przelozone. "Ja wiedziałem, że tak będzie...".
14:11 / 13.04.2005
link
komentarz (0)
No wsciekli sie dzisiaj chyba. Najpierw sygnal po 8, pozniej po 10, a o 11 czadu dal sasiad, ktory dzwonil 3 razy po jakies pierdoly. Przynajmniej wczesniej dzien zaczalem.
15:55 / 12.04.2005
link
komentarz (0)
Zajebiscie jest oceniac osobe, ktorej sie w ogole nie zna. Jej zachowanie, swiatopoglad i ogolny caloksztalt na podstawie paru zdan. No taki psycholog to by mi sie przydal. Bardzo pomocny by byl. Jak wielu rzeczy dzieki takim ludziom mozna sie o sobie dowiedziec. Coz... ja nie mam auta? A ty nie myjesz rak po sikaniu.
13:41 / 12.04.2005
link
komentarz (0)
A jednak nic mi sie dzisiaj nie chce. Znaczy nie, zebym byl bez sil do czegokolwiek, czy zapalu, ale w chwili obecnej odpowiada mi stan siedzenia i nic-nie-robienia :)
21:43 / 11.04.2005
link
komentarz (0)
Soundtrack do "Samurai Deeper Kyo" mnie rozbraja.
13:20 / 11.04.2005
link
komentarz (0)
Zaczal sie nowy tydzien. Prawie na kazdy dzien mam jakies plany, wiec jesli wszystko wypali, to bedzie bardzo dobrze.
07:49 / 10.04.2005
link
komentarz (0)
Dlaczego nawal pomyslow uderza do mojej glowy zawsze wtedy, kiedy sie poloze, kiedy musze szybko zasnac, zeby wczesnie wstac? Kiedy najmniej moge zrobic, najwiecej opcji ukazuje mi sie przed oczyma. Final taki, ze jak zwykle do szkoly wstalem niewyspany. Ale to ma tez swoje plusy. Chociazby taki, ze o tak wczesnej porze nie zdazylo mi sie jeszcze nic przysnic... a przynajmniej nic na tyle glupiego, zebym taki sen zapamietal.
15:12 / 09.04.2005
link
komentarz (0)
"Mortale" rozpierdalaja mnie w drobny mak :)
00:42 / 09.04.2005
link
komentarz (2)
Jednak emulatory czasami wymiataja. Nieco przypadkiem znalazlem jakiegos Mame (a chyba nawet juz mialem kiedys cos takiego, tylko z pewnoscia inna wersje, bo obecna jaka sciagnalem, to jest zamotana w cholere). Sciagnalem sobie do tego "Mortal Kombat 3" i raz, ze chodzi pieknie, wyglada lepiej, niz wersja na PC, to jeszcze swietnie mi sie gra :D Do tego sciagnalem jeszcze jedynke i dwojke "Mortala" i rowniez przepieknie wygladaja :D Moze troche utrudnione jest to sterowanie (przynajmniej w "MK2"), bo jakby z lekkim opoznieniem momentami dzialalo (przez co np. nie udalo mi sie wrzucic przeciwnika do kwasu). Ale cos czuje, ze jutro rozpierdole tego PC tlukac we wspaniala trylogie dwuwymiarowych "Mortali" :D
21:53 / 08.04.2005
link
komentarz (1)
Jeszcze tydzien... jesli to, na co czekam faktycznie bedzie mialo miejsce.
12:47 / 08.04.2005
link
komentarz (0)
Jakis taki polamany i do tego z bolem glowy, sie obudzilem, ze nawet mi sie nie chcialo z lozka wstawac. Ale nie naleze do tych, ktorzy potrafiliby przebimbac caly dzien w wyrku. Krotko mowiac wstalem, standardowo usiadlem do kompa, aby przy nim stracic kolejne godziny mojego zycia.
20:09 / 07.04.2005
link
komentarz (0)
Ciezki dzien, nerwy na granicy wytrzymalosci. Przede mna jeszcze wieczor. Powinien byc dobry. Co najwyzej zmokne, ale to mi dzisiaj nie przeszkadza.
12:03 / 07.04.2005
link
komentarz (0)
Dzisiejszy dzien musi byc dobry. No po prostu musi. Co prawda istnieje pare zagrozen, ktore moga calkowicie zepsuc mi ten dzien, ale przeciez nie bede panikowal. W koncu zawsze moze sie cos wydarzyc, co moze zjebac dobry humor. Poki co dobrze jest, dobrze sie zapowiada i dobrze musi byc :)
13:26 / 06.04.2005
link
komentarz (0)
Calkiem niedawno plonacy smiglowiec, dzis plonacy okret. Nie wiem, co ja mam z ta psycha, ale szczerze, to wolalbym wysnic jakiegos Predatora albo Freddy'ego Kreugera, nie mowiac juz o akcjach, w ktorych pilotowalbym X-Winga, albo walczyl na miecze swietlne :P Coz... tyle roznosci mi sie sni, ale nie to, co akurat by mi najbardziej odpowiadalo. Nie wysypiam sie, wstaje polamany jakis taki i w ogole. Dwa czy trzy dni mialem takie, kiedy zasypialem o normalnej porze, budzilem sie ok. 11 - tej. Dzis znowu zaspalem i obudzilem sie po 13 - tej. No ale mniejsza o to... dzis nic ciekawego mnie nie czeka, jutro za to aktywny dzien, a dalej do niedzieli nie mam pojecia.
12:25 / 04.04.2005
link
komentarz (0)
No jak oczyscilem swoja psyche od swiadomej strony, tak nieswiadomie nadal snia mi sie pierdoly. I to o jeszcze wiekszym natezeniu :/
15:51 / 02.04.2005
link
komentarz (0)
Odnosnie jednej z ostatnich notek... ja tez jestem chujem i w tym wypadku jestem z tego bardzo dumny.
13:19 / 01.04.2005
link
komentarz (0)
Bo tak to kurwa jest, jak sie lamie dobre zasady, ustanowione przez samego siebie.
23:10 / 31.03.2005
link
komentarz (0)
Po raz kolejny zacytuje... "baby to chuje".
20:25 / 31.03.2005
link
komentarz (0)
Ej, dobra. Jutro przede mna tlusta biba, a cala reszte mam gleboko w dupie. I tak szczerze mowiac, to nawet nie na to czekam, co jutro, a na to, co mozliwe w polowie kwietnia. Tylko, ze juz praktycznie mamy wlasnie ten kwiecien, a dalej nic nie wiadomo.
12:17 / 31.03.2005
link
komentarz (0)
Jestem zmeczony.
13:31 / 29.03.2005
link
komentarz (0)
Przeziebilem sie, kurwa jego mac. W ogole mi to teraz nie pasuje :/
19:10 / 28.03.2005
link
komentarz (0)
Nowe wiesci, bardzo ciekawe. Mozliwe, ze wiele znaczace. No napewno ot tak sobie nikt nic nie wymyslil odnosnie kogos innego, tylko najpierw sam musial wpasc na cos podobnego. Mam dobrego mentata :P
23:28 / 27.03.2005
link
komentarz (0)
To sie bez wyraznego powodu wkurwilem na wieczor. Ze tez musialem sie glupio wdawac w idiotyczna gadke z jakas pacjentka z gg. Nieznajomy numer, to sie ignoruje, a tu z nudow zachcialo mi sie odpowiadac i niby wszystko spokojnie i calkiem normalnie, a jednak zadzialalo mi to na nerwy. Bo po kiego grzyba mnie ktos zaczepia? Z reszta... juz mi przechodzi.
17:33 / 26.03.2005
link
komentarz (0)
Jakby sie tak zastanowic odrobine, to przede mna ciezki tydzien. I to do konca przyszlej niedzieli. Bardzo ciezki.
16:53 / 26.03.2005
link
komentarz (0)
Albo rybki, albo akwarium, bo tak ni w dupe ni w oko, to ja nie lubie. Krotka pilka ma byc.
20:42 / 25.03.2005
link
komentarz (2)
Zaczynam czuc sie podobnie, jak 2 lata temu. Tyle tylko, ze nie ma jednego natarczywego i wyjatkowo drazniacego jelopa, od ktorego az mi sie smutno momentami robilo. Ale klimat czuje podobny.
15:59 / 25.03.2005
link
komentarz (0)
Nie mylilem sie, co do takiej pobudki. A co do dzisiaj... ciezki dzien. Zdecydowanie za pozno poszedlem wczoraj spac.
01:41 / 25.03.2005
link
komentarz (0)
Wydaje mi sie, ze dzis obudzi mnie sygnal, a w najlepszym wypadku sms.
12:37 / 23.03.2005
link
komentarz (2)
Troche o jednym zapomnialem. Mialem wstac wczesniej, bo pisac mialem. Tymczasem natomiast w ostatnim czasie ja kazdego dnia wstaje ok. 12, a to juz niestety jest za pozno na pisanie, jak dla mnie. To moze w takim razie w piatek cos mi sie uda porobic.

Z innej beczki... pogoda od kilku dni jest dosyc ladna, od wczoraj ponownie podnosi sie temperatura i dzis mozna powiedziec, ze juz jest cieplo. Az chcialoby sie gdzies wyjechac, chociazby do takiej roboty, jak dawniej. Moze i praca byla momentami przechujowa, ale jednak w podrozowaniu z wiochy do wiochy dziesiatki kilometrow byl urok. Tak czy srak nie wracam do tej gownianej firmy.

Wczoraj, moze troche naiwnie, ale zrobilem sobie pewne podliczenie. Wyszlo na to, ze stosunek wynosi mniej wiecej 2:1 i to na moja korzysc. Jakby sie tak zastanowic, to moglbym cos zdzialac jeszcze dodatkowo podstepem w tej sprawie, ale z drugiej strony nie ma sensu sie napalac. A jesli faktycznie jest tak pozytywnie, to raczej nie ucieknie. Bynajmniej na razie chyba przyjalem odpowiednie stanowisko do zaistnialej sytuacji i relacji z niektorymi ludzmi. Poki co nie rozkminiam. Bedzie co bedzie. Tylko zastanawia mnie, czy ma to jakies powiazanie z moimi popieprzonymi snami. Jakies moze miec, zwlaszcza, ze dzis mi sie snilo juz cos dosyc powiazanego ze sprawa.
22:53 / 20.03.2005
link
komentarz (3)
Bez sil, z pewna wizja na przyszlosc, z pewnym zwatpieniem i wrecz rozbawieniem, aczkolwiek moze i odrobina nadziei.
10:49 / 18.03.2005
link
komentarz (2)
Przede mna dosyc meczacy dzien. Ciezki nie, ale meczacy. Ciezki bedzie jutro... Bynajmniej dobrze jest, od poczatku tygodnia mam powody do cieszenia japy. Tylko zeby jeszcze te sny... te sny, przez ktore mozna sfiksowac...
11:11 / 17.03.2005
link
komentarz (0)
O jaka piekna pogoda, chyba umre ze szczescia :)
11:46 / 15.03.2005
link
komentarz (0)
Od mniej wiecej 2 tygodni wkurwiam sie na to, ze poza sciaganiem, net chodzi mi masakrycznie wolno. A to wlasnie mniej wiecej 2 tygodnie temu zastosowalem patent odpalenia drugiego emula na kompie i jechania na dwa fronty. Patent, owszem przydatny, bo wczoraj wlasnie dociagnalem pierwsza plytke z drugiego konta, a reszta jest w stopniu zaawansowanym, ale kiedy dzis nie polaczylem sie na tym pierwszym, to stronki o wiele lepiej dzialaly. W momencie polaczenia jakos to wszystko zwolnilo. Teraz mam dylemat - czy sciagac 2 razy jednoczesnie znacznie wiecej plikow i meczyc sie z powolnym dzialaniem netu, czy nie denerwowac sie na transfer i sciagac powoli. No chyba, ze to jednak nie jest wina emula...
01:04 / 14.03.2005
link
komentarz (0)
Weekend dobiegl konca. Cale kurwa szczescie. Tydzien byl nieco pracowity, jednak nie odczuwalem tego az tak bardzo. Dopiero w weekend nawal informacji, cudzych problemow i glosow z przeszlosci przybil mnie calkowicie. Jeszcze na sam koniec w pewnym sensie sobie napackalem, ale przynajmniej rozwiazalem pewna istotna dla mnie kwestie i jestem teraz spokojny. A co bedzie dalej z reszta - czas wyjasni.
04:49 / 13.03.2005
link
komentarz (0)
Trailer do trzeciego epizodu rozpierdolil mnie w gwiezdny pyl. Takiego kopa potrzebowalem na noc. Do tej pory sie trzese z wrazenia. Mam nadzieje, ze jesli Lucas nie wezmie sie za ostatnia trylogie, to fani tak nakopia mu do dupy, ze chocby mial dokonczyc zywota na planie zdjeciowym, to jednak ruszy dupsko i zrobi ostatnia czesc trylogii.
23:05 / 12.03.2005
link
komentarz (0)
Wieczor dosc udany. Przyznam - odstresowalem sie dosyc, chociaz po powrocie do domu, kiedy usiadlem do kompa znow poczulem taki powiew zdenerwowania. Zle wplywa na mnie ten komp, za bardzo sie spinam przy nim. Przy gg zwlaszcza.
19:32 / 12.03.2005
link
komentarz (0)
Na uspokojenie Eldo i Nuno - "List z Ziemi". Bo to nerwowy dzien byl troche.
13:56 / 11.03.2005
link
komentarz (1)
"Spam to nieproszona korespondencja mailowa od osób, których się nie zna. Niektórzy otrzymują setki, a nawet tysiące takich listów. Inspiracją do nazwania tego masowego śmiecia elektronicznego spamem był humorystyczny skecz brytyjskiej grupy Monty Pythona przedstawiający chór wikingów w restauracji, w której serwowano jedynie mieloną szynkę (SPAM – SPiced hAM) w różnych postaciach. >>Spam, spam, wspaniały spam!<< – entuzjastycznie intonują wikingowie... Komu to skojarzenie wpadło do głowy, dziś już nikt nie wie, ale nazwa przylgnęła."

No prosze... w zyciu nie wpadlbym na to, iz nazwa tych elektronicznych syfow wziela sie od ulubionego dania Wikingow :D Bo jesli o mnie na ten przyklad chodzi, to ja tak samo nie znosze elektronicznego spamu, jak i tego do jedzenia. Chociaz skecz podobal mi sie bardzo. Piosenka rowniez... "Lovely spam! Wonderful spam!" hehehehe.
11:03 / 10.03.2005
link
komentarz (0)
Sny mialem dzis popierdolone, co nie miara. Z poczatku w miare przyjazne, pozniej sie troche w nich namieszalo i zrobil sie niezly burdel, ale na koniec znow sie wszystko tonowalo i zmierzalo do dobrego konca, kiedy zadzwonil telefon. Moze to i lepiej, bo nie wiadomo, co jeszcze by mi sie przysnilo glupiego, albo jakby sie te sny skonczyly. Za chwile czeka mnie spacerek po miescie (jak ja to kurwa uwielbiam, zwlaszcza w taka pogode i przy takiej temperaturze).

Mialem dzisiaj cos popisac. W nocy wymyslilem zaledwie poczatek, wiec albo dalej bede stal w miejscu, albo uda mi sie to rozwinac podczas pisania i dobrze bedzie :) Z drugiej jednak strony, jesli teraz pojde na miasto (a musze teraz), to strace ten czas, w ktorym najlepiej mi sie pisze. Najwyzej jutro napisze to, co chcialem dzis. Nie lubie odwlekac, ale i tak mam jeszcze sporo czasu, wiec moge sobie pozwolic na takie przelozenie pracy o jeszcze jeden dzien.
10:37 / 09.03.2005
link
komentarz (2)
No i dzisiaj mial byc ten dzien plodnosci, kiedy sporo rzeczy zrobie juz z rana. Kiedy troche popisze itd. Sprzyja temu nawet to, ze sam z siebie obudzilem sie o jakas godzine wczesniej, niz ostatnio, wiec powinno byc dobrze. Niestety w glowie pustka i chwilowo nie wiem nawet, jak zaczac. Wstane, moze jakies sniadanie zrobie zjem sniadanie i wtedy uda mi sie cos popisac. Problem jest troche trudniejszy do rozwiazania, bo nie mam pomyslu na druga postac, a przeciez tez musi sie czyms wyrozniac na ekranie, a nie tylko paroma prostymi zachowaniami.
13:03 / 07.03.2005
link
komentarz (0)
A to mial byc taki spokojny dzien... i tydzien z reszta tez. Wyszlo na to, ze za chwile czeka mnie zabawa z cudzym kompem (jak ja tego nienawidze), jutro wycieczka do 71. Dopiero sroda i czwartek moga byc luzne, o ile nic mi nie wyskoczy. Ech... a mialem pisac dzisiaj z rana.
11:10 / 06.03.2005
link
komentarz (5)
Bo skoro nowa plyta Grammatika jest po dosc przystepnej cenie, to czemu nie mialbym jej sobie w najblizszym czasie kupic?

A z tym sniegiem to juz wypierdalac! A nie, ze znowu pada.
01:05 / 06.03.2005
link
komentarz (0)
Cypress Ches(s), czyli gra z barmanem w szachy po pijaku przy kawalkach Cypress Hill :D
18:45 / 05.03.2005
link
komentarz (0)
To byl bardzo ciezki dzien, a ja jestem wykonczony.
07:20 / 05.03.2005
link
komentarz (2)
Zajebiscie ciezki poranek. Dzien niestety moze byc taki sam. Moze kawy bym sie napil...
22:15 / 04.03.2005
link
komentarz (1)
Kurwa, zartownisie sie znalezli. Przez kilka miesiecy cisza i lecenie w chuja na calego, a teraz telefon z informacja, ze 8 - ego jest wyjazd. Teraz, to ja niestety nie moge. Za duzo spraw na glowie, a glownie praca dyplomowa. Wiem, ze ta szkola to chujnia i gowno po tym bedzie, ale nie po to laduje w to hajs od ponad poltora roku, zeby teraz olac sprawe.
21:32 / 03.03.2005
link
komentarz (0)
No i znowu dostalem propozycje odegrania jednej z glownych rol. Czy ja naprawde tak dobrze gram, czy po prostu nie ma innych aktorow, ktorzy zagraliby to tak "dobrze", jak ja? :P
11:43 / 03.03.2005
link
komentarz (2)
Z.F.Skurcz udzielil mi oficjalnej zgody na wyswietlenie ich filmow w kinie. Te filmy mnie tam zniszcza... z reszta pewnie nie tylko mnie, bo rozniosa cale kino :D Teraz pozostaje tylko ustalenie terminu emisji :D
23:23 / 02.03.2005
link
komentarz (0)
Jak nie kijem go to pala, czyli jak w lamerski sposob odpalic 2 emule jednoczesnie na tym samym kompie.
14:45 / 01.03.2005
link
komentarz (1)
No jeszcze zapomnialem dodac, ze na krotka chwile przed pojawieniem sie Lenina jakis burak zamaskowany w oknie walil do mnie z rakietnicy i nie bylo jak go zalatwic, bo nie bylo czasu na przymierzenie sie do strzalu, gdyz trzeba bylo unikac rakiet skierowanych w moim kierunku. Dziwne... nie gralem w zadnego FPP od dluzszego czasu.
14:40 / 01.03.2005
link
komentarz (0)
Powrot popierdolonych snow. Saddam Husein jest pedofilem, ofiarowuje mi zajebiscie drogie autko, niestety ciasne z przodu, jesli zapakowac sie do niego z cala torba broni i amunicji. Oferuje mi robote, praktycznie nie mam wyboru, godze sie. Trafiam do oddzialu z Arnim i mamy za zadanie wyeliminowac jakichs frajerow strzelajacych z okna sasiedniego bloku. Biore wiec ulubiony karabin z MOHAA (bo malym pistoletem ciezko trafic z takiej odleglosci) i po kolei eliminuje kogo trzeba. Arni jest w tarapatach, po chwili wybiega Lenin, rzuca we mnie granatami, ktore ja na czas odrzucam w jego strone. Finalnie Lenin postanawia sie poswiecic i biegnie w moja strone z granatami, ktore zaraz maja na nim wybuchnac. W ostatniej chwili trafiam go frontalnie z karabinu, ten pada i wybucha, a ja mam poczucie winy, ze zabilem Włodzimierza Ilicza Uljanowa. Za to do akcji wkracza jakas agentka specjalna, ktora mowi, zebym pomogl jej zlikwidowac Huseina, bo to jest wazne dla bezpieczenstwa narodu amerykanskiego. A moze ja mam cos nie tak z glowa, ze mi sie snia takie rzeczy?
14:27 / 01.03.2005
link
komentarz (0)
O kurwa, marzec sie zaczal... gdyby nie to, ze w statach na nlogu widnieje nowy miesiac, to bym sie nawet nie zorientowal :)
22:39 / 27.02.2005
link
komentarz (4)
Gardlo mnie boli.

Noca Mobb Deep i "Hell on Earth".
20:22 / 26.02.2005
link
komentarz (1)
Zadziwiajace jest to, iz dzien, podczas ktorego kompletnie nic sie nie robi tez moze byc meczacy.
18:52 / 26.02.2005
link
komentarz (1)
No to problem z nagrywarka przynajmniej rozwiazalem. I jak zwykle paluchy poobijane i pokaleczone o obudowe.
11:48 / 26.02.2005
link
komentarz (0)
Algo esta podrido en Dinamarca... i to tak kurwa fest. Na moje szczescie problem nie dotyczy mnie, a jest tylko obok. I niech tak pozostanie.
17:45 / 25.02.2005
link
komentarz (0)
Wiec jak sie ekspert wypowiedzial o mnie - dobry ze mnie aktor, bardzo dobrze gram. No bo przeciez nie moze byc inaczej, nie?
21:45 / 24.02.2005
link
komentarz (2)
Jasna cholera! Ja tu sobie jaja z pedofili robie, a problem istnieje blizej, niz mi sie wydawalo. Musze uwazac.
13:54 / 24.02.2005
link
komentarz (0)
Dobra, kurwa, biore sie za pisanie. Jak zaczne, to moze cos dalej mi pojdzie. A na dzisiaj Łona i "Nic dziwnego".
13:49 / 24.02.2005
link
komentarz (0)
No i znowu mam jakis pieprzony zastoj. Wiem, ze mam troche roboty... a nawet niewiele, jesli sie dobrze zastanowic. Czas ucieka, a ja nie moge sie zebrac do niczego. Kurwa, niech sie cos wydarzy, bo mnie szlag jasny trafi... chyba sie podpale, zeby bylo smiesznie.
13:13 / 24.02.2005
link
komentarz (2)
I tak... praca nad zdjeciami trwala jakies 15 - 20 minut. Muzyka byla gotowa juz po kilku dniach od zlozenia zamowienia. Praca nad napisami trwala moze ze 2 - 3 godziny wlacznie z montazem wszystkiego. I czemu ja tego nie dokonczylem zaraz, jak mialem caly material do zlozenia? Odpowiedz jest bardzo prosta - bo w tej kwestii zawsze mam cholernego lenia i choc bardzo dobrze zdaje sobie sprawe, ze zakonczenie filmu to nie jest az tak duzo roboty, to odwlekam to kurwa miesiacami. Pozniej zamiast przypominac sobie, ze film zrobilem w jeden czy dwa dni, zeby mnie to motywowalo do masowego robienia filmow, to ja nabieram checi na nastepny dopiero po zakonczeniu poprzedniego. Niby dobrze, ale jesli bede nawet nad 11 - minutowym filmem pracowal pol roku, to za wiele nie zdzialam. Bynajmniej "Krótki film o zabijaniu" zostal ukonczony jakas godzine temu i jak zwykle najbardziej jestem dumny z napisow (jesli chodzi o moja prace), bo muzyka to osobny element, ktory rowniez podnosi na jakosci tego filmu (za to dzieki Finchowi). Co jak co, ale "Spider VS Fly" mnie niszczy :D
13:52 / 23.02.2005
link
komentarz (0)
Matt Uelmen - "Tristram" za kazdym razem mnie rozbraja... ta gitarka po prostu wymiata. Coz za cudowny klimat sie czuje. A poza tematem, to w nocy jak zwykle nie moglem do pozna zasnac. Przynajmniej wpadlem na kilka pomyslow odnosnie innych wersji scen do pierwszego scenariusza, a takze wpadlem na pomysl kolejnego krotkometrazowego filmu. Glowka pracuje.
00:47 / 22.02.2005
link
komentarz (1)
Jasny gwint! O 8 musze wstac, jest prawie 1, a mnie sie nie chce spac. No a przeciez dobrze by bylo, abym rano byl aktywny, a nie ospaly. Cie choroba.
16:52 / 21.02.2005
link
komentarz (0)
No motyla noga no! Juz drugiego balwana mi tworza pod balkonem.
14:48 / 21.02.2005
link
komentarz (0)
Jab twoja mac! Ktos mi ulepil balwana pod balkonem.
13:21 / 21.02.2005
link
komentarz (0)
I znow od samego rana boli mnie glowa... a do tego to przemeblowanie.
20:44 / 19.02.2005
link
komentarz (0)
W pierwszej LO nawet sie jej podobalem... no prosze coz za wyznanie. A w zyciu bym sie po tej osobie nie spodziewal... dobrze, ze to bylo tylko w pierwszej - znaczy jak ja bylem w drugiej. Zwlaszcza, jak nie przepadalem za ta osoba przez wiekszosc czasu, jak ja znam.
21:08 / 18.02.2005
link
komentarz (1)
A na uspokojenie Clint Black i "Galaxy song". Do tej pory tego nie probowalem w takim stanie, ale ten kawalek zazwyczaj polepsza mi odrobine humor, wiec co mi zalezy.
21:05 / 18.02.2005
link
komentarz (0)
Kurwa chyba bedzie trzeba zmienic godzine z 19 na 22, zeby tych jebanych bachorow starzy nie wypuszczali na wieczor do kina, bo to jest kurwa nie do zniesienia. Wstep za friko, to sie zbiega zgraja tych jebanych malych kurwiszonow i sie ogladac nie da. Takich to tylko zajebac.
18:06 / 18.02.2005
link
komentarz (0)
Damn! Jakis ciezkawy ten dzien. A i pewnie jutro nie bede sie czul przepelniony energia. Tak czy owak dobrze jest... no a bynajmniej lepiej, niz wczoraj.
23:01 / 17.02.2005
link
komentarz (2)
To byl nie tyle meczacy, co wkurwiajacy dzien. Wiele aspektow dzisiaj dzialalo mi na nerwy. Jutrzejszy dzien powinien byc lepszy.
12:55 / 16.02.2005
link
komentarz (1)
Co prawda, dla mnie dzien sie dopiero zaczal (jesli nie liczyc kilku smsow wczesniej), ale juz czuje takie troche podbuzowanie. Nie podoba mi sie to, bo moze sie to skonczyc nerwowo... bardzo nerwowo. Nie lubie, kiedy jestem w takim nastroju.
23:04 / 15.02.2005
link
komentarz (2)
Zachcialo mi sie porobic troche dobrych zdjec w plenerze. Nosz kurwa dosc juz tego zimna i sniegu, chce ocieplenie i tak, zebym mogl znow hasac sobie z aparatem gdzie popadnie, bez obawy, ze baterie rozladuja sie na zimnie w 5 minut i ze z zimna tak mi sie beda trzesly lapy, ze zadne zdjecia nie wyjda. Dawac wiosne!
14:12 / 15.02.2005
link
komentarz (0)
Starczy juz, kurwa, tej stagnacji.
09:50 / 08.02.2005
link
komentarz (3)
A na tapete wrzucilem sobie ciagnik z przyczepa pelna gnoju. Ot wczoraj i w nocy dzis porzadek robilem na biurku i na kompie, w zdjeciach rowniez i podczas przegladania natknalem sie na ta osobliwa fotografie. Pamietam doskonale, skad pochodzi to zdjecie i mniej wiecej, kiedy je zrobilem. Pamietam nawet, ze wtedy chyba na Żmigród jechalem. Zaiste ciekawie prezentuje sie ten obraz na tapecie. Uroku dodaje ta obwodka okna od kaszlaka, jakby imitowala uczucie siedzenia nie przed monitorem, a na przednim fotelu pasazera Fiuta 126P.
03:18 / 08.02.2005
link
komentarz (0)
Grammatik - "Reaktywacja".
15:19 / 07.02.2005
link
komentarz (2)
"Stara Baśń" bardzo mi sie podobala. Tak klimatycznie, to troche czulem klimat z "Icewind Dale: Heart of Winter" oraz "ID II" (za sprawa tych plemion odzianych w skory, wiedzm, kaplanek, troche uzbrojenia - zwlaszcza proca :P). Momentami troche mi to "Heroes of Might & Magic IV" przypominalo (glownie dzieki niektorym szatom i klimatycznej muzyce). No jeszcze troche klimatyczne bylo to odcinanie glow i wystawienie ich na pal :P Ot film prosty, niewiele efektow specjalnych (a jesli juz, to ubogie), ale i tak mi sie bardzo podobal. Lubie takie klimaty i poprosze wiecej takich produkcji :)
14:49 / 06.02.2005
link
komentarz (0)
Chujusz do mnie dzisiaj zadzwonil (i tym samym mnie obudzil). Ot tak sobie, nie z biurowego, a ze swojej prywatnej komory. Ciekawe, czy numer pomylil, czy cos chce...
23:34 / 05.02.2005
link
komentarz (3)
Moja glowa!
14:16 / 04.02.2005
link
komentarz (3)
Aukcje, konczaca sie dzisiaj po godzinie 12, przespalem. To i lepiej, bo tylko bym sie denerwowal. Z super okazji wyszla taka cena, ze ktos niezle przeplacil hehehe. Przebitka ceny o jakies 20 zl. Niezle, niezle. Zostala mi ostatnia aukcja, ale tam pewnie tez nie wygram (chyba, ze tak jak ktos w tej bede chcial tak przeplacic). Jesli nie, to kupie po normalnej cenie i juz.
22:39 / 03.02.2005
link
komentarz (0)
Zalicytowalem na poltorej minuty przed koncem aukcji i juz wygrywalem, a w ciagu tych 90 sekund jeszcze kilku skurwieli zdazylo mnie przelicytowac. Nie ma to jak naprawde gorace oferty. No coz... obserwuje jeszcze 2 aukcje - jedna konczy sie jutro po 12, druga jutro ok. 20. Ta druga moge sobie na bank odpuscic, bo o tej porze to ja bede poza domem. Ta pierwsza moze wygram licytujac na 15 sekund przed koncem. Natomiast nie rozumiem tutaj jednego... wiem, ze mozna ustawic maksimum, ktore bedzie niewidoczne dla innych. Wiem, ze jesli taki ktos wygrywa aukcje w danym momencie, to wygrywa minimalna przewaga. Jesli natomiast ja probuje go przelicytowac, to podbija automatycznie jego cene i wtedy wygrywa moj przeciwnik, a data i godzina jego oferty jest wczesniejsza. To jest jak najbardziej naturalne. Jednak jesli ja wygrywam aukcje, a na sam koniec okazuje sie, ze wygrywa ja ktos inny, a czas jego licytacji mial miejsce nie na ostatnia chwile, a wczoraj, to ja tu czegos nie rozumiem. Krotko mowiac dupa zbita, jutro ponownie sprobuje szczescia.
16:09 / 03.02.2005
link
komentarz (0)
Starczy juz chyba tej zimy, co?
10:49 / 02.02.2005
link
komentarz (1)
Zanim wstalem, to wydawalo mi sie, ze ten dzien bedzie skurwialy. Bedzie dzis troche roboty, jedna z nich wlasnie przesunieta zostala na jutro (i to nawet nie przeze mnie), wiec jakby poczulem luz. Co na dzisiaj najgorsze, to to, ze naturalnie czeka mnie cholernie dlugi spacer, do tego trasa nudna bardzo. Ja czasami to lubie, jak gdzies ide, skrecic to w prawo, to w lewo, jak tak do jakiegos miejsca ide. No bo jak mam taka prosta trase, ze ide i ide i konca nie widac, to mi sie nudzi. A inna trasa isc dzis nie moge, bo ta jest akurat najkrotsza. Mniejsza o to, mam ponad 2 godziny na przyzadzenie i wchloniecie sniadania, ktorego standardowo nie chce mi sie szykowac, a wychodzic bez posilku to dzis niezbyt dobry pomysl.
21:46 / 01.02.2005
link
komentarz (3)
Skonczylem "Icewind Dale II". Finalowa bitwa, choc trudna, to o wiele latwiejsza, niz w pierwszej czesci. Przede wszystkim nie musialem probowac kilkanascie razy, a udalo mi sie za jakims 5 czy 6, po drugie nie trwala pol godziny, jak w pierwszej czesci, a moze z 10 minut. Roznica jest taka, ze w pierwszej czesci tylko jedna z moich postaci nie przezyla, w tej czesci przezyla tylko jedna. Wszystko przez to, ze stracilem kaplana i nie bylo komu wskrzeszac, ale magowie dokonczyli dziela, a wojacy, zlodziej i w ostatnim momencie jeden z magow po kolei stanowili przynete, aby tylko utrzymac bossow w zasiegu dzialania czarow obszarowych. Fajna gra, przydalby sie dodatek, bo z checia bardziej rozwinalbym postaci, a bez dodatku istnieje tylko opcja zaimportowania druzyny i przejscia gry jeszcze raz na szalenczym poziomie trudnosci.
05:24 / 01.02.2005
link
komentarz (0)
Cie choroba. I znowu kolejny miesiac sie zaczal.
15:46 / 31.01.2005
link
komentarz (2)
Zaczal sie nowy tydzien. Troche pozno, bo prawie o 16 dopiero, ale musialem odespac po szkole (spalem 18 godzin :P). "Sesja" z glowy, oceny calkiem zajebiste jak na moje przykladanie sie do tych zajec (tylko z rysunku mam 2, do ktorego faktycznie jakos sie przylozylem). Wniosek z tego - im bardziej cos olewam, tym wyzsza ocene dostaje.

W tym tygodniu mialem juz miec wolne. Nauki zadnej, roboty zadnej, krotko mowiac luz. W piatek kino niezalezne, do tego czasu musze przygotowac nowa wersje swojego pierwszego filmu. Ot taka najlepsza - ze scenami pana odpowiedzialnego za zdjecia oraz z napisami pana odpowiedzialnego za montaz. Dobrze bedzie, raczej niewiele czasu na to potrzebuje. Problem tylko taki jest, zebym wstal z rana, a nie poznym popoludniem, ale to sie da zrobic.

Inna kwestia. Od jakiegos czasu, ilekroc wracam kutabusem z 71, to masturbuje mnie pewna panienka. Babka wyglada na jakies 25 lat, troche nizsza ode mnie, krotkie blond wlosy, czerwona kurtka. Za cholere nie wiem, co to za osobistosc, ale za kazdym razem wpatruje sie na mnie, jakbym albo jej wygladal cholernie znajomo, albo wrecz nawet powinienem ja znac i jakby probowala mi o sobie przypomniec, albo kurwa nie wiem, moze zaintrygowalem ja dowcipem, ze na spacer idziemy jak to kiedys w busie gume zlapalismy i wychodzilismy do innego. Wtedy widzialem ja po raz pierwszy, wtedy kiedy zartowalem do calkiem kogos innego, ona to uslyszala, obrocila sie i na mnie w ten sposob spojrzala. A moze ma mi za zle tamten zart i teraz probuje mnie zarejestrowac dokladnie w swojej pamieci, azeby przy najblizszej stosownej okazji potraktowac mnie jakims damskim sztyletem miedzy zebra. Kto ja tam wie. Bynajmniej intryguje mnie ta babka, bo nie lubie, kiedy ktos sie na mnie gapi doslownie miesiacami, nie wyrazajac o co mu chodzi. To jest wrecz irytujace.
22:47 / 29.01.2005
link
komentarz (2)
Aj ustawial ci te przyzady, prosze ja ciebie panie kolego kochany, ustawial tak ze 3 i pol godziny. Stol, dzbaneczek, szklaneczke ze sztucznym lodem i sfermentowanym sokiem oraz miseczka pomaranczy. Do tego 3 lampy, aparat i tak to ustawial przez 3 i pol godziny, kropil prosze ja ciebie, cuda robil, zeby na koncu zmarnowac 5 probek Polaroida za laczna wartosc 45 zl brutto. A co, szkola zaplaci. W koncu z mojej kieszeni na to idzie, zeby sie pan mogl pobawic, prosze ja ciebie i zepsuc pare Polaroidowskich probek, bo mu sie ciagle cos nie podobalo w kompozycji. Ech... szaleni ci fotografowie. A zdjecie i tak nie wyszlo.
21:52 / 29.01.2005
link
komentarz (0)
Nas feat. Dr. Dre & Nature - "Everyday thing".
08:00 / 29.01.2005
link
komentarz (0)
O cie choroba jak mnie sie nie chcialo wstawac! Standardowo, kiedy dotarlo do mnie, ze mam jeszcze troche czasu, to maniakalnie usiadlem do kompa. No w zadnego star-łarsika teraz juz nie zagram, bo czasu jest za malo, ale na nloga wbije, bo co mi tam :) Zatem za chwile wycieczka do szkoly (moze przezyjemy podroz z wariatem), a wieczorem do Żmigrodu (moze Biedną-Bronkę odwiedze i zrobie zapas mineralki na pol roku). Dosc pierdolenia, I'm out.
21:41 / 28.01.2005
link
komentarz (1)
Nie spie od hmm... od okolo 30 godzin i co mnie martwi - nie chce mi sie spac. Teraz mi sie nie chce, a jutro zasrana buda i 2 czy 3 egzaminy. W niedziele 4 albo 5. Troche sie tego namnozylo, jak na 2 dni. Enyłej. Weekend ciezki, po nim prawdopodobnie luz. Ostatnio mam banie na maxa, jesli chodzi o Star Wars wszelakiej masci. Przeczytalem ksiazki, zabieram sie bardzo powoli do filmu, przechodze rozne gierki. Do tego wczorajszej nocy, juz na poczatku ksiazki zachcialo mi sie grac w "Emperor: Battle for Dune". Po prostu czuje klimat :) Ach tyle gier, w ktore bym sobie popykal... Lepiej jakas robote bym znalazl, bo za granie mi nikt nie placi.
08:04 / 28.01.2005
link
komentarz (1)
Przez dlugie godziny nocne wiele rozmyslalem. Rozmyslalem m.in. o tym, ile to rzeczy sprawialo mi przyjemnosc w przeszlosci. Dzis wielu z tych rzeczy juz nie mam, a ich miejsce zajal mrok. Mrok, ktory nie ukazuje zadnych perspektyw. Odnosze przez to wrazenie, ze wokol panuje jedna wielka chujnia, a tego, co jeszcze pozwala mi egzystowac pozostalo bardzo niewiele. Musze sie stad wyrwac...
16:31 / 27.01.2005
link
komentarz (2)
Nad ranem skonczylem czytac "Powrót Jedi". Ksiazka, podobnie jak 2 poprzednie czesci, zajebista. Po zakonczeniu trylogii mialem sie wziac za sage o Wiedźminie, ale dostrzeglem na polce ostatnia ksiazke, jakiej jak dotad nie przeczytalem - "Dune". Jest to pozycja, ktora zaczynalem juz przynajmniej 3 razy, jesli nie 5. Tym razem jednak mam zamiar to przeczytac od poczatku (po raz kolejny) do konca. Teraz nie zajmuje mnie juz zadna inna ksiazka, wiec powinno mi sie udac.
21:54 / 26.01.2005
link
komentarz (2)
Przeszedlem drugi raz "Rogue Squadron" ze stopniem porucznika. Ech... moglo byc lepiej, ale dawno nie latalem :D Bynajmniej misja, z ktora zawsze wszyscy mieli najwiecej problemow... misja 12. Przeszedlem ja bodajze za trzecim razem. Natomiast misja 15, z ktora tez kiedys sie nameczylem... ta zaliczylem za razem czwartym. Dobrze jest. Pora na jakiegos kolejnego star-łarsa :)
13:37 / 26.01.2005
link
komentarz (0)
A na dworze dalej snieg. Nie pasuje mi to w ogole, gdyz jest tak zimno, ze az do mieszkania mi sie wdziera, a ja mam juz dosc zimna. Skoro juz przy narzekaniu jestem, to powyzywam moze jeszcze troche. Co za chuj nie dopisal w nazwie pliku frazy [FR]. Wedlug mnie jesli cos jest bez oznaczen jezykowych, to jest w oryginalnym jezyku, czyli w tym wypadku angielskim. Nie dosc, ze nie ma napisow do tego gowna, to jeszcze mam niby ogladac we francuskiej wersji jezykowej? Nie ma kurwa mowy. Sciagnalem jak dotad jakies 2/3 i pora wyjebac z dysku tego tempa, bo tylko niepotrzebnie miejsce zajmuje, a film, ktory chcialem sciagnac po prostu sobie odpuszcze. Odpuszcze sobie, gdyz 3 tempy, jakie mialem (prawdopodobnie wersje angielskie) sa tak ciezko dostepne, ze po pierwsze w ogole sie nie sciagaja, a po drugie nie sciagaja sie, bo nie maja zadnych zrodel. Odpuszcze sobie rowniez, gdyz 4 temp - ten zajebiscie dostepny - jest w wersji francuskojezycznej. Proste.

PS. Moje oczy nie czuja juz zmeczenia, tak jak to bylo dzien i dwa dni temu, jednak tzw. "trzecia powieka" nadal pozostala. Jak u kota.
05:17 / 25.01.2005
link
komentarz (0)
Cie choroba. Prawie mi sie udalo. Padlem wczoraj ze zmeczenia po 22 i jak sie polozylem spac, tak bardzo szybko zasnalem. Obudzilem sie dzisiaj o 3, po czym przysnalem jeszcze na godzine. Kiedy o 4 ponownie otworzylem oczy, tak nie moglem zasnac juz do 5. Nie czuje sie spiacy, nie czuje braku sil, moze tylko oczy jeszcze troche mnie bola po wczorajszym przemeczeniu, ale z pewnoscia jest to kwestia, ktora minie podczas nastepnego spoczynku... jesli ich znowu nie przemecze dzisiaj. Jesli chodzi o dzisiaj, to postaram sie zasnac w okolicach godziny 23, tak aby jutro obudzic sie o 5. Moze w koncu uda mi sie narzucic taki tryb zycia, jaki chcialem.
09:26 / 24.01.2005
link
komentarz (2)
Widze, ze "Icewind Dale" to ja mam nie tylko na komputerze, ale i za oknem. Zdecydowanie ta pierwsza wersje lubie, a tej drugiej nie cierpie.
06:29 / 24.01.2005
link
komentarz (0)
Wieczorno - nocny maraton filmowy w pelni spontaniczny i w pelni udany. Standardowo do (pierwszego) posilku wlaczylem film, a ze byl fajny, to obejrzalem go do konca. Gdy sie skonczyl, byla jeszcze mloda godzina, wiec postanowilem obejrzec kolejny film. Po nim mialem chec na jeszcze nastepny, a po nim na kolejny. I tak mi zlecialo do 4:40 przy filmach :) Najpierw byla komedyjka obyczajowa, calkiem fajna nawet, pozniej jakies kino familijne spod znaku Disney'a... cukierkowa opowiesc, ale nawet ujdzie. Bynajmniej o niebo lepsza od amerykanskich romansidel, od ktorych az niedobrze mi sie robi (zwlaszcza od aktorki, ktora grala Bridget Jones). Tak czy owak, trzecim filmem byl dramat. W roli glownej Cuba Gooding Jr. oraz Ed Harris. Zajebisty film, wciagajacy i momentami nawet wzruszajacy. Ostatnia pozycje stanowil rowniez dramat z jakims innym czarnuchem. Rowniez dobre gowno na noc. Ostatecznie wylaczylem kompa przed 5 i wzialem sie za czytanie. Przeczytalem 2 rozdzialy i ponownie wlaczylem kompa. Nie, zeby ksiazka mnie nie wciagala, wrecz przeciwnie - nie chcialem jej za szybko konczyc :D Tak czy srak. Wlaczylem ponownie kompa i chyba popykam troche w ID2.
00:24 / 23.01.2005
link
komentarz (4)
Dobra, po ostatniej nocy chyba na maxa chce mi sie zawojowac galaktyke ulubionym X-Wingiem w "Rogue Squadron 3D" :D Jednakze poki co pragne dokonczyc "Icewind Dale II", a chyba niewiele mi juz zostalo. Kwestia sprezenia sie i siedzenia przy tejze grze 2 dni, moze 3. No przynajmniej tak mi sie wydaje, bo poza iloscia rozdzialow, to nie mam zielonego pojecia ile jeszcze mnie czeka gry.
16:30 / 22.01.2005
link
komentarz (0)
I jednak chyba niepotrzebnie wycofalem jedna oferte... ach szkoda, bo moglo byc wiecej... tak mi sie wydaje przynajmniej. Niby tu przebicie o 2 zl, tu o zlotowke, a takim przebijaniem podbilem cene o jakies 20 zl :P Jeszcze troche moglem wyciagnac :P
15:02 / 22.01.2005
link
komentarz (1)
Gadu padlo w bardzo nieodpowiednim momencie. Do zakonczenia aukcji niewiele ponad godzina. Jedna oferte wycofac moge, ale kto mi zlozy inna - celem podbicia ceny do znajomego mi maximum? Ech... nie ma to jak problemy nie do konca uczciwego sprzedawcy...
08:10 / 21.01.2005
link
komentarz (6)
A tak w ogole, to przed chwila siostra spytala mnie, czy ja juz wstalem, czy dopiero pojde spac, bo ona juz sama nie wie, jak to ze mna jest. Cos mi sie wydaje, ze niedlugo to i ja sam strace rachube. Pytanie tylko pozostaje jedno: czy dzieki tym zawirowaniom czasowym ja zyskalem dobe, czy stracilem?
08:05 / 21.01.2005
link
komentarz (0)
Doszedlem do wniosku, ze nie egzystowanie od godziny 15 do godziny 14 dnia nastepnego, a nastepnie polozenie sie na 3 godziny jest bledem, a wstawanie po tych 3 godzinach. Jak juz poloze sie o 14, bo nawet na siedzenie przy kompie nie bede mial sily, to nie powinienem wstawac o 17, a nie wczesniej, niz o 22, a jeszcze lepiej o polnocy. To pozwoli mi egzystowac dnia nastepnego do godziny nie 14, a cos okolo 22, po czym z braku sil pojde spac. Co za tym idzie, to spiac nawet 10 godzin, dnia nastepnego wstane o godzinie 8 i bede egzystowal w normalnych porach dnia i nocy. Tylko zeby jeszcze pozniej udalo mi sie zachowac systematycznosc w codziennym wstawaniu o 8 i chodzeniu spac o 22. No teraz jeszcze problem stanowi szkola w ten weekend, a nastepnie w nastepny.
06:39 / 21.01.2005
link
komentarz (1)
Ej no ale kurde... cala noc poswiecilem na czytanie ksiazki, przeczytalem ponad 2/3 "Imperium kontratakuje" i dalej nie chce mi sie spac (czytac z reszta tez juz nie, bo mi sie literki zlewaja). Ponadto w tej chwili jeszcze czuje fajny klimat nocy, ale za jakies pol godziny zacznie sie robic jasno, a ja zaczne czuc takie glupie zmeczenie... glupie dlatego, ze dalej nie zasne, ale zaczne odczuwac bol glowy, wyjatkowo nieprzyjemny bol oczu i brak sil do czegokolwiek. Jedno musze przyznac... jak tak czytam "Gwiezdne Wojny", to jednoczesnie mam ochote obejrzec sobie po raz tysieczny stara trylogie, pograc w "Jedi Knight 2", "Force Commander" i "Rogue Squadron 3D". Oprocz tego jak niedawno czytalem "Nową nadzieję", to jeszcze o dziwo mialem checi na ponowne przejscie "Mrocznego Widma" za sprawa klimatu Tatooine, na ktorej to planecie dzialy sie 3 misje tejze gry. Ech... nie ma co, mam na maksa zryta tym banie :D
06:31 / 21.01.2005
link
komentarz (0)
"Bo już w nic nie wierzę..."
22:31 / 20.01.2005
link
komentarz (0)
I nie moge sie przestawic...
18:02 / 19.01.2005
link
komentarz (2)
Integracja chuja warta. Fajnie bylo, to pamietam, ale rece sobie z jednej strony poparzylem, a z drugiej odmrozilem i to w tym samym czasie, w tym samym momencie. I ten autobus przepelniony... jak to sie mowi "niech cie drzwi scisna", to mialem okazje zaobserwowac takie zjawisko. Nie pamietam, ile lat wtedy mialem, ale pamietam, ze poznalem pewna okolice, widzialem fajny film, w ogole bylo wiele radosci. Pamietam tez jedna sciane, ktora mi sie podobala ze wzgledu na malowidlo na niej umieszczone.
13:31 / 19.01.2005
link
komentarz (2)
O dziwo cala ta pocztowa operacja majaca na celu wyslanie paczki priorytetem i ostroznie (jeszcze tylko "za pobraniem" brakowalo do kolekcji) nie trwala dluzej niz 5 minut. To chyba nowy rekord na trzebnickiej poczcie, bo jak dotad, to nawet wyslanie listu trwalo dluzej. Moze to dlatego, ze moj pedalski sasiad o wdziecznym imieniu zaczynajacym sie na literke M sie tam szwedal i pobudzal wszystkich do pracy z usmiechem na twarzy.
05:42 / 19.01.2005
link
komentarz (2)
Skonczylem czytac "Nową nadzieję" i nie moge spac... jak zwykle z reszta (nie moge/nie chce). Jesli o ksiazke chodzi, to nie jestem zawiedziony, wrecz przeciwnie. Powiem wiecej - co jak co, ale odrobine nawet zaluje, ze nie przeczytalem najpierw ksiazki, a dopiero po niej wzialem sie za film. Kiedy jednak widzialem film po raz pierwszy, mialem 10 lat i jedyne lektury jakie mnie interesowaly, to byly komiksy z Kaczorem Donaldem hehehe. Poza tym wtedy ani nie mialem dostepu do takich ksiazek, ani tym bardziej nie zdawalem sobie nawet sprawy z istnienia "Gwiezdnych Wojen" w jakimkolwiek wydaniu. Z wypozyczalni od ś.p. F. Mułki wtedy wzialem po czesci przypadkowo stara trylogie, tylko dlatego, ze chcialem wypozyczyc "Kosmiczne Jaja", ktore tak bardzo meczylem na VHS-sie w wieku 6 lat hehehe. Pozniej moja prywatna kaseta z tym filmem w koncu zdechla (nic dziwnego, jak pracowala w magnetowidzie przynajmniej dwa razy dziennie). Stad chcialem wypozyczyc wlasnie kasete z tymze filmem podajac blednie tytul kobiecie, ktora pracowala w w/w wypozyczalni, a ona po prostu dala mi cala trylogie. Troche nie rozumialem tego filmu, ale wydawal mi sie dziwnie znajomy. Jakosc byla fatalna, jako, ze nie znalem angielskiego i nie zorientowalem sie w ogole co wlaczam, to ogladalem to w kolejnosci - epizod VI, V i na koncu IV - stad tez nie rozumialem np. dlaczego najpierw Darth Vader zginal, a pozniej znowu zyl hehehe. Mniejsza o to, zaczalem o ksiazce, a przeszedlem do wspomnien na temat tego, jak to pierwszy raz zetknalem sie z gwiezdna saga Lucas'a. W niecierpliwosci czekam na III epizod i juz zapowiadam, ze jesli tylko jakis miedzygalaktyczny wyzutek spoleczenstwa przeszkodzi mi w seansie, to bez ogrodek uzyje miotacza, aby przyspawac jego facjate do fotela.
15:04 / 18.01.2005
link
komentarz (2)
Dlaczego synowie tak morduja swoje matki... pewnie ze strachu przed tym, ze matki zamorduja ich.
01:06 / 18.01.2005
link
komentarz (3)
Chcę Azjatkę.
09:09 / 17.01.2005
link
komentarz (4)
Przynajmniej slonce ladnie swieci i to niebo ma taki kojacy kolor.
09:00 / 17.01.2005
link
komentarz (0)
Cos ten weekend nie byl za dobry. Negatyw utrzymal sie przynajmniej do dzisiejszego poranka, kiedy to wstalem wkurwiony, bo obudzil mnie dzwonek do drzwi. Taka zabiegana, ze jej sie bachora nie chce do szkoly podwiezc, wiec podsyla gowniare mojej siostrze - a co tam, niech ja zaprowadzi, skoro sama idzie w tamtym kierunku. No durna cipa, nie cierpie jej. Ale nie o tym chcialem. Dzien zaczal sie wyjatkowo wczesnie z negatywnym (jakze u mnie to czeste) nastawieniem do zycia, swiata, etc. Dzieki temu przynajmniej powinienem miec troche spokoju (domofonow, dzwonkow do drzwi - pierdole, nie otwieram). A teraz wlasnie sie jeszcze dowiedzialem, ze moja samodzielna (ano samodzielna - Ja mówiej sam ja pisal, a ja sam zeskanowalem :P) praca z marketingu zostala odrzucona. No to chuj w nos tej starej krowie. Ale tak wlasnie troche dzieki temu zdalem sobie sprawe, ze mam po czesci zly humor. Zalegaja mi 2 egzaminy i wyjazd. Egzaminy najprawdopodobniej bede mial za 2 tygodnie (cholernie szybko zleci), a na wyjazd bede czekal i czekal - najgorsze jest to, ze nie wiadomo ile. A tak dobrze sie rok zaczal...
21:47 / 16.01.2005
link
komentarz (0)
Chujowy jakis ten weekend.
22:59 / 15.01.2005
link
komentarz (0)
Calkiem przypadkiem za to znalazlem paszport. Dobrze sie sklada chyba.
20:36 / 15.01.2005
link
komentarz (0)
I co. Pare tygodni temu wynioslem zasilacz, pozniej pilota celem sprawdzenia, bo glosniki mi padly. Niedawno przynioslem, dzisiaj podlaczylem i niby dzialaja, ale szwankuja. Glos skacze jak pojebany. Fajnie brzmi, nie slyszalem takiego brzmienia od wielu tygodni, moze nawet miesiecy, ale powracam jednak do tych pozyczonych, a te musze jebnac w kat, dopoki ich nie naprawie :/
16:41 / 15.01.2005
link
komentarz (0)
Zaspalem... znowu. Takie sa skutki tluczenia cala noc w "Icewind Dale II". No co ja poradze, ze podoba mi sie ten mrozny klimat? :D
17:21 / 14.01.2005
link
komentarz (1)
Jakis zul tak ok. 45 lat sypnal do mnie tekstem "Ziomuś masz papierosa poczęstować?". Ja sie tylko zastanawiam, skad ten zul sie nauczyl uzywac slowa "ziomuś" :D
07:19 / 13.01.2005
link
komentarz (0)
Starczy tego grania, ide spac :D
05:49 / 13.01.2005
link
komentarz (0)
Hmm jak to bylo... "Słońce jeszcze nie wstało, nic dziwnego, że chce mi się spać" - tak mi sie jakos przypomnial ten tekst z jednej kreskowki sprzed lat. Mnie jednak spac sie nie chce. Wrecz przeciwnie, ok. 1 skonczylem ogladac film, wzialem sie za ksiazke i czytalem tak prawie do 5. Co jak co, ale "Królestwo Cienia" autorstwa Richard'a A. Knaak to chyba najlepsza z dotychczas wydanych ksiazek z serii Diablo. Nie bede moze opisywal o czym jest i takie tam, ale wciagnal mnie w niej glownie zajebiscie mroczny klimat, pewna tajemniczosc i takie wiszace w powietrzu przeswiadczenie, ze im dluzej glowny bohater czegos nie zrobi, tym bardziej ma przejebane. Do tego jeszcze motywy tak dobrze znane z drugiej czesci gry... klimat czulo sie zajebiscie :) No co tu duzo mowic - przeczytac powinien kazdy fan, a jednej osobie doradzam ruszenie obrosnietego dupska jutro do mnie po to ksiazke ;)
15:23 / 12.01.2005
link
komentarz (3)
Z zupelnie innej beczki. A jesli o mnie chodzi, to popieram bardzo tego pana, ktory sie wypial, za co pozniej zjebke dostal, bo zagadal, jak sie okazalo, do kuzynki. Tak czy owak, mysle, ze bylo warto, choc nie wiem jak on to postrzega. W ogole nie wiem nawet kto to jest, ale moim zdaniem bardzo dobrze postapil. A niech sie denerwuje durna cipa. Bo to zla kobieta byla.
15:13 / 12.01.2005
link
komentarz (2)
Ludzie... zaczynacie mnie meczyc. Zapewne dlatego, ze jestescie gorsi ode mnie. Bo mnie o jedna teraz konkretna kwestie chodzi. Moze kalendarzyk sobie zacznijcie prowadzic, albo jakis album ze zdjeciami.
12:31 / 12.01.2005
link
komentarz (0)
W nocy wpadlem na pomysl dotyczacy przemeblowania. Ze tez wczesniej nie przyszlo mi to do glowy.
15:30 / 11.01.2005
link
komentarz (0)
Odpowiedz negatywna, bo kandydaci byli lepsi. Tak czy owak ciesze morde bardziej, jak bym mial sie zakwalifikowac :D
13:47 / 11.01.2005
link
komentarz (0)
A na rozmowe to poszedlem tylko z nudow, dla swoistej malej odmiany osiadlego trybu zycia i jeszcze po to, zeby sobie pocwiczyc :P A tu dobrze wypadlem i teraz tylko kwestia, czy beda lepsi, czy bede musial znowu tam isc na kolejny etap. I tak zle i tak niedobrze. Bo. Z jednej strony ambicja, ze najlepszy bym chcial byc w tej kwestii, ze w tym miescie to same moski i jak ktos sie stara (powiedzmy, ze ja tez sie staram) o prace tam gdzie ja, to nie ma szans, ale nie chce mi sie pozniej jeszcze lazic na dalsze kwalifikacje, a robic to juz tym bardziej, gdyz mam co innego na oku - ciekawszego raczej. Z drugiej strony to robota jest mi potrzebna juz od dluzszego czasu i dobrze by bylo ja tutaj podjac - na miejscu, niewiele ponad 5 minut drogi od domu i ogolnie w fajnej firmie, ale wlasnie mam cos ciekawszego do podjecia, tylko wystarczy zatelefonowac, zapytac... Ech jab twoja mać!
13:42 / 11.01.2005
link
komentarz (0)
No i jeszcze robota mnie znajdzie, bo ten pajac chcial dokumenty zanosic, a ja od niechcenia powiedzialem na miejscu "a zostaw tam", jak sie pytal, czy moje si-wi tez zostawic.
09:30 / 10.01.2005
link
komentarz (2)
Ostatnia butelka wody mi zostala.
02:50 / 10.01.2005
link
komentarz (0)
To UFO mnie wykonczy. Jeden palec, drugi palec pozniej, teraz gardlo. W gardle sie schowal skurwiel.
19:34 / 09.01.2005
link
komentarz (0)
W nocy telefonem sie bawilem i zajrzalem do skrzynki z smsami. Bylo kilka archiwalnych, glownie z okresu marca - kwietnia zeszlego roku. I tak do wniosku doszedlem po raz kolejny, ze to byla naprawde glupia kurwa, jesli wzielo ja na pisanie smsow o takiej tresci. Czasami jednak zanim sie cos powie, to trzeba sie zastanowic.
14:42 / 09.01.2005
link
komentarz (1)
Nadciaga kaplan katolicki. Uciekam do swiatyni Lathandera.
04:59 / 08.01.2005
link
komentarz (1)
A problem tkwi w gardle.
04:58 / 08.01.2005
link
komentarz (0)
TVFly to ogolnie nawet fajna "pseudo" telewizja. Noca niezle klipy nawet sa, tylko wiecej tych z czarnuchami by sie przydalo, bo jak tak co 4 klip jest w wykonaniu Kalibra, to troche chyba za duzo. Nie, zebym mial cos przeciwko K44, ale tez wielkim fanem nie jestem, wolalbym wiecej czarnuchow :)
03:13 / 08.01.2005
link
komentarz (0)
Ledwo zaczalem, a juz klimat mi sie podoba. Bardzo podoba.
05:51 / 07.01.2005
link
komentarz (2)
Jeszcze tylko doslucham do konca "Гимн Советского Союз", napije sie wody i powroce do lozka. Sprobuje zasnac, moze mi sie uda.
05:45 / 07.01.2005
link
komentarz (0)
I zeby nie bylo, ze znowu cala noc przy kompie siedzialem, bo po filmie zaraz wylaczylem to pudlo i poszedlem czytac. I jak tak zasnac nie moglem, to wlaczylem kompa przed chwila celem wyszukania na Allegro GameBoya jakiegos z dwiema tylko grami, ale cos mi sie wydaje, ze latwiej na zwyklej gieldzie komputerowej znajde (na ktorej to z pewnych wzgledow nie mam ochoty sie pokazywac jeszcze przez jakies 18 miesiecy). Wysle sie czlowieka jakiegos, jesli potrzeba taka zajdzie.
05:41 / 07.01.2005
link
komentarz (0)
Na dluzsza mete, to jednak przydalby sie oldschoolowy GameBoy z dwiema tylko grami.
04:44 / 06.01.2005
link
komentarz (4)
Mama Wojtka - to wkrotce.

Krzysiek.
Kama.
Iza moze.

Ostatnie opcje. Niestety.
03:57 / 06.01.2005
link
komentarz (0)
Slunce, seno, erotika. A jaki do jasnej cholery jest tytul pierwszej czesci i gdzie moge to znalezc do zassania?
16:23 / 04.01.2005
link
komentarz (1)
Oj kurwa mac. Ktos wczoraj mial powazny wypadek. Auto do kasacji, obrazenia glowy, reki i nogi. Wazne, ze zyje. Ubezpieczenie niestety nie pokryje strat. Co jeszcze zlego, ze to byla jedna z bardzo niewielu moich opcji na uzyskanie kasy. No to dupa zbita, zostala mi jedna, no moze dwie opcje. Raczej bedzie bardzo ciezko. Ale wazne, ze tamten zyje i nic nie polamal.
09:52 / 03.01.2005
link
komentarz (4)
A dzisiaj od 7 nie spie i dumny jestem z siebie :D
23:09 / 02.01.2005
link
komentarz (3)
Wypinanie sie sobie nawzajem i wypuszczanie gazow w strone drugiej osoby nie uwazam za forme rozrywki. Raczej za prymitywna forme dokuczenia, zwlaszcza, kiedy kogos to bawi.
21:49 / 02.01.2005
link
komentarz (1)
Pora powrocic do dziennego trybu zycia. Dzisiejsza przymusowa pobudka po 14 moze byc pomocna. Jutrzejsza przymusowa w okolicach 13 tez moze mi sie pozytywnie przyspozyc. Reszta w moich rekach.
04:00 / 02.01.2005
link
komentarz (2)
A co bede tak kurwa siedzial. Dzisiaj ide wczesniej do lozka, albo poczytac, albo od razu spac.
03:02 / 02.01.2005
link
komentarz (0)
"Moja głowa!".
17:32 / 31.12.2004
link
komentarz (3)
Co to za maniery, zeby budzic czlowieka o 17. A tak ladnie sie juz przestawilem na calkowicie nocny tryb zycia. Dzisiaj nie ma to tamto, bez wzgledu na okolicznosci, jakie nadejda, spac pojde o 8 rano, a wstane jutro o 20 :P
07:12 / 31.12.2004
link
komentarz (1)
Chleb byl, klimat zajebisty, ale co innego mnie powaznie martwi.
06:20 / 31.12.2004
link
komentarz (0)
Ciekawe, czy przywiezli juz chleb do spozywczaka. Bo ja jak juz sie tak zasiedzialem, to zamiast isc spac wypalam reszte plytek i zaraz chyba po chleb pojde, cobym nie musial wczesnie wstawac.
00:56 / 31.12.2004
link
komentarz (7)
Kurwa, kurwa i jeszcze raz kurwa. "Cannon Fodder" wieszal mi sie na Amidze po przejsciu 19 misji. Na Pececie po odpaleniu emulatora jest dokladnie to samo - wiesza sie w tym samym momencie. Jesli o druga czesc chodzi, na Amidze mialem dwie wersje. Pierwsza wieszala sie po przejsciu trzeciej misji, w drugiej natomiast nie dalo sie ani utworzyc ani korzystac z utworzonego w pierwszej wersji SaveDiska. Na Pececie pod emulatorkiem chodzi wszystko jak nalezy. I dalo sie utworzyc SD i sie nie zawieszalo po 3 misji... za to zawiesza sie po 19. Kurwa jego mac, ze sie tak wyraze. Krotko mowiac uznaje, ze przeszedlem obie czesci "Cannon Fodder", no bo przeciez wykonalem wszystko, co bylo tylko mozliwe do wykonania.
22:45 / 30.12.2004
link
komentarz (1)
Zimno.
00:35 / 30.12.2004
link
komentarz (2)
Nie wiem. Szczerze, nie mam pojecia. Jutro musze wstac o 9, moze 9:30. Przed 6 raczej nie zasne. Czy jest sens sie klasc? Czy tez moze olac sprawe, nie klasc sie, jutro na pol przytomnie funkcjonowac, a po powrocie walnac sie spac ok. 18 i tak przespac do rana dnia nastepnego? Moze takie rozwiazanie bedzie najlepsze. Przynajmniej w piatek wstane wczesnie i odrobine sie wyreguluje :)
13:59 / 29.12.2004
link
komentarz (0)
Co stwierdzam ewidentnie po dzisiejszej nocy. Siedziec czasem jest fajnie, bo i fajny film mozna obejrzec i czasami z fajnymi znajomymi pogadac, ktorych sie nie widzi na codzien. Czasami tez pograc w cos fajnego mozna. No i finalnie przede wszystkim mozna fajnej ksiazki jeszcze kawalek przeczytac. Ale co jest niefajne z takich nocy, to to, ze tak konczac wszelkie czynnosci i zasypiajac zaraz po 6, to ni w dupe ni w oko, nie robota to w ogole. 6 godzina, to jest pora zbyt wczesna, zeby wstawac i zbyt pozna, zeby zasypiac. Bo. Bo jak pozniej chce wstac, to od 12 sie budze do 13:30 i pomimo to mam problemy z wygrzebaniem sie z lozka. Musze sie przestawic albo w jedna, albo w druga strone i niestety w druga bedzie latwiej. Czyli co, dzisiaj isc spac o 7, jutro wstac o 17, pojutrzu spac w godzinach 8 - 18, etc.? Chociaz mi to nie pasuje, bo jutro tez musze wczesnie wstac i kto wie, czy nie wczesniej, niz dzisiaj.
04:44 / 29.12.2004
link
komentarz (2)
Film calkiem niezly. Poprawil humor noca. "Grind" - taki tytul jego jest.
00:03 / 29.12.2004
link
komentarz (2)
No to jutro chyba tez czeka mnie pobudka o 13.
13:09 / 28.12.2004
link
komentarz (2)
No to dzis wstalem wczesniej niz wczoraj i to z wlasnej, nieprzymuszonej woli :)
16:26 / 27.12.2004
link
komentarz (4)
Osz kurwa, chyba troche zaspalem. Zdecydowanie zbyt pozno dzis sie obudzilem, a roboty przede mna sporo. Lozka to chyba nawet nie bede skladal, bo za niedlugo i tak wieczor, wiec po co na pare godzin tylko skladac :P
04:53 / 25.12.2004
link
komentarz (2)
A noca gorace gowno - Scarface feat. NaS - "In between us".
04:47 / 25.12.2004
link
komentarz (0)
A jeszcze moze pochwale sie faktem, iz przed kilkoma godzinami dokonczylem "Heroes of Might & Magic III: Shadow of Death". Glupio tak nie po kolei, ale jeszcze przydalby mi sie pierwszy dodatek.
11:40 / 24.12.2004
link
komentarz (6)
W ogole mi sie to nie podoba...
21:44 / 22.12.2004
link
komentarz (4)
Wreszcie po dlugiej przerwie dokonczylem "Starcraft: Broodwar" :D Ostatnia misje meczylem prawie 6 godzin przy nieco wolniejszej predkosci gry z uwagi na pewne ulatwienie :P Nareszcie :)
03:16 / 22.12.2004
link
komentarz (4)
Nowy uklad: na prawej dloni 2 rekawiczki, lewa schowana pod koldre.
01:06 / 22.12.2004
link
komentarz (0)
W rekawiczkach siedze przed kompem. Tak zimno, czy zboczenie takie?
15:00 / 20.12.2004
link
komentarz (1)
A jak te bazarowe kurwy sie wpierdola do busa, to polowe miejsca Ci zajma. Jedna szeroka, co to nawet znam. I z mojej wsi pochodzi ona. Druga jeszcze szersza, mlodsza, w okolarach, a rownie, albo nawet bardziej wkurwiajaca. Do tego meza ma, takiego buroka tez, oboje z ubungowskiej wiochy, a facet wyglada jakby w stroj narciarza byl odziany, taki kolorowy kombinezon. No i zaladuja Ci sie tacy, prosze ja Ciebie, do busa z tymi tobolami i napierdalaja cala droge o wszystkim i o niczym, i juz nawet nie o dupie Maryny, bo ten temat dawno zostal przez nich wyczerpany. A tobolow to zawsze z rana tyle maja, ze jak wsiadaja czy wysiadaja, to wszystkich tym poobijac musza. W drodze powrotnej to zawsze maja tego o dziwo wiecej niz rano. Oczywiscie zawsze musza podrozowac wtedy rano, kiedy i ja jade. I wtedy wracac po poludniu, czy wieczorem, kiedy i ja wracam. A ja o bardzo roznych porach wracam, bo i z roznych miejsc, rozne sprawy zalatwiam. Tak wiec zatem raz wracam wczesniej, a raz pozniej, ale zawsze z nimi. Jakby sie kurwa na mnie czaili. I przedwczoraj nawet jak udalo mi sie bez nich wracac, to pan kierowca zlapal gume. Niestety niewiele bylo emocji, ale po kilkudziesieciu minutach, podczas akcji wymiany kola na zapasowe, wyszlismy na spacer. Spacer byl zarzadzony przez pana kierowce i krotki byl, bo tylko kilka metrow nam pozwolono przejsc do nastepnego busa. W tym nastepnym pech mnie dopadl, bo musialem spotkac znow te bazarowe kurwy. I tak to ludziska siedziec gdzie nie mialy (juz chuj tam ze mna, postoje, ale nawet stac gdzie nie bylo), bo tobolow pelno. A jak wysiadali tacy, to malo co mnie z kierowca nie skomponowali, bo tak sie rozpychaja jak przelaza. Ech... juz wolalem, jak Ruskie na poczatku lat 90 - tych handlowaly. Przynajmniej nad wszystkim sprawowal kontrole Wujek Stjopa i handlowce byly kompetentne.
23:36 / 17.12.2004
link
komentarz (1)
Otoz przedstawione dzis filmy byly bardzo dobre. Z komedii na najwieksza uwage zasluguje niewatpliwie "Bolączka sobotniej nocy", z dramatow... hmm - tu wlasnie tytulu nie pamietam, ale chodzi mi o ten dokument o ziomalu, co jedzenie z ulicy zbieral. Z psychologicznych produkcji wydaje mi sie, ze glebsze znaczenie miala animacja "Odpad *Ł*", choc film (bodajze "Traveling without moving") trzebnickiej grupy Formalina jest rownie zamotany. Ogolnie filmy bardzo, ale to bardzo dobre i prezentujace wysoki poziom, momentami wrecz profesjonalny. Fakt faktem widac bylo, ze bez wlozenia w produkcje hajsu sie nie obejdzie. No bo taki np. "Kapelusz", w ktorym cala sceneria miasta, ci ludzie, ich stroje... calkiem inna epoka. Nie ma mowy, zeby bez sporego nakladu finansow dalo sie cos takiego zrobic. Podsumowujac (bo mi wena uciekla na pisanie), to impreza fajna byla (choc w drugiej czesci nieco zagluszalo lomotanie z Zyg-chuja). Tak czy srak warto bylo siedziec do konca. Troche rozrywki, polepszenie humoru, przemyslenia i w ogole. Dobrze bylo.
14:20 / 16.12.2004
link
komentarz (0)
Kurwa znowu zaspalem :P
02:39 / 15.12.2004
link
komentarz (2)
A to ci psikus.
21:26 / 14.12.2004
link
komentarz (1)
Nudny dzien.
15:16 / 13.12.2004
link
komentarz (1)
Jest zajebiscie :) To jedno przynajmniej :)
23:16 / 12.12.2004
link
komentarz (0)
Jak zaba na zastrzyk, bardzo kameralnie i na forum. Ubaw dla wielu znajomych, acz niezbyt lubianych twarzy.
08:27 / 12.12.2004
link
komentarz (0)
Osz kurwa mac, jak mi sie nie chce do tej jebanej szkoly. Do tego na dzien dobry zasrany marketing... oby bylo malo osob, to przynajmniej troche pospie, bo przy wiekszej ilosci typa, to juz jest halas i nie da sie spac. Pozniej po jamówiejowingu jakies smuty, na ktorych nigdy za bardzo sie spac nie da, skupic do pisania tez nie bardzo :/ Finalnie najgorsze z zajec polegajace glownie na opierdalaniu wszystkich za wszystko. I tak caly dzisiejszy dzien w pizdu. A zeby chociaz w busach bylo wesolo.
01:21 / 12.12.2004
link
komentarz (0)
A tak poza tym, to ja mam juz serdecznie dosc tej anonimowosci wszelakiej masci krokodyli.
01:19 / 12.12.2004
link
komentarz (0)
Kielczyka dzis spotkalem. Wariat w wojsku siedzi.
23:56 / 11.12.2004
link
komentarz (0)
Wlasnie dotarlo do mnie, ze chyba istnieje pewne podobienstwo. Podobienstwo pomiedzy jedna postacia, ktorej nawet nie znam za dobrze, a niejaka Kicią... czyli pewnie przy lepszym zapoznaniu tak samo by mnie odpychalo.
21:34 / 11.12.2004
link
komentarz (4)
No to dzis w Empiku widzialem juz "Mortal Kombat Deception", czyli szosta czesc Mortala, oczywiscie na PS2. Kurwa, ja jeszcze w piatke nie gralem nawet :( Ale nadejdzie taki czas, kiedy sobie odrobie, nie ma to tamto!
08:03 / 11.12.2004
link
komentarz (0)
No to kurwa ide do szkoly.
07:39 / 11.12.2004
link
komentarz (0)
Powoli nakrecam sobie ponownie banie na "Starcraft". No zeby jedna misje zostawic na tak dlugo... ech max 3 godziny grania, zeby dokonczyc "Broodwar", tylko zabierac mi sie za to nie chce :)
01:25 / 11.12.2004
link
komentarz (2)
A wspominajac jeszcze dzien dzisiejszy... kolejny raz przeszedlem "Franko" i cos czuje, ze jutro w szkole bede poslugiwal sie tekstami z tejze gry :D
01:18 / 11.12.2004
link
komentarz (0)
Final tego dnia taki jakis troche... do bani po prostu. Jeszcze kilka minut przed 23 wpadl Krzysiek z Koniowa i posiedzial ponad godzine. Ma wyczucie czasu chlopaczyna. No a koncowka dnia jak wczesniej wspomnialem troche z dupy wysrana. Co prawda wiele mialem propozycji na ostatnia chwile odnosnie dzisiejszego wieczoru, ale przygnebiajaca wizja jutrzejszej szkoly zniechecila mnie do wszystkiego. No nic, mniejsza o to. Jutro zasrana szkola, do ktorej jade tylko na pierwsze zajecia. Troche wyrzucenie hajsu w bloto, ale po prostu musze sie tam pojawic celem zaliczenia za obecnosc i udawanie robienia czegos, co tam zadadza. W niedziele pojawie sie na troche dluzej i moze, jak to czesto robie, bede kontynuowal swoje dzielo :) Ot tyle dobrego w zajeciach z marketingu :P
14:08 / 10.12.2004
link
komentarz (3)
I w pizdu wyladowal... i caly misterny plan tez w pizdu. Jak sie jebie, to wszystko na raz. Wczoraj niepozornie wrocilem do domu, po czym po kolei nastapilo... winchuj zapodal sobie scanchuja nie wiadomo po co, system po uruchomieniu zawiesil sie na dzien dobry, "The Bat!" posypal sie ze swoimi plikami i polowe poczty mi wpierdolilo, a na koniec zdechla przegladarka MYIE2. Kiedy wreszcie postawilem conieco na nogi, to dzisiaj na dzien dobry w ciagu 5 minut zaliczylem 2 resety i teraz nie dziala mi gg. Na codzien chuj z nim, ale dzisiaj mialem sprawy do zalatwienia. Niestety obawiam sie, ze tutaj nawet format nie pomorze, bo z gg ostatnio w ogole wielu ludziom sie dziwne rzeczy dzieja, mianowicie to bledy wyskakuja po zainstalowaniu, to laczyc sie nie chce i w ogole. Krotko mowiac czeka mnie format, tylko nie wiem jeszcze, czy dzis, czy dopiero po weekendzie.

Motto na dzis: "Trza by.. kropnąć.. listonosza...".
14:10 / 09.12.2004
link
komentarz (3)
No skurwysyn jeden! Nawet we snie musi mi dzialac na nerwy. Juz dawno pedala nie widzialem, a teraz miesza mi sie motyw z podstawowki z liceum. Jeszcze nie tak dawno temu snila mi sie klasa z liceum na lekcjach w podstawowce. Dzisiaj wraz z klasa z podstawowki siedzialem na lekcjach fizyki u jednej wiedzmy w liceum (wiadomo o kogo chodzi hehehehehe). Bynajmniej jeden typ (ten sam, co zawsze) tak mi zaczal dzialac na nerwy, ze jednego dnia tylko mu troche podogryzalem i wystarczylo, aby sie zamknal. Drugiego jakos byl spokoj, trzeciego chyba tez sie nic nie stalo, chociaz juz buzowalo. Czwartego krotko mowiac zajebalem skurwiela, bo mi zadzialal na nerwy. To bylo chyba moje odwieczne pragnienie hehehehe. Tylko co do tego maja te wszystkie aparaty cyfrowe, w ktore wyposazyla sie doslownie polowa klasy? :D I co ma do tego krotki epizod z pracy z Ja mówiejem? Ach no i wreszcie czemu te lekcje z liceuma mialem gdzies na jakims duzym blokowisku, do ktorego jedyne wejscie prowadzilo przez jakies gruzy i ruiny po chuj-wie-czym. Zryciorrrrrrr :D
21:26 / 07.12.2004
link
komentarz (8)
Mam nowe kapcie.
14:43 / 07.12.2004
link
komentarz (3)
A teraz moze dodam jeszcze pare spraw. Kilka minut temu wlasnie zadzwonil ktos w pozornie waznej sprawie (jak na wywolanie hehehe). Otoz oferta pracy. Praca biurowa, uslugi finansowe, zapraszamy na rozmowe kwalifikacyjna. Oczywiscie jakbym kurwa za jezyk nie pociagnal, to bym musial jechac i tracic hajs na dojazd, czas na pierdoly. Dokladniej ujmujac - "praca biurowa... i w terenie", "uslugi finansowe... umowa zlecenie". Krotko mowiac "dziekuje za kontakt, ale nie". Ok, tyle na temat tego wyproszonego, aczkolwiek nie ma co ukrywac, chujowego telefonu.

Druga kwestia nieporuszona. Wczoraj skonczylem "Cannon Fodder" i niestety nie ciesze sie wcale. Brak powodow do radosci spowodowany jest tym samym gownem, jakie mialem na Amidze. Otoz po zakonczeniu misji 19, gra sie wiesza i dalej nic nie mozna zrobic. Co wiecej wiesza sie w takim momencie, ze nawet nie wiem, czy dalej bylyby jeszcze jakies misje, czy to juz koniec. Cos mi sie kiedys o uszy obilo, ze w kanonie jest 26 misji, ale nie jestem tego pewny. Byc moze jest to juz koniec gry, a mnie niestety nie jest dane ogladac zakonczenia (podobnie jak bylo w "Sensible World of Soccer" na Amisi). Ok, sciagnalem druga wersje "Cannon Fodder" z calkiem innej stronki, odpalilem sejwy, przeszedlem ponownie 19 misje i dalej to samo. Mowi sie trudno. Gram w dwojke i jest chyba nawet trudniejsza od swej poprzedniczki, ale co tam... przejde to :)

Trzecia sprawa. Przed chwila kolejny telefon zadzwonil, o wiele wazniejszy od tego z "pierwszej sprawy". Otoz wyjazd jest w czwartek. Kurwa, szkoda, ze mi jutro wieczorem o tym nie powiedzial. Dobra, chuj. Wazne, ze dzwonil ziom i pamieta o mnie, choc to troche mozliwe, ze wymuszone za sprawa znajomego, ktory wlasnie u niego siedzi. Bynajmniej chyba dobrze jest. No to ja moze o jeszcze jeden telefon jakis wazny na dzis poprosze w sprawie ciekawej oferty pracy. A tak do kompletu, zeby ladnie bylo :)
14:12 / 07.12.2004
link
komentarz (0)
Dzis dzien dobroci dla zwierzat. Ale jutro kurwa nie dzwonic przed 15! Chyba ponownie zaczne wylaczac telefony na noc, a przynajmniej je wyciszac. W ostatnim czasie i tak nikt w waznych sprawach nie dzwoni za bardzo, wiec moge byc poza zasiegiem.

A teraz odnosnie kwestii mojego spania. Otoz wygrzebac sie z lozka rano ciezko, jeszcze ciezej w ogole oczy otworzyc. Natomiast kiedy juz troche pobuszuje poza pokojem, poza domem w ogole na dworze, to czuje sie rzeski. Powroce ino do tego pokoju swojego, a znow sennosc mnie ogarnia wielka. Wniosek z tego, ze w tym pokoju bardzo na spanie bierze (moze dlatego, ze komus ostatnio zasmierdzialo nie wiadomo czym... pewnie tym samym, czym pewien "szalik do wyrzucenia" hehehehe). Ej no dobra, moze perfumami tu nie pachnie, ale tez zaduchu nie ma, wiec... a z reszta, co to za temat :D Tu po prostu sennosc mnie ogarnia i tyle.
12:38 / 06.12.2004
link
komentarz (4)
Ale sny, to mialem dzis zdrowo popierdolone. Zwlaszcza z dziwnym udzialem 18 - letniej pani doktor, nauczycielki zarazem w SP1, jak i jelopem z Biku, a zaraz po nim z calym rojem latajacego gowna, ktore pokasalo cala podstawowke hehehehehe. Tylko czemu zaczelo sie ode mnie? A dokladniej to od jelopa, ktory te robale skads poprzywozil i mial je zawiezc do domu, a costam robil ze swoim samochodem pod szkola i sie insekty wydostaly na zewnatrz. Przynajmniej byl ubaw, jak burakow pokasalo :D
05:41 / 05.12.2004
link
komentarz (1)
Co jak co, ale "Bulgarski Pościkk" to jest dobre przegiecie :D A "Sum tak zwany olimpijczyk", to w sumie tez dobry rozweselacz :D
05:18 / 05.12.2004
link
komentarz (0)
Nocne zycie lubie prowadzic.
04:12 / 05.12.2004
link
komentarz (0)
Jak zwykle najpierw wklada kij w mrowisko, a pozniej chce, zeby sie mrowki nie rozbiegly.
04:04 / 04.12.2004
link
komentarz (5)
Niech mnie kule bija! Calkiem przypadkiem znalazlem niezla stronke z romami do Amisi :D "Franko - The Crazy Revenge" ma zajebisty klimat wlacznie z "CZEKAJ" i "ŁADUJE" naprzemian :D A juz zasysam "Alfabet Śmierci", czyli zajebista przygodowke, ktorej brakowalo mi chociazby w wersji PC. Szkoda tylko, ze na ftpie jest ograniczenie :( Ale nic to, na modemie nie siedze, moge wiec cierpliwie zasysac :D
02:19 / 04.12.2004
link
komentarz (0)
Wyszukalem opcje nieco wygodniejszego sejwowania w kanonie i od razu z marszu przeszedlem kilka misji :D
15:58 / 03.12.2004
link
komentarz (4)
Wczoraj to w ogole skurwialy dzien byl. Od samego rana powody do zdenerwowania i dola naprzemian. Na szczescie jakos wybrnalem i dzis juz jest dobrze, a momentami nawet radosnie. Tylko zeby jeszcze ta pomaranczowa wstazeczke mi z oczu juz zabrali. Jak to jeden nieco rabniety czlowiek kiedys powiedzial z okazji dnia AIDS, kiedy to polowa burakow w szkole nosila czerwone wstazeczki poprzypinane tu i owdzie, a w rzeczywistosci jakby spotkali osobe chora, to by nawet reki nie podali... no to ten rabniety powiedzial "co to kurwa symbol zjednoczenia pedalow?". I w sumie mial racje, bo co drugi sie afiszuje jaki to on nie pojednany z chorymi, a tak to nawet na oczy nie chcialby takiej osoby widziec. Pierdoleni hipokryci.
15:53 / 02.12.2004
link
komentarz (2)
A sio mi stad wy anonimowe krokodyle!
11:45 / 02.12.2004
link
komentarz (2)
Telefon wlaczony na noc zostawiam tylko dlatego, ze jakby ktos dzwonil w bardzo waznej sprawie. A przede wszystkim w mojej sprawie. Tymczasem jedna osoba ostatnio bedac nazbyt nieporadna notorycznie wyrywa mnie ze snu w porach bardzo wczesno porannych. Chyba leb trzeba bedzie ukrecic.
13:50 / 01.12.2004
link
komentarz (5)
Niech to dunder swisnie! To juz grudzien mamy.
01:20 / 30.11.2004
link
komentarz (2)
Zrobilem i dziala! Po trudnych bojach udalo mi sie utworzyc savedisk do "Cannon Fodder"!!! W dzien troche sie wyspalem, wiec teraz chyba pozostaje mi nocna mlocka :D Jeszcze zebym tylko wiedzial jak sie ustawia normalne, a raczej szybkie wczytywanie, to by bylo dobrze :)
03:23 / 28.11.2004
link
komentarz (1)
A noca sciezka dzwiekowa z "Mafia: The City of Lost Heaven" i zajebisty klimacik drugiej polowy lat 30 - tych :)
03:16 / 28.11.2004
link
komentarz (0)
Wreszcie! Znalazlem emulator, znalazlem gierki. "Cannon Fodder" chodzi jak nalezy :D Emulacja jest doslownie stuprocentowa. Gierka chodzi plynnie, dzwiek i obraz jak na Amisi, no moze poza brakiem rozmycia pixli, ale to juz kwestia tego, iz Amisia podlaczona byla do tv, a nie do monitora. Jesli chodzi o te 100% emulacji, to niestety emuluje sie tez czas wczytywania gierek hehehehe. Tyle dobrego, ze nie slysze, jak stacja dyskietek rzezi :D No moze w opcjach sie to ustawia, zeby szybciej wczytywalo, ale troche przy tym posiedzialem i moje szperanie w emulatorku zakonczylo sie fiaskiem. Niewazne. Wazne jest, ze lzy mi z oczu poplynely na widok starej dobrej gierki. Szkoda, ze jutro szkola, bo bym sobie popykal :(
18:55 / 27.11.2004
link
komentarz (2)
"-Maciek chodź tu do jasnej cholery, bo samoch... cholera! Autobus zaraz odjedzie! Zawsze mi musisz na przekór robić!"

------------

">>I w pizdu wylądował... i cały misterny plan też w pizdu.<< [<-tv]

-Panie kierowco, proszę to wyłączyć, bo wniesiemy skargę! Takie niecenzrualne teksty na każdym kroku...
-Jacy 'my'? Pani wniesie skargę, a nie żadne 'my'."

------------

"-Buehrpfff...
-Wisznia Mała tu jest.
-(O kurwa!) Ablebueue...
-Dokąd pan chce jechać?
-Eeeueu...
-Torbę jeszcze pan zapomniał! Torbę niech se pan zabierze swoją!"


Nie ma to jak troche chamstwa, glupoty, zabawnych komentarzy i ogolnego ubawu w srodkach komunikacji miejskiej :D
07:51 / 27.11.2004
link
komentarz (0)
A na dzis do wyboru w trase mam takie rarytasy jak:
1) Radio publiczne - "Smuty i pierdolenie" (czyli bardzo ciekawa audycja o niczym);
2) Cunninlynguists - "Southernunderground" oraz Mobb Deep - "Hell on Earth" (czyli dobre gowno na dobre rozpoczecie dnia).
Wybor raczej nie sprawi mi problemow :)

Playin' Cunninlynguists - "Love Ain't".
07:34 / 27.11.2004
link
komentarz (0)
Dzis bedziemy lowic pimpurdany (czyli glupawa juz od rana).
16:44 / 26.11.2004
link
komentarz (0)
Dzien poswiecony na zrzucanie roznych rzeczy roznym ludziom. I co ja z tego mam? Niewiele. Jedynie nadzieje, ze w przyszlosci mi sie zwroci. No jakby nie bylo u jednego kiedy trzeba, to sie zwraca.
17:01 / 25.11.2004
link
komentarz (4)
Zlad! - "Elektronik - Supersonik".
01:03 / 25.11.2004
link
komentarz (2)
Kunki.
16:13 / 24.11.2004
link
komentarz (4)
Stuprocentowo bezplodny dzien.
01:35 / 24.11.2004
link
komentarz (0)
Ficle-facle.
22:56 / 23.11.2004
link
komentarz (4)
Po raz kolejny pytam co wy jestescie?
20:08 / 23.11.2004
link
komentarz (0)
Fenomen na jaselka.
02:54 / 22.11.2004
link
komentarz (4)
Boje sie isc spac. Bo snow sie boje.
04:34 / 21.11.2004
link
komentarz (3)
Wlasnie wyczytalem na jednym z portali informacje, iz pan Giertych dostal krotka wiadomosc tekstowa w postaci SMS-a z pogrozkami. Jest to tak powazna sprawa, ze trzeba trabic o tym wszem i wobec, bo wszyscy musza wiedziec. Dodam, ze podobno byl to pierwszy taki SMS, w jakim zawarte byly pogrozki do pana Giertycha. A jak moj serdeczny kolega Ja mówiej co jakis czas kiedys dostawal SMS-y z pogrozkami bez wzgledu na to, co by robil, to jakos opini publicznej nie zainteresowalo. Coz... najwyrazniej pan Giertych jest wazniejszy od Ja mówieja. A podobno miedzy ludzmi jest jakas rownosc, czy co tam. Ja tam nie wiem, prosty czlowiek z pospolstwa jestem i nawet nie jestem pewien co do znaczenia slow, ktorych uzywam.
03:54 / 21.11.2004
link
komentarz (0)
Ale na lepszy film to nie moglem dzisiaj trafic. "L'auberge espanole". Opowiada o wyjezdzie na rok do obcego kraju, ulokowaniu sie, zdobyciu nowych znajomosci, nowych przyjaciol i egzystowaniu. Motywuje. Przyznaje, ze motywuje.
22:05 / 20.11.2004
link
komentarz (0)
Ej, co ma znaczyc taki sen? Wcale mi sie to nie podoba, jeszcze nie teraz. I napewno nie taka osoba. I czemu znowu te Katowice, czemu znowu podroz pociagiem? No i przede wszystkim skad pomysl na odwolanie slubu, na ktory tam jechalem (choc tak naprawde to chuj wie, kto sie tam mial zenic). Skad wzieli sie tam znajomi, ktorzy na wiesc odwolanego slubu postanowili sami zawrzec zwiazek malzenski, a po chwili jeszcze ja zostalem wciagniety w takowy i z odwolanego slubu zrobil sie podwojny. I jeszcze raz pytam skad kurwa te Katowice? To juz drugi raz w ciagu ostatnich kilkunastu dni.
22:12 / 19.11.2004
link
komentarz (2)
Na dzis wieczor Cunninlynguists i album "Southernunderground".
02:27 / 19.11.2004
link
komentarz (4)
A w ogole to co wy jestescie?
12:14 / 18.11.2004
link
komentarz (9)
1) Znowu snilo mi sie, ze tluklem sie z jakims zulem. Tym razem nie we Wro, a w Prusiach - Kurwicach (strange!).

2) Ale to jest unijne skurwysynstwo. Ja sie do Unii nie pchalem, a jednak zostalem tam zaciagniety wbrew mojej woli. Cukier podrozal ze 1,60 za kilogram do powyzej 3,00 zl. Od przyszlego roku nalozony zostanie 22% VAT na internet, co w moim przypadku bedzie wynosilo ok. 50 zl wiecej na kazdym rachunku. Zarobki jednak pozostaly takie same (a u mnie to w ogole ich brak). Do chuja z taka Unia!
00:39 / 18.11.2004
link
komentarz (2)
A podobno telefony komorkowe ulatwiaja uchwycenie kogos czesciej niz telefony stacjonarne.
12:07 / 16.11.2004
link
komentarz (2)
Sny standardowo jak juz mialem, to na maksa poryte. No tym razem to juz z wyjatkowym finalem, ale nawet mi sie podobal. Bylem gdzies w jakiejs szkole, a dokladniej "bylismy"... ja i jacys znajomi, ale nie jestem w stanie stwierdzic kto. Napewno czesc przeniesiona ze swiata realnego, a czesc wysniona, bo takich nie znam. Tak wiec bylismy w jakiejs ogromnej szkole, ktos cos chcial, ktos sie pojawil, ktos powiedzial, ze ta postac, co sie pojawila jest z "Osady", po czym wszyscy zaczelismy wiac gdzie popadlo, a nowa postac ukatrupila takim fajnym nozem jednego z towarzyszy. Chwile pozniej podobny scenariusz, tyle ze kolejna postac z "Osady" nie byla ta sama, co poprzednia. I tak kilka razy. Za kazdym razem inna postac. Wszystkie laczyl zajebiscie wielki noz, no wrecz tasak i postac jakby Rakshasy. Na koncu zostaly 4 osoby - ja, siakis kolega i 2 kolezanki (prawdopodobnie z tych wysnionych). Spierdzielalismy do windy, ale one nie daly rady. Zostaly przemienione (ale tylko psychicznie i to tez po czesci). Po chwili nas dogonily, kiedy juz siedzielismy w tej windzie. Oficjalnie obwiescily, ze tylko troche nas ukatrupia, znaczy martwi bedziemy hehe. A co tam, w zamian za dobrowolne wpuszczenie ich do windy mielismy po jednym zyczeniu plus wybor rodzaju smierci, a ze dosc pociagajace byly... :P Przynajmniej umarlem z usmiechem na twarzy hehehe. Zapomnialbym dodac, ze w calym tym snie wszyscy porozumiewalismy sie po angielsku i choc na codzien niewiele z tego jezyka pamietam, to w snie dogatywalem sie calkiem niezle. Zrycior :D
11:13 / 15.11.2004
link
komentarz (3)
Znow jestem troche zdekoncentrowany. Wiem, ze dzisiaj powinienem zaczac robote, ale z kilku przyczyn przeloze to przynajmniej do jutra. Przede wszystkim nie mam skad dzwonic (domowego rachunku nie bede obciazal... juz i tak nie ma tego komu zaplacic), a do biura dzisiaj nie mam jak isc. Po drugie jestem chory i rundke po Trzebnicy w takie zimno tez sobie podaruje. Przed chwila odezwal sie jeden kret, ktorego usunalem z listy gg jakis czas temu. Otoz typ przez dobre poltora czy dwa miesiace mnie zwodzil, ze powie mi co i jak z wyjazdami do Anglii (a mial dosc atrakcyjna oferte), po czym stwierdzil, ze jednak mi nie powie. Wpienil mnie na tyle, ze zaznaczylem jego profil i najzwyczajniej w swiecie wcisnalem przycisk "Delete". Dzis odezwal sie, poniewaz facet potrzebuje znowu 200 osob na wyjazdy. Ot nagle sobie o mnie przypomnial. Choc jego samego mam w dupie, a niewiele informacji znow mi podal, to przynajmniej mam nazwisko i adres do goscia, wiec wystarczy wyszperac go z ksiazki telefonicznej i zalatwic sprawe. To co, ktos chetny na wyjazd do roboty do Anglii? Jeszcze nie wiem na jakich zasadach, ale wkrotce wypytam.
10:43 / 15.11.2004
link
komentarz (0)
Na maxa zryte sny. Z nich poprosze o realizacje zaledwie jednego - te dwu i pieciozlotowki lezace na ziemi w odstepie mniej wiecej 150 cm od siebie. Zebym znalazl tak jak w snie tego pelne kieszenie i jeszcze wiecej.
15:08 / 14.11.2004
link
komentarz (0)
Zostalo mi jakies 30 - 35% HP. Ma ktos moze miksture uzdrowienia, albo posiada zdolnosci kaplanskie? Przydalby sie czar "leczenie chorób" albo "uzdrowienie".
00:15 / 14.11.2004
link
komentarz (0)
Chorobsko mnie rozklada.
23:50 / 13.11.2004
link
komentarz (0)
Dobra, znalazlem Obcego. Tylko kurwa zas od nowa sciagac, jak miejsca brakuje na dysku.
22:49 / 13.11.2004
link
komentarz (0)
Niewiele czasu temu, moze ze 30 minut przypomnialo mi sie, ze sciagalem ostatnio gre "AvP Gold". Cos tak patrze, ze malo miejsca na dysku. W sciagnietych nigdzie tego nie ma, na liscie w Emulu tez nie widac. Standardowa procedura - winda sie wiesza, przy resecie leci scanchuj, obcina wpisy bez mojej zgody i tyle widzialo tempy. Kolejny zzeracz miejsca, bo dopoki nie sciagne wszystkich plikow, dopoty nie bede wiedzial, ktore pliki moge wyjebac, bo nic juz z nimi prawdopodobnie nie zrobie. Co gorsze probowalem znalezc ponownie te gre na Emulu i odnioslem porazke. Kiedys wystarczylo kliknac w linka, teraz sa wprowadzone jakies udziwnienia i wyszukiwanie plikow jest nieco utrudnione. Plik, ktorego potrzebowalem niestety nie zostal nigdzie odnaleziony, wiec najwyrazniej nie bedzie mi dane pograc w zlota edycje "AvP", a szkoda, wielka szkoda, bo chcialem kiedys te gre przejsc, jednak brak mozliwosci zachowania gry w dowolnym momencie mnie nazbyt zniechecal. Opcja ta wprowadzona zostala wlasnie w wersji Gold, ale tej niestety nie mam skad zalatwic, a proby sciagniecia zakonczyly sie fiaskiem. Moze kiedys w innym programie typu p2p.
17:04 / 13.11.2004
link
komentarz (2)
Tekst dnia: "Naturalne jest to, że ty jesteś głupi".
19:32 / 12.11.2004
link
komentarz (4)
Fizycznie nie czuje sie najlepiej.
15:03 / 12.11.2004
link
komentarz (0)
Rozstroilem sie emocjonalnie niczym Paul Vitti w "Depresji Gangstera".
13:28 / 12.11.2004
link
komentarz (0)
Jestem zdezorientowany, zakrecony i w ogole wiem, ze cos mam dzisiaj porobic, a jakos nie wiem co w jakiej kolejnosci (choc to raczej nie ma najmniejszego znaczenia). Troche nie chce mi sie do niczego zabierac, zaspany jestem odrobine. Wiem tyle, ze jutro napewno szkola, do ktorej nie chce mi sie jechac, ale juz ostatnio opuscilem zajecia, wiec tym razem lepiej bedzie, jak pojade. Wiem napewno, ze moge sie dzis spodziewac (z reszta jak co dzien) odwiedzin Gościa, ale przynajmniej tyle mam z glowy, ze wyganiam go juz na kompa siostry (ole!). Na imprezie zalatwilem sobie troche gardlo zarowno zimnymi browarami, jak i darciem japy pod scena :) Moje mysli sa cholernie jeszcze niespojne dzis, a ich samoregulacja trwa niestety powoli. Moze dzien zaczne po prostu od spozycia pierwszego posilku i obejrzeniu jakiegos filmu.
14:27 / 11.11.2004
link
komentarz (0)
Dzis na maksa jaram sie fotami :)
16:55 / 10.11.2004
link
komentarz (0)
Potrzebuje troche Topsinu albo Benazolu. Wie ktos moze skad to wziac i co to w ogole jest? :D
18:07 / 09.11.2004
link
komentarz (0)
"Through the darkness of future past
the magician longs to see
One chants out between two worlds:
- Fire walk with me..."
02:28 / 09.11.2004
link
komentarz (0)
Pare minut temu ukonczylem "Neverwinter Nights: Hordes of the Underdark" i musze przyznac, ze o ile sam Never byl przynudnawy, o ile "Shadows of Undrentide" byl nawet w miare ciekawy i fajny, a skonczyc go mozna bylo w 2 dni, tak "Hordy Podmroku" pod wzlgedem fabuly byly wyjebane w kosmos. Sama gre mozna ukonczyc w 3 - 4 dni. Wprowadzonych zostalo kilka ulepszen, dzieki czemu gra staje sie o wiele ciekawsza (choc nadal odrobine przeszkadzalo mi ograniczenie w ilosci czlonkow druzyny). Jesli wlasnie o druzyne chodzi, to mozna dolaczyc max 2 postaci, ktorymi nie da sie sterowac, a jedynie wydawac polecenia i wyposazyc w stosowny ekwipunek. Postaci takie jednak walcza dosyc dobrze i nie gina co piec minut, wiec jakby nie bylo sa cennym nabytkiem. Oprocz tego dosc czesto maja cos ciekawego do powiedzenia i gra z nimi staje sie niewatpliwie bardziej urozmaicona. W samej grze jest mnostwo ciekawych i nawet ladnych wstawek (zwlaszcza z diablami i demonami), w drugim rozdziale zajebista historia do rozegrania w Podmroku (oh yeah!), w ktorym do tej pory mozna bylo grac tylko we "Wrotach Baldura 2", w trzecim rozdziale natomiast przenosimy sie do swiata Canii, czyli osmej sfery piekielnej (co jest zaskakujace, to panuje tam przerazliwe zimno). Na swojej drodze napotykamy wiele ciekawych istot pochodzacych z roznych sfer. Jak dotad polaczenie roznych swiatow mialo miejsce tylko w wymienionych juz wyzej "Wrotach Baldura 2", kiedy to mozna bylo zajac sie uwolnieniem z wiezienia sferycznego grupy teatralnej pochodzacej z Sigil. W drugim dodatku do "Neverwinter Nights" wystepuja istoty astralne, Githyanki, diabelstwa, biesy otchlani oraz zajebista wg mnie postac, choc niestety malo przy niej akcji, jaka jest Żniwiarz... krotko mowiac czego chciec wiecej :) Zapomnialbym... w grze mamy okazje (obowiazek) poprowadzenia "duzej" armii do ataku. Jesli dobrze potoczymy wczesniejsza rozgrywke, to dowodzic bedziemy golemami bitewnymi, niebianskim Planetarem, kilkoma oddzialami Drowów oraz 2 towarzyszami z druzyny (rownie cenny nabytek jak podlegajace oddzialy Drowów). Rozgrywamy jakby nie bylo symulacyjna bitwe w liczbie kilkadziesiat na kilkadziesiat i przez kilkanascie minut mamy sporo bardzo dobrej zabawy na polu walki (czego do tej pory nie bylo w zadnej z gier wypuszczonych przez Black Isle). W trzecim rozdziale mozemy jeszcze dolaczyc do jednej z bitew Wojny Krwi, albo po prostu stac na trzaskajacym mrozie i przygladac sie jak Baatezu walcza z Tan'nari (jakos wolalem pomoc diablom powyzynac sie nawzajem :P). Podsumowujac: w grze jest wiele ciekawych zagadek, sporo ulepszen, zajebista fabula (niewatpliwie najlepsza z calej serii), zachowany klimat zarowno Forgotten Realms, jak i Sfer i przede wszystkim duzo bardzo dobrej zabawy. Przyznam, ze do niedawna troche nie podobal mi sie pomysl wypuszczenia "Neverwinter Nights 2", teraz jednak uwazam, ze jesli bedzie tak dopracowany jak drugi dodatek do pierwszej czesci, to zawale przy nim niejedna noc :) Obym mial ku temu okazje :D
04:29 / 07.11.2004
link
komentarz (2)
Ja tylko jednego nie rozumiem... czemu wszystkie epizody "Gwiezdnych Wojen" trwaja po ok. 120 minut, a nie po 180. O wiele wiecej moznaby wladowac w te filmy, gdyby trwaly zaledwie o godzine dluzej. Jak tak kilkukrotnie juz po obejrzeniu teasera do trzeciego epizodu ogarnia mnie wrecz zal, ze ten film bedzie trwal podobnie jak poprzednie czesci tylko 2 godziny. Takie sceny, jakie tam beda powinny byc umieszczone w dluzszym filmie. Ale z drugiej strony skoro wszystkie czesci maja trwac po 2 godziny, to trzeci epizod niech nie odbiega od reguly. Tylko zeby ten skurwiel Lucas ruszyl dupsko i bral sie zaraz za siodmy epizod, bo nie mam zamiaru czekac pietnastu lat, az na starosc postanowi odsprzedac prawa do filmu komus innemu i ten ktos inny calkiem spieprzy klimat.
03:38 / 07.11.2004
link
komentarz (0)
Nocne granie w Nevera...
15:28 / 05.11.2004
link
komentarz (5)
"AvP" choc zdecydowanie za krotki, to wymiata :)
21:24 / 04.11.2004
link
komentarz (4)
A jednak osoba nie wykazala sie wybitnie glupia, a zaledwie tylko bardzo. Co za tym idzie, tym razem podaruje sobie zamieszczania ku pamieci fragmentow na nlogu.
21:03 / 04.11.2004
link
komentarz (0)
Cos czuje, ze dzis na nlogu znow bede mial okazje zamiescic fragmenty jakze inteligentej rozmowy gg z kolejna nieznajoma osoba.
11:52 / 04.11.2004
link
komentarz (0)
Na biurku znowu panuje burdel. Czeka mnie sprzatanie.
01:31 / 04.11.2004
link
komentarz (2)
Czasem jednak warto odpalic RPG na noc. Wlasnie skonczylem "Neverwinter Nights: Shadows of Undrentide" :)
09:58 / 03.11.2004
link
komentarz (0)
A sie wczoraj jebalo wieczorem. Tak sobie mysle, ze jak ma byc tak, to ja nie chce. Albo w jedna strone albo w druga. Tak wiec albo niech sie ustabilizuje i dziala jak nalezy, albo calkiem zrobi "sss" i bede musial wyczarowac 60 zl na nowy zasilacz i wtedy ten bedzie dzialal w pelni. No bo byloby to niewatpliwie wygodniejsze, niz nerwy poznym wieczorem, kiedy wreszcie we wzglednym spokoju moge posiedziec przy kompie i dokonczyc pare zadan, na ktore w ciagu dnia nie mialem czasu badz ochoty.
12:47 / 02.11.2004
link
komentarz (0)
A jeszcze dopisze, ze sporo snow mialem zwiazanych z marketami Tesco i Lidl... o ile w pierwszym jak chodzilo o robote, tak w drugim o niechec odwiedzania tejze sieci marketow. Ma to pewne odniesienie do rzeczywistosci. Tylko dlaczego ja do tych marketow jechalem z tym baranem mieszkajacym 2 pietra nade mna? I dlaczego ktos probowal mi wcisnac akumulatorki o mocy 200 mAh po 3 zl za sztuke, w dodatku uzywanych, skoro ja potrzebuje jakichs 2400 mAh albo jak znajde, to i wiekszych, a wiem, ze na Allegro mozna dostac je po ok. 6 zl nawet. Zryta bania i tyle. Dobrze, ze jeszcze nie snia mi sie bohaterowie "Twin Peaks", co by bylo bardzo prawdopodobne przy ogladaniu minimum 2 odcinkow dziennie tego serialu.
12:42 / 02.11.2004
link
komentarz (0)
Dzis w nocy snilo mi sie sporo roznych rzeczy. Tak realnych, jak ze soba w zaden sposob niepowiazanych. No bo jaki zwiazek moze miec moja sasiadka, z ktora w snie standardowo wyklocalem sie o nalezny mi hajs z Hieronimem, ktory moze sobie swoje "jeden-dwa-trzy" wsadzic gleboko w swoje wielkie dupsko. No moze raczej sprzecznosc pewna jest miedzy nimi - owa sasiadka niedawno zapowiedziala, ze od nastepnego miesiaca problem z kasa bedzie rozwiazany, bo ona sie "odpiela", a Hieronim natomiast oznajmil, ze w razie klopotow mam go lapac na drugi dzien od "zdarzenia" i wtedy bedzie po problemie. Mniejsza o to. W tym tygodniu zaczynam zyc prawdopodobnie piatkowym wyjazdem do wro, a dokladniej na "AvP". "Whoever wins... we lose" hehehe. And now for something completly different: a man with three buttocks. A na powaznie, to ewakuuje sie na Grunwald. Joł :)
11:49 / 02.11.2004
link
komentarz (2)
Nie dadza mi pospac. O 8 rano telefon, 10 minut temu sms. I znowu caly dzien zaspany bede chodzil.
03:35 / 01.11.2004
link
komentarz (1)
"Jeszcze 5 minut i wyłączam". Cos takiego powiedzialem sobie ok. 1:50 i chyba mi sie troche wydluzylo. Ach te erpegi... bo to raz obiecywalem sobie, ze na noc ich nie bede odpalal.
02:15 / 31.10.2004
link
komentarz (5)
Noca calkiem inny klimat... The Beatles i "Help!". Zajebisty kawalek. A jesli juz o tym - ma ktos moze film o tym samym tytule gdzies w divx albo chociaz mpegu?
02:46 / 31.10.2004
link
komentarz (2)
Dzis calkowicie niespodziewanie z rana dowiedzialem sie o koncercie, jaki mial odbyc sie w Obornikach Śląskich. Nie ukrywam, ze na koncert ow czekalem juz dosyc dlugo, jednak to, w czym bylo mi dane dzis uczestniczyc nawet w najmniejszym stopniu nie zaspokoilo moich potrzeb. Impreza zaczela sie gdzies po poludniu, Młody i Flow mieli byc juz o 17 - bynajmniej tak kazal im organizator. Tak wiec pare minut po godzinie 17 juz bylismy na miejscu i ogladalismy to, co przygotowal dla publicznosci organizator. Publika w wiekszosci skladala sie z dzieci i do pozna chyba gdyby nie te dzieciaki, to poza setka biboji niewiele osob krazyloby po sali gimnastycznej NOWEGO GIMNAZJUM. Ale dobra, z czasem ludzie powoli zaczynali sie schodzic, a rywalizacja wszelakich skladow break dance'owych nabierala stosownego poziomu. Szczerze mowiac jak dla mnie tak dlugo go nabierala, ze przebudzilem sie dopiero po kilku godzinach, kiedy nastal moment cwiercfinalow. Zmeczenie i znudzenie jednak nie pozwalaly radowac sie wystepami akrobatow. Naglosnienie bylo wrecz zajebiste. Jesli nie stalo sie zaraz przy glosniku, to jedyne, co mozna bylo uslyszec, byl poglos i niewyrazne zdania wypowiadane do mikrofonow. Muzyki tez latwo sie nie sluchalo, kiedy po calej sali najbardziej slyszalne bylo echo. Jesli chodzi o pana, ktory odpowiedzialny byl za obsluge gramofonow, to byl nim DJ Horba. Popisal sie jak chuj... kilka skreczy na cala bibe i zajebiscie wysoki poziom umiejetnosci. Bez jaj, ale jesli dobrze pamietam, to sam kiedys na jakims zdezelowanym sprzecie robilem niewiele gorsze skrecze i to w dodatku po powrocie z jakiejs imprezy, kiedy bylem najebany hehehe. Ach bylbym zapomnial... na cale to przedstawienie oprocz, jak juz wczesniej wspomnialem, calkiem niezlego wystepu b-boy'ow glownie od momentu cwiercfinalow, ciekawie zaprezentowal sie krotki element beat boxu (szkoda, ze tylko 2 osoby braly w tym przedsiewzieciu udzial). No ale wracajac do sedna imprezy, wybralem sie na nia przede wszystkim dlatego, aby pobawic sie na koncercie Flowa i Młodego. Po wielu godzinach oczekiwan (i perypetiach z brakiem odtwarzacza cd) wreszcie chlopaki mogli wystapic. Jak dla mnie pod pewnym wzgledem kompletnie nic nowego - zaprezentowali wysoki poziom bez wzgledu na warunki :) A warunki natomiast byly fatalne. 20 osob porozkladanych w okolicy "sceny", ze dwa razy tyle daleko na widowni. No mentalnosc kurwa gorsza niz w Zygchuju. Nawet w zeszlym roku w Oleśnicy byla lepsza publika (choc wtedy glownie szef imprezy zepsul cala zabawe). Wracajac jednak do dzisiejszej (wczorajszej wlasciwie juz) imprezy, to pierwszy kawalek chlopaki jeszcze zagrali "normalnie". Przy drugim juz sobie usiedli, bo i tak nie bylo sensu grac na stojaco (i szczerze im sie dziwie, ze w ogole sie nie polozyli grajac dla takiej "zajebistej" publiki). Ogolnie zagrali az 4 kawalki i na tym skonczyl sie ich wystep. Jak bawic sie przy muzyce na zywo, to nie bylo komu, ale przy rozdawaniu plytek, to rzucilo sie bydlo. Szkoda slow. Oby nastepny wystep byl skierowany do bardziej rozrywkowej publicznosci. Jak na razie z mojej strony tyle na ten temat, a w dzien pozostanie mi tylko pozrzucac fotki i jeden filmik. Mam nadzieje, ze chociaz to powychodzilo, jak nalezy.
13:11 / 30.10.2004
link
komentarz (3)
Ale tak bardzo, jak rozbawila mnie piosenka o Panu Generale Italii to juz dawno zadna mnie tak nie rozbawila.
01:41 / 29.10.2004
link
komentarz (0)
Damn! Wlasnie sobie uswiadomilem, ze skoro 10 listopada jest koncert, a 11 swieto narodowe, to zarowno Krzysiek, jak i jego wspollokator powinni udac sie do domu, a co za tym idzie, nie dosc, ze bedziemy mieli zapewniony nocleg, to w dodatku nie bedziemy musieli martwic sie o to, kto spi z Krzyskiem, a kto na podlodze (choc w tym wypadku ja bym wolal na podlodze :P). No moze bedziemy sie martwic o to kto spi z kim i na ktorym lozku, ale mysle, ze to nie bedzie stanowilo takiego duzego problemu, skoro chata bedzie wolna... jak przypuszczam. Motyla noga, musze zadzwonic do Krzycha i wypytac co i jak!
23:25 / 28.10.2004
link
komentarz (0)
"Twin Peaks" to zaiste dziwny film.
22:19 / 27.10.2004
link
komentarz (2)
Dzis przemarzlem. Jakas chetna do ogrzania?
01:14 / 27.10.2004
link
komentarz (2)
Chyba dostalem prace i to taka, co po zapoznaniu sie z oferta nawet mi sie podoba. Chuj z tym, ze w Krakowie i ze znowu umowa zlecenie. A jutro drugi etap rekrutacji w Eurobanku. Ot sobie kurwa przypomnieli o mnie po 3 miesiacach.
08:43 / 26.10.2004
link
komentarz (3)
Chcial(a)bys, zeby mowili na ciebie "włos łonowy"?
00:55 / 26.10.2004
link
komentarz (0)
Zebym to ja jeszcze wiedzial, o co chodzi :D
21:20 / 24.10.2004
link
komentarz (9)
Gdzie ja o tej porze dostane chleb w niedziele?
12:33 / 23.10.2004
link
komentarz (2)
W grze "Baldur's Gate" mialem w druzynie Minsc'a przez krotki okres czasu, w rezultacie specjalnie go usmiercilem, bo potrzebowalem tylko wiedzme, a ja moglem miec w druzynie albo razem z Minsc'iem, albo w ogole... wiec znalazlem inny sposob - beda razem, ale Minsc zginie, tym samym zwalniajac miejsce na inna postac. W drugiej czesci gry tegoz bohatera mialem od samego poczatku do konca, wiec pamietam jego wyglad nieco bardziej niz z pierwszej czesci gry. Jesli jednak pamiec mnie nie myli, to Minsc byl wielkim barbarzynca z sympatycznym chomikiem Boo trzymanym na ramieniu albo w innych dziwnych miejscach. Byl przede wszystkim lysy. Ze wszystkich portretow Minsc'a, jakie bylo mi dane ogladac, na kazdym byl lysym matkojebca, nie mial ani jednego pieprzonego wlosa na swojej lysej glacy. Ostatnio przebrnalem przez ksiazkowa wersje "Wrót Baldura", nastepnego dnia natomiast zaczalem czytac druga czesc. Jakkolwiek twierdze, ze jesli ksiazka opiera sie na jakims temacie, tak powinna byc zachowana pewna stycznosc, glowny watek powinien sie zgadzac - i w pierwszej czesci ksiazki sie zgadza, poboczne epizody natomiast nie musza byc opisane zgodnie z przyjetym scenariuszem - w koncu ksiazka to nie scenariusz gry, a opowiesc utrzymana zgodnie z historia. Jakkolwiek autor moze pominac rozne watki, a zeby ksiazka byla dluzsza i zarazem ciekawsza, wtracic swoja wersje nieoficjalnych wydarzen, tak twierdze, ze napewno nie moze zmieniac ogolnie przyjetej historii. Poza kilkoma szczegółami w pierwszej czesci ksiazki (zmienil zaledwie poczatek, co diametralnie wplynelo na wystepujace postaci w ksiazce), reszte mozna bylo mu wybaczyc. Jesli chodzi o druga czesc "Wrót Baldura" autorstwa Philip'a Athans'a, to pierwszy rozdzial byl jeszcze w miare mozliwy do przeczytania. Biore sie za drugi i o czym czytam - jedna z postaci nie biega sobie wolno po lochu, ale wystepuje w historii juz od samego poczatku umieszczona w klatce z innymi wspolwiezniami. Niewielki szczegol, nie zniesmaczyl mnie wcale. Czytam dalej i ani slowa o Imoen (no tak... w pierwszej czesci nie bylo o niej ani slowa, w drugiej przynajmniej jak na razie zostala wspomniana kilkukrotnie), ktora byla w druzynie juz na poczatku. O Khalidzie w ogole juz nie wspominamy, bo przeciez zginal w pierwszej czesci ksiazki, wiec nie mogl lezec martwy w klatce. Okej, nie czepiam sie, przejdzmy do sedna. Jak na poczatku rozpisalem sie na temat lysiny Minsc'a, tak co serwuje nam autor ksiazki - Minsc to dlugowlosy rudzielec. Kurwa slow mi brakuje. Mowilem juz, ze conieco pozmieniac mozna, ale napewno nie takie rzeczy. Nie wspomne juz, ze glowny bohater jest wiekszy od Minsc'a, ktory moglby sie przeciez rownac wielkoscia z orkami. Ech... brak mi slow.
04:53 / 23.10.2004
link
komentarz (0)
Brrr zimno.
02:53 / 23.10.2004
link
komentarz (0)
Cos sie kurwa z monitorem dzieje, bo obraz skacze w lewo i w prawo. Jak zwykle cos sie musialo zjebac w piatek wieczor, kiedy przede mna sobota i niedziela, kiedy Bik jest nieczynny i ze zgloszeniem usterki musze czekac do poniedzialku. W sumie jakbym dostal nowy monitorek teraz po roku uzywania tego, to nie bylbym zly :P
13:18 / 21.10.2004
link
komentarz (4)
Wczoraj skonczylem zarowno "GTA 3" (zostalo mi jeszcze troche dodatkowych, nieobowiazkowych misji), a takze "Wrota Baldura" tego przykrego autora. Z jego tendencja do usmiercania bohaterow az dziw, ze glowny bohater przezyl hehehe. Teraz zajme sie chyba druga czescia ksiazki, poki jestem w klimacie i poki wiem, ze po tym autorze wszystkiego mozna sie spodziewac.
01:54 / 21.10.2004
link
komentarz (8)
Siku.
01:59 / 20.10.2004
link
komentarz (2)
Zapamietac: potrzebna muzyka ze skeczu "Śmierć Marii - królowej Szkotów".
00:55 / 20.10.2004
link
komentarz (3)
Noca z sluchawek sciezka dzwiekowa do "The Two Towers". Przywraca na mysl wspomnienia z filmu, z ksiazki, ten caly klimat. Przy niektorych kawalkach emocjonalnie wrecz smutno mi sie robi, przy innych z kolei ogarnia mnie radosc przez lzy :) A poza tym, to od dobrego miesiaca narasta we mnie ochota na granie w "Icewind Dale"... jak co roku o tej porze z reszta. Ewentualnie moze byc "Neverwinter Nights", ale jakos powracac do "Baldur's Gate" cholernie mi sie nie chce, a wlasnie to musze dokonczyc w pierwszej kolejnosci. Jesli chodzi o granie, to jednak ostatnio mecze nowa "Fifę 2005" oraz dokanczam "Grand Theft Auto 3". Nawiasem mowiac przyjalbym sie do pracy w mafii. Ma ktos jakies oferty?
18:06 / 18.10.2004
link
komentarz (3)
Dobrze, ze jeszcze tylko 2 Bondy mi zostaly do obejrzenia, bo podrozowanie po swiecie juz mi sie po nocach sni od namietnego ogladania calej serii :P
14:06 / 17.10.2004
link
komentarz (3)
Standardowo: jak spie, to jest halas, setki smsow w maksymalnie bzdurnych dla mnie sprawach, trucie dupy. Jak wstane, to cisza i spokoj jak makiem zasial. To jest, jakby to powiedziec, skurwysynstwo.
15:53 / 16.10.2004
link
komentarz (1)
(Wczoraj) wieczorem: Krzysiek z Koniowa. Chlopaczyna nie mial co ze soba zrobic, wiec dopadl sie do budki telefonicznej, wsunal karte w przygotowany wczesniej do tego celu plaski, podluzny otwor, po czym nastepnie wybral moj numer. Bylo juz po 22, a temu zachcialo sie gdzies wyjsc. W rzeczy samej propozycja byla nader ciekawa, biorac pod uwage alternatywe siedzenia w domu i tluczenia do znudzenia w nowa "Fifę". Troche polazilismy po tym skurwialym miescie, nic ciekawego sie na nim nie dzialo (z reszta jak zwykle). Po powrocie do domu niezwlocznie ulozylem sie spac, gdyz bylem troche zmeczony. Dzis wstalem w miare wczesnie, mniej wiecej w okolicach godziny 11. Za dlugo spokoju nie mialem, gdyz w mych progach zawital pewien skurwiel, ktory standardowo pojawia sie tylko wtedy, kiedy cos chce. No coz... tym razem to bylo dla jego brata, wiec postanowilem zalatwic sprawe jak najszybciej i niech goscia wiecej nie widze. W sumie dobre serce okazalem dlatego, ze nie raz juz na jego bracie zarobilem i podejrzewam, ze jeszcze nie raz bedzie taka okazja. Najlepiej dla mnie by bylo, gdyby nadazyla sie lada dzien, gdyz w chwili obecnej nie pogardzilbym zadnym groszem.
10:29 / 15.10.2004
link
komentarz (3)
I kolejny dzien rozpoczal sie nazbyt wczesnie. A na jutro mam wybor: albo wstawac o 7 i jechac do szkoly, albo wstac o 7 i otworzyc drzwi Krzyśkowi z Koniowa. Zajebista perspektywa. Tyle w tym wszystkim dobrego, ze skoro od 2 tygodni wstaje wyjatkowo wczesnie, to nie bede odczuwal jutro duzej roznicy. A w przyszlym tygodniu moze powroca dobre czasy, kiedy to bede mogl spac do godziny 14.
11:51 / 14.10.2004
link
komentarz (3)
Chyba wpadne do pewnego biura i "przypierdole w ryja przy wszystkich pracownikach".
10:38 / 14.10.2004
link
komentarz (0)
Na chwilowe uspokojenie Nas i Dre oraz Nature - "Everyday thing".
09:40 / 14.10.2004
link
komentarz (0)
Kolejny skurwialy dzien rozpoczety. Wybaczycie, ze nie powiem "dzień dobry".
23:40 / 13.10.2004
link
komentarz (2)
Jako, ze kolejny dzien w tym tygodniu byl skurwialy, a wieczorem nie wydarzylo sie za wiele dobrego, udam sie na nocny spoczynek z jednym tylko zyczeniem na noc: zeby mi sie dzis nic nie snilo, a takze jednym tylko zyczeniem na jutro: zeby sie kurwa zaczely dobre rzeczy dziac, dzieki czemu reszta tygodnia bedzie w pelni udana.
20:18 / 13.10.2004
link
komentarz (2)
W pokoju pizgawica, jak w bazie Rebeliantow na Hoth. Nie sposob nie trzymac rak w kieszeniach, probowac jakos ich ogrzac, a co dopiero polozyc je na klawiaturze. I tak bedzie przez najblizsze pol roku. Jak ja kocham zime. Kurwa.
17:06 / 13.10.2004
link
komentarz (2)
Jak jest chujowo, to musi byc jeszcze bardziej chujowo. Poniedzialek zaczal sie wczesnie rano i juz na dzien dobry pare osob musialo mnie wkurwic. Pozniej nie poszlo mi na rozmowie w sprawie pracy, a posada byla interesujaca. Z calego dnia tyle bylo dobrego, ze wybralem sie do kina, choc i tak musialem prawie dwie godziny czekac na seans. Wczoraj wystalem sie jak debil czekajac na tramwaj, wymarzlem sie co nie miara, a na koniec udupil mnie kontroler MPK. Dzisiejszy dzien zaczal sie calkiem przyjemnie. Najpierw zaczerpnalem informacji o kolejnej mozliwie latwej do podjecia pracy, pozniej spotkalem kolezanke po sasiedzku i mialem towarzystwo podczas nudnej jazdy do wro, a nawet do przystanku, na ktory zmierzalem. Wszystko przebiegalo pieknie i bez zarzutow, dopoki wraz ze swoja wspolpracownica nie dotarlismy do biura. Zamkniete, ni chuja nikt nie odpowiada, komorka wylaczona. Poczekalismy chwile, zleceniodawcy zjawili sie po jakims kwadransie. Zaczeli cos podpierdalac, ze tu niby bylo ok, ale tam im sie nie podoba, tam im sie nie podoba i krotko mowiac przycinali w chuja. Jak do roboty, to wszystko bylo zajebiscie, a jak trzeba zaplacic, to leca w chuja. Wyszlo na to, ze jutro bedziemy sie wozic z tymi skurwielami po miescie i udowadniac, ze robota zostala wykonana, co moim zdaniem jest wyjatkowo kretynskim pomyslem z uwagi na to, ze po pierwsze - malo kto zwraca uwage na takie chujowe ulotki, a po drugie - jesli roznieslismy je najdalej w piatek, to do jutra sprzataczki dawno wyniosly ulotki do kontenerow na smieci. I jak on niby kurwa chce to sprawdzic, ze bylismy prawie wszedzie? Szczerze przyznam, ze co mielismy zrobic, to zrobilismy, a jesli teraz ten skurwiel nie bedzie chcial czegos wyplacic, to mu zrobie odpowiednia reklame. Nie wspomne juz o fakcie, ze jutro kurwa znowu musze doplacac do tego interesu wydajac hajs na PKS (i kurwa MPK, dopoki odwolania nie napisze). Nosz tydzien skurwialy od samego poczatku. Podjalem decyzje, ze w weekend do szkoly nie jade, bo i tak nic dobrego sie nie wydarzy, a tylko cos bardziej mi spierdoli humor.
10:56 / 13.10.2004
link
komentarz (0)
Albo frajer, albo niezly cwaniak, zeby tak juz po tygodniu... Szybki kolo jest hehehe.
23:04 / 12.10.2004
link
komentarz (1)
"Zamiast pomóc w potrzebie, jeden drugiego chce pogrążyć
i za wszelką cenę dąży, by napełnić własną kieszeń"
...na wieczor Fenomen i "Ludzie przeciwko ludziom".

No nie ukrywam, ze nieco dalej jest tez cos o mnie...
"Prosto w oczy słodkie słowa, a na plecy przekleństwa" hehehe.
21:44 / 12.10.2004
link
komentarz (8)
Pierdolone MPK. Najpierw wystalem sie jak chuj na weselu ponad pol godziny na wietrze. Przejechaly dwie 17 - tki, ze trzy 2 - ki, dwie 20 - tki, a 6, 7 czy 24 ni chuja. No byla jedna 24, ale zajebana po brzegi, wiec zrezygnowalem. Tylko sie wymarzlem. Nastepnie ruszylem spacerem 3 przystanki co chwile poprawiajac chujowe sluchawki wypadajace z uszu. Ok, wkurwiony juz niezle, ale dobra. Do Krzyska dodzwonic sie nie moglem, a skoro skonczylem wczesniej robote, to moglem go odwiedzic. Jesli jednak nie odbieral telefonu, to pewnie byl na uczelni, a mnie nie chcialo sie dralowac ot tak i sprawdzac, czy jest, czy go nie ma. Wsiadlem w najblizsze 24, przejechalem kilka przystankow i kurwa jego mac te chuje z MPK postanowily mnie spisac. Nie pomogly hasla, czarowanie z "to byl chyba ten bilet" (to by moglo zadzialac, gdybym mial przy sobie stos biletow jak kiedys, a dzis mialem ich zaledwie z 5). No coz... przyszla i na mnie kolej akurat wtedy, kiedy nie mam ani grosza. Jesli zarobie cale 120 zl na ulotkach, to po odliczeniu kosztow dojazdu, paru butelek coli na te kilka dni i ewentualnej zaplaty w biurze MPK zostanie mi jakies 5 zl. Niezla wyplata, jak za 24 godziny pracy + 12 godzin dojazdow. Krotko mowiac pierdole, jade jutro napisac odwolanie, zem bezrobotny i na chleb mnie nie stac, a co dopiero na bilety MPK. Zobaczymy, moze sie polituja, a jesli nie, to niech spierdalaja.
10:11 / 12.10.2004
link
komentarz (2)
Glupich chuji nie brakuje, a tego nie lubilem akurat od samego poczatku.
22:55 / 11.10.2004
link
komentarz (1)
Ej, dobra. Znow z cyklu nocnych rozmow na gg (tym razem inny numer, wiec nazwijmy ja "Y"):

"Y (22:46)
hej znasz grzeska tobiasza?
Ja (22:46)
czesc
Ja (22:46)
nie
Ja (22:46)
a co?
Y (22:47)
bo wykasowałam jego nr i próbuję go odszukać!
Ja (22:48)
mhm
Ja (22:48)
i tak zaczepiasz sobie wszystkich po kolei, a moze ktos go akurat bedzie znal?
Y (22:48)
powiedzmy.
Y (22:49)
a co?
Ja (22:49)
skad ty w ogole jestes i czemu akurat ja mialbym miec nr do grzeska tobiasza?
Y (22:50)
jestem z Łubowa- pytam tak dużo ludzi nie jesteś wyjątkiem!
Y (22:51)
sorko- narazie
Ja (22:52)
ok, czesc"

A moze ktos z Was zna Grześka Tobiasza?
22:18 / 11.10.2004
link
komentarz (3)
Na rozmowie w sprawie pracy wysypalem sie calkowicie. Jeszcze do momentu, kiedy rozmawialem z jedna bardzo ladna pania szlo mi dobrze, ale kiedy do rozmowy dolaczyla kierowniczka (rowniez calkiem calkiem), poleglem. Niestety, ale dwoch lasek jednoczesnie to ja bajerowac nie potrafie, az taki Don Chujan nie jestem. Bez jaj, ale momentami czulem sie niczym Kintaro Owe w pierwszym odcinku "Golden Boy'a", kiedy to staral sie o prace w komputerowej firmie pelnej ekstra laseczek, a przy pani kierownik nie trudno bylo o gafe hehehe. A dzien ogolnie do dupy. Tyle w nim dobrego, ze wreszcie obejrzalem "Kroniki Riddick'a" i musze przyznac, ze niektore efekty mnie rozjebaly, a film mi sie podobal. Choc niewatpliwie w inny dzien, kiedy mialbym lepszy humor, to w kinie bym odlecial. Ale i tak warto bylo zajsc do Heliosa dzisiaj, gdyz film bedzie emitowany chyba tylko do czwartku.
13:40 / 11.10.2004
link
komentarz (3)
Albo ze mna dzis jest cos nie tak, albo ludzie sie dziwnie zachowuja. Przynajmniej 3 osoby dzisiaj mnie wkurwily, a nie ma jeszcze nawet poludnia (wg mojej rachuby czasu oczywiscie). Nic to, jade w poszukiwaniu pracy, moze mnie gdzies zatrudnia przypadkiem :P
12:40 / 11.10.2004
link
komentarz (3)
Przez tyle juz lat. Ta jedna dziura w plocie. Nosz kurwa furtke by mogli zamontowac, albo powiekszyc ta dziure. No bo teraz to przechodzi sie tak, ze trzeba sie zarowno schylic, jak i noge podniesc i przyjmuje sie glupia poze. Nie, zeby to nazbyt niewygodne bylo, ale na przyklad przebiegniecie przez to raczej nie jest mozliwe. Ot lepiej byloby wyjebac te prety, zeby bylo normalne przejscie.
12:03 / 11.10.2004
link
komentarz (0)
Ale zryciory to mialem niezle nad ranem. Najpierw snilo mi sie, ze ni stad ni z owad pojawilem sie w realiach sredniowiecznej Polski. Mialem bodajze poprowadzic jakies natarcie na germanskich okupantow i oswobodzic zabita dechami wioche. Nie wiem skad mi sie cos takiego wysnilo, ale damy dworu (na wiosce?) byly calkiem calkiem :P Po tymze snie pojawil mi sie Marceli. Cos napierdalal o "The Sims 2" (jak ja nienawidze tej gry!). Costam chwile pogadalismy, po czym nie wiedziec czemu oddal mi swojego gnata (ktory byl uszkodzony, czy cos, bo strzelal tylko na odleglosc 30 metrow i raczej zabic kogos nim to tylko z bardzo bliska by sie dalo). Kiedy tak wracalem do domu z bronia w reku po moscie pomorskim (kurwa dlaczego tam?) zachcialo mi sie pobawic w bullet-time niczym Max Payne. Podczas, gdy tak w zwolnionym tempie gdzies przelatywalem (kurwa ale zrycior), zauwazyl mnie kierowca samochodu wloskiej mafii. Przywolal mnie do siebie, a ja nie wprawiony jeszcze w sztuczki z pistoletem wolalem podejsc. Chwile pogadalem z nim i jego dwoma kompanami, po czym kazali oddac ow marcelowy pistolet. W zamian za ten stary zlom dostalem nowiutki zajebisty aparacik cyfrowy, sluchawki jakies i dwie torby nieuzywanej bielizny (wloska mafia przemienila sie chyba w ruskich z targu). Ja pierdole, dobrze, ze ten sen skonczyl sie gdzies zaraz po tym, jak wracalem do domu ciemnymi uliczkami, a ci z samochodu mnie sledzili, bo nie wiem, co jeszcze moj chory umysl by wygenerowal :D
22:45 / 10.10.2004
link
komentarz (3)
Wyjebalo mi dzis cala liste na gg. Ot przynajmniej porzadek mam teraz, ktorego ja bym sam nie zrobil hehehe. Najwazniejsi sa, kogo nie ma, to z czasem sie odezwie, albo przypomne sobie, jak sam bede czegos potrzebowal. W innym wypadku prosty wniosek - nie gadalem, wiec po chuj mi miejsce na liscie zajmuja?
21:43 / 10.10.2004
link
komentarz (5)
Zamiast podrzucic hajs, ktory mi wisi, to dzwoni do mnie i kloci sie o wykrzykniki w smsie. Nosz kurwa szczyt bezczelnosci. To nie ja przechodze codziennie przynajmniej dwukrotnie kolo jej drzwi, ale ona kolo moich.
20:46 / 10.10.2004
link
komentarz (2)
Wyprzedaz papierow wartosciowych, akcji jakichs czy co tam jeszcze, za bardzo sie nie znam i nie orientuje w tym. W kazdym badz razie dla zwyklych szarych ludzi, dla takiego pospolstwa w calym kraju to musi byc bardzo duza okazja. No bo jak wczoraj sie wybralem do banku, to juz wewnatrz kolejka mala stala i dyskutowala na temat tychze papierow. Zaraz po mnie pojawil sie kolejny pan, a ktos z kolejkowiczow zadal mu pytanie, czy ten przyszedl go zmienic. Kiedy dzis przechodzilem nieopodal tegoz samego banku, to kolejka byla juz dluzsza (prawie jak za komuny po chleb, albo i nawet po wino). Urok tego jest taki, ze dzis sie znacznie ochlodzilo. Co prawda moj spacer byl nawet przyjemny i taka temperatura chlodna dzis mi odpowiadala, jednakze stac tak cala noc w kolejce do jutra do godziny 8:00, kiedy to placowka banku jest otwierana... Coz, moze tam jakies zloto rozdaja albo cos? No ja nie wiem, bo mnie to za cholere by sie nie chcialo tak stac. No ale ja jestem pierdolniety na swoj sposob, a ci, co w kolejce stoja na swoj.
15:55 / 10.10.2004
link
komentarz (0)
Rybki po raz kolejny.
15:52 / 10.10.2004
link
komentarz (2)
1) Smrod wielkiego miasta.

2) Jak te stare kurwy ziajaja, to sie tylko zajebac chce. Siadzie taka i zieje nie w szybe, nie zakryje japy reka, tylko ziaja ci tak, ze choc siedzisz przed nia do niej tylem ustawiony, to czujesz, co na obiad jadla. Albo jak kolo innej siedzisz z boku, to tez nie bedzie ci taka ziajala w druga strone, tylko na kazde "wzdychniecie" odwraca gebe swa wprost na ciebie i wtedy ci zieje i psuje powietrze.

3) Ostatnie dwa wieczory calkiem udane, jednak reszta weekendu nudna.

4) Jutro kolejny dzien przerwy w "pracy", za to rozmowa w sprawie kolejnej. Nawet nie wiem, czego dokladnie sie tyczy, ale zaryzykuje.
01:05 / 10.10.2004
link
komentarz (2)
Dziewczyne kolegi dzis udalo mi sie spotkac. Pierwszy raz chyba zdazylo sie, ze nie byla niemila, czy tez marudna. Az dziw musze przyznac. Moze gdyby czesciej jej sie zdarzalo, to wszyscy nie darzyliby jej negatywnymi uczuciami w postaci nie-lubienia, a niektorzy nawet byliby do niej sympatycznie nastawieni.
18:31 / 09.10.2004
link
komentarz (1)
Tyle dobrego z dzisiejszego dnia, ze napisalem krotka prace na temat terroryzmu, ktora i tak do niczego sie nikomu nie przydala. Mialo byc pozytecznie, a jest bezuzytecznie.
16:17 / 09.10.2004
link
komentarz (2)
Weekend z dupy wysrany.
22:04 / 08.10.2004
link
komentarz (4)
Troche mnie chuj strzela. W sieci obecnie nic ciekawego sie nie dzieje. Na film nie mam ochoty, raczej bym gdzies wyszedl, jednak odstrasza mnie pogoda i zmeczenie. Spac oczywiscie nie ma isc sensu, bo jak to tak. Skoro jutro nie musze wstawac o 9, to dzis moge siedziec do pozna. No na dworze aby sie upewnic wlasnie sprawdzilem i kurwa pada. Jeszcze dosc niska temperature dzisiaj bym zniosl, ale spacer w deszczu mi sie nie usmiecha, a raczej chce mi sie gdzies na swierzym powietrzu lazic, anizeli siedziec. Krotko mowiac jesli nic sie ciekawego zaraz nie zacznie dziac, to dostane szalu. Co do soboty i niedzieli, to raczej pasowalaby mi szkola w ten weekend anizeli w nastepny. Te dwa dni jakos nie dostarcza mi wiele przyjemnosci z wolnosci, natomiast w przyszlym tygodniu zamiast szkoly o wiele bardziej wolalbym miec wolne. Niestety zajec nikt nie przeniesie o tej porze na jutro rano tylko i wylacznie na moje widzi-mi-sie. A szkoda.
21:45 / 08.10.2004
link
komentarz (0)
Kurewsko bezplodny ten dzisiejszy wieczor.
19:01 / 08.10.2004
link
komentarz (2)
Jesli uda mi sie tego nie spierdolic, to powinienem zyskac bardzo dobra kolezanke, a z czasem moze nawet przyjaciolke.
11:04 / 08.10.2004
link
komentarz (3)
Nowa kolezanka choc fajna, to juz prawie zajeta. Z reszta i tak by mi sie znudzila najdalej za pol roku.
21:09 / 07.10.2004
link
komentarz (2)
Tekts dnia: "Panie Władziu, tu się nie idzie, bo tu jeżdzą tramwaje. A później mnie do więzienia za pana wsadzą, tak?" Rozjebal mnie w proch :D
22:26 / 06.10.2004
link
komentarz (3)
I gdzie tu sprawiedliwosc, kiedy ja pracowac musze, a ulotkarze z Legnicy na basen jezdza?
21:42 / 06.10.2004
link
komentarz (0)
No to pierwszy dzien pracy za soba. Bardzo meczacy byl, ale mial wiele plusow :P Jutro powtorka z rozrywki. Jestem tak wykonczony, ze z checia podelektowalbym sie bezrobociem, gdybym nie musial zarabiac na zycie.
21:44 / 05.10.2004
link
komentarz (2)
Mniej wiecej miesiac potrzebowalem, aby powrocic do formy. Dobry ze mnie skurwiel :>
21:26 / 05.10.2004
link
komentarz (1)
"Star Wars Battlefront" wymiata w kazdym calu.
13:40 / 05.10.2004
link
komentarz (6)
Dzis Cunninlynguists i album "Will Rap For Food". Trzeci raz juz od rana :)
10:54 / 04.10.2004
link
komentarz (2)
Osz kurwa. Tekst, ktory wlasnie mnie rozjebal :D Ot taka zabawna filozofia: "Będzie padać, jeśli jeszcze nie zaczęło". Mistrz! :D
01:57 / 04.10.2004
link
komentarz (4)
No to perspektywa pracy jest. Zapierdol, choc jak zapewnia mnie nygus jeden, to raczej opierdalanie. Na pelnym etacie 750 netto. I to nie zadne lecenie w chuja, ale normalnie 8 godzin. Poza tym umowa o prace, a nie zlecenie, wiec taka pensja jest nawet nawet po odliczeniu wszystkich Zlodziejskich Urzedow Spolecznych (potocznie zwanych ZUS-em) i innych badziewii. Propozycja do przemyslenia.
00:24 / 04.10.2004
link
komentarz (0)
No to co do jednego przynajmniej zostalem samo z siebie uspokojony. I w zasadzie, to mam 3 rozne opcje. Trzeba tylko odczekac jeszcze troche czasu.
22:04 / 02.10.2004
link
komentarz (2)
Ozesz kurwa jego mac. Dzis padam. Spalem jakies 50 minut, po czym musialem wstawac do kurewskiej szkoly. Juz od samego rana bylo troche latania, pozniej w szkole raczej luzy. Jako, ze na zajeciach nie chcialo mi sie siedziec, to w odpowiedzi na propozycje wypadu na miasto wyskoczylem z jednym gosciem na obiad. Nie mialem dzis glowy do kreatywnych zadan na zajeciach, samo wyszukanie odpowiedniego miejsca, w ktorym mozna bylo zjesc bylo nie lada dla mnie problemem. Z reszta nie tylko dla mnie, bo ziomal mial podobne klopoty z percepcja hehehehe. Humor przez caly dzien mialem ogolnie nieco glupawy. Po powrocie z obiadu w szkole zostalem prawie do konca. Wysiedzialem ponad pol godziny na fotografii, na ktorej niestety prawie zasnalem ze zmeczenia. W czasie przerwy wyskoczylem ponownie na miasto celem odszukania jakiejs pepsi albo coli na pokrzepienie. Taki 30 - minutowy spacer nawet nieco mnie ozywil, ale nie na dlugo. Reszte fotografii przespalem co chwile budzac sie i zdajac sobie sprawe, ze akcja zdobywania numeru, a takze umawiania sie na wieczor na randke z pania od fotografii byla tylko krotkim snem. Po zakonczeniu zajec skoczylem jeszcze na zakupy do Leclerc'a. Jeden z klientow dosc zabawnie komentowal motyw "kasy do 10 - ciu artykułów"... "Kasa do 5 - ciu artykułów, tu jest do 10 - ciu, a gdzie jest kurwa do 15 - tu!?!" hehehe. Dobry byl ziom. W kazdym badz razie zakupy zalatwilem, wiec jutro jeszcze trawy zarl nie bede. Powrot do domu byl niezlym koszmarem. Autobus zajebany, ze nie bylo nawet gdzie stac. Goraco, duszno, a ja jeszcze w kurtce. Tak czy owak podczas tejze wesolej podrozy, podczas ktorej pasazerowie czesciej wsiadali niz wysiadali, Porkinson zwrocil moja uwage na fakt, iz pani od fotografii nie jest zamezna kobieta. Mnie sie zdawalo, ze 2 tygodnie temu na jej pieknym palcu widzialem obraczke, ten natomiast mi wmawial, ze dzis nic nie miala. Jeszcze pare rzeczy takich powiedzial, ktore swiadcza raczej o jej stanie wolnym, ze niby nie tylko nie ma meza, ale nawet faceta. No w takiej sytuacji, to ja chyba nie pozostane przy samym zainteresowaniu przedmiotem, ale i blizej zainteresuja sie ta pania. Szkoda, ze ten pajacyk nie powiedzial mi tego wczesniej. Wyzlopalbym chyba z 5 kaw na przerwie, zeby jakos funkcjonowac na zajeciach i nadawac sie do rozmowy zaraz po nich :> Dobra, podsumowaniem koncze pierdolic. Po prostu fajna babka i wyglada na jakies 25, wiec wiek tez mi nie przeszkadza :P A jutro moze zagram z kims w gre "w chuja" i zobaczymy, jak bardzo ktos jeszcze bedzie potrafil sie osmieszyc i upodlic zarazem.
07:41 / 02.10.2004
link
komentarz (0)
Z rana Gural i "Co to za miejsce"... ze tez nie zrzucilem sobie tego kawalka na droge :/
07:27 / 02.10.2004
link
komentarz (0)
"Każdej nocy walczyłem ze snem... bo kiedy śniłem, wracały wspomnienia klasztoru i zła, które je opanowało!"

Tak to kurwa jest, jak sie do kurwy nedzy czlek rozreguluje i chodzi spac nad ranem co noc. Pomimo, iz polozylem sie DZIS przed 3, to zasnalem dopiero po 5:30, a o 6:40 dzwonil po raz pierwszy budzik - celem 20 - minutowego rozbudzania mnie do godziny 7:00. No to dzis bede sie przemieszczal w stylu zombie. Moze jeszcze dla zabawy troche powyje... "Móóóóóózg! Jeeeeeść móóóóóózg!"
02:36 / 02.10.2004
link
komentarz (1)
Na zakonczenie:

"X (2:33)
sorry ze zabralam tyle czasu
Ja (2:33)
nie ma sprawy
Ja (2:33)
przynajmniej sie nie nudzilem"

Ciekawe, czy zrozumiala przeslanie zawarte w ostatniej wypowiedzi hehehehehe.
02:25 / 02.10.2004
link
komentarz (2)
Z cyklu nocne rozmowy na gg:

"X (1:30)
hej
Ja (1:30)
czesc
X (1:30)
jestem kamila z gdyni
Ja (1:31)
a ja Emil z nienacka"

albo niewiele pozniej:

"X (1:52)
musze ci cos powiedziec
(...)
X (1:53)
ale tak naprawde to mam 16lat
Ja (1:53)
czesc, jestem wojtek, tez mam 16 lat
X (1:54)
no kurde, robisz sobie ze mnie zarty"

No albo jeszcze moze to:

"X (2:05)
jakie bys chcial
Ja (2:05)
normalne, nie rob zadnej rozbieranej sesji przypadkiem
Ja (2:05)
zeby bylo widac twarz i cala posture
Ja (2:05)
kilka takich i kilka takich wystarczy w zupelnosci
X (2:06)
jak wolisz
X (2:06)
ale mam kilka w kostiumie
Ja (2:06)
w kostiumie moga byc
X (2:07)
czemu nie chcesz rozbieranych
Ja (2:08)
a po kiego grzyba mnie takie?
Ja (2:08)
przyslij zwykle, jak bede chcial ogladac cie nago, wtedy bede sie o to staral
X (2:09)
konkretny jestes
(...)
X (2:10)
ok, ale umowmy sie ze to ja do ciebie zagadam, ok
Ja (2:10)
jak bedziesz chciala sie rozebrac?"

A tak w ogole, to z kazda chwila weselej:

"X (2:14)
ale mam ochote na cos zwariowanego
Ja (2:14)
mhm
Ja (2:14)
skok w bok?
X (2:14)
no cos w tym stylu
Ja (2:15)
tak... i katalog publiczny: wroclaw to najlepszy sposob na to o 1 w nocy
X (2:15)
nigdy sie nie puszczalam,ale jestem ciekawa, czy by mi sie podobalo
Ja (2:16)
wiec idz do jakiegos baru niskich standardow i tam poderwij faceta
X (2:16)
na to nie mam odwagi
Ja (2:16)
szukanie okazji na gg o tej porze, a zwlaszcza z tak daleka to nie jest dobry pomysl
X (2:17)
pomysl byl inny
Ja (2:17)
mianowicie?
X (2:18)
nagie zdjecia, ale bez twarzy
X (2:18)
+
Ja (2:19)
co, mam ci wyslac takie swoje, tak?
X (2:19)
ty chyba nie pasujesz do mojego planu
Ja (2:20)
wybacz, sprobuje sie poprawic
Ja (2:20)
obiecuje jutro porobic sobie rozbierane zdjecia i ci wyslac
Ja (2:20)
jesli dorwe jakiegos psa, to beda tez fotki ekstra, chcesz?
X (2:20)
nie o to chodzi"

Poszedlbym juz spac, ale jeszcze chwile posiedze. Moze za chwile dowiem sie, ze dziewczyna szuka kogos, kto jej zrobi dzieciaka hehehehehe.
21:21 / 01.10.2004
link
komentarz (2)
Pilotowac Tie Fightera, kroczyc AT-ST, smigac scigaczem niczym Stormtrooper na Yavinie... nic tylko sie spuscic :P Szkoda tylko, ze mi sie to tak przycina :(
20:53 / 01.10.2004
link
komentarz (0)
Przygotowalem juz wszystko na jutro. Ale bardziej "boje sie" niedzieli. Kurwa.
15:36 / 01.10.2004
link
komentarz (3)
Nie ma to jak obudzic sie po 15. Tylko jak ja kurwa wstane jutro do szkoly? :D
04:50 / 01.10.2004
link
komentarz (5)
Kurwa mac. Zachcialo mi sie grac w "Star Wars: Battlefront" po nocy i takie mam efekty. 5 rano. Ide spac tylko dlatego, ze za 10 minut matka wstaje do roboty i znowu mnie opieprzy, ze nic nie robie, obijam sie tylko i jeszcze komp chodzi 24 godziny na dobe. No a rano jesli nie dostane zadnego smsa, to wstane pewnie o 14 albo i 15 :P
03:30 / 01.10.2004
link
komentarz (0)
Chyba jest dobrze. I jesli dalej tak bedzie oraz jeszcze lepiej bedzie, to tylko czekac. Tylko kiedy? I kogo bardziej to cieszy?
00:09 / 01.10.2004
link
komentarz (1)
Chorobsko od kilku(nastu) dni probuje mnie dorwac, a ja tylko czuje to pierwsze uczucie przeziebienia. Dzis niestety doszlo tez drugie uczucie - lekki bol glowy. Spierdalaj! Nie dam sie. Nie mam zamiaru zdychac przed kompem ani w lozku. I choc do szkoly najmniejszej ochoty nie mam jechac ani na to, co po szkole, to jednak nie chce opuszczac zajec, jak to robilem w zeszlym semestrze.
16:29 / 30.09.2004
link
komentarz (5)
Wu-Tang Clan - "Protect Ya Neck (The Jump Off)"
15:34 / 30.09.2004
link
komentarz (0)
Nie wiedziec czemu rana klota sprzed kilku dni dzis znow sie otworzyla.
12:35 / 30.09.2004
link
komentarz (1)
Zatem wstalem dzis wczesniej o jakies poltorej godziny niz zwykle. Stalo sie to za sprawa zbombardowania mojej komorki smsami. Ludzie niestety nie rozumieja, ze gdy zawsze wylaczalem telefony na noc, tak teraz zostawiam wlaczone, bo spodziewam sie waznego telefonu niestety o porze porannej. Tak czy owak wykorzystuja to, ze telefon jest wlaczony (choc nie dla nich) i pisza o takich pierdolach, jak przypomnienie mi o szkole w sobote (jakbym kurwa sam nie zdawal sobie sprawy, ze ten weekend mam przejebany). Takie byly pierwsze 2 smsy, szczerze mowiac chuj wie po co wyslane. Kolejny byl juz zarowno przyjemniejszy, jak i tresc bardziej ciepla. Pomimo, iz ostatecznie wyrwal mnie ze snu, to lepiej mi sie czyta podziekowania i buziaki od dobrej kolezanki, niz "ucz sie ucz" od starego, smierdzacego capa :> Dobra, starczy tych wywodow. Skoro wstalem wczesniej, to moze porobie cos pozytecznego.
03:02 / 30.09.2004
link
komentarz (2)
No to dzis ide odrobine wczesniej spac. Zmeczony jestem. Moze dzieki temu obudze sie ok. 13 :P No a niestety musze sie przestawic, bo w weekend szkola i bedzie trzeba wstac o 7, a nie o 14... shit :/
01:19 / 30.09.2004
link
komentarz (1)
Jeden malutki komplement i juz sa proporcjonalnie malutkie efekty. Oby tak dalej. Eldo - "Autobus 552".
01:17 / 30.09.2004
link
komentarz (0)
I znow noca "Plaża"... mmmmmm...
00:23 / 30.09.2004
link
komentarz (0)
Dwoch pisarzy w jednym filmie to stanowczo za duzo. Szesc lesbijek w jednym dramacie to tez za duzo.
16:42 / 29.09.2004
link
komentarz (2)
Praca, tak? W takim razie ciekaw jestem, ile z tego "ciagniesz".
03:52 / 29.09.2004
link
komentarz (3)
Lezac w lozku i przechodzac w stan snu. W sluchawkach "Plaża". Po raz setny ten kawalek rozjebal mnie w drobny mak. Wlasnie o tej porze, znajdujac sie w stanie "zasypiania" ten joint wywolal zajebiste uczucie spokoju i takiego jakby opanowania. W duzej mierze ze wzgledu na bit. Nieco szerzej ujmujac, to po raz kolejny nie tylko ten jeden kawalek, ale cala "Eternia" rozbraja mnie dosadnie. No prawie cala, bo "Oryginalny Pilsner" od samego poczatku nie trafil w moje gusta. Ot taki jak dla mnie jeden niewiele znaczacy minus drugiej solowki Eldoki :)
02:47 / 29.09.2004
link
komentarz (2)
Czy jesli zaczne robic popcorn o tej porze, to nikogo nie obudze?
01:09 / 29.09.2004
link
komentarz (0)
A za chwile powtorka ze wczorajszej akcji, czyli wyslanie "filmow po kablu" :D
18:24 / 28.09.2004
link
komentarz (0)
Przed chwila znacznie poprawilem komus humor. Az samego mnie to uszczesliwilo :)
13:54 / 28.09.2004
link
komentarz (0)
Nie no ostatnioa wypowiedz doslownie zjebala mnie z krzesla na podloge. Alez mam ubaw :D
13:51 / 28.09.2004
link
komentarz (0)
Z niektorymi naprawde ciezko jest sie dogadac. Ale w tym na przyklad przypadku az mnie smieszy. Po prostu hahaha!
03:17 / 28.09.2004
link
komentarz (2)
A noca Westside Connection i "Potential Victims". Tez dobry kawalek gowna :)
00:22 / 28.09.2004
link
komentarz (6)
No to na wieczor cos glupiego do zrobienia. Jako, ze nie chcialo mi sie isc do drzwi, a do okna mam blizej, to sasiad mieszkajacy 2 pietra nade mna spuscil wloczke, ja przywiazalem do niej plytki i ten sobie to wciagnal spowrotem. Zaiste musialo to wygladac glupio z dworu.
21:17 / 27.09.2004
link
komentarz (1)
Na wieczor Westside Connection - "Gangsta Nation".
12:05 / 27.09.2004
link
komentarz (8)
Gienek jak zwykle ma zbyt wysokie mniemanie o sobie. Czy on z tego kiedys wyrosnie?
01:47 / 27.09.2004
link
komentarz (0)
Hmm no ale co dalej? Na dalsze ogladanie tego obrazu dziwnej propagandy nie mam psychicznie sily, na pisanie weny, na czytanie oczy mnie bola, na spanie przeszkadza mi bezsennosc, a na spokojna egzystencje za bardzo marudze. A co w dzien? Znow wizyta na poczcie i quest do wykonania - "wyślij paczkę". Wspolczynnik szczescia mam przynajmniej na tyle wysoki, ze nie bedzie to paczka za pobraniem, a zwykla wysylka cegly w pudle. Jesli policza mi w miare tanio, to wysle nawet priorytetem. A moze nawet "ostrożnie". Tak czy owak juz czuje to podekscytowanie na sama mysl o tym, co nowego zobacze na poleczce z asortymentem. Moze juz bedzie chleb do kupienia, choc na dzien dzisiejszy to musze uzupelnic zapasy musztardy i ketchupu. W zasadzie, to jezeli na poleczce nie bedzie, to moze w magazynie maja, wiec zapytam.
01:38 / 27.09.2004
link
komentarz (0)
Kurwa, co za propaganda!?!
12:37 / 26.09.2004
link
komentarz (1)
Kolejna rana klota, otwarta, tym razem mniejsza, krwotok co prawda zewnetrzny i nawet bardziej wewnetrzny, lecz juz nie tak intensywny.
02:43 / 26.09.2004
link
komentarz (3)
Jako, ze jutro wypadaloby wstac tak w okolicach 13, to nie ma co przedluzac i lepiej isc juz spac. Moze jeszcze poczytam odrobine przed snem, ale nocne granie, badz tez kolejny film nie wchodzi juz teraz w rachube. Pisac natomiast mi sie nie chce, co troche mnie martwi, bo nie napisalem nic od zeszlej soboty. Mysle jednak, ze nadrobie na poczatku przyszlego tygodnia.
20:33 / 25.09.2004
link
komentarz (3)
Piździ.
15:16 / 25.09.2004
link
komentarz (0)
Rany klote, otwarte, krwotok zewnetrzny.
03:15 / 25.09.2004
link
komentarz (2)
Nie chce mi sie, chyba pojde spac.
20:10 / 24.09.2004
link
komentarz (2)
"Krótki film o zabijaniu" :P
02:59 / 24.09.2004
link
komentarz (2)
Ło, ale mam sranie po tych wczorajszych frytkach. Na calego :D
02:44 / 24.09.2004
link
komentarz (0)
I ustaw tu sobie Nocnego Marka w katalogu, to cie jednego wieczora przynajmniej 2 osoby wylapia. Ciechoroba. Przynajmniej raz mamy Kołobrzeg, a raz nie jest to Śródmieście.
02:27 / 24.09.2004
link
komentarz (2)
Ja to mam kurwa szczescie. Nie dosc, ze caly czas ten sam rejon, doslownie kurwa trojkat bermudzki, to jeszcze do tego behemoty jakies.
00:51 / 24.09.2004
link
komentarz (0)
Przegladalem wlasnie stare fotki z wypraw sluzbowych i nie tylko. Troche sie usmialem. To byly czasy :)
19:29 / 23.09.2004
link
komentarz (4)
Bo na trzebnickiej poczcie, jesli nie znamy procedur, to musimy spedzic 60 minut, zeby wyslac paczke za pobraniem. Natomiast jesli o asortyment sprzedazowy chodzi, to do oferty doszly duze pudelka zapalek po 70 groszy oraz woreczki sniadaniowe.
04:08 / 23.09.2004
link
komentarz (0)
A o "cudach" na poczcie, to moze napisze rano.
03:31 / 23.09.2004
link
komentarz (0)
Inteligentne dyskusje w srodku nocy - to chyba jednak nie dla mnie :P
03:19 / 23.09.2004
link
komentarz (0)
A moze stary, sprawdzony sposob jest jednak najlepszy?
03:11 / 23.09.2004
link
komentarz (0)
Tak... ja i pauza. Pierdolony Nocny Marek ze mnie i pauzy nie bedzie. Ot co!
02:29 / 23.09.2004
link
komentarz (0)
I znowu dostalem "sieciowego" szalu. Nie ma to jak opcja "search" i "add", a pozniej tyle tego jest, ze sam nie wiem co jest co hehehehe. A tak poza tym tematem, to jakies takie zgagowate mnie meczy w przelyku.
01:23 / 23.09.2004
link
komentarz (0)
Aa! Zapomnialbym. Mialem dalej pisac. Tylko gdzie jest moja wena?
01:21 / 23.09.2004
link
komentarz (0)
Nieee, ja juz stracilem wiare w taka polityke.
15:25 / 22.09.2004
link
komentarz (4)
A moze kilkumiesieczna, a przynajmniej kilkutygodniowa pauza wyszlaby mi na dobre?
14:06 / 22.09.2004
link
komentarz (0)
Wyjatkowo natretny Krzysiek z Koniowa.
00:13 / 21.09.2004
link
komentarz (0)
Noca Eminem - "The Kids". Fajny bicik nawet, zwlaszcza fragment w czasie refrenu.
23:23 / 20.09.2004
link
komentarz (0)
Kolejny krok podjety. Ktoras z opcji powinna sie nadac :>
00:21 / 19.09.2004
link
komentarz (0)
Sobota niewatpliwie byla dniem udanym. W szkole nie bylo wybitnie nudno - najpierw za sprawa tego, ze zajalem sie po prostu pisaniem swoich prywatnych "rzeczy", a pozniej po prostu byly ciekawsze zajecia. Zwlaszcza z pania od fotografiki... ech wspaniala kobieta. Jest taka utalentowana, taka ladna, ma bardzo mily glos i ciekawie opowiada :P Po szkole poznalem kolejna calkiem mila osobe, ale czy jeszcze kiedykolwiek ja zobacze i w jakich to bedzie relacjach, tego nie wiem. Wiem natomiast, ze mi cos odbilo i kto wie, czy to w koncu nie bedzie mialo "tragicznego" finalu :P Po powrocie ze szkoly okazalo sie, ze przyjechal chrzestny. Standardowo - 20 minut pierdolenia z jego strony o jego kapitalistycznych pogladach, a finalnie 100 w lapsko i banan na moim ryju :D Nie ukrywam, ze ten pieniadz bardzo teraz mnie ratuje z opresji, gdyz w ciagu dnia wyszlo jeszcze na to, ze potrzebuje o jakies 500 zl wiecej niz przewidywalem. Stajac na glowie poznym wieczorem jakos wszystko wykombinowalem tak, ze w cudowny sposob polacze wydatki i zamowie po prostu troche mniej plytek. Zamiast 500 sztuk wezme 200 albo 300 jak dobrze pojdzie, co przy oszczednosci powinno mi wystarczyc do najblizszej potencjalnej wyplaty, jesli w koncu rusze dupsko i przyjme jakas dostepna oferte roboty. Wracajac jednak do tematu, to ten arcycudowny dzien popsulo mi tylko w niewielkim stopniu male spiecie z kumplem, co on jednak dziwnie okreslil na koniec rozmowy "wkurwiles mnie, spadam". Chyba troche za bardzo sie uniosl, zwlaszcza, ze przeciez wielkiej krzywdy mu nie wyrzadzilem, a jemu i tak w rezultacie wszystko na jedno by wyszlo. Kto wie, czy nawet nie lepiej. No ale trudno sie mowi, jutro i tak sprawa bedzie "nieaktualna", wiec dobrze jest. Jutro znow szkola i choc rano sie wkurwilem, ze plan ulegl zmianie - okazalo sie, ze niepotrzebnie tak wczesnie jechalem, bo mialem 2 angielskie, wiec moglem przyjsc na 11 oraz co mnie bardziej rozdraznilo, to fakt, iz w niedziele nie mam zajec do 13, a do 18, a co wiecej, to mam 2 godziny z jebanego rysunku i 6 z grafiki komputerowej. Nie wiem, czy wytrzymam tyle w sali pelnej komputerow. Komputery przeciez wytwarzaja jakies takie pole, nie wiem co dokladnie, nie znam sie, ale zawsze przestrzegali uczeni, ze nie wolno przesiadywac przy komputerze wiecej, niz 15 minut dziennie, a co dopiero przy tylu komputerach. Ja oczywiscie bardzo dbam o zdrowie i nie moge sie narazic na promieniowanie, czy co tam z tego emanuje, wiec zapewne spierdole po 2 godzinach, zwlaszcza, ze sprawy mam do zalatwienia jutro, hehehehehe. Ok, zawijam do wyra. "Good fight, good night".
22:29 / 18.09.2004
link
komentarz (2)
Zakochalem sie dzis w pani wykladowczyni od zajec z fotografii. Teraz zaluje, ze opuscilem zajecia 2 tygodnie temu.
22:04 / 17.09.2004
link
komentarz (0)
Tak... przesiedz caly wieczor w domu z opisem "w co się ubrać?" i zalamuj rece, az sie impreza skonczy. Buehehe.
23:18 / 16.09.2004
link
komentarz (4)
Wlasnie uswiadomilem sobie fakt, ze nie wszystko da sie zrobic bezposrednio. Niektore cele trzeba osiagnac posrednio. Wiec nie zawsze musze przechodzic przez te otwarte drzwi, czasem lepiej isc droga okrezna i do tego jeszcze poszukac kluczy do zamknietych drzwi w tej dluzszej drodze. Przynajmniej tam jeszcze nikt nie dotarl i nie bedzie na mnie czekal pusty pokoj.
15:54 / 16.09.2004
link
komentarz (0)
Odnosnie naszej wspanialej poczty. Cwaniaki wziely sie na sposob i juz nie ma dlugopisow przy okienkach, zeby uzupelnic jakies brakujace slowo, kiedy czegos nie wpisalismy. Nie mozemy juz ot tak sobie pozyczyc dlugopisu od pani w okienku, zeby podpisac koperte, czy paczke. Teraz na naszej cudownej poczcie mozna jedynie kupic dlugopis za 35 gr. Niewazne, ze potrzebujemy napisac jedno slowo, czy adres, musimy dac zarobic poczcie. Na szczescie nie mnie to dzis spotkalo i na szczescie ja na poczte ide przewaznie posiadajac przy sobie dlugopis. Ale jesli o handel w tejze instytucji chodzi, to dlugopisy to tylko jeden artykul, jaki oferuje nam trzebnicka poczta. Nieco dalej jest polka, a na niej tak wspaniale artykuly, jak 2 wagony papierosow L&M oraz 2 wagony papierosow Sobieskich. Wszystko to stanowi jakby ramke do kalendarzy i gazetek o papiezu. Faktycznie kompozycja dobrana z pomyslem, nie ma co. I zastanawia mnie jeszcze tylko jedno. Kiedy na poczcie bede mogl kupic chleb, bulki i kieUbase, bo choc do sklepu mam niedaleko, to na poczte blizej. Poza tym w najblizszym spozywczaku nie sprzedaja kieUbasy.
13:12 / 16.09.2004
link
komentarz (0)
Krzysiek z Koniowa.
23:53 / 15.09.2004
link
komentarz (0)
O cholera, mam ogromna ochote na swiezego bulasa z kawalkiem kieUbasy, a do popicia Coca-Cola (nawet nie Pepsi). Chyba jutro z rana dam upust swym zadzom i udam sie na zakupy. A co mi tam, i tak musze wstac o 10 i wyjsc na miasto, a sniadania nie bedzie, bo lodowka pusta.
23:51 / 15.09.2004
link
komentarz (1)
Dokladnie tydzien - tyle tylko potrzebowalem. Faktycznie dramat sie wydarzyl, ze w ciagu tygodnia potrafilem sie podniesc i zaczac od nowa. Ha ha! Moze troche to nie pasuje, ale i tak przytocze cytat towarzyszacy niezmiernie zabawnej scenie: "Who's the bitch now?".
14:56 / 15.09.2004
link
komentarz (3)
No i prosze, sa efekty. Obudzilem sie 20 minut temu.
05:26 / 15.09.2004
link
komentarz (0)
Kurwa mac mialem isc spac ponad godzine temu. Biore ksiazke i ide czytac.
04:10 / 15.09.2004
link
komentarz (0)
Rozregulowuje sie calkowicie ostatnio. Spie coraz dluzej, przez co w dzien chodze niczym zombie, nieustannie zaspany, ociezaly i w ogole nic mi sie nie chce. W nocy dopiero mi przechodzi i siedze do pozna przed kompem. Niestety z nocy na noc do pozniejszej godziny. Dzis bylo tyle w tym dobrego, ze dokonczylem conieco w swoim projekcie, dzieki czemu stal on sie troche obszerniejszy :) A co rowniez mnie cieszy, to fakt, iz nie jest to nawet polowa tego, co mam w zamysle, wiec jesli nadal bede mial taki zapal i wene do tworzenia, to finalnie powinno powstac cos calkiem obszernego :) Dobra, dosc pieprzenia. Pora isc spac.
13:39 / 14.09.2004
link
komentarz (0)
Dzien rozpoczalem od malego prania. Pogoda zapowiada sie calkiem ladna i w normalnym trybie zycia powinienem sie cieszyc. Dzis jednak mam to gleboko w dupie, bo piekna pogoda i tak mi do niczego nie jest dzis potrzebna, wiec to, czy bedzie lalo, czy bedzie slonce prazylo jest mi calkowicie obojetne :) I tak nie mam potrzeby wylazic z domu.
00:16 / 14.09.2004
link
komentarz (0)
Filmik wieczoru, bardzo zabawny. Polecam "Dragostea Din Tei" w nowym, o wiele lepszym wykonaniu. No clip oczywiscie, bo piosenka dalej ssie. Pobierz i sprawdz.
20:01 / 13.09.2004
link
komentarz (2)
Brr jak zimno. Zatrudnie mila, ladna pania do ogrzania.
03:17 / 13.09.2004
link
komentarz (0)
A jednak. Dziewczyna, o ktorej pisalem 2 notki temu, ta co to sie zegnalem z nia kiedys tak namietnie (jesli biorac pod uwage stopien naszej znajomosci). Tyle, co o niej napisalem, bo tak jakos mi sie dziwnie przypomnialo, a juz po kilku minutach calkowicie przypadkowo natrafilem na nia gdzies w sieci. Coz za zbieg okolicznosci - buszuje sobie po stronach, bo nie moge spac, wlazlem gdzie sie juz tylko dalo, finalnie zajrzalem na fotke cud i przegladajac po kolei zbiory lasek z dolnoslaskiego natrafilem na w/w Anetę. Szkoda tylko, ze podany nr gg jest bledny. Oj szkoda.
02:53 / 13.09.2004
link
komentarz (0)
Niech mnie kule bija! Nie moze byc.
02:43 / 13.09.2004
link
komentarz (0)
Kurde hehe. Przypomnialo mi sie takie calkiem nieistotne. Facet siedzi i krzywo sie patrzy. Poznalem go po pijaku 2 godziny wczesniej, a teraz obsciskuje sie z jego dziewczyna i w ogole jakies cmoki. Po chwili Ja mówiej to samo, tyle, ze on poznal tych ludzi nieco wczesniej. A od tamtej pory ich ani razu nie widzialem - ani faceta ani dziewczyny. Pamietam, ze Aneta miala na imie, a facet to byl chyba Rafał, ale tego nie jestem pewien. Alez dziwne zdarzenie ze wzgledu na to, ze nie wiem po dzis dzien czemu tak, co z czym i w ogole. Smiac mi sie chce. Ha ha ha!
02:30 / 13.09.2004
link
komentarz (0)
Nocna zmula.
00:46 / 13.09.2004
link
komentarz (0)
Skonczylem kampanie Terran. Pora na Zergów :>
22:16 / 12.09.2004
link
komentarz (0)
Miasto. Smutne jak pizda, ale miasto.
18:19 / 12.09.2004
link
komentarz (0)
Lato w tym roku bylo jakies bezplciowe. Malo bylo cieplych dni, a teraz juz jest pogoda z dupy wysrana. No to przed nami kilka miesiecy zimna i nadmiernej wilgoci. Przynajmniej chetniej do domu w takie dni wracam.
13:45 / 12.09.2004
link
komentarz (0)
Chcialbym poznac w najblizszym czasie ta dziewczyne, ktora snila mi sie dzis w nocy :P A poza nia mialem pelno zryciorow niestety.
13:34 / 12.09.2004
link
komentarz (0)
I po raz kolejny wielki zapal przerodzil sie w "ja nie jade". No to w piatek nie bedzie imprezy.
23:48 / 11.09.2004
link
komentarz (0)
Zasade bardzo dobrze znam. Z konsekwencji tez doskonale zdaje sobie sprawe. A co? A pomimo to wiem, ze istnieje duze prawdopodobienstwo na dokonanie przeze mnie takiego wyboru. Wiem, ze jesli tak postapie, to bede zalowal. Mam nadzieje, ze znajdzie sie ktos, kto wylowi mnie po raz drugi z tej samej rzeki.
18:28 / 11.09.2004
link
komentarz (0)
1) Niby spokojnie, nic sie nie dzieje, niby wszystko dobrze, a przynajmniej neutralnie. Niewiele ode mnie chca. Prawie takie nic. Wrecz nawet urozmaicenie chwilowego siedzenia i nic-nie-robienia. A jednak nerwy mnie ogarniaja. Ot tak bez powodu. Jest spokojnie, wiec po co mi to zaklocac? Cisza. Nie ma mnie.

2) Siedzac i zbijajac baki wpadlem na pozornie glupi pomysl. Co by sie dzialo w praktyce? Tego nie wiem. Nie wiem tez, czy taka maskarada nie zostalaby odkryta. Nie wiem, jakie rezultaty by przyniosla. Zdaje sobie doskonale sprawe, ze nawet jesli udaloby mi sie zrobic pare osob w jajo, to tez nie byloby pewnosci, co do... hmm jakby to okreslic... co do pozytywnego przebiegu zdarzen. Najprawdopodobniej najwiekszy wplyw na wszystko beda mialy stany mojej psychiki i zdolnosci psychiczne (nie mylic z "psioniczne"). Zobaczymy co przyniesie przyszlosc.
18:04 / 11.09.2004
link
komentarz (0)
Ja jestem niesmialy? A ty myjesz glowe Ludwikiem.
00:18 / 11.09.2004
link
komentarz (0)
Wieczorne wyjscie z Marcelim nawet nie takie zle. Wkurwienie niemalze calkowicie mnie opuscilo. Nieoficjalnie dowiedzialem sie tez o koncercie Łony, ktory podobno ma sie odbyc dnia 15 pazdziernika. Marceli zawsze lubil zmyslac, ale tez czasem mowil prawde. Jesli i ten koncert faktycznie ma sie odbyc, to zajebiscie. Oprocz info o koncercie uslyszalem tez bajeczke o darmowych biletach - jak to w opowiesciach Marcelego zawsze bylo - czesc byla prawdziwa, a dalsza czesc zmyslona. Mozliwe zatem, iz koncert sie odbedzie, ale bilety bedzie trzeba sobie kupic samemu hehehe.
20:45 / 10.09.2004
link
komentarz (0)
Dzis: miasto noca - wkurwiajacy widok.
23:15 / 09.09.2004
link
komentarz (4)
Poczatkowo mial byc to prosty eksperyment. Wszystko szlo dobrze, a nawet za dobrze. Bylem zbyt ambitny i moje ambicje mnie przegonily. Jednakze praca byla bardzo owocna i wszystko zapowiadalo na to, iz podolam wyznaczonemu sobie zadaniu. Tak sie jednak nie stalo. W pewnym punkcie utknalem, wyniki eksperymentu byly calkiem odmienne, niz chcialem. Nic nie pomagalo. Kiedy juz mialem zaniechac badan, skorzystalem z ostatniego dostepnego srodka. Doslownie w ostatnim dniu cos ruszylo dalej i postanowilem wznowic prace. Wszystko ukladalo sie teraz jak nalezy, wrecz az za dobrze. Dlaczego za dobrze? Bo nie zauwazylem pewnych odchylen. Nie zauwazylem tego na czas i wszystkie badania, wszystkie wyniki, caly ten pierdolony eksperyment chuj strzelil. Szkoda troche tych kilku miesiecy badan. Normalnie nie byloby szkoda. Ale to normalnie. A ja niby ucze sie na bledach, ale bardzo powoli i opornie. I chocbym cale swe laboratorium wysadzil w powietrze mieszajac nieodpowiednio skladniki mikstur, to nastepnym razem zapewne doprowadzilbym do takiego samego, albo nawet jeszcze wiekszego wybuchu. Bo dalej mieszalbym to samo i dalej zapomnialbym, ze nie mozna. Eksperyment nieudany. Pora znalezc nowy obiekt doswiadczalny i zaczac prace od nowa. Przynajmniej wiem, co zostalo pochwalone w mojej pracy i o co martwic sie nie musze.
22:42 / 09.09.2004
link
komentarz (0)
I kolejna piosenka. Jej tresc moze nieco odbiega od tego, co akurat mi chodzi po glowie, ale ogolny sens jest bardzo podobny. Jak slodko byc idiota...
"Jak słodko być idiotą
Potulnym niczym krowa,
Zbyt małym, by słońce schować
Drażniącym w swej śmieszności
Ludzi serdecznych lecz o niepoprawnej ostrożności
Jak słodko być idiotą
Napełniać własny mózg radością
Dzieci śmieją ze mnie się
Odwetu nie bojąc się
Przecież nie odpowiem na to złością.
Jak słodko być idiotą
Jak słodko
Gdy uliczką przechodzę
Do wszystkich uśmiecham się
Lecz nagle - ten krzyk
Wdziera się w moje sny
Fi fa fo fim
Czuję krew w azylu mym.
Hej ty!
Ty pedanciku!
Mózgu w tobie tyle, co w zdechłym chomiku
Wyobraźni tyle masz, co pole kempingowe
Lecz wciąż cię kocham
Wciąż kocham
Jak słodko być idiotą
Jak słodko
Jak słodko
Jak słodko"
19:00 / 09.09.2004
link
komentarz (1)
Szukalem "Efektu" Fenomenu i znalazlem prawie na samym dnie mojej wiezy zbudowanej z kilkudziesieciu plyt. Jako, ze wyciagniecie ow plytki stwarzalo nie lada ryzyko zburzenia calej niestabilnej konstrukcji, postanowilem wreszcie tu posprzatac :)
08:12 / 09.09.2004
link
komentarz (5)
Wiec analogia jest taka (jesli dobrze uzylem tego slowa), ze dostrzeglem pewne podobienstwo miedzy soba i Ja mówiejem, a dokladnie w pewnej sytuacji. No to sie az usmialem przed snem, a pozniej nie moglem do pozna zasnac. Nastepnie przypomnialo mi sie jeszcze cos sprzed ponad roku - nawet czasowo sie zgadzalo, jesli chodzi o czas trwania. Ponownie smiac mi sie zachcialo. Finalnie meczylem sie przed zasnieciem, a dzis o 7 pobudka. Shit.
00:44 / 09.09.2004
link
komentarz (0)
Przede mna ciezka noc :/
00:18 / 09.09.2004
link
komentarz (0)
Gdyby ktos napisal o mnie ksiazke, na podstawie moich odczuc, moich przezyc, nastawienia do swiata, itd., to niewatpliwie ksiazka ta bylaby lektura znienawidzona przez licealistow. Ot moje mniemanie o sobie w wydaniu ksiazkowym.
00:04 / 09.09.2004
link
komentarz (1)
Nosz kurwa mac, nawet w glupiej bajce by sie bez tego nie obeszlo. Ochujac idzie.
23:20 / 08.09.2004
link
komentarz (2)
Wiec generalnie to pomysl na sobotni i niedzielny wieczor dnia 18 i 19 wrzesnia mam - akurat po szkole. Tylko zeby jeszcze ktos sie dal namowic na ten pomysl.
23:10 / 08.09.2004
link
komentarz (2)
Cos mi sie wydaje, ze dzis w nocy bede mial spore problemy z zasnieciem. To chyba nie bylo tylko takie ot i juz po wszystkim. Noca Jimmy Smith i "Suicide is painless" - niesmiertelny jak dla mnie kawalek.
22:14 / 08.09.2004
link
komentarz (0)
A teraz ladna piosenka, ktora chodzi mi po glowie od kilku dni:
"Siądź mi na twarz i powiedz, że mnie kochasz,
Siądę i ja i też tak powiem ci.
Uwielbiam słuchać twoich słów,
Gdy głowę trzymam w cieple twoich ud,
Rozpalasz mnie!
Siądź mi na twarz i poddaj się mych ust rozkoszy,
Siądę i ja, szczerze tak kochając cię.
Życie piękne możemy mieć w tej pozycji sześć-dziewięć
Siądźmy więc na twarzach swych w zapomnieniu tracąc się
Zaspokójmy żądze swe."
20:19 / 08.09.2004
link
komentarz (0)
Zatem ciag filmow ostatnio obejrzanych, muzyka kojarzaca sie zarowno z czyms bardzo dla mnie waznym i wrecz z checia pochlanianym, choc nadal przynoszacym na mysl zle wspomnienia, a takze wydarzenia, ktore mialy miejsce (jakby sie dobrze zastanowic) w ciagu ostatnich kilku tygodni. To wszystko pieknie zlozylo sie na jedno. Jakies wnioski? Otoz nie. Zero rozkmin, jebac to i szukac nastepnej szansy, ktora zaprzepaszcze. Bo niby ucze sie na bledach, a z tej nauki i tak nic nigdy nie wyciagam. No prawie nigdy. Toporny ze mnie uczen.
11:17 / 08.09.2004
link
komentarz (4)
Po trwajacym ponad 37 dni powolnym procesie pobierania jednego pliku z sieci, sciaganie zostalo ukonczone. Tak to jest, jak sie sciaga cos przez emula, cos duzego, co zazwyczaj nie ma wiecej niz 3 osoby, a sami jestesmy na pozycji 1900 w kolejce, albo calkiem poza kolejka. Sciagniecie takiego pliku w calosci niewatpliwie wymaga ogromnej wytrwalosci i cierpliwosci.
02:16 / 08.09.2004
link
komentarz (0)
Zdecydowanie za duzo filmow ostatnio o zblizonej tematyce, a przynajmniej z wytluszczonym tym jednym motywem. Od czasu do czasu nawet fajnie cos takiego obejzec, ale co za duzo to nie zdrowo. Jutro dla odmiany nietypowe, z uwagi na rzadkosc, kino. Ale pewnie tez bedzie ten motyw w nim zawarty, choc jesli tak, to spodziewam sie go z calkiem innej strony. I tak nawet moze dobrze na mnie wplynac.
20:28 / 07.09.2004
link
komentarz (0)
Wiec jezeli chodzi o rozmowy telefoniczne wykonane w dniu dzisiejszym, to nie bylo zadnych. Wszelkie proby dodzwonienia sie konczyly sie niepowodzeniem. I tak juz od rana jak o 13 sie obudzilem tak do teraz. Dalej nawet nie probuje, jutro zadzwonie gdzie trzeba.
13:34 / 07.09.2004
link
komentarz (0)
No to dzisiaj pospalem do 13. Az sie sam sobie dziwie, ale i szczesliwy jestem. A teraz przyszedl Krzychu, wiec koniec spokoju :>
22:52 / 06.09.2004
link
komentarz (2)
Damn! Nie moge dluzej czekac!
18:35 / 05.09.2004
link
komentarz (0)
Dzis w szkole wysiedzialem nieco dluzej. Mianowicie jakies 3,5 godziny. Moze nastepnym razem wysiedze nawet na polowie zajec :P
23:50 / 04.09.2004
link
komentarz (2)
I moze jeszcze odrobine o filozofach:
"Hegel twierdzi, że rzeczywistość to tylko aprioryczny dodatek do etyki, Kant za pomocą imperatywu kategorycznego stwierdza, że ontologicznie bytują one tylko w wyobraźni, a Marks twierdzi, że był spalony!"
22:41 / 04.09.2004
link
komentarz (0)
Pozwole sobie zacytowac:
"Immanuel Kant to był flaszki fan
I się rzadko pionu trzymał
Heidegger, Heidegger pijacką klepał biedę
Często więc pod stołem kimał
A David Hume chlejąc tylko rum
Przepił Schopenhauera i Hegla
Zaś Wittgenstein - browarniany cham
Nie pijał więcej od Schlegla
A dla Nietzschego nie było niczego
Czego nie umiał unieść w dłoni
Zaś Sokrates, jak zwykle on, zawsze był wpieniony
John Stuart Mill z własnej woli pił
A po ćwiartce shandy w łóżku gnił
Platon - wierzcie weń, zanim padł jak pień
Skrzynkę whiskey spijał w każdy dzień
Zaś Arystoteles pijał co niedzielę
Hobbes wychylał sobie z gestem
A Rene Descartes, kiedy miewał fart,
Mawiał: 'Piję, a wiec jestem!'
Szczególnie nam brakuje tam pana Sokratesa
Choć wciąż myślał
To kiedy chlał, pusta była jego kiesa."
21:43 / 04.09.2004
link
komentarz (0)
Pierwszy dzien w szkole. Na zajeciach wysiedzialem jakies 75 minut. Chociaz trwaly od 9 do 17, ja opuscilem mury szkoly mniej wiecej ok. 10:20. Ciekawe, ile jutro wytrzymam :P
07:21 / 04.09.2004
link
komentarz (2)
Chyba nie trudno zgadnac, jakie slowo pierwsze padlo dzis z moich ust, kiedy o 7:00 zadzwonil budzik.
01:16 / 04.09.2004
link
komentarz (0)
Pomysl wciaz w realizacji. Idzie mozolnie, ale rezultaty mi sie podobaja. Pytanie jeszcze, jak zostanie przyjete publicznie. No ale moze pytanie to zostawie na czas, kiedy (jesli) realizacja dobiegnie konca. A jutro do szkoly. I gdyby nie nadzieja na pozytywny aspekt dnia, zapewne juz dzis bym sie wkurzal.

Noca "Wrota Baldura". Wczoraj zaczalem czytac i dalem rade tylko z pierwszym rozdzialem. Niestety nie odstawilem ksiazki z powodu przemeczonych oczu, glowna przyczyna byly cholerne pierdoly. Jesli dobrze wywnioskowalem, to autor ksiazki (bodajze Philip Athans, jesli dobrze pamietam) gral w komputerowa wersje "Baldur's Gate". Oczywiscie ksiazke mogl napisac po swojemu, czy to zgodnie ze scenariuszem, w jaki on przeszel te gre (jesli przeszedl i jesli faktycznie gral), czy tez conieco zmienic po swojemu. W porzadku - taka opcje dopuszczam. Ale nie mozna zmieniac calkowicie pewnej istotnej czesci! W grze glowna postac byla niedoswiadczonym mlokosem, ktory w zyciu nie wysciubil nosa poza mury Candelkeep. W ksiaze Abdul (jesli sie nie pomylilem) - bo tak ma na imie glowny bohater - jest wypakowanym najemnikiem, ktory od lat siedzi to we Wrotach Baldura, to w Athkatli i od czasu do czasu rozgramia bandziorow w drobny mak. No cos tu jest nie tak. Pozniej - owszem, mozliwa jest taka opcja, ale nie zanim Gorion polegl. Nie mowiac juz o opisaniu "pierwszej akcji" z gry. Ale na razie nie bede sie rozpisywal o roznicach. Mam nadzieje, ze ksiazka mi sie spodoba i choc na razie jestem bardzo zniesmaczony po tych kilku pierwszych stronach, to nie oceniam jeszcze.
PS. Nie pamietam zadnego gadajacego pajaka.
22:02 / 03.09.2004
link
komentarz (0)
"Ja jutro nie jade tylko w poniedzialek" - o takiej tresci dostalem smsa od Krzycha. Chcial przyjechac dzisiaj o 8 rano, ale dla osoby otwierajacej oko standardowo po godzinie 11, tak wczesna pobudka nie wchodzi w rachube. Kazalem Krzychowi przyjechac wlasnie jutro. Jako, iz moim obowiazkiem jest udac sie do szkoly, to pobudka jakies 20 minut wczesniej nie zrobilaby mi roznicy, aby przyjac tego wczesnoporannego wariata. Niestety Krzychu jutro nie przyjedzie - jak to oznajmil w krotkiej wiadomosci tekstowej i zapewne obudzi mnie w poniedzialek o 8. No to bedzie sie chlopaczyna dobijal 20 minut, bo ja tak predko nie wstane.
14:52 / 03.09.2004
link
komentarz (0)
Przerwa. Pomimo wrecz pchajacej sie na chama okazji, nadal przerwa. Nie hulaszcze.
12:24 / 03.09.2004
link
komentarz (0)
Jedna z norm UE powinien byc wyrazny zakaz sprzedazy obesranych kurzym gownem jajek.
12:14 / 03.09.2004
link
komentarz (0)
Tradycyjnie juz dzien rozpoczal sie o 11. Toaleta, telefon i wylegiwanie sie w lozku, ostatnie minuty zanim na dobre wstane. I juz jest po 12. I tak dzien w dzien godzina stracona na pieprzenie o wszystkim i o niczym przez komorke. Jesli wierzyc w rakotworcze dzialanie telefonow komorkowych, to mozliwe, ze dla mnie to stanowi zagrozenie. No chyba, ze natezenie szkodliwosci jest proporcjonalne do kosztu rozmow dla wykonujacych polaczenie - wtedy nie grozi mi nic :>
01:53 / 03.09.2004
link
komentarz (2)
Powoli posuwam sie do przodu, a efekty mi sie podobaja. Moze w dzien nastapi dalsza czesc. Teraz przerywam, gdyz boli mnie glowa. Apap wziety kilka godzin temu najwyrazniej przestal dzialac.
22:23 / 02.09.2004
link
komentarz (0)
Sennosc jakas taka dziwna. Ogarniajaca bardzo. A i tak nie zasne predko. Czekam wciaz na jednego czlowieka na gg. Informacji potrzebuje, aby dalej moc kontynuowac swoj zamysl. Bo nie chce bledow popelnic ani naprawiac pozniej nic. Lepiej wykazac sie cierpliwoscia. W najgorszym wypadku chwyce za telefon i zapytam.
15:46 / 02.09.2004
link
komentarz (1)
Cukierkowa opowiesc z wyidealizowana brzydota, od ktorej wrecz promienieje piekno. Oczywiscie happy end obowiazkowo. Az sie chce puscic pawia.
12:56 / 02.09.2004
link
komentarz (3)
Znowu jakis Mutalisk mi tu wlecial do pokoju. I po co mama sprzatnela wszystkie pajeczyny?
12:18 / 02.09.2004
link
komentarz (0)
"Po co łapać króliczka, skoro tak przyjemnie się go goni?"
21:43 / 01.09.2004
link
komentarz (4)
Troy Denning - "Strony Bólu"
18:46 / 01.09.2004
link
komentarz (0)
Znow z kanalow jebie gnojem. Bóle Nozdrzy.
11:15 / 01.09.2004
link
komentarz (0)
Bóle Nieskończone
22:42 / 31.08.2004
link
komentarz (0)
A dzis w nocy bede myslal nad dalsza czescia pomyslu sprzed kilku dni.
19:58 / 31.08.2004
link
komentarz (0)
Bóle Ducha
11:55 / 31.08.2004
link
komentarz (1)
"-Karfhud, jestem pewien, że wiesz...
-Pij, Trassończyku! - Oczy Karfhuda błysnęły jak płomienie - I nie obawiaj się o Tessali. Pomoc tylko mu wyjdzie na dobre.
-Z pewnością tak będzie. - Elf podszedł do diabła. - Chętnie podzielę się tym, czym mogę.
Amnezjusz podniósł bukłak i napił się z niego. Wino już wypełniło jego głowę słodkimi oparami, ale nie do tego stopnia, żeby go omamiło tak, jak czułe słówka diabła omamiły elfa. Karfhud uklęknął obok Trassończyka. Potem, gdy Tessali podszedł do niego, schwycił ceglaną stopę i bez dalszych ceremonii opuścił miecz.
Amnezjusz nie oczekiwał, że będzie go to bolało - nie tak naprawdę - ale nigdy w swoim życiu nie pomylił się aż tak bardzo. Jeszcze zanim jego ceglana stopa stuknęła o ziemię, niemiłosierny ból wystrzelił w górę jego nogi do samego serca, tak paraliżująco dotkliwy, że Trassończyk nie mógł nawet krzyczeć. Zauważył, jak palce Jayk wpijają się w jego ramiona, poczuł swoje paznokcie drapiące ziemię, po czym zaczął krzyczeć o jeszcze więcej wina.
Silverwind podniósł bukłak, wlał mu do ust spory łyk i właśnie wtedy Karfhud schwycił Tessali za kostkę. Szybkim szarpnięciem obalił go na ziemię, po czym wzniósł miecz, by odciąć mu stopę.
Amnezjusz odepchnął bukłak.
-Nie!
Karfhud obrócił głowę.
-Muisisz mieć stopę!
-Nie... nie czyjąś! - Trassończyk uwolnił się z uścisku Jayk i usiadł - po czym prawie zemdlał, gdy ujrzał szlamiastą substancję wyciekającą z kikuta jego kostki. - Nie... Tessali!
-Ale z niego nie będzie pożytku w legowisku Sheby! - sprzeciwiał się Karfhud. - Nie może walczyć. Nie rzuca zaklęć. Nie może nawet nosić naszej broni.
Tessali, leżąc sztywno na ziemi, nie powiedział nic.
-Nie... przyjmę jej! - Trassończyk odwrócił wewnętrzną stronę dłoni w kierunku diabła. - Prędzej... umrę.
Po raz pierwszy Jayk nie powiedziała Amnezjuszowi, że już i tak jest martwy. Zamiast tego pochyliła się i położyła usta na jego krtani, po czym szepnęła:
-Umrzemy razem, Zumbii.
-To nie będzie konieczne. - Karfhud puścił przerażonego jeńca, po czym z bocznej kieszeni plecaka wyciągnął poczerniałą dłoń elfa. - Możemy to zrobić z tym.
-Dłoń? - stęknął Silverwind.
-Zdaje się, że to wszystko, co mamy. - Karfhud rzucił kończynę bariaurowi. - Jak sądzę posiadasz zaklęcie zwiększające?"
19:17 / 30.08.2004
link
komentarz (2)
Po jakims miesiacu przerwy odpalilem gierke, ktora zalegala mi na dysku. "Max Payne 2: The Fall of Max Payne" zostal przed chwila ukonczony.
12:35 / 30.08.2004
link
komentarz (2)
Kiedy noce sa nieco chlodniejsze lepiej nie spac przy otwartym oknie. Zwlaszcza, kiedy sie spi zaraz przy nim. Ja oczywiscie dobrze wiedzac czym to grozi musialem zostawic okno otwarte na noc. Teraz mam za swoje - strzykanie w kregoslupie. Moze jakas pani - niekoniecznie doktor - wyleczylaby mnie z owych Bóli Kręgosłupa (specjalnie niewytluszczone, gdyz nie maja zwiazku z poprzednimi Bólami w poprzednich notkach) jakims masazem albo ogrzaniem? Zgloszenia mile widziane.
22:25 / 29.08.2004
link
komentarz (2)
No to skonczylem "Starcraft". Pora na "Brood War". En Taro Adun!
19:25 / 29.08.2004
link
komentarz (3)
Bóle Serca
19:59 / 28.08.2004
link
komentarz (2)
Bóle Ciała
11:30 / 28.08.2004
link
komentarz (2)
Od wczoraj wieczora mam pewien pomysl. Wstepny na razie tylko. Mysle, ze pozniej sie tym zajme, bo pomysl mi sie podoba. Taki maly pomysl.
22:16 / 27.08.2004
link
komentarz (0)
Rozmowa o trzeciej osobie. Finalne okreslenie: "Jamówiej Szalejący". Usmialem sie na calego :)
11:38 / 27.08.2004
link
komentarz (4)
Bóle Umysłu
19:55 / 26.08.2004
link
komentarz (5)
Cos ostatnio zbytnio odczuwam zimno. Nie wiem, czy to wina temperatury za oknem - fakt faktem konczy sie niestety lato, czy tez moze sie przeziebilem i jest to jeden z pierwszych objawow. Mniejsza o to. Dzis mial dzwonic facet z pierwszej oferty pracy. Jest prawie 20 i do tej pory nie otrzymalem zadnego telefonu. Powody moga byc dwa - albo nie zostalem przyjety (co raczej odbiegaloby znacznie od poniedzialkowych rokowan oraz tego, co uslyszalem wprost od ewentualnego przyszlego pracodawcy), albo pajac zgubil moje dokumenty. Jako, ze bylem pierwsza osoba i zarazem jedyna przyjmowana w poniedzialek, to nie byloby dziwne, gdyby odlozyl moje CV gdzie indziej niz reszte i nieszczesliwie zapodzial. Ewentualnie moze jeszcze istniec trzeci powod - nie dokonczyl pierwszego procesu rekrutacyjnego i odezwie sie moze nawet po weekendzie. Tak czy owak strasznie zamotany facet. Btw. pojechalbym na koncert Nas'a.
14:27 / 26.08.2004
link
komentarz (0)
No to dzis mnie pani bardzo mile zaskoczyla. Samym pomyslem tylko jak na razie, ale i tak cieszy mnie taka a nie inna chec.
11:23 / 26.08.2004
link
komentarz (0)
Gadacza naprawilem dzieki udzielonym informacjom i pokierowaniu Kupodrona. Otoz jak sie okazalo nie tylko ja mialem taki problem. Cos dziwnego w sieci sie dzialo. Blah.
20:35 / 24.08.2004
link
komentarz (2)
Troche ten dzisiejszy wieczor nie taki, jaki bym chcial. Dziadu-dziadu mi padlo z niewyjasnionych przyczyn. Od kilku dni w ogole wyskakiwaly jakies bledy i nie moglem pisac. Zwykla deinstalacja nie pomogla. Moze pogrzebie cos w rejestrze i wtedy zadziala. Tak czy owak jesli nie zadziala, to prawdopodobnie czeka mnie reinstal systemu, a tego cholernie nie chce mi sie robic, zwlaszcza, iz wszystko poza pieprzonym gg dziala niemalze jak nalezy :) Z drugiej strony nawet odwyk od tego dziadostwa mi sie przyda. Fakt faktem nie raz przydawalo sie w naglych sytuacjach, czy tez zeby cos "na gwalt" uzgodnic, badz sie dowiedziec, no ale... ale jebac to :) Najwyzej bede wbijal na kompa siostry wlasnie w takich naglych sytuacjach i tam bede zalatwial pilne sprawy, dopoki nie zachce mi sie przeinstalowac systemu.
13:32 / 23.08.2004
link
komentarz (2)
Elementy psychologii. Tylko elementy, a skuteczne, jak cholera.
11:56 / 23.08.2004
link
komentarz (1)
No to jestem po pierwszej rozmowie. Jestem dobrej mysli. Jak na razie jedyne zagrozenie, to konkurenci, ktorzy maja doswiadczenie w branzy. Ogolnie praca mi sie podoba, pomimo, ze nie ma stalej pensji. W czwartek powinienem otrzymac telefon, od calkiem konkretnego faceta, ktory jednak nadal sie nie przedstawil i wciaz nie wiem jak sie nazywa. W kazdym badz razie mysle, ze w owej pracy zarabialbym calkiem niezle, przynajmniej na poczatku majac zapal :P A pozniej wiadomo... nienormowany czas pracy i lenistwo wzielyby gore, ale napewno dawalbym rady lepiej niz w poprzedniej firmie. Czas pokaze co z tego wyniknie.
13:30 / 22.08.2004
link
komentarz (0)
Porzadki na dysku w dalszym ciagu trwaja. Z muzyka zrobilem juz prawie porzadek, zostalo mi zaledwie kilka pojedynczych kawalkow do uporzadkowania. W emulu wreszcie sie cos dzieje :) Dobrze jest.
18:59 / 21.08.2004
link
komentarz (0)
Cholernie znudzil mi sie ten zastoj. W przyszlym tygodniu calkowita zmiana. Przynajmniej chwilowa, a jesli wszystko wypali, to na stale. Do poniedzialku niecale 2 dni.
18:26 / 21.08.2004
link
komentarz (0)
Nudny dzien.
00:37 / 21.08.2004
link
komentarz (0)
Nudny dzien. Przede mna weekend, a nastepnie troche spraw na glowie. Tak do srody przynajmniej.
02:59 / 20.08.2004
link
komentarz (2)
Wczoraj do mojego pokoju zawital pan Ciem. Jako, ze wszystkie znajome mi pajeczyny zarowno w moim pokoju, jak i w innych pomieszczeniach mieszkania, byly opuszczone, badz ktos je zlikwidowal, tak pana Ciema zostawilem w spokoju. W koncu nie byl zbyt agresywny (no moze tylko w napadzie szalu wczoraj wieczorem ugryzl mnie w noge), nie halasowal za bardzo i zachowywal sie w miare kulturalnie. Na noc nawet poszedl spac. I spal tak cala noc i przez wieksza czesc dnia na meblach, nieopodal telewizora. Pozniej postanowil przemiescic sie na zaslone. I pewnie nadal by tam sobie spal, gdyby w oczy nie rzucil mi sie pan Pająk, ktory to powrocil do swej do niedawna opuszczonej pajeczyny. Pan Pająk najprawdopodobniej jest tym przedstawicielem swojego gatunku, ktorego kilkanascie dni temu dokarmilem 3 drazniacymi mnie muchami, ktore najpierw zlapalem, nastepnie ogluszylem, a finalnie umiescilem w pajeczynie. Wracajac jednak do tematu pana Ciema, to jego historia potoczyla sie dzis wieczor nieco drastycznie. Na widok pana Pająka postanowilem stracic pana Ciema z zaslony (kapciem brutalnie go tak kapciem potraktowalem), a nastepnie chwytajac owada przez warstwe ochronna (jednorazowa chusteczke higieniczna, ktorej marki w chwili obecnej nie pamietam), postanowilem umiescic go w pajeczynie. Pan Ciem jednak mocno zakleszczyl sie swymi nozkami i nie chcial odczepic sie od chusteczki. Musialem odrobine nim potrzasnac, ale wreszcie udalo mi sie przykleic go do sieci. Na reakcje pana Pająka nie trzeba bylo dlugo czekac. Z zainteresowaniem obserwowalem nastepujacy bieg wydarzen. Pan Pająk robil pierwsze podchody do walecznego pana Ciema, ktory oczywiscie nie poddawal sie bez walki. Miotal sie i szamotal, co w warunkach naturalnych prawdopodobnie uratowaloby mu zycie. Stracil jakas warstwe skrzydel - nie znam sie na owadach, ale wiem, ze pozniej mogl juz tylko wymachiwac bezskutecznie skrzydelkami, gdyz uszkodzone narzady nie pozwolily mu uniesc sie w powietrze. Zapewne w srodowisku naturalnym ow nieszczesliwy pan Ciem ucieklby jak najdalej by sie tylko dalo od swego osmionogiego przesladowcy, a jego skrzydla z czasem zregenerowalyby swa budowe. W tym wypadku jednak uniemozliwilem to do niedawna latajacemu owadowi. Poniewaz nadal szalenczo miotal sie po podlodze musialem dodatkowo ogluszyc go kilkoma uderzeniami kapcia. Ponownie umiescilem pechowca w pajeczej sieci. Tym razem jednak pan Pająk postanowil nie atakowac od razu. Przez jakies 10 minut obserwowalem calkowity bezruch. Wtem pan Pająk niespodziewanie sie poruszyl. Zrobil kilka pajeczych krokow i ponownie zamarl w bezruchu. Przez kolejne minuty nic sie nie dzialo. Po dluzszej chwili nastal wreszcie moment, kiedy to pan Pająk przystapil do intensywnej pracy nad odbudowa sieci. Przy okazji podczepial pana Ciema nowymi nitkami i podciagal go coraz wyzej i blizej swego schronienia (pomiedzy zamknietymi drzwiami szafy i pierwsza pulka). Przez nastepne minuty mozna bylo zaobserwowac jak pan Ciem zaczyna obrastac w pajeczyne i najprawdopodobniej przechodzi pierwsza faze "flaczenia". W chwili obecnej dokarmiany przeze mnie pan Pająk spoczywa dosc blisko swej ofiary, jak gdyby pilnowal, czy aby napewno wszystko jest w porzadku. Nie zainteresowal sie nawet duzo mniejszym Ciemem, a takze malym komarem, ktore to rowniez dzis wieczor, a dokladniej zaraz po doroslym osobniku panu Ciemie, wyladowaly w jego pulapce (oczywiscie dzieki mojej ingerencji w sily przyrody). Mysle, ze do rana juz nic ciekawego nie wydarzy sie w tym jakze fascynujacym owadzim teatrzyku. Przebieg spozywania pana Ciema przez jego oprawce zapewne rozpocznie sie nie wczesniej niz rano (choc moge sie mylic - w koncu o pajakach niestety niewiele wiem), wiec na nastepna relacje bedzie trzeba po prostu poczekac, az wydazy sie cos wartego poswiecenia uwagi i opisania na forum publicznym. Pajecze wydarzenia relacjonowal dla Panstwa Sszark "Arachnid" Płonący.
00:26 / 20.08.2004
link
komentarz (0)
"Drunk by myself" czy "Poppa was a Playa"... te jointy mnie rozpierdalaja w drobny mak.
00:05 / 20.08.2004
link
komentarz (0)
Noca NaS - "Death of Escobar".
22:47 / 19.08.2004
link
komentarz (0)
Jak sie dowiedzialem etap kwalifikacji wcale nie wyglada ciekawie. Sporo popierdzielonych zadan, niektore w ogole zwiazku z praca nie maja, a finalnie "odezwiemy sie za 2 - 3 tygodnie i powiemy, czy zostaliscie panstwo przyjeci". Zobaczymy jak bedzie ze mna.
11:12 / 19.08.2004
link
komentarz (1)
W kwestii nowego niedoszlego jeszcze pracodawcy, to przyznac musze, iz jeden pan, co do mnie dzwonil cechuje sie bardzo wysoka kultura osobista. Zadzwonil punktualnie o 11, wiec na wyrwanie mnie ze snu takim telefonem nawet mi do glowy nie przyszlo, aby narzekac. W rzeczy samej gdyby zadzwonil o 8 czy 9, to pewnie rzucalbym "kurwami" na prawo i lewo, ale godzina 11 to jak najbardziej odpowiednia juz pora na takie telefony. I tak pewnie za godzine sam bym sie obudzil. No dobra, co poza wyczuciem czasu? Pan sie nie spieszyl i zarazem nie przynudzal, dokladnie opowiedzial co i jak o pracy - nawet nie musialem pytac. Oferta bardzo mnie ciekawi, ale jest jeden minus - nieco niskie wynagrodzenie nawet po wzieciu nadgodzin :( Chociaz nie jest tak zle, bo i tak myslalem o takiej pensji minimalnej, a to jest tylko przez okres 3 miesiecy, bo pozniej zatrudniaja na pelny etat - i wiadomo, ze jesli nadgodziny beda mozliwe, to bedzie mozna ladnie dorobic do pensji. Pan chcial umowic mnie na poniedzialek na godzine 10, jednak musialem odmowic, gdyz dokladnie o tej porze mam juz inne spotkanie w sprawie pracy, z ktorej badz co badz chyba zrezygnuje, ale tak czy owak udam sie na rozmowe i poprosze o kilka dni do namyslu. Tutaj natomiast wybrac sie mam w srode. Podobno jest blisko, ale jeszcze poszukam adresu na mapie. Dobrze jest :)
03:55 / 19.08.2004
link
komentarz (0)
Niezdrowo tak siedziec po nocy. Najwyzsza pora isc spac. I tak juz przegialem i wiem, ze skonczy sie to pobudka najwczesnie w poludnie i to jeszcze z uczuciem niewyspania. Shit :/
03:08 / 19.08.2004
link
komentarz (0)
"Terminator 3: Bunt Maszyn" choc zajebisty, to niestety nie ten klimat co w poprzednich czesciach. No szkoda, bo jednak film przez to wiele traci. Tak czy owak na dzisiejsza noc starczy mi s-f, wiec czytanie odstawie do jutra. Przed snem DonGuralesko i "Opowieści z betonowego lasu".
01:12 / 19.08.2004
link
komentarz (0)
Bo kiedy spogladam tak na pewna zbieznosc w wielu tych wypadkach, to w negatywnym elemencie przeszlosci moge dostrzec bardzo pozytywne swiatlo na przyszlosc. To jak jeden na dziesiec czy cos w ten desen. Jeden schemat moze w kolko sie powtarzac, jednak raz na jakis czas dzieje sie cos wyjatkowego, calkowicie dalekiego od reguly. Zatem glowa do gory i po prostu robic tak dalej, a napewno uda mi sie osiagnac ow cel. Zwlaszcza, iz nieustannie posuwam sie do przodu, co dzien jestem bogatszy w nowe doswiadczenia i mam pewien plan jak to wszystko rozwinac. A na noc "Terminator 3: Bunt Maszyn".
22:17 / 18.08.2004
link
komentarz (1)
Nie no dobra, czasami zbyt duzy ze mnie krytykant. Przeciez doskonale wiem, ze ja tez nie jestem idealny, wiec po co czepiam sie innych? Zwlaszcza takich pierdol? Chyba wiem czemu tak mam. To sie dzieje przewaznie pod wplywem chwili. No i dobra - oni sa pusci, a ja zbyt krytykancki. Kazdy w jakis sposob nie jest idealny.
22:13 / 18.08.2004
link
komentarz (0)
Jakas taka sennosc mnie ogarnela. Teraz jednak nie uloze sie do snu. Za jakies 2 godziny zapewne wlacze film, a pozniej jeszcze bede cos czytal. I znowu zleci mi do 3 albo 4, a jutro spanie do poludnia.
20:23 / 18.08.2004
link
komentarz (0)
"Terminator 2: Dzień Sądu" to film, ktory nie raz rozpierdzielil mnie doszczetnie. Ale wersja rezyserska tegoz filmu dzis zmiotla nie z powierzchni ziemi. Arcydzielo.
19:00 / 18.08.2004
link
komentarz (6)
Nienormalna sasiadka. Stara a glupia. Przynajmniej dzieci maja ucieche. Chyba.
16:48 / 18.08.2004
link
komentarz (0)
Upal.
13:51 / 18.08.2004
link
komentarz (5)
Cos pozno dzis wstalem. Skutki ulozenia sie do snu o 4. Dawac juz jakas robote, bo sie znowu rozregulowuje za bardzo.
02:42 / 18.08.2004
link
komentarz (0)
"Terminator" - zajebisty film na noc. Jednak dobrze miec taka mala domowa filmoteke z klasykami.
22:10 / 17.08.2004
link
komentarz (0)
A gg w sumie z dupy wysrane. Cholerny nawyk, ot co!
21:42 / 17.08.2004
link
komentarz (0)
I co? I dzwonilem. I chcialem umowic sie. I dostalem informacje, ze juz pani jedna zostala przyjeta, wiec bardzo tej pani, ktora przyjmowala, przykro jest, choc w zamian ona ma dla mnie inna bardzo ciekawa oferte - pracy w terenie. To ja bardzo podziekowalem, gdyz musialem odmowic. Tak czy owak pani troche niesumienna, bo chciala mnie zaprosic na rozmowe jeszcze wczoraj, a dzis juz zmienila diametralnie zdanie. No ja rozumiem, ze ona szukala pilnie pracownika. Tylko szkoda, ze jeszcze wczoraj oferta byla aktualna i pani chciala przyjac jak najwiecej osob, a dzis oferta jest juz nieaktualna po przyjeciu zaledwie jednej pracownicy. Zostala mi jeszcze jedna oferta pracy, gdzie jestem juz umowiony na rozmowe kwalifikacyjna oraz druga oferta, w zwiazku z ktora czekam na telefon, gdyz zgloszenie juz wyslalem. A na wieczor Black Moon i "Enta da Stage".
12:24 / 17.08.2004
link
komentarz (3)
Przegladalem ostatnio pare ofert pracy. Sam znalazlem 2, ktore mnie bardzo zainteresowaly, a znajomy jeszcze podal mi namiary na trzecia. Ta ostatnia wydaje sie byc najciekawsza i tam wyslalem juz swoje zgloszenie. Na pozostale dwie musze sie umowic, ale mysle, ze nie bedzie problemow z przyjeciem mnie. No chyba, ze sie spoznie i wszystkie stanowiska beda juz obsadzone. Zobaczymy wkrotce.
13:40 / 16.08.2004
link
komentarz (0)
Bo po bojowym finale nie mialbym teraz takiego problemu, a najprawdopodobniej w tym przypadku nie mialbym go wcale. W tej kwestii oczywiscie.
22:53 / 15.08.2004
link
komentarz (22)
Znaczy sie wieczor taki.
22:52 / 15.08.2004
link
komentarz (0)
Ale cos dzis chujem wieje.
22:16 / 15.08.2004
link
komentarz (0)
"Punisher" - jakze wiele pieniedzy przegralem na automatach w te gre. Wreszcie mam ja na PC. Mam emulator, mam gre, nie mam tylko dzwieku. Jednak nawet nie ubolewam nazbyt z tego powodu. Gra jest po prostu cudowna. Jedna z lepszych nawalanek :)
01:07 / 15.08.2004
link
komentarz (0)
Znajome spojrzenie. Znajomy wyraz twarzy.
23:13 / 14.08.2004
link
komentarz (0)
Co to za kultura i wychowanie, zeby o godzinie 23 halasowac na klatce schodowej? Nie mowie tu o nietrzezwym sasiedzie, bo takiego akurat dzis nie slyszalem, ale o gnojku, ktory wbiega i zbiega po schodach nie zwracajac uwagi, ktora jest godzina. W WC siedzialem za zamknietymi drzwiami i slyszalem te halasy. Zaiste nieetyczne i aspoleczne to zachowanie.
22:43 / 14.08.2004
link
komentarz (0)
W jednym Vis nie miala racji. A raczej zle to odbierala. Takie pisanie kojarzyc nie powinno sie, jak zwracanie sie do osoby uposledzonej, czy niedorozwinietej, a raczej jak zwracanie sie takiej wlasnie osoby do kogos. Co innego jak sie ma 14 lat, a co innego jak sie ma ich 17. Szkoda, ze niektorzy nie dorosli do swojego wieku. Szkoda, bo zapewne wnioslyby cos dobrego w kwestii rozrywki przynajmniej.
22:34 / 14.08.2004
link
komentarz (0)
Generalne porzadki na dysku nadal trwaja. I nadal wszystko tyczy sie muzyki, bo jak sie okazalo, mam tego od cholery i jeszcze troche. No przynajmniej wyczyszcze i poukladam wszystko jak nalezy. Brak wolnego miejsca bardzo motywuje mnie do pracy :)
00:06 / 14.08.2004
link
komentarz (0)
Jako, iz wieczor byl z dupy wysrany, postanowilem pogrzebac troche w ofercie linkow na jednej stronie. Dostalem szalu i liczba plikow w kolejce w emulu wzrosla do 250. Na dysku znow brak miejsca, a ja nie nadazam z porzadkami.
22:46 / 13.08.2004
link
komentarz (1)
Bo taki skurwialy dzis dzien. I niewiele dobrego sie zdazylo.
15:08 / 13.08.2004
link
komentarz (0)
Calkowita dezorientacja.
07:24 / 13.08.2004
link
komentarz (1)
Porzadki na dysku w dalszym ciagu trwaja. Glownie w muzyce.
05:37 / 13.08.2004
link
komentarz (0)
Za kazdym razem, kiedy wypada mi mydlo na podloge z mych ust pada brutalne "kurwa!". Za kazdym.
00:30 / 13.08.2004
link
komentarz (2)
Moglbym zajrzec do reklamowki, ktora lezy obok mojego lozka, wygrzebac co tam mam i wystawic na Allegro. Przynajmniej czesc powinna zejsc, zwlaszcza, iz wystawilbym to po to, aby troche posprzatac, a nie zarobic Bóg-wie-ile. Zajme sie tym moze pozniej albo jutro.
09:49 / 12.08.2004
link
komentarz (1)
Zatopilem "Czarną Perłę". Koniec gry :)
02:16 / 12.08.2004
link
komentarz (0)
Skwar za 9 PLN.
04:25 / 11.08.2004
link
komentarz (3)
Siedmioletnie dziecko. Wzrost i budowa przecietna. Czyli male stworzenie. Na plecach tornister prawie dwukrotnie wiekszy od tulowia dzieciaka. Ciezszy napewno. Az przechyla dzieciaka do tylu z nadmiaru ciezkosci, badz do przodu - kiedy ten woli sobie zarzucic tobol na plecy i na nich go niesc. A zobacz teraz cala gromadke takich, na przyklad juz za miesiac niecaly, jak ze szkoly beda wychodzili. Cala zgraja, ze 20 - 30 dzieciaczkow z tornistrami wiekszymi od nich samych. I teraz pytam po jaka cholere im tyle tych zeszytow i ksiazek? Bo tak ucza porzadnosci w szkolach? No dobra - zeszytow, to jeszcze zrozumiem. Jednak latwiej jest sie uczyc, kiedy w zeszytach panuje porzadek, a nie, ze 5 przedmiotow w jednym zeszycie. Co innego, kiedy ma sie juz swoj wiek i wszystkie dzialania sa skoordynowane, chocby co strone w zeszycie byl inny przedmiot. No ale takie dziecko faktycznie potrzebuje 20 zeszytow na raz, zeby na kazdy przedmiot miec osobny. Tylko po cholere tyle ksiazek nosic na raz? Bo nie mozna przeciez sie dogadac, ze jedna ksiazka na lawke, bo nauczycielka - fanatyczka kaze nosic kazdemu dzieciaczkowi swoja ksiazke. A jak minie wiele lat, to dzieciaki zaczynaja olewac i nie nosza w ogole ksiazek, bo maja dosc. Cos chyba jest nie tak w tym systemie. Tak czy owak wlasnie po latach dzieciaki wyrastaja w wieksze osobniki, a tornistry nosza przewaznie mniejsze. No bo juz nie jest potrzebna im kolumbryna wielkosci kartonu po obudowie Midi Tower. Wiec nosza mniej ksiazek, nie raz tez specjalnie zapomna jakiegos zeszytu, bo i tak nie chce im sie notowac. Pierdole od rzeczy, ale chyba jest w tym troche racji. W koncu filozof ze mnie.
04:02 / 11.08.2004
link
komentarz (2)
Dzisiejszej nocy, a w zasadzie to bardziej nad ranem mialem sporo porytych snow. Wiele bylo w nich brutalnosci. Znow snil mi sie motyw z podstawowki (to chyba trzecia noc, kiedy sni mi sie ta szkola). Starlem sie z jednym gosciem, za ktorym nie przepadalem, raz oberwalem po mordzie, on takoz samo i jakos zanosilo sie na to, ze rozkwasze jego gebe, ale on wolal zaniechac walki i rozeszlismy sie pokojowo, a ja uzyskalem to, o co mi chodzilo. W poprzednim snie jakis wielki koles stlukl do nieprzytomnosci 2 facetow, czego bylem swiadkiem. Przyznam, ze nawet mu kibicowalem, ale pozniej doczepil sie do mnie, wyciagnal talie kart i zaczal cos opowiadac. Czulem, ze jesli zrobie cos nie tak, to stane sie jego kolejna ofiara. No coz... pamietam tylko, ze zone mial zajebista dupe murzynke :P Pamietam tez, ze wrecz sie obudzilem po tym zryciorze o 9, ale stwierdzilem, ze nie wiem co sie dzieje, bo tak mnie to rozkojarzylo, ze lepiej bedzie, jak jeszcze troche pospie i moja psycha nieco sie uspokoi :) No bo przeciez jak to tak wstawac i nie wiedziec co sie dzieje wkolo. Costam jeszcze mi sie snilo zwiazanego z wyjazdem do Zielonej Góry, a dziwne, bo nie bylem tam od lat, poza tym jak jezdzilem, to zawsze w listopadzie. Zwazajac, ze mamy sierpien, to cos tu nie pasuje. W zwiazku z tym snem tez niewiele normalnego bylo. Pojechalem tam po to, zeby caly dzien spedzic przed tv i wracac. To moze na dzisiejsza noc poprosze o pauze, bo ostatnio fakt faktem spodobaly mi sie zryciory, nawet chcialem cos bardziej drastycznego, azeby emocji wiecej bylo niz tylko te spokojne z przedwczoraj i wczoraj chyba, no ale dzis juz wole miec spokojna noc. Moze cos milego by sie przydalo? :) Zeby sie tak dalo sny wybierac hehehe.
23:33 / 09.08.2004
link
komentarz (2)
Przez cala noc mialem klopoty z usnieciem. Co mi sie to udalo, to przychodzil kot i mnie budzil. Dopiero po 5 mialem nieprzerwany sen... do 9, kiedy to zadzwonil Krzychu i juz byl u mych drzwi. No moze to i lepiej, ze wczesniej dzis wstalem. Moje spanie przedluzalo sie z dnia na dzien i wczoraj obudzilem sie przed 14, wiec w zasadzie na dobre mi wyszlo, ze dzis pobudke mialem wczesniej :) Tyle, ze jutro pewnie znow do 12 przynajmniej bede spal.
15:07 / 09.08.2004
link
komentarz (3)
Ponad 2 lata temu, moze nawet ponad 3. Pan Ciem dla mnie. Jakze mnie to ubawilo.
08:51 / 09.08.2004
link
komentarz (0)
Slucham kolejnego albumu Loudness i z przykroscia stwierdzam, iz nie podoba mi sie tak, jak te kilka kawalkow, od ktorych wlasnie poznalem ta grupe. No ale to dopiero drugi album, ktory slucham, do tego z 2002 roku, jesli sie nie myle, a podobno Loudness najlepsze kawalki nagralo w zeszlym stuleciu :) No zobaczymy po kolejnych (a raczej poprzednich) albumach. W ogole nie wiem, czemu tak zaczalem sluchac, tj. od tego nowszego... chyba dlatego, ze akurat to mi na pulpicie sie z Loudness ostalo, gdyz przy przezucaniu "nowej muzyki" z partycji na partycje nie spojrzalem, co z ktorego roku pochodzi.
06:48 / 09.08.2004
link
komentarz (4)
Moze macie racje.
01:11 / 09.08.2004
link
komentarz (0)
I znow zasmiecilem polowe pulpitu po to, zeby jutro go wysprzatac. Ja to mam jazdy :P
23:08 / 08.08.2004
link
komentarz (2)
Mam ochote na korniszona.
11:38 / 08.08.2004
link
komentarz (0)
To byl niewatpliwie kolejny dziwny i zryty sen. Moze nie bedzie po kolei, bo kolejnosci nie pamietam. Ale napewno poszedlem w rynku do jednego odziezowego. Fajne ciuchy byly takie co sie dobrze sprzedaja po 8 zl za sztuke (niby dobre, a takie tanie - dziwne). Wzialem od kolesia kilkadziesiat sztuk tego po 4 zl za sztuke i mialem zaniesc do drugiego odziezowego oddalonego o 50 metrow i jemu po tylez samo sprzedac, a pozniej podzielilibysmy sie zyskiem (ja z tym pierwszym sprzedawca). Poszedlem do tego drugiego, a tam sie okazalo, ze jest zoologiczny (w rzeczy samej w tym lokalu przed laty naprawde byl zoologiczny sklep). Wszystko byloby w porzadku, ale koles oprocz tradycyjnych w naszym malym miescie zwierzat do kupienia sprzedawal tez malpe i jakies hipopotamy akwariowe (czy w ogole cos takiego istnieje? hipopotam wielkosci 40 centymetrow). Pamietam, ze jak jeden z tych hipopotamow sie zesral, to strasznie walilo. Ich zachowanie bylo takie, zeby polozyc sie, patrzec na sprzedawce i dumac. Coz za zrycior :D Kolejnym snem bylo, jak poszedlem do studium. Dopiero pod koniec tego snu uswiadomilem sobie, iz juz na jakims studium jestem, wiec drugiego nie ma sensu zaczynac. No ale poszedlem na to studium, ktore mialo swoja siedzibe w SP nr 1 w tcy, czyli tam, gdzie swego czasu spedzilem 8 dlugich i tragicznych lat. Na zajeciach wyladowalem wraz z jednym czy dwoma kumplami z podstawowki, reszta to byly jakies dzieciaki z klas I - III, a zajecia tez raczej byly na poziomie I klasy szkoly podstawowej. Po paru lekcjach tylko sie ucieszylem wiedzac, iz nastepnego dnia jest na 12, wiec sie wyspie, bo do szkoly mam zaiste niedaleko, a zajecia takie, ze jak na 3 godziny to moze w ogole nie dotre, jesli mi sie nie bedzie chcialo. No bo przeciez to wszystko juz dawno mialem za soba :) Wracajac do domu przez park rowniez mialy miejsce dziwne rzeczy. Trzech ziomow zaczelo strzelac z obawy o wlasne zycie do jakiegos wielkiego psa. Pies faktycznie byl ogromny, bo mial chyba z poltora metra wzrostu i ze 2 dlugosci. Jakis warg chyba hehe. To byl chyba moj ostatni sen, po czym po prostu zdecydowalem sie wstac, bo starczy tyle zryciorow jak na jedna noc. Chociaz te i tak byly wyjatkowo spokojne :)
07:18 / 08.08.2004
link
komentarz (1)
"Piraci z Karaibów" - gra wydaje sie interesujaca, ale dzisiejsza noc jednak postanawiam poswiecic na sen :)
17:53 / 07.08.2004
link
komentarz (2)
Jak sie pisze? "Prukwa", czy "prukfa"?
15:27 / 07.08.2004
link
komentarz (2)
Kazdy.
14:56 / 07.08.2004
link
komentarz (0)
Dlaczego snilo mi sie, ze w srodku nocy jaralem ziolo w pokoju? Btw. z kanalow znowu jebie. Co za skurwiel tak zaprojektowal te zabudowania, zeby mi wyjebac kanaly prosto pod oknami!?! Utopilbym go w tym szambie.
07:39 / 07.08.2004
link
komentarz (0)
Mialem isc spac najpozniej poltorej godziny temu, ale sie jak zwykle zasiedzialem. No i bardzo dobrze, bo na sam koniec przycisnalem na maxa i skonczylem "Sea Dogs" :) Pora na "Piratów z Karaibów" :P
07:00 / 06.08.2004
link
komentarz (0)
Bo z emulem to jest tak, ze mozna nie raz sporo znalezc tego, co by sie chcialo, a nawet wiecej. I czasem sie powoli sciaga, a czasem bardzo szybko. I to w wielu wersjach jezykowych mamy opisane zazwyczaj, wiec mozemy sobie wybrac. I wiele wersji oprocz tego i rzeczy z wyszukiwanym tematem zwiazanych mamy. Mozemy na przyklad sciagnac jakas muzyke do czegos, jakies materialy, filmiki i wiele innych, o ktorych istnieniu nawet bysmy nie pomysleli. Minus jest jednak taki, ze jak wczesniej pisalem o roznych wersjach jezykowych, tak nie zawsze "obcokrajowcy" zaznacza w nazwie pliku, iz na przyklad film, ktory chcemy pobrac z sieci nie jest w oryginalnej wersji jezykowej. No i niech mi teraz ktos powie po co mi amerykanski film po francusku? Toszto nie pornol z Laure Sinclair.
10:25 / 05.08.2004
link
komentarz (0)
Jaki widok wczoraj nawet mnie ucieszyl? (czego moze nie bylo widac) - to dwa Dinsdale pomykajace po parku w porze nocnej. Okolo polnocy gdzies tak. Jeden zasuwal do przodu na swoich "osmiu" nozkach i prychal nazbyt donosnie, a drugi powoli szedl za nim, w pewnym momencie zaczal obstawac z tylu. Jakas migracja, czy co? Przyznam, ze wczesniej nie widzialem Dinsdale'i w liczbie mnogiej w jednej chwili. Zawsze je lapalem jakos pojedynczo, a wczoraj wlasnie szla sobie jakas parka, czy cos w ten desen :) Ladny widok.
06:34 / 04.08.2004
link
komentarz (1)
Kolejny dzien zaczalem od porzadkow w kompie. Jak na razie wyczyscilem sporo syfu i powrzucalem wszystko tam, gdzie jego miejsce :) Tak czy owak miejsca nadal malo i segregacja w dalszym ciagu trwa. Za jakis czas musze isc do biura, bo obiecalem paru osobom, iz do nich zadzwonie. A co bede z domu dzwonil, skoro firma, w ktorej nawet juz nie pracuje placi? Trzeba korzystac z dobrodziejstw :)
23:02 / 03.08.2004
link
komentarz (0)
Dosc tego nocnego plywania po morzach i oceanach od wyspy do wyspy zgodnie ze szlakami handlowymi, pladrujac przy okazji mniejsze kupieckie statki floty hiszpanskiej, do tego klasy 6 albo 5, bo na wyzsze na razie sie nie porywam. Choc jeden czwartoklasowy juz zatopilem z czego jestem bardzo dumny :)
11:39 / 03.08.2004
link
komentarz (1)
Wczoraj dostalem szalu i zaczalem sciagac doslownie wszystko co popadnie z tego, co wyszukiwalem, przez co dzis cierpie na notoryczny brak miejsca hehe. Prawie caly dzien sprzatam syf z pulpitu, ktory to wczoraj wrecz specjalnie zrobilem przenoszac "tempy" z innych partycji. A poza tym, to caly dzien zmagam sie z muchami, ktore kulturalnie nie zabijajac wyrzucam zlapane przez okno. Co trzy wyrzucone muchy ide czterokrotnie ombyc dlonie z zarazkow, po powrocie natomiast w pokoju napotykam kolejna plage tychze drazniacych mnie insektow. Muchozolu nie uzywam, bo sam siebie bym tym otrul. Moze po prostu nasram na srodku pokoju i zamiast latac mi po ekranie oraz przed nosem wszystkie zleca sie na moje gowno niczym wierni fanatycy do swiatyni hehehe. Nie no dobra, moze bez takich fetyszowskich koncepcji, ale tak czy tak z checia bym sie tych much pozbyl :)
21:13 / 02.08.2004
link
komentarz (0)
Skoro juz caly pulpit skutecznie od dnia wczorajszego zburdelizowalem wszelakiej masci plikami, tak dzis pragne wysprzatac przynajmniej polowe (wizualnie), a w najblizszym terminie jakies 3/4 (objetosciowo).
15:28 / 02.08.2004
link
komentarz (4)
Posluchaj muzyki z "Gremlinów" i powiedz, czy na twej twarzy nie pojawil sie banan.
05:53 / 02.08.2004
link
komentarz (2)
A jutro koncert Mobb Deep w stolicy. Niestety mnie nie bedzie :(
00:39 / 02.08.2004
link
komentarz (0)
"Kiedy ludzie myślą, że umierasz słuchają cię zamiast... Zamiast czekać na swoją kolej mówienia".
18:08 / 01.08.2004
link
komentarz (2)
Przed chwila skonczylem ogladac "Piratów z Karaibów". Ogladalem ten film drugi raz, za pierwszym razem bylem w kinie jakos po premierze. Ponownie ani troche sie nie nudzilem, film obejrzalbym chetnie wrecz po raz kolejny i to najlepiej w kinie :) Recenzji pisal nie bede, bo kiedys juz napisalem i gdzies tam sobie w necie jest. A poza tym, to sobota mija mi leniwie. Jeden niby duzy negatyw nawet za bardzo nie wplynal na moje samopoczucie. Kiedys bym sie wkurwil co nie miara o taki powod, a dzis... po prostu wzruszylem tylko ramionami. Po prostu mam cos takiego w dupie :) No ale fakt faktem - kiedys bylem zapalonym graczem, a teraz gram wrecz na przymus, z nudow. A jesli chodzi o moj powod, to utrata zawodowego gracza w "Diablo II" na BN, co wiaze sie ze strata calkowita i niemozliwoscia odrodzenia tejze postaci, ktora byla juz pod koniec II aktu. Po prostu jebac to, nie przejmuje sie tym w ogole, a nawiazuje jakos tak o, sam szczerze mowiac nie wiem dlaczego, po co i za bardzo w jakim celu :) Jesli natomiast jestem juz przy temacie gier, a wczesniej pisalem o piratach, to przyznam, ze podczas seansu naszla mnie wielka ochota na morskiego cRPG, jakim jest "Sea Dogs". Kiedys juz w to gralem i calkiem niezle mi szlo, ale jak to zazwyczaj mialem w "morskich" grach w pewnym momencie, kiedy niby calkiem dobrze prosperowalem zaczynalo mi brakowac zlota na utrzymanie zalogi. W poniedzialek poszukam jakichs archiwow swoich i cudzych odnosnie szlakow handlowych w "Sea Dogs" i zaczne te gre po raz kolejny :)
14:25 / 01.08.2004
link
komentarz (1)
O ja pierdole (ze tak niekulturalnie zaczne te notke). Wlasnie na dzwiek "Dragostea din tei" docierajacy do mnie z gory przypomnialo mi sie, jak to moj zasrany sasiad katowal mnie tym dzis okolo godziny 9, kiedy to smacznie spalem. Skurwiel zapodal ten (juz nie-smieszacy mnie) kawalek na caly glos i nie dawal mi spac. Niech no tylko nadazy sie okazja i koniecznosc do pobudki o wczesnej porze z chwila czasu do wykorzystania na wlaczenie kompa i odpalenie (jak to on okreslil niegdys) "czarnych rytmow" z uwzglednieniem duzej glosnosci i podkreconym poziomem niskich tonow. Wtedy tylko zawolam niczym w "Rybce zwanej wandą" donosnie krzyknal Michael Palin: "REVENGE!!!" hehehehe.
13:47 / 01.08.2004
link
komentarz (0)
Cos czuje, ze dzis moze mnie chuj strzelic.
08:48 / 01.08.2004
link
komentarz (3)
Brak planow na jutrzejszy dzien odrobine mnie przeraza. Moze tym razem nie tyle na wieczor, co na dzien.
12:14 / 31.07.2004
link
komentarz (7)
Za kilka lat moge zalowac takiej wlasnie decyzji, ale mysle, ze to jest w miare odpowiednie i odpowiedzialne dzialanie z mojej strony. Bynajmniej nie bede mial sobie wtedy nic do zarzucenia.
02:16 / 31.07.2004
link
komentarz (0)
Wrocilem. Mam dosc. Ale wazne, ze wiem mniej wiecej, co dalej.
22:38 / 28.07.2004
link
komentarz (3)
I znow pobicie rekordu sprzed niecalej godziny - 133 sekundy!!! :D
21:52 / 28.07.2004
link
komentarz (0)
Moj poprzedni rekord w "Sapera" wynosil 160 sekund na poziomie "Ekspert". Przed chwila obnizylem czas do 137 sekund i w tym momencie twierdze, ze jestem pojebany. Czy ktos tez tak uwaza? :D
12:02 / 28.07.2004
link
komentarz (0)
Ladna piosenka o panu Henryku Stokłosie. Podoba mi sie :)
05:46 / 28.07.2004
link
komentarz (0)
Jestem wykonczony. To byl dobry dzien :)
17:07 / 27.07.2004
link
komentarz (3)
Jestem wymordowany :P Spac poszedlem jakos po 1, tuz przed 2 obudzil mnie sms od Kupodrona. Tez mu sie przypomnialo akurat wtedy, kiedy ja juz spalem. Jak w kazdy inny dzien bym chcial z nim wyjsc, to nie da rady. No ale mniejsza o niego. Jakos po 5 dzwonil juz budzik i musialem sie zwlec z lozka, co bylo dla mnie nie lada wyzwaniem. Odebralem kobiety z dworca i przywiozlem do siebie na wioske. Do domu wrocilem dopiero jakies pol godziny temu. Przydaloby sie, zebym odespal, ale chyba nic mi z tego nie wyjdzie. Jutro powinienem miec troche spokoju od gosci, ale we wtorek prawdopodobnie jedziemy w gory. Nareszcie :D Tyle lat czekalem na wyjazd w gory i w koncu mozliwe, ze nadejdzie ta chwila :) I to nie lada z byle kim :) Jutro bede musial podzwonic, dowiedziec sie co i gdzie i zarezerwowac tak na wtorek - srode. Taki a nie inny termin ma tez swoje odniesienie w pewnym celu :> A co pozniej? Jeszcze moze w czwartek kino, a dalej to nie wiem. Ogolnie czeka mnie tydzien pelen przygod.
04:21 / 27.07.2004
link
komentarz (4)
Jeszcze tylko kilka, moze kilkanascie godzin dzieli mnie od spotkania :) Dobrze jest :)
10:20 / 26.07.2004
link
komentarz (3)
Dzien obfity w duze pozytywy. A jakze :)
21:02 / 25.07.2004
link
komentarz (0)
Wstalem sam, z wlasnej woli, nikt mnie nie obudzil. Obudzilem sie sam najpierw gdzies ok. 7:30 (nie wiedziec czemu), pomyslalem sobie, ze nic z tego, bo za wczesnie i ide dalej spac. To na szczescie mi sie udalo :) Ponownie obudzilem sie gdzies tak ok. 10:30 i wstalem tuz przed 11. W sumie jak na mnie jest to dosc dobra pora na pobudke. Nie za wczesnie i zarazem nie za pozno. No to zaczynamy nowy dzien.
02:00 / 25.07.2004
link
komentarz (6)
Na biurku wzglednie posprzatalem i nie ma juz polmetrowej wiezy plyt. Rano obudzil mnie ten skurwiel, bo jak sam spac nie moze, to znaczy, ze innym tez nie mozna dac pospac. Na dworze upal. Plany na dzis mi sie zmienily, z czego nie jestem ani zadowolony, ani tez nie ubolewam nazbyt. Przyznam, ze przez ten gorac i skwar nie mam specjalnie ochoty na "aktywne" zycie. I w ogole to jednak wypieprzam stad i ide na miasto :D
00:43 / 25.07.2004
link
komentarz (0)
W sumie nie glupim pomyslem bedzie posprzatanie na biurku.
13:13 / 24.07.2004
link
komentarz (2)
Wczoraj popadalo przez chwile, w srodku nocy byla niezla burza, ktora az wyrwala mnie ze snu halasujac za oknem. Klimat odrobine sie ochlodzil i w dzien nie bylo juz takiego wielkiego upalu jak wczoraj, jednak temperatura szybko powrocila do wczorajszego stanu. Wieczorem nadal nazbyt cieplo, a w nocy pewnie... a kurwa co to ja pogodynka jestem? Jest lato i normalne jest, iz jest upal. Koniec.
01:05 / 24.07.2004
link
komentarz (0)
W nocy skonczylem czytac "Ostatniego Władcę Pierścienia". Ksiazka calkiem calkiem, momentami ubaw byl niesamowity. Zwlaszcza w "Epilogu" takie filozofie odchodzily, ze usmialem sie do lez. Zastanawiam sie, ktora pozycje dzisiaj rozpoczac. Chyba wezme sie za jakis zbior opowiadan, bo powinno sie to szybko przeczytac. Zobacze, do wieczora jeszcze daleko.
14:36 / 23.07.2004
link
komentarz (3)
A jeszcze moze dopowiem, ze niektorych nickow na gg tez sie mozna przyczepic.
14:29 / 23.07.2004
link
komentarz (2)
Niedawno moj ziom Finch pisal cos o wkurwiajacych go opisach na gg. O opisach w stylu "bede o 18", czy cos takiego tam bylo. Ja teraz przejzalem opisy u siebie i co prawda jak niedys bywaly wlasnie w w/w stylu, to dzis takowych jest niewiele. Ale nie to mnie poruszylo. Niektore opisy sa tak kurewsko beznadziejnie glupie, ze sie niedobrze robi. Nie, zebym ja mial kazdy swoj opis wyjebany w nara, ale totalnych smutow nie pierdole wszem i wobec w postaci opisow. Gdyby tak sprobowac stworzyc portret psychologiczny niektorych osob na podstawie opisow pojawiajacych sie u nich w danym czasie, jakiejs takiej serii opisow, to wyszloby, ze ci ludzie nie maja zupelnie co ze soba zrobic. A teraz tak sie ponownie nad tym zastanawiajac, to albo dobrze prawie, albo upal mi zle na myslenie wplywa i pierdole od rzeczy.
14:06 / 23.07.2004
link
komentarz (0)
Pomysl na poczatek mam. A dalej nie wiem. Jak mi cos zablysnie w glowie, to sie wezme do roboty.
06:41 / 23.07.2004
link
komentarz (2)
Jakis taki dzien dzisiaj... niemrawy. Nic mi sie nie chce. Moze pojade do 71, a moze pojde do biura. Na razie jeszcze nie wiem takich rzeczy hehe. To juz bardziej rozplanowana mam opcje na dzien jutrzejszy oraz na czwartek, chociaz i tak zielonego pojecia nie mam, co i jak sie potoczy. Bynajmniej pomysly sa i na jutro i na czwartek, ale co z tego wyjdzie, to pewnie bede wiedzial dopiero jutro i wlasnie w czwartek. Ostatnio chyba za wiele zostawiam na ostatnia chwile, przez co do ostatniej minuty nie wiem co i jak.
09:36 / 22.07.2004
link
komentarz (4)
W nocy kolejne zryciory. Do tego dzis meczace bardzo :/ Ogolnie klimaty fantasy, ale jakies takie ciezkie. No tak... jak sie pol dnia gra w "Diablo 2", drugie pol w "Heroes of Might and Magic IV", a pol nocy czyta "Ostatniego Władcę Pierścienia", to pozniej nic dziwnego, ze jakies fantasy sie sni po nocach. A tym razem snilo mi sie, ze chasalem po lakach i gorach z lukiem i strzelalem do wszystkiego, co sie rusza, a ciezko bylo, bo stworzenia jakies takie silne pancerze mialy, cos w desen chitynowych. Niestety moje strzaly zbytnio nie chcialy tego przebijac, wiec musialem strzelac magicznymi, a te niewiele szkod wyrzadzaly stworom, gdyz te mialy wysoka odpornosc na magie. No i taka to byla meczarnia przez sen hehe. Ale zryta bania :D
16:06 / 21.07.2004
link
komentarz (2)
Kolejna noc, podczas ktorej moj umysl wygenerowal wizje nawet mozliwe, ale raczej nieprawdopodobne. Chyba musze sie przebadac na glowe, bo fiksuje po nocy :D
22:58 / 20.07.2004
link
komentarz (3)
Dylemat moralny:
1) korzystac z okazji i pozniej sie martwic o to, czy bedzie fajnie, czy tez nie;
2) zachowac sie odpowiednio i w tym przypadku nic nie robic, nic nie ruszac, nie dotykac i zostawic w spokoju, a wtedy mozliwe, ze nie zyskam czegos dobrego, ale napewno nic zlego sie nie stanie;
3) po raz kolejny cudzym kosztem probowac osiagnac cel, potraktowac kogos jako obiekt doswiadczalny.

Jeszcze troche czasu na zastanowienie jest, a wszystko, co zrobie i tak pewnie bedzie nieprzemyslane i dokonane na spontanie.
14:55 / 20.07.2004
link
komentarz (2)
Chorych snow ciag dalszy. Po jednym z dzisiejszych zadaje sobie pytanie: dlaczego kolega popelnil samobojstwo? Przeciez dostal sie na studia tam, gdzie chcial, wszystko po kolei mu sie zaczelo ukladac i raczej nie mial co specjalnie narzekac. I moze jestem nieczulym skurwielem, bo w snie nie tyle zmartwil mnie fakt tego, iz dobry kumpel samobojstwo popelnil, co motyw, iz nie oddal mi jeszcze jakichstam plytek, a ja zbytnio nie pamietam gdzie on mieszka i w ogole tak dzwonic do jego starych i sie upominac o swoje, jak oni w zalobie. Co za zrycior. A w realu nie gadalem z gosciem od 2 czy 3 dni. Mam nadzieje, ze jeszcze zyje, bo ma moje plyty...
02:09 / 20.07.2004
link
komentarz (3)
Znow robie dokladnie to samo. Co to kurwa schemat jakis mi sie wryl w glowe? Raz byl to blad, raz wrecz przeciwnie. Jak bedzie tym razem? Obym osiagnal sukces bez wzgledu na to, co bede robil, bo zaiste prawo bede postepowal.
13:30 / 19.07.2004
link
komentarz (7)
Sny to mialem zaiste chore tej nocy, a momentami nawet z elementem erotycznym. No w sumie to wole takie niz jakies meczace zryte banie :P
21:16 / 18.07.2004
link
komentarz (6)
Co to KURWA jest za filozofia, zeby przylazic do kogos o 8 rano, bo sie na autobus nie chce chwile poczekac? Albo az sklep otworza? Logicznie myslac - jesli sklep jest JESZCZE zamkniety, to tym bardziej ludzie JESZCZE spia i nie wypada ich budzic. Mialem wstac o 11, pobudke mialem o 8. Wrrrr.
00:03 / 18.07.2004
link
komentarz (13)
Niewiele brakowalo, a znowu narobilbym bigosu.
19:20 / 17.07.2004
link
komentarz (2)
A jednak nie jade na bibe. Tak jakos wyszlo, ze nie ma z kim. Trudno, moze za tydzien, a moze juz w weekend. Mniejsza o to... grunt, ze sie nie napalalem, a wrecz nawet za bardzo mi sie dzis nie chcialo, wiec nie ubolewam z tego powodu. Z glosnikow znow Mobb Deep - "Shook Ones".

Btw. SWINIA ze mnie.
04:07 / 17.07.2004
link
komentarz (2)
Ludzieeeeeeee!!!! Kolejny rekord w "Sapera"!!!! 160 sekund na ekspercie :D
15:59 / 16.07.2004
link
komentarz (3)
Kolejna noc wypelniona schizo snami. Przynajmniej sie nie nudzilem przez sen :)
04:29 / 16.07.2004
link
komentarz (1)
Poszukiwanie pracy przynioslo blizej nieokreslone efekty. Nie znalazlem nic, co bardzo by mnie interesowalo, nie znalazlem nic, co by mi bardzo odpowiadalo, ale jakis tam obraz na jedna oferte, ktorej oficjalnie w ogole nie ma posiadam. Poszperam jeszcze tu i owdzie, przemysle owa opcje, ktora mam na oku i ewentualnie zobacze co i jak z taka praca. Bo dobrze jest czasem nawet czesto spotkac kolezanke ze szkoly sredniej. I dobrze z taka kolezanka zyc w zgodzie i sie lubic przynajmniej troche.
11:45 / 15.07.2004
link
komentarz (0)
Jade do wro. To moze byc ciezki dzien (pod wzgledem fizycznym). A psychicznie znow bania nakrecona na maksa na "Gwiezdne Wojny" :) Zatem... ide szukac pracy "and may the Force be with me" buehehehehehehe.
14:01 / 14.07.2004
link
komentarz (3)
Snila mi sie wirtualnie. Ze na gg rozmawialismy. No bo chyba najzwyczajniej w swiecie brakuje mi rozmow na gg z nia. A pozniej snilo mi sie, jak ktos nasladowal zachowanie Ace'a Ventury. Zatem pierwszy sen ok, drugi zwichrowany. No ale przynajmniej nikogo nie dzgalem zadnym ostrokrawedziastym przyzadem. Choc na dzis wolalbym bardziej klimatyczne sny. W dzien mam zamiar dokonczyc maraton z "Gwiezdnymi Wojnami", wiec na noc zyczylbym sobie stary dobry motyw, jak to uganiam sie z mieczem za Darth Maul'em, bitwa trwa dlugo, a na samym koncu strzelam mu jakiegos fatala mieczem :P Takie male zyczenie na noc.
10:50 / 14.07.2004
link
komentarz (4)
Raz tylko mi sie zdazylo i bylo to prymitywizmem wywolane. I w ogole to raczej nie potrafie tego wyjasnic. A kazdym innym razem tylko negatywne odczucia mialem. Wiec teraz chyba tylko po to, bo tak czy tak jest to jakos lepsze rozwiazanie niz nic-nie-robienie.

A z innej beczki. W "Famie" jakis koncert, pobawilbym sie. Nawet rytmy niczego sobie, bo jakies preslejowskie, a takie lubie od czasu do czasu. I dzisiaj wlasnie jest taki czas, ze pobawilbym sie przy takiej muzyce. Szkoda tylko, ze nie lubie tego miejsca i to do tego stopnia, ze za nic w swiecie sie tam nie pokaze ot tak o.
04:19 / 14.07.2004
link
komentarz (0)
Wlasnie pobilem kolejny rekord w "Sapera" - 166 sekund na ekspercie :D Alez mam radoche z tego powodu :D
22:49 / 13.07.2004
link
komentarz (0)
"Zostaw kota, bo kot śpi. A jak kot śpi, to lepiej go nie ruszać, bo będzie zły. A jak kot zły, to głodny i trzeba mu dać jeść. A jak się nie naje i dalej głodny, to wkurwiony." - powiedziala do mnie dwunastoletnia siostra. Smiac sie, czy w pape dac za takie slownictwo?
20:23 / 13.07.2004
link
komentarz (0)
Odpowiedz na wlasne pytanie: tak (troche o nim).
20:16 / 13.07.2004
link
komentarz (1)
Czy Jaruzelski jeszcze zyje?
08:38 / 13.07.2004
link
komentarz (1)
Sen mialem zaiste chory, ale fajny. Sporo krwi, wielki lysy ziomal zachowujacy sie jak szalony zombie i ten akt dziurawienia go jego wlasnym nozem. Cale lapy we krwi. A jeszcze wczesniej ten przecpany satanista wyrzucajacy z balkonu na jakims wysokim pietrze kobiete zawiazana w worku. Fajny schizo sen, nie ma co. A to, ze Iks tez zostal dziabniety nozem przez kogos, to nic strasznego, bo rana nie byla az taka duza :P
21:23 / 12.07.2004
link
komentarz (0)
No moze dopowiem jeszcze, ze w tym kawalku o Wojtku jeden ziomal dosc zabawnie nasladuje Fisza :)
21:08 / 12.07.2004
link
komentarz (0)
Od rana chyba dobry humor :) A zwlaszcza optymistyczne mysli napawaja... optymizmem :) Dobrze jest. A na dzien dobry moze nie tyle optymistyczny kawalek, co zabawny, o nieszczesliwym Wojtku, ktoremu ukradziono rower. Niestety nie znam wykonawcy ani tytulu, ale moge zapodac linka :)
12:34 / 12.07.2004
link
komentarz (2)
A na wieczor na jeszcze wieksze poprawienie humoru "Erodisco" autorstwa Dyskoteki Szarego Człowieka, jesli mnie pamiec nie myli :)
11:18 / 12.07.2004
link
komentarz (1)
Cieplo sie zrobilo i wylazlo robactwo spod kamienia... kurwa z tymi rozwrzeszczanymi dzieciakami pod oknami. Ja nie wiem, ale kiedy ja bylem gowniarzem, to bawilem sie z dala od okien. Gralem w kosza, w noge, czasem po prostu siedzialem na trawie. I wszyscy wtedy tak. A teraz te pierdolone bachory rok w rok siedza kurwa na murku pod moimi oknami i dra japy. A o gorylach to chyba nawet rok temu pisalem jak zalozylem tego nloga.
10:09 / 12.07.2004
link
komentarz (2)
Szukam nowej pracy.
00:26 / 12.07.2004
link
komentarz (2)
No to chyba od dzis DOBRZE JEST.
09:44 / 11.07.2004
link
komentarz (3)
Zle ze mna. Za dlugo juz trwa taki stan i ta zla aura. Teraz z byle powodu znow sie osuwam. Ale do konca tego tygodnia musze z tego wyjsc do poziomu neutralnego, a od przyszlego trzeba bedzie znow zaczac cieszyc jape.
18:32 / 10.07.2004
link
komentarz (1)
W ostatnim czasie mam emocjonalny rozpierdziel. Tak na maksa. Dobrze, ze powoli juz podnosze sie na nogi i za jakis czas bedzie lepiej.
03:20 / 10.07.2004
link
komentarz (3)
Na dzis "Efekt" Fenomenu.
14:02 / 09.07.2004
link
komentarz (3)
Smutno mi. I budyn tutaj nie pomoze.
18:06 / 08.07.2004
link
komentarz (0)
Zrobmy ten tydzien bardzo pracowity, zeby bylo sie czym zajac.
17:51 / 08.07.2004
link
komentarz (0)
Ali Vegas - "The Specialist".
04:39 / 06.07.2004
link
komentarz (2)
Motyla noga!! Tak sobie przypadkiem odpalilem pierwszy raz od dawna "Sapera" i jakos tak sobie co chwile klikalem i pobilem nowy rekord :P 172 sekundy na poziomie eksperckim :D
10:53 / 05.07.2004
link
komentarz (0)
Dobrze jest :) Szkoda tylko, ze rano trzeba wczesnie wstac. No ale juz nie marudze :P
05:31 / 05.07.2004
link
komentarz (2)
Czesi przegrali - mowi sie trudno. Wazne, ze jest inny, bardzo duzy pozytyw :) A wrecz ogromny :)
23:54 / 04.07.2004
link
komentarz (0)
No to kurwa zaczynam osiagac ten magiczny stan, kiedy to caloksztalt "chujowizny" z podlego humoru przeksztalca sie w glupi smiech z fatalnej sytuacji. Takie cos bede potrzebowal za jakies 48 godzin.
23:31 / 04.07.2004
link
komentarz (0)
Kawalek na dzis: eRKa feat. Koocharz - "Czemu nie zawsze...". Daje temu gownu czas do konca przyszlego tygodnia.
14:42 / 04.07.2004
link
komentarz (1)
No i jednak kurwa nie jest dobrze. Jest zle. KURWA!!!
07:17 / 04.07.2004
link
komentarz (2)
No nareszcie chyba jakies urozmaicenie. Humor nieco lepszy, mily wieczor w domu (o dziwo), ale to za sprawa gg (rowniez o dziwo). A na sam koniec dnia, tuz przed polnoca jeszcze wyplata wplynela na konto :) Dobrze jest? Oby!
00:46 / 04.07.2004
link
komentarz (0)
A na wieczor wygrzebalem sobie plytke, ktora zakupilem gdzies w roku 1999 albo 2000. Mianowicie mowa tu o Bloodhound Gang i albumie "One fierce beer coaster". Fajna plytka.
00:38 / 04.07.2004
link
komentarz (2)
No to wrocilem wlasnie ze spaceru. W normalnych okolicznosciach powiedzialbym, ze nie bylo nawet tak zle. Jednak moj humor od wielu juz dni nie jest najlepszy, a co za tym idzie ten spacer w lesne okolice nie przysporzyl mi wiele radosci. Tak czy owak humor moze w niewielkim stopniu sie poprawil.
19:01 / 03.07.2004
link
komentarz (0)
W zasadzie to licza sie checi, reszta, choc niestety wplywa na nastroj, nie jest az tak wazna.
04:27 / 03.07.2004
link
komentarz (3)
Dzien nudny, z jednym negatywem i napewno 1 pozytywem. A moze i nawet dwoma pozytywami. Hmm... raczej chyba dwoma napewno. Bo przeciez samolubnie nie mozna myslec za kazdym razem, wiec powinienem tez czasem cieszyc sie z cudzego szczescia, nawet jesli przez to sam nie bede mial tego, na czym mi zalezalo. A ogolnie, to dzien chyba podobny pod wzgledem konstrukcji do wczorajszego. Zaczal sie nienajlepiej, skonczyl nawet dobrze. I tym razem lepiej jesli chodzi o proporcje... wczoraj wiecej bylo negatywow, dzis pozytywow. Oby tak dalej, to moze w koncu wyjde z tego gowna, jakie mam od zeszlego tygodnia.
08:54 / 02.07.2004
link
komentarz (2)
Na dzien dobry ASD - "Sneak Preview". Tak na rozbudzenie.
22:48 / 01.07.2004
link
komentarz (0)
A mnie naszlo na noc dziwnie na ballady. I psychicznie poczulem sie gorzej, a po czasie jakims znowu lepiej. Zero stabilnosci, zamotanie maksymalne. Potrzebuje wakacji z dala od miejscowej codziennosci. Bo tak odreagowac mi sie przyda.
21:01 / 01.07.2004
link
komentarz (0)
Psychicznie to mam cholerny metlik w glowie. Rano wstalem z takim nawet na plusie humorem, ktory jednak szybko zostal brutalnie przegnany. Posypaly sie "kurwy", kiedy to stalem pol godziny w korku, choc wbrew pozorom i tak bylem wzglednie spokojny. Jeszcze wczesniej wysiadly baterie, wiec nie posluchalem muzyki. Pozniej natomiast rozwalilem nowe buty o jakies gowno wystajace z ziemi :/ Pozniej jeszcze jeden negatyw. Dobrze, ze na pozne popoludnie umowilem sie z kolezanka do kina, bo inaczej chyba by mnie kurwica strzelila. Teraz jestem zmeczony, chce mi sie spac, psychicznie jestem chyba na plusie, choc czuje, ze gdzies tez czaja sie jakies negatywne odczucia. Fizycznie czuje sie slabo. Cos mnie uciska tu i owdzie, nie wiem od czego tak. Najlepiej zrobie, jak szybko sie umyje i uloze do snu. Powinienem odzyskac nadwatlone sily.
13:59 / 01.07.2004
link
komentarz (0)
Meczacy dzien. Zla passa nadal ciagnela sie od samego rana. Jedynie pozne popoludnie az nazbyt udane jak na ostatnie dni. I bardzo dobrze, bo mi sie humor poprawil nalezycie.
16:01 / 30.06.2004
link
komentarz (0)
Od rana niewyspany i suszy mnie strasznie. Nikt mi pepsi nie kupil (a samemu mi sie nie chcialo ruszac leniwego dupska) :/ I tak dalej chce mi sie pic, a cos do picia kupie dopiero rano.
09:53 / 30.06.2004
link
komentarz (0)
Kurwa tak jak ja czasami mam, to trzeba miec wyjatkowego pecha, albo juz sam nie wiem co.
03:20 / 29.06.2004
link
komentarz (0)
Jedna osoba strzelila focha i nie jedzie. Inne osobniki nie moga przed 16. Szoferowi wysiadly hamulce, wiec jedziemy busem. Nikt nie wie, gdzie sa pola marsowe. Kurwa, co jeszcze sie dzisiaj wydarzy?
23:46 / 28.06.2004
link
komentarz (1)
Przed chwila widzialem znajomego odzianego w czarna koszulke z bialym napisem na plecach "AGROPOL". Skad on ja wytrzasnal? Tez chce taka :D A teraz wlasnie moj szofer przyjechal, wiec jade na koncert :)
23:23 / 28.06.2004
link
komentarz (0)
Wszystko sie pierdoli, ale co tam... chuj na to klade, bo i tak damy rade :)
16:06 / 28.06.2004
link
komentarz (0)
Em... no to tak tego... jutro koncert, a po nim wieczorek :P Meczacy, ale zarazem jakze zacny bedzie to dzien :)
11:37 / 28.06.2004
link
komentarz (4)
A na ten bezbarwny wieczor Grammatik.
06:38 / 28.06.2004
link
komentarz (0)
"Gorąco tu, że małpi tyłek możnaby ugotować".
00:15 / 28.06.2004
link
komentarz (0)
Hieroglyphics - "The Last One" - kawal dobrego gowna :)
22:51 / 27.06.2004
link
komentarz (2)
Kolejny dzien slucham Hieroglyphics. Przypomina mi sie koncert. Byl wyjebany w nara. Ale mam chec na kolejny. Dobrze, ze jutro bedzie biba :)
22:43 / 27.06.2004
link
komentarz (2)
Czyzby jakis element dawnych lat? Akysz!
11:28 / 27.06.2004
link
komentarz (3)
Tak sobie mysle, ze ten dzisiejszy telefon to byl bardzo dobry pomysl. Niby tak niepozornie i tylko na chwile, a jednak sie przedluzylo i w ogole. Ogolnie dobry dzien na telefonowanie mialem, na rozmowy przychodzace i wychodzace. Dobrze jest.
10:12 / 27.06.2004
link